Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.

Stoch drażni rywali, ale czasem też przegrywa

Sobotni konkurs Pucharu Świata w Titisee-Neustadt był pod względem osiągnięć polskich skoczków drugim najlepszym ich występem w historii. Reprezentanci Polski w sumie zdobyli 268 punktów do klasyfikacji PŚ i umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Wygrał Kamil Stoch, trzecie miejsce zajął Piotr Żyła, piąte Andrzej Stękała, siódme Dawid Kubacki, a jedenaste Jakub Wolny. W niedzielę biało-czerwonym poszło już jednak znacznie gorzej.

W historii starów polskich skoczków w Pucharze Świata zdarzył się tylko jeden lepszy konkurs od sobotniego w Titisee-Neustadt – w szwajcarskim Engelbergu w 2013 roku biało-czerwoni wywalczyli w sumie 280 punktów. Gdyby nie słabszy skok Kubackiego w drugiej serii, przez który spadł z pierwszego miejsca po pierwszej kolejce na siódme miejsce, pewnie rekordowe osiągnięcie sprzed ośmiu lat zostałoby poprawione. Ale i tak w polskiej ekipie po sobotnim konkursie panował szampański nastrój. Cieszył się zwłaszcza Kamil Stoch, który wygrał trzeci konkurs z rzędu. Był to zarazem jego 39. zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata, a to oznaczało, że trzykrotny mistrz olimpijski właśnie wyrównał osiągnięcie Adama Małysza. W klasyfikacji wszech czasów w liczbie turniejowych zwycięstw od dwójki polskich skoczków lepsi są tylko Austriak Gregor Schlierenzauer z 53 zwycięstwami oraz Fin Matti Nykaenen, który wygrywał 46 razy. Stoch nie manifestował jednak przesadnie radości z dorównania w liczbie triumfów legendzie polskich skoków, wolał podkreślać to, że znów odrobił straty w klasyfikacji Pucharu Świata do liderującego Halvora Egnera Graneruda. Norweg po sobotnim konkursie przewodził stawce z dorobkiem 848 punktów, drugą lokatę zajmował Niemiec Markus Eisenbichler (634 pkt), ale kolejne trzy miejsca okupowali już nasi skoczkowie – trzeci Kamil Stoch miał na koncie 608 pkt, czwarty Piotr Żyła 454 pkt, a piąty Dawid Kubacki 433 pkt. Kolejne miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ po sobotnim konkursie zajmowali: Słoweniec Anze Lanisek (350 pkt), Niemiec Karl Geiger (361 pkt), Norweg Robert Johansson (324 pkt), Japończyk Yukiya Sato (281 pkt) i Austriak Daniel Huber (260 pkt). W czołowej „30” klasyfikacji mieliśmy jeszcze dwóch zawodników – 13. lokatę zajmował Andrzej Stękała (240 pkt), a 30. Aleksander Zniszczoł (76 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni po sobotnim konkursie umocnili się na prowadzeniu z dorobkiem 2286 punktów. Druga w zestawieniu ekipa Norwegii miała na koncie 2144 pkt, zaś zajmująca trzecią lokatę drużyna Niemiec 1933 pkt. Czwarta w klasyfikacji Austria (1353 pkt) i piąta Słowenia (1047 pkt) de facto odpadły już z wyścigu o zwycięstwo w rywalizacji drużynowej. „Zrobiliśmy bardzo duży postęp. Michał nie tylko kontynuuje pracę Stefana Horngachera, ale moim zdaniem uczeń przerósł mistrza. Wprowadził pewne eksperymentalne metody, których Horngacher mógłby się nawet trochę bać. Ale ma nasze pełne wsparcie. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się tego, co jest teraz” – przyznał Adam Małysz na antenie TVP Sport.
Wygląda na to, że sukcesy polskich skoczków zaskoczyły też organizatorów niemieckich konkursów. Wszyscy pamiętamy jakie szopki urządzili naszej ekipie przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. W Titisee-Neustadt cyrku z testami na obecność Covid-19 wprawdzie nie zrobiono, ale podczas ceremonii dekoracji Kamila Stocha za zwycięstwo w sobotnim konkursie nie odegrano jak jest to w zwyczaju hymnu kraju, z którego pochodzi zwycięzca. Organizatorzy głupio się później tłumaczyli, że przez czyjeś niedopatrzenie nie mieli pod ręką nagrania „Mazurka Dąbrowskiego”. To kuriozalna sytuacja, bo przecież polski zespół to nie tylko w tym sezonie zalicza się do ścisłej czołówki, a na dodatek Stoch przyjechał do Titisee-Neustadt jako triumfator Turnieju Czterech Skoczni, który zwyciężył tam w dwóch ostatnich konkursach – w Innsbrucku oraz Bischofshofen. Należało zatem przewidzieć, że skoro jest w takiej wielkiej formie, może także triumfować Titisee-Neustadt. Tym bardziej, że ta skocznia należy do ulubionych przez polskich skoczków, którzy odnieśli na niej więcej zwycięstw, niż zawodnicy jakiejkolwiek innej nacji.
Stoch nie krył rozczarowania wpadką organizatorów z hymnem i trochę żartobliwie zapowiedział, żeby w niedzielę już płytę z polskim hymnem mieli pod ręką, bo ten konkurs też zamierza wygrać . Wiatr tego dnia mu jednak nie sprzyjał i już po pierwszej serii było wiadomo, że nie znajdzie się nawet w czołowej dziesiątce konkursu. W drugiej próbie poprawił się o kilka lokat i z 23. miejsca zdołał awansować na 17. Najlepiej z naszych zawodników spisał się Dawid Kubacki, który ukończył niedzielne zawody na szóstej pozycji, Jakub Wolny na dziewiątej, Piotr Żyła na 16., Andrzej Stękała na 21., a Aleksander Zniszczoł na 28. Konkurs zakończył się podwójnym triumfem norweskich skoczków – wygrał Halvor Egner Granerud, przed Andre Danielem Tande, Austriakiem Stefanem Kraftem, Niemcem Marcusem Eisenbichlerem i kolejnym Norwegiem, Mariusem Lindvikiem.

