Popis skoczków w Wiśle

Reprezentanci Polski dominowali w miniony weekend w zawodach Letniej Grand Prix na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. W sobotę konkurs wygrał w efektownym stylu Dawid Kubacki, wyprzedzając na podium Kamila Stocha i Piotra Żyłę. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w historii LGP. W czołowej dziesiątce znaleźli się jeszcze Tomasz Pilch i Stefan Hula.

Pandemia koronawirusa zdewastowała również kalendarz cyklu Letniej Grand Prix. Z zaplanowanych ośmiu konkursów sześć odwołano, więc zainaugurowany na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle letni sezon zakończył się już po dwóch konkursach. Na dodatek bez udziału wielu zawodników ze światowej czołówki. Niemcy i Norwegowie wystawili do walki rezerwowy skład swoich reprezentacji, a kadrze Austriaków zabrakło fenomenalnie skaczącego w poprzednim sezonie zimowym Stefana Krafta, zaś Japończycy w ogóle zrezygnowali ze startu w Wiśle.
Niezbyt mocna obsada zawodów ułatwił rzecz jasna zadanie polskim skoczkom. Podczas piątkowych treningów (kwalifikacje nie odbyły się, bo nie było takiej potrzeby – w zawodach wystartowało tylko 47 zawodników) Kamil Stoch i Dawid Kubacki wyraźnie górowali nad resztą stawki i spodziewano się, że to oni między nimi rozstrzygnie się walka o zwycięstwo. Stoch w pierwszej serii sobotniego konkursu trafił na fatalne warunki – dostał silny wiatr w plecy i na półmetku zajmował szóste miejsce z dużą stratą do prowadzącego Dawida Kubackiego, który także skakał w trudnych warunkach, ale jemu sędziowie podnieśli zeskok o jedną belkę i dzięki temu zdołał uzyskać odległość 126,5 metra – wystarczającą do objęcia prowadzenia.
Ale kibice nie mogli narzekać na emocje, bo po pierwszej serii Polacy zajmowali cztery czołowe miejsca – za prowadzącym Kubackim z ponad 10 punktami straty plasował się Stefan Hula, a za nim byli Tomasz Pilch i Piotr Żyła. Do pierwszej szóstki na półmetku gospodarze wpuścili tylko Szwajcara Simona Ammanna, który przed finałową kolejką zajmował piąte miejsce. Różnice w czołowej dziesiątce, oczywiście nie licząc Kubackiego, były minimalne i nawet 10. Paweł Wąsek mógł jeszcze myśleć o zajęciu miejsca na podium. W drugiej serii Stoch przypomniał wszystkim dobitnie, że to on wciąż jest liderem polskiej kadry. Podrażniony niezbyt udanym pierwszym skokiem trzykrotny mistrz olimpijski w drugiej odleciał aż na 136. metr i rzecz jasna wysunął się na prowadzenie. Mógł mu je odebrać jedynie Kubacki i pochodzący z Nowego Targu skoczek nie dał się zepchnąć koledze z najwyższego miejsca na podium. Uzyskał co prawda tylko 128 metrów, ale przy niższej belce startowej i w gorszych warunkach atmosferycznych, co w zupełności wystarczyło do obronienia pierwszej lokaty. Na najniższym stopniu podium stanął Piotr Żyła, który w drugiej serii uzyskał drugą odległość dnia – 131 metrów. Miejsc w czołowej trójce nie utrzymali Hula i Pilch, którzy zajęli ostatecznie szóste i czwarte miejsce.
I tak oto po raz pierwszy w historii Letniej Grand Prix zdarzyło się, że całe podium zajęli polscy skoczkowie. Tym samym biało-czerwoni powtórzyli takie osiągnięcie Finów, którzy jako pierwsi w 2000 roku w Hakubie zajęli trzy czołowe lokaty, Austriaków (w 2008 roku zajęli całe podium w Einsiedeln) oraz Japończyków, którzy w 2019 roku przed własną publicznością w Hakubie dwukrotnie zajmowali całe podium.
W niedzielnym konkursie (zakończył się po zamknięciu wydania) liczba naszych reprezentantów została okrojona o ponad połowę, bo PZN nie mógł już skorzystać z puli krajowej i dlatego w zawodach wystartowało siedmiu biało-czerwonych, którzy w sobotę zajęli najwyższe miejsca, czyli Kubacki, Stoch, Żyła, Pilch, Hula oraz Paweł Wąsek i Klemens Murańka. Wielka szkoda, że na zawodach w Wiśle tegoroczny cykl zawodów Letniej Grand Prix się zakończył, bo nasi skoczkowie chyba jeszcze nigdy nie byli tak dobrze przygotowani fizycznie do sezonu. Sobotnie zawody w Wiśle obserwowało 999 kibiców. Tylu tylko mogli wpuścić organizatorzy. Skoczkowie podczas podróży na górę skoczni musieli zakładać maseczki, obowiązek ten mieli także trenerzy dający sygnały do startu. Tak wygląda reżim sanitarny, który jak wieść niesie w zimowym sezonie ma zostać jeszcze bardziej zaostrzony. FIS rozważa wprowadzenie obowiązku testowania przed każdymi zawodami na koszt poszczególnych reprezentacji wszystkich zawodników i pozostałych członków ekip na obecność koronawirusa, ale ten warunek budzi sprzeciw, bo byłoby to kosztowne przedsięwzięcie i nie wszystkie krajowe federacje byłoby na to stać. Tym bardziej, że testy mają być obowiązkowe nie tylko w zawodach Puchar Świata, ale też w Pucharze Kontynentalnym czy FIS Cup.

Nie było źle, ale bywało już lepiej

Ekipa naszych skoczków po spowodowanym epidemią koronawirusa przedwczesnym zakończeniu sezonu, w miniony piątek wróciła z Norwegii do kraju wyproszonym przez Adama Małysza prezydenckim samolotem, co nie uchroniło zawodników i sztab trenerski przed kwarantanną. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale przymusowe odosobnienie daje sposobność do przeanalizowania występów biało-czerwonych i oceny osiągniętych przez nich wyników.

