48 godzin sport

Będzie restart Primera Division
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez ogłosił w sobotę wznowienie rozgrywek Primera Division po 8 czerwca. Zdaniem miejscowych mediów to oznacza, że pierwsze mecze ligowe w czasie pandemii koronawirusa będą rozgrywane w weekend 12-14 czerwca. Kluby będą musiały jednak respektować wszelkie środki bezpieczeństwa dla uczestników spotkań, które będą się odbywały bez udziału publiczności. W tabeli przed wstrzymaniem rozgrywek po 27. kolejce liderem była Barcelona (58 pkt), przed Realem Madryt (56 pkt) i zespołem FC Sevilla (47 pkt).

Wirtualni kibice w Aarhus
Duński klub AGF Aarhus znalazł sposób na brak kibiców podczas meczów ekstraklasy, która wraca do rywalizacji 28 maja po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Jego piłkarze zagrają przed „wirtualną trybuną” – na ekranach widoczni będą fani dopingujący w domach, którzy będą widoczni na ekranach ustawionych na wszystkich sektorach trybun. Za pośrednictwem aplikacji Zoom wszyscy obecni na stadionie będą mogli na żywo zobaczyć reakcje kibiców, którzy wydarzenia na boisku będą śledzić przed monitorami swoich domowych komputerów. Po 24 kolejkach duńskiej ekstraklasy w tabeli prowadzi FC Midtjylland z 62 punktami. Zespół z Aarhus, który ma jedno zaległe spotkanie, traci do lidera 22 punkty.

Nowy gracz w Asseco Resovii
Asseco Resovia Rzeszów podpisała roczny kontrakt z fińskim siatkarzem Timo Tammemaą. Grający na pozycji środkowego 29-letni zawodnik do rzeszowskiej ekipy przenosi się z francuskiego Tours VB, w którym spędził ostatni sezon. Tammemaa ma w dorobku mistrzostwo i Puchar Estonii wywalczone z Selverem Talin, mistrzostwo Belgii z Noliko Maaseik oraz wicemistrzostwo Francji ze Spacer’s de Toulouse. Wraz z kadrą Estonii dwukrotnie wygrywał Ligę Europejską (2016, 2018), występował też w mistrzostwach Europy w 2015, 2017 i 2019 roku.

Nie chcą Philippe Couthinho
Bayern Monachium nie skorzystał z opcji wykupienia za 120 milionów euro brazylijskiego piłkarza Philippe Coutinho, wypożyczonego w ubiegłym roku z Barcelony 8,5 mln euro. Prezes tego klubu, Karl-Heinz Rummenigge, wyjawił w wypowiedzi dla magazynu „Der Spiegel”, że termin wykupienia tego zawodnika minął. Niespełna 28-letni Coutinho był witany w Monachium z wielkimi nadziejami. Przed przerwą w rozgrywkach Bundesligi spowodowaną koronawirusem zagrał w 22 z 25 meczów, z czego 15 razy w podstawowym składzie. Wprawdzie jego dorobek ośmiu goli i sześciu asyst nie jest złym wynikiem, ale wpływ brazylijskiego pomocnika na grę Bayernu był mniejszy niż oczekiwano. W kwietniu, wykorzystując przerwę w rozgrywkach, Coutinho przeszedł operację stawu skokowego i obecnie jest niezdolny do gry.

Karbownik zostaje w Legii
Legia Warszawa przedłużyła do 30 czerwca 2024 roku kontrakt z Michałem Karbownikiem. 19-letni obrońca w tym sezonie rozegrał 19 meczów w PKO Ekstraklasie, a we wszystkich rozgrywkach 22. W mediach pojawiały się spekulacje, że jego pozyskaniem są zainteresowane kluby hiszpańskie, ale do stołecznego klubu nie wpłynęła żadna konkretna oferta transferowa. Legia oczekuje za tego piłkarz co najmniej siedem milionów euro.

