Zmowa goni zmowę

Podobno przez zmowy cenowe płacimy drożej za różne usługi. Trudno jednak wyeliminować zmowy, a poza tym nie ma gwarancji, że gdy zostaną zwalczone, będziemy płacić mniej.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął właśnie dwa postępowania o dużym zasięgu, mające na celu walkę z nielegalnymi zmowami cenowymi.
Pierwsze z nich to postępowanie w sprawie zmowy, przez którą mieszkańcy Warszawy i okolic mogą płacić więcej za ogrzewanie mieszkań. Drugie – to zbieranie dowodów na podejrzane działania mogące mieć wpływ na ograniczenie konkurencji w sektorach informatycznym i farmaceutycznym, a w konsekwencji na ceny niektórych leków.

Ręka rękę myje

UOKiK podejrzewa, że doszło do nielegalnego podziału rynku energii cieplnej w Warszawie, a także zmowy cenowej i przetargowej. Urząd postawił zarzuty czterem podmiotom. Są to: Veolia Energia Polska, Veolia Energia Warszawa, PGNiG Termika oraz PGNiG.
Te warszawskie przedsiębiorstwa prowadzą działalność na rynku sprzedaży energii cieplnej do odbiorców końcowych, czyli spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot, zakładów przemysłowych, szkół, urzędów itp. Veolia Energia Warszawa korzysta przy tym z energii wyprodukowanej przez PGNiG Termika, która z kolei dostarcza ciepło poprzez system należący do Veolia Energia Warszawa.
Z informacji zebranych przez UOKiK wynika, że podejrzane działania zaczęły się około 2014 roku. Żeby zrozumieć, dlaczego mogło do nich dojść, należy cofnąć się jeszcze o rok. Otóż, w 2013 r. Veolia Energia Warszawa zaczęła planować budowę elektrociepłowni w warszawskiej dzielnicy Ursus, a PGNiG Termika postanowiła aktywniej podziałać na rynku sprzedaży ciepła do odbiorców końcowych. Spółki rozpoczęły walkę o klientów, która jeszcze bardziej zaczęła się nasilać po podjęciu budowy elektrociepłowni przez Veolię. Wkrótce jednak, zamiast konkurowania, przedsiębiorcy nawiązali współpracę, która zdaniem urzędu może naruszać zasady wolnej konkurencję. Doszło do wkroczenia do siedzib obu firm i dokonania przeszukań.
– Podczas przeszukania w siedzibach tych firm zdobyliśmy dowody na to, że spółki wspólnie ustaliły, że nie będą ze sobą rywalizować i skupią się na swojej podstawowej działalności, czyli PGNiG Termika na wytwarzaniu ciepła, a Veolia Energia Warszawa na jego sprzedaży. Jeżeli takie działania zostały uzgodnione wspólnie przez rywalizujące ze sobą pierwotnie podmioty, to może to być naruszenie reguł konkurencji poprzez podział rynku – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
Zgodnie z ustaleniami Veolia Energia Warszawa zrezygnowała z budowy elektrociepłowni, natomiast PGNiG Termika ograniczyła – i zamierzała zaprzestać sprzedaży – energii cieplnej. Ponadto, są podejrzenia, iż spółki wspólnie mogły ustalać swoje taryfy, które przedstawiały do akceptacji prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki.
– Budowa nowego źródła ciepła zwiększyłaby bezpieczeństwo energetyczne aglomeracji warszawskiej. Badane przez nas spółki miały tego świadomość, mimo to zgodnie z ustaleniami między sobą zrezygnowały z tej inwestycji. Zaniechanie budowy elektrociepłowni może mieć konsekwencje w przyszłości i wpłynąć bezpośrednio na mieszkańców Warszawy i okolic podczas rozległych awarii – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. ich, niemałego obrotu. Zarzuty postawiono również dwóm menadżerom, którzy pełnią lub pełnili wysokie funkcje w Veolia Energia Warszawa i PGNiG Termika. Urząd ma dowody, że brali aktywny udział w zakwestionowanych uzgodnieniach. Maksymalna sankcja w tym przypadku to 2 mln zł.

