Stoch trzeci wśród krezusów

Norweski skoczek Halvor Egner Granerud w zakończonym niedawno sezonie nie tylko zwyciężył w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale też znalazł się na czele listy płac. W czołowej trójce skoczków, którzy najwięcej zarobili, na trzecim miejscu znalazł się Kamil Stoch. Triumfatora Turnieju Czterech Skoczni wyprzedził jeszcze Niemiec Marcus Eisenbichler.

W minioną niedzielę na mamuciej skoczni w Planicy zakończyła się rywalizacja w sezonie 2020/2021. Klasyfikację generalną Pucharu Świata wygrał Halvor Egner Granerud przed Markusem Eisenbichlerem i Kamilem Stochem. Tak samo wygląda zestawienie czołowej trójki najlepiej zarabiających. Granerud z premii finansowych płaconych przez FIS za sukcesy w konkursach zebrał w sumie w przeliczeniu na złotówki 850 tysięcy. Drugi w tym zestawieniu Eisenbichler zarobił 595 tysięcy, a trzeci Stoch 570 tysięcy złotych (za zwycięstwo w TCS otrzymał 82 tys. zł). Tuż za podium finansowego rankingu znalazł się Karl Geiger, najlepszy skoczek ostatniego weekendu w Pucharze Świata w Planicy. Przed przyjazdem do Słowenii Niemiec był pod koniec pierwszej dziesiątki listy płac, na Letalicy wygrał jednak dwa konkursy indywidualne i w drużynówce, a do tego zwyciężył w dodatkowo premiowanym finansowo miniturnieju Planica 7. Otrzymał za to w sumie 194 tys. złotych i w rankingu finansowym awansował na 4. miejsce,
z kwotą 491 tys. zł.
W pierwszej dziesiątce zestawienia znalazło się trzech Polaków. Oprócz wspomnianego już Stocha, który był trzeci, na siódmym miejscu uplasował się Piotr Żyła (413 tys. zł), a na ósmym Dawid Kubacki (410 tys. zł). W Top 10 zestawienia na piątym miejscu znalazł się Norweg Robert Johansson (436 tys. zł), na szóstym Japończyk Ryoyu Kobayashi (419 tys. zł), na dziewiątym Norweg Daniel Andre Tande (348 tys. zł), a na dziesiątym Słoweniec Anze Lanisek (338 tys. zł).
W całym sezonie 2020/2021 punkty, a co za tym idzie i premie finansowe, wywalczyło 11 polskich skoczków. Opróćz wymienionych wcześniej Stocha, Żyły i Kubackiego, byli to: 15. Andrzej Stękała (252 tys. zł), 28. Jakub Wolny (80 tys. zł), 29. Klemens Murańka (76 tys. zł), 42. Aleksander Zniszczoł (34 tys. zł), 47. Paweł Wąsek (25 tys. zł), 58. Maciej Kot (6,7 tys. zł), 74. Stefan Hula (820 zł) i 76. Tomasz Pilch (410 zł). Łącznie nasi skoczkowie zarobili w minionym sezonie 1,8 mln złotych.

Fatalne występy Stocha

Polscy skoczkowie byli tłem dla rywali w kończącej sezon serii konkursów na mamuciej skoczni w Planicy. Największy spadek formy zaliczył lider naszej kadry Kamil Stoch, którego trener Michal Doleżal nie wystawił nawet w ekipie na konkurs drużynowym.

