Siódemka na zawody w Kuusamo

Trener kadry Polski Michal Doleżal zaraz po zakończeniu niedzielnego konkursu indywidualnego w Wiśle ogłosił skład na następne zawody Pucharu Świata, które w najbliższy weekend odbędą się w fińskim Kuusamo. Wystąpią tam Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula i Klemens Murańka.

Nie jest zaskoczeniem obecność w tym gronie Piotra Żyły, który w niedzielę zaliczył groźnie wyglądający upadek. Na szczęście 32-letni skoczek doznał tylko powierzchownych obrażeń, co potwierdziły szczegółowe badania lekarskie przeprowadzone w szpitalu. Chyba większym zaskoczeniem było włączenie do kadry Klemensa Murańki, który w inaugurujących sezon zawodach w Wiśle nie zdołał nawet przebrnąć przez kwalifikacje. Trener Doleżal uznał jednak, że dla tego zawodnika był to jedynie wypadek przy pracy, bo jego wyniki uzyskiwane na treningach potwierdzają wysoką formę, jaka demonstrował latem w wygranym przez niego Pucharze Kontynentalnym.

Przypomnijmy, że w Wiśle reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce w konkursie drużynowym, a Kamil Stoch taką samą lokatę wywalczył w rywalizacji indywidualnej, zaś Dawid Kubacki zajął siódme miejsce.

 

W Wiśle dla Polaków tylko trzecie lokaty

Inaugurację nowego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich popsuła pogoda. Nasi skoczkowie na skoczni w Wiśle w trudnych warunkach zdołali wywalczyć jedynie miejsca na najniższym stopniu podium – w konkursie drużynowym wyprzedzili ich Austriacy i Norwegowie, w indywidualnym Kamila Stocha Daniel Andre Tande i Anze Lanisek.

Z trzynastu polskich skoczków zgłoszonych do piątkowych kwalifikacji, do rozegranego w niedzielę inauguracyjnego konkursu indywidualnego Pucharu Świata w skokach narciarskich awansowało ośmiu. Najlepszy z Polaków był Dawid Kubacki, który zajął siódme miejsce, a oprócz niego prawo startu w niedzielnych zawodach wywalczyli jeszcze Kamil Stoch (11. miejsce), Jakub Wolny (19), Piotr Żyła (21), Maciej Kot (26), Stefan Hula (28), Paweł Wąsek (41) i Aleksander Zniszczoł (46). Kwalifikacje wygrał Niemiec Karl Geiger, który wynikiem 133 metry zdeklasował konkurentów. Drugi był Szwajcar Killian Peier, a trzeci Austriak Daniel Huber.

Rezultaty osiągnięte przez naszych zawodników w kwalifikacjach trener kadry Michal Doleżal wykorzystał jako metodę selekcji kadry do sobotniego konkursu drużynowego. Dzięki temu do jej składu zamiast przewidywanego wcześniej Macieja Kota wskoczył w ostatniej chwili Jakub Wolny, bo podczas treningów i kwalifikacji skakał dalej.

Zmagania drużyn nasza ekipa zaczęła nieźle i nawet po pierwszej serii przewodziła w stawce, ale podopiecznym trenera Doleżala nie udało się utrzymać prowadzenia. W polskiej drużynie najlepiej skakał Dawid Kubacki, lecz w indywidualnie jego wynik dawał mu dopiero siódma lokatę. Ostatecznie Polacy zajęli w konkursie trzecie miejsce. „Drużynówkę” wygrali Austriacy przed Norwegami. Ten wynik nie zwiastował sukcesu naszych skoczków w niedzielnym konkursie indywidualnym.
Brak naturalnego śniegu, wysokie temperatury i silny wiatr i nietypowa pora rozegrania zawodów złożyły się na ekstremalnie trudne warunki, z którymi nawet doświadczeni skoczkowie mieli problemy. Boleśnie doświadczył tego zwłaszcza Piotr Żyła, który zaliczył groźnie wyglądający upadek. Na szczęście tylko mocno się poturbował i pokrwawił, ale z informacji publikowanych przez sztab polskiej kadry wynikało, że lubiany przez kibiców „Wewiór” nie odniósł jakiś poważniejszych obrażeń, które wyeliminowałyby go na dłuższy czas z rywalizacji w Pucharze Świata.

