Najstarszy więzień polityczny Europy

Pod małym miasteczkiem Lannemezan, w Wysokich Pirenejach niedaleko hiszpańskiej granicy, w 1987 r. zbudowano francuskie więzienie specjalne, gdzie trzyma się szczególnych więźniów, skazanych na dziesiątki lat więzienia lub dożywocie, jak on. Dziś ma 70 lat – wszyscy wiedzą, że już w ubiegłym wieku powinien wyjść na wolność, ale siedzi, bo tak chcą Stany Zjednoczone i Izrael. Oto historia marksisty, zakładnika Zachodu.

W styczniu 1982 r., gdy w Polsce trwał stan wojenny, 44-letni pułkownik Charles R. Ray, attaché wojskowy ambasady amerykańskiej w Paryżu, wychodził z domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Minęły lata jego służby w Wietnamie, gdzie jako oficer DIA (wojskowy odpowiednik CIA) w Sajgonie, wyznaczał cele masowych bombardowań dla B-52. Była to operacja Arc Light, bombardowanie dziesiątkami ton bomb – 24/24 – pozycji wietnamskiej obrony oraz wsi i lasów napalmem i „czynnikiem pomarańczowym”, okrutną trucizną, produktem Monsanto. Co prawda, mimo ogromu zbrodni, wojna została przegrana, ale teraz pułkownik Ray interesował się Europą i Bliskim Wschodem, gdzie czekały go nowe wyzwania. Nie doszedł jednak do samochodu, gdy w czaszkę wbiły mu się dwie śmiertelne kule.
Niecałe trzy miesiące później oficer izraelskiego Mosadu Iwan Barsimientow (lub Jakow Bar Siman Tow), szef tajnych służb ambasady Izraela w Paryżu, zginął podobnie, tyle, że wysiadając z samochodu. Wcześniej służył w Libanie. Od 1975 r. trwała tam wojna domowa. W 1978 i 1982 Izraelczycy najechali ten kraj, by wyrzucić zeń Organizację Wyzwolenia Palestyny (OWP) Jasera Arafata, która tam stacjonowała, razem z uchodźcami. Między 1979 a 1983 r. izraelskie tajne służby praktykowały tam zamachy terrorystyczne na szeroką skalę, głównie za pomocą samochodów-pułapek: zginęły setki Palestyńczyków i Libańczyków, przede wszystkim cywile. Jak mówi izraelski pisarz i dziennikarz wojskowy Ronen Bergman, celem tych masakr było pchnięcie OWP do stosowania zamachów, gdyż jako organizacja „terrorystyczna” dostarczy pretekstu do izraelskich napaści na sąsiadów z Libanu. Według izraelskiego gen. Dawida Agmona, cel był prostszy: siać tam jak najwięcej chaosu.
Do egzekucji Raya i Barsimientowa w Paryżu przyznały się Rewolucyjne Frakcje Zbrojne Libanu (FARL), marksistowska organizacja wojskowa, która dała odpowiedź na rutynowe zabójstwa działaczy palestyńskich dokonywanych przez Mosad w zachodniej Europie. FARL miał maczać palce w izraelskim nalocie bombowym na Bejrut w lipcu 1981 r., kiedy zrównano z ziemią biura OWP – prawie 300 zabitych, głównie libańskich cywilów, 800 rannych.
Georges Ibrahim Abdallah miał wtedy 30 lat. Wcześniej był prowincjonalnym nauczycielem z chrześcijańskiej rodziny. Libańscy chrześcijanie byli wtedy – jak zawsze – bardzo aktywni politycznie. Najaktywniejsi skupiali się przede wszystkim w Libańskiej Falandze, jedynej partii faszystowskiej na świecie, która nienaruszona przetrwała II wojnę światową. Falanga miała nadzieję, że Izrael „wyczyści” Liban z Palestyńczyków i Syryjczyków, zawarła krwawy sojusz z okupantem, by utwierdzić swą władzę. Georges wprost przeciwnie, należał do tych maronitów, którzy byli solidarni z Palestyną. Został komunistą: najpierw był członkiem operacji zagranicznych Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, by stać się w końcu jednym z założycieli FARL. Organizacja nie praktykowała podkładania bomb, celowała w konkretnych wojskowych.
Aresztowanie i eksplozje na ulicach
Celem FARL-u było wycofanie z Libanu obcych wojsk: izraelskich, amerykańskich i francuskich. Działał w Europie, współpracując m.in. z francuską Akcją Bezpośrednią (Action directe), włoskimi Czerwonymi Brygadami i niemiecką Frakcją Czerwonej Armii. Niewykluczone, że Georges Ibrahim Abdallah miał coś wspólnego z tą współpracą. Aresztowano go ponad dwa lata po egzekucjach Raya i Barsimientowa, w październiku 1984 r. w Lyonie. Jego więzienie w Wysokich Pirenejach jeszcze nie istniało, ale odtąd już nigdy nie wyszedł. Rok później FARL porwał w Libanie dyrektora francuskiego ośrodka kulturalnego, by go wymienić na Abdallaha. Po zawarciu porozumienia za pośrednictwem algierskim, Libańczycy wypuścili dyrektora, ale Francja, po naciskach amerykańskich, złamała słowo – ich rodak pozostał w więzieniu. W lipcu 1986 skazano go w końcu za nieuprawnione posługiwanie się algierskim paszportem, na 4 lata.
Ale rok 1986 był dla Paryża szczególny. Cała seria zamachów bombowych w publicznych miejscach, ogółem 16 zabitych i ponad 200 rannych, a tymczasem policja nie ma zielonego pojęcia, kto to robi. W końcu minister policji sugeruje, że to „terroryści z FARL”. Policja ponownie odwiedza jedną z dawnych kryjówek George’a Abdallaha i cud: znajduje tam walizkę, w której oprócz różnych przedmiotów jest czechosłowacki pistolet, z którego miano strzelać do agentów DIA i Mosadu, zawinięty w arabską gazetę! Znaleźli się świadkowie, którzy widzieli Abdallaha na miejscu zamachów, podczas gdy siedział w więzieniu. Potem widziano jego podobnych brodatych braci, choć byli w Libanie. Z braku laku policja znalazła winnego, podczas gdy media oskarżały więźnia o winę za uliczne zamachy.
Zdrada obrony
Odbył się komiczny drugi proces Abdallaha przed sądem specjalnym (bez ławy przysięgłych), który trochę się zdziwił, że gazeta, w którą był zapakowany pistolet, nosi datę prawie dwa lata po aresztowaniu oskarżonego, a jego odciski palców znaleziono tylko na pojemniku płynu do korekty maszynopisów, który miał być w walizce. Media z wielką satysfakcją przyjęły w lutym 1987 r. orzeczenie kary dożywocia za „wspólnictwo w dwóch zabójstwach”.
Kilka dni po ogłoszeniu wyroku, przyjętego z zadowoleniem przez Stany Zjednoczone (które występowały na procesie w roli oskarżyciela posiłkowego), w paryskich księgarniach ukazała się książka adwokata skazanego Jean-Paula Mazuriera, w której mecenas opowiada jak oszukiwał swego klienta pracując równolegle z DGSE (francuskim wywiadem zagranicznym). Normalnie proces powinien zostać unieważniony, ale skończyło się na trzyletnim zakazie wykonywania zawodu adwokata. Według niego i DGSE, Abdallah był szefem francuskiej komórki FARL, do czego skazany nigdy się nie przyznał.
Po procesie okazało się też, że FARL nie miał nic wspólnego z zamachami bombowymi na mieście, które wprowadziły tak ciężką atmosferę na sali sądowej. Ich organizatorami byli Irańczycy, niezadowoleni, że Francja aktywnie pomaga Saddamowi Husajnowi, prezydentowi Iraku, w wojnie przeciw Iranowi. Wykonawcami byli Libańczycy, ale z Hezbollahu. Pięć lat temu wyjaśniło się też, kto zabił Barsimientowa z Mosadu: zmarła wtedy w Bejrucie komunistka Jacqueline Esber nazywana „tow. Rima”. Przez lata żyła w podziemiu, pod zmienionym nazwiskiem i wyglądem, w obawie przed izraelskimi zabójcami. Mosad nie przestawał węszyć.
Georges Ibrahim Abdallah podczas procesu wyraził solidarność z FARL i lewicową walką narodowo-wyzwoleńczą.
Sąd uznał jednak, że Abdallah źle zrobił, podejmując nielegalną walkę o swój kraj, choćby ta walka była uprawniona.
Więzień imperium
Sąd uznał go oczywiście za „terrorystę”, co należy do żelaznego języka wszelkich najeźdźców i okupantów, którzy mają do czynienia z ruchem oporu. Arafat był „terrorystą”, ale dostał pokojową Nagrodę Nobla. Mandela był „terrorystą”, a został prezydentem, bo jednak nikt nie brał poważnie dawnych oskarżeń o „terroryzm”. Z więzienia wyszła wspierająca Abdallaha Angela Davis, ale żaden zbrodniarz-niemiecki nazista nie siedział dłużej od niego, wyjąwszy Hessa. Dzieje się tak, gdyż Stany Zjednoczone i Izrael mogą rozkazywać we Francji. Amerykanie od początku sprawy Abdallaha pilnują, by nigdy nie wyszedł z więzienia. Prezydent Reagan sam wydzwaniał do ówczesnego prezydenta Francji Mitterranda, by mu zwrócić uwagę.
W 1999 r. minęło 15 lat jego kary, co uprawnia do warunkowego zwolnienia i z reguły jest formalnością, ale nie tym razem. Jego adwokaci zwrócili się od tego czasu dziewięć razy o zwolnienie i nic. Dwa razy sądy – raz nawet po apelacji – przyznawały mu to zwolnienie, ale rząd zawsze coś wynajdywał, bo Amerykanie i stowarzyszenia syjonistyczne skupione wokół ambasady Izraela w Paryżu nie dawali spokoju.
W 2012 r. ambasador USA w Paryżu Charles Rivkin wyraził oburzenie, że sąd chce więźnia wypuścić. Kiedy po odwołaniu prokuratury, sąd apelacyjny zatwierdził tę decyzję, jego adwokat Jacques Vergès nie krył satysfakcji: „Cieszę się z tego orzeczenia, bo prosiłem francuski wymiar sprawiedliwości, by nie zachowywał się jak kurwa wobec amerykańskego alfonsa.” Do gry weszła wtedy Victoria Nuland-Kagan z departamentu stanu, ta sama, która później pomagała organizować Majdan na Ukrainie: „Jesteśmy rozczarowani decyzją francuskiego sądu, nie sądzimy, by mógł wyjść na wolność”. W końcu sama Hillary Clinton napisała do francuskiego MSZ: „mamy nadzieję, że władze francuskie znajdą sposób, by zostawić go w więzieniu.”
Ten sposób znalazł się łatwo, bo sąd apelacyjny uzależnił wykonanie swego orzeczenia od decyzji administracyjnej wydalenia Abdallaha do Libanu. To pomieszanie władz sądowniczej i rządowej umożliwiło ówczesnemu premierowi Vallsowi po prostu nie podpisać decyzji o deportacji, co wysadziło w powietrze wyrok sądu. Odtąd Georges Abdallah zwrócił się do swych adwokatów, by przestali ubiegać się o warunkowe zwolnienie. Sądy penitencjarne nie raz zwracały uwagę, że Libańczyk, choć jest bezproblemowym więźniem, pozostaje antykapitalistą, antyimperialistą i antysyjonistą, czyli może być politycznie groźny dla USA i Izraela.
Solidarność i myśl
Przez wszystkie te lata mało kto słyszał w Polsce o George’u Ibrahimie Abdallahu, czy setkach innych więźniów politycznych na Zachodzie. W Francji powstał w tym roku dokument o nim, wyszła też książka, a komitety poparcia domagają się jego zwolnienia. Kilka francuskich miasteczek dało mu nawet honorowe obywatelstwo.
W ciągu tych dziesięcioleci więzień Abdallah brał udział w więziennych głodówkach solidarnościowych, głównie z więźniami w okupowanej Palestynie, czy innymi w Europie. Pisał sporo i choć nie zakończyło się to jeszcze książką, z jego publikacji wyłania się analiza polityczna naszej współczesności, którą warto w skrócie przytoczyć. Abdallah uważa, że imperializm zglobalizowanego kapitalizmu to wojny o ropę i minerały prowadzone przez państwa pozostające na usługach faktycznie rządzących wielkich koncernów. Słynna „wojna z terroryzmem” to tylko propaganda, która ma doprowadzić opinie publiczną do zgody na kolejne bombardowania.
Los Palestyny, w której powstało euro-amerykańskie państwo kolonialne, potwierdza swą centralną wagę dla antyimperializmu. Lewica nie może domagać się rozbrojenia ruchu oporu, milcząc o zbrojeniu okupanta – Izraela. Abdallah został ciężko ranny podczas obrony południowego Libanu w 1978 r., kiedy Stany, Francja i Wielka Brytania naciskały na libański rząd, by po prostu zaakceptował izraelską okupację tej części kraju, w imię „pokoju”. „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości” – uważał wtedy dzisiejszy więzień, a jego godność i prawość nie pozwoliły mu zmienić zdania.

