Gospodarka 48 godzin

Gonić trzeba długo
Centralnego Portu Komunikacyjnego nie ma i nie będzie, ale to tym lepiej, bo przecież nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go. Gonienie powinno zaś trwać jak najdłużej, po to, by krewni i znajomi tego króliczka mogli zgarnąć jak największe stosy publicznych pieniędzy. Dlatego funkcjonowanie państwowej spółki zajmującej się jakoby budową CPK ma głęboki sens, bo dzięki jej istnieniu, zatrudnieni tam PiS-owscy nominaci mogą żyć coraz dostatniej (choć Polska bynajmniej od tego nie rośnie w siłę). Tylko w ubiegłym roku w związku z rzekomą budową CPK wydano ponad 27 mln zł na pensje, a zatrudnienie wzrosło z około stu do ponad 250 osób. Wiadomo, czasy są trudne, a przecież swoi ludzie muszą przyzwoicie zarabiać. I zarabiają, bo płace w zarządzie spółki to około 40 tys. zł miesięcznie, a średnie pensje załogi sięgają 10 tys zł. Cały zarząd spółki miał w 2019 r. zarobić niespełna 900 tys. zł, ale w ubiegłym, trudnym, pandemicznym roku, który upłynął pod znakiem lockdownu, już niemal 1,2 mln zł. Cóż, lockdown lockdownem, ale członkowie PiS-owskiej ekipy przecież muszą jakoś wiązać koniec z końcem.

W sierpniu gorzej
Produkcja przemysłowa w Niemczech spadła w sierpniu bieżącego roku aż o 4,1 proc. w porównaniu z lipcem 2021. Takie jednomiesięczne wahnięcie jest bez znaczenia dla wyników gospodarki, zwłaszcza, że chodzi o najważniejszy miesiąc wakacyjny. Gdyby jednak utrzymało się dłużej, mogłoby zagrozić tempu wzrostu zarówno w Niemczech, jak i w Polsce – której gospodarka rozwija się przede wszystkim dzięki eksportowi podzespołów na niemiecki rynek. W naszym kraju produkcja też spadła w tegorocznym sierpniu w porównaniu z lipcem, ale wolniej bo tylko o 2,5 proc.

Czas dyslektyków
Jak ocenia Instytut Badań Edukacyjnych, około 10 proc. polskich uczniów cierpi na dysleksję. Natomiast ok. 7 proc. przejawia zaburzenia językowe, czyli ma trudności z przyswajaniem mowy ze słuchu i z utrwalaniem jej na piśmie. Dzieci dotknięte dysleksją mają problem z pisaniem w równych liniach, przestawiają litery w wyrazach, trudno im odróżnić podobnie brzmiące do siebie wyrazy i w niewłaściwy sposób stosują interpunkcję. Jeżeli mają coś przeczytać, robią to wolno, niejednokrotnie pomijając całe wiersze czy zdania. Dysleksja i zaburzenia językowe nie tylko utrudniają naukę, ale też wpływają negatywnie na rozwój w sferze emocjonalnej. Dzieci z dysleksją często mają niską samoocenę, która jeszcze obniża się z tokiem edukacji. Uczeń, który nie radzi sobie z czytaniem i pisaniem może być też narażony na dyskryminację ze strony rówieśników i mieć kłopoty z tworzeniem relacji z kolegami. Trudności w budowaniu przyjaźni, zwiększają zaś ryzyko depresji i stanów lękowych. Dysleksja zależy w największej mierze od czynników genetycznych. Powszechny dostęp do komputerów i telefonów sprawia jednak, że dzieci później niż kiedyś, poznają zasady pisania. Żeby znaleźć coś w wyszukiwarce, mogą włączyć dyktowanie głosowe i nie potrzebują w tym celu pisać. Konsumują też coraz więcej treści wideo, a coraz rzadziej zaglądają do książek i czasopism. W wiadomościach zamiast komentarzami, posługują się emotikonami. Niektóre dzieci w Polsce mają okazję pisać i czytać tylko i wyłącznie w szkole, więc poniekąd zrozumiałe, że dość kiepsko im to wychodzi.

Gospodarka 48 godzin

Oszukańcze reaktywacje
Zapadł ważny wyrok, który może doprowadzić do tego, że niektórzy biznesmani w Polsce będą musieli zwrócić nieruchomości, uzyskane za bezcen po roku 1990. Sąd Apelacyjny w Gdańsku w lipcu zdecydował, że uchwały z 1994 r. o wyborze członków zarządu i członków komisji rewizyjnej (rady nadzorczej) spółki C. Ulrich po prostu nie istnieją. W związku z tym także i cała reaktywacja założonej w 1805 r. spółki „Zakłady Ogrodnicze C. Ulrich w Warszawie SA” została unieważniona. Skoro zaś nieważna jest reaktywacja spółki, to jako podmiot nieistniejący nie mogła ona przyjmować żadnych zwrotów nieruchomości na swoją rzecz. A właśnie nieruchomości odzyskane przez reaktywowaną spółkę C. Ulrich były jednym z filarów zbudowania fortuny Ryszarda Krauzego. Reaktywowana spółka C. Ulrich zdołała w 1996 r. przejąć część gruntów po decyzji ówczesnego ministra rolnictwa. Potem je oczywiście sprzedała za wielkie pieniądze, a na tym terenie powstało centrum handlowe Wola Park. Dokumenty dawnych spółek, których majątek przejęło państwo po wojnie można było kupić w antykwariatach czy na bazarach za znikome pieniądze, tak jak i różne przedwojenne obligacje. Były one bezwartościowe, zanim różni cwaniacy nie wpadli na pomysł, żeby iść z nimi do sądów i w majestacie prawa reaktywować te spółki, wybierać ich władze, a potem występować o zwrot nieruchomości, które kiedyś należały do tych spółek. Tak właśnie wyglądało tworzenie podstaw finansowych części polskiego prywatnego biznesu. Wydaje się, że mógł tu funkcjonować cały mechanizm korupcyjny, dziś zapewne już nie do wykrycia: cwaniacy szli z przedwojennymi kupionymi dokumentami spółek do sądów, sędziowie wydawali korzystne dla nich wyroki, mając oczywiście ku temu jakieś formalne preteksty (pretekstem było na ogół to, że większość z tych znacjonalizowanych spółek nie została wykreślona z rejestru handlowego albo reaktywacje przeprowadzano poprzez podważenie poprawności wykreślenia z rejestru), urzędnicy na podstawie tych wyroków podejmowali korzystne dla cwaniaków decyzje reprywatyzacyjne, a wszystko to zatwierdzali ministrowie kolejnych polskich rządów. Pytanie, jak to teraz poodkręcać, gdy nieruchomości zostały już przejęte (czy raczej wyłudzone), posprzedawano je kolejnym nabywcom za grube pieniądze, a na uzyskanych terenach poczyniono rozmaite inwestycje?

Lepiej, ale…
Agencja ratingowa Fitch podwyższyła prognozę wzrostu produktu krajowego brutto Polski na 2021 r. z 4,4 proc. do 5,2 proc., a na rok przyszły z 3,8 proc. do 4,5 proc. Agencja utrzymała też dotychczasowy, korzystny rating Polski na poziomie A minus z perspektywą stabilną. Fitch spodziewa się jednak kontynuacji napięć Polski w relacjach z Unią Europejską jeśli chodzi o praworządność oraz wolność mediów. Zauważa też, że w naszym kraju wzrosły ryzyka związane z niedostatkiem przejrzystości finansów publicznych.

Autobusy zamiast pociągów
29 sierpnia wszedł w życie nowy rozkład jazdy PKP. Zmiany polegały po części na likwidacji dotychczasowych bezpośrednich wakacyjnych połączeń kolejowych z różnymi miejscowościami. Na przykład, nie ma już pociągów dalekobieżnych łączących Zakopane z innymi miastami Polski, nawet z Krakowem. Zamiast tego połączenia, oraz pociągów Sucha Beskidzka – Zakopane, wprowadzono zastępczą komunikację autobusową. Tak właśnie wygląda odbudowa kolei w wydaniu rządu PiS.

