Dwa oblicza kwietnia na rynkach finansowych

W którą stronę poprowadzi nas pandemia koronawirusa? Odmrażanie gospodarek niekoniecznie musi być początkiem długotrwałego okresu wzrostów.
Kwiecień był bardzo zróżnicowanym miesiącem na rynkach. Co w pierwszej kolejności przykuwa uwagę, to generowane przez niektóre indeksy akcji, wysokie stopy zwrotu. W zależności od rynku, są one najwyższe w ostatnich 20-30 latach, bądź znajdują się w ścisłej czołówce miesięcznych wyników.
Przykładowo, ostatni tak dobry miesiąc dla indeksu Standard&Poor’s 500 (największych amerykańskich firm notowanych na giełdach) miał miejsce w grudniu 1991 r., gdy w kinach królował film „Milczenie Owiec” Jonathana Demme.
Teraz był to jednak przede wszystkim miesiąc spółek IT (informatycznych). Netflix i Amazon na rynku amerykańskim, czy CD Project, Playway i Ten Square Games na rodzimym, ustanowiły historyczne szczyty. Do grona rekordowych spółek na krajowym rynku zaliczyć należy również Dino.
Stopa zwrotu z części wymienionych spółek przekroczyła 40 proc. licząc tylko sam kwiecień. Co ciekawe, dobrze radziły sobie również inne aktywa, jak złoto, które zyskało ponad 8 proc.
Najbardziej jaskrawą wartością były jednak tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie przedział tygodniowych odczytów z poziomu 200-300 tysięcy wniosków przeniósł się na poziom 3-6,5 mln nowych wniosków o zasiłek – co nie miało miejsca nigdy wcześniej w historii publikacji tych danych.
Szereg innych publikacji makroekonomicznych również wskazywał na postępujące spowolnienie, jak chociażby wstępne odczyty kwietniowych indeksów aktywności gospodarczej PMI. Wrażenie robią w szczególności dane z Francji, gdzie wartość łącznego wskaźnika dla sektora usług i przemysłu spadła do poziomu 11,2 pkt., w tym dla sektora usług do 10,4 pkt. – dla porównania, wartość tego wskaźnika z lutego tego roku wynosiła 52,5 pkt.
Podobnie wyglądała sytuacja w większości krajów strefy euro, zaś wskaźniki wskazywały na historycznie niskie poziomy, bądź w najlepszym wypadku wieloletnie minima. Liczba chorych na COVID-19 wzrosła zaś w ciągu miesiąca z niespełna 800 tys. do ponad 3 mln przypadków.
Nietrudno o wrażenie, że te dwa obrazy kwietnia nie współgrają ze sobą. Warto oczywiście pamiętać, że wysokie wzrosty indeksów giełdowych nastąpiły po bezprecedensowych spadkach w marcu, ale w dalszym ciągu czuje się pewien dysonans.
Oczywiście powodem wzrostów indeksów giełdowych były najpierw, ogłaszane stopniowo, kolejne pakiety pomocowe, zarówno fiskalne, jak i monetarne – oraz sam fakt, że reakcja władz w odróżnieniu od poprzednich kryzysów, była niemal natychmiastowa. Dodatkowym wsparciem były kolejne informacje o stopniowym otwieraniu poszczególnych gospodarek, które postępuje we wszystkich regionach świata.
Trudno jednak nie mieć wrażenia, że entuzjazm uczestników rynku, w zestawieniu z wciąż trudnym do oszacowania rejestrem szkód gospodarczych i tym, że w większości krajów pandemia w dalszym ciągu nie została skutecznie opanowana, nie jest do końca spójny. Fakt jest taki, że inwestorzy wyceniają już szybkie odbicie gospodarcze po otworzeniu poszczególnych gospodarek. Można jednak sądzić, że nie doceniają trudności, które gospodarki mogą napotkać po drodze.
Prawdopodobnie tak silne załamanie indeksów, jakie miało miejsce w marcu, już nie nastąpi. Nie oznacza to jednak, biorąc pod uwagę poziom obecnych wycen i spadek prognozowanych zysków (dużo wyższy niż jeszcze dwa miesiące temu), drugiej fali korekty – gdy okaże się, że zarówno nawyki konsumentów, jak i tempo wychodzenia z kryzysu nie jest tak szybkie, jak niektórzy by sobie tego życzyli.
Ponadto, kolejnym niewycenianym scenariuszem jest przywracanie części restrykcji w niektórych przypadkach, co już pokazuje przykład Chin. Wszystko to zebrane razem pozwala stwierdzić, że najbliższe miesiące na pewno będą ciekawe.