IAAF nie chce Rosji

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) tuż przed mistrzostwami świata utrzymała decyzję o dyskwalifikacji Rosji. Sportowcy z tego kraju w Dausze będą musieli startować pod neutralną flagą.

Skandal dopingowy w rosyjskim sporcie został rozpętany w 2014 roku przez jedną z niemieckich stacji telewizyjnych, która wyemitowała film dokumentalny o stosowaniu zorganizowanego dopingu, którego animatorów chroniły służby państwowe. Głównym celem było zdobycie jak największej liczby medali podczas zimowych igrzysk w Soczi. W efekcie rosyjska agencja antydopingowa straciła akredytacje WADA (Światowa Agencja Antydopingowa), a MKOl zabronił sportowcom tego kraju startu pod rosyjską flagą podczas letnich igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Z czasem te restrykcje cofnięto, a jedyną światową federacją sportową, która nie zniosła stanu zawieszenie w jaki w 2015 roku postawiła rosyjską federację lekkoatletyczną, była kierowana przez Brytyjczyka Sebastiana Coe’a IAAF.

Rosjanie nie mogli zatem wystąpić pod swoją flagą także w mistrzostwach świata w 2017 roku, ale przed tegorocznym światowym czempionatem IAAF nie miała już zbyt wielu argumentów, żeby podtrzymać dyskwalifikację Rosji. Działaczom IAAF w sukurs znów przyszła WADA, która ponownie na podstawie medialnych doniesień niemieckich mediów zarzuciła Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) manipulowanie danymi. Ten pretekst wystarczył, żeby podtrzymano dyskwalifikację rosyjskiej federacji lekkoatletycznej, co oznacza, że rosyjscy sportowcy także w Dosze wystąpią pod neutralną flagą. Do 30 zawodniczek i zawodników WADA i IAAF nie mają żadnych zastrzeżeń i oni będą mogli powalczyć o medale, o ile władze Rosji wyrażą na to zgodę.

 

Japonia gotowa do igrzysk

Przyszłoroczne letnie igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczną się 24 lipca, a zakończą 9 sierpnia. Podczas zorganizowanego w minioną środę (24 lipca) spotkaniu z przedstawicielami mediów, premier Japonii Shinzo Abe zapewnił, że jego kraj będzie gotowy na czas. Można już zatem bawić się w prognozowanie medalowych zdobyczy.

Na większości obiektów olimpijskich już można organizować sportowe imprezy, na na sześciu z ośmiu powstających od podstaw, w tym Olimpijskim Stadionie Narodowym, na którym odbędą się zawody lekkoatletyczne i finał turnieju piłkarskiego, prowadzone są już prace wykończeniowe. A zatem nie ma obaw, że w Tokio powtórzą się kłopoty jakie były udziałem organizatora poprzednich igrzysk, Rio de Janeiro. „Obiecuję, że wszystko będzie przygotowane zgodnie z harmonogramem ustalonym przez MKOl” – zapewnia prezydent Tokio Yuriko Koike.

Starając się o organizację igrzysk Japonia już w swojej aplikacji podawała, że zamierza zorganizować imprezę w większości na obiektach już istniejących, z których część zbudowana została jeszcze na początku lat 60. ubiegłego wieku, na potrzeby letnich igrzysk w 1964 roku. Pozwoliło to ograniczyć koszty.

Igrzyska zaplanowano w dwóch strefach. W pierwszej, tzw. strefie dziedzictwa, znajdującej się na północy miasta, zaplanowano zawody lekkoatletyczne, w tenisie stołowym, judo, boksie, podnoszeniu ciężarów, start wyścigu ze startu wspólnego w kolarstwie szosowym oraz turnieje w grach zespołowych – piłce nożnej, piłce ręcznej i rugby. Natomiast w tzw. strefie Zatoki Tokijskiej w południowo-zachodniej części miasta umiejscowiono aż 20 obiektów sportowych, na których zostaną rozegrane m. in. regaty wioślarskie i kajakarskie, turnieje w siatkówkę i tenisa ziemnego, konkurencje pływackie czy jeździeckie. Pozostałe areny są rozrzucone w innych częściach miasta. Najdalej będą mieli kolarze torowi, którzy powalczą o medale na welodromie w Izu, 120 km od stolicy, a jeden z meczów baseballowych odbędzie się w odległej o 240 km Fukushimie. Natomiast wioska olimpijska zbudowana została między dwiema głównymi strefami igrzysk.