Nielegalne działania przedwyborcze

Premier Mateusz Morawiecki bezprawnie podjął 16 kwietnia ubiegłego roku decyzje, mające doprowadzić do wyborów prezydenckich w dniu 10 maja.
„Nawet sytuacje ekstraordynaryjne, takie jak stan epidemii, nie powinny stanowić powodu do odstąpienia od konstytucyjnej zasady praworządności i od poszukiwania rozwiązań zapewniających gospodarne wydatkowanie środków publicznych” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli.
A właśnie naruszenie Konstytucji i niegospodarność, zdaniem NIK miały miejsce przy próbie przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dniu 10 maja 2020 r. Rację miał więc Senat RP, będący przeciwko temu terminowi. Inna sprawa, że prominenci PiS w ogóle nie potrzebują żadnych powodów do łamania Konstytucji. Oni łamią ją na co dzień, także i bez powodu.
W rezultacie, bezprawne próby zorganizowania wyborów 10 maja ub. roku doprowadziły do szkody finansowej i niegospodarnego wydania kwoty, jak dokładnie policzyła NIK, w wysokości 56450406,16 zł. To jednak tylko część zmarnowanych, publicznych pieniędzy, gdyż szacuje się, że bezprawne przedwyborcze decyzje premiera i rządu łącznie kosztowały około 130 mln zł.
„NIK negatywnie ocenia proces przygotowania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r., z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego” – stwierdza raport Izby. Wcześniejsze decyzje rządu, polecające Poczcie Polskiej oraz Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych podjęcie działań zmierzających do przygotowania przeprowadzenia wyborów prezydenta RP w trybie korespondencyjnym zostały wydane bez podstawy prawnej. Miały one miejsce 16 kwietnia, tymczasem przepisy ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów, umożliwiające przeprowadzenie wyborów prezydenta RP w trybie korespondencyjnym weszły w życie z dniem 9 maja 2020 r.
Wprawdzie w kancelarii premiera znaleźli się uczciwi prawnicy, przestrzegający przed bezprawnym podejmowaniem decyzji zmierzających do zorganizowania wyborów prezydenckich, ale ich opinie nie zostały wysłuchane.
„Decyzje z 16 kwietnia 2020 r. zostały wydane w oparciu o art. 11 ustęp 2 w związku z ust. 2a i 3 ustawy antycovidowej oraz w związku z art. 104 kodeksu postępowania administracyjnego, jednak we wskazanej dacie nie istniała żadna norma rangi ustawowej, która upoważniała do wydania poleceń o wskazanej w nich treści, de facto wyłączających stosowanie norm Kodeksu wyborczego. Zgodnie z konstytucyjną zasadą praworządności i hierarchią źródeł prawa, wyłączenie ustawowych kompetencji zastrzeżonych dla określonych organów (tym w przypadku organów wyborczych) mogło bowiem nastąpić wyłącznie na mocy ustawy, nie zaś decyzją administracyjną” – wyjaśnia NIK.
Ponadto, w kancelarii premiera nie wykonano analizy czy choćby oszacowania kosztów, jakie spowoduje realizacja przez Pocztę oraz PWPW poleceń rządu, związanych z organizacją niedoszłych wyborów. Kancelaria premiera miała zaś taki obowiązek, gdyż wykonywanie tych decyzji łączyło się z poniesieniem wydatków z budżetu państwa.
W dodatku, minister spraw wewnętrznych i administracji (Mariusz Kamiński) wbrew swym obowiązkom nie zawarł z PWPW umowy na wydrukowanie odpowiedniej liczby pakietów wyborczych, niezbędnych do przeprowadzenia głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenta RP. Tak więc, wydrukowano je „na gębę”. Zdaniem NIK, ta bezczynność ministra spraw wewnętrznych była nierzetelna, a negatywne skutki jego zaniechań poniosła PWPW. Również i Poczta Polska podejmowała swoje przedwyborcze działania bez żadnej umowy.
Oczywiście i Poczta Polska i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych także tu ponoszą odpowiedzialność, gdyż obie te państwowe firmy miały możliwość wystąpienia o uzupełnienie lub wyjaśnienie wydawanych im poleceń.
„NIK negatywnie ocenia zaniechanie działań w celu uzyskania przez te Spółki jednoznacznego określenia zadań i obowiązków” – czytamy w raporcie z kontroli przygotowywania niedoszłych wyborów w dniu 10 maja 2020 r. W rezultacie, obie te firmy pokryły wszystkie koszty powstałe w wyniku realizacji swych działań przedwyborczych ze środków własnych (czyli w praktyce, na koszt podatników).
Biorąc to wszystko pod uwagę, NIK postanowiła skierować zawiadomienia do prokuratury dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządy Poczty Polskiej oraz Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Nie miejmy jednak złudzeń, dopóki panuje PiS, nikomu włos tu z głowy nie spadnie. A zwłaszcza, nie zostaną ukarane, znacznie bardziej winne, ręka i głowa – czyli premier Mateusz Morawiecki, ministrowie oraz samowładnie rządzący nimi wszystkimi prezes Jarosław Kaczyński.

Gospodarka 48 godzin

Estoński dla wybranych
Obowiązujące od 1 stycznia 2021 r. nowe rozwiązanie potocznie zwane „Estońskim CIT” to w istocie wprowadzenie do polskiego systemu podatkowego nowej ryczałtowej formy opodatkowania podatkiem dochodowym tylko dla wybranej grupy spółek kapitałowych, spełniających liczne, dodatkowe kryteria – uważa organizacja przedsiębiorców Business Centre Club. To nowe rozwiązanie zakłada, że opodatkowanie dochodów ma miejsce dopiero przy wypłacie dywidendy wspólnikom, zaś w toku działalności spółki nie opłacają podatku od bieżących dochodów – o ile inwestują je w swój rozwój. Jak wskazuje BCC, na tym podobieństwa do „Estońskiego CIT” w zasadzie się kończą, gdyż obowiązujące w Estonii rozwiązania nie zawierają – jak w przypadku polskich – szeregu dodatkowych kryteriów i warunków, które muszą być spełnione łącznie i przez cały okres opodatkowania w tej formie (raz wybrany ryczałt musi być stosowany aż przez cztery lata), aby korzystać z zaproponowanego rozwiązania.

Radość prezesa
Prezes stołecznej giełdy z radością poinformował o jej ubiegłorocznych wynikach. „Po raz czwarty mam okazję przedstawiać wyniki roczne grupy kapitałowej Giełda Papierów Wartościowych i po raz trzeci z radością informuję, że zysk netto przekroczył 150 milionów złotych. Tej magicznej bariery nie udawało się wcześniej pokonać. Ten rok był również wyjątkowy pod względem rozwoju biznesu. Pierwszy raz w historii udało nam się wypracować ponad 400 mln przychodów” – oświadczył Marek Dietl, prezes GPW. Przychody ze sprzedaży wyniosły 403,8 mln zł, a zysk netto 151,4 mln zł. Giełda wypłaci tytułem dywidendy 100,7 mln zł (średnio 2,40 zł dywidendy na akcję). WIG jednak się obniżył, a w 2020 r. na głównym rynku akcji zadebiutowało tylko 7 spółek.

Bez skutecznej terapii
Polskie Towarzystwo Chorób Atopowych w imieniu pacjentów z atopowym zapaleniem skóry przygotowało apel do Ministra Zdrowia z prośbą o dostęp do skutecznej terapii, która szczególnie dla osób z ciężką postacią tej choroby jest ostatnią deską ratunku. Petycja została złożona, podpisało się pod nią prawie 8000 osób. Taka liczba podpisów pod petycją to dla pacjentów z AZS, których ułomny system opieki zdrowotnej w Polsce do tej pory nie zauważał, wsparcie i wzmocnienie ich głosu. „Refundacja tej terapii to dla nich jedyna nadzieja na normalne życie, bez świądu i cierpienia trwającego 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu” – mówi Hubert Godziątkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Atopowych. AZS to przewlekła, nawrotowa i nieuleczalna choroba. Do jej rozwoju dochodzi na skutek wielu czynników genetycznych i środowiskowych, uszkodzeń bariery skórnej oraz zaburzeń układu immunologicznego. W najtrudniejszej sytuacji są dorośli pacjenci z ciężkim przebiegiem AZS, którzy doświadczają uczucia świądu i bólu każdego dnia. Wyczerpali oni już wszystkie możliwości terapeutyczne dostępne w Polsce, które okazały się nieskuteczne, a choroba powróciła, czasem nawet ze zdwojoną siłą. Jedynym ratunkiem dla tej grupy chorych jest terapia biologiczna, która w krótkim czasie pozwala zredukować uciążliwy świąd i przejąć kontrolę nad chorobą.

