Kubacki i Szwab mistrzami kraju

Dawid Kubacki pod nieobecność przeziębionego Kamila Stocha wygrał na skoczni Skalite w Szczyrku letnie mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. W rywalizacji mężczyzn uczestniczyło aż 60 zawodników, natomiast w zmaganiach kobiet wzięło udział 12 zawodniczek. Najlepsza z nich okazała się Joanna Szwab. W Niedzielnym konkursie drużynowym triumfowała ekipa WWS Wisły I.

W pierwszej serii konkursowej mistrz świata uzyskał odległość 98,5 metra i mając 135,3 pkt na koncie objął prowadzenie. W drugiej rundzie Kubacki skoczył jednak słabiej, uzyskując dopiero szósty rezultat, ale zwycięzcy ostatniego Turnieju Czterech Skoczni wystarczyło to do utrzymania pierwszego miejsca. Drugiego w klasyfikacji końcowej Andrzeja Stękałę wyprzedził jednak tylko o jeden punkt. Ale wygrywając letnie mistrzostwa Polski Kubacki przedłużył swoją zwycięską passę w tym okrojonym przez pandemię koronawirusa letnim sezonie – wcześniej triumfował w Memoriale Olimpijczyków oraz w dwóch konkursach Letniej Grand Prix w Wiśle. A przy okazji warto przypomnieć, że tw przeszłości latem wygrywał letnie mistrzostwa w 2013 i 2015 roku.
Zdobywca srebrnego medalu, Andrzej Stękała, na co dzień zawodnik AZS Zakopane, po pierwszej serii miał 2,5 punktu straty do lidera, ale w drugiej był od niego o 1,5 punktu lepszy, mógł więc być ze swojego występu zadowolony. Trzecią lokatę w konkursie zajął Klemens Murańka (TS Wisła Zakopane), a tuż za podium uplasował się Aleksander Zniszczoł, który był drugi w kwalifikacjach, piąty po pierwszej serii i najlepszy w drugiej rundzie. Kolejne miejsca zajęli Maciej Kot, Stefan Hula, Paweł Wąsek i Kacper Juroszek. Dopiero na dziewiątej pozycji znalazł się broniący tytułu Piotr Żyła, a czołową dziesiątkę zamknął Arkadiusz Jojko. Z powodu przeziębienia w konkursie nie uczestniczył Kamil Stoch.
W rywalizacji pań wystartowało 12 zawodniczek. Tytuł mistrzyni Polski wywalczyła Joanna Szwab. To jej pierwszy triumf w letniej edycji mistrzostw kraju, które są rozgrywane od 2014 roku. Wcześniej ta zawodniczka dwukrotnie zajmowała trzecią lokatę, a raz była druga, ale przed rokiem w Zakopanem triumfowała też w zimowej edycji mistrzostw Polski.
W rozegranych w niedzielę zawodach drużynowych triumfował zespół WWS Wisła I, przed AZS Zakopane i TS Wisła Zakopane.

Popis skoczków w Wiśle

Reprezentanci Polski dominowali w miniony weekend w zawodach Letniej Grand Prix na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. W sobotę konkurs wygrał w efektownym stylu Dawid Kubacki, wyprzedzając na podium Kamila Stocha i Piotra Żyłę. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w historii LGP. W czołowej dziesiątce znaleźli się jeszcze Tomasz Pilch i Stefan Hula.

Pandemia koronawirusa zdewastowała również kalendarz cyklu Letniej Grand Prix. Z zaplanowanych ośmiu konkursów sześć odwołano, więc zainaugurowany na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle letni sezon zakończył się już po dwóch konkursach. Na dodatek bez udziału wielu zawodników ze światowej czołówki. Niemcy i Norwegowie wystawili do walki rezerwowy skład swoich reprezentacji, a kadrze Austriaków zabrakło fenomenalnie skaczącego w poprzednim sezonie zimowym Stefana Krafta, zaś Japończycy w ogóle zrezygnowali ze startu w Wiśle.
Niezbyt mocna obsada zawodów ułatwił rzecz jasna zadanie polskim skoczkom. Podczas piątkowych treningów (kwalifikacje nie odbyły się, bo nie było takiej potrzeby – w zawodach wystartowało tylko 47 zawodników) Kamil Stoch i Dawid Kubacki wyraźnie górowali nad resztą stawki i spodziewano się, że to oni między nimi rozstrzygnie się walka o zwycięstwo. Stoch w pierwszej serii sobotniego konkursu trafił na fatalne warunki – dostał silny wiatr w plecy i na półmetku zajmował szóste miejsce z dużą stratą do prowadzącego Dawida Kubackiego, który także skakał w trudnych warunkach, ale jemu sędziowie podnieśli zeskok o jedną belkę i dzięki temu zdołał uzyskać odległość 126,5 metra – wystarczającą do objęcia prowadzenia.
Ale kibice nie mogli narzekać na emocje, bo po pierwszej serii Polacy zajmowali cztery czołowe miejsca – za prowadzącym Kubackim z ponad 10 punktami straty plasował się Stefan Hula, a za nim byli Tomasz Pilch i Piotr Żyła. Do pierwszej szóstki na półmetku gospodarze wpuścili tylko Szwajcara Simona Ammanna, który przed finałową kolejką zajmował piąte miejsce. Różnice w czołowej dziesiątce, oczywiście nie licząc Kubackiego, były minimalne i nawet 10. Paweł Wąsek mógł jeszcze myśleć o zajęciu miejsca na podium. W drugiej serii Stoch przypomniał wszystkim dobitnie, że to on wciąż jest liderem polskiej kadry. Podrażniony niezbyt udanym pierwszym skokiem trzykrotny mistrz olimpijski w drugiej odleciał aż na 136. metr i rzecz jasna wysunął się na prowadzenie. Mógł mu je odebrać jedynie Kubacki i pochodzący z Nowego Targu skoczek nie dał się zepchnąć koledze z najwyższego miejsca na podium. Uzyskał co prawda tylko 128 metrów, ale przy niższej belce startowej i w gorszych warunkach atmosferycznych, co w zupełności wystarczyło do obronienia pierwszej lokaty. Na najniższym stopniu podium stanął Piotr Żyła, który w drugiej serii uzyskał drugą odległość dnia – 131 metrów. Miejsc w czołowej trójce nie utrzymali Hula i Pilch, którzy zajęli ostatecznie szóste i czwarte miejsce.
I tak oto po raz pierwszy w historii Letniej Grand Prix zdarzyło się, że całe podium zajęli polscy skoczkowie. Tym samym biało-czerwoni powtórzyli takie osiągnięcie Finów, którzy jako pierwsi w 2000 roku w Hakubie zajęli trzy czołowe lokaty, Austriaków (w 2008 roku zajęli całe podium w Einsiedeln) oraz Japończyków, którzy w 2019 roku przed własną publicznością w Hakubie dwukrotnie zajmowali całe podium.
W niedzielnym konkursie (zakończył się po zamknięciu wydania) liczba naszych reprezentantów została okrojona o ponad połowę, bo PZN nie mógł już skorzystać z puli krajowej i dlatego w zawodach wystartowało siedmiu biało-czerwonych, którzy w sobotę zajęli najwyższe miejsca, czyli Kubacki, Stoch, Żyła, Pilch, Hula oraz Paweł Wąsek i Klemens Murańka. Wielka szkoda, że na zawodach w Wiśle tegoroczny cykl zawodów Letniej Grand Prix się zakończył, bo nasi skoczkowie chyba jeszcze nigdy nie byli tak dobrze przygotowani fizycznie do sezonu. Sobotnie zawody w Wiśle obserwowało 999 kibiców. Tylu tylko mogli wpuścić organizatorzy. Skoczkowie podczas podróży na górę skoczni musieli zakładać maseczki, obowiązek ten mieli także trenerzy dający sygnały do startu. Tak wygląda reżim sanitarny, który jak wieść niesie w zimowym sezonie ma zostać jeszcze bardziej zaostrzony. FIS rozważa wprowadzenie obowiązku testowania przed każdymi zawodami na koszt poszczególnych reprezentacji wszystkich zawodników i pozostałych członków ekip na obecność koronawirusa, ale ten warunek budzi sprzeciw, bo byłoby to kosztowne przedsięwzięcie i nie wszystkie krajowe federacje byłoby na to stać. Tym bardziej, że testy mają być obowiązkowe nie tylko w zawodach Puchar Świata, ale też w Pucharze Kontynentalnym czy FIS Cup.

