Senior, bierz się do roboty!

PiS-owska władza chce zaoszczędzić na emeryturach, więc pragnie, by starsi ludzie pracowali jak najdłużej.
Pod koniec 2019 r. osoby w wieku 60 plus stanowiły 25,3 proc. ogółu populacji w Polsce. Według Głównego Urzędu Statystycznego odsetek ten wzrośnie do 29 proc. w 2030 r. i 40,4 proc. w 2050 r. Jest ich coraz więcej, a władza bardzo by chciała, by także i pracowali oni więcej, niż dotychczas.
„Presja demograficzna będzie stanowić coraz wyraźniejszy bodziec do tworzenia nowych lub wdrażania istniejących strategii w celu zaspokojenia zmieniających się potrzeb społeczno-gospodarczych. Niezagospodarowanie rosnącego potencjału ekonomicznego starzejącej się populacji oprócz kosztów bezpośrednich, to jest rosnących kosztów utrzymania i opieki nad seniorami oraz malejącej podaży pracy, będą generować także znany w teorii ekonomii i trudny do oszacowania koszt alternatywny niewykorzystanych możliwości”- przewiduje, nieco pokrętnie, Polski Instytut Ekonomiczny.
Współczynniki aktywności zawodowej w grupach wiekowych 50 – 59 lat są wysokie (kilkadziesiąt punktów procentowych ponad średnią), ale progi 60 lat i 65 lat stanowią wyraźne granice końca aktywności ekonomicznej. Relatywnie niewielu seniorów decyduje się pozostać na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego, choć z biegiem lat decyzje o przejściu na emeryturę są opóźniane. W 2020 r odsetek osób aktywnych zawodowo w wieku 60 – 64 lata w Polsce wynosił 39 proc, ale w grupie osób w wieku 65 plus było to już tylko 6 proc. Odsetek kobiet, które w 2019 r. przeszły na emeryturę w ciągu pierwszych czterech lat od momentu osiągnięcia wieku emerytalnego wyniósł 96,7 proc. (w przypadku mężczyzn – 91,9 proc.).
Potencjał gospodarczy starszej części społeczeństwa nie realizuje się w pełni. Bariery dla jego uruchomienia można podzielić na twarde (strukturalne, związane z procesami rozwojowymi kraju) i miękkie (opisywane przez nauki behawioralne) – zauważa Polski Instytut Ekonomiczny. I ocenia, że wśród strukturalnych ograniczeń aktywności gospodarczej najbardziej dotkliwe dla seniorów wydają się: wykluczenie transportowe, brak kompetencji potrzebnych w cyfrowej gospodarce oraz problemy zdrowotne. Według PIE, problem wykluczenia społecznego, spowodowany historycznymi procesami polityczno – ekonomicznymi, stanowi silniejszą barierę dla realizacji potencjału gospodarczego starszej części społeczeństwa niż ustawowy wiek emerytalny.
Instytut wskazuje, że barierom strukturalnym towarzyszą ograniczenia behawioralne utrudniające utrzymanie aktywności gospodarczej osób starszych, takie jak np. oddziaływanie negatywnych stereotypów i ich internalizacja, częstsze poleganie na uproszczonych metodach wnioskowania, przeciążenia poznawcze, nie zawsze właściwe przewidywanie wpływu przejścia na emeryturę na własny dobrostan (trudności z tzw. prognozowaniem afektywnym) czy niedostosowanie procesów pośrednictwa pracy do sposobu decydowania charakterystycznego dla seniorów. Jak widać, Polski Instytut Ekonomiczny zagłębia się tu w meandry psychologii, zamiast koncentrować się, zgodnie ze swą nazwą, na aspektach ekonomicznych.
Tym niemniej, popularne stereotypy dotyczące seniorów (mniejsza motywacja do pracy, niechęć do udziału w szkoleniach i rozwoju kariery, niechęć do zmian, nieufność, słaba kondycja zdrowotna i większa trudność w godzeniu obowiązków zawodowych i osobistych) w większości podobno nie znalazły potwierdzenia w prowadzonych badaniach empirycznych. Bariery behawioralne można skutecznie ograniczać, a stereotypowy wizerunek biernej zawodowo starszej osoby, ustępuje wraz z postępującą świadomością przydatności i wartości doświadczonych pracowników oraz możliwości płynących z ich zatrudniania.
Elastyczne formy pracy (w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin) w późniejszym okresie życia mogą mieć znaczące korzyści dla samopoczucia seniorów. Pracownicy – emeryci, którzy zdecydowali się na kontynuowanie pracy w niepełnym wymiarze, charakteryzują się wyższym poziomem odczuwanego dobrostanu, niższym stresem oraz są bardziej zadowoleni ze swojej pracy, niż pracownicy zatrudnieni w pełnym wymiarze godzin. Natomiast osoby pracujące charakteryzują się wyższym poziomem dobrego samopoczucia i satysfakcji zdrowotnej oraz niższym poziomem stresu niż niepracujący emeryci – uważa PIE.
Osoby starsze mają też jakoby lepsze predyspozycje do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej, niż osoby we wczesnej fazie wieku produkcyjnego. Dotyczy to zwłaszcza tych seniorów, których charakteryzuje pozytywne nastawienie do własnego wieku – bo ci, którym nie podoba się to, że się starzeją, będą ponoć gorszymi przedsiębiorcami.
Biorąc to wszystko pod uwagę, Polski Instytut Ekonomiczny rekomenduje wdrożenie „kompleksowej strategii zwalczającej stereotypy” dotyczące seniorów, modyfikacje w procesach pośrednictwa pracy zwiększające szansę powrotu na rynek pracy, wizualizację konsekwencji możliwego przejścia na emeryturę (zapewne chodzi o to, by przejście na emeryturę przedstawiać w możliwie czarnych barwach), wykorzystanie społeczności lokalnych i zaangażowanie w nie samych seniorów – w tym w działalność gospodarczą – oraz wprowadzenie mechanizmu stopniowego przechodzenia na emeryturę (tu PIE ma zapewne na myśli stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego). „Zwracamy też uwagę na potrzebę uwzględniania czynników behawioralnych w procesach niwelowania barier strukturalnych hamujących aktywność seniorów w gospodarce” – dodaje Instytut.
W całym tym rozumowaniu, podkreślającym potrzebę dalszej aktywności ekonomicznej seniorów jest jeden zasadniczy błąd. Otóż Polski Instytut Ekonomiczny stwierdza: „Polacy żyją coraz dłużej i cieszą się coraz lepszym zdrowiem”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Pod panowaniem PiS Polacy żyją coraz krócej, ich umieralność szybko rośnie i „cieszą się” coraz gorszym zdrowiem. Trudno więc mówić, jak czyni to PIE, o ich „rosnącym, niezagospodarowanym potencjale ekonomicznym” – i o potrzebie zagospodarowania tegoż.
Polski Instytut Ekonomiczny, tak jak i rząd PiS, martwi się „rosnącymi kosztami utrzymania i opieki nad seniorami”. W istocie, jest to wyraźny kłopot dla rządu. Z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość przekupuje seniorów i, na potrzeby kolejnego sukcesu wyborczego mnoży finansowe przywileje emerytalne, sprawiając, ze dziś emeryci są drugą, najzamożniejszą grupą społeczeństwa polskiego (po ludziach pracujących na własny rachunek, czyli przedsiębiorcach). Tak przynajmniej mówi statystyka, pokazująca średnie dochody warstwy społecznej emerytów. W rzeczywistości, jest wśród nich ogromne zróżnicowanie dochodowe, a wysokie świadczenia, zawyżające całą średnią, otrzymuje tylko drobna część z nich, zaś bardzo wielu klepie biedę. Dla PiS-owskiej propagandy sukcesu jest to jednak wystarczający powód do chwalenia się tym, jak to rząd Prawa i Sprawiedliwości dba o seniorów.
W rzeczywistości, rząd PiS ma seniorów w … – i są oni potrzebni rządzącym wyłącznie jako „mięso wyborcze”, mogące swymi głosami zapewnić PiS-owi utrzymanie władzy – a na władzy i płynących z niej apanażach prominentom PiS zależy jak na niczym innym na świecie. Dlatego też emeryci są dla nich ważni.
Z drugiej zaś strony, pieniądze trafiające dla emerytów są jednym z powodów tego, że budżet trzeszczy w szwach, a koszt każdego głosu emeryckiego oddanego w wyborach na PiS, staje się coraz większy. PiS wie wprawdzie, że przekupywanie emerytów jest korzystną strategią wyborczą, bo badania pokazują, że seniorzy są raczej zwolennikami „zjednoczonej prawicy” – ale wie też, że ta strategia pochłania coraz więcej środków, których brakuje na inne cele. W rezultacie, w Polsce na przykład poszerza się strefa skrajnego ubóstwa, bo nie wystarcza pieniędzy na pomoc społeczną, zaś ludzie niepełnosprawni żyją w coraz trudniejszych warunkach, gdyż przy zwiększającej się inflacji, ich świadczenia stoją realnie niemal w miejscu.
Ten stan rzeczy prominentom PiS niby specjalnie nie przeszkadza, bo ani ludzie skrajnie ubodzy, ani niepełnosprawni, to raczej nie jest elektorat tego ugrupowania. Rządzący mogą więc nadal zakręcać im kurek z pieniędzmi, zastępując realne wsparcie dla tych grup, propagandowymi obietnicami z których nic nie wynika, takimi jak np. niedawna „Strategia rządowa na rzecz osób z niepełnosprawnościami”. Ale do czasu. Coraz powszechniejszy niedowład funkcji opiekuńczych państwa, czego drastycznym przykładem jest załamanie systemu opieki zdrowotnej, powoduje, że podsypywanie pieniędzy tylko seniorom i emerytom, ze szkodą dla innych grup społecznych, może nie wystarczyć do kolejnego sukcesu wyborczego.
Jednak z trzeciej strony, PiS nie może seniorom i emerytom odebrać realnie nawet grosza, bo wtedy straci też część ich głosów wyborczych. Jedynym, teoretycznie możliwym dla PiS rozwiązaniem, jest więc zachowanie wszelkich przywilejów emerytalnych – z jednoczesnym namawianiem seniorów, by skorzystali z nich jak najpóźniej. By nie szli na emerytury, pracowali dłużej, aktywizowali się, podejmowali dodatkowe prace zarobkowe. Gdy się tym zajmą, to może będą mniej wyczuleni na, nieunikniony w przyszłości, spadek realnej wartości ich emerytur. Bo PiS wprawdzie nie może podnieść wieku emerytalnego, gdyż straci głosy seniorów, ale jednocześnie, nie może nadal podnosić emerytur tak jak dotychczas, bo budżet tego nie wytrzyma.
Zachowanie wszelkich przywilejów emerytalnych z jednoczesnym namawianiem seniorów, by skorzystali z nich jak najpóźniej, jest jak wspomniano, jedynym teoretycznie możliwym rozwiązaniem dla prominentów PiS. Teoretycznie – bo w praktyce nie ma żadnej gwarancji, że seniorzy zachowają się tak, jak sobie życzy obóz władzy (i jak chciałby to widzieć Polski Instytut Ekonomiczny) – czyli zechcą „aktywizować się ekonomicznie” i będą pracować coraz dłużej w jak największym wymiarze godzin.
Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że seniorzy będą szli na emerytury najszybciej jak tylko mogą – i dopóki PiS te emerytury utrzyma ze względów wyborczych na w miarę przyzwoitym poziomie, to czas wolny przeznaczą na wypoczynek, podróże, reperowanie zdrowia, opiekę nad wnukami, zajmowanie się działką – czyli na to wszystko, na co wcześniej nie mieli czasu.
Zapewne część z nich zechce nadal pracować „na pół gwizdka”, ale z pewnością nie opóźnią przejścia na emeryturę, aby nadal harować w pełnym wymiarze godzin. I nie przekonają ich wyliczenia, o ile to wyższe będzie ich świadczenie emerytalne, jeśli zaczną je pobierać pięć czy dziesięć lat później.
Seniorzy doskonale wiedzą, że pod rządami PiS nie jest pewne, czy przeżyją jeszcze te pięć czy dziesięć lat. I że znacznie lepiej brać jak najszybciej emeryturę, co roku waloryzowaną i czasami zwiększaną różnymi „trzynastkami” i „czternastkami”, oraz trochę do niej dorabiać, zamiast stresować się w pracy, pragnąc dotrzymać tempa młodszym. Znane przysłowie „lepszy wróbel w garści” pasuje tutaj jak ulał.
Tak więc, wszelkie dalekosiężne plany intensywnego „aktywizowania ekonomicznego” ludzi w wieku 60 i 65 plus, są skazane na niepowodzenie. Seniorzy doskonale bowiem wiedzą, że podstawowym elementem jakości ich jesieni życia jest emerytura, pobierana najwcześniej jak to tylko możliwe. Można trochę do niej dorabiać, można z dorabiania zrezygnować – ale przejścia na emeryturę na pewno nie wolno odkładać nawet o kilka miesięcy.
Prominenci PiS naturalnie bardzo by chcieli zmusić głodem seniorów do dłuższej pracy. Dopóki jednak w Polsce są wciąż jeszcze w miarę wolne wybory, nie mogą sobie na to pozwolić w sposób zbyt nachalny, bo stracą władzę.
Prawo i Sprawiedliwość już jednak próbuje brać głodem emerytów i w ten sposób zapędzać ich do pracy, choć oczywiście próbuje utrzymać w tajemnicy te swoje działania. Jak informuje Federacja Przedsiębiorców Polskich, z najnowszych danych na temat wysokości emerytur wynika, że obecnie aż 365 tys. emerytów otrzymuje świadczenia mniejsze, niż oficjalnie obowiązująca emerytura minimalna, która wynosi na rękę 1066 złotych. W praktyce, spora część tej liczącej 365 tys. grupy otrzymuje emerytury wynoszące kilkaset złotych miesięcznie.
Od 2015 roku liczba seniorów dostających emeryturę mniejszą od minimalnej, zwiększyła się ponad trzykrotnie. Tak właśnie Prawo i Sprawiedliwość w rzeczywistości dba o ludzi w jesieni życia! Jeśli liczba osób z głodowymi emeryturami będzie rosnąć w obecnym tempie, to za pięć lat będzie ich około 1,1 miliona. Niech więc seniorzy się dobrze zastanowią, czy chcą przykładać swój głos wyborczy do procederu ograbiania samych siebie.