Apteki pod specjalną opieką

Jeżeli chodzi o przemysł farmaceutyczny i sektor ochrony zdrowia, to pod koniec lutego UOKiK rozpoczął przeszukania w siedzibach trzech przedsiębiorców: Kamsoft i OSOZ z Katowic oraz PEX PharmaSequence z Warszawy.
Sprawa ta ma związek z licznymi skargami, które wpływały do urzędu. Wynika z nich między innymi to, że apteki, które chciały uczestniczyć w promocjach niektórych leków, mogły być zmuszone do korzystania tylko z określonego systemu informatycznego lub zintegrowanych z nim systemów innych firm. Jednocześnie, integracja tych systemów mogła przebiegać z problemami.
Skarżący podkreślali również, że niektóre z promocyjnych leków są trudno dostępne, przez co te apteki, które bez problemu mają je w swej ofercie i proponują korzystne ceny, są bardziej atrakcyjne dla klientów.
Te podejrzane działania mogą mieć dwojakie konsekwencje. Prawdopodobne jest, iż ograniczają konkurencję pomiędzy aptekami i są niekorzystne dla tych placówek, które nie posiadały wymaganego oprogramowania i nie mogły w związku z tym sprzedawać wybranych leków w promocyjnych cenach. Po drugie zaś, może to niekorzystnie wpływać na sytuację rynkową producentów systemów informatycznych innych, niż wskazywane aptekom. Ich oferta stawała się bowiem mniej atrakcyjna dla farmaceutów.
– Zdobyliśmy informacje, że przedsiębiorcy mogą posiadać ważne dowody w sprawie i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Dlatego zwróciliśmy się do sądu i uzyskaliśmy zgodę na przeszukanie – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
– Zebraliśmy materiał w formie elektronicznej, jak i papierowej. Te dokumenty szczegółowo sprawdzimy i zdecydujemy, czy i komu mogą zostać postawione konkretne zarzuty – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przeszukanie w siedzibie przedsiębiorcy prowadzone jest wyłącznie po uzyskaniu przez UOKiK zgody sądu i najczęściej w asyście policji. Przedsiębiorca ma wówczas obowiązek wpuścić przeszukujących do budynków i lokali, a także udostępnić dokumenty oraz nośniki danych.

Będą donosić?

Gdyby UOKiK chciał ukarać oszukańcze firmy, to mogą one skorzystać z programu łagodzenia kar, który daje przedsiębiorcy uczestniczącemu w nielegalnym porozumieniu szansę uniknięcia kary pieniężnej lub jej obniżenia.
Można z niego skorzystać pod warunkiem podjęcia współpracy z UOKiK oraz dostarczenia informacji dotyczących istnienia niedozwolonego porozumienia.
Chętnych do pójścia na współpracę nie brakuje, ale nawet i ci oporni dosyć łatwo mogą się wymigać. Od decyzji UOKiK służy bowiem odwołanie do sądu. Takie sprawy są bardzo skomplikowane i toczą się latami. Często też jest tak, że firmy podejrzewane o różne nielegalne zmowy zmieniają nazwy i siedziby, tworzą spółki córki – i dalej robią to samo. Wtedy trzeba je po raz kolejny od początku ścigać, co kosztuje i daje niewielkie szanse na sukces.

Giełdowy marzec będzie ciekawy

Odbicie na globalnych rynkach akcji, rozpoczęte pod koniec grudnia, w lutym wciąż trwało – ale niekoniecznie u nas.