Nasi skoczkowie nie mieli szczęścia do warunków pogodowych. Tylko Kubackim trafił na korzystny wiatr, ale nie do końca to wykorzystał i po skoku na odległość 125 metrów zajmował po pierwszej serii 14. miejsce. Z biało-czerwonych wyżej od niego był tylko Kamil Stoch, który wylądował co prawda o siedem metrów bliżej, ale miał dużo mniej odjętych punktów i do drugiej serii startował z 12. pozycji. Oprócz tej dwójki z Polaków do drugiej próby konkursowej zakwalifikowali się jeszcze tylko Maciej Kot, który zajmował 21. miejsce. W drugiej serii najlepiej z naszych wypadł Stoch, który ostatecznie ukończył rywalizację na trzeciej pozycji. Awansował w klasyfikacji także Kubacki, zajmując 7. lokatę, a Kot spadł na 25. miejsce.

W klasyfikacji Pucharu Narodó reprezentacja Polski po zawodach w Wiśle plasuje się na trzeciej pozycji, za Norwegia i Austrią, natomiast w klasyfikacji indywidualnej PŚ liderem został niedzielny triumfator Daniel Andre Tande, przed Laniskiej i Stochem. Kolejne miejsce w Top 10 zajmują Japończycy Ryoyu Kobayashi i Daiki Ito, Słoweniec Timi Zajc, Kubacki, Niemiec Karl Geiger, Norweg Robin Pedersen i kolejny z Japończyków, Junshiro Kobayashi.

Kolejne konkursy Pucharu Świata odbędą się w dniach 30 listopada – 1 grudnia w Finlandii, na skoczni Rukatunturi (HS 142) w Kuusamo.

 

Polacy straszą butami

W najbliższy weekend w Wiśle odbędą się inauguracyjne konkursy nowej edycji Pucharu Świata w skokach narciarskich. Organizatorzy zapewniają, że w środę zakończą prace przy naśnieżaniu skoczni im. Adama Małysza. Mimo niesprzyjającej aury impreza nie jest zagrożona.

Odpowiedzialny za przygotowanie obiektu w Wiśle-Malince Andrzej Wąsowicz wyjaśniał w mediach, że wedle pierwotnego planu sztuczny śnieg, który skrzętnie gromadzono już od dłuższego czasu, służby techniczne miały zacząć rozprowadzać na zeskoku od niedzieli, lecz ze względu na wysokie temperatury przesunięto początek prac na poniedziałek. Minimalna ilość śniegu potrzebna do rozegrania zawodów to 1800 metrów sześciennych. Według przepisów FIS zeskok musi być pokryty co najmniej 30-centymetrową warstwą białego puchu. Wąsowicz zapewnia, że tego „towaru” ma więcej niż potrzeba. Dla uczestników zawodów skocznia zostanie otwarta dopiero na oficjalne treningi. W programie weekendowych zmagań kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego rozpoczną się w piątek o 18:00, a konkurs w niedzielę zacznie się od 11:30. W sobotę zostanie natomiast rozegrany pierwszy w nowym sezonie konkurs drużynowy (początek godz. 16:00).

Od zakończenia rywalizacji w Letniej Grand Prix minęło kilka tygodni i aktualna forma skoczków jest wielką niewiadomą, ale polscy kibice już zostali pozytywnie „nakręceni” przez Adama Małysza. Nasz legendarny skoczek, a dzisiaj dyrektor sportowy w Polskim Związku Narciarskim, w okresie przygotowawczym puszczał do mediów kontrolowane przecieki o szykowanych przez naszą ekipę nowinkach technicznych. Wedle wieści kolportowanych przez Małysza jednym z najmocniejszych atutów naszych skoczków mają być buty. Po raz pierwszy w historii ten nader istotny element sprzętowego wyposażenia zawodników wyprodukowała na potrzeby naszej kadry polska firma Nagaba z Krapkowic. To spółka rodzinna działająca na rynku obuwniczym od 1993 roku. Butów narciarskich w swojej aktualnej ofercie nie mają, ale za namową Adama Małysza specjaliści z Nagaba podjęli wyzwanie i wykonali takie buty na potrzeby zawodników naszej kadry.

