Znów zaważył jeden słaby skok

W konkursie drużynowym w Lahti znów jeden słabszy skok, tym razem w wykonaniu Dawida Kubackiego, odebrał Polakom zwycięstwo. Tym razem skorzystali Norwegowie. Dla biało-czerwonych było to 30. podium w rywalizacji zespołowej – na ten dorobek składa się siedem zwycięstw, dwanaście drugich oraz jedenaście trzecich miejsc.

W piątek w Lahti wiał silny wiatr i padał gęsty śnieg, z tego powodu organizatorzy musieli odwołać treningi oraz kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal decyzję o składzie zespołu na sobotni konkurs drużynowy podjął po sobotnich skokach treningowych. Sensacji nie było i w ekipie biało-czerwonych wystartowali w kolejności Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Po pierwszych skokach Żyły, Stękały i Stocha Polacy prowadzili, ale po słabym skoku Kubackiego spadli na trzecie miejsca, ze stratą 16,2 pkt do prowadzących Norwegów i 6,7 pkt do drugich w klasyfikacji Niemców. W drugiej serii już nikt w polskiej drużynie nie nawalił, ale to pozwoliło jej tylko na wyprzedzenie reprezentacji Niemiec. Norwegowie wytrzymali presję i utrzymali prowadzenie, także w klasyfikacji Pucharu Narodów. Norwegia ma 3274 pkt, druga jest Polska (3190 pkt),a trzecie miejsce zajmuje ekipa Niemiec (2573 pkt). Kolejne lokaty w czołowej szóstce zajmują: Austria (2195 pkt), Słowenia (1638 pkt) i Japonia (1563 pkt).
Z naszych skoczków w konkursie drużynowym najlepiej wypadł Kamil Stoch, który był trzeci za Niemcem Karlem Geigerem i Austriakiem Stefanem Kraftem. Andrzej Stękała zajął dziewiątą lokatę, Piotr Żyła 11., a Dawid Kubacki 17. Nic dziwnego, że żaden z Polaków nie znalazł się w gronie faworytów do niedzielnego konkursu indywidualnego . Przewidywania bukmacherów okazały się trafne, bo w niedzielę na skoczni w Lahti polscy skoczkowie byli tylko tłem dla rywali i żaden nie znalazł się nawet w czołowej dziesiątce konkursu, co jest najgorszym występem biało-czerwonych w tym sezonie . Najlepszy z naszych, Piotr Żyła, zajął 11. lokatę, Andrzej Stękała był 15., Kamil Stoch 16., Jakub Wolny 22., Dawid Kubacki 23. , Aleksander Zniszczoł 29., a Paweł Wąsek 32. Konkurs wygrał Norweg Robert Johansson, przed Niemcami Markusem Eisenbichlerem i Karlem Geigerem. W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadząca Norwegia powiększyła przewagę nad naszą drużyną z 84 do 232 punktów.

Nie ma następców Kamila Stocha

Nasi skoczkowie nie popisali się w miniony weekend na Wielkiej Krokwi. W konkursie drużynowym pewne zwycięstwo zaprzepaścił słabym drugim skokiem Andrzej Stękała, ale następnego dnia zrehabilitował się dobrym występem w konkursie indywidualnym. Adam Małysz był tak zadowolony z jego postawy, że publicznie go pochwalił.

W sobotnim konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi biało-czerwoni przegrali przez Stękałę walkę o pierwsze miejsce z Austriakami, ale w niedzielę ten 25-letni skoczek w konkursie indywidualnym zajął piątą lokatę i był najlepsze z szóstki startujących polskich skoczków (Piotr Żyła został zdyskwalifikowany po piątkowych kwalifikacjach) – Kamil Stoch zakończył zawody na 11. miejscu, Dawid Kubacki na 15., Klemens Murańka na 27., Paweł Wąsek na 28., a Jakub Wolny na 33. Ale trener Michal Doleżal na następny turniej PŚ w Lahti do siedmioosobowej reprezentacji włączył Aleksandra Zniszczoła, lecz nie za najsłabszego w Zakopanem Wolnego, tylko za Murańkę.
Mimo słabszego występu na Wielkiej Krokwi pozycja w reprezentacji Polski „żelaznego tercetu”, czyli Stocha, Kubackiego i Żyły, wciąż jest dominująca, a reszta z liczącej 13 zawodników kadrze skoczków na razie jest skazana na walkę o czwarte miejsce w drużynie i cztery miejsca w ekipie na zawody Pucharu Świata. Na razie nie widać w tym gronie zawodnika, który mógł przerwać hegemonię weteranów kadry, co w perspektywie kolejnych sezonów powinno niepokoić zwłaszcza obecnego dyrektora sportowego Polskiego Związku Narciarskiego Adama Małysza, a jeśli wierzyć plotkom, także przyszłego następcy Apoloniusza Tajnera na fotelu prezesa PZN.
Piotr Żyła ma już 34 lata, Kamil Stoch 33., a Dawid Kubacki 30. Tak dla przypomnienia – Adam Małysz zakończył swoją piękną sportową karierę w wieku 34 lat, co rzecz jasna nie obliguje wymienionej trójki do pójścia jego śladem, ale w perspektywie kilku najbliższych lat kadrę polskich skoczków czeka pokoleniowa wymiana. Problem w tym, że jak na razie za plecami „żelaznego tercetu” nie widać zawodnika z potencjałem na nową gwiazdę zdolną nawiązać do sukcesów Małysza, Stocha i Kubackiego.
Gdy Małysz schodził ze sceny, to już na niej jaśniała gwiazda Kamila Stocha. Teraz takiego przekazania pałeczki raczej nie będzie, bo nie mamy skoczka o zbliżonym choćby talencie do Małysza i Stocha. A bez takiego zawodnika trudno będzie utrzymać popularność tej dyscypliny sportu, czego najlepszym dowodem jest gwałtowny spadek zainteresowania biegami narciarskim odkąd karierę zakończyła Justyna Kowalczyk. 25-letni Andrzej Stękała na razie jest jedynie halabardnikiem w ekipie biało-czerwonych, jak przed nim był Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. W PZN zrodził się ostatnio pomysł zorganizowania w Polsce zawodów na wzór Turnieju Czterech Skoczni czy norweskiego Row Air. Miałby to być cykl zawodów na skoczniach w Szczyrku, Wiśle i Zakopanem.
Pomysł świetny, pewnie nawet znajdą się sponsorzy gotowi ufundować godziwe nagrody, ale żeby impreza zarobiła furorę wśród polskich kibiców, musimy mieć swoich gwiazdorów.

Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.

Będą tłumy pod Wielka Krokwią?

W najbliższy weekend Zakopane będzie gospodarzem zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Tegoroczna edycja ma się odbyć bez udziału kibiców, ale z tym organizatorzy mogą mieć problem, bo rozzłoszczeni lockdownem mieszkańcy stolicy Tatr grożą tłumnym przybyciem pod Wielka Krokiew mimo zakazów władz.

Puchar Świata w stolicy Tatr od lat był wielkim świętem sportu, a na zawody ściągali fani z całego kraju. Tym razem, z uwagi na wprowadzone przez rząd obostrzenia, będzie jednak inaczej – trybuny pozostaną zamknięte, a zamrożenie działalności noclegowej powinno sprawić, że nawet ci najbardziej zdeterminowani fani nie będą w stanie w Zakopanem się pojawić. O pozostanie w domach apeluje komitet organizacyjny zawodów, a policja przypomina, że w przypadku stwierdzenia łamania przepisów sanitarnych, będzie wystawiać mandaty. „Będziemy sprawdzać maseczki i zachowanie dystansu społecznego” – informował rzecznik prasowy zakopiańskiej policji, Roman Wieczorek, cytowany przez „Tygodnik Podhalański”.
Te zapowiedzi wywołały jednak u mieszkańców Zakopanego zbiorową złość i skłoniło ich do buntu, bo na wszelkie możliwe sposoby zapraszają fanów skoków do przyjazdu i obiecują, że każdego przyjmą z otwartymi ramionami. Już podczas inaugurujących sezon konkursów w Wiśle, także rozegranych przy zamkniętych trybunach, w okolicach skoczni zgromadziły się duże grupy kibiców. Wiele wskazuje na to, że mimo jeszcze bardziej restrykcyjnych niż wtedy obostrzeń, tym razem może być podobnie, a może nawet gorzej, bo w internecie pojawiły się też propozycje zbiorowego zlekceważenia zakazów i wejścia na teren Wielkiej Krokwi. Napięta atmosfera w Zakopanem i okolicach nie dziwi, bo właściciele hoteli, pensjonatów i kwater prywatnych zwykle dobrze zarabiali na kibicach licznie przybywających tu na zawody Pucharu Świata. A że sytuacja w turystyce i gastronomii w dobie pandemii jest coraz bardziej katastrofalna, kolejna utrata możliwości zarobkowania rodzi społeczny bunt. Burmistrz Zakopanego z kolei poprosił kibiców, żeby nie przyjeżdżali w ten weekend do miasta. Czy jego prośba poskutkuje, przekonamy się zapewne dopiero w sobotę gdy zacznie się konkurs drużynowy. Nie będzie też rewanżu na niemieckiej ekipie za przepychanki z wynikami testów polskiej ekipy przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni. Organizatorzy konkursu w Zakopanem nie przeprowadzą zawodnikom testów na obecność koronawirusa przed rozpoczęciem zawodów. „Wszyscy uczestnicy zawodów, którzy przyjadą do Zakopanego, muszą mieć aktualne testy, nie starsze niż wykonane 72 godziny wcześniej” – poinformował na antenie TVP Sport sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Jan Winkiel.
Teren Wielkiej Krokwi zostanie podzielona na trzy sektory. W strefie pierwszej będą przebywać skoczkowie i trenerzy. Osoby, które będą miały z nimi kontakt: kierowcy, katering, wolontariusze, mają od nas zapewnione testy. Pracować będą osoby wyłącznie z negatywnymi wynikami, tak żeby skoczkowie czuli się bezpiecznie. Strefa druga przeznaczona jest dla dziennikarzy. Przed odebraniem akredytacji będą musieli pokazać negatywny wynik testu antygenowego. Trzecia grupa to osoby pracujące na obiekcie, tzw. deptacze. Nie będą mieli kontaktu ze skoczkami i trenerami, więc od nich testy nie będą wymagane. Mają tylko natychmiast zgłaszać jeśli zauważą u siebie jakieś niepokojące objawy choroby.
Na liście startowej znalazło się 58 skoczków z 13 państw, ale w sobotnim konkursie drużynowym wystart uje tylko dziewięć ekip: Włochy, Finlandia, Szwajcaria, Japonia, Słowenia, Austria, Niemcy, Norwegia oraz Polska.
Najwięksi nieobecni to Szwajcar Simon Amman oraz Austriak Stefan Kraft, który swoją absencję zapowiedział już wcześniej. W Zakopanem nie zobaczymy także żadnego skoczka z Rosji. W kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego wystąpi 56 skoczków. Niemcy zgłosili siedmiu zawodników, a w pucharowych zawodach startować może tylko sześciu. Z kolei Francesco Cecon – syn doskonale znanego również w Polsce Roberta – nie posiada jeszcze prawa do rywalizowania w indywidualnych konkursach rangi PŚ. Zobaczymy go jedynie w drużynówce.
Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Paweł Wąsek i Klemens Murańka. Trener kadry Michal Doleżal czwórkę zawodników na sobotnie zawody drużynowe ma podać po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego.

