Lekcje geopolityki Joe Bidena

Amerykański prezydent sprowadził polską klasę polityczną na twardą ziemię.
I znów polskie elity polityczne mogą sobie powzdychać. Pobiadolić o „zdradzonych o świcie” przez podstępne, obce siły.
Joe Biden, zamrażając sankcje wobec firm budujących gazociąg Nord Steam 2, usunął ostatnie przeszkody w jego ukończeniu. Uczynił tak, bo chciał pozyskać Niemcy. Znaleźć w nich sojusznika do polityki blokowania i powstrzymywania gospodarczego Chin.
Niemcy są najsilniejszą gospodarką w Europie. Najpoważniejszym światowym partnerem gospodarczym Chin. Zdolnym do uzyskiwania nadwyżki w handlu z nimi. I nawet jeśli polityczne stosunki niemiecko- chińskie chwilowo osłabną, to silnie zakorzenione niemieckie firmy w Chinach pozostaną. Niezależnie kto będzie rządził w Pekinie i Waszyngtonie.
Zwłaszcza, że dzięki Nord Stream 2 gospodarka niemiecka zapewni sobie długoletnie dostawy taniego rosyjskiego gazu. Dającego niemieckim firmom przewagę konkurencyjną. Tenże gaz będzie spłacany produktami niemieckich firm. Konkurencyjnymi i innowacyjnymi, bo wytwarzanymi dzięki taniej energii.
Czy Rosja znów wykorzysta kooperację z gospodarką niemiecką do zmodernizowania się? To już zależy od jej elit politycznych. Znamy z wieków wcześniejszych podobną, korzystną dla obu państw, kooperację.
Reakcje polskich polityków i dziennikarskiego „komentariatu” na amerykańską decyzję przypominały nastroje człeka gwałtowne wyrwanego z głębokiego snu. Obudzonego z przysłowiową „ręką w nocniku”.
Okazało się, że polska polityka wobec Rosji opierała się na niewzruszonym przekonaniu, że Nord Stream 2 nigdy nie powstanie. Dlatego nie warto było z Rosją rozmawiać.
A Berlinowi trzeba było wysyłać cyklicznie groźne pomruki. Rozbijać jedność Unii Europejskiej. Proponować przeniesienie wojsk amerykańskich z niemieckich baz do polskich „Fortów Trumpów”. Wypominać Niemcom zbrodnie i grabieże z ubiegłego wieku. I wyceniać polskie cierpienia na miliardy euro.
W nocniku, bez fajki
Polski sprzeciw wobec NS2 wynikał z politycznych, nie gospodarczych przesłanek. Był fundamentem polskiej „suwerenności”.Przejawem politycznej solidarności z Ukrainą i trzema republikami bałtyckimi. Bo gospodarczo na NS2 najbardziej straci Ukraina i Litwa.
Polska za rządów PiS przygotowywała się do redukcji zakupów gazu rosyjskiego. Uważanego za broń polityczną Kremla. Elity polityczne PiS planowały stworzyć w naszym kraju wielki port przeładunkowy gazu skroplonego. Importowanego z USA, Kataru i wszystkich innych państw niż Rosja.
W 2022 roku kończy się wieloletnia umowa polsko- rosyjska na dostarczanie gazu w Rosji. Nową umowę elity PiS chciały podpisać na nowych, już „suwerennych” warunkach. Bez ukończonego Nord Stream 2.
Za to z wybudowanymi gazoportami i dodatkowo z rurociągiem „Baltic Pipe” umożliwiającym dostawy norweskiego gazu do Polski. Posiadając takie asy przetargowe można siadać do negocjacji z Gasporomem.
Niestety konkurencyjny NS2 zapewne będzie w 2022 roku gotowy. Za to szumnie zwiastowanej „Baltic Pipe” raczej nie będzie. Przynajmniej do końca 2022 roku.
Bo elity PiS znowu wykazały się niekompetencją. Dopuściły do sytuacji,że władze duńskie cofnęły pozwolenie na budowę Baltic Pipe na jej terenie. W trosce o ochronę środowiska naturalnego.
Oczywiście pozwolenie można przywrócić, ale to wymaga czasu i fachowych działań. Niepodobnych do stylu negocjacji turoszowskich. Wymagających czasu.
Zatem z kart przetargowych pozostały tylko gazoport w Świnoujściu,magazyny gazu i własne złoża gazu. Czy wystarczą na „suwerenność energetyczną” dumnej IV RP?
Z boku, na stojaka
Prezydent Biden spotkał się z przywódcami Litwy, Łotwy i Estonii podczas niedawnego szczytu NATO. Zapewne obiecał im jakieś rekompensaty za zgodę na Nord Stream 2. Ukraińskiemu prezydentowi obiecał wsparcie militarne USA i NATO oraz program akcesji Ukrainy do NATO. Pod licznymi warunkami, niełatwymi do spełnienia.
Dzięki temu elity ukraińskie mogą mieć przekonanie, że ich państwo nie utraci kolejnych terenów na rzecz Rosji. Mogą łatwiej pozyskać amerykańskich inwestorów.
USA może naciskać na Rosję grożąc jej,że w razie braku ustępstw na innych polach, postępy amerykanizacji Ukrainy zostaną przyśpieszone.
A polskie elity polityczne zostały wykluczone z gry USA – Unia Europejska – Rosja – Chiny.
O amerykańskiej zgodzie na NS2 polski minister spraw zagranicznych dowiedział się z lektury amerykańskich gazet. Sam to przyznał w wywiadzie dla ”Rzeczpospolitej”. Nie mógł tej informacji potwierdzić w amerykańskiej ambasadzie, bo nie ma w Polsce ambasadora USA.
W czasie ostatniego szczytu NATO doszło co prawda do „historycznego szczytu Duda – Biden”. Obaj prezydenci spotkali się na korytarzu. Rozmawiali na stojaka,około czterech minut aż.
Prezydent Biden zapowiada „rewitalizację demokracji”. Ową „demokrację” będzie używał jako broń polityczną wobec Chin, Rosji i wszystkich innych państw, które uzna za „niedemokratyczne”. Polityka zagraniczna elit PiS polega na „wojnie kulturowej” ze „zdemoralizowaną Unią Europejską” i wojnie politycznej z Rosją.
Gwarantem bezpieczeństwa państwa polskiego elity PiS uczyniły prezydenta USA Donalda Trumpa. On także wojował kulturowo z Unią Europejską.
Generalnie polityka zagraniczna PiS oparta jest na sympatiach, i przede wszystkim antypatiach, personalnych. Nie na interesach gospodarczych. Prezydent Trump dalej jest kochany, a Putin znienawidzony. Choć obaj są na „wojnie kulturowej” z Unią Europejską.
Kanclerz Merkel jest dalej znienawidzona, choć gospodarka niemiecka jest największym partnerem polskiej.
Wszystkie inne oświecone państwa swą politykę zagraniczną budują też na interesach państwowych, nie personalnych miłościach. Dlatego przywódcy USA, Niemiec, Francji zawsze rozmawiają z prezydentem Rosji, którego elity polskie nienawidzą. Teraz w USA, największym gwarancie bezpieczeństwa militarnego państwa polskiego rządzi prezydent, który jest na „wojnie kulturowej” z elitami PiS. I który rozmawia z prezydentem Rosji, bo uznał, że jednak warto.
Co robić?
Można dalej nucić „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Można też podjąć działania wedle realnej geopolityki. A nie mrzonek z ubiegłego wieku.
Skoro ten Nord Stream 2 jednak będzie skończony, to zamiast pluć na rurę z gazem, można podłączyć się do niej. Skoro „suwerenność energetyczna” oznacza dywersyfikację dostaw gazu, to czemu nie mieć dostępu do gazu amerykańskiego, katarskiego, rosyjskiego i w przyszłości norweskiego? Kupować ten najkorzystniejszy.
Skoro amerykański Wielki Brat rozmawia z Rosją, skoro liderzy Unii Europejskiej rozmawiają z przedstawicielami Rosji, czemu polscy politycy nawet podjąć rozmowy nie chcą? Boją się odrzucenia?
A na dobry początek mogą uczynić dobry gest. Niech władze polskie odmrożą mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim. Uczynią taki mały krok dobrej woli.
Wyjdą z okopów. Bo teraz walczy się inaczej.

Kto stworzył Putina?

Jaki ma majątek? Gdzie są jego źródła? Może w handlu bronią i narkobiznesie?