Solidarność z Palestyną na ulicach brytyjskich miast

Dziesiątki tysięcy osób wzięły udział w demonstracjach solidarności z Palestyną, które odbyły się w sobotę 22 maja w kilkunastu miastach Wielkiej Brytanii. W największej demonstracji, w Londynie udział wzięło 180 tysięcy osób. Dziennik the Guardian sugeruje, że była to jedna z największych propalestyńskich demonstracji w historii kraju.

Protest rozpoczął się się na Victoria Embankment w centrum stolicy, po czym demonstranci ruszyli pod budynek parlamentu i przez centralny Londyn dotarli do Hyde Parku. Demonstranci nieśli transparenty z żądaniem zakończenia okupacji Palestyny, zakończenia blokady Gazy, zaprzestania bombardowania cywilów. Na zakończenie, do zebranych przemówili działacze antywojenni, związkowcy oraz politycy lewicy, w tym były lider Partii Pracy Jeremy Corbyn oraz lewicowy poseł Partii Pracy John McDonnel – obaj od lat zaangażowani w działalność na rzecz praw Palestyńczyków.
Demonstracja rozpoczęła się kilkanaście godzin po tym jak egipskim negocjatorom udało się doprowadzić do zawieszenia broni w Palestynie. Do tej sytuacji odniósł się John McDonnel, który mówił do zgromadzonych między innymi: „Tak, zawieszenie broni zostało wynegocjowane i my cieszymy się z zawieszenia broni. Ale powiedzmy to jasno: nie będzie zawieszenia broni w naszej kampanii [na rzecz] bojkotu, powstrzymania się od inwestycji i sankcji wobec izraelskiego państwa apartheidu. Przekaz jest jasny: nie zawiesimy naszej kampanii solidarności do czasu aż [w Palestynie] będzie sprawiedliwość. Więc mówimy jasno – jak nie będzie sprawiedliwości, to nie będzie pokoju”. Tłum odpowiedział skandowaniem „No justice – no peace!”
Jeremy Corbyn mówił, że „dzieci nie powinny dorastać widząc jak ich dom jest burzony przez bomby zrzucane z bezpiecznej wysokości kilku tysięcy stóp”. Mówił, że fundamentalnym problemem jest okupacja Palestyny, zarówno Zachodniego Brzegu jak i oblężenie Gazy i dopóki te kwestie nie zostaną rozwiązane, to problem przemocy będzie powracał. Corbyn zapewnił o przywiązaniu brytyjskiego ruchu antywojennego do sprawy palestyńskiej i mówił: „Nigdy nie porzucimy Palestyńczyków, nigdy nie odejdziemy od Palestyńczyków i ich sprawy”.
Wielu uczestników demonstracji wskazywało na nieuczciwe informowanie o sytuacji w Palestynie przez zachodnie media i polityków. W następstwie napięcia i policyjnej profanacji meczetu Al-Aqsa we wschodniej Jerozolimie doszło do walk ulicznych i licznych aktów przemocy. Skutek był do przewidzenia. Od wystrzeliwanych w stronę terytorium Izraela pocisków zginęło 12 osób, w tym dwójka dzieci. W tym samym czasie z rąk Izraelczyków śmierć poniosły 232 osoby, z czego blisko połowa to kobiety i dzieci. Palestyńczycy w Gazie nie mają schronów i możliwości ukrycia się przed izraelskimi bombami. Pomimo tego większość przywódców światowych uznaje palestyński ruch oporu za terrorystów a jednocześnie uznaje „prawo Izraela do samoobrony”. Konflikt między uzbrojonym po zęby Izraelem a uzbrojonym w domowej roboty prymitywną broń Palestyńczykami przedstawiana jest jako konflikt równego z równym a przywódcy światowi otwarcie stają po stronie Izraela, który od dekad lekceważy rezolucje ONZ nakazujące wycofanie się z terenów zajętych po 1967 roku i powstrzymanie się od prowadzenia nielegalnego osadnictwa na ziemiach Palestyńczyków.
Demonstracje solidarności odbyły się tego dnia także między innymi w Manchesterze, Birmingham, Bristolu, Cardiff i innych miastach.

Rok wyzwań i nowych możliwości

Łatwo jest ocenić sytuację i zrzucić winę na politykę poprzedniej administracji USA, która zepchnęła świat na krawędź przepaści w wyniku swojej politycznej gry. Konieczne jest powołanie się nowe reguły regulujące stosunki międzynarodowe, które będą gwarantowały bezpieczeństwo i stabilność międzynarodową.

