Gospodarka 48 godzin

Siewcy zła
„Zło atakuje. Atakuje nasz kraj, ojczyznę, naród” – powiedział wicepremier Jarosław Kaczyński. W ten sposób prezes PiS dosyć surowo ale nadzwyczaj trafnie podsumował ponad pięcioletnie rządy Prawa i Sprawiedliwości.

Kończcie ten lockdown
Przedsiębiorcy z niepokojem przyjmują informacje, jakoby po 18 stycznia nadal miała być utrzymana blokada części branż. Jeżeli tak się stanie, to wiele małych i średnich przestanie istnieć, ich właściciele zbankrutują, a zatrudnieni przez nich ludzie stracą pracę – stwierdził Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego. Rzecznik zwrócił się do premiera z wnioskiem o rozważne podejmowanie dalszych decyzji rządu, mających na celu zwalczanie epidemii COVID-19, ze szczególnym uwzględnieniem konsekwencji gospodarczych, a zwłaszcza tych, które dotyczą działalności przedsiębiorstw. Zdaniem Adama Abramowicza od 18 stycznia rząd powinien wrócić do realizacji, zapowiedzianego przez premiera Morawieckiego w listopadzie zeszłego roku, planu powrotu do normalności z etapem stabilizacji. W swoim stanowisku Adam Abramowicz podkreślił też, że przeciąganie w czasie wypłacania rekompensat zamkniętym firmom grozi ograniczeniem rozporządzalnego dochodu przeciętnego gospodarstwa domowego już w niedalekiej przyszłości. Jeżeli rząd bezzwłocznie nie zmieni swego podejścia do problemu, wielu przedsiębiorców uzna, że nie ma w nim swego sprzymierzeńca – pisze w liście Adam Abramowicz. Zwrócił on też uwagę, że samo dyrektywne ograniczanie działalności tylko niektórych branż, przy zachowaniu pełnej aktywności pozostałych, stało się źródłem rosnącej frustracji, poczucia niesprawiedliwości i dyskryminacji w w środowisku przedsiębiorców. MŚP . Podał jako przykład funkcjonowanie dużych zakładów pracy i placów budowy, gdzie codziennie w szatniach, na korytarzach i halach spotykają się setki ludzi, a zamykane są małe i średnie firmy, w których zachowanie dystansu społecznego jest zdecydowanie łatwiejsze. W opinii Rzecznika MŚP trudno wytłumaczyć racjonalnie takie działanie. Powinniśmy powrócić do przedstawionego przez premiera w listopadzie planu powrotu do normalności, zwłaszcza że nazwał go Pan wtedy planem optymalnym, i wierzymy , że skoro został on przedstawiony opinii publicznej to był opracowany przez ludzi odpowiedzialnych i znających się na rzeczy. Gdybyśmy postępowali według tego planu to w chwili obecnej ilość zachorowań pozwalałaby, aby w części powiatów była strefa zielona, w części żółta, w części w czerwona i tylko w kilku obowiązywałby całkowity lockdown – podsumowuje w swoim piśmie do Mateusza Morawieckiego Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Śmiecie rządzą inflacją
Prezes Narodowego Banku Polskiego w ramach walki prowadzonej przez PiS z samorządami terytorialnymi, oskarżył je o znaczące podbijanie wskaźnika inflacji. Zdaniem prezesa Adama Glapińskiego wprowadzony w grudniu wzrost opłat za śmieci jest skandaliczny i nie może tak być. Prezes NBP podkreślił, że opłaty te wzrosły rok do roku o ponad 50 proc. Wskazał też, że na rynku wywozu śmieci panuje oligopol kilku firm zagranicznych, a cały ten obszar nie jest konkurencyjny. Jednocześnie, prezes NBP nie dostrzega wpływu na wzrost inflacji ze strony nowych opłat i podatków, wprowadzonych przez rząd PiS.