Gospodarka 48 godzin

Pośpiech emerytalny
Średni wiek w momencie otrzymania pierwszego świadczenia emerytalnego w 2019 r. wynosił łącznie 62,1 lat: 60,7 dla kobiet i 64,6 dla mężczyzn – zwraca uwagę Polski Instytut Ekonomiczny. Nowszych danych nie ma, ale pandemia najprawdopodobniej jeszcze przyśpieszyła proces wczesnego odchodzenia na „zasłużony odpoczynek”. Seniorzy w dominującej większości przechodzą na emeryturę w pierwszych czterech latach od momentu osiągnięcia wieku emerytalnego. W 2019 r. tak zrobiło 96,7 proc. kobiet i 91,9 proc. mężczyzn. „W przypadku mężczyzn otrzymanie pierwszego świadczenia w wieku 70 lat jest dalece rzadsze niż otrzymanie go w wieku 60 – 64 lata” – odkrywczo zauważa PIE. Ponad 7 proc. mężczyzn przechodzi na emeryturę przed osiągnięciem 65. roku życia. „Z kolei wśród kobiet w 2019 r. zaledwie 2,5 proc. zdecydowało się na „męski” wiek przejścia na emeryturę (65 – 69 lat)” – ubolewa instytut, wskazując, że w przypadku pań także więcej z nich otrzymało pierwsze świadczenie w wieku 55 – 59 lat niż w wieku 70 i więcej lat. Średni staż pracy osób na emeryturze w 2019 r. wynosił 35,3 lata (dla mężczyzn 37,3 lat, dla kobiet 33,7 lat). Jak wskazuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych, w sumie 70,5 proc. emerytów ma staż pracy krótszy niż 40 lat. Wydaje się, że Polski Instytut Ekonomiczny życzyłby sobie, aby Polacy jak najpóźniej przechodzili na emerytury, ale rozumie, iż są powody, dla których ludzie wybierają „pasywny dochód z emerytury”, zamiast aktywnie pracować aż do śmierci. Istnieją też obiektywne, niezależne od jednostki i jej chęci lub niechęci do dalszej pracy, bariery dla kontynuacji aktywności ekonomicznej. „Dość oczywistą jest dużo większe ryzyko związane z bezrobociem wśród osób w wieku przedemerytalnym. W przypadku zwolnienia z pracy osobie w tym wieku trudniej jest znaleźć zatrudnienie niż osobie młodej (pracodawcy często postrzegają zatrudnianie pracowników, którzy zaraz przejdą na emeryturę, jako mniej opłacalne)” – wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny. Seniorzy mogą zatem o wiele bardziej obawiać się bezrobocia w porównaniu z młodszymi osobami, nawet jeśli stopa bezrobocia w tej grupie wiekowej nie jest wysoka. Wiek emerytalny postrzegany jest w takiej sytuacji jako bezpieczna przystań, w której senior zyskuje stabilizację oraz pozbywa się stresu i ryzyka, nie znajdując zarazem powodów, by pozostawać aktywnym na tak turbulentnym z jego perspektywy rynku pracy.

