Socjaliści w rocznicę powstania ChRL

11 października w Warszawie Porozumienie Socjalistów zorganizowało konferencję naukową z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej oraz 70. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Chinami a Polską.

W części oficjalnej konferencji wystąpili: ambasador nadzwyczajny i pełnomocny ChRL w Polsce, JE Liu Guangyuan oraz poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Bogusław Liberadzki.
W swoim przemówieniu ambasador Liu stwierdził, że od czasu założenia, Chińska Republika Ludowa stała się fenomenem rozwoju gospodarczego i stabilności politycznej, co jest rzadkością na świecie. Kluczem do sukcesu Chin jest droga socjalistyczna o specyficznych, chińskich cechach, która okazała się całkowicie słuszna. Podkreślił, że silne przywództwo KPCh, szczere poparcie szerokich mas ludowych i głębokie zrozumienie praw historii są źródłami zaufania i rozwoju Chin.
Europoseł, prof. Bogusław Liberadzki stwierdził, że oglądał wielką uroczystość Chińskiego Dnia Narodowego i odczuł głęboko narodową dumę i patriotyczny entuzjazm Chińczyków. Zauważył, że Chiny i Europa są dla siebie ważnymi partnerami. Powinniśmy wykorzystać ważne możliwości inicjatywy „One Belt, One Road” w zakresie budowy infrastruktury, wzajemnych połączeń, pogłębić pragmatyczną współpracę w różnych dziedzinach i rozwijać wspólny rozwój. Mam szczerą nadzieję, że Chiny utrzymają długoterminowy dobrobyt i stabilność, co ma ogromne znaczenie dla świata – stwierdził.
W drugiej, naukowej części konferencji zaprezentowane zostały cztery referaty dotyczące różnorodnych aspektów rozwoju i sukcesów Chińskiej Republiki Ludowej, szczególnie w sferze nienotowanego w historii ludzkości trwałego poziomu wzrostu gospodarczego i pokonywania kolejnych barier cywilizacyjnych. Referaty wygłosili profesorowie – Władysław Szymański, Paweł Bożyk i Wojciech Pomykało oraz dr Sylwester Szafarz.
W konferencji wzięło udział ponad 150 osóbe. Obecni byli przedstawiciele lewicy m.in. Polskiej Partii Socjalistycznej i Ruchu Odrodzenia Gospodarczego a także grupa aktywistów Porozumienia Socjalistów i Stowarzyszenia „Dom Polski”.

Wybory, wybory, i już po… My socjaliści

Mimo niepewności, co do wyników wyborów, tę najtrudniejszą po 1989 roku kampanię mamy już za sobą. Obfitowała ona w emocje, jakich nikt od lat nie zafundował Polakom.

Walka toczyła się o zwycięstwo zjednoczonych: prawicowej koalicji i częściowo zjednoczonej, ale podzielonej nadal i pełnej determinacji opozycji. Bez względu na wynik tych wyborów, dwa co najmniej fakty są pewne. Po pierwsze – scena polityczna nie będzie zmierzać, mimo starań pana d’Hondta, do modelu dwubiegunowego i po drugie – na scenie tej znajdzie się na pewno na powrót, koalicja lewicowa.
Faktem jest jednak wyraźna przewaga ugrupowań postsolidarnościowych, zrodzonych w wyniku ustaleń okrągłego stołu i późniejszych procesów politycznych i społecznych. Jeśli bowiem zsumujemy poparcie dla tego segmentu politycznego, to przekracza ono wyraźnie połowę całego elektoratu. Innym towarzyszącym temu zjawiskiem jest, bez względu na spory o przywództwo, konserwatywny i neoliberalny charakter postsolidarnościowych sił politycznych. Na początku swej drogi w pierwszych latach 90. odrzuciły one swoje nurty lewicowe o orientacji m.in. socjalistycznej, skupiając się na zadaniu głównym – realizacji Konsensusu Waszyngtońskiego, co było możliwe wyłącznie w otoczeniu prawicowym pod kuratelą Kościoła. Kontynuują to w sposób perfekcyjny, mając dzięki temu poparcie międzynarodowego kapitału.
Trzeba zauważyć, że wszystkie prognozy wyborcze potwierdzają sygnalizowane tendencje, co świadczy o krystalizowaniu się poglądu naszej polskiej opinii publicznej na przyszłość i wskazuje dość precyzyjnie zaufanie do poszczególnych sił politycznych.
Koalicja lewicowa powstała, jak pamiętamy, w wyniku konieczności, jakie zrodziły się z powodu różnic wizerunkowych pomiędzy SLD a Platformą Obywatelską. Planowana wcześniej szeroka koalicja antypisowska nie znalazła swego uzasadnienia w praktyce. Platforma nie miała ochoty brudzić sobie rączek współpracą z określaną, jako postkomunistyczna, częścią lewicy. Tym bardziej, że wcześniejsze oświadczenia płynące z tej strony lewicy nie były też przychylne dla neoliberalnego oblicza Platformy. Warto przypomnieć, że dorzucano do tego wątek nieudolności w zarządzaniu krajem i podejrzeń o korupcję. Istotnym zapewne elementem w tej grze były wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wskazały na duży potencjał wyborczy kandydatów SLD, zagrażający sumarycznym wynikom Platformy.
Koalicja lewicowa powstała z konieczności, którą jest problem powrotu lewicy do Sejmu i Senatu. Stworzono ją w oparciu głównie o sondaże, bowiem zsumowanie poparcia trzech partnerów: SLD, Razem i Wiosny dawało już na początku wynik powyżej 5 proc. Intensywna kampania i wykreowanie liderów wynik ten wyraźnie podwyższyła. Oblicze polityczne i ideowe nowej koalicji lewicowej jest dziś jednak trudne do określenia.
Z kampanii nie wyłonił się jednoznaczny nurt ideowy koalicji oparty o podstawowe wartości lewicy. Pytania dotyczą szczególnie takich problemów jak polityka gospodarcza Polski, polityka międzynarodowa i polityka bezpieczeństwa, Polska a Unia Europejska oraz problemy dotyczące globalnej równowagi i pokoju. W prowadzonej kampanii brakowało również odniesień do wcześniej wypracowanych oczekiwań programowych, które znalazły się w uchwałach II Kongresu Lewicy oraz programach i założeniach ideowych innych ugrupowań lewicowych.
Czego oczekują po tych wyborach socjaliści?
Przede wszystkim pojawienia się w Sejmie większości, która sprzeciwi się antydemokratycznym i sprzecznym z obowiązującą Konstytucją praktykom. Dotyczy to szczególnie równowagi w zarządzaniu państwem, wypływającej z poszanowania dla trójpodziału władzy. Ponadto socjaliści zwracają szczególną uwagę na trzy bloki spraw publicznych, które są pomijane lub realizowane sprzecznie z Konstytucją. Dotyczy to:
– zapisu obejmującego szeroko rozumiany problem sprawiedliwości społecznej
– zapisu dotyczącego realizacji przez państwo w praktyce założeń społecznej gospodarki rynkowej
– realizacji konstytucyjnej zasady świeckości państwa.
Trzeba podkreślić, że w przededniu wyborów ogłoszono apel Porozumienia Socjalistów. W apelu tym „Porozumienie Socjalistów zwraca się do wszystkich Polaków, szczególnie zaś ludzi lewicy, do głosowania w wyborach 2019 do Sejmu i Senatu, na socjalistów umieszczonych na wszystkich listach wyborczych”. Chodzi o to, aby nowo wybrany Sejm nie tylko swym składem, ale również artykułowanymi treściami odzwierciedlał społeczne marzenia o sprawiedliwości i wolności.

Komuniści stawiają warunki

Partia Socjalistyczna zwyciężyła w wyborach parlamentarnych w Portugalii. Przed ugrupowaniem premiera Antonia Costy trudne zadanie, bo dotychczasowi koalicjanci – Unitarna Koalicja Demokratyczna (PCP) oraz Blok Lewicy (BE) stawiają nowe warunki współpracy.

