Przyczyny głodu

Zdaniem ONZ, głód na świecie rośnie przede wszystkim z powodu wojen i drastycznych zmian klimatycznych

Najnowszy raport ONZ dotyczący globalnego występowania głodu wskazuje na Afrykę i Azję jako kontynenty, gdzie zjawisko to ma charakter chroniczny. Założony przez Narody Zjednoczone cel zupełnego wyeliminowania głodu do 2030 r. wydaje się coraz bardziej odległy.
O ile ostatnie dwie dekady uznaje się za okres stosunkowo skutecznej walki z masowym niedożywieniem na świecie, o tyle ostatnie trzy lata są zupełną porażką. W swoim najnowszym raporcie eksperci ONZ wskazują, iż liczba osób cierpiących chroniczny głód to ok. 820 mln, w tym blisko 150 mln dzieci poniżej piątego roku życia.
Większość chronicznie niedożywionych zamieszkuje Azję – ok. 500 mln. W Afryce zaś, szczególnie w rejonie subsaharyjskim przewlekły głód dotyka ok. 260 mln. ludzi. Najnowszy raport ONZ dotyczący globalnego występowania głodu wskazuje na Afrykę i Azję jako kontynenty, gdzie zjawisko to ma charakter chroniczny. Założony przez Narody Zjednoczone cel zupełnego wyeliminowania głodu do 2030 r. wydaje się coraz bardziej odległy.
Cindy Holleman, jedna z autorek ONZ-owskiego opracowania, powiedziała w rozmowie z dziennikarzami, że istnieje nieodzowna konieczność natychmiastowego zapewnienia żywności co najmniej 96 mln osób.
– Jeżeli tego nie zrobimy, nie zapewnimy im jedzenia lub dostępu do jedzenia – ci ludzie po prostu umrą – wyjaśniła eksperta cytowana przez portal Deutsche Welle.
Z raportu dowiadujemy się również, że około 2 mld ludzi na świecie ma ograniczony dostęp do czystej, zdatnej do picia wody oraz do wartościowego pożywienia. W Ameryce Północnej i Europie z problemem tym zmaga się 8 proc. populacji. Segment ten określa się jako ludzi doświadczających zagrożenia żywieniowego. Kobiet dotkniętych tym problemem jest więcej niż mężczyzn.
Raport wskazuje trzy główne przyczyny odpowiedzialne za nową falę rozszerzającego się globalnie głodu. Są nimi: wojna, zmiany klimatyczne oraz niewydolne gospodarki. Można rzec, choć tego w raporcie ONZ-owskim oczywiście nie napisano, kapitalizm. Co ciekawe jednak w raporcie znajdujemy wezwanie do „zawarcia traktatów międzynarodowych, które zapewnią pokój i trwałą transformację gospodarczą”.
Regionalnie głównym problemem są konflikty zbrojne w Sudanie i Sudanie Południowym, w Jemenie oraz Demokratycznej Republice Konga. Ekstremalne warunki pogodowe spowodowane zmianami klimatu zaś dotknęły sektor rolniczy na całym świecie. Np. w Zimbabwe eksplodował kryzys gospodarczy. Jest on wynikiem coraz dłuższych i częściej występujących susz oraz cyklonu Idai. Pora deszczowa jest także o wiele krótsza w Kenii. Susze występowały tam raz na pięć-sześć lat, teraz pojawiają się co dwa lata. To tylko niektóre z przykładów wskazanych w dokumencie.
Raport można przeczytać na stronach FAO. Dokument był prezentowany w Nowym Jorku, w siedzibie ONZ 15 lipca.

Wojna domowa wraca?

Sudańska Tymczasowa Rada Wojskowa, która przejęła władzę po odejściu Omara al-Baszira, przez ostatnie dni groziła rozpędzeniem potężnego zgromadzenia protestacyjnego w centrum Chartumu. Jego uczestnicy domagali się, by krajem rządzili cywile, zdecydowani przebudować tamtejszy system społeczny na bardziej sprawiedliwy i i rozliczyć nadużycia al-Baszira. W poniedziałek przystąpiono do realizacji gróźb. Następnego dnia armia ogłosiła, że wypowiada wszystkie dotychczasowe porozumienia z cywilami.