Cofamy się w rozwoju o dekadę

Niektóre z państw europejskich dość łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, gdyż jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch. Dla polskiej gospodarki może jednak być zabójczy.
Przedsiębiorcy w Polsce są w coraz większej desperacji i zaczynają łamać narzucone przez rząd ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, korzystając z tego, że nie mają one właściwej podstawy prawnej. Zaczęło się to w branży turystycznej i gastronomicznej, ale protest wobec polskiego lockdownu narasta niemal z każdym dniem.
Wyrazem nastrojów ludzi działających w gospodarce stał się między innymi list otwarty prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezarego Kaźmierczaka do premiera Mateusza Morawieckiego. Szef ZPiP pisze co następuje:
„Szanowny Panie Premierze, zwracam się do Pana z apelem o przywrócenie ogłoszonej w listopadzie mapy drogowej dotyczącej gospodarki w czasie pandemii. Ogłoszona mapa spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem, wskazywała jasne kryteria, którymi będzie kierował się rząd w zarządzaniu kryzysem COVID-19.
Niestety, na skutek jakichś wróżb – rząd bez słowa wytłumaczenia, wycofał się z mapy ogłaszając pełny lockdown. Czemu wróżb? Nie istnieje chyba żaden oficjalny dokument, badanie czy analiza, które wskazywałoby konieczność takiego rozwiązania. Pytałem o to wielu osób – nikt o niczym takim nie wie i nie słyszał.
Ja oczywiście rozumiem tą atmosferę, w której kompetencje i fachowość budowane są przez to kto głośniej i mocniej straszy. Ale naprawdę może czas się od tego wyzwolić – korzystając z rady Jacka Welcha: „Wierzymy Panu Bogu, pozostali proszeni są o pokazanie dowodów”. Pan poprosi ich o dowody. Puszczanie sobie filmów, to trochę za mało.
Wszystko wskazuje na to, że z pandemią przyjdzie nam jeszcze żyć jakiś czas. I trzeba mieć odwagę spojrzeć faktom w oczy – musimy się nauczyć z nią żyć. Albo cofnąć się w poziomie życia i rozwoju o dekadę lub dwie.
Panie Premierze! Nie stać nas dalej. Nie jesteśmy bogatym krajem zachodnim. Cena lockdownu (liczona jako ubytek produktu krajowego brutto) w Niemczech to 3,5 miliarda euro tygodniowo. Hipotetycznie zatem, dwa lata zamknięcia gospodarki to dla Niemców koszt około 360 miliardów euro. PKB per capita zmniejszyłby się z poziomu ok. 41 tysięcy euro do ok. 37 tysięcy euro.
Nominalny PKB per capita Polski w 2019 roku wynosił ok. 13 tysięcy euro. Innymi słowy, po dwóch latach lockdownu Niemcy zbiednieliby, ale wciąż byliby nominalnie prawie trzykrotnie zamożniejsi od Polaków w szczycie koniunktury – to pokazuje, że niektóre z państw europejskich stosunkowo łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, ponieważ jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch.
Według deklaracji wicepremiera Jarosława Gowina, miesiąc lockdownu w Polsce to koszt 100 mld zł. Nawet zakładając, że realnie byłby on o połowę niższy i zbliżony do tego podawanego w szacunkach dla Niemiec, czyli wynosił 50 mld zł, skutkiem zamykania gospodarki jest w naszym przypadku nie względne zubożenie, lecz cofnięcie się w gospodarczym rozwoju o dekadę.
Przyjmując powyższą wartość możemy założyć, że każdy miesiąc lockdownu prowadzi do obniżenia PKB per capita o 2 proc. Innymi słowy, każdy kolejny miesiąc utrzymywania ograniczeń oznacza pogrzebanie połowy wzrostu gospodarczego osiągniętego w 2019 roku. Tak dalej się nie da. Z czego to sfinansujecie?
Nie zamkniecie COVID-19 w domach i zamkniętych firmach. Obok kryzysu pandemicznego fundujemy sobie gigantyczny kryzys gospodarczy. Jesteśmy na krawędzi rozlania się zarazy poza 50 dotkniętych sektorów. Czas biegnie w tygodniach, nie w miesiącach. Czas wracać do pracy (w reżimie DDM – czyli dystans, dezynfekcja, maseczka). Zróbmy to korzystając z listopadowej mapy. Z poważaniem”.
Ten apel szefa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców najprawdopodobniej pozostanie bez należytego odzewu. Rząd PiS nie zwykł bowiem wysłuchiwać uwag partnerów społecznych – a gdyby nawet zechciał wziąć je pod uwagę, to nieudolność obecnej ekipy nie pozwoli na racjonalne odmrożenie polskiej gospodarki.

Gospodarka 48 godzin

PiS rządzi, Polska wymiera
Obserwacja obrad sejmowej komisji zdrowia, transmitowanych 5 stycznia w telewizji była raczej smutnym widowiskiem. Ze strony posłów był to w większości pokaz pustosłowia, banałów i ględzenia bez sensu, który nawet o krok nie mógł pomóc w skuteczniejszym zwalczaniu pandemii. Słuszny jest, zgłaszany niekiedy postulat, by obrad komisji sejmowych nie pokazywać w telewizji. Posłowie pragną wtedy bowiem zaistnieć za wszelką cenę i wypowiadają się znacznie szerzej oraz jeszcze mniej sensownie niż zwykle. Tym razem niechlubnym liderem okazał się poseł Hoc z PiS, który snuł teorie na temat wymarcia Inków bez słowa sprzeciwu ze strony PiS-owskiego szefa komisji zdrowia, nader chętnie ucinającego wypowiedzi posłów opozycji. Mimo to, nie udało się ukryć faktu, że Polska wymiera pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości – ubiegłoroczna liczba zgonów była najwyższa od zakończenia II wojny światowej. To efekt braku skuteczności w zwalczaniu pandemii oraz załamania systemu ochrony zdrowia, spowodowanego przez rządy PiS. Janusz Korwin Mikke powiedział: „W wyniku tego, co żeście zrobili, umarło na koronawirusa mniej więcej tyle samo ludzi, a może nawet więcej, niż jak byście nic nie robili. Za to umiera o 16 tys. miesięcznie ludzi więcej nie chorych na koronawirusa, bo jak stoi 100 tys. pustych łóżek, to 100 tys. ludzi nie może się leczyć na inne choroby. Jesteście mordercami, wy zabijacie! 16 tys. ludzi miesięcznie umiera w wyniku działań rządu polskiego”. JKM nierzadko mówi głupstwa, ale niekiedy w jego wypowiedziach jest racjonalna myśl.

Nowe obciążenia
Z początkiem 2021 r. pojawiło się kilka nowych podatków, a stawki innych poszły w górę. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy to tym, że dzięki pieniądzom z podatków państwo może wspierać przedsiębiorców dotkniętych skutkami kryzysu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak sami przedsiębiorcy. Business Centre Club podkreśla, że taka teza jest z gruntu fałszywa bo dodatkowe obciążenia potęgują i tak dotkliwe skutki pandemii, dotykające przedsiębiorstw – więc to nie czas na takie kroki. Ogromny spadek obrotów notują nie tylko firmy z branż, które zostały bezpośrednio zamrożone, ale również cała masa ich kooperantów i dostawców. Co prawda rząd nie zakazał im wprost działać, ale w praktyce nie mają komu sprzedawać swoich produktów i usług. Problemy, które przedsiębiorcy identyfikują jako najtrudniejsze w prowadzeniu biznesu to zbyt częste zmiany przepisów oraz wysokie obciążenia podatkowe i parapodatkowe. Zdaniem BCC, konieczne jest uporządkowanie systemu podatkowego oraz wprowadzenie przejrzystych przepisów, które będą zachęcały do inwestowania. Ponadto, zmiany prawne wprowadzane są ze zbyt krótkim vacatio legis. To zabójcze dla firm, które w większości mają długie cykle inwestycyjne. Dlatego przedsiębiorcy proponują, by wstrzymać wszelkie prace nad przepisami, które obciążają firmy nowymi obowiązkami – ale wiadomo, że PiS z tego nie zrezygnuje.

