Lechia ograła Legię

W hicie 10. kolejki aspirująca do mistrzowskiego tytułu Legia Warszawa podejmowała na swoim stadionie dążącą do tego samego celu Lechię Gdańsk. Lepsi w starciu naszych ligowych potęg okazali się gdańszczanie.

W poprzedniej kolejce legioniści wygrali na wyjeździe z Cracovią, a w środku tygodnia, także na wyjeździe, pokonali w 1/32 Pucharu Polski Puszczę Niepołomice. Te dwa zwycięstwa rozbudziły zainteresowanie stołecznych kibiców, których ponad 20 tysięcy stawiło się w sobotę na Łazienkowskiej, żeby obejrzeć potyczkę Legii z Lechią. Spotkało ich jednak srogie rozczarowanie, bo ekipa Piotra Stokowca znalazła sposób na pokonanie legionistów 2:1. Co ciekawe, wszystkie trzy gole w tym spotkaniu strzelili obrońcy.

Na tarczy wróciła natomiast z Kielc dobrze spisująca się w tym sezonie drużyna Śląska Wrocław. W Koronie po zmianie trenera zadziałał chyba efekt „nowej miotły”, ale kielczanie nadal tkwią w strefie spadkowej, a w następnej kolejce grają z ŁKS.

Wyniki 10. kolejki:
Korona Kielce – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Milan Radin (79). Żółte kartki: Szymusik, Radin – Puerto, Marković, Szczepan. Widzów: 3651.
Raków Częstochowa – Wisła Płock 1:2
Gole: Felicio Brown Forbes (42) – Mateusz Szwoch (53), Piotr Tomasik (90). Żółta kartka: Babenko (Raków). Widzów: 2578.
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 1:2
Gole: Mateusz Wieteska (12) – Michał Nalepa (38), Błażej Augustyn (52). Żółte kartki: Karbownik, Kante, Luquinhas – Haraslin, Mladenović. Widzów: 20 000.
Górnik Zabrze – Lech Poznań 1:3
Gole: Jesus Jimenez (39) – Kamil Jóźwiak (24), Tymoteusz Puchacz (43), Christian Gytkjaer (90). Żółte kartki: Bochniewicz, Jimenez (Górnik). Widzów: 15 662.
Arka Gdynia – Piast Gliwice 0:0
Żółte kartki: Wawszczyk – Kirkeskov.
Widzów: 6039.
Niedzielne mecze Jagiellonii Białystok z Pogonią Szczecin oraz Wisły Kraków z Cracovią zakończył się po zamknięciu wydania. Spotkanie Zagłębia Lubin z ŁKS Łódź odbędzie się w poniedziałek (18:00).

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia kończy rundę zasadniczą jako lider

Piłkarze Lechii Gdańsk wygrali u siebie z Lechem Poznań 1:0 w meczu 29. kolejki ekstraklasy i na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewnili sobie pierwszą lokatę w tabeli. Ale poziom spotkania był mierny – gracze obu drużyn oddali tylko po jednym celnym strzale na bramkę.