Wszystko ma jednak swoją cenę. Organizacje społeczne i związkowe w Japonii protestują, że pracownicy zatrudnieni przy budowa obiektów olimpijskich otrzymywali wręcz głodowe wynagrodzenia i musieli pracować w straszliwych warunkach i ponad siły. Mimo to organizatorzy igrzysk znacznie przekroczyli założony wstępnie budżet. W aplikacji złożonej do MKOl podano, że będzie on na poziomie 7,5 mld dolarów, tymczasem z ostatnich informacji podanych przez Komitet Organizacyjny wynika, że budżet wzrośnie do 11,5 mld dolarów. Aby nie powiększać już rozdętych kosztów Japończycy zrezygnowali z budowy hal do koszykówki i do badmintona. Zawody w tych dyscyplinach odbędą się w już istniejących obiektach. Pozwoliło to zaoszczędzić blisko dwa miliardy dolarów.

Od strony sportowej igrzyska w pewnym sensie już trwają, bo w niektórych dyscyplinach zakończono pierwsze kwalifikacje olimpijskie. Z polskich sportowców paszporty do Tokio już zdobyli: strzelec sportowy Tomasz Bartnik, żeglarze Zofia Noceti-Klepacka (RS:X), Paweł Tarnowski (RS:X), Magdalena Kwaśna (Laser Radial), drużyna jeźdźców w WKKW, Klaudia Breś i Aleksandra Jarmolińska w strzelectwie sportowym oraz na odbywających się właśnie w Gwangju mistrzostwach świata w pływaniu męska i kobieca sztafeta 4×100 m w stylu dowolnym oraz sztafeta mieszana 4×100 m stylem zmiennym.

Międzynarodowe forum sportowe Totallympics.com publikuje już pierwsze prognozy medalowe. Wedle analiz z 24 lipca 2019 roku klasyfikację medalową wygra ekipa USA (ma 51 aktualnych mistrzów świata w konkurencjach olimpijskich, a także 38 wicemistrzów i 38 brązowych medalistów). Możliwości naszych sportowców natomiast szacuje na 18 medali, w tym sześć złotych i dwa srebrne. Gdyby te przewidywania się potwierdziły za rok, Polska zajęłaby w klasyfikacji medalowej 15. lokatę. Dla porównania, w Rio de Janeiro biało-czerwoni z dorobkiem 11 medali (2 złotych, 3 srebrnych i 6 brązowych) uplasowali się na 33. miejscu.

 

Nowa polityka MKOl

Wygląda na to, że nawykłe do szastania nie swoimi pieniędzmi środowisko działaczy światowego ruchu olimpijskiego zaczyna zmieniać kryteria wyboru gospodarzy igrzysk. Powód jest prozaiczny – MKOl ma coraz większy problem ze znalezieniem „jeleni” gotowych zapożyczyć się na setki milionów dolarów, aby spełnić wygórowane oczekiwania.

Podczas corocznej sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, jaka w minionym tygodniu odbyła się w Lozannie, członkowie tego gremium zadecydowali, że w przyszłości przy wyborze organizatora igrzysk olimpijskich nie będzie obowiązku, aby był to jak do tej pory jeden podmiot. O goszczenie największej sportowej imprezy na świecie będą się zatem mogło ubiegać wspólnie kilka miast, regionów, a nawet krajów, a preferowane będą kandydatury zakładające wykorzystanie już istniejących obiektów sportowych oraz infrastruktury transportowej i hotelowej. O ile ta decyzja zostanie wcielona w życie, bo jak uczy praktyka deklaracje sportowych działaczy nie zawsze są potem realizowane w praktyce, to za kilkanaście lat możemy mieć igrzyska mające nie jednego, a kilku gospodarzy.

Warto w tym miejscy wspomnieć, że w tej kwestii swoje nastawienie zmienili już przedstawiciele najpopularniejszych gier zespołowych, z piłką nożną na czele. Mistrzostwa świata w 2026 roku, które po raz pierwszy zostaną rozegrane w formule 48 zespołów, odbędą się w trzech krajach – Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku.