Niezgoda na radio
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakazał przejęcia Radia ZET przez koncern medialny Agora. Urząd uznał, że w w wyniku koncentracji powstałaby grupa mogąca ograniczać konkurencję na rynku reklamy radiowej i rozpowszechniania programów radiowych. Agora w lutym 2019 r. kupiła 40 proc. udziałów w Eurozecie (właściciel Radia ZET), a potem złożyła wniosek do UOKiK o przejęcie pozostałych 60 proc.

Zawód farmaceuty został uregulowany

Będzie co nowelizować. Kontrowersyjna ustawa farmaceutyczna ma i zapisy słuszne, i pozbawione sensu.
Parlament zakończył prace nad ustawą o zawodzie farmaceuty. Dokument czeka tylko na podpis prezydenta. W finale prac Sejm odrzucił poprawkę, która dopuszczała możliwość wykonywania szczepień ochronnych przez farmaceutów. Posłowie nie zgodzili się także na wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej farmaceutów z tytułu ewentualnych szkód będących następstwem świadczenia usług farmaceutycznych.
Obie te decyzje są dość racjonalne. Niestety, pseudoideologiczna aberracja PiS-owskiej większości w Sejmie dała o sobie znać przy odrzuceniu rozumnej poprawki Senatu, mówiącej, że farmaceuci nie mogą odmówić wydania produktu leczniczego czy wyrobu medycznego potrzebnego do stosowania w antykoncepcji oraz dla regulacji poczęć.
Teraz rozmaici niezrównoważeni psychicznie osobnicy, którzy niestety są i wśród farmaceutów, będą mogli realizować swe obsesje poprzez odmowę sprzedawania środków antykoncepcyjnych (jak wiadomo sfera kobiecej seksualności budzi szczególne, niezdrowe zainteresowanie zboczonej grupki, realizowane pod pretekstem rzekomej „klauzuli sumienia”). To kolejny przejaw antykobiecej manii PiS-owskich prominentów – i uzasadniony powód do protestów organizacji kobiecych.
Przy okazji warto zauważyć, że mamy od lat organizację pod nazwą Liga Kobiet Polskich, wyróżniającą się całkowitą nieobecnością w ważnych kobiecych sprawach. Najnowsza „aktualność” na stronie internetowej Ligi Kobiet Polskich jest z października 2019 r. i dotyczy krajowych eliminacji do festiwalu „Anna German” w rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury pod patronatem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego.
W ustawie o zawodzie farmaceuty znalazły się także zapisy, które wywołały, znacznie mniej uzasadnione, protesty dużych firm prowadzących sieci aptek.
Ich szefom nie podobają się zwłaszcza przepisy umożliwiające cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki na skutek naruszenia niezależności farmaceuty oraz zamknięcie na trzy miesiące apteki lub hurtowni farmaceutycznej w przypadku uniemożliwienia wykonywania zadań kierownikowi apteki lub hurtowni. – Właściciele aptek zamiast skupiać się na rozwoju świadczonych usług farmaceutycznych będą musieli poświęcać środki organizacyjne i finansowe na prowadzenie postępowań administracyjnych, prowadzonych na skutek kwestionowania działań przeprowadzonych zgodnie z prawem – uważa Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, nie wyjaśniając, dlaczego ktoś miałby kwestionować działania zgodne z prawem.
Okazuje się, że zdaniem potentatów rządzących rynkiem aptecznym w Polsce, „trywialne konflikty personalne farmaceuty z przedsiębiorcą mogą zostać zinterpretowane jako zamach na niezależność farmaceuty, w konsekwencji doprowadzając do zamknięcia apteki i likwidacji miejsc pracy”. Uważa tak na przykład Piotr Paśniewski, prezes zarządu Grupy Nowa Farmacja. Może w tej sytuacji dobrze by było, aby przedsiębiorcy prowadzący sieci apteczne nie prowokowali konfliktów personalnych z farmaceutami, którzy w takim sporze zwykle są słabszą stroną?
Przedsiębiorcy apteczni rysują dość apokaliptyczny obraz polskich aptek po wejściu w życie ustawy o zawodzie farmaceuty. Ich zdaniem, konsekwencją przyjęcia wspomnianych zapisów w ustawie będą „osobiste dramaty” właścicieli aptek i ich pracowników, oraz ograniczenie dostępności leków dla pacjentów, niebezpieczne szczególnie w dobie pandemii. – Ponadto długotrwałe procesy sądowe doprowadzą w wielu przypadkach do bankructw a w rezultacie do problemów z szerokim dostępem do leków w czasie epidemii COVID-19 i po jej ustaniu. Dziś apteki robią wszystko, żeby zapewnić sprawne i bezpieczne funkcjonowanie oraz nieutrudniony dostęp do leków dla pacjentów. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy jest sytuacja, w której właściciel apteki i pracujący tam farmaceuci będą musieli się zastanawiać czy ich placówka zostanie zamknięta – dodaje prezes Piotr Paśniewski.
Z niewiadomych powodów pan prezes nie chce zauważyć, że to właśnie od zachowania szefów grup aptecznych będzie zależeć, czy wystąpią przesłanki do zastosowania przepisów pozwalających na cofanie zezwolenia na prowadzenie apteki albo trzymiesięczne zamykanie apteki bądź hurtowni farmaceutycznych.
Właścicielom sieci aptecznych w Polsce nie podoba się także i to, że niedawno Ministerstwo Zdrowia podpisało z samorządem aptekarskim dokument pod nazwą „Strategia na rzecz rozwoju aptek”. Zarzucają oni, że tak istotny dokument jak strategia był negocjowany i podpisywany przez Ministerstwo Zdrowia z tylko jedną, określoną częścią rynku, co budzi kontrowersje. Wydaje się jednak, że samorząd aptekarski trudno uznać za „tylko jedną, określoną część rynku”, gdyż działa on przecież na całym polskim rynku aptecznym.
A poza tym, można uspokoić przedsiębiorców aptecznych, żeby nie przejmowali się wspomnianą „strategią na rzecz rozwoju apek”, gdyż w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego jakakolwiek strategia branżowa jest pozbawiona wszelkiego znaczenia. Wiadomo przecież, że i tak nie będzie realizowana.
Duzi przedsiębiorcy apteczni oświadczają także: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod pozorem walki o dobro pacjenta, korporacja aptekarska po raz kolejny podejmuje działania mające na celu walkę z konkurentami, a docelowo także całkowitego wyeliminowania ich z rynku”. Jest to zaskakujące oświadczenie, bo samorząd aptekarski (zwany przez przedsiębiorców korporacją) nie jest przecież właścicielem sieci aptecznych, więc trudno mówić aby uczestniczył w walce konkurencyjnej.
Tym niemniej, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, w osobie wiceprezesa Marcina Nowackiego, głosi: „Przyznanie korporacji zawodowej zbyt daleko idących uprawnień i zamykanie rynku, rodzi ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego pacjentów. Ten kierunek rozwoju rynku może bowiem paradoksalnie prowadzić do zwiększonej konsolidacji rynku, choćby w ramach sieci partnerskich budowanych przez hurtownie leków, które mogą wykorzystywać siłę negocjacyjną, wiążąc ze sobą pojedynczych aptekarzy”.
Wydaje się, ze w tej sytuacji przedsiębiorcy apteczni nie mają co biadolić. Niech więc biorą się do roboty – i konsolidują rynek apteczny.
Niestety, zamiast tego wolą narzekać, iż zapisy w projekcie ustawy o zawodzie farmaceuty, zamiast zgodnie z pierwotnymi celami stanowić kompleksową regulację dla tej grupy zawodowej, prowadzą raczej do przebudowywania rynku aptecznego w Polsce poprzez wyeliminowanie z niego poczucia bezpieczeństwa prawnego. I że są przez to „wysoce niebezpieczne” z uwagi na bezpieczeństwo lekowe pacjentów, a także ryzyko likwidacji miejsc pracy i ograniczenia wpływów budżetowych z podatków.
Przedsiębiorcy mogą tu mieć o tyle trochę racji, że przepisy są wykorzystywane niekiedy przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego i Wojewódzkie Inspektoraty Farmaceutyczne do bezpodstawnego utrudniania działalności firm aptecznych. Przykładem może być niedawno zakończony (3 grudnia bieżącego roku), trwający ponad trzy lata spór prawny, spowodowany bezpodstawną odmową wydania przedsiębiorcy zezwolenia na prowadzenie apteki przez Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Chodziło o względy formalne, nie mające żadnego znaczenia praktycznego.
Trzeba było dopiero zaangażowania się w sprawę Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz postępowania przed sądem, aby uchylić bezprawne decyzje administracyjne organów nadzoru farmaceutycznego. Takie sytuacje nie są jednak spowodowane takim czy innym kształtem przepisami, lecz niską kulturą pracy urzędniczej w Polsce, nastawionej generalnie nie na pomaganie lecz na utrudnianie pracy innym. To szerszy problem naszego kraju: ktoś kto ma w Polsce jakiś fragment władzy nad kimś innym, musi mu oczywiście pokazywać, że może mu zaszkodzić.
Tyle, że akurat w przypadku bezpieczeństwa lekowego pacjentów oraz wysokości wpływów budżetowych, najwięcej zależy właśnie od zachowania szefów dużych przedsiębiorstw aptecznych w Polsce. Oni mają też znaczący, czy wręcz decydujący wpływ na bezpieczeństwo prawne farmaceutów zatrudnionych w aptekach.
Oczywiście, nie można się dziwić, że duże sieci apteczne występują przeciw wszelkim zapisom prawnym mogącym ograniczyć ich pełną swobodę działalności (by nie powiedzieć: samowolę). Trudno jednak to popierać.