Kwolek nadal w VERVIE
Siatkarz reprezentacji Polski Bartosz Kwolek przedłużył o kolejne dwa sezony kontrakt z ekipą Vervy Warszawa Orlen Paliwa. 22-letni przyjmujący, który w 2018 roku był w kadrze kadry Polski, która zdobyła mistrzostwo świata, występuje w barwach stołecznej drużyny od 2016 roku.

Posędziują w Pucharze Polski
Polski Związek Piłki Nożnej wyznaczył sędziów do poprowadzenia zaległych meczów 1/4 finału Pucharu Polski (awans zdążyły wywalczyć Lechia Gdańsk i Cracovia). Zaplanowane na wtorek 26 maja spotkanie Miedzi Legnica z Legią Warszawa posędziuje Bartosz Frankowski z Torunia, natomiast arbitrem środowej potyczki Stali Mielec z Lechem Poznań będzie Paweł Gil z Lublina.

Patrick Eving z koronawirusem
Patrick Ewing, jeden z najwybitniejszych graczy ligi NBA z przełomu lat 80. i 90 XX wieku, członek słynnego amerykańskiego Dream Teamu koszykarzy, który zdobył złoto na igrzyskach olimpijskich w 1992 roku w Barcelonie, został zakażony koronawirusem. 57-letni obecnie Ewing jest trenerem uniwersyteckiej drużyny Georgetown. Władze uczelni podały, że przebadani zostali wszyscy członkowie zespołu, ale wynik pozytywny dał tylko test Ewinga.

Zmarł mistrz Wielkiego Szlema
W miniony piątek w wieku 83 lat zmarł Ashley Cooper, wybitny tenisista, czterokrotny triumfator turniejów Wielkiego Szlema. O jego śmierci poinformowała organizacja zrzeszająca zawodowych tenisistów (ATP). Cooper był uważany za jednego z najbardziej wybitnych tenisistów lat 50. i 60. ubiegłego wieku. W 1957 roku Australijczyk wygrał trzy turnieje Wielkiego Szlema i tym samym roku triumfował też z reprezentacją Australii w Pucharze Davisa. Z powodu kontuzji pleców musiał zakończyć karierę w 1962 roku. W 1991 roku został wpisany do Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław.

Ligue 1 zacznie w sierpniu
Zarządzająca rozgrywkami francuskiej ekstraklasy piłkarskiej Profesjonalna Liga Futbolu (LFP) ogłosiła, że nowy sezon Ligue 1 rozpocznie się 23 sierpnia. Nie będzie to restart, bo pod koniec kwietnia zdecydowano, że wstrzymany z powodu pandemii koronawirusa bieżący sezon nie będzie wznowiony. Tytuł przyznano pierwszej w tabeli ekipie Paris Saint-Germain.

Santiago Bernabeu bez Realu

Jeśli sezon Primera Division zostanie wznowiony, Real Madryt domowe spotkania rozgrywać będzie na swoim treningowym stadionie im. Alfredo Di Stefano w Valdebebas. „Królewscy” otrzymali już na to zgodę od zarządu Primera Division oraz od władz hiszpańskiej federacji.

Real Madryt porzuca swoją legendarną arenę z dwóch powodów. Po pierwsze, wiadomo już, że jeśli rozgrywki w hiszpańskiej ekstraklasie piłkarskiej zostaną wznowione, to mecze będą grane przy pustych trybunach. A skoro tak, znacznie taniej wyjedzie „Królewskim” korzystać ze znacznie mniejszego stadionu w Valdebebas, który ma pojemność 6 tys. miejsc. Drugi powód, to realizowana właśnie modernizacja Santiago Bernabeu. Gdy ją rozpoczynano, klub zawarł umowę z wykonawcami, że prace budowlane nie mogą utrudniać rozgrywania meczów, co wydłużyło termin zakończenia inwestycji do 2023 roku. Teraz z powodu koronawirusa zespół może na wiele miesięcy zwolnić obiekt, co ułatwi budowlańcom zadanie. A na zmodernizowanym obiekcie Real zwiększy swoje przychody z tylko komercyjnej działalności do kwoty 150 mln euro. Taki efekt na pewno wart jest wyrzeczeń.