Szczęście dopisało tylko napastnikowi Lechii Arturowi Sobiechowi i po jego uderzeniu piłka znalazła się w siatce bramki „Kolejorza”. Tyle wystarczyło lechistom do zdobycia kompletu punktów. Trener poznańskiej drużyny Dariusz Żuraw, który na tym stanowisku niedawno zastąpił Adama Nawałkę, po meczu szczerze pogratulował rywalom zwycięstwa. „Lechia była o jedną bramkę od nas lepsza. Próbowaliśmy do samego końca zmienić rezultat, niestety, bezskutecznie i wracamy do domu bez punktów” – powiedział Żuraw. Teraz ekipę „Kolejorza” czeka w ostatniej kolejce mecz z Jagiellonią o utrzymanie miejsca w grupie mistrzowskiej. Lechici mają komfortową sytuację, bo rywale we wtorek zagrają w półfinale Pucharu Polski z Miedzią Legnica, więc na sobotni mecz do Poznania przyjadą nieco zmęczeni.
W takiej samej sytuacji jest też Lechia, którą w tym tygodniu czekają dwie piekielnie trudne wyjazdowe potyczki – najpierw w środę gdańszczanie zmierzą się w Częstochowie z Rakowem w półfinale Pucharu Polski, a potem w Krakowie z Cracovią. Dlatego z takim zadowoleniem trener Piotr Stokowiec przyjął zwycięstwo w spotkaniu z Lechem. Trzy punkty zapewniły lechistom de facto pozycję lidera po rundzie zasadniczej. „Najważniejsze są trzy punkty. Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale moi zawodnicy potrafili stworzyć kilka sytuacji, a jedną z nich wykorzystać. Nie mamy czasu na świętowanie, bo musimy szykować się do meczu w Częstochowie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i pokonanie Rakowa jest teraz naszym celem. Potem zaczniemy myśleć o meczu z Cracovią” – podkreślił trener Lechii.
Oprócz Lechii jeszcze tylko Legia Warszawa i Piast Gliwice maja już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. O pozostałe pięć miejsc walka rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale najmniejsze szanse na znalezienie się w elicie ośmiu zespołów zdaje się mieć Korona Kielce, którą czeka wyjazdowa potyczka z Piastem Gliwice. Niełatwe zadanie także przed Wisłą Kraków, która po efektownym zwycięstwie nad Legią w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko jeden punkt, a w ostatniej serii spotkań sezonu zasadniczego zagra w Lubinie z najlepszym tej wiosny w ekstraklasie Zagłębiem. Kibiców na finiszu czeka wiec spora dawka emocji, bo w tej chwili nic jeszcze nie zostało przesądzone – ani kwestia mistrzostwa, ani też spadku z ligi.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia trwoni przewagę

Im bliżej końca fazy zasadniczej rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy, tym sytuacja w tabeli robi się bardziej zagmatwana. W dwóch ostatnich kolejkach Lechia Gdańsk zaliczyła porażkę i remis, przez co roztrwoniła siedmiopunktową przewagę nad drugą Legią.

Niewykluczone, że już w następnej kolejce Lechia będzie musiała ustąpić miejsca Legii na fotelu lidera. Gdańszczan czeka bowiem wyjazdowa potyczka z Zagłębiem Sosnowiec, a legioniści u siebie zagrają ze Śląskiem Wrocław. Ta niepewność bierze się stąd, że zespół Lechii w rundzie wiosennej gra w kratkę. W pięciu tegorocznych kolejkach gdańszczanie grali kolejno z Pogonią Szczecin (2:1), Koroną Kielce (0:0), Wisłą Kraków (1:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i Wisłą Płock (1:1). Dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka to może nie jest jakoś szczególnie tragiczny bilans, ale w praktyce oznacza to stratę siedmiu punktów na 15 możliwych do zdobycia. Zespołowi walczącemu o mistrzowski tytuł takie marnotrawstwo zwyczajnie nie przystoi.

Kończący 25. kolejkę poniedziałkowy mecz z Wisłą Płock potwierdził dobitnie przeciętną formę ekipy trenera Piotra Stokowca. Z boiska wiało nudą, bo „Nafciarze” skutecznie przeszkadzali gospodarzom w rozwijaniu akcji ofensywnych, a sami tylko od czasu do czasu pozwalali sobie na kontrataki. Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 0:0 i żegnani gwizdami nielicznej publiczności. Niewiele ponad osiem tysięcy widzów na trybunach mającego 42 tysiące miejsce obiektu to kolejny argument za rezygnacją z rozgrywania ligowych spotkań w poniedziałkowe popołudnia.