Bobowate i astrowate
Ekolodzy protestują przeciw budowie spalarni w gminie Wisznia Mała pod Wrocławiem, twierdząc, że jest ona „nie do przyjęcia ze względów społecznych, ekologicznych i klimatycznych”. Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA zamówiło ocenę Raportu Oddziaływania na Środowisko tej spalarni odpadów. Ocena wskazała, że inwestor nie wykonał należytej analizy i inwentaryzacji przyrodniczej terenu przewidzianego pod spalarnię. W raporcie złożonym przez inwestora można przeczytać: „Obszar przeznaczony na planowaną instalację jest terenem obecnie niezagospodarowanym, porośniętym trawą. Teren ten nie jest wartościowy przyrodniczo, a flora tu występująca jest uboga”. W ocenie prof. Leszka Pazderskiego jest zaś inaczej, bo: „w rzeczywistości występuje tu wiele roślin kwietnych z rodzin baldaszkowatych, goździkowatych, marzenowatych, bobowatych, różanowatych, astrowatych, powojowatych, dziurawcowatych”.

Czy nowe przepisy pomogą?

Seniorzy są regularnie oszukiwani na różnych pokazach. Zmiana prawa miałaby ich lepiej ochronić.
Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów co roku trafia kilkaset skarg na nieuczciwe praktyki podczas pokazów handlowych organizowanych na przykład w hotelach, sanatoriach czy w czasie wycieczek. Takie sygnały docierały nawet wtedy, gdy takie imprezy były nielegalne w związku z obowiązującymi z powodu pandemii obostrzeniami (w tym zakazem zgromadzeń powyżej 5 osób).
Na te pokazy zapraszani są przeważnie seniorzy, a więc szczególnie wrażliwa grupa konsumentów. Są oni kuszeni bezpłatnymi badaniami, prelekcją o zdrowym stylu życia, rabatami do hoteli, a ostatnio – zgodnie z duchem czasu – także darmowymi pulsoksymetrami. Telemarketerzy często nie uprzedzają ich, że spotkanie będzie miało charakter handlowy.
Na pokazach sprzedawane są np. garnki, pościel, urządzenia do masażu, maty, odkurzacze, abonamenty medyczne – zwykle po cenach znacznie wyższych niż rynkowe. Nierzadko naruszane są przy tym prawa konsumentów do pełnej i rzetelnej informacji czy do odstąpienia od umowy. – Od lat walczymy z przedsiębiorcami stosującymi nieuczciwe praktyki rynkowe na pokazach. Regularnie ostrzegamy również konsumentów przed pułapkami czyhającymi na pokazach i edukujemy ich na temat przysługujących im praw. Widzimy jednak, że potrzeba także zmian prawnych, które w systemowy sposób wyeliminują z rynku dużą część nieprawidłowości i ochronią konsumentów, szczególnie seniorów, przed nieuczciwymi praktykami – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK, zauważając nieskuteczność działań swego urzędu.
Dlatego UOKiK przygotował projekt nowelizacji ustawy o prawach konsumenta. Są w nim cztery istotne zmiany legislacyjne:

  1. Zakaz świadczenia usług finansowych podczas pokazów czy wycieczek. Obecnie często konsumenci są namawiani, a nawet zmuszani podczas takich spotkań do zaciągnięcia pożyczek na zakup prezentowanych produktów albo kupna ich na raty. Często nawet nie są świadomi, że zawierają takie umowy, bo podpisują je wśród wielu innych dokumentów. Zgodnie z proponowanymi przepisami umowa o świadczenie usług finansowych zawarta podczas pokazu czy wycieczki byłaby nieważna z mocy prawa.
  2. Zakaz przyjmowania płatności przed upływem terminu na odstąpienie od umowy zawartej poza lokalem. Pozwoli to skutecznie ograniczyć ryzyko strat finansowych po stronie konsumentów i umożliwi im podjęcie świadomej decyzji o zakupie. Często organizator pokazu nie informuje uczestników, że mogą odstąpić od umowy w ciągu 14 dni, a nawet jeśli to zrobią – to trudno im odzyskać pieniądze.
  3. Prawo do odstąpienia od niektórych umów o świadczenie usług zdrowotnych zawieranych poza lokalem lub na odległość. Chodzi przede wszystkim o umowy dotyczące tzw. abonamentów czy pakietów medycznych, które są często sprzedawane na pokazach. Wartość takich pakietów to czasem nawet kilkanaście tysięcy złotych, co jest znacznym wydatkiem, szczególnie dla osób starszych.
  4. Zakaz sprzedaży wyrobów medycznych poza lokalem firmy. Tego typu produkty, często wątpliwej jakości i po zawyżonych cenach, są regularnie oferowane podczas pokazów handlowych. Wprowadzenie zakazu ich sprzedaży pozwoli na skuteczną ochronę konsumentów, zwłaszcza seniorów.