Granerud, któremu organizatorzy bez problemu odegrali hymn podczas dekoracji, odskoczył rywalom w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Norweski skoczek prowadzi z dorobkiem 948 pkt, przed Eisenbichlerem (684), Stochem (622), Kubackim (473), Żyłą (469) i Karlem Geigerem (391). W Top 30 klasyfikacji generalnej PŚ mamy jeszcze 14. Stękałę (250 pkt), i 30. Zniszczoła (79), ale Wolny z dorobkiem 69 pkt awansował na 34. miejsce.

Kolejne zawody Pucharu Świata już w najbliższy weekend odbędą się w Zakopanem – w sobotę zostanie rozegrany konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Biało-czerwoni mimo słabszego utrzymali prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów.

Na Stocha w Turnieju Czterech Skoczni nie było mocnych

Rywale polskich skoczków dzisiaj być może w głębi ducha żałują, że biało-czerwoni nie zostali w Oberstdorfie wykluczeni ze startu w 69. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Polacy odnieśli bowiem nieprawdopodobny sukces zajmując cztery miejsca w czołowej szóstce zawodów. Wygrał, po raz trzeci w karierze, Kamil Stoch, trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, piąty był Piotr Żyła, a szóstą lokatę zajął Andrzej Stękała.

Po zakończonym w minioną środę Turnieju Czterech Skoczni najwięcej mówi się rzecz jasna o Kamilu Stochu, który po raz trzeci wygrał te zawody. To duży wyczyn, bo w historii niemiecko-austriackiego turnieju tylko dwóch skoczków zwyciężało w nim więcej razy. Rekordzistą jest słynny Fin Janne Ahonen, który ma na koncie pięć triumfów (1999, 2003, 2005, 2006 i 2008), a drugi na liście wszech czasów jest Niemiec Jens Weissflog, czterokrotny triumfator w latach 1984, 1985, 1991 i 1996. Stoch z trzema zwycięstwami (2017, 2018 i 2021) jest w tej klasyfikacji na trzecim miejscu wraz z Niemcem Helmutem Recknagelem (1958, 1959 i 1961) oraz Norwegiem Bjoernem Wirkolą (1967, 1968 i 1969).
Stoch nie był faworytem tegorocznej edycji, ale już w Oberstdorfie pokazał, że prognozy przekreślające jego szanse mogą być mocno chybione. Zajął drugie miejsce z niewielką stratę do lidera i faworyta Niemców, Karla Geigera. W Nowy Rok, w Garmisch-Partenkirchen, nasz trzykrotny mistrz olimpijski zajął czwartą lokatę, lecz w Innsbrucku nie miał już sobie równych i wygrał z wielką przewagą konkurs na słynnej skoczni Bergisel. Triumf dał mu prowadzenie klasyfikacji generalnej TCS, które w świetnym stylu utrzymał w Bischofshofen, gdzie potwierdził wielką formę skokami na odległość 139 i 140 metrów. Ostatecznie zwyciężył z dorobkiem 1110,6 pkt i drugiego w całych zawodach Niemca Karla Geigera (1062,5 pkt) pokonał o ponad 48 „oczek”.
Wypada jednak podkreślić także to, że w czołowej szóstce 69. TCS znalazło się aż czterech polskich skoczków. Trzecie miejsce wywalczył ubiegłoroczny triumfator turnieju Dawid Kubacki (1057,8 pkt), piątą lokatę wywalczył Piotr Żyła (1037,2 pkt), a szóstą Andrzej Stękała (1032,5 pkt). Między naszych zawodników oprócz wspomnianego Geigera zdołał wcisnąć się jeszcze tylko czwarty w zestawieniu Norweg Halvor Egner Granerud (1057,4 pkt), a pozostałe miejsca w Top 10 zajęli: 7. Japończyk Ryoyu Kobayashi (1032,5 pkt), 8. Austriak Stefan Kraft (1019,1 pkt), 9. Słoweniec Peter Prevc (1018 pkt) i 10. Austriak Daniel Huber (1014,7 pkt). Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że trójka naszych pozostałych reprezentantów w klasyfikacji generalnej TCS zajęła miejsca poza czołową „30” – Aleksander Zniszczoł był 31. (684,5 pkt), Klemens Murańka 32. (681,1 pkt), a Maciej Kot 42. (426,6 pkt). Z naszych reprezentantów w pełni zadowolony mógł być jednak tylko Stoch, bo w TCS finansową premię (20 tys. franków szwajcarskich) otrzymuje tylko zwycięzca zawodów.
Po konkursie w Bischofshofen biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w klasyfikacji Pucharu Narodów. Polska w tym zestawieniu prowadzi z dorobkiem 2018 pkt, a w Top 10 kolejne miejsca zajmują: 2. Norwegia (1972 pkt), 3. Niemcy (1832 pkt), 4. Austria (1279 pkt), 5. Słowenia (1015 pkt), 6. Japonia (940 pkt), 7. Rosja (234 pkt), 8. Szwajcaria (200 pkt), 9. Kanada (96 pkt) i 10. Finlandia (83 pkt).
Natomiast w klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata w czołówce nie zaszły większe zmiany. W czołowej dziesiątce jest trzech Polaków: Stoch powiększył swój dorobek do 508 pkt, ale pozostał na trzeciej pozycji, podobnie jak Kubacki na czwartej z 397 pkt na koncie. Żyła jest w „generalce” piąty (394 pkt), Stękała 14. (195 pkt), Zniszczoł 29. (76 pkt), Murańka 36. (57 pkt), Paweł Wąsek 37. (55 pkt), Maciej Kot 50. (17 pkt), a Jakub Wolny 53. (16 pkt). Jedyne zmiany w pierwszej „10”, to awans Karla Geigera na szóstą pozycję, przed Słoweńca Anże Laniska i awans Norwega Mariusa Lindvika na 10. pozycję, którą dzieli z Austriakiem Danielem Huberem. Ósme miejsce zajmuje Norweg Robert Johansson, a dziewiąte Japończyk Yukiya Sato (Japonia).
Nasi skoczkowie nie mieli wiele czasu na świętowanie sukcesu w TCS, bo już w najbliższy weekend czeka ich start w kolejnych konkursach Pucharu Świata w niemieckim Titisee-Neustadt. Słabiej spisujący się ostatnio Murańka i Kot wrócili do kraju, a w ich miejsce trener kadry Michal Doleżal powołał Pawła Wąska i Jakuba Wolnego, którzy dołączyli do Stocha, Kubackiego, Żyły, Stękały i Zniszczoła.