Rywalizacja drużynowa w Planicy od początku nastręczała sporo trudności organizatorom. Zawody co rusz trzeba było przerywać, ściągać skoczka z belki i przykrywać część skoczni. Warunki też były mocno loteryjne. W trakcie trzeciej kolejki doszło do najdłuższej przerwy. Przerwany konkurs na początku miał być wznowiony o 11:10, a potem o 11:25. Pierwsi z rywalizacji wycofali się Niemcy. „Nie wyślemy do walki naszych skoczków w takich warunkach. To zbyt niebezpieczne. Nie spodziewamy się, że warunki się zmienią i nie chcemy ryzykować” – stwierdził trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher. Przyznano mu racje, bo wszyscy mieli świeżo w pamięci straszny w skutkach upadek Norwega Daniela Andre Tandego. Ostatecznie zawody drużynowe przeniesiono na niedzielę i zdecydowano, że zostanie rozegrana tylko jedna seria skoków.
Dla biało-czerwonych był to jubileuszowy setny występ w konkursie drużynowym. Po raz pierwszy od lat w kadrze zabrakło Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski przyjechał do Planicy kompletnie bez formy i w dwóch poprzedzających „drużynówkę” konkursach indywidualnych skakał słabiutko, dużo gorzej od Piotra Żyły, Andrzeja Stękały i Jakuba Wolnego, a nawet od również znajdującego się bez formy Dawida Kubackiego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal nie miał więc wyboru i do konkursu drużynowego wystawił Żyłę, Wolnego, Stękałę i Kubackiego, a Stoch i zdecydowanie najsłabszy w szóstce naszych skoczków Klemens Murańka w niedzielny poranek wystąpili w niezbyt chlubnej dla nich roli… przedskoczków. Chodziło o to, żeby mogli oddać treningowe skoki przed czekających ich tuż po konkursie drużynowym występie w ostatnim w tym sezonie konkursie indywidualnym. Wedle nieoficjalnych danych Stoch uzyskał jako przedskoczek odległość 212 metrów, a Murańka tylko 190.
W „drużynówce” Polakom poszło kiepsko. W konkursie przeprowadzono tylko jedną serię skoków, a w niej z naszych zawodników najlepiej wypadł Stękała, który uzyskał 222 metry, potem Wolny (214 m) i Żyła (213), ale skaczący jako ostatni Kubacki zaliczył tylko 204 m i biało-czerwoni zajęli ostatecznie dopiero szóstą lokatę na dziewięć startujących ekip. Tak słabego wyniku w zespołowej rywalizacji już dawno nie mieli. Zwyciężyła drużyna Niemiec, przed Japonią i Austrią, a Polaków wyprzedzili jeszcze Słoweńcy i Norwegowie. Gorzej od naszej drużyny spisali się tylko Rosjanie, Finowie i Szwajcarzy.
Po konkursie drużynowym do walki w kończącym sezon konkursie indywidualnym przystąpiło tylko 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników. Kamil Stoch po dwóch nieudanych dla siebie konkursach w Planicy (w czwartek i piątek zajął 32. lokaty i nie zdobył punktów do klasyfikacji generalnej cyklu) w ostatnim starcie w tym sezonie już nie myślał o walce o drugą lokatę w klasyfikacji generalnej z Markusem Eisenbichlerem, tylko o utrzymaniu trzeciego miejsca, bo miał tylko 89 pkt przewagi nad czwartym w stawce Norwegiem Robertem Johanssonem. Na szczęście tyle wystarczyło do zajęcia najniższego stopnia podium w klasyfikacji generalnej PŚ. Nasi skoczkowie mogli tylko z zazdrością przyglądać się popisom rywali, bo w niedzielę sami stanowili tło dla najlepszych. Po raz kolejny najdalej z biało-czerwonych szybował Piotr Żyła, który uzyskał 226,5 oraz 230,5 m i ostatecznie zajął w konkursie 13. lokatę. Dwa miejsca dalej uplasował się Andrzej Stękała, 18. miejsce zajął Dawid Kubacki, 20. Kamil Stoch. Jakub Wolny był 26., a Klemens Murańka 29.
Finałowy konkurs wygrał zatem Karl Geiger przed Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem, który zdobył również małą „Kryształową kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w lotach oraz wygranie miniturnieju Planica 7. Dużą „Kryształową Kulę” za triumf w Pucharze Świata już wcześniej zapewnił sobie Norweg Halvor Egner Granerud. W Pucharze Narodów triumfowali natomiast Norwegowie przed Polakami i Niemcami.

Długi weekend na mamuciej skoczni w Planicy

Od środy skoczkowie narciarscy po raz ostatni w tym sezonie rywalizują w zawodach Pucharu Świata. Na mamuciej skoczni w Planicy do niedzieli odbędą się dwa konkursy indywidualne i jeden drużynowy spięte wraz z kwalifikacjami w jeden cykl pod nazwą „Planica 7”. W czwartek odbył się dodatkowy konkurs, do którego środowe kwalifikacje wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi (najlepszy z Polaków Andrzej Stękała był piąty).

To nie był zły sezon w wykonaniu polskich skoczków. W mistrzostwach świata w Oberstdorfie Piotr Żyła zdobył złoty medal na normalnej skoczni, a drużyna wywalczyła brąz. Wcześniej Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni, a w konkursach Puchar Świata biało-czerwoni stawali na podium 18 razy indywidualnie i trzykrotnie drużynowo. Z powodu pandemii norweska federacja narciarska była zmuszona odwołać cykl zawodów Raw Air, więc po dłuższej przerwie skoczkowie jak zawsze na pożegnanie sezonu stawili się w Planicy, lecz tym razem FIS zafundował im rozszerzony program – pięciodniową rywalizację, którą w środę rozpoczęły kwalifikacje do czwartkowego konkursu indywidualnego. W piątek zostanie rozegrany drugi konkurs indywidualny, w sobotę zaplanowano konkurs drużynowy, a w niedzielę kończące sezon zmagania elity, czyli konkurs finałowy z udziałem 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników.
Rywalizacja o „Kryształową Kulę” została rozstrzygnięta jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Planicy, bo po odwołaniu Raw Air wywalczona w trakcie sezonu przez Halvora Egnera Graneruda przewaga w klasyfikacji generalnej stała się już niemożliwa do odrobienia. Z tego samego powodu żadna ekipa nie była już w stanie wyprzedzić Norwegów w klasyfikacji Pucharu Narodów.
Ale to nie znaczy, że w Planicy skoczkowie nie mają o co walczyć. Do zdobycia jest jeszcze „Kryształowa Kula” za wygranie klasyfikacji Puchar Świata w lotach narciarskich. Z polskich skoczków szanse na sukces w tych zmaganiach mają jeszcze Piotr Żyła i Kamil Stoch, który ponadto wciąż jest w grze o miejsce na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Do Planicy przyjechał jako trzeci skoczek z przewagą 140 punktów nad czwartym Norwegiem Robertem Johanssonem, a do drugiego Niemca Markusa Eisenbichlera tracił tylko 74 punkty.
Skoczkowie na słoweńskiej mamuciej skoczni walczą jednak nie tylko o punkty, ale także o pieniądze. Zwycięzca miniturnieju „Planica 7” otrzyma premię w wysokości 20 tys. franków szwajcarskich. Do klasyfikacji będą liczone noty uzyskane przez skoczków w piątkowych kwalifikacjach i konkursie indywidualnym, w sobotniej drużynówce oraz w niedzielnych zmaganiach indywidualnych. Jeśli znajdzie się zawodnik, który wygra w Planicy wszystkie trzy konkursy indywidualne, obie serie kwalifikacyjne, zmagania drużynowe z zespołem oraz miniturniej Planica 7, to zarobi w sumie aż 260 tys. złotych.