Ma o czym myśleć zwłaszcza czeski trener naszej kadry skoczków Michal Doleżal. On ma świadomość, że jego osiągnięcia w tym sezonie są przez jego zwierzchników w Polskim Związku Narciarskim porównywane z osiągnięciami poprzednika – Stefana Horngachera. Austriacki szkoleniowiec jak wiadomo przed rokiem po trzech latach pracy zostawił reprezentację Polski i przejął obowiązki selekcjonera kadry Niemiec. Najbardziej widocznym efektem tej zmiany jest klasyfikacja Pucharu Narodów. W poprzednim sezonie triumfatorami klasyfikacji drużynowej byli Polacy, przez zespołami Niemiec, Japonii, Austrii, Norwegii i Słowenii, w tym pierwsze miejsce zajęli Niemcy, przed Austriakami i Norwegami, a biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę, co trzeba uznać za ich porażkę. Horngacher ma więc powody do świętowania, bo wygrał Puchar Narodów dwa razy z rzędu prowadząc dwie różne reprezentacje. Warto przypomnieć, że pod jego wodzą nasi skoczkowie w ciągu trzech sezonów dwukrotnie wygrali rywalizację drużynową (2016/2017 i 2018/2019), a raz zajęli trzecie miejsce (2017/2018). Gdy 24 marca 2016 roku austriacki trener przejmował kadrę Polski po Łukaszu Kruczku, miała za sobą wybitnie nieudany sezon, bo w Pucharze Narodów zajęła 6. miejsce, a w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszy z naszych zawodników, Kamil Stoch, był dopiero 22. W trzeciej dziesiątce zestawienia znaleźli się ponadto Stefan Hula (26) i Dawid Kubacki (29), a Maciej Kot (31) był przed Piotrem Żyłą (35).
W sezonie 2018/2019, ostatnim pod wodzą Horngachera, w „generalce” Pucharu Świata Stoch był trzeci, Żyła czwarty, Kubacki piąty, a Jakub Wolny 22, ale Hula zajął już odległą 40. lokatę, a Kot dopiero 47. To pokazuje, że wyraźna różnica w wynikach osiąganych przez tercet Stoch-Kubacki-Żyła w porównaniu z resztą kadry nie pojawiła się za rządów Doleżala, lecz była już problemem jego poprzednika.
W obecnym sezonie miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej utrzymali jedynie Kubacki (był czwarty) i Stoch (zajął piąta lokatę), a Żyła zakończył rywalizację na 11. pozycji. Lokaty pozostałych polskich skoczków były dalekie od oczekiwań – Wolny zajął 38. miejsce, Kot 42., Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61. Porównanie wyników nie wypada w sumie aż tak źle na niekorzyść czeskiego szkoleniowca. Owszem, nie dorównał Horngacherowi w Pucharze Narodów, ale indywidualnie Karl Geiger zajął drugie miejsce w „generalce”, lecz drugi z niemiecki skoczków w Top 10, Stephan Leyhe, był już szósty, czyli za plecami Kubackiego i Stocha. Natomiast za Żyłą uplasowali się 16. w zestawieniu Constantin Schmid i 23. Markus Eisenbichler. Pozostali zawodnicy z kadry Horngachera wyladowali na miejscach równie odległych jaku Wolny, Hula i Murańka – Richard Freitag był 44., Moritz Baer 48., a Luca Roth 61.
To porównanie pokazuje, że pozycję naszej reprezentacji w tym sezonie rozłożył brak równorzędnego dla Stocha, Kubackiego i Żyły zawodnika. Niestety, Hula, Wolny, Kot i Zniszczoł wyraźnie odstawali formą, a już największym rozczarowaniem był Murańka. Ale w rywalizacji turniejowej nasi czołowi zawodnicy należeli jednak do ścisłej czołówki. W sezonie 2019/2020 biało-czerwoni wygrali osiem konkursów – Kubacki cztery, Stoch trzy, Żyła jeden. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni triumfowali w dwóch z czterech mini-turniejów: Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, zaś Stoch w norweskim cyklu Raw Air, a Kubacki był jeszcze drugi w cyklu Titisee-Neustadt Five i na dodatek zaliczył imponującą serię dziesięciu konkursów z rzędu, w których stawał na podium. Stoch nie powtórzył świetnych wyników z dwóch poprzednich sezonów, ale też nie ma powodów do narzekania – wygrał Raw Air i trzy konkursy. Swoje „pięć minut” miał też Żyła, który wygrał konkurs w lotach narciarskich w Bad Mitterndorf.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast pozostali kadrowicze – Wolny, Kot, Hula, Zniszczoł, Murańka i Wąsek. To właśnie przez brak czwartego mocnego skoczka polska drużyna zanotowała słabsze wyniki. Na początku było jeszcze dobrze, bo biało-czerwoni wywalczyli 3. miejsce w Wiśle, a potem wygrali „drużynówkę” w Klingenthal. W trzech kolejnych konkursach nie załapali się jednak nawet na najniższy stopień podium, a w Oslo zajęli dopiero na 6. miejsce. Nie obronili zatem pierwszej lokaty w Pucharze Narodów z poprzedniego sezonu i ostatecznie zajęli czwartą lokatę.
I właśnie na wyeliminowaniem tej słabości będzie musiał popracować teraz Doleżal. O ile rzecz jasna Stoch, Kubacki i Żyła będą do jego dyspozycji także w nowym sezonie. To ważne, bo na zapleczu kadry A nie objawili się jak na razie zawodnicy rokujący nadzieję na zastąpienie w tego tercetu mistrzów.

Wiatr psuje szyki Stochowi

Niedzielny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo nie doszedł do skutku z powodu silnego wiatru. Zawody zostały rozegrane w poniedziałek na skoczni w Lillehammer. Wystąpili w nich wszyscy zawodnicy zgłoszeni do turnieju w Oslo.