Wzrosty nie były już tak dynamiczne jak w poprzednich miesiącach, ale zarówno rynek amerykański, Europa Zachodnia, Japonia jak i azjatyckie rynki wschodzące, stabilnie zyskiwały na wartości.
Inaczej wyglądała sytuacja w Warszawie, gdzie WIG 20 w skali całego miesiąca nieznacznie stracił – co może nie byłoby bardzo znaczące, gdyby nie porównanie nie tyle nawet do rynków rozwiniętych, co do przyzwoicie zachowującego się indeksu rynków wschodzących.
Początek lutego nie zapowiadał takiego przebiegu sytuacji. Indeks przekroczył ostatnio barierę 2400 punków, osiągając 12 miesięczne maksimum. Zabrakło jednak siły, by dłużej pozostać nad tą granicą – i indeks opadł. Częściowo wpływ na to miała nieco słabsza dyspozycja banków, spowodowana podwyższeniem składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz przygotowywaną ustawą o kredytach frankowych. Trudno jednak wskazać jakiś konkretny „twardy” czynnik, który miałby wpływać negatywnie akurat na zachowanie dużych spółek. Nie można specjalnie o to posądzić trwającego w lutym sezonu podawania wyników, które co prawda są dość zróżnicowane – ale w przypadku spółek z WIG20 nie mieliśmy do czynienia z dużymi negatywnymi zaskoczeniami.
Co istotne: równolegle, małe i średnie spółki mają za sobą bardzo dobry miesiąc. Również publikowane w lutym dane makroekonomiczne były sprzyjające dla polskich akcji. Wysoka dynamika produkcji przemysłowej w styczniu przeczy negatywnym odczytom wskaźnika koniunktury PMI dla przemysłu. Podobnie wygląda dynamika sprzedaży detalicznej.
Równocześnie, odczyty wskaźnika PMI w strefie euro były raczej optymistyczne, po ostatnich kilku miesiącach gorszych danych. Wyjątek stanowiły Niemcy, gdzie wskaźnik dla przemysłu według wstępnych danych w dalszym ciągu utrzymywał się na niebezpiecznie niskich poziomach.
Chmury zbierają się jednak nad polskim rynkiem akcji, w szczególności w przypadku dużych spółek. Patrząc na perspektywy rynku w dłuższym terminie, główne nadzieje są wiązane z wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych oraz nową strategią dla rynku kapitałowego.
Dla polskich spółek najistotniejszy może okazać się kolejny spadek zamówień eksportowych, co biorąc pod uwagę strukturę krajowego eksportu powinno stanowić istotny znak ostrzegawczy. W przypadku perspektyw krajowej gospodarki ważny może okazać się też nowy pakiet stymulacji fiskalnej, ogłoszony na ostatniej konwencji partii rządzącej. To kolejne obciążenie budżetowe, ale w przypadku jego realizacji może wspierać wynik spółek, których powodzenie w dużej mierze zależy od wielkości wydatków krajowych konsumentów.
Jak wyglądają perspektywy na kolejne tygodnie? Rynki akcji, patrząc globalnie, mają za sobą już dwa miesiące wzrostów. Trudno jednak pozostawać bezkrytycznym optymistą. Grudniowe spadki nie były przypadkiem, który już się nie powtórzy. Scenariusz podwyższonej wahliwości rynków rozwiniętych w 2019 roku w dalszym ciągu pozostaje realny.
Spójrzmy na ostatnie tygodnie w Stanach Zjednoczonych. Rynki rosły dzięki zmianie w polityce rezerwy federalnej FED, który chwilowo zamroził podwyżki stóp i planuje ograniczyć program QT (zmniejszanie sumy bilansowej FED). Jest to oczywiście pozytywny czynnik dla rynków akcji. Drugim powodem wzrostów były nadzieje na ograniczenie sporu na linii USA – Chiny. Wprawdzie jesteśmy w miejscu, w którym porozumienia w dalszym ciągu nie ma, ale graniczny termin 1 marca został przeniesiony w czasie. W USA zbliża się rok wyborczy, więc Donald Trump będzie chciał odnotować sukces w negocjacjach z Chinami. Zawarcie porozumienia nie zatrzyma globalnego spowolnienia gospodarczego, może jednak złagodzić jego skutki. Podsumowując, na pewno czeka nas ciekawy miesiąc.

Styczniowa cisza przed tegoroczną burzą?

Lekki wzrost kursów akcji na światowych giełdach nie uciszy obaw o kondycję globalnej, a także i polskiej gospodarki, w bieżącym roku.

Styczeń przyniósł uspokojenie nastrojów na rynkach akcji i umiarkowane wzrosty indeksów.
Dla graczy giełdowych była to odmiana po silnych grudniowych spadkach, w szczególności jeśli spojrzymy na rynki zagraniczne.

