Milik uciekł z Neapolu do Marsylii

Arkadiusz Milik wyjeżdżając do Marsylii przesłał do fanów SSC Napoli ckliwe słowa pożegnania, ale nie wywołały one większego odzewu. Nic dziwnego, w tej chwili napastnik reprezentacji Polski jest w Neapolu na cenzurowanym. Nikt tu za nim nie płakał, jednak jego sobotni debiut w barwach francuskiego klubu przyjęto SSC Napoli z wyraźną ulgą, bo Milik wypadł przeciętnie.

Aurelio De Laurentiis latem 2016 roku zapłacił Ajaksowi Amsterdam za transfer Milika aż 32 mln euro. W tamtym czasie SSC Napoli więcej na ściągnięcie nowego gracza wydało tylko na Argentyńczyka Gozalo Higuaina, za którego trzy lata wcześniej zapłaciło 39 mln euro. Polak zaczął świetnie – w pierwszych dziewięciu występach w barwach SSC Napoli strzelił siedem goli. To zrobiło wrażenie na kibicach tego klubu, ale wtedy w meczu reprezentacji Polski Milik zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Dokonał jednak niebywałego wyczynu, bo wrócił do gry już po 130 dniach. Ale w żadnym meczu nie zagrał pd początku i strzelił tylko jednego gola. Kolejne rozgrywki zaczął już jednak ponownie w wyjściowej jedenastce, lecz los znów okazał się dla niego okrutny. Niespełna rok po zerwaniu więzadła w lewy kolanie, nabawił się identycznego urazu w też prawym. Nie dał się tym złamać i znów zadziwił świat tempem powrotu – tym razem po 161 dniach. Trzeci sezon w barwach Napoli był wreszcie dla niego udany – grał regularnie i strzelił 20 goli zostając najskuteczniejszym graczem zespołu. Wróciły nadzieje, że będzie snajperem na miarę Edinsona Cavaniego czy Gonzalo Higuaina, lecz w kolejnym sezonie cały zespół Napoli zagubił gdzieś formę, a Milik zaczął wręcz razić nieskutecznością. Mimo to do wybuchu pandemii był jeszcze graczem pierwszego składu, dopiero po lockdownie został zdegradowany do roli rezerwowego. Inna sprawa, że była to kara za odmowę przedłużenia kontraktu. Ostatnim błyskiem Milika w SSC Napoli był jego występ w finale Pucharu Włoch z Juventusem. W konkursie rzutów karnych to on wykonywał ostatnią „11” i jego trafienie zapewniło ekipie z Neapolu
upragnione trofeum.
Późniejsze perypetie Milika, w tym jego konflikt z właścicielem SSC Napoli Aurelio De Laurentiisem były już w „Trybunie” relacjonowane, więc tylko dla przypomnienia: na żądanie De Laurentiisa Milik nie został zgłoszony w obecnym sezonie do żadnych rozgrywek, a przez ostatnie pół roku był wręcz szykanowany. Po raz ostatni na boisku w barwach Napoli pojawił się 8 sierpnia. Bilans neapolitańskiego rozdziału jego kariery to 48 goli w 122 występach, ale przez 4,5 roku na boisku spędził łącznie tylko 6677 minut – tyle, ile regularnie grający piłkarz zalicza przez góra półtora sezonu.
Właściciel Napoli Aurelio De Laureniis do samego końca próbował uprzykrzyć muz życie, lecz w końcu pozwolił Milikowi odejść. Reprezentant Polski momentalnie odżył psychicznie, co dało się zauważyć po jego aktywności w mediach społecznościowych i wesołości, z jaką udzielał wywiadów we francuskich mediach. „Jestem naprawdę szczęśliwy i podekscytowany nowym wyzwaniem. Przyszedłem tu, żeby pokazać się z dobrej strony i mam nadzieję, że tak się stanie. Euro 2021 jest dopiero za sześć miesięcy, więc na razie o grze w tym turnieju nie myślę, tylko skupiam się na grze w klubie. Chcę tu ciężko trenować i znowu cieszyć się z gry w piłkę” – zapewniał w wywiadzie dla klubowej telewizji Olympique Marsylia.
Mimo długiej przerwy w występach na boisku trener Olympique Andre Villasa-Boasa stwierdził, że Polak jest w dobrej formie fizycznej. „Trzeba jednak pamiętać, że nie grał od połowy listopada, dlatego w sobotę zacznie na ławce. Ale nie wykluczam, że dostanie kilka minut. Zapewniał mnie, że czuje się dobrze pod względem fizycznym, ale dam mu czas, aby wskoczył na najwyższe obroty” – powiedział przed sobotnim meczem z AS Monaco trener Villas Boas.
Zgodnie z zapowiedzią szkoleniowiec w 60. minucie dokonał zmiany i wpuścił Milika za Dario Benedetto. Polski napastnik wszedł na boisko przy wyniku 1:1). Widać było, że ma wielką ochotę do gry, bo starał się brać udział w rozgrywaniu piłki, nie miał nawet jednej okazji do zdobycia bramki, natomiast w 75. minucie przy rzucie rożnym dla rywali nie zdołał w polu karnym swojej drużyny skutecznie przeszkodzić przy utracie bramki na 1:2. W 90. minucie ekipa z Księstwa Monako strzeliła jeszcze trzeciego gola, więc na Milika winy za porażkę nie dało się zrzucić. Ale za pierwszy występ w barwach Olympique dostał słabe noty (6,2-6,4 w skali 1-10). Według statystyk miał dwanaście kontaktów z piłką, siedem skutecznych podań i jeden wygrany pojedynek na sześć stoczonych. Cztery razy stracił piłkę, trzy razy faulował i raz był faulowany. AS Monaco zajmuje czwarte miejsce w Ligue 1 z dorobkiem 39 punktów. Olympique Marsylia jest na szóstej pozycji z 32 punktami. Liderem rozgrywek pozostaje Paris Saint-Germain (45 pkt).