Ponoć do specjalnie zbudowanego portu w Petersburgu przypływały ładunki prosto z
Kolumbii. Ale kiedy to było? Czyżby w latach dziewięćdziesiątych, gdy był zastępcą mera,bossem petersburskiej administracji? Wprawdzie tych instalacji nie wypatrzyły satelity szpiegowskie USA ani, dziwnym trafem, statków nie przejęły okręty straży przybrzeżnejWolnego Świata, ale pewnie tak było. Coś o tym mówił jeden ze świadków na procesie wsprawie zabójstwa Litwinienki w Londynie. Stolicy ex imperium mającego historyczne porachunki z Rosją a i dzisiaj prowadzącego wobec niej najbardziej agresywną politykę spośród państw Zachodu. Słowa,słowa,słowa…
Jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek sformułowania pretendujące do miana
prawdy lecz nie mające oparcia w jednoznacznych faktach, są gorsze od jawnych kłamstw. Dają bowiem szansę na obudowywanie ich mitami, teoriami spiskowymi, których kolejne warstwy pozwalają powoływać się na poprzednie, jako wiarygodne i prawdziwe źródła. Dzięki temu nie trzeba już powracać do wątpliwych tez wyjściowych i można prowadzić debatę w wirtualnej rzeczywistości, wykreowanej przez mitotwórców. To zresztą metoda bardzo popularna, szczególnie w dyskredytującej przeciwników politycznych narracji, modnej ostatnio nie tylkow Polsce.
Tak więc różne media podniecają się (i swych odbiorców, bo o to przecież chodzi) rewelacjami wziętymi z publikacji, podobnych do tej, autorstwa Niemcowa i Martyniuka „Życie niewolnika na galerach”. Ów Putin z książki posiada piętnaście helikopterów, czterdzieści trzy samoloty,cztery jachty oraz dwadzieścia pałaców, willi i dacz. Tylko nikt nie uściśla, że są to środki transportu i obiekty w gestii administracji prezydenta, zresztą – do dyspozycji przedstawicieli najwyższych władz Rosji. To tak, jakby stwierdzić, przy uwzględnieniu różnicy potencjałów państw, że samoloty do przewozu VIP-ów i reprezentacyjne nieruchomości tudzież ośrodki wypoczynkowe są własnością głowy państwa – Prezydenta Rzeczypospolitej.
Dziennikarze śledczy węszą więc wszędzie skandale, podążając śladami wyimaginowanych choć czasem i rzeczywistych nadużyć władcy Rosji. Gdy zaś przychodzi do poparcia ich tez faktami powołują się na przykład na publikacje „Nowej Gaziety”, jako dysponenta prawdy objawionej, zważywszy na to, że to przecież opozycja. Nie stawiają sobie pytania, jakim cudem w tym autorytarnym krajobrazie, który opisują, uchowała się jakaś opozycja.
Tak więc większość „putinologów”, która to pseudonauka zastąpiła na dyżurze sowietologię, koncentruje się na tym jaki to ten Putin jest, kogo teraz prześladuje, jaki makiaweliczny plan trzyma w zanadrzu wobec wolnego, jak wiadomo,w odróżnieniu od Rosji, świata.
Skąd jawna bezwzględność prowadzonej przez niego polityki, w porównaniu z łagodną hipokryzją zachodnich jej standardów? I dlaczego, mimo wyrzeczeń i ograniczeń spadających na obywateli w wyniku jego ekspansjonizmu i autorytaryzmu, społeczeństwo rosyjskie w swojej masie wciąż go jednak popiera? A Zachód czuje się zobligowany do stosowania sankcji wobec Rosji ( najmniej uderzających w Putina a najbardziej właśnie w szeregowych obywateli jego kraju). Więcej, zmuszony jest do otaczania tego wciąż militarnie potężnego państwa łańcuchami baz pod auspicjami NATO, oczywiście mających na celu walkę o pokój a w najgorszym razie – przechwytywanie, najlepiej nad Europą, irańskich rakiet balistycznych skierowanych na USA, choć wiadomo, że w najbliższych latach Teheran nie wyprodukuje broni o takich parametrach.
Krótko mówiąc, medialno-propagandowe działania, których przedmiotem jest Putin a raczej jego fantom, obraz demiurga, adresowany do masowego, najczęściej pasywnego odbiorcy z globalnej wioski, skupiają się na skutkach pewnych wcześniejszych wydarzeń a nie na przyczynach, prowadzących do owych skutków.
Niewielu głośnych „putinologów” stawia sobie ( i publiczności) pytania: Jak doszło do tego, że pojawił się Putin? Kto stworzył Putina? Dlaczego jest taki, jaki jest? Czemu, mimo że jest taki,większość Rosjan go popiera ?
Przy czym pod pojęciem „Putin” należy rozumieć ten zbiór czynów, których dokonuje i cech charakterologicznych, które posiada. Mógłby na jego miejscu być ktokolwiek inny o podobnym profilu. Zaraz więc rozlegnie się głos mędrców twierdzących, że lud rosyjski potrzebuje tyrana i bata, podobnie jak Polacy – liberum veto. Sprawa jest jednak bardziej złożona i nie da się jej załatwić paroma komunałami okraszonymi sosem z frazesów.
Trzeba się trochę cofnąć w czasie i przeprowadzić analizę, niekoniecznie wygodną dla twórców obowiązującej dzisiaj, głównie w USA i Europie, putinowskiej sagi.
Europa i jej transatlantycki partner mają zadziwiającą umiejętność niewyciągania wniosków z historii. Po pierwszej wojnie światowej , po jej krwawych igrzyskach, państwa zwycięskiej Ententy narzuciły następczyni kajzerowskich Niemiec – Republice Weimarskiej żelazny reżim sankcji ekonomicznych, reparacji oraz ograniczeń w sferze militarnej. Cały ten aparat środków represji i, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, powstrzymywania, miał na celu złamanie karku pruskiego nacjonalizmu tudzież militaryzmu. Jaki był efekt końcowy tych działań-wiadomo.
Chociaż ta świadomość, w informatycznej i ahistorycznej społeczności globalnej, zapatrzonej w doczesność, niebezpiecznie zanika.
Teraz, uwzględniając niedoskonałość i nieprecyzyjność tego porównania i zachowując właściwe proporcje, wróćmy do putinowskiej Rosji a raczej – do jej korzeni.
Wiadomo,że jej teraźniejszy władca urodził się w 1952 roku, w ówczesnym Leningradzie, że w latach 1975-1990 był funkcjonariuszem KGB, w wywiadzie , m.in. w rezydenturze na terenie NRD, później zaistniał w latach 1990-1996 w administracji Petersburga , który w międzyczasie pozbył się bolszewickiej nazwy, następnie został dopuszczony do dworu prezydenta Jelcyna na którym działał od 1996 do 1998 roku aby w okresie 1998-1999 objąć funkcję szefa FSB. Stąd już tylko krok do stanowiska premiera sprawowanego od 1999 do 2000 roku i dalej, do prezydentury w tymże roku. Tak do dzisiaj, z przerwą na prezydencję Miedwiediewaw latach 2008 – 2012.
Te wszystkie mądrości pozna każdy, kto zechce poszperać w materiałach źródłowych. Ale to wciąż nie odpowiada na nasze fundamentalne pytanie: Kto stworzył Putina?
Po przegranym przez ZSRR wyścigu zbrojeń, po rzuceniu przez USA technologicznego wyzwania w postaci „wojen gwiezdnych”, któremu Moskwa nie była w stanie sprostać i wykreowaniu przez Ronalda Reagana nośnego w swej prostocie hasła propagandowego o „imperium zła”, które automatycznie sytuowało Stany Zjednoczone po dobrej stronie mocy, radziecki kolos zaczął trzeszczeć w posadach.
Polityka „pieriestrojki”(przebudowy) i „głasnosti”( jawności życia politycznego) realizowana przez Gorbaczowa, równolegle z ukłonami pod adresem Zachodu, przyspieszyła tylko jego zmierzch i rozpad.
Wbrew temu,co dzisiaj mówią niektórzy politolodzy, próbujący zaczarować przeszłość aby kontrolować przyszłość, po Gorbaczowie nie stwierdzono, że Rosja to już nie wróg lecz partner.
Zachód a w szczególności USA uznały Rosję za zlikwidowanego przeciwnika, za zwyciężonego wroga a siebie – za zwycięzcę, z wszystkimi wypływającymi stąd konsekwencjami. Werbalnemu opakowaniu tej polityki w przyjazne choć w rzeczywistości –paternalistyczne pustosłowie, przeczyły fakty. Zaczęło się pouczanie, jak powinna wyglądać prawdziwa demokracja do implantacji w Rosji.
Zaczęło się „wyrywanie jej zębów” w ramach układów o redukcji zbrojeń strategicznych START II czy europejskiego CFE o liczbie żołnierzy i o ograniczeniach flankowych oraz uzbrojeniu konwencjonalnym. Gdzieś w tle pozostawała pamięć o porozumieniu w sprawie ograniczenia systemów obrony przeciwrakietowej jeszcze z lat siedemdziesiątych, które nagle zyskało na aktualności. Sprzyjało temu i podobnym procesom pierwotne zauroczenie Jelcyna Stanami Zjednoczonymi i bezkrytyczne podejście do ich poczynań tak wobec Moskwy jak i wobec praktyki amerykańskiej w polityce międzynarodowej en block.
Koncerny takie jak Exxon Mobil, Chevron, Shell czy British Petroleum coraz odważniej, z coraz większymi pakietami udziałów, wkraczały na roponośne obszary Rosji, z wyraźną intencją ich przejęcia. Nie przypominało to partnerskiej współporacy lecz raczej podbój Dzikiego Zachodu,z tym, że tym razem chodziło o Wschód.
Za prezydentury rosyjskiej zapatrzonej w Amerykę i jej wzorce polityczno-gospodarcze było to możliwe.
Jednak te bezceremonialne działania Zachodu były realizowane na dyletanckim poziomie, bez uwzględniania psycho-socjologicznych, kulturowych i historycznych składowych rosyjskiego charakteru, bez znajomości specyfiki tego społeczeństwa.
Gdybyż sowietolodzy i kremlinolodzy czasów zimnej wojny, wyspecjalizowani w prognozach na temat tendencji politycznych Związku Radzieckego, wróżący jak z fusów, z kolejności ustawienia członków Biura Politycznego na trybunie mauzoleum Lenina podczas defilad na Placu Czerwonym, ostrzegli na czas nowych konkwistadorów!
Gdyby wskazali im na niesamowitą zdolność Rosjan a dzięki nim – Rosji do „podnoszenia się z kolan”, jak to ujął Putin a za nim – różnojęzyczni i różnoplemienni epigoni.
Gdyby uświadomili im, że najlepszą pożywką, najlepszym dopingiem dla konsolidacji tego narodu, dla reanimacji imperialnego ducha, jest okazywanie mu słabo maskowanej pogardy, zewnętrzne narzucanie obcych wzorców cywilizacyjnych i wdeptywanie w ziemię jako ostatecznie pokonanego przeciwnika!
Ale niestety wysłano ich na emeryturę a szkoda.
Pamiętam jak sam spytałem na początku lat siedemdziesiątych, gdy w Polsce panował relatywny gierkowski dostatek, pewnego szeregowego,szarego obywatela ZSRR: Jak sobie dajecie radę, przecież codziennie musicie walczyć o podstawowe dobra, zapewniające egzystencję?
Ten odpowiedział : Tak, ale za to jesteśmy mocarstwem i wszyscy muszą się z nami liczyć!
Nie była to ironia ani ten człowiek nie był odosobniony w swoich poglądach. To społeczeństwo, po jelcynowskich breweriach, nie mogło już wytrzymać poniżenia w jakim, według jego zbiorowego mniemania, znalazła się Matka- Rosja.
I wtedy pojawił się na firmamencie Władimir Władimirowicz Putin. Tak, to prawda,na pierwszym etapie wielkiej kariery popierał go swymi miliardami i mediami Bieriezowski. Miał nadzieję, że zyska sterowalną kukiełkę na rosyjskim tronie. Nic z tego nie wyszło.
Szefowie resortów siłowych i tzw. „rodzina” – czyli jelcynowska kamaryla, myśleli, że będą mieli posłusznego realizatora ich wytycznych. Nic z tego nie wyszło.
A gdyby Władimir Władimirowicz się nie pojawił? No cóż, wtedy wielkoruska społeczność,od wieków wyćwiczona w poświęceniach dla ojczyzny i tych, którzy byli jej ucieleśnieniem –carów, patriarchów, rewolucyjnych trybunów – wygenerowałaby kogoś podobnego.
I im większa byłaby arogancja „wychowawców” z Zachodu, tym większy byłby kredyt zaufania dla tego reprezentanta rosyjskich pragnień – odzyskania godności i wielkomocarstwowej pozycji w świecie .Tym większe przyzwolenie na autorytaryzm.
Trawestując niedawne powiedzenie pewnego rosyjskiego polityka, dziękującego Zachodowi za sankcje, które stworzyły unikalną szansę dla rozwoju szeregu gałęzi gospodarki narodowejRosji, obywatele rosyjscy mogliby chórem skandować:
Dziękujemy USA! Dziękujemy ich sojusznikom! Dziękujemy ich polityce za Putina! A odmienne głosy opozycji byłyby w tym chórze ledwie słyszalne.

PS. Warto dodać, że ten tekst napisałem 9 czerwca 2016 roku i opublikowałem jako epilog wydanej przez oficynę Melanż mojej książki sensacyjnej pt. Moskwa nie boi się krwi. Jak widać, uporczywe trwanie w błędach “putinologów” nie pozwala ciągle znaleźć Zachodowi właściwej recepty na Rosję i Putina. To, z czym dzisiaj mamy do czynienia, przypomina gróźne kołysanie globalną łodzią. Co gorsza, owo kołysanie nie jest związane z wyznaczaniem przez obie strony kursu w chybotliwej równowadze współczesnego świata, nie wspominając o roli innych, znaczących załogantów. No cóż, “errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum” / błądzić jest rzeczą ludzką, lecz trwać w błędzie diabelską (Seneca).

Tomasz Turowski – pułkownik polskiego wywiadu, wcześniej PRL, a później, jako pozytywnie zweryfikowany, w RP. Także dyplomata (m.in. ambasador RP na Kubie oraz ambasador tytularny w Moskwie) i dziennikarz. Bohater paru filmów dokumentalnych zrealizowanych przez zachodnioeuropejskich producentów. Obecnie w stanie spoczynku, pisze książki. Współautor bestsellera „Kret w Watykanie”, który doczekał się kilku zagranicznnych tumaczeń. Autor trylogii „Dżungla we krwi”, „Krwawiące serce Azji” i „Moskwa nie boi się krwi”, wydanej też w pakiecie pt. „Bohaterowie cichego frontu”. Opublikował również książkę „Egzekucja” z pogranicza sensacji i political fiction oraz… tomik poezji. Dwie kolejne pozycje z gatunku spy-story są przygotowywane do druku.

Sushi con carne

Władimir Putin opanował do perfekcji zasady przyjmowania do NATO kolejnych państw. I nie waha się tej wiedzy używać. Zasadą w NATO jest to, że kraje członkowie nie mogą mieć żadnych poważnych zatargów granicznych, ani mocnych sporów terytorialnych z innymi. O tym, że powinny sprawować suwerenną władzę na całym swoim terytorium, nie wspominając.

Dzięki czemu do NATO nie może, po rosyjskim ataku i utworzeniu dwóch dziwnych rosyjskich tworów parapaństwowych w swoich granicach, apirować Gruzja. Tak samo jak od zawsze Mołdowa z rosyjskim Naddniestrzem. Od kilku lat możliwość WNATOwstąpienia Putin odebrał również Ukrainie, zagarniając Krym i utrzymując ruchawkę w Donbasie.

Teraz Putin rozgrywa stare karty w zupełnie innej grze. Takiej na duże pieniądze. Gra nosi nazwę Nord Stream 2. Dokończenia budowy gazociągu nie chcą Stany Zjednoczone i wiele krajów Europejskich. To to samo grono, które chciałoby widzieć Ukrainę jako ostoję spokoju i stabilności.
Co zatem robi Putin? Przesuwa kilka oddziałów wojskowych w okolice granicy z Donbasem, dając do zrozumienia, że jak skończy się blokada gazociągu, to jednostki wrócą do siebie. A co jak blokada nie zniknie?

Od przygotowania stolika do takiej rozgrywki są pożyteczni idioci Putina, tacy jak Salvini i Orban oraz zapędzone przez przyjaźń z Węgrami nasze dyplomatołki. To ten tercet ma przygotować propagandowy grunt, do sytuacji, jak Putin, nie mogąc tłoczyć gazu do Niemiec, będzie musiał się na serio zająć Ukrainą. Medialny ostrzał już się zaczął. Rosjanie finansują dziennikarzom z różnych krajów wyjazd do Odessy na rocznicę masakry w Domu Związkowym. Rocznica nieudanego zajęcia Odessy przez „zielone ludziki” ma udowodnić wolnemu światu, jacy to banderowcy są źli.

Putin robi to wiedząc, że Ukraina – w razie czego – nie może liczyć na zapowiadaną pomoc Stanów Zjednoczonych. Bo niby jak Amerykanie mieliby się tam dostać? Z nielubiącej Ukraińców dzięki rządom PiS Polski, czy sprzymierzonych mentalnie i nie tylko z Putinem Węgier i Turcji?
Władimir Władimirowicz wie, że Biden ma mocno związane ręce i żadnych argumentów by zdusić inwestycje w Nord Stream 2. Może zatem liczyć na to, że amerykański prezydent za zachowanie resztki twarzy w sprawie gazociągu poprzez umycie od niego rąk, nie da Putinowi pretekstu do interwencji na Ukrainie.

Rosyjski prezydent musi coś ugrać. Rosjanie muszą go znów jąć postrzegać jako zwycięzcę. Obciach, którego sobie narobił z uwięzieniem Nawalnego, rozlał się po Rosji zbyt mocno. Zbyt wielu Rosjan zobaczyło też film z posiadłością Władimira Władimirowicza. Kreml potrzebuje na gwałt sukcesu. Najgorsze jest to, że dokończenie Nord Stream 2 to może dla publiki rosyjskiej za mało. Zwłaszcza, że koronawirus i niskie ceny ropy nie dają Moskwie pieniędzy, którymi mogłaby uspokoić sytuację. Niestety – jak strasznie z naszej perspektywy by to brzmiało – Donbas i Ługańsk wkrótce Ukraińskie już nie będą. Jednak nie podzielą losu Krymu i nie zostaną inkorporowane. Będą jak Naddniestrze i Abchazja. Wrzodem na tyłku Ukrainy, skutecznie uniemożliwiającym jej bycie branym pod uwagę jako sojusznik militarny Stanów Zjednoczonych.

Ciekawe jednak jak w tej sprawie zachowają się Chiny? Najprawdopodobniej z właściwym sobie dystansem. Pekinu nic tak przecież nie cieszy, jak to, że Waszyngton będzie miał wzrok skierowany gdziekolwiek, miast kombinować następną akcję w wojnie handlowej z azjatyckim gigantem. Biden zajęty Putinem, to dla Xi Jinpinga najlepsza wiadomość. Dzięki temu Chiny mogą spokojnie robić to co robią i wzmacniać swoje wpływy w każdym kraju, który ani na Rosję, ani na USA liczyć nie może. Choćby w Birmie.

Biden, Putin i koń Kaliguli

Rosja przez pewien czas po wyborze Joe Bidena prezydentem USA zachowywała wstrzemięźliwość w komentarzach politycznych. Później jednak działania ekipy Bidena zaczęto odbierać jako wręcz próbę organizowania i prowokowanie konfliktów innych państw z Rosją. Wskazywano na dostawy sprzętu bojowego i doradców wojskowych na Ukrainę, zwiększenie obecności okrętów amerykańskich na Morzu Czarnym, zamknięcie portów litewskich dla towarów rosyjskich. Stwierdzano, że USA nasiliły niedopuszczalne naciski polityczne na swoich sojuszników z NATO, aby powstrzymać budowę Nord-Stream-2.