Nie było niespodzianki. PS zdobyła 106 miejsc (36,65 proc.) w 230-osobowym parlamencie (w porównaniu do 86 w 2015 r.). Na drugim miejscu uplasowała się chadecka Partia Socjaldemokratyczna (PSD) z 27,9 proc. i 77 mandatami (86 przed czterema latami). Dotychczasowi koalicjanci PS, tj. Blok Lewicy oraz Unitarna Koalicja Demokratyczna (w której skład wchodzą m.in. komuniści) zdobyli odpowiednio 19 i 12 miejsc w Zgromadzeniu Republiki. W jednoizbowym parlamencie znajdą się jeszcze Partia Ludowa (CDS-PP) z 5 mandatami oraz ekolodzy z ugrupowania Ludzie-Zwierzęta-Przyroda (PAN) – 3,3 proc. i 4 przedstawicieli.
Wynik wyborczy nie pozwoli socjaldemokratom (PS to partia socjalistyczna tylko z nazwy, podczas gdy Partia Socjaldemokratyczna to w Portugalii chadecja – przyp.red) samodzielnie rządzić. Za chwilę rozpoczną się negocjacje pomiędzy potencjalnymi partnerami. Oczekiwania PCP oraz Bloku Lewicy są jasne – Portugalia musi zawrócić z kursu narzuconego przez EBC, KE oraz MFW – zakończyć reformy w duchu rynkowym, podwyższyć płacę minimalną z 600 do 850 euro, zlikwidować system prywatnej opieki zdrowotnej oraz poprawić dialog ze związkami zawodowymi.
Szczególnie ta ostatnia sprawa budzi w Portugalii sporo emocji. W ostatnich latach krajem wstrząsały strajki kolejnych grup zawodowych – pracowników transportu, służby zdrowia, nauczycieli czy policjantów. Lewica i komuniści chcą też aby umowa koalicyjna obligowała premiera do corocznego rozliczania się przed partnerami z ustalonych zobowiązań.
Tymczasem rząd Costy zapowiedział już działania w duchu liberalnym. Jednym z głównych postulatów była obietnica specjalnych ulg podatkowych dla osób, które opuściły kraj w chwili wybuchu kryzysu finansowego, a teraz zdecydują się wrócić. Takie osoby mogą również otrzymać zwrot części kosztów podróży powrotnej, a także dopłatę do wynajmowania mieszkania.
Socjaldemokraci zwyciężyli, bo położenie materialne obywateli poprawiło się wyraźnie po kryzysie z lat 2008-13. Bezrobocie wynosi nieco ponad 6 proc., pensje w sektorze prywatnym rosną szybko, nieco wolniej w publicznym. Wiele problemów zostało jednak nierozwiązanych. Służba zdrowia nadal jest niewydolna, rząd Costy zmniejszył liczbą łóżek w szpitalach, zmuszając obywateli do korzystania z prywatnych usług.
Kraj jest też pupilkiem instytucji kapitalistycznych. W ciągu minionych czterech lat w Portugalii obniżył się deficyt finansów publicznych z 4,4 proc. do 0,5 proc. Dług obniżył się ze 129,8 proc. PKB do 116 proc.

Pamięć, nie pusta celebra

„Nie chcemy i nie możemy brać udziału w oficjalnych obchodach, zawłaszczanych przez polityków, w obchodach przeżartych pustą, narodową celebrą, z przedstawicielami głowy państwa i rządu, którego premier potrafi drugą ręką zapalić znicz hitlerowskim kolaborantom z NSZ. Dziś antysemityzm, ksenofobia i nietolerancja panoszą się w przestrzeni publicznej i zyskują poklask rządzących” – oświadczyli organizatorzy nieoficjalnych obchodów rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, podkreślając, że owszem, „łączy nas pamięć” – ale dzisiejsi rządzący niekoniecznie pamiętają o wszystkich, o których pamiętać trzeba.

– Chcemy pamiętać historię taką, jaka była – powiedział jeden z organizatorów, Tadek Zinowski z kolektywu Syrena, gdy uczestnicy uroczystości dotarli na ostatni przystanek trasy przemarszu – Umschlagplatz, miejsce, skąd odjeżdżały pociągi do obozów zagłady. Podkreślał: nie może być tak, że prawicowa polityka historyczna wytnie z kolektywnej świadomości tych bohaterów walki z faszyzmem, którzy nie pasują do narodowo-konserwatywnej ideologii. A z historii Żydów zostawi w pamięci ewentualnie tylko tych, którzy, jak Berek Joselewicz, czuli się patriotami polskimi.
Dlatego uczestnicy wydarzenia przypominali: w powstaniu w getcie walczyli też członkowie Bundu i innych organizacji żydowskiej lewicy, utworzony w marcu 1942 r. w getcie Blok Antyfaszystowski był porozumieniem lewicowych syjonistów oraz komunistów. Zabrzmiały pieśni bojowe w jidysz, śpiewane przez chór Wielokulturowego Liceum Humanistycznego, załopotały sztandary: flaga Bundu, antyfaszystowskie Trzy Strzały, flaga czerwona. Był też sztandar kompanii Naftalego Botwina, pod którą żydowscy ochotnicy próbowali powstrzymać faszystów jeszcze w czasie wojny domowej w Hiszpanii.
W „Jednodniówce” wydrukowanej przez Kampanię Historia Czerwona, którą dostałyśmy od Piotra Ciszewskiego, czytamy odezwę Bloku Antyfaszystowskiego z maja 1942 roku. Wzywali w gazecie „Der Ruf”: „Żydzi! Robotnicy żydowscy! Żydowska inteligencjo! Młodzieży żydowska! Zbierzcie Wasze siły i zjednoczcie je w walce! Stańcie razem, ramię przy ramieniu w jednolitym froncie walki z faszyzmem! Tylko zniszczenie potężnej hitlerowskiej machiny wojennej przez antyfaszystowskie armie i przez związane z nimi masy ujarzmionych narodów położy kres naszej niewoli i stworzy warunki dla pełnego społecznego i narodowego wyzwolenia mas żydowskich!”.

Miała tylko jedną porcję trucizny

Patrycja Dołowy to polska fotografka i artystka multimedialna, badaczka, feministka, publicystka. Od lat upomina się o pamięć kobiet, które zginęły w Holokauście. Obok Kopca Anielewicza opowiedziała zebranym o tym, dlaczego Matkom Holokaustu nie powinno się budować zimnych pomników z kamienia i marmuru, przypominających grobowce. Dla nich w zeszłym roku posadzono Drzewo Łez – wierzbę płaczącą, symbolizującą łzy żydowskich matek.
„Nie chcę pomników – wielkich monumentalnych – nie chcę nowej mitologizacji. Chcę właśnie odmitologizowania. Wyciągnięcia tego wszystkiego za ścieków, bruków, ziemi, piwnic, stamtąd, gdzie zostało pochowane. To całe mnóstwo drobnych historii. Całe morze znaków, których nie da się ubrać w m o n u m e n t . To ślady, to urwane zdania, to szepty cichnące po kątach, to kawałki podartych zdjęć, zamazanych imion, to rzeczy, których wielu z nas woli nie widzieć, nie słyszeć, bo tak jest łatwiej. Nie chcę pomników, ale te tysiące drobnych kawałków to w rzeczywistości cząstki pomnika. One muszą znaleźć należne im miejsce” – pisała Dołowy we wprowadzeniu do swojego wcześniejszego projektu – „Widoczki”. To stare zdjęcia kobiet i dzieci, zakopywane w ziemi razem z fragmentami odlewów ciała artystki w szczególnych punktach miasta.
Dołowy poświęciła Matkom Holokaustu swoją książkę – „Wrócę, gdy będziesz spała”. Podczas obchodów wspomniała o kilku z nich. Wszystkie chciały ratować swoje dzieci, ale wybierały różne sposoby. Jedna z kobiet uśpiła swoją córeczkę Bietę luminalem i przekazała w drewnianej skrzynce na drugą stronę getta. Inna podała cyjanek swojemu synowi Jurkowi, żeby nie musiał umierać z rąk faszystowskich oprawców. Małą Hanę uratowała i przygarnęła polska służąca żydowskich rodziców.
Dołowy odnalazła dorosłe dzieci, które przeżyły Zagładę – dziś zrzeszone w Stowarzyszeniu Dzieci Holokaustu – i spisała ich wspomnienia. Jedną z bohaterek jej książki została mieszkanka łódzkiego getta, którą matka próbowała zabić, wyrzucając z okna, bo miała tylko jedną porcję trucizny. Dziewczynka przeżyła, bo zahaczyła spódniczką o latarnię. Inna rozmówczyni Dołowy miała w sumie jedenaście nazwisk. Razem z matką uciekły z Majdanka. Przeżyły, bo obie miały jasne włosy i szare oczy, nie wzbudzały podejrzeń.
Takiego szczęścia nie miała polsko-żydowska poetka należąca do Skamandrytów, Zuzanna Ginczanka. Jej ostatni zachowany wiersz, napisany w więzieniu, przeczytała Maja Komorowska.

„Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze
(…)
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym”

– pisała Ginczanka adresując swoje słowa do dozorczyni kamienicy, w której się ukrywała. Zofia Chominowa po wojnie została skazana za wydawanie Żydów. To po jej donosie aresztowano poetkę, dwudziestosześcioletnią dziewczynę. Wtedy jednak przeżyła. Wydano ją po raz kolejny rok później – i rozstrzelano w Krakowie, tuż przed zakończeniem wojny.
– Okradziono nas – powiedziała do zebranych Komorowska. – Okradziono nas wszystkich z jej wierszy, które nigdy nie powstały.

Na ulicy Miłej padł pierwszy strzał

Warszawskie getto nie umierało w milczeniu, posłusznie.

„Żandarm się cofnął z bramy
I zaklął: Naprawdę krwawię,
A tu już szczękały brauningi
Na Niskiej
Na Dzikiej,
Na Pawiej”

– ostatni powstańczy zryw przeżywaliśmy wspólnie słuchając poematu Władysława Szlengla „Kontratak”.

„Słyszysz niemiecki Boże
jak modlą się Żydzi w „dzikich” domach
Trzymając w ręku łom czy żerdź.
Prosimy Cię Boże o walkę krwawą,
Błagamy o gwałtowną śmierć”.

Niepokój

Niektórzy uczestnicy uroczystości nie kryli wzruszenia, gdy czytano wiersze i śpiewano pieśni. Działacze Jewish Socialist Group (JSG; Grupy Socjalistów Żydowskich) z Londynu, którzy przez tydzień zwiedzali w Polsce ocalałe po społeczności żydowskiej pamiątki, a na koniec przyjechali na warszawskie uroczystości, w rozmowie z nami mówili o jeszcze innych uczuciach: radości i niepokoju zarazem.
– To wspaniałe, że jest na tych nieoficjalnych obchodach tylu ludzi, starszych i młodszych, którzy chcą pamiętać o historii, nie chcą, żeby się powtórzyła – mówili nam David Rosenberg i Julia Bard z JSG. – A skoro są właśnie tutaj, to znaczy, że nie utożsamiają się z jednostronną, nacjonalistyczną opowieścią o przeszłości.
To właśnie źródło niepokoju żydowskich socjalistów: nie bez lęku patrzą, jak takie jednostronne opowieści zdobywają poklask i w Wielkiej Brytanii, i na kontynencie europejskich, i w Izraelu. Co sądzą o kierunku, w jakim poszedł Tel Awiw, o wynikach ostatnich wyborów parlamentarnych? Spodziewali się nowego zwycięstwa prawicy, ale i tak przeraża ich fakt, że jeszcze umocni się system, którego nie wahają się nazwać apartheidem. Że oddala się perspektywa pokoju na Bliskim Wschodzie.
– Jako socjalistka nie mogę się pogodzić z tym, że premier Netanjahu aspiruje do wypowiadania się także w moim imieniu, uważa się za reprezentanta całej żydowskiej diaspory – mówi Julia Bard.
David Rosenberg dopowiada: – Szmul Zygielbojm, socjalista, członek Bundu, któremu obcy był jakikolwiek szowinizm, przewracałby się w grobie, gdyby zobaczył, że dziś obok tablicy jego pamięci, w ramach obchodów oficjalnych, zawieszono flagę izraelską.
Przed szowinizmem i powrotem nienawiści ostrzegał w jednym z ostatnich tego dnia przemówień także Michał Goworowski, działacz Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przed wojną nacjonaliści doprowadzili do wprowadzenia getta ławkowego, znowu coraz śmielej podnosi głowę skrajna prawica, mówił. Jeszcze jest czas, by zareagować, zaprotestować. Zanim będzie za późno.

Porozumienie Socjalistów dziś My, socjaliści

Integracja i łączenie sił

politycznych na lewicy jest koniecznością, szczególnie dziś, po doświadczeniach wyborów z roku 2015. Przypomnijmy, że niewejście wówczas koalicji Zjednoczonej Lewicy do Sejmu i Senatu oraz późniejszy, z 2018 roku nienajlepszy wynik koalicji SLD – Lewica Razem w wyborach samorządowych skutkują postępującym procesem dezintegracji i poszukiwaniem formuły dającej szansę wyborczą w przyszłości. Dziś mamy dwa nurty lewicowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego: jeden w ramach Koalicji Europejskiej, gdzie znaleźli się przedstawiciele m.in. Partii SLD oraz drugi Lewica Razem utworzony przez Partię razem i Unię Pracy oraz RSS.

Procesy integracyjne

na polskiej lewicy mają trwały charakter od początku lat 90. Pierwowzorem może być Koalicja Sojusz Lewicy Demokratycznej, który powstał 9 lipca 1991 roku w wyniku inicjatywy działaczy SdRP. Do porozumienia wyborczego przystąpiły wówczas Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP), Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ), kilka stowarzyszeń i organizacje lokalne. Głównymi siłami tworzącymi koalicję spośród nich były SdRP i OPZZ. Pod koniec lipca został zarejestrowany blok wyborczy. Hasło wyborcze koalicji SLD brzmiało: „Tak dalej być nie może”. W wyniku wyborów parlamentarnych koalicja zdobyła blisko 12% poparcia. Uzyskała drugi po Unii Demokratycznej wynik wyborczy. W parlamencie SLD pełnił funkcję ugrupowania antysystemowego i zasiadał w ławach opozycji. Kolejne wyboru w 1993 roku przyniosły Koalicji SLD sukces pozwalający na utworzenie porozumienia i powstanie rządu SLD-PSL.
Można stwierdzić, że Koalicja SLD, która powstała w roku 1991 może być również dziś pierwowzorem porozumienia i skutecznego zorganizowania marszu do Parlamentu. Dała ona bowiem wówczas świeży powiew polskiej polityce otwierając drogę do wejścia do NATO i integracji z Unią Europejską. Dziś w skali krajowej skumulowane problemy mają inną jakość i lewica powinna podejść do nich w sposób odpowiedzialny, uzyskując wpływ na ich rozwiązywanie. Niepowodzenia ostatnich lat wskazują, że formy i metody integracji nie są właściwe do nowych zjawisk polskiej polityki, wskazują też na oderwanie od głównego nurtu aspiracji społecznych.