Polacy szaleją w Turnieju Czterech Skoczni

Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach pod względem organizacyjnym schodzi na psy, co z ubolewaniem podkreślają nawet niemieccy zawodnicy, ale w Polsce rozgrywana na przełomie roku w Niemczech i Austrii impreza wciąż ma dużą renomę, jakby to były mistrzostwa świata.

Przypomnijmy, że 69. Turniej Czterech Skoczni zaczął się od gigantycznego skandalu, jakim było pochopne wykluczenie polskiej ekipy z pierwszego konkursu w Oberstdorfie, bo jedynie na podstawie niejednoznacznego wyniku testu na koronawirusa u Klemensa Murańki. Ostatecznie powtórne badanie rzekomo zakażonego polskiego skoczka dało wynik negatywny, podobnie jak kolejne testy przeprowadzone w polskiej ekipie. Biało-czerwoni ostatecznie zostali przywróceni do zawodów, za czym opowiedzieli się jednogłośnie trenerzy i kapitanowie wszystkich startujących w turnieju ekip.
Nikt już później nie wnikał, czy była to tylko nadgorliwość niemieckich służb epidemicznych, czy może szyta grubymi nićmi intryga, aby w taki sposób wyeliminować z imprezy najgroźniejszych konkurentów. Jakby nie patrzeć, w polskiej ekipie było przecież dwóch triumfatorów TCS – Dawid Kubacki wygrał tu przed rokiem, a Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018. Konkurs w Oberstdorfie rozegrano jednak w zwykłej dwurundowej formule, a nie w stosowanym tylko w Turnieju Czterech Skoczni systemie rywalizacji parami (tzw. KO).
Nerwówka w Oberstdorfie
Nasi skoczkowie różnie znieśli zawirowania z Covid-19. Maciej Kot uzyskał 118,5 m, a Aleksander Zniszczoł półtora metra mniej i dla nich oznaczało to koniec zmagań. Klemens Murańka skoczył 123 m i wszedł do drugiej serii na 29. pozycji. Humor polskim kibicom poprawił nieco Andrzej Stękała, który mimo niesprzyjających warunków uzyskał 123 metry dające mu 19. miejsce na półmetku. Wiatr nie pomógł też Kamilowi Stochowi, który zdołał dolecieć tylko do 125. metra, ale trzykrotny mistrz olimpijski nie poniósł dużych strat do czołówki i w drugiej serii zaatakował z czwartej pozycji (miał 3,8 pkt straty do prowadzącego Karla Geigera). Silne podmuchy wiatru nie dały błysnąć Dawidowi Kubackiemu (122 m i 12. miejsce po pierwszej serii), a Piotr Żyła zaliczył tylko 119,5 m i wszedł do finału na 26. pozycji. Ale w czołówce po pierwszej serii nie było też dwóch najlepszych skoczków tego sezonu – lider Pucharu Świata Halvor Egner Granerud z wynikiem 122 m był dopiero dziewiąty, a drugi w „generalce” Markus Eisenbichler po skoku na odległość 118 m był dopiero 27.
W drugiej serii Murańka skoczył 120,5 m i ostatecznie zajął 30. lokatę, Żyła uzyskał 129 m i awansował na 21. miejsce, ale jego wynik szybko przyćmił Eisenbichler, który wylądował na 142. metrze i ostatecznie zajął czwarte miejsce. W naszej ekipie błysnął natomiast Stękała skacząc 136,5 m, co dało mu siódme miejsce. Ponownie z bardzo trudnymi warunkami zmierzył się Kubacki, a wynik 126,5 dał mu dopiero 15. lokatę. Stoch nie zawiódł i skoczył w pięknym stylu 132,5 m i konkurs w Oberstdorfie zakończył na drugim miejscu, za Karlem Geigerem. Ale tracił do niego tylko 2,8 pkt. Do rozstrzygnięcia rywalizacji o „Złotego Orła” było więc jeszcze bardzo daleko.
Przebudzenie Kubackiego w Ga-Pa
Noworoczny konkurs na skoczni w Garmisch Partenkirchen odbył się już w systemie KO. Przez kwalifikacje przeszła cała siódemka naszych skoczków, ale do drugiej serii nie awansowali Zniszczoł i Kot. Murańka zakończył zmagania w trzeciej dziesiątce, za to pozostała czwórka pokazała moc, a szczególnie Kubacki, Żyła, Stoch i Stękała, bo w takiej kolejności nasi reprezentanci uplasowali się w czołowej dziesiątce zawodów w Ga-Pa. Wygrał je w kapitalnym stylu Dawid Kubacki, uzyskując w drugiej serii aż 144 metry, co jest nowym rekordem skoczni. Drugie miejsce zajął Halvor Egner Granerud, a trzeci był Piotr Żyła, który zepchnął z podium na czwarte miejsce Kamila Stocha. Dziesiątą lokatę wywalczył Andrzej Stękała.
Stoch skomentował rekordowy skok Kubackiego. „To było bardzo dobre otwarcie tego roku. Super się dzisiaj skakało. Co tu dalej mówić? Mogę jedynie dodać, że to, co zrobił Dawid, to klękajcie Narody. A jeśli chodzi o mnie, to może trochę przykra jest dla mnie ta czwarta pozycja, ale z drugiej strony cieszę się, że moje miejsce na podium zajął Piotrek Żyła. On sam sobie to podium wywalczył dalekimi skokami” – podkreślał lider naszej kadry w rozmowie z Eurosportem.
W sumie biało-czerwoni wywalczyli 245 pkt do klasyfikacji Pucharu Świata i pod tym względem był to ich trzeci najlepszy konkurs w historii. Fantastyczny wynik Kubackiego sprawił, że z wynikiem 546,4 pkt przesunął się na czwarte miejsce w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni i w tym momencie tracił już tylko 8,6 pkt do prowadzącego Norwega Halvora Egnera Graneruda (555 pkt). Trzeciego w klasyfikacji generalnej TCS po dwóch konkursach Kamila Stocha (548,3 pkt) dzieliło od Graneruda 6,7 pkt, a zajmujący drugą lokatę Niemiec Karl Geiger miał na koncie 551 pkt. W Top 10 mieliśmy jeszcze dwóch innych reprezentantów – Stękała z dorobkiem 527 pkt zajmował siódmą lokatę, a Żyła z 517,1 pkt na koncie był dziesiąty. Od tego kwartetu reszta naszej ekipy mocno odstawała – Murańka był 23. (470,3 pkt), Kot 39. (220,2 pkt), a Zniszczoł 40. (219,7 pkt).
W Austrii Stoch objął prowadzenie
W kwalifikacjach do konkursu w Innsbrucku stanęło zaledwie 60 zawodników. To najgorszy wynik w historii Turnieju Czterech Skoczni w epoce Pucharu Świata, czyli od sezonu 1979/1980. To efekt zakażeń koronawirusem, ale też rezygnacji znajdujących się w słabej formie zawodników z dalszej rywalizacji. Na półmetku 69. Turnieju Czterech Skoczni wycofał się z turnieju Czech Roman Koudelka, tłumacząc swoją decyzję problemami zdrowotnymi przez które nie jest w stanie nawiązać walki z najlepszymi. Ze startu w austriackiej części TCS zrezygnowali też dwaj utytułowani niemieccy zawodnicy – Richard Freitag i Andreas Wellinger. Taką decyzję ogłosiło szefostwo niemieckiej ekipy. Trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher postanowił, że w Innsbrucku (3 stycznia) i Bischofshofen (6 stycznia) w reprezentacji Niemiec wystąpią Karl Geiger, Markus Eisenbichler, Pius Paschke, Martin Hamann, Severin Freund oraz Constantin Schmid.
Ale w niedzielnych zawodach w Innsbrucku wyczucie szkoleniowca niemieckiej ekipy zawiodło, bo Geiger zawalił pierwszy skok (117 m) i ledwie zakwalifikował się do drugiej serii. Jeszcze słabiej spisał się lider klasyfikacji generalnej PŚ i TCS Granerud (116,5 m). Obaj w drugiej serii poszybowali znacznie dalej (odpowiednio 128,5 i 127,5 m), ale stracili miejsca w czołówce TCS. Na potknięciu Norwega i Niemca skorzystali głównie świetnie i równo skaczący Polacy. Konkurs wygrał Kamil Stoch, który też objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej TCS. Lider biało-czerwonych wyprzedził Słoweńca Anze Laniska, ale trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, a Piotr Żyła był czwarty. Nasi skoczkowie zdominowali więc konkurs w Innsbrucku, a Stoch stanął przed wielką szansą trzeci w karierze triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Musi tylko 6 stycznia obronić w Bischofshofen pozycję lidera.