Stoch drażni rywali, ale czasem też przegrywa

Sobotni konkurs Pucharu Świata w Titisee-Neustadt był pod względem osiągnięć polskich skoczków drugim najlepszym ich występem w historii. Reprezentanci Polski w sumie zdobyli 268 punktów do klasyfikacji PŚ i umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Wygrał Kamil Stoch, trzecie miejsce zajął Piotr Żyła, piąte Andrzej Stękała, siódme Dawid Kubacki, a jedenaste Jakub Wolny. W niedzielę biało-czerwonym poszło już jednak znacznie gorzej.

W historii starów polskich skoczków w Pucharze Świata zdarzył się tylko jeden lepszy konkurs od sobotniego w Titisee-Neustadt – w szwajcarskim Engelbergu w 2013 roku biało-czerwoni wywalczyli w sumie 280 punktów. Gdyby nie słabszy skok Kubackiego w drugiej serii, przez który spadł z pierwszego miejsca po pierwszej kolejce na siódme miejsce, pewnie rekordowe osiągnięcie sprzed ośmiu lat zostałoby poprawione. Ale i tak w polskiej ekipie po sobotnim konkursie panował szampański nastrój. Cieszył się zwłaszcza Kamil Stoch, który wygrał trzeci konkurs z rzędu. Był to zarazem jego 39. zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata, a to oznaczało, że trzykrotny mistrz olimpijski właśnie wyrównał osiągnięcie Adama Małysza. W klasyfikacji wszech czasów w liczbie turniejowych zwycięstw od dwójki polskich skoczków lepsi są tylko Austriak Gregor Schlierenzauer z 53 zwycięstwami oraz Fin Matti Nykaenen, który wygrywał 46 razy. Stoch nie manifestował jednak przesadnie radości z dorównania w liczbie triumfów legendzie polskich skoków, wolał podkreślać to, że znów odrobił straty w klasyfikacji Pucharu Świata do liderującego Halvora Egnera Graneruda. Norweg po sobotnim konkursie przewodził stawce z dorobkiem 848 punktów, drugą lokatę zajmował Niemiec Markus Eisenbichler (634 pkt), ale kolejne trzy miejsca okupowali już nasi skoczkowie – trzeci Kamil Stoch miał na koncie 608 pkt, czwarty Piotr Żyła 454 pkt, a piąty Dawid Kubacki 433 pkt. Kolejne miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ po sobotnim konkursie zajmowali: Słoweniec Anze Lanisek (350 pkt), Niemiec Karl Geiger (361 pkt), Norweg Robert Johansson (324 pkt), Japończyk Yukiya Sato (281 pkt) i Austriak Daniel Huber (260 pkt). W czołowej „30” klasyfikacji mieliśmy jeszcze dwóch zawodników – 13. lokatę zajmował Andrzej Stękała (240 pkt), a 30. Aleksander Zniszczoł (76 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni po sobotnim konkursie umocnili się na prowadzeniu z dorobkiem 2286 punktów. Druga w zestawieniu ekipa Norwegii miała na koncie 2144 pkt, zaś zajmująca trzecią lokatę drużyna Niemiec 1933 pkt. Czwarta w klasyfikacji Austria (1353 pkt) i piąta Słowenia (1047 pkt) de facto odpadły już z wyścigu o zwycięstwo w rywalizacji drużynowej. „Zrobiliśmy bardzo duży postęp. Michał nie tylko kontynuuje pracę Stefana Horngachera, ale moim zdaniem uczeń przerósł mistrza. Wprowadził pewne eksperymentalne metody, których Horngacher mógłby się nawet trochę bać. Ale ma nasze pełne wsparcie. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się tego, co jest teraz” – przyznał Adam Małysz na antenie TVP Sport.
Wygląda na to, że sukcesy polskich skoczków zaskoczyły też organizatorów niemieckich konkursów. Wszyscy pamiętamy jakie szopki urządzili naszej ekipie przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. W Titisee-Neustadt cyrku z testami na obecność Covid-19 wprawdzie nie zrobiono, ale podczas ceremonii dekoracji Kamila Stocha za zwycięstwo w sobotnim konkursie nie odegrano jak jest to w zwyczaju hymnu kraju, z którego pochodzi zwycięzca. Organizatorzy głupio się później tłumaczyli, że przez czyjeś niedopatrzenie nie mieli pod ręką nagrania „Mazurka Dąbrowskiego”. To kuriozalna sytuacja, bo przecież polski zespół to nie tylko w tym sezonie zalicza się do ścisłej czołówki, a na dodatek Stoch przyjechał do Titisee-Neustadt jako triumfator Turnieju Czterech Skoczni, który zwyciężył tam w dwóch ostatnich konkursach – w Innsbrucku oraz Bischofshofen. Należało zatem przewidzieć, że skoro jest w takiej wielkiej formie, może także triumfować Titisee-Neustadt. Tym bardziej, że ta skocznia należy do ulubionych przez polskich skoczków, którzy odnieśli na niej więcej zwycięstw, niż zawodnicy jakiejkolwiek innej nacji.
Stoch nie krył rozczarowania wpadką organizatorów z hymnem i trochę żartobliwie zapowiedział, żeby w niedzielę już płytę z polskim hymnem mieli pod ręką, bo ten konkurs też zamierza wygrać . Wiatr tego dnia mu jednak nie sprzyjał i już po pierwszej serii było wiadomo, że nie znajdzie się nawet w czołowej dziesiątce konkursu. W drugiej próbie poprawił się o kilka lokat i z 23. miejsca zdołał awansować na 17. Najlepiej z naszych zawodników spisał się Dawid Kubacki, który ukończył niedzielne zawody na szóstej pozycji, Jakub Wolny na dziewiątej, Piotr Żyła na 16., Andrzej Stękała na 21., a Aleksander Zniszczoł na 28. Konkurs zakończył się podwójnym triumfem norweskich skoczków – wygrał Halvor Egner Granerud, przed Andre Danielem Tande, Austriakiem Stefanem Kraftem, Niemcem Marcusem Eisenbichlerem i kolejnym Norwegiem, Mariusem Lindvikiem.