Na wstępie gwoli przypomnienia: cykl norweskich zawodów pod szyldem Raw Air jest rozgrywany na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund. Do klasyfikacji generalnej wliczany jest dorobek punktowy z czterech konkursów indywidualnych i dwóch drużynowych oraz czterech serii kwalifikacyjnych, zwanych prologami. Zwycięzca całego cyklu otrzyma dodatkową premię finansową w wysokości 60 tysięcy euro.
Kapryśna pogoda pokrzyżowała organizatorom plany i niedzielny konkurs indywidualny w Oslo musieli odwołać. Zawody przeniesiono na poniedziałek do Lillehammer. Tego dnia zgodnie z pierwotnym kalendarzem Raw Air miał się odbyć prolog do wtorkowego konkursu. Kwalifikacje przełożono jednak na wtorek, a ich miejsce przeprowadzono odwołane zawody w Oslo. Kolejne etapy Raw Air mają być rozgrywane już zgodnie z ustalonym terminarzem. Inna przeszkodą jest narastające zagrożenie epidemią koronawirusa – z tego powodu zawody w Lillehhamer odbyły się bez udziału publiczności.
Na marginesie – tak samo będzie podczas kończących sezon mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Planicy (19-22 marca). Podczas poniedziałkowego posiedzenia słoweńskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego podjęto decyzję, że z powodu epidemii koronawirusa impreza ta odbędzie się bez publiczności. Minister zdrowia Ales Sabeder poinformował, że podobne środki zapobiegawcze podjęto w związku z każdą imprezą, na której mogłoby się pojawić więcej niż 500 kibiców. Już w najbliższy weekend w Kranjskiej Gorze zawody alpejskiego Pucharu Świata w slalomie gigancie i slalomie mężczyzn zostaną rozegrane przy pustych trybunach.
Wracając do cyklu Raw Air, to w obecnej edycji uczestniczy w nim siódemka polskich zawodników. Do Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Macieja Kota i Aleksandra Zniszczoła w niedzielę dołączył Paweł Wąsek, który zastąpił kontuzjowanego Klemensa Murańki. Rywalizację zaczął jednak dopiero od wtorkowego prologu do konkursu indywidualnego w Lillehammer (wtorkowe zmagania zakończyły się po zamknięciu wydania).
W poniedziałkowym konkursie najlepiej w ekipie biało-czerwonych spisywał się Kamil Stoch. Oba oficjalne treningi nsz trzykrotny mistrz olimpijski zakończył na drugiej pozycji. W tych treningowych próbach kroku dotrzymywał mu jeszcze tylko Piotr Żyła, który był trzeci w stawce. Najdalej skakał jednak Słoweniec Peter Prevc (141 m).
W pierwszej serii konkursowej z biało-czerwonych miejsce w czołówce utrzymał już tylko Stoch, który skoczył 135 metrów i ustępował w klasyfikacji jedynie Markusowi Eisenbichlerowi, tracąc do niego 3,9 pkt. Pozostali z naszych reprezentantów spisali się słabiutko – Żyła był 21. (124 m), a Dawid Kubacki dopiero 28. (122,5 m), a pozostali, czyli Wolny (114 m i 37. lokata) oraz Kot (112,5 m i 39. miejsce) nie zakwalifikowali się do finałowej serii.
W drugiej serii przypomniał o sobie Kubacki, osiągając odległość 131,5 metra. Niewiele mu to jednak dało, bo konkurenci także skakali daleko, przez co zdołał poprawić się jedynie o trzy lokaty i ostatecznie zakończył zawody na 25. miejscu. Z kolei Żyła wylądował na 130. metrze zajął 23. pozycję. Honor naszej ekipy po raz kolejny musiał więc ratować Stoch. Lider naszej kadry miał jednak straszliwego pecha, bo pod koniec zawodów zaczął wiać bardzo silny wiatr w plecy, przez co zawodnicy z czołowej dziesiątki po pierwszej próbie zanotowali słabsze rezultaty. Najlepiej poradził sobie Peter Prevc, któremu skok na odległość 125,5 metra zapewnił awans na pierwsze miejsce, wyprzedzając Niemców Markusa Eisenbichlera i Stephana Leyhe. Lider Pucharu Świata Stefan Kraft i wicelider Niemiec Karl Geiger, nie dali rady, podobnie jak Japończyk Ryoyu Kobayashi. Niestety, z wiatrem nie poradził sobie też Stoch, który osiągnął tylko 121 metrów i spadł na siódme miejsce.
Przed wtorkowym konkursem w Lillehammer (zakończył się po zamknięciu wydania) Stoch w klasyfikacji generalnej Raw Air zajmował czwartą lokatę (644,6 pkt), za Norwegiem Mariusem Lindvik (655,2), Stefanem Kraftem (647,6) i Niemcem Stephanem Leyhe (645,3). Żyła był 14. (620,2), Kubacki 20. (599), Kot 26. (424,4), Wolny 44. (201,4), a Zniszczoł 55. (101,3).

Wiatr psuje Raw Air

Trwający w Norwegii od piątku cykl konkursów pod szyldem Raw Air z każdym dniem staje się dla organizatorów coraz większym wyzwaniem. Zmieniający się wiatr chwilami wręcz wypacza przebieg rywalizacji, która na domiar złego z powodu szalejącej już także w Europie epidemii koronawirusa, toczy się praktycznie bez udziału widzów.