Podwójne szczęście Stocha

Nasza kadra skoczków narciarskich rozpoczęła zgrupowanie w Szczyrku. W poniedziałek na treningu na skoczni Skalite pojawiło się 12 zawodników, a wśród nich trzykrotny złoty medalista olimpijski Kamil Stoch. Dla niego to był podwójnie ważny dzień, bo tego dnia obchodził swoje 33. urodziny.

Po zakończonym przedwcześnie z powodu wybuchu pandemii poprzednim sezonie zimowym, nasi skoczkowie po powrocie z Norwegii musieli przejść kwarantannę, w trakcie której przebywali odizolowani w swoich domach, a potem także indywidualnie zaczynali przygotowania do nowego sezonu. Dopiero gdy ministerstwo sportu wydało zgodę na otwarcie Centralnych Ośrodków Sportu, a następnie zezwoliło na wznowienie treningów przez sportowców wielu dyscyplin, m.in. lekkoatletyki, wioślarstwa czy właśnie skoków narciarskich, połączone w jedną dawne kadry A i B mogły wrócić na skocznię i oddać pierwsze tej wiosny skoki.
W poniedziałek wyznaczeni przez trenera Michala Doleżala zawodnicy zjechali do Szczyrku na zgrupowanie. Na skoczni Skalite do poniedziałkowych treningów przystąpili Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch i Kacper Juroszek.
Zajęcia prowadzone są przy zachowaniu szczególnych środków ostrożności. Skoczkowie nie mają między innymi możliwości korzystania z szatni, więc w tym celu muszą wykorzystywać przydzielone im pokoje hotelowe. Na czas zgrupowania zostali skoszarowani w jednym hotelu, do którego nikt spoza ekipy nie ma dostępu. Zawodnicy mieszkają w jednoosobowych pokojach.
Poniedziałek był szczególnym dniem dla lidera naszej kadry Kamila Stocha, który urodził się 25 maja 1987 rok, zatem obchodził 33. urodziny. Z tej okazji otrzymał mnóstwo gratulacji i prezentów, w tym od redakcji TVP Sport, która przygotowała film z jego dziesięcioma najważniejszymi skokami w karierze.
Pierwsze zwycięstwo w konkursie Pucharu Świata Stoch odniósł 23 stycznia 2011 roku na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Od tamtej pory stawał na podium zawodów PŚ 71 razy, w tym 36 razy na najwyższym. Wygrywał na skoczniach normalnych, dużych, ale również na mamucich. Dwukrotnie zdobył Kryształową Kulę (w sezonach 2012/2014 i 2017/2018), dwukrotnie wygrał też prestiżowy Turniej Czterech Skoczni – w 2016/2017 oraz rok później, kiedy to jako drugi skoczek w historii, po Svenie Hannawaldzie, zwyciężył we wszystkich czterech konkursach. Ale rzecz jasna jego największym osiągnięciem są złote medale olimpijskie – W 2014 roku na zimowych igrzyskach w Soczi wywalczył dwa krążki na normalnej i dużej skoczni, natomiast cztery lata później w Pjongczngu dorzucił trzecie złoto na dużej skoczni oraz brązowy medal w konkursie drużynowym na tym samym obiekcie. Ma też na koncie tytuły mistrza świata – wywalczony indywidualnie w 2013 roku w Val di Fiemme oraz drużynowy z ekipą biało-czerwonych w 2017 roku w Lahti.
Mimo tej imponującej listy sukcesów, która czyni go najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii polskich skoków, Stoch wciąż ujmuje swoich fanów skromnością. „Wiele z moich marzeń udało mi się już zrealizować, ale chociaż w pewnym sencie jako sportowiec mogę czuć sie już spełniony, to czuję w sobie jeszcze duże pokłady niewykorzystanej energii i niewykorzystanego potencjału. Mam nadzieję, że w przyszłości będę w stanie je wykorzystać także poza sportem” – zapowiedział w jednym z wywiadów.
Po poniedziałkowych treningach Stoch podziękował za wszystkie życzenia na jednym z portali społecznościowych. „Można powiedzieć, że dziś skakałem z radości. Wszystkim Wam życzę, żebyście mogli wrócić do swoich zajęć. Dziękuję za życzenia urodzinowe, szczęściarz ze mnie” – napisał Stoch.
Nasi skoczkowie w poniedziałek dowiedzieli się też, że Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) podjęła decyzję, iż odwołane w marcu z powodu wybuchu epidemii koronawirusa mistrzostwa świata w lotach narciarskich odbędą się w dniach 11-13 grudnia tego roku. Nie zmieniono miejsca zawodów i zgodnie z pierwotnym terminem odbędą się na mamucie skoczni w Planicy. Dla kibiców natomiast podano równie ważną dla nich wiadomość, że bilety wykupione na marcową imprezę w Planicy nie stracą ważności i nie trzeba będzie ich wymieniać. Wypada mieć tylko nadzieję, że do grudnia pandemia koronawirusa zostanie opanowana.