Igrzyska mają być tańsze

Dyskusja o trybie wyboru gospodarzy igrzysk była jednym z głównych punktów tegorocznej sesji MKOl. Nawoływano w niej, żeby w procesie wskazywania organizatorów największej sportowej imprezy globu było więcej dialogu i elastyczności, a przede wszystkim mniej przegranych, bo to zdaniem działaczy MKOl negatywnie wpływa na postrzeganie idei olimpijskiej i cały proces wyboru gospodarzy igrzyska. Podobnie jak referenda badające wskaźniki społecznego poparcia dla idei organizacji igrzysk. Postanowiono, że w przyszłości podmioty składające choćby tylko wstępną aplikację, będą musiały przedstawić w niej także wyniki referendum. Taki wymóg to pokłosie kłopotów jakie miał MKOl przy wyborze organizatora zimowych igrzysk w 2026 roku. Władze miasta Calgary i kanadyjski komitet olimpijski najpierw zgłosiły akces, a później wycofały kandydaturę po negatywnym wyniku referendum. MKOl zamierza jako organizacja opracować reguły pozwalające lepiej dostosowywać się do rzeczywistości, jaką kreuje zmieniająca się sytuacja gospodarcza i polityczna na świecie. Ma je opracować powołana grupa robocza pod przewodnictwem członka MKOl Johna Coatesa. Podczas sesji w Lozannie oficjalnie wykreślono z Karty Olimpijskiej zapis obligujący MKOl do wyboru gospodarza igrzysk na siedem lat przed terminem imprezy.

Do 2028 roku MKOl ma wszystkie igrzyska już obsadzone. Letnie w 2020, 2024 i 2028 roku odbędą się odpowiednio w Tokio, Paryżu i Los Angeles, zaś zimowe w 2022 w Pekinie, a w 2026 roku w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Nieobsadzona jest jeszcze kandydatura zimowych igrzysk w 2030 roku. MKOl już wcześniej podjął decyzję, że będzie w większym stopniu partycypował w kosztach przygotowania igrzysk, dlatego jego działacze od razu stali się bardziej otwarcia na wszelkie pomysły ich obniżenia. Preferowane mają być kandydatury zakładające wykorzystanie istniejących już obiektów sportowych, hoteli, dróg i lotnisk. To otwiera w przyszłości szanse goszczenia igrzysk także przez takie kraje, jak Polska.

Wojna MKOl z AIBA

Podczas sesji w Lozannie rozstrzygnięto też ciągnący się już od wielu miesięcy spór między Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim, a Międzynarodową Federacją Boksu Amatorskiego (AIBA). Olimpijska centrala od dłuższego czasu pozostaje w sporze z AIBA, a zgłaszane przez nią pretensje dotyczą finansów AIBA (jej zadłużenie szacuje się na ok. 30 mln dolarów), etyki w zarządzaniu organizacją, niejasnego system doboru arbitrów i sposobu oceniania walk, a także podejścia do walki z dopingiem. Najnowszy konflikt wybuchł z powodu wybranego jesienią ubiegłego roku na prezesa AIBA Gafura Rachimowa, 67-letniego biznesmena z Uzbekistanu, który jest oskarżany o działalność przestępczą, m.in. pranie brudnych pieniędzy.

W marcu tego roku co prawda złożył on rezygnację z pełnionej funkcji, a na tymczasowego szefa AIBA wybrano Marokańczyka Mohameda Moustahsane, lecz mimo tej zmiany MKOl uznał, iż ogłoszony przez federację program reform nie przynosi zadowalających efektów i zagroził wycofaniem boksu z programu igrzysk w Tokio. Byłaby to decyzja szokująca, bowiem boks znajduje się w programie igrzysk nieprzerwanie od 1904 roku, a AIBA z 203 członkami jest trzecią największą organizacją sportową na świecie.

Na szczęście takiej decyzji działacze MKOl w Lozannie nie podjęli i ostatecznie boks pozostanie w programie igrzysk w Tokio. Ale Międzynarodowa Federacja Boksu Amatorskiego została jednak zawieszona w prawach członka MKOl. Decyzja, która zgodnie z Kartą Olimpijską wymagała większości dwóch trzecich głosów, zapadła jednomyślnie. System olimpijskich kwalifikacji dla pięściarzy opracuje samodzielnie MKOl. Nie zmieni się liczba zawodników uczestniczących w olimpijskich zmaganiach – wystartuje ich łącznie 286. Rywalizacja toczyć się będzie w ośmiu męskich kategoriach wagowych i pięciu kobiecych.