Po raz pierwszy Kamil Stoch, Dawid Kubacki i spółka założyli je podczas finałowego konkursu Letniego Grand Prix 2019 w Klingenthal. Wywołali tym sensację wśród rywali, bo wszyscy w tym środowisku doskonale wiedzą, jaką przewagę może dać nawet niewielka nowinka techniczna. Dodatkowym atutem jest już sam fakt uniezależnienia się od zagranicznych dostawców, bo sprzęt produkowany przez krajowe firmy to nie tylko korzyść psychologiczna, ale także organizacyjna. Buty dostarczane naszym kadrowiczom przez Nagabe są modelowane pod danego zawodnika i przez nich testowane.

To daje im ten komfort, że mogą je dopasować wedle swoich potrzeb. A dobre buty pomagają nie tylko w locie, ale też na rozbiegu. Inna korzyść jest taka, że każdy problem można w trakcie sezonu błyskawicznie rozwiązać, co w przypadku korzystania ze sprzętu produkowanego przez zagraniczne fabryki w zasadzie nie jest możliwe, bo takie firmy określają w kontraktach długie terminy dostaw i niechętnie wychodzą poza ustalenia.

Jak nowe buty wpłyną na postawę naszych skoczków, przekonamy się już w najbliższy weekend podczas pierwszych zawodów Pucharu Świata w Wiśle.

 

Kubacki znów najlepszy w Letniej Grand Prix

Dawid Kubacki co prawda zajął piąte miejsce w rozegranym w ekstremalnych warunkach sobotnim konkursie Letniej Grand Prix w Klingenthal, ale ten wynik wystarczył mu to zajęcia pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej cyklu.

Turniej zakończono po rozegraniu tylko jednej serii, a niespodziewanie najlepszy okazał się Słoweniec Anze Lanisek, przed Norwegiem Mariusem Lindvikiem i naszym Piotrem Żyłą. Przed ostatnim konkursem Letniej Grand Prix Dawid Kubacki zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej ze stratą zaledwie 10 punktów do prowadzącego Japończyka Yukiyi Sato. Ostatecznie organizatorom udało się przeprowadzić tylko jedną serię. Odbyła się ona w bardzo trudnych warunkach, przy mocnym wietrze i padającym deszczu. Skoczkowie po konkursie przyznawali szczerze, że bali się jak nigdy.

Kubacki, który w cuglach wygrał piątkowe kwalifikacje, w sobotę skoczył 131,5 metra i ta odległość wystarczyła mu na zajęcie dopiero piątej lokaty. Ale Sato skoczył słabiej od niego, bo zaliczył tylko 127 metrów i zajął 11. miejsce. Ponieważ drugiej serii już nie rozgrywano, Kubacki awansował na pierwsze miejsce w „generalce” i po raz drugi w karierze wygrał Letnią Grand Prix, chociaż startował tylko w połowie z ośmiu konkursów, a Japończyk we wszystkich. W ostatnich zawodach punkty zdobywali cała siódemka polskich skoczków (Piotr Żyła był 3., Jakub Wolny 7., Klemens Murańka 13., Maciej Kot 14., Kamil Stoch 25., a Stefan Hula 27.).

W klasyfikacji generalnej Kubacki wygrał z wynikiem 305 pkt, Sato miał na koncie 294, a trzeci Słoweniec Timo Zajac 268 punktów. W Top 30 zestawienia najlepszych zawodników w tegorocznej edycji Letniej Grand Prix znalazło się jeszcze pięciu polskich skoczków: ósme miejsca zajął Żyła (205 pkt), piętnaste Stoch (138), siedemnaste Kot (126), osiemnaste Wolny (120), a Aleksander Zniszczoł był na 28. miejscu z dorobkiem 82 pkt. Dalsze lokaty zajęli: 31. Paweł Wąsek (74 pkt), 32. Klemens Murańka (68), 33. Andrzej Stękała (62), a najsłabszy z Polaków, Stefan Hula (20 pkt) był 53.