Za Odrą chcą grać

Znękana pandemią koronawirusa piłkarska Europa z nadzieją spogląda na pięć najsilniejszych lig europejskich. Oczekuje się, że jeśli w Bundeslidze, Premier League, Primera Division, Serie A i Ligue 1 piłkarze wrócą na boiska, to przy wykorzystaniu wypracowanych przez te ligi metod futbolowe życie odrodzi się także w innych europejskich krajach. Liczy na to również nasza PKO Ekstraklasa.

Niemieckie media donoszą, że w kwietniu do regularnych treningów, chociaż w ograniczonych przez sanitarne obostrzenia warunkach, wróciły już wszystkie drużyny Bundesligi. W każdym klubie przestrzegane są zasady dotyczące bezpieczeństwa i piłkarze nie mogą trenować grupowo, jak robili to przez wybuchem pandemii koronawirusa. Ale chociaż ćwiczą podzieleni na małe grupki i z zachowaniem niezbędnych odległości od siebie, to jednak mogą znowu ćwiczyć na normalnych boiskach i w pełnym obciążeniem. To daje podstawy do snucia spekulacji, że zmagania w najwyższej niemieckiej klasie rozgrywkowej mogą zostać wznowione jeszcze w pierwszej dekadzie maja. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść 17 kwietnia, podczas zaplanowanej na ten dzień przez Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB) wideokonferencji.
Oprócz niemieckiej w żadnej z pozostałych czołowych lig europejskich zespoły nie wróciły w komplecie do treningów. To tylko pokazuje determinację, z jaką nasi zachodni sąsiedzi próbują uratować swoją piłkarską ekstraklasę przed finansową zapaścią. Piłkarze nie protestują, chociaż przecież nawet zajęcia w małych grupach nie eliminują ryzyka zakażenia koronawirusem. Kluby stosują różne zabezpieczenia mające zminimalizować takie niebezpieczeństwo, na przykład zakazują zawodnikom korzystania z klubowych pryszniców, wspólnego spożywania posiłków, korzystania z tych samych pojemników z napojami, poza tym wymagają regularnego badania temperatury oraz przechodzenia testów.
Niemiecka determinacja
Rozgrywki w Niemczech zostały zawieszone do końca kwietnia, lecz władze Bundesligi zakładają, że jeśli udałoby się je wznowić od 9 maja, to sezon uda się dograć do końca. Ich plan zakłada rozgrywki bez udziału publiczności, lecz na wszystkich stadionach. Do rozegrania pozostało dziewięć kolejek. Po 25 seriach spotkań liderem jest Bayern Monachium z czterema punktami przewagi nad drugą w tabeli Borussią Dortmund i pięcioma nad trzecim RB Lipsk. Liderem klasyfikacji strzelców jest Robert Lewandowski z 25. golami na koncie.
Włosi gotowi grać bez kibiców
Ostatnie prognozy przewidują, że w Serie A kibice nie wrócą na trybuny stadionów co najmniej do końca tego roku. I póki co jest to jedyna wiadoma rzecz dotycząca rozgrywek we włoskiej ekstraklasie, bo w tej chwili nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy piłkarze będą mogli chociaż wrócić do regularnych treningów. Przymusowa kwarantanna wprowadzona przez włoski rząd obowiązuje na razie do 3 maja. Minister sportu Vincenzo Spadafora nakazał jednak szefom związków sportowych do przygotowania planów reaktywowania rozgrywek. Optymalny plan w tych realiach zakłada rozgrywanie przez kluby meczów na swoich stadionach, ale bez udziału kibiców. Włosi rozpatrują też wariant rezerwowy zakładający dokończenie rywalizacji w jednym miejscu lub regionie, gdzie będzie najmniejsze zagrożenie koronawirusem.
Do zakończenia zmagań w Serie A zostało jeszcze 12 kolejek i cztery zaległe spotkania. Liderem rozgrywek po 26. kolejkach gier jest Juventus Turyn z dorobkiem 63 punktów, druga lokatę zajmuje Lazio Rzym (62 pkt), a trzecią Inter Mediolan (54 pkt i jeden zaległy mecz).
Anglicy gotowi na skoszarowanie
