Gospodarka 48 godzin

W idealnym stanie
Wygląda na to, że Polacy użytkują samochody najbardziej niezawodne w Europie i najdoskonalsze pod względem jakości. Okazuje się bowiem, że w naszym kraju, na prawie 19 mln technicznych badań pojazdów przeprowadzonych w 2020 r. jedynie 2,5 proc. zakończyło się wynikiem negatywnym. Przypomnijmy, że chodzi o okres już po wprowadzeniu zmian, mających jakoby bezwzględnie wykrywać usterki podczas okresowych badań w stacjach kontroli pojazdów. Tymczasem w Niemczech wśród 10 mln wylosowanych badań technicznych przeprowadzonych w okresie od czerwca 2017 r. do czerwca 2018 r., aż 20 proc. pojazdów nie zostało dopuszczonych do ruchu. Podobna tendencja jest na przykład w Finlandii, gdzie w latach 2017 – 2020 przeciętnie w jednym na pięć samochodów zostały stwierdzone poważne usterki techniczne, które wykluczyły badany pojazd z ruchu drogowego. Jak widać, straszliwymi rzęchami jeżdżą ci Niemcy i Skandynawowie… Nie to, co u nas.

Nic z tego nie będzie
Propagandowy, przedwyborczy program Prawa i Sprawiedliwości, określany mianem „Polskiego Ładu” może znacznie pogorszyć sytuację wielu firm w naszym kraju. Jak wskazuje Cezary Kaźmierczak, kierujący Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców, według ich obliczeń obciążenia podatkowe małych firm i mikroprzedsiębiorców wzrosną łącznie o około 30 proc., co będzie oznaczać największą podwyżkę podatków, jakiej kiedykolwiek doświadczyli. Rzekome reformy „Polskiego Ładu” motywowane są bowiem w całości politycznie, a ich skutkiem będzie podnoszenie cen przez drobnych przedsiębiorców oraz spadek oszczędności. Przedstawiciele ZPiP uważają, że obok samorządów i tzw. klasy średniej to właśnie drobni przedsiębiorcy poniosą największą część kosztów zapowiadanej przez propagandę rządową reformy podatkowej w ramach „Polskiego Ładu”. Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, opowiadanie o tym, że na zmianach w ramach „Polskiego Ładu” skorzysta na tym 18 mln podatników, to bajki o żelaznym wilku. Eksperci tonują te obawy, zwracając uwagę, że jeszcze wciąż nic nie wiadomo, jaki w rzeczywistości kształt przybiorą zmiany podatkowe. W istocie, przedsiębiorców i innych obawiających się „Polskiego Ładu” należy pocieszyć, że to są tylko przedwyborcze bajki, które najprawdopodobniej nigdy nie przybiorą żadnego obowiązującego kształtu. Rząd PiS już wielokrotnie pokazał, że swoje obietnice traktuje w kategorii baśni, mających chwilowo prezentować obecną ekipę w lepszym świetle. Nie należy więc przykładać żadnego znaczenia do obiecanek tej ekipy.

Wątpliwa zachęta
Rząd, pragnąc zachęcić Polaków do szczepienia się przeciwko COVID-19 przyjął projekt ustawy, która dotyczy utworzenia Funduszu Kompensacyjnego Szczepień Ochronnych. Fundusz ten ma zapewnić pacjentom możliwość uzyskania świadczenia pieniężnego w sytuacji wystąpienia niepożądanych działań po podaniu szczepionki. Świadczenia kompensacyjne będą przyznawane na podstawie decyzji Rzecznika Praw Pacjenta. Chodzi zatem o zapewnienie, że ci, których zdrowie będzie zrujnowane lub osłabione w wyniku szczepienia, zostaną zabezpieczeni finansowo. Wydaje się jednak, że ta ustawa wywoła skutek odwrotny do zamierzonego. Obywatele mogą uznać, że szczepienie przeciwko Covid-19 jest bardzo niebezpieczne, skoro rząd tworzy specjalny fundusz przeznaczony na pomoc dla ofiar szczepionki.

Gospodarka 48 godzin

Handel zagraniczny rośnie
Po pięciu miesiącach 2021 r. wśród głównych partnerów handlowych Polski nie odnotowano spadku w eksporcie, a w imporcie spadek nastąpił tylko ze Stanów Zjednoczonych – wskazuje Główny Urząd Statystyczny. Obroty z najważniejsza dziesiątką naszych partnerów handlowych stanowiły 65,4 proc. polskiego eksportu i 64,3 proc. importu. Wśród tej dziesiątki pierwsze miejsce zdecydowanie zajmują Niemcy. Udział Niemiec w polskim eksporcie wyniósł 28,9 proc., a w imporcie 21,6 proc. Zarabiamy na handlu z Niemcami, bo w pierwszych pięciu miesiącach tego roku dodatnie saldo Polski wyniosło 40,4 mld PLN (10,7 mld USD, 8,9 mld EUR) wobec zaledwie 29,9 mld PLN (7,5 mld USD, 6,9 mld EUR) w analogicznym okresie ubiegłego roku. Największy obrót towarowy Polska odnotowała z krajami rozwiniętymi. W naszym handlu zagranicznym ogółem nastąpił wzrost w prawie wszystkich grupach towarowych zarówno w imporcie, jak i w eksporcie. W polskim eksporcie największy wzrost dotyczył maszyn i urządzeń transportowych (o 38,4 proc.), surowców z wyjątkiem paliw (o 37,3 proc.), różnych wyrobów przemysłowych (o 32,8 proc.), olejów, tłuszczy, wosków zwierzęcych i roślinnych (o 30,8 proc.), paliw mineralnych, smarów i materiałów pochodnych (o 20,3 proc.), chemii i produktów pokrewnych (o 19,2 proc.), żywności i zwierząt żywych (o 9,2 proc. ) oraz napojów i tytoniu (o 2,2 proc.).
Z kolei w polskim imporcie największy wzrost zanotowano w towarach przemysłowych (o 32,4 proc.), oraz także w maszynach i urządzeniach transportowych (o 31,7 proc.), surowcach z wyjątkiem paliw (o 26,7 proc.), w chemikaliach i produktach pokrewnych (o 23,2 proc.), w paliwach mineralnych, smarach i materiałach pochodnych (o 17,6 proc.), w olejach, tłuszczach, woskach zwierzęcych i roślinnych (o 11,7 proc.), w napojach i tytoniu (o 8,3 proc.) oraz w żywności i zwierzętach żywych (o 6,1 proc.). Czyli, generalnie, zarówno sprzedajemy, jak i kupujemy coraz więcej tych samych grup towarów – co jest typowe dla gospodarki rynkowej.