Gospodarka potrzebuje spokoju legislacyjnego

O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany.
Obciążenia biurokratyczne, regulacje ograniczające konkurencję, nieelastyczne prawo pracy, skomplikowane przepisy podatkowe powodujące czasochłonne rozliczenia z urzędem skarbowym – to problemy od lat wskazywane przez przedsiębiorców jako największe bariery działalności gospodarczej. Pandemia COVID-19 skłoniła rząd do wprowadzenia dodatkowych obostrzeń często negatywnie wpływających na działalność gospodarczą.
Uważamy, że zwłaszcza w tym trudnym okresie przedsiębiorcy potrzebują deregulacji, która zwiększy ich elastyczność w dostosowywaniu się do nowych warunków gospodarczych. Dlatego szukamy rozwiązań, którego pomogą wyzwolić potencjał przedsiębiorców. Chcąc znaleźć najbardziej szkodliwe przedsiębiorców przepisy i pokazywać korzyści z deregulacji dla wzrostu po kryzysie, uruchomiliśmy portal www.deregulacja.pl – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Powszechnie znane są hamulce dla konkurencyjności polskiej gospodarki. Jednak oprócz nich, przy ocenie działań regulacyjnych państwa trzeba brać też pod uwagę zmienność i nieprzewidywalność tworzenia prawa.
O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany. Koronnym przykładem nieprzewidywalności tworzenia prawa była do niedawna ustawa o ustanowieniu 12 listopada 2018 roku dniem wolnym od pracy. Projekt ustawy został zgłoszony przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości na zaledwie trzy tygodnie przed proponowanym dniem wolnym. Ostatecznie ustawa została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę 7 listopada. Tego typu działania odbijają się negatywnie na ocenie Polski wśród przedsiębiorców i inwestorów.
W zeszłorocznej ankiecie przygotowanej we współpracy z innymi izbami przez Niemiecką Izbę Handlową, inwestorzy obecni w Polsce najgorzej ze wszystkich czynników wpływających na inwestycje ocenili przewidywalność polityki gospodarczej. Z kolei według ankiety przygotowanej na potrzeby Globalnego Indeksu Konkurencyjności (Global Competitiveness Index) za 2019 rok Polska pod względem stabilności otoczenia politycznego dla przedsiębiorców zajęła w Unii Europejskiej piąte miejsce od końca, wyprzedzając tylko Włochy, Rumunię, Chorwację i Grecję
Zmienność i nieprzewidywalność przepisów uderza w plany przedsiębiorców, burząc ich strategie rozwojowe – podkreśla FOR. W niestabilnym otoczeniu regulacyjnym zmniejsza się opłacalność rozszerzania działalności i inwestowania w nowe projekty. Skutkiem tego jest m.in. bardzo niski udział prywatnych inwestycji w PKB, co negatywnie odbija się na wzroście wydajności gospodarki i długookresowych perspektywach jej wzrostu.
Towarzyszący pandemii COVID-19 kryzys gospodarczy istotnie zwiększył niepewność prowadzenia działalności gospodarczej. Ten zewnętrzny wstrząs zaburzył działalność firm nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Kluczowa w tych warunkach dla odbudowy gospodarki jest reakcja władz państwowych – to, czy swoimi działaniami nie nałożą dodatkowej warstwy niepewności.
Rząd Mateusza Morawieckiego wraz z większością parlamentarną PiS kontynuuje dotychczasowe złe praktyki, pogarszając i tak już trudną obecnie sytuację firm działających w Polsce – zwraca uwagę FOR.
O ile podejmowane wiosną chaotyczne decyzje o lockdownie można by próbować usprawiedliwiać zupełnie nową sytuacją, jaką było rozprzestrzenianie się epidemii, o tyle władze miały dużo czasu na przygotowanie spójnej i niegodzącej w przedsiębiorców strategii walki z koronawirusem na jesieni.
Mimo to rząd, nie zważając na gospodarcze konsekwencje, w ostatniej chwili ogłosił zakaz odwiedzania cmentarzy od 31 października do 2 listopada, niwecząc plany sprzedawców kwiatów i zniczy, a tydzień później wbrew zapowiedziom nagle wprowadził do rozporządzenia zamknięcie sklepów meblowych.
Co więcej, części z przegłosowanych w ostatnim czasie przez Sejm propozycji nie da się w najmniejszym stopniu uzasadnić walką z epidemią. Przykładami są tutaj ustawa zakazująca hodowli zwierząt futerkowych lub zmiany w prawie podatkowym, jak dodatkowe opodatkowanie spółek komandytowych czy zniesienie tzw. ulgi abolicyjnej dla Polaków pracujących w niektórych krajach za granicą (zrównującej ich sytuację z Polakami, którzy pracują w krajach, z którymi Polska ma podpisane bardziej korzystne dla podatników umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania).
W marcu tego roku FOR wraz z innymi organizacjami pozarządowymi apelowało w związku z bardzo niepewną sytuacją gospodarczą o „ciszę legislacyjną” – niewprowadzanie zmian w prawie, które nie są niezbędne w celu przeciwdziałania i ograniczania skutków koronawirusa oraz absolutnie pilne z punktu widzenia działania państwa. Przez ostatnie pół roku niepewność wynikająca z kryzysu towarzyszącego pandemii nie zmieniła się. Nie zmieniła się też niestety prowadzona od pięciu lat polityka rządów PiS, burząca plany działających w Polsce przedsiębiorców i zniechęcająca ich do rozwijania swoich firm.
Stabilne otoczenie prawne jest zawsze ważnym czynnikiem rozwoju gospodarczego. W okresie niepewności wywołanej zewnętrznym wstrząsem, jakim jest epidemia koronawirusa, może okazać się czynnikiem kluczowym, żeby polska gospodarka powróciła na ścieżkę szybkiego wzrostu. Prywatne inwestycje w warunkach wolności gospodarczej to o wiele pewniejszy czynnik rozwoju niż proponowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości wielkie państwowe projekty finansowane na kredyt.

Gospodarka 48 godzin

Wszelkimi narzędziami
Włączcie się do walki z pandemią! – zaapelował do polskich przedsiębiorców Zwiazek Przedsiebiorców i Pracodawców ustami swego prezesa Cezary Kaźmierczaka. Jego oświadczenie głosi, iż mimo wielkiego zróżnicowania środowiska, w jednej sprawie należy stanowić jedność – chodzi o powstrzymanie pandemii i zapobieżenie drastycznemu lockdownowi. Bo z tego co mówią decydenci, lockdown albo odmrażanie gospodarki zależy od liczby zachorowań i wydolności (a raczej niewydolności) służby zdrowia. Dlatego prezes twierdzi, że można przecież w firmach wdrożyć wysokie standardy sanitarne. Nie jest z tym wprawdzie źle, ale każdy prezes czy właściciel powinien jeszcze osobiście przyjrzeć się, co można poprawić i zrobić lepiej. Ponadto, jak mówi prezes Kaźmierczak, przedsiębiorcy, z pozycji swojego autorytetu lub podległości służbowej, muszą wytłumaczyć pracownikom, że to nie oni czy Morawiecki, płacą im wynagrodzenia tylko zadowoleni klienci. Jeśli tych klientów z powodu pełnego lockdownu zabraknie, to pracownicy powinni wiedzieć, że mogą stracić pracę i źródło utrzymania. „Podobnie jak rząd – nie mamy żadnych własnych pieniędzy, tylko pieniądze Klientów” – wskazuje prezes. Kluczowa dla ograniczania pandemii jest dyscyplina społeczna, której w Polsce oczywiście nie ma. Dlatego prezes Kaźmierczak na koniec podkreśla: „Apeluje do Was o aktywne włączenie się do przekonania naszych pracowników, do restrykcyjnego przestrzegania reżimu: dystans – dezynfekcja – maseczki. Narzędzia i instrumenty macie. Sami wiecie jakie”.

Królestwo rzęchów
Większość używanych samochodów sprowadzonych do naszego kraju w okresie od stycznia do października bieżącego roku, to stare graty, mające ponad dziesięć lat. Jak podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, pojazdów w takim wieku importowano do Polski w tym czasie dokładnie 55,1 proc. Natomiast samochodów liczących do czterech lat sprowadzono tylko 10,7 proc.