Świat stoi przed wyzwaniami, którym nie będzie w stanie sprostać samotnie żaden kraj, a poradzić może sobie tylko spójna społeczność międzynarodowa, to sposób na przywrócenie naszego stylu życia i naszego człowieczeństwa, któremu zagroziła polityka „twórczego chaosu” . Nie chodzi tylko o doświadczenia Bliskiego Wschodu, ale doświadczenia całego świata, człowieczeństwo jest ostatnim ratunkiem dla świata.
Czego chcemy wczoraj, dziś i jutro?
Po latach konfliktu zbrojnego Palestyńczycy weszli na ścieżkę pokojowych negocjacji w poszukiwaniu rozwiązania konfliktu w oparciu o wzajemne uznanie i rozwiązanie dwupaństwowe na granicach z 4 czerwca 1967 r., z Jerozolimą jako stolicą palestyńskiego państwa i zapewnianie Palestyńskim uchodźcom prawa do powrotu do ojczyzny.
Ciągłe zwlekanie przez Izrael, negocjacje nie przynoszące rezultatów mające na celu przedłużenia obecnej sytuacji, to wszystko wymagało jasnego i jednoznacznego stanowiska Palestyny. Stanowisko to nie mogło być inne niż odrzucenie polityki Izraela i amerykańskiego dyktanda, które na różne sposoby próbowało narzucić rozwiązanie – tzw. plan stulecia, który nie oferował Palestyńczykom żadnych akceptowalnych rozwiązań i był receptą do utrwalania konfliktu.
„Iluzja Abrahama”: stawiać wóz przed koniem.
Podczas warsztatów w Manamie w 2019 r. zdemaskowano fałszywe obietnice Trumpa, o których niektórzy błędnie myśleli, że mogą stanowić bazę do przyszłych rozwiązań. Administracja amerykańska chciała narzucić swój plan nazywany „Porozumieniem Abrahama”, który omijał warunki sprawiedliwego pokoju wyznaczone przez kraje arabskie.
Uznajemy, że administracja amerykańska częściowo odniosła sukces w rozmowach z niektórymi krajami arabskimi, jednak większość, a zwłaszcza kraje pierścieniowe, które są zasadniczo powiązane z porozumieniami pokojowymi z Izraelem, odrzuciłe te porozumienia, podkreślając arabskie stanowisko dotyczące rozwiązania konfliktu zgodnie z Arabską Inicjatywą Pokojową z 2002r. Jest to inicjatywa wzywająca do całkowitego wycofania się Izraela z okupowanych ziem arabskich, w tym z syryjskich Wzgórz Golan i dotychczas okupowanych terytoriów libańskich, uznania Państwa Palestyny ​​na granicach z 4 czerwca 1967 r. z Jerozolimą jako stolicą, oraz rozwiązania kwestii uchodźców palestyńskich, a później normalizacje stosunków, co zostało potwierdzone na Radzie Ministrów Spraw Zagranicznych Krajów Arabskich w lutym 2021 roku.
Normalizacja, która nie przyniosła korzyści, nie osiągnęła przełomu w procesie pokojowym, raczej pogłębiła niestabilność przez oddalenie się od arabskiego konsensusu, co ma swoje reperkusje na poziomie wewnętrznym i arabskim, zwłaszcza że kraje te nie są na pierwszej linii frontu z „Izraelem”, a ich porozumienia nie stanowiły dźwigni dla pokoju. W rezultacie postawiły wóz przed koniem i wzmogły zagrożenie w regionie na korzyść izraelskiej okupacji.
Zwrócenie się do Międzynarodowego Trybunału Karnego
Zwrócenie się do Międzynarodowego Trybunału Karnego było wyraźną deklaracją strony palestyńskiej, która odrzuciła narrację przemocy. Palestyna chce pokojowego rozwiązania konfliktu zgodnie z traktatami międzynarodowymi i decyzjami społeczności międzynarodowej, a także realizacji prawa do ochrony narodu palestyńskiego przed zbrodniami okupacji izraelskiej. To stanowisko wybrzmiewało jeszcze mocniej w obliczu rażącej stronniczości administracji USA za prezydentury Donalda Trumpa.
Sprawiedliwość i sprawczość są niezbędne do osiągniecia pokoju, należy zakończyć okres, w którym Izrael stoi ponad prawem i nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
W marcu 2021 roku MTK w Hadze ogłosił wszczęcie śledztwa w sprawie zbrodni wojennych popełnionych przez Izrael na okupowanych terytoriach palestyńskich z 4 czerwca 1967 roku.
Po wysłuchaniu wszystkich zainteresowanych stron, w tym Izraela, który „odmówił wyrażenia swojej opinii”, wydano wstępny wyrok dotyczący prawa Palestyny do wykonywania jej uprawnień wynikających ze Statutu Rzymskiego. Fakt, że zbrodnie Izraela trwają, są systematyczne i powszechne, sprawia, że śledztwo jest pilne i konieczne, jest też zgodnie z mandatem Międzynarodowego Trybunału Karnego do zwalczania bezkarności i powstrzymania sprawców tych zbrodni.
Nowa administracja prezydenta Joe Bidena i Bliski Wschód
Obecny prezydent USA Joe Biden był wiceprezydentem USA, co oznacza, że doskonale zna problemy regionu, a za jego kadencji administracja prezydenta Obamy nie dokonała znaczącego przełomu w procesie politycznym, ale też nie zapowiedział wojny tak jak to miało miejsce w czasie administracji Trumpa.
Negatywne reperkusje polityki jego poprzednika, które zaszkodziły roli USA w regionie, nadal wymagają rozwiązania. Sekretarz Stanu Blinken odbył spotkania z grupami amerykańsko-arabskimi, podczas których przekazywał ostrożne przesłania dotyczące trzymania się koncepcji współpracy międzynarodowej w rozwiązywaniu konfliktu palestyńsko-izraelskiego, a także reaktywował Departament ds. Palestyny ​​w amerykańskim Departamencie Stanu i mianował amerykańskiego dyplomatę libańskiego pochodzenia, Hadiego Amra, który prowadził już rozmowy z premierem Palestyny.
Niemniej jednak jest pewne, że obecna administracja prezydenta Bidena w USA różni się od poprzedniej, lecz jest za wcześnie, aby ją oceniać.
Nie ma czasu do stracenia
Rozumiemy, że problemy regionu nie kończą się na konflikcie izraelsko-arabskim, mimo, że ten konflikt jest ogniskiem wszystkich innych w regionie. Śledząc dotychczasowe komunikaty administracji prezydenta Joe Bidena wynika, że priorytetem dla nowej administracji amerykańskiej w regionie Bliskiego Wschodu jest irański program nuklearny, rola Iranu w regionie, bezpieczeństwo Izraela i utrwalenie pokoju, zakończeniu wojen w Jemenie i Libii oraz przestrzeganie Praw Człowieka w regionie.
Poza deklaracjami nie widzimy by administracja ameryńska kładła nacisk na kwestie Bliskiego Wschodu, Pomimo działań innych graczy w regionie, takich jak Rosja, Chiny czy Unia Europejska społeczność międzynarodowa czeka na ruch supermocarstwa. Administracja amerykańska mimo chęci nie zdoła zniwelować wpływu i roli tych graczy w regionie.
Unia Europejska jako mediator
Unia Europejska jest ważnym graczem i może odegrać skuteczną rolę na Bliskim Wschodzie i przyczynić się do znalezienia rozwiązania opartego na legitymacji międzynarodowej, spełniającego aspiracje obu stron.
Niektórzy politycy i analitycy uważają, że Unia Europejska mogła przyczynić się do powstania niezależnego państwa palestyńskiego i miała wiele możliwości w ciągu ostatnich piętnastu lat, ale robiła wszystko, by chronić umów z Oslo..?
Oznacza to, że uznanie Państwa Palestyny przez Unię Europejską i kraje Unii jest ważnym krokiem na drodze do dwupaństwowego rozwiązania na granicach z 4 czerwca 1967 r., bo to jest istota decyzji międzynarodowych i umów bilateralnych. Akceptowanie przez UE uników Izraela i uchylania się przez niego od zobowiązań wobec procesu pokojowego jest absolutne ryzykowne i nie przyczyni się do osiągnięcia politycznego rozwiązania, a okupantowi daje możliwość narzucenia narracji i może zostać ona przyjęta jako fakt przez administrację USA. Fakty, które są fałszywe i sprzeczne z rezolucjami międzynarodowymi.
Palestyna, Izrael… Wyjście z tunelu
W świetle wielkich wyzwań stojących przed regionem, Palestyńczycy odbyli wiele rund rozmów. Prezydent Mahmoud Abbas wydał 15 stycznia 2021 roku dekret prezydencki określający terminy wyborów parlamentarnych i prezydenckich .
Wierzymy w konieczność zapewnienia przez społeczność międzynarodową warunków zapewniających powodzenie tego demokratycznego procesu, umożliwiając Palestyńczykom z Jerozolimy kandydowania i głosowania w wyborach, a także uznanie wyników tych wyborów przez społeczność międzynarodową.
W przeciwieństwie do palestyńskiego przypadku, wybory w Izraelu są jedną z metod uchylania się od zobowiązań wobec procesu pokojowego i tak się dzieje od 14. wyborów do Knesetu w maju 1996 r. .
23 marca 2021 r. o 120 mandatów w Knesecie rywalizować będą kandydaci z 39 list partyjnych. a żadna z tych konkurujących partii nie stawia pokoju na liście swoich priorytetów, wręcz przeciwnie, podejście do kwestii negocjacji jest tematem tabu.
Wybory w Palestynie i Izraelu są w tym szczególnym czasie konieczne, trudne i będą decydujące, stanowią wyjście z tunelu, jednak ważniejsze jest, aby Palestyna i Izrael były gotowe podjąć się trudu prawdziwego procesu pokojowego i zrobiły krok naprzód dla obu narodów. Żadna ze stron nie może zaprzeczać istnienia drugiej strony, a w interesie Izraelczyków jest poważne zaangażowanie się w zawarcie pokoju, zaprzestanie polityki unikania, fałszowania, szantażu i demonizowania drugiej strony.
Pokój – uchwycić moment
Powołanie się na międzynarodową legitymację było odpowiedzialną i odważną decyzją Palestyny, której celem było ratowanie sytuacji i oszczędzenie ludności regionu wielu lat wojny. Potwierdził to po raz kolejny prezydent Palestyny Mahmoud Abbas podczas 75. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które odbyło się 25 września 2020 r., w wystąpieniu Abbas wezwał Sekretarza Generalnego, Międzynarodowy Kwartet i Radę Bezpieczeństwa do zorganizowania międzynarodowej konferencji na początku przyszłego roku, której celem jest zaangażowanie się w rzeczywisty proces pokojowy na podstawie prawa międzynarodowego, międzynarodowej legitymacji prowadzący do zakończenia okupacji i odzyskania przez Naród Palestyński wolności i niezależności w suwerennym państwie z Jerozolimą jako jego stolicą na granicach z 1967 r. i rozwiązania wszystkich problemów, w tym zgodnie z rezolucją 194 ONZ kwestię najważniejszą – sprawę uchodźców.
To jest prawo i sprawiedliwość, a odkładanie jej nie zapewni stabilności w regionie.

