Gospodarka 48 godzin

Powolne pokonywanie kryzysu
Produkt krajowy brutto Polski w pierwszym kwartale 2021 r. zmniejszył się o 1,4 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku – podał Główny Urząd Statystyczny. To skutek pandemii, która w 2020 r. dopiero pod koniec marca zaczęła negatywnie wpływać na naszą gospodarkę. W porównaniu z ostatnim kwartałem minionego roku, pierwszy kwartał roku bieżącego przyniósł wzrost o 1,1 proc. Tak więc, Polska cały czas nie wyszła jeszcze z kryzysowego dołka. Wzrost popytu krajowego w I kwartale 2021 wyniósł 1,0 proc. (w IV kwartale 2020 r. odnotowano zmniejszenie popytu krajowego o 2,9 proc.). Polacy cały czas są ostrożni z zakupami. Spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło w I kwartale 2021 o zaledwie 0,2 proc., wobec spadku w IV kwartale 2020 r. o 3,2 proc. Nieco szybciej zwiększają się inwestycje. Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły o 1,3 proc. wobec spadku w IV kwartale 2020 r. aż o 15,4 proc. Pogorszyła się natomiast sytuacja w polskim handlu zagranicznym. W I kwartale bieżącego roku zanotowano negatywny wpływ eksportu na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł minus 1,9 punktu procentowego, wobec wzrostu o 0,1 pkt. proc. w IV kwartale 2020 r.

Gospodarka będzie przyśpieszać
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozuje, że po spadku o 2,7 proc. w 2020 r. PKB Polski wzrośnie o 3,7 proc. w 2021 r. oraz o 4,7 proc. w 2022 r. Jednak nowe zakażenia koronawirusem, zwłaszcza te, które pojawiły się na początku bieżącego roku, będą nadal ciążyć na aktywności gospodarczej. Zdaniem OECD powszechne szczepienia i złagodzenie środków zapobiegawczych do końca drugiej połowy tego roku powinny sprzyjać silnemu wzrostowi konsumpcji i, w mniejszym stopniu, inwestycjom. Perspektywa pozostaje jednak niepewna ze względu na zagrożenia epidemiologiczne i logistyczne przeszkody w rozmieszczaniu szczepionek. OECD zwraca uwagę, że fala infekcji jesienią 2020 r. oraz towarzyszące im zaostrzenie ograniczeń doprowadziło do spadku produkcji pod koniec ubiegłego roku, choć w mniejszym stopniu niż w pierwszej połowie 2020 r. Na początku 2021 r. polska gospodarka była bardziej odporna, ale ponowne nasilenie infekcji od marca i dalsze ograniczenia prawdopodobnie zaważyły na działalności gospodarczej. Ponadto, pomimo ostatnich wzrostów, zaufanie konsumentów i przedsiębiorców pozostaje poniżej poziomów sprzed pandemii. Szybszy wzrost zaufania konsumenckiego może doprowadzić do silnego ożywienia aktywności i rozwoju rynku pracy. Z drugiej jednak strony, pomimo stałego postępu szczepień, ponowne wybuchy epidemii nie są wykluczone i mogą skutkować wolniejszym znoszeniem środków zapobiegawczych, ze szkodą dla gospodarki. Zdaniem OECD polityka gospodarcza Polski powinna bardziej sprzyjać zielonemu ożywieniu. Perspektywy wzrostu gospodarczego zostałyby wtedy wzmocnione poprzez skupienie się na dekarbonizacji, inwestycjach sprzyjających produktywności i reformach rynku pracy. Natomiast inwestycje publiczne powinny koncentrować się na poprawie infrastruktury kraju, zwłaszcza w transporcie, energetyce i technologiach cyfrowych, aby pomóc zwłaszcza mniejszym firmom.