Myślą już o wyborach
Minister finansów Tadeusz Kościński w ramach już przedwyborczych obietnic PiS, zapowiedział, że w przyszłym roku nastąpi podwyżka kwoty wolnej od podatku do poziomu 30 tys. złotych. Wedle jego wyliczeń, zyska na tym aż 18 mln podatników – z nadzieją, że część znich w związku z tym zechce zagłosować na Prawo i Sprawiedliwość. Ponadto minister finansów stwierdził, że aż dwie trzecie emerytów przestanie w ogóle płacić podatek PIT. Zdaniem ministra, dla 90 proc. podatników, to jest dla 23 mln, zmiany które proponuje rząd są albo korzystne, albo neutralne. Tadeusz Kościński zapowiedział także, że od przyszłego roku przedsiębiorcy mają płacić składkę zdrowotną na takim samym poziomie jak pracownicy, ponieważ nie może być tak, że pracownicy, którzy zarabiają mniej od swoich pracodawców, płacą większą składkę zdrowotną. Przedsiębiorcy wszakże na tym nie stracą, ponieważ zostaną objęci tzw. estońskim podatkiem CIT, kolejnymi obniżkami ryczałtu oraz ulgami na innowacje oraz rozwój firm. W ten sposób, według ministra, przedsiębiorcy będą mogli osiągać jeszcze większe dochody – o ile oczywiście zechcą rozwijać i modernizować swoje firmy.

Żeby nie mogli kupić taniej

Zmowy przedsiębiorców przez wiele lat mogą przynosić im korzyści, ale nie zawsze wszyscy są zadowoleni, więc zdarzają się wpadki.

Jednym z najczęstszych porozumień, które ograniczają konkurencję, szkodząc w ten sposób konsumentom jest podział rynku. Przedsiębiorcy, zamiast prowadzić uczciwą (choćby w miarę) rywalizację ustalają, że na danym obszarze nie będą konkurowali – i dzielą między siebie terytorium, towary lub grupy klientów. W efekcie potencjalni klienci i kontrahenci tracą możliwość kupna produktów od wybranych sprzedawców. Brak konkurencji powoduje również utrzymywanie wyższych cen produktów lub usług.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał niedawno decyzję, w której stwierdził podział rynku przez spółki Polmass i Agro-Netzwerk Polska. Zmowa dotyczyła sprzedaży preparatów mlekozastępczych dla bydła, czyli mieszanek używanych do karmienia młodych zwierząt.
Cała ta zmowa dwóch przedsiębiorców wygląda na pozór trochę jak z piosenki „Sherlock Holmes”: W pewnym GS-ie kasjer Piotr Sianko spytał: – Prezesie, zrobimy manko? – Owszem – rzekł prezes – Było nie było, a łup zawiezę swoją kobyłą. Nie można jednak wykluczyć, że dla części hodowców, to wieloletnie porozumienie sprzedawców mieszanek do karmienia młodego bydła mogło przynieść jakieś wymierne straty – choć UOKiK niestety nie pokusił się o ich zbadanie i policzenie. – Postępowanie antymonopolowe wykazało, że przedsiębiorcy podzielili pomiędzy sobą rynek. Ustalili, że nie będą sprzedawać swoich produktów do odbiorców drugiego z uczestników zmowy, nawet jeśli potencjalny kontrahent sam się do nich zgłosi. Zmowa trwała siedem lat i przez ten okres hodowcy bydła czy sprzedawcy pasz nie mieli możliwości swobodnego wyboru preparatów. Jeżeli byli wcześniej klientami jednej firmy, nie mogli kupić wyrobów od drugiej. Brak rywalizacji o klienta sprzyjał utrzymaniu wyższych cen sprzedaży produktów – stwierdził prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Złowrogie porozumienie trwało od lipca 2010 r. do kwietnia 2017 r. W tym czasie przedsiębiorcy monitorowali, czy druga strona dotrzymuje ustalonych warunków i reagowali w sytuacji, gdy zmawiający się łamał warunki niedozwolonego porozumienia. Jednym z dowodów jest e-mail wysłany przez pracownika Polmassu do jednego z szefów firmy Agro-Netzwerk Polska. Oto jego treść: „Mam „info”, że kontynuujesz sprzedaż do Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej (…), co nam bardzo przeszkadza utrzymać z OSM dotychczasowe relacje handlowe. (…) Chciałbym abyśmy nadal trzymali się przyjętej zasady dotyczącej zakazu konkurowania ze sobą. (..) Moi doradcy bardzo się skarżą na taki stan współpracy, dlatego osobiście Ciebie proszę o „uzdrowienie” tej sytuacji i powrót do przyjętej zasady”. Jak widać, współpraca zmawiających się nie zawsze przebiegała harmonijnie i bez zgrzytów.
Informacje o szczegółach porozumienia, w tym korespondencję elektroniczną pomiędzy przedsiębiorcami, Urząd zdobył podczas przeszukania w siedzibach firm, a także od jednego ze „skruszonych” uczestników porozumienia. – Za udział w podziale rynku nałożyłem na spółkę Polmass sankcję w wysokości ponad 2,5 mln zł. Drugi z uczestników porozumienia – Agro-Netzwerk skorzystał z programu łagodzenia kar leniency. Spółka dostarczyła istotne dla postępowania dowody oraz w pełni współpracowała z Urzędem, dlatego zdecydowałem o odstąpieniu od nałożenia kary finansowej na tego przedsiębiorcę. Chcemy pokazać, że współpraca z Urzędem się opłaca – warto przyznać się do winy zanim samodzielnie zidentyfikujemy nieprawidłowości i rozpoczniemy nasze działania. Jednocześnie, kto poniósł szkodę w wyniku niedozwolonego porozumienia może w postępowaniu cywilnym żądać zadośćuczynienia od każdego z jej uczestników, także podmiotu zwolnionego z kary finansowej w ramach programu leniency – dodał prezes Tomasz Chróstny.
UOKiK zaprasza wszystkich przedsiębiorców i menadżerów zainteresowanych programem łagodzenia kar do kontaktu z Urzędem. Niech pamiętają, że jeśli doniosą na partnera zmowy, to ich kara może zostać darowana. UOKiK odpowiada także na anonimowe pytania dotyczące wniosków o łagodzenie kar.
To nie jest pierwsza decyzja dotycząca podziału rynku przez Polmass. W 2020 r. UOKiK już raz ukarał to przedsiębiorstwo za niedozwolone porozumienie z firmą Ekoplon. Nałożone wówczas sankcje wyniosły 12,4 mln zł dla Ekoplonu i 4,7 mln zł dla Polmassu. Ale jak na razie tamtej kary obie firmy nie zapłaciły – i tym razem też się na to nie zanosi. Decyzja UOKiK nie jest bowiem prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do sądu.
Maksymalna kara za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję może wynieść do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy osiągniętego w roku poprzedzającym wydanie decyzji – ale aż taka jej wysokość jest raczej teoretyczna.