Kapryśny wiatr sprawił, że niemal wszyscy zawodnicy startujący pod koniec piątkowych kwalifikacji w Oslo oddali słabe skoki. W tej sytuacji niespodziewanie liderem klasyfikacji generalnej cyklu Raw Air został Niemiec Constantin Schmid, który skokiem na odległość 130 m wygrał prolog. Za nim uplasowali się Austriak Michael Hayboeck oraz Słoweniec Żiga Jelar. Najwyżej z Polaków sklasyfikowano Piotra Żyłę, który zajął piąte miejsce ze stratą do lidera 1,7 pkt. Maciej Kot trafił na bardzo dobre warunki wietrzne i wylądował na 129. metrze. Ten wynik zapewnił mu jednak dopiero 14. miejsce. Spore problemy mieli natomiast najlepsi nasi skoczkowie, czyli Kamil Stoch i Dawid Kubacki, którzy skakali z podwyższonego rozbiegu.
Pierwszy z nich ostatecznie zajął dopiero 27. miejsce, a Kubacki 42. Awans do niedzielnego konkursu indywidualnego w Oslo wywalczył jeszcze Jakub Wolny, zajmując 43. lokatę. Ogromnego pecha miał tylko Aleksander Zniszczoł, któremu do kwalifikacji zabrakło dwóch punktów. Na udany występ Kota błyskawicznie zareagował trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal i włączył tego zawodnika do składu na sobotni konkurs drużynowy, obok Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły.
Podczas sobotniego konkursu drużynowego na skoczni Holmenkollbakken panowały już dobre warunki do skakania. Wiatr nie był zbyt silny, ale zmienny, co jest charakterystyczne dla tego obiektu. Nie miało to jednak decydującego wpływu na wyniki. Pierwszy raz w tym sezonie Pucharu Świata konkurs drużynowy wygrali Norwegowie. Na swoim obiekcie, mimo braku publiczności z powodu koronawirusa, podopieczni Alexandra Stoeckla skakali znakomicie. Już po pierwszej grupie drugiej serii byli prawie pewni zwycięstwa. Nie wypuścili go z rąk i o ponad 30 punktów wyprzedzili drugich Niemców. Trzecie miejsce wywalczyli Słoweńcy, a czwarte Polacy. Dopiero na szóstej pozycji zawody ukończyli liderzy Pucharu Narodów Austriacy, których zdołali jeszcze wyprzedzić Japończycy. Biało-czerwoni po wybitnie nieudanym dla siebie poprzednim konkursie drużynowym, w którym zajęli najgorsze w tym sezonie szóste miejsce, tym razem ponownie liczyli się w walce o podium. Ostatecznie zajęli czwarte miejsce przegrywając minimalnie ze Słoweńcami. W pierwszej serii najmocniejszymi ogniwami w naszej drużynie byli Piotr Żyła i Kamil Stoch. Skoczyli odpowiednio 129 i 130 metrów. Gdyby Dawid Kubacki oraz Maciej Kot polecieli równie daleko, to Polacy prowadziliby na półmetku. Ale tak dobrze nie było. Kubacki wylądował na 124., a Kot na 115. metrze. Ogólnie jednak nie było źle, bo Polacy zajmowali 3. miejsce tracąc do drugich Niemców niespełna 15, a do prowadzących Norwegów 23 punkty. Ale za plecami podopieczni trenera Michala Doleżala mieli Japończyków i Słoweńców, których oni z kolei wyprzedzali minimalnie. W drugiej serii Żyła nie skoczył już tak dobrze jak w pierwszej. 124 metry pozwoliło jednak polskiej reprezentacji utrzymać trzecią lokatę, ale jej strata do Norwegów i Niemców znacznie wzrosła. Kluczowy w tej walce był drugi skok Macieja Kota. Uzyskał 123 metry i co prawda przegrał ze skaczącymi w jego grupie Junshiro Kobayashim i Timim Zajcem, ale biało-czerwoni chociaż spadli na 5. pozycje, nie stracili kontaktu z ekipami Japonii i Słowenii.
Skaczący jako trzeci w naszej drużynie Stoch na dalekie skoki Yukiya Sato i Anze Laniska (131 i 130 m) odpowiedział szybując na odległość 133 m. Dostał przy tym wysokie noty i biało-czerwoni awansowali na 4. lokatę tracąc do trzecich Słoweńców tylko 5,6 pkt. Który zespół zajmie najniższy stopień podium rozstrzygnęli w bezpośredniej rywalizacji Ryoyu Kobayashi, Dawid Kubacki i Peter Prevc . Japończyk wylądował na 130. metrze, ale Kubacki go przebił wynikiem 134,5 m. Prevc skoczył jednak 133 m i ten wynik wystarczył Słoweńcom do obronienia przewagi. Pokonali nasz zespół o 4,2 pkt. Pod względem indywidualnym, drugi wynik w drużynówce miał Kamil Stoch, który przegrał z najlepszym w stawce Norwegiem Johannem Andre Forfangiem zaledwie o 0,2 pkt. Dobrze to wróżyło przed niedzielnym konkursem indywidualnym. Niestety, swoje trzy grosze do rywalizacji znowu wtrącił wiatr. Z powodu fatalnych warunków zaplanowany na 14:30 konkurs przeniesiono na 16:30 i zapowiedziano, że odbędzie się tylko jedna seria skoków, a następnie ostatecznie zawody w ogóle odwołano.

Teraz powalczą w Norwegii

W najbliższy weekend kadra naszych skoczków narciarskich rozpocznie rywalizację w norweskim cyklu Raw Air. W jego ramach odbędzie się sześć konkursów – cztery indywidualne i dwa drużynowe.

Po nieudanych dla biało-czerwonych występach w fińskim Lahti, gdzie żaden z naszych reprezentantów nie stanął na podium, Kamil Stoch i spółka przenieśli się do Norwegii. Rywalizacja w ramach cyklu Raw Air toczyć się będzie do 15 marca na czterech obiektach – w Oslo, Lillehammer, Trondheim oraz na mamuciej skoczni w Vikersund. Trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal powołał na te zawody siedmiu zawodników: oprócz Kamila Stocha, także Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańkę oraz przywróconego do pierwszego składu reprezentacji Macieja Kota. W przededniu imprezy kontuzji nadgarstka podczas treningu doznał Murańka i ostatecznie Polska wystawi w kończącym sezon Pucharu Świata Raw Air tylko sześciu skoczków.
Czwarta edycja tego prestiżowego cyklu składać się będzie z sześciu konkursów, w tym dwóch drużynowych. Do końcowej klasyfikacji wliczane będą wyniki wszystkich skoków, także oddanych w kwalifikacjach, które w Raw Air nazywane są prologami. Na zwycięzcę czeka dodatkowa premia finansowa w wysokości 60 tys. euro. Triumfatorami trzech poprzednich edycji norweskich zawodów byli Austriak Stefan Kraft, Kamil Stoch i Japończyk Ryoyu Kobayashi.
Raw Air 2020 zacznie się w piątek 6 marca w Oslo prologiem (początek godz. 19:30). A tak wygląda terminach kolejnych konkursów. Sobota: konkurs drużynowy (15:15). Niedziela: konkurs indywidualny (14:30). Lillehammer. Poniedziałek: prolog (17:30). Wtorek: konkurs indywidualny (17:00). Trondheim. Środa: prolog (17:30). Czwartek: konkurs indywidualny (17:00). Vikersund. Piątek: prolog (18:00). Sobota: konkurs drużynowy (16:30). Niedziela: konkurs indywidualny (16:30). Zawody będą transmitowane na żywo przez TVP 1, TVP Sport i Eurosport.

Polska drużyna straciła moc

Polskim skoczkom w końcówce sezonu zaczyna brakować pary, bo notują coraz słabsze wyniki. W piątek na skoczni w Lahti kroku czołówce dotrzymywali już tylko Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a w sobotnim konkursie drużynowym nawet oni odstawali od najlepszych. Konsekwencją było dopiero szóste miejsce biało-czerwonych, najgorsze w tym sezonie.