Poszukiwania

na lewicy idą dziś różnymi torami. Jednak narracja mająca swój rodowód w ideach sprawiedliwości społecznej i demokracji musi stanowić oś polskiej polityki. Trzeba przypomnieć, że
9 marca 2016 roku przedstawiciele Polskiej Partii Socjalistycznej chcąc zapobiec degradacji myśli i praktyki lewicowej wystąpili z inicjatywą zawiązania Porozumienia Socjalistów, którą poparli: Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. E. Gierka, Polska Lewica, Ruch Ludzi Pracy, Pacyfistyczne Stowarzyszenie Wolnej Myśli, Ruch Społeczny „P-P-S”, Stowarzyszenie im. I. Daszyńskiego, Redakcja „Przeglądu Socjalistycznego”, Stowarzyszenie „Weterani Lewicy” oraz Stowarzyszenie „Pokolenia”. W opublikowanej Deklaracji Porozumienia Socjalistów czytamy m.in.:
„My, ludzie polskiej lewicy – socjaliści, świadomi skutków kryzysu globalnego, który zagraża równowadze świata, w jakim żyjemy i zatroskani aktualnym rozwojem wydarzeń w kraju, tworzymy porozumienie postępowych sił polskiej lewicy. Naszym celem jest obrona podstawowych wartości demokratyzujących naszą europejską cywilizację. Są nimi sprawiedliwość społeczna i dobro człowieka…

Współczesny świat

i Polska muszą mieć perspektywę rozwojową jako struktura obywatelska i demokratyczna. Nie da się dalej budować życia opartego na niesprawiedliwości, egoizmie bogatych, braku perspektyw i dominacji rynku nad człowiekiem. Wierzymy, że jest możliwy świat bez wyzysku i nierówności. Socjaliści umiejący odpowiedzieć na problemy współczesności, które przyniosła globalizacja, rewolucyjny postęp w technologii i powstanie nowej formacji – społeczeństwa informacyjnego, potrafią przywrócić ludziom nadzieję…”.

Działania

Porozumienia Socjalistów zmierzają w kierunku integracji polskiej lewicy na płaszczyźnie tradycji i dorobku PPS, idei demokratycznego socjalizmu, budowy społeczeństwa obywatelskiego. Ostatni okres, kiedy lewica nie osiąga sukcesów, każe zastanowić przynajmniej nad przedyskutowaniem przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi 2019 możliwości przyjęcia drogi proponowanej przez socjalistów.
Doświadczenia łączenia przysłowiowej „wody z ogniem”, a więc neoliberalnych wartości z socjaldemokratycznym porządkiem nie przynoszą i nie przyniosą sukcesów. Lewica powinna odrzucić neoliberalne doświadczenie, jako bardzo kosztowny eksperyment ustrojowy i poszukiwać pilnie nowych rozwiązań systemowych.

Unia socjalna czy neoliberalna? My, socjaliści

Główny problem, który przed wyborami europejskimi powinna postawić cała formacja lewicowa, powinien brzmieć: Unia Europejska socjalna czy neoliberalna? Wynika on wprost z deklaracji programowych poszczególnych ugrupowań lewicy oraz Stanowiska II Kongresu Lewicy z 2016 roku. Problem ten wyłonił się w wyniku krytycznej oceny procesów, jakie zachodzą we współczesnym świecie – a więc coraz szerszego protestu klas pracujących wobec narastającego rozwarstwienia społecznego i powszechnej dominacji kapitału nad pracą. Objawia się to m.in. narastaniem przewagi interesów korporacji międzynarodowych i banków nad interesami państw oraz obywateli.

W praktyce Unii Europejskiej efektem tych zjawisk jest narastająca biurokracja, mnożenie bytów, liczne przypadki gry pozorów. Jeżeli poważnie można brać pod uwagę ostatnią deklarację prezydenta Francji na temat zagrożeń dotyczących Unii i Europy jako kontynentu, to aktualny stan zarządzania Unią i jej perspektywy krytycznie ocenia zarówno lewica, jak i neoliberalna prawica.

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że problemem może być w ramach naszej Koalicji Europejskiej możliwość realizacji swoich założeń programowych przez ugrupowania inne, niż te o neoliberalnej proweniencji. Obawy takie sygnalizował wcześniej aktyw różnych ugrupowań lewicy, powstała oddzielna Koalicja Lewica Razem, oddzielnie do wyborów idzie nowa prospołeczna formacja Wiosna. Pojawiają się również głosy obaw w środowiskach PSL. Z dużą rezerwą odniósł się do niej także były prezydent.

Powstanie Koalicji Europejskiej motywowane jest publicznie perspektywą wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej przez PiS. Alternatywą ma być koalicja, która Polskę w Unii zachowa. Jak wykazują ostatnie badania, Polacy są w dalszym ciągu euroentuzjastami i większość obywateli opowiada się zdecydowanie za obecnością naszego kraju w Unii. Dlatego też samo pytanie i plebiscyt, jakim mają być wybory majowe, wydaje się, że oparte jest na fałszywych przesłankach, które stawiają cynicznie, jako fundament porozumienia, liderzy Platformy Obywatelskiej. W związku z kryzysem tej formacji, jej racją bytu jest przejęcie przywództwa nad opozycją, zorganizowanie i wykorzystanie do realizacji własnego interesu – odbudowy konserwatywnej formacji neoliberalnej, która kontynuować będzie misję narzuconą z zewnątrz i opartą o stare wskazania Konsensusu Waszyngtońskiego.

Przy okazji powstawania Koalicji Europejskiej aktualne jest pytanie, na ile jej koncepcja, zarówno organizacyjna, jak i programowa, realizuje wyłącznie interesy polskiego establishmentu politycznego różnych orientacji, na ile zaś i czy w ogóle, jest wyrazem dbałości o interesy szeroko pojętego elektoratu – szczególnie ludzi pracy.

W sumie można powiedzieć, że udział SLD i kilku innych ugrupować z kręgu wcześniejszego porozumienia SLD – Lewica Razem w Koalicji Europejskiej może okazać się ryzykownym eksperymentem. Trzeba oczywiście zdawać sobie sprawę i przyjmować do wiadomości argumenty zwolenników takiego usytuowania wyborczego, jakie są wśród przedstawicieli części ugrupowań na lewicy.

Na tym tle ważne wydaje się być skalkulowanie ryzyka wyborczego i decyzji, jakie powinna podejmować polska lewica przed wyborami jesiennymi do Sejmu i Senatu. Moment ogłoszenia wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego w Polsce powinien być rozpoczęciem kampanii wyborów parlamentarnych. Rysuje się tutaj kilka ważnych problemów natury politycznej i organizacyjnej, które warto zidentyfikować i przemyśleć.

Lewica powinna wyzwolić się przede wszystkim z przekonania, które umocniło się po wyborach w 2015 roku, że „wolno jej mniej” i może być co najwyżej trzecią albo i czwartą siłą na polskiej scenie politycznej. Nikt nie walczy z tym zjawiskiem w naszych środowiskach, a ma ono jak sądzę uwarunkowania wyłącznie subiektywne, wynikające z kompleksów i niemocy niektórych liderów, a nie obiektywnych potrzeb wypływających z oczekiwań elektoratu.

Sukces, na razie medialny, ugrupowania Wiosna pokazuje, że właściwe i wyraziste postawienie problemów społecznych i politycznych kraju i społeczeństwa pozwala na zrozumienie i rezonans w wielu dotychczas zapomnianych środowiskach. Ma on bez wątpienia swoje źródła w populizmie, niemniej jednak jest bardzo realny.

Wydaje się, że racją bytu całej polskiej lewicy jest budowa niezależnego, suwerennego porozumienia przed wyborami parlamentarnymi opierającego swoje racje programowe o rzeczywiste problemy elektoratu pracowniczego.

Porozumienie Socjalistów przed wyborami My, socjaliści

W dniu 18 września 2018 roku odbyło się zebranie sygnatariuszy Porozumienia Socjalistów. Dyskutowano o aktualnej sytuacji na scenie politycznej, przyjęto Stanowisko na Wybory Samorządowe 2018.