Przedsiębiorcy proszą o wsparcie

Tu nie wystarczy miłosierdzie gminy. Potrzebna jest systemowa pomoc ze strony rządu, który powinien odpowiadać za skutki swych działań.
Drobniejsi przedsiębiorcy pominięci w dotychczasowych tarczach antykryzysowych upominają się o wsparcie. Zorganizowali konferencję, na której razem z nimi wystąpił Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw Adam Abramowicz.
Przedsiębiorcy zaprezentowali na konferencji petycję o uwzględnienie ich w tarczach pomocowych, jaką wystosowali do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Zwrócili oni uwagę na istnienie licznej grupy firm, które mimo spadków obrotów rzędu 70 – 80 proc. nie otrzymały od rządu wsparcia, a powodem był m.in. nieodpowiedni numer w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD). – Ci przedsiębiorcy reprezentują sektor MŚP. Przed epidemią ich działalność doskonale się rozwijała i pozwalała utrzymać siebie oraz najbliższą rodzinę. Dopiero koronawirus i zamknięcie gospodarki sprawiły, że firmy te zaczęły borykać się z problemami. Od czterech miesięcy, nie mogąc normalnie pracować, znalazły się na krawędzi bankructwa. Dotychczas nie wypłacono im ani złotówki rekompensaty ponieważ nie mają właściwego numeru PKD – powiedział Adam Abramowicz, Rzecznik MŚP.
Przykładem może być działalność Magdaleny Leszczak-Wardęgi. Jej firma wynajmuje namioty wraz z wyposażeniem na targi i imprezy rozrywkowe. Od marca 2020 roku pani Magdalena jest niemal pozbawiona przychodów, a mimo to nie została objęta rekompensatami, gdyż jej kod PKD – 77.39 Z (wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych) – nie został zakwalifikowany do pomocy z tarczy. Stało się tak pomimo tego, że pod tym kodem działa wielu przedsiębiorców ściśle współpracujących z zamkniętymi branżami, a tym samym także pozbawionych przychodów.
Wstrzymanie ruchu turystycznego i trudności w przekraczaniu granicy były z kolei źródłem problemów firm Barbary Bielinowicz i Moniki Tęczy. Pierwsza z pań zajmuje się handlem przygranicznym na zachodzie Polski. Przez wprowadzone obostrzenia, niemieccy kupujący nie mogą przekroczyć granicy i jej firma straciła swoje główne źródło dochodu. Natomiast pani Monika prowadzi sklep z pamiątkami na krakowskim rynku. W 2020 roku liczba turystów odwiedzających Kraków zmniejszyła się o połowę, a pod koniec roku, z powodu zamknięcia hoteli i atrakcji turystycznych, spadła niemal do zera.
Mimo braku przychodu spowodowanego decyzją o blokadzie części gospodarki, z powodu nieuwzględnienia posiadanych przez obie firmy kodów PKD, państwo odmówiło im jakiekolwiek pomocy.
Paweł Churzępa, jubiler, podczas konferencji prasowej reprezentował ogół przedsiębiorców prowadzących działalność w galeriach handlowych. Podkreślił on, że w ciągu ostatnich miesięcy rząd dwukrotnie – w listopadzie 2020 r. i w styczniu bieżącego – radykalnie ograniczył działalność w centrach handlowych, pozwalając działać tylko wybranym sklepom. Nie wszystkie zamknięte firmy w galeriach mogą jednak składać wnioski o pomoc. Pominięte zostały chociażby sklepy z zabawkami, sprzętem elektronicznym czy właśnie jubilerzy.
Sala zabaw dla dzieci, prowadzona przez Ewelinę Szmit, rozpoczęła działalność dopiero w 2020 roku. Pierwszy lockdown zatrzymał rozwój firmy ale odmrożenie gospodarki pozwoliło wyjść na prostą. W ostatnim kwartale było wiele rezerwacji na imprezy na dzieci, które niestety w wyniku drugiego zamknięcia trzeba było odwołać. Brak możliwości porównania spadku przychodów, z powodu braku prowadzenia działalności w 2019 roku, wyeliminował Ewelinę Szmit z przeważającej większości programów pomocowych.
Joanna Dłużniewska prowadzi firmę sprzedającą odzież. Ten konkretny rodzaj działalności znalazł się w tarczach. Niestety, w wyniku niedopatrzenia, przedsiębiorstwu pani Joanny wpisano inny dominujący kod PKD. Tylko z tego powodu, mimo ponad 70 proc. spadku obrotów, musi ona wciąż uiszczać składki na ubezpieczenia społeczne ale nie otrzyma świadczenia postojowego ani dotacji na prowadzenie działalności.
Delegacja przedsiębiorców spotkała się z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Ich petycja została podpisana przez ponad 2000 firm. Postuluje ona włączenie do tarcz przedsiębiorstw ze spadkiem obrotów powyżej 70 proc., bez względu na kod PKD. Wicepremier Gowin zapowiedział „podjęcie kroków”, zmierzających do objęcia pomocą szerszej grupy firm, w tym rozpoczęcie prac nad objęciem rekompensatami przedsiębiorców, których przychody spadły o ponad 70 proc., niezależnie od ich kodu PKD i daty rozpoczęcia działalności. Problem w tym, że pozycja Jarosława Gowina w rządzie nigdy nie była mocna, a teraz stała się już iluzoryczna. Na pomoc czekają zaś tysiące firm pozbawionych przychodu przez lockdown i pozostających poza tarczami. Te przedsiębiorstwa są już na krawędzi bankructwa i tylko niezwłoczne objęcie ich wsparciem może temu zapobiec.