Gospodarka 48 godzin

Chemiczne inwestycje
O 10 proc. wzrosły nakłady inwestycyjne w najważniejszych sektorach polskiego przemysłu chemicznego w 2020 roku w stosunku do 2019 r. Istotną część tych inwestycji stanowią rozwiązania proekologiczne, zaś aż 85 proc. z nich związanych jest z ochroną powietrza atmosferycznego i klimatu. – Znaczna część nakładów przeznaczana jest na poprawę bezpieczeństwa w produkcji i dystrybucji substancji chemicznych oraz wdrażanie nowoczesnych technologii prośrodowiskowych. Świat dąży do zrównoważonego rozwoju, stara się być bardziej „eko”, a Polska Chemia, jako sektor kluczowy i odpowiedzialny społecznie, chce dawać dobry przykład. Niestety nie zawsze widać, jak jest duży, bo nie zauważamy na co dzień nowych materiałów, lekkich tworzyw, biopaliw, itp. Zielonej rewolucji bez chemii nie będzie – uważa dr. Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Inwestycjom służą unijne programy FENG i FEnIKS, dzięki którym możliwe będzie wsparcie badań i rozwoju – co stworzy nadzieję, że przedsiębiorstwa chemiczne w Polsce będą w stanie dalej się rozwijać.

Wiatrowy lobbying
Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych apeluje o zmiany w tzw. ustawie odległościowej. OPOS uważa, że obecne przepisy mocno hamują rozwój energetyki wiatrowej ze szkodą dla inwestorów. Przepisy te mają jakoby sprawiać również, że niemożliwa jest budowa obiektów mieszkalnych w wielu gminach. Za przyjęciem takiego stanowiska przez OPOS mocno lobbowały firmy stawiające wiatraki energetyczne, licząc na to, że zniesienie dotychczasowych przepisów ograniczających, ze względu na ludzkie zdrowie, dowolność zakładania farm wiatrowych, umożliwi im znaczne zwiększenie obrotów i zysków. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zrzeszające około 100 większych firm działających na rynku energetyki wiatrowej w naszym kraju uważa, że obecnie obowiązujące przepisy zatrzymały na różnych etapach projekty lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy około 4,1 Gigawatów, które pozwoliłyby na zaopatrzenie w zieloną energię blisko 5 mln polskich gospodarstw domowych. Ustawa blokuje jednak lokalizację elektrowni wiatrowych. Z apelem o jej nowelizację już od wielu miesięcy do ustawodawcy próbuje dotrzeć branża wiatrowa. – Od lat zwracamy uwagę na wadliwość tzw. ustawy odległościowej i podkreślamy wagę jej nowelizacji zarówno dla polskiego sektora elektroenergetycznego, jak i rozwoju samorządów – podkreśla Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Wprawdzie nie bardzo wiadomo, jak nieograniczone stawianie farm wiatrowych ma się do „rozwoju samorządów”, ale PSEW uważa, że obecne przepisy dotyczące wymaganej minimalnej odległości pomiędzy turbiną, a gospodarstwem domowym całkowicie odebrały decyzyjność gminom i ich mieszkańcom w zakresie planowania przestrzennego. – Naszym zdaniem plany zagospodarowania przestrzennego powinny być zgodne z kierunkiem rozwoju jednostek samorządu terytorialnego i przede wszystkim uwzględniać interesy mieszkańców, zachowując przy tym bezpieczną odległość. Nowelizacja ustawy odległościowej jest konieczna nie tylko ze względu na rozwój zielonej energii z wiatru, która jest dziś najtańszym źródłem energii elektrycznej w Polsce, ale także z powodu korzyści płynących dla lokalnych społeczności – dodaje prezes PSEW. Pytanie, jak ewentualna nowelizacja wpłynie na stan zdrowia i kondycję psychiczną lokalnych społeczności, które będą musiały mieszkać blisko wiatraków?