Gospodarka 48 godzin

Optymizm budowlany
Tylko 20 proc. firm budowlanych uważa, że epidemia koronawirusa ma niekorzystny wpływ na ich branżę. To najmniej ze wszystkich badanych sektorów gospodarki – wynika z pandemicznego barometru koniunktury na pierwszy kwartał bieżącego roku, mierzonego przez Europejski Fundusz Leasingowy. Dla 67 proc. podmiotów budowlanych koronawirus jest neutralny. Ponadto idzie wiosna, więc przedsiębiorstwa budowlane z umiarkowanym optymizmem spoglądają także na kolejne miesiące tego roku. Co druga z firm uważa, że w pierwszym półroczu tego roku ich kondycja poprawi się. 37,5 proc. – że pozostanie bez zmian. Tylko 5 proc. zapytanych jest zdania, że się pogorszy. Jest to nie tylko najwyższy wynik od początku realizacji badania dla budowlanki, ale także wśród wszystkich sektorów gospodarki. Mimo to barometr dla dla branży budowlanej na I kwartał 2021 wyniósł tylko 48,8 pkt., co wciąż wskazuje na regres. Jest to jednak o 0,4 pkt. więcej niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Wartość tego wskaźnika utrzymuje się na podobnym poziomie od połowy 2020 roku. Jedynie 6 proc. przedsiębiorców budowlanych prognozuje zwiększenie inwestycji, a 16,5 proc. zakłada ich spadek. Wzrost sprzedaży przewiduje 22,5 proc. przedsiębiorców, a spadek 20 proc. Tu także widać więc lekką przewagę optymistów. Budownictwo należy do tych części gospodarki, które z powodu koronawirusa nie zostały ani razu zamknięte.

Giełda dla gier
Jak twierdzi zarząd stołecznej giełdy, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie umacnia się na pozycji światowego lidera pod względem liczby notowanych spółek z branży producentów gier. Od października ubiegłego roku wyprzedza takich technologicznych gigantów, jak giełdy w Japonii czy Korei Południowej. Obecnie na Głównym Rynku i NewConnect notowanych jest łącznie 58 spółek z tej branży. Ubiegły miesiąc był niezły dla giełdy. W lutym 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 28,0 mld zł, czyli o 60,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami to 1 317,6 mln zł, o 52,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lutego wyniosła 56 970,30 pkt i była o 15,6 proc. wyższa niż przed rokiem. Na rynku NewConnect w lutym odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami aż o 149,6 proc., do poziomu 917,2 mln zł. Spadły natomiast obroty energią elektryczną, do 16,9 TWh, czyli o 27,1 proc. rok do roku. Mniejszy był też handel gazem ziemnym, który spadł o 16,3 proc., do 11,7 TWh. Wzrosły zaś obroty Gwarancjami Pochodzenia dla prądu wytworzonego z odnawialnych źródeł energii, o 21,9 proc., do 2,0 TWh. Wartość 383 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w lutym wyniosła 553,8 mld zł (122,6 mld EUR). Natomiast łączna kapitalizacja 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku to 1 099,6 mld zł (243,4 mld EUR). Nie jest to wielkość zbijająca z nóg.

Koleje zaczną od zera
PKP Polskie Linie Kolejowe oraz LTG Infra, litewski zarządca infrastruktury kolejowej podpisały list intencyjny dotyczący powołania Polsko-Litewskiej Grupy Infrastrukturalnej. Obie spółki będą współpracować przy poprawie jakości połączeń kolejowych oraz realizacji projektów transgranicznych. Będą miały co robić, bo między Polską a Litwą nie funkcjonują żadne połączenia kolejowe.

Gospodarka 48 godzin

Giełda przyśpieszyła

W styczniu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na głównym rynku giełdy papierów wartościowych wyniosła 32,3 mld zł, czyli o 73,2 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Ruch na stołecznym parkiecie się zatem zwiększył, ale nie znaczy to, że spółki giełdowe na tym skorzystały. Wartość głównego indeksu WIG na koniec stycznia wyniosła 56 978,68 pkt i była tylko o 0,5 proc. wyższa niż w styczniu ubiegłego roku. W styczniu 2021 r. na giełdzie odbyło się 19 sesji giełdowych, o dwie mniej niż przed rokiem. Na równoległym rynku NewConnect w styczniu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 196,8 proc., rok do roku, do poziomu 1,1 mld zł. Doszło do 807 tys. transakcji instrumentami pochodnymi (np. kontraktami terminowymi i opcjami) co oznacza wzrost o 37 proc.
Łączny wolumen obrotu energią elektryczną wyniósł 12,5 terawatogodzin, co oznacza spadek o 11,1 proc. w porównaniu ze styczniem 2020 r. Zwiększył się jednak o 72,6 proc. obrót gwarancjami pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej z odnawialnych źródeł energii, osiągając wartość 2,3 TWh. Natomiast handel gazem ziemnym wzrósł o 33,3 proc. rok do roku, do 14,8 TWh.
Wartość 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na głównym rynku giełdowym wyniosła 1 057,8 mld zł (233,1 mld EUR) – z czego kapitalizacja 384 spółek krajowych to 544,7 mld zł (120,0 mld EUR). Jeśli chodzi o zainteresowanie grą na giełdzie, to na koniec ubiegłego roku zarejestrowanych było 1 329 509 rachunków maklerskich, o 84 234 więcej w porównaniu w końcem 2019 r. „Ubiegły rok przyniósł na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie diametralną zmianę. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach się podwoił. Jesteśmy niezwykle zadowoleni z powrotu inwestorów na nasz rynek i mamy nadzieję, że pozostaną z nami na dłużej ” – stwierdził Marek Dietl, prezes giełdy. Przez ostatnie lata udział graczy indywidualnych na warszawskim parkiecie malał, a sytuacja zmieniła się w 2020 r.

Przesadna promocja
Z nie do końca jasnych powodów państwowy PKO BP, który sponsoruje rozgrywki piłkarskiej ekstraklasy, dołączył do promocji szczepień przeciw Covid-19. Polega to na tym, że w trakcie telewizyjnej transmisji każdego meczu, na ekranie będą wyświetlane informacje promujące te szczepienia oraz zachęty do skorzystania z nich. Rzecz w tym, że szczepienia przeciw koronawirusowi już zostały tak doskonale wypromowane w Polsce (czego przykładem tłumy starszych ludzi, stojące beznadziejnie w kolejkach do rejestracji), że naprawdę nie trzeba na to dodatkowo wydawać pieniędzy Polaków, korzystających z usług PKO BP. Może lepiej byłoby za to nieco obniżyć im marże i opłaty? Równie niewielki sens mają kolejne billboardy zachęcające do szczepień przeciw Covid-19, które zawisły w wielu miastach w Polsce. Polaków naprawdę nie trzeba zachęcać do szczepień. Wysiłek i środki na promowanie szczepień lepiej więc przeznaczyć na ich sprawniejsze zorganizowanie.

Chińczycy inwestują
Na koniec ubiegłego roku wartość chińskich inwestycji w Polsce przekroczyła miliard dolarów. Daje to naszemu krajowi trzecie miejsce w Europie po Niemczech i Francji pod względem chińskich wydatków inwestycyjnych.

Przyszłość naszej gospodarki w dobie pandemii

Prawo i Sprawiedliwość jest postrzegane jako partia egoistyczna, która wszystkie swoje działania podporządkowuje utrzymaniu władzy. Narzędziem realizacji tego celu jest kupowanie głosów wyborczych.