Granerud, któremu organizatorzy bez problemu odegrali hymn podczas dekoracji, odskoczył rywalom w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Norweski skoczek prowadzi z dorobkiem 948 pkt, przed Eisenbichlerem (684), Stochem (622), Kubackim (473), Żyłą (469) i Karlem Geigerem (391). W Top 30 klasyfikacji generalnej PŚ mamy jeszcze 14. Stękałę (250 pkt), i 30. Zniszczoła (79), ale Wolny z dorobkiem 69 pkt awansował na 34. miejsce.

Kolejne zawody Pucharu Świata już w najbliższy weekend odbędą się w Zakopanem – w sobotę zostanie rozegrany konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Biało-czerwoni mimo słabszego utrzymali prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów.

Nowe rekordy Roberta Lewandowskiego

Robert Lewandowski znów miał udany weekend. W piątek w przegranym 2:3 meczu Bayernu z Borussią Moenchengladbach w 15. kolejce Bundesligi zdobył bramkę z rzutu karnego i ustanowił swój życiowy rekord, bo na tym etapie rozgrywek po raz pierwszy miał w dorobku 20 goli. A dzień później zjawił się w Warszawie by odebrać, jako pierwszy piłkarz w historii, drugą w karierze nagrodę za zwycięstwo w plebiscycie „PS” i Polsatu na sportowca roku.

Swojego 20 gola w tym sezonie i trzeciego w tym roku Lewandowski strzelił z rzutu karnego w 18. minucie meczu. Ustanowił w ten sposób swój strzelecki rekord, bo do tej pory po 15 kolejkach Bundesligi jego najlepszy wynik, uzyskany w poprzednim sezonie, wynosił 18 trafień. Wykorzystana pewnie „jedenastka” była natomiast jego 26. w barwach Bayernu i 56. w piłkarskiej karierze. W klasyfikacji strzelców Bundesligi w tym sezonie „Lewy” na razie jest poza konkurencją, bo chociaż jego najgroźniejszy konkurent, Norweg Erling Haaland, zdobył dwie bramki w wygranym przez Borussię Dortmund 3:1 meczu z RB Lipsk, to jednak ma w tej chwili na koncie 12 trafień, czyli jeszcze osiem do odrobienia. Trzeci w zestawieniu napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva ma w dorobku 11 goli, a czwarty Wout Weghorst z VfL Wolfsburg dziesięć. Mimo porażki, pierwszej ligowej od września ubiegłego roku, Bayern utrzymał pozycję lidera Bundesligi, właśnie dzięki zwycięstwu Borussii Dortmund z zajmującym drugą lokatę RB Lipsk. Trzeci w tabeli jest Bayer Leverkusen, a dortmundczycy awansowali na czwartą pozycję.
W sobotę Lewandowski zjawił się w Warszawie, żeby osobiście odebrać nagrodę za zwycięstwo w 86. plebiscycie „Przeglądu Sportowego” (tym razem we współpracy z Polsatem) na najlepszego sportowca roku. To drugie takie wyróżnienie w jego karierze. Wcześniej otrzymał je w 2015 roku, a przed nim z polskich piłkarzy taką nagrodą mógł się pochwalić jedynie Zbigniew Boniek (dostał ją po mundialu w 1982). Wygrana „Lewego” wcale nie była taka oczywista, chociaż w 2020 zgarnął chyba wszystkie najważniejsze wyróżnienia indywidualne, z tytułami piłkarza roku FIFA oraz UEFA włącznie. Ale Iga Świątek też miała nie lada sukces na koncie, bo jako pierwsza polska tenisistka wygrała turniej Wielkiego Szlema, triumfując na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Wyczynu dokonał też ubiegłoroczny zwycięzca plebiscytu Bartosz Zmarzlik, który jako pierwszy polski żużlowiec zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata. Trzecie miejsce przypadło jednak skoczkowi narciarskiemu Kamilowi Stochowi, a czwarte kierowcy rajdowemu Kajetanowi Kajetanowiczowi, mistrzowi świata w klasie WRC3. Zmarzlik tym razem zajął dopiero piąte miejsce, za pozostałe lokaty w czołowej „10” przyznano: 6. Natalii Maliszewskiej (short-track), 7. Janowi Błachowiczowi (sporty walki), 8. Wilfredo Leonowi (siatkówka), 9. Katarzynie Niewiadomej (kolarstwo) i 10. Dawidowi Kubackiemu (skoki narciarskie).

Na Stocha w Turnieju Czterech Skoczni nie było mocnych

Rywale polskich skoczków dzisiaj być może w głębi ducha żałują, że biało-czerwoni nie zostali w Oberstdorfie wykluczeni ze startu w 69. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Polacy odnieśli bowiem nieprawdopodobny sukces zajmując cztery miejsca w czołowej szóstce zawodów. Wygrał, po raz trzeci w karierze, Kamil Stoch, trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, piąty był Piotr Żyła, a szóstą lokatę zajął Andrzej Stękała.