Czwartkowy konkurs zaczął się dramatycznie, gdy serii próbnej Daniel Andre Tande zaraz po wyjściu z progu runął na zeskok. Norwega helikopterem przetransportowano do szpitala. Potem sportowy dramat przeżyli Dawid Kubacki i Kamil Stoch, którzy po skokach na 200,5 m już po pierwszej serii mogli wracać do hotelu. Tak słabo nasi mistrzowie nie wypadli już od dawna. Stoch był 32. i gorszy wynik uzyskał w 2019, a Kubacki (31.) na początku 2020 roku. Los obu Polaków podzielił Norweg Halvor Egner Granerud. Niedawno zakaził się koronawirusem i zamiast medali na mistrzostwach świata była izolacja. Triumfator Pucharu Świata skoczył zaledwie 199,5 metra i zajął dopiero 37. miejsce, najgorsze w sezonie. Słabych skoków Stocha, Kubackiego czy Graneruda nie da się jednak wytłumaczyć tylko słabszymi warunkami. W podobnych warunkach jak Polacy i Norweg Japończyk Ryoyu Kobayashi poleciał aż na 235,5 metra, a Markus Eisenbichler na 232,5 metra. Na półmetku Japończyk prowadził, a Niemiec zajmował 4. miejsce.
W finałowej serii wystartowało trzech Polaków, ale żaden z nich: Jakub Wolny, Andrzej Stękała i Piotr Żyła nie mieli już szans na walkę o podium. W pierwszej kolejce cała trójka skoczyła powyżej 210. metra. Najlepszy był Żyła, który z wiatrem w plecy wylądował na 214,5 metra. Zajmował 15. miejsce. 19. był Wolny, 22. Stękała. Ale w finale walczyli dzielnie. Stękała skoczył 225,5 m, Wolny 231 m, a Żyła z mocniejszym niż koledzy wiatrem w plecy poleciał na 230,5 m. Wyprzedził pięciu rywali i zakończył zawody na 10. miejscu, najlepszym osigniętym przez polskich skoczków. Wolny był 14., a Andrzej Stękała 18.
Kobayashi miał dużą przewagę nad rywalami i chopciaż wyzwanie rzucił mu 4. po pierwszej serii Markus Eisenbichler (238,5 m), ale Japończyk odpowiedział lotem na odległość 244,5 metra. Mimo kłopotów z lądowaniem wygrał zdecydowanie. Drugiego Eisenbichlera wyprzedził o ponad 7 punktów. To trzeci triumf Kobayashiego w tym sezonie. Na najniższym stopniu podium stanął Karl Geiger, który na półmetku zajmował 9. pozycję. W finale poleciał jednak aż na 238. metr i zajął 3. miejsce. Podium nie utrzymała natomiast dwójka Słoweńców. Wicelider na półmetku Domen Prevc po locie na 222. metr spadł na 8. pozycję, a trzeci po pierwszej serii Bor Pavlovcic skoczył 228,5 metra i spadł na 5. miejsce.
Drugi konkurs indywidualny w Planicy rozpocznie się w piątek o 15:00. Poprzedzą go kwalifikacje o 13:30.

Skoki narciarskie: Tylko Żyła wraca z tarczą z Oberstdorfu

W Oberstdorfie w polskiej ekipie skoczków królem polowania na medale mistrzostw świata był Piotr Żyła. Zdobył złoto na normalnej skoczni, najlepiej też wypadł z biało-czerwonych w piątkowym konkursie indywidualnym na dużej skoczni oraz w sobotnim konkursie drużynowym. Trzeba też oddać honor pozostałym kadrowiczom, zwłaszcza Kamilowi Stochowi, który w „drużynówce” przełamał kryzys formy. Nasi skoczkowie byli bliscy złotego medalu, ale brązowy to też sukces.