 Niewątpliwie sytuacja społeczno – polityczna wpływa na stan gospodarki. Temat ten przewija się na konferencjach organizowanych „on line” przez wyższe uczelnie, instytuty, stowarzyszenia. Problem jest więc dostrzegany przez środowiska naukowe.    Rzeczywistość w tym zakresie kreuje samodzielnie rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość, a ściślej – Zjednoczona Prawica. Po objęciu władzy w 2015 r PiS przystępuje do rekonstrukcji ustroju Polski. Na pierwszy rzut idzie sądownictwo. Trwa proces podporządkowania sądów władzy politycznej, co wywołuje protesty społeczeństwa. Nie są one tak gwałtowne i nie mają tak szerokiego zasięgu, jak te, które odbywają się jako wyraz dezaprobaty po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 22.10.2020 r., naruszającego dotychczasowe kompromisowe rozwiązanie w sprawie aborcji. Do protestów kobiet dołączyli  rolnicy, niezadowoleni z rozpoczętej procedury ustawodawczej tzw. „piątki dla zwierząt” oraz przedsiębiorcy, niezadowoleni z obostrzeń  związanych z rozprzestrzeniającą się pandemią.
Wiele działań Zjednoczonej Prawicy jest przedmiotem powszechnej krytyki. Dominujące ugrupowanie – Prawo i Sprawiedliwość jest postrzegane jako partia egoistyczna, która wszystkie swoje działania podporządkowuje utrzymaniu władzy. Narzędziem realizacji tego celu jest „nagradzanie” społeczeństwa - kupowanie głosów wyborczych poprzez szeroko zakrojony program socjalny. Pierwsze czterolecie rządzenia to doskonała koniunktura gospodarcza w Europie i w świecie. Ale, jak to stwierdził prof. Witold Orłowski, „kasa jest pusta”.Rządzący nagradzają bowiem nie tylko społeczeństwo, ale również siebie, swoje struktury, i „znajomych królika”.
Nie od rzeczy będzie stwierdzenie, że zarobki w wysokości 50 tys zł miesięcznie - np. w spółce mającej zajmować się stworzeniem Centralnego Portu Komunikacyjnego - w czasach pandemii i w obliczu powszechnego ubożenia społeczeństwa są po prostu niemoralne. Przypomnę, że już na początku 2020 r rząd Australii obniżył sobie pensje na okres dwóch lat.
Działaniami ukierunkowanymi na utrzymanie władzy jest m.in. faworyzowanie tych samorządów, w których władzę sprawuje partia rządząca (dotyczy to np. przyznawania środków na inwestycje z Funduszu Inwestycji Lokalnych), jak też wykorzystanie spółki Skarbu Państwa („Orlen”) do przejmowania prasy. Spółki skarbu państwa są zresztą wykorzystywane dla potrzeb rządu również finansowo – np. KGHM wydał 142 mln zł na zlecone mu przez rząd zakupy środków ochrony osobistej (m.in. był to zakup bezużytecznych maseczek). Przy tej okazji urządzono wielkie „show” w telewizji publicznej – zakup był transportowany największym samolotem świata.
Że celem takich posunięć jest uzyskanie głosów wyborczych świadczy lakoniczna, ale wiele mówiąca wypowiedź prezesa PiS na wieczorze wyborczym po zakończeniu głosowania w 2019 r: „wygraliśmy, ale zasłużyliśmy na więcej”.
Nader istotną rolę w pozyskiwaniu wpływów w społeczeństwie odgrywa natrętna propaganda podporządkowanej partii telewizji publicznej, która może w tym względzie konkurować z telewizją okresu „gierkowskiego”. W przekazie telewizji publicznej odzwierciedla się jeszcze jedna cecha pisowskiej partii – mściwość. Po przegranych wyborach przez Rafała Trzaskowskiego w każdym dzienniku telewizyjnym przedstawiano go w negatywnym świetle. Drugi przykład to nieustanne nękanie kierownictwa Warszawskiego Instytutu Medycznego oraz osób ze świata kultury i polityki zaszczepionych poza kolejnością. Po dwunastu dniach tego „dęcia” wywołało to reakcję rektorów uczelni warszawskich.
Nie sposób w jednym tekście wymienić posunięcia partii rządzącej, które są przedmiotem krytyki. Oprócz wymienionych wyżej spróbuję przedstawić te najważniejsze.
Pierwsza grupa działań to sfera ideologii. Można tu wymienić:
  • działania związane ze zmianą ustroju sądów;
  • mariaż z Kościołem (spektakle odbywające się w Toruniu z udziałem najwyższych władz państwowych to obraz wywołujący zażenowanie), co również szkodzi Kościołowi; wyniki sondażu przeprowadzonego w połowie grudnia 2020 r wykazują, że notowania są najgorsze od 1993 r;
  • napady na środowiska LGBT;
  • zawłaszczanie prasy pod hasłem „repolonizacji”;
  • przedkładanie interesów partyjnych nad interes kraju (próba veta wobec budżetu Unii Europejskiej).
    Rekonstrukcja ustroju Polski skutkuje spadkiem w międzynarodowych indeksach wolności. W Indeksie Wolności Prasy w 2020 r spadliśmy na 62. pozycję, a jeszcze w 2015 r byliśmy na 18. miejscu (na 180 analizowanych państw); wyprzedziły nas takie kraje jak Armenia, Gruzja, Niger.
    W światowym rankingu Indeksu Wolności Gospodarczej zajmowaliśmy w 2016 r 39. miejsce; w 2020 r zajmujemy 46. pozycję. Spośród krajów naszego regionu czołowe pozycje zajmują: Estonia (10), Litwa (16), Czechy (23); Bułgaria i Rumunia też nas wyprzedzają; za nami są Węgry (62) i Słowacja (60). Istnieje duża korelacja pomiędzy PKB na jednego mieszkańca a stopniem wolności gospodarczej – współczynnik ten wynosi 0,63.
    W światowym Indeksie Wolności Człowieka w 2012 r zajmowaliśmy 27. miejsce; w 2019 r – 40. miejsce. Spośród krajów naszego regionu za nami są tylko Węgry, a przoduje Estonia (15).
    Drugą grupę powszechnie krytykowanych działań można określić jako „niefrasobliwe podejście do wydawania pieniędzy”. Rażące przykłady to „rozhuśtanie” wielkich inwestycji: Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej, rozbudowa lotniska w Radomiu. Powszechne jest odczucie – poparte opiniami ekspertów – o nieracjonalności tych programów.
    Inne przykłady, to:
  • wydanie ok. 70 mln złotych – bez podstawy prawnej – na wybory, które się nie odbyły;
  • propozycja ustawy o „działach administracji rządowej”, która wprowadza możliwość wyższego wynagradzania podsekretarzy stanu przez wprowadzenie ich do korpusu służby cywilnej (dotyczy to również parlamentarzystów, których wynagrodzenia są pochodną wynagrodzeń podsekretarzy stanu);