Norweskie chytruski

Organizatorzy tegorocznego Raw Air, ostatniego w minionym sezonie cyklu zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich, po długim namyśle postanowili obciąć nagrodę finansową dla zwycięzcy zawodów.

O zmniejszeniu premii finansowej dla triumfatora tegorocznego Raw Air, którym był Kamil Stoch, w miniony piątek poinformowała Norweska Federacja Narciarska (NSF). Gwoli przypomnienia – dla zwycięzcy całego cyklu składającego się z 16 punktowanych skoków, czyli wszystkich konkursowych i kwalifikacyjnych w turniejach na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i Vikersund, organizatorzy przewidzieli nagrodę w wysokości 60 tysięcy euro. Impreza została jednak przerwana po kwalifikacjach w Trondheim, czyli zawodnicy zaliczyli po dziewięć z zaplanowanych szesnastu skoków. Ale przecież nie przerwali rywalizacji sami z siebie, lecz tylko podporządkowali się decyzji władz norweskich, które wprowadziły zakaz organizowania w tym kraju imprez masowych w związku z rozwojem epidemii koronawirusa.
Z wypłata premii należnej Kamilowi Stochowi za zwycięstwo organizatorzy Raw Air zwlekali jednak ponad dwa tygodnie i nie bardzo było wiadomo, dlaczego to robią. Powody tej zwłoki są już jednak znane – po prostu przez ten czas zastanawiali się, czy wypłacić polskiemu skoczkowi całe 60 tysięcy euro, czy może pomniejszyć tę kwotę pod pretekstem, że zawody nie zostały rozegrane do końca. NSF ostatecznie wybrała drugą opcję, czyli odliczyła z puli nagród procentowo część za odwołane konkursy w Trondheim i Vikersund. „My, podobnie jak FIS i inni organizatorzy imprez sportowych, nie wypłacamy premii za zawody, które się nie odbyły. Premia za zwycięstwo w Raw Air, w którym przeprowadzono dziewięć z 16 punktowanych serii skoków, wyliczona została na 33 750 euro” – wyjaśnił dyrektor ds. organizacji zawodów i imprez przy NSF Terje Lund. I zapewnił, że te pieniądze zostały natychmiast przesłane na konto Stocha. Ciekawe, czy NSF byłaby równie chętna do cięcia premii, gdyby Raw Air wygrał któryś z norweskich skoczków…

Nie było źle, ale bywało już lepiej

Ekipa naszych skoczków po spowodowanym epidemią koronawirusa przedwczesnym zakończeniu sezonu, w miniony piątek wróciła z Norwegii do kraju wyproszonym przez Adama Małysza prezydenckim samolotem, co nie uchroniło zawodników i sztab trenerski przed kwarantanną. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale przymusowe odosobnienie daje sposobność do przeanalizowania występów biało-czerwonych i oceny osiągniętych przez nich wyników.