Po zmianie stron zniecierpliwieni kibice coraz częściej gwizdami wyrażali swoją dezaprobatę dla jakości widowiska. Nudę pierwsi przerwali płocczanie. Po rzucie wolnym piłkę w bramce zmieścił Alan Uryga i Wisła, która walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, objęła prowadzenie i znalazła się na dobrej drodze do odniesienia drugiego w tym sezonie zwycięstwa z Lechią.

Gracze Lechii są już zmęczeni

Dwie sytuacje na boisku odmieniły przebieg spotkania. Najpierw za drugi faul czerwoną kartką zobaczył Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska, co pozwoliło gospodarzom na uzyskanie wyraźnej przewagi, którą w końcu przekuli na wyrównującego gola. Jake McGing sfaulował w polu karnym Artura Sobiecha, a „jedenastkę” na gola zamienił Flavio Paixao, który tym razem się nie pomylił i zaliczył 14 ligowe trafienie w obecnym sezonie. Portugalczyk ma już na koncie 14 bramek i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Lepszy od niego jest tylko hiszpański napastnik Górnika Zabrze Igor Angulo, który prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 15 goli. Na trzecim miejscu jest najskuteczniejszy Polak w Lotto Ekstraklasie Marcin Robak ze Śląska Wrocław, który ma na koncie 13 trafień, za nim jest Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha (12), nieobecny już w Wiśle Kraków Czech Zdenek Ondrasek (11) oraz hiszpański snajper Legii Carlitos (10).

Wisła Płock ostatecznie jednak wywiozła z Gdańska jeden punkt. Trener Lechii Piotr Stokowiec słaby występ swoich podopiecznych tłumaczył… zmęczeniem. „Nie był to nasz wielki mecz. Zagraliśmy słabiej w ofensywie. Celowo nie chcieliśmy od początku rzucić się na Wisłę Płock, bo takie były nasze założenia. Wiedzieliśmy, że jakie rywale mają atuty w ofensywie. Nadziewaliśmy się na ich kontry, ale to była dobra lekcja, bo teraz wiemy, że musimy mocniej popracować nad grą ofensywną. Było widać dużo marazmu w grze niektórych moich zawodnikach, zwłaszcza tych, którzy dużo grają. Byli wyraźnie zmęczeni, ale nie chcę by traktowano te słowa jako próbę ich usprawiedliwienia. Po prostu zwracam uwagę na ten fakt” – stwierdził szkoleniowiec gdańskiej drużyny.

Legioniści szykują się do skoku

Ścigająca gdańszczan drużyna Legii też w tym roku stracił punkty. Z pięciu rozegranych meczów wygrała trzy (1:0 z Wisłą Płock, 2:0 z Miedzią Legnica i teraz 2:1 z Arką Gdynia), ale to były zespoły z grupy spadkowej. W starciach z ekipami z grupy mistrzowskie legioniści nie dali rady – przegrali na wyjeździe z Lechem 0:2 i w takim samym rozmiarze u siebie z Cracovią. Do końca fazy zasadniczej czekają ich jeszcze potyczki u siebie ze Śląskiem, Jagiellonią i Pogonią, a na wyjazdach z Górnikiem i Wisłą Kraków. Nie są to rzecz jasna rywale niemożliwi do pokonania, ale z taką grą jaką Legia pokazała w Gdyni w spotkaniu z przeżywającą kryzys Arką, na komplet punktów gracze stołecznego klubu raczej nie powinni liczyć.

Który zatem zespół ostatecznie zajmie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej? Pewnie któryś z dwójki Lechia, Legia, bo mają sporą przewagę nad trzecim w tabeli Piastem (Legia siedem, a Lechia 10 punktów). Ale mimo to w gronie pretendentów trzeba umieścić też gliwiczan, bo oni z pięciu rozegranych meczów przegrali tylko jeden – na inauguracje rundy wiosennej z Cracovią. W czterech kolejnych zdobyli komplet punktów i co ważniejsze, prezentując w nich równą, wysoką formę. Trener Piasta Waldemar Fornalik zdołał po nieudanym poprzednim sezonie przebudować na nowo ograbiony z najlepszych graczy zespół i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach gliwiczanie mogą pokusić się nawet o coś więcej niż tylko miejsce gwarantujące start w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Zważywszy na chwiejną formę zespołów Lechii, Legii, Jagiellonii i Lecha, pierwszy mistrzowski tytuł dla Piasta w tym sezonie wydaje się możliwy do zdobycia jak nigdy wcześniej.