Rosja uważa, że wznowienie pretensji niektórych kręgów politycznych Japonii w sprawie Wysp Kurylskich również odbywa się z inspiracji USA, aby zablokować wyjście rosyjskiej floty na Pacyfik. Przyznawano, że Rosja, co prawda, na początku lat 90-tych widziała możliwość dyskusji w sprawie wysp, ale wtedy była słaba po rozpadzie Związku Radzieckiego. Od tamtego okresu Rosja się umocniła i dokonane zmiany w konstytucji nie pozwalają na przekazywanie komukolwiek terytoriów będących w jej władaniu. Nadzieje Japonii na zwrot Wysp Kurylskich są więc bezprzedmiotowe.
Czara goryczy się przelała, gdy Biden oskarżył Władimira Putina o ingerencję w wybory na korzyść Donalda Trumpa i sprowokowany przez dziennikarza zgodził się, że Putin ma krew na rękach i jest „zabójcą” pozbawionym „duszy”.
Po wypowiedzi Bidena w rosyjskich oficjalnych i społecznościowych środkach masowej informacji zawrzało. Takie słowa o przywódcy państwa uznano za rzecz niespotykaną w dyplomacji i „chamstwo”. Nasiliła się krytyka środowiska Bidena, że nadużywa słabości człowieka, który ma wyraźne braki w pamięcią. Oficjalne komentarze rosyjskie wskazują, że dwukrotne potknięcie się Bidena na trapie przy wejściu do samolotu trudno tłumaczyć wiatrem. Biden ma wyraźne problemy z koncentracją, przy podpisywaniu dokumentów długo patrzy na długopis i „mamrocze” pod nosem, że nie wie, co podpisuje. Myli imię swego największego wroga Donalda Trumpa. Nie pamięta nazwisk swoich współpracowników. Pojawia się tylko na oficjalnych uroczystościach i odczytuje przygotowane mu wystąpienia.
W komentarzach rosyjskich podkreśla się ponadto, że prezydentura jest dla Bidena ukoronowaniem jego czterdziestoletniej kariery politycznej, a teraz dziwnym trafem ukrywa się on przed dziennikarzami i jako jedyny prezydent USA bardzo długo nie spotkał się po wyborach z nimi w otwartej dyskusji. A kiedy w końcu spotkał się w ostatnich dniach marca, to odpowiadał tylko na zadane wcześniej na piśmie pytania i nie podjął wielu ważnych problemów, w tym stosunków z Rosją. Być może wynika to z ograniczonych możliwości fizycznych i psychicznych Bidena. Putin odpowiadając Bidenowi życzył mu przed wszystkim „dobrego zdrowia”. Niektórzy dopatrzyli się w tym sugestii, że w Rosji nie obrażają się na chorych. Putin życząc Bidenowi zdrowia, najzwyczajniej ulitował się nad chorym człowiekiem. Ale bardziej radykalni komentatorzy polityczni w USA dostrzegli w tych życzeniach zapowiedź rychłej śmierci Bidena. Ujrzeli długą rękę Kremla.
U was linczują Afroamerykanów
Rosjanie podkreślają, że oskarżanie przywódców innych krajów nie jest niczym nadzwyczajnym w amerykańskiej polityce. Tacy ludzie jak Biden linczowali Afroamerykanów w przeszłości oraz dokonali atomowych bombardowań Hiroszimy i Nagasaki, chociaż nie było ku temu żadnych militarnych przyczyn. Poza tym Putin przypomniał dziecięce porzekadło: „kto kogoś przezywa, ten sam się tak nazywa”. Można w związku z tym zrozumieć, że to Biden sam jest „bezdusznym mordercą”, ponieważ jako wiceprezydent sankcjonował uderzenia bezzałogowych dronów w innych krajach, w wyniku których zginęło 117 zwykłych obywateli, wliczając w to dzieci. Atak na Putina nie uznano za zbyt rozsądny, zwłaszcza, że Stany Zjednoczone mają problemy w stosunkach z Chinami. Poza tym, atak ten odzwierciedla punkt widzenia większości amerykańskich analityków, widzących w Putinie zwornik całego systemu politycznego Rosji i jego rozpad po dyskredytacji Putina…
Sytuacja jest dość niezręczna z ludzkiego punktu widzenia, ale życzenia dobrego zdrowia dla Bidena nie są zwykłą grzecznością Putina, tylko stanowczym atakiem przeciwko politycznemu otoczeniu Bidena, kompleksowi militarno-przemysłowemu, oskarżeniem ich, że nadużywają niedyspozycje chorego człowieka dla swoich celów politycznych. Putin wskazał przy tym, że Rosja nie ma potrzeby mieszania się w wybory w USA, ponieważ od lat bez względy na to, kto wygra wybory w Stanach Zjednoczonych, to polityka USA wobec Rosji zawsze pozostaje niezmienna. Rosja trwale pozostaje najgorszym wrogiem.
W ostatnich dniach rosyjska retoryka gwałtownie zaostrzyła się. Przybrała bardziej polityczny charakter. Przypomniano, że wcześniej w podobny sposób czarną kartkę dano Slobodanowi Miloševiciowi, Saddamowi Husajnowi, Muammarowi al-Kaddafiemu. Wskazano tez do jakich bezprawnych środków odwołano się aby ich zniszczyć. Zapowiedziano, że te scenariusze wobec Rosji i Putina nie sprawdzą się.
Ewentualna choroba Bidena i koń Kaliguli
Wydaje się, że wyższy od współczesnych polityków poziom świadomości sprzeczności pomiędzy kompetencjami urzędników a stosunkami społeczno-ekonomicznymi i politycznymi, miał cesarz Kaligula. Wybrał on jednak bardzo specyficzny sposób rozwiązania tej sprzeczności – mianował on swego konia senatorem i chciał później uczynić go Pierwszym Konsulem Imperium. Paradoksem jest to, że ten z pozoru bezsensowny czyn ma swoje logiczne i polityczne uzasadnienie również w dniu dzisiejszym. Przypomniał i analizował ten problem Jan Kurowickii.
Na nic zdały się argumenty przeciwników tej nominacji, że koń jest zwierzęciem i nie ma rozumu politycznego czy administracyjnego, że nie ma odpowiednich manier, nie umie zachowywać się przy stole, że nie ma odpowiedniego stosunku do religii, tradycji czy prezencji zewnętrznej. W ocenie Kaliguli koń miał bowiem jedną niepodważalną zaletę, był niezdolny do intryganctwa, pozostawał lojalny i wierny, był mądry mądrością wszystkich doradców. Nawet w czasach współczesnych wielu urzędników i deputowanych do ciał przedstawicielskich, szczególnie tych pochodzących z wyborów powszechnych, podobnych jest do konia Kaliguli – Incitatusa. Z uwagi na ogrom dziedzin podlegających władzy administracji państwowej, poszczególni urzędnicy często posiadają w niektórych podległych sobie dziedzinach kompetencje na miarę rozumu końskiego, chociaż nie jedzą owsa czy siana. Ale w związku z tym, jak pisał Kurowicki „Nic nie musi iść na opak, a podejmowane decyzje będą na miejscu i kompetentne, gdy otoczy go odpowiednio ukształtowana struktura rządzenia czy zarządzania. Każda bowiem decyzja może być w jej obrębie odpowiednio przygotowana i podsunięta do zatwierdzenia; każdy też, za przeproszeniem, koński czyn, czy gest władcy […] może dojść (lub nie dojść) do skutku zależnie od tego, jaka jest otaczająca go struktura (zaplecze) i stopień, w jakim je kontroluje”ii. Mądrość konia zależy więc od stajni i stajennych, którzy go otaczają i odwiedzają.
Trzeba przyznać, że Biden ma za sobą długą karierę polityczną, co przemawia na jego korzyść. Był piątym najmłodszym senatorem, przewodniczył Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Sądownictwa, starał się dotrzeć do przeciwników wojny w Wietnamie, występował przeciwko przemocy domowej i napastowaniu seksualnemu kobiet, potępiał działania militarne w Iraku, popierał ruchy ekologiczne. Po wygranych wyborach prezydenckich 11 marca 2021 Joe Biden podpisał „Amerykański Plan Ratunkowy”, zakładający m.in. jednokrotne wypłacenie 1400 dolarów wszystkim dorosłym obywatelkom i obywatelom (skąd to znamy? Wielki kapitał rozdaje pieniądze, aby nie dopuścić do spadku cen i deflacji…).
Zdaniem Kurowickiego przykład konia Kaliguli „Pozwala […] zakwestionować oświeceniowe złudzenie, jakoby o efektywności władzy decydowały kompetencje, rozum i wola tych, co ją bezpośrednio z najwyższego szczebla sprawują. Więcej! Nawet najbardziej kompetentne i rozumne działania owych sprawujących władzę są zawsze (bezpośrednio lub pośrednio) determinowane przez konkretne układy sił w obrębie ich zaplecza”iii.
Wypływają z tego wnioski dla sprawujących władzę, podległych im urzędników i służących radą uczonych doradców. Przywódca, który nie będzie zdawał sobie sprawy z uzależnienia od swego otoczenia i zaplecza, nawet jeśli będzie najbardziej kompetentny i wykształcony, zostanie obalony przez swoje otoczenie i przestanie pełnić przywódczą rolę. O wiele łatwiej jest z przywódcą, który nie wie, co się z nim dzieje. Podwładny zaś i doradca, który będzie manifestacyjnie okazywał swoją kompetencję i wyższość intelektualną w stosunku do przywódcy i otocznia, zostanie usunięty również ze swego stanowiska. Podwładny, aby zająć pozycję i utrzymać ją, musi zatem wykazać się sprytem i umieć wykorzystywać nadarzające się sprzyjające okoliczności dla realizacji swoich propozycji.
O pozycji osób przewodzących i podwładnych decyduje bowiem nie tylko wiedza, ale również wyobraźnia historyczna i socjologiczna, a przede wszystkim zdolność do reprodukcji stosunków w najbliższym otoczeniu, zarówno tych towarzysko-zawodowych, jak i społeczno-politycznych. Krótko mówiąc decydują interesy osobiste i grupowe, bieżące i perspektywiczne. Obecnie każdy doradca nie tylko Bidena, ale i innych przywódców, musi gwarantować utrzymanie ich przywódczej roli, a ponadto musi zapewniać warunki do reprodukcji kapitalistycznych stosunków społeczno-ekonomicznych i politycznych. Musi też swoimi radami wspierać danego przywódcę w umocnieniu USA i globalnej ekspansji kapitału amerykańskiego. Tym bardziej, że w USA doszły obecnie do władzy te grupy kapitału, które zainteresowane są w dalszym rozwoju procesu globalizacji.
Z przypadku Incitatusa wynika, że nawet gdyby kandydat do sprawowania władzy był niekompetentny lub nijaki, ale zdolny do służenia celowi zasadniczemu, zostawał przez system wyposażony w te cechy, których osobiście mógł nie mieć. Roland Reagan, jak wiadomo cierpiał na chorobę Alzheimera, ale jego otoczenie potrafiło przygotowywać go do wystąpień publicznych. Czyżby nie chciało tego ryzykować z Bidenem?
Wystarczy, że jakaś partia wygra w Polsce wybory parlamentarne, a natychmiast pojawiają się ludzie z odpowiednimi „kwalifikacjami”, czy to członkowie tych partii, czy członkowie ich rodzin, czy znajomi. A gdy zajdzie potrzeba dokonuje się nawet transferów między klubami parlamentarnymi. Tak, czy owak, wszystkie boksy w stajni zostają zapełnione, a obsługa znajdująca się w cieniu dba o to, by interes kręcił się nadal…
Biden potrafi
Nie inaczej było zapewne również z Bidenem. Naśmiewanie się z niego, że czegoś nie potrafi, jest pozbawione głębszego sensu, bo władza polityczna to bardziej skomplikowany mechanizm, chyba, że chodzi o rozgrzeszenie pozostałych członków systemu decyzyjnego…
Biden ma oczywiście wielu podwładnych sobie urzędników, którzy bardzo dbają o niego. Idealny podwładny, zdaniem Kurowickiego, nie jest, wbrew powszechnym mniemaniom, ten, kto posiada doskonałe kwalifikacje do zajmowania danego stanowiska oraz odpowiednie cnoty moralne i obywatelskie. W rzeczywistości „Działają […] zgodnie z obowiązującymi w danej strukturze normami i zasadami, zadowalając się swym miejscem w danej strukturze. Przy czym nie przesuwają się oni w hierarchii struktury ani w górę, ani na boczny tor, ale też starają się nie spaść w dół. Gdyby bowiem mieli (i ujawnili) ambicje awansu, idealnymi podwładnymi już by nie byli. Stwarzaliby zagrożenie tym, co bezpośrednio nimi kierują lub dostarczali pretekstu do posądzenia, że działają nie z nakazu czystej sumienności, dla »sprawy«, a dla kariery, by być zauważonym i wyniesionym. Wystarczy tedy, aby dbali o to jeno, by ich nie zdegradowano albo przesunięto na boczny tor. […] Na przykład, gdy zauważy, że »góra« ma kwalifikacje na poziomie konia i popełnia ewidentne błędy, nie tylko nie wolno mu wprost zgłaszać zastrzeżeń do jej decyzji, ale, jeśli tylko może, tak musi wpływać na działania tej góry, by skutki nie szkodziły strukturze. Inaczej zagrozi sobie i swojej pozycji. Jest więc (wraz z innymi) ogonem, który czasami musi machać koniem”iv. Tak więc nie tylko w USA przywódcy się zmieniają, ale problemy i główne cele polityczne pozostają bez zmian…
Idealny podwładny, zdaniem Kurowickiego, nie powinien wynosić się ze swoimi kwalifikacjami ponad równych sobie stanowiskiem, jak i niżej stojących. Powinien chcieć żyć i dawać żyć innym, o ile ktoś nie kwestionuje jego kompetencji i nie podważa jego statusu. Dlatego zawsze będzie po stronie silniejszych w danym układzie personalnym, nawet gdyby to pociągało za sobą konieczność podejmowania działań czy decyzji niekompetentnych, lub wymagało nie dostrzegania ich. Sam zaś występować będzie przeciwko słabszej mniejszości, nawet jeśli po jej stronie będą racje merytoryczne i będzie z nią nieoficjalnie sympatyzował. Ponad te racje i prawdę przedłoży bowiem własną obecność w strukturze na danym stanowisku. Nie omieszka natychmiast przyłączyć się do mniejszości, gdy tej uda się zwyciężyć. Musi przy tym zawsze manifestować swoją partnerskość, otwartość, życzliwość i chęć służenia pomocą każdemu. „Konsekwencją tego wszystkiego jednak jest (bo być musi) coś paradoksalnego: obecność licznych, niekompetentnych działań lub decyzji idealnego podwładnego. I to mimo jego najdoskonalszych kwalifikacji! Co więcej: podjęte zostaną one przez niego z pełną świadomością. Te bowiem niekompetentne działania czy decyzje mają charakter nie podmiotowy, lecz strukturalny. Z jednej oto strony musi ów podwładny działać kompetentnie, bo […] tego wymaga jego status; z drugiej musi niejednokrotnie o swych umiejętnościach zapominać, jeśli chce utrzymać się w strukturze. Sprzeczność między jednym i drugim sprawia wszakże, że tylko drobna część jego działań będzie na miarę jego możliwości. Reszta zaś to osłanianie końskich kwalifikacji szefa, przymykanie oczu na błędy równych sobie lub niżej postawionych”.
Powinniśmy więc w działaniach poszczególnych przywódców w większym stopniu dostrzegać polityczną rolę ich najbliższego otoczenia. Jeśli więc Biden jest rzeczywiście chory, to czyni to całą sprawę bardzo nieprzyjemną z moralnego punktu widzenia. Jeśli zaś Biden jest zdrowy, to zapowiada to gwałtowne zaostrzenie stosunków międzynarodowych i nowe co najmniej lokalne wojny prowadzone przez USA cudzymi rękoma. Tak czy owak wywiad z Bidenem, w którym nazwał Putina „zabójcą”, który nie ma „duszy”, musiał być starannie przygotowany. Powstaje tylko pytanie: przez kogo i w jakim celu?
Sytuacja z Bidenem, jako żywo, przypomina ponowny wybór Borysa Jelcyna prezydentem Rosji. Pomimo zaawansowanej choroby Jelcyn został przez swoje otoczenie wystawiony w wyborach i musiał rywalizować z popularnym wówczas komunistą Giennadijem Ziuganowem. Po pół roku Jelcyn przekazał władzę Putinowi. Również dla Bidena wielu obserwatorów przypisuje przejściową rolę.
Koń Kaliguli, jeśli chodzi o kompetencje, przypominał osoby losowane na stanowiska przez starożytnych Ateńczyków. Osoby losowane w odróżnieniu od konia mogły nabywać doświadczenie i uczyć się bycia końmi. Koń zaś nie musiał uczyć się urzędowania i był „koński” z natury. Trwałość demokracji w warunkach jej medializacji wymaga, by miała ona swoje stajnie i swoje zaprzęgi konne, niezależnie od tego, że podlegają one okresowej krytyce i wymianie. Niestety mechanizm funkcjonowania każdej władzy jest podobny…

Sushi con carne

Donald Trump nim poszedł w cholerę, pokazał że facecjonistą jest. Proklamował 22 stycznia Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego. „Każde ludzkie życie jest darem dla świata. Każdy człowiek, urodzony czy nienarodzony, młody czy stary, zdrowy czy chory, jest stworzony na święty obraz Boga. Wszechmocny Stwórca daje każdemu człowiekowi wyjątkowe talenty, piękne sny i wspaniały cel. W Narodowym Dniu Świętości Ludzkiego Życia świętujemy cud ludzkiej egzystencji i odnawiamy nasze postanowienie budowania kultury życia, w której każdy człowiek w każdym wieku jest chroniony, ceniony i kochany” – dowcipkował e prezydenckiej proklamacji. Żeby spointować ją rozśmieszającym cały świat stwierdzeniem , że od pierwszego dnia urzędowania podejmował „historyczne działania mające na celu ochronę życia niewinnych ludzi w kraju i za granicą”.
Dlaczego to śmieszne jest?. A kto był prezydentem USA w 2019 roku lat 70. poprzedniego wieku. Drugi najtragiczniejszy wynik zanotowano w 2006 roku – wówczas masowych morderstw zanotowano 38.
211 zabitych w tych zabójstwach osób, nie jest jednak rekordową liczbą. Najwięcej, 224 ofiar, zanotowano w 2017 roku, głównie dzięki zamachowi w Las Vegas, gdy doszło do najtragiczniejszej we współczesnej historii USA strzelaniny. Wtedy w Białym Domu też przecież był Trump obrońca życia.
W minionym roku , czyli za prezydentury Trumpa, nawet Nowym Jorku, gdzie obowiązywał wiele miesięcy lockdown, też znacznie wzrosła przemoc. Odnotowano tam 462 zabójstw w porównaniu z 319 w roku 2019, co oznacza wzrost o 44.8 proc. Poprzednio najwięcej ludzi zginęło w Nowym Jorku w 2011 roku. Śmierć poniosło wówczas 515 osób.
W 2017 roku Stany Zjednoczone pobiły też rekord w śmiertelności z użyciem broni palnej. Niemal 40 tys. osób zginęło tam wtedy z powodu zabójstw na skutek strzału, jak i samobójstw. To najgorszy wynik od ponad 20 lat. Dało to również wynik 12 takich zgonów na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w 2010 roku współczynnik ten wynosił 10,1.
O tym, że z USA jest coś mocno nie tak świadczą wyniki z innych krajów. Choćby 0,2 osoby zabitej ze spluwy na 100 tys. mieszkańców w Japonii, 0,3 w Wielkiej Brytanii i 0,9 w Niemczech. Nawet w Kanadzie współczynnik ten wynosi 2,1.

Przejrzenie polskich serwisów z informacjami ze świata jest pouczające. Świat według polskich szacownych agencji i portali to Unia Europejska, po starej znajomości Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Czasem pojawi się Rosja, a to głównie po to, żeby przywalić Putinowi – choćby Nawalnym. Równie nieczęsto (jeśli akurat nie ma jakiegoś zamachu w Izraelu), pojawia się Bliski Wschód. Od wielkiego dzwonu mignie gdzieś nius o Chinach. Indonezja istnieje tylko jak gdzieś zaginie jej samolot.
W świecie według naszych mediów nie ma Ameryki Południowej, nie ma też Afryki, Australii z Oceanią, a Azja występuje bez Indochin, Indii i Japonii. Mały ten nasz świat się zrobił? Czy może żadnej redakcji nie stać na wypuszczenie dziennikarzy choćby tam, gdzie masowo (nawet w porze pandemii) docierają turyści. Dlatego dziś jak ktoś chce się czegoś ciekawego dowiedzieć o świecie to zostają mu niszowe portale i pełen fotek z podróży Facebook.
Gdyby zaś kogoś interesowało to, co interesuje polskich dziennikarzy poza plotkami z Waszyngtonu, opowieści z Unii i koronawirusa światowego, to wyjdzie, że nic. Wojna w Afryce Środkowej nie istnieje, Wojna w Rogu Afryki też nie. Ciągłe zadymy w niemal każdym zakątku Ameryki Łacińskiej również nikogo nie ruszają, w przeciwieństwie do śmierci Maradony.
Nie dziwmy się zatem, że niemające pojęcia o istnieniu świata innego niż mediach społeczeństwo, nie jest w stanie zauważyć, że to co zaproponował Polsce liberalizm przeniosło nas wprost do struktury społecznej panującej w Ameryce Południowej. Ta zaś charakteryzuje się tym, że demokrację zmienia już to na rządy populistów, już to na jakąś inną juntę.

Od wielu lat mnóstwo polityków chce wmówić ludziom, że Władimir Putin to idiota. Bo tylko idiota każe zabijać swoich przeciwników, po to, żeby wszyscy wiedzieli, że to on stał za morderstwami. Annę Politkowską w Rosji znała garstka ludzi. Dziennikarka nie miała zatem najmniejszych szans, by stać się dal Putina, kimś kogo trzeba się było pozbyć. A jednak ją zabito. Litwinienko naopowiadał po wyjeździe z Rosji wszystko co mógł. Miał na to dużo czasu, tak samo jak wielu innych pracowników rosyjskich służb, którzy przenieśli się na Zachód i tam żyją z opisywania tego co chcą czytać i słuchać miłośnicy wolności i demokracji. Ale to Liwinienkę potraktowano polonem i to w taki sposób, że wszyscy wiedzieli, że to robota FSB. Po ataku Nowiczokiem” na kolejnego byłego agenta i jego rodzinę w Zjednoczonym Królestwie, kto chciał mógł dowiedzieć się, co to ten Nowiczok oraz to, że występuje on jedynie w Rosji i służy do zabijania ludzi niewygodnych dla Kremla.
Skoro jednak atak w Anglii nikogo nie zabił, a środek bojowy został zdekonspirowany, to dlaczego właśnie jego użyto do otrucia Aleksieja Nawalnego? Wytłumaczenie serwowane przez media mówi, że dlatego, że Putin boi się Nawalnego i postanowił do wyeliminować. I pewnie dlatego za Nawalnym jeździła od lat ta sama szpiegująca go na rzecz Kremla ekipa, której skład otoczenie Nawalnego dobrze znało. Potem zaś ktoś z dzielnych zabójców od Putina wykonał jego rozkaz i wlał Nowiczoka do butelki.
Zapewne dlatego, że rosyjskie służby nie mają pojęcia jak kogoś zabić, żeby nie został żaden ślad, że to zbrodnia a nie wypadek. Władimir Putin rządzi zatem strukturami zatrudniającymi kretynów, którzy nie mają pojęcia o mokrej robocie. Taka opinia przylgnęła do rosyjskich służb za sprawą mediów. Opinia ta oczywiście ma w sobie i to, że przełożonym takich kretynów nieudaczników, musi być jeszcze większy kretyn. Putin znaczy.
Nikt nie lubi być nazywany kretynem i idiotą. Putin też nie. I właśnie za to, a nie za wydumane poparcie społeczne dla Nawalnego ma do opozycjonisty pretensje. Dlatego zapuszkował go tuż po przylocie z Niemiec. Ale zamiast zesłać go na białe niedźwiedzie, Putin pozwala Nawalnemu nawet w pierdlu nie rozstawać się z komórką, dzięki której Nawalny jakby nie siedział.
Sushi prosi zatem, żeby ktoś wreszcie powiedział o co w tym wszystkim chodzi.

BRICS w warunkach pandemii

Na marginesie XII Konferencji „na szczycie” BRICS.