 

Podczas dyskusji dominowały dwa tematy. Jeden dotyczył trudnej sytuacji lewicy po przegranych wyborach parlamentarnych w 2015 roku i potrzeby odbudowania elektoratu i stworzenia w wyborach sytuacji korzystnej dla odbudowania pozycji samorządowej i parlamentarnej. Drugi dotyczył rozbicia na lewicy i próby budowy niezależnej pozycji przez kilka ugrupowań, których założenia programowe w zasadniczych punktach nie różnią się.
Sformułowano tezę, iż wszystkie postępowe siły lewicy powinny skupić się wokół uchwał II Kongresu Polskiej Lewicy, który odbył się w 2016 roku. Sformułowana podczas tego kongresu platforma programowa stwarza warunki do współpracy przy minimum dobrej woli. Tylko współpraca wszystkich sił lewicowych na zasadach partnerskich pozwolić może na odbudowanie zrównoważonej sceny politycznej, gdzie wartości lewicowe będą miały swoją wartość. Rozproszenie sił jest drogą donikąd.
Uczestnicy spotkania krytycznie odnieśli się do nagłośnionych ostatnio kilku pojedynczych przypadków zmiany szyldów przez, do niedawna działaczy lewicy, i próby robienia karier w ugrupowaniach stricte prawicowych.
W związku z rozpoczęciem intensywnej kampanii wyborczej, co wymaga skupienia na sprawach najważniejszych, przyjęto propozycję, aby po zakończonych wyborach samorządowych dokonać w ramach Koalicji SLD – Lewica Razem rzetelnej oceny, zarówno wyników wyborów, jak i organizacyjnej strony wyborów. Ocena taka powinna być zdaniem socjalistów punktem wyjścia do przyszłych rozmów na temat ewentualnej współpracy przy wyborach europejskich i parlamentarnych w roku 2019.

 

 

„Lewica dla samorządu – samorząd dla lewicy”

 

Stanowisko „Porozumienia Socjalistów”,
Warszawa 18 września 2018 roku

 

Sygnatariusze „Porozumienia Socjalistów” zebrani w Warszawie w związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi 2018 przyjęli następujące stanowisko:

1. Wybory samorządowe organizowane w skali całego kraju w roku 2018 odgrywać będą w dalszej perspektywie fundamentalną rolę w programowaniu rozwoju kraju. Zadecydują o skali poparcia dla kierunku reformowania i przemian ustrojowych zapoczątkowanych przez prawicową koalicję w roku 2015. Wyznaczą one także stosunek społeczeństwa do podstawowych kierunków ideowych rozwoju, prezentowanych przez różne siły społeczne i polityczne, takich jak: neoliberalizm, sprawiedliwość społeczna, demokracja, teokracja. Wynik wyborów samorządowych będzie miał wpływ na wyniki wyborcze w następnych latach 2019-20.
2. Wszyscy z troską patrzymy na walkę ludzi lewicy o faktyczny powrót na scenę polityczną po klęsce z 2015 roku. Należy liczyć się z tym, że wybory samorządowe dadzą nam odpowiedź na pytanie, jaka jest faktyczna pozycja polityczna lewicy jako całości, ugrupowań wystawiających samodzielnie listy wyborcze oraz poszczególnych liderów. Należy zrobić wszystko co możliwe, aby już w wyborach samorządowych lewica zaznaczyła swoje miejsce polityczne, a po wyborach do Sejmu i Senatu stała się ponownie ugrupowaniem parlamentarnym.
3. Lewica nie powinna pozwolić, aby polską scenę polityczną podzieliły pomiędzy siebie dwa prawicowe, prokapitalistyczne ugrupowania wywodzące się z tej samej tradycji historycznej. Polska jest krajem o wielkiej tradycji demokratycznej i różnorodności ideowej. Swoją reprezentację samorządową i parlamentarną, jak w innych europejskich demokracjach, powinny mieć wszystkie nurty ideowe. W związku z tym debata polityczna i stanowienie prawa powinno odbywać się w salach parlamentarnych a nie na ulicy.
4. Sygnatariusze Porozumienia Socjalistów stoją na stanowisku, że należy zrobić wszystko, aby przy poszanowaniu różnorodności ideowej ugrupowań lewicowych dążyć do porozumienia i jedności w sprawach reprezentacji samorządowej i parlamentarnej. Uważamy, że płaszczyzną porozumienia politycznego powinny być postanowienia II Kongresu Polskiej Lewicy z 2016 roku, które zakładają poszanowanie dla tradycji i dorobku całej polskiej lewicy, reprezentację interesów świata pracy, walkę o praktyczny wymiar wartości konstytucyjnych – przede wszystkim idei sprawiedliwości społecznej.
5. Porozumienie Socjalistów uważa, że wybory samorządowe 2018 powinny umocnić idee samorządności, nadać nowy wymiar budowie społeczeństwa obywatelskiego, umocnić wolę samorządów do podejmowania i rozwiązywania problemów wszystkich Polaków w miejscu ich zamieszkania. Stoimy na stanowisku jak najmniejszego upolityczniania pracy samorządów.
6. Porozumienie Socjalistów przystąpiło do Koalicji „SLD – Lewica Razem” w związku z otwartym charakterem jej programu i poszukiwaniem porozumienia wszystkich sił lewicy.
7. Porozumienie Socjalistów zwraca się do wszystkich Polaków, szczególnie do ludzi pracy miast i wsi, którym bliskie są wartości sprawiedliwości społecznej i demokracji o głosowanie na naszych kandydatów do samorządu w dniu 21 października 2018 roku.

 

Porozumienie Socjalistów:
Polska Partia Socjalistyczna, Ruch Odrodzenia Gospodarczego, Pacyfistyczne Stowarzyszenie Wolnej Myśli, Stowarzyszenie Ruch Społeczny „Praca-Pokój-Sprawiedliwość”, Stowarzyszenie im. Ignacego Daszyńskiego, Redakcja „Przeglądu Socjalistycznego”, Stowarzyszenie „Weterani Lewicy”, Stowarzyszenie „Pokolenia”.