Ma o czym myśleć zwłaszcza czeski trener naszej kadry skoczków Michal Doleżal. On ma świadomość, że jego osiągnięcia w tym sezonie są przez jego zwierzchników w Polskim Związku Narciarskim porównywane z osiągnięciami poprzednika – Stefana Horngachera. Austriacki szkoleniowiec jak wiadomo przed rokiem po trzech latach pracy zostawił reprezentację Polski i przejął obowiązki selekcjonera kadry Niemiec. Najbardziej widocznym efektem tej zmiany jest klasyfikacja Pucharu Narodów. W poprzednim sezonie triumfatorami klasyfikacji drużynowej byli Polacy, przez zespołami Niemiec, Japonii, Austrii, Norwegii i Słowenii, w tym pierwsze miejsce zajęli Niemcy, przed Austriakami i Norwegami, a biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę, co trzeba uznać za ich porażkę. Horngacher ma więc powody do świętowania, bo wygrał Puchar Narodów dwa razy z rzędu prowadząc dwie różne reprezentacje. Warto przypomnieć, że pod jego wodzą nasi skoczkowie w ciągu trzech sezonów dwukrotnie wygrali rywalizację drużynową (2016/2017 i 2018/2019), a raz zajęli trzecie miejsce (2017/2018). Gdy 24 marca 2016 roku austriacki trener przejmował kadrę Polski po Łukaszu Kruczku, miała za sobą wybitnie nieudany sezon, bo w Pucharze Narodów zajęła 6. miejsce, a w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszy z naszych zawodników, Kamil Stoch, był dopiero 22. W trzeciej dziesiątce zestawienia znaleźli się ponadto Stefan Hula (26) i Dawid Kubacki (29), a Maciej Kot (31) był przed Piotrem Żyłą (35).
W sezonie 2018/2019, ostatnim pod wodzą Horngachera, w „generalce” Pucharu Świata Stoch był trzeci, Żyła czwarty, Kubacki piąty, a Jakub Wolny 22, ale Hula zajął już odległą 40. lokatę, a Kot dopiero 47. To pokazuje, że wyraźna różnica w wynikach osiąganych przez tercet Stoch-Kubacki-Żyła w porównaniu z resztą kadry nie pojawiła się za rządów Doleżala, lecz była już problemem jego poprzednika.
W obecnym sezonie miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej utrzymali jedynie Kubacki (był czwarty) i Stoch (zajął piąta lokatę), a Żyła zakończył rywalizację na 11. pozycji. Lokaty pozostałych polskich skoczków były dalekie od oczekiwań – Wolny zajął 38. miejsce, Kot 42., Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61. Porównanie wyników nie wypada w sumie aż tak źle na niekorzyść czeskiego szkoleniowca. Owszem, nie dorównał Horngacherowi w Pucharze Narodów, ale indywidualnie Karl Geiger zajął drugie miejsce w „generalce”, lecz drugi z niemiecki skoczków w Top 10, Stephan Leyhe, był już szósty, czyli za plecami Kubackiego i Stocha. Natomiast za Żyłą uplasowali się 16. w zestawieniu Constantin Schmid i 23. Markus Eisenbichler. Pozostali zawodnicy z kadry Horngachera wyladowali na miejscach równie odległych jaku Wolny, Hula i Murańka – Richard Freitag był 44., Moritz Baer 48., a Luca Roth 61.
To porównanie pokazuje, że pozycję naszej reprezentacji w tym sezonie rozłożył brak równorzędnego dla Stocha, Kubackiego i Żyły zawodnika. Niestety, Hula, Wolny, Kot i Zniszczoł wyraźnie odstawali formą, a już największym rozczarowaniem był Murańka. Ale w rywalizacji turniejowej nasi czołowi zawodnicy należeli jednak do ścisłej czołówki. W sezonie 2019/2020 biało-czerwoni wygrali osiem konkursów – Kubacki cztery, Stoch trzy, Żyła jeden. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni triumfowali w dwóch z czterech mini-turniejów: Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, zaś Stoch w norweskim cyklu Raw Air, a Kubacki był jeszcze drugi w cyklu Titisee-Neustadt Five i na dodatek zaliczył imponującą serię dziesięciu konkursów z rzędu, w których stawał na podium. Stoch nie powtórzył świetnych wyników z dwóch poprzednich sezonów, ale też nie ma powodów do narzekania – wygrał Raw Air i trzy konkursy. Swoje „pięć minut” miał też Żyła, który wygrał konkurs w lotach narciarskich w Bad Mitterndorf.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast pozostali kadrowicze – Wolny, Kot, Hula, Zniszczoł, Murańka i Wąsek. To właśnie przez brak czwartego mocnego skoczka polska drużyna zanotowała słabsze wyniki. Na początku było jeszcze dobrze, bo biało-czerwoni wywalczyli 3. miejsce w Wiśle, a potem wygrali „drużynówkę” w Klingenthal. W trzech kolejnych konkursach nie załapali się jednak nawet na najniższy stopień podium, a w Oslo zajęli dopiero na 6. miejsce. Nie obronili zatem pierwszej lokaty w Pucharze Narodów z poprzedniego sezonu i ostatecznie zajęli czwartą lokatę.
I właśnie na wyeliminowaniem tej słabości będzie musiał popracować teraz Doleżal. O ile rzecz jasna Stoch, Kubacki i Żyła będą do jego dyspozycji także w nowym sezonie. To ważne, bo na zapleczu kadry A nie objawili się jak na razie zawodnicy rokujący nadzieję na zastąpienie w tego tercetu mistrzów.

48 godzin sport

Teraz zagrają z Salwadorem
W miniony piątek odbyło się losowanie par Grupy Światowej II Pucharu Davisa. Reprezentacja Polski, która na początku marca wywalczyła awans pokonując w Kaliszu Hongkong 4:0, w dniach 18-20) września zmierzy się z ekipą Salwadoru, która w marcowych barażach wygrała 3:1 z drużyną Jamajki. Ponieważ Polska i Salwador nigdy nie grały przeciwko sobie w rozgrywkach Pucharu Davisa, gospodarza meczu wyłoniło losowanie. Szczęście sprzyjało biało-czerwonych i to oni będą gościć rywali z Ameryki Środkowej u siebie. Nie dlatego jednak są faworytami tego meczu. Najwyżej w rankingu ATP sklasyfikowany tenisista z Salwadoru, Marcelo Arevalo, zajmuje obecnie lokatę w czwartej setce światowej listy. Jeśli nasz zespół wygra, awansuje do baraży o Grupę Światową I.

Koniec sezonu biathlonistek
Monika Hojnisz-Staręga po raz szósty z rzędu zajęła miejsce w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata w biathlonie. W rozegranym w sobotę w fińskim Kontiolahti biegu na dochodzenie na 10 km, ostatnią konkurencję obecnej edycji Pucharu Świata, Polka zajęła piąte miejsce. Zwyciężyła Francuzka Julia Simon, przed Szwajcarką Seliną Gasparin i Włoszką Lisą Vittozzi. Czarta linię mety minęła Finka Kaisa Makarainen, która po tym biegu ogłosiła zakończenie sportowej kariery. „Kryształową Kulę” wywalczyła Włoszka Dorothea Wierer (793 pkt), drugą lokatę zajęła Norweżka Tiril Eckhoff (786), a trzecie Niemka Denise Herrmann (745). Hojnisz-Staręga w klasyfikacji generalnej PŚ uplasowała się na 12. pozycji z dorobkiem 500 punktów. Dalsze miejsca zajęły Kamila Żuk (38) i Kinga Zbylut (56).