To było do przewidzenia – obecny podwójny kryzys globalny (pandemiczny i ekonomiczny) może stanowić przesłankę i unikalną sposobność dla zasadniczych przetasowań i usprawnień geopolitycznych, geostrategicznych i geoekonomicznych, które dokonują się na naszych oczach.
Pro memoria:
Stary świat powojenny (tzw. pojałtański), jego niewydolne instytucje i anachroniczne systemy odchodzą w mroki historii. Nie zdołały one obronić ludzkości przed niewymownymi ofiarami, strasznymi cierpieniami, wielkimi stratami, głębokimi dysproporcjami i groźnymi perturbacjami oraz brakiem pomyślnych perspektyw rozwojowych. Rodzi się Nowy Świat i Nowy (lepszy?) Ład Światowy. Jak by to ironicznie (acz realistycznie) nie brzmiało – obydwa obecne kryzysy stanowią bardzo silny bodziec oraz katalizator stymulujący i wymuszający pozytywne (oby!?) przemiany na Ziemi dające szanse uratowania naszej cywilizacji.
Wyrazem dokonujących się przemian są chociażby najnowsze wydarzenia międzynarodowe w skali makro (bezprecedensowo, wszystkie on–line), a mianowicie: XII Konferencja „na szczycie” BRICS w Moskwie i w pozostałych stolicach mocarstw członkowskich (17.11.2020 r.; Konferencja miała się odbyć 5 miesięcy wcześniej w Sankt Petersburgu, ale została przełożona z uwagi na pandemię), utworzenie Stowarzyszenia wolnego handlu RCEP (= Regional Comprehensive Economic Partnership) z udziałem 15 państw Azji/Pacyfiku (15.11.2020 r., na naradzie ASEAN w Wietnamie) oraz kolejna (już XV ) Konferencja „na szczycie” G-20 z centralą w stolicy Arabii Saudyjskiej, Riyadzie (21-22.11.2020 r.). (Nota bene: wszystkie mocarstwa członkowskie BRICS wchodzą w skład G20). Głównymi tematami makro obrad tych Konferencji były, naturalnie: zwalczanie pandemii, odrodzenie gospodarcze i zrównoważony rozwój oraz, w przypadku BRICS, budowanie nowego wielobiegunowego ładu światowego (multilateralizm). Wspomniane powyżej doniosłe wydarzenia międzynarodowe powodują lawinowy efekt kumulacyjny oraz stanowią solidne i wymowne wyrazy dokonujących się przemian globalnych, przyspieszając ich tempo. Koncepcja RCEP powstała na „szczycie” 10 państw ASEAN (Association of South East Asia Nations) w 2011 r., na wyspie Bali. Później dołączyło do nich jeszcze pięć państw na czele z Chinami. Docelowo – „piętnastka” RCEP, do której mogą przystąpić jeszcze Indie i in., zamierza zlikwidować 90 proc. opłat celnych na towary importowane w ramach tej Organizacji. Tworzy ona (łącznie) jeden z największych rynków na świecie – 30 proc. ludzkości (2,2 mld obywateli – producentów i konsumentów ) i, także, 30 proc. łącznego ŚPB (26,2 bln USD). Co na to Unia Europejska i inne regionalne ugrupowania gospodarcze, szczególnie amerykańskie, afrykańskie itp.?
Piszę ten wstęp pro memoria ( „ku pamięci”), szczególnie, młodych Czytelników, którzy nie znają, nie pamiętają, albo nie chcą znać czy pamiętać, co oznacza ww. wymieniony skrót BRICS. To pierwsze litery nazw wielkich mocarstw, które utworzyły tę wspólną Organizację: Brazil – Russia – India – China – South Africa. Jej bezprecedensowa (bowiem on–line) XII Konferencja „na szczycie” odbyła się pod rotacyjną prezydencją rosyjską, w Moskwie/Sankt Petersburgu; zaś przywódcy pozostałych mocarstw członkowskich przemawiali ze swoich siedzib w poszczególnych stolicach.
BRICS powstał w niezwykle trudnej i komplikującej się coraz bardziej sytuacji na świecie. Rozwija się on efektywnie na przekór rosnącym przeciwnościom losu i stara się pokonywać kolejne przeszkody rozwojowe. Jak podaje „Yearbook of International Organizations, 2017 – 2018”, na świecie istnieje ponad 67.000 rozmaitych organizacji międzynarodowych w 300 krajach i terytoriach. Prawie połowa z nich, to tzw. organizacje uśpione. Rzecz znamienna, iż – do tej – pory żadnej z tak licznych organizacji, z osobna, nawet ONZ, ani wszystkim razem, stalinowcom, neoliberałom, masonom i in. nie udało się ukierunkować rozwoju świata w stronę pozytywną, pokojową i bezpieczną oraz uwolnić ludzkość od wielkich nieszczęść, tragedii, patologii, pandemii i braku jasnych perspektyw. Obecnie BRICS, RCEP i in. biorą to zadanie na własne barki.
W kategoriach teoretycznych, koncepcję BRIC (jeszcze bez RPA,), sformułował, jako pierwszy, w roku 2001, prof. Jim O’Neill, główny ekonomista koncernu Goldman Sachs (sic!), prezes Goldman Sachs Asset Management, w publikacji pt.: „Building Better Global Economic BRIC”. Następnie, w roku 2003, przedstawił on prognozę futurologiczną, z której wynika, iż – do roku 2050 – gospodarki BRIC łącznie wysuną się na I miejsce w świecie, prześcigając najpierw Unię Europejską, a następnie USA i Japonię. Koncepcję J. O’Neill’a podjął w praktyce Prezydent Władimir Władimirowicz Putin i zainicjował dialog polityczny z partnerami (we wrześniu 2006 r.). W wyniku tego, I Konferencja BRIC „na szczycie” odbyła się w Jekatierinburgu (16 czerwca 2009 r.). Następnie, 24.12. 2010 r., do BRIC przystąpiła RPA (South Africa), w wyniku czego powstał BRICS, do którego pretenduje także Turcja , Grecja i in. Zresztą, Prezydent Turcji używa już, a priori, skrótu BRICST. I tak doczekaliśmy szczęśliwie do niedawnej XII Konferencji tego rodzaju. BRICS pracuje nie tylko na Konferencjach na najwyższym szczeblu; bowiem przez okrągły rok funkcjonują nieprzerwanie dziesiątki jego instytucji na szczeblach ministerialnych, resortowych i specjalistycznych zajmujące się wszystkimi najważniejszymi problemami nurtującymi i trapiącymi naszą cywilizację.
Łączny potencjał BRICS jest ogromny: prawie 3,6 mld ludności, 39,7 mln km kw. powierzchni, PKB (w kategoriach PPP) = 44,21 bln USD ( w tym PKB, PPP, Chin = 27,3 bln USD) itp. W sumie, dotychczasowy dorobek tej Organizacji jest bardzo bogaty i bardzo pożyteczny. Trudno byłoby wyobrazić, jak podle wyglądałby dziś świat bez BRICS!? Rozważane są koncepcje rozszerzenia jego składu (tzw. BRICS Plus) oraz kręgu współpracy z innymi państwami (tzw. Outreach Program), co stanowi zapowiedź totalnej innowacyjnej globalizacji funkcjonowania BRICS. Również prof. J. O’Neill kroczy dalej swym szlakiem i proponuje utworzenie nowego ugrupowania globalnego, tzw. Next Eleven z udziałem: Wietnamu, Turcji, Filipin, Pakistanu, Nigerii, Meksyku, Korei Płd., Iranu, Indonezji, Egiptu i Bangladeszu (źródło: „World Finance” z dnia 04.05.2020 r.). A gdzie Polska?
XII Konferencja „na szczycie”:
Jak zwykle, została ona poprzedzona skrupulatnymi przygotowaniami i staraniami rotacyjnej Prezydencji rosyjskiej, co spotkało się z uznaniem i z podziękowaniami ze strony pozostałych przywódców mocarstw członkowskich BRICS. Zresztą, termin Konferencji trzeba było przesunąć o 5 miesięcy – z uwagi na pandemię. Ramowy temat obrad określono następująco: „Globalna stabilność, wspólne bezpieczeństwo, innowacyjny rozwój”. Żeby lepiej uzmysłowić Czytelnikom zagadnienia makro (i – niektóre – mikro), którymi zajmuje się obecnie ta Organizacja, przedstawiam najpierw najważniejsze treści przemówień przywódców a następnie syntezę Deklaracji końcowej (tzw. Deklaracji moskiewskiej) uchwalonej jednomyślnie w wyniku obrad (jednomyślność – to wynik efektywnych prac przygotowawczych).
Prezydent Jair Messias Bolsonaro (Brazylia):
kluczowe znaczenie w walce z pandemią ma obecnie opracowanie i stosowanie odpowiedniej szczepionki; Brazylia stara się wyprodukować własną wersję takiej szczepionki. Niezbędne jest także zwiększenie efektywności współpracy w ramach BRICS („dla dobra obywateli”) celem zwalczania pandemii i skutków kryzysu gospodarczego. Ponadto, Organizacja powinna odgrywać „centralną rolę” w zakresie walki i pokonania pandemii. Nie należy „upolityczniać wirusa” lecz trzeba zreformować w trybie pilnym WHO (World Health Organization). Trzeba także radykalnie zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Brazylia jest obiektem ostrych ataków ze strony handlarzy i złodziei drewna, którzy wycinają nielegalnie lasy amazońskie. Siły policyjne podejmują aktywne i zdecydowane przeciwdziałania w tej mierze.
Brazylia opowiada się za doskonaleniem współpracy wewnętrznej w ramach BRICS i za precyzyjnym określeniem nowych priorytetów. W tym celu należy zapewnić wolność w działaniach, kreatywność i przedsiębiorczość, rozszerzać wymianę handlową, także z udziałem sektora prywatnego, między mocarstwami członkowskimi BRICS. Kluczowe i fundamentalne znaczenie ma również zreformowanie organizacji międzynarodowych, np. Rady Bezpieczeństwa ONZ, demokratyzowanie systemu zarządzania sprawami globalnymi, usprawnienie metodologii dofinansowania (subsydiów) dla rolnictwa, kosztem przemysłu itp. J.M. Bolsonaro zaapelował też ponownie o udzielanie poparcia dla Brazylii, Indii i RPA celem ich włączenia, jako stałych członków, do składu RB ONZ oraz zapewnił o wspieraniu działań Indii – jako przyszłorocznego Przewodniczącego BRICS (poczynając od 01.01.2021 r.).
Prezydent Władimir Władimirowicz Putin (Rosja):
przemawiał jako pierwszy w charakterze ustępującego rotacyjnego Przewodniczącego BRICS i gospodarza XII Konferencji. W 2020 r. w BRICS zorganizowano 130 imprez merytorycznych i 25 narad na szczeblu ministerialnym. Priorytetem jest lepsza koordynacja poczynań pomiędzy mocarstwami BRICS. Jeszcze 5 lat temu, na Konferencji „na szczycie” w Ufie (2015 r.), omawiano współpracę w zakresie zwalczania chorób zakaźnych i utworzono mechanizm ostrzegawczy. W ślad za tym Rosja nawiązała współpracę z Chinami, z Indiami i z Brazylią. Obecnie, strona rosyjska zamierza uruchomić na wielką skalę i w trybie pilnym produkcję szczepionki Sputnik V oraz drugiej dostępnej już szczepionki – EpiVacCorona. BRICS-owski NDB (New Development Bank) przeznacza 10 mld USD na walkę z pandemią oraz 20 mld USD na realizację 62 wspólnych wielkich inwestycji.
W.W. Putin omówił też szczegółowo inne kluczowe poczynania z okresu Prezydencji rosyjskiej, jak np.: strategia partnerstwa gospodarczego BRICS do roku 2025, BRICS’ Network University, współpraca w zakresie kultury, nauki, sportu i turystyki. Podkreślił ważne znaczenie umacniania bezpieczeństwa w skali regionalnej, zwalczania terroryzmu międzynarodowego (strona rosyjska przedstawiła stosowny dokument ws. anty terroryzmu) i handlu narkotykami. Omówił niebezpieczną sytuację w Syrii oraz podkreślił ryzyko eskalacji napięcia w Iraku, w Afganistanie, w rejonie Zatoki Perskiej, w Libii, w Jemenie, a nawet w Nagornym Karabachu. W takiej sytuacji, zwiększa się znaczenie współpracy BRICS z innymi partnerami, np. w ramach procedury BRICS Plus i BRICS Outreach, szczególnie w zakresie doskonalenia łańcuchów wymiany wartości materialnych, otwartości handlu międzynarodowego, uruchomienia „zielonych korytarzy”, wolnych od wojen i sankcji – celem transportowania żywności, lekarstw itp. W.W. Putin zapowiedział także, iż XIII Konferencja „na szczycie” BRICS odbędzie się w Indiach, w 2021 r.
Premier Narendra Modi (Indie):
na początku przemówienia przywódca indyjski wyraził poparcie dla koncepcji multilateralizmu (wielobiegunowości) oraz potępił terroryzm stanowiący, jego zdaniem, największe zagrożenie dla świata. Choć nie wymienił Pakistanu z nazwy, dla wszystkich nie ulegało wątpliwości, iż była to aluzja do tego państwa, skonfliktowanego od dawna z Indiami. Premier uznał, iż BRICS ma do odegrania wielką rolę (major role) w zwalczaniu pandemii i w regeneracji gospodarczej świata, ale, w tym zakresie, Organizacja odczuwa pewien stres (napięcie). To, z kolei, uznano za bezimienną aluzję do Chin – w ślad za niedawnym starciem na granicy między obydwoma sąsiadującymi mocarstwami. N. Modi zaapelował o zwiększenie obrotów handlowych w ramach BRICS (do 50 mld USD) oraz zapowiedział utworzenie filii (oddziału) New Development Bank’u w Indiach, poczynając od 2021 r.
Konieczne jest zreformowanie Rady Bezpieczeństwa ONZ, WTO, WHO, MFW i innych organizacji międzynarodowych, których wiarygodność jest obecnie kwestionowana z uwagi na to, że reprezentują one poglądy stosownie do realiów sprzed 75 lat. Indie proszą pozostałych partnerów z BRICS o wspieranie ich kandydatury na stałego członka RB ONZ. Już od początku 2021 r. Indie zostaną wybrane na niestałego członka tej Rady i wówczas będą przyczyniać się do realizacji koncepcji reformatorskiego multilateralizmu („reformed multilateralizm”) i również do zreformowania RB ONZ.
Prezydent Xi Jinping (Chiny):
jak zwykle, przemówienie przywódcy chińskiego oczekiwane było z dużym zainteresowaniem i, jak zwykle, oczekiwanie to zostało spełnione. Na wstępie, Xi Jinping podkreślił potrzebę wspólnej reakcji BRICS na pandemię i na kryzys gospodarczy – największy od czasów wielkiego kryzysu światowego z lat 30-tych minionego stulecia. Choć obecnie szaleje unilateralizm i protekcjonizm, to nasze nadrzędne cele: pokój i rozwój, multilateralizm i globalizacja gospodarcza oraz wspólna przyszłość dla wszystkich pozostają niezmienione. W ślad za tym, Prezydent ChRL przedstawił 5 zasadniczych propozycji poczynań BRICS w nowej sytuacji, a mianowicie:
1.Realizować ideę multilateralizmu (wielobiegunowości), zapewnić pokój, stabilizację, równość, sprawiedliwość i zrównoważone bezpieczeństwo („sustainable security”) na świecie. Przestrzegać postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych i zasady nieingerencji, zaś sprawy sporne regulować drogą konsultacji i negocjacji. 2. Umacniać solidarność i koordynację w walce z pandemią – w trosce o bezpieczeństwo i pomyślność obywateli. ChRL współpracuje już z Rosją i z Brazylią w III fazie testów klinicznych ze szczepionkami; do tej współpracy przyłączą się także Indie i RPA. Szczepionki będą dostarczane mocarstwom członkowskim BRICS. Chiny proponują zorganizowanie sympozjum specjalistycznego BRICS nt. roli medycyny tradycyjnej w walce z pandemią oraz opowiadają się przeciwko upolitycznianiu, oczernianiu i poszukiwaniu „kozła ofiarnego” w tych sprawach. Należy położyć kres praktykom „politycznego wirusa”; 3. Stosować zasady otwartości i innowacyjności w dążeniu do uzdrowienia gospodarki światowej. Jak wynika z danych MFW, stopa wzrostu gospodarczego świata wyniesie zaledwie 4,4 proc. w br.; zaś w wielu krajach rozwiniętych i rozwijających się będzie to „wzrost” ujemny (po raz pierwszy od 60 lat). Dlatego też pilnym zadaniem jest ustabilizowanie gospodarki światowej, koordynowanie polityki makroekonomicznej i kontrolowanie pandemii. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie pandemii w celach „deglobalizacji”, separatyzmu gospodarczego czy „systemów równoległych”, co wyrządza szkody wszystkim ludziom.
Zamiast tego należy tworzyć otwartą gospodarkę światową, zwalczać protekcjonizm, wprowadzać nowe formy przedsiębiorczości i nowatorskie modele ekonomiczne oraz stosować innowacje technologiczne – w dążeniu do wspólnego rozwoju o wyższej jakości i o większej wytrzymałości. Chiny utworzą w mieście Xiamen ośrodek badawczy BRICS ws. nowej rewolucji technologicznej oraz pomyślnego rozwoju gospodarki cyfrowej („digital economy”). 4. Priorytetem w tych poczynaniach powinna być troska o dobrobyt społeczny i o zrównoważony rozwój globalny. To jest bowiem kluczem do wszystkiego. Kolejnym priorytetem jest likwidacja ubóstwa. Bank Światowy prognozuje spadek ŚPB per capita o 3,6 proc. w br. oraz wpadnięcie od 88 do 115 mln ludzi w skrajne ubóstwo; 5. Bardzo ważnym zadaniem jest także zapewnienie „zielonego rozwoju”, szczególnie zmniejszenie zużycia węgla jako paliwa energetycznego, oraz harmonii pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Należy, w związku z tym, realizować, w dobrej wierze postanowienia Porozumienia Paryskiego, zwiększać pomoc dla krajów rozwijających się, szczególnie dla małych państw wyspiarskich, zmniejszać emisję CO2 do roku 2030, tak aby osiągnąć uniezależnienie od węgla („carbon neutrality”) do roku 2060.