W Anglii trwają dyskusje w jaki sposób dokończyć rozgrywki 2019/2020. Jak podaje „The Times”, działacze angielskiej federacji piłkarskiej (FA) zaoferowali klubom Premier League użyczenie w tym celu stadionu Wembley, na którym dałoby się rozegrać jednego dnia nawet kilka meczów, tylko raczej na pewno bez udziału kibiców. Drugim wytypowanym miejscem jest narodowe centrum futbolu, czyli St. George’s Park w Burton (ok. 200 km od Londynu). Znajduje się tam hotel z 228 pokojami, a także 13 boisk, z których pięć jest oświetlonych.
Według medialnych spekulacji FA chce wznowić sezon 1 czerwca (o ile pozwoli na to rozwoju pandemii koronawirusa), a zakończyć go w ciągu sześciu tygodni. Większość drużyn ma do rozegrania po dziewięć spotkań. W tabeli Premier League zdecydowanym liderem jest FC Liverpool, który po 29 kolejkach wyprzedza drugi w tabeli Manchester City aż o 25 punktów. Na trzeciej pozycji plasuje się Leicester City.
Hiszpanie na razie tylko planują
Hiszpania powoli zaczyna wracać do normalności. Na początek rząd zniósł ograniczenia w sektorach przemysłowym i budowlanym, otworzyć się mają także biura i firmy zajmujące się księgowością. To oczywiście nie oznacza, że wszyscy mieszkańcy Hiszpanii przestaną przebywać w izolacji. Szkoły, bary, restauracje, kawiarnie, sklepy (poza oferującymi towary pierwszej potrzeby) obiekty kultury i centra rozrywki pozostają zamknięte. Z poluzowania zakazów chciały też skorzystać kluby piłkarskie, ale na razie spotkały się ze stanowczą odmową. Real Sociedad miał od wtorku jako pierwszy hiszpański klub wznowić treningi. Piłkarze mieli ćwiczyć tylko w parach, na dodatek dobrowolnie, bez korzystania z klubowej infrastruktury. Najwyższa Rada Sportu zablokowała ten pomysł, a II-ligowemu klubowi Fuenlabrada zabroniono nawet przeprowadzenia pomiarów wagi u swoich zawodników.
W tej chwili w Hiszpanii obowiązuje pogląd, że rozgrywki w La Liga muszą zostać wznowione najpóźniej do 27 czerwca, inaczej sezon nie zostanie dokończony. Do rozegrania pozostało 11 kolejek. Prowadzi Barcelona, która ma dwa punkty przewagi nad Realem Madryt.
We Francji nie chcą pustych trybun
Przedstawiciele klubów Ligue 1 i Ligue 2 są przeciwni planom szybkiego wznowienia rozgrywek. Otrzymali mocne wsparcie ze strony organizacji kibicowskich, które nie zgadzają się na rozgrywaniu meczów bez udziału publiczności. „Wznowienie rozgrywek za wszelką cenę to wstyd i ten pośpiech nie przyniesie nic pozytywnego na przeszłość. Piłka nożna może przez to całkowicie stać się produktem telewizyjnym, który mógłby obywać się bez obecności kibiców na trybunach, ale to błędne myślenie” – grzmią francuscy kibice.
Ligowe zmagania we Francji przerwano 13 marca. Jak donosi dziennik „L’Equipe”, najnowszy projekt zakłada ich wznowienie 17 czerwca i zakończenie 25 lipca. To oznacza, że każda z drużyn będzie musiała grać co trzy dni. Po 28 kolejkach liderem Ligue 1 jest ekipa Paris Saint Germain, która ma 12 punktów przewagi nad Olympique Marsylia i jedno spotkanie rozegrane mniej. W wygłoszonym w poniedziałek orędziu prezydent Emmanuel Macron przedłużył kwarantannę do 11 maja.
PKO Ekstraklasa postoi do maja
W naszej rodzimej lidze rozgrywki są wstrzymane na razie do 26 kwietnia. Wśród piłkarskich działaczy na razie większość mają zwolennicy dokończenia sezonu, ale jeśli epidemia koronawirusa nie zacznie wygasać na początku maja, całkiem realny wydaje się też scenariusz zakładający zakończenie sezonu wedle stanu z 13 marca. To będzie jednak ostateczność. Na razie PKO Ekstraklasa czeka na decyzje władz. Do zakończenia zmagań pozostały jej cztery kolejki sezonu zasadniczego oraz siedem kolejek w play off. Prowadzi Legia Warszawa (51 pkt), przed Piastem Gliwice (43) i Cracovią (42).