Milik już ponoć w Marsylii

Może Arkadiusz Milik w końcu wyrwie się z SSC Napoli i spod władzy właściciela tego klubu Aurelio De Laurentiisa. Włoskie media donoszą, że oba kluby doszły do porozumienia, a polski piłkarz ponoć już przebywa w Marsylii.

Trwająca od ponad pół roku transferowa saga z udziałem Arkadiusza Milika zdaje się zmierzać do szczęśliwego dla reprezentanta Polski zakończenia. Jeśli wierzyć doniesieniom włoskich i francuskich mediów, właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis w końcu odpuścił polskiemu piłkarzowi i wyraził zgodę na jego przejście do Olympique Marsylia. Wedle plotek klub z Marsylii zapłaci za ten transfer osiem milionów euro i kolejne cztery w tzw. bonusach. To dużo mniej niż do niedawna jeszcze żądał De Laurentiis, który od innych klubów twardo żądał za Polaka co najmniej 18 mln euro, chociaż od pół roku nie pozwalał mu grać w żadnych rozgrywkach z udziałem SSC Napoli, a na dodatek Milikowi w czerwcu tego roku kończył się kontrakt, więc od 1 lipca mógł zmienić pracodawcę za darmo.
De Laurentiis w tej sprawie nie przejmował się jednak rachunkiem ekonomicznym. Niszczył przez pół roku polskiego piłkarza głównie za to, że nie zgodził się na przedłużenie kontraktu, co byłoby korzystne dla neapolitańskiego klubu, bo pozwalało mu w negocjacjach transferowych żądać za 26-letniego polskiego napastnika kwoty zgodnej z jego aktualną rynkową wartością, szacowaną na 36-40 mln euro.
Milik na to się jednak nie zgodził, a latem ub. roku odrzucił wszystkie oferty transferowe korzystne dla SSC Napoli, bo jeśli wierzyć doniesieniom włoskich mediów, był już po słowie z Juventusem Turyn i bardzo chciał przejść do ekipy mistrza Włoch. Na to jednak De Laurentiis z kolei nie zamierzał wyrazić zgody, bo ma do turyńskiego klubu jakąś osobistą urazę. Dlatego transfer Milika do Olympique Marsylia wciąż nie został sfinalizowany, chociaż warunki zostały dogadane, a Polak przystał na przeprowadzkę i kontrakt gwarantujący mu zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie. De Laurentiis każe mu jednak jeszcze podpisać kwit, że przez półtora roku nie zagra w żadnym klubie Serie A.

De Laurentiis niszczy Milika

Perypetie Arkadiusza Milika z odejściem z SSC Napoli już od ponad pół roku nie schodzą z łamów sportowej prasy we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii, a ostatnio także we Francji, bo kluby z tych krajów były lub nadal są mocno zainteresowane pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika. Do transferu jednak nie dochodzi albo z winy właściciela klubu Aurelio De Laurentiis, albo Milika.