 

IAAF nadal sekuje Rosjan

W minioną sobotę już po raz 11. IAAF przedłużyła zawieszenie rosyjskiej federacji lekkoatletycznej (WFLA), które potrwa co najmniej do następnego posiedzenia, zaplanowanego w Dausze przed rozpoczynającymi się tam 27 września mistrzostwami świata.

IAAF jest ostatnią z ważnych organizacji sportowych, która wciąż utrzymuje sankcje wobec Rosji, chociaż zniosły je m.in. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOL) i Światowa Agencja Antydopingowa (WADA). Niewykluczone, że ma to jakiś związek z tym, że na czele Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych od 31 sierpnia 2015 roku stoi Brytyjczyk Sebastian Coe, a Wielka Brytania jak wiadomo znajduje się w ostrym dyplomatycznym konflikcie z Rosją.
Dla rosyjskich lekkoatletów przedłużające się wykluczenie poza nawias międzynarodowej społeczności staje się coraz większym problemem, ale nie wszyscy widzą przyczynę tego stanu rzeczy jedynie w podsycanym przez polityków uporze działaczy IAAF.

Na przykład dwukrotna mistrzyni świata w skoku wzwyż Maria Lasickiene na Instagramie bez ogródek za winnych przedłużenia sankcji wskazała przede wszystkim rosyjskie władze sportowe. „Przez trzy ostatnie lata słyszałam z dwieście razy, że wszystko co należało zostało już zrobione i lada chwila zostaniemy przywróceni do rodziny lekkoatletycznej. Ale to były i są tylko piękne słówka. Czy ci ludzie myślą, że sportowcy niczego nie widzą, niczego nie rozumieją? Zapomnieli, że bez nas sportowców istnienie federacji sportowej traci sens. Mam nadzieję, że osoby zaangażowani w ten niekończący się wstyd odejdą. Nie tylko kierownictwo, ale wszyscy aktywni trenerzy, którzy nadal są przekonani, że bez dopingu nie można wygrać” – napisała rosyjska lekkoatletka.

 

Prezydent AIBA sam się zawiesił

Prezydent Międzynarodowej Federacji Bokserskiej (AIBA) Uzbek Gafur Rachimow w miniony piątek ogłosił, że zawiesza pełnienie tej funkcji. Jego ustąpienia domaga się MKOl.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski w zakazał Rachimowi startu w wyborach na szefa Międzynarodowego Stowarzyszenia Boksu Amatorskiego (AIBA), które odbyły się w listopadzie ubiegłego roku. Pochodzący z Uzbekistanu Rachimow zignorował jednak zakaz MKOl i stanął w szranki wyborcze, wygrywając w nich z reprezentantem Kazachstanu Serika Konakbajewa, któremu Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) dopiero kilka dni przed wyborami przyznał rację w sporze z AIBA i nakazał umieszczenie na liście wyborczej. W głosowaniu delegaci wybrali jednak na prezydenta oskarżanego o działalność przestępczą 67-letniego Rachimowa, co wywołało wręcz wrogą reakcję MKOl.

Władze światowego sportu niedługo później wszczęły dochodzenia w sprawie sytuacji w AIBA, a w listopadzie 2018 roku ogłosił, że przestały planować przeprowadzenie turnieju bokserskiego podczas igrzysk w Tokio w 2020 roku. W opublikowanym wówczas oświadczeniu MKOl stwierdził, że przekazany mu raport AIBA, dotyczący m.in. wyborów prezydenta organizacji, sytuacji finansowej i zarządzania, nie jest wiarygodny i nie pozwala na ponowne podjęcie współpracy.

Rachimow jest oskarżany o działalność przestępczą. Sam kategorycznie temu zaprzecza, ale zarzuty są na tyle poważne, że po jego ponownym wyborze MKOl postanowił całkowicie zamrozić swoje relacje z bokserską federacją. „To są fałszywe oskarżenia, sfabrykowane przez poprzedni reżim w Uzbekistanie” – zapewniał elektorów z AIBA Rachimow.