Problemy z El Clasico

W środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou FC Barcelona zmierzy się w zaległym meczu z Realem Madryt. Potyczka na szczycie Primera Division jest w Hiszpanii nie tylko sportowym wydarzeniem.

Władze Katalonii poinformowały, że podczas zaplanowanego na środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou meczu hiszpańskiej ekstraklasy między zespołami FC Barcelona i Realu Madryt, porządku pilnować będzie około trzech tysięcy funkcjonariuszy. Potyczki tych dwóch klubów w Hiszpanii określa się mianem „El Clasico” lub „Gran Derbi”. W tym sezonie ich ligowe spotkanie miało się odbyć w październiku, ale zostało przełożone na 18 grudnia ze względu na napiętą sytuację polityczną w Katalonii.

Przed meczem na szczycie Primera Division (Barcelona i Real Madryt są na czele ligowej tabeli) obie drużyny rozegrały w miniony weekend wyjazdowe mecze w ramach 17. kolejki. „Duma Katalonii” zmierzyła się w sobotę z Realem Sociedad i niespodziewanie zremisowała tylko 2:2, natomiast „Królewscy” w niedzielę wieczorem zagrali z Valencią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Barcelona bije Real

W tym tygodniu Real Madryt miał w terminarzu dwie potyczki z Barceloną na Santiago Bernabeu. Pierwsze starcie w rewanżowym meczu Pucharu Króla przegrał z kretesem 0:3. A już sobotę czeka ich kolejne El Clasico w ramach 26. kolejki Primera Division.

Niedługo minie 10 lat od pamiętnego zwycięstwa Barcelony na Santiago Bernabeu. W maju 2009 roku drużyna prowadzona wtedy przez Pepa Guardiolę rozgromiła Real w jego mateczniku aż 6:2. Od tego czasu „Duma Katalonii” z siedemnastu rozegranych na stadionie Realu meczów wygrała aż dziesięć, przy bilansie bramkowym 41:22. Przy okazji warto wspomnieć, że FC Barcelona ma szansę na historyczny wyczyn. Jeszcze żadnemu zespołowi nie udało się zdobyć Pucharu Króla (Copa del Rey) pięć razy z rzędu. „Duma Katalonii” triumfowała w tych rozgrywkach już czterokrotnie – w 2015 roku w finale pokonała Athletic Bilbao, w 2016 FC Sevillę, w 2017 Alaves, a przed rokiem ponownie FC Sevillę. W tegorocznym finale przeciwnikami Messiego i spółki będzie zwycięzca drugiej półfinałowej potyczki – Valencia lub Betis Sewilla.

Wracając do El Clasico. Bilans spotkań Realu z Barceloną jest teraz idealnie równy – 95 razy zwyciężali w nich „Królewscy”, 95 razy „Duma Katalonii”, a w 51 meczach padł remis.  Ostatnie z nierozstrzygniętych spotkań miało miejsce w pierwszym meczu półfinałowym w Copa del Rey na Camp Nou. Potyczka zakończyła się remisem 1:1 i z tego powodu przed rewanżem na Santiago Bernabeu dawano jedenastce z Madrytu większe szanse na wywalczenie awansu. Co prawda tu i ówdzie pojawiły się opinie, że nie pozwoli na to Leo Messi, który na stadionie „Królewskich” czuje się jak u siebie i strzelił tu już Realowi 15 goli, zwłaszcza że Argentyńczyk prezentuje ostatnio kapitalną formę. Z ośmiu zdobytych w lutym przez Barcelonę bramek siedem zapisał na swoje konto. A w sumie ma już w dorobku 33 gole strzelone w 32 meczach, a w Primera Division z 27 trafieniami przewodzi w klasyfikacji strzelców oraz w klasyfikacji „Złotego Buta”.

