Po co komu rewolucjoniści

Za walkę o wyzwolenie społeczne w Imperium Rosyjskim groziło więzienie, zesłanie, wreszcie kara śmierci. Dziś poległymi rewolucjonistami zajmują się samozwańczy pisarze historii jedynej prawdziwej i albo uparcie dążą do wymazania ich z pamięci, albo przewracają ich biografie do góry nogami. Efekty widzieliśmy w ostatnich dniach w Wilnie, w Puławach – i nie tylko tam.

Gdyby Wincenty Konstanty Kalinowski, rewolucjonista, uczestnik polsko-rosyjskich organizacji antycarskich, orędownik uwłaszczenia chłopów i parcelacji wielkiej własności ziemskiej, zobaczył swój pompatyczny pogrzeb w Wilnie, byłby co najmniej zdziwiony. 22 listopada 2019 r. trumnę z jego szczątkami z katedry w stolicy Litwy na cmentarz na Rossie odprowadzały delegacje rządowe z pięciu krajów, w tym obecny prezydent Litwy Gitanas Nauseda razem z poprzedniczką, z Polski zaś – prezydent i premier. Wszyscy prześcigali się w przemowach i budowaniu paraleli między historią a współczesnością. Tyle, że z historycznych poglądów Kalinowskiego niewiele w tym wszystkim zostawało. Rewolucjonistę przykrojono do modelu, na który obecnie polskie władze zgłaszają większe zapotrzebowanie – narodowego bojownika o wyzwolenie Polski, a przy okazji narodów sąsiednich, spod rosyjskiej dominacji.

Ignorancja władcy

Gdyby Duda poczytał trochę więcej chociaż o samym powstaniu styczniowym, trafiłby zapewne na prace jego weterana Walerego Przyborowskiego „Dzieje 1863 roku” oraz „Ostatnie chwile powstania styczniowego”, a tam na charakterystykę człowieka, z którego zrobił bojownika o państwo narodowe.
„W chwili wybuchu najwybitniejszą osobą w Komitecie litewskim został Kalinowski, postać z pomiędzy tłumu spiskowców wszelkiego rodzaju tej epoki burzliwej, malująca się najdosadniejszymi i najbardziej zdecydowanymi rysami. Krańcowy Czerwieniec, z podkładką demagogiczną, wyznawca teorii wywrotu socjalnego, był człowiekiem niezaprzeczenie czystym, wielkiej energii i niezłomnego charakteru. Szlachcic z rodu, potomek tej drobnej szlachty mazurskiej, która za Rzeczypospolitej niosła w dziewicze puszcze litewskie zdobycze kultury polskiej, syn tkacza ze Świsłoczy, już w Petersburgu, jako student tamtejszego uniwersytetu, należał do wszystkich kółek rewolucyjnych, jakie na gruncie stolicy caratu przez kilka lat z rzędu powstawały. Po ukończeniu studiów, powrócił w stopniu kandydata prawa do rodzinnej Litwy i rzucił się w wir ówczesnych wypadków. Był on bezwzględnym wyznawcą teoryi demagogiczno-komunistycznych Centralizacji emigracyjnej i federacyjnych programów Hercenowskiego „Kołokola”. Nie wierzył więc w powstanie rozpoczęte, kierowane i prowadzone przez szlachtę”.

Nie z tej bajki

Kalinowski nie wierzył w powstanie, w którym nie wezmą udziału szerokie masy ani nie utożsamiał się z prosto pojmowaną walką polsko-rosyjską. Udział w ruchu antycarskim wspólnie z rosyjskimi radykałami był dla niego czymś naturalnym. Gdy wydawał, na trzy lata przed powstaniem, pismo „Mużyckaja Prauda”, drukował je w języku białoruskich chłopów, choć alfabetem łacińskim. Atakując na jego łamach „Moskali” nie kierował się antagonizmem narodowym, lecz występował przeciwko aparatowi państwa carskiego i obszarnikom. Włączył się do walki o wyzwolenie polsko-litewskiego państwa federacyjnego spod władzy Petersburga, ale z założeniem, że w państwie tym dojdzie do parcelacji wielkiej własności ziemskiej i reformy rolnej, a masy chłopskie zyskają podmiotowość. – Jednoczy nas ta sama, co ich wtedy, przed 156 laty, wspólnota pamięci i losów. Wspólnota wartości i wspólnota dążeń – mówił nad trumną Kalinowskiego Andrzej Duda. Człowiek, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, by walczył o równość i dążył do wyzwolenia społecznego.
Prezydent Litwy w swoim przemówieniu manewrował, jak mógł, byle ukryć fakt, że powstanie styczniowe w narodowej historiografii litewskiej uważa się w zasadzie za zryw czysto polski, szlachecki, który po swojej przegranej tylko pogorszył sytuację małego i wciąż nie do końca ukształtowanego narodu litewskiego. – Powstanie styczniowe na Litwie przez długi czas było tematem skomplikowanym. Nie byliśmy pewni, jak nowoczesną Litwę połączyć z dziedzictwem Litwy historycznej. Pochówek szczątków powstańców pozwala nam na nowo przemyśleć XIX-wieczną historię Litwy i całego regionu – mówił Gitanas Nauseda. Odważył się też wspomnieć, że jednym z celów Kalinowskiego i towarzyszy była sprawiedliwość społeczna. Przekonywał, że to „znak otwarcia naszych narodów na nowoczesność”. Abstrahując od stopnia ukształtowania narodu litewskiego w 1863 r. – szkoda, że niepodległe Polska i Litwa, kiedy już powstały, niespecjalnie realizowały tę nowoczesną ideę w praktyce.