Na zakończenie swego przemówienia, Prezydent Xi Jinping przedstawił krótką informację o doniosłych przemianach następujących obecnie w Chinach w życiu politycznym i społeczno – gospodarczym oraz w polityce zagranicznej po V Plenum XIX KC KPCh. Zmiany te określił mianem nowej filozofii rozwoju.
Prezydent Cyril Ramaphosa (RPA):
wyraził podziękowanie partnerom z BRICS za ich pomoc i solidarność w czasie pandemii oraz poparcie dla propozycji A. Guterres’a, Sekretarza Generalnego ONZ, ws. Nowego Ładu Globalnego („New Global Deal”). Zwrócił się też z prośbą o pakiet wsparcia („stimulus package”) dla państw afrykańskich w tym trudnym okresie. Zaapelował o zwiększenie roli New Development Bank oraz o utworzenie ośrodka badań nad szczepionkami w RPA. Wyraził również poparcie dla propozycji ustanowienia przez BRICS ośrodka ostrzegającego przed epidemiami. Ważnym zadaniem jest obecnie przyspieszenie realizacji zadań i celów BRICS Strategy for Economic Partnership 2025 oraz, szczególnie, zwiększenie pomocy dla RPA i dla całej Afryki w procesie industrializacji i podejmowania nowych inwestycji. Prezydent RPA wyraził też zdecydowane poparcie dla koncepcji multilateralizmu oraz dla przeprowadzenia niezbędnych reform w systemie ONZ, szczególnie RB ONZ, w WTO i w innych organizacjach międzynarodowych.
Deklaracja moskiewska:
Zgodnie z tradycją i z obecnymi potrzebami, ukoronowaniem obrad analizowanej Konferencji było uchwalenie Deklaracji końcowej. Stanowi ona syntetyczne i uogólnione ujęcie treści zawartych w ww. przemówieniach przywódców, w dokonaniach z minionego okresu oraz w planach na przyszłość. Bardzo ważnym elementem Deklaracji jest też analiza sytuacji globalnej, w której przyszło działać BRICS i żyć obywatelom Ziemi. Jest to dość obszerny dokument składający się z preambuły, z 4 rozdziałów merytorycznych i zawierający 97 punktów. Poniżej przedstawiam krótką analizę najważniejszych stwierdzeń i ocen zawartych w Deklaracji:
Rozdział I, pt.: „Zjednoczeni na rzecz lepszego świata”, nawiązuje do 75-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej i utworzenia ONZ oraz uwypukla ważną rolę tej Organizacji i Karty Narodów Zjednoczonych w życiu międzynarodowym. BRICS wyraża poparcie dla multilateralizmu i wzywa organizacje międzynarodowe do działania w interesie wszystkich obywateli Ziemi. Złożono gratulacje Indiom z powodu wybrania tego mocarstwa na niestałego członka RB ONZ w latach 2021-22, wyrażono uznanie dla RPA z analogicznego tytułu (w latach 2019-20) oraz poparcie dla Brazylii, która będzie niestałym członkiem RB w latach 2022-23. Podkreślono potrzebę pilnego zreformowania ONZ, szczególnie RB, ZO (Zgromadzenia Ogólnego), Rady Ekonomiczno – Społecznej i in. oraz zwiększenia reprezentacji krajów rozwijających się w tych instytucjach. Wyrażono też uznanie dla pracowników służby zdrowia na świecie w czasie pandemii i podkreślono pilną potrzebę wytworzenia i stosowania odpowiednich szczepionek.
Rozdział II, pt.: „Polityka i bezpieczeństwo” – BRICS podkreśla, na wstępie, iż nawet w czasach pandemii jego działalność statutowa nie słabnie, szczególnie w zakresie utrwalania pokoju i bezpieczeństwa, zwalczania terroryzmu i trans granicznej przestępczości zorganizowanej oraz likwidowania ognisk zapalnych na świecie. Wygaszanie tych ognisk powinno dokonywać się metodami politycznymi i dyplomatycznymi, a nie siłowymi. I tak, np., BRICS opowiada się zdecydowanie za pilnym przedłużeniem ważności Układu rosyjsko – amerykańskiego (z 2010 r.) ws. redukcji ofensywnych broni strategicznych (nuklearnych) oraz za całkowitym zakazem broni bakteriologicznych i chemicznych.
Pokojowo i dyplomatycznie, na drodze negocjacji, należy też regulować jakże liczne i niebezpieczne ogniska zapalne, źródła napięć i konflikty na świecie, a mianowicie: Syria (bez stosowania siły), Palestyna – Izrael (wznowić negocjacje), Liban (potrzeba normalizacji), Irak (konieczność stabilizacji), Jemen (zakończyć starcia poprzez konstruktywny dialog), Zatoka Perska (zlikwidować napięcie), Afganistan (utworzyć pokojowo suwerenne państwo), Kaukaz (poparcie dla porozumienia azersko–ormiańskiego ws. Nagornego Karabachu), Półwysep Koreański (stabilizacja i denuklearyzacja), Afryka („African solutions to African problems), Libia (ustabilizowanie i normalizacja sytuacji), podobnie w Sudanie i w DR Konga.
BRICS wzywa także do zawarcia Konwencji (w ramach ONZ) ws. terroryzmu międzynarodowego, domaga się efektywnej współpracy w następujących dziedzinach: bezpieczeństwo internetowe (cyber security), rewolucja cyfrowa, ochrona dzieci przed agresją seksualną, przemyt narkotyków, zwalczanie korupcji i pranie brudnych pieniędzy.
Rozdział III, pt.: „Gospodarka i finanse. Współpraca międzyrządowa”. Poczynania i zamierzenia BRICS w tych dziedzinach są bardzo różnorodne, bogate i potrzebne światu. I tak, np.,: obecnie i po zakończeniu pandemii – doskonalić współpracę w ramach BRICS i na całym świecie celem zwalczania kryzysu gospodarczego i stymulowania wzrostu gospodarczego – dla dobra obywateli. Budować stabilny, bezpieczny i otwarty rynek globalny oraz bardziej wytrzymałe (trwałe) łańcuchy zaopatrzenia w skali globalnej; wspierać poczynania G20 także w zakresie uaktualnienia jego programu działania (G20 Action Plan); zaś MFW powinien zapewnić światu „finansową sieć bezpieczeństwa” oraz pomagać biednym krajom o poprzez kredyty; jeśli zaś chodzi o WTO (World Trade Organization), to wszyscy jego członkowie powinni unikać środków unilateralnych i protekcjonistycznych oraz stosować rozwiązania multilateralne. Natomiast BRICS-owski New Development Bank będzie starał się niwelować straty spowodowane przez pandemię i wyasygnuje 10 mld USD dla państw członkowskich Banku; jego skład powinien ulec rozszerzeniu.
Inne priorytety zawarte w Deklaracji: doskonalenie współpracy w zakresie handlu i inwestycji, gospodarka cyfrowa (internetowa), energia, niwelowanie strat poniesionych przez pandemię w zakresie turystyki, modernizacja rolnictwa (mocarstwa BRICS wytwarzają ok. 35 proc. światowej produkcji żywności), zmniejszenie skali strat i marnotrawienia płodów rolnych i żywności, utworzenie wspólnego ośrodka wczesnego ostrzegania przed epidemiami, nowoczesne kształcenie kadr („human capital”), zwalczanie unikania podatków (oszustw podatkowych), redukowanie ubóstwa, wspólne przeciwstawianie się klęskom żywiołowym, troska o różnorodność przyrodniczą („biodiversity) . Współpraca w zakresie polityki celnej. W Deklaracji zawarto też wyrazy poparcia dla BRICS-wskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorczości Kobiet („BRICS Women Business Alliance”).
Rozdział IV, pt.: „Wymiana kulturalna i społeczna”. W rozdziale tym wyeksponowano znaczny postęp, niezależnie od pandemii, jaki dokonał się we współpracy w sferze kulturalnej, artystycznej, sportowej, filmowej, młodzieżowej, studenckiej, naukowo–technicznej, parlamentarnej i in. oraz we współdziałaniu między sądami najwyższymi, naczelnymi izbami kontroli i ministerstwami kultury państw BRICS. Zaproponowano utworzenie Rady ośrodków naukowo – badawczych BRICS (BRICS Think Tank Council).
Do Deklaracji dołączono dwa załączniki, z których 1 zawiera wykaz dokumentów, spotkań i kontaktów oficjalnych pomiędzy mocarstwami BRICS oraz najważniejszych imprez w okresie sprawozdawczym („BRICS „Cooperation Outcomes”, 39 pozycji); a 2 jest rejestrem wydarzeń, narad, imprez, konferencji i dokumentów, głównie w ramach współpracy społecznej, podczas Prezydencji rosyjskiej („Meetings held under the Chairmanship of the Russian Federation”,137 pozycji). Trzeba przyznać, że przedstawiony bilans dokonań BRICS w kluczowych dziedzinach i plany na przyszłość są przebogate i imponujące. Trzeba mieć dużo odwagi, poczucia odpowiedzialności i wyobraźni, aby zabierać się do realizacji tak poważnych zadań w tak trudnych czasach!
Jakie perspektywy?:
Nieustające zjawiska kryzysowe, szczególnie ekonomiczne, w XXI wieku uwypuklają i uzasadniają coraz bardziej potrzebę i efektywne funkcjonowanie takich organizacji międzynarodowych jak BRICS i in. Jeśli one nie zdołają wyprowadzić świata na prostą drogę rozwoju, to nikt inny temu nie podoła. Zresztą, skład tej Organizacji mówi sam za siebie. Skupia ona potężne, szybko rozwijające się i przyszłościowe mocarstwa Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Nowożytna historia świata zna najrozmaitsze organizacje międzynarodowe, ale takiej, jak BRICS jeszcze nie było. Jej utworzenie jest więc epokowym wydarzeniem bez precedensu, mającym, jak wykazuje dotychczasowa praktyka, duże szanse rozwoju i powodzenia. Systematycznie i dość szybko mocarstwa członkowskie kreują, doskonalą i modernizują założenia merytoryczne i programowe BRICS, z których wynika jednoznacznie, iż ich celem strategicznym jest budowanie nowego i lepszego świata oraz wyprowadzenie naszej cywilizacji z obecnej głębokiej zapaści rozwojowej i irracjonalnego nieładu systemowego wytworzonego przez wielki kapitał i kapitalizm północno-atlantycki, szczególnie przez jego odmianę neoliberalną.
W niniejszym opracowaniu zawarta jest dość szczegółowa choć krótka analiza okoliczności, które doprowadziły do powstania tej Organizacji oraz kolejnych etapów jej dynamicznego rozwoju w ostatnich 12 latach. Jego kamieniami milowymi są coroczne spotkania czterech prezydentów i premiera Indii „na szczycie”. BRICS działa już non stop przez całe okrągłe lata – bowiem pracują nieprzerwanie dziesiątki jego instytucji ministerialnych, resortowych i specjalistycznych zajmujących się priorytetowymi problemami nurtującymi naszą cywilizację. Proces doskonalenia, optymalizacji i decentralizacji BRICS następuje coraz szybciej. BRICS nie zamierza nikogo zastępować i wyręczać ani też nikomu odbierać chleba. Pragnie jedynie kreować nową lepszą, innowacyjną, multilateralną i humanistyczną jakość na kuli ziemskiej – niejako na gruzach systemowych i kryzysowych spowodowanych przez wielki kapitał północno-atlantycki i jego wiodących eksponentów. BRICS nie jest, ponadto, Organizacją elitarną czy też zamkniętą dla innych państw. Zresztą, lista chętnych kandydatów rozszerza się coraz bardziej. Nowych przyjęć nie należy wykluczać – zapewne nastąpią one po zakończeniu 1. etapu konsolidacji BRICS pod każdym względem.
Na początku lat 90-tych 20.wieku upadł postjałtański system dwubiegunowy (Wschód – Zachód, neoliberalizm – sowietyzm itp.). Zaś pod koniec 1.dekady 21.wieku załamał się jego spadkobierca – układ jednobiegunowy (USA). Oba te systemy, podobnie jak wszystkie poprzednie, okazały się poronione i niewydajne, powodując niezmierne nieszczęścia, straty i szkody dla prawie całej ludzkości. Korzystali na tym jedynie prominenci wielkiego kapitału i ich zausznicy. Po krachu obydwu ww. systemów powstała na świecie i w poszczególnych krajach bardzo szkodliwa próżnia systemowa, która przecież nie może trwać wiecznie. Także życie międzynarodowe nie znosi pustki. W świetle tego, utworzenie BRICS powinno być traktowane jako bardzo poważna i odważna próba usunięcia tej pustki oraz utworzenia nowego wielobiegunowego (multilateralizm), zrównoważonego i sprawiedliwego ładu na świecie. Jest to zadanie niezwykle trudne i bardzo odpowiedzialne na miarę naszej epoki i lepszej przyszłości.
Utworzenie BRICS stanowiło nie lada zaskoczenie dla wielkiego kapitału północno-atlantyckiego i dla neoliberalizmu – chociaż co bardziej światli politycy i intelektualiści zachodni prognozowali taki bieg wydarzeń. Od samego początku istnienia tej Organizacji, Zachód usiłował minimalizować jej znaczenie, prognozować niechybny upadek oraz, co gorsza, dążyć do maksymalnego osłabienia większości filarów BRICS, może z wyjątkiem Indii. Agresywna presja Zachodu dotyczy, przede wszystkim: Rosji (otaczanie łańcuchem państw prozachodnich, zwłaszcza proamerykańskich, które były kiedyś proradzieckie, strategia majdanowa, kryzys ukraiński, białoruski, sankcje, wyścig zbrojeń, czarna propaganda, wojny hybrydowe itp.); oraz Chin (próby osłabiania ich potencjału gospodarczego instrumentami kryzysowymi i protekcjonistycznymi, prowokacje polityczne, np., tajwańskie, hongkongskie, tybetańskie, ujgurskie, intensyfikacja napięcia polityczno-strategicznego na Dalekim Wschodzie, liczne – około 25 – bazy wojskowe US wokół Chin itp.).
Zaś w odniesieniu do Brazylii i do RPA stosowane są, głównie, metody presji ekonomiczno-finansowej i propagandowej, mające na celu osłabianie wzrostu gospodarczego oraz destabilizację finansową tych państw, podsycanie niepokojów społecznych i in. Jednym słowem, nie mogąc zniszczyć Organizacji – jako całości, jej przeciwnicy starają się osłabiać poszczególne filary, w nadziei, iż ich nadwyrężenie lub obalenie unicestwi całą strukturę. Skutki są jednak odwrotne od tych zamiarów. Działa efekt katalizatora. Bowiem, w miarę jak zwiększa się presja zachodnia (neoliberalna) na BRICS, Organizacja ta doskonali systematycznie swą działalność i umacnia swe wpływy w świecie. Jest to swoisty bezprecedensowy fenomen w historii naszej cywilizacji. Z punktu widzenia kapitału północno-atlantyckiego, sytuacja jest już nie do pozazdroszczenia, gdyż Zachód (NATO, UE, banki światowe i in.) nie wytrzymuje konkurencji z BRICS w kategoriach efektywności, innowacyjności, potencjału produkcyjnego, zasobów finansowych i pojemności rynku. Oraz, co więcej, rozwój Zachodu bez normalnej współpracy z BRICS byłby nie do pomyślenia – teraz i w przyszłości. Doskonale rozumie to, np., kierownictwo polityczne i przedsiębiorcy niemieccy, kooperując od dawien dawna z Chinami, z Rosją, z Indiami i z in. oraz odnosząc bardzo poważne korzyści wzajemne z tego tytułu.
Samo kojarzenie znaczenia i globalnych wpływów mocarstw członkowskich BRICS tylko z ramami tej Organizacji byłoby dalece niepełne i mylące. Bowiem, ich oddziaływanie i wpływy sięgają znacznie dalej i obejmują, praktycznie, cały świat. Wynika to z faktu przynależności tych mocarstw do ww. znanych organizacji międzynarodowych, typu ONZ, WTO, WHO, RCEP, G20 i in. oraz do wielu organizacji specjalistycznych o mniejszym zasięgu. I tak, np.: Brazylia należy do Organizacji Państw Ameryki Południowej i Karaibów oraz do Mercosur, Rosja – do Wspólnoty Niepodległych Państw i do Szanghajskiej Organizacji Współpracy, Indie – do Ruchu Państw Niezaangażowanych (120 krajów członkowskich i 17 państw obserwatorów) oraz do British Commonwealth of Nations (53 kraje), Chiny – do Szangajskiej Organizacji Współpracy oraz do Stowarzyszenia ASEAN + 3, do G17 + 1 oraz Afryka Południowa – do Unii Afrykańskiej.
Jednym słowem, są już wszelkie podstawy po temu, aby wiązać z BRICS uzasadnione nadzieje na pozytywną przebudowę świata i na jego pokojową przyszłość. Jest ona młodą organizacją globalną, nie skażoną błędami, przywarami i impotencją znanych instytucji postjałtańskich – typu: ONZ, UE, MFW i in. Może ona czerpać z pozytywnych wzorów oraz unikać negatywnych doświadczeń i „starych” błędów” poprzedniczek. Dlatego też możliwości jej konstruktywnego i nowatorskiego działania dla dobra całej ludzkości są ogromne. Ale, jednocześnie, skala współczesnych trudności, wynikających – chociażby – z konsekwencji kryzysu globalnego, szczególnie gospodarczego i pandemicznego oraz ze znacznego wzrostu napięcia na arenie międzynarodowej jest niespotykana od dawna. Jednakże, ogromny innowacyjny potencjał rozwojowy mocarstw członkowskich BRICS – każdego z osobna i wszystkich razem oraz ich determinacja programowa i aktywność praktyczna stanowią rękojmię powodzenia w staraniach i w dążeniach tej Organizacji do nowego optymalnego ładu na Ziemi oraz do zapewnienia lepszej przyszłości wszystkim ludziom.

