Pozdrowienia z pomarańczowej strefy

„Wino białe, piwo, wino czerwone. Jak ktoś nie lubi piwa to spritz.” – tak żartowali sobie Włosi, kiedy na początku listopada ub.r. wszedł w życie podział na trzy strefy: żółtą, pomarańczową, czerwoną. W obostrzeniach trudno było się połapać. Nie łatwo też zrozumieć, co było wolno, a czego nie w poszczególnych strefach oznaczonych danym kolorem, który wynika z wartości czynnika zakaźności Rt0, monitorowanego cotygodniowo przez ISS – włoski Wyższy Instytut Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia. Mały świąteczny lockdown nie pomógł i od 16 stycznia 2021 r. we Włoszech obowiązują nowe obostrzenia (weszły w życie w niedzielę 17 stycznia). Nastąpiło ogólne pogorszenie się sytuacji epidemiologicznej.

Po raz pierwszy od ubiegłorocznego lockdownu (z wyjątkiem okresu świątecznego, w którym jednakowe obostrzenia wprowadzono na całym terytorium kraju), w strefie pomarańczowej znalazł się Rzymu i Lacjum.
Niestety wiele włoskich regionów przekroczyło R 1, co zwiększa „ryzyko niekontrolowanej epidemii”. W strefie pomarańczowej znalazły się Dolina Aosty, Piemont, Liguria, Wenecja Euganejska, Emilia-Romania, Marche, Umbria, Abruzja, Lacjum, Apulia, Kalabria. W strefie czerwonej: Lombardia, Bolzano-Górna Adyga, Sycylia. W strefie żółtej pozostają: Fruli-Wenecja Julijska, Trydent Górna-Adyga, Toskania, Sardynia, Molise, Kampania, Bazylikata. W 12 regionach i prowincjach wskaźniki dotyczące oddziałów intensywnej terapii znowu przekroczyły krytyczny próg. We Włoszech odnotowano już 2,37 mln osób zakażonych koronawirusem, 1,73 mln wyzdrowiało. Zmarło 81.800 osób. Liczba dziennych zgonów waha się w granicach pięciuset. Ogólnokrajowy wskaźnik zakaźności wynosi R 1,09. Zaszczepiono pierwszy milion osób.
W całym kraju obowiązuje godzina policyjna od od 22:00 do 5:00, podczas której nie można się przemieszczać, chyba że wymagają tego obowiązki wynikające z  pracy, konieczności wyższej lub stanu zdrowia, co zostaje potwierdzone samozaświadczeniem.
W strefie żółtej
życie toczy się w miarę normalnie… Bary i restauracje są otwarte do godz. 18:00, a później można sprzedawać tylko na wynos. Zamknięte są siłownie, baseny, teatry, kina, muzea. Ośrodki sportowe pozostają otwarte.
W strefie pomarańczowej
dodatkowe obostrzenia przewidują zamknięcie barów i restauracji przez 7 dni w tygodniu, jedzenie na wynos może być sprzedawane tylko do godz. 18:00 i nie może być konsumowane w bliskiej odległości lokalu. Nie ma ograniczeń co do dostaw cateringowych do domu. Zostają zamknięte centra handlowe w święta i w dzień poprzedzający je, z wyłączeniem aptek, parafarmacji, punktów gastronomicznych, sklepów tytoniowych i kiosków. Zamknięte pozostają muzea. Jest zabronione przemieszczanie się z jednego regionu do drugiego oraz z jednej gminy do drugiej, z wyjątkiem uzasadnionych powodów. Przemieszczanie się z gmin o liczbie do 5000 mieszkańców jest dozwolone w promieniu 30 kilometrów od ich granic (na przykład w celu zakupów), z wyjątkiem podróży do stolicy prowincji. Nauczanie na odległość jest przewidziane dla szkół średnich, z wyjątkiem uczniów niepełnosprawnych oraz w przypadku korzystania z laboratoriów. Pozostają otwarte przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja. Zamknięte są uniwersytety, z wyjątkiem niektórych zajęć dla studentów pierwszego roku i laboratoriów. Dodatkowo transport publiczny może przewozić do 50 proc. osób, z wyjątkiem transportu szkolnego. Zostaje zawieszona działalności salonów gier, zakładów bukmacherskich, bingo i automatów do gier również w barach i kioskach. Baseny, siłownie, teatry i kina pozostają zamknięte.
W strefie czerwonej
obowiązują bardzo rygorystyczne zasady. Bary i restauracje pozostają zamknięte przez 7 dni w tygodniu regionów, sprzedaż jedzenia na wynos jest dozwolona do 22:00. W przypadku dostawy do domu nie ma ograniczeń. Pozostają zamknięte wszystkie sklepy, z wyjątkiem supermarketów spożywczych, sklepów spożywczych i z artykułami pierwszej potrzeby. Kioski, sklepy tytoniowe, apteki i parafarmacja, pralnie i fryzjerzy pozostają otwarte. Salony urody są zamknięte. Tak samo, siłownie, baseny, teatry, kina, muzea. Pozostają otwarte tylko przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja. Kształcenie na odległość obowiązuje w liceum, dla klas drugiej i trzeciej. Uniwersytety są zamknięte, z określonymi wyjątkami. Zostają zamknięte ośrodki sportowe z wyjątkiem tych, w których trenuje się profesjonalnie z potwierdzeniem ze strony związków CONI i CIP. Aktywność fizyczną można uprawiać w pobliżu domu (spacery), zajęcia sportowe na świeżym powietrzu dozwolone są wyłącznie w formie indywidualnej. Zostają zamknięte salony gier, zakłady bukmacherskie, bingo, także w barach i kioskach. W transporcie publicznym, z wyjątkiem transportu szkolnego, dozwolone jest przewożenie do 50% osób.