Co z tą Litwą?

Na wileńskich uroczystościach triumfy święciła inna idea. Doskonale ujął to we wpisie na Facebooku dyrektor muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej Jan Engelgard: „Nad wszystkim unosi się wszechogarniająca rusofobia (co jest nieprawdą, bo czerwoni byli częścią rewolucyjnego ruchu rosyjskiego), po drugie na siłę kreuje się tezę, że w powstaniu były jeszcze strona białoruska i litewska, choć to nieprawda. Rok 1863 nigdy nie był częścią tradycji litewskiej i białoruskiej, o ukraińskiej nie mówiąc. Obecne sztuczne posługiwanie się tą tradycją ma na cele ideologicznego podbudowanie idei Międzymorza – i tyle”. By ratować podupadłe Międzymorze, zapaleni dekomunizatorzy wyciągną z kapelusza rewolucjonistę i odpowiednio ludziom wytłumaczą, o co mu tak naprawdę chodziło.
Na wewnętrznym polskim podwórku za to po staremu Kiedy już się skasowało wszystkie niewłaściwe ulice (ewentualnie przegrało w tej sprawie w sądach administracyjnych i niektóre trzeba zostawić), wyrzucono na złom tablice poświęcone strajkującym robotnikom z okresu międzywojennego, na swoje nieszczęście należącym do niewłaściwych partii, albo partyzantom o lewicowej orientacji, a wreszcie zniszczono upamiętnienia żołnierzy radzieckich – narodowi katolicy muszą sięgnąć głębiej. Radni PiS z Puław wzięli na celownik Ludwika Waryńskiego. Twórca partii Proletariat był przez jakiś czas studentem tamtejszego Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, z Puław (wtedy Nowej Aleksandrii) jeździł do Warszawy działać wśród robotników fabrycznych. Dlatego wystawiono mu w mieście pomnik i przyznano ulicę.

Propagowanie czegośtam

Na ipeenowskiej liście obiektów do dekomunizacji nie ma ani jednego, ani drugiego, bo być nie może: ustawa z 2016 r. zakłada walkę z przejawami „propagowania totalitaryzmu”. Rządząca prawica jeszcze nie ośmieliła się zadekretować urzędowego wycięcia w pień całej historii ruchu robotniczego i socjalistycznego na ziemiach polskich. Kiedy w początkach ulicznego szaleństwa warszawska ulica Waryńskiego znalazła się pod ostrzałem ekstremistów, Instytut Pamięci Narodowej wydał nawet opinię, w której z wyraźną niechęcią przyznawał, że jednak autor manifestu Proletariatu to nie budowniczy totalitaryzmu. „Internacjonalistyczne i proletariackie poglądy Ludwika Waryńskiego, prezentowane przez niego w latach 70. i 80. XIX wieku,  mogą wzbudzać kontrowersje i dyskusje. Jednakże trudno utożsamiać je z niosącym nową formę zniewolenia totalitarnym systemem komunistycznym, jaki w praktyce powstawał kilkadziesiąt lat po jego śmierci” – wyrzucili z siebie „eksperci od historii”.
Radny Tomasz Kraszewski, który najgłośniej przeciwko Waryńskiemu, świetnie o tym wie, bo historię studiował, a potem jej nauczał. Nie próbuje więc nawet udawać, że chce zwalczać jakiś totalitaryzm. – Ludwik Waryński był przeciwny niepodległości Polski, istnieniu państw narodowych, a popierał państwo robotników i chłopów – oznajmił polityk PiS na posiedzeniu miejskiej komisji kultury i dodał, że pomnik takiego człowieka spotwarza rosnący na tym samym skwerze Dąb Niepodległości, posadzony w 10. rocznicę powstania II Rzeczypospolitej.

A Waryński na to…

Jak piszą dobrze zorientowani dziennikarze lokalnego „Dziennika Wschodniego”, o ile pomnik Waryńskiego ma mimo wszystko szanse się obronić, to jego ulica już raczej nie. Poważną kandydatką na nową patronkę jest księżna Maria Wirtemberska zd. Czartoryska, urodzona w Puławach, zasłużona m.in. tym, że będąc arystokratką pochylała się z troską nad biednymi chłopami. Filantropia księżnej to jak widać znakomity temat do upamiętnienia, organizowanie uciśnionych, by o swoje prawa walczyli – raczej do wyrzucenia. „Aby ziemia i narzędzia pracy przeszły z rąk jednostek na wspólną własność pracujących, na własność socjalistycznego państwa”, „Aby praca najemna zamieniona była przez pracę zbiorową, zorganizowaną w stowarzyszeniach fabrycznych, rzemieślniczych i rolnych” – to fragmenty programu Waryńskiego. Tu politycy PiS żadnej „wspólnoty wartości” nie odczuwają; nie ma zapotrzebowania. Nawet ataki na carski ustrój Proletariatu nie uratują, nie zrobi się z nich antyrosyjskich bojowników o Polskę.