 

Nie będzie boksu w Tokio

Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił, że zaprzestaje dalszego planowania turnieju bokserskiego podczas igrzysk w Tokio w 2020 roku. I wszczął dochodzenie wobec Międzynarodowego Stowarzyszenia Boksu Amatorskiego (AIBA).

 

W oświadczeniu MKOl stwierdził, że ostatnio przekazany raport AIBA, dotyczący m.in. wyborów prezydenta organizacji, sytuacji finansowej i zarządzania, nie jest wiarygodny i nie pozwala na ponowne podjęcie współpracy dotyczącej przeprowadzenia turnieju bokserskiego podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Sprawą AIBA zajmował się Komitet Wykonawczy MKOl, który w miniony weekend obradował w Tokio. Przyczyną poważnego konfliktu na linii MKOl – AIBA jest osoba przewodniczącego światowej organizacji bokserskiej Uzbek Gafur Rachimow, wybrany ponownie na stanowisko na początku listopada. MKOl jeszcze przed wyborami ostrzegał AIBA, że jeżeli Rachimow ponownie wygra, złoży wniosek o skreślenie pięściarstwa z programu igrzysk w Tokio.

67-letni Rachimow, który od stycznia 2018 był tymczasowym szefem AIBA, jest oskarżany o działalność przestępczą. Sam kategorycznie temu zaprzecza, ale zarzuty są na tyle poważne, że po jego ponownym wyborze MKOl postanowił całkowicie zamrozić swoje relacje z bokserską federacją. „Nigdy nie byłem związany z międzynarodowymi organizacjami przestępczymi. To są fałszywe oskarżenia, sfabrykowane przez poprzedni reżim w Uzbekistanie” – zapewniał Rachimow przed wyborami i zapowiedział, że dowiedzie swojej niewinności przed sądem. Ale po wyborach nie oczyścił się z zarzutów, zaś amerykańska administracja na ich podstawie nakazała zamrożenie kont bankowych Rachimowa. Według nieoficjalnych informacji, MKOl rozważa organizację turnieju olimpijskiego w boksie bez udziału AIBA.

 

MKOl chce wyrzucić boks z igrzysk

Międzynarodowy Komitet Olimpijski ostro kontestuje wybór Uzbeka Gafura Rachimowa na prezydenta Międzynarodowego Stowarzyszenia Boksu Amatorskiego (AIBA). Rozważana jest nawet opcja całkowitego wykreślenia pięściarstwa z programu igrzysk olimpijskich. Decyzja w tej sprawia ma zapaść na przełomie listopada i grudnia tego roku.

 

Konflikt nasilił się od 3 listopada. Tego dnia na kongresie AIBA w Moskwie Gafur Rachimow został wybrany na prezydenta tej organizacji. Była to sporą niespodzianką, bo wcześniej MKOl wysłał do delegatów czytelny sygnał, że jeśli Rachimow wygra, pięściarstwo może zostać w ramach sankcji wykreślone z programu igrzysk olimpijskich już w Tokio w 2020 roku. Mimo tych ostrzeżeń 67-letni milioner z Uzbekistanu, ale na co dzień mieszkający w Dubaju, zdobył głosy 86 delegatów ze 134 obecnych na moskiewskim kongresie i pewnie pokonał rywalizującego z nim o fotel prezydenta Kazacha Serika Konakbajewa.

Rachimow od stycznia tego roku był tymczasowym szefem AIBA, co już nie spodobało się działaczom MKOl, ponieważ ciążyły na nim poważne zarzuty przestępczej działalności. Uzbek kategorycznie zaprzeczał tym oskarżeniom i zapewniał, że zostały one sfabrykowane przez tajne służby prezydenta Islama Karimowa, dyktatora rządzącego żelazną ręką w Uzbekistanie od ogłoszenia niepodległości w 1989 aż do swojej śmierci we wrześniu 2016 roku. „Jego ludzie podsunęli fałszywe oskarżenia Departamentowi Skarbu USA, żeby w ten sposób zniszczyć moją reputację” – przekonuje Rachimow.