Gospodarka 48 godzin

Dobrymi chęciami
Przedstawiciele organizacji przedsiębiorców spotkali się z prezydentem Andrzejem Dudą i wicepremierem Jarosławem Gowinem. Spotkanie w pałacu prezydenckim było wynikiem listu, wysłanego przez przedsiębiorców do prezydenta, w którym zwracali oni uwagę na negatywne efekty zamknięcia wielu dziedzin gospodarki. Prezydent zachowywał optymizm i początkowo chwalił efekty działań rządu PiS, oświadczając, że sytuacja w Polsce od strony gospodarczej nie wygląda źle – i na tle innych krajów poradziliśmy sobie z tym wielkim wyzwaniem, jakim jest pandemia. Później jednak prezydent dodał, iż: „Największym wyzwaniem jest znalezienie takich rozwiązań, które pomogą przetrwać polskim firmom i polskim przedsiębiorcom”. W ten sposób prezydent RP jednoznacznie dał do zrozumienia, że rząd PiS dotychczas nie znalazł takich rozwiązań.
Podczas spotkania członkowie Rady Przedsiębiorczości – szefowie dziewięciu największych stowarzyszeń biznesowych w Polsce – zaproponowali decydentom zawarcie Paktu Antykryzysowego, w ramach którego prezydent, przedstawiciele rządu oraz szeroko rozumiany biznes mieliby wspólnie wypracować rozwiązania, z jednej strony pozwalające przetrwać firmom, a z drugiej minimalizujące ryzyko zakażeń koronawirusem. Jak relacjonował uczestnik spotkania, prezes Business Centre Club Marek Goliszewski, prezydent Duda przyjął do wiadomości pomysł zawarcia takiego paktu, natomiast wicepremier Gowin oświadczył, że opowiada się za szybszym odmrażaniem gospodarki i wsparciem branż deficytowych. Prezes Goliszewski dodał, że przesłaniem tego spotkania było podjęcie dialogu na rzecz gospodarki z prezydentem, jako osobą, która ma wpływ na podejmowane decyzje – i przekonywanie jej do rozwiązań, które są konieczne, żeby firmy miały wsparcie, a gospodarka odbiła się od dna i odbudowała. Przedsiębiorcy przedstawili postulaty kierowania w większym stopniu funduszy europejskich nie tylko na inwestycje publiczne, ale przede wszystkim do sektora prywatnego. Wskazywali na konieczność przestawienia polityki gospodarczej z prokonsumpcyjnej na inwestycyjną. Zgłoszono pod adresem prezydenta wniosek o poparcie zniesienia podatku bankowego i skierowania zaoszczędzonych z tego tytułu pieniędzy na kredyty dla firm. Nadzieje na większe środki dla firm rozwiał obecny na spotkaniu Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, który wskazał, że środki europejskie z Funduszu Odbudowy i Restrukturyzacji dotrą do Polski najwcześniej w 2022 roku, a zapewne sporo później. Dużo czasu poświęcono na spotkaniu sposobowi stanowienia prawa w Polsce i ustawom gospodarczym, zbyt szybko uchwalanym i zmienianym przez Sejm, bez konsultacji z praktykami życia gospodarczego. Zaapelowano do prezydenta RP o zawetowanie ustaw, które w swoich zapisach stawiają każdego przedsiębiorcę w roli podejrzanego i zniechęcają do inwestycji oraz tworzenia nowych miejsc pracy.
Rozmaitych paktów już wiele w Polsce zawierano i raczej nic z nich nie wynikało. Zapewne podobnie będzie i z propozycją obecnego Paktu Antykryzysowego. Tym bardziej, że podczas spotkania z prezydentem Dudą mówiono nie tyle o konkretach, co o dobrych chęciach, którymi – jak wiadomo – jest wybrukowana jedna droga.

Gospodarka 48 godzin

Siewcy zła
„Zło atakuje. Atakuje nasz kraj, ojczyznę, naród” – powiedział wicepremier Jarosław Kaczyński. W ten sposób prezes PiS dosyć surowo ale nadzwyczaj trafnie podsumował ponad pięcioletnie rządy Prawa i Sprawiedliwości.

Kończcie ten lockdown
Przedsiębiorcy z niepokojem przyjmują informacje, jakoby po 18 stycznia nadal miała być utrzymana blokada części branż. Jeżeli tak się stanie, to wiele małych i średnich przestanie istnieć, ich właściciele zbankrutują, a zatrudnieni przez nich ludzie stracą pracę – stwierdził Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego. Rzecznik zwrócił się do premiera z wnioskiem o rozważne podejmowanie dalszych decyzji rządu, mających na celu zwalczanie epidemii COVID-19, ze szczególnym uwzględnieniem konsekwencji gospodarczych, a zwłaszcza tych, które dotyczą działalności przedsiębiorstw. Zdaniem Adama Abramowicza od 18 stycznia rząd powinien wrócić do realizacji, zapowiedzianego przez premiera Morawieckiego w listopadzie zeszłego roku, planu powrotu do normalności z etapem stabilizacji. W swoim stanowisku Adam Abramowicz podkreślił też, że przeciąganie w czasie wypłacania rekompensat zamkniętym firmom grozi ograniczeniem rozporządzalnego dochodu przeciętnego gospodarstwa domowego już w niedalekiej przyszłości. Jeżeli rząd bezzwłocznie nie zmieni swego podejścia do problemu, wielu przedsiębiorców uzna, że nie ma w nim swego sprzymierzeńca – pisze w liście Adam Abramowicz. Zwrócił on też uwagę, że samo dyrektywne ograniczanie działalności tylko niektórych branż, przy zachowaniu pełnej aktywności pozostałych, stało się źródłem rosnącej frustracji, poczucia niesprawiedliwości i dyskryminacji w w środowisku przedsiębiorców. MŚP . Podał jako przykład funkcjonowanie dużych zakładów pracy i placów budowy, gdzie codziennie w szatniach, na korytarzach i halach spotykają się setki ludzi, a zamykane są małe i średnie firmy, w których zachowanie dystansu społecznego jest zdecydowanie łatwiejsze. W opinii Rzecznika MŚP trudno wytłumaczyć racjonalnie takie działanie. Powinniśmy powrócić do przedstawionego przez premiera w listopadzie planu powrotu do normalności, zwłaszcza że nazwał go Pan wtedy planem optymalnym, i wierzymy , że skoro został on przedstawiony opinii publicznej to był opracowany przez ludzi odpowiedzialnych i znających się na rzeczy. Gdybyśmy postępowali według tego planu to w chwili obecnej ilość zachorowań pozwalałaby, aby w części powiatów była strefa zielona, w części żółta, w części w czerwona i tylko w kilku obowiązywałby całkowity lockdown – podsumowuje w swoim piśmie do Mateusza Morawieckiego Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Śmiecie rządzą inflacją
Prezes Narodowego Banku Polskiego w ramach walki prowadzonej przez PiS z samorządami terytorialnymi, oskarżył je o znaczące podbijanie wskaźnika inflacji. Zdaniem prezesa Adama Glapińskiego wprowadzony w grudniu wzrost opłat za śmieci jest skandaliczny i nie może tak być. Prezes NBP podkreślił, że opłaty te wzrosły rok do roku o ponad 50 proc. Wskazał też, że na rynku wywozu śmieci panuje oligopol kilku firm zagranicznych, a cały ten obszar nie jest konkurencyjny. Jednocześnie, prezes NBP nie dostrzega wpływu na wzrost inflacji ze strony nowych opłat i podatków, wprowadzonych przez rząd PiS.