„Kolorowe strefy”
obowiązują przez dwa tygodnie. Po tym okresie następuje weryfikacja parametrów epidemiologicznych i rząd może podjąć decyzję, czy dany region nadal pozostaje w danej strefie, czy ją zmienia – na „lepszą” lub „gorszą”.
Dekret rządowy z 16 stycznia b.r. wprowadza również po raz pierwszy „strefę białą”, w której ma „otworzyć się” wreszcie kultura. W strefie białej wskaźnik zakaźności R powinien wynosić 0,5 czyli poniżej 50 osób na 100 tys. mieszkańców. Do tego jednak jeszcze bardzo daleko każdemu regionowi…
Stan wyjątkowy we Włoszech został przedłużony do 30 kwietnia. Nowy dekret obowiązuje do 5 marca 2021 r. Zakaz przemieszczania się między regionami/prowincjami autonomicznymi zostanie utrzymany do 15 lutego 2021 r., z wyłączeniem uwiarygodnionych potrzeb zawodowych, sytuacji wyższej konieczności, względów zdrowotnych, powrotu do miejsca zamieszkania.​​​ W odwiedzinach w domu mogą jednocześnie uczestniczyć dwie osoby nie będące domownikami, nie wliczając w to dzieci poniżej 14 lat oraz osób niepełnosprawnych.
Stoki narciarskie pozostają zamknięte do 15 lutego 2021 r.
Nowe zasady dla osób podróżujących z Polski i innych krajów
Od 16 stycznia weszły w życie również nowe zasady obowiązujące osoby podróżujące z Polski do Włoch. Polska wraz z innymi krajami została zaliczona do krajów znajdujących się w grupie C (Andora, Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Islandia, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Monako, Niemcy, Niderlandy, Norwegia,  Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Węgry), czyli do strefy ryzyka.
Jak informuje Ambasada RP w Rzymie, w  związku z tymi zmianami w okresie od  16 stycznia do 05 marca 2021 r., przed przekroczeniem granicy włoskiej należy: 1) wypełnić oświadczenie; 2) przedstawić zaświadczenia o negatywnym wyniku badania na koronawirusa, przeprowadzonego najwcześniej na 48 godzin przed wjazdem na terytorium Włoch. Akceptowane są jedynie testy wymazowe: molekularne i antygenowe. W przypadku braku takiego testu należy poddać się 14-dniowej kwarantannie; 3) dodatkowo, osoby wjeżdżające do Włoch z wyżej wskazanych obszarów muszą zgłosić swój przyjazd do przychodni lokalnej właściwej dla miejsca pobytu.
Testów nie muszą przedstawiać i nie muszą się poddawać kwarantannie: a) osoby wjeżdżające do Włoch własnym środkiem transportu, pod warunkiem, że opuszczą terytorium Włoch w ciągu 36 godzin od wjazdu. Za taki „tranzyt”, w myśl obecnych przepisów epidemicznych, uznaje się wyłącznie przejazd przez terytorium Włoch bez postojów. Zatrzymanie się np. na nocleg skutkowałoby natomiast uznaniem podróży za „krótki pobyt”, a to z kolei wiązałoby się z koniecznością przedstawienia aktualnych wyników testów w kierunku Covid-19; b) osoby przesiadające się na lotniskach we Włoszech w podróży do innych państw (bez opuszczania strefy tranzytowej); jeśli jednak opuściłyby strefę tranzytową na lotnisku – podlegają ogólnym przepisom i obostrzeniom; c) osoby wjeżdżające do Włoch na czas nie dłuższy niż 120 godzin z udowodnionych przyczyn zawodowych, zdrowotnych lub absolutnej konieczności; d) załogi środków transportu.
Osoby, które przebywały Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej lub przejeżdżały przez terytorium tych państw w ciągu ostatnich 14 dni nie mogą wjechać na terytorium Włoch. Wjazd do Włoch możliwy jest tylko w celach zawodowych, zdrowotnych, naukowych, w sytuacjach nagłych, lub konieczności powrotu do miejsca zamieszkania. Nie ma możliwości wjazdu w celach turystycznych.  Należy również wypełnić oświadczenie.
Ponadto, należy zawsze brać pod uwagę dodatkowe obostrzenia lokalne i regionalne wynikające z podziału Włoch na trzy strefy: żółtą, pomarańczową i czerwoną. Oznacza to, że lądując na lotnisku poza regionem, do którego mamy zamiar się udać, nie będzie można się do niego przemieścić w okresie trwania obostrzeń. Kontrole są prowadzone na dworcach kolejowych.
Miejmy nadzieję, że za dwