Zawód farmaceuty został uregulowany

Będzie co nowelizować. Kontrowersyjna ustawa farmaceutyczna ma i zapisy słuszne, i pozbawione sensu.
Parlament zakończył prace nad ustawą o zawodzie farmaceuty. Dokument czeka tylko na podpis prezydenta. W finale prac Sejm odrzucił poprawkę, która dopuszczała możliwość wykonywania szczepień ochronnych przez farmaceutów. Posłowie nie zgodzili się także na wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej farmaceutów z tytułu ewentualnych szkód będących następstwem świadczenia usług farmaceutycznych.
Obie te decyzje są dość racjonalne. Niestety, pseudoideologiczna aberracja PiS-owskiej większości w Sejmie dała o sobie znać przy odrzuceniu rozumnej poprawki Senatu, mówiącej, że farmaceuci nie mogą odmówić wydania produktu leczniczego czy wyrobu medycznego potrzebnego do stosowania w antykoncepcji oraz dla regulacji poczęć.
Teraz rozmaici niezrównoważeni psychicznie osobnicy, którzy niestety są i wśród farmaceutów, będą mogli realizować swe obsesje poprzez odmowę sprzedawania środków antykoncepcyjnych (jak wiadomo sfera kobiecej seksualności budzi szczególne, niezdrowe zainteresowanie zboczonej grupki, realizowane pod pretekstem rzekomej „klauzuli sumienia”). To kolejny przejaw antykobiecej manii PiS-owskich prominentów – i uzasadniony powód do protestów organizacji kobiecych.
Przy okazji warto zauważyć, że mamy od lat organizację pod nazwą Liga Kobiet Polskich, wyróżniającą się całkowitą nieobecnością w ważnych kobiecych sprawach. Najnowsza „aktualność” na stronie internetowej Ligi Kobiet Polskich jest z października 2019 r. i dotyczy krajowych eliminacji do festiwalu „Anna German” w rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury pod patronatem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego.
W ustawie o zawodzie farmaceuty znalazły się także zapisy, które wywołały, znacznie mniej uzasadnione, protesty dużych firm prowadzących sieci aptek.
Ich szefom nie podobają się zwłaszcza przepisy umożliwiające cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki na skutek naruszenia niezależności farmaceuty oraz zamknięcie na trzy miesiące apteki lub hurtowni farmaceutycznej w przypadku uniemożliwienia wykonywania zadań kierownikowi apteki lub hurtowni. – Właściciele aptek zamiast skupiać się na rozwoju świadczonych usług farmaceutycznych będą musieli poświęcać środki organizacyjne i finansowe na prowadzenie postępowań administracyjnych, prowadzonych na skutek kwestionowania działań przeprowadzonych zgodnie z prawem – uważa Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, nie wyjaśniając, dlaczego ktoś miałby kwestionować działania zgodne z prawem.
Okazuje się, że zdaniem potentatów rządzących rynkiem aptecznym w Polsce, „trywialne konflikty personalne farmaceuty z przedsiębiorcą mogą zostać zinterpretowane jako zamach na niezależność farmaceuty, w konsekwencji doprowadzając do zamknięcia apteki i likwidacji miejsc pracy”. Uważa tak na przykład Piotr Paśniewski, prezes zarządu Grupy Nowa Farmacja. Może w tej sytuacji dobrze by było, aby przedsiębiorcy prowadzący sieci apteczne nie prowokowali konfliktów personalnych z farmaceutami, którzy w takim sporze zwykle są słabszą stroną?
Przedsiębiorcy apteczni rysują dość apokaliptyczny obraz polskich aptek po wejściu w życie ustawy o zawodzie farmaceuty. Ich zdaniem, konsekwencją przyjęcia wspomnianych zapisów w ustawie będą „osobiste dramaty” właścicieli aptek i ich pracowników, oraz ograniczenie dostępności leków dla pacjentów, niebezpieczne szczególnie w dobie pandemii. – Ponadto długotrwałe procesy sądowe doprowadzą w wielu przypadkach do bankructw a w rezultacie do problemów z szerokim dostępem do leków w czasie epidemii COVID-19 i po jej ustaniu. Dziś apteki robią wszystko, żeby zapewnić sprawne i bezpieczne funkcjonowanie oraz nieutrudniony dostęp do leków dla pacjentów. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy jest sytuacja, w której właściciel apteki i pracujący tam farmaceuci będą musieli się zastanawiać czy ich placówka zostanie zamknięta – dodaje prezes Piotr Paśniewski.
Z niewiadomych powodów pan prezes nie chce zauważyć, że to właśnie od zachowania szefów grup aptecznych będzie zależeć, czy wystąpią przesłanki do zastosowania przepisów pozwalających na cofanie zezwolenia na prowadzenie apteki albo trzymiesięczne zamykanie apteki bądź hurtowni farmaceutycznych.