 

Chwała Bohaterom Pierwszej Armii

W dniach 16-23.09.1944 roku na warszawski Przyczółek Czerniakowski przeprawiło się przez Wisłę 1254 żołnierzy 3 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego. Dodatkowo w dniach 17 – 23 września 1944 żołnierze 2 Dywizji Piechoty zajęli przyczółek na Żoliborzu. Pomimo nawiązania kontaktu z powstańcami warszawskimi, wspólnych walk, desant został odparty przez przeważające siły niemieckie.Bohaterscy żołnierze polscy musieli wycofać się na praski brzeg ponosząc wysokie straty. Ich niezapomniane bohaterstwo w 75 rocznice desantu czerniakowskiego uczcili kombatanci I Armii Wojska Polskiego, członkowie warszawskiego stowarzyszania „Pokolenia”, a także kandydaci do Senatu i Sejmu RP: Monika Jaruzelska, Katarzyna Maria Piekarska i Piotr Gadzinowski.
W imieniu polskiej Lewicy i warszawskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej wieniec złożył kandydat na posła, redaktor naczelny dziennika „Trybuna” Piotr Gadzinowski.

Wystąpienie gen. Bogdana Pokrowskiego 23 września 2019 r. na przyczółku Czerniakowskim z okazji 75. rocznicy desantu 3 Dywizji Piechoty WP.

14 września 1944 r. wyzwolona została Warszawa Praga. Tego dnia w kwaterze dowódcy 1 Frontu Białoruskiego, marszałka Związku Radzieckiego Konstantego Rokossowskiego odbyła się narada, na którą zaproszono gen. Michała Rolę – Żymierskiego. Rada wojenna i sztab Frontu wyraziły opinię, że nie jest możliwe przeprowadzenie z marszu operacji wyzwolenia lewobrzeżnej Warszawy. W związku z tym gen. Żymierski odniósł się pozytywnie do koncepcji dowódcy Frontu aby podjął lokalną operację forsowania Wisły w obrębie miasta, mającą na celu uchwycenie przyczółków na zachodnim brzegu rzeki, rozszerzenie ich i połączenie się z ośrodkami powstańczymi gen. Żymierski wyraził gotowość przeprowadzenia takiej operacji siłami 1 Armii Wojska Polskiego. Uzgodniono wówczas, że armia polska stacjonująca w rejonie Otwocka niezwłocznie przejmie od jednostek Armii Czerwonej odcinek Pragi i obsadzi go.
Skierowanie 1 AWP na pomoc walczącej Warszawie było dla dowództwa radzieckiego rozwiązaniem wygodnym ze względów politycznych i wojskowych. Decyzja o przeprowadzeniu operacji czerniakowskiej zapadła nie w sztabie 1 Frontu Białoruskiego, czy w sztabie 1 AWP ale na Kremlu – pod wpływem apelu Churchilla i Roosevelta o pomoc Warszawie.
Dowództwo Armii Krajowej podejmując decyzję o wybuchu powstania, wcześniej nie podjęło próby uzgodnienia zasad współdziałania ani przez Londyn ani bezpośrednio z dowództwem 1 Frontu Białoruskiego ani z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego mającym swoją siedzibę w Lublinie od 1 sierpnia 1944 r. Zgodnie z koncepcją Komendy Głównej AK powstanie miało być skierowane przeciwko Niemcom, a politycznie przeciwko Związkowi Radzieckiemu.
Wyzwolenie Pragi i wyjście oddziałów 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki oraz radzieckiej 47 armii na Wisłę, stworzyło warunki sprzyjające udzieleniu pomocy powstańcom warszawskim.
15 września szef Sztabu 1 Frontu Białoruskiego gen. Michaił Malinin przesłał do sztabu 1 Armii WP rozkaz dowódcy Frontu, polecający 1 Armii WP głównymi siłami do końca dnia 15 września 1944 r. wyjść na wschodni brzeg Wisły na odcinku Pelcowizna – Praga – Saska Kępa – Zbytki, jednocześnie rozpocząć rozpoznanie Wisły na wskazanym odcinku, wybranie miejsc do przeprawy desantowej i przygotowanie do forsowania rzeki w celu uchwycenia przyczółków na jej zachodnim brzegu w rejonie Warszawy. Realizację tego zadania dowódca 1 Armii WP gen. Zygmunt Berling postanowił rozpocząć z marszu w nocy z 15 na 16 września . W czasie kiedy siły główne 1 Armii WP wychodziły na Wisłę na Pradze, powstanie w Warszawie chyliło się już ku upadkowi. Walczyły jeszcze cztery odosobnione ośrodki oporu: Śródmieście, Mokotów, Czerniaków i Żoliborz. Najtrudniejsze zadanie stało przed najsłabszym ośrodkiem powstańczym na Czerniakowie, który liczył po przerwaniu łączności ze Śródmieściem, tylko około 500 żołnierzy. Był on jednak niezmiernie ważny ze względu na utrzymywany ostatkiem sił przyczółek, który na 500 metrowym odcinku opierał się na lewym brzegu Wisły. Mogła to więc być brama, przez którą udałoby się wejść do walki o Warszawę pododdziałom 1 Armii WP.
W nocy z 15 na 16 września przeprawili się na Solec żołnierze 1-go batalionu 9 pułku piechoty 3 Dywizji Piechoty. Siłami około 300 żołnierzy wsparli powstańców broniących Czerniakowa. Od rana odpierali silne ataki wroga. Niemcy stopniowo opanowywali teren, opanowali też szpital powstańczy przy ul. Zagórnej 9 gdzie wymordowali rannych. Zamierzone przez dowództwo 1 Armii WP poszerzenie przyczółka Czerniakowskiego nie udało się. W ciągu dwóch dni na Czerniaków przeprawiło się około 1.200 żołnierzy. Obrońcy przyczółka Czerniakowskiego odpierali kolejne ataki Niemców, jednak stopniowo tracili teren. Do wieczora Niemcy opanowali całą ulicę Czerniakowską. Odcięci, zdziesiątkowani obrońcy przyczółka Czerniakowskiego dzielnie odpierali nieprzyjaciela. Zacięte walki toczyły się o poszczególne domy.
21 września dalej trwały nieprzerwane walki. Pod dowództwem kpt. Ryszarda Biełousa („Jerzy” – AK), wspólnie z żołnierzami 1 Armii WP pod dowództwem mjr Stanisława Łatyszonka utrzymywali już tylko skrawek wybrzeża. Obrońcy przyczółka Czerniakowskiego bezskutecznie próbowali przebić się na Kępę Potocką. Kpt. „Jerzy” i mjr Łatyszonek decydują przebić się do Śródmieścia Południe. Jedynie niewielkiej grupce z kpt. „Jerzym” na czele udało się dotrzeć do obsadzonego przez powstańców gmachu YMCA. Reszta oddziału dostała się do niewoli.
22 września był ostatnim dniem zorganizowanego oporu na przyczółku Czerniakowskim. W nocy z 22 na 23 września ewakuowano ocalałych żołnierzy na prawy brzeg Wisły.
W rejonie mostu Kierbedzia forsowały Wisłę oddziały 1 Brygady Kawalerii. Ich działania miały głównie charakter rozpoznawczy.
Chwała Bohaterom!