Po środowych treningach, w których nie brali udziału pewniacy Stoch, Żyła i Kubacki, trener naszej kadry Michal Doleżal z trójki Klemens Murańka, Jakub Wolny i Andrzej Stękała, jako czwartego w naszej ekipie wyznaczonej do startu w zawodach na dużej skoczni wybrał Stękałę. Kwartet biało-czerwonych bez większych problemów przebrną przez czwartkowe kwalifikacje. Najlepiej spisał się Żyła, a w czołowej dziesiątce zameldował się jeszcze Kubacki. Stoch i Stękała zajęli miejsca w drugiej dwudziestce. Podczas obu prób konkursowych panowały fatalne warunki atmosferyczne (padał gęsty śnieg i wiał zmienny wiatr) dawały się skoczkom mocno we znaki także podczas konkursu. Jedni sobie z nimi radzili lepiej, jak Kraft, który z wynikiem 132,5 m objął prowadzenie, inni gorzej, jak Japończyk Ryoyu Kobayashi, który przy lądowaniu wjechał nartami w sypki śnieg i zaliczył upadek. Na szczęście wstał i o własnych siłach opuścił zeskok. Z Polaków po pierwszej serii najwyżej w klasyfikacji był Żyła, któremu odległość 130,5 m dała piątą lokatę. Taką samą odległość uzyskał Kubacki, ale jemu odjęto jeszcze więcej punktów niż Żyle i dlatego znalazł się na ósmej pozycji. Stoch z wynikiem 120 m zajmował 22. lokatę, a 121,5 m uzyskane przez Stękałę dało mu 24. miejsce.
W drugiej serii wszyscy nasi skoczkowie poprawili swoje wyniki. Stękała zaliczył 122,5 m i ostatecznie zakończył występ na 21. pozycji. Stoch poszybował na odległość 129,5 m i awansował na 19. miejsce, ale rzecz jasna trzykrotny mistrz olimpijski nie mógł być z tego osiągnięcia zadowolony. To nie były dla niego udane mistrzostwa i nie był w stanie ukryć głębokiej frustracji z powodu słabej formy. „Coś się ewidentnie zacięło i nie potrafię znaleźć recepty, chociaż walczę z każdym skokiem. Nic jednak nie rusza do przodu. Z mojej strony zrobiłem, co się dało, ale to nic, bo dalej jestem tam, gdzie jestem. Jeśli trener zdecyduje się mnie wystawić w drużynówce, zrobię, co będę mógł. Umiem tyle, co mogą państwo zobaczyć” – przyznał zgnębiony niepowodzeniem Stoch.
Szansy na dobry wynik w drugim skoku zniweczył natomiast Kubacki. Inna sprawa, że nie wszystko było jego winą. Nasz skoczek został cofnięty z belki startowej, a gdy ponownie się na niej pojawił, dostał sygnał do startu zanim służby techniczne zdążyły odśnieżyć należycie tory. No i Kubacki pojechał zbyt wolno jak na jego potrzeby, przez co zaliczył tylko 119 m i ostatecznie spadł na 15. miejsce. Na placu boju pozostał więc tylko Żyła, który uzyskał znakomity rezultat 137 m, lecz sędziowie tak zamieszali z bonifikatami za wiatr, że Polaka wyprzedził trzeci w klasyfikacji końcowej Niemiec Karl Geiger, chociaż skoczył tylko 132 metry, potem drugi na podium Norweg Robert Johannson (135,5 m), a na końcu zwycięzca konkursu Austriak Stefan Kraft (134 m). „Piotrek miał dobre warunki, dlatego odjęto mu dużo za wiatr w drugiej serii. Przeliczniki też nigdy nie są w stu procentach sprawiedliwe. One często działają z opóźnieniem. Raz się ma to szczęście, raz nie – mówił nasz były skoczek. Dwa lata temu w Seefeld na skoczni normalnej w podobnych warunkach to Kubacki cieszył się ze złota, a drugi był Stoch. Pogoda teraz była podobna jak wtedy, lecz tym razem nie my mieliśmy szczęście” – podsumował sobotni konkurs szef polskiej misji w Oberstdorfie Adam Małysz.
Łączny wynik całego naszego kwartetu w konkursie indywidualnym nie rokował najlepiej przed sobotnią „drużynówką”, ale w konkursie nasi skoczkowie spisali się nadspodziewanie dobrze, zwłaszcza Stoch i Stękała. Trener Doleżal trochę zaskoczył wystawiając w pierwszej grupie skoczków Żyłę, po nim Stękałę i Stocha, a na końcu Kubackiego. Niewykluczone, że po cichu potem tego żałował, bo Żyła w obu skokach konkursowych szybował najdalej z całej stawki, a w drugiej serii przed skokami ostatniej grupy zawodników biało-czerwoni po świetnych próbach Żyły, Stękały i Stocha wyszli na prowadzenie. Niestety, Kubacki nie miał tego dnia takiej mocy jak Żyła, który w obu próbach zaliczył po 139 metrów. Skoczył tylko 127 metrów i nasza zespół z pierwszego miejsca spadł na trzecie. Złoto zdobyli Niemcy, srebro Austriacy.
Trudno jednak wybrzydzać, bo oba medale dla Polski w tegorocznych mistrzostwach świata (złoto Piotra Żyły na skoczni normalnej i brąz w konkursie drużynowym) to wyłącznie zasługa skoczków. Nasza ekipa w klasyfikacji medalowej zajęła dzięki temu siódmą lokatę.