Wielkie wymieranie Polaków pod rządami PiS

W ubiegłym roku bardzo wyraźnie zwiększyła się śmiertelność w naszym kraju, zwłaszcza wśród osób starszych. To nie tylko skutek pandemii.
Osoby 60 plus stanowią ponad 25,3 proc. mieszkańców Polski. Jest to grupa zróżnicowana i szybko rosnąca. W 2030 roku może liczyć niemal 30 proc. ogółu mieszkańców, a w roku 2050 przekroczy 40 proc. Zapewne będzie jednak ich mniej, gdyż pod rządami PiS seniorzy dosyć szybko wymierają.
Na podstawie „Europejskiego Badania Warunków Życia Ludności” (GUS, 2020) można stwierdzić, że ludzie po 60. już przed pandemią dość często (26,5 proc.) wskazywali, że ich zdrowie jest złe lub bardzo złe. Wskaźnik potrzeby skorzystania z usług medycznych wynosił dla całej populacji mieszkańców Polski powyżej 16 roku życia 61,9 proc., a w wypadku seniorów 73,4 proc.
W czasie pandemii jest niestety gorzej – wskazuje Instytut Polityki Senioralnej Senior Hub. Dokładnych danych procentowych jeszcze nie opracowano, lecz wszystkie badania wskazują, iż osoby starsze są narażone w największym stopniu na izolację społeczną, czyli na funkcjonowanie w sytuacji niewielkiej intensywności lub zupełnego braku kontaktów społecznych z osobami spoza gospodarstwa domowego. Osoby 60 plus w największym stopniu funkcjonują również w jednoosobowych gospodarstwach domowych, co dodatkowo wzmacnia poczucie samotności i pozostawienia samemu sobie – a to nie służy ich zdrowiu i życiu.
Realnie nawet do 1 miliona osób w Polsce pozostaje w faktycznej izolacji społecznej, często żyjąc samotnie w swoich mieszkaniach i domach. Wykluczeni z relacji społecznych innych niż incydentalne. Osoby te żyją poza systemem wsparcia społecznego, a ich funkcjonowanie nie jest zazwyczaj w żaden sposób monitorowane.
Jest też duża grupa seniorów, która oprócz braku spotkań ze znajomymi, nie ma też żadnych relacji z członkami rodzin. Nic dziwnego, że wskazują oni na niższy stopień zadowolenia z relacji rodzinnych i pozarodzinnych niż osoby z innych grup.
Kiepsko jest również u nich z aktywnością fizyczną. Główną formą rekreacji dla seniorów 65 plus są spacery (57 proc. osób). Żadnego sportu nie uprawiało 78 proc. ludzi w tym wieku. Aż 62,8 proc. osób 60 plus ograniczyło aktywność fizyczną w dobie pandemii COVID-19. Dostępne badania jednoznacznie wskazują zaś na korelację aktywności fizycznej z ogólnym dobrym stanem seniorów. Sprzyja ona utrzymaniu względnej samodzielności osób starszych i wydłuża życie. Jej ograniczenie ma fatalne skutki zwłaszcza dla seniorów cierpiących na choroby współistniejące
Wpływa to na pogorszenie stanu zdrowia, co z kolei przekłada się na gorsze samopoczucie, słabszą kondycję psychiczną, a także ograniczanie relacji i aktywności społecznych. W grupie osób 65 – 74 lata jedynie 9 proc. Polaków poświęcało czas na aktywność wolontariacko-społeczną (głównie we wspólnotach wyznaniowych), co jest wynikiem znacznie niższym niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 18 proc. Efektem niskiej aktywności społecznej może być również przyspieszenie spadku kondycji psychofizycznej i wcześniejsza utrata względnej samodzielności. Czyli, błędne koło.
Pandemia mogła znacząco wpłynąć na pogłębienie stopnia izolacji społecznej i poziomu osamotnienia seniorów. W dobie koronawirusowych obostrzeń posiadanie lub nieposiadanie kompetencji w zakresie obsługi internetu ma duży wpływ na funkcjonowanie seniorów poddanych przymusowej izolacji społecznej. W raporcie z badania „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w gospodarstwach domowych” (GUS 2020) wskazano, że aż 64,6 proc. seniorów 65 plus nigdy nie korzystało z internetu w ciągu ostatnich 3 miesięcy przed badaniem. Natomiast jedynie 3 proc. osób starszych wykorzystywało sieć w szerokim lub bardzo szerokim zakresie, czyli swobodnie przeglądało strony internetowe, korzystało z wyszukiwarek, obsługiwało e-maila, było aktywnych w mediach społecznościowych, dokonywało transakcji zakupowych i bankowych, korzystało z kultury np. poprzez użytkowanie serwisów streamingowych. Osoby starsze dość chętnie korzystają natomiast z bankowości internetowej (16 proc. respondentów).
Miniony rok przyniósł stagnację, a być może nawet regres, w dziedzinie edukacji cyfrowej seniorów. Od wiosny 2020 r. niemal nie odbywają się szkolenia stacjonarne, które są dosyć skuteczną metodą edukacji seniorów początkujących w cyfrowym świecie. Istnieje więc możliwość realnego wtórnego wykluczenia cyfrowego większości z tych osób. Pandemia wzmocniła za to motywację części ludzi starszych do komunikacji za pomocą dość nowych narzędzi, np. komunikatorów audio-wideo.
Pogorszenie odczuwalnej jakości życia oraz spadek kondycji psychofizycznej mają wpływ na zwiększenie śmiertelności w grupie wiekowej seniorów. W trakcie pierwszej i drugiej fali pandemii (wiosna i jesień 2020) seniorzy stanowili większość ofiar śmiertelnych, trzecia fala pochłania także wielu ludzi młodszych.
Zgony są jednak nie tylko efektem COVID-19, lecz i rezultatem załamania systemu opieki zdrowotnej w Polsce, spowodowanego rządami PiS. Bardzo utrudniony jest dostęp do usług medycznych, służba zdrowia stała się niewydolna, nie ma łatwej ścieżki dostępu do lekarzy specjalistów, odwołano planowane wcześniej zabiegi. To wszystko oznacza przedwczesne i zbyt częste umieranie Polaków.
Gorszy dostęp do usług medycznych jest istotnym powodem wzrostu śmiertelności w grupie seniorów, obserwowanej w statystykach od września 2020 r., czyli od tzw. „drugiej fali koronawirusa”. Wśród siedemdziesięciolatków aktywność fizyczną ograniczyło aż 73,9 proc. ankietowanych. Są to osoby i tak mało aktywne społecznie oraz bardzo narażone na negatywne efekty zaniku aktywności fizycznej. Ludzie ci, będący w grupie bardzo wysokiego ryzyka zarażenia COVID-19, najczęściej ograniczają wychodzenie z domu. Unikają zarówno rekreacji na wolnym powietrzu, jak i wyjść w innych celach. Ponad połowa respondentów odczuwa zmęczenie obostrzeniami związanymi z epidemią. Wpływa to na ograniczenie sprawności ruchowej oraz odczuwalny dobrostan psychiczny w wyniku ograniczenia liczby i jakości relacji społecznych, trudnych do utrzymania podczas pandemii.
Na podstawie oficjalnych, a więc skażonych zapewne nadmiernym optymizmem danych Ministerstwa Zdrowia „Raport o zgonach w Polsce w 2020 r.” można stwierdzić, że w 2020 r. odnotowano 67 tys. zgonów więcej niż w porównywalnym okresie w 2019 r. Liczba ta zwiększyła się przede wszystkim wśród osób powyżej 60 roku życia – stanowiły one aż 94 proc. nadwyżki liczby zgonów względem 2019 r. Bardziej pesymistyczne dane ma Ministerstwo Cyfryzacji, które na podstawie Rejestru Stanu Cywilnego wskazuje na 76 tysięcy więcej zgonów niż w 2019 roku. Od września zdecydowanie zwiększyła się śmiertelność, zwłaszcza wśród osób starszych.
W rezultacie, system wsparcia i opieki (w tym głównie zdrowotnej) nad osobami starszymi wymaga natychmiastowej zmiany i reorganizacji. Seniorzy nie mogą jednak mieć nadziei, że doczekają tego pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

Szczepionka senioralna

Jak to mówią u nas na wsi, tak krawiec kraje, jak mu staje. Materiału. Czy jakoś tak. Rządowi polskiemu ostatnio w ogóle nie staje. Nic i niczego.

Pfizer poinformował opinię publiczną, że chwilowo wstrzymuje transport szczepionki do Europy, bo musi zmodernizować swoje linie produkcyjne zlokalizowane w Belgii. W związku z tym, moce przerobowe zostaną na 10 dni zmniejszone, żeby później ruszyć ze zdwojoną siłą. Kiedy to nastąpi, firma podgoni z produkcją. Nie dość, że nadrobi to, co straciła w czasie przestoju, to jeszcze dorzuci coś ekstra. Ile osób przez to nie doczeka sczepienia, tego nie wiemy, ale skoro biznes tak mówi, to tak musi być, bo przecież te działania są podyktowane wyłączną troską o człowieka i jego dobrostan. A nie o pieniądze.

Dumałem ostatnio nad specyfiką polskiego programu szczepień przeciw covid. Nijak nie mogę pojąć, w jaki sposób można było bardziej po łepkach przeprowadzić ten proces ponad to, co się odbywa w naszym umiłowanym kraju. Zapytany przez posłankę Lewicy minister rządowy, z rozbrajającą szczerością odpowiada, że nikt nie prowadzi statystyk zaszczepionych osób w DPS-ach, bo takie statystyki nie są nikomu do niczego potrzebne. Na informację Pfizera o zmniejszonych dostawach, minister Dworczyk bezradnie rozkłada ręce i mówi, że rząd w tej sprawie nic nie może zrobić. Wstrzymuje więc szczepienia w grupie zero, bo nie nastarcza mu preparatu dla seniorów, których szczepić już musi, gdyż ci posłuchali zaleceń, i porejestrowali się przez internet. W tym samym czasie nauczyciele protestują przeciwko powrotowi dzieci do szkół, bo szczepionki dla nich, jak nie było, tak nie ma. Cytując za klasykiem, to, że jesteśmy w dupie, to pewne, gorzej, że zaczynamy się w niej urządzać.

Kiedy tak dumałem dalej nad stanem naszego urządzenia się w dalekich zakamarkach jelita grubego, zacząłem się pochylać nad sensem wyszczepiania tych, a nie innych grup zawodowych i wiekowych. No bo tak: to, że służba zdrowia musi być zaszczepiona na wstępie, jest dość oczywiste. Jeśli poleci system ochrony, to poleci cała reszta. Moją wątpliwość budzi jednak wybór, który padł na seniorów po 70. roku życia, jako tych, których należy zaszczepić w drugiej kolejności. Z pozoru jest to zasadne: seniorzy są najbardziej narażeni z racji wieku. Jednakowoż, z pozostałych grup społecznych objętych szczepieniem, są najmniej mobilni. Mają najmniejszy kontakt z drugą osobą. Znacznie mniejszy niż nauczyciele i ekspedientki w sklepach. Rzadziej wychodzą na zewnętrze. Rzadziej spotykają się z obcymi. Oczywiście nie wszyscy, ale jednak. Dużo łatwiej jest też im znieść samoizolację, bo zimą, zwłaszcza mroźną, wychodzenie przezeń z mieszkań, nawet bez covidu, nie było dlań zalecane. Na spacerze z psem w parku, mimo wszystko, dużo trudniej złapać covid niż w sklepie, wydając resztę w gotówce, z ręki do ręki. Wciąż obowiązują godziny dla seniorów, więc kontakt z wirusem jest podwójnie ograniczany. Mimo tych wszystkich ale, zamierzamy szczepić seniorów jako drugich w kolejności, a nauczycieli i kasjerów zostawiać na kolejne tury, choć mają oni nieporównywalnie więcej możliwości ryzyka zakażenia w swoim fachu.