W godzinach przedpołudniowych w poniedziałek w Chartumie było słychać strzały. Paramilitarne Siły Szybkiego Wspierania wkroczyły do obozu protestujących, który od blisko dwóch miesięcy znajdował się przed siedzibą Tymczasowej Rady Wojskowej. Przystąpiły do rozpędzania demonstrantów. Najpierw użyto granatów łzawiących, potem mundurowi zaczęli strzelać do tłumu. Jak podał Centralny Komitet Sudańskich Lekarzy, jedna z organizacji związkowych koordynujących od początku protesty jeszcze przeciwko al-Baszirowi, zginęło przynajmniej trzynaście osób. W licznej grupie rannych jest jeden z przywódców protestu Madani Abbas Madani.
Sudańscy lekarze twierdzą, że wojskowi nie tylko strzelali do ludzi na ulicy, ale też wkroczyli do szpitala (East Nile Hospital), gdzie już po wcześniejszych ulicznych konfrontacjach przeniesiono rannych demonstrantów.
Obóz protestujących został rozbity, namioty, w których koczowali przeciwnicy al-Baszira i jego przybocznych, spalono. Wojskowe pojazdy uniemożliwiają ludziom ponowne zgromadzenie się pod siedzibą sudańskiej junty. Jednak jak podaje „Al-Dżazira”, na podstawie rozmów z uczestnikami protestów, ludzie nie zamierzają się poddawać. Nadal są zdecydowani walczyć o bardziej sprawiedliwy Sudan. Wypędzeni z centrum miasta protestujący budują barykady w innych częściach Chartumu, gromadzą się w innych dzielnicach. W mediach społecznościowych pojawiły się filmy pokazujące, jak wojsko patroluje różne części miasta, poszukując „podejrzanych”.
Sudańskie związki zawodowe wzywają do pokojowego stawiania oporu. Apelują, by zbierać się w Chartumie i innych miastach na pokojowe marsze, tłumnie blokować drogi, mosty i porty rzeczne. Również opozycyjna Wolność i Zmiana, koalicja różnych organizacji, która prowadziła z juntą negocjacje w sprawie przyszłego oddania władzy cywilom, oficjalnie zerwała bezowocne od pewnego czasu rozmowy.
Ludzie są wściekli – część jest zdeterminowana, by z wojskowymi, którzy strzelają do nieuzbrojonych protestujących, walczyć z bronią w ręku. Po dzisiejszych wydarzeniach nikt nie ma już wątpliwości, że nowe rządy będą równie bezwzględne, skorumpowane i antyspołeczne, co ostatnie lata rządów al-Baszira.
O świcie we wtorek wystąpił generał Abdel Fattah al-Burhan wystąpił w telewizji i ogłosił, że wszystkie dotychczasowe umowy między Tymczasową Radą Wojskową a organizacjami reprezentującymi protestujących są nieważne, przy czym zarzucił grupującemu je Związkowi na rzecz Wolności, że dąży do renegocjowania powziętych ustaleń, aby nie dopuścić do tego, aby w tymczasowych władzach znaleźli się reprezentanci „innych sił politycznych i bezpieczeństwa”.
Generał al-Burhan potwierdził jednak wolę powołania rządu tymczasowego i zapowiedział, że w ciągu dziewięciu miesięcy zorganizowane zostaną wybory powszechne, które odbędą się przy udziale międzynarodowych obserwatorów.
Działania armii sudańskiej przeciwko cywilom spotkały się z potępieniem za granicą. Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres wezwał Sudan do przeprowadzenia niezależnego dochodzenia w sprawie otwarcia ognia do cywilów przez wojsko. Wielka Brytania i Niemcy zażądały zorganizowania specjalnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ za zamkniętymi drzwiami w sprawie sytuacji w Sudanie. Do objęcia osób odpowiedzialnych za strzelanie do protestujących sankcjami wezwała organizacja Amnesty International.
Potępienie nie jest jednak powszechne. Wydaje się nieprzypadkowe, że do pacyfikacji obozu protestujących doszło dzień po spotkaniu generała al-Burhana z prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem al-Sisim i księciem-regentem Abu Dhabi, szejkiem Mohammedem bin-Zaydem al-Nahyanem – znanymi ze swojej niechęci do protestów społecznych.

Już jest za późno

Trzy lata pracy 450 ekspertów ONZ ds. bioróżnorodności zamknięte w opublikowanym właśnie 1800-stonicowym raporcie przynoszą bardzo złe wiadomości: „Jesteśmy w trakcie niszczenia samych fundamentów naszych gospodarek, naszych środków przeżycia, bezpieczeństwa żywnościowego, zdrowia i jakości życia na całym świecie” – mówił dziś na konferencji prasowej Robert Watson, przewodniczący grupy naukowej Narodów Zjednoczonych (IPBES). Ten proces niestety przyśpiesza. Nasze środowisko jest już w tak żałosnym stanie, że przetrwane gatunku ludzkiego stanęło pod znakiem zapytania.