Cofamy się w rozwoju o dekadę

Niektóre z państw europejskich dość łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, gdyż jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch. Dla polskiej gospodarki może jednak być zabójczy.
Przedsiębiorcy w Polsce są w coraz większej desperacji i zaczynają łamać narzucone przez rząd ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, korzystając z tego, że nie mają one właściwej podstawy prawnej. Zaczęło się to w branży turystycznej i gastronomicznej, ale protest wobec polskiego lockdownu narasta niemal z każdym dniem.
Wyrazem nastrojów ludzi działających w gospodarce stał się między innymi list otwarty prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezarego Kaźmierczaka do premiera Mateusza Morawieckiego. Szef ZPiP pisze co następuje:
„Szanowny Panie Premierze, zwracam się do Pana z apelem o przywrócenie ogłoszonej w listopadzie mapy drogowej dotyczącej gospodarki w czasie pandemii. Ogłoszona mapa spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem, wskazywała jasne kryteria, którymi będzie kierował się rząd w zarządzaniu kryzysem COVID-19.
Niestety, na skutek jakichś wróżb – rząd bez słowa wytłumaczenia, wycofał się z mapy ogłaszając pełny lockdown. Czemu wróżb? Nie istnieje chyba żaden oficjalny dokument, badanie czy analiza, które wskazywałoby konieczność takiego rozwiązania. Pytałem o to wielu osób – nikt o niczym takim nie wie i nie słyszał.
Ja oczywiście rozumiem tą atmosferę, w której kompetencje i fachowość budowane są przez to kto głośniej i mocniej straszy. Ale naprawdę może czas się od tego wyzwolić – korzystając z rady Jacka Welcha: „Wierzymy Panu Bogu, pozostali proszeni są o pokazanie dowodów”. Pan poprosi ich o dowody. Puszczanie sobie filmów, to trochę za mało.
Wszystko wskazuje na to, że z pandemią przyjdzie nam jeszcze żyć jakiś czas. I trzeba mieć odwagę spojrzeć faktom w oczy – musimy się nauczyć z nią żyć. Albo cofnąć się w poziomie życia i rozwoju o dekadę lub dwie.
Panie Premierze! Nie stać nas dalej. Nie jesteśmy bogatym krajem zachodnim. Cena lockdownu (liczona jako ubytek produktu krajowego brutto) w Niemczech to 3,5 miliarda euro tygodniowo. Hipotetycznie zatem, dwa lata zamknięcia gospodarki to dla Niemców koszt około 360 miliardów euro. PKB per capita zmniejszyłby się z poziomu ok. 41 tysięcy euro do ok. 37 tysięcy euro.
Nominalny PKB per capita Polski w 2019 roku wynosił ok. 13 tysięcy euro. Innymi słowy, po dwóch latach lockdownu Niemcy zbiednieliby, ale wciąż byliby nominalnie prawie trzykrotnie zamożniejsi od Polaków w szczycie koniunktury – to pokazuje, że niektóre z państw europejskich stosunkowo łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, ponieważ jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch.
Według deklaracji wicepremiera Jarosława Gowina, miesiąc lockdownu w Polsce to koszt 100 mld zł. Nawet zakładając, że realnie byłby on o połowę niższy i zbliżony do tego podawanego w szacunkach dla Niemiec, czyli wynosił 50 mld zł, skutkiem zamykania gospodarki jest w naszym przypadku nie względne zubożenie, lecz cofnięcie się w gospodarczym rozwoju o dekadę.
Przyjmując powyższą wartość możemy założyć, że każdy miesiąc lockdownu prowadzi do obniżenia PKB per capita o 2 proc. Innymi słowy, każdy kolejny miesiąc utrzymywania ograniczeń oznacza pogrzebanie połowy wzrostu gospodarczego osiągniętego w 2019 roku. Tak dalej się nie da. Z czego to sfinansujecie?
Nie zamkniecie COVID-19 w domach i zamkniętych firmach. Obok kryzysu pandemicznego fundujemy sobie gigantyczny kryzys gospodarczy. Jesteśmy na krawędzi rozlania się zarazy poza 50 dotkniętych sektorów. Czas biegnie w tygodniach, nie w miesiącach. Czas wracać do pracy (w reżimie DDM – czyli dystans, dezynfekcja, maseczka). Zróbmy to korzystając z listopadowej mapy. Z poważaniem”.
Ten apel szefa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców najprawdopodobniej pozostanie bez należytego odzewu. Rząd PiS nie zwykł bowiem wysłuchiwać uwag partnerów społecznych – a gdyby nawet zechciał wziąć je pod uwagę, to nieudolność obecnej ekipy nie pozwoli na racjonalne odmrożenie polskiej gospodarki.