Po zakończonym w minioną środę Turnieju Czterech Skoczni najwięcej mówi się rzecz jasna o Kamilu Stochu, który po raz trzeci wygrał te zawody. To duży wyczyn, bo w historii niemiecko-austriackiego turnieju tylko dwóch skoczków zwyciężało w nim więcej razy. Rekordzistą jest słynny Fin Janne Ahonen, który ma na koncie pięć triumfów (1999, 2003, 2005, 2006 i 2008), a drugi na liście wszech czasów jest Niemiec Jens Weissflog, czterokrotny triumfator w latach 1984, 1985, 1991 i 1996. Stoch z trzema zwycięstwami (2017, 2018 i 2021) jest w tej klasyfikacji na trzecim miejscu wraz z Niemcem Helmutem Recknagelem (1958, 1959 i 1961) oraz Norwegiem Bjoernem Wirkolą (1967, 1968 i 1969).
Stoch nie był faworytem tegorocznej edycji, ale już w Oberstdorfie pokazał, że prognozy przekreślające jego szanse mogą być mocno chybione. Zajął drugie miejsce z niewielką stratę do lidera i faworyta Niemców, Karla Geigera. W Nowy Rok, w Garmisch-Partenkirchen, nasz trzykrotny mistrz olimpijski zajął czwartą lokatę, lecz w Innsbrucku nie miał już sobie równych i wygrał z wielką przewagą konkurs na słynnej skoczni Bergisel. Triumf dał mu prowadzenie klasyfikacji generalnej TCS, które w świetnym stylu utrzymał w Bischofshofen, gdzie potwierdził wielką formę skokami na odległość 139 i 140 metrów. Ostatecznie zwyciężył z dorobkiem 1110,6 pkt i drugiego w całych zawodach Niemca Karla Geigera (1062,5 pkt) pokonał o ponad 48 „oczek”.
Wypada jednak podkreślić także to, że w czołowej szóstce 69. TCS znalazło się aż czterech polskich skoczków. Trzecie miejsce wywalczył ubiegłoroczny triumfator turnieju Dawid Kubacki (1057,8 pkt), piątą lokatę wywalczył Piotr Żyła (1037,2 pkt), a szóstą Andrzej Stękała (1032,5 pkt). Między naszych zawodników oprócz wspomnianego Geigera zdołał wcisnąć się jeszcze tylko czwarty w zestawieniu Norweg Halvor Egner Granerud (1057,4 pkt), a pozostałe miejsca w Top 10 zajęli: 7. Japończyk Ryoyu Kobayashi (1032,5 pkt), 8. Austriak Stefan Kraft (1019,1 pkt), 9. Słoweniec Peter Prevc (1018 pkt) i 10. Austriak Daniel Huber (1014,7 pkt). Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że trójka naszych pozostałych reprezentantów w klasyfikacji generalnej TCS zajęła miejsca poza czołową „30” – Aleksander Zniszczoł był 31. (684,5 pkt), Klemens Murańka 32. (681,1 pkt), a Maciej Kot 42. (426,6 pkt). Z naszych reprezentantów w pełni zadowolony mógł być jednak tylko Stoch, bo w TCS finansową premię (20 tys. franków szwajcarskich) otrzymuje tylko zwycięzca zawodów.
Po konkursie w Bischofshofen biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w klasyfikacji Pucharu Narodów. Polska w tym zestawieniu prowadzi z dorobkiem 2018 pkt, a w Top 10 kolejne miejsca zajmują: 2. Norwegia (1972 pkt), 3. Niemcy (1832 pkt), 4. Austria (1279 pkt), 5. Słowenia (1015 pkt), 6. Japonia (940 pkt), 7. Rosja (234 pkt), 8. Szwajcaria (200 pkt), 9. Kanada (96 pkt) i 10. Finlandia (83 pkt).
Natomiast w klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata w czołówce nie zaszły większe zmiany. W czołowej dziesiątce jest trzech Polaków: Stoch powiększył swój dorobek do 508 pkt, ale pozostał na trzeciej pozycji, podobnie jak Kubacki na czwartej z 397 pkt na koncie. Żyła jest w „generalce” piąty (394 pkt), Stękała 14. (195 pkt), Zniszczoł 29. (76 pkt), Murańka 36. (57 pkt), Paweł Wąsek 37. (55 pkt), Maciej Kot 50. (17 pkt), a Jakub Wolny 53. (16 pkt). Jedyne zmiany w pierwszej „10”, to awans Karla Geigera na szóstą pozycję, przed Słoweńca Anże Laniska i awans Norwega Mariusa Lindvika na 10. pozycję, którą dzieli z Austriakiem Danielem Huberem. Ósme miejsce zajmuje Norweg Robert Johansson, a dziewiąte Japończyk Yukiya Sato (Japonia).
Nasi skoczkowie nie mieli wiele czasu na świętowanie sukcesu w TCS, bo już w najbliższy weekend czeka ich start w kolejnych konkursach Pucharu Świata w niemieckim Titisee-Neustadt. Słabiej spisujący się ostatnio Murańka i Kot wrócili do kraju, a w ich miejsce trener kadry Michal Doleżal powołał Pawła Wąska i Jakuba Wolnego, którzy dołączyli do Stocha, Kubackiego, Żyły, Stękały i Zniszczoła.

Polacy szaleją w Turnieju Czterech Skoczni

Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach pod względem organizacyjnym schodzi na psy, co z ubolewaniem podkreślają nawet niemieccy zawodnicy, ale w Polsce rozgrywana na przełomie roku w Niemczech i Austrii impreza wciąż ma dużą renomę, jakby to były mistrzostwa świata.