Amnestia na 100-lecie RP

Polska Partia Socjalistyczna zgłosiła inicjatywę legislacyjną – ogłoszenie powszechnej amnestii z okazji stulecia niepodległości Polski. Wniosek w tej sprawie został skierowany w dniu 28 marca br. do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Od złożenia listu minęło trochę czasu, zbliża się kulminacja obchodów stulecia, a reakcji Prezydenta RP brak. Temat, także nie został zauważony przez innych polityków, nawet media podchodzą do sprawy jak „pies do jeża”.
Czemu tak się dzieje? Amnestia nie jest przecież ewenementem w historii II RP i w powojennej Polski. W II RP, w tym amnestie wydawane dekretem Prezydenta RP na uchodźctwie, miały miejsce 13 razy. W 1919 roku – trzykrotnie: pierwsza dotyczyła przekroczeń podatkowych, skarbowych itp., druga to Dekret w przedmiocie amnestii z okazji otwarcia Sejmu Ustawodawczego, trzecia dotyczyła przekroczeń przepisów o państwowych podatkach i opłatach stemplowych, obowiązujących na terenie b. Dzielnicy Pruskiej
W 1920 roku: Ustawa z dnia 14 maja 1920 r. o udzieleniu amnestii w b. dzielnicy pruskiej i Rozporządzenie Rady Obrony Państwa z dnia 17 września 1920 r. w przedmiocie przedłużenia terminu amnestii podatkowej na obszarze b. dzielnicy pruskiej
W 1921 roku – dwukrotnie: pierwsza to Ustawa z dnia 10 marca 1921 r. w przedmiocie amnestii, druga to Ustawa z dnia 24 maja 1921 r. w przedmiocie amnestii z powodu uchwalenia Ustawy Konstytucyjnej Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 17 marca 1921 r.
W 1922 roku Ustawa z dnia 27 lipca 1922 r. w przedmiocie ratyfikacji polsko-niemieckiego układu o amnestii na górnośląskim obszarze plebiscytowym wraz z protokołem końcowym, podpisanego w Opolu dnia 21 czerwca 1922 r.
W 1923 roku Ustawa z dnia 6 lipca 1923 r. w przedmiocie amnestii z powodu uznania granic Rzeczypospolitej. W 1928 roku Ustawa z dnia 22 czerwca 1928 r. o amnestii z powodu dziesięciolecia odzyskania niepodległości przez Państwo Polskie. W 1932 roku Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 21 października 1932 r. o amnestii z powodu wprowadzenia z dniem 1 września 1932 r. jednolitego polskiego kodeksu karnego i prawa o wykroczeniach.
2 stycznia 1936 roku dla upamiętnienia wprowadzenia w życie ustawy konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1935 r. Ustawa z dnia 2 stycznia 1936 r. o amnestii. 2 września 1939 roku w związku z wybuchem II wojny światowej↑ Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 2 września 1939 r. o amnestii 31 października 1939 roku „celem zatarcia rozterek przeszłości oraz dokonania pełnego zjednoczenia obywatelskiego” Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 31 października 1939 r. o amnestii dla byłych więźniów brzeskich 25 czerwca 1945 roku Prezydent RP na uchodźstwie wydał dekret o amnestii, która dotyczyła przestępstw należących do właściwości sądów wojskowych oraz sądów morskich, a popełnionych przed dniem wejścia w życie dekretu, czyli 29 czerwca 1945 roku Jak widać amnestie II RP dotyczyły regulacja skutków orzeczeń sądowych państw zaborczych, wydarzeń szczególnej wagi dla naszego państwa a w przypadku dwóch ostatnich, powodem były tragiczne wydarzenia II Wojny Światowej? Szczególnie amnestia z 1938r (dziesięciolecie Państwa Polskiego) Nasuwa analogię do chwili obecnej. Pierwszą powojenną amnestię ogłoszono 2 sierpnia 1945, a jej celem była likwidacja podziemia antykomunistycznego. Powodem przyjęcia drugiej ustawy amnestyjnej 22 lutego 1947 był początek obrad Sejmu Ustawodawczego, wybór Bolesława Bieruta na urząd prezydenta Polski. Trzecią przyjęto 22 listopada 1952, powodem było przyjęcie przez Sejm Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Szczególną wagę miała następna, którą przyjęto 27 kwietnia 1956. Osoby, które zostały skazane na kary pozbawienia wolności do lat 5 opuściły więzienia, a skazanym na śmierć oraz dożywotnie pozbawienie wolność wyroki zamieniono na 15 lat pozbawienia wolności.
Kolejne ustawy z lat 1964, 1969 i 1974 ogłaszano w kolejne rocznice Polski Ludowej. Amnestia, którą ogłoszono 19 lipca 1977 dotyczyła przede wszystkim osób skazanych za udział w tzw. wydarzeniach radomskich z czerwca 1976. Po roku 1980 amnestię ogłaszano jeszcze sześć razy. Pierwszą z nich uchwalono 22 lipca 1983, wraz ze zniesieniem na obszarze całego kraju stanu wojennego.. Drugą amnestię wydano rok później, a dokładnie 21 lipca 1984. Powodem było czterdziesta rocznica powstania Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.. Następną ustawę amnestyjną przyjęto 17 lipca 1986. Wszystkie ww. akty amnestyjne dotyczyły osób skazanych za przestępstwa polityczne. W wypadku ostatniej zakres jej stosowania zwiększono po interwencji gen. Kiszczaka. W roku 1989 przyjęto dwie amnestie. Pierwszą po podpisaniu 5 kwietnia 1989 porozumień Okrągłego Stołu. Dotyczyła ona tzw. przestępstw politycznych. 7 grudnia 1989 Sejm PRL ogłosił amnestię, która skazanym na karę śmierci zamieniała wyroki na 25 lat pozbawienia wolności. To wszystkie akty łaski w naszej 100-letniej historii. Po 89 roku żaden prezydent czy parlament nie znalazł powodu do takiej inicjatywy. Przeciwnicy tego pomysłu straszą przestępcami na ulicach, twierdzą, że nie ma już więźniów politycznych, więc zakładach karnych są tylko słusznie skazani przestępcy amnestia, więc nie leży w interesie społecznym. W mojej opinii to rozumowanie błędne. Zapoznajmy się, więc z argumentami PPS zawartymi w liście do Prezydenta RP: 100 lecie niepodległości jest znakomitą okazją do podkreślenia dobrej woli w relacjach państwo – obywatel. Aktualnie, zgodnie z zamierzeniami rządzącej koalicji, przeprowadzana reforma systemu prawnego w Polsce napotyka na wiele trudności. Wielu filozofów prawa ocenia istniejący system wymiaru sprawiedliwości, jako nienowoczesny, restrykcyjny i daleki od ideału, który w filozofii prawa określa się, jako sprawiedliwość niekarząca. Z opinii nagłaśnianych w mediach, również ze strony czynnych uczestników wymiaru sprawiedliwości wynika, że mamy do czynienia w ostatnich latach z wieloma pomyłkami sądowymi, a także z zachwianym układem relacji wina – orzeczona kara – wykonanie kary. Wydaje się, że ogłoszenie amnestii poza ewidentnym aktem łaski dla określonych kategorii czynów karalnych i osób skazanych, mogłoby być też otwarciem drogi do mniej konfliktowego reformowania.
Wnosimy też pod uwagę aspekt ekonomiczny funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, stale pogarszające się warunki życia osadzonych, zmniejszanie się rangi wychowawczej odosobnienia, ze względu m.in. na istniejące warunki życia w zakładach karnych.
Zastanówmy się nad argumentami PPS.

Socjaliści w obronie demokracji

Stanowisko Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie łamania zasad demokracji.

 

Polska partia Socjalistyczna, najstarsza polska partia, od początku swego istnienia łączyła programowo w ramach idei demokratycznego socjalizmu dwa hasła: niepodległości państwa i sprawiedliwości społecznej. Pierwszy program przyjęty na Zjeździe Założycielskim w Paryżu w 1992 roku zakładał, że przyszła Polska będzie pod względem politycznym opierała się o „demokrację parlamentarną, z szerokim samorządem gminnym i prowincjonalnym, gwarantującą równouprawnienie wszystkich obywateli bez różnicy płci, rasy, narodowości i wyznania oraz całkowitą wolność słowa, druku, zebrań i stowarzyszeń”.
O taką Polskę walczyli i ginęli członkowie PPS. Obecnie mamy do czynienia z nasilającym się łamaniem zasad „parlamentaryzmu”, przepychaniem przez parlament ustaw „łokciem i kolanem”, ograniczaniem, a nawet pozbawianiem opozycji prawa do dyskusji i uniemożliwianiem obywatelom prawa do wyrażania sprzeciwu wobec treści i sposobu stanowienia prawa. Ignorowane jest nawet zdanie prawników zatrudnionych przez Sejm i Senat, którzy wskazują, że przyjmowane rozwiązania naruszają Konstytucję. Trzeba podkreślić, że Parlament wybrany w roku 2015, w wyniku zbiegu okoliczności, nie odzwierciedla rzeczywistego układu sił społecznych i politycznych w Polsce. Brak lewicy powoduje zachwianie reprezentacji interesów wielu grup społecznych m.in. pracowniczych. Rządzący w związku z rzeczywistym, 19 procentowym poparciem powinni baczyć na delikatność sytuacji w jakiej jest Polska demokracja.
Brak reprezentacji interesów mniejszości w Parlamencie w sposób naturalny skutkuje przenoszeniem się dialogu społecznego na ulice.
Powstała sytuacja, w której Parlament, wybrany przez obywateli, pełniący wobec nich służebną rolę, staje się „twierdzą” odgradzającą „wybrańców” od wyborców. Zanikły takie formy demokracji jak opiniowanie projektów ustaw przez organizacje i stowarzyszenia, obywateli, a nawet instytucje mające konstytucyjnie stać na straży ich interesów w tym Rzecznika Praw Obywatelskich.
Zasada poszanowania prawa jest jednym z fundamentów wolności i ochrony przed samowolą.
Brak poszanowania prawa przez rządzących już obecnie skutkuje rosnącą ich samowolą wyrażającą się m.in. w wykorzystywaniu dobra wspólnego, jakim są m.in. spółki skarbu państwa, do celów partyjnych i nagradzania wysoko płatnymi posadami swoich działaczy, często o miernych kwalifikacjach. Samowolą nazwać też trzeba wykorzystywanie prokuratury i policji do prześladowania opozycji, przy jednoczesnej daleko idącej bezkarności dla organizacji propagujących nienawiść rasową i kulturową.
Równouprawnienie ze względu na wyznanie staje się iluzoryczne gdy Kościół katolicki jest obficie zasilany przez państwo ze wspólnej, państwowej kasy, a wszelkim wydarzeniom publicznym towarzyszą wydarzenia religijne i asysta kleru.
Złamany został obowiązujący powszechnie w krajach demokratycznych trójpodział władzy.
Uchwalane pospiesznie ustawy poddały całkowicie władzę sadowniczą władzy wykonawczej, co skutkować będzie nasileniem samowoli rządzących.
Chcemy Polski, w której wszyscy są równi wobec prawa, gdzie przestrzega się Konstytucji i nie dzieli Polaków na „lepszych” i „gorszych”.
Potępiamy język nienawiści w życiu publicznym i prezentowany coraz częściej brak kultury politycznej.