Przy wsparciu administracji Trumpa…

… tempo izraelskich ataków na ludność palestyńską w 2020 roku znacznie wzrosło.

Z jednej strony Palestyna, a z drugiej izraelska okupacja, która dokonuje najbardziej ohydnych zbrodni, a system międzynarodowy i jego decyzje są nieskuteczne. Jaka więc jest wartość tych decyzji bez wykonania? Z roku na rok wzrasta liczba izraelskich zbrodni, a zdolność ONZ do egzekwowania swoich postanowień maleje.
Po krótkiej analizie możemy stwierdzić, że jedynym podmiotem na świecie, który rażąco odmawia wykonania decyzji społeczności międzynarodowej jest „Izrael”. Jak długo ten podmiot pozostanie ponad prawem międzynarodowym?
Rok 2020 był pełen izraelskich naruszeń, które dotknęły palestyńskich obywateli i ich maiątku, instytucii, a także terytoriów, co stanowiło rażące naruszenie międzynarodowych statutów i decyzji iako całości. Zareiestrowano 43 poległych, 1650 rannych i 4600 porwanych.
Męczennicy: 25 z Zachodniego Brzegu , 6 z Jerozolimy i 12 ze Strefy Gazy, a wśród nich wszystkich było 9 dzieci i 3 kobiety.
Zatrzymanie ciał: Władze okupacyjne nadal przetrzymują ciała 69 męczenników rażąco naruszając międzynarodowe prawo humanitarne.
Ranni i porwani: Izraelskie władze okupacyjne zraniły około 1650 Palestyńczyków na wszystkich terytoriach palestyńskich oraz aresztowały 4634 obywateli palestyńskich, w tym około 543 nieletnich i 128 kobiet na Zachodnim Brzegu, w Jerozolimie i na granicach Strefy Gazy.
Jeńcy i uprowadzeni: 4 jeńców zginęło w okupacyjnych więzieniach w wyniku umyślnych zaniedbań medycznych. Władze okupacyjne stosują surową politykę karną wobec jeńców palestyńskich. Do końca ubiegłego roku ich liczba wynosiła około 4400 jeńców, w tym 170 dzieci i 40 kobiet.
Co wiecei, władze okupacyine nie stosowały sie do reżimu sanitarnego związanego z pandemią Covid-19.
Osadnictwo kolonialne: Rok 2020 był pełen projektów kolonialnych zapowiedzianych przez państwo okupacyjne, w tym budowy tysięcy jednostek osadniczych na Zachodnim Brzegu i okupowanej Jerozolimie. A wszystko to w świetle nieograniczonego wsparcia administracji Trumpa dla działań okupacji w terenie.
Liczba kolonialnych jednostek osadniczych, które zostały ostatecznie zatwierdzone przez władze okupacyjne na Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie, w 2020 roku osiągnęła około 6500 jednostek budowlanych. Zdeponowano plany budowy 12 tys. jednostek kolonialnych.
Władze okupacyjne w Jerozolimie zatwierdziły plan budowy 9000 jednostek kolonialnych, a samorząd okupacyjny w Jerozolimie zatwierdził plan budowy 8300 jednostek kolonialnych.
W międzyczasie władze okupacyjne planują budowę 1257 osadniczych bloków budowlanych oraz 1000 jednostek osadniczych na obszarze tak zwanym El , czyli obszarze oddzielającym południową część Zachodniego Brzegu od jego centrum i północnej części. Obszar ten to ziemie Anata, Al-Tur, Al-Eizariya i Abu Dis. Budowę aż 3500 jednostek osadniczych zlecił na tym obszarze Benjamin Netanyahu.
Władze okupacyjne zatwierdziły także plan utworzenia nowej kolonialnej dzielnicy osadniczej, która obejmuje budowę 450 kolonialnych jednostek budowlanych w pobliżu zachodniego wejścia do miasta Sur Baher, na południe od Jerozolimy.
W ramach uchwalania ustaw i aktów prawnych izraelski Kneset we wstępnym czytaniu zatwierdził projekt ustawy o osiedlaniu placówek kolonialnych zbudowanych na ziemiach palestyńskich na Zachodnim Brzegu zgodnie z izraelskim prawem okupacyjnym.
Burzenie domów i obiektów: W tym samym czasie okupacyjne buldożery zburzyły 976 budowli i obiektów palestyńskich, w tym 353 domów oraz 622 obiektów rolniczych, zwierzęcych, handlowych i usługowych, co oznacza wzrost 0 30 proc. od listopada 2019 roku i według statystyki jest dotychczas najwyższą liczbą , ponieważ wyburzono aż 0 201 domów i obiektów więcej.
W Jerozolimie odnotowano 30 proc. wszystkich wyburzeń, z których 296 to domy i zakłady, z czego 180 z nich to domy i zakłady w sąsiedztwie okupowanej Jerozolimy. Proces wyburzeń rozprzestrzenił się dalej w miejscowościach Silwan, Jabel Mukaber, Sur Baher, Shuafat, Isawiya, Bajt Safafa, Umm Tuba, Al-Tur, Wadi Al-Jouz i Sheikh Jarrah, z tego 89 to operacje samozniszczenia, w ramach których ich właściciele wyburzali własnymi rękami swoje domy i obiekty, aby uniknąć płacenia wysokich grzywien. Stanowi to kolejny wzrost 0 46 proc. w ciągu 2019 roku. Wyburzenia koncentrowały się w Hebronie i Tubas oraz dolinie północnego Jordanu, Jerycho, Betlejem, Ramallah i Al-Bireh.
W minionym roku władze okupacyjne wydały 1012 rozkazów rozbiórki, wstrzymania budowy i ewakuacji, w tym domów, obiektów handlowych, rolniczych, zwierzęcych, usługowych, turystycznych i infrastrukturalnych. Stanowi to wzrost 0 45 proc. w stosunku do 2019 roku. 22 proc. wszystkich zgłoszeń odnotowano w Hebronie, 18 proc. w Jerozolimie, 14 proc. w Betlejem i 12 proc. w Ramallah i Al-Bireh. Khirbet Homs al-Fawqa została całkowicie wyburzona z powierzchni ziemi.
To oznacza iedno – rząd Izraela w dalszym ciągu prowadzi politykę czystek etnicznych Palestyńczyków.
Judaizacia Jerozolimy: Rok 2020 był trudny dla okupowanej Jerozolimy ze względu na wielkość i rodzaj zatwierdzonych projektów judaizacji w ramach projektu zmiany starożytnych zabytków islamu i chrześcijaństwa koncentrujących się na zmianie demograficzno-historycznego charakteru miasta oraz ingerowaniu w jego zabytki, w tym wieżę zamkową Bab al-Khalil, jeden z najważniejszych punktów orientacyjnych starego miasta okupowanej Jerozolimy.
Tak zwany izraelski „Urząd ds. Zabytków” przeznaczył 40 milionów szekli na przeprowadzenie masowej „przełomowej zmiany” w ramach szerszego planu fałszowania historii w Jerozolimie, realizowanego przez Fundację „Clore Israel” przy wsparciu władz okupacyjnych i rządu izraelskiego. Najważniejszy z tych szkodliwe projektów to budowa najwyższej wieży osadniczej składającej się z 30 pięter w rejonie French Hill na powierzchni 2500 metrów kwadratowych należących do ziemi palestyńskiej, która w 1967 roku została zajęta przez władze okupacyjne w mieście Issawiya, na północny wschód od miasta.
Zgodnie z planem władze okupacyjne zatwierdziły plan okupacyjny w rejonie Wadi al-Jouz w Jerozolimie i w związku z tym ponad 200 zakładów przemysłowych należących do Palestyńczyków zostanie zburzonych na rzecz budowy około 900 pokoi hotelowych.
W tym samym procesie judaizacji miasta Silwan, Sąd Okupacyjny w Jerozolimie wydał decyzję o ewakuacji budynku rodziny Dweik ze swojej posiadłości w dzielnicy Batn Al-Hawa w mieście Silwan, kolejną decyzję o ewakuacji budynku rodziny Nasser Al-Rajabi oraz o eksmisji trzypiętrowego budynku należącego do rodzin Shweiki i Al-Odeh w dzielnicy Batn. Roszcząc prawo do własności stowarzyszenia osadników „Ateret Cohenim”, upoważnił także rodziny Jawad Abu Nab i Salem Ghaith al-Maqdisiyyin do wykonania decyzji o eksmisji ich posiadłości na rzecz osadników w celu kontrolowania obszaru o powierzchni 5 dunam i (200 metrów kwadratowych).
Zbezczeszczenie przez osadników meczetu Al-Aksa przy wsparciu, ochronie i nadzorze armii izraelskiej: Izraelscy okupanci próbowali 27 624 razy szturmować miejsca kultu religijnego, którym towarzyszyły decyzje władz okupacyjnych o deportacji 315 obywateli palestyńskich z meczetu Al-Aksa i Starego Miasta pod pretekstem stawiania oporu!
Władze okupacyjne aresztowały także gubernatora Jerozolimy Adnana Ghaitha i ograniczyły jego ruch i komunikację w celu zapobieżenia oficjalnej działalności Palestyńczyków w Jerozolimie. Okupacyjne buldożery rozpoczęły burzenie murów historycznego cmentarza Jusufiya, aby wytyczyć ścieżkę tak zwanego „ogrodu biblijnego”.
Zaiecie i zrównanie ziem: W ubiegłym roku władze okupacyjne zajęły około 8 830 dunam ziem obywateli palestyńskich oraz 1 1 200 dunam na rzecz trzech rezerwatów przyrody w Dolinie Jordanu.
Pod pretekstem bezpieczeństwa wojsko okupacyjne wydało również nakaz konfiskaty i zajęcia 17 miejsc w sercu miasta Hebron, obejmujących około 3807 dunam. W rejonie góry Fureidis na wschód od Betlejem zajęto i otoczono drutem kolczastym 700 dunam ziemi obsadzonych drzewami oliwnymi. Izraelski okupant zarejestrował 525 dunam ziemi miasta Nahalin na rzecz Žydowskiego Funduszu Narodowego w celu budowy kolonialnej osady „Gush Etzion”, po tym, jak sądy okupacyjne przez długie lata odrzucały dokumenty przedstawiane przez Palestyńczyków. 327 dunam ziemi wioski Keysan na wschodzie od Betlejem zostało przejęte przez wojsko do celów militarnych.
W tym samym kontekście były minister izraelskiej armii okupacyjnej Naftali Bennett wydał decyzję o konfiskacie około 1100 dunam ziemi gubernatorstwa betlejemskiego położonych na obrzeżach osady „Efrat” w kompleksie osadniczym „Gush Etzion”, podczas gdy władze okupacyjne na rzecz izraelskiego Urzędu ds. Zabytków zajęły dwa starożytne zamki „Deir Samaan” i „Deir Qala” położone na północny zachód od miasta Kafr Ad-Dik i na wschód od Deir Ballut w gubernatorstwie Salfit, którego początki sięgają IV w. n.e. Ważność konfiskaty ziemi za murem na północ od Habla została również przedłużona ze względów zarówno bezpieczeństwa jak i wojskowych.
Władze okupacyjne nakazały zajęcie około 1400 dunam na Zachodnim Brzegu, w tym wiosek Burin, Madama i Asirah al-Qibliya na południe od Nablusu, a także miast al-Jaba, Shofa, Yasuf, Rafał i al-Ma’arajat, na północny-zachód od Jerycha. Pojazdy okupacyjne zrównały z ziemią ponad 1500 pól uprawnych na Zachodnim Brzegu i Jerozolimie wyrywając tysiące drzew oliwnych i migdałowych.
Napady gangów osadniczych pod ochroną armii okupacyjnej: W ciągu ostatniego roku gangi kolonialne przeprowadziły 1090 ataki na Palestyńczyków i ich mienie, co stanowi wzrost 0 9 proc. w stosunku do roku 2019, z czego 49 proc. miało miejsce w gubernatorstwach Nablus i Hebron. Ucierpiało 185 obywateli.
Ataki obejmowały: wyrywanie, niszczenie i spalenie w sumie 8925 drzew oliwnych i migdałowych, 21 potrąceń, 8 porwań, budowę 18 nowych placówek osadniczych, 26 strzelanin i 47 przypadków niszczenia ziem. Odnotowano również 445 przypadki kradzieży bydła oraz 350 spalonych, zniszczonych i uszkodzonych samochodów i pojazdów. Ataki skoncentrowały się na gubernatorstwach Nablus, Hebron, Ramallah, Al-Bireh, Jerozolima i Betlejem, Salfit, Tubas, Dolina Północnej Jordanii i Jenin.
Ataki na Strefę Gazy: Siły okupacyjne przeprowadziły 1954 ataki na Strefę Gazy. Ataki były zróżnicowane, ponieważ na wschodnim pasie granicznym przeprowadzono 331 nalotów, 1007 ataków strzeleckich, 107 bombardowań artyleryjskich, 78 wtargnięć na ziemię oraz 339 ataków na łodzie rybackie.