Był samorządowy, jest rządowy

W ubiegłym roku w ramach Funduszu Dróg Samorządowych sfinansowanych zostało 1 149 inwestycji powiatowych na kwotę 1,7 mld zł oraz 3 131 inwestycji gminnych o wartości 2,1 mld zł. Są to dane rządowe, więc nie wiadomo, jaka jest ich wiarygodność. Dziś rząd PiS obiecuje, że chce zwiększyć dofinansowanie do Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg o 3 mld zł, ale kolejne obietnice rządu trudno już traktować poważnie. Najważniejsze, że do tej pory był to Fundusz Dróg Samorządowych, ale PiS ma kłopoty z kasą, więc rząd postanowił położyć rękę na samorządowych pieniądzach. Przekształcenie funduszu drogowego z samorządowego w rządowy to istota nowelizacji ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych oraz niektórych innych ustaw. Rząd informuje, że ma się to „przyczynić do pobudzania aktywności gospodarczej przedsiębiorców i skuteczniejszej walki ze skutkami kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19”. Obok wspierania samorządowych inwestycji drogowych, fundusz ma teraz finansować m.in. budowę obwodnic na drogach wojewódzkich, poprawę bezpieczeństwa pieszych na przejściach, budowę lub remonty dróg w największych miastach. Minister infrastruktury będzie dokonywał oceny wniosków o dofinansowanie.

Dobrze, dobrze być przedsiębiorcą?

Wraz ze zmianami pokoleniowymi zmieniają się również motywacje rozpoczynania własnego biznesu. Nie jest to już tylko chęć zarobienia dużych pieniędzy

Jakie są w Polsce najbardziej uciążliwe wady bycia przedsiębiorcą i bariery w prowadzeniu biznesu? Ankietowani przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wymieniali między innymi: wysokie koszty pracy i składki ZUS – 53 proc. badanych, nieregularne zarobki – 41 proc., odpowiedzialność finansowa i prawna – 40 proc., wysokie podatki – też 40 proc., duży poziom stresu – 37 proc., nadmiar obowiązków biurokratycznych – 23 proc., niestabilność prawa –22 proc.
Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, możemy być dumni z polskich przedsiębiorców, że w tak trudnych okolicznościach radzą sobie dobrze – a polskie firmy idą do przodu, mimo braków kapitału i gorszych warunków do prowadzenia biznesu w porównaniu do większości krajów Unii. Jak mówi, aż strach pomyśleć o ile szybciej moglibyśmy się rozwijać, gdyby udało się uruchomić całą energię i przedsiębiorczość blokowaną przez obsesyjną chęć polityków do ciągłego zmieniania prawa, kontroli wszystkiego oraz chroniczny brak zaufania do prowadzących interesy.
Oczywiście bycie przedsiębiorcą ma i rozliczne pozytywy. 37 proc. badanych stwierdziło, że głównym powodem założenia firmy była chęć zrealizowania swojej pasji, 25 proc. przedsiębiorców nigdy nie chciało pracować na etacie i szukało pomysłu na własny biznes. Dla 23 proc. o założeniu firmy zdecydował przymus ekonomiczny, a dla 10 proc. – nakaz ze strony byłego pracodawcy. Takie wyniki przyniosło badanie ZPP „Portret Przedsiębiorcy” przeprowadzone w tym roku na reprezentatywnej próbie polskich przedsiębiorców.
Prof. Dominika Maison tak komentuje te rezultaty: „Obserwując od lat zmiany zachodzące wśród polskich przedsiębiorców widzimy, że wraz ze zmianami pokoleniowymi zmieniają się również motywacje rozpoczynania własnego biznesu. Nie jest to już tylko chęć zarobienia dużych pieniędzy lub bycia wielkim przedsiębiorcą zatrudniającym setki pracowników. Szczególnie wśród młodych ludzi tym co skłania ich do odejścia z bezpiecznej pracy na etacie i rozpoczęcie własnej działalności coraz częściej jest chęć samorealizacji i wolności oraz decydowania o własnym losie nawet kosztem czasami niższych zarobków czy niepewności i ryzyka związanego z prowadzeniem własnego, czasami małego i niszowego biznesu”.

Gospodarka 48 godzin

Na swoim
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przeprowadził badanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Celem było poznanie motywacji, postaw i nastrojów polskich przedsiębiorców.
Zdecydowana większość badanych (80 proc.), niezależnie od powodów i okoliczności, pozytywnie ocenia swoją decyzję o założeniu firmy (41 proc. ocenia ją pozytywnie, 39 proc. raczej pozytywnie). Jedynie 10 proc. przedsiębiorców nie jest zadowolonych z tej decyzji. Niezadowoleni, to statystycznie nieco częściej właściciele firm z sektora handlu, osoby z niższym wykształceniem (podstawowym lub zawodowym), ale też takie, których sytuacja finansowa nie jest dobra – nie mają oszczędności ale mają zaciągnięte kredyty i pożyczki.