Rosja w trzech odsłonach

To, co się dzieje w kraju rządzonym przez Władimira Władimirowicza, to nie tylko referendum umożliwiające rządzenie Putinowi o jeden dzień dłużej, niż grać zamierza WOŚP…

Cały świat odczuwa skutki pandemii w odniesieniu do gospodarki. Rosja nie jest wyjątkiem, ale nie tylko wirus jest jej zmartwieniem.
Pandemia i…
Akurat z pandemią Rosja daje sobie radę całkiem nieźle – liczba chorych spada, wzrasta za to liczba ozdrowieńców i testowanych. W leczeniu używane są już trzy lekarstwa w zależności od stadium choroby, prace nad szczepionką są na etapie testowania na ochotnikach. Ale co się tyczy dochodów obywateli, to państwo rosyjskie ma problem. A to przecież tylko początek kryzysu, a dotkliwe sankcje swoje też dokładają.
Naukowo Techniczne Centrum Perspektywa zajmujące się badaniami gospodarki opublikowało właśnie swoje niedawne badania. Wynika z nich, że Rosjanie boleśnie odczuwają zachwianie gospodarki w związku z atakiem wirusa.
Co piąty Rosjanin odnotował „znaczący spadek” dochodów w związku z pandemią. Co dziesiąty utracił zarobki całkowicie.
Liczba obywateli, których zarobek spadł poniżej 15 tysięcy rubli (830 zł) wzrosła z 38,1 proc. do 44,6 proc. Grupa Rosjan, która musi przeżyć za niewygórowaną sumę od 5 do 15 tysięcy rubli wzrosła z 31,2 proc. do 36,5 pro. Jednocześnie zwiększyła się grupa respondentów, których dochody plasują się między 15 tysięcy z 25 tysięcy rubli, ale o wiele mniej niż grupa biedniejszych: z 25,6 proc. do 28,2 proc.
Spada jednocześnie liczebność grup obywateli, którzy do tej pory zarabiali nieźle jak na rosyjskie warunki: w grupie dochodów 25-35 tysięcy rubli grupa zmniejszyła się z 15,3 proc. do 13 proc., z dochodem 35-50 tysięcy z 7,6 proc do 3,5 proc. Niewiele zwiększyła się grupa dobrze zarabiających (powyżej 100 tysięcy rubli) – z 1,8 proc. do 2,1 proc.
Sytuacja obywateli, którzy wpadli w pułapkę kryzysu może być o tyle trudna, że badania pokazują, iż 63 proc. Rosjan nie ma żadnych oszczędności, a ci, którzy je mają, w przypadku utraty dochodów mogą z tychże oszczędności utrzymać się do pół roku.
Wobec powyższych danych trudno się dziwić, że rosyjski odpowiednik Izby Obrachunkowej powiadomił, że plany, by obniżyć poziom biedy w Rosji do 10,8 proc (z ok. 16 proc.), może nie zostać osiągnięty.
Kurierzy największej sieci mają dość wyzysku
Delivery Club to największa obecnie sieć kurierska w Rosji. Zajmuje się przede wszystkim dostawą jedzenia, miesięcznie wykonując ponad 3,5 miliona zamówień, zatrudniając kilka tysięcy ludzie. Wyśrubowane normy doprowadziły do wybuchu.
Związek Zawodowy wezwał kurierów do zebrania się wczoraj pod siedzibą Mail.ru – firmy, która razem z państwowym Sbierbankiem stworzyła platformę zajmującą się dostawami kurierskimi. Wezwano do strajku w obronie około 300 swoich kolegów, którzy od dwóch miesięcy nie dostają wynagrodzenia, a także przeciwko wyśrubowanym normom, niedawno wprowadzonym (zwiększenie o ponad dwa razy stref dostawy) oraz nakładanym powszechnie drakońskim karom za uchybienia w pracy (m.in. można było dostać karę za „nieprzyjemny zapach kuriera”). Dużą część kurierów stanowią imigranci z postradzieckich republik radzieckich, słabo mówiący po rosyjsku, mieszkający w fatalnych warunkach, często zatrudnieni na umowach śmieciowych przez firmy zewnętrzne. Pracują, jak podaje „Novaya Gazeta” po 16 godzin na dobę i na takiej morderczej zmianie otrzymują równowartość około 100 złotych.
Pierwsze protesty wybuchły na początku lipca, ale po złagodzeniu sytuacji firma srogo rozprawiła się z organizatorami i uczestnikami protestów. Część z nich zwolniła, część pozbawiono zamówień, obniżono im zarobki i sytuacja wróciła do patologicznej normy. Obiecano zwrócić pieniądze za nałożone kary – nie zwrócono. Niektórzy z 300 osobowej grupy, którym firma nie płaci od dwóch miesięcy, nie maja gdzie mieszkać, bo nie płacą za miejsce do spania w wieloosobowym pokoju.
Miarka się jednak przebrała: związek zawodowy kurierów zwrócił się do prokuratury i państwowego Komitetu Śledczego z doniesieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Kurierzy, którzy zebrali się pod siedziba jednego z oddziałów mówią na nagraniu wideo: „Wszystkim salam alejkum, witam wszystkich. Zwracam się do naszego kierownictwa. Już dwa tygodnie nic nie jem, tylko chleb i wodę. (…) Od dawna mieszkam w lasach, parkach i innych miejscach”. Związek zawodowy „Kurier” w swoim komunikacie napisał: „Wzywamy wszystkich kurierów do masowego strajku 9 lipca! Informujemy kierownictwo kompanii Delivery Club o złożeniu doniesień o do Komitetu Śledczego o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 145.1 kodeksu karnego Rosji. (…) Karmimy całe miasto. Nasza praca musi być opłacana i chroniona. Zwycięstwo w tym strajku to pierwszy krok do godnych warunków pracy dla każdego!”
Firma Delivery Club, po początkowych unikach i próbach zastraszania protestujących, po nagłośnieniu protestu w mediach obiecała spełnienie żądań protestujących: przywrócenie poprzednich stref dostawy, zwrot pieniędzy za kary oraz lepsze warunki pracy.
Wysoki urzędnik państwowy zlecał zabójstwa?
To nawet jak na rosyjskie warunki wielki skandal. Policja zatrzymała gubernatora Kraju Chabarowskiego, Siergieja Furgala. Zarzuty są bardzo poważne i kompromitujące rosyjski system doboru kadr.
Kraj Chabarowski, administracyjna jednostka w Rosji jest czwartym co do wielkości krajem w Rosji. Jego powierzchnia ponad dwa razy przewyższa powierzchnię Polski. Graniczy z Chinami i stanowi ważną strategicznie i gospodarczo część Rosji.
Furgal jest utytułowanym politykiem z długim stażem. Lekarz z wykształcenia, deputowany do Dumy Państwowej trzech kadencji, piastował w niej odpowiedzialne funkcje. W 2018 roku wybrany na gubernatora Chabarowskiego Kraju. Absolwent Rosyjskiej Akademii Administracji Państwowej przy Prezydencie Rosji. Jest członkiem Liberalno Demokratycznej Partii Rosji (przewodniczący Władimir Żyrinowski).
9 lipca został zatrzymany pod zarzutem organizowania zabójstw na zlecenie i uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, która te zabójstwa organizowała w latach 2004-2005. Miałby organizować zabójstwa dwóch biznesmenów Olega Bułatowa i Jewgenija Zori, a także być uczestnikiem zamachu na Aleksandra Smolskiego. Komitet Śledczy swoje zarzuty sformułowali opierając się na zeznaniach świadków, bezpośrednich uczestników morderstw lokalnych biznesmenów. Rosyjskie media informują, że według ich ustaleń, głównym źródłem obciążających zeznań jest Nikołaj Mistriukow, były deputowany lokalnej dumy, odpowiadający w grupie przestępczej za „siłowe” rozwiązywanie problemów.
Gubernator nie przyznał się do winy, Władimir Żyrinowski ze swojej strony oznajmił, że nie wierzy w winę Furgala i nie zamierzają „nigdy” pozbawiać go członkostwa w partii.
Rzecznik prezydenta Rosji poinformował, że na razie prezydent Putin nie podjął decyzji o pozbawieniu Furgala stanowiska gubernatora do momentu, do póki jego wina nie zostanie uprawdopodobniona przez niezależny sąd.
Poza gubernatorem zatrzymano jeszcze czworo podejrzanych, zatrzymano też dwóch lokalnych deputowanych chabarowskiej Dumy.
Poza sensacyjnym skandalem, bardziej dla rosyjskich władz niewygodne będzie pytanie, jak to się stało, że człowiek który działał w zmowie z bandytami na szeroką skalę i od lat, mógł zostać wieloletnim deputowanym i absolwentem prestiżowej uczelni dla urzędników państwowych? Czy nikt nie sprawdzał jego przeszłości, powiązań i podejrzeń? Albo fatalnie pracują służby kontrwywiadowcze, albo to dowód na ogromną skalę korupcji najważniejszych struktur rosyjskiego państwa.

Dyskryminacja jest problemem

Rok przed wybuchem antyrasistowskich zamieszek w USA, w Rosji Centrum im. Lewady zbadało sprawę dyskryminacji z różnych przyczyn w Rosji w ramach większego międzynarodowego projektu. Dostępne dopiero teraz wyniki są bardzo interesujące.

Ciekawa jest grupa pytanych – to ludzie w wieku 14-29 lat, którzy na hasła dyskryminacji z różnych względów są wrażliwsi niż starsze pokolenie.
Badanie to było częścią międzynarodowego projektu Fundacji im. Friedricha Eberta.
„Choć problem instytucjonalnej dyskryminacji rasowej nie jest charakterystyczny dla Rosji z powodów historycznych, demograficznych i politycznych, to jednak część naszych współobywateli przejawiała oznaki codziennego rasizmu (od jednej piątej do połowy pytanych w różnych hipotetycznych sytuacjach wolała zachować dystans wobec ciemnoskórych)” – czytamy w dokumencie.
Na pytanie: „czy był Pan/Pani kiedyś obiektem dyskryminacji?” najwięcej z pytanych, bo 22 proc. odpowiedziało „tak” i była to dyskryminacja z powodu wieku, drugim powodem (21 proc.) była sytuacja materialna.
Na trzecim miejscu była dyskryminacja z powodów płci – 16 proc.
Ze względu na przekonania polityczne dyskryminacje odczuwało 14 proc. pytanych, o jeden procent mniej odczuło dyskryminację z powodów aktywności społecznej, 11 proc. pytanych było dyskryminowanych z powodów etnicznego pochodzenia. Najmniej odczuwano dyskryminację z powodów orientacji seksualnej – jedynie 3 proc. pytanych zetknęło się z nią „często” lub „niekiedy”.
Gdy nachylić się nad problemem dyskryminacji ze względu na płeć, to 14 proc. zetknęło się z jej przejawami, ale kiedy rozdzielić grupę respondentów według płci właśnie, proporcje nieco się zmieniają: nieco więcej niż co piąta kobieta czuła się dyskryminowana, (22 proc.) i tylko co dziesiąty mężczyzna (9 proc.).
Natomiast na pytanie o dyskryminację z powodów etnicznych, co jest szczególnie ważne w wielonarodowym społeczeństwie rosyjskim, co 10 respondent odpowiedział, że był „czasem” lub „często” obiektem takowej. Jednak w rozbiciu na Rosjan i nie-Rosjan sprawa wygląda niego gorzej.
Tylko 8 proc. Rosjan było obiektem dyskryminacji etnicznej, zaś nie-Rosjanie odczuwali dyskryminację z powodu swojego pochodzenia częściej – 22 proc. z nich było dyskryminowanych.
Ciekawe, jak wyglądałyby wyniki tego samego badania w Rosji obecnie.

Flaczki Tygodnia

Po ciszy wyborczej nadszedł czas oczekiwania na wynik. Kiedy oddawaliśmy do druku to wydanie „Trybuny”, głosowanie jeszcze trwało. Z napływających informacji mogliśmy się jednego spodziewać – wysokiej frekwencji wyborczej.

Nie znamy jeszcze zwycięscy tego wyścigu. Ale już dzisiaj widzimy patologiczny charakter minionej kampanii wyborczej. Wyborów na prezydenta RP w czasie których kandydaci rzadko i skąpo mówili o swej rzeczywistej prezydenturze. O swoje wizji wykonywania konstytucyjnych uprawnień i obowiązków prezydenta RP.

W czasie kampanii wyborczej kandydaci na prezydenta RP przede wszystkim składali liczne i obfite obietnice, które formalnie mógłby zrealizować jedynie premier RP. Nie prezydent RP, bo nie mieściły się one w jego konstytucyjnych kompetencjach i zwyczajach sprawowania władzy.

Wielokrotnie też kandydaci na prezydenta RP prezentowali się jako liderzy partii lub ruchu politycznego. Jak przywódcy plemienni, odwołujący się do tej lepszej większości obywateli naszego kraju.
A przecież wedle nadal obowiązującej Konstytucji, i dobrych praktyk z czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, polski prezydent nie jest liderem partyjnym, tylko „ Pierwszym Obywatelem”. Zdeklarowanym, i zwykle starający się nim być, „Prezydentem wszystkich Polaków.