Przypomnijmy, że 69. Turniej Czterech Skoczni zaczął się od gigantycznego skandalu, jakim było pochopne wykluczenie polskiej ekipy z pierwszego konkursu w Oberstdorfie, bo jedynie na podstawie niejednoznacznego wyniku testu na koronawirusa u Klemensa Murańki. Ostatecznie powtórne badanie rzekomo zakażonego polskiego skoczka dało wynik negatywny, podobnie jak kolejne testy przeprowadzone w polskiej ekipie. Biało-czerwoni ostatecznie zostali przywróceni do zawodów, za czym opowiedzieli się jednogłośnie trenerzy i kapitanowie wszystkich startujących w turnieju ekip.
Nikt już później nie wnikał, czy była to tylko nadgorliwość niemieckich służb epidemicznych, czy może szyta grubymi nićmi intryga, aby w taki sposób wyeliminować z imprezy najgroźniejszych konkurentów. Jakby nie patrzeć, w polskiej ekipie było przecież dwóch triumfatorów TCS – Dawid Kubacki wygrał tu przed rokiem, a Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018. Konkurs w Oberstdorfie rozegrano jednak w zwykłej dwurundowej formule, a nie w stosowanym tylko w Turnieju Czterech Skoczni systemie rywalizacji parami (tzw. KO).
Nerwówka w Oberstdorfie
Nasi skoczkowie różnie znieśli zawirowania z Covid-19. Maciej Kot uzyskał 118,5 m, a Aleksander Zniszczoł półtora metra mniej i dla nich oznaczało to koniec zmagań. Klemens Murańka skoczył 123 m i wszedł do drugiej serii na 29. pozycji. Humor polskim kibicom poprawił nieco Andrzej Stękała, który mimo niesprzyjających warunków uzyskał 123 metry dające mu 19. miejsce na półmetku. Wiatr nie pomógł też Kamilowi Stochowi, który zdołał dolecieć tylko do 125. metra, ale trzykrotny mistrz olimpijski nie poniósł dużych strat do czołówki i w drugiej serii zaatakował z czwartej pozycji (miał 3,8 pkt straty do prowadzącego Karla Geigera). Silne podmuchy wiatru nie dały błysnąć Dawidowi Kubackiemu (122 m i 12. miejsce po pierwszej serii), a Piotr Żyła zaliczył tylko 119,5 m i wszedł do finału na 26. pozycji. Ale w czołówce po pierwszej serii nie było też dwóch najlepszych skoczków tego sezonu – lider Pucharu Świata Halvor Egner Granerud z wynikiem 122 m był dopiero dziewiąty, a drugi w „generalce” Markus Eisenbichler po skoku na odległość 118 m był dopiero 27.
W drugiej serii Murańka skoczył 120,5 m i ostatecznie zajął 30. lokatę, Żyła uzyskał 129 m i awansował na 21. miejsce, ale jego wynik szybko przyćmił Eisenbichler, który wylądował na 142. metrze i ostatecznie zajął czwarte miejsce. W naszej ekipie błysnął natomiast Stękała skacząc 136,5 m, co dało mu siódme miejsce. Ponownie z bardzo trudnymi warunkami zmierzył się Kubacki, a wynik 126,5 dał mu dopiero 15. lokatę. Stoch nie zawiódł i skoczył w pięknym stylu 132,5 m i konkurs w Oberstdorfie zakończył na drugim miejscu, za Karlem Geigerem. Ale tracił do niego tylko 2,8 pkt. Do rozstrzygnięcia rywalizacji o „Złotego Orła” było więc jeszcze bardzo daleko.
Przebudzenie Kubackiego w Ga-Pa
Noworoczny konkurs na skoczni w Garmisch Partenkirchen odbył się już w systemie KO. Przez kwalifikacje przeszła cała siódemka naszych skoczków, ale do drugiej serii nie awansowali Zniszczoł i Kot. Murańka zakończył zmagania w trzeciej dziesiątce, za to pozostała czwórka pokazała moc, a szczególnie Kubacki, Żyła, Stoch i Stękała, bo w takiej kolejności nasi reprezentanci uplasowali się w czołowej dziesiątce zawodów w Ga-Pa. Wygrał je w kapitalnym stylu Dawid Kubacki, uzyskując w drugiej serii aż 144 metry, co jest nowym rekordem skoczni. Drugie miejsce zajął Halvor Egner Granerud, a trzeci był Piotr Żyła, który zepchnął z podium na czwarte miejsce Kamila Stocha. Dziesiątą lokatę wywalczył Andrzej Stękała.
Stoch skomentował rekordowy skok Kubackiego. „To było bardzo dobre otwarcie tego roku. Super się dzisiaj skakało. Co tu dalej mówić? Mogę jedynie dodać, że to, co zrobił Dawid, to klękajcie Narody. A jeśli chodzi o mnie, to może trochę przykra jest dla mnie ta czwarta pozycja, ale z drugiej strony cieszę się, że moje miejsce na podium zajął Piotrek Żyła. On sam sobie to podium wywalczył dalekimi skokami” – podkreślał lider naszej kadry w rozmowie z Eurosportem.
W sumie biało-czerwoni wywalczyli 245 pkt do klasyfikacji Pucharu Świata i pod tym względem był to ich trzeci najlepszy konkurs w historii. Fantastyczny wynik Kubackiego sprawił, że z wynikiem 546,4 pkt przesunął się na czwarte miejsce w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni i w tym momencie tracił już tylko 8,6 pkt do prowadzącego Norwega Halvora Egnera Graneruda (555 pkt). Trzeciego w klasyfikacji generalnej TCS po dwóch konkursach Kamila Stocha (548,3 pkt) dzieliło od Graneruda 6,7 pkt, a zajmujący drugą lokatę Niemiec Karl Geiger miał na koncie 551 pkt. W Top 10 mieliśmy jeszcze dwóch innych reprezentantów – Stękała z dorobkiem 527 pkt zajmował siódmą lokatę, a Żyła z 517,1 pkt na koncie był dziesiąty. Od tego kwartetu reszta naszej ekipy mocno odstawała – Murańka był 23. (470,3 pkt), Kot 39. (220,2 pkt), a Zniszczoł 40. (219,7 pkt).
W Austrii Stoch objął prowadzenie
W kwalifikacjach do konkursu w Innsbrucku stanęło zaledwie 60 zawodników. To najgorszy wynik w historii Turnieju Czterech Skoczni w epoce Pucharu Świata, czyli od sezonu 1979/1980. To efekt zakażeń koronawirusem, ale też rezygnacji znajdujących się w słabej formie zawodników z dalszej rywalizacji. Na półmetku 69. Turnieju Czterech Skoczni wycofał się z turnieju Czech Roman Koudelka, tłumacząc swoją decyzję problemami zdrowotnymi przez które nie jest w stanie nawiązać walki z najlepszymi. Ze startu w austriackiej części TCS zrezygnowali też dwaj utytułowani niemieccy zawodnicy – Richard Freitag i Andreas Wellinger. Taką decyzję ogłosiło szefostwo niemieckiej ekipy. Trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher postanowił, że w Innsbrucku (3 stycznia) i Bischofshofen (6 stycznia) w reprezentacji Niemiec wystąpią Karl Geiger, Markus Eisenbichler, Pius Paschke, Martin Hamann, Severin Freund oraz Constantin Schmid.
Ale w niedzielnych zawodach w Innsbrucku wyczucie szkoleniowca niemieckiej ekipy zawiodło, bo Geiger zawalił pierwszy skok (117 m) i ledwie zakwalifikował się do drugiej serii. Jeszcze słabiej spisał się lider klasyfikacji generalnej PŚ i TCS Granerud (116,5 m). Obaj w drugiej serii poszybowali znacznie dalej (odpowiednio 128,5 i 127,5 m), ale stracili miejsca w czołówce TCS. Na potknięciu Norwega i Niemca skorzystali głównie świetnie i równo skaczący Polacy. Konkurs wygrał Kamil Stoch, który też objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej TCS. Lider biało-czerwonych wyprzedził Słoweńca Anze Laniska, ale trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, a Piotr Żyła był czwarty. Nasi skoczkowie zdominowali więc konkurs w Innsbrucku, a Stoch stanął przed wielką szansą trzeci w karierze triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Musi tylko 6 stycznia obronić w Bischofshofen pozycję lidera.