Ale amerykańska administracja nakazała zablokowanie jego kont bankowych, co dla MKOl okazało się wystarczającym powodem, żeby zastosować sankcje wobec Rachimowa. Pozbawiono go najpierw akredytacji na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Buenos Aires, a potem zakazano mu startu w wyborach szefa AIBA, do czego jak już wiemy się nie zastosował. „Tylko kandydaci całkowicie transparentni mogą ubiegać się o mandat prezydenta sportowej federacji należącej do rodziny olimpijskiej” – wyjaśniła powody restrykcji wobec AIBA i jego szefa dyrektor ds. etyki w MKOl Francuzka Paquerette Girard-Zappelli.

Rachimow stanął w szranki wyborcze i wygrał wybory, ale jego konkurent, Serik Konakbajew, z powodu przeszkód proceduralnych długo musiał ubiegać się o akceptację swojej kandydatury i uzyskał ją dopiero po pozytywnej dla siebie decyzji Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS).

Sprawę ma ostatecznie rozstrzygnąć Komitet Wykonawczy MKOl na zaplanowanym w dniach 30 listopada – 2 grudnia posiedzeniu w Tokio. Działacze AIBA przypominają, że pięściarstwo znajduje się w programie igrzysk olimpijskich nieprzerwanie od 1904 roku. Podczas moskiewskiego kongresu zdecydowali, że w turnieju olimpijskim w Tokio mężczyźni rywalizować będą w ośmiu kategoriach wagowych (52, 57, 63, 69, 75, 81, 91, +91 kg) oraz pięciu kobiecych (51, 57, 60, 69 i 75 kg).

 

Rosjanie skarżą się na IAAF w CAS

Rosyjska Federacja Lekkoatletyczna złożyła do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie odwołanie od decyzji IAAF o przedłużeniu zawieszenia.

 

Gwoli przypomnienia: po aferze wywołanej raportem WADA Rosja została zawieszona przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i wykluczona z udziału m.in. w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Londynie i zimowych igrzysk olimpijskich i paraolimpijskich w Pjongczangu. Rosyjscy sportowcy mogli w tych imprezach startować tylko pod neutralną flagą.

Po decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) z 20 września tego roku,w wyniku której zniesiona została kara dyskwalifikacji nałożona na Rosję, akredytację odzyskała też Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) oraz jej moskiewskie laboratorium.

Mimo to IAAF, chociaż potwierdziła znaczną poprawę sytuacji w Rosji, odłożyła decyzję o zniesieniu kary zawieszenia dla rosyjskich lekkoatletów do grudnia, bo w tym miesiącu ma się odbyć kolejne posiedzenie Rady IAAF.

Rzeczniczka prasowa rosyjskiej federacji lekkoatletycznej Natalia Juczarewa nie kryła oburzenia decyzją władz IAAF. „Jesteśmy zaskoczeni przedłużeniem naszego zawieszenia, tym bardziej, że podczas lipcowego posiedzenia Rady IAAF stwierdzono, że w Rosji zostały poczynione znaczące postępy w walce z dopingiem. Rosjanie liczą, że CAS wyda korzystne dla nich orzeczenie, które zobliguje światową federację do cofnięcia kary zawieszenia.

Te oczekiwania są jak najbardziej zasadne, skoro Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) przywrócił Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członkowskich niedługo po zakończeniu zimowych igrzysk w Pjongczangu.

 

Medale wręczane po latach

Międzynarodowy Komitet Olimpijski przyznał srebrne medale igrzysk 2012 roku rosyjskim lekkoatletkom – Jekaterinie Poistogowej (800 m) i Tatjanie Tomaszowej (1500 m). To konsekwencja dyskwalifikacji innych zawodniczek.

 

Poistogowa ukończyła bieg na 800 m w Londynie na trzecim miejscu, a Tomaszowa była czwarta na 1500 m. Na 800 m zdyskwalifikowano jednak Rosjankę Marię Sawinową, a na 1500 m – Turczynki Asli Cakir Alptekin i Gamze Bulut. MKOl poinformował, że postanowił przyznać Poistogowej i Tomaszowej medale, ponieważ ich próbki z tamtego okresu zostały ponownie przebadane i uznane za czyste. Obie Rosjanki miały jednak problemy z dopingiem, ale w innym okresie. Poistogowa orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) z 2017 roku została zdyskwalifikowana za doping na dwa lataZ kolei Tomaszową wykluczono z igrzysk w 2008 roku i zawieszono, gdy okazało się, że jej próbka do badania zawierała mocz innej osoby.

