Eliminacje Euro 2020: Lęk przed rakietami

Nasza piłkarska reprezentacja ma do rozegrania dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Pierwsze spotkanie, z Izraelem, miało się odbyć w sobotę 16 listopada w Jerozolimie, ale na ten kraj od poniedziałku spadają rakiety.

Izraelska armia przeprowadziła w miniony weekend atak powietrzny na jednego z przywódców Islamskiego Dżihadu Akrama Al Ajouriego, w którym według agencji Reutersa zginęła także jego żona. W rewanżu islamiści ostrzelali Izrael rakietami, które nie wyrządziły szkody, bo wszystkie zostały strącone. Ale we wtorek atak został ponowiony ze Strefy Gazy, tym razem z wykorzystaniem około 50 rakiet, z czego tylko 20 zostało przechwycone przez izraelską obronę przeciwrakietową. Pozostałe uderzyły m.in. w miasta Sderot i Aszdod, powodując zniszczenia i raniąc wiele osób. Rakiety, które doleciały do Aszdod, spadły w odległości 35 km na południe od lotniska w Tel Awiwie, na którym w piątek ma lądować samolot z reprezentacją Polski na pokładzie.

Gdzie zagrają z Izraelem?

Polska ambasada w Izraelu na Twitterze ostrzega: „W związku z alarmami przeciwrakietowymi na terytoriach przyległych do Strefy Gazy (SG) oraz na terenie Tel Awiwu oraz zaostrzeniem sytuacji wokół SG, stanowczo odradzamy podróże do SG i obszarów z nią graniczących oraz przypominamy podstawowe zasady reagowania w przypadku alarmu”.
Z uwagi na nadzwyczajną sytuację we wtorkowej konferencji prasowej, w której pierwotnie mieli uczestniczyć tylko selekcjoner kadry Jerzy Brzęczek i kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, wystąpił też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Sternik polskiego futbolu tak oto ocenił sytuacje przed meczem z Izraelem: „Żyjemy w świecie, w którym co pięć minut pojawiają się nowe informacje. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym MSZ, z piłkarską federacją Izraela, z UEFA. Rozmawiałem już z prezydentem UEFA i ludźmi, którzy odpowiadają za organizację tego meczu. W ciągu 24 godzin będziemy mieli ostateczną decyzję dotyczący tego meczu. Jako PZPN uważamy, że bezpieczeństwo drużyny jest priorytetem. Chcemy walczyć, ale tylko na boisku, natomiast drużynie, zawodnikom chcemy dać stuprocentową pewność, że jedziemy tylko na mecz i że pobyt będzie całkiem bezpieczny. Jestem przekonany, że wszystko ułoży się pomyślnie, a jedyne ryzyko, jakie nas czeka w Izraelu, to ewentualna porażka naszego zespołu w meczu” – powiedział prezes Boniek.

Z różnych innych źródeł dochodzą jednak wieści, że w Izraelu rozważane jest przeniesienie meczu z Polską z Jerozolimy do Hajfy, a nawet do innego kraju. Ponoć w grę wchodzi wynajęcie stadionu na Cyprze lub Malcie.

Ostatnie zgrupowanie w 2019

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powołał do kadry 26 zawodników plus gościnnie Łukasza Piszczka, ale z tego grona problemy zdrowotne mają Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a nawet imponujący strzelecką formą Robert Lewandowski, który tylko odłożył w czasie operację przepukliny pachwinowej. Kadrowicze podczas ostatniego w tym roku zgrupowaniu wiele razem nie potrenują, bo zdołają odbyć w sumie tylko cztery treningi, ale to i tak będzie o jedne zajęcia więcej niż mieli miesiąc wcześniej. Do Izraela maja wylecieć w piątek, wrócą w niedzielę około godziny 15:00, a ze Słowenią zagrają już we wtorek o 20:45.