Kto dobrze skakał, ten zarobił
Zwycięzca Pucharu Świata w skokach narciarskich Stefan Kraft jest jednocześnie liderem na liście płac. Austriacki skoczek zarobił w zakończonym w poprzednim tygodniu sezonie 199,4 tys. franków szwajcarskich (ok. 820 tys. złotych). Drugie miejsce na liście krezusów zajął Japończyk Ryoyu Kobayashi (805 tys. złotych), a trzecie Niemiec Karl Geiger (767,5 tys. złotych). Dwie kolejne lokaty zajęli Polacy: Kamil Stoch zarobił 738 tys. złotych, a Dawid Kubacki 661,9 tys. złotych. Na 12. miejscu uplasował się Piotr Żyła (302, 4 tys. zł), na 31. Jakub Wolny (73, 2 tys. zł), na 42. Maciej Kot (16, 5 tys. zł), a na 46. Stefan Hula (12,8 tys. zł).

Liga Narodów po igrzyskach
W 2020 roku siatkarska Liga Narodów odbędzie się po igrzyskach olimpijskich w Tokio. Taką informację przekazała FIVB. Tegoroczne rozgrywki miały zacząć się w połowie maja. Panie miały rywalizować od 19 maja, a panowie od 22 maja. Przełożeniu Ligi Narodów pozwoli dokończyć rozgrywki ligowe, które niemal na całym świecie zostały zawieszone do odwołania. Tytułu mistrzowskiego Ligi Narodów siatkarzy bronić będzie reprezentacja Rosji. Polacy w ubiegłorocznej edycji zajęli trzecie miejsce. Wśród pań w 2019 roku najlepsze okazały się Amerykanki, a Polki znalazły się na piątej pozycji.

Wygrana siatkarzy plażowych
Grzegorz Fijałek i Michał Bryl wygrali turnieju World Tour w siatkówce plażowej w Dausze. W finale pokonali Meksykanów Josue Gastona Gaxiolę Leyvę i Jose Luisa Rubio Camargo 2:1 (16:21, 21:19, 15:11). Fijałek i Bryl od 2017 roku występują razem i w ostatnich dwóch sezonach odnosili sukcesy w WT. Przed zawodami w Katarze sześć razy wspólnie stawali na podium w tym cyklu, ale nigdy wcześniej nie udało im się triumfować w takim turnieju.

Mistrz zakończył karierę
Legendarny biathlonista Martin Fourcade ogłosił zakończenie kariery. 31-letni Francuz pożegnał się z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Fourcade to jeden z najbardziej utytułowanych biathlonistów w historii. Ma na koncie siedem medali olimpijskich (pięć złotych i dwa srebrne), 13 tytułów mistrza świata, siedem triumfów w Pucharze Świata. Francuz po raz ostatni wystąpił w minioną sobotę w kończącym sezon biegu pościgowym w Kontiolahti. Na pożegnanie Fourcade wygrał wyścig wyprzedzając na podium dwójkę rodaków – Quentina Fillona Mailleta i Emiliena Jacquelina. Czwarte miejsce zajął Norweg Johannes Thingnes Boe, który w tym sezonie po raz drugi z rzędu zdobył „Kryształową Kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu świata.

Zmarła Dana Zatopkova
W wieku 97 lat zmarła w Pradze legendarna czeska lekkoatletka Dana Zatopkova, złota medalistka olimpijska w rzucie oszczepem (1952), mistrzyni Europy (1954 i 1958) i rekordzistka globu (1958 – 55,73 m). Była żoną słynnego biegacza Emila Zatopka, który na koncie miał cztery złote medale olimpijskie w biegach na 5 km, 10 km (dwukrotnie) i w maratonie, wywalczone na igrzyskach w 1948 i 1952 roku. Oboje urodzili się tego samego dnia – 19 września 1922 roku. Emol Zatopek zmarł w 2000 roku.

Ronaldinho zagrał w więzieniu
Były gwiazdor FC Barcelona Ronaldinho, który od ponad tygodnia przebywa w więzieniu w stolicy Paragwaju Asuncion za posługiwanie się sfałszowanym paszportem, zagrał w meczu zorganizowanym w tym zakładzie karnym. 39-letni Brazylijczyk, dwukrotny laureat „Złotej Piłki”, w wygranym przez jego drużynę 11:2 spotkaniu strzelił pięć goli i zanotował sześć asyst. Nagrodą dla zwycięzców meczu był pieczony prosiak.

Święty-Ersetic z nominacją
Nasza znakomita lekkoatletka Justyna Święty-Ersetic znalazła się w gronie pięciu zawodniczek nominowanych przez European Athletics do nagrody lekkoatletki miesiąca. Kapituła doceniła jej triumf w cyklu zawodów World Indoor Tour. Oprócz niej nominacje otrzymały: Białorusinka Tatsiana Chaładowycz (oszczep), Niemki Konstanze Klosterhalfen (1500 m) i Malaika Mihambo (skok w dal) oraz Brytyjka Jemma Reekie (bieg na 800 i 1500 m). Głosować można za pośrednictwem Facebooka, Twittera i Instagrama do wtorku 17 marca, do godz. 12:00.

Kamil Stoch wygrał Raw Air

Działacze FIS nie potrafili podjąć decyzji, więc zrobił to za nich norweski rząd, który nakazał odwołanie wszystkich imprez sportowych w tym kraju. W tej sytuacji triumfatorem Raw Air, po raz drugi w karierze, został Kamil Stoch. I to jest już koniec sezonu w skokach narciarskich, bo światowa federacja postanowiła odwołać też marcowe mistrzostwa świata w lotach w Planicy.