Palestyna przed aneksją

Podczas gdy premier Netanjahu ciągle negocjuje z Amerykanami, jak daleko mógłby się posunąć z przyłączeniem do Izraela palestyńskich terytoriów okupowanych, nielegalne osiedla kolonizatorów przeżywają boom na rynku nieruchomości. Zapowiedź zaboru kolejnej części Palestyny, wywołała gorączkę u handlowców: inwestycje w żydowskie mieszkania mogą, według nich, przynieść nawet kilkadziesiąt procent.

Premier Netanjahu jest przekonany, że aneksji należy dokonać teraz albo nigdy, w „otwartym oknie okazji politycznej”, tj. do amerykańskich wyborów w listopadzie, po których może rządzić Biden, nie Trump, co przeciągnie sprawę. Amerykanie, którzy zatwierdzili jego plan zaboru, zaczęli się wahać, w związku z wyborami prezydenckimi. Waszyngton chciałby, by Netanjahu nie robił wielkiego światowego hałasu przed głosowaniem, żeby rozłożył swe projekty w czasie i zabierał ziemię mniejszymi kawałkami, dyskretniej.
Ale w żydowskich koloniach na Zachodnim Brzegu Jordanu ludzie się cieszą, są na ogół pewni, że aneksja jest tylko kwestią czasu. Puste jeszcze mieszkania w nielegalnych osiedlach znalazły już nabywców, czekają ambitne projekty budowlane. Agencje tłumaczą, że ludzie kupują mieszkania, „bo to będzie normalny kraj”, a ceny już ruszyły w górę. Zazwyczaj żydowskie mieszkanie, czy dom, na terytoriach okupowanych jest dwa razy tańszy niż w Izraelu. To zachęta do kolonizacji, oprócz motywów religijnych, czy politycznych.
Plan aneksji miał być realizowany od 1 lipca, ale posypały się potępienia nawet ze strony sojuszników państwa żydowskiego. Przewiduje on przejęcie przez Izrael nielegalnych kolonii żydowskich na terytoriach palestyńskich oraz zabór całej doliny Jordanu. Gdyby jego realizacja miała być etapowa, na razie anektowano by tylko kilka większych kolonii wokół Jerozolimy. Palestyńczycy będą musieli ścieśnić się jeszcze trochę.

Izrael, by zawrzeć pokój, potrzebuje odważnego przywództwa

Od ustanowienia Izraela w 1948 r. do dnia dzisiejszego przywódcy Izraela pokazali, że nie są w stanie i nie chcą zawrzeć pokoju z Narodem Palestyńskim, unikając jakichkolwiek umów międzynarodowych, nie przestrzegając międzynarodowych decyzji ustanawiających ugodę lub uruchamiając zaciekłe wojny przeciwko Narodowi Palestyńskiemu.