Subtelny antysocjalizm

…i jego konsekwencje.

 

Karl Popper tworząc swoją wizję społeczeństwa otwartego opartego na egalitaryzmie, indywidualizmie i racjonalizmie potępiał wszelkie ideologie kolektywne w których jednostka podporządkowana jest interesom państwowym, narodowym lub klasowym. Karl Popper, chociaż z szacunkiem wyraża się o dorobku naukowym Karla Marksa, odrzuca go jako postheglowskie dziedzictwo. Autor 2-tomowej pracy „Społeczeństwo Otwarte i jego wrogowie” popiera nawet marksowską krytykę kapitalizmu. Popper jednak twierdzi, że ta krytyka straciła na aktualności, a nieludzki kapitalizm XIX-wieku to już przeszłość. Niezależnie od tego czy zgodzimy się z analizami Poppera, jest to krytyka o charakterze merytorycznym. Współcześni zwolennicy społeczeństwa otwartego są bardziej reakcyjni, a ich krytyka Marksa bardziej Marksowi wroga i mniej merytoryczna. Najczęściej po prostu płytka. Krytyka ta ma wyrażać interes pewnej grupy, a właściwie klasy: średniej i wyższej, a także zwolenników neokonserwatyzmu.

 

Antysocjalizm środowisk liberalnych

Większość krytyków Marksa głosi na jego temat kłamstwa. Są to „oczywistości” doby neoliberalizmu. Potoczne kłamstwa głosi się także na temat ZSRR i Bloku Wschodniego. Podstawą tej narracji jest określona intencja klasy rządzącej i neokonserwatystów, pragnienie utrzymania kulturowego i ekonomicznego panowania. Po to stawia się propagandowe „pomniki” typu Europejskie Centrum Solidarności. Ta „bardziej umiarkowana” narracja nie epatuje IPN-owską „zamkniętością”.
Subtelny antykomunizm opiera się na tendencyjnej krytyce PRL-u i Bloku Wschodniego, tyle że zachowuje pozory umiarkowania. Subtelność ta kryje w sobie olbrzymie pokłady nienawiści. W gruncie rzeczy ta forma propagandy niewiele się różni od religijnego antykomunizmu IPN, ale ma nad sobą kontrolę. IPN wpada w chorobę psychiczną, subtelny antykomunizm zachowuje pozory zdrowego rozsądku. I nie atakuje Wałęsy za współpracę z SB. Przykładem takiej subtelnej antykomunistycznej propagandy jest gdańskie Europejskie Centrum Solidarności. ECS hołduje mało oryginalnej narracji popularnej w głównym nurcie III RP: neokonserwatywny paradygmat w ocenie Bloku Wschodniego, pokazanie represyjności PRL-u i innych demoludów, długie kolejki, puste półki itd. Na wystawie nie brakuje ukazania roli Kościoła w tworzeniu opozycji, znaczenia Jana Pawła II w obalaniu „komunizmu”, a nawet subtelnego wspomnienia o Żołnierzach Wyklętych. Nie pominięto też ukazania znaczenia festiwalu w Jarocinie, polskiego rocka i subkultury w „obalaniu komuny”. Przedostatnia sala wystawy to jakby wizualizacja „Końca historii” Francisa Fukuyamy: upadły autorytarne dyktatury, zapanowała zachodnia demokracja.
Ogółem w ECS panuje lekkostrawna, centroprawicowa propaganda mająca zjednać sobie lwią część społeczeństwa ukształtowanego przez konserwatywno-liberalne media. Gdy tworzono wystawę w ECS, środowiska „demokratyczno-liberalne” raczej nie były skłócone z IPN-em. Nawet do dziś ECS współpracuje z IPN-em w niektórych projektach. Poziom antykomunizmu w ECS chwilami sięga jednak IPN-owskiego absurdu. Ofiarą krytyki pada nawet… budownictwo mieszkaniowe w PRL, co świadczy nie tylko o antykomunistycznym, ale o zasadniczo antysocjalistycznym charakterze wystawy. Ewentualne akcenty lewicowe czy socjalistyczne (KOR, PPS na emigracji itd.) mają zachować pozory obiektywności i pokazać, jak różne siły sprzeciwiały się „komunistycznej” władzy. Ostatecznie i tak wyciągnąć należy antysocjalistyczne wnioski np. co do „nieracjonalności” państwowej gospodarki i społecznego budownictwa mieszkaniowego.
W Europejskim Centrum Solidarności oczywiście nie może zabraknąć też ruchu robotniczego. Proletariat jest atrakcyjny tylko jeśli występuje przeciw PZPR-owi i tworzy „Solidarność”. O tragedii proletariatu po transformacji ustrojowej oraz Stoczni Gdańskiej, która była trzecią co do wielkości stocznią na świecie i pracowało w niej 17 tysięcy ludzi wystawa ta nie wspomina. Już IPN jest bardziej krytyczny wobec transformacji.
W ECS-ie jest niewiele eksponatów, najważniejszym zaś jest tablica z 21 postulatami Solidarności. Mało kto zagłębia się w treść tych postulatów. Przewodnikom zdarza się podejść do nich krytycznie, szczególnie do 14 postulatu, głoszącego skrócenie wieku emerytalnego dla mężczyzn – 55 lat, dla kobiet – 50 lat. Liberał uzasadni swoją krytykę tego postulatu niską emeryturą, liberalna feministka – dyskryminacją kobiet.
Subtelny antykomunizm jest ahistoryczny, a nawet antyhistoryczny zgodnie z dyrektywami Karla Poppera (który gardził wszelką deterministyczną historiozofią) czy Francisa Fukuyamy. Afirmuje ideały wolności z mistyczną, intersubiektywną ślepotą na realia historyczne, historyczne prawidłowości i determinanty a także święcie wierzy w demokrację liberalną jako w koniec historii. Środowiska liberalne niezbyt interesują się historią. Tę przestrzeń liberałowie oddali więc prawicowym ekstremom współtworząc z nimi IPN. Antykomunizm jest potrzebny środowiskom liberalnym dla umocnienia swojej pozycji społeczno-ekonomicznej i do umocnienia tezy o końcu historii.
Społeczeństwo otwarte stworzyło przestrzeń dla rozwoju postaw egoistycznych, nawet takich, które godzą w idee liberalnej otwartości. Środowiska liberalne, pozostające na utrzymaniu biznesu, najchętniej wspominają więc o kolejkach „za komuny” umacniając w ten sposób swoją pozycję i profity. Nie zawsze też rozumieją procesy do których się przyczyniają. Albo rozumieją, lecz nie przyznają się do tego i udają „otwartość”.
Subtelny antykomunizm potrafi pożenić się nawet z feminizmem czy działaniem na rzecz osób LGBT. Jest on rozmyty, elastyczny, nieokreślony. Zanim jednak zaczął sięgać po strategie społeczeństwa otwartego był bardziej konserwatywny. Subtelni antykomuniści związani dziś z PO czy Nowoczesną to właściwie spadkobiercy Unii Wolności, współodpowiedzialni za falę klerykalizacji, która nastąpiła po 1989 r. Oni też współtworzyli i utrwalali tzw. „kompromis aborcyjny”.