Już 75 proc. naturalnego środowiska ziemskiego zostało „poważnie uszkodzone” poprzez ludzką działalność. W rezultacie ok. miliona gatunków fauny jest zagrożonych całkowitym wyginięciem w ciągu najbliższych dziesięcioleci. Jeśli przyjąć, że długość historii Ziemi to doba, dwie dziesiąte sekundy istnienia ludzkości narobiły szkód wielkości kosmicznych katastrof.
Oto piątka winnych uszeregowana od najgroźniejszego: traktowanie powierzchni ziemi (rolnictwo i wycinanie lasów), bezpośrednie wykorzystywanie dóbr naturalnych (rybołówstwo, myślistwo), zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska i niekontrolowany rozwój gatunków inwazyjnych z powodu zachwiania równowagi ekologicznej. Nawet jeśli klimatyczna umowa paryska, której ambicją jest ograniczenie globalnego ocieplenia do dwóch stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, zakończy się sukcesem, zmiany klimatyczne pójdą w górę tej klasyfikacji, co negatywnie wpłynie na pozostałe czynniki.
Pierwszym celem działań ratunkowych powinna być zmiana całego systemu żywnościowego. Choć naukowcy piszą wprost, że jedzenie mięsa ma największy – wśród innych produktów – negatywny wpływ na naszą przyrodę, synteza raportu przyjęta przez delegacje polityczne nie wzywa bezpośrednio do zmniejszenia konsumpcji mięsa, ze względu na naciski niektórych wielkich producentów.
Kilka liczb: tylko 13 proc. oceanów można określić jako „dzikie” i 23 proc. powierzchni lądowych, najczęściej w miejscach bardzo oddalonych od ludzkiej infrastruktury lub nieproduktywnych. „Ponad jedna trzecia lądów i trzy czwarte ich słodkiej wody są używane do produkcji rolnej i hodowli zwierząt rzeźnych” – mówi tekst raportu i zwraca uwagę, że wynikająca z tego degradacja gleby zredukowała produktywność rolną na ponad 20 proc. powierzchni upraw, co dotyka już trzech miliardów ludzi. 80 proc. ludzkich ścieków ląduje w przyrodzie bez żadnego oczyszczania (w tym do 400 milionów ton metali ciężkich), a to sprawia, że już 40 proc. ludzkiej populacji nie ma dostępu do czystej wody pitnej.
Już za późno, by przywrócić naturę do poprzedniego stanu, ale jeśli „teraz, nie później” będzie zdecydowana planetarna wola polityczna, by dokonać transformacji ekologicznej metod produkcji, ludzkość przeżyje. W przeciwnym wypadku podzieli los gatunków, które zniszczyła.

Trump dalej miesza

To kolejna, po uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela, decyzja amerykańskiego prezydenta, która podnosi temperaturę sporu na Bliskim Wschodzie. Trump uznał suwerenność Izraela nad Wzgórzami Golan, które ONZ niezmiennie od 1967 roku uważa za terytoria okupowane.

Wzrastającą temperaturę mierzyć będą kolejne ofiary po stronie krajów arabskich, ale też po stronie izraelskiej, która ma wszelkie szanse stać się obiektem wzmożonych ataków zarówno ze strony organizacji palestyńskich walczących z okupacją, jak i zwykłych aktów terroru i agresji.
Uznanie wzgórz Golan za terytoria okupowane to nie tylko pusty gest społeczności międzynarodowej, bo termin ten oznacza prawa ludności okupowanej i obowiązki strony okupującej. Reguluje to Konwencja Haska IV z 1907 roku.
Wzgórza Golan zostały zajęte przez Izrael po wojnie 1967 roku. W 1981 roku izraelski parlament, Kneset, uznał wbrew prawu międzynarodowemu, że terytorium to będzie wcielone do państwa Izrael. Rada Bezpieczeństwa ONZ nigdy nie uznała tej decyzji. Sekretarz generalny ONZ Antonioo Guterres potwierdził, że z punktu widzenia Narodów Zjednoczonych status terytorium zagarniętego przez Izrael się nie zmienił. Jego rzacznik Stéphane Duarric oświadczył, że polityka ONZ w sprawie Wzgórz Golan jest wyrażona w odnośnych rezolucjach Rady Bezpieczeństwa i ta polityka również się nie zmieniła.
Decyzja amerykańskiego przywódcy wzburzyła niemal cały świat. Niemal, gdyż np. dzisiejsza decyzja Rumunii o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela oznacza, że państwa wasalne wobec USA, pospieszą śladem swojego suwerena najszybciej jak potrafią.
Słowa Trumpa po podpisaniu w obecności premiera Izraela dokumentu „to powinno mieć miejsce dziesiątki lat temu” oznaczają, że USA całkowicie instrumentalnie traktują normy prawa międzynarodowego, uznają tylko prawo siły i nie mają zamiaru przestrzegać jakichkolwiek ustaleń społeczności międzynarodowej.
Bardzo krytycznie skomentował decyzję amerykańskiego prezydenta minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, który we wcześniejszej rozmowie telefonicznej z sekretarzem stanu USA Mikiem Pompeo ostrzegał przed poważnym naruszeniem prawa międzynarodowego, jakie wyniknie z uznania Wzgórz Golan za część Izraela – złożenie przez prezydenta Trumpa podpisu pod dokumentem nie było bowiem niespodzianką, gdyż zapowiedział to wcześniej na Twitterze. Decyzję potępiła również Liga Państw Arabskich oraz Turcja.
Większość państw członkowskich Unii Europejskiej nie uznaje decyzji Trumpa. ale poza Rumunią jeszcze Węgry, Czechy i Rumunia zaprotestowały przeciwko jej skrytykowaniu przez szefową europejskiej dyplomacji Federicę Mogherini.
Ciekawe, jak zareaguje Polska?