Nasi skoczkowie nie będą dobrze wspominać występu w konkursie drużynowym w Lahti. W trzecich w obecnym sezonie drużynowych zmaganiach wypadki słabiutko, zajmując dopiero szóste miejsce. To ich najgorsza lokata w obecnym sezonie – wcześniej w Wiśle zajęli trzecie miejsce, w Klingenthal zwyciężyli, ale w Zakopanem wywalczyli tylko piątą pozycję. Ponieważ ostatnio poza Stochem i Kubackim reszta skoczków w naszej ekipie zanotowała regres formy, do zawodów na fińskiej skoczni biało-czerwoni nie przystępowali w roli faworytów.
Ten niekorzystny trend potwierdził piątkowy konkurs indywidualny. W finale oglądaliśmy jedynie dwóch polskich skoczków: Stocha i Kubackiego. Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny zakończyli udział w konkursie już po pierwszej serii, a Paweł Wąsek nawet nie zdołał przejść przez kwalifikacje. Stoch przed drugą próbą zajmował 5. lokatę i z trudem bo z trudem, ale ją utrzymał. Rozczarował za to Kubacki, po pierwszej serii był wiceliderem, ale zepsuł drugi skok i ostatecznie wylądował na szóstej pozycji. Piątkowe zawody wygrał pewnie Austriak Stefan Kraft. Lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w obu próbach uzyskał odległość 129,5 m. Drugie miejsce zajął wicelider klasyfikacji Niemiec Karl Geiger, a trzecie Norweg Daniel Andre Tande.
26-letni Kraft w tym sezonie wygrał po raz piąty. Prezentuje wyborną formę i wszystko wskazuje, że powtórzy wyczyn z sezonu 2016/2017 i po raz drugi w karierze zdobędzie „Kryształowa Kulę”. Trzy lata temu zdobycie tego trofeum zapewniło mu osiem konkursowych zwycięstw, a na podium stawał 17 razy. W obecnym sezonie od listopadowej inauguracji w Wiśle do końca lutego odbyły się 24 indywidualne konkursy. Kraft w najlepszej trójce był 14 razy, lecz licząc tylko w tym roku stawał na podium w 11 z 16 konkursów,a w pierwszej trójce zawodów meldował się w pięciu ostatnich startach z rzędu, z czego dwa ostatnie wygrał. Jego przewaga nad drugim w „generalce” Karlem Geigerem jest już tak znaczna, że nie zdoła jej raczej odrobić.
Wróćmy jednak do sobotniego konkursu drużynowego, bo postawa w nim kwartetu polskich skoczków daje sporo do myślenia. Piotr Żyła zaczął nawet przyzwoicie, uzyskując odległość 123 m (120,6 pkt.), co dało biało-czerwonych trzecią lokatę po pierwszej grupie. Niestety, skaczący jako drugi Jakub Wolny zaliczył tylko 119 m (112,5 pkt.) i po jego skoku nasz zespół Polacy spadł w klasyfikacji na piątą pozycję. Niemile zaskoczył polskich kibiców Kamil Stoch, który wylądował metr bliżej od Wolnego, ale doliczono mu więcej punktów za trudne warunki i dostał wyższą notę (114,4 pkt), dzięki czemu biało-czerwoni awansowali po trzech grupach na czwarte miejsce lokatę. Cóż jednak z tego, skoro ten, na którego najbardziej liczyliśmy, czyli Dawid Kubacki, w swojej grupie wypadł słabiutko i po skoku na odległość 123,5 m nasza drużyna ponownie spadła na piąte miejsce.
Na półmetku prowadzili Niemcy, przed Słowenią, Austrią i Norwegią. Do podium Polakom brakowało 5,2 pkt. Indywidualnie najlepiej w pierwszej serii spisał się Niemiec Karl Geiger (128 m), a dwoma kolejnymi najlepszymi wynikami mogli pochwalić się Słoweńcy Timi Zajc (130 m) i Anze Lanisek (127 m). Z naszych skoczków najlepiej indywidualnie wypadł Kubacki, który miał siódmy rezultat.
W drugiej odsłonie „drużynówki” Żyła zderzył się z niekorzystnymi warunkami i wylądował na 116 metrze. Szanse naszej ekipy na włączenie się do walki o czołowe miejsce w tym momencie rozwiały się jak dym, a tu jeszcze na dodatek coraz lepiej zaczynali punktować Japończycy. W drugiej grupie jeszcze słabiej od Żyły poszybował Wolny i zaliczył tylko 113,5 m, przez co Polacy spadli na szóste miejsce, za ekipę Japonii. Po przyzwoitym skoku Stocha (124 m) wrócili na piąte miejsce, ale Kubacki zaliczył jedynie 117,5 m i reprezentacja Polski zakończyła rywalizację na szóstym miejscu.
Zwyciężyła drużyna Niemiec, co jej trenera Stefana Horngachera wprawiło z znakomity nastrój, druga lokatę wywalczyli Słoweńcy, a dopiero trzecią Austriacy. Indywidualnie najlepiej spisał się jednak Stefan Kraft (127 i 126,5 m), który wyprzedził pod tym względem Karla Geigera (128 i 121 m) i Timiego Zajca (130 i 124 m). Najlepszy z polskich skoczków, Kamil Stoch, zajął w tym zestawieniu 10. lokatę. Nie zapowiadało to sukcesów biało-czerwonych także w niedzielnym konkursie indywidualnym, który zakończył się po zamknięciu wydania.

W Lahti powalczą po raz tysięczny

W najbliższy weekend w fińskim Lahti zostaną rozegrane kolejne konkursy Pucharu Świata – w piątek i niedzielę indywidualne, a w sobotę drużynowy. Ten niedzielny będzie jubileuszowy, bo tysięczny. Polski Związek Narciarski wystawi do walki siedmiu skoczków, ale najbardziej liczymy na Dawida Kubackiego i Kamila Stocha.