Atmosfera wśród uczestników Raw Air zrobiła się napięta od chwili, gdy dwóch Włochów zostało poddanych kwarantannie z podejrzeniem koronawirusa. Sytuacja zrobiła się nieciekawa, bo członkowie innych drużyn i ekip technicznych przebywali w ich towarzystwie od początku zawodów – podróżowali tymi samymi autokarami i mieszkali w tych samych hotelach. W czwartek przed południem przedstawiciele FIS zaprosili na spotkanie szefów wszystkich drużyn, żeby przedyskutować dalsze kroki. Powszechnie spodziewano się, że narada została zwołana tylko po to, żeby zakomunikować ekipom o zakończeniu zmagań w Raw Air oraz o odwołaniu zaplanowanych na następny weekend w Planicy mistrzostw świata w lotach narciarskich.
Nic jednak takiego nie nastąpiło. Działacze światowej federacji narciarskiej nie podjęli żadnej wiążącej decyzji. Niewykluczone, że wiedzieli już, że o godzinie 14:00 premier norweskiego rządu ogłosi zarządzenie o środkach nadzwyczajnych w zwalczaniu epidemii koronawirusa. Jednym z jego punktów był nakaz natychmiastowego odwołania wszystkich imprez sportowych organizowanych w tym kraju. Decyzja norweskich władz nie była zaskoczeniem, bo Norwegia jest obecnie trzecim, po Włochach i Korei Południowej krajem, w którym wirus rozprzestrzenia się w najszybszym tempie.
Zakończenie zmagań w Raw Air oznaczało, że triumfatorem tegorocznej edycji został Kamil Stoch, lider klasyfikacji generalnej cyklu po sześciu dniach rywalizacji. To jego drugi triumf w tych zawodach. Kamil Stoch Nasz trzykrotny mistrz olimpijski został pierwszym skoczkiem w historii, który dwukrotnie wygrał Raw Air. Wcześniej dokonał tego w 2018 roku i zrobił to wtedy w lepszym stylu, bo prowadził od pierwszej do ostatniej serii.
Przypomnijmy, że zwycięzca norweskich zawodów dostaje dodatkową premię finansową w wysokości 60 tysięcy euro.
Nasz skoczek zgromadził 1161,9 pkt i wyprzedził o 7,4 pkt Japończyka Ryoyu Kobayashiego (1154,5). Trzecie miejsce zajął Norweg Marius Lindvik (1154,3), a kolejne miejsca w czołowej dziesiątce cyklu zajęli: 4. Ziga Jelar (Słowenia, 1151,9), 5. Stephan Leyhe (Niemcy, 1149,0), 6. Robert Johansson (Norwegia, 1140,6), 7. Peter Prevc (Słowenia, 1133,8), 8. Stefan Kraft (Austria, 1131,8), 9. Timi Zajc (Słowenia, 1109,8) i 10. Yukiya Sato (Japonia, 1098,6). Pozostali reprezentanci Polski zajeli dalsze lokaty: Dawid Kubacki był 16. (1077,4 pkt), Piortr Żyła 17. (1072,5), Maciej Kot 28. (857,4), Jakub Wolny 39. (518,7), Aleksander Zniszczoł 59. (268,3), a Paweł Wąsek 61. (242,2).
Wielkiego pecha miał niemiecki skoczek Stephan Leyhe, który w środę w prologu do czwartkowego konkursu w Trondheim miał upadek po skoku na odległość 141,5 m, w efekcie którego zerwał więzadła krzyżowe.
Z odwołania Raw Air i mistrzostw świata w lotach narciarskich skorzystał też Austriak Stefan Kraft, którego decyzja FIS zastała na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. A zatem austriacki skoczek z dorobkiem 1659 punktów zdobył po raz drugi w karierze „Kryształową Kulę”. Drugie miejsce wywalczył Niemiec Karl Geiger (1519), a trzecie miejsca na podium wywalczył Ryoyu Kobayashi (1178). Dwie kolejne lokaty zajęli nasi skoczkowie – czwartą Dawid Kubacki (1169), a piątą Kamil Stoch (1031). Czołową dziesiątkę uzupełnili: Niemiec Stephan Leyhe (917 pkt), Norweg Marius Lindvik (906), Słoweniec Peter Prevc (789), Norweg Daniel Andre Tande(721) i Austriak Philipp Aschenwald (622). Jedenastą lokatę zajął kolejny z biało-czerwonych, Piotr Żyła (617). Miejsca pozostałych Polaków: Jakub Wolny 38., Maciej Kot 42., Stefan Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61.
Klasyfikację Pucharu Narodów wygrała reprezentacja Niemiec z dorobkiem (5194 pkt), przed Austrią (5041), Norwegią (4622) i Polską (4272). Kolejne lokaty zajęły ekipy Słowenii (4085), Japonii (3479), Szwajcarii (801), Czech (335), Rosji (248), Finlandii (243), Bułgarii (48), Kanady (20), USA (14), Kazachstanu (13) i Estonii (11).

Wiatr psuje szyki Stochowi

Niedzielny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo nie doszedł do skutku z powodu silnego wiatru. Zawody zostały rozegrane w poniedziałek na skoczni w Lillehammer. Wystąpili w nich wszyscy zawodnicy zgłoszeni do turnieju w Oslo.