Skoki narciarskie: Granerud nie powalczy z Żyłą

Już ostatecznie zostało przesądzone, że Halvor Egner Granerud zdobędzie w tym sezonie Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ale z rozgrywanych w Oberstdorfie mistrzostw świat norweski skoczek wyjedzie bez żadnego indywidualnego trofeum. Na normalnej skoczni był dopiero czwarty, a w piątek na dużym obiekcie nie wystartuje, bo miał pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Tegoroczne mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym miały być potwierdzeniem dominacji Graneruda w tym sezonie. Norweskie media przed imprezą oceniały, że skoczek może wywalczyć w Oberstdorfie nawet cztery złote krążki – dwa w konkursach indywidualnych, jeden w konkursie drużynowym i jeden w mikście, czyli konkursie drużyn mieszanych. Pierwsze rozczarowanie norwescy kibice przeżyli w turnieju na skoczni normalnej, w którym ich ulubieniec zawalił pierwszy skok i ostatecznie zakończył zmagania na dopiero na 4. miejscu, a zwycięzcą został Polak Piotr Żyła. Kolejny zawód przeżyli w konkursie drużyn mieszanych, bo faworyzowana norweska ekipa zdobyła jedynie srebro, przegrywając z drużyną gospodarzy mistrzostw.
Granerud odgrażał się, że powetuje sobie te niepowodzenia w rywalizacji na dużej skoczni, lecz w środę rano norweska federacja opublikowała komunikat z informacją, iż lider Pucharu Świata otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. A to oznaczało dla Graneruda koniec jego udziału w tegorocznych mistrzostwach świata. „Jestem bardzo smutny z tego powodu, ale mam łagodne objawy Covid-19 i czuję się dobrze” – ogłosił norweski skoczek w mediach
społecznościowych.
Granerud najwyraźniej nie ma szczęścia w najważniejszych imprezach sezonu. Chociaż jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego sezonu w Pucharze Świata, to w mistrzostwach świata w lotach narciarskich przegrał walkę o złoto z Niemcem Karlem Geigerem, w Turnieju Czterech Skoczni musiał uznać wyższość Kamila Stocha po spektakularnej porażce w Innsbrucku, a teraz wyjechał z Oberstdorfu bez jednego choćby mistrzowskiego tytułu.
Na pocieszenie zostaje więc triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Po odwołaniu norweskiego cyklu turniejów Raw Air Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) długo szukała jakiegoś zastępstwa dla tej imprezy. Próbowano namówić Słoweńców do zorganizowania w Planicy dodatkowego weekendu skoków, ale ostatecznie stanęło na tym, że do zaplanowanych już wcześniej konkursów zostanie dołożony tylko jeden, który odbędzie się w czwartek 25 marca. Na skoczni w Planicy odbędą się zatem trzy konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy w lotach narciarskich, a to oznacza, że Graneruda nikt już nie zdoła wyprzedzić w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na trzy konkursy przed końcem rywalizacji Norweg na 526 punktów przewagi nad Niemcem Markusem Eisenbichlerem i 600 punktów nad trzecim w zestawieniu Kamilem Stochem.
Wykrycie zakażenia koronawirusem u Graneruda wywołało popłoch nie tylko w ekipie Norwegii, ale też w innych zespołach, których zawodnicy mogli mieć styczność z norweskim skoczkiem. Zgodnie z przepisami, przyjętymi podczas mistrzostw świata, w przypadku pozytywnego przypadku w zespole, wszyscy, którzy mieli kontakt z zarażonym zawodnikiem w ciągu ostatnich 72 godzin, zostają poddani izolacji. Zwolnić z jej może tylko negatywny wynik testu PCR. Jak podały jednak norweskie media, niemieckie służby sanitarne nie zakwalifikował nikogo z norweskiej kadry jako osoby z pierwszej grupy kontaktu. Działacze włoskiej federacji narciarskiej na taki werdykt nawet nie czekali i po wykryciu zakażenia u kilku osób ze sztabu szkoleniowego zdecydowali o wycofaniu całej reprezentacji z mistrzostw świata – po skoczkach decyzję rozszerzono też na biegaczy narciarskich i zawodników startujących w kombinacji norweskiej.
Polscy skoczkowie wraz z całym sztabem szkoleniowym zostali przebadani przed kolejnym dniem mistrzostw świata w Oberstdorfie. Wszyscy otrzymali negatywne wyniki testów. Trener biało-czerwonych Michal Doleżal po środowych treningach zdecydował, że w kwalifikacjach do piątkowego konkursu indywidualnego do żelaznego tercetu naszych reprezentantów – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły dołączy Andrzej Stękała, który podczas treningów skakał najrówniej i wygrał wewnętrzną rywalizację z Jakubem Wolnym i Klemensem Murańką. Jeli nic si nie wydarzy, ta czwórka raczej na pewno powalczy też w sobotnim konkursie drużynowym.