Klasyfikacja generalna TCS po 3 konkursach:

  1. Kamil Stoch Polska 809,9 pkt
  2. Dawid Kubacki Polska 794.7
  3. Halvor Granerud Norwegia 789,3
  4. Karl Geiger Niemcy 785,2
  5. Markus Eisenbichler Niemcy 776,5
  6. Anze Lanisek Słowenia 770,4
  7. Ryoyu Kobayashi Japonia 766,7
  8. Piotr Żyła Polska 763,3
  9. Philipp Aschenwald Austria 761,7
  10. Andrzej Stękała Polska 760,3

Kot zapewnił sobie start w Turnieju Czterech Skoczni

W miniony weekend nasi skoczkowie rywalizowali w dwóch grupach. Najlepsi z nich startowali w konkursach Pucharu Świata w Engelbergu, natomiast drugi skład walczył o punkty w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Kuusamo. W Szwajcarii najlepiej spisał się Kamil Stoch, zaś w Finlandii na powrót do kadry A zasłużył Maciej Kot.

Stoch mimo trudny warunków pogodowych w sobotę oddał wreszcie dwa równe skoki (po 134 m) i to wystarczyło mu do wywalczenie pierwszego w tym sezonie miejsca na podium. Pozostali nasi skoczkowie także trzymali wysoki poziom, bo jeszcze trzech z nich znalazło się w czołowej „10” konkursu – Piotr Żyła skończył zawody na 5. pozycji, Andrzej Stękała był 7., , a Dawid Kubacki 9. Punkty do klasyfikacji Pucharu Świata zdobył jeszcze Aleksander Zniszczoł za zajęcie 25. lokaty. Poniżej oczekiwań wypadł jedynie Klemens Murańka, który po nieudanym skoku na 115,5 metra nie awansował do finałowej serii. Trener Michal Doleżal liczył jednak, że lepiej mu pójdzie w niedzielnym konkursie (zakończył się po zamknięciu wydania).
Polscy skoczkowie wywalczyli w sobotnich zmaganiach w Engelbergu w sumie 196 punktów i z łącznym dorobkiem 1052 pkt umocnili się na trzecim miejscu w Pucharze Narodów. Pozycję lidera utrzymała ekipa Norwegii (1312 pkt). Natomiast w klasyfikacji indywidualnej przed niedzielnym konkursem przewodził Norweg Halvor Egner Granerud z dorobkiem 500 punktów, czwarty był Piotr Żyła (178 pkt), piąty Dawid Kubacki (1730, a Kami Stoch dziesiąty (142).
W tym samym czasie toczyła się rywalizacja w Pucharze Kontynentalnym, a dla naszej ekipy trzy konkursy w Kuusamo były o tyle ważne, że ich wyniki mogły zapewnić biało-czerwonym dodatkowe siódme miejsce na liście startowej do rozpoczynającego się 28 grudnia 69. Turnieju Czterech Skoczni. W trzech konkursach w Finlandii najrówniej skakał Maciej Kot, który zajął dziewiąte, czwarte i piąte miejsce i powiększył swój dorobek w klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego do 124 punktów, co dało mu awans na 4. pozycję. Dziki temu Polska będzie mogła w TCS wystawić siedmiu skoczków. Trener Michal Doleżal postanowił nie czekać z decyzją o powołaniu kadry na te prestiżowe zawody i już w sobotę podał skład reprezentacji Polski. Znaleźli się w niej Stoch, Kubacki, Żyła, Stękała, Zniszczoł, Murańka i właśnie Maciej Kot.