Z rozmysłem strzelano do dzieci

Niezależna komisja śledcza utworzona przez ONZ do zbadania okoliczności rozpędzania przez Izrael demonstracji w ramach Wielkiego Marszu Powrotu nie ma wątpliwości: doszło do pogwałcenia międzynarodowego prawa humanitarnego, a winni powinni zostać osądzeni.

Komisja przesłuchała 325 osób, które były świadkami palestyńskich manifestacji lub w nich uczestniczyły, nierzadko same odnosząc rany. Doszła do wniosków, które dla większości państw świata byłyby druzgocące. Dla Izraela bynajmniej – „jedyna bliskowschodnia demokracja” odrzuciła już ustalenia zespołu działającego przy ONZ, a niektórzy politycy z Tel Awiwu oskarżyli międzynarodową organizację o wspieranie terrorystów.
Co tymczasem ustaliła komisja? W ciągu serii protestów 6106 demonstrantów odniosło rany wskutek użycia ostrej amunicji, zaś dalsze 3098 osób zostało ugodzonych gumowymi kulami lub kanistrami z gazem łzawiącym. Zginęło 183 mężczyzn, kobiet i dzieci – tych ostatnich dokładnie 35. – Mogło dojść do zbrodni wojennej – to jeden z wniosków komisji.
– Stwierdzamy, że z rozmysłem strzelano do dzieci, z rozmysłem strzelano do osób niepełnosprawnych, z rozmysłem strzelano do dziennikarzy – wyliczała wczoraj na konferencji prasowej w Genewie Sara Hossein, członkini komisji. Podczas protestów postrzelonych zostało 39 dziennikarzy, wyraźnie oznakowanych jako przedstawiciele mediów. Dwóch zmarło.
Członkowie komisji zaznaczyli, że część manifestantów rzucała w żołnierzy kamieniami i butelkami, były też przypadki użycia materiałów wybuchowych – jednak większość demonstrantów nie zachowywała się w ten sposób, a jedynie niosła flagi, śpiewała i grała palestyńskie pieśni, recytowała poezję. Komisja uznała, iż część winy za tragiczny przebieg wydarzeń ponosi Hamas, który instrumentalnie wykorzystuje desperację mieszkańców Strefy Gazy, pozostających w fatalnej sytuacji bytowej.
Przewodniczący zespołu Santiago Canto wzywał Izrael do przeprowadzenia śledztw w sprawie osób, które otwierały ogień do manifestantów i wypłacenia odszkodowań rannym oraz rodzinom zabitych. Tak się jednak z całą pewnością nie stanie. Rząd Netanjahu, który wcześniej nie dopuścił komisji do obejrzenia miejsc, gdzie miały miejsce demonstracje, w dalszym ciągu twierdzi, że jedynie się bronił.
– Raport oparty jest o sfałszowane dane, bez podjęcia próby sprawdzenia faktów. Wyłącznym celem raportu jest uderzenie w jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie i sparaliżowanie prawa Izraela do samoobrony przed śmiercionośną organizacją terrorystyczną – oznajmił kierujący izraelską dyplomacją Israel Katz.

Leopold musi odejść

Eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych nie mają wątpliwości. Belgia musi dokonał rachunku sumienia i przeprosić potomków ofiar kolonialnego ludobójstwa w Afryce. Zdaniem badaczy, klarowna deklaracja władz państwowych może wpłynąć na redukcję nastrojów rasistowskich i ksenofobicznych w tym kraju.

Zdaniem ekspertów ONZ Belgia musi jasno wyartykułować swoje winy. Jednak taka deklaracja to dopiero wstęp do głębokiej zmiany świadomości. – Przeprosiny za to co się stało to dopiero początek całego procesu. Narodowa debata na temat tego co działo się w czasie kolonializmu jest czymś z czym Belgia musi się skonfrontować – powiedział Ahmed Reid, jeden z czterech ekspertów ONZ-towskiej grupy, która przeprowadziła w ostatnich miesiącach badanie nad przyczynami postaw nienawistnych.