Ostatni konkurs LGP nie przyniósł natomiast zmian w klasyfikacji Pucharu Narodów. Już wcześniej wygraną zapewnili sobie Japończycy (2185 pkt), a drugą lokatę zajęli Polacy (1950 pkt). Trzecie miejsce na podium zajęli Słoweńcy (1427 pkt).

 

Japończycy odskoczyli Polakom

Japończycy znakomicie wykorzystali rolę gospodarzy zawodów Letniej Grand Prix. Oba konkursy wygrał startujący po raz pierwszy w tegorocznej edycji Ryoyu Kobayashi, ale nowym liderem klasyfikacji generalnej został jego kolega z reprezentacji Yukiya Sato. Japończycy powiększyli też swoja przewagę nad rywalami w Pucharze Narodów.

Ryoyu Kobayashi na skoczni w Hakubie nie miał sobie równych. 24-letni japoński skoczek pewnie wygrał oba konkursy indywidualne. Jego rodak Yukiya Sato w piątkowych zawodach zajął drugie miejsce, natomiast w sobotnich uplasował się o jedno miejsce niżej. Ale powiększył swój dorobek do 244 punktów, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej Letnij Grand Prix. Tuż za jego plecami znajduje się nieobecny w Japonii Słoweniec Timi Zajc (236 pkt). Trzy kolejne lokaty w zestawieniu także zajmują Japończycy – trzeci jest Naoki Nakamura (225 pkt), czwarty Keiichi Sato (210 pkt), a piąty Ryoyu Kobayashi (200 pkt). Najlepszy z Polaków Dawid Kubacki spadł na ósma pozycję (160 pkt), a wyprzedzają go jeszcze Niemiec Karl Geiger (192 pokt) i Rosjanin Jewgienij Klimow (175 pkt).

Pozostali nasi skoczkowie zajmują lokaty poza czołową dziesiątką. Kamil Stoch jest 12. (112 pkt), Piotr Żyła 18. (85 pkt), Aleksander Zniszczoł 20. (82 pkt), Jakub Wolny 22. (77 pkt), Paweł Wąsek 24. (74 pkt), Maciej Kot 27. (63 pkt), Andrzej Stękała 28. (62 pkt), Klemens Murańka 33. (48 pkt), a najsłabszych z naszych zawodników Stefan Hula jest 49. z dorobkiem 15 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadza z dorobkiem 2032 pkt Japończycy, przed Polską (1528 pkt), Słowenią (1211 pkt), Norwegią (1180 pkt), Niemcami (1151 pkt), Austrią (593 pkt), Rosją (474 pkt), Szwajcarią (276 pkt), Czechami (240 pkt), a czołową dziesiątkę zamyka ekipa USA (37 pkt).

 

Polskie podium w Zakopanem

To był udany występ polskich skoczków w Letniej Grand Prix w Zakopanem. W sobotę biało-czerwoni zajeli drugie miejsce w konkursie drużynowym, przegrywając jedynie z Japończykami, ale w niedzielę zdominowali rywalizacje w konkursie indywidualnym. Wygrał Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim, a w czołowej ósemce znalazło się aż czterech naszych zawodników.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni w pierwszej serii mocno rozczarowali licznie przybyłych pod Wielką Krokiew kibiców, bo zajmowali dopiero piątą lokatę. Drugie próby w wykonaniu Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego były już jednak zdecydowanie lepsze i nasza reprezentacja wywindowała się ostatecznie na drugie miejsce. Znakomicie spisał się zwłaszcza Kubacki, który oddał dwa znakomite skoki. Rywalizację wygrali Japończycy, którzy byli liderami po pierwszej serii i pokonali biało-czerwonych różnicą 10,8 pkt. Na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie.
W niedzielnym konkursie indywidualnym, oprócz Stocha, Kubackiego, Wolnego i Żyły, w naszych barwach wystartowali jeszcze Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Stefan Hula. Już po serii próbnej nastroje kibiców były wyborne, bo nasi skoczkowie uzyskiwali świetne rezultaty, zwłaszcza zaś Stoch, który był zdecydowanie najlepszy w całej stawce. Znakomicie skakał też bohater „drużynówki” Kubacki, zajmując trzecie miejsce w zestawieniu próbnych skoków.