75. rocznica bitwy pod Ewiną

W obchodach 75. rocznicy bitwy partyzantów Armii Ludowej z Niemcami pod Ewiną wzięło udział bardzo wiele osób. To zaś wykazuje, że istnieje jeszcze w Polsce miejsce na plebejską lewicowość.

Rocznicowe uroczystości w niedzielę 8 września zorganizowała organizacja Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Radomsku przy współpracy z lokalnymi samorządami. Obchody rozpoczęła polowa msza rzymsko-katolicka. W trakcie kazania ks. Grzegorz Kałuża z parafii w Gidlach przestrzegł przed fałszowaniem historii. Apelował, aby nie burzyć pomników i nie zmieniać nazw ulic. – Dość podziałów! Chrystus umarł za wszystkich. Nie można mówić, że tylko walka Armii Krajowej była słuszna, a Armii Ludowej już nie. Szukajmy tego co nas łączy, a nie tego, co dzieli – przekonywał.
Wieńce pod pomnikiem partyzantów 3 Brygady Armii Ludowej im. Józefa Bema złożyły liczne delegacje organizacji kombatanckich, władz samorządowych powiatu radomszczańskiego i okolicznych gmin, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiej Partii Socjalistycznej, stowarzyszeń społecznych, młodzieży szkolnej, leśników oraz armii rosyjskiej i białoruskiej. Na swoich maszynach przybyli także przedstawiciele klubów motocyklowych: „Czarna Flota” z Końskich i „Green Snakes” z Radomska. Obecni byli m.in. liderzy SLD Włodzimierz Czarzasty i PPS Wojciech Konieczny. Znacząca była natomiast nieobecność przedstawicieli rządu i Wojska Polskiego.

Po części oficjalnej odbył się festyn ludowy, na którym nie zabrakło piwa oraz tradycyjnej wojskowej grochówki, serwowanej bezpłatnie przez strażaków. Na scenie wystąpiły zespoły ludowe. Dla najmłodszych uczestników atrakcją był czołg T-34 udostępniony przez Muzeum Techniki Wojskowej w Zabrzu, który można było obejrzeć także od środka. Dioramę partyzanckiego obozu AL zaprezentowali rekonstruktorzy związani z warszawską inicjatywą Historia Czerwona.
Pierwsze uroczystości odbyły się już rok po bitwie. Od dziewięciu lat organizujemy to jako Sojusz Lewicy Demokratycznej. To już tradycja. 3 Brygada AL składała się z mieszkańców tych terenów. To jest nasza pamięć, nasza historia i nikt nam jej nie odbierze, nawet jeśli nazywa się Kaczyński lub inna szumowina – powiedział nam główny organizator obchodów Arkadiusz Ciach, lider SLD w Radomsku.
Starcie 3 Brygady Armii Ludowej im. Józefa Bema z Niemcami pod Ewiną w dniach 12-13 września 1944 r. było jedną z największych bitew partyzanckich na ziemiach polskich. AL-owcy zadali znaczne straty przeważającym siłom wojsk okupacyjnych. W starciu poległo 12 partyzantów, 11 odniosło rany. Straty niemieckie wynosiły około 100 zabitych i 200 rannych. W skład brygady wchodziły m.in. pododdziały Batalionów Chłopskich i związanej z PPS Socjalistycznej Organizacji Bojowej.