Gdybyśmy mieli szczepionki od metra, moglibyśmy szczepić jak leci, bez gradacji, na koniec zostawiając młodych i zdrowych. Jeśli jednak jest jak jest, a będzie jeszcze gorzej, bo fabryka wstrzymuje dostawy, być może sensowne byłoby twarde postawienie sprawy i wytłumaczenie ludziom, że najsamprzód pod nóż idą ci wszyscy, którzy mają największą styczność z ludźmi, a dopiero później zajmiemy się staruszkami. Nie jest tak, że jedno życie jest lepsze niż drugie, ale jest tak, że jeśli mamy kogoś ratować, to oddajmy sprawiedliwość tym wszystkim, którzy na co dzień najbardziej się narażają przez wzgląd na swoją profesję i ryzyko które podejmują, a nie wyłącznie przez szacunek dla siwych włosów. I tak postawioną diagnozę ja rozumiem i szanuję, choćby była do bólu szczera. W naszym grajdołku, na takie podejście jednak nikt się nie zdecyduje, bo zrazu zaszczują go i zwyzywają od eugeników i hitlerowców. Poza tym to również bardzo ryzykowne, kiedy senioralny elektorat zraża się do siebie. Bo to wiadomo, na kogo głosuje taka kasjerka z Tesco czy nauczyciel z Supraśla. A nauczyciel akademicki to już na pewno wiadomo na kogo, bo na pewni nie nas i na naszych. I z każdej strony jesteśmy kryci.

Nie jesteśmy sami

Dostarczają seniorom książki z biblioteki, szyją maseczki, organizują akcje oddawania krwi i kawiarenki internetowe. Lokalni bohaterowie czasu epidemii wspierają i aktywizują mieszkańców wsi i miasteczek.

– Zdaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę zapomnieliśmy o ludziach, którzy również będą potrzebowali pomocy w trakcie epidemii: tych, którzy potrzebują krwi ze względu na inne choroby. Operacje niedługo będą wznawiane, a krwi brakuje – mówi Kamila Jarząbek, jedna ze współorganizatorek akcji „Nie wszystko może się zatrzymać”. To oni pierwsi zauważyli, jak dramatyczna jest sytuacja w lokalnym banku krwi, i to dzięki nim w maju zostało oddane aż 41,7 litrów krwi.
Akcja ma na celu pozyskanie nowych dawców krwi w powiecie białobrzeskim. Organizatorzy to nieformalna grupa „Ile warta jest krew?”. Tworzy ją trójka społeczników z Białobrzegu: Stanisław Kośla, prezes Białobrzeskiego Polskiego Czerwonego Krzyża; Monika Rąbkowska, nauczycielka i członkini zarządu Białobrzeskiego PCK i Kamila Jarząbek – uczennica liceum plastycznego, która stworzyła plakaty promujące akcję.
– Naszym celem było zorganizowanie sześciu akcji krwiodawstwa w ciągu dwóch miesięcy. Radomski bank krwi jest w najgorszej sytuacji w całej Polsce. Zdecydowaliśmy, że nie możemy tego tak zostawić – dodaje Kamila Jarząbek. – Trzy akcje odbyły się w maju, a trzy odbędą się w czerwcu. Inicjatorem akcji był pan Stanisław, który już wcześniej zajmował się organizacją krwiobusów, a ja z panią Moniką pracowałyśmy nad promocją. Było to dużym wyzwaniem, poświęciłyśmy na to sporo czasu, ale myślę, że było warto, bo na każdej akcji pojawiło się około trzydziestu osób.
Projekt „Nie wszystko może się zatrzymać” był możliwy dzięki dofinansowaniu z konkursu grantowego zorganizowanego przez Fundację Koalicja dla Młodych w ramach przedsięwzięcia „Solidarni z bohaterami czasu epidemii”.
To z kolei jest przedsięwzięciem programu „Działaj Lokalnie” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. Partnerem akcji została firma Nationale-Nederlanden. Cel przedsięwzięcia to wspieranie społeczności lokalnych, które w warunkach epidemii inicjują działania zapobiegające jej skutkom.
W ramach przedsięwzięcia wybrano cztery ośrodki Działaj Lokalnie, będące lokalnymi operatorami projektu. Te organizacje następnie ogłosiły lokalne konkursy grantowe, w których wnioski mogły składać wszystkie osoby, chcące wesprzeć swoje społeczności w obliczu epidemii.
Finansowanie uzyskało łącznie 18 projektów. Wśród nich znalazły się grupy szyjące maseczki i dostarczające je mieszkańcom i służbom publicznym, kurierzy przywożący seniorom i innym osobom wykluczonym za darmo książki z biblioteki i drobne zakupy, inicjatywy dezynfekcji miejsc publicznych, takich jak ławki czy skwery. Definicja „bohaterów czasu epidemii” jest więc szeroka – to każdy, kto chce pomóc innym w trudnych czasach.
– Dla nas bohaterami są ludzie, którzy oddają krew. To oni są solidarni z osobami chorymi, potrzebującymi krwi. Takie akcje pomagają zwalczać strach, pokazują, że oddanie krwi również w obecnej sytuacji jest możliwe, bezpieczne i potrzebne, bo przecież krwi nie da się kupić – mówi Kamila Jarząbek.
„Obecnie życie i praca przeniosły się do świata wirtualnego. To czas, to sygnał, to konieczność, abyśmy my, seniorzy, również do tego świata zapukali. Będzie to trudne, ale możliwe. A my, jeśli tylko zechcemy – damy radę. Jesteśmy mądrzy, zdolni, dużo przeżyliśmy. Odnajdziemy się. (…) Nasza samotność nas męczy, tęsknimy do ludzi, do świata, do naszych przyjaciół, do wszystkiego, co jest za progiem naszego domu. Podarujmy sobie komfort bycia w naszym świecie w całkiem nowy, nowiutki sposób. Poznajmy platformę ZOOM. Spotkajmy się na ekranach komputerów, smartfonów. Żyjmy pełnią nowego życia.
Tak brzmi zaproszenie do projektu „Seniorzy w sieci – na pohybel pandemii”, który również uzyskał dofinansowanie. W realizację projektu zaangażował się Klub Seniora „PoKUSa” tworząc grupę PoKUSa na Zoom, którą reprezentują: Małgorzata Bochenek, Grażyna Paczkowska i Zofia Sieradzan.
– Odkąd zaczęła się pandemia, staraliśmy się na Facebooku animować seniorów poprzez grupę „Sieć aktywnych seniorów powiatu grójeckiego” oraz witrynę Klub Seniora „PoKUSa”. Trochę o seniorach zapomniano podczas pandemii: mówiono tylko „siedźcie w domu i nie wychylajcie się”. Więc trzeba było coś dla nich i wspólnie z nimi zorganizować. Starałam się animować tą grupę, pokazywać różne ciekawe aktywności – mówi Zofia Sieradzan, inicjatorka projektu. Pani Zofia prowadzi Klub Seniora „PoKUSa”
Projekt zakłada stworzenie kawiarenki internetowej dla seniorów z powiatu grójeckiego, czynnej przynajmniej raz w tygodniu. Każdy tydzień organizowałaby jedna osoba z grupy koordynatorów, a tematyka i forma spotkania ustalana byłaby z uczestnikami.
Już na początku okazało się, że przed inicjatorką projektu stoją duże wyzwania: wielu seniorów nie jest biegłych w obsługiwaniu nowoczesnych technologii czy wręcz nie ma dostępu do odpowiedniego sprzętu. Problemem jest także bariera językowa – platforma Zoom dostępna jest jedynie w języku angielskim. Udało się jednak zebrać grupę dziesięciu seniorów – liderów projektu, którzy obecnie szkolą się, aby móc organizować spotkania zarówno w swoich społecznościach, jak i współprowadzić kawiarenkę dla całego powiatu.
Zofia Sieradzan ma nadzieję, że platforma stworzona w ramach projektu umożliwi seniorom z powiatu grójeckiego komunikację również po okresie epidemii.
– Jeśli nam się uda, to mamy nadzieję, że projekt stanie się stałym elementem naszego życia – mówi Zofia Sieradzan. – Wszyscy mówią, że epidemia wróci. Wtedy my będziemy już przygotowani. A w okresie zimowym, kiedy niektórym seniorom jest trudniej wyjść z domu, możemy wrócić do częstszych spotkań.
Projekty realizowane w ramach przedsięwzięcia nie byłyby możliwe, gdyby nie siła i chęć do działania lokalnych społeczników, aktywistów, wolontariuszy.
Wolontariat w trakcie epidemii jest szczególnie trudny – wiele osób boi się choroby, nie jest pewna, jak zachować zasady bezpieczeństwa, jak odnaleźć się w gąszczu przepisów. Ale jest też szczególnie potrzebny – to dzięki wolontariuszom możemy ramię w ramię stanąć naprzeciw największych wyzwań.
– Moim zdaniem wolontariat powinien się bardziej rozwinąć podczas epidemii. Osoby odważne, młode, które wiedzą, jak dbać o bezpieczeństwo, mogą pomóc tym, którzy są bardziej narażeni – osobom starszym, samotnym. Jest im potrzebne, żeby ktoś do nich dotarł, żeby czuli, że nie są sami – mówi Zofia Sieradzan.