Jubileuszowy konkurs zwieńczy trzydniowe zmagania skoczków w Lahti. Pierwotnie na tej fińskiej skoczni miały się odbyć tylko dwa konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny, ale organizatorzy cyklu Pucharu Świata postanowili w piątek rozegrać dodatkowe zawody, które zastąpią odwołany 1 grudnia ubiegłego roku z powodu złej pogody konkurs w Kuusamo.
Przy okazji tysięcznego konkursu przypomniano, że pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich odbyły się 27 grudnia 1979 roku w Cortinie d’Ampezzo. Z 998 dotychczasowych konkursów reprezentanci Polski wygrali 88. Najlepsi pod tym względem są Austriacy, którzy mają w dorobku 255 indywidualnych zwycięstw, druga lokatę zajmują Finowie (151), trzecią Niemcy (120), czwartą Norwegowie (116), a Polacy w tym zestawieniu są na piątym miejscu.
Jako pierwszy z naszych skoczków indywidualny konkurs wygrał Stanisław Bobak, a wyczynu tego dokonał 26 stycznia 1980 roku w Zakopanem. Po nim trzy razy na najwyższym podium stawał Piotr Fijas (w latach 1980-1986), a potem nastała era Adama Małysza, który w okresie od 1996 do 2011 roku odniósł 39 zwycięstw i jest pod tym względem rekordzistą wśród polskich skoczków. To jego osiągnięcie może przebić jednak Kamil Stoch, który ma już na koncie już 35 triumfów, a wciąż jest czynnym zawodnikiem. Cztery zwycięstwa odniósł Dawid Kubacki, po dwa Piotr Żyła i Maciej Kot, a po jednym Krzysztof Biegun i Jan Ziobro. W sumie na liście triumfatorów Pucharu Świata znajduje sie dziewięciu Polaków. Rekordzistą w liczbie wygranych konkursów Pucharu Świata jest jednak Austriak Gregor Schlierenzauer, który ma ich na koncie 53.
Przed zawodami w Lahti liderem klasyfikacji generalnej obecnej edycji Pucharu Świata jest Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 1433 punków. Drugą lokatę zajmuje Niemiec Karl Geiger (1315), a trzecią Dawid Kubacki (1067). Piąty w zestawieniu jest Kamil Stoch (828), którego od Kubackiego oddziela czwarty w zestawieniu Japończyk Ryoyu Kobayahsi (1045).
Licząc z konkursami w Lahti do końca obecnego sezonu pozostało jeszcze sześć indywidualnych konkursów. To oznacza, że w walce o „Kryształową Kulę” praktycznie liczą się już tylko Kraft i Geiger. Austriacki skoczek ma już jedno takie trofeum na koncie, poprzednio wywalczył je w sezonie 2016/2017. Geiger natomiast, jeśli ostatecznie wygra, zostanie dopiero drugim niemieckim skoczkiem w tym stuleciu, który zaliczy triumf w klasyfikacji generalnej PŚ. Na razie tej sztuki dokonał jedynie Severin Freund w sezonie 2014/2015.
Drużynowo w tym sezonie rywalizowano wcześniej trzykrotnie. W Wiśle najlepsza była Austria, przed Norwegią i Polską. W Klingenthal triumfowali biało-czerwoni, a kolejne miejsca zajęli Austriacy i Japończycy. Natomiast na podium „drużynówki” rozegranej w styczniu w Zakopanem stanęły ekipy Niemiec, Norwegii i Słowenii.
Trener kadry Polski Michal Doleżal na zawody do Finlandii zabrał tych samych zawodników, którzy w poprzednim tygodniu rywalizowali w rumuńskim Rasnovie – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę i Pawła Wąska. Selekcjoner biało-czerwonych nie zdecydował się na włączenie ponownie do składu reprezentacji świetnie spisującego się ostatnio w Pucharze Kontynentalnym Macieja Kota.
Podczas zawodów w Lahti może też zapaść decyzja odnośnie najważniejszej w tym roku imprezy, czyli kończących sezon mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy. Organizatorzy spodziewali się przybycia z tej okazji ponad 70 tysięcy kibiców, ale ponieważ Słowenia graniczy z Włochami, gdzie w ekspresowym tempie rozprzestrzenia się epidemia koronawirusa, Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) rozważa odwołanie imprezy. Słoweńcy mają zapewnienie Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, że mistrzostwa im nie „przepadną”, nawet jeśli nie uda się rozegrać ich w pierwotnym terminie. Impreza mogłaby zostać przełożona na kolejny sezon. „Jesteśmy w stałym kontakcie z FIS i przygotowujemy się na wszystkie możliwie scenariusze. Czekamy na decyzję światowej federacji” – powiedział Tomi Trbovc ze Słoweńskiego Związku Narciarskiego.

Kubacki przegonił Kobayashiego

W rumuńskim Rasnovie w piątkowym konkursie najlepszy z biało-czerwonych był Kamil Stoch, lecz zajął dopiero szóste miejsce. W sobotę z kolei z Polaków najlepiej skakał Dawid Kubacki, ale wywalczył tylko czwartą lokatę. Starczyło mu to jednak do awansu na trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

W piątkowym konkursie pewnie zwyciężył Niemiec Karl Geiger, który wyprzedził rodaka Stephana Leyhe oraz Austriaka Stefana Krafta,a w sobotę triumfował Kraft przed Geigerem. Trener polskich skoczków Michal Doleżal w sumie też był zadowolony, bo trzech jego podopiecznych uplasowało się w czołowej dziesiątce. Kamil Stoch w piątek zakończył zmagania na szóstym miejscu, Dawid Kubacki był ósmy, a Piotr Żyła dziewiąty.
W sobotę na kiepskie wietrzne warunki z naszych skoczków trafili Stocha i Żyła. Obaj wylądowali na 92. metrze, zajmując odpowiednio 17. i 23. miejsce. Więcej szczęścia miał Kubacki, któremu powiało mocniej pod narty i dzięki temu skoczył 96 m, ale ta odległość starczyła na zajęcie 9. lokaty. W drugiej serii Kubacki poszybował na odległość 100 m i przesunął się w klasyfikacji konkursu na czwartą pozycję. Dzięki temu w klasyfikacji generalnej zepchnął z 3. miejsca nieobecnego w Rasnovie Japończyka Ryoyu Kobayashiego. Stoch w sobotę był 9., Żyła 21., Zniszczoł 24., a Klemens Murańka 27.
Liderem Pucharu Świata jest Stefan Kraft (1433 pkt), który wygrał sobotni konkurs, a drugie miejsce zajmuje Geiger (1315 pkt), także drugi w sobotnich zawodach. Ci dwaj skoczkowie rządzą obecnie w stawce. Trzeci Kubacki ma na koncie 1067 pkt, a czwarty Kobayashi 1045 pkt. Z pozostałych Polaków Stoch jest 5. z dorobkiem 828 pkt, Żyła 10. (564 pkt), Wolny 37. (58 pkt), Maciej Kot 42. (37 pkt), Stefan Hula 45. (31 pkt), Zniszczoł 50. (18 pkt), Murańka 61. (8 pkt).