Chiny utrzymały wzrost

Według dostępnych danych za ubiegły rok, Państwo Środka osiągnęło najlepsze wyniki wśród dużych gospodarek świata.
Dyrektor Narodowego Urzędu Statystycznego Chin Ning Jizhe poinformował, że w drugim kwartale ubiegłego roku chiński produkt krajowy brutto wzrósł o 3,2 proc., po jego spadku w pierwszym kwartale 2020 r. Od tego momentu można więc mówić o wychodzeniu Chin z krótkotrwałej recesji, spowodowanej konsekwencjami pandemii Covid-19.
W kolejnych miesiącach tempo wzrostu przyśpieszało i wyniosło 4,9 proc. w trzecim kwartale oraz 6,5 proc. w czwartym. Tym samym kwartalne wskaźniki wzrostu powróciły do normy, zaś roczny wzrost gospodarczy wyniósł 2,3 proc. – i Chiny mogą być jedyną dużą gospodarką na świecie, która osiągnęła dodatni wzrost w ubiegłym roku.
Na świecie jest 18 głównych gospodarek z produktem krajowym przekraczającym 1 bilion USD. Dane za 2020 r. dla części z nich nie zostały jeszcze opublikowane, ale według danych z pierwszych trzech kwartałów ubiegłego roku, tylko Państwo Środka odnotowało wzrost.
Oczekuje się, że w 2020 roku PKB Chin osiągnie 101,6 biliona juanów, w całym kraju powstanie 11,86 mln nowych miejsc pracy, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrośnie o 2,5 proc. w stosunku do 2019 r., a krajowy dochód rozporządzalny mieszkańców Chin zwiększy się realnie o 2,1 proc.
Wiadomo już, że w 2020 r. stopa bezrobocia w Chinach wyniosła średnio 5,6 proc., zmniejszono zużycie energii na jednostkę PKB, ogólny bilans płatniczy poprawił się, a na koniec ubiegłego roku rezerwy walutowe wyniosły 32165 mln USD, co stanowi wzrost w stosunku do roku poprzedniego o 1086 mld USD.
Jak twierdzi dyrektor Narodowego Urzędu Statystycznego Chin, nastąpiło zdecydowane zwycięstwo w decydującej walce z ubóstwem – a dochody mieszkańców wsi na obszarach dotkniętych ubóstwem gwałtownie wzrosły. Dotyczy to zwłaszcza siedmiu prowincji: Guangxi, Sichuan, Guizhou, Yunnan, Gansu, Ningxia i Xinjiang, gdzie zamieszkuje duża liczba biednych ludzi.
Skutecznej walce z ubóstwem sprzyjał wzrost wydatków ogólnokrajowego budżetu na ubezpieczenia społeczne, zatrudnienie oraz poprawę sytuacji mieszkaniowej. W okresie od stycznia do listopada ubiegłego roku nakłady budżetu Chin na te cele wzrosły odpowiednio o 9,8 proc, 9,5 proc. i 9,2 proc.

Koszty przekraczają przychody

Przedsiębiorstwa w Polsce muszą funkcjonować w coraz gorszych warunkach rozwojowych.

W okresie styczeń-wrzesień 2019 r. przedsiębiorstwa średnie i duże, czyli zatrudniające 50 i więcej pracowników (50+), zwiększyły przychody ze sprzedaży o 6,7 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.
Jednak ich koszty rosły szybciej niż przychody, bo o 7 proc., a wynik finansowy netto wzrósł o 1,9 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. Z taką tendencją mamy do czynienia od początku 2018 r. Przynosi ona skutek w postaci spadku rentowności sprzedaży netto – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. rentowność sprzedazy netto wyniosła 4,6 proc. Teraz jest to 4,0 proc.

Bez większych szans

Generalnie rentowność polskich dużych i średnich przedsiębiorstw (50+) nie jest wysoka. Nie daje zbyt dużych szans na budowanie coraz większych, coraz silniejszych kapitałowo przedsiębiorstw, które w czasach cyfryzacji, robotyzacji, uczenia maszynowego, technologii komórkowej piątej generacji (5G) byłyby zdolne do zwiększania inwestycji niezbędnych dla utrzymania konkurencyjności. O nakładach na badania i rozwój oraz innowacje nie wspominając.
Należy przypomnieć, że w okresie 2016-2018 r. (a zatem w ciągu trzech lat) aktywnych innowacyjnie było w Polsce zaledwie 26 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 21 proc. firm usługowych.
Warto w tym kontekście wrócić do exposé premiera Mateusza Morawieckiego z 19 listopada i zapowiedzi wprowadzenia w Polsce estońskiego CIT (podatku od dochodów przedsiębiorstw).
Pomysł bardzo dobry, jednak już na początku jest on obarczony grzechem małej przydatności. Ma bowiem dotyczyć tylko małych i średnich firm, które są spółkami prawa handlowego. A takich firm wśród małych i średnich przedsiębiorstw jest jedynie ok. 8-9 proc.
Estońskim CIT-em, skierowanym do tak małej grupy małych firm, świata więc nie zawojujemy.
Decyzje nowego rządu w okresie coraz wyraźniejszego spowalniania polskiej gospodarki (wzrost produktu krajowego brutto w trzecim kwartale 2019 r. wyniósł 3,9 proc., podczas gdy w pierwszym półroczu 2019 r. było to 4,6 proc.) muszą być odważne – i stanowić wyraźny efekt zachęty do inwestowania. Aczkolwiek nie jest to czynnik wystarczający, bo przedsiębiorcy potrzebują także stabilności i przewidywalności prawa, któremu podlegają. A z tym było w poprzedniej kadencji rządu naprawdę bardzo źle. Pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji i procedowanie ustaw w nocy też nie rokują najlepiej.