Konkurs odbył się jednak w trudnych i zmiennych warunkach. Z siódemki Polaków pierwszy na belce stanął Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na odległość 137,5 metra i objął prowadzenie. Słabo spisał się Stefan Hula, który osiągnął tylko 112 metrów i było jasne, że w drugiej serii nie wystartuje. Zdecydowanie lepiej wypadł Aleksander Zniszczoł lądując na 128 metrze. Sprzyjające warunki wykorzystał Japończyk Yukiya Sato, który wynikiem 145 m poprawił o jeden metr letni rekord skoczni w Zakopanem. Skaczący po nim Jakub Wolny wylądował pięć metrów bliżej. Niewiele gorzej wypadł Piotr Żyła, który uzyskał 138 m. Taką sama odległość wpisał na swoje kontro Dawid Kubacki. Tylko Maciej Kot z wynikiem 125 m musiał obawiać się o awans do drugiej rundy. Ale na trybunach trwała fiesta, bo po pierwszej serii prowadził wprawdzie Sato, lecz za nim byli Wolny, Stoch, Żyła i Kubacki.

Rywalizację w serii finałowej mocno psuła zmienna aura, ale ostatecznie udało się ją dokończyć. Zmagania najlepszej dziesiątki zawodników zapoczątkował Japończyk Yuken Iwasa, skacząc 133,5 metra. Pojawienie się na rozbiegu Kubackiego oznaczało początek decydujących rozstrzygnięć. Nasz skoczek nie zawiódł oczekiwań i skoczył 134,5 m, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w konkursie. Żyła skoczył 3,5 metra i nie wyprzedził kolegi z reprezentacji. Sztuki tej dokonał jedynie Stoch. Lider naszej kadry w drugiej próbie zaliczył odległość 132,5 m i wyprzedził Kubackiego zaledwie o 0,7 pkt. Jakub Wolny nie wytrzymał presji i wylądował na 125 metrze, co zapewniło mu siódmą lokatę. Jako ostatni na belce usiadł świeżo upieczony rekordzista zakopiańskiej Sato. Japończyk w drugiej próbie skoczył jednak znacznie gorzej, bo tylko 131 m i ostatecznie zajął w konkursie trzecie miejsce, za Stochem i Kubackim. Żyła zakończył rywalizację na szóstej pozycji, a Zniszczoł na dwudziestej pierwszej. Maciej Kot ukończył zawody na 31. miejscu, a najsłabszy z naszych zawodników Stefan Hula na 48.

Znakomity występ polskich skoczków zapewnił im awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Biało-czerwoni poprawili swój dorobek do 1355 pkt. Drugą lokatę zajmują Japończycy (1259 pkt), trzecią Słowenia (1143 pkt), czwartą Niemcy (1123 pkt), piątą Norwegia (1075 pkt), szóstą Austria (592 pkt), siódmą Rosja (402 pkt), a ósmą Szwajcaria (197 pkt).
Nasza ekipa może jednak, mimo sporej przewagi, stracić pozycje lidera, bo na kolejne zawody w ramach Letniej Grand Prix w Hakubie nie pojada nasi najlepsi skoczkowie. Trener Michal Doleżal do Japonii wysyła zawodników z kadry B. Będzie im trudno nawiązać walkę z gospodarzami zawodów.

 

Mocna kadra na skoki w Zakopanem

Polski Związek Narciarski ogłosił składy kadry na zawody Letniej Grand Prix w Zakopanem. Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula oraz Aleksander Zniszczoł. W piątek 16 sierpnia odbędą się kwalifikacje, w sobotę konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny.