Uczcili poległych z AL

26 sierpnia w Warszawie, przed budynkiem przy ul. Freta 16, odbyła się uroczystość rocznicowa, upamiętniająca członków sztabu Armii Ludowej, którzy zginęli w 1944 roku, podczas niemieckiego bombardowania. Jak co roku wydarzeniu towarzyszyła asysta wojskowa.
Obchody rocznicowe rozpoczął i prowadził pułkownik Józef Karbownik. Komandor porucznik Lech Kobyliński „Konrad”, podczas powstania warszawskiego dowódca Batalionu Czwartaków AL, opowiedział o tym jak budynek przy Freta został trafiony niemiecką bombą podczas narady sztabu AL oraz jak udało mu się przeżyć bombardowanie. Dodał, że w wyniku nalotu śmierć ponieśli nie tylko oficerowie Armii Ludowej, ale również ponad 100 cywilów ukrywających się w piwnicach.
Po przemówieniach pod tablicą upamiętniająca poległych kwiaty złożyły między innymi delegacje Rady Krajowej Żołnierzy Kombatantów Armii Ludowej, 28. Koło żołnierzy im. T. Kościuszki, Stowarzyszenie Pokolenia, a także przedstawiciele partii politycznych, w tym Komunistycznej Partii Polski, Polskiej Partii Socjalistycznej, Unii Pracy i Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Delegacja KPP uczestniczyła później, wraz z kombatantami, w złożeniu kwiatów na mogile oficerów AL na cmentarzu Powązki Wojskowe.

Obchody Święta Pracy

Zapraszamy na uroczystości w całej Polsce!

LUBUSKIE
Gorzów Wielkopolski, godz. 11:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Braterstwa Broni.

Międzyrzecz, godz. 10:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem 1000-lecia.

Nowa Sól, godz. 11:00 – spotkanie członków i sympatyków w siedzibie SLD.

Sulechów, godz. 11:00 – złożenie kwiatów pod pomnikiem „Weteranom walk o wolną Polskę”.

Świebodzin, godz. 11:00 – złożenie kwiaty pod obeliskiem „Bóg Honor Ojczyzna 1918-1998”.

Zielona Góra – Plac Bohaterów złożenie kwiatów pod Pomnikiem Bohaterów godz. 10:30.

Żagań, godz. 11:00 – złożenie kwiatów pod pomnikiem generała Stanisława Maczka, dowódcy 1. Polskiej Dywizji Pancernej, wsławionej walkami pod Falaise podczas inwazji sił alianckich w Normandii w 1944 roku i wyzwoleniem m.in. holenderskiej Bredy, następnie spotkanie członków i sympatyków na grillu.

WARMIŃSKO-MAZURSKIE

Elbląg, godz. 10:00 – pod Pomnikiem Odrodzenia pl. Konstytucji – następnie przejście uczestników do siedziby SLD w Elblągu.

Iława, godz. 11:00 – obchody Święta Pracy na Stadionie Miejskim.

Giżycko, godz. 10:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Bojowników o Polskość Ziemi
Mazurskiej.

DOLNOŚLĄSKIE

Wrocław, godz. 10:00 – złożenie kwiatów na grobie Ferdynanda Lassalle’a twórcy Europejskiej socjaldemokracji.

Świdnica – 12:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Ofiar Grunwaldu z okazji Święta Pracy i 15 rocznicy przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Bielawa (od godz 10.00 – 18.00) piknik pierwszomajowy z okazji przystąpienia Polski do Unii
Europejskiej.

PODKARPACKIE
Rzeszów, ul. Ofiar Getta godz. 10:00

ŚWIĘTOKRZYSKIE

Ostrowiec Świętokrzyski, godz. 11:30 uroczystości na płycie Rynku Ostrowieckiego.

PODLASKIE
Suwałki, ul. Sejneńska, godz.10:00 – spotkanie przed Pomnikiem Straceń.

Bielsk Podlaski, godz. 10:00 – piknik na ogródkach działkowych.

OPOLSKIE

Złożenie kwiatów w Opolu pod pomnikiem na Pl. Wolności we wtorek, 30.04., o godz. 12.00, połączone ze spotkaniem z mieszkańcami i konf. pras. M. Szmajdzińskiej.

POMORSKIE

Gdańsk, godz. 11:30 – przemarsz od pomnika Sobieskiego pod pomnik „Tym co za polskość Gdańska” i złożenie tam kwiatów.

ZACHODNIOPOMORSKIE

Koszalin, godz. 10:00 – złożenie wiązanek pod Pomnikiem Pionierów Koszalina (kolo Amfiteatru). Stamtąd także wyruszy ‚Autobus Historii”. Od 11:00, na placu Rynku Staromiejskiego, festyn z okazji Święta Pracy i 15. lecia przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zabawy i konkursy z nagrodami.

Nowogard, godz. 9:30 – uroczystości na Placu Wolności

Szczecin, godz. 11:00 – uroczystości przed Pomnikiem Czynu Polaków.