Klasyfikacja generalna TCS po 3 konkursach:

  1. Kamil Stoch Polska 809,9 pkt
  2. Dawid Kubacki Polska 794.7
  3. Halvor Granerud Norwegia 789,3
  4. Karl Geiger Niemcy 785,2
  5. Markus Eisenbichler Niemcy 776,5
  6. Anze Lanisek Słowenia 770,4
  7. Ryoyu Kobayashi Japonia 766,7
  8. Piotr Żyła Polska 763,3
  9. Philipp Aschenwald Austria 761,7
  10. Andrzej Stękała Polska 760,3

Polacy wśród faworytów Turnieju 4 Skoczni

Od 28 grudnia zaczną się zmagania w 69. edycja Turnieju Czterech Skoczni na obiektach w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen. Do 6 stycznia najlepsi skoczkowie walczyć będą na nich o „Złotego Orła”. Wśród faworytów wymienia się dwóch polskich triumfatorów tych zawodów – Kamila Stocha i Dawida Kubackiego.

Trener reprezentacji Polski Michal Doleżal do startu w tej edycji Turnieju Czterech Skoczni mógł wystawić siedmiu zawodników. Zdecydował się postawić na Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Andrzeja Stękałę, Klemensa Murańkę, Aleksandra Zniszczoła oraz Macieja Kota. W historii T4S Polacy triumfowali do tej pory czterokrotnie. W 2001 roku „Złotego Orła” za zwycięstwo w turnieju sięgnął Adam Małysz, potem dwukrotnie z rzędu w niemiecko-austriackim turnieju triumfował Kamil Stoch, w 2017 i 2018) roku, a w edycji 2019/2020 zwyciężył Dawid Kubacki.
W poprzedni weekend w końcu z dobrej strony w tym sezonie Pucharu Świata pokazał się Kamil Stoch. 33-latek w pierwszym indywidualnym konkursie w Engelbergu zajął drugie miejsce, a dzień później był siódmy. Zdaniem Andreasa Goldbergera, Stoch jest jednym z faworytów do wygrania Turnieju Czterech Skoczni. Legendarny austriacki skoczek przypomniał, że Stoch ma rzadką umiejętność mobilizowania się na najważniejsze imprezy. „Gdy zobaczyłem jak skacze w Engelbergu, od razu przypomniały mi się jego zwycięskie starty w poprzednich latach. Wtedy także zaczynał łapać wielką formę właśnie tuż przed rozpoczęciem Turnieju Czterech Skoczni. Kamil ma 33 lata i niesamowite doświadczenie, ale poza tym to człowiek na duże imprezy, który potrafi skupić się na zadaniach jak nikt inny. I to jest ogromną zaletą podczas takich wyczerpujących i wymagających długiej koncentracji imprezach” – podkreślił Goldberger w wywiadzie dla portalu chiemgau24.de. Nam nawet nie wypada kwestionować jego opinii, bo po pierwsze – chcielibyśmy żeby okazały się trafne, zaś po drugie – triumfator TCS z 1993 i 1995 roku zapewne dostrzega takie niuanse, których być może nie zauważają nawet szkoleniowcy polskiej kadry. Austriacki mistrz podkreślił też inną rzecz, taką mianowicie, że na końcowy wynik Stocha w tegorocznym T4S decydujący wpływ będą miały jego rezultaty osiągnięte w pierwszym konkursie w Oberstdorfie. „Dla Stocha jest niezmiernie ważne, by dobrze rozpocząć zmagania. Jeśli mu się to uda, jego pewność siebie będzie odpowiednio wysoka. Uważam, że on może wygrać po raz trzeci TCS”– zapewnia z przekonaniem Andreas Goldberger.
Inni eksperci wśród faworytów umieszczają też drugiego z naszych skoczków, Dawida Kubackiego, zwycięzcę poprzedniej edycji, który co prawda w tym sezonie jeszcze niczym specjalnym nie zachwycił, ale cały czas plasuje się w czołówce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i w ostatnich zawodach plasował się w czołowej dziesiątce.
Ale Polacy rzecz jasna obaj Polacy nie są głównymi faworytami do wygrania całej imprezy. Na tej liście numerem jeden jest oczywiście lider klasyfikacji generalnej PŚ Norweg Halvor Egner Granerud, a zaraz za nim Niemcy Markus Eisenbichler i Karl Geiger, Słoweniec Anze Lanisek i Japończyk Yukiya Sato. Gwoli przypomnienia – w poprzedniej edycji za zwycięskim Dawidem Kubackim na podium stanęli Norweg Marius Lindvik i Karl Geiger, a Stoch był dopiero 13., Eisenbichler 15., Saro 19., Lanisek 21., a Granerud w ogóle nie startował.
W ramach Turnieju Czterech Skoczni rozegrane zostaną cztery konkursy, które będą jednocześnie zaliczane do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wszystkie kwalifikacje do zawodów, których wyniki decydują o zestawieniu par KO, pokaże na żywo stacja Eurosport 1. Z kolei wszystkie cztery konkursy turnieju będzie można obejrzeć na antenach Eurosportu 1, TVP1 i TVP Sport.