Inwestycje rosną wolniej

Wyniki finansowe przedsiębiorstw w okresie styczeń-wrzesień 2019 r. generalnie nie były złe. Płynność finansowa (gotówkowa), czyli zdolność do natychmiastowej realizacji zobowiązań była ciągle wysoka (firmy były w stanie spłacić od razu ponad 35 proc. zobowiązań).
Odsetek wszystkich firm wykazujących zysk netto (prawie 75 proc.) był porównywalny z poprzednimi latami. Niestety o 8,3 proc. wzrosła wartość strat netto. Były one większe o 1,3 mld zł niż w tym samym okresie 2018 r. i wyniosły 17,7 mld zł.
Spośród kosztów wyraźnie rośnie udział wynagrodzeń. Wraz z ubezpieczeniami społecznymi stanowią one już 19,4 proc. kosztów. W okresie styczeń-wrzesień 2015 r. było to 17,7 proc.
Jest to efekt wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń w ostatnich latach czyli główny czynnik wzrostu kosztów w firmach.
Mimo trudnej sytuacji na rynkach naszych głównych partnerów handlowych, od eksporterów płyną dobre informacje – podkreśla TEP. Ponad 53 proc. przedsiębiorstw zatrudniających 50 i więcej osób wykazało przychody ze sprzedaży na eksport. W stosunku do tego samego okresu 2018 r. przybyło 460 firm-eksporterów. Widać, że osłabienie na rynkach unijnych, czylia w krajach będących naszymi kluczowymi partnerami, może być szansą, nie tylko kłopotem.
I wreszcie inwestycje. W ciągu dziewięciu miesięcy 2019 r. przedsiębiorstwa średnie i duże zainwestowały 104,5 mld zł – o 16 proc. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku (w cenach stałych). Wydaje się to dobrym wynikiem. Jednak nakłady inwestycyjne w pierwszym kwartale 2019 r. były wyższe rok do roku o prawie 22 proc., w pierwszym półroczu o 19 proc., a po trzech kwartałach 2019 r. „tylko” o 16 proc. Widać wyraźne wygaszanie wzrostu inwestycji przedsiębiorstw. To najgorszy z możliwych sygnałów.

Jak domek z kart

Coś niedobrego stało się w budownictwie, bowiem jeszcze w pierwszym kwartale bieżącego roku nakłady inwestycyjne firm tego sektora wzrosły o prawie 11 proc. w porównaniu z I kw. 2018 r. Po sześciu miesiącach nakłady inwestycyjne były niższe rok do roku o 8 proc., a po 9 miesiącach były niższe już o 11,5 proc.
Wyraźnie zmniejsza się tempo wzrostu nakładów na inwestycje w energetyce. To grozi blackoutem. Wyraźnie spada też dynamika inwestycji w najbardziej innowacyjnym sektorze – informacji i komunikacji. Jest to bardzo niepokojące w kontekście niebywale szybkich zmian cyfryzacyjnych i technologicznych na świecie.
Jeśli tych wyraźnie rysujących się, negatywnych trendów nowy-stary rząd nie weźmie pod uwagę, to osłabienie gospodarcze będzie znacznie silniejsze niż zakłada się w projekcie budżetu na 2020 r. (wzrost PKB o 3,6 proc.).
Jeżeli wzrost gospodarczy spadnie zaś poniżej 3 proc., a takie ryzyko istnieje, to posypie się wszystko jak domek z kart.

Problem zdrowia My socjaliści

Amerykański slogan brzmi: „Najlepiej być młodym, zdrowym, pięknym i bogatym”. Nie wszystkim się to udaje, również w Ameryce. Problemem jest najczęściej zdrowie, którego z upływem czasu ubywa. Zorganizowane społeczeństwa współcześnie zabezpieczają się przed utratą zdrowia i tego skutkami.