Byki weszły na parkiet

Poznaliśmy szereg interesujących danych gospodarczych, które nie dają jednak optymistycznego obrazu na przyszłość. Obraz był wszakże niepełny, bo przez najdłuższe w historii zamknięcie rządu w Stanach Zjednoczonych część publikacji nie ujrzała światła dziennego.
Temat wojen handlowych zszedł na dalszy plan, przynajmniej na chwilę. Mogliśmy za to obserwować kolejne odcinki sagi zwanej brexitem.
Poprawa nastrojów na rynkach akcji, która była kontynuacją trwających od ostatniego tygodnia stycznia wzrostów, pozwoliła na chwilę odetchnąć inwestorom i odsunąć kasandryczne wizje wejścia
w permanentną bessę, o czym mówiło się pod koniec ubiegłego roku.
Sprawił to między innymi fakt, że indeks dużych spółek
w trakcie miesiąca przebił „psychologiczną” barierę 2400 punktów, znajdując się na najwyższym poziomie od lutego ubiegłego roku. Nie udało się jednak na trwałe obronić tej wysokości.
Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku niemieckiego indeksu DAX i amerykańskiego S&P500. Z uwagi na skalę wcześniejszej przeceny, jedyne co się udało zrobić, to odrobić część grudniowych spadków.

Mimo kiepskich perspektyw

Co istotne, rynki akcji rosły nie dzięki wspierającej dobrej sytuacji spółek, ale poniekąd mimo niej.
Sezon wyników amerykańskich firm za IV kwartał 2018 przynosi mieszane refleksje. Dużej części spółek udało się pozytywnie zaskoczyć analityków, ale dynamika wzrostu ich zysków nie była tak dobra jak w poprzednich okresach.
Ponadto, jeśli prognozy na IV kwartał zakładały średnią poprawę EPS (zysku na akcję) o 10 proc., to szacunki na I kwartał 2019 r. rzadko przekraczają 2-3 proc. Efekt stymulacji fiskalnej, który tak mocno wsparł wyniki amerykańskiej gospodarki, jest bowiem na ukończeniu, a spowolnienie globalnego wzrostu powoli staje się faktem.
Odczyty wskaźników wyprzedzających za grudzień, jak np. ISM (dla usług i amerykańskiego przemysłu) w dalszym ciągu utrzymują się na dość wysokich poziomach, zanotowały jednak bardzo silny spadek miesiąc do miesiąca.
Wstępne odczyty wskaźnika PMI dla przemysłu części europejskich krajów, jak Niemcy i Francja, wskazują na wejście w obszar recesji, spadając poniżej poziomu 50 punktów. Takie same wskazania były w Chinach.
Dotychczas wzrostom na amerykańskim rynku akcji nie przeszkadzało czasowe zawieszenie działalności rządu Stanów Zjednoczonych. Sam goverment shutdown nie jest w USA niczym szczególnym, jednak z uwagi na długość trwania szacuje się,
że jego negatywny wpływ na PKB wyniesie 0,6 proc. Spór z Kongresem o budowę muru z Meksykiem nie został zaś finalnie zakończony.
Temat wojny handlowej w styczniu wyraźnie przycichł, ale w lutym powróci na pierwszy plan, z uwagi na rozpoczęcie drugiej tury negocjacji handlowych i naciski rządu Stanów Zjednoczonych na koncern Huawei.
Podobnie wygląda sprawa z brexitem. Luty przyniesie zapewne kompromis, bo twardy brexit nie leży w tym momencie w niczyim interesie.

Kurs rośnie, gospodarka zwalnia

Obserwowane od końca grudnia wzrosty kursów na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych nie współgrały z pojawiającymi się danymi gospodarczymi.
Do tej pory mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy wskaźniki wyprzedzające wskazywały stopniowe spowolnienie wzrostu gospodarczego, co nie miało odzwierciedlenia
w danych realnych. To się jednak zmieniło.
Ostatnie dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej wskazują na spowolnienie w tych sektorach. Jak na razie są to dane z jednego miesiąca, ale ten scenariusz jest spójny z prognozami ekonomistów.
Motorem wzrostu PKB pozostanie konsumpcja prywatna i środki unijne. Pod znakiem zapytania stoją inwestycje prywatne – tutaj duże znaczenie ma globalny klimat inwestycyjny, który pomimo słabszych danych gospodarczych ma szanse się nieco poprawić w stosunku do 2018 r.
Jak w tym świetle wyglądają perspektywy krajowych spółek? Duże podmioty zostały w styczniu wsparte kapitałem zagranicznym. Mniejsze firmy w dalszym ciągu borykać się będą przede wszystkim z rosnącymi kosztami i problemami na rynku pracy. Temat migracji pracowników z Ukrainy przesunął się na 2020 r., ale w dalszej części tego roku zacznie znowu być obecny w dyskusji rynkowej.
Rosnąca presja płacowa może zostać przejściowo zahamowana przez malejące tempo wzrostu PKB.