MAZOWIECKIE

Ciechanów, godz. 11:00 – uroczystości przy pomniku „Walka-Męczeństwo-Zwycięstwo”

Grójec godz. 10:00 – uroczystości na Placu Wolności.

Siedlce, godz. 9:00 – uroczystości na Placu Kościuszki.

Warszawa, godz. 11:00 – piknik z okazji Święta Pracy oraz 15 lat Polski w UE, na Placu na Rozdrożu przed pomnikiem Ignacego Daszyńskiego.

Płock, godz. 16:00 – uroczystości przed pomnikiem Władysława Broniewskiego.

KUJAWSKO-POMORSKIE

Bydgoszcz, godz. 11:00 – obchody i złożenie kwiatów pod pomnikiem na Placu Wolności. Zorganizowane wspólnie przez SLD, partię Zieloni, Inicjatywę Polska, OPZZ i ZNP.

Inowrocław, godz. 12:00 – obchody i złożenie kwiatów pod pomnikiem Obrońców Inowrocławia.
Kamień Krajeński, godz. 15-18 – nad jeziorem Mochel piknik z atrakcjami dla dzieci.

Lipno, godz. 15:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Wyzwolenia Miasta Lipno na Placu Dekerta.

Mogilno, godz. 10:00 – złożenie kwiatów.

Nakło nad Notecią, godz. 8:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Wdzięczności Wojsku Polskiemu.
Sępólno Krajeńskie, godz. 10:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem Walki i Męczeństwa.

Toruń, godz. 10:00 – al. Solidarności, pod byłą tablicą poświeconą Julianowi Nowickiemu wiec z okazji Święta Pracy i 15 rocznicy wstąpienia do UE „Tak dla godnej płacy, tak dla Unii Europejskiej”.

Włocławek, godz. 11:00 – pod Pomnikiem Ludzi Pracy na włocławskich bulwarach rozpocznie się pochód 1 Majowy ulicami miasta, który zakończymy na pl. Wolności.

MAŁOPOLSKIE

Kraków, godz. 10:00 – wiec pod pomnikiem Czynu Rewolucyjnego, koncert Chóru Rewolucyjnego w „Kuźnicy”.

Gorlice, godz. 10:00 – pochód 1 Majowy organizowany przez Urząd Miasta.

Oświęcim, godz. 10:00 – 1 Maja składanie kwiatów pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza.

Tarnów, godz. 10:00 – składanie kwiatów pod tablicą upamiętniającą zabitych podczas strajków w latach 20 ub. wieku, przemarsz na cmentarz, złożenie kwiatów na zbiorowej mogile robotników zabitych podczas strajków.

Powiat Tarnowski, godz. 10:00 – udział w uroczystościach organizowanych przez Radę Powiatową SLD w Tarnowie.

Nowy Sącz, godz. 14.00 – złożenie kwiatów pod postumentem ku czci Józefa Oleksego na cmentarzu Komunalnym w Nowym Sączu, godz. 15.00 piknik – majówka na stadionie miejscowego klubu Przetakówka.

30 kwietnia, w Wadowicach, godz. 10:00 – składanie kwiatów pod pomnikiem 12 Pułku Piechoty Wojska Polskiego w Andrychowie.

Brzesko, godz. 10:00 – składanie kwiatów pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza.

Olkusz, godz. 10:00 – złożenie kwiatów pod Pomnikiem „Poległym za Ojczyznę” w Parku Miejskim, następnie spotkanie okolicznościowe w biurze Rady Powiatowej SLD w Olkuszu.

Chrzanów, godz. 10:00 – składanie kwiatów pod miejscowymi pomnikami w Chrzanowie

Trzebinia, godz. 10:00 – piknik „majówka”, koncert orkiestry
dętej.

WIELKOPOLSKIE

Gniezno – Słupca – Obchody 1 majowe (festyn) oraz 2 i 3 Maja obchody Święta Flagi i Święta Konstytucji. Godz. 10:00

Kalisz Ziemski, godz. 10:00 – piknik środowiskowy.

Leszno, godz. 10:00 – festyn 1 – majowy (gry , zabawy, grochówka – integracja ludzi Lewicy).

Piła, godz. 10:00 – manifestacja przy Pomniku Kolejarzy.

Poznań godz. 10:00 – złożenie kwiatów przy tablicy upamiętniającej pierwszy pochód 1-majowy na Rynku Bernardyńskim, przy Pomniku Krzyży Poznańskich, Tablicy zamordowanych kolejarzy na CK Zamek, przejazd do Czołowa i oddanie hołdu przy pomniku Marcina Kasprzaka oraz piknik integracyjny z udziałem działaczy i sympatyków SLD.

Śrem, godz.10:00 – spotkanie integracyjne w siedzibie Bractwa Kurkowego Śrem.

Turek, godz. 10:00 – manifestacja i festyn 1 – majowy.

Września, godz. 10:00 – uroczysty Apel przy Pomniku Dzieci Wrzesińskich.

Złotów – Uroczysty Apel przy pomniku zamordowanych żołnierzy Wojska Polskiego w Podgajach –godz. 10:00.

W Sahryniu nikt nikogo nie znieważył

Postępowanie przeciwko Grzegorzowi Kuprianowiczowi, prezesowi Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, zostało umorzone. Zawiadomienie o możliwości znieważenia narodu polskiego złożył wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Chodziło o przypomnienie zbrodni polskich partyzantów na cywilach ukraińskich w Sahryniu.