Gdy w 1993 r. istniała możliwość osiągnięcia porozumienia między oboma narodami, pod patronem wielu państw, podczas Porozumień z Oslo przywódcy Izraela robili wszystko by „opróżnić” porozumienia z treści zamiast przekształcić je w pokojowe porozumienie, które ustanowiłoby państwo palestyńskie ok. 20% historycznej Palestyny. Jednakże przywódcom izraelskim, zwłaszcza przywódcom prawicowym, udało się ominąć to porozumienie, zasiedlając kolonialnych osadników na okupowanych terytoriach i przemieszczając osadników i wojsko ze Strefy Gazy na Zachodni Brzeg bez porozumienia z Autonomią Palestyńską. Po Porozumieniach z Oslo nastąpiły tylko symboliczne ustępstwa, które prowadziłyby do ostatecznego rozwiązania.
Palestyńczycy zgodzili się na podpisanie Porozumień z Oslo w celu ustanowienia ich „pokrojonego i warunkowego” państwa, ale izraelskie przywództwo Partii Pracy i Likudu nie starały się doprowadzić swoim zachowaniem do historycznego pokoju z Narodem Palestyńskim.
Icchak Rabin został zabity w 1995 r. uprzednio oczerniany z różnych stron politycznych w Izraelu o zawstydzanie syjonistycznych i biblijnych wizji rabinicznych. Był to precedens niespotykany w historii współczesnego Izraela, w którym militarny syjonistyczny symbol został zamordowany z powodu podpisania porozumienia pokojowego z Jaserem Arafatem, przywódcą Narodu Palestyńskiego. Wraz ze śmiercią Rabina prawicowe ekstremistyczne nurty wraz z nurtami religijnymi zaczęły promować kulturę rasizmu, nienawiści i zniszczenia pokoju. Od śmierci Rabina „Izrael” był kierowany przez tego rodzaju przywódców. Kraj stał się bardziej brutalny, ekstremistyczny, rasistowski i oddalony od pokoju. Od 1995 roku do dziś „Izrael” atakuje ludność palestyńską wszędzie, gdzie się znajduje, atakuje także naszych arabskich sąsiadów w Libanie, Syrii, Sudanie i innych miejscach, czego nie można uzasadnić lękiem i fobią zagrożenia.
„Izrael” jest jednym z najsilniejszych militarnie państw na świecie, a prowadzona przez niego agresywna polityka jest wyrazem niezdolności do zawarcia pokoju w wyniku wcześniejszej wizji, w której użycie siły jest najlepszym sposobem zniewolenia i kontroli. Wszyscy wiemy, że ta koncepcja jest błędna ze wszystkich względów – historycznych, humanitarnych czy religijnych. Niestety, „Izrael” nie jest w stanie zaoferować sprawiedliwego porozumienia z palestyńskimi sąsiadami.
Izraelskie przywództwo przeszło głębokie przemiany na poziomie jednostek i politycznych wizji i planów na przyszłość. „Izrael” jest świadkiem spadku poziomu przywództwa, charyzmy i odwagi w podejmowaniu odważnych, kluczowych decyzji, które przyniosą pokój i przekształciłby „Izrael” w państwo, które wiedzie normalne życie, nie opierając się na wojnach i eksportowaniu kryzysów oraz nie rządzi innymi narodami siłą. Świat nie jest przyzwyczajony do takich obrazów – wręcz jest to nieakceptowalne.
To przywództwo, które szybko zniszczyło Porozumienia z Oslo i ich cele poprzez zniszczenie rozwiązania dwupaństwowego, teraz z całą mocą dąży do wdrożenia tak zwanego planu „pokoju dla dobrobytu” lub tak zwanej „plan stulecia” opracowanej przez „Izrael” i obecną administrację amerykańską. To nasuwa pytanie czy „Izrael” pragnie zawrzeć pokój ze Stanami czy z Palestyną? Plan zawiera wyłącznie nakazy dla Palestyny, a nie ma nic, co dałoby nadzieję na lepszą przyszłość. Strony izraelska i amerykańska usunęły ważne punkty ze stołu negocjacyjnego takie jak: Jerozolima, uchodźcy, granice, punkty graniczne. Najważniejszą rzeczą w tym planie jest to, że jest on zgodny z syjonistycznym i ekstremistycznym poglądem, który widzi w ustanowieniu prawdziwego państwa palestyńskiego zagrożenie egzystencjalne (dla Izraela), a ten plan daje (Izraelowi) prawo do ziemi i prawo do monopolizacji bezpieczeństwa oraz konfiskaty wszystkich podstawowych praw Narodu Palestyńskiego. Mimo że ten plan jest prawdziwą receptą na przedłużenie konfliktu i silną przyczyną kontynuacji przemocy i niestabilności, skrajnie prawicowe i religijne ekstremistyczne przywództwo izraelskie, religijnie i narodowe, wierzy, że może je wdrożyć za pomocą siły okupacji lub wybrać z umowy to, co chce i wykluczyć to, czego nie chce metodą siły.
Moim zdaniem (Izrael) tym stanowiskiem zaoferował Palestyńczykom, światu arabskiemu i społeczności międzynarodowej najgorsze, co można zaoferować. Zabił wszelkie możliwości procesu politycznego, anulował międzynarodowe i dwustronne umowy i traktaty, naruszył i nadal narusza prawo międzynarodowe oraz konfiskuje podstawowe prawa narodu, który walczył o wolność od ponad stu lat.
Palestyńczycy przez ćwierć wieku cierpliwie obserwowali pogwałcenie przez (Izrael) Porozumień z Oslo, ale wciąż z nadzieją, że w końcu zapanuje pokój i ustanowią własne państwa. Stara-nowa „plan stulecia” nic nie oferuje Palestyńczykom, a raczej obiecuje im grupę gett , które nie różnią się bardzo od gett z II wojny światowej i są czymś gorszym niż rasistowski reżim, który obowiązywał w RPA.
Palestyńskie przywództwo, pod kierownictwem prezydenta Mahmouda Abbasa, i cały Naród Palestyński odrzucił tak krzywdzącą umowę i będzie walczyć z tymi planami wszystkimi możliwymi sposobami.
Przywódcy „Izraela”, którym się zmniejsza poziom odwagi i mądrej wizji w celu zapewnienia lepszej przyszłości dla „Izraela”, postrzegają „plan stulecia” (lub jak ją też nazwano „okazję do umocnienia pokoju” , podczas gdy większość krajów na świecie postrzega ją jako naruszenie prawa międzynarodowego i czyn jednostronny). Uważamy, że Europa jest zdolna do odegrania aktywnej roli i przejęcia inicjatywy. Polska, jako kraj, który zawsze wspiera rozwiązanie dwupaństwowe i odmawia użycia siły, w połączeniu ze swoją pozycją w Europie i na świecie, może odgrywać bardzo ważną rolę w respektowaniu umów i rezolucji międzynarodowych i promowaniu kultury współpracy i dzielenia się. Żyjemy w świecie, w którym żaden kraj nie może żyć w separacji czy według swojej logiki i ekspansjonistycznego pragnienia.
W Palestynie wierzymy, że osiągnięcie porozumienia ugodowego jest możliwe. Pokój, który gwarantowałby nasze prawa podstawowe, polityczne i kulturalne na palestyńskiej ziemi, poprzez prawdziwe negocjacje pod nadzorem „kwartetu” i innych krajów, które przyjmują międzynarodowe decyzje związane z konfliktem na podstawie rezolucji. Wierzę, że Polska, ze względu na swoje położenie, dziedzictwo i doświadczenie, jest ważnym członkiem społeczności międzynarodowej i może przyczynić się do wspierania i zachęcania do tego procesu, co z pewnością nie będzie łatwe. Polska może również zachęcać do wspierania osób z umiarkowanymi poglądami, którzy obecnie są tylko cieniem w społeczeństwie izraelskim przyćmieni przez liderów, którzy są mniej odważni i pragną osobistego sukcesu.

Burza Netanjahu, bezsilność świata

Przed tą burzą panuje w naszych mediach cisza. Nie będziemy przecież wyrzucać Amerykanom ich polityki wobec ich podopiecznego – Izraela, skoro sami bardzo chcemy być ich podopiecznym. Polska i Izrael to jedyne państwa na świecie, które są gotowe na kult jednostki prezydenta Trumpa: my marzymy o „Forcie Trumpa”, a na syryjskich ziemiach okupowanych przez Izrael jest już „Wzgórze Trumpa” – nowa, nielegalna żydowska kolonia. Skoro Trump pobłogosławił plan Netanjahu aneksji kolejnych ziem okupowanych, tym razem palestyńskich, to chętnie skorzystamy z okazji, by siedzieć cicho.

Z deklaracji POPiSu wynika, że chcielibyśmy, by USA traktowały nas jak Izrael, jak najbliższego, ukochanego sojusznika, którego będą bezwarunkowo bronić i nawet dawać mu pieniądze. Cóż, w tym ostatnim punkcie, nawet najwięksi fani Ameryki nie mają złudzeń, to my musimy słono płacić, a USA nas za to obronią, pod warunkiem, że nas Rosja nie zaatakuje, na co się zresztą nie zanosi. Co do pieniędzy, są na świecie jeszcze tylko dwa kraje, oprócz Izraela, którym Amerykanie dają pieniądze ot tak: to Jordania i Egipt, sąsiedzi państwa żydowskiego. USA zasilają ich budżety, by w zamian zgadzały się z Izraelem.
Za kilka dni, od 1 lipca premier Netanjahu ma zacząć operację aneksji mniej więcej jednej trzeciej okupowanego, palestyńskiego Zachodniego Brzegu Jordanu – nielegalnych kolonii żydowskich powstałych dzięki zdobyczom armii i całej doliny Jordanu. Olbrzymia większość Izraelczyków-żydów popiera ten projekt, choć gwałci on jawnie podstawowe rozstrzygnięcia prawa międzynarodowego. Konkretnie znaczy to, że Izrael „znacjonalizuje” ziemie należące do Palestyńczyków, a odbierając im ziemię nie przyzna im obywatelstwa, co z jednej strony poszerzy obszar izraelskiego apartheidu, a z drugiej pozwoli w każdej chwili ich wyrzucić jako „obcokrajowców” do gett palestyńskich albo za granicę, np. do Jordanii (bo na nowych ziemiach izraelskich żydowska kolonizacja będzie jeszcze w mniejszości).
Są to plany tak bezczelne, że w ONZ tylko dwa kraje je popierają (na 200): USA i Izrael. Sąsiedzi Izraela niewiele mogą: Liban jest wstrząsany potężnymi niepokojami społecznymi, Syria ma kilku okupantów na głowie, Egipt jest przeciw tylko werbalnie, ale nie zrezygnuje z amerykańskich pieniędzy i uwagę ma zwróconą teraz na Libię, a Jordania jest bezsilna: może najwyżej (tracąc dolary) odstąpić od traktatu z Izraelem, który ma zamiar go złamać właśnie od 1 lipca. A Europa? Europejczycy tak się przyzwyczaili, że Izrael może bezkarnie łamać dowolne prawa, czy układy, że ich reakcja przypomina egipską: Unia „potępia” zachowanie Izraelczyków, ale to wszystko.
Siedem państw europejskich (jak zwykle bez nas: Niemcy, Estonia, Belgia, Francja, Norwegia, Irlandia i Wielka Brytania) wydało wspólną deklarację, że nie uznają nielegalnej aneksji, która „zniszczy ideę pokoju w przyszłości”, ale, podobnie jak Unia, milczy na temat ewentualnych sankcji, bo ich nie przewiduje. O międzynarodowe sankcje mają ubiegać się sami Palestyńczycy, przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Może wywołać to tylko zawstydzony uśmiech, bo niezależnie od wyroku nic się nie stanie, wszyscy to wiedzą.
Burza nadciąga więc w ciszy. Dziś w Strefie Gazy rządzący tam Hamas ogłosił, że aneksja będzie oznaczać „deklarację wojny”, ale co mogą zrobić mieszkańcy małego, zamkniętego terytorium? Wysłać trochę „rakiet” napędzanych nawozami sztucznymi, które w nic nie trafiają i czekać na bombardowania? Rzucać się na graniczne ogrodzenie z drutu kolczastego, by ginąć setkami od kul, co już tyle razy przerabiano? Na Zachodnim Brzegu Autonomia Palestyńska, te kilka enklaw na terytorium okupowanym, gdzie mieszkańcy mogli rządzić się sami, rozpada się na naszych oczach, wraz z układami z Oslo, w oczekiwaniu nowej okupacji i nowego rozlewu krwi.