Żyła pławi się w złocie

Rozegrany w sobotę na skoczni w Oberstdorfie konkurs skoków narciarskich na normalnej skoczni wygrał nieoczekiwanie Piotr Żyła, zdobywając indywidualne mistrzostwo świata – pierwsze dla siebie i ósme dla Polski. Przed nim cztery złote medale w światowym czempionacie wywalczył Adam Małysz, a po jednym Wojciech Fortuna, Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie forma naszych skoczków była wielką niewiadomą, bo w ostatnich tygodniach wyniki osiągane przez nich w turniejach Pucharu Świata były, delikatnie mówiąc, dalekie od oczekiwań i od tego, do czego nas przyzwyczaili w pierwszej części sezonu. Ale w ostatnich zawodach przed światowym czempionatem, rozegranych na normalnej skoczni w rumuńskim Rasnovie, Kamil Stoch był drugi, a czołowej piątce znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był czwarty) i Piotr Żyła. Punkty do klasyfikacji generalnej zdobyli też Klemens Murańka i Andrzej Stękała. Wydawało się więc, że tuż przed najważniejszą imprezą sezonu nasi kadrowicze wrócili, jak zwykli sami mawiać” do „dobrego skakania”. Sensacją zawodów w Rasnovie była dyskwalifikacja zwycięzcy konkursu Norwega Helvora Graneruda, którego ukarano za nieprzepisowy kombinezon. Z tego samego powodu zdyskwalifikowano też Niemca Markusa Eisenbichlera. Obaj skoczkowie nie kryli rzecz jasna oburzenia, ale najbardziej z powodu decyzji sędziów pieklił się Norweg. Nikt w stawce skoczków nie stanął w jego obronie, co każe przypuszczać, że inni zawodnicy nie do końca są przekonani, że dominacja Graneruda w tym sezonie to efekt jedynie jego nagłego wzrostu sportowej formy.
Tydzień po wpadce przy kontroli sprzętu w Rasnovie lider Pucharu Świata zaliczył jeszcze bardziej spektakularną wpadkę, zawalając skok w pierwszej serii konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Oberstdorfie. Granerud skoczył tylko 99 metrów i zajmował miejsce dopiero w drugiej dziesiątce. Ale nie tylko on „poległ” na pierwszej próbie. Wśród tych, którzy zaliczyli słabe skoki, znalazł się też nieoczekiwanie Kamil Stoch. Ale o ile lider norweskiej kadry w drugiej serii poszedł na całość i szybując na odległość 103 m zdołał przesunąć się w końcowej klasyfikacji aż na czwartą lokatę, to z lidera biało-czerwonych po pierwszej nieudanej próbie uszło całkowicie powietrze. Dwa słabe skoki po 96 metrów dały mu dopiero 22. lokatę. Mistrzowskiego tytułu na normalnej skoczni wywalczonego na poprzednich mistrzostwach świata nie obronił Dawid Kubacki, ale on przynajmniej znalazł się w ścisłej czołówce i do końca walczył o miejsce na podium. Ostatecznie zakończył rywalizację na piątej pozycji.
Polscy kibice niepowodzenia obu mistrzów świata znieśli jednak łatwo, bo w sobotę na pierwszy plan z „żelaznego tercetu” wysunął się najmniej utytułowany z nich – Piotr Żyła. W pierwszej próbie uzyskał rewelacyjną odległość 105 metrów i objął prowadzenie w konkursie. W drugiej serii warunki pogodowe od kapitalnego skoku Graneruda zaczęły się pogarszać, dzięki czemu Norweg zdołał wyprzedzić aż dwunastu skoczków. Przed ostatnim w konkursie skokiem Żyły Granerud zajmował trzecią lokatę i pewnie modlił się w duchu, żeby Polak nie wytrzymał presji i popsuł swój skok, bo wtedy on zdobyłby co prawda brązowy, ale pierwszy medal mistrzostw świata. Nic z tego. Żyła w drugiej próbie skoczył 102,5 m i pewnie zdobył tytuł, zostając w wieku 34 lat najstarszym mistrzem świata w historii. Zdobyty przez niego złoty medal jest osiemnastym wywalczonym przez polskich skoczków w światowym czempionacie.
Top 5 konkursu MŚ na skoczni H-95

Top 10 konkursu MŚ na skoczni H-95:

1. Piotr Żyła (Polska) 105/102,5 m – 268,8 pkt

2. Karl Geiger (Niemcy) 103,5/102 m – 265,2 pkt

3. Anze Lanisek (Słowenia) 102,5/101 m – 261,5 pkt

4. Halvor Egner Granerud (Norwegia) 99/103 m – 259,7 pkt

5. Dawid Kubacki (Polska) 102/99 m – 257,1 pkt

6. Robert Johansson (Norwegia) 100/101 m – 256,5 pkt

7. Michael Hayboeck (Austria) 101/97,5 m – 253,9 pkt

8. Bor Pavlovcic (Słowenia) 101,5/98 m – 253,4 pkt

9. Daniel Andre Tande (Norwegia) 101/98 m – 251,6 pkt

10. Stefan Kraft (Austria) – 100,5/97,5 – 251,2 pkt

22. Kamil Stoch (Polska) 96/96 m – 236 pkt

30. Andrzej Stękała (Polska) 95/87,5 m – 211,6 pkt

36. Klemens Murańka (Polska) 93 m – 108 pkt

Granerud pierwszy też przy kasie

Halvor Egner Granerud po zawodach Pucharu Świata w Klingenthal powiększył swoją przewagę nad konkurentami nie tylko w klasyfikacji generalnej, ale też na liście płac. Norweski skoczek zarobił już w tym sezonie 183 tys. franków szwajcarskich. Drugi pod tym względem lider polskiej kadry Kamil Stoch zarobił natomiast blisko 128 tys. franków.

W miniony weekend Granerud ponownie zgarnął całą pulę inkasując za zwycięstwo w obu konkursach indywidualnych 23 tys. franków szwajcarskich. W sumie po 22 rozegranych do tej pory zawodach lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobił 183 tys. CHF (ok. 773 tys. złotych). Stoch, który w sobotę był drugi, a w niedzielę szósty, jest wiceliderem na liście płac z kwotą 127 950 CHF (ok. 540 tys. złotych), wliczając w to 20 tys. franków za triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Na trzecim miejscu pod względem oficjalnych zarobków plasuje się Niemiec Markus Eisenbichler (115 850 CHF, ok. 489 tys. złotych), a za nim dwie kolejne lokat zajmują polscy zawodnicy – Piotr Żyła z dorobkiem 86 050 franków (ok. 359 tys. złotych) i Dawid Kubacki z dorobkiem 82 900 franków (ok. 350 tys. złotych). Żyła w sobotę był czwarty, a w niedzielę dopiero 17., natomiast Kubacki w sobotę był szósty, a w niedzielę siódmy. Pozostali skoczkowie polskiej kadry zarobili dużo mniej. Andrzej Stękała 49 500 CHF (ok. 209 tys. zł), Klemens Murańka 15 550 CHF (ok. 65,6 tys. zł), Jakub Wolny 13 400 CHF (ok. 56,5 tys. zł), Aleksander Zniszczoł 8 100 CHF (ok. 34 tys. zł), Paweł Wąsek 6 150 CHF (ok 26 tys. zł), a Maciej Kot 1 650 CHF (ok. 7 tys. zł).
W kolejny weekend skoczkowie ponownie zawitają do Zakopanego, gdzie FIS ulokował zastępczo zawody w miejsce odwołanych z powodu obostrzeń epidemicznych przedolimpijskich imprez w Pekinie, więc reprezentanci Polski w swoim mateczniku będą mieli szansę nie tylko na podreperowanie punktowego konta w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale także solidny zarobek. FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy franków szwajcarskich. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej premiuje już jednak symboliczną kwotą 100 franków. Triumf w konkursie drużynowym jest nagradzany premią w wysokości 7500 franków, ale do podziału na całą drużynę.