Na wstępie gwoli przypomnienia: cykl norweskich zawodów pod szyldem Raw Air jest rozgrywany na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund. Do klasyfikacji generalnej wliczany jest dorobek punktowy z czterech konkursów indywidualnych i dwóch drużynowych oraz czterech serii kwalifikacyjnych, zwanych prologami. Zwycięzca całego cyklu otrzyma dodatkową premię finansową w wysokości 60 tysięcy euro.
Kapryśna pogoda pokrzyżowała organizatorom plany i niedzielny konkurs indywidualny w Oslo musieli odwołać. Zawody przeniesiono na poniedziałek do Lillehammer. Tego dnia zgodnie z pierwotnym kalendarzem Raw Air miał się odbyć prolog do wtorkowego konkursu. Kwalifikacje przełożono jednak na wtorek, a ich miejsce przeprowadzono odwołane zawody w Oslo. Kolejne etapy Raw Air mają być rozgrywane już zgodnie z ustalonym terminarzem. Inna przeszkodą jest narastające zagrożenie epidemią koronawirusa – z tego powodu zawody w Lillehhamer odbyły się bez udziału publiczności.
Na marginesie – tak samo będzie podczas kończących sezon mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Planicy (19-22 marca). Podczas poniedziałkowego posiedzenia słoweńskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego podjęto decyzję, że z powodu epidemii koronawirusa impreza ta odbędzie się bez publiczności. Minister zdrowia Ales Sabeder poinformował, że podobne środki zapobiegawcze podjęto w związku z każdą imprezą, na której mogłoby się pojawić więcej niż 500 kibiców. Już w najbliższy weekend w Kranjskiej Gorze zawody alpejskiego Pucharu Świata w slalomie gigancie i slalomie mężczyzn zostaną rozegrane przy pustych trybunach.
Wracając do cyklu Raw Air, to w obecnej edycji uczestniczy w nim siódemka polskich zawodników. Do Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Macieja Kota i Aleksandra Zniszczoła w niedzielę dołączył Paweł Wąsek, który zastąpił kontuzjowanego Klemensa Murańki. Rywalizację zaczął jednak dopiero od wtorkowego prologu do konkursu indywidualnego w Lillehammer (wtorkowe zmagania zakończyły się po zamknięciu wydania).
W poniedziałkowym konkursie najlepiej w ekipie biało-czerwonych spisywał się Kamil Stoch. Oba oficjalne treningi nsz trzykrotny mistrz olimpijski zakończył na drugiej pozycji. W tych treningowych próbach kroku dotrzymywał mu jeszcze tylko Piotr Żyła, który był trzeci w stawce. Najdalej skakał jednak Słoweniec Peter Prevc (141 m).
W pierwszej serii konkursowej z biało-czerwonych miejsce w czołówce utrzymał już tylko Stoch, który skoczył 135 metrów i ustępował w klasyfikacji jedynie Markusowi Eisenbichlerowi, tracąc do niego 3,9 pkt. Pozostali z naszych reprezentantów spisali się słabiutko – Żyła był 21. (124 m), a Dawid Kubacki dopiero 28. (122,5 m), a pozostali, czyli Wolny (114 m i 37. lokata) oraz Kot (112,5 m i 39. miejsce) nie zakwalifikowali się do finałowej serii.
W drugiej serii przypomniał o sobie Kubacki, osiągając odległość 131,5 metra. Niewiele mu to jednak dało, bo konkurenci także skakali daleko, przez co zdołał poprawić się jedynie o trzy lokaty i ostatecznie zakończył zawody na 25. miejscu. Z kolei Żyła wylądował na 130. metrze zajął 23. pozycję. Honor naszej ekipy po raz kolejny musiał więc ratować Stoch. Lider naszej kadry miał jednak straszliwego pecha, bo pod koniec zawodów zaczął wiać bardzo silny wiatr w plecy, przez co zawodnicy z czołowej dziesiątki po pierwszej próbie zanotowali słabsze rezultaty. Najlepiej poradził sobie Peter Prevc, któremu skok na odległość 125,5 metra zapewnił awans na pierwsze miejsce, wyprzedzając Niemców Markusa Eisenbichlera i Stephana Leyhe. Lider Pucharu Świata Stefan Kraft i wicelider Niemiec Karl Geiger, nie dali rady, podobnie jak Japończyk Ryoyu Kobayashi. Niestety, z wiatrem nie poradził sobie też Stoch, który osiągnął tylko 121 metrów i spadł na siódme miejsce.
Przed wtorkowym konkursem w Lillehammer (zakończył się po zamknięciu wydania) Stoch w klasyfikacji generalnej Raw Air zajmował czwartą lokatę (644,6 pkt), za Norwegiem Mariusem Lindvik (655,2), Stefanem Kraftem (647,6) i Niemcem Stephanem Leyhe (645,3). Żyła był 14. (620,2), Kubacki 20. (599), Kot 26. (424,4), Wolny 44. (201,4), a Zniszczoł 55. (101,3).

Wiatr psuje Raw Air

Trwający w Norwegii od piątku cykl konkursów pod szyldem Raw Air z każdym dniem staje się dla organizatorów coraz większym wyzwaniem. Zmieniający się wiatr chwilami wręcz wypacza przebieg rywalizacji, która na domiar złego z powodu szalejącej już także w Europie epidemii koronawirusa, toczy się praktycznie bez udziału widzów.