PiS wykończy emerytów

Propozycje rządu dotyczące pracowników w wieku 50-55+ nie są kontrowersyjne. Są skandaliczne.

Eksperci przyznają, że wydłużająca się średnia długość życia i zmieniająca się demografia winny owocować zmianami na rynku pracy. Rada Dialogu Społecznego od dawna dyskutuje nad rozwiązaniami dla pracowników w wieku 50-55+, które umożliwiłyby im dłuższą aktywność zawodową, co jest pożądane także z powodów humanitarnych. Propozycji formułowanych przez badaczy rynku pracy czy przez związki zawodowe jest wiele. Idą dokładnie w odwrotnym kierunku niż to, co chce zaserwować seniorom Ministerstwo Rozwoju.

Obecnie osoby, którym pozostały mniej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, nie mogą zostać zwolnione. To miałoby się zmienić. Pracodawcy chcieliby ten okres skrócić o rok i ułatwić procedurę zwolnienia starszego pracownika. Kolejnym pomysłem jest systemowe obniżenie pensji seniorów. Miałby to rekompensować tzw. dodatek mentorski za dzielenie się doświadczeniem z młodszymi pracownikami – w pełni uzależniony od dobrej woli pracodawcy.

Przekonywanie, że starszy pracownik może okazać się mniej efektywny i należy go inaczej wynagradzać, to absurd. Wypada raczej zainteresować się, dlaczego w niejednej branży doświadczony pracownik przez wiele lat nie ma szans na podwyżkę i nawet z dodatkami stażowymi zarabia tyle samo, co młody człowiek dopiero wchodzący do zakładu. Jak można opowiadać, że w dzisiejszych realiach ludzie mogą i powinni być dłużej aktywni zawodowo, a potem zabierać im wynagrodzenie?!

Skandalem jest również pomysł obniżenia składek ZUS dla osób w wieku 50+. Żeby ściąć biznesowi koszty pracownicze, samych pracowników skazuje się na niskie emerytury! W niektórych przypadkach – z trudem pozwalające na przeżycie. Wszystko to razem to droga do zmuszania ludzi do pracy do ostatniego dnia.

PiS nie chce cywilizować stosunków pracy ani gwarantować systemowych zabezpieczeń socjalnych. W najlepszym razie „dobrzy wujkowie” Morawiecki z Kaczyńskim dadzą seniorom jałmużnę. W najgorszym – skrócą im życie.

Jak nie ratować seniorów

Bardzo podobało mi się wystąpienie Włodzimierza Czarzastego w debacie budżetowej. Nie zgadzam się tylko z jednym punktem. Dlaczego lider SLD poparł, zresztą wcale nie jako pierwszy na lewicy, PSL-owski pomysł, by zwolnić emerytów z podatku?

To jest szczególnie podstępny korwinizm. Stąd apel, by przestać go wspierać. Już teraz całkowicie niesłusznie zwalniane są z podatku osoby młode, a że mamy królestwo prywaty i kapitalizmu to podatki traktowane są przez wszystkich coraz bardziej jako kara… Dlaczego? Bo panuje bieda. I w tej biedzie wydaje się, że podatki są biedzie winne. Właśnie podatki od osób fizycznych, a nie ociekający pieniędzmi kapitał, czy bardzo skromne opodatkowanie wszystkich firm, czy też brak realnej progresji. Lewicowe postulaty to podniesienie rent i emerytur oraz podwyżka płac, a nie zwalnianie z podatków kogokolwiek. Podatki to nie kara, to wspólnota i współpraca na rzecz dobra wspólnego. Każdy powinien je płacić i uznawać to za zupełnie normalny porządek rzeczy.
Gdyby renty i emerytury były wyższe i pozwalały na godne życie, nikomu nie przyszedłby do głowy taki pomysł „ratowania” seniorów. Jest to część dokładnie tego samego cwaniactwa, które uprawia Morawiecki udając, że budżet jest zrównoważony, kiedy ludzie umierają w kolejkach do lekarza, bo za żadne skarby nie podniesiemy podatków bogatym i przedsiębiorcom.

Czy staniemy się społeczeństwem starców?

To, że ktoś dożył podeszłego wieku, nie stanowi już dowodu jego rozsądku i posiadania wiedzy, z której warto korzystać.

W Polsce jest około 38,5 mln mieszkańców. Ponad 9 mln z nich stanowią osoby w wieku 60 lat i więcej. Rosnący odsetek seniorów to wynik trwającego procesu starzenia się ludności Polski, który nie jest już zakłócany tragediami wojennymi (znika charakterystyczna choinka, będąca dotychczas odzwierciedleniem sytuacji demograficznej naszego kraju).
Do tego dochodzi korzystne zjawisko jakim było wydłużanie się czasu trwania życia. Niestety, trzeba już o tym mówić w czasie przeszłym, bo pod rządami Prawa i Sprawiedliwości długość życia w Polsce zaczęła się skracać.
Starzenie się Polaków jest pogłębiane nieskutecznością rządowego programu Rodzina 500 plus, który nie zapobiegł niskiemu poziomowi dzietności.

Będzie nas coraz mniej

W sumie, mamy pogarszającą się sytuację demograficzną, która oznacza coraz niższe emerytury – i stawia przed rządzącymi Polską rosnące wyzwania, związane z działaniami na rzecz aktywnego oraz w miarę zdrowego starzenia się.
Rządy PiS doprowadziły do tego, że dziś Polska należy do ścisłej czołówki europejskich krajów, w których kryzys demograficzny występuje w największym stopniu.
Według prognozy Głównego Urzędu Statystycznego, do 2050 r. liczba ludności naszego kraju zmniejszy się o 4,5 mln, natomiast populacja osób w wieku 60 lat i więcej wzrośnie do 13,7 mln – co oznacza, że będzie stanowić ponad 40 proc. ogółu społeczeństwa.
Takie społeczeństwo starców nie będzie zdolne do zapewnienia dynamicznego rozwoju i postępu cywilizacyjnego kraju.
Minęły już bowiem czasy, w których to, że ktoś dożył podeszłego wieku, stanowiło dowód na jego rozum i bagaż doświadczeń, z których należy korzystać. Dziś to dziadkowie muszą – o ile jeszcze nie są na to zbyt niedołężni – korzystać z wiedzy i doświadczeń swoich wnuków. Słuszny wiek nie jest zaś dowodem posiadania jakichkolwiek pożądanych cech umysłu czy charakteru.
Starym ludziom państwo powinno jednak zagwarantować w miarę godne warunki spędzenia tzw. jesieni życia – zwłaszcza, jeśli nie mają chętnych rodzin, które mogłyby się tym zająć. Dlatego wymyślono u nas rządowy program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, realizowany od 2012 r. Od tego czasu z programu skorzystało ponad 850 tys. polskich seniorów. Budżet programu w latach 2012-2013 wynosił 60 mln zł, a w latach 2014-2020 ma to być 280 mln zł (40 mln zł rocznie).
Problem jednak w tym, że program ASOS stworzono jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej, więc obecna ekipa nie ma ochoty go realizować – ale sama nie potrafi wymyślić niczego innego.
Dlatego też Najwyższa Izba Kontroli, mimo, że już została przejęta przez PiS, musiała stwierdzić jednoznacznie: „Skuteczność Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, rozumiana, jako osiągnięcie trwałych efektów w odniesieniu do założonego celu głównego – poprawy jakości i poziomu życia osób starszych dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną – była niska”.