Gospodarka 48 godzin

PiS rządzi, Polska wymiera
Obserwacja obrad sejmowej komisji zdrowia, transmitowanych 5 stycznia w telewizji była raczej smutnym widowiskiem. Ze strony posłów był to w większości pokaz pustosłowia, banałów i ględzenia bez sensu, który nawet o krok nie mógł pomóc w skuteczniejszym zwalczaniu pandemii. Słuszny jest, zgłaszany niekiedy postulat, by obrad komisji sejmowych nie pokazywać w telewizji. Posłowie pragną wtedy bowiem zaistnieć za wszelką cenę i wypowiadają się znacznie szerzej oraz jeszcze mniej sensownie niż zwykle. Tym razem niechlubnym liderem okazał się poseł Hoc z PiS, który snuł teorie na temat wymarcia Inków bez słowa sprzeciwu ze strony PiS-owskiego szefa komisji zdrowia, nader chętnie ucinającego wypowiedzi posłów opozycji. Mimo to, nie udało się ukryć faktu, że Polska wymiera pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości – ubiegłoroczna liczba zgonów była najwyższa od zakończenia II wojny światowej. To efekt braku skuteczności w zwalczaniu pandemii oraz załamania systemu ochrony zdrowia, spowodowanego przez rządy PiS. Janusz Korwin Mikke powiedział: „W wyniku tego, co żeście zrobili, umarło na koronawirusa mniej więcej tyle samo ludzi, a może nawet więcej, niż jak byście nic nie robili. Za to umiera o 16 tys. miesięcznie ludzi więcej nie chorych na koronawirusa, bo jak stoi 100 tys. pustych łóżek, to 100 tys. ludzi nie może się leczyć na inne choroby. Jesteście mordercami, wy zabijacie! 16 tys. ludzi miesięcznie umiera w wyniku działań rządu polskiego”. JKM nierzadko mówi głupstwa, ale niekiedy w jego wypowiedziach jest racjonalna myśl.

Nowe obciążenia
Z początkiem 2021 r. pojawiło się kilka nowych podatków, a stawki innych poszły w górę. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy to tym, że dzięki pieniądzom z podatków państwo może wspierać przedsiębiorców dotkniętych skutkami kryzysu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak sami przedsiębiorcy. Business Centre Club podkreśla, że taka teza jest z gruntu fałszywa bo dodatkowe obciążenia potęgują i tak dotkliwe skutki pandemii, dotykające przedsiębiorstw – więc to nie czas na takie kroki. Ogromny spadek obrotów notują nie tylko firmy z branż, które zostały bezpośrednio zamrożone, ale również cała masa ich kooperantów i dostawców. Co prawda rząd nie zakazał im wprost działać, ale w praktyce nie mają komu sprzedawać swoich produktów i usług. Problemy, które przedsiębiorcy identyfikują jako najtrudniejsze w prowadzeniu biznesu to zbyt częste zmiany przepisów oraz wysokie obciążenia podatkowe i parapodatkowe. Zdaniem BCC, konieczne jest uporządkowanie systemu podatkowego oraz wprowadzenie przejrzystych przepisów, które będą zachęcały do inwestowania. Ponadto, zmiany prawne wprowadzane są ze zbyt krótkim vacatio legis. To zabójcze dla firm, które w większości mają długie cykle inwestycyjne. Dlatego przedsiębiorcy proponują, by wstrzymać wszelkie prace nad przepisami, które obciążają firmy nowymi obowiązkami – ale wiadomo, że PiS z tego nie zrezygnuje.

Niezgoda na radio
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakazał przejęcia Radia ZET przez koncern medialny Agora. Urząd uznał, że w w wyniku koncentracji powstałaby grupa mogąca ograniczać konkurencję na rynku reklamy radiowej i rozpowszechniania programów radiowych. Agora w lutym 2019 r. kupiła 40 proc. udziałów w Eurozecie (właściciel Radia ZET), a potem złożyła wniosek do UOKiK o przejęcie pozostałych 60 proc.