Przypomnijmy, że w połowie sierpnia tego roku MKOl ogłosił zakończenie procedury odebrania złotego medalu igrzysk olimpijskich Rosjance Tatianie Łysenko, która w Londynie triumfowała w konkursie rzutu młotem, ale została przyłapana na dopingu. W październiku 2016 roku MKOl pozbawił ją złotego krążka i było jasne, że pierwsze miejsce i tytuł mistrzyni olimpijskiej przypadnie drugiej w Londynie Anicie Włodarczyk. Formalności trwały prawie dwa lata, ale w końcu polska lekkoatletka została pełnoprawną złotą medalistką IO 2012. Włodarczyk wiadomość dostała niemal nazajutrz po swoim triumfie w mistrzostwach Europy w Berlinie. Tym samy jest teraz podwójną mistrzynią olimpijską w swojej konkurencji, bowiem bezdyskusyjnie triumfowała w IO 2016 w Rio de Janeiro.

 

IAAF nadal nie chce Rosjan

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podtrzymało decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji, podjętą w listopadzie 2015 roku po ujawnieniu zorganizowanego systemu dopingowego w tym kraju. Lekkoatleci z Rosji w mistrzostwach Europy w Berlinie wystąpią pod neutralną flagą.

 

Dla przypomnienia – po zimowych igrzyskach w Soczi wyszło na jaw, że władze państwowe sponsorowały system dopingowy na masową skalę. Międzynarodowy Komitet Olimpijski decyzje w sprawie dopuszczenia rosyjskich sportowców do rywalizacji scedował na światowe federacje. Wśród nich nadzwyczajną gorliwością wykazała się IAAF, która w listopadzie 2015 roku zawiesiła rosyjską federację lekkoatletyczną i konsekwentnie odmawiała odwołania tej decyzji. Przez to z rosyjskich lekkoatletów na igrzyskach w Rio de Janeiro wystąpiła pod neutralną flagą jedynie skoczkini w dal Daria Kliszyna, ponieważ udowodniła, że w ostatnich latach mieszkała w USA i przechodziła tam regularnie testy dopingowe. Po serii odwołań do CAS w zeszłorocznych mistrzostwach świata w Londynie wystartowało już 19 sportowców z Rosji, którzy udowodnili, że nie brali udziału w państwowym systemie dopingowym. Oni jednak także musieli startować pod neutralną flagą.

Rosjanie liczyli, że przed mistrzostwami Europy w Berlinie IAAF w końcu złagodzi swoje stanowisko. Mieli podstawy tak sądzić, bo oficjele z Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej zaczęli publicznie przyznawać, że dostrzegają duże postępy w działaniach rosyjskiej federacji. Mniej lub bardziej oficjalnie wskazywali jednak, że Rosjanie muszą spełnić trzy warunki, żeby ich lekkoatleci znów mogli startować pod narodową flagą. Po pierwsze, rosyjska federacja musi pokryć koszty poniesione przez IAAF w następstwie dopingowego skandalu. Po drugie, RUSADA (Rosyjska Agencja Antydopingowa) musi odzyskać akredytację Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). I po trzecie – władze lekkoatletyczne w Rosji muszą udostępnić wyniki badań antydopingowych z lat 2011-15. Rosjanie nie są jednak skłonni płacić IAAF, bo nie mają żadnej gwarancji, że światowa federacja cofnie zawieszenie. Zwłaszcza że uzależnia to od dobrej woli WADA w procesie przywracania akredytacji RUSADA, a ta wola zależy od politycznych zawirowań. Do porozumienia droga zatem daleka.

IAAF zapowiedziała, że w berlińskim czempionacie będą mogli wystartować tylko ci, których specjalną komórka antydopingowa uzna za wolnych od dopingowych podejrzeń. Obecnie na tej liście znajduje się 72 zawodniczek i zawodników z Rosji, ale w Berlinie zobaczymy tylko połowę z nich. IAAF podtrzymując podjętą w listopadzie 2015 roku decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji lekkoatletycznej mocno wkurzyła Rosjan. Niewykluczone, że na berlińskim Stadionie Olimpijskim będziemy świadkami czegoś w rodzaju festiwalu rosyjskiej flagi. Wiadomo, że każda akcja powoduje reakcję, a nadgorliwość IAAF wręcz prosi się o ciętą ripostę.