Reklamuj się tanio
Cięcia wydatków na reklamę to jedne z wielu działań marketingowych, które uległy redukcji wskutek pandemii. Rośnie za to popularność mało kosztowych działań, takich jak pozycjonowanie strony w internecie czy dotarcie do nowych klientów za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jak mówi ekspert od marketingu interaktywnego Kamil Sroka, firmy, które borykają się z problemem słabej widoczności w wyszukiwarkach i trudnościami z pozyskaniem nowych klientów drogą online, powinny zacząć od określenia głównych fraz kluczowych, na których chcą się koncentrować. Następnym krokiem jest rozbudowanie strony o odpowiednie treści – opisy podstron, wpisy na blogu, publikacje eksperckie. W tych materiałach powinny znaleźć się nie tylko informacje istotne dla klientów, ale również wymienione wyżej frazy kluczowe. Każde zdjęcie powinno być opisane. Pozycję strony w wynikach wyszukiwania poprawia również odpowiednie linkowanie do poszczególnych podstron. Przykładowo, wpis na blogu firmowym o tym, jak dobrać telefon, może zawierać link do oferty telefonów danego przedsiębiorstwa. – Warto też wcielić się w rolę potencjalnego klienta i z jego perspektywy przejrzeć stronę internetową. Czy strona szybko się ładuje i pasuje pod urządzenia mobilne? Na ile dobrze komunikuje przekaz firmy? Jak łatwo można znaleźć konkretną ofertę? Czy klient może szybko skontaktować się z firmą, czy zostaje tylko z formularzem kontaktowym i czeka na odpowiedzi na emaile po kilka dni? – wylicza Kamil Sroka. Korzystne przy relatywnie niskich nakładach finansowych może być również prowadzenie profili na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy LinkedInie, co może umożliwić dotarcie do nowych odbiorców. Dobre wyczucie momentu, dzielenie się wartościowymi treściami oraz umiejętność zręcznego włączania się w konwersacje publiczne może otworzyć wiele nowych drzwi. Zwłaszcza, że właśnie za pośrednictwem social mediów wiele osób zadaje pytania o produkty lub usługi. Odpowiednie posty, które udostępniane są dalej, mogą być kluczem do poszerzenia świadomości o nawet najbardziej niszowej firmie, a tym samym promocji marki. – Najważniejsze jest stworzenie spójnej strategii marketingowej, która połączy wszystkie kanały i umożliwi dotarcie do klienta z jednolitym przekazem. Aktywna promocja marki jest trudna, jeśli w zasadzie nie do końca wiadomo, co właściwie chcemy powiedzieć klientom – dodaje ekspert.

Polska kolejowa afera podkładowa

Trzy ważne służby państwowe od wielu lat zajmują się sprawą jednego przekrętu przy dostawach do PKP. I zajmować się będą jeszcze długo.
W wielu krajach zdarzały się w przeszłości przekręty związane z dostawami podkładów kolejowych i nasz kraj raczej nie jest tu wyjątkiem. Niedawno prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył łącznie prawie 13,5 mln zł kary na sześciu producentów drewnianych podkładów kolejowych.
Ukarani przedsiębiorcy w przeszłości zawarli, zdaniem UOKiK, zmowę przetargową na dostawę tych produktów dla państwowej firmy PKP Polskie Linie Kolejowe. Chodziło o niemałe kwoty, bo wartość dostarczanych podkładów miała wynieść około 120 mln złotych. Miała – ale zmowa w praktyce nie doszła do skutku, gdyż szefowie PKP PLK na wieść o podejrzeniach dotyczących nieprawidłowości w przetargu, unieważnili go.
Warto dodać, że ani PKP PLK, ani tym bardziej UOKiK nie musiały się wykazywać specjalnymi talentami detektywistycznymi, aby dojść do wniosku, że z tym przetargiem na dostawy podkładów może być coś nie tak. Sprawą od dawna zajmowała się bowiem Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która już w 2014 r. poinformowała, iż w wyniku prowadzonych działań zatrzymano dziewięciu podejrzanych pod zarzutem zmowy przetargowej. Czyn zarzucany im polegał na „działaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” w związku z ogłoszeniem przez PKP PLK przetargu na dostawę w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych.
ABW przekazała zebrane przez siebie dowody Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, która wszczęła śledztwo i potwierdziła ustalenia ABW, uznając, że producenci drewnianych podkładów kolejowych przystępujący do przetargu nieograniczonego mieli się porozumieć w sprawie wysokości ofert – tak aby wygrała z góry ustalona firma. Polegało to na eliminowaniu konkurencji oraz jednoczesnym podwyższaniu cen oferowanych produktów.
Przetargi organizowane w Polsce generalnie nie są zbyt uczciwe, ale nie wiadomo, czy sprawa tych podkładów nie jest jednak dęta. Minęło bowiem ponad sześć lat, a o jakimkolwiek wyroku sądowym głucho.