Stopy drepcą niecierpliwie

Jeśli chodzi o politykę pieniężną, to ostatnie stanowisko Europejskiego Banku Centralnego nie było specjalnie zaskakujące dla rynkowych obserwatorów. Powtórzono, że stopy zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie przynajmniej do lata 2019 roku.
Większe znaczenie miało ostatnie posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Z komunikatu po posiedzeniu Komitetu ds. Otwartego Rynku zniknęło bowiem zdanie o dalszych stopniowych podwyżkach stóp, co było od 2015 r. swoistą mantrą. Zastąpiono je zdaniem o cierpliwym analizowaniu właściwego poziomu stóp dla podtrzymania dobrej koniunktury na rynku pracy oraz o dostosowaniu „normalizacji bilansu Fed do aktualnej koniunktury gospodarczej i rynkowej”.
Informacja ta spotkała się z entuzjastyczną reakcją rynków akcji, co nie powinno dziwić, gdy jeszcze jesienią widmo dalszego zaostrzania polityki pieniężnej przez Fed było typowane jako główny czynnik ryzyka.
Osłabił się za to dolar amerykański, co może być dobrym prognostykiem dla rynków wschodzących i sprzedaży surowców.
Pytanie, jaka będzie trwałość styczniowych wzrostów? Rosną bowiem obawy o kondycję globalnej gospodarki. Obowiązujący trend wcale nie musi być jednak spadkowy.

Niebo się chmurzy

Rozpracowujemy strategię Prawa i Sprawiedliwości.

 