Zawód farmaceuty został uregulowany

Będzie co nowelizować. Kontrowersyjna ustawa farmaceutyczna ma i zapisy słuszne, i pozbawione sensu.
Parlament zakończył prace nad ustawą o zawodzie farmaceuty. Dokument czeka tylko na podpis prezydenta. W finale prac Sejm odrzucił poprawkę, która dopuszczała możliwość wykonywania szczepień ochronnych przez farmaceutów. Posłowie nie zgodzili się także na wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej farmaceutów z tytułu ewentualnych szkód będących następstwem świadczenia usług farmaceutycznych.
Obie te decyzje są dość racjonalne. Niestety, pseudoideologiczna aberracja PiS-owskiej większości w Sejmie dała o sobie znać przy odrzuceniu rozumnej poprawki Senatu, mówiącej, że farmaceuci nie mogą odmówić wydania produktu leczniczego czy wyrobu medycznego potrzebnego do stosowania w antykoncepcji oraz dla regulacji poczęć.
Teraz rozmaici niezrównoważeni psychicznie osobnicy, którzy niestety są i wśród farmaceutów, będą mogli realizować swe obsesje poprzez odmowę sprzedawania środków antykoncepcyjnych (jak wiadomo sfera kobiecej seksualności budzi szczególne, niezdrowe zainteresowanie zboczonej grupki, realizowane pod pretekstem rzekomej „klauzuli sumienia”). To kolejny przejaw antykobiecej manii PiS-owskich prominentów – i uzasadniony powód do protestów organizacji kobiecych.
Przy okazji warto zauważyć, że mamy od lat organizację pod nazwą Liga Kobiet Polskich, wyróżniającą się całkowitą nieobecnością w ważnych kobiecych sprawach. Najnowsza „aktualność” na stronie internetowej Ligi Kobiet Polskich jest z października 2019 r. i dotyczy krajowych eliminacji do festiwalu „Anna German” w rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury pod patronatem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego.
W ustawie o zawodzie farmaceuty znalazły się także zapisy, które wywołały, znacznie mniej uzasadnione, protesty dużych firm prowadzących sieci aptek.
Ich szefom nie podobają się zwłaszcza przepisy umożliwiające cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki na skutek naruszenia niezależności farmaceuty oraz zamknięcie na trzy miesiące apteki lub hurtowni farmaceutycznej w przypadku uniemożliwienia wykonywania zadań kierownikowi apteki lub hurtowni. – Właściciele aptek zamiast skupiać się na rozwoju świadczonych usług farmaceutycznych będą musieli poświęcać środki organizacyjne i finansowe na prowadzenie postępowań administracyjnych, prowadzonych na skutek kwestionowania działań przeprowadzonych zgodnie z prawem – uważa Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, nie wyjaśniając, dlaczego ktoś miałby kwestionować działania zgodne z prawem.
Okazuje się, że zdaniem potentatów rządzących rynkiem aptecznym w Polsce, „trywialne konflikty personalne farmaceuty z przedsiębiorcą mogą zostać zinterpretowane jako zamach na niezależność farmaceuty, w konsekwencji doprowadzając do zamknięcia apteki i likwidacji miejsc pracy”. Uważa tak na przykład Piotr Paśniewski, prezes zarządu Grupy Nowa Farmacja. Może w tej sytuacji dobrze by było, aby przedsiębiorcy prowadzący sieci apteczne nie prowokowali konfliktów personalnych z farmaceutami, którzy w takim sporze zwykle są słabszą stroną?
Przedsiębiorcy apteczni rysują dość apokaliptyczny obraz polskich aptek po wejściu w życie ustawy o zawodzie farmaceuty. Ich zdaniem, konsekwencją przyjęcia wspomnianych zapisów w ustawie będą „osobiste dramaty” właścicieli aptek i ich pracowników, oraz ograniczenie dostępności leków dla pacjentów, niebezpieczne szczególnie w dobie pandemii. – Ponadto długotrwałe procesy sądowe doprowadzą w wielu przypadkach do bankructw a w rezultacie do problemów z szerokim dostępem do leków w czasie epidemii COVID-19 i po jej ustaniu. Dziś apteki robią wszystko, żeby zapewnić sprawne i bezpieczne funkcjonowanie oraz nieutrudniony dostęp do leków dla pacjentów. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy jest sytuacja, w której właściciel apteki i pracujący tam farmaceuci będą musieli się zastanawiać czy ich placówka zostanie zamknięta – dodaje prezes Piotr Paśniewski.
Z niewiadomych powodów pan prezes nie chce zauważyć, że to właśnie od zachowania szefów grup aptecznych będzie zależeć, czy wystąpią przesłanki do zastosowania przepisów pozwalających na cofanie zezwolenia na prowadzenie apteki albo trzymiesięczne zamykanie apteki bądź hurtowni farmaceutycznych.
Właścicielom sieci aptecznych w Polsce nie podoba się także i to, że niedawno Ministerstwo Zdrowia podpisało z samorządem aptekarskim dokument pod nazwą „Strategia na rzecz rozwoju aptek”. Zarzucają oni, że tak istotny dokument jak strategia był negocjowany i podpisywany przez Ministerstwo Zdrowia z tylko jedną, określoną częścią rynku, co budzi kontrowersje. Wydaje się jednak, że samorząd aptekarski trudno uznać za „tylko jedną, określoną część rynku”, gdyż działa on przecież na całym polskim rynku aptecznym.
A poza tym, można uspokoić przedsiębiorców aptecznych, żeby nie przejmowali się wspomnianą „strategią na rzecz rozwoju apek”, gdyż w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego jakakolwiek strategia branżowa jest pozbawiona wszelkiego znaczenia. Wiadomo przecież, że i tak nie będzie realizowana.
Duzi przedsiębiorcy apteczni oświadczają także: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod pozorem walki o dobro pacjenta, korporacja aptekarska po raz kolejny podejmuje działania mające na celu walkę z konkurentami, a docelowo także całkowitego wyeliminowania ich z rynku”. Jest to zaskakujące oświadczenie, bo samorząd aptekarski (zwany przez przedsiębiorców korporacją) nie jest przecież właścicielem sieci aptecznych, więc trudno mówić aby uczestniczył w walce konkurencyjnej.
Tym niemniej, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, w osobie wiceprezesa Marcina Nowackiego, głosi: „Przyznanie korporacji zawodowej zbyt daleko idących uprawnień i zamykanie rynku, rodzi ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego pacjentów. Ten kierunek rozwoju rynku może bowiem paradoksalnie prowadzić do zwiększonej konsolidacji rynku, choćby w ramach sieci partnerskich budowanych przez hurtownie leków, które mogą wykorzystywać siłę negocjacyjną, wiążąc ze sobą pojedynczych aptekarzy”.
Wydaje się, ze w tej sytuacji przedsiębiorcy apteczni nie mają co biadolić. Niech więc biorą się do roboty – i konsolidują rynek apteczny.
Niestety, zamiast tego wolą narzekać, iż zapisy w projekcie ustawy o zawodzie farmaceuty, zamiast zgodnie z pierwotnymi celami stanowić kompleksową regulację dla tej grupy zawodowej, prowadzą raczej do przebudowywania rynku aptecznego w Polsce poprzez wyeliminowanie z niego poczucia bezpieczeństwa prawnego. I że są przez to „wysoce niebezpieczne” z uwagi na bezpieczeństwo lekowe pacjentów, a także ryzyko likwidacji miejsc pracy i ograniczenia wpływów budżetowych z podatków.
Przedsiębiorcy mogą tu mieć o tyle trochę racji, że przepisy są wykorzystywane niekiedy przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego i Wojewódzkie Inspektoraty Farmaceutyczne do bezpodstawnego utrudniania działalności firm aptecznych. Przykładem może być niedawno zakończony (3 grudnia bieżącego roku), trwający ponad trzy lata spór prawny, spowodowany bezpodstawną odmową wydania przedsiębiorcy zezwolenia na prowadzenie apteki przez Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Chodziło o względy formalne, nie mające żadnego znaczenia praktycznego.
Trzeba było dopiero zaangażowania się w sprawę Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz postępowania przed sądem, aby uchylić bezprawne decyzje administracyjne organów nadzoru farmaceutycznego. Takie sytuacje nie są jednak spowodowane takim czy innym kształtem przepisami, lecz niską kulturą pracy urzędniczej w Polsce, nastawionej generalnie nie na pomaganie lecz na utrudnianie pracy innym. To szerszy problem naszego kraju: ktoś kto ma w Polsce jakiś fragment władzy nad kimś innym, musi mu oczywiście pokazywać, że może mu zaszkodzić.
Tyle, że akurat w przypadku bezpieczeństwa lekowego pacjentów oraz wysokości wpływów budżetowych, najwięcej zależy właśnie od zachowania szefów dużych przedsiębiorstw aptecznych w Polsce. Oni mają też znaczący, czy wręcz decydujący wpływ na bezpieczeństwo prawne farmaceutów zatrudnionych w aptekach.
Oczywiście, nie można się dziwić, że duże sieci apteczne występują przeciw wszelkim zapisom prawnym mogącym ograniczyć ich pełną swobodę działalności (by nie powiedzieć: samowolę). Trudno jednak to popierać.