W każdym razie, pracownicy UOKiK nie mieli zbyt trudnego zadania do wykonania, bo jeśli chodzi o wspomnianą podkładową zmowę przetargową, to w praktyce powtórzyli ustalenia ABW, korzystając z zebranych już dowodów. Ciekawe, dlaczego zajęło im to aż sześć lat? Jak widać, młyny konkurencyjności i sprawiedliwości mielą u nas wyjątkowo powoli.
Wreszcie jednak, po sześciu latach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił, jak konkretnie miała wyglądać zmowa. Otóż, wedle materiałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wzięły w niej udział następujące firmy: Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów wraz ze spółkami zależnymi – Trade-Port i Nasycalnią Podkładów w Czeremsze, a także ThyssenKrupp GFT Polska, Track Tec oraz Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim.
Wszystkie te przedsiębiorstwa uczestniczyły we wspomnianym przetargu organizowanym przez PKP PLK na dostawy w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych. Byli to jedyni w Polsce przedsiębiorcy, którzy mogli dostarczyć ten nieskomplikowany produkt zamawiającemu. Przetarg podzielony był na dwa zadania, na których rozstrzygnięcia usiłowali wpłynąć uczestnicy zmowy.
Nieuczciwi przedsiębiorcy jakoby ustalili, że firmy ThyssenKrupp i Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów utworzą konsorcjum i razem z Track Tec złożą oferty na obydwa zadania. Pozostali przedsiębiorcy mieli nie brać udziału w przetargu, ponieważ udział większej liczby oferentów oznaczałby konieczność rywalizacji w aukcji elektronicznej. Pierwsze zadanie wygrać miał Track Tec, a drugie konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Łączna liczba podkładów dostarczanych w obu tych zadaniach miała zostać podzielona w stosunku: 45 proc. dla Track Tec i 55 proc. dla konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Ponadto ceny podkładów w składanych ofertach miały wzrosnąć w stosunku do cen z 2013 r. o 3 proc. dla dostaw w roku 2014 i o 5 proc. w 2015 r.
Podmioty, które nie wystartowały w przetargu miały uczestniczyć w realizacji zamówienia. W ramach zadania drugiego faktyczne dostawy miały być wykonywane w równych częściach przez Nasycalnię w Koźminie i Nasycalnię w Czeremsze. Dostawy wyposażenia i dodatkowych akcesoriów do podkładów (głównie śrub i nakrętek) dla obu zadań miały być realizowane przy udziale Trade-Port.
Ustalenia były dokonywane w latach 2013-2014 w trakcie spotkań w hotelach i restauracjach w Katowicach, Krakowie i Warszawie oraz rozmów telefonicznych. Inicjatorami zmowy byli Track Tec i KZN Bieżanów. Początkowo porozumienie dotyczyło tylko tych podmiotów, potem nakłonili oni do udziału innych przedsiębiorców. – W materiałach zebranych w czasie naszego postępowania doskonale widać mechanizm niedozwolonego porozumienia. Przedsiębiorcy uzgodnili pomiędzy sobą, którzy z nich wezmą udział w poszczególnych zadaniach w ramach przetargu oraz kto jaką kwotę zaproponuje. Ustalono zatem w ramach porozumienia nie tylko warunki finansowe dostaw, ale także podział prac – bowiem podmioty niewyłonione w przetargu miały następnie realizować projekt razem z tymi, którym przypadło zamówienie. W zmowie wzięli udział wszyscy przedsiębiorcy, którzy byli wówczas w stanie złożyć ofertę, co oznacza, że zamawiający nie miał możliwości uczciwego wyboru wykonawcy – uważa prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jak widać, mówiąc o „materiałach zebranych w czasie naszego postępowania” szef UOKiK nie zechciał zauważyć, że jego urząd miał sprawę podkładów podaną na widelcu przez ABW i Prokuraturę Apelacyjną.
Celem wspomnianej zmowy było uniknięcie rywalizacji o zamówienie oraz zapewnienie wyższej ceny za realizację zamówienia. Plan ten jak wiemy się nie powiódł bo firma PKP PLK unieważniła przetarg gdy doszły do niej słuchy o podejrzeniu zmowy.
Prezes Tomasz Chróstny wymierzył następujące kary uczestnikom zmowy przetargowej: Track Tec z Warszawy – 7 579 902,27 zł, Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów – 2 948 654,16 zł, Nasycalnia Podkładów w Czeremsze – 1 543 545,62 zł, Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim – 1 312 465,85 zł, ThyssenKrupp GFT Polska – 83 269,76 zł, Trade-Port z Katowic – tylko 4 484,25 zł.
Decyzja nie jest prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do sądu – które z pewnością nastąpi, bo ukarani przedsiębiorcy zapewniają, iż nie można mówić o żadnej zmowie mającej naruszać warunki konkurencji. Nie wiadomo zatem, jakim wynikiem i za ile lat w rzeczywistości zakończy się ta sprawa.