  • wynagradzanie policji wobec zaniedbywania innych grup społecznych, np. uchwalone (po perypetiach) dodatkowe wynagrodzenia dla personelu medycznego nie dotyczą wszystkich zatrudnionych przy pielęgnacji chorych na covid;
  • priorytetowe, przed innymi potrzebami, dotowanie telewizji publicznej (słynne 2 mld zł);
  • permanentne dotowanie biznesowych przedsięwzięć Tadeusza Rydzyka – niemal na życzenie;
  • wymiana parku samochodów służbowych dla resortów administracji centralnej.
    Przedstawione wyżej przykłady finansowania przedsięwzięć, które opinia publiczna krytykuje są tym bardziej rażące w dobie pandemii oraz w obliczu potrzeb społecznych, które są od lat niedofinansowane.
    Przykładem, co dodatkowo uwypukliła pandemia jest też sytuacja w służbie zdrowia. Nakłady na ten cel mierzone odsetkiem PKB są w naszym kraju jednymi z najniższych w Europie. Polska zajmuje pod tym względem trzecie miejsce od końca. Za nami jest tylko Bułgaria i Rumunia. Niedofinansowana jest również nauka i oświata.
    Wyrazem autorytarnego kierunku w sprawowaniu władzy i „przykręcaniu śruby” społeczeństwu jest projekt ustawy w sprawie mandatów (nie można odmówić przyjęcia mandatu).
    Wszystkie te posunięcia, które można nazwać filozofią rządzenia, nie sprzyjają dobrym nastrojom społecznym, stwarzają poczucie niestabilności, która jest pogłębiana przez coraz bardziej widoczne pęknięcia w przedstawianej dotychczas jako monolit Zjednoczonej Prawicy. Sondaże czołowej partii władzy – PiS – w połowie grudnia 2020 r. zbliżyły się już do notowań Koalicji Obywatelskiej.
    Na notowania sondażowe Zjednoczonej Prawicy ma wpływ również pandemia. Druga fala tej pandemii, która nadeszła jesienią 2020 roku uwidoczniła słabości i niedomagania w działaniach rządu, które są powszechnie krytykowane.
    Przedstawiona wyżej charakterystyka sprawowania rządów przez Prawo i Sprawiedliwość definiuje tę partię jako destrukcyjną, a nawet autodestrukcyjną, co zresztą było powodem, że partia ta straciła władzę w 2007 roku.
    Zdecydowanie lepiej niż sprawy społeczne kształtuje się polska gospodarka. Perspektywy gospodarki po pandemii będą zależeć od powodzenia w jej wygaszaniu. To będzie miało znaczenie fundamentalne. Ogłoszone w połowie grudnia 2020 r. obostrzenia na okres od 28.12.2020 r. do 17.01.2021 r. i przedłużone do 31 stycznia 2021 r. zaowocują licznymi bankructwami firm, szczególnie w gastronomii i hotelarstwie. Tak więc w rok 2021 wchodzimy z dalszym pogłębieniem regresu w gospodarce.
    Założenia budżetu państwa na 2021 r. przewidują, że w 2020 r. nastąpi spadek PKB o 4,6 proc, a w 2021 r wzrost o 4 proc. Deficyt budżetu państwa ma wynieść 6 proc. PKB, dług publiczny liczony według metodologii unijnej (ostrzejsze kryteria) ma wynieść 64,7 proc. PKB (konstytucyjny próg wynosi 60 proc. PKB). Wydatki na obronność wzrastają do 2,2 proc. PKB. Stopa bezrobocia przewidziana w budżecie państwa ma wynieść na koniec 2020 r. 8 proc., a w 2021 r. 7,5 proc. Wzrost cen za 2020 r. prognozuje się na 3,3 proc., a na 2021 r. 1,8 proc.
    Rozważmy jakie są przesłanki spełnienia się zaprezentowanych prognoz. Jeżeli chodzi o najważniejszy i najbardziej popularny wskaźnik – PKB, to Polska jest w grupie państw, które w 2020 r wykazują najniższe spadki. Również prognozy na najbliższe dwa lata są korzystne. Prognoza wzrostu PKB na 2021 r. według Eurostatu i przewidziana w budżecie państwa na 2021 r. jest jednakowa (3,3 proc.). Wśród krajów europejskich jest to wielkość przeciętna. Wyższa skala prognozowanego wzrostu dotyczy krajów południa Europy, ze względu na przewidziane reaktywowanie turystyki. Czy tak się stanie będzie zależało od zahamowania pandemii.
    Ogólnie należy stwierdzić, że pandemia spowodowała największe spadki w usługach. Akurat w tej dziedzinie Polska ma opóźnienie w stosunku do rozwiniętych państw Zachodu (większy udział przemysłu w PKB niż w krajach zachodnich), wobec tego szkody poczynione przez pandemię są dla całej gospodarki mniejsze. Jest to swego rodzaju „renta opóźnienia”, którą Polska ma możliwość wykorzystać (opinia prof. Tomkiewicza). Prof. Tomkiewicz idzie jeszcze dalej – twierdzi mianowicie, że mamy okazję zmniejszyć dystans do Zachodu Europy, bo Zachód ma większy kryzys. W tym też duchu wypowiada się prof. Kołodko.
    W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów n.t. naszego dystansu do krajów zachodnich. Edwin Bendyk podaje, że w „najlepszym historycznie dla Polski czasie, czyli w jagiellońskim XVI wieku, dochód na mieszkańca Rzeczpospolitej ledwo przekraczał połowę dochodu, jakim cieszyli się mieszkańcy Zachodu”. A największa dochodowa bliskość z Zachodem miała miejsce w 1910 r, kiedy PKB per capita na ziemiach polskich osiągnął 56 proc. poziomu krajów zachodnich. Poziom ten przekroczyliśmy dopiero w ostatnich latach naszej transformacji gospodarczej – relacja do Niemiec to 57 proc. w 2017 r, Francji 68 proc., Japonii 67 proc., Stanów Zjednoczonych 49 proc., ale do Luksemburga tylko 28 proc.
    Wracając do struktury naszego PKB – jest ona również korzystna z punktu widzenia eksportu. A udział eksportu w tworzeniu polskiego PKB jest znaczący (40 – 50 proc.). Z dużą dozą pewności można przewidywać, że skala eksportu do rozwiniętych krajów Unii Europejskiej ze względu na jego strukturę (produkcja materialna) zbytnio nie ucierpi. Osłabiony i osłabiany złoty to dodatkowa stymulacja eksportu.
    Również struktura eksportu z punktu widzenia krajów do których eksportujemy jest korzystna. Czołówka naszych kontrahentów w eksporcie (dane za dziewięć miesięcy 2020 r.) to: Niemcy (25,1 proc.), Czechy (5,5 proc.), Francja (4,9 proc.), Wielka Brytania (4.5 proc.), Włochy (3,4 proc.). Zdecydowany lider w odbiorze naszego eksportu – Niemcy – mają silną gospodarkę i nie ucierpiały znacząco na skutek pandemii, co jest dla nas niezwykle korzystną okolicznością.
    Reasumując – prognoza wzrostu naszego PKB w 2021 r w wysokości 3,3 proc. wydaje się być realna i nie wygórowana.