Palestyna zerwała porozumienie z Izraelem i USA

Prezydent Palestyny Mahmoud Abbas spotkał się w Ramallah z pozostałymi politykami palestyńskimi, by wyrazić jednolite stanowisko władz palestyńskich wobec jednoznacznej deklaracji nowopowstałego rządu izraelskiego o aneksji okupowanych ziem palestyńskich.
„Organizacja Wyzwolenia Palestyny i państwo palestyńskie są na dzień dzisiejszy zwolnione z wszelkich umów i porozumień z rządami amerykańskimi i izraelskimi oraz ze wszystkich zobowiązań opartych na tych porozumieniach i porozumieniach, w tym dotyczących bezpieczeństwa”, powiedział prezydent Abbas po spotkaniu. Jednocześnie złożył na rząd izraelski wszelką odpowiedzialność i dotrzymanie zobowiązań jako okupanta na terytorium Palestyny, które wciąż, według uchwały ONZ, pozostaje terytorium okupowanym państwa Palestyna, zgodnie z konwencją genewską z 1949 roku.
Następnie prezydent Mahmoud Abbas wyłożył stanowisko przywódców palestyńskich w ośmiu punktach, mi.in. uczyniono współodpowiedzialnym rząd USA za wszelkie naruszenia prawa międzynarodowego związane z okupacją ziem palestyńskich, zadeklarowano, że Palestyna wciąż pozostaje zainteresowana uregulowaniem konfliktu palestyńsko-izraelskiego, zadeklarowano także, że Palestyna jest zdecydowanie zaangażowana w zwalczanie międzynarodowego terroryzmu „bez względu na jego kształt lub źródło”, wezwano społeczność międzynarodową do kontynuowania nacisków na Izrael, by odstąpił od planów okupacyjnych oraz zadeklarowano, że Palestyna nigdy nie odstąpi od deklaracji powrotu na swoje ziemie.
„Ślubujemy naszym męczennikom i bohaterskim więźniom i rannym, że pozostaniemy wierni przysiędze aż do zwycięstwa, wolności, niepodległości i powrotu, aby wspólnie podnieść flagę Palestyny nad meczetem Al-Aksa i kościołem Grobu Świętego w Jerozolimie, wiecznej stolicy naszego państwa palestyńskiego”, wybrzmiało na końcu dokumentu.
Deklaracja Abbasa, poza symbolicznym znaczeniem, może być dotkliwa dla Izraela i USA w tym sensie, że zerwanie współpracy Palestyny w kwestiach bezpieczeństwa oznaczać może, że palestyńskie służby bezpieczeństwa nie będą ułatwiały swoim izraelskim i amerykańskim odpowiednikom działań związanych z zapobieganiem aktom zbrojnym przeciw izraelskim okupantom.

Koronawirus pretekstem do aneksji

Bardzo zła sytuacja na palestyńskich ziemiach okupowanych przez Izrael. Podczas gdy Palestyńczycy są zmuszeni do pozostania w domach, fanatyczni koloniści żydowscy z pomocą wojsk okupacyjnych zajęli się masową kradzieżą ziem rdzennej ludności. Mnożą się zbrojne napady na palestyńskie wsie i domostwa.

Zazwyczaj nielegalni żydowscy koloniści atakują sąsiednie palestyńskie wsie po kilka razy na miesiąc, lecz akcje te wzmogły się znacznie, od kiedy okupanci ogłosili sanitarny stan wyjątkowy związany z epidemią Covid-19. Zabór ziem w wielu miejscach wygląda podobnie: zaczyna się od niszczenia plantacji miejscowych rolników, potem osadnicy stawiają namioty, przywożą generatory, zapewniają sobie ochronę armii okupacyjnej i ogradzają skradziony teren.
Koloniści z gigantycznej, nielegalnej kolonii Efrat na południu okupowanego Zachodniego Brzegu Jordanu zajmują ziemie palestyńskie w sposób bardzo zorganizowany. Na wybrane pola wjeżdżają buldożery, by budować prowizoryczne drogi dojazdowe „tylko dla Żydów” zrównując przy okazji z ziemią palestyńskie domy. Zazwyczaj, przed niszczeniem domów, armia okupacyjna oskarżała najpierw któregoś z mieszkańców o udział w ruchu oporu (teoretycznie dopiero po takim oskarżeniu prawo izraelskie nakazuje zlikwidować dom rodzinny „terrorysty”), teraz dzieje się to bez tego.
Ludzie znaleźli się między między kowadłem koronawirusa a młotem okupacji. Pracują na polach w małych grupach, organizują czuwanie wokół wsi, lecz wszelki opór jest zakazany, jak i manifestacje. Palestyńczycy próbują alarmować społeczność międzynarodową, zwrócić uwagę na terror okupacji, lecz świat jest zajęty sobą z powodu epidemii i zbrodnie izraelskie pozostają niezauważone.

Manifa antysyjonistyczna

Antysyjonizm na lewicy spotyka się z dużym sprzeciwem ze strony liberałów, ale także części samych lewicowców. W Polsce można usłyszeć, że to prosta droga do antysemityzmu oraz że sprzeciwiając się żydowskiemu osadnictwu na terenach Palestyny powielamy propagandę antyżydowską uknutą przez moczarowców w latach 60.