Polacy w Planicy dużo nie zarobili

Z zakończonych w minioną niedzielę w Planicy mistrzostw świata w lotach narciarskich nasi skoczkowi przywieźli tylko brązowy medal wywalczony w drużynie. W rywalizacji indywidualnej najlepszy z nich Piotr Żyła zajął siódmą lokatę. Najcenniejsze laury wywalczyli zawodnicy z Niemiec i Norwegii, oni też zgarnęli finansowe premie za medale. Biało-czerwoni tylko jako drużyna dostali za trzecie miejsce w sumie 14 tys. franków szwajcarskich.

Wysokość nagród pieniężnych za zdobyte medale w mistrzostwach świata określa regulamin FIS. Za zwycięstwo w konkursie indywidualnym Niemiec Karl Geiger otrzymał 28 750 franków szwajcarskich (ok. 118 tys. złotych), srebrny medalista Norweg Halvor Egner Granerud zarobił 18 tys. franków szwajcarskich (ok. 74 tys. zł), a trzeci na podium Niemiec Markus Eisenbichler wzbogacił swoje konto o 10,8 tys. franków szwajcarskich (ok. 44 tys. zł). Za pozostałe miejsca w zawodach nie przewidziano gratyfikacji finansowych.
Nasi skoczkowie nie wyjechali jednak z Planicy z pustymi portfelami, bo za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie drużynowym FIS przewidział finansową premię w wysokości 14 tys. franków (ok. 60 tys. złotych). Dzieląc ją równo na cztery części każdy z reprezentantów Polski, czyli Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Andrzej Stękała i Piotr Żyła, zarobił po 15 tys. złotych. Zwycięzcy „drużynówki”, Norwegowie, dostali do podziału 35 tys. franków (ok. 144 tys. zł), a drudzy Niemcy 21 tys. franków.
Najbardziej obłowili się więc zawodnicy dwóch najlepszych nacji w tegorocznych mistrzostwach. Liderem pod tym względem jest Karl Geiger, który za złoto w konkursie indywidualnym i srebro w drużynowym zarobił łącznie 34 tys. franków, czyli ok. 140 tys. złotych. Halvor Egner Granerud, drugi indywidualnie i pierwszy z drużyną Norwegii, wyjechał z Planicy bogatszy o 26 750 franków (ok. 110 tys. zł). Trzeci pod względem zarobków Markus Eisenbichler za trzecie miejsce indywidualnie i drugie z drużyną otrzymał w sumie ok. 66 tys. złotych.
Nasi skoczkowie już w najbliższy weekend będą mieli okazję do podreperowania finansów, startując w kolejnych zawodach Puchar Świata w szwajcarskim Engelbergu. Trener polskiej kadry Michal Doleżal do udziału w tych zawodach wyznaczył Stocha, Kubackiego, Żyłę i Stękałę oraz Klemensa Murańkę i Aleksandra Zniszczoła.

Nasi skoczkowie nie zawiedli jako drużyna

Indywidualne mistrzostwo świata w lotach narciarskich w Planicy wywalczył Niemiec Karl Gaiger, srebrny medal zdobył Norweg Halvor Egner Granerud, a brązowy drugi z niemieckich skoczków, Markus Eisenbichler. Polacy w walce o podium się nie liczyli, ale trzech z nich uplasowało się w czołowej dziesiątce – siódmą lokatę zajął Piotr Żyła, ósmą Kamil Stoch, a 10. Andrzej Stękała. To dawało nadzieję na dobry występ w niedzielnym konkursie drużynowym.

Pogoda tym razem nie wypaczyła przebiegu rywalizacji, za to wiele kontrowersji wywołali sędziowie swoimi dyskusyjnymi ocenami za styl. Ostatecznie jednak o wszystkim przesądziły odległości. Najlepsi skoczkowie lądowali w granicach 240. metra, ale wśród nich nie było żadnego Polaka. Biało-czerwoni skakali pięknie stylowo, lecz nie tak daleko jak Karl Gaiger, Halvor Egner Granerud, Markus Eisenbichler czy Michael Hayboeck. Tym razem w kwartecie biało-czerwonych najlepiej wypadł Piotr Żyła, który wywalczył siódmą lokatę, najlepszą w karierze. Lider naszej kadry Kamil Stoch uplasował się zaraz za nim, na ósmej pozycji, nie był jednak zadowolony z tego wyniku. Nic dziwnego, przed mistrzostwami trzykrotny mistrz olimpijski był wymieniany w gronie faworytów do medali. Sensację w naszej ekipie sprawił swoim występem najmłodszy w kwartecie, 25-letni Andrzej Stękała, który skakał równo i daleko we wszystkich czterech seriach i ostatecznie zasłużenie wywalczył najlepsze w karierze dziesiąte miejsce. Najgorzej skaczącego z naszych zawodników Dawida Kubackiego tłumaczy kontuzja pleców, jakiej nabawił się już w Planicy podczas treningu. Biało-czerwoni po piątkowych i sobotnich konkursach indywidualnych mogli się jednak cieszyć z tego, że po raz pierwszy w historii trzech z nich w klasyfikacji końcowej mistrzostw świata w lotach uplasowało się w pierwszej dziesiątce.
Walkę o medale toczyli jednak inni. Przed finałową serią w grze o miejsca na podium było czterech skoczków, których dzieliły niewielkie różnice. Czwarty Michael Hayboeck tracił do trzeciego Markusa Eisenbichlera zaledwie jeden punkt, ale w ostatnie próbie Austriak nie wytrzymał presji i skoczył tylko 220,5 m. Eisenbichler uzyskał znacznie lepszy wynik lądując na 230. metrze, ale ten skok zagwarantował mu tylko brązowy medal. O złoty krążek walkę stoczyli więc Halvor Egner Granerud i Karl Geiger. Przed ostatnią serią prowadził Niemiec, ale Norweg poleciał na odległość aż 243 metrów. Niestety dla niego, wylądował w kiepskim stylu, Gdy Geiger usiadł na belce startowej było już wiadomo, że jeśli chce zdobyć złoto, musi skoczyć co najmniej 230 metrów. Niemiecki skoczek wytrzymał presję i poszybował na odległość 231,5 m, dostał też znacznie lepsze noty za styl, więc ostatecznie to on został mistrzem świata w lotach, ale pokonał Granerud tylko o pół punktu. Na podium stanęło zatem dwóch Niemców i Norweg, a kolejne miejsca zajęli Austriak Hayboeck, kolejny Norweg Robert Johansson oraz Japończyk Yukiya Sato, a za nim był już tercet Polaków, których na 9. miejscu przedzielił Rosjanin Jewgienij Klimow.
Solidny występ wszystkich czterech naszych skoczków pozwalał mieć nadzieję na ich medalowy występ w niedzielnym konkursie drużynowy. Po podliczeniu wyników naszego kwartetu w konkursie indywidualnym biało-czerwoni odstawali wyraźnie tylko od Niemców, ale o nawiązaniu wyrównanej walki z Norwegami o srebrny medal mogli już śmiało myśleć. Pozostałe reprezentacje wyraźnie odstawały o tego tercetu, więc mieliśmy prawo liczyć, że w niedzielnej rywalizacji zespołowej, która zakończyła się po zamknięciu wydania, nasi skoczkowie zdobędą medal.


Top 10 MŚ w lotach:

  1. Karl Geiger (Niemcy): 241/223,5/240,5/231,5 m – 877,2 pkt;
  2. Halvor Egner Granerud (Norwegia): 221/229,5/239/243 m – 876,7 pkt;
  3. Markus Eisenbichler (Niemcy): 220/247/234,5/230 m – 859,3 pkt;
  4. Michael Hayboeck (Austria): 245,5/217/237,5/220,5 m – 845,1 pkt;
  5. Robert Johansson (Norwegia): 220/228,5/228/232 m – 841 pkt;
  6. Yukiya Sato (Japonia)): 222/229/228/229 m – 835,1 pkt;
  7. Piotr Żyła: 221,5/224,5/227/224,5 m – 828,6 pkt;
  8. Kamil Stoch: 213/229/223/222,5 m – 808,5 pkt;
  9. Jewgienij Klimow (Rosja): 237/208/222,5/220 m – 802,2 pkt;
  10. Andrzej Stękała: 224,5/215,5/224,5/212 m – 792,4 pkt;
  11. Dawid Kubacki: 219/215,5/211/196 m – 754,4 pkt.

Kubacki mierzy w Puchar Świata

Podczas zaplanowanych w najbliższy weekend w Niżnym Tagile kolejnych zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich reprezentacja Polski wystąpi w rezerwowym składzie, bez Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Klemensa Murańki i Andrzeja Stękały, którzy w tym czasie będą przygotowywać się w Zakopanem do startu w mistrzostwach świata w lotach.