Członkowie delegacji ONZ rozmawiali z pracownikami agencji rządowych i organizacji pozarządowych, a także z przedstawicielami afrykańskich społeczności. Efektem ich pracy jest raport opisujący zjawisko rasizmu i niechęci wobec imigrantów, a także mówiący o problemach osób z afrykańskimi korzeniami na rynku pracy.

Eksperci wskazują, że większość obywateli państwa belgijskiego nadal nie zdaje sobie sprawy, że władcy, których pomniki stoją obecnie w centrum Brukseli zaliczają się do największych zbrodniarzy XX wieku. Najczarniejszą kartę zapisał król Leopold II, który uczynił z Konga (późniejszy Zair, obecnie DRK) swoją „prywatną posiadłość”, w ramach której dokonywano mordów miejscowej ludności na bezprecedensową skalę. Autochtonom obcinano dłonie, tak by nie mogli pracować, możono ich głodem i odmawiano dostępu do służby zdrowia. Szacuje się, że belgijskie panowanie na przełomie XIX i XX wieku kosztowało życie od 8-15 mln Kongijczyków.

„Szwedzki kpt. Force Publique zanotował w dzienniku, że w niecałe pięć miesięcy zabił ponad 500 osób. Inny, Belg nazwiskiem Permentier, kazał wyciąć krzaki w ogrodzie, żeby móc strzelać z okna do przechodzących drogą ludzi. Jeśli jego posiadłość była źle posprzątana, nakazywał ściąć 10 ludzi ze służby. Jeśli ścieżka w lesie była źle utrzymana, kazał zabijać dziecko z pobliskiej wioski. Takich ludzi było w Kongu mnóstwo. Całkowita bezkarność zamieniała ich w potwory. Mamy relacje o gotowaniu ludzi żywcem, o polewaniu głowy żywicą i podpalaniu” – tak Kongo Leopolda opisuje historyk Adam Hochschild z Uniwersytetu Kalifornijskiego, autor książki „Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce”.

Raport ONZ wskazuje jednoznacznie, ze pomniki ku czci Leopolda II to wielkie niestosowność, zwłaszcza, że w Belgii mieszka ponad milion osób pochodzenia kongijskiego. Najsłynniejszą osobą z tej społeczności jest piłkarz Romelu Lukaku.

Holocaust w Kongo do dziś nie został oficjalnie uznany za ludobójstwo. Eksperci mają też zastrzeżenia do niedawno odnowionego Muzeum Afryki poświęconego Kongu. W raporcie zauważają, że kierownictwo w niewystarczający sposób skupiło się na problemach kolonializmu.

Kultura jak śmieć

Kolejnym wykwitem twórczej inwencji ministra od kultury Piotra Glińskiego jest ogłoszony publicznie pomysł połączenia kilku zespołów filmowych w jeden. Jednak jeszcze ciekawsze od samego tego zamysłu jest uzasadnienie jakie był uprzejmy przedstawić rzecznik resortu. Stwierdził mianowicie, iż nie jest racjonalne, żeby działało kilka zespołów filmowych skoro robią one to samo. Dodał też, że łączenie zespołów zgodne jest z zasadami gospodar ki rynkowej. Dotąd wydawało się, że gospodarka rynkowa polega na różnorodności podmiotów i konkurencji, jednak rzecznik ministra wie lepiej. Jego argumentacja nosi jednak pewne znamiona konsekwencji, skoro zdaniem jednego z twórców PiS białe nie jest białe a czarne to nie czarne.

Twórczą myśl ministra Glińskiego można by rozszerzyć i na inne sfery działalności. Po co ma być w jednej miejscowości kilka piekarni skoro wszystkie wyrabiają pieczywo. Podobne ma się w przypadku sklepów spożywczych, aptek, restauracji, kiosków z gazetami, szkół kopalni tudzież wszelakich innych zakładów i placówek. Można by też połączyć w jedną całość wszystkie kluby piłkarskie. Efekty byłyby dwojakie. Po pierwsze, znikłyby bijatyki pomiędzy kibicami różnych drużyn, wszak kibole sami ze sobą raczej nie będą się naparzać. Po drugie, taki superklub miałby niewspółmiernie większe szanse w międzynarodowych rozgrywkach.