Zakopane po raz ostatni gościło zawody Letniej Grand Prix w 2011 roku. W tamtej imprezie z Polaków najlepiej spisał się Stoch, który był trzeci. W tegorocznych zmaganiach najwyżej z naszych skoczków sklasyfikowany jest Dawid Kubacki, który zajmuje siódme miejsce z dorobkiem 70 punktów. Ale Kubacki, Stoch i Żyła w Zakopanem wystartują dopiero po raz drugi w tym sezonie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Słoweniec Timi Zajc (200 pkt), przed Niemcem Karlem Geigerem (172) i Rosjaninem Jewgienijem Klimowem (105). W najbliższy weekend odbędą się też zawody Letniego Pucvharu Kontynentalnego we Frensztacie z udziałem Klemensa Murańki, Tomasza Pilcha, Andrzeja Stękały, Pawła Wąska i Kacpra Juroszka. Na tej czeskiej skoczni wystartują tez panie. W naszych barwach o punkty LGP kobiet powalczą Kinga Rajda, Joanna Szwab, Anna Twardosz i Nicole Konderla.

 

Drużyna na medal

W rozegranym w sobotę konkursie drużynowym Letniej Grand Prix w Wiśle nowy trener polskiej reprezentacji Michal Doleżal miał powody do zadowolenia, bo jego podopieczni pokonali wyraźnie zespół Niemiec prowadzony od tego sezonu przez byłego selekcjonera biało-czerwonych, Austriaka Stefana Horngachera.

Pierwsze starty w nowym sezonie zawsze są wielką niewiadomą, ale na tegoroczną inaugurację Letniej Grand Prix kibice skoków narciarskich w Polsce czekali chyba z większym zainteresowaniem niż w kilku poprzednich latach. Ciekawiło ich jak wypadną nasi zawodnicy prowadzeni już przez nowego szkoleniowca, Czecha Michala Doleżala, który w marcu zastąpił na tym stanowisku Stefana Horngachera. Austriak jak powszechnie wiadomo po długich rozterkach ostatecznie wybrał pracę z reprezentacją Niemiec i właśnie konfrontacja jego zawodników z polskimi miała być hitem zmagań na skoczni imienia Adama Małysza w Wiśle.

Przed konkursem atmosferę podgrzał trochę prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, pozwalając sobie na kilka krytycznych uwag pod adresem austriackiego szkoleniowca. A że przy okazji nie szczędził pochwał Doleżalowi, było jasne, że po zawodach nie obejdzie się bez porównań efektów pracy tych trenerów, do niedawna przecież pracujących wspólnie z polską kadrą.

Najbardziej miarodajnym sprawdzianem miał być sobotni konkurs drużynowy. Po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego turnieju indywidualnego trener Doleżal postanowił, że do żelaznego kwartetu naszych zawodników, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły, dołączy skoczek z kadry B Aleksander Zniszczoł, który zaimponował dalekimi skokami.
Czeski szkoleniowiec nie popełnił kadrowej pomyłki, bo w polskim kwartecie nie zawiódł nikt. Najlepszy wynik uzyskał wyrastający na lidera naszej reprezentacji Kubacki, który skokami na odległość 131,5 oraz 128,5 m osiągnął najwyższą indywidualną notę w naszym zespole. Lepszy od niego był tylko rewelacyjny Rosjanin Jewgienij Klimow. W sobotę zdecydowanie dalej niż w piątkowych kwalifikacjach skakał Kamil Stoch. Szczególnie imponująca była druga próba trzykrotnego mistrza olimpijskiego, w której uzyskał aż 134,5 metra. W sumie obie próby zapewniły mu w „drużynówce” czwarty indywidualny wynik. Na Stochu większe wrażenie zrobiły jednak polski hymn odśpiewany przez polskich kibiców podczas dekoracji. „Śpiewać Mazurka Dąbrowskiego z tysiącami kibiców to niesamowite przeżycie, które nigdy się nie znudzi” – podkreślał lider naszej kadry.

Solidnie skakał też Piotr Żyła, który zaliczył 128 i 130 metrów i indywidualnie był szósty. Do swoich utytułowanych kolegów poziomem dostosował się też Zniszczoł. Jego skoki na odległość 125i 124,5 m też przyczynił się do triumfu biało-czerwonych, którzy wygrali konkurs drużynowy” z ogromna przewagą punktową nad drugą Słowenią i trzecią Norwegi. Dopiero na czwartej pozycji zawody ukończyli Niemcy, a za nimi uplasowali się Japończycy, Austriacy, Rosjanie i Czesi. Biało-czerwoni rzecz jasna objęli prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów LGP.

Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Koniec miłości do Stefana

Szef związku narciarskiego Apoloniusz Tajner w końcu szczerze przyznał, co sądzi o byłym trenerze kadry skoczków Stefanie Horngacherze. Prezes PZN stwierdził, że nie żałuje odejścia Austriaka.

W najbliższy weekend na skoczni w Wiśle odbędą się pierwsze zawody Letniej Grand Prix. W niedzielnym konkursie indywidualnym weźmie udział 12 naszych skoczków: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Paweł Wąsek, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł i debiutujący w zawodach tej rangi Kacper Juroszek. Prezes Tajner jest optymistą w ocenie formy biało-czerwonych i zapewnia, że jest bardzo zadowolony z pracy wykonywanej przez obecnego szkoleniowca kadry, Czecha Michala Doleżala. Do tego stopnia, że pozwolił sobie nawet na publiczne wyrażenie kilku cierpkich uwag pod adresem poprzednika Doleżala, Stefana Horngachera, który wybrał pracę selekcjonera reprezentacji Niemiec. „W ogóle mi nie żal, że odszedł. Po zakończeniu zimowego sezonu nasi zawodnicy mieli trochę więcej wolnego. Po dwóch i pół roku pracy z Horngacherem troszeczkę zatem odpoczęli, bo przy nim nie było o tym mowy” – powiedział Tajner.

Sternik polskiego narciarstwa ujawnił przy okazji, że trener Doleżal od samego początku zamieszania z przedłużeniem kontraktu Horngachera z PZN był przygotowany i Zdecydowany na zajęcie miejsca austriackiego szkoleniowca. „Sytuacja ze Stefanem za bardzo się przeciągała. Wszyscy wiedzieliśmy, jak to się skończy, dlatego pozostał nam po tej sprawie niesmak” – podsumował prezes PZN.

Tajner chwali Doleżala za zmiany wprowadzone w pracy sztabów szkoleniowych wszystkich reprezentacji, ale dopiero wyniki konkursów w Wiśle zweryfikują jego opinie.

 

Koniec ery Horngachera

W Planicy nasi skoczkowie zwycięstwem w konkursie drużynowym przypieczętowali swój triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Narodów. Po niedzielnym konkursie indywidualnym Stefan Horngacher wreszcie ogłosił decyzję, której wszyscy się spodziewali. On wybrał pracę dla Niemców, a polską kadrę poprowadzi Czech Michal Doleżal.

Po trzech latach pracy z reprezentacją Polski trener Stefan Horngacher ogłosił, że nie przedłuży kontraktu z Polskim Związkiem Narciarskim i nie będzie już trenerem naszych skoczków. Od nowego sezonu austriacki szkoleniowiec będzie prowadził kadrę Niemiec. „Ogłaszam oficjalnie, że nie będę kontynuować pracy z polską kadrą. Chcę podziękować całemu zespołowi, moim współpracownikom, kolegom, zawodnikom, mojemu przyjacielowi Adamowi Małyszowi. Te trzy lata to był najlepszy okres w mojej karierze trenerskiej. Tym razem musiałem podjąć decyzję sercem, a ono jest w Niemczech, bo tam mam rodzinę i większe perspektywy na przyszłość. Na razie nie mogę powiedzieć nic na temat nowego kontraktu. Czekają mnie jeszcze spotkania i niemiecka strona wkrótce poda szczegóły. Zachowam jednak w pamięci wszystkie zdobyte medale i odniesione zwycięstwa z polskimi zawodnikami, zwłaszcza pierwsze w konkursie drużynowym w Klingenthal i to ostatnie, w sobotę w Planicy. Dziękuję bardzo wszystkim kibicom w Polsce za wieloletnia życzliwość” – powiedział na pożegnanie Horngacher.