Konkursy Pucharu Świata w Niżnym Tagile rozpoczną się w najbliższą sobotę o 16:30, a w niedzielę o 16:00. Trener polskiej kadry Michal Doleżal zdecydował, że na zawody do Rosji pojedzie tylko jeden zawodnik z szóstki, która rywalizowała w miniony weekend w Kuusamo. Będzie to Paweł Wąsek, a oprócz niego na rosyjskiej skoczni wystartują: Jakub Wolny, Tomasz Pilch, Stefan Hula, Aleksander Zniszczoł i Maciej Kot. Trenerem ekipy biało-czerwonych będzie Maciej Maciusiak, a pomagać mu będą Daniel Kwiatkowski i Radek Zidek.
Powodem odpuszczenia startu w Rosji przez naszych najlepszych skoczków jest obawa przed zakażenie koronawirusem, bo to uniemożliwiłoby start w zaplanowanych w dniach 10-13 grudnia mistrzostwach świata w lotach narciarskich, jednej z najważniejszych imprez tego sezonu. Stoch, Żyła, Kubacki, Murańka i Stękała będą więc w kraju przygotowywać się do konkursów w Planicy pod okiem trenera Doleżala. Stracą wprawdzie sposobność zdobycia kolejnych punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale walka o Kryształową Kulę na razie nie jest priorytetem dla ekipy biało-czerwonych. Ale w tym trudnym z powodu trwającej pandemii sezonie w tej kwestii preferencje mogą się jeszcze zmienić. Zwłaszcza w przypadku Dawida Kubackiego, który notuje swój najlepszy jak dotąd start w rywalizacji Pucharu Świata. Wcześniej potrzebował czasu, by wskoczyć na wysoki poziom i ustabilizować poziom. W poprzednim sezonie jego forma eksplodowała w Turnieju Czterech Skoczni. Wcześniej był 22. i 47. w Engelbergu. W obecnej edycji PŚ od początku jest w czołówce klasyfikacji generalnej – po trzech konkursach jest trzeci z dorobkiem 144 punktów. Przed rokiem w pierwszych trzech konkursach zajmował miejsca 7., 12., 5, dwa lata temu 8., 35. i 12, a w tym roku był 11. w Wiśle oraz dwukrotnie trzeci w Kuusamo. Nawet bez punktów w Niżnym Tagile powinien się utrzymać w czołówce, a przed świętami będą jeszcze konkursy w szwajcarskim Engelbergu i kolejna okazja do wzbogacenia punktowego konta.
W wyścigu o Kryształową Kulę w tej chwili zdecydowanie prowadzi Niemiec Markus Eisenbichler, który dwukrotnie wygrał, a w drugim, rozegranym w niedzielę w Kuusamo konkursie, był drugi tylko dlatego, że przydarzył mu się słabszy skok w drugiej serii. To może być sygnał dla jego rywali na przyszłość, że jest do pokonania. Na potknięciu niemieckiego skoczka skorzystał tym razem wicelider klasyfikacji generalnej Halvor Egner Granerud, ale Norweg to jeszcze młody zawodnik i choćby przez brak doświadczenia może mieć kłopot z utrzymaniem takiej wysokiej formy w dalszej części sezonu. Na razie nie wiadomo czy Eisenbichler i Granerud zdecydują się na start w Rosji, ale jeśli tam pojadą, będą oczywiście faworytami i dzięki zdobytym w Niżnym Tagile punktom mogą w punktacji trochę odskoczyć Polakowi. Nie będą to jednak straty nie do odrobienia i Kubacki nadal będzie się liczył w walce o Kryształową Kulę. Niewykluczone, że do pościgu dołączy w tym sezonie także Piotr Żyła, który zaczął znakomicie i wypada wierzyć, że jego słabszy występ w niedzielnym wybitnie loteryjnym konkursie w Kuusamo był tylko „wypadkiem przy pracy”. Nie można też zapominać o budzącym się powoli do walki Kamilu Stochu. Trzykrotny mistrz olimpijski na razie zamyka czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej PŚ, lecz do zakończenia rywalizacji zostało jeszcze
dużo konkursów.
Tradycyjnie już nasi najlepsi skoczkowie plasują się też w czołówce najlepiej zarabiających. Najwyżej na liście płac jest aktualnie Kubacki, który zarobił 90 tys. złotych. Lepszy od niego jest tylko Eisenbichler (138 tys. zł). Żyła z dorobkiem 73 tys. zł zajmuje piąte miejsce, a Stoch z 56 tys zł na koncie jest w tym zestawieniu siódmy. Łącznie w trzech pierwszych konkursach indywidualnych i jednym drużynowym nasi skoczkowie zarobili 277 tysięcy złotych.

Top 10 klasyfikacji generalnej PŚ:

  1. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 280 pkt
  2. Halvor E. Granerud (Norwegia) – 200 pkt
  3. Dawid Kubacki – 144 pkt
  4. Karl Geiger (Niemcy) – 141 pkt
  5. Piotr Żyła – 133 pkt
  6. Yukiya Sato (Japonia) – 131 pkt
  7. Robert Johansson (Norwegia) – 80 pkt
  8. Anze Lanisek (Słowenia) – 66 pkt
  9. Pius Paschke (Niemcy) – 64 pkt
  10. Kamil Stoch – 62 pkt
    Miejsca pozostałych polskich skoczków:
  11. Klemens Murańka – 38 pkt
  12. Andrzej Stękała – 36 pkt
  13. Paweł Wąsek – 15 pkt
  14. Maciej Kot – 11 pkt
  15. Stefan Hula – 2 pkt.

Polscy skoczkowie są mocni w drużynie

Nasi skoczkowie jako zespół znakomicie rozpoczęli rywalizację w Pucharze Świata. W trzech pierwszych konkursach biało-czerwoni byli reprezentowani na podium, a pozostali kadrowicze zajmowali lokaty w Top 30 i zdobywali punkty do klasyfikacji generalnej. Biało-czerwonym brakowało do szczęścia tylko zwycięstwa.

Na skoczni w fińskim Kuusamo w sobotnim konkursie z naszych zawodników najlepszy był Piotr Żyła, który w drugiej serii wyprzedził Dawida Kubackiego. Obu polskich skoczków pogodził świetnie w tym sezonie skaczący Niemiec Markus Eisenbichler. W ekipie biało-czerwonych panuje jednak nastrój zadowolenia, bo w pierwszych konkursach Pucharu Świata może pochwalić się trzema miejscami na podium. W inaugurującym przed tygodniem nowy sezon konkursie drużynowym w Wiślewybrańcy trenera Michala Doleżala zajęli trzecią lokatę, a w sobotnim konkursie indywidualnym biało-czerwoni nadrobili to z nawiązką i umieścili na podium dwóch zawodników. Taki wyczyn zdarzył się naszym skoczkom po raz 17. w czterdziestoletnie historii rywalizacji o Puchar Świata.
Wypada zauważyć, że na początku tego sezonu nie tylko Żyła i Kubacki prezentują wysoką formę. Kamil Stoch także, chociaż z różnych powodów pokazuje to na razie tylko w pojedynczych skokach. Mile zaskakuje Klemens Murańka, który w Kuusamo w swoim 83. występie w PŚ dopiero trzeci raz znalazł się w czołowej dziesiątce konkursu, ale nie zawodzą też oczekiwań Paweł Wąsek i Andrzej Stękała. Bilans sobotniego występu w Kuusamo zasługiwał na uznanie – dwóch Polaków na podium, trzech w Top 10, pięciu w Top 12, szósty na 22. miejscu . Na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata w lotach narciarskich Planicy mamy wyrównaną i mocną ekipę.