Zamiast wielu wystarczyłaby też jedna stacja kolejowa i jedno połączenie na całą Polskę. Ileż to oszczędności i jakaż to radocha dla obywateli. Chcesz się przejechać ze Szczecina do Świnoujścia to zapieprzasz sobie przez całą Polskę przez Słupsk, Bydgoszcz, Łódź, Warszawę, Kielce, Rzeszów, Kraków, Opole, Poznań aby dotrzeć do punktu docelowego. Z takiego podróżowania to same korzyści. Możesz się przez okno patriotycznie napatrzeć jak Polska zmienia się na skutek dobrej zmiany. A ponadto podróże kształcą. Tak więc czym dłużej sobie pojeździsz tym jesteś bardziej kumaty.

A weźmy takie banki. Każdy z nich robi to samo tj. bogaci się na naszych oszczędnościach dając w zamian wysoko oprocentowane kredyty. A wystarczyłby przecież jeden. Problem jednak w tym, że dominująca większość z nich to banki zagraniczne. Jednak i z tym problemem można sobie poradzić. Wystarczy je spolonizować. Taki monstrualny bank miałby do dyspozycji tyle szmalu, że propozycja pracy w nim za 65 tys. miesięcznie uchodziłaby została za obelgę.

Łatwiej byłoby sobie poradzić z ambasadami. Wystarczyłaby jedna przez co koszty podróży takiego ambasadora do różnych krajów byłyby o wiele mniejsze niż utrzymywanie dziesiątek placówek rozsianych po całym świecie. Tak postąpiły Wyspy Marshalla mając jedyną ambasadę przy ONZ w Nowym Jorku. Jeszcze większą oszczędnością wykazały się jednak takie państwa, jak Andora i San Marino, które w ogóle nie mają swoich przedstawicielstw zagranicą a funkcje ambasady spełnia MSZ. Jest to tyle dobre rozwiązanie, że chroni ono kraj przed napływem emigrantów. Chcesz dostać polską wizę to musisz udać się do polskiego konsulatu w Alei Szucha. Jednak do Polski nie wjedziesz, ponieważ nie masz wizy. Prostsze to niż stawianie murów na granicy.

Przykłady takiego łączenia można by mnożyć niemal w nieskończoność. Skoncentrujmy się zatem na jednym – najważniejszym. Konsekwencją tej konstruktywnej propozycji byłoby połączenie wszystkich ministerstw w jedno. Wiadomo bowiem, że wszystkie one robią to samo czyli nic, a konkretyzując nic sensownego. Kłopot miałby tylko jeden z obecnych wicepremierów, który zostałby zdegradowany do poziomu dyrektora odpowiedniego departamentu z odpowiednio niższą pensją w związku czym musiałby jeszcze intensywniej główkować nad tym jak by tu przeżyć do końca miesiąca.

Przy okazji warto przypomnieć, że propozycja ministra Glińskiego nie jest bynajmniej jakimś novum w naszej polskiej rzeczywistości. Stosunkowo niedawno dokonano monopolistycznej centralizacji wywózki śmieci. Zamiast kilku dających ludziom możliwość wyboru konkurujących ze sobą firm wprowadzono na terenie danej miejscowości obowiązek dostarczania śmieci jednej firmie wyłonionej w wyniku przetargu. Wygląda na to, że dla ministra od kultury wzorem jest polityka odpadowa z czego płynie prosty wniosek. Taki mianowicie, że stosunek do śmieci przekłada się na stosunek do kultury czego dowodem są nie tylko wyżej wspomniane propozycje.

#10YearsChallenge

2009:

Od trzech lat działa program szkoleniowy Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE dla funkcjonariuszy porządku prawnego, którego tematem jest zwalczanie przestępstw z nienawiści. Za chwilę, w 2010 powstanie specjalny podręcznik dla policjantów – „Przestępstwa z nienawiści”.

2019:

Funkcjonariusze już nie uczą się pilnie przez całe ranki. Ich policyjną czytankę wycofano w 2016 roku po interpelacji posła (dziś ministra!) Andruszkiewicza, który sprzeciwił się stwierdzeniu zawartemu na kartach książki, że falanga, symbol otwarcie antysemickiego ruchu z lat 30. może w jakikolwiek sposób skojarzyć się komuś z nienawiścią. Jarosław Zieliński kupił te argumenty i wręcz stwierdził, że podręcznik „uczy niechęci, a nawet nienawiści do środowisk prawicowych”. Zadbał więc o to, aby dyskryminowani przez ONZ-owskie organy członkowie ONR nie bali się wieczorami wyjść z domu.
Styczeń 2018 – minister Błaszczak publikuje na Twitterze dane z oficjalnych statystyk policji: „Totalnych z PO i .N informuję, że w 2015 r. stwierdzono 791 przestępstw z „nienawiści”(art. 119,256 i 257 kk), w 2016 r.-765, a w 2017 r.-726.”. Najwyraźniej dane z Prokuratury Krajowej mniej pasują mu do tezy: te bowiem uparcie pokazują tendencje wzrostowe.