Polska jest krajem o ustroju liberalno-demokratycznym. To wynik decyzji społeczeństwa, która dokonała się 1989 roku. Potwierdza to nasza Konstytucja. Taki model państwa jest rozpowszechniony w Europie i wielu krajach na świecie. Oczywiście występują pewne różnice gdyż demokracja nie posiada precyzyjnej definicji. Pewien brytyjski politolog, profesor Oksfordu, zauważył, że funkcjonują 52 przymiotniki, które ją opisują. Sądzę, że Polacy mogliby kilka dodać.
Wybitny brytyjski polityk, Winston Churchill, mawiał, że to najgorszy system władzy, jeżeli pominiemy wszystkie inne. Chyba jest w tym trochę racji, historia uczy, że demokratyczne wybory mają niekiedy tragiczny skutek a demokracja zmienia się wtedy w dyktaturę lub anarchię.
Polska demokracja jest bardzo młoda. Przed zaborami mieliśmy wolność szlachecką obejmującą niewielką część społeczeństwa. Po odbudowie Rzeczypospolitej w 1918 roku wystarczyło 6 lat by przewrót majowy zmienił demokrację w dyktaturę sanacji.
Po odzyskaniu niepodległości, w 1945, dostaliśmy „demokrację ludową”, którą społeczeństwo odrzuciło przemianami ustrojowymi.
Przymiotniki, którymi określamy naszą młodą demokrację to burżuazyjna lub liberalna. Wzorujemy się na podobnych systemach europejskich a czasem nawet na demokracji amerykańskiej.
Wraz z demokracją liberalną wprowadziliśmy system gospodarki wolnorynkowej, neoliberalnej. Było to okupione wieloma wyrzeczeniami i wzrostem rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa. Szczęśliwie tak krytykowana obecnie Polska Ludowa mimo swoich licznych wad zdążyła odbudować kraj, wykształcić społeczeństwo i zbudować przemysł. Dzięki czemu nowonarodzony polski kapitalizm mógł prywatyzować, reprywatyzować, wprowadzać obcy kapitał a do tego miał nieźle wykształcone tzw. siły wytwórcze.
W 2004 zostaliśmy członkiem UE, co, między innymi umożliwiło rozwój naszej niezbyt zasobnej gospodarki.
Gwarantem naszego bezpieczeństwa jest NATO. Mamy tu nowe zjawisko. Stopień bezpieczeństwa jest negocjowany z hegemonem NATO Stanami Zjednoczonymi. Pod tym względem Układ Warszawski nieco się różnił.
Na wzór demokracji europejskich u sterów państwa stawały różne partie, lewicowe liberalne konserwatywne. Każda starała się działać w obrębie prawa i Konstytucji. Mimo konkurencji między nimi zachowana była pewna wstrzemięźliwość w stosowaniu środków walki politycznej, bo każda partia, każdy polityk liczył się z kołem politycznej fortuny Raz na dole raz na górze.
Mogliśmy tak funkcjonować, bogacić się i po woli ulepszać państwo. Równowaga między siłami politycznymi dawała możliwość wprowadzania różnych rozwiązań a jedynym kryterium była demokratyczna ocena społeczeństwa.
Oczywistym jest, że niema róży bez kolców. Mieliśmy i mamy do czynienia z korupcją, nepotyzmem, wyzyskiem, zjawiskami wykluczenia społecznego, ale okrzepła demokracja potrafi sobie z tym radzić. Tylko czasem to długo trwa.
A tu bęc! PIS w demokratyczny sposób doszedł do władzy.
Sam ten fakt nie jest czymś wyjątkowym. Tak działa demokracja. Partia ta tak jak inne mogła sprawować swoje rządy, wprowadzać rozwiązania, jakie uważa za słuszne (a nie wszystkie są złe z definicji), w miarę pokojowo współistnieć z opozycją korygując swoje decyzje pod wpływem ocen społeczeństwa
A jednak coś się zmieniło.
Moje zaniepokojenie budzi sposób działania i cel, do którego ta partia dąży. Myślę, że do jakiejś formy władzy autokratycznej.
Myślę tak, bo zaczynają się spełniać różne „przepowiednie” socjologów, politologów i filozofów, którzy badali temat w aspekcie historycznym i merytorycznym.
Partia, która chce zdobyć autorytarną władzę w demokratycznym państwie musi przede wszystkim posiąść grono wyznawców żeby wygrywać wybory. PIS osiągnął to kreując „wrogów ludu”, którzy uniemożliwiają „dobrą zmianę”.
Są to siły upadłego moralnie zachodu, muzułmanie, wolnomyśliciele tzw. inni, słowem UE. Mamy także wroga wewnętrznego postkomunistów i lewaków. PIS zrealizował to przy pomocy zawłaszczonych mediów publiczny i wsparciu pewnej części kleru katolickiego. To PIS wraz ze swoimi zwolennikami stoi na barykadzie i broni Polski i Polaków Obudził przy tym demony nacjonalizmu pseudo-patriotyzmu żywiącego się nienawiścią i fanatyzmu religijnego.
Nieprzekonanym zaproponował populistyczne rozdawnictwo dóbr.
Wiele dyktatur buduje pozory demokracji. W takich państwach działa sądownictwo instytucje publiczne, funkcjonują ocenzurowane media, odbywają się wybory a mimo to władza należy do „jedynie słusznej” formacji. Podobnie funkcjonowała Polska Ludowa uważana za formę autorytaryzmu. Właśnie po to jest „dobra zmiana” w sądownictwie. Do wzięcia jest jeszcze kilka sfer życia publicznego, lecz padają po kolei jak muchy.
Dzięki swoim mediom PIS powtarza kłamstwa lub półprawdy tak często aż staną się, jak powiedział klasyk, całkiem wiarygodne. Skutecznie zakłamuje historię, ignoruje zasłużonych obywateli naszego państwa pomija fakty a wszystko to sączy do uszu uczącej się młodzieży. Jeżeli jego przedstawiciele mówią coś nieprawdziwego, robią to głośno, z przekonaniem i w oczy. Tworzy to protezę uczciwości.
Do czego się PIS jeszcze nie posunął? Do przemocy.
Ale flirt z ONR ma czemuś służyć. Odziały WOT nie stanowią poważnej siły militarnej, natomiast do tłumienia rozruchów są po prostu stworzone.
Po co to robi? Dlaczego zamiast współpracy z UE proponuje utopijne teorie trój-morza? Dla czego nie chce przestrzegać Konstytucji, na którą przysięgali funkcjonariusze państwa.
Odpowiedź jest stara jak cywilizacja. Dla władz i szmalu.
Co my obywatele naszego kraju mamy robić, jak bronić wolności i naszych praw?
Niebo się chmurzy….

Mega korupcja à la PiS

Trudno, że by zwykłym człowiekiem nie zatrzęsło.