A teraz pojadą autami do Kuusamo

W miniony weekend w Wiśle rozegrano pierwsze w tym sezonie zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. W piątkowych kwalifikacjach najdalej skakał Kamil Stoch, ale w sobotnim konkursie drużynowym lider polskiej kadry zmagał się z migreną i skakał słabiej niż dzień wcześniej. Lepiej od niego spisali się jednak Dawid Kubacki i Piotr Żyłą, co wystarczyło biało-czerwonym do zajęcia trzeciego miejsca. Wygrali Niemcy przed Austriakami. W niedzielę w konkursie indywidualnym triumfował Niemiec Markus Eisenbichler. Najlepszy z Polaków, Piotr Żyła, był piąty.

W nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej konkursu drużynowego w Wiśle Dawid Kubacki zajął czwarte miejsce uzyskując za skoki na odległość 131,5 i 130,5 m łączną notę 274,2 pkt. Szósty w tym zestawieniu Piotr Żyła skoczył 129 i 127,5 m, co dało mu notę 270,1 pkt. Jedenasty w stawce Kamil Stoch za skoki na 118,5 oraz 126 m otrzymał 264,8 pkt. Czwartym w kwartecie naszych reprezentantów tym razem był Klemens Murańka, który nie zawiódł oczekiwań trenera Michala Doleżala – indywidualnie był 14. z notą 252,4 pkt za skoki na odległość 122 i 126 metrów. W sumie biało-czerwoni zgromadzili 1061,5 pkt, co dało im w klasyfikacji drużynowej trzecią lokatę. Konkurs wygrała reprezentacja Niemiec z wynikiem 1078 pkt, a drugie miejsce zajęli Austriacy z dorobkiem 1069,3 pkt. Kolejne zespoły miały już do czołowej trójki sporą stratę. Czwarta Norwegia straciła do Polaków 36,3 pkt.
Indywidualnie w sobotnim konkursie najlepiej zaprezentował się jednak jeden z norweskich skoczków, Halvor Egner Granerud (123 i 132 m, nota 282,2 pkt), który wyprzedził Austriaka Daniela Hubera (131 i 135 m, nota 278 pkt) i Niemca Karla Geigera (131,5 i 130,5 m, nota 277,5 pkt).
Słabiej niż oczekiwano wypadli w inauguracyjnych zawodach PŚ Japończycy, którzy zajęli dopiero piątą lokatę. Najlepiej z nich skakał Yukiya Sato (120 i 127,5 m, nota 264,7 pkt), a najsłabiej Ryoyu Kobayashi (117,5 i 121,5 m, nota 236,9 pkt). Podobnie rzecz się miała ze Słoweńcami, dla których szósta lokata jest porażką. Najlepiej w ich zespole spisał się Timi Zajc (119 i 130 m, nota 251,8 pkt). Siódme miejsce zajęła ekipa Rosji, ósme Szwajcarii, a ostatnie, dziewiąte, drużyna Czech.
W przypadku naszej drużyny początek sezonu można uznać za obiecujący. Rok temu nasi skoczkowie także zaczęli sezon Pucharu Świata od trzeciego miejsca w drużynówce (w 2018 roku byli zwycięzcami, w 2017 zajęli drugą lokatę). Nie ulega jednak wątpliwości, że gdyby nie atak migreny, który dopadł Kamila Stocha tuż przed sobotnią „drużynówką”, Polacy mogliby pokusić się nawet o zwycięstwo. Trzykrotny mistrz olimpijski w piątek zaimponował znakomitą formą podczas oficjalnego treningu i w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego, ale czuł się ponoć tak źle, że sztab trenerski rozważał nawet zastąpienie go innym zawodnikiem. „Dzisiaj nie było łatwo, bo warunki były na bardzo wysokim poziomie, warunki się zmieniały i rozbieg był nisko. Z drugiej strony wydaje mi się, że zrobiliśmy niesamowicie dobrą pracę i trzecie miejsce na sam początek jest jak najbardziej super. Ja sam zmagałem się z innym problemem, mianowicie dużym bólem głowy, wręcz migreną, która nie ułatwiała skakania. Koniec końców uważam, że wynik był bardzo pozytywny” – podsumował przed kamerami TV występ biało-czerwonych Kamil Stoch.
Trener naszej kadry Michal Doleżal przed niedzielnym konkursem indywidualnym był optymistą i liczył na dobry występ wszystkich swoich podopiecznych, ale największe szanse dawał „żelaznemu tercetowi”, czyli Stochowi, Kubackiemu i Żyle. W trakcie przygotowań do nowego sezonu na czwarte miejsce w drużynie kosztem Jakuba Wolnego wskoczył Klemens Murańka, ale czy zdoła utrzymać tę prestiżową lokatę w naszej kadrze, miał pokazać w niedzielnych zmaganiach.
Niestety, w niedzielę wiało, a na dodatek warunki pogodowe nie sprzyjały naszym skoczkom, poza Piotrem Żyłą, który oddał dwa równe skoki i jako jedyny z Polaków utrzymał miejsce w czołowej dziesiątce, plasując się na piątej pozycji. Stoch, Kubacki i Murańka w drugiej serii zawalili swoje próby i zajęli odległe miejsca, podobnie jak Kot, Hula i Stękała.

Konkurs wygrał Niemiec Markus Eisenbichler, przed swoim rodakiem Karlem Geigerem i Austriakiem Danielem Huberem. W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadzenie objęli Niemcy.

Po zawodach w Wiśle ekipa naszych skoczków już we wtorek wyruszy w długą, 46-godzinną podróż do fińskiego Kuusamo. Podróżować będzie samochodami, bo wprawdzie z powodu obostrzeń epidemicznych Międzynarodowa Federacja Narciarska zorganizowała lot czarterowy dla uczestników Pucharu Świata do Finlandii, lecz z lotniska w… Monachium. W tej sytuacji sztab trenerski biało-czerwonych uznał, że sensowniejsza będzie podróż samochodami i promem. Trener Doleżal w siedmioosobowej kadrze dokonał jednej zmiany, bo zamiast Jakuba Wolnego do Finlandii pojedzie Paweł Wąsek, chociaż w Wiśle był dopiero 48.