Przyszłość energetyki odnawialnej

Najlepsze perspektywy rozwoju mają przed sobą instalacje fotowoltaiczne.
Od wprowadzenia w Polsce w 2015 roku regulacji korzystnych dla odnawialnych źródeł energii, widać́ z roku na rok wzrost liczby i mocy tych instalacji w naszym systemie elektroenergetycznym. Dominującą rolę pełni tu fotowoltaika. Pojawiają się nawet prognozy, że na koniec bieżącego roku Polska zajmie piąte miejsce w Europie pod względem przyrostu nowych mocy w panelach fotowoltaicznych.
Natomiast Instytut Energetyki Odnawialnej w raporcie pt. „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2019” wskazuje, że udział największej grupy odbiorców instalacji fotowoltaicznych w Polsce jaką stanowią klienci indywidualni (gospodarstwa domowe), będzie spadał z ponad 50 proc. w 2019 roku do niecałych 45 proc. w 2030 r. na korzyść́ prosumentów biznesowych, których udział w 2030 r. wzrośnie do prawie 30 proc. Taka dynamika jasno oznacza też zapotrzebowanie na finansowanie tego typu instalacji.
Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że energia słoneczna uplasowała się dopiero na 6. miejscu pod względem produkcji odnawialnej energii elektrycznej w Polsce w 2019 r. (2,8 proc. udział w rynku). Jednak ten segment OZE w opinii ekspertów ma największe perspektywy rozwoju w najbliższych latach.
-Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa niejednokrotnie pokazały, że są motorem polskiej gospodarki, dlatego że twardo stąpają po ziemi i kierują się czystym pragmatyzmem. Nasze tegoroczne badanie pokazuje, że tak samo podchodzą do ekologii – powiedział Wojciech Przybył, członek zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego, autora badania pt „Zielona energia w MŚP pod lupą”.
Świadomość znaczenia źródeł odnawialnej energii wśród małych i średnich polskich przedsiębiorców jest bardzo wysoka. Wskazują przede wszystkim na fotowoltaikę, energię wodną i wiatrową. Biomasa i biogaz wymieniane były najrzadziej, bo ten rodzaj „zielonej energii”, choć kolorystycznie rzeczywiście najbliżej zbliżony do zielonego, trudno uznać za ekologiczny, że względu na jego szkodliwość dla stanu powietrza.
Tyle teoria, ale w praktyce zdecydowana większość polskich MŚP (95 proc.) nie korzysta z energii odnawialnej. Natomiast te firmy, które już decydują się na odnawialne źródła energii, wybierają głównie fotowoltaikę (4 proc.). Nieco lepiej zapowiada się przyszłość. 1 na 9 małych i średnich firm planuje korzystanie z OZE, zdecydowana większość w panele fotowoltaiczne.
W przypadku większych przedsiębiorstw ten kierunek jest zdecydowanie popularniejszy. Aż 30 proc. średnich firm w Polsce zamierza zainwestować w energię słoneczną, 5 proc. w wiatrową, a kolejne 5 proc. w pompy ciepła. Pamiętajmy jednak, że są to jeszcze tylko nie do końca konkretne plany.