W miniony weekend w ligowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Krasnodar (1:1) mocno poturbowany został Grzegorz Krychowiak. Nasz piłkarz strzelił gola, ale na drugą połowę już nie wyszedł, bo po brutalnym ataku rywala doznał wstrząśnienia mózgu i został odwieziony do szpitala. Z tego powodu na zgrupowaniu biało-czerwonych ma się pojawić dopiero w środę. Jego występ w obu spotkaniach kadry nie jest jednak wykluczony, natomiast drugi z naszych graczy występujących w Lokomotiwie, Maciej Rybus, naderwał mięsień uda podczas rozgrzewki i zdaniem sztabu medycznego rosyjskiego klubu nie może zagrać w reprezentacji. Piłkarz przyjechał jednak do Warszawy, gdzie jego uraz we wtorek mieli zdiagnozować lekarze polskiej kadry.
Niepewny jest też występ Arkadiusza Milika, któremu odnowił się uraz spojenia łonowego, z którym zmagał się przez kilka tygodni na początku sezonu. Napastnik SSC Napoli nie zagrał w miniony weekend w Serie A, na zgrupowanie kadry jednak przyjechał, ale póki co jego przydatność do gry jest wielką niewiadomą.
Nie będzie eksperymentów
Brzęczek nie ma więc tym razem wielkiego wyboru w linii ataku, bo zważywszy na fakt, że Krzysztof Piątek i Dawid Kownacki ostatnio nie strzelają goli, to tak naprawdę selekcjoner może w tej formacji liczyć tylko na fenomenalnie grającego w tym sezonie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji co prawda ma problem z przepukliną pachwinową, ale nie jest to uraz przeszkadzający mu w grze. „Ogólnie z moim zdrowiem wszystko jest dobrze, nie odczuwam bólu ani dyskomfortu i jestem gotowy do gry. Sam zabieg przejdę pod koniec rundy, w grudniu. To co mi dolega, nie przeszkadza w grze czy w wykonywaniu ćwiczeń szybkościowych i siłowych. Mogę więc z tym poczekać” – zapewnia snajper Bayernu Monachium, który w tym sezonie w barwach Bayernu Monachium w 18 meczach zdobył 23 bramki.

Pewniakiem w składzie jest też bramkarz Wojciech Szczęsny, także dlatego, że w miniony weekend błysnął kapitalną formą w ligowym meczu z AC Milan (1:0). W Juventusie Turyn Szczęsny niezmiennie jest numerem 1 i nie ma żadnych powodów, żeby inaczej miało być w reprezentacji.

W środku linii defensywnej raczej na pewno zobaczymy sprawdzony duet Jan Bednarek – Kamil Glik, bo obaj są zdrowi. Większy problem jest na flankach, zwłaszcza na lewej, bo z powodu kontuzji Rybusa Brzęczek ma tam teraz wybór tylko między Arkadiuszem Recą i Bartoszem Bereszyńskim, który na co dzień gra na prawej flance. Na tej pozycji selekcjoner może jednak wystawić grającego regularnie w Dynamie Kijów Tomasza Kędziorę.

W linii środkowej nawet bez Krychowiaka kłopotów kadrowych nie będzie, bo w pełni sił jest Krystian Bielik. Reszta graczy wystawiana ostatnio w tej formacji jest w formie i gotowa do gry.

 

W Lublanie nie grali u siebie

Z 24 zespołów, które przystąpiły do rywalizacji w mistrzostwach Europy, na placu boju pozostały cztery – Francja, Słowenia, Polska i Serbia. W porównaniu z poprzednimi mistrzostwami miejsce w czołowym kwartecie utrzymali jedynie brązowi medaliści Serbowie. Broniący tytułu Rosjanie i wicemistrzowska ekipa Niemiec tym razem odpadły w ćwierćfinale, a czwarta Belgia w 1/8 finału.

Tegoroczny europejski czempionach po raz pierwszy w historii rozgrywany jest w czterech krajach – Francji, Słowenii, Holandii i Belgii. Przywileje jakie daje rola gospodarza wykorzystały wszystkie cztery, ale Holendrzy i Belgowie mieli zbyt słabe drużyny, żeby włączyć się do walki o medale. Co innego Francuzi. Oni mieli w swojej części turniejowej drabinki tak naprawdę tylko jednego groźnego przeciwnika, Włochów, z którymi w fazie grupowej wygrali 3:1, ale gdy przyszło im ponownie zmierzyć się z nimi w ćwierćfinale, na wszelki wypadek tak ustawili terminarz gier, żeby rywale mieli jeden dzień na odpoczynek mniej. Działacze francuskiej federacji zrobili zatem dokładnie to samo, o co mieli pretensje do Polaków w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Gdańsku, którzy godziny meczów i ustawili pod swoją drużynę.