Aktywność, ale bierna

Ten cel główny – czyli „Poprawa jakości i poziomu życia osób starszych, dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną” – mógł zostać wytyczony dzięki temu, że Polska, gdy jeszcze nie działała na rzecz osłabiania Unii Europejskiej, została włączona do unijnych strategii Rozwoju Kraju, Rozwoju Kapitału Ludzkiego, Rozwoju Kapitału Społecznego oraz Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
W programie ASOS chodzi o to, aby włączyć sektor organizacji pozarządowych do działań służących aktywności społecznej seniorów. Priorytety, to nadrobienie niedostatków edukacyjnych osób starszych, nawiązywanie przez nie kontaktów wewnątrz – i międzypokoleniową, ich udział w życiu publicznym oraz rozwój usług społecznych dla osób starszych.
Jak dotychczas, w ramach programu Aktywności Społecznej Osób Starszych, seniorzy najczęściej uczestniczyli w projektach związanych z profilaktyką zdrowotną (porady zdrowotne, dietetyka, medycyna – w tym naturalna), zajęciami sportowymi i turystycznymi (basen, nordic walking, wycieczki) oraz zajęciami w obszarze kultury i sztuki (uniwersytety trzeciego wieku, rękodzieło, malarstwo, występy artystyczne, wyjścia do kina i teatru). Ważnym niestety, lecz pozaprogramowym elementem partycypacji seniorów, jest też ich udział w pokazach, połączonych z namawianiem ich do zakupów rozmaitego badziewia.
NIK stwierdza, że tylko ok. 25 – 30 proc. zbadanych projektów z programu ASOS ukierunkowanych było na pobudzenie czynnej aktywności seniorów i osiągnięcie trwałych efektów, wymagających stałych i regularnych działań.
Najczęściej realizowano zaś (w ponad 60 proc. przypadków) projekty obejmujące tzw. „aktywność bierną”, oznaczającą krótkotrwałe, jednorazowe działania. Polegają one głównie na konsumpcji różnorodnych usług – np. wyjścia do kina, teatru, na wystawy, wycieczki, zajęcia sportowe, czy szkolenia z nowych technologii. W ocenie NIK, działania takie są wprawdzie potrzebne, zwłaszcza w ramach realizacji różnych projektów lokalnych, nie powinny jednak być dominujące.
Jak pokazują wyniki badania ankietowego przeprowadzonego przez NIK, najczęściej uczestnikami działań w ramach programu ASOS były kobiety (73,5 proc.) i osoby mieszkające w miastach (69,5 proc.), a średnia wieku osób w nim uczestniczących wyniosła 67 lat. Podważa to samą główną ideę aktywizacji osób starszych w Polsce, skoro z programu korzystają przede wszystkim ludzie, będący jeszcze w okresie niemal pełnej aktywności zawodowej i społecznej. Tymczasem chodzić powinno o to, aby zapobiec wykluczeniu osób, które już nie mają okazji do kontaktów związanych z wykonywaną pracą, a ich krąg towarzyski się kurczy.
Konkretnie, to polscy seniorzy brali głównie udział w wycieczkach jedno i kilkudniowych (ok. 41 proc.), w spotkaniach z ekspertami (ok. 36 proc.), w akcjach promujących zdrowy styl życia (32 proc.) oraz kursach posługiwania się nowymi technologiami (ok. 31 proc).
Czego natomiast oczekiwali seniorzy? Otóż tego, że udział w projektach pozwoli im na poszerzenie wiedzy i umiejętności (ok. 67 proc.), przebywanie wśród ludzi (ok. 51 proc.), oraz na miłe spędzenie czasu (ok 44 proc.) – niekoniecznie w gronie rówieśników.

A jednak się podobało

Po zakończeniu projektów, 65,5 proc. uczestników programu ASOS zadeklarowało, że ich oczekiwania zostały spełnione całkowicie lub nawet powyżej tego, czego się spodziewali. Organizację zajęć za bardzo dobrą lub dobrą uznało niemal 84 proc. ich uczestników.
Seniorzy należą generalnie do osób kulturalnych i mało narzekających – więc mimo tych pozytywnych opinii, Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że cel główny – „poprawa jakości i poziomu życia osób starszych dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną” – nie został osiągnięty.
Zdaniem NIK niska skuteczność programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych wynikała głównie z tego, że jego założenia opracowano na podstawie częściowo nieaktualnych danych i nie poprzedzono ich bezpośrednimi badaniami potrzeb osób starszych, co utrudniło właściwe zaprojektowanie kierunków działań. Diagnozy organizacji pozarządowych nie zawierały rzetelnego rozpoznania zarówno liczby jak i sytuacji osób starszych, do których miały być kierowane działania Programu ASOS.
Nie bardzo wiadomo, jak NIK doszła do tych wniosków, skoro w opinii samych seniorów, działania w których uczestniczyli zaspokajały ich potrzeby. Izba zwraca też jednak uwagę na to, że popełniono błędy w zarządzaniu.
Błędy polegały zwłaszcza na nieprzestrzeganiu odpowiedniego procentowego podziału środków, nieterminowym zawieraniu i rozliczaniu umów, braku możliwości porównania nakładów i efektów – a tym samym, wyboru w konkursach najbardziej efektywnych projektów. Czyli tradycyjnie, jak to w Polsce dzieje się z realizacją wszelkich programów.

Piątka Elsnera 2

O „piątce Elsnera” pisałem na łamach Trybuny pół roku temu. Komentując zaproponowany przez Kaczyńskiego pakiet świadczeń socjalnych i zmian podatkach. Dzisiejsza „piątka” nie odwołuje się ani Kaczyńskiego, ani do propozycji programowych zgłaszanych przez inne partie. Jest próbą przybliżenia Czytelnikom i Czytelniczkom niektórych elementów programu wyborczego Lewicy.

O „piątce Elsnera” pisałem na łamach Trybuny pół roku temu. Komentując zaproponowany przez Kaczyńskiego pakiet świadczeń socjalnych i zmian podatkach. Dzisiejsza „piątka” nie odwołuje się ani Kaczyńskiego, ani do propozycji programowych zgłaszanych przez inne partie. Jest próbą przybliżenia Czytelnikom i Czytelniczkom niektórych elementów programu wyborczego Lewicy.
Gdy na jednym ze spotkań przedwyborczych przedstawiłem swoją „piątkę”, ze strony słuchaczy pojawiły się pytania. Dlaczego nie wspominam o postulatach dotyczących oświaty? Relacji Polski z Unią Europejską. Klimatu i środowiska. Rolnictwa. Zapewniam wszystkich, że program Lewicy jest kompletny. I nie pomija żadnej sprawy istotnej dla Polek i Polaków. Moja „piątka” to wybór zaledwie pięciu zagadnień. Ale w moim przekonaniu, kluczowych dla dalszego rozwoju Polski.

Praca

Czas polskich montowni dobiega końca. Czas konkurowania z innymi krajami wyłącznie niskimi kosztami pracy. Dwadzieścia lat temu zabieganie o takie inwestycje mogło mieć sens. Poziom bezrobocia wynosił wówczas 20 proc. i silne dążenie do zwiększania liczby miejsc pracy (szczególnie w niektórych regionach Polski) było priorytetem. Dzisiaj płace muszą rosnąć. Również dlatego, że w Europie tańszymi pracownikami od Polaków są tylko Słowacy, Węgrzy i Irlandczycy. Udział płac w polskim PKB stanowi zaledwie 48 proc. I jest wyraźnie niższy od średniej unijnej – wynoszącej 55 proc.
Lewica w swoim programie zaproponowała zwiększenie płacy minimalnej do poziomu 2700 zł brutto już w przyszłym roku. Nota bene parę tygodni wcześniej niż podobną zapowiedź ogłosił PiS. Zdaniem lewicy, płaca minimalna powinna być powiązana ze średnim wynagrodzeniem w sektorze przedsiębiorstw. Osiągając poziom 60 proc. tego wynagrodzenia.
Absolutnym skandalem jest, że pod koniec drugiej dekady XXI wieku całe rzesze polskich pracowników i pracownic pozbawione są elementarnych praw pracowniczych. Niemal 100 lat temu, 16 maja 1922 roku, Sejm II RP uchwalił ustawę o urlopach dla pracowników zatrudnionych w przemyśle i handlu. Zapewniającą pracownikom prawo do płatnego urlopu. Tymczasem zatrudniani na „śmieciówkach” – na umowach zleceniach i umowach o dzieło – z reguły takiego prawa są pozbawieni. Podobnie jak prawa do płatnych zwolnień lekarskich. Zapewnimy konstytucyjne prawa pracownicze – napisano w programie Lewicy.
Zadaniem lewicy i związków zawodowych winno być dokładne przyjrzenie się zapisom Kodeksu Pracy. Gdy toczyła się dyskusja dotycząca handlu w niedzielę, zwracaliśmy uwagę, że Kodeks Pracy nie gwarantuje pracownikom wyższego wynagrodzenia za pracę w niedziele i święta. Postulowaliśmy, by była to 2,5 krotność wynagrodzenia za pracę w zwykłe dni robocze.