Dla przypomnienia: konflikt zaczął się w połowie ubiegłym roku gdy Milik odmówił przedłużenia umowy z SSC Napoli i zapowiedział, że chce odejść. Jego kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, zatem ubiegłoroczne letnie okienko transferowe było ostatnią okazją dla klubu z Neapolu, żeby korzystnie sprzedać bramkostrzelnego polskiego napastnika. Ofert dla niego nie brakowało, ale Milik bardzo chciał przejść do Juventusu Turyn, lecz Aurelio De Laurentiis z sobie tylko wiadomego powodu akurat na ten transfer nie chciał się zgodzić i storpedował go stawiając zaporową cenę. W rewanżu doprowadzony do furii reprezentant Polski odrzucał potem wszystkie propozycje, które z kolei były korzystne dla SSC Napoli. W odwecie De Laurentiis nakazał go wykreślić z kadry zespołu zgłoszonej do rozgrywek nowego sezonu i przez całą rundę jesienną Milik grał jedynie w reprezentacji Polski.
W trwającym obecnie zimowym okienku transferowym nic na razie nie zapowiada zmiany tej patowej sytuacji. O polskiego piłkarza mocno wprawdzie zabiega Olympique Marsylia, ale francuskiego klubu nie stać na spełnienie finansowych żądań De Laurentiisa, który twardo domaga się za transfer Milika, jak podają włoskie i francuskie media, co najmniej 18 milionów euro. A Olympique na nowych graczy jakich tej zimy chce pozyskać ma w sumie tylko 10 mln euro. A zatem do transakcji zapewne nie dojdzie, podobnie jak nie doszło w przypadku Atletico Madryt, Tottenhamu Hotspur i Juventusu. Żaden z tych klubów nie miał zamiaru przepłacać za piłkarza, którego za pół roku można mieć za darmo. Owszem, po rocznej przerwie w grze, ale nie zapominajmy, że Milik ma dopiero 26 lat i jak wieść niesie zawzięcie trenuje nawet dwa razy dziennie. To może być trochę ryzykowna transakcja, ale raczej w niewielkim stopniu, natomiast równie dobrze może okazać się transferowym hitem.
Wygląda jednak na to, że De Laurentiis wciąż jest przekonany, że to on z tego starcia wyjdzie zwycięsko i chociaż nie zarobi na transferze choćby centa, to dla przestrogi dla innych nieposłusznych wobec niego piłkarzy pokazowo zniszczy Milikowi karierę, a co najmniej mocno ją wyhamuje. Z informacji wyciekających do mediów z neapolitańskiego klubu wynika, że wedle obowiązujących obecnie decyzji De Laurentiisa Milik zimą nigdzie nie odejdzie i zostanie w Neapolu do 30 czerwca, do końca jednak bez prawa gry, co oznacza, że raczej nie dostanie powołania do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, na czym mocno mu zależy.
Sytuacja jest cokolwiek idiotyczna także dlatego, że teraz akurat Milik bardzo by się ekipie SSC Napoli przydał na boisku, bo z kadry z powodu kontuzji wpadło dwóch napastników – Belg Dries Mertens i pozyskany we wrześniu ub. roku z OSC Lille za 40 mln euro Nigeryjczyk Victor Osimhen. Reprezentant Polski mógłby w styczniu przejść do Atletico Madryt, lecz hiszpański klub był zainteresowany wypożyczeniem Milika do końca sezonu, na co rzecz jasna właściciel Napoli nie chciał przystać. Atletico już po raz drugi w ostatnim półroczu przymierzało się do pozyskania polskiego napastnika – za pierwszym razem zamiast niego na Wanda Metropolitano gra dzisiaj Urugwajczyk Luis Suarez, a teraz z Olympique Lyon ma tam powędrować Francuz malijskiego pochodzenia Moussa Dembele.
Wydaje się, że ostatnią nadzieją Milika może być Olympique Marsylia. Piąty aktualnie zespół francuskiej Ligue 1 pilnie szuka klasowego snajpera. W tym sezonie jego najskuteczniejszym strzelcem jest Florian Thauvin, który ma na koncie sześć ligowych trafień, ale występuje na pozycji skrzydłowego. Milik o miejsce w składzie rywalizowałby jednak z 30-letnimi napastnikami – Dario Benedetto i Valere’m Germaine’m, którzy zdobyli dotąd po trzy bramki. Zainteresowanie reprezentantem Polski potwierdził trener Olympique Andre Villas-Boas. „To prawda, jesteśmy nim zainteresowani, ale na razie do żadnych zaawansowanych rozmów nie doszło i w najbliższych dniach nic się w tej sprawie istotnego nie wydarzy” – przyznał szkoleniowiec OM na łamach dziennika „L’Equipe”.
Nie wiadomo co o tym sądzi sam Milik, bo z kolei we włoskich mediach pojawiły się ostatnio wieści, że Juventus zaproponował naszemu piłkarzowi kontrakt od 1 lipca, oferując mu roczne zarobki na poziomie 4,5 mln euro, czyli o dwa miliony euro wyższe niż ma obecnie w SSC Napoli. Jeśli Milik na to się zgodzi, przez kolejne pół roku będzie w Neapolu persona non grata.