Terminarz 69. edycji T4S
OBERSTDORF
Poniedziałek, 28.12.2020
14:30 – Oficjalny trening
16:30 – Kwalifikacje
Wtorek, 29.12.2020
15:00 – Seria próbna
16:30 – Pierwsza seria konkursowa
(system KO w 1. serii)
GARMISCH-PARTENKIRCHEN
Czwartek, 31.12.2020
11:45 – Oficjalny trening
14:00 – Kwalifikacje
Piątek, 01.01.2021
12:30 – Seria próbna
14:00 – Pierwsza seria konkursowa
(system KO w 1. serii)
INNSBRUCK
Sobota, 02.01.2021
11:15 – Oficjalny trening
13:30 – Kwalifikacje
Niedziela, 03.01.2021
12:00 – Seria próbna
13:30 – Pierwsza seria konkursowa
(system KO w 1. serii)
BISCHOFSHOFEN
Wtorek, 05.01.2021
15:00 – Oficjalny trening
16:30 – Kwalifikacje
Środa, 06.01.2021
15:30 – Seria próbna
16:45 – Pierwsza seria konkursowa
(system KO w 1. serii)

Kot zapewnił sobie start w Turnieju Czterech Skoczni

W miniony weekend nasi skoczkowie rywalizowali w dwóch grupach. Najlepsi z nich startowali w konkursach Pucharu Świata w Engelbergu, natomiast drugi skład walczył o punkty w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Kuusamo. W Szwajcarii najlepiej spisał się Kamil Stoch, zaś w Finlandii na powrót do kadry A zasłużył Maciej Kot.

Stoch mimo trudny warunków pogodowych w sobotę oddał wreszcie dwa równe skoki (po 134 m) i to wystarczyło mu do wywalczenie pierwszego w tym sezonie miejsca na podium. Pozostali nasi skoczkowie także trzymali wysoki poziom, bo jeszcze trzech z nich znalazło się w czołowej „10” konkursu – Piotr Żyła skończył zawody na 5. pozycji, Andrzej Stękała był 7., , a Dawid Kubacki 9. Punkty do klasyfikacji Pucharu Świata zdobył jeszcze Aleksander Zniszczoł za zajęcie 25. lokaty. Poniżej oczekiwań wypadł jedynie Klemens Murańka, który po nieudanym skoku na 115,5 metra nie awansował do finałowej serii. Trener Michal Doleżal liczył jednak, że lepiej mu pójdzie w niedzielnym konkursie (zakończył się po zamknięciu wydania).
Polscy skoczkowie wywalczyli w sobotnich zmaganiach w Engelbergu w sumie 196 punktów i z łącznym dorobkiem 1052 pkt umocnili się na trzecim miejscu w Pucharze Narodów. Pozycję lidera utrzymała ekipa Norwegii (1312 pkt). Natomiast w klasyfikacji indywidualnej przed niedzielnym konkursem przewodził Norweg Halvor Egner Granerud z dorobkiem 500 punktów, czwarty był Piotr Żyła (178 pkt), piąty Dawid Kubacki (1730, a Kami Stoch dziesiąty (142).
W tym samym czasie toczyła się rywalizacja w Pucharze Kontynentalnym, a dla naszej ekipy trzy konkursy w Kuusamo były o tyle ważne, że ich wyniki mogły zapewnić biało-czerwonym dodatkowe siódme miejsce na liście startowej do rozpoczynającego się 28 grudnia 69. Turnieju Czterech Skoczni. W trzech konkursach w Finlandii najrówniej skakał Maciej Kot, który zajął dziewiąte, czwarte i piąte miejsce i powiększył swój dorobek w klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego do 124 punktów, co dało mu awans na 4. pozycję. Dziki temu Polska będzie mogła w TCS wystawić siedmiu skoczków. Trener Michal Doleżal postanowił nie czekać z decyzją o powołaniu kadry na te prestiżowe zawody i już w sobotę podał skład reprezentacji Polski. Znaleźli się w niej Stoch, Kubacki, Żyła, Stękała, Zniszczoł, Murańka i właśnie Maciej Kot.