Fatalne występy Stocha

Polscy skoczkowie byli tłem dla rywali w kończącej sezon serii konkursów na mamuciej skoczni w Planicy. Największy spadek formy zaliczył lider naszej kadry Kamil Stoch, którego trener Michal Doleżal nie wystawił nawet w ekipie na konkurs drużynowym.

Rywalizacja drużynowa w Planicy od początku nastręczała sporo trudności organizatorom. Zawody co rusz trzeba było przerywać, ściągać skoczka z belki i przykrywać część skoczni. Warunki też były mocno loteryjne. W trakcie trzeciej kolejki doszło do najdłuższej przerwy. Przerwany konkurs na początku miał być wznowiony o 11:10, a potem o 11:25. Pierwsi z rywalizacji wycofali się Niemcy. „Nie wyślemy do walki naszych skoczków w takich warunkach. To zbyt niebezpieczne. Nie spodziewamy się, że warunki się zmienią i nie chcemy ryzykować” – stwierdził trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher. Przyznano mu racje, bo wszyscy mieli świeżo w pamięci straszny w skutkach upadek Norwega Daniela Andre Tandego. Ostatecznie zawody drużynowe przeniesiono na niedzielę i zdecydowano, że zostanie rozegrana tylko jedna seria skoków.
Dla biało-czerwonych był to jubileuszowy setny występ w konkursie drużynowym. Po raz pierwszy od lat w kadrze zabrakło Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski przyjechał do Planicy kompletnie bez formy i w dwóch poprzedzających „drużynówkę” konkursach indywidualnych skakał słabiutko, dużo gorzej od Piotra Żyły, Andrzeja Stękały i Jakuba Wolnego, a nawet od również znajdującego się bez formy Dawida Kubackiego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal nie miał więc wyboru i do konkursu drużynowego wystawił Żyłę, Wolnego, Stękałę i Kubackiego, a Stoch i zdecydowanie najsłabszy w szóstce naszych skoczków Klemens Murańka w niedzielny poranek wystąpili w niezbyt chlubnej dla nich roli… przedskoczków. Chodziło o to, żeby mogli oddać treningowe skoki przed czekających ich tuż po konkursie drużynowym występie w ostatnim w tym sezonie konkursie indywidualnym. Wedle nieoficjalnych danych Stoch uzyskał jako przedskoczek odległość 212 metrów, a Murańka tylko 190.
W „drużynówce” Polakom poszło kiepsko. W konkursie przeprowadzono tylko jedną serię skoków, a w niej z naszych zawodników najlepiej wypadł Stękała, który uzyskał 222 metry, potem Wolny (214 m) i Żyła (213), ale skaczący jako ostatni Kubacki zaliczył tylko 204 m i biało-czerwoni zajęli ostatecznie dopiero szóstą lokatę na dziewięć startujących ekip. Tak słabego wyniku w zespołowej rywalizacji już dawno nie mieli. Zwyciężyła drużyna Niemiec, przed Japonią i Austrią, a Polaków wyprzedzili jeszcze Słoweńcy i Norwegowie. Gorzej od naszej drużyny spisali się tylko Rosjanie, Finowie i Szwajcarzy.
Po konkursie drużynowym do walki w kończącym sezon konkursie indywidualnym przystąpiło tylko 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników. Kamil Stoch po dwóch nieudanych dla siebie konkursach w Planicy (w czwartek i piątek zajął 32. lokaty i nie zdobył punktów do klasyfikacji generalnej cyklu) w ostatnim starcie w tym sezonie już nie myślał o walce o drugą lokatę w klasyfikacji generalnej z Markusem Eisenbichlerem, tylko o utrzymaniu trzeciego miejsca, bo miał tylko 89 pkt przewagi nad czwartym w stawce Norwegiem Robertem Johanssonem. Na szczęście tyle wystarczyło do zajęcia najniższego stopnia podium w klasyfikacji generalnej PŚ. Nasi skoczkowie mogli tylko z zazdrością przyglądać się popisom rywali, bo w niedzielę sami stanowili tło dla najlepszych. Po raz kolejny najdalej z biało-czerwonych szybował Piotr Żyła, który uzyskał 226,5 oraz 230,5 m i ostatecznie zajął w konkursie 13. lokatę. Dwa miejsca dalej uplasował się Andrzej Stękała, 18. miejsce zajął Dawid Kubacki, 20. Kamil Stoch. Jakub Wolny był 26., a Klemens Murańka 29.
Finałowy konkurs wygrał zatem Karl Geiger przed Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem, który zdobył również małą „Kryształową kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w lotach oraz wygranie miniturnieju Planica 7. Dużą „Kryształową Kulę” za triumf w Pucharze Świata już wcześniej zapewnił sobie Norweg Halvor Egner Granerud. W Pucharze Narodów triumfowali natomiast Norwegowie przed Polakami i Niemcami.