Znów zaważył jeden słaby skok

W konkursie drużynowym w Lahti znów jeden słabszy skok, tym razem w wykonaniu Dawida Kubackiego, odebrał Polakom zwycięstwo. Tym razem skorzystali Norwegowie. Dla biało-czerwonych było to 30. podium w rywalizacji zespołowej – na ten dorobek składa się siedem zwycięstw, dwanaście drugich oraz jedenaście trzecich miejsc.

W piątek w Lahti wiał silny wiatr i padał gęsty śnieg, z tego powodu organizatorzy musieli odwołać treningi oraz kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal decyzję o składzie zespołu na sobotni konkurs drużynowy podjął po sobotnich skokach treningowych. Sensacji nie było i w ekipie biało-czerwonych wystartowali w kolejności Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Po pierwszych skokach Żyły, Stękały i Stocha Polacy prowadzili, ale po słabym skoku Kubackiego spadli na trzecie miejsca, ze stratą 16,2 pkt do prowadzących Norwegów i 6,7 pkt do drugich w klasyfikacji Niemców. W drugiej serii już nikt w polskiej drużynie nie nawalił, ale to pozwoliło jej tylko na wyprzedzenie reprezentacji Niemiec. Norwegowie wytrzymali presję i utrzymali prowadzenie, także w klasyfikacji Pucharu Narodów. Norwegia ma 3274 pkt, druga jest Polska (3190 pkt),a trzecie miejsce zajmuje ekipa Niemiec (2573 pkt). Kolejne lokaty w czołowej szóstce zajmują: Austria (2195 pkt), Słowenia (1638 pkt) i Japonia (1563 pkt).
Z naszych skoczków w konkursie drużynowym najlepiej wypadł Kamil Stoch, który był trzeci za Niemcem Karlem Geigerem i Austriakiem Stefanem Kraftem. Andrzej Stękała zajął dziewiątą lokatę, Piotr Żyła 11., a Dawid Kubacki 17. Nic dziwnego, że żaden z Polaków nie znalazł się w gronie faworytów do niedzielnego konkursu indywidualnego . Przewidywania bukmacherów okazały się trafne, bo w niedzielę na skoczni w Lahti polscy skoczkowie byli tylko tłem dla rywali i żaden nie znalazł się nawet w czołowej dziesiątce konkursu, co jest najgorszym występem biało-czerwonych w tym sezonie . Najlepszy z naszych, Piotr Żyła, zajął 11. lokatę, Andrzej Stękała był 15., Kamil Stoch 16., Jakub Wolny 22., Dawid Kubacki 23. , Aleksander Zniszczoł 29., a Paweł Wąsek 32. Konkurs wygrał Norweg Robert Johansson, przed Niemcami Markusem Eisenbichlerem i Karlem Geigerem. W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadząca Norwegia powiększyła przewagę nad naszą drużyną z 84 do 232 punktów.

Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.

Stoch drażni rywali, ale czasem też przegrywa

Sobotni konkurs Pucharu Świata w Titisee-Neustadt był pod względem osiągnięć polskich skoczków drugim najlepszym ich występem w historii. Reprezentanci Polski w sumie zdobyli 268 punktów do klasyfikacji PŚ i umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Wygrał Kamil Stoch, trzecie miejsce zajął Piotr Żyła, piąte Andrzej Stękała, siódme Dawid Kubacki, a jedenaste Jakub Wolny. W niedzielę biało-czerwonym poszło już jednak znacznie gorzej.