 

Miedziowi zastopowali Lechię

Lechia przegrała w Lubinie z Zagłębiem i była to pierwsza przegrana gdańszczan od 28 września ubiegłego roku, po serii 16 meczów bez porażki. Lechia utrzymała prowadzenie, ale druga Legia (2:0 z Miedzią) zmniejszyła dystans i traci już tylko cztery punkty.

Po 24 kolejkach nic jeszcze w ekstraklasie nie zostało przesądzone, nawet spadek Zagłębia Sosnowiec, bo sosnowiczanie w czterech tegorocznych meczach wywalczyli sześć punktów, a gromiąc w miniony weekend Koronę Kielce 4:1 pokazali, że są w stanie odrobić straty do zespołów zajmujących miejsca poza strefą spadkową. Teraz dzieli ich od nich sześć „oczek”, ale do zakończenia rozgrywek jest jeszcze do zdobycia 39 punktów, więc kolejność może ulec zmianie. Zwłaszcza że nie tylko w Sosnowcu nie złożyli jeszcze broni, ale także w Płocku. „Nafciarze” wygrali u siebie z niepokonaną od siedmiu spotkań Cracovią 3:2, kończąc mecz bez dwóch graczy wyrzuconych za czerwone kartki. Sędzia podyktował dwa rzuty karne – po jednym dla każdej z drużyn. Płocczanie dzięki wygranej dogonili wyprzedzające ich w tabeli o jeden punkt Miedź, Górnika i Śląsk, a do 11. w tabeli Arki mają tylko dwa „oczka” straty. Wygląda na to, że walka o utrzymanie rozegra się między tymi sześcioma zespołami, bo 10. Wisła Kraków ma jednak siedem punktów więcej od Arki. Ta spora przewaga, choć „Biała Gwiazda” po zimowej rewolucji gra słabo i jeśli tego nie zmieni, może za kilka kolejek dołączyć do zespołów realnie zagrożonych degradacją.

Taka sytuacja raczej nie grozi zajmującemu 9. pozycje Zagłębiu Lubin. „Miedziowi” w kończącym 24. kolejkę poniedziałkowym meczu ograli lidera Lechię Gdańsk 2:1. Dla niepokonanych od 28 września gdańszczan to bolesna porażka, szczególnie dla Piotra Stokowca, który w przeszłości przez trzy lata prowadził lubińską jedenastkę i pewnie chciał szefom tego klubu pokazać, że zwalniając go popełnili błąd. Mimo porażki Lechia nadal pozostaje najpoważniejszym kandydatem do mistrzowskiego tytułu.
Z takim twierdzeniem na pewno nie zgodzi się portugalski trener Legii Ricardo Sa Pinto, wciąż święcie przekonany, że zespół pod jego wodzą jest w stanie obronić mistrzowski tytuł. Pokonanie Miedzi Legnica nie uprawnia jednak do takiego optymizmu, bo w dwóch poprzednich kolejkach legioniści z mocniejszymi ekipami Lecha i Cracovii jednak gładko przegrali po 0:2.

Chwiejną formę w tym roku prezentuje też Jagiellonia, która po zwycięstwach w dwóch pierwszych kolejkach wiosennej rundy zaliczyła wyjazdową porażkę z Cracovią, a teraz u siebie remis z Górnikiem. I od razu pojawiły się plotki, że trener Ireneusz Mamrot jest zagrożony dymisją. Nie tylko on jednak śpi ze spakowaną walizką.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia trzyma poziom

Lechia Gdańsk utrzymała pozycję lidera wygrywając 2:1 z Pogonią Szczecin. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Flavio Paixao, dla którego była to 13. bramka w tym sezonie. Porażkę poniósł Lech Poznań, który stracił trzecią lokatę na rzecz Jagiellonii Białystok.