Gospodarka potrzebuje spokoju legislacyjnego

O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany.
Obciążenia biurokratyczne, regulacje ograniczające konkurencję, nieelastyczne prawo pracy, skomplikowane przepisy podatkowe powodujące czasochłonne rozliczenia z urzędem skarbowym – to problemy od lat wskazywane przez przedsiębiorców jako największe bariery działalności gospodarczej. Pandemia COVID-19 skłoniła rząd do wprowadzenia dodatkowych obostrzeń często negatywnie wpływających na działalność gospodarczą.
Uważamy, że zwłaszcza w tym trudnym okresie przedsiębiorcy potrzebują deregulacji, która zwiększy ich elastyczność w dostosowywaniu się do nowych warunków gospodarczych. Dlatego szukamy rozwiązań, którego pomogą wyzwolić potencjał przedsiębiorców. Chcąc znaleźć najbardziej szkodliwe przedsiębiorców przepisy i pokazywać korzyści z deregulacji dla wzrostu po kryzysie, uruchomiliśmy portal www.deregulacja.pl – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Powszechnie znane są hamulce dla konkurencyjności polskiej gospodarki. Jednak oprócz nich, przy ocenie działań regulacyjnych państwa trzeba brać też pod uwagę zmienność i nieprzewidywalność tworzenia prawa.
O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany. Koronnym przykładem nieprzewidywalności tworzenia prawa była do niedawna ustawa o ustanowieniu 12 listopada 2018 roku dniem wolnym od pracy. Projekt ustawy został zgłoszony przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości na zaledwie trzy tygodnie przed proponowanym dniem wolnym. Ostatecznie ustawa została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę 7 listopada. Tego typu działania odbijają się negatywnie na ocenie Polski wśród przedsiębiorców i inwestorów.
W zeszłorocznej ankiecie przygotowanej we współpracy z innymi izbami przez Niemiecką Izbę Handlową, inwestorzy obecni w Polsce najgorzej ze wszystkich czynników wpływających na inwestycje ocenili przewidywalność polityki gospodarczej. Z kolei według ankiety przygotowanej na potrzeby Globalnego Indeksu Konkurencyjności (Global Competitiveness Index) za 2019 rok Polska pod względem stabilności otoczenia politycznego dla przedsiębiorców zajęła w Unii Europejskiej piąte miejsce od końca, wyprzedzając tylko Włochy, Rumunię, Chorwację i Grecję
Zmienność i nieprzewidywalność przepisów uderza w plany przedsiębiorców, burząc ich strategie rozwojowe – podkreśla FOR. W niestabilnym otoczeniu regulacyjnym zmniejsza się opłacalność rozszerzania działalności i inwestowania w nowe projekty. Skutkiem tego jest m.in. bardzo niski udział prywatnych inwestycji w PKB, co negatywnie odbija się na wzroście wydajności gospodarki i długookresowych perspektywach jej wzrostu.
Towarzyszący pandemii COVID-19 kryzys gospodarczy istotnie zwiększył niepewność prowadzenia działalności gospodarczej. Ten zewnętrzny wstrząs zaburzył działalność firm nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Kluczowa w tych warunkach dla odbudowy gospodarki jest reakcja władz państwowych – to, czy swoimi działaniami nie nałożą dodatkowej warstwy niepewności.
Rząd Mateusza Morawieckiego wraz z większością parlamentarną PiS kontynuuje dotychczasowe złe praktyki, pogarszając i tak już trudną obecnie sytuację firm działających w Polsce – zwraca uwagę FOR.
O ile podejmowane wiosną chaotyczne decyzje o lockdownie można by próbować usprawiedliwiać zupełnie nową sytuacją, jaką było rozprzestrzenianie się epidemii, o tyle władze miały dużo czasu na przygotowanie spójnej i niegodzącej w przedsiębiorców strategii walki z koronawirusem na jesieni.
Mimo to rząd, nie zważając na gospodarcze konsekwencje, w ostatniej chwili ogłosił zakaz odwiedzania cmentarzy od 31 października do 2 listopada, niwecząc plany sprzedawców kwiatów i zniczy, a tydzień później wbrew zapowiedziom nagle wprowadził do rozporządzenia zamknięcie sklepów meblowych.
Co więcej, części z przegłosowanych w ostatnim czasie przez Sejm propozycji nie da się w najmniejszym stopniu uzasadnić walką z epidemią. Przykładami są tutaj ustawa zakazująca hodowli zwierząt futerkowych lub zmiany w prawie podatkowym, jak dodatkowe opodatkowanie spółek komandytowych czy zniesienie tzw. ulgi abolicyjnej dla Polaków pracujących w niektórych krajach za granicą (zrównującej ich sytuację z Polakami, którzy pracują w krajach, z którymi Polska ma podpisane bardziej korzystne dla podatników umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania).
W marcu tego roku FOR wraz z innymi organizacjami pozarządowymi apelowało w związku z bardzo niepewną sytuacją gospodarczą o „ciszę legislacyjną” – niewprowadzanie zmian w prawie, które nie są niezbędne w celu przeciwdziałania i ograniczania skutków koronawirusa oraz absolutnie pilne z punktu widzenia działania państwa. Przez ostatnie pół roku niepewność wynikająca z kryzysu towarzyszącego pandemii nie zmieniła się. Nie zmieniła się też niestety prowadzona od pięciu lat polityka rządów PiS, burząca plany działających w Polsce przedsiębiorców i zniechęcająca ich do rozwijania swoich firm.
Stabilne otoczenie prawne jest zawsze ważnym czynnikiem rozwoju gospodarczego. W okresie niepewności wywołanej zewnętrznym wstrząsem, jakim jest epidemia koronawirusa, może okazać się czynnikiem kluczowym, żeby polska gospodarka powróciła na ścieżkę szybkiego wzrostu. Prywatne inwestycje w warunkach wolności gospodarczej to o wiele pewniejszy czynnik rozwoju niż proponowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości wielkie państwowe projekty finansowane na kredyt.