Narodowe, cwaniackie wyścigi po szczepienie

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości sprytnie wykorzystali polską skłonność do egoistycznego naruszania norm społecznych aby skompromitować środowiska opozycyjne.
Jakaś zbiorowa głupota ogarnęła polskie media. Zarówno te w miarę normalne, jak i tzw. publiczne, czyli PiS-owskie. Otóż przedstawiciele tych mediów od wielu dni zamartwiają się, jak u Boga ojca skłonić Polaków, by zechcieli się szczepić na Covid- 19.
Z niezrozumiałych powodów ci przedstawiciele mediów nie zauważają tego, co widzą wszycy inni – ze Polacy bardzo chcą się zaszczepić. I że problemem nie jest rzekoma polska niechęć do szczepienia się, lecz nieudolność ekipy z Prawa i Sprawiedliwości, która, tak jak schrzaniła przygotowanie kraju do walki z koronawirusem, choć miała na te przygotowania czas, pieniądze i wszelkie możliwości, tak samo może i schrzanić proces szczepienia Polaków na koronawirusa – bo znowu czegoś nie przewidzi, nie dopatrzy, nie pojmie, lub normalnie po polsku, nie będzie jej się chciało czegoś zrobić tak jak należy. Tego boją się mieszkańcy naszego kraju, więc pragną zdążyć zanim zawali się program szczepień. I nikt nie musi ich zachęcać.
O tym, jak bardzo Polacy chcą się szczepić na koronawirusa, najlepiej świadczy afera z rozmaitymi celebrytami i politykami, którzy wepchnęli się poza kolejką na listę szczepień. Zwraca też uwagę pożałowania godna nieudolność PiS-owskich władz publicznych, które na to pozwoliły. Jak widać, cały tak rzekomo starannie od miesięcy przygotowywany PiS-owski Narodowy Program Szczepień można o kant potłuc.
Inna sprawa, że to wszystko jest jak najbardziej polskie. U nas zawsze przecież byli równi i równiejsi, a znajomości i układy liczą się bardziej, niż w normalnych państwach Europy. Jednak fakt, iż w przypadku Polaków można rozumieć takie naganne działania, nie znaczy, że należy je akceptować. Na tej naszej skłonności do egoistycznego łamania norm społecznych korzysta dziś przede wszystkim PiS, którego prominenci mogą zacierać ręce, że tak ładnie się udało skompromitować środowiska opozycyjne.
Ich powody do satysfakcji są tym większe, że ci co zaszczepili się poza kolejnością kręcą i plączą się w zeznaniach. Jeszcze najuczciwiej zachował się Leszek Miller, który powiedział, że skoro władze Narodowego Funduszu Zdrowia oświadczyły, iż należy stosować elastyczne podejście w kwalifikowaniu do szczepień i do 6 stycznia 2021 r., oprócz szczepienia pracowników, szczepić także członków ich rodzin oraz pacjentów szpitali, to miał on prawo uznać, że jako wieloletni pacjent szpitala Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i człowiek niemal 75-letni, może się zaszczepić. Zadzwonił zatem do szpitala, jak mówi, dowiedział się, że jest możliwość szczepienia dla pacjentów, zapytał czy może z niej skorzystać – a odpowiedź szpitala była pozytywna. I nikomu miejsca nie zajął, bo skorzystał z dodatkowych dawek, które Agencja Rezerw Materiałowych przekazała Warszawskiemu Uniwersytetowi Medycznemu. Jak widać, nikt tu się nie przejmował tym, że jest jakaś lista zero, mająca jakoby być szczepiona w pierwszej kolejności, a niezidentyfikowany przedstawiciel WUM rozmawiający z Leszkiem Millerem uznał, że za pacjenta szpitala można uznać nie tylko kogoś, kto aktualnie w nim leży, lecz każdego, który kiedykolwiek się leczył w WUM.
Wyjaśnienia aktorów i członków ich rodzin są już bardziej pokrętne, czego przykładem zmieniane oświadczenia Krystyny Jandy oraz coming out jej córki Marii Seweryn, która najpierw zaprzeczyła, że zaszczepiła się wraz z ojcem Andrzejem Sewerynem, a potem wyznała, iż skłamała, bo się jednak zaszczepiła.
Tymczasem nie chodzi tu o nic innego jak o serię szczęśliwych zbiegów okoliczności. Jakimś szczęśliwym przypadkiem wiadomość o możliwości szczepienia poza kolejką dotarła do Andrzeja Seweryna, wybrał się on do szpitala WUM przypadkowo akurat z córką aktorką, a nie z małżonką i menadżerką, przypadkowo nie było tam nikogo do szczepienia oprócz nich, przypadkiem została wykorzystana pierwsza porcja z nowo otwartej dawki i trzeba było szybko zużyć następną żeby się nie zmarnowała, przypadkiem Maria Seweryn miała akurat ze sobą kwalifikację lekarską pozwalającą na zaszczepienie się (zgodnie z Narodowym Programem Szczepień obywatel może się zaszczepić na Covid-19 po uzyskaniu pozytywnej opinii lekarskiej wydanej w drodze bezpośredniego – nie telefonicznego – badania). Przypadkiem też w szpitalu postawiono ją w sytuacji nieco przymusowej, mówiąc: „wchodzi pani czy nie wchodzi”, no to ona po prostu weszła i zrobiła sobie te szczepienie.
Także i władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zdecydowanie nie mają w całej tej aferze szczęścia do ewangelicznej mowy tak tak, nie nie. Najpierw Biuro Informacji i Promocji WUM oświadczyło, że WUM otrzymał dodatkową pulę 450 dawek, odrębną od puli przeznaczonej dla etapu zerowego akcji i podjął akcję szczepień, „zgodnie z sugestią NFZ” obejmując szczepieniami „szereg osób ze świata kultury m.in. aktorów, kompozytorów, reżyserów”. Szefem tego biura jest Agnieszka Stępień – i to ona odpowiada za treść tego komunikatu, choć trudno przypuścić, aby mogła go zamieścić bez uzgodnienia z władzami WUM, reprezentowanymi przez rektora, lekarza prof. Zbigniewa Gacionga.
O tym, że WUM prowadzi kampanię promującą szczepienia mówiła też Marta Wojtach rzecznik prasowy WUM. Wybrano zatem znanych publicznie ambasadorów akcji, tyle, że na razie są to ambasadorowie tajni i Marta Wojtach nie ujawni ich nazwisk (nazwiska te poznano wkrótce po wypowiedzi pani rzecznik).
Sam rektor stwierdził natomiast, że WUM nie prowadzi żadnej akcji szczepień. Prowadzi ją jedynie wybrana przez Narodowy Fundusz Zdrowia spółka Centrum Medyczne, której Warszawski Uniwersytet Medyczny jest właścicielem. WUM tylko zaoferował miejsce, gdzie można sprawnie szczepić dużą liczbę osób. Rektor także powołał się na pismo NFZ mówiące o elastycznym podejściu do szczepień Prof. Gaciong dodał, że nie wie dlaczego osoby spoza grupy zero, ze świata kultury i polityki zostały zaszczepione – bo choć bezpośrednio nadzoruje on akcję szczepień, to nie zajmuje się wyborem osób, które mają być szczepione. Nikt z władz rektorskich WUM nie był zaangażowany w wybór tych osób i nie wiedział, jak dokonano doboru „ambasadorów szczepień”..
Jak widać, w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym nie zdołano na czas uzgodnić wspólnej wersji zeznań.
Tymczasem szef Agencji Rezerw Materiałowych (urzędu objętego przez PiS) Michał Kuczmierowski ogłosił, że WUM mija się z prawdą, twierdząc, że była jakaś dodatkowa pula dawek szczepionek, gdyż każdy szpital przeprowadzający szczepienia zamawia tyle szczepionek, ile deklaruje wykorzystać. I wszystkie te szczepionki są przeznaczone wyłącznie dla osób z grupy zero.
W istocie, Narodowy Fundusz Zdrowia, a konkretnie Filip Nowak, p.o. prezesa NFZ w jednym zdaniu swego pisma zalecił by stosować „elastyczne podejście w kwalifikowaniu do szczepień”, ale w drugim dodał, że „możliwe będzie, oprócz szczepienia pracowników, także szczepienie członków ich rodzin oraz pacjentów szpitali”. Nie ma tu mowy o celebrytach.
Czujny i szybki premier Mateusz Morawiecki natychmiast oświadczył więc, że informacje o znanych osobach ze świata kultury i polityki, które zaszczepiły się poza kolejnością to prawdziwy skandal – bo nie ma żadnego uzasadnienia dla łamania zasad, a każda dawka szczepionki przekazana z naruszeniem harmonogramu to dawka, której może zabraknąć dla najbardziej potrzebujących. Jak stwierdził, pojawili się ludzie, którzy dobro własne stawiają nad dobrem wspólnoty, lecz nie będzie dla takich postaw usprawiedliwienia.
PiS-owski minister zdrowia Adam Niedzielski mógł zaś ze świętym oburzeniem ogłosić, że jest zdegustowany postępowaniem władz WUM, które dokonały nadużycia interpretacyjnego organizując ustawione szczepienie dla grupy swoich wybrańców. Tyle, że ten sam minister oświadczał również, że szczepienia mogą być wykonywane dla innych osób w przypadku ryzyka zmarnowania szczepionki poprzez brak stawiennictwa osób uprawnionych. Jego oburzenie jest więc spowodowane działaniami, które poniekąd sam sprowokował.
W całej sprawie może tylko trochę zaskakiwać to, że dziwnym trafem, informacja o możliwości szybszego zaszczepienia się na Covid-19 dotarła wyłącznie do tych przedstawicieli branży kulturalnej którzy są, delikatnie mówiąc, niechętni PiS-owskiej władzy. Jakoś nie trafiła ona do tak wielkich nazwisk kultury polskiej jak na przykład Beata Fido, Katarzyna Gójska-Hejke, Grzegorz Braun, Jacek Kurski, Tomasz Sakiewicz, Marcin Wolski czy Jerzy Zelnik. Jakby jakieś fatum losowe chciało skompromitować wyłącznie przeciwników obecnej ekipy rządzącej…
Nieco inaczej było już w światku polityki, bo poza kolejką zaszczepili się, oprócz anty PiS-owskich starostów, takich jak np. starosta śremski Zenon Jahns, starosta sandomierski Marcin Piwnik, czy starosta krapkowicki Maciej Sonik wraz z wicestarostą Sabiną Gorzkullą, także i starostowie z PIS: nyski Andrzej Kruczkiewicz czy opatowski Tomasz Staniek. Ale ktoś mógłby powiedzieć, że przecież żadna dobra prowokacja nie powinna dotyczyć wyłącznie jednej strony, bo wtedy trudniej w nią będzie uwierzyć – i czasem, dla dobra sprawy, trzeba także poświęcić kogoś ze swoich. Aż korci, żeby zapytać, jaką tym razem swoją nieudolność czy przekręt chciała przykryć ekipa rządząca?.
A co do obu starostów, których czekają przykładne kary mające pokazać rzekomą czystość moralną PiS – jednego już ponoć usunięto ze struktur partii (cokolwiek by to miało znaczyć), a drugi ma być najpierw zawieszony – to można przypuścić, że zostanie im to jakoś wynagrodzone, na przykład poprzez spółki skarbu państwa.
I nie łudźmy się: za wszystkimi tymi ludźmi, którzy już zaszczepili się poza kolejką, pójdą inni. Bo tacy są Polacy właśnie.

Gazociąg Nord Stream 2, czyli bezprawie

Nie wiadomo, czy polskiemu urzędowi antymonopolowemu uda się zablokowanie szkodliwej, rosyjsko – niemieckiej inwestycji. Ważne jednak, że jasno zostało stwierdzone iż mamy tu do czynienia z łamaniem przepisów.