Patrząc na miniona kampanię można wywnioskować, że nowo wybrany prezydent będzie prezydentem jedynie głosującej na niego większości. Niewiele mniejsza, przegrana mniejszość może go za prezydenta nie uznawać, bojkotować nawet.
Jeżeli nowy prezydent będzie jednak chciał być tym „Pierwszym Obywatelem” i „Prezydentem Wszystkich Polaków”, to czeka go niezwykle trudne zadanie. Zaczynające się symbolicznym, demonstracyjnym wręcz, odcięciem pępowiny łączącej go z Matką- Partią.

Ta nie merytoryczna, fałszywa kampania wyborcza to efekt panujące w Polsce „mediokracji”, czyli patologicznej demokracji. To media, a ściślej ich dysponenci polityczni, narzucały tematy i problemy do dyskusji. Media kreowały wizerunki kandydatów, wzmacniały sympatie do nich. Media zamawiały sondaże poparcia dla kandydatów windując nimi swych faworytów i osłabiając konkurentów.

Tegoroczna kampania prezydencka dowiodła, że w czasach kampanii wyborczych nie ma w Polsce rzetelnych i bezstronnych mediów. Ani „publicznych”, bo te są tubą propagandową PiS, ani komercyjnych, bo te grają na prawicową opozycję i rządzące elity PiS.

Zapewne słabszy od spodziewanego wynik lewicowych kandydatów to efekt braku silnych lewicowych mediów. Lewica nie posiada ich, bo w przeciwieństwie do prawicy, nie dostrzegała i nie ostrzega, sensu ich posiadania. Efekty tego minimalizmu intelektualnego i organizacyjnego poznamy po wynikach dwóch lewicowych kandydatów. Brak silnych mediów lewicowych utrudnia też rozwój myśli politycznej i ideowej, tworzenia lewicowej tożsamości. No i „polityki historycznej”.

Polityka historyczna staje się dziś polityczną religią kultywowaną przez elity rządzące państwami. Postępująca laicyzacja doprowadziła do rozdziału instytucji państwa od kościołów. W republikach rządy nie pochodziły od woli boga, lecz ludu głosującego. Ideały demokracji zastąpiły wolę boga. Dziś obok zachodnioeuropejskich demokracji parlamentarnych istnieją autokratyczne „demokracje suwerenne”. W obu władza pochodzi z powszechnych wyborów, ale nie zawsze są one w pełni demokratyczne. Czasem ważniejsze jest kto liczy głosy niż na kogo zostały oddane. I właśnie kiedy władza pochodzi z nieortodoksyjnie demokratycznych wyborów, to szuka dodatkowych argumentów potwierdzających jej prawo do rządzenia.
Najczęściej są to dawne sukcesy dowodzące władczych kompetencji obecnych elit. Odwołanie się do plemiennej, narodowej wspólnoty. To naród teraz jest bogiem, który wybiera elity godne zarządzania jego państwem. Wtedy „polityka historyczną” staje się religią takiej narodowej wspólnoty.

W magazynie amerykańskich neokonserwatystów ” National Interest”, wydawany przez związanego z Kremlem lobbystę Dimitra Simisa vel Simesa, ukazał się niedawno artykuł prezydenta Władimira Putina. Ten długi tekst jawi się Katechizmem obecnej polityki historycznej Rosji. Firmowanym przez najwyższego kapłana nowej religii.
Jeszcze w średniowieczu filozof, matematyk, logik, a także święty kościoła kat. Jan Duns Szkot głosił, że w historii ważne są tylko wydarzenia zapisane, nie to co się wydarzyło naprawdę. Bo tylko zapisane fakty i ich interpretacje przechodzą „do historii”. Na tej prawdzie bazuje „polityka historyczna”.

Prezydent Putin pisze swą historię aby zaprzeczyć rezolucji Parlamentu Europejskiego z września 2019 roku, która obarczyła winą za wybuch II wojny światowej także stalinowską ZSRR. Tamta wojna wybuchła w efekcie kolaboracji Hitlera i Stalina, ukoronowanej paktem Ribbentrop – Mołotow. To przykre stwierdzenie dla władzy budującej swą legitymizację na historycznym zwycięstwie nad faszystowskimi Niemcami w 1945 roku.

Dlatego prezydent Putin cofa się do I wojny światowej i Traktatu Wersalskiego. Prawdziwie przypomina, że Traktat nie doprowadził do pokoju w Europie. Świat powersalski był tylko rozejmem między dwoma wojnami światowymi. Przypomina też haniebny rozbiór Czechosłowacji w 1938 roku. Dokonany przy zgodzie Anglii, Francji, Włoch. I współudziale Polski.

To właśnie rozbiór Czechosłowacji był początkiem II wojny w putinowskiej historii. A sanacyjną Polska współwinną jej wybuchu. Bo była wtedy sojusznikiem Niemiec. Popierała antysemicką politykę Hitlera. Odmówiła pomocy Czechosłowacji. Uczestniczyła w jej rozbiorze. I właśnie dlatego ZSRR musiał kolaborować z hitlerowskimi Niemcami w 1939 roku. I dokonać rozbioru antysemickiej, profaszystowskiej Polski.

To prawda, że rządy sanacji popierały hitlerowski antysemityzm, ale czyniły to w latach trzydziestych, kiedy hitlerowcy chcieli Żydów wyrzucić z Niemiec, a nie wymordować ich w obozach śmierci. To prawda, że Polska współuczestniczyła w haniebnym rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku. Ale w rozbiorze tym uczestniczyły też Węgry. Dwukrotnie zagarniały czeskie i słowackie ziemie. W 1938 i w 1939 roku. Węgry do końca II wojny były też sojusznikiem hitlerowskich Niemiec. O historycznej roli Węgier prezydent Putin ani słowem nie wspomniał, bo premier Orban jest najlepszym sojusznikiem prezydenta Putina w Unii Europejskiej i w NATO. Podobnie nie wspomina o radzieckiej agresji na Finlandię w 1940 roku, o „anschlussie” Litwy, Łotwy i Estonii przez stalinowskie ZSRR w 1940 roku oraz rumuńskiej Mołdawii. To wszystko działo się w czasach dwuletniej kooperacji niemiecko- radzieckiej.

Prezydent Putin pisze historię jak polityk historyczny. Maluje galerię obrazów, ikon nawet. Ale prawdziwa historia nie jest galerią statycznych obrazów. To ciąg wydarzeń wynikających z poprzednich, tworzących nowe fakty, radykalnie zmieniające świat. Zmieniają się rządy, powstają nowe sojusze. Imperia upadają, dawne kolonie zostają centrami świata. Dzięki agresji Niemiec na ZSRR w 1941 roku, dzięki wielkiemu wysiłkowi oraz wielkim ofiarom narodów ZSRR, koalicja antyhitlerowska wojnę wygrała. W 1945 roku ZSRR został mocarstwem. Współdecydował o losach globu.

Dziś prezydent Putina marzy o nowym „koncercie mocarstw”. Pisze; „
Naszym obowiązkiem – wobec wszystkich, którzy przyjmują odpowiedzialność polityczną, przede wszystkim przedstawicieli zwycięskich mocarstw w czasie II wojny światowej, jest zagwarantowanie, że system ten zostanie zachowany i ulepszony. Dzisiaj, podobnie jak w 1945 roku, ważne jest, aby pokazać wolę polityczną i wspólnie dyskutować o przyszłości. Nasi partnerzy – panowie Xi Jinping, Macron, Trump, Johnson – poparli rosyjską inicjatywę zaproponowaną na spotkaniu przywódców pięciu państw nuklearnych – stałych członków Rady Bezpieczeństwa. Dziękujemy im za to i oczekujemy, że takie spotkanie będzie mogło odbyć się przy najbliższej okazji”.
Proponuję szczyt Rosji, Chin, Francji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, który pozwoli wyjść Rosji z roli obecnego, drugorzędnego mocarstwowa. Postuluje „wspólne przywiązanie do ducha sojuszu, wysokich humanistycznych ideałów i wartości, o które ojcowie i dziadkowie walczyli ramię w ramię./…/ Będzie to stanowić solidną podstawę do udanych negocjacji i wspólnych działań w celu wzmocnienia stabilności i bezpieczeństwa na planecie i osiągnięcia dobrobytu wszystkich państw.”

Czy pozostali światowi przywódcy uwierzą w tego wywoływanego przez prezydenta Putina „Ducha Sojuszu”?

Imitacyjny autorytaryzm i jego perspektywy

Paradoksem obecnej polityki polskiej jest to, że bardzo intensywnej rusofobii, której podporządkowana jest polska polityka wschodnia, towarzyszy wyraźna tendencja do naśladowania rosyjskiej wersji elekcyjnego autorytaryzmu w polityce wewnętrznej.

Kierunek zmian zachodzących w polskiej polityce od 2015 roku wyraźnie przypominają to, co dzieje się w Rosji od roku 2000, gdy po nieudanej prezydenturze Borysa Jelcyna władze przejął Włodzimierz Putin. Z lat mojej wczesnej młodości pamiętam okres podobnego naśladowania wzorów obcych (wtedy radzieckich) w Polsce po 1948 roku. Wtedy wynikało to z dwóch powodów: zależności Polski od ZSRR i fanatyzmu przedwojennych komunistów, w większości postrzegających system radziecki jako wzór do naśladowania. Wtedy jednak w ramach PZPR przebijał się, acz z trudem, nurt patriotyczny i reformatorski, którego dziełem w 1956 roku było zerwanie ze stalinowską ortodoksją i próba realizowania „polskiej drogi do socjalizmu”.

Podobieństwa obu systemów widoczne są w czterech podstawowych dziedzinach.

Po pierwsze: tak w Rosji, jak i w Polsce dokonuje się proces koncentracji władzy w ręku jednej partii, która zdobywszy władzę w wyniku wyborów systematycznie podporządkowuje sobie nie tylko cały aparat państwowy, ale także środki masowego przekazu (w tym zwłaszcza telewizję publiczną), prokuraturę i sądownictwo. W procesie tym rządzący stawiają przede wszystkim na polityczną dyspozycyjność awansowanych kadr, często kosztem ich zawodowych kompetencji.

Po drugie: w obu państwach prawdziwa władza skupiona jest w ręku jednego człowieka, w stosunku do którego inni dygnitarze państwowi odgrywają jedynie rolę wykonawców. W Rosji jest to o tyle mniej rażące, że przywódca jest wyposażonym w znaczne uprawnienia prezydentem, podczas gdy w Polsce jest jedynie wszechwładnym szefem rządzącej partii.
Po trzecie: w obu państwach rządzący pielęgnują ścisłe związki władzy państwowej z najsilniejszym kościołem i odwołują się do zasad religijnych dla umocnienia swej władzy. W obu także odwołują się do ideologii narodowej i do poczucia rzekomego zagrożenia ze strony zagranicy.
Po czwarte wreszcie: w obu państwach dokonuje się proces wykorzystywania wpływów politycznych dla umacniania pozycji ludzi władzy w sferze gospodarki, czego oczywistą konsekwencja jest proces wytwarzania się nowej warstwy uprzywilejowanej, dla której źródłem bogacenia się jest polityka.

Podobieństwa te nie powinny jednak przesłaniać istotnych różnic, które powodują, że polska wersja „naśladowczego autorytaryzmu” jest znacznie słabsza i mniej ustabilizowana niż jej rosyjski oryginał. Jest tak z kilku powodów.

Pierwszym jest siła tradycji demokratycznej w Polsce, co powoduje, że nastawienia autorytarne, choć ostatnio rosnące w siłę, są bez porównania słabsze niż w Rosji. Jest to konsekwencja historii – zarówno dawniejszej, jak i stosunkowo niedawnej. To w Polsce Ludowej pojawił się masowy ruch demokratycznej opozycji i to w Polsce Ludowej w rządzącej istniał stosunkowo silny prąd reformatorski. Również proces wychodzenia z systemu państwowego socjalizmu był w Polsce znacznie bardziej demokratyczny niż w Rosji, gdyż jego kluczowym momentem były negocjacje „okrągłego stołu”, nie bez powodu uważane w całym świecie za udany przykład „deliberatywnej demokracji”.

Druga różnica polega na tym, że rządzący Federacją Rosyjską Władimir Putin może wykazać się znaczącymi sukcesami w polityce wewnętrznej i zagranicznej, czego nie da się powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim. Putin objął władzę, gdy gospodarka rosyjska była w stanie daleko posuniętego rozkładu i gdy trwała druga wojna czeczeńska. Zdołał rozwiązać oba te problemy. Jego popularność ogromnie wzrosła po przyłączeniu do Rosji Krymu, o czym świadczą nie tylko badania socjologów (w tym zwłaszcza moskiewskiego centrum socjologii i psychologii polityki kierowanego przez Helenę Szestopal), ale także wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Pięć lat rządów Prawa i Sprawiedliwości żadnymi porównywalnymi efektami nie może się wykazać.

Trzecia różnica wynika z innej sytuacji międzynarodowej obu państw. W Rosji hasło „wstawania z kolan”, dążenie do przeciwstawienia się światowej hegemonii USA i temu kierunkowi integracji europejskiej, który pozostawia Rosję poza jednocząca się Europą, trafiają na podatny grunt, gdy z Rosjanie nie bez powodu postrzegają własne państwo jako mocarstwo światowej, jednego z głównych zwycięzców drugiej wojny światowej. Nie jest winą Jarosława Kaczyńskiego, że w Polsce tak historia, jak i obecny potencjał, czynią politykę „wstawania z kolan” i przeciwstawiania się Unii Europejskiej żałosną karykaturą. Jest natomiast jego winą to, że w dla wewnętrznych (zresztą iluzorycznych) korzyści politycznych zatruwa myślenie Polaków o zewnętrznym świecie.

Czwarta różnica polega na tym, że opozycja w Polsce jest bez porównania silniejsza niż w Rosji. W ostatnich wyborach parlamentarnych padło na nią niemal milion głosów więcej niż na rządzącą Zjednoczoną Prawicę i jedynie podział opozycji (przy obowiązującym systemie d’Hondta) zapewnił kontynuacje rządów PiS. W Rosji nie do pomyślenia jest, by – jak w Polsce – we wszystkich wielkich miastach rządziły partie demokratycznej opozycji.
Piąta wreszcie różnica polega na jakości przywództwa. Putin jest najbardziej popularnym politykiem rosyjskim, Kaczyński należy do najmniej popularnych polityków polskich. Dla trwałości systemu autorytarnego jest to różnica zasadnicza.

Wszystko to powoduje, że wtórny, naśladowczy autorytaryzm polski stoi na niepewnych nogach. Polska nie musi naśladować Rosji, choć powinna dążyć do zbudowania z nią normalnych, wolnych od wrogości stosunków dobrego sąsiedztwa.