W środę obrońcom Realu Madryt udało sie jednak powstrzymać genialnego argentyńskiego piłkarza, ale musieli zaangażować do tego zadania tylu swoich graczy, że nie było już komu przypilnować drugiego ze snajperów katalońskiej jedenastki Luisa Suareza. Urugwajczyk skwapliwie skorzystał z okazji i wpakował „Królewskim” w sumie trzy gole. Na jego koncie zapisano jednak tylko dwa, bo trzeciego uznano za gol samobójczy Raphaela Varane’a. Czy ekipa Realu zdoła się w trzy dni pozbierać psychicznie po takim laniu? Przekonamy się w sobotę wieczorem. Będzie to czwarte El Clasico w tym sezonie.

 

Leo Messi integruje zespół Barcelony

W tym sezonie funkcję kapitana drużyny Barcelony pełni Leo Messi. Argentyńczyk potraktował nowe obowiązki trochę nietypowo, bo zaprosił kolegów na balangę.

 

Skoro tego lata kataloński klub nie zaszokował konkurentów żadnym spektakularnym transferem, Messi postanowił poszukać rezerw w atmosferze panującej w kadrze zespołu. Argentyńczyk zaprosił wszystkich zawodników na kolację, na co wyraził zgodę trener Ernesto Valverde. Z doniesień jakie pojawiły się w hiszpańskich mediach wynika, że podczas imprezy zostaną też przywitani przez zespół nowi zawodnicy oraz pożegnani ci, którzy z klubu tego lata już odeszli lub jeszcze odejdą.
Inicjatywa Messiego spodobała się też szefom „Dumy Katalonii” i ponoć wyrazili zgodę, żeby takie integracyjne spotkania odbywały się cyklicznie. Trener Valverde obiecał tak układa plany treningów, żeby zawodnicy mieli jak najwięcej czasu na integrację.

Co ciekawe, Messi na kolację zaprosił wyłącznie piłkarzy. Po raz ostatni zawodnicy Barcelony spędzali w ten sposób czas po zdobyciu podwójnej korony w poprzednim sezonie, ale wtedy imprezę zorganizowały władze klubu. Teraz robią to sami piłkarze. Ciekawe jakie będzie miało to przełożenie na ich postawę na boisku.

 

Za darmo na Facebooku

We wtorek władze hiszpańskiej ekstraklasy piłkarskiej poinformowali o podpisaniu umowy z Facebookiem, która pozwoli kibicom w Azji oglądać za darmo wszystkie mecze Primera Division. To nowość na rynku transmisji TV.

 

Mecze hiszpańskiej ekstraklasy będą dostępne za darmo dla użytkowników Facebooka w ośmiu krajach – Afganistanie, Bangladeszu, Indiach, Malediwach, Bhutanie, Nepalu, Sri Lance i Pakistanie. Umowa z Facebookiem została podpisana na trzy lata i będzie obowiązywać od obecnego, który rozpocznie się już w najbliższy weekend. „Czujemy się pionierami, bo to nowy rozdział w historii transmisji z wydarzeń sportowych” – podkreśla w oficjalnym komunikacie Primera Division. Ani amerykański portal społecznościowy, ani władze hiszpańskiej ligi nie ujawniają ile Facebook zapłacił za prawa do transmisji. Dziennik „Marca” spekuluje, że kluby dostaną z tego tytułu około 100 mln dolarów. Mecze będą dostępne na oficjalnych profilach ligi i poszczególnych drużyn.

 

 

Anglicy szastają forsą na transfery

W tegorocznym letnim oknie transferowym znów najbardziej rozrzutne był kluby angielskiej Premier League, które na zakup nowych piłkarzy wydały ponad miliard euro. Na drugim miejscu uplasowała się włoska Serie A.