Urząd Ochrony Konkurencji i konsumentów nałożył ponad 29 miliardów zł kary na rosyjski Gazprom i ponad 234 miliony zł kar na pięć pozostałych spółek uczestniczących w budowie rurociągu Nord Stream 2. Ponadto, na mocy decyzji UOKiK firmy te mają obowiązek rozwiązać umowy zawarte na finansowanie tego gazociągu.
Wydanie tej bezprecedensowej decyzji i wymierzenie maksymalnych możliwych kar to efekt postępowania prowadzonego przez UOKiK w sprawie spółek, odpowiedzialnych za budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2 bez zgody Urzędu. Dwa lata temu postawiono w tej sprawie zarzuty sześciu przedsiębiorstwom. Były to: rosyjski Gazprom, Engie Energy (Francja), Uniper (Niemcy), OMV (Austria), Shell (Holandia – Wielka Brytania), Wintershall (Niemcy). Za naruszenie zakazu dokonania koncentracji bez uzyskania zgody UOKiK grozi kara do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy. Ponadto prezes Urzędu może nakazać przywrócenie stanu sprzed dokonania koncentracji.
Przeprowadzone przez polski urząd antymonopolowy postępowanie wykazało, że w 2017 r. pomimo braku zgody na utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa, sześć spółek zawarło szereg umów dotyczących finansowania budowy Nord Stream 2. Rola tych firm była niezbędna dla powodzenia całego projektu.
Umowy zawarte pomiędzy sześcioma uczestnikami dotyczyły zarówno finansowania jak i wielu późniejszych uprawnień, np. możliwości ingerowania w działalność nowego gazociągu. Ponadto, ustanawiając zastaw na akcjach Nord Stream 2 finansujący stali się potencjalnymi akcjonariuszami wspólnego przedsiębiorstwa budującego gazociąg. Przejęliby bowiem jego akcje – w przypadku niewypełnienia umowy kredytowej przez Gazprom. Korzyści i zobowiązania związane z udziałem w całym przedsięwzięciu były dla wszystkich jasno ustalone. – W grudniu 2015 r., w momencie pierwszego zgłoszenia utworzenia tego joint venture, uczestnicy skonkretyzowali zamiar koncentracji, który nigdy z ich planów nie zniknął. Niecały rok później, po tym jak prezes UOKiK przedstawił poważne zastrzeżenia co do koncentracji, Gazprom podpisał z pięcioma zachodnioeuropejskimi koncernami energetycznymi umowy dotyczące gazociągu Nord Stream 2. Zgodnie z nimi połowa kosztów budowy gazociągu, którego łączna wartość szacowana jest na 9,5 mld euro, miała zostać sfinansowana właśnie przez te pięć koncernów – po 950 mln euro każdy. Drugą połowę miał pokryć Gazprom. Te same podmioty, które na mocy obowiązujących w Polsce przepisów prawa chroniących konkurencję wnioskowały wcześniej o zgodę na koncentrację i jej od nas nie dostały, stały się stronami umów finansujących. Ich poziom zaangażowania inwestycyjnego pozostał analogiczny, a warunki finansowania określone zostały w sposób umożliwiający przejęcie udziałów w gazociągu. Jednolity i wspólny dla wszystkich uczestników koncentracji jest również interes towarzyszący realizacji projektu – wyjaśnia Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Zdaniem UOKiK, działania te są obejściem przez niedoszłych wspólników Nord Stream 2 obowiązku uzyskania zgody polskiego UOKiK na utworzenie spółki finansującej budowę rurociągu. Cel wszystkich tych działań był identyczny. Zarówno utworzenie joint venture, jak i zawarcie późniejszych umów miało doprowadzić do sfinansowania budowy.
– Finansowanie wspólnego przedsiębiorstwa dokonywane przez uczestników rynku gazu, a nie instytucje finansowe, świadczy o wystąpieniu wspólnych interesów gospodarczych pomiędzy tymi wszystkimi sześcioma podmiotami. Bez ich udziału Nord Stream 2 nie byłby w stanie funkcjonować, a zatem prawdopodobnie w ogóle by nie powstał – dodaje prezes Tomasz Chróstny.
Oceniając stopień naruszenia przepisów, UOKiK uznał, że spółki nigdy nie zrezygnowały z zamiaru dokonania koncentracji, ale zrealizowały go w innej formie. Żaden z przedsiębiorców nie zawiadomił o swych działaniach polskiego urzędu antymonopolowego, lekceważąc tym samym prawo obowiązujące w Polsce (tożsame z regulacjami Unii Europejskiej). Doszło tym samym do złamania przepisów prawa oraz reguł uczciwej konkurencji, którego skutkami będzie zwiększenie uzależnienia odbiorców gazu na rynku wewnętrznym od jednego dostawcy – czyli Gazpromu.
Wszystko to może spowodować poważne konsekwencje dla gospodarki Polski i Unii Europejskiej, szczególnie poprzez terytorialne ograniczenia w dostawach gazu ziemnego oraz wzrost cen gazu dla odbiorców finalnych, zwłaszcza polskich konsumentów. Wysokie koszty realizacji przedsięwzięcia zostaną bowiem najprawdopodobniej zrekompensowane wyższymi rachunkami płaconymi przez polskich odbiorców gazu ziemnego – zaś pozycja negocjacyjna głównego uczestnika konsorcjum, Gazpromu, znacząco wzrośnie tak względem Polski, jak i pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej. W efekcie, ucierpiałaby i konkurencja na rynku, i – przede wszystkim – konsumenci.
Spółki finansujące gazociąg działały oczywiście umyślnie, dlatego UOKiK ukarał je maksymalnymi sankcjami finansowymi wynoszącymi w każdym przypadku 10 proc. rocznego obrotu, czyli dokładnie:
Gazprom – 29 075 726 808 zł, Engie Energy – 55 513 793 zł, Uniper – 29 913 407 zł, OMV – 87 748 906 zł, Shell – 30 220 135 zł, Wintershall – 30 785 804 złotych.
Nakazane także przez UOKiK rozwiązanie umów zawartych, by finansować Nord Stream 2 pozwoli zaś na przywrócenie stanu konkurencji sprzed dokonania koncentracji. Firmy mają na to 30 dni od otrzymania decyzji nakazującej rozwiązanie kontraktów. – Nie znalazłem żadnych okoliczności łagodzących. Działania sześciu spółek wywarły negatywny wpływ na konkurencję na rynku gazu ziemnego w Polsce, który odgrywa ogromną rolę dla całej gospodarki, w tym sytuacji gospodarstw domowych. Realizacja tej inwestycji zwiększa zależność ekonomiczną od rosyjskiego gazu nie tylko Polski, ale i innych krajów europejskich. Dlatego skorzystaliśmy ze wszystkich przysługujących nam narzędzi. Pod względem bezpieczeństwa energetycznego przedsięwzięcie to dzieli Europę na dwie części, z granicą na Odrze. Zadziwia brak zrozumienia tej kwestii przez zachodnie koncerny, biorące udział w przedsięwzięciu naruszającym konkurencję na rynku oraz europejskie bezpieczeństwo energetyczne – podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jak mówi, te wysokie kary finansowe mają zarówno nakłonić strony do przestrzegania prawa, jak i zniechęcić w przyszłości inne podmioty do podobnych zachowań naruszających prawo antymonopolowe.
Historia działań UOKiK mających zapobiec nielegalnym działaniom prowadzącym do budowy Nord Stream 2 jest już długa. W 2015 r. do UOKiK wpłynął wniosek sześciu spółek o zgodę na utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2. W 2016 r. Urząd zgłosił zastrzeżenia do koncentracji, wskazując, że planowana transakcja może doprowadzić do ograniczenia konkurencji. Przedsiębiorstwa wycofały wniosek – ale niedługo potem pojawiły się informacje, że niedoszli uczestnicy transakcji podpisali jednak umowę na finansowanie gazociągu. W związku z tym wszczęto postępowanie przeciw Gazpromowi i jego pięciu kontrahentom o dokonanie transakcji bez zgody UOKiK.
W trakcie trwania postępowania prezes UOKiK kilkakrotnie zwracał się do wszystkich sześciu firm o dokumenty istotne dla sprawy. Dwie z nich: Gazprom oraz Engie Energy odmówiły udzielenia informacji ważnych dla prowadzonego postępowania, za co zostały ukarane łącznie karą 385 mln zł.
Obowiązek uzyskania zgody UOKiK na dokonanie koncentracji przez spółki zagraniczne, a także obowiązek współpracy z Urzędem i udzielania żądanych informacji oraz dokumentów wynika z polskich przepisów antymonopolowych. Analogiczne regulacje w zakresie koncentracji, mające na celu zapewnienie uczciwej konkurencji na rynku, obowiązują we wszystkich państwach Unii Europejskiej.
Wiadomo, że problem budowy Nord Stream 2 nie zostanie prędko rozwiązany (jeżeli w ogóle). Gazprom z pewnością odwoła się od decyzji polskiego UOKiK, sprawa trafi do sądu, potem zapewne do trybunału Unii Europejskiej. Wszystko to będzie trwać latami, bo młyny sprawiedliwości nie są szybkie. W międzyczasie druga nitka Nord Stream 2 zostanie ukończona i popłynie nią rosyjski gaz.
Tym niemniej, dobrze, że UOKiK postanowił zakończyć swe postępowanie jednoznacznym orzeczeniem, stwierdzającym złamanie prawa, wskazującym winnych i wymierzającym kary. Oznacza to, że już na zawsze ta inwestycja zostanie obciążona grzechem pierworodnym bezprawia. Może dzięki temu, w przyszłości w Europie już nie dojdzie do podobnych działań.