Takie „zagrywki” mieszczą się jednak w normie zachowań, które zwykliśmy definiować stwierdzeniem, że „gospodarzom pomagają nawet ściany”. Podobnie rzecz się ma ze sprzedażą biletów na mecze. Polscy kibice uratowali frekwencję w holenderskiej części turnieju, bo na wszystkich meczach z udziałem polskiej drużyny, także w spotkaniu z Holendrami, stanowili większość. Francuzi i Słoweńcy nie mają jednak z tym problemu i w czwartek w Lublanie po raz pierwszy w tym turnieju reprezentacja Polski przyszło zagrać przed widownią, w której jej fani byli w zdecydowanej mniejszości.

Słoweńcy sensacyjnie pokonali Rosjan w ćwierćfinale i zapewniali, że to zwycięstwo doda im skrzydeł w starciu z Polakami. „Jeśli zaprezentujemy taki sam serwis, jak w meczu z Rosją, to z mistrzami świata też możemy wygrać” – zapewniał ich trener Alberto Giuliani. „Zwycięstwem z Rosjanami udowodniliśmy, że możemy pokonać każdego rywala” – dodawał rozgrywający słoweńskiej drużyny Dejan Vincić, dobrze znany w Polsce, bo występuje na co dzień w zespole Czarnych Radom. Słoweńskie media odnotowały z niekłamanym uznanie, iż polski premier Mateusz Morawiecki wysłał rządowy samolot, gdy z powodu strajku słoweńskich linii lotniczych odwołano lot do Lublany, na który mieli bilety polscy siatkarze. „To pokazuje, że siatkówka w Polsce jest sprawą narodową” – pisały w komentarzach tamtejsze media.

Przypominały też, że reprezentacja Polski straciła w turnieju tylko jednego seta, a w ćwierćfinałowym meczu z Niemcami urządziła demonstrację siły pokonując bez większego wysiłku wicemistrzów Europy 3:0. Wiele uwagi poświęcono też nowej gwieździe polskiej drużyny Wilfredowi Leonowi oraz trenerowi biało-czerwonych Vitalowi Heynenowi. Podkreślano, że belgijski szkoleniowiec potrafił stworzyć świetnie zbilansowany zespół, bez słabych punktów i rezerwowymi nie gorszymi od graczy pierwszej szóstki. Cytowany już wcześniej trener ekipy Słowenii Alberto Giuliani z uznaniem wypowiadał się o polskiej drużynie, ale nie przekreślał też szans swoich podopiecznych. „Polacy to zupełnie inny zespół niż Rosja. Popełniają bardzo mało błędów i potrafią wykorzystywać w meczu wszystkie swoje atuty. No i mają jeszcze Leona, ale my też mamy świetnych graczy, którzy są w stanie podjąć z nimi walkę i przy wsparciu kibiców pokusić się o zwycięstwo” – zapewniał przed meczem szkoleniowiec słoweńskiej reprezentacji.

Czwartkowy mecz Słowenia – Polska zakończył się po zamknięciu wydania. Drugie spotkanie półfinałowe, Francja – Serbia, odbędzie się w piątek. Mecz o 3. miejsce zostanie rozegrany w sobotę 28 września w Paryżu (początek godz. 18:00), natomiast finałowa potyczka o złoty medal w niedzielę, także w Paryżu (17:30. Mecze te transmitowane będą do 153 krajów, co jest rekordowym wynikiem w historii siatkówki.

Wyniki 1/8 finału:
Francja – Finlandia 3:0, Włochy – Turcja 3:0, Serbia – Czechy 3:0, Belgia – Ukraina 2:3, Rosja – Grecja 3:0, Słowenia – Bułgaria 3:1, Holandia – Niemcy 1:3, Polska – Hiszpania 3:0.
Wyniki 1/4 finału:
Rosja – Słowenia 1:3, Polska – Niemcy 3:0, Francja – Włochy 3:0, Serbia – Ukraina 3:2.
Mecze 1/2 finału:
Lublana, 26 września: Słowenia – Polska
Paryż, 27 września: Francja – Serbia

 

Biało-czerwoni grają o igrzyska

W piątek 9 sierpnia reprezentacja Polski siatkarzy stanie w gdańskiej Ergo Arenie do walki z zespołem Tunezji. Będzie to pierwszy mecz biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

W gdańskim turnieju oprócz Polaków i Tunezyjczyków o olimpijskie paszporty rywalizować będą jeszcze zespoły Francji i Słowenii. Od piątku do niedzieli podobne turnieje interkontynentalne zostaną rozegrane jeszcze w pięciu innych miastach: w Warnie (rywalizować tam będą Bułgaria, Brazylia, Egipt i Portoryko), w Rotterdamie (Holandia, Belgia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone), w Bari (Włochy, Australia, Kamerun, Serbia), w Petersburgu (Rosja, Iran, Kuba, Meksyk) oraz w Ningbo (Chiny, Argentyna, Finlandia, Kanada). Awans do Tokio zapewnią sobie tylko zwycięzcy.