Tylko w sobotę było dobrze

Nasi skoczkowie narciarscy w miniony weekend ze zmiennym szczęściem rywalizowali na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf. W sobotę spisali się rewelacyjnie. Konkurs niespodziewanie wygrał Piotr Żyła, piąte miejsce zajął Dawid Kubacki, a siódme Kamil Stoch. W niedzielę już tak dobrze nie było.

Oba konkursy na skoczni Kulm w Bad Mitterndorf zainaugurowały zmagania w Pucharze Świata w lotach narciarskich. W tym sezonie w tym cyklu zaplanowano trzy konkursy indywidualne i jeden drużynowy. Oprócz dwóch rozegranych w sobotę i niedzielę w Austrii, na norweskim obiekcie Vikersund 14 marca odbędzie się turniej drużynowy, a dzień później kończącą pucharowy sezon oraz cykl Raw Air konkurs indywidualny. Mistrzostwa świata w lotach zaplanowano natomiast w dniach 20-22 marca w słoweńskiej Planicy.
Trener reprezentacji Polski Michal Dolezal do konkursów w Austrii wystawił Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę i Andrzeja Stękałę. Na treningu najlepszy okazał się Yukiya Sato. Japończyk pofrunął 225,5 m i wyprzedził drugiego Ryoyu Kobayashiego (227 m) oraz Piotra Żyłę (233,5 m). Tuż za czołową trójką uplasował się Dawid Kubacki, który skoczył 219 m. Na 14. miejscu po skoku treningowym znalazł się Kamil Stoch (209,5 m). Jakub Wolny zajął 33. pozycję (190,5 m), Aleksander Zniszczoł był 39. (185 m), Klemens Murańka 44. (180 m), a Andrzej Stękała uzyskał 170 m i zakończył trening na 49. miejscu. Na półmetku sobotniej rywalizacji pierwsze miejsce zajmował Karl Geiger. Niemiec oddał najdłuższy skok w pierwszej serii (230 m) i pewnie wyprzedził Stefana Krafta (224,5 m). Czołową trójkę uzupełnił Piotr Żyła po locie na odległość 225,5 m. Dalej od niego poszybował Dawid Kubacki, który jednak pomimo wyniku 226 m uplasował się dopiero na szóstym miejscu. Do rywalizacji włączył się też Kamil Stoch uzyskując odległość 217,5 m. Powody do zadowolenia mógł mieć również Jakub Wolny, który przełamał kryzys formy i na mamucie w Kulm wylądował na 211 metrze. Awans do drugiej serii wywalczył jeszcze 27. w klasyfikacji Zniszczoł (197 m).
W finałowej serii najlepiej z Polaków spisał się Żyła. W drugiej próbie skoczył co prawda tylko 219 metrów, ale w łącznej punktacji zajął pierwszą lokatę i objął też prowadzenie w klasyfikacji generalnej w lotach narciarskich. Drugie miejsce na podium zajął Słoweniec Timi Zajc (225 m), a trzecie Austriak Stefan Kraft (224,5 m). Kubacki wywalczył ostatecznie piątą lokatę (213 m), a Stoch, po kapitalnym skoku na odległość 231,5 m zakończył rywalizację na siódmej pozycji. Wolny zajął 24. miejsce (201 m), Zniszczoł zdobył 1 punkt do klasyfikacji generalnej za 30. lokatę ((188 m).
W niedzielnym konkursie karty na skoczni rozdawał już wiatr. W pierwszej serii najlepiej z naszych skoczków spisał się Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wykorzystał mocny wiatr pod narty i uzyskał 232 metry, ale dało mu to tylko czwarte miejsce. Minimalnie przegrywał z trzecim Timo Zajcem, drugim Ryoyu Kobayashim i prowadzącym Stefanem Kraftem. Sobotni triumfator, Piotr Żyła, w pierwszej próbie zaliczył 223,5 m i był dopiero dziewiąty. Fatalnie wypadł natomiast Kubacki, który wylądował na 199. metrze i nie zakwalifikował się do drugiej serii.
Wiatr wzmagał się coraz mocniej i pod koniec zawodów doprowadził do wypaczenia rywalizacji. Gdy czwarty na półmetku Kamil Stoch usiadł na belce startowej, na buli wiało w plecy 4 m/s, ale gdy już ruszył w dół w powietrzu miał już ekstremalne warunki i w efekcie wylądował na 159. metrze. Po jego skoku jury anulowało drugą serię i za wiążące uznało wyniki z pierwszej serii. Tym sposobem po raz trzeci w tym sezonie zwyciężył Stefan Kraft, który o 0,7 punktu wyprzedził Ryoyu Kobayashiego. Trzecią lokatę zajął Timi Zajc, z którym z kolei Stoch przegrał zaledwie o 0,7 punktu.
Żyła rzecz jasna pozostał na 9. miejscu, a z biało-czerwonych punkty wywalczyli jeszcze 21. Jakub Wolny i 28. Zniszczoł. Tym razem swojego punktowego dorobku nie powiększył najwyżej notowany w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Dawid Kubacki. Z tego powodu stracił zajmowaną dotąd trzecią lokatę na rzecz Ryoyu Kobayashiego. Nasz skoczek traci do Japończyka 60 pkt, do drugiego w „generalce” Niemca Karla Geigera 150, a do prowadzącego Krafta już 288 punktów. Piąty w „generalce” jest Stoch, a Żyła zajmuje 10. miejsce. Nasi pozostali skoczkowie zajmują lokaty poza czołową trzydziestką w klasyfikacji PŚ. W osobnej klasyfikacji lotów narciarskich liderem jest Kraft przed Zajcem i Żyłą.