Lechia nie rozegrała może wielkiego spotkania i na tle kombinacyjnie grających graczy Pogoni wypadła nawet optycznie gorzej, lecz fakty są w oczywisty sposób korzystne dla ekipy trenera Piotra Stokowca – komplet punktów powędrował na ich konto i pozwolił Lechii utrzymać przewagę nad ścigającymi ją w tabeli zespołami Legii, Lecha i Jagiellonii. Zwycięskiego gola strzelił niezawodny Flavio Paixao. Portugalczyk z 13. trafieniami jest teraz liderem klasyfikacji strzelców, ale drugi na liście Hiszpan Igor Angulo (12 goli) mecz rozegra dopiero poniedziałek, bo tego dnia Górnik Zabrze zmierzy się z przebudowaną ekipą Wisły Kraków.

Nerwowo zrobiło się natomiast w Poznaniu po porażce Lecha z Zagłębiem Lubin (1:2). „Kolejorz” prowadził już 1:0 i miał przewagę, ale przez błędy obrońców najpierw stracił prowadzenie, a w doliczonym czasie gry samobójczego gola strzelił Nikola Vujadinović, czym wywołał furię u trenera Adama Nawałki. Porażka kosztowała poznańską ekipę utratę trzeciego miejsca w tabeli, które ich kosztem zajęła Jagiellonia Białystok. Zespół Ireneusza Mamrota bez większego trudu rozbił na wyjeździe Miedź Legnicę 3:0.

Powody do zadowolenia mają kibice Cracovii, którzy zawiesili bojkot i na mecz z Piastem stawili się w liczbie blisko sześciotysięcznej. Zespół „Pasów” wygrał 2:1 i było to jego piąte z rzędu ligowe zwycięstwo. Cracovia dzięki zdobytym punktom awansowała na ósme miejsce wypychając z grupy mistrzowskiej lokalną rywalkę Wisłę Kraków. Być może tylko do poniedziałku, bo wiślakom w spotkaniu z Górnikiem wystarczy remis, żeby odzyskać utraconą pozycję.

Minorowe nastroje zapanowały natomiast w Sosnowcu, bo przebudowany gruntownie w przerwie zimowej zespół przegrał we Wrocławiu ze Śląskiem 0:2 i nie zmniejszył dystansu dzielącego go od zespołów zajmujących miejsca niezagrożone degradacją, wśród których jest też wrocławska drużyna dowodzona od stycznia przez czeskiego trenera Vitezslava Lavickę. Cudzoziemskich szkoleniowców ma w tej chwili siedem zespołów ekstraklasy – oprócz Śląska jeszcze Zagłębie Sosnowiec (Litwin Valdas Ivanauskas), Zagłębie Lubin (Holender Ben van Dael), Pogoń Szczecin (Niemiec Kosta Runjaić), Korona Kielce (Niemiec Gino Lettieri), Wisła Płock (Hiszpan Jose Antonio Vicuna) i Legia Warszawa (Portugalczyk Ricardo Sa Pinto). Dwaj ostatni zmierzyli się w niedzielę w bezpośredni pojedynku.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Mróz wypłoszył kibiców ze stadionów

Zespoły z czołówki ekstraklasy w 17. kolejce wygrały swoje mecze i spokojnie czekały na niedzielny debiut Adama Nawałki w roli trenera Lecha Poznań.