Takie stwierdzenie jest błędne oraz głupie, zważywszy na podstawowy slogan, jaki wznosiła w tamtym okresie antysemicka flanka PZPR, czyli syjoniści do Izraela! Najgorsze, czego można chcieć, to właśnie dalszego osadnictwa w Palestynie oraz kolejnych napięć pomiędzy Palestyńczykami, a Żydami.
Antysyjonizm nie polega na nienawiści do Żydów. Nienawiść do jakiejkolwiek grupy etnicznej lub narodowej jest sprzeczne z podstawowymi wartościami lewicowymi. Antysyjonistami nie kieruje szowinizm, a jego przeciwieństwo, czyli sprzeciw wobec okupacji Palestyny przez Izrael. Historycznie istniały partie oraz organizacje syjonistyczne nazywające się lewicowymi. Jednak także ówczesne realia były inne, niż dzisiejsze: trudno się dziwić, że Żydzi, nękani w praktycznie każdym kraju europejskim, z łatką „tajnych władców świata”, sądzili, że rozwiązaniem ich problemów jest kraj, w którym będą mogli poczuć się bezpiecznie. Stworzywszy jednak państwo żydowskie doprowadzili do sytuacji, w której to oni dopuścili się czystek etnicznych i oni prowadzą politykę apartheidu.
Na swoim antysyjonizmie przejechał się niejednokrotnie Jeremy Corbyn. Organizacje syjonistyczne Wielkiej Brytanii nazywały go antysemitą po praktycznie każdej jego wypowiedzi krytycznie odnoszącej się do okupacji Palestyny przez Izrael. Podobnie został potraktowany Jean-Luc Melenchon, gdy na swoim wiecu w Grenoble wyraził swoją dezaprobatę dla działań CRIF, francuskiej organizacji parasolowej zrzeszającej mniejsze oraz większe ugrupowania o profilu syjonistycznym. Najświeższym przykładem jest konflikt Berniego Sandersa z AIPAC, czyli Amerykańsko-Izraelskim Komitetem Spraw Publicznych, jednym z najsilniejszych amerykańskich lobby syjonistycznych. Sanders odmówił współorganizacji z AIPAC na konferencji prasowej, bowiem, jak to ujął – lobby syjonistyczne w Stanach Zjednoczonych stały się za silne i za mocno wspierają obecny rząd Izraela, który nieustannie łamie prawa Palestyńczyków. Lobby nie czekało i uderzyło od razu.
W Polsce na antysyjonizm monopol zdaje się mieć prawica; w dodatku mowa tutaj raczej o graniu antysyjonistyczną kartą, gdy nie wypada grać antysemicką. Narodowcy pozostają w stałym kontakcie z prawicowymi stowarzyszeniami oraz ugrupowaniami działającymi na terenie Zachodniego Brzegu oraz w strefie Gazy. Na tym tle pozytywnie należy ocenić spotkanie z 28 lutego, gdy o możliwościach współpracy polskiego parlamentu z parlamentem Palestyńskiej Polskiej Władzy Narodowej rozmawiała delegacja Lewicy z ambasadorem Państwa Palestyny Mahmoudem Khalifą.
Palestyńczycy nigdy nie mieli łatwej historii, jak zresztą każdy inny naród zamieszkujący tereny Bliskiego Wschodu, tak chętnie dzielonego przez kolonialne siły Europy oraz Ameryki Północnej. Dziś zaledwie 37.7 proc. z nich mieszka w Państwie Palestyny, a 12 proc. zamieszkuje tereny, które wchodziły w jego skład w roku 1948, czyli de facto, te, znajdujące się pod izraelską okupacją. Przez cały okres nieustającego sporu palestyńsko-syjonistycznego, wielu Palestyńczyków znalazło schronienie w państwach sąsiedzkich, takich jak Egipt, Syria, Jordania czy Liban. Nieco ponad 1 na 20 Palestyńczyków mieszka w innych krajach (np. w Niemczech, USA). Demografia terenów pod kontrolą palestyńskiego rządu jest raczej zrównoważona, jeśli chodzi o podział na płeć. Kobiet łącznie jest o ok. 85 000 mniej niż mężczyzn. Jest to spowodowane opieką poporodową na bardzo niskim poziomie oraz na patriarchalnym modelu społeczeństwa, w którym rodzice zwykle optują ku posiadaniu syna, zamiast córki, przez co małe dziewczynki bywają częściej porzucane, a żeńskie płody – usuwane.
Pomimo trwającej wojny, przyrost naturalny wśród mieszkańców Palestyny jest niezwykle wysoki i niezrównoważony. Struktura wieku i płci ma kształt niemal piramidy, co pokazuje jak dużą część ludności stanowią ludzie w wieku przedprodukcyjnym. Powodów dla takiego rozkładu jest wiele. Poza niezwykle niską dostępnością środków antykoncepcyjnych, również historia zna odpowiedź na to pytanie. Poza wojną, prowadzoną z obu stron, zarówno przez Palestyńczyków, jak i Żydów, w latach 1947-1948 na terenie Palestyny doszło do czystek etnicznych przeprowadzonych przez skrajnych szowinistów z syjonistycznej organizacji Hagana, którą kierował m.in. Ben Gurion.
Syjonizm oznacza TRANSFER Żydów. Mimo wszystko, to transfer Arabów palestyńskich jest łatwiejszy niż jakikolwiek inny. W pobliżu jest wiele innych państw arabskich, dlatego przeniesienie ich do tych państw tylko polepszy sytuację Palestyńczyków, a nie pogorszy. Ben Gurion, 1944
Lewicowy syjonizm czyli… świnka morska
Wiele syjonistycznych partii, organizacji oraz ruchów społecznych przed drugą wojną światową odnosiło się do myśli Karola Marksa. Jedne z nich, takie jak Poalej-Syjon, identyfikowały się z syjonizmem marksistowskim, inne, jak np. Hapoel Ha-Cair, głosiły swoją wersję syjonistycznego socjalizmu.
Cały trzon ideologii zwanej socjalsyjonizmem pochodzi od Mosesa Hessa, niemieckiego filozofa oraz myśliciela, który uważany jest za praojca żydowskiej walki o niepodległość. W wydanej pod koniec 1862 roku pracy “Rzym i Jerozolima” uznał, iż najważniejszym celem środowisk żydowskich powinno być osiedlenie się na terenach Palestyny. Następnie, konieczne będzie wywołanie rewolucji socjalistycznej oraz utworzenie w tym regionie państwa ż y d o w s k i e g o, które w przeciwieństwie do państw europejskich, pozbawione będzie klas społecznych oraz ucisku ekonomicznego… pod warunkiem, że mowa o Żydach. Palestyńczycy stali się w tej całej ideologii wyłącznie problemem, który należało pokonać, by móc wprowadzić socjalizm. A przecież podstawowym postulatem myśli marksowskiej jest porzucenie podziałów narodowych oraz globalne zjednoczenie proletariatu. Oczywiście, rewolucja mogłaby wybuchnąć w wyłącznie jednym kraju, ale to jego zadaniem właśnie jest wtedy przeniesienie jej na inne grunty, w celu wyzwolenia ludu pracującego na całym świecie. Socjalsyjonizm ma tyle wspólnego z Marksem oraz lewicą, co narodowy socjalizm czy strasseryzm.
Kolejne przełomy w budowaniu myśli syjonistycznej już tylko bardziej podkopywały rzekomy socjalistyczny charakter socjalsyjonizmu. Kolonizowanie Palestyny już trwało, więc filozofowie i myśliciele musieli dopasować swoje rozważania do panujących warunków. Wtedy też pojawił się Aharon Dawid Gordon ze swoim przełomowym pomysłem na budowanie ośrodków chłopskich mających być awangardą rewolucji s̶o̶c̶j̶a̶l̶i̶s̶t̶y̶c̶z̶n̶e̶j̶ syjonistycznej. Mowa oczywiście o kibucach, których tworzenie przyćmiło oczy europejskiej lewicy na lata. Propaganda syjonistyczna sprzedawała przekaz o budowie socjalizmu, które w rzeczywistości były kolejną próbą i kolejnym rozwiązaniem kwestii kolonizacji Palestyny.
Pamiętajmy o Palestynie, zwłaszcza 8 marca
Kobiety od zawsze czynnie uczestniczyły w palestyńskiej walce przeciwko okupacji syjonistycznej. Pomimo patriarchalnej budowy muzułmańskiego społeczeństwa zamieszkującego od lat tereny Palestyny, bohaterki walki narodowej łamały zakazy i normy społeczne w celu wygrania z okupantem. Dziś, ich sytuacja jest niestety nadal nieciekawa. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego Państwa Palestyny na rok 2011, 35 proc. zamężnych mieszkanek strefy Gazy padło ofiarą przemocy domowej ze strony partnera w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie. Kobiety, które nie wyszły jeszcze za mąż wcale nie mają lepiej. Prawie 40 proc. z nich było psychicznie nękanych przez członka lub członków swoich rodzin. Najlepszym przykładem na to, z jakimi trudnościami mierzą się Palestynki w życiu codziennym była sytuacja, która wynikła podczas organizacji corocznego maratonu Agendy Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie. Rządzący w strefie Gazy, skrajnie prawicowy, fundamentalistyczny Hamas zakazał startu w zawodach kobietom. ONZ zdecydowało się zatem nie iść na ustępstwa i odwołało maraton.
Kiedy w latach 1947-1948 syjonistyczni terroryści dokonywali czystek etnicznych na Palestyńczykach, to głównie kobiety były zmuszone opuścić zamieszkiwane przez siebie zabudowania. Mężczyźni walczyli, zostawiając zajmowanie się gospodarstwem domowym swoim żonom. Babcie, matki i córki ruszyły więc w niebezpieczną tułaczkę po strefie znajdującej się w epicentrum konfliktu zbrojnego. Syjoniści zamiast osiedlania się w mieszkaniach, z których wyrzucili siłą osoby pochodzenia palestyńskiego, rozpoczęli akcję masowego zalesiania tych terenów, aby nawet po zakończeniu wojny nie można było na nie wrócić. Dziś – Izrael zostaje doceniany na całym świecie, że pomimo położenia na terenach prawie pustynnych, jest tak obficie obsiany zielenią. Mało kto jednak pamięta, jak złowieszcze praktyki doprowadziły do tego “sukcesu”.
Pęknięcie starego ładu czy przełom?
Dramatyczna sytuacja palestyńskiej demografii oraz tragiczna sytuacja kobiet w patriarchalnym społeczeństwie pchnęła rząd Państwa Palestyny do działania. W listopadzie 2019 roku, podniesiono minimalny wiek wyjścia za mąż do 18 lat. Ma to ukrócić proceder sprzedawania swoich 15-letnich córek w zamian za pieniądze czy wpływy gospodarcze.
Podwyższenie dolnej granicy wieku dla obu małżonków, to nie pierwszy przykład na to, że sytuacja kobiet w Państwie Palestyny ulega poprawie. W marcu 2018 roku palestyński rząd zniósł drakońskie prawo nazywane marry-your-rapist-law, pozwalające gwałcicielom uniknąć kary oraz dalej znęcać się nad ofiarą. Na jego podstawie osoba dopuszczająca się gwałtu mogła pobrać się z ofiarą (która w większości przypadków nie miała nawet prawa do odmowy) i dalej żyć na wolności nie ponosząc żadnych konsekwencji. Warto jednak dodać, iż dokumenty te, obowiązujące wówczas na terenie Palestyny nie były tak naprawdę wprowadzone przez palestyńską administracje – miały moc prawną tylko i wyłącznie z powodu zaadoptowania przepisów jordańskich i egipskich na terenach kontrolowanych przez wojska tych państw.
Jak podaje The Jerusalem Post, 37 proc. kobiet będących wciąż w związku małżeńskim wyszło za mąż mając mniej niż 18 lat, 5 proc. – mniej nawet niż 15. 63 proc. kobiet, które wyszły za mąż młodo oświadcza, iż doświadczyło przemocy z rąk swojego męża, a 95 proc. z nich nigdy nie poleciłoby swoim córkom, by wzięły ślub w podobnym wieku, co one. Małżeństwa z dziećmi, jak pokazuje rzeczywistość, nie służą niczemu innemu, niż szybkiemu wzbogaceniu się rodziny. Z powodu przemocy ze strony mężczyzn oraz opresji, na jaką nie są przygotowane tak młode osoby, bardzo często się rozpadają. 63 proc. z rozwiedzionych kobiet mieszkających w Palestynie znajduje się w przedziale wiekowym 18-29.
Lewica antysyjonistyczna albo żadna
Rządzący w Strefie Gazy Hamas promuje patriarchat, popiera zrzucanie osób homoseksualnych z budynków oraz organizuje naloty na żydowskie szkoły położone w Izraelu. W zamachach giną niewinni ludzie, a pieniądze, zamiast trafiać do niebywale biednego społeczeństwa zamieszkującego Strefę, nie bez powodu nazywaną największym więzieniem świata, idą na zbrojenia i kolejne wyrzutnie rakietowe. Z kolei o współpracy rządu tworzonego przez Fatah na Zachodnim Brzegu z izraelskim rządem napisano już niejedno. A jednak lewicowiec nadal powinien głośno wypowiadać się na temat wyzwolenia narodu palestyńskiego żyjącego pod syjonistycznym butem. I to bez dwuznaczności.
Żyjemy w kraju, który przez 23 lata był rozbierany na części, a później, przez 123 lata znajdował się pod okupacją trzech potężnych, europejskich mocarstw. Dziś uważamy za absurd tezy, jakoby Imperium Rosyjskie, Cesarstwo Austro-Węgierskie oraz państwo pruskie miały “historyczne prawo” do terenów zamieszkiwanych przez Polaków. A właśnie argumentu o “historycznym” tudzież “boskim” prawie używa propaganda syjonistyczna do usprawiedliwienia okupacji.
Palestyńskie kobiety, osoby LGBTQ+, pracownice i pracownicy nie zaznają wyzwolenia żyjąc pod nienawidzącym ich izraelskim butem. Jeśli ich przywiązanie narodowe skierowane jest ku Palestynie, to naszym obowiązkiem, jako lewicy, jest ich popierać w walce o swoje terytorium. Tylko mając wolne i niepodległe, suwerenne państwo, w którym stanowienie prawa jest stabilne oraz łatwe możliwa będzie zmiana władzy z prawicowych ekstremistów na rząd respektujący prawa człowieka. W czasie wojny milczą prawa – pisał Cyceron. Prawdziwą wolność Palestyńczykom nie przyniesie zatem dalsza okupacja przez USA i swojej izraelskiej marionetki, a zakończenie wojny i własne państwo.