 

Dowiadujemy się otóż (www.forbes.pl), że państwowa spółka paliwowa LOTOS udziela rabatów na paliwo i niektóre produkty sprzedawane na stacjach m.in. księżom, członkom związków zawodowych i części zatrudnionych w budżetówce oraz ich rodzinom. Oczywiście uzasadnienie jest czysto biznesowe: spółka ma w ten sposób budować poparcie przed jej planowanym przejęciem przez Orlen. Jak donosi ANGORA, podobną promocję rozważał kiedyś i ORLEN, ale projekt nie został zaakceptowany przez radę nadzorczą. Trudno tą akcję nazwać inaczej jak mega korupcją polityczną à la PiS.

Beneficjentami są środowiska, które bądź oficjalnie wspierają PiS (NSZZ „Solidarność”, funkcjonariusze Kościoła Katolickiego, urzędnicy administracji publicznej), bądź są potencjalnym zapleczem, elektoratem PiS – inne związki zawodowe. Dla jasności – nie chodzi o związkowców LOTOS-u lecz o wszystkich związkowców w kraju. Przekaz jest jasny: popierasz PiS – możesz liczyć na bonus. Będziesz głosować na „innych” – to jak ONI przyjdą to zabiorą ci ten cukierek. Jasne, proste, skandaliczne.

PiS wielokrotnie już pokazywał jak atrybuty władzy wykorzystać do kupowania ludzi. Nie dla wprowadzania konkretnych zmian – to tylko zewnętrzne opakowanie – ale do wpajania „suwerenowi”, że PiS jest dobry – bo daje swoim. W tym przypadku tańsze paliwo. Jutro mogą być tańsze leki, szybszy dostęp do lekarza itp.

Co to wszystko ma wspólnego ze społeczną sprawiedliwością, którym to hasłem PiS szermuje na prawo i lewo? NIC. Jeżeli firma LOTOS prowadzona jest według zasad określonych w Kodeksie Handlowym i w Kodeksie Karnym, to za te bonusy płacą wszyscy pozostali jej klienci, w tym również renciści i emeryci.

Nie interesuje mnie lotosowska „Solidarność”. Nie zamierzam wnikać w etyczne rozterki kleru (jeśli takie w ogóle są) przy tankowaniu paliwa taniej niż inni. Trzy wątki są natomiast ciekawe. Pierwszy, to gremialna aprobata wszystkich niemal związkowych central. Ich wodzowie kupują tą bajkę o „budowaniu poparcia przed spodziewanym połączeniem LOTOS-u z ORLEN-em”. Czy nie dostrzegają tego, że zakładając sobie samym pasek, na którym prowadzi ich PiS osłabiają swoją gotowość do protestów wobec tej władzy? Czy z tyłu głowy związkowych działaczy nie pojawi się cichy głosik: „zastanów się, po co strajkować? Jeszcze odbiorą Ci bon paliwowy?”. Przecież, wbrew temu, co głosi przewodniczący WZZ „Sierpień’80”, nie chodzi o „poszerzanie bazy klientów”. Są przecież dla tego celu programy lojalnościowe, a tak w ogóle, to najlepszym sposobem na poszerzenie bazy klientów jest powszechna obniżka cen paliw przez te koncerny. Jestem zniesmaczony.

Drugi ciekawy wątek to owa „część zatrudnionych w budżetówce”. Trochę enigmatyczne sformułowanie i warto by dowiedzieć się czegoś więcej: chodzi o policjantów, urzędników skarbowych czy tylko nauczycieli?

I wreszcie sprawa ostatnia, pytanie za 10 punktów. Czy jeżeli dojdzie od fuzji LOTOS-u i ORLEN-u, do powstania mega koncernu zawiadującego ponad 34 proc. rynku paliwowego w Polsce, to bonusy dla księży, związkowców i budżetówki zostaną zniesione czy utrzymane? Daje się łatwo, odbiera trudniej. Coś mi się wydaje, że manewr LOTOS-u to postawienie ORLEN-u pod przysłowiową ścianą, to próba obejścia rady nadzorczej tej spółki. Pożyjemy, zobaczymy.

W każdym bądź razie, jeżeli nowy koncern państwowy utrzyma te skandaliczne formy politycznej korupcji to to, co ja, zwykły człowiek, mogę zrobić, to zrezygnować z jego usług. Nie będą płacić na pseudo-związkowców, na pozbawionych przyzwoitości księży i urzędników.

 

Tekst ukazał się na blogu „Wołania na puszczy”