 

Śledztwo prowadzone było w kierunku art. 133 kodeksu karnego, który mówi o publicznym znieważeniu narodu lub państwa polskiego. Według Przemysława Czarnka pod ten paragraf podlegały słowa wypowiedziane przez prezesa Towarzystwa Ukraińskiego podczas uroczystości z udziałem Petra Poroszenki. Kuprianowicz przypomniał, że 10 marca 1944 r. żołnierze Armii Krajowej zamordowali mieszkańców wsi, gdyż ci mówili innym językiem i przynależeli do innego wyznania religijnego: „To zbrodnia przeciwko ludzkości popełniona (…) przez członków Narodu Polskiego, partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego” – powiedział. Wojewoda uznał, że tym samym znieważył państwo polskie. Argumentował, że obraźliwy dla Polaków jest cały kontekst wypowiedzi, czyli fakt, że przemówienie, w którym przypomniano polskie zbrodnie, miało miejsce podczas uroczystości upamiętniających rocznicę rzezi wołyńskiej.
– Oczywiście nie mamy tu bezpośredniego zaprzeczenia zbrodniom, ale w mojej ocenie taka wypowiedź powinna być przedmiotem badania prokuratury. Dlatego kieruję zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – kategorycznie oświadczył Przemysław Czarnek. Przy tym oskarżył Kuprianowicza, że swoją wypowiedzią zrównał ludobójstwo Polaków przeprowadzone przez OUN i UPA z jedną akcją polskiego podziemia, chociaż ukraiński działacz nie sugerował w żadnym momencie, że na Wołyniu mordów na Polakach nie było
Ale prokuratura w Zamościu, która długo wahała się, czy postępowanie w ogóle wszcząć, ostatecznie nie zgodziła się z taką interpretacją.
Sprawę przekazała do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Instytucie Pamięci Narodowej w Lublinie, aby zbadała wątek ewentualnego zaprzeczania zbrodniom dokonanym na Polakach. Ale Komisja odmówiła wszczęcia śledztwa z art. 55 ustawy o IPN. Drugi wątek – czyli publiczne znieważenie narodu polskiego, również umorzono. „W oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy stwierdzono, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż wygłoszone publicznie słowa mogły znieważyć Naród lub Rzeczpospolitą Polską, a co za tym idzie wyczerpać dyspozycję art. 133 kodeksu karnego” – stwierdził cytowany przez „Wyborczą” Rafał Kawalec, p.o. prokuratora okręgowego w Zamościu.
Jak donosi strajk.eu, fakty dotyczące mordu ludności cywilnej w Sahryniu przez Polaków były już badane i potwierdzane prze sam IPN: w 2015 historyk Mariusz Zajączkowski opisał je w obszernej monografii. Dowiemy się z niej, że polskie podziemie, przerażone skalą zbrodni UPA na Wołyniu, postanowiło, niszcząc kilka wsi w powiecie hrubieszowskim, nie tylko uprzedzić spodziewany atak UPA, ale i dać prawosławnym Ukraińcom z Chełmszczyzny odstraszający przykład.
Postanowienie o umorzeniu nie jest jednak jeszcze prawomocne. Mimo to już można uznać je za precedensowe, ponieważ okazuje się, że polska polityka historyczna nie może polegać na kneblowaniu i straszeniu organami ścigaania za przypominanie mało chwalebnych kart z naszych dziejów.

Narodowa tragifarsa na stulecie

Prezydent Warszawy wydała zakaz organizowania Marszu Niepodległości, którym narodowcy i neofaszyści oraz neofaszystowskie grupy z innych europejskich państw „uczcić” zamierzali 100 lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości. Bardzo słusznie.

 

Organizatorzy marszu zapowiedzieli, że nie ustąpią. W tej sytuacji Prezydent i Premier zadecydowali o odbyciu, na tej samej co Marsz Niepodległości trasie i w tym samym czasie oficjalnego Marszu Biało – czerwonej pod swoim patronatem. Wygląda na to, że będziemy mieli w Warszawie, z okazji 100-lecia niepodległości, marsz nacjonalistów i neofaszystów z całej Europy z Prezydentem i Premierem na czele. Przecież, jeśli nawet rząd, odpowiedzialny za ten marsz, „uzgodnił” z ONR i innymi, że pochowają oni na ten dzień swoje transparenty, banery itp., to przecież nie transparenty są zakazane, ale idee, które wyrażają, a to ludzie są nosicielami idei neofaszystowskich a nie flagi czy banery. A tacy ludzie właśnie podążać będą dumnie i butnie za pierwszymi osobami w państwie. Zanosi się na kolejny wielki „sukces” PiS i wielki, historyczny i narodowy dramat. Chyba że Piłsudski zejdzie z pomnika i machnie szablą.
Całe, z takim rozmachem i zadęciem zapowiadane obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, chociaż są wielką kompromitacją PiS, to niestety, są również wielką kompromitacją Polski. 100 lat temu Polska uzyskała niepodległość na mocy decyzji państw zwycięskich w I Wojnie Światowej. 12. listopada w krajach tych zastanawiać się będą co Polska z tą niepodległością zrobiła.
Rocznica 100-lecia odzyskania niepodległości jest klęską PiS na najważniejszym dla niego polu: pamięci historycznej. Groteskowe, ale z całą powagą ogłaszane propozycje spacerów „tam i z powrotem” Krakowskim Przedmieściem, ogłaszanie przez Prezydenta marszu, a potem, wskutek niedogadania się z narodowcami co do jego charakteru wycofanie się Prezydenta, dzisiejsza, ad hoc podjęta decyzja sankcjonująca właściwie marsz narodowców i neofaszystów to kpina z tak ważnej i doniosłej rocznicy. Na tym tle jakże wspaniale i godnie prezentują się obchody rocznicowe organizowane przez samorządy. Na przykład w Poznaniu czy w Łodzi.
Tekst ukazał się na blogu Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy.