Właścicielom sieci aptecznych w Polsce nie podoba się także i to, że niedawno Ministerstwo Zdrowia podpisało z samorządem aptekarskim dokument pod nazwą „Strategia na rzecz rozwoju aptek”. Zarzucają oni, że tak istotny dokument jak strategia był negocjowany i podpisywany przez Ministerstwo Zdrowia z tylko jedną, określoną częścią rynku, co budzi kontrowersje. Wydaje się jednak, że samorząd aptekarski trudno uznać za „tylko jedną, określoną część rynku”, gdyż działa on przecież na całym polskim rynku aptecznym.
A poza tym, można uspokoić przedsiębiorców aptecznych, żeby nie przejmowali się wspomnianą „strategią na rzecz rozwoju apek”, gdyż w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego jakakolwiek strategia branżowa jest pozbawiona wszelkiego znaczenia. Wiadomo przecież, że i tak nie będzie realizowana.
Duzi przedsiębiorcy apteczni oświadczają także: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod pozorem walki o dobro pacjenta, korporacja aptekarska po raz kolejny podejmuje działania mające na celu walkę z konkurentami, a docelowo także całkowitego wyeliminowania ich z rynku”. Jest to zaskakujące oświadczenie, bo samorząd aptekarski (zwany przez przedsiębiorców korporacją) nie jest przecież właścicielem sieci aptecznych, więc trudno mówić aby uczestniczył w walce konkurencyjnej.
Tym niemniej, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, w osobie wiceprezesa Marcina Nowackiego, głosi: „Przyznanie korporacji zawodowej zbyt daleko idących uprawnień i zamykanie rynku, rodzi ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego pacjentów. Ten kierunek rozwoju rynku może bowiem paradoksalnie prowadzić do zwiększonej konsolidacji rynku, choćby w ramach sieci partnerskich budowanych przez hurtownie leków, które mogą wykorzystywać siłę negocjacyjną, wiążąc ze sobą pojedynczych aptekarzy”.
Wydaje się, ze w tej sytuacji przedsiębiorcy apteczni nie mają co biadolić. Niech więc biorą się do roboty – i konsolidują rynek apteczny.
Niestety, zamiast tego wolą narzekać, iż zapisy w projekcie ustawy o zawodzie farmaceuty, zamiast zgodnie z pierwotnymi celami stanowić kompleksową regulację dla tej grupy zawodowej, prowadzą raczej do przebudowywania rynku aptecznego w Polsce poprzez wyeliminowanie z niego poczucia bezpieczeństwa prawnego. I że są przez to „wysoce niebezpieczne” z uwagi na bezpieczeństwo lekowe pacjentów, a także ryzyko likwidacji miejsc pracy i ograniczenia wpływów budżetowych z podatków.
Przedsiębiorcy mogą tu mieć o tyle trochę racji, że przepisy są wykorzystywane niekiedy przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego i Wojewódzkie Inspektoraty Farmaceutyczne do bezpodstawnego utrudniania działalności firm aptecznych. Przykładem może być niedawno zakończony (3 grudnia bieżącego roku), trwający ponad trzy lata spór prawny, spowodowany bezpodstawną odmową wydania przedsiębiorcy zezwolenia na prowadzenie apteki przez Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Chodziło o względy formalne, nie mające żadnego znaczenia praktycznego.
Trzeba było dopiero zaangażowania się w sprawę Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz postępowania przed sądem, aby uchylić bezprawne decyzje administracyjne organów nadzoru farmaceutycznego. Takie sytuacje nie są jednak spowodowane takim czy innym kształtem przepisami, lecz niską kulturą pracy urzędniczej w Polsce, nastawionej generalnie nie na pomaganie lecz na utrudnianie pracy innym. To szerszy problem naszego kraju: ktoś kto ma w Polsce jakiś fragment władzy nad kimś innym, musi mu oczywiście pokazywać, że może mu zaszkodzić.
Tyle, że akurat w przypadku bezpieczeństwa lekowego pacjentów oraz wysokości wpływów budżetowych, najwięcej zależy właśnie od zachowania szefów dużych przedsiębiorstw aptecznych w Polsce. Oni mają też znaczący, czy wręcz decydujący wpływ na bezpieczeństwo prawne farmaceutów zatrudnionych w aptekach.
Oczywiście, nie można się dziwić, że duże sieci apteczne występują przeciw wszelkim zapisom prawnym mogącym ograniczyć ich pełną swobodę działalności (by nie powiedzieć: samowolę). Trudno jednak to popierać.