Grupy podzielono na podstawie rankingu FIVB. Tę, do której trafili Polacy, zdecydowanie można nazwać grupą śmierci. Zajmujący czwarte miejsce w klasyfikacji zespół Vitala Heynena w gdańskiej Ergo Arenie będzie rywalizował m.in. z Francuzami. Mistrzowie Europy z 2015 roku powinni być najgroźniejszym konkurentem w walce o kwalifikację olimpijską. Skreślać nie należy też Słoweńców, którzy ostatnio mieli patent na Polaków. W 2015 roku wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale mistrzostw Europy, a dwa lata później w turnieju tej samej rangi ograli ich na etapie 1/8 finału. Drużyna Alberto Giulianiego bardzo dobrze spisywała się w pierwszej części sezonu. Triumfowała w Challenger Cup, kwalifikując się w ten sposób do Ligi Narodów, a w sparingach potrafiła pokonać Włochów.

Polacy walkę o wyjazd do Tokio rozpoczną jednak od starcia z teoretycznie najłatwiejszym rywalem – Tunezją. Tunezyjczycy na arenie międzynarodowej nie odnosili do tej pory większych sukcesów, choć często kwalifikują się do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Na tę drugą imprezę w ostatnim czasie kwalifikują się raz na osiem lat (1988, 1996, 2004, 2012). Tym razem o olimpijski awans powalczą jednak raczej w turnieju kontynentalnym.

Najtrudniejszym rywalem biało-czerwonych będą bez wątpienia Francuzi, z którymi nasi siatkarze zmierzą się w sobotę. Taki układ terminarza nie spodobał się trenerowi trójkolorowych Laurent owi Tille, który uznał go za „wybitnie niesportowy, bo ułożony w interesie polskiego zespołu”. Szkoleniowcowi francuskiej drużyny w swoim stylu odpowiedział kapitan polskiej drużyny Michał Kubiak. „Nasza federacja zapłaciła porządne pieniądze, żeby móc zorganizować ten turniej, a co za tym idzie, wybrać też najlepsze dla nas terminy gier. Jeżeli inni chcieliby mieć taki przywilej, mogli przecież zgłosić akces i zapłacić tyle, co nasz związek. FIVB przyzwala na takie praktyki, więc nie rozumiem pretensji. Jako gospodarz turnieju mamy prawo zorganizować turniej pod siebie” – powiedział Kubiak w wypowiedziach dla polskich mediów.

Nie ulega jednak kwestii, że losy awansu rozstrzygną się na parkiecie Ergo Areny. Po ostatnim sprawdzianie formy biało-czerwonych w Memoriale Huberta Wagnera wśród polskich kibiców panuje umiarkowany optymizm. Podopieczni trenera Vitala Heynena pokonali w Krakowie Serbię 3:1 i Finlandię 3:0, ale przegrali z Brazylią 1:3. „Mimo porażki ten mecz dużo nam dał. Oni byli w świetnej formie i zdecydowanie lepiej od nas zgrani. Mieliśmy w tym spotkaniu swoje problemy, ale w wielu fragmentach spisywaliśmy się bardzo dobrze. Na podstawie tej konfrontacji oraz wygranych potyczek z Serbią i Finlandią możemy z dużym optymizmem podejść do czekających nas trzech meczów w Ergo Arenie” – zapewnia rozgrywający naszej reprezentacji Fabian Drzyzga.

W zgodnej opinii ekspertów kluczowe znaczenie dla zwycięstwa w tej imprezie będzie miała sobotnia konfrontacja dwóch najsilniejszych zespołów, czyli Polski i Francji. Ekipa trójkolorowych znana jest z bardzo dobrej obrony i to jest jej najmocniejszym atutem od lat. Ale nasi siatkarze też mają argumenty, którymi są w stanie zdewastować grę każdego przeciwnika.

Wszystkie mecze turnieju będą transmitowane przez TVP1, TVP Sport, TVPSPORT.PL, Polsat Sport i IPLA TV.