To wy stworzyliście wykluczonych, panie Sikorski

To był dość smutny i symboliczny widok, kiedy na 550-lecie polskiego parlamentaryzmu Zgromadzenie Narodowe podzieliło się na dwie, wrogie sobie części, by oddzielnie mówić rzeczy, które i tak wszyscy obecni już słyszeli. Zgromadzenie Narodowe z symboliczną jedynie obecnością opozycji traci swój mandat, by coś uchwalać, tym bardziej, że nawet w takim momencie prowadzący obrady funkcjonariusz partii rządzącej „nie zauważył” posła wnoszącego zastrzeżenia do protokołu.
Mniejsza o to, niczego innego się nie spodziewałem. Ciekawsze było wspólne posiedzeniem Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Obecni wykrzyczeli jak najbardziej uzasadnioną pretensję do Prawa i Sprawiedliwości o wszystkie grzechy, które do tej pory tej partii zarzucano. Same słuszne i wzniosłe słowa: o psuciu parlamentaryzmu, demokracji, sądownictwa, państwa. Nic tylko klaskać. Jeśli tego nie robię, to tylko dlatego, że jedną rękę mam zajętą przerzucaniem przy pomocy myszki osiągnięć opozycji, kiedy ona była władzą.
Radosław Sikorski, niegdyś przecież marszałek Sejmu, minister obrony i minister spraw zagranicznych miał pretensję do obecnej władzy, że gra z opozycją nie fair: „Podejrzewam, że chcieli nas tam widzieć po to, żeby uzyskać poczucie, że mimo wszystkiego, co robią, jest OK, że te zmiany się utrzęsą, że jednego dnia mogą nas wykluczać z obrad, a drugiego dnia będziemy świętować, że to po prostu taka nowa norma”.
Pan Sikorski niewłaściwie użył słowa „wykluczenie”. Wykluczeni to byli wszyscy ci ludzie, którzy po 1989 roku uwierzyli im, neoliberałom, do których Sikorski z ochotą się przecież zalicza, że oni właśnie otwierają przed nimi krainę nieustającej szczęśliwości. Wykluczeni to miliony ludzi, których pozbawiono (bez żadnej rekompensaty) pracy jednym podpisem szkodnika z kompromitującą nadgorliwością realizującego zalecenia neoliberalnych instytucji finansowych. To ci, którzy, mieszkając daleko od większych miast, nie są w stanie dojechać nigdzie ani koleją, bo z braku zysku likwidowano jedne linie za drugimi, ani autobusem, bo państwowy przewoźnik też kasował kolejne połączenia. Wykluczeni to ludzie, którym kazano się napawać pięknymi autostradami i pociągami pendolino, kiedy nie mieli środków, by z tego dobrodziejstwa korzystać. Chamskie gierki PiS-u, by utrudniać opozycji realizowanie jej roli to rzecz dramatycznie niedobra, za co kiedyś obecni funkcjonariusze władzy odpowiedzą przed odpowiednimi trybunałami. Ale to nie wykluczenie, to ledwie wypchnięcie neoliberałów z salonu, w którym mieli nadzieje przebywać wiecznie.
Katarzyna Lubnauer z patosem opowiadała, że jej partia powstała „z marzeń o lepszej Polsce, która daje się realizować swoim obywatelom, ich aktywności, ich ambitnych planom, ich pracy. Z marzeń o Polsce, która daje wolność…”
To nie o samą Lubnauer chodzi, tylko o to, że to kolejny przedstawiciel neoliberalnej opozycji, która wciąż nie potrafi zrozumieć czemu przerżnęli ostatnie wybory. Bo odrzucili ich ludzie, których sami stworzyli, którzy nie mieli marzeń o lepszej Polsce, bo jej elity miały ich w dupie, nie mieli ambicji, bo ich realizację im ustrój kapitalistyczny uniemożliwił. Nie mieli poczucia wolności i obywatelskiej współodpowiedzialności za Polskę, bo nie czuli się wolni pod ich rządami. Jak mówią nasi wschodni sąsiedzi, takiej neoliberalnej wolności „grosz cena”.
I do chwili, kiedy nie zrozumieją, że trzymają się z energią wartą lepszej sprawy systemu, który śmierdzi zgnilizną od lat, będą skazani przez jałowe lata na wykrzykiwanie w wynajętych salkach haseł, w które już tylko oni wierzą. Nawet zresztą w tę ich wiarę wątpię.