2009:

Polskie prawo nie definiuje przestępstw z nienawiści jako pojęć prawnych. Podstawą do ich ścigania są zapisy w kodeksie karnym (3 artykuły, mówiące o prześladowaniu z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości).

2019:

W 2016 a potem jeszcze raz, w 2017 Komitet Praw Człowieka ONZ naciska, aby do wyżej wymienionych przesłanek dopisać płeć, orientację seksualną, tożsamość płciową oraz niepełnosprawność. I będzie tak sobie naciskał dalej.

2009:

Nikt nie zna jeszcze „potwora gender”. Przed nami dopiero otwarcie Centrum Życia i Rodziny oraz Ordo Iuris.

2019:

Po śmierci Pawła Adamowicza prezydenci Wrocławia i Warszawy wychodzą z inicjatywą, aby zorganizować w szkołach zajęcia o tym, czym jest mowa nienawiści i jak rozpoznać dyskryminację. Ordo Iuris z Kają Godek protestują. Centrum Życia i Rodziny 20 stycznia wychodzi na Plac Bankowy pikietować przeciwko „deprawacji naszych dzieci”. Boi się „przemycania propagandy LGBTQ i ideologii gender do szkół” oraz „nie zgadza się na prezentowanie praktyk homoseksualnych, biseksualnych, transseksualnych i queer jako ‘normalność’”.

Nadal 2019:

Polacy w internecie wzywają do porzucenia języka nienawiści. Po chwili wzmożenia spokojnie wracają do wrzucania memów o tym, że Adrian Klarenbach to świnia. Niektórzy dziwią się, ilu spośród ich fejsbukowych znajomych „to debile”, którzy udostępnili fejkowe oświadczenie o upublicznieniu danych. Idą mrozy. Bezdomni śmierdzący w autobusach oburzają na zamkniętych grupach. Do zobaczenia w 2029.

Niewolnictwo kwitnie

Z najnowszego raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) w Wiedniu wynika, że ofiary uprowadzeń i handlu ludźmi zwykle są wykorzystywane seksualnie. Najczęściej „ludzkim towarem” zostają kobiety.

Jest pewien postęp: w 2016 tylko 26 w krajach funkcjonowały instytucje zbierające dane o uprowadzeniach bądź handlu żywym towarem. W 2018 było to już 65 krajów, jednak problem nadal występuje głównie na Bliskim Wschodzie, w Afryce Subsaharyjskiej oraz w Azji. Tam kwitnie handel ludźmi w obrębie jednego państwa bądź pomiędzy regionami. Natomiast w bogatszych krajach np. USA czy w Europie południowej, pole do popisu mają handlarze „długodystansowi”, którzy przewożą swoje ofiary nawet przez pół globu.

Najczęściej ofiarami handlu ludźmi według twórców raportu padają kobiety – dwa główne motywy uprowadzeń bądź transakcji żywym towarem to niewolnictwo seksualne (65 proc.) oraz przymusowa praca (34 proc). Ten proceder najczęstszy jest w Afryce Subsaharyjskiej, ale również na Bliskim Wschodzie, gdzie na terenach objętych konfliktami często kobiety lub dziewczynki z wielodzietnych rodzin są sprzedawane handlarzom, co zapewnia na jakiś czas byt reszcie rodziny.

Dochodzi również do porwań i handlu mężczyznami – ci najczęściej trafiają do niewolniczej pracy (82 proc.), nierzadko zostają również „dawcami” narządów. Problemem są również uprowadzenia dzieci – te najczęściej (poza porwaniami dla okupu) wykorzystywane są do żebrania.

Pewną pociechę stanowi fakt, że wykrywalność tego rodzaju przestępstw systematycznie rośnie: z porównania danych 45 krajów, które od 2007 r. systematycznie je publikują, wynika, że od 2011 r. liczba wykrytych przypadków wzrosła o 39 proc.

– Wspólnota międzynarodowa musi intensywniej zająć się zwalczaniem handlu ludźmi w regionach objętych konfliktami oraz we wszystkich społeczeństwach. W tym celu trzeba stworzyć dodatkowe możliwości i doprowadzić do współpracy. Niemalże każdy z krajów dysponuje ustawodawstwem, w myśl którego handel ludźmi jest przestępstwem, ale w niektórych regionach sprawcy pozostają wciąż bezkarni – stwierdził – dyrektor UNODC Jurij Fiedotow. Wskazał również na palącą potrzebę edukacji dzieci, zwłaszcza dziewczynek, w celu skutecznej obrony przed handlarzami żywym towarem.