Konie przejadają Polskę?

Może nie przejadają (jak mogliśmy przeczytać czterdzieści kilka lat temu), ale na pewno trzeba do nich coraz więcej dokładać. To rezultaty PiS-owskiego gospodarowania.
A dokładać trzeba, gdyż za sprawą nieudolności i zaniedbań różnych PiS-owskich nominatów, hodowla koni z której jeszcze kilkanaście lat temu słynął nasz kraj, teraz przynosi coraz większe straty i oceniana jest coraz gorzej. Zwłaszcza na świecie, gdzie pamiętane są bodaj najgłośniejsze negatywne zdarzenia, do jakich doszło, gdy PiS dokonało skoku także na kierownicze stołki w stadninach – czyli padnięcie dwóch klaczy żony muzyka Rolling Stones w 2016 r. Oczywiście wkrótce potem Shirley Watts zabrała swoje pozostałe klacze ze stadniny w Janowie Podlaskim.
Za niekompetencję, nepotyzm i brak rozumu trzeba płacić (choć niestety nie zawsze), toteż państwowa hodowla koni w Polsce zaczęła przynosić straty.
„Hodowla koni w spółkach stała się deficytowa. Istotny wpływ na systematycznie pogarszającą się sytuację finansową spółek hodowli koni miały coraz niższe wyniki hodowli koni, której przychody nie pokrywały kosztów ponoszonych na tę działalność” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli w swoim niedawnym raporcie.
Ujemny wynik z hodowli koni za 2015 r. wyniósł nieco ponad 10 mln zł, za 2016 r. – prawie 13 mln zł, za 2017 r. – 14,5 mln zł a za 2018 r. nieco ponad 17 mln zł. Takie są efekty PiS-owskiego gospodarowania.
Zdaniem NIK pogarszająca się sytuacja finansowa spółek hodowli koni w niektórych przypadkach może spowodować zwiększenie ryzyka upadłości podmiotów o szczególnym znaczeniu dla gospodarki narodowej (za takie uważane są stadniny) – i stanowić zagrożenie dla stabilności hodowli koni. Stadniny mają bowiem strategiczne znaczenie dla postępu biologicznego, dzięki któremu można zachowywać – czy raczej, można było zachowywać do czasu rządów PiS – polską specyfikę doskonałej hodowli koni.
Państwowa hodowla koni w Polsce jest prowadzona w 20 spółkach, nadzorowanych przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Ów nadzór, także przejęty przez PiS, jak widać nie okazał się szczególnie skuteczny i nie zapobiegł regresowi. W tych spółkach hodowane są konie dziewięciu ras. W Polsce hodowlą koni zajmują się również podmioty prywatne.
Obecnie ponad połowę pogłowia koni w Polsce stanowią konie zimnokrwiste i tzw. pogrubione, które w II połowie XX wieku z koni roboczych stały się głównie końmi rzeźnymi, z apetytem jedzonymi m.in we Włoszech. U nas konina przestała być popularna w miarę stopniowego wzrostu poziomu zamożności społeczeństwa. Jednak pół wieku temu potrawy z koni widniały w polskich książkach kucharskich, a dziś można je znaleźć w internecie na stronach, starających się o przywrócenie koniny do polskiego jadłospisu. Ale najważniejsza w w Polsce jest oczywiście hodowla koni arabskich czystej krwi. „Jako jedyna ma znaczenie międzynarodowe i ma realny wpływ na hodowlę światową” – zauważa NIK, choć raczej należałoby sprecyzować, że miała do 2016 r.
Bez wątpienia na poziom hodowli miała wpływ częstotliwość zmian składów organów zarządzających spółek. W ocenie NIK nie sprzyjało to ciągłości i jakości zarządzania. W latach 2016-2018 stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie miały po 4 prezesów każda.
Izba wylicza, że ogółem w latach 2015-2019 odwołanych zostało 43 członków zarządu 14 spółek hodowli koni, w tym 21 odwołanych członków zarządu nie otrzymało absolutorium z wykonania obowiązków. W okresie tym powołano 41 członków zarządu, w tym jako pełniących obowiązki prezesa zarządu powołano 31 osób, a 10 członków zarządu wyłonionych zostało spośród kandydatów, którzy zgłosili się w trybie postępowania kwalifikacyjnego.
Tę karuzelę kadrową można zrozumieć, bo przecież oczywiste jest, że nowe władze PiS-owskie chciały się jak najszybciej nachapać. Zrozumiałe też, że musiało to mieć marne konsekwencje dla państwowej hodowli koni, czym zresztą nikt się specjalnie nie przejmował.
Wśród przyczyn regresu hodowli koni w Polsce NIK wymienia między innymi i to, że dotychczasowa strategia działania spółek hodowli koni, polegająca na utrzymywaniu hodowli koni przez inną działalność (np. hodowlę bydła, produkcję mleka i produkcję roślinną) przestała przynosić efekty. Wpływ na to miały susze w latach 2018 i 2019 r. – bo spółki nie otrzymywały dopłat z tego tytułu.
Inny powód to rabunkowa polityka wyprzedawania wartościowych koni, zamiast pozostawiania ich dla rozrodu, w celu doraźnej poprawy wyników finansowych. PiS-owscy nominaci z upodobaniem stosowali tę prymitywną, krótkowzroczną metodę. Jak wskazuje NIK, średnia cena za sprzedanego konia w trzech spółkach zajmujących się hodowlą koni arabskich czystej krwi, czyli w Michałowie, Janowie Podlaskim i Białce, uległa zmniejszeniu ze 104 tys. zł z 2015 r. do 23,8 tys. zł w 2018 r.
Generalnie, zdaniem NIK, państwowa hodowla koni w Polsce prowadzona była przez spółki rzetelnie, nie zawsze jednak gospodarnie. Dotyczyło to przede wszystkim gospodarowania majątkiem spółek. Izba wykryła też nieprawidłowości, mogące ewidentnie służyć interesom osób prywatnych, takie jak trzymanie czyichś koni po cenach niższych niż określone w cennikach lub w ogóle za darmo. Nie jest podane, czy przypadkiem nie była to darmowa usługa na rzecz koni jakichś dygnitarzy PiS.
Oczywiście negatywny wpływ na kłopoty państwowych spółek hodowli koni miały też czynniki o charakterze międzynarodowym. NIK wymienia tu sytuację na rynku koni użytkowych i sportowych, zmniejszenie zainteresowania końmi arabskimi czystej krwi, zmniejszające się zapotrzebowanie na ogiery-reproduktory.
Nie ulega jednak wątpliwości, że do tych negatywnych tendencji znacząco przyczyniła się wyprzedaż koni wysokiej klasy, prowadzona przez Polskę. Niestety, w ostatnich latach właśnie w ten sposób objawił się, wymieniony przez NIK, „realny wpływ na hodowlę światową” jaki ma państwowa hodowla koni arabskich w naszym kraju.