Rekordowy mecz PSG

Mecz 2. kolejki francuskiej Ligue 1 między zespołami Paris Saint-Germain i Olympique Marsylia na Parc des Princes okazał się rekordowy pod względem nałożonych na piłkarzy kar.

Sędziujący mecz Jerome Brisard musiał aż 17 razy sięgać po kartki, w tym pięć razy po czerwone, co jest rekordem francuskiej ligi w XXI wieku. Najwięcej pracy miał pod koniec spotkania, gdy doszło do ostrego spięcia między zawodnikami. Arbiter wyrzucił z boiska najbardziej aktywnych – Leandro Paredesa, Layvina Kurzawę i Neymara z PSG oraz Jordana Amavi i Dario Benedetto z OM.
Neymar dostał czerwoną kartkę za uderzenie w tył głowy Alvaro Gonzaleza. Po meczu brazylijski gwiazdor dolał jeszcze oliwy do ognia wpisem na portalu społecznościowym: „Żałuję, że nie uderzyłem tego idioty w twarz. Uchwycenie mojej agresji przez VAR było łatwe, ale chciałbym zobaczyć, jak został uchwycony rasista nazywający mnie małpim sk… Ja zostałem ukarany, a on?”.
Mecz zakończył zwycięstwem Olympique Marsylia 1:0. To była druga porażka mistrzów Francji w tym sezonie. Poprzednio tak słabo zaczęli rozgrywki Ligue 1 w 1984 roku.

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Stracili 70 milionów euro

Olympique Lyon poinformowały w sobotę wieczorem, że zrywa negocjacje z FC Liverpool w sprawie transferu Nabila Fekira. Kapitan francuskiego zespołu nie przejdzie zatem do tegorocznego finalisty Ligi Mistrzów.

 

To miał być jeden z najwyższych transferów w historii obu klubów. W mediach pojawiały się informacje, że FC Liverpool zgodził się zapłacić za Fekira 65 mln euro plus pięć milionów tzw. bonusów, czyli w sumie transakcje miała sięgnąć kwoty 70 mln euro. Zawodnik przeszedł testy medyczne i po nich sprawa transferu nagle zaczęła się komplikować. Pojawiły się spekulacje, że Fekir ma problemy z kolanem. W sobotę władze francuskiego klubu wydały oświadczenie, że negocjacji z „The Reds” zostały zerwane.
W komunikacie napisano: „Olympique Lyon informuje, że trójstronne negocjacje z Liverpoolem i Nabilem Fekirem w sprawie transferu zakończyły się niepowodzeniem. FC Liverpool nadal ma priorytet jeśli chodzi o transfer Nabila ze względu na interes piłkarza i jego transferowe preferencje, ale w tej chwili jego przejście nie jest możliwe”.

W oświadczenia nie podano jednak co było przyczyną zerwania negocjacji. W medialnych spekulacjach przeważają dwa poglądy. Pierwszy sugeruje, że szefowie Olympique chcą poczekać ze sprzedażą swojej gwiazdy do zakończenia mundialu w nadziei, że udane występy Fekira na boiskach w Rosji jeszcze bardziej wywindują jego transferową wartość. Druga wersja zdarzeń jest mniej dla piłkarza korzystna, bo wedle niej działacze Liverpoolu mieli domagać się obniżenia wynegocjowanej wcześniej kwoty po testach medycznych, które nie wypadły dobrze, bo Fekir w 2015 roku zerwał więzadła krzyżowe, a w tym sezonie pauzował przez klika tygodni z powodu innej kontuzji.