Ukraina się cieszy, Rosja ignoruje

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję w której m. in. wzywa się Rosję do zaprzestania „politycznie umotywowanego prześladowania obywateli Ukrainy” oraz zwolnienia Ukraińców przebywających w rosyjskich więzieniach.

 

Nad rezolucją głosowano na wniosek Ukrainy, która od 2016 r. co roku o tej porze występuje z tego rodzaju inicjatywą. Rezolucja została przyjęta mimo tego, że głosowało za nią zaledwie 67 państw, w tym USA, kraje Unii Europejskiej, Japonia i Turcja. Znakomita większość delegacji w liczbie 70 wstrzymała się od głosu. Przeciwko oprócz Rosji zagłosowało jeszcze 26 krajów. Obok dawnych republik radzieckich takich, jak Armenia, Białoruś, Kazachstan, Kirgizja, Tadżykistan i Uzbekistan do tego grona dołączyły także Chiny, Indie, Iran, Serbia, Syria, Korea Północna, Kuba,Wenezuela, Boliwia, Nikaragua, Kambodża, Mjanma, Republika Południowej Afryki, Burundi, Czad, Erytrea, Komory, Sudan, Uganda i Zimbabwe.

Przed posiedzeniem Zgromadzenia Ogólnego Ukraina starała się wykazać aktywnością dyplomatyczną. Na dwa dni przed debatą przedstawiciel Ukrainy Ihor Prokopczuk wygłosił obszerne przemówienie na forum Stałej Rady OBWE prezentując nie tylko stanowisko Kijowa, lecz także formułując liczne zarzuty i oskarżenia pod adresem Rosji. Z kolei stałe przedstawicielstwo Ukrainy w ONZ prowadziło lobbing na rzecz rezolucji wśród tak znaczących krajów, jak Barbados, Bhutan, Gujana, Mikronezja, Wyspy Marshalla, Wyspy Salomona, Tuvalu i Vanuatu. Państwom tym Ukraina złożyła publiczne podziękowanie za poparcie rezolucji. Oczywiście każdy głos się liczy, jednak w tegorocznym głosowaniu ukraińską rezolucję poparło o pięć krajów mniej niż w dwóch latach ubiegłych.

Władze w Kijowie z zadowoleniem przyjęły fakt uchwalenia rezolucji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w swoim oświadczeniu stwierdza, iż jest to „kolejne potwierdzenie zdecydowanego poparcia ze strony społeczności międzynarodowej co do obowiązku przestrzegania praw człowieka na tymczasowo okupowanych terytoriach Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol.” Wypowiedział się również prezydent Petro Poroszenko mówiąc, że rezolucja ONZ stanowi dla Rosji wyraźny sygnał, iż „społeczność międzynarodowa nie będzie się godzić na naruszanie praw człowieka i militaryzację okupowanego półwyspu”.

Jak można było przewidzieć, krytyczne stanowisko wobec rezolucji zajęła Rosja. Zastępca stałego przedstawiciela w ONZ Giennadij Kuzmin nazwał ten dokument „wyraźnie antyrosyjskim, fałszywym, podstępnym i bezsensownym pod względem treści” dodając, że „Krymu nie da się z powrotem zagnać do ukraińskiej przeszłości”. Występując na forumwZgromadzenia Ogólnego rosyjski dyplomata nie omieszkał okazji, aby nie wygłosić krytycznych opinii wobec Ukrainy. Jak stwierdził, powodu pogarszającej się sytuacji gospodarczej i politycznej Ukraina „przestała być komfortowym środowiskiem nawet dla samych Ukraińców o czym świadczy gwałtownie malejąca liczba ludności”. Jednocześnie zaprosił wszystkich chętnych do odwiedzenia Krymu aby mogli się przekonać o tym, że zamieszkują tam „szczęśliwi ludzie”, którzy „dobrowolnie wybrali Rosję za swój dom” dodając, że na Krymie buduje się szpitale, meczety i sobory, jak również nowe systemy energetyczne.

W Moskwie podkreśla się, że rezolucja ONZ nie powoduje żadnych następstw prawnych ani politycznych. Jak się wyraził przewodniczący komitetu do spraw międzynarodowych Rady Federacji Konstantin Kosaczow, rezolucja ta nie wpłynie na sytuację na Krymie w większym stopniu niżby odnosiła się do Księżyca. Zwrócił też uwagę na to, że mniejsza niż w poprzednich latach liczba państw członkowskich ONZ opowiedziała się za rezolucję, co – jego zdaniem – świadczy o niepowodzeniu ukraińskiej „agitki” oraz wskazuje na „tendencję w kierunku bardziej trzeźwego stanowiska” społeczności międzynarodowej wobec sytuacji na Krymie.