 

Największe wydarzenie transferowego tego lata w Europie było niewątpliwie przejście Cristiano Ronaldo z Realu Madryt do Juventusu Turyn. 33-letni portugalski gwiazdor nie pobił rekordu Brazylijczyka Neymara, za którego rok temu Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro. Nie przebił też kwoty transferowej zapłaconej AS Monaco przez paryski klub za wschodzącą gwiazdę światowego futbolu Kyliana Mbeppe (180 mln euro). Juventus pozyskał Cristiano Ronaldo „tylko” za 112 mln euro, co jednak jest rekordem włoskiej ligi. Ale nie tylko turyński klub szalał na transferowym rynku, inne kluby Serie A też nie szczędziły pieniędzy i w sumie wydały na nowych graczy równy miliard euro, czyli tylko sto milionów euro mniej od krezusów z angielskiej Premier League.

Trzecie miejsce w tym zestawieniu przypadło klubom z hiszpańskiej Primera Division, które tego lata wydały w sumie na transfery 690 mln euro. W gronie potentatów najbiedniejsza okazała się niemiecka Bundesliga, bo jej kluby na nowych zawodników wydały w sumie 446 mln euro, a najgłośniejszym transferem okazało się jak na razie przejście Belga Axela Witsela z chińskiego zespołu do Borussii Dortmund za 20 mln euro.

Działacze niemieckich klubów narzekaj, że maja do dyspozycji takich pieniędzy, jak ich konkurenci w Anglii, Włoszech i Hiszpanii. Lada moment mogą też spaść na piąte miejsce w tym zestawieniu, bo coraz większe sumy pojawiaj się w ofertach francuskich klubów. Europejska hierarchia futbolowych potentatów nie jest ustalona raz na zawsze.

 

Kłopotliwy agent gwiazd

Wypożyczony z Realu Madryt do Bayernu Monachium James Rodriguez dołączył do grona piłkarzy Primera Division, którym hiszpański fiskus udowodnił przypadki unikania płacenia podatków.

 

Na Kolumbijczyka nałożono grzywnę w wysokości niemal 12 milionów euro. To dopiero początek procedury, której skuteczności i bezwzględności doświadczyli najlepsi gracze ostatnich lat – Argentyńczyk Leo Messi i Portugalczyk Cristiano Ronaldo. To najbardziej znani z plejady znanych piłkarzy i trenerów hiszpańskiej Primera Division Messi i Cristiano Ronaldo zostali już za to osądzeni i skazani na kary więzienia w zawieszeniu oraz gigantyczne kary finansowe (portugalski gwiazdor tego lata musiał zapłacić blisko 19 mln euro). Teraz hiszpańska skarbówka wzięła pod lupę Jamesa Rodrigueza.

Kolumbijczyk co prawda od ponad roku występuje na zasadzie wypożyczenia w Bayernie Monachium i nie spieszy się do powrotu na Santiago Bernabeu, ale dochodzenie przeciwko niemu dotyczy lat 2014-2017 , gdy był zawodnikiem „Królewskich”. Tuż po przybyciu do Hiszpanii powinien zgłosić się do urzędu skarbowego i w nim opodatkować swoje dochody, ale w ciągu trzech lat pobytu na półwyspie Iberyjskim tylko częściowo wywiązał się z tego obowiązku. W wyniku wszczętego w tej sprawie śledztwa na 27-letniego piłkarza fiskus nałożono karę grzywny w wysokości 11,65 miliona euro. Zdaniem urzędników piłkarz nie popełnił wykroczenia z premedytacją, tylko w wyniku nieznajomości przepisów.

Hiszpańskie media dopatrzyły się interesującej zależności w podatkowych tarapatach gwiazd. Spora grupa to klienci słynnego piłkarskiego agenta Jorge’a Mendesa. Swoimi poradami napytał biedy m.in. Luce Modriciowi, Radamelowi Falcao oraz trenerowi Jose Mourinho.