Kapryśny wiatr sprawił, że niemal wszyscy zawodnicy startujący pod koniec piątkowych kwalifikacji w Oslo oddali słabe skoki. W tej sytuacji niespodziewanie liderem klasyfikacji generalnej cyklu Raw Air został Niemiec Constantin Schmid, który skokiem na odległość 130 m wygrał prolog. Za nim uplasowali się Austriak Michael Hayboeck oraz Słoweniec Żiga Jelar. Najwyżej z Polaków sklasyfikowano Piotra Żyłę, który zajął piąte miejsce ze stratą do lidera 1,7 pkt. Maciej Kot trafił na bardzo dobre warunki wietrzne i wylądował na 129. metrze. Ten wynik zapewnił mu jednak dopiero 14. miejsce. Spore problemy mieli natomiast najlepsi nasi skoczkowie, czyli Kamil Stoch i Dawid Kubacki, którzy skakali z podwyższonego rozbiegu.
Pierwszy z nich ostatecznie zajął dopiero 27. miejsce, a Kubacki 42. Awans do niedzielnego konkursu indywidualnego w Oslo wywalczył jeszcze Jakub Wolny, zajmując 43. lokatę. Ogromnego pecha miał tylko Aleksander Zniszczoł, któremu do kwalifikacji zabrakło dwóch punktów. Na udany występ Kota błyskawicznie zareagował trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal i włączył tego zawodnika do składu na sobotni konkurs drużynowy, obok Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły.
Podczas sobotniego konkursu drużynowego na skoczni Holmenkollbakken panowały już dobre warunki do skakania. Wiatr nie był zbyt silny, ale zmienny, co jest charakterystyczne dla tego obiektu. Nie miało to jednak decydującego wpływu na wyniki. Pierwszy raz w tym sezonie Pucharu Świata konkurs drużynowy wygrali Norwegowie. Na swoim obiekcie, mimo braku publiczności z powodu koronawirusa, podopieczni Alexandra Stoeckla skakali znakomicie. Już po pierwszej grupie drugiej serii byli prawie pewni zwycięstwa. Nie wypuścili go z rąk i o ponad 30 punktów wyprzedzili drugich Niemców. Trzecie miejsce wywalczyli Słoweńcy, a czwarte Polacy. Dopiero na szóstej pozycji zawody ukończyli liderzy Pucharu Narodów Austriacy, których zdołali jeszcze wyprzedzić Japończycy. Biało-czerwoni po wybitnie nieudanym dla siebie poprzednim konkursie drużynowym, w którym zajęli najgorsze w tym sezonie szóste miejsce, tym razem ponownie liczyli się w walce o podium. Ostatecznie zajęli czwarte miejsce przegrywając minimalnie ze Słoweńcami. W pierwszej serii najmocniejszymi ogniwami w naszej drużynie byli Piotr Żyła i Kamil Stoch. Skoczyli odpowiednio 129 i 130 metrów. Gdyby Dawid Kubacki oraz Maciej Kot polecieli równie daleko, to Polacy prowadziliby na półmetku. Ale tak dobrze nie było. Kubacki wylądował na 124., a Kot na 115. metrze. Ogólnie jednak nie było źle, bo Polacy zajmowali 3. miejsce tracąc do drugich Niemców niespełna 15, a do prowadzących Norwegów 23 punkty. Ale za plecami podopieczni trenera Michala Doleżala mieli Japończyków i Słoweńców, których oni z kolei wyprzedzali minimalnie. W drugiej serii Żyła nie skoczył już tak dobrze jak w pierwszej. 124 metry pozwoliło jednak polskiej reprezentacji utrzymać trzecią lokatę, ale jej strata do Norwegów i Niemców znacznie wzrosła. Kluczowy w tej walce był drugi skok Macieja Kota. Uzyskał 123 metry i co prawda przegrał ze skaczącymi w jego grupie Junshiro Kobayashim i Timim Zajcem, ale biało-czerwoni chociaż spadli na 5. pozycje, nie stracili kontaktu z ekipami Japonii i Słowenii.
Skaczący jako trzeci w naszej drużynie Stoch na dalekie skoki Yukiya Sato i Anze Laniska (131 i 130 m) odpowiedział szybując na odległość 133 m. Dostał przy tym wysokie noty i biało-czerwoni awansowali na 4. lokatę tracąc do trzecich Słoweńców tylko 5,6 pkt. Który zespół zajmie najniższy stopień podium rozstrzygnęli w bezpośredniej rywalizacji Ryoyu Kobayashi, Dawid Kubacki i Peter Prevc . Japończyk wylądował na 130. metrze, ale Kubacki go przebił wynikiem 134,5 m. Prevc skoczył jednak 133 m i ten wynik wystarczył Słoweńcom do obronienia przewagi. Pokonali nasz zespół o 4,2 pkt. Pod względem indywidualnym, drugi wynik w drużynówce miał Kamil Stoch, który przegrał z najlepszym w stawce Norwegiem Johannem Andre Forfangiem zaledwie o 0,2 pkt. Dobrze to wróżyło przed niedzielnym konkursem indywidualnym. Niestety, swoje trzy grosze do rywalizacji znowu wtrącił wiatr. Z powodu fatalnych warunków zaplanowany na 14:30 konkurs przeniesiono na 16:30 i zapowiedziano, że odbędzie się tylko jedna seria skoków, a następnie ostatecznie zawody w ogóle odwołano.

Teraz powalczą w Norwegii

W najbliższy weekend kadra naszych skoczków narciarskich rozpocznie rywalizację w norweskim cyklu Raw Air. W jego ramach odbędzie się sześć konkursów – cztery indywidualne i dwa drużynowe.

Po nieudanych dla biało-czerwonych występach w fińskim Lahti, gdzie żaden z naszych reprezentantów nie stanął na podium, Kamil Stoch i spółka przenieśli się do Norwegii. Rywalizacja w ramach cyklu Raw Air toczyć się będzie do 15 marca na czterech obiektach – w Oslo, Lillehammer, Trondheim oraz na mamuciej skoczni w Vikersund. Trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal powołał na te zawody siedmiu zawodników: oprócz Kamila Stocha, także Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańkę oraz przywróconego do pierwszego składu reprezentacji Macieja Kota. W przededniu imprezy kontuzji nadgarstka podczas treningu doznał Murańka i ostatecznie Polska wystawi w kończącym sezon Pucharu Świata Raw Air tylko sześciu skoczków.
Czwarta edycja tego prestiżowego cyklu składać się będzie z sześciu konkursów, w tym dwóch drużynowych. Do końcowej klasyfikacji wliczane będą wyniki wszystkich skoków, także oddanych w kwalifikacjach, które w Raw Air nazywane są prologami. Na zwycięzcę czeka dodatkowa premia finansowa w wysokości 60 tys. euro. Triumfatorami trzech poprzednich edycji norweskich zawodów byli Austriak Stefan Kraft, Kamil Stoch i Japończyk Ryoyu Kobayashi.
Raw Air 2020 zacznie się w piątek 6 marca w Oslo prologiem (początek godz. 19:30). A tak wygląda terminach kolejnych konkursów. Sobota: konkurs drużynowy (15:15). Niedziela: konkurs indywidualny (14:30). Lillehammer. Poniedziałek: prolog (17:30). Wtorek: konkurs indywidualny (17:00). Trondheim. Środa: prolog (17:30). Czwartek: konkurs indywidualny (17:00). Vikersund. Piątek: prolog (18:00). Sobota: konkurs drużynowy (16:30). Niedziela: konkurs indywidualny (16:30). Zawody będą transmitowane na żywo przez TVP 1, TVP Sport i Eurosport.