 

Liberalne Hitlerjugend

Liberalny mistycyzm nadaje ton temu subtelnemu antykomunizmowi. To pozornie mniej groźna propaganda niż religijny antykomunizm, któremu hołduje IPN. Narracja ta jest bardziej lekkostrawna i przenika do większego grona odbiorców, nawet do umysłów, które chcą być „apolityczne” czy takich, których polityka niezbyt interesuje. Subtelny antykomunizm przenika do czegoś co nazwałbym „potoczną politycznością”.
Józef Piłsudski mawiał: „Kto za młodu nie był socjalistą, na starość będzie świnią”. Panująca w okresie III RP propaganda nie szczędziła wysiłków by urodzeni w latach 80-tych i później byli na starość świniami. IPN współorganizował Bombowy Dzień Dziecka, gdzie najmłodsi mogli się przekonać jak wspaniale iść na wojenkę. Nie tylko IPN jednak prowadzi indoktrynację dla najmłodszych. Europejskie Centrum Solidarności organizuje zajęcia „edukacyjne” dla przedszkolaków, podstawówek i starszej młodzieży podczas, których opowiada się o szarości PRL-u, tyrani ZSRR, wspaniałości wolnego świata zachodniego itd. Najczęściej poruszanym tematem są kolejki i puste półki. Panie prowadzące zajęcia tłumaczą bardzo młodym ludziom, że w okresie PRL-u nie było tych dóbr konsumpcyjnych, które dziś można bez problemu nabyć i nie było sklepów wielkopowierzchniowych. Tym samym kształtuje się w młodych ludziach określoną postawę: nie tylko postawę antykomunistyczną, ale przede wszystkim prokonsumpcyjną. To takie liberalne Hitlerjugend, „wizja historii” Platformy Obywatelskiej i podobnych środowisk liberalnych.
W taki sposób produkuje się konsumentów i utrwalaczy kapitalizmu. I wbrew intencjom Poppera mało krytyczne jednostki. Krytyczne myślenie nie może podważać kapitalistycznych świętości. Ta liberalna wiara to forma alienacji. Ta wiara nadawała tożsamość pokoleniom III RP, które nie znały innej rzeczywistości poza tą kapitalistyczną. Wypracowała modelową, liberalną tępotę wyniesioną do rangi zdrowego rozsądku.
Skoro młode umysły zaprawia się w antykomunizmie to tracą one jednocześnie szansę na jakąkolwiek – obiecywaną przez liberalizm – apolityczność. W okresie dorastania są już antykomunistami albo buntują się przeciw tej narracji. Liberalna pustka sprawia, że ten subtelny antykomunizm jest wrogi młodym ludziom i nie wystarcza im do opisu rzeczywistości. Ostatecznie triumfują prawicowe mity na czele z Żołnierzami Wyklętymi. Młodzież chcąca odrzucić liberalne paradygmaty, odnaleźć własną tożsamość i wspólnotowość pozostając na gruncie antykomunizmu siłą rzeczy musi przejść więc na pozycje faszyzujące.
Centroprawicowa narracja zdominowała całą III RP i to ona jest odpowiedzialna za skrajnie prawicową hegemonię. Historyczne publikacje popularno-naukowe, nawet jeśli nie zawsze emanowały antykomunistyczną wścieklizną, to marginalizowały postacie lewicy np. poza Piłsudskim prawie nie wspominano o innych działaczach Polskiej Partii Socjalistycznej. Dla tej „umiarkowanej” narracji bardziej interesującą postacią był generał Józef Haller czy Roman Dmowski, który choć był nacjonalistą „którego liberałowie nie popierają” to jednak zasłużył się dla niepodległości Polski.
Na gruncie potocznego antykomunizmu III RP rozwijał się też szaleńczy, religijny antykomunizm w wersji IPN-owskiej. Na gruncie liberalnej dezintegracji, w zalewie popkulturowej tandety, konsumpcjonizmu i pustki kulturalno-oświatowej dorasta nie tylko pokolenie antykomunistów, ale i antysocjalistów, antylewicowców, indywidualistów i egoistów. Część młodzieży nie jest nawet tego w pełni świadoma. Utrwalone konserwatywno-liberalne schematy nie jest też łatwo odrzucić. Takie wychowanie sprzyja politycznemu panowaniu liberalnego kapitalizmu. O to właściwie chodzi tzw. Społeczeństwu Otwartemu, dla którego antykomunizm to narzędzie.
Środowiska liberalne święcie wierzyły, że historia się skończyła i nikt już nie ma prawa podważać demokracji liberalnej. To miało też zapewnić utrwalanie negatywnego obrazu realnego socjalizmu. Nachalna antykomunistyczna nagonka miała zagwarantować brak powrotu do tamtej rzeczywistości, a nawet do socjalistycznych rozwiązań w ogóle. Nie udało się całkowicie wyplenić sentymentu za Polską Ludową. Propaganda ta jednak odniosła „sukces” wśród tych, którzy nie żyli w tamtym okresie, bądź byli zbyt młodzi by cokolwiek pamiętać. Wśród młodych szczególnie popularny jest antykomunizm motywowany religijnie.
Młodzi antykomuniści podważający III RP są jej niechcianymi dziećmi. Nie uświadamiają sobie, że zostali światopoglądowo zaprogramowani przez socjotechnikę III RP. Antykomunizm deklarujący swoją „demokratyczność” staje się swoim przeciwieństwem i jest programem radykalnie antydemokratycznym. Liberałowie nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje wychowawcze błędy, za synczyznę w której syntetyzują się neoliberalizm i skrajna prawica. Uczenie w szkole „podstaw przedsiębiorczości” i wpajanie antykomunizmu wyhodowały już nowego człowieka.
Kończy się czas liberalnej postpolityki i liberalnych dogmatów. Po około 30 latach od upadku bloku wschodniego antykomunizm zamiast słabnąć staje się coraz bardziej zajadły i coraz popularniejszy. Centroprawica bardziej liberalna z prawicą populistyczną licytują się o to kto jest bardziej antykomunistyczny. Ostatnia fala dekomunizacji jest już kolejnym stadium antykomunistycznej indoktrynacji.
Kapitalizm staje się coraz bardziej autorytarny, burżuazja coraz bardziej zdegenerowana. Antykomunizm – niezależnie od tego jakie formy przybiera – ma jednak na celu przede wszystkim ratowanie samego kapitalizmu. Czym to się może skończyć? Historia pokazała, że po republice rzymskiej przyszedł czas na cezaryzm, po Rewolucji Francuskiej – cesarstwo Napoleona Bonaparte, po demokracji we Włoszech – faszyzm, po Republice Weimarskiej – nazizm itd. Co powstanie na gruncie polskiego neoliberalizmu? Oczywiście, nie trzeba popadać w fatalizm. Potencjalni hunwejbini póki co są bardzo brunatni.