Zdrowie

W kampanii wyborczej wszystkie partie prześcigają się w zapowiedziach skrócenia kolejek do lekarzy. Do szpitali. Czasu oczekiwania na operacje. Tymczasem nie ma innej drogi do poprawy funkcjonowania służby zdrowia, jak zwiększenie nakładów na jej finansowanie. Znowu jesteśmy w ogonie – już nawet nie Europy, ale świata. Mniej niż 6 proc. PKB na ochronę zdrowia wydaje się tylko w Estonii i Meksyku. W Polsce nieco ponad 6,5 proc. W krajach OECD średnia wydatków wynosi prawie 10 proc. Od suchych procentów do wyobraźni bardziej przemawiają kwoty. W Niemczech roczne wydatki na ochronę zdrowia przypadające na statystycznego mieszkańca wynoszą 4250 euro. W Polsce – 750 euro.
Lewica proponuje zwiększenie wydatków na opiekę zdrowotną do poziomu 7,2 proc. PKB. Moim zdaniem, to absolutne minimum. Powinniśmy dążyć do osiągnięcia wspomnianej średniej krajów OECD . W przeciwnym wypadku zapis artykułu 68 Konstytucji, mówiący że: „obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych” – pozostanie fikcją. Ta fikcja bezpłatnej ochrony zdrowia szczególnie wyraźnie widoczna jest w stomatologii. Na leczenie zębów Polacy wydają rocznie 10 miliardów złotych. Z tego aż 8 miliardów z własnych kieszeni.
Jednym z kluczowych postulatów Lewicy dotyczących ochrony zdrowia jest wprowadzenie ryczałtowej opłaty za lekarstwa. Każdy lek na receptę powinien kosztować maksymalnie 5 złotych. Zaś leki dla dzieci, emerytów, kobiet w ciąży i pacjentów po przeszczepach powinny być za darmo. Przeprowadzone niedawno analizy pokazały rzecz szokującą. Ponad jedna trzecia rencistów i emerytów odchodzi od aptecznego okienka z kwitkiem – zamiast z lekarstwem. Nie stać ich na zakup koniecznych medykamentów.

Mieszkania

Trzeci temat i po raz trzeci muszę napisać, że Polska zajmuje ostatnie miejsce. Na tysiąc mieszkańców przypada w naszym kraju 365 mieszkań. W tej statystyce wyprzedzają nas nawet kraje od nas biedniejsze – Rumunia i Bułgaria. Nic dziwnego, bowiem w Polsce brakuje dwóch milionów mieszkań.
Niech nas nie zmyli widok licznych nowoczesnych osiedli. Wcale nie budujemy tak dużo jak kiedyś. Rocznie powstaje 130 do 150 tysięcy nowych mieszkań. Tymczasem rekord padł 40 lat temu. W roku 1978 oddano do użytku 283,6 tysięcy mieszkań. A w latach 1971-1978 wybudowano ich w sumie dwa miliony. Poza tym, posiadanie własnego mieszkania najczęściej wiąże się z zaciągnięciem kredytu hipotecznego na kilkadziesiąt lat. Obecnie już 2 miliony Polek i Polaków spłaca kredyty mieszkaniowe, a sumaryczne zadłużenie z tego tytułu sięga 400 miliardów złotych. Zdaniem lewicy, kontynuując wyłącznie ten model budownictwa, nie rozwiążemy problemu braku mieszkań.
Lewica proponuje założenie publicznego przedsiębiorstwa, które w latach 20121-20131 wybuduje milion mieszkań na terenach należących do skarbu państwa. Koszt najmu takich mieszkań nie będzie wyższy niż 20 zł za m2. A Ci, którzy zdecydują się na wykup mieszkania na własność, zapłacą jedynie kwotę odpowiadającą kosztom budowy. Bez dodatkowych marż pobieranych przez deweloperów.

Seniorzy

Mimo wszystko, pracujący są w lepszej sytuacji. Mogą aktywnie walczyć o wyższe płace i lepsze warunki pracy. Emeryci i renciści są na łasce polityków. Bo tak naprawdę to politycy mają przemożny wpływ na wysokość rent i emerytur. I w zależności od zapotrzebowania politycznego decydują o wypłatach świadczeń w rodzaju „jarkowego”.
Lewica deklaruje stworzenie nowego systemu emerytalnego na miarę wyzwań XXI wieku. Podstawą ma być wprowadzenie gwarantowanej emerytury minimalnej w wysokości 1600 złotych na rękę. Dodatkowo emeryt miałby prawo do pobierania 85 proc. renty lub emerytury zmarłego współmałżonka – bez utraty własnego świadczenia. Sojusz Lewicy Demokratycznej pozytywnie ocenił dokonaną przez PiS obniżkę wieku emerytalnego. Ale nie został uwzględniony postulat zgłaszany przez SLD od wielu lat. Aby o nabyciu uprawnień emerytalnych decydował również staż pracy: 35 lat przepracowane przez kobiety i 40 lat przez mężczyzn.
Zaawansowany wiek to również potrzeba lepszej opieki zdrowotnej. Tymczasem w Polsce pracuje 417 lekarzy geriatrów. Jeden geriatra przypada na 20 tysięcy seniorów. Nie tak dawno prasa podała, że w całym województwie warmińsko-mazurskim w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia nie leczył ani jeden geriatra. Lewica postulując istotne zwiększenie poziomu finansowania ochrony zdrowia, zapowiada również zwiększenie liczby lekarzy o ponad 50 tysięcy w ciągu najbliższych sześciu lat. I oczywiście adekwatne zwiększenie liczby miejsc na studiach medycznych.

Demokracja

To ostatni punkt „piątki Elsnera”. Ale tak naprawdę powinien być pierwszym. Kaczyński usiłuje przehandlować demokrację za 4000 zł płacy minimalnej, dopłaty dla rolników i „czternastkę” dla emerytów. Ale jeśli po wyborach opozycja zdoła zgromadzić większość w Sejmie, pierwszym celem musi być odbudowa reguł demokratycznego państwa prawa. Zabezpieczenie niezawisłego sądownictwa. Postawienie przed Trybunałem Stanu odpowiedzialnych za łamanie Konstytucji. Przed sądem – winnych łamania prawa. Cztery lata temu politycy PiS mówili o państwie „w ruinie”. Cztery lata ich rządów możemy nazwać rujnowaniem demokracji.
Demokracja to również świeckie państwo. Żaden z biskupów i kardynałów nigdy nie został wybrany głosami żadnych wyborców. Jeżeli wielokrotnie roszczą sobie prawo do wpływania na kształt polskiego prawa – to tym samym kwestionują demokrację. Parę lat temu jeden z hierarchów mówił o „wyższości Ewangelii nad Konstytucją”. Ta zasada z pewnością może mieć zastosowanie w Watykanie. W którym papież, prócz władzy religijnej, jest równocześnie władcą absolutnym państwa watykańskiego.
W państwie demokratycznym porządek świecki i reguły religijne muszą być absolutnie rozdzielne. Stąd postulat Lewicy wycofania religii ze szkół, likwidacji funduszu kościelnego oraz wszelkich przywilejów podatkowych osób duchownych. Nie ma żadnego uzasadnienia, aby Kowalski w sutannie płacił pięć razy niższy podatek dochodowy niż Kowalski bez sutanny. A tak jest dzisiaj.
Najbardziej dramatycznym świadectwem polskiej wersji „unii tronu i ołtarza” jest widok polityka prawicy głoszącego „słowo pisu” z kościelnej ambony.

Piątka Elsnera

Wracam do tego, co napisałem na samym początku. Przedstawiłem jedynie wycinek programu Lewicy. Katalog spraw – moim zdaniem – pierwszoplanowych. Pełny program Lewicy – zapisany na 20 stronach – dostępny jest w internecie w Trybunie i na portalu lewica2019.pl. Zapraszam do jego lektury. Szczególnie w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Bo tyle pozostało do wyborów.