Doświadczeniem naszej cywilizacji jest system ubezpieczeń społecznych. Polskie doświadczenia w systemie ochrony zdrowia społeczeństwa mają ponad wiekową tradycję i są wynikiem kompromisu przynajmniej dwóch nurtów ideowo-politycznych obecnych w naszym kraju: socjalizmu ze sztandarowym hasłem sprawiedliwości społecznej oraz liberalizmu nastawionego na swobodę działania i hasło głoszące: „radź sobie sam”.
Z czasem okazało się, że hasła i idee są dość trudno wprowadzane w życie, stąd konieczna była interwencja państwa i ustanowienie systemu ochrony zdrowia z mniejszym lub większym udziałem, obciążającego pracujących obywateli obowiązkowymi składkami.
Tylko niewielka część obywateli była w stanie poradzić sobie sama. Tak jest do dzisiaj i w Polsce, i w innych krajach.
Aktualnie palącym problemem naszego kraju jest niewydolność systemu ochrony zdrowia, co przerodziło się od co najmniej ćwierćwiecza w problem społeczny i już także polityczny. Od wielu lat żerują na nim populiści różnych maści, obiecując podwyższenie budżetu zdrowotnego państwa. Mimo trwałych podwyżek, pieniędzy od lat brakuje, a nikt nie pokusił się dotychczas o poważną analizę ich wykorzystania. Padają wyłącznie argumenty o trwałym braku środków i porównania ze społeczeństwami znacznie zasobniejszymi od naszego.
W PRL nie mówiło się jednak nigdy o zapaści, a do lekarza rzadko czekało się w kolejce dłuższej, niż kilka dni.
Dziś widać, że pełne zaangażowanie państwa w ochronę zdrowia obywateli przynosi pozytywne skutki. Doświadczenia amerykańskie, gdzie kilkadziesiąt milionów obywateli pozostaje dziś bez ubezpieczenia, są jak najbardziej odstraszające.
Ponadto widać, że społeczeństwo nie może pozostawić decyzji dotyczących zdrowia w rękach kapitału. Na szczęście posiada konstytucyjne gwarancje ochrony zdrowia, co stwarza nadzieję i szanse, ale w praktyce jednak mało to znaczy.
Widać więc po tych przykładach, że nie da się prosto, wyłącznie poprzez dofinansowanie uratować aktualnego systemu ochrony zdrowia w Polsce.
Dofinansowanie, co widać po wielu przykładach, skutkuje wzrostem dochodów sektora prywatnego w służbie zdrowia i postępującym zadłużeniem sektora państwowego i samorządowego. System wymaga rewolucyjnych zmian, wprowadzić je może wyłącznie polska lewica, która bez obrzydzenia posiłkować się będzie wartościami płynącymi z idei sprawiedliwości społecznej i wcześniejszymi doświadczeniami socjalistów.
Podstawowym problemem środowisk służby zdrowia i polityków działających w tym obszarze, a co szczególnie karygodne – lekarzy, jest to, że stały się one świadomie, lub często nieświadomie, więźniami rynku i pełnią rolę handlarzy i dystrybutorów a nie ratują ludzi za wszelką cenę.
Ani państwo dziś, ani środowiska związane ze służbą zdrowia nie zajmują się leczeniem chorych wynikającym z obowiązku pełnienia służby społecznej. W ramach tzw. usług społecznych sprzedają na rynku życie i zdrowie, a wielu z nich na tym dobrze zarabia.
Nie może być tak nadal, że w polskiej kulturze i obyczaju akceptujemy, że życie i zdrowie ludzkie jest towarem rynkowym, że można je kupować, sprzedawać, że opiera się na tym neoliberalnym paradygmacie również nasze państwo. Lewica musi walczyć z tą zasadą również w innych obszarach.
System ochrony zdrowia w Polsce trzeba zbudować od nowa pod egidą państwa. Powinno powstać ponadpartyjne porozumienie dotyczące jego przebudowy.
Do niezbędnych elementów nowego systemu zaliczyć trzeba takie generalne rozwiązania jak: bezpośrednie finansowanie ochrony zdrowia przez państwo, likwidacja NFZ i całej biurokracji, eliminacja wszelkich układów prywatno-publicznych, rozdzielenie państwowego i prywatnego systemu ochrony zdrowia, dostosowanie zarobków w służbie zdrowia do systemu państwowego, reforma systemu kształcenia lekarzy i personelu medycznego, wstrzymanie na co najmniej 10 lat inwestycji w infrastrukturę biurokratyczną służby zdrowia, przesunięcie w budżecie na rok 2021 środków na reformę służby zdrowia m.in. z budżetu MON na zakupy broni ofensywnych.