Koniec serii Kubackiego

Wiatr wiejący przez cały weekend na skoczki Okurayama w Sapporo nie sprzyjał naszym skoczkom. Z trudnymi warunkami w obu konkursach nie poradzili Kamil Stoch i Piotr Żyła, a niezawodny dotąd Dawid Kubacki dotrzymał kroku najlepszym jedynie w sobotę, zajmując trzecią lokatę, Były to dziesiąte z rzędu zawody Pucharu Świata, w których stanął na podium. W niedzielę Kubacki zajął jednak tylko szóste miejsce, ale i tak był najlepszy z biało-czerwonych.

W sobotnim konkursie Kubackiemu trochę dopisało szczęście. W pierwszej serii skoczył 136 m, ale w drugiej wiatr mu przeszkodził i wylądował na 126. metrze, ale z notą 229,5 pkt zajmował drugą lokatę, za zawodnikiem gospodarzy Yukiya Sato, który w drugiej próbie jako jeden z nielicznych skoczył dalej niż w pierwszej (137,5 i 138,5 m, nota 244,3 pkt). Po naszym reprezentancie skakało jednak jeszcze dwóch zawodników – Austriak Stefan Kraft i prowadzący po pierwszej serii Japończyk Ryoyu Kobayashi. Obaj nie wytrzymali presji i zawalili swoje skoki – Kraft uzyskał tylko 125 m, ale w pierwszej serii zaliczył 138 m i dlatego z łączną notą 234,1 pkt awansował na drugą pozycję. W tym momencie w polskiej ekipie upadła nadzieja na podtrzymanie dobrej passy Kubackiego i zajęcie przez niego po raz dziesiąty z rzędu miejsca w czołowej trójce, bo Kobayashi w pierwszej serii pokazał moc skacząc na odległość 141 metrów. W drugiej próbie wiatr nie był jednak dla niego łaskawy i Japończyk wylądował na 110. metrze i w klasyfikacji sobotniego konkursu spadł z pierwszego aż na 15. miejsce. Dzięki potknięciu Kobayashiego Kubacki utrzymał trzecią lokatę i po raz dziesiąty w tym sezonie stanął na podium.
Pozostały polskim skoczkom poszło znacznie gorzej. Na półmetku szanse na podium miał jeszcze Piotr Żyła, który uzyskał odległość 132,5 m przy niezbyt mocnym wietrze pod narty. W drugiej serii miał podobne warunki, lecz tym razem skoczył o dziewięć metrów bliżej i ostatecznie zajął ósme miejsce. Kompletnie nieudane zawody zaliczył natomiast Kamil Stoch. W pierwszej serii mimo kłopotów z wiatrem uzyskał 130 metrów, ale sędziowie odjęli mu aż 24 punkty i na półmetku zajmował dopiero 21. pozycję. W drugiej próbie zaliczył jednak tylko 115,5 metra i pozostał w klasyfikacji na 21. miejscu. Trójka pozostałych naszych skoczków nawet nie zakwalifikowali się do finałowej serii. Zawodnicy z kadry B znów nie wykorzystali szansy. Aleksander Zniszczoł miał świetne warunki atmosferyczne, ale skoczył zaledwie 109 metrów, co dało mu dopiero 41. miejsce. Jeszcze gorzej wypadli Andrzej Stękała – 98 m i dopiero 45 lokata oraz Klemens Murańka (98,5 m i 46. miejsce). Zwłaszcza słaby wynik Murańki rozczarowuje, bo ten skoczek przecież tydzień wcześniej w Sapporo w Pucharze Kontynentalnym wygra turniej skaczą ponad 138 metrów. Dlaczego w Pucharze Świata nie zdołał nawet przekroczyć bariery 100 metrów?
W niedzielnym konkursie nasi skoczkowie wypadli jeszcze gorzej. Po pierwszej serii nastroje w polskiej ekipie były jednak dobre, bo Kubacki po skoku na odległość 131,5 m przegrywał jedynie ze Stefanem Kraftem i miał sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami, zatem wywalczenie przez niego po raz jedenasty z rzędu miejsca na podium wydawało się zadaniem realnym do wykonania. A było o co się bić, bowiem w klasyfikacji wszech czasów dłuższe serie miało już tylko dwóch skoczków – drugi w zestawieniu Słoweniec Peter Prevc 12 razy z rzędu stawał na podium, a lider, Fin Janne Ahonen 13 razy. Niestety, Kubacki drugi niedzielny skok w Sapporo popsuł i doleciał tylko do 126. metra, przez co ostatecznie zajął w konkursie dopiero szóstą lokatę. Ale dziesięć razy na podium z rzędu to najlepszy wynik polskiego skoczka w historii. A z szóstą lokatą i tak była najlepszy z biało-czerwonych. W niedzielę natomiast miejscami zamienili się Stoch i Żyła. Po pierwszej próbie nasz trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał na 128 metrów i był siódmy. W drugiej poleciał nawet metr dalej,lecz znów odjęto mu sporo punktów za wiatr pod narty i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Żyła natomiast, który wcześniej w sześciu konkursach plasował się w czołowej dziesiątce, tym razem zawalił oba skoki (121 i 124 m) i zajął dopiero 21. lokatę. Ponownie zawiedli zawodnicy z kadry B. Zniszczoł skoczył 110 m i został sklasyfikowany na 40. miejscu, Murańkę w kwalifikacjach zdyskwalifikowano, a Stękała znów nie przekroczył bariery 100 metrów i nawet nie zakwalifikował się do konkursu.
W niedzielnych zawodach klasa dla siebie był Austriak Stefan Kraft, który wygrał w cuglach i z łącznym dorobkiem 1063 pkt umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Drugą lokatę ze stratą 63 pkt zajmuje Niemiec Karl Geiger (1000), a trzecią utrzymał Dawid Kubacki (924), ale traci już do Krafta 139 punktów. Na piąte miejsce awansował Kamil Stoch (613 pkt), ale Piotr Żyła (396 pkt) z kolei spadł z 13. na 14. miejsce. Reszta naszych skoczków zajmuje miejsca poza czołową „30” zawodników. W klasyfikacji Pucharu Narodów Polska zajmuje 4. miejsce z dorobkiem 2927 pkt. Prowadzą Austriacy (3365), przed Niemcami (3008) i Norwegami (2981).
Kolejne zawody odbędą się już w najbliższy weekend w Willingen.