 

Lechia Gdańsk pod wodzą Piotra Stokowca grała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Gospodarze nie mają ostatnio najlepszej passy, dlatego nie stawili rozpędzonemu liderowi większego oporu. Gdańszczanie ustalili wynik spotkania już po 25 minutach gry, bo tyle czasu potrzebowali na strzelenie dwóch goli. Najpierw w 15. minucie do siatki trafił Michał Nalepa, a dziesięć minut później jego wyczyn powtórzył Lukas Haraslin. Porażkę gospodarzy obejrzało zaledwie 6860 widzów, co na stadionie mogącym pomieścić 42 tysiące osób jest frekwencją kompromitującą.

Legia Warszawa podejmowała u siebie Koronę Kielce i tym razem „Wojskowi” nie zawiedli swoich fanów, których mimo zimna zjawiło się na stadionie przy Łazienkowskiej ponad 12 tysięcy. Po golach Cafu, Michała Kucharczyka i Sebastiana Szymańskiego podopieczni trenera Ricardo Sa Pinto pewnie wygrali 3:0 i uplasowali się na pozycji wicelidera. Trzecia w tabeli Jagiellonia Białystok także grała u siebie i także wykorzystała atut własnego boiska, pokonując Arkę Gdynia 3:1. Ale jej zwycięstwo obejrzało tylko pięć tysięcy kibiców. Jeszcze mniej widzów pofatygowało się na stadion w Płocku (ledwie trzy tysiące), ale ci co postanowili zostać w domach chyba nie żałowali, bo „Nafciarze” dostali tęgie baty od Górnika Zabrze przegrywając z nim aż 0:4. Kolejny mecz przegrała też sypiąca się coraz bardziej krakowska Wisła, ulegając w Legnicy Miedzi 0:2.

 

 

 

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Lotto Ekstraklasa: Zdumiewająco dobre wyniki Lechii

Przed sezonem chyba nikt się nie spodziewał, że po siedmiu kolejkach na czele stawki drużyn w naszej piłkarskiej ekstraklasie znajdzie się Lechia Gdańsk.

 

Lechia przed meczem była liderem ekstraklasy, miała 14 punktów, dwa więcej niż Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice i Zagłębie Lubin. Rok temu lechiści przegrali w Gdańsku z Koroną 0:5. Teraz do walki z kielczanami przystąpił zupełnie inny zespół i pewnie wygrał 2:0. W tym sezonie Lechia zaskakuje dobrą postawą w defensywie, może dlatego, że uczestniczą w niej praktycznie wszyscy gracze, nawet najlepszy snajper Flavio Paixao. Trener Piotr Stokowiec mocno przewietrzył szatnię gdańskiego klubu i i śmiało stawia na młodych graczy, jak 19-letni Mateusz Sopoćko czy o rok tylko starszy Paweł Fila. W trakcie meczu z Koroną na boisko wszedł kolejny nastolatek, Adam Chrzanowski.

Dobre wyniki Lechii mimo wszystko zaskakują, bo nie jest to zespół który dominuje na boisku. W spotkaniu z Koroną gdańszczanie oddali ledwie pięć strzałów, a ich rywale aż 13. Mimo tych niekorzystnych w sumie statystyk trzy punkty zostały w Gdańsku i ekipa trenera Stokowca utrzymała pozycję lidera ekstraklasy.

 

Wyniki 7. kolejki

Lechia Gdańsk – Korona Kielce 2:0
Gole: Flavio Paixao (25 k i 69). Widzów: 13872.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 1:1
Gole: Igor Angulo (71 k) – Radosław Majewski (50). Widzów: 11261.
Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:2
Gole: Michał Janota (30), Luka Zarandia (66) – Vamara Sanogo (45 k), Szymon Pawłowski (68). Widzów: 9018.
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 0:1
Gol: Zdenek Ondraszek (89). Widzów 10033.
Lech Poznań – Piast Gliwice 1:1
Gole: Christian Gytkjaer (36 k) – Tom Hateley (73). Widzów: 8139.
Niedzielne mecze Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin, Wisły Płock z Jagiellonią Białystok oraz Cracovii z Legią Warszawa zakończyły się po zamknięciu wydania.