Trzy lata spektakularnych sukcesów

Austriacki trener przejął kadrę Polski przed sezonem 2016-2017. Namówił go do tego Adam Małysz, który właśnie po czteroletniej przygodzie z rajdami samochodowymi wrócił na łono PZN w roli dyrektora sportowego. Była to ryzykowna decyzja, bo 46-letni wtedy Horngacher wcześniej nie prowadził samodzielnie żadnej kadry narodowej – był wyłącznie asystentem w Austrii i Niemczech. W sezonie 2004-2005 pracował w Polsce z zespołem B.

Nasz legendarny skoczek miał jednak nosa, bo zatrudnienie Horngachera okazało się jedną z najlepszych decyzji, jakie polski związek podjął w ostatnich latach. Już pierwszy rok jego pracy przyniósł fantastyczne wyniki. Na wysokim poziomie i na dodatek regularnie zaczęli skakać inni zawodnicy – Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny, dzięki czemu polskie skoki nie stały już tylko Stochem, a nasza reprezentacja zaczęli się liczyć także w rywalizacji drużynowej.
Biało-czerwoni dwa lata temu w Lahti po raz pierwszy w historii wywalczyli drużynowe mistrzostwo świata, a Piotr Żyła w nieudanym dla Kamila Stocha konkursie indywidualnym wywalczył brązowy medal na dużej skoczni. W ubiegłym roku w Pjongczangu po złoty medal olimpijski sięgnął Kamil Stoch, zaś z kolegami wywalczył brąz w konkursie drużynowym. Ponadto Stoch zdobył „Kryształową Kulę” za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, wygrał po raz drugi z rzędu Turniej Czterech Skoczni i triumfował w cyklu Raw Air.

W tegorocznych mistrzostwach świata w Seefeld mistrzem świata na małej skoczni został Dawid Kubacki, a Stoch zdobył srebrny medal. Pożegnalny sezon pod wodza Horngachera nasi skoczkowie kończą na pierwszym miejscu klasyfikacji Pucharu Narodów i trzema zawodnikami w pierwszej piątce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (trzeci jest Stoch, czwarty Żyła, a Kubacki piąty).

Doleżal obiecuje, że będzie lepiej

Nowy trener polskiej kadry Michal Doleżal był asystentem Horngachera od 2016 roku, a wcześniej prowadził czeską kadrę B. Nowy selekcjoner biało-czerwonych przyznał, że prowadził rozmowy z Polskim Związkiem Narciarskim na temat przejęcia funkcji pierwszego trenera już od mistrzostw świata w Seefeld. „Odczuwam ekscytację i dużą odpowiedzialność, ale nie boję się takich wyzwań, bo mam bardzo mocny sztab współpracowników i wszyscy będziemy pracować tak, jak dotąd pracowaliśmy, a może nawet jeszcze lepiej. Jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne, to będziemy kontynuować to, co robiliśmy wcześniej. Nie możemy stać w miejscu i mam nadzieję, że zawodnicy to zaakceptują. Mamy pewne pomysły, ale najpierw muszę je omówić z profesorem Haraldem Pernitschem. Dla mnie to bardzo ważne, że zostaje z nami i jest bardzo zmotywowany do dalszej pracy z polską kadrą. W przyszłym tygodniu spotkamy się całą grupą i będziemy planować pracę przed nowym sezonem”. – powiedział Doleżal.

Puchar Świata:
1. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 2085 pkt
2. Stefan Kraft (Austria) – 1349
3. Kamil Stoch – 1288
4. Piotr Żyła – 1131
5. Dawid Kubacki – 988
6. Robert Johansson (Norwegia) – 974
7. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 937
8. Johann A. Forfang (Norwegia) – 892
8. Timi Zajc (Słowenia) – 833
10. Karl Geiger (Niemcy) – 765

22. Jakub Wolny – 328
40. Stefan Hula – 69
47. Maciej Kot – 25
67. Paweł Wąsek – 4

Puchar Narodów:
1. Polska – 6083 pkt
2. Niemcy – 5650
3. Japonia – 4813
4. Austria – 4530
5. Norwegia – 3936
6. Słowenia – 3736
7. Szwajcaria – 1467
8. Czechy – 1056
9. Rosja – 867
10. Finlandia – 396
11. Bułgaria – 134
12. USA – 18
13. Kanada – 18
14. Estonia – 12
15. Włochy – 7.