W historii starów polskich skoczków w Pucharze Świata zdarzył się tylko jeden lepszy konkurs od sobotniego w Titisee-Neustadt – w szwajcarskim Engelbergu w 2013 roku biało-czerwoni wywalczyli w sumie 280 punktów. Gdyby nie słabszy skok Kubackiego w drugiej serii, przez który spadł z pierwszego miejsca po pierwszej kolejce na siódme miejsce, pewnie rekordowe osiągnięcie sprzed ośmiu lat zostałoby poprawione. Ale i tak w polskiej ekipie po sobotnim konkursie panował szampański nastrój. Cieszył się zwłaszcza Kamil Stoch, który wygrał trzeci konkurs z rzędu. Był to zarazem jego 39. zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata, a to oznaczało, że trzykrotny mistrz olimpijski właśnie wyrównał osiągnięcie Adama Małysza. W klasyfikacji wszech czasów w liczbie turniejowych zwycięstw od dwójki polskich skoczków lepsi są tylko Austriak Gregor Schlierenzauer z 53 zwycięstwami oraz Fin Matti Nykaenen, który wygrywał 46 razy. Stoch nie manifestował jednak przesadnie radości z dorównania w liczbie triumfów legendzie polskich skoków, wolał podkreślać to, że znów odrobił straty w klasyfikacji Pucharu Świata do liderującego Halvora Egnera Graneruda. Norweg po sobotnim konkursie przewodził stawce z dorobkiem 848 punktów, drugą lokatę zajmował Niemiec Markus Eisenbichler (634 pkt), ale kolejne trzy miejsca okupowali już nasi skoczkowie – trzeci Kamil Stoch miał na koncie 608 pkt, czwarty Piotr Żyła 454 pkt, a piąty Dawid Kubacki 433 pkt. Kolejne miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ po sobotnim konkursie zajmowali: Słoweniec Anze Lanisek (350 pkt), Niemiec Karl Geiger (361 pkt), Norweg Robert Johansson (324 pkt), Japończyk Yukiya Sato (281 pkt) i Austriak Daniel Huber (260 pkt). W czołowej „30” klasyfikacji mieliśmy jeszcze dwóch zawodników – 13. lokatę zajmował Andrzej Stękała (240 pkt), a 30. Aleksander Zniszczoł (76 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni po sobotnim konkursie umocnili się na prowadzeniu z dorobkiem 2286 punktów. Druga w zestawieniu ekipa Norwegii miała na koncie 2144 pkt, zaś zajmująca trzecią lokatę drużyna Niemiec 1933 pkt. Czwarta w klasyfikacji Austria (1353 pkt) i piąta Słowenia (1047 pkt) de facto odpadły już z wyścigu o zwycięstwo w rywalizacji drużynowej. „Zrobiliśmy bardzo duży postęp. Michał nie tylko kontynuuje pracę Stefana Horngachera, ale moim zdaniem uczeń przerósł mistrza. Wprowadził pewne eksperymentalne metody, których Horngacher mógłby się nawet trochę bać. Ale ma nasze pełne wsparcie. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się tego, co jest teraz” – przyznał Adam Małysz na antenie TVP Sport.
Wygląda na to, że sukcesy polskich skoczków zaskoczyły też organizatorów niemieckich konkursów. Wszyscy pamiętamy jakie szopki urządzili naszej ekipie przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. W Titisee-Neustadt cyrku z testami na obecność Covid-19 wprawdzie nie zrobiono, ale podczas ceremonii dekoracji Kamila Stocha za zwycięstwo w sobotnim konkursie nie odegrano jak jest to w zwyczaju hymnu kraju, z którego pochodzi zwycięzca. Organizatorzy głupio się później tłumaczyli, że przez czyjeś niedopatrzenie nie mieli pod ręką nagrania „Mazurka Dąbrowskiego”. To kuriozalna sytuacja, bo przecież polski zespół to nie tylko w tym sezonie zalicza się do ścisłej czołówki, a na dodatek Stoch przyjechał do Titisee-Neustadt jako triumfator Turnieju Czterech Skoczni, który zwyciężył tam w dwóch ostatnich konkursach – w Innsbrucku oraz Bischofshofen. Należało zatem przewidzieć, że skoro jest w takiej wielkiej formie, może także triumfować Titisee-Neustadt. Tym bardziej, że ta skocznia należy do ulubionych przez polskich skoczków, którzy odnieśli na niej więcej zwycięstw, niż zawodnicy jakiejkolwiek innej nacji.
Stoch nie krył rozczarowania wpadką organizatorów z hymnem i trochę żartobliwie zapowiedział, żeby w niedzielę już płytę z polskim hymnem mieli pod ręką, bo ten konkurs też zamierza wygrać . Wiatr tego dnia mu jednak nie sprzyjał i już po pierwszej serii było wiadomo, że nie znajdzie się nawet w czołowej dziesiątce konkursu. W drugiej próbie poprawił się o kilka lokat i z 23. miejsca zdołał awansować na 17. Najlepiej z naszych zawodników spisał się Dawid Kubacki, który ukończył niedzielne zawody na szóstej pozycji, Jakub Wolny na dziewiątej, Piotr Żyła na 16., Andrzej Stękała na 21., a Aleksander Zniszczoł na 28. Konkurs zakończył się podwójnym triumfem norweskich skoczków – wygrał Halvor Egner Granerud, przed Andre Danielem Tande, Austriakiem Stefanem Kraftem, Niemcem Marcusem Eisenbichlerem i kolejnym Norwegiem, Mariusem Lindvikiem.

Granerud, któremu organizatorzy bez problemu odegrali hymn podczas dekoracji, odskoczył rywalom w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Norweski skoczek prowadzi z dorobkiem 948 pkt, przed Eisenbichlerem (684), Stochem (622), Kubackim (473), Żyłą (469) i Karlem Geigerem (391). W Top 30 klasyfikacji generalnej PŚ mamy jeszcze 14. Stękałę (250 pkt), i 30. Zniszczoła (79), ale Wolny z dorobkiem 69 pkt awansował na 34. miejsce.

Kolejne zawody Pucharu Świata już w najbliższy weekend odbędą się w Zakopanem – w sobotę zostanie rozegrany konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Biało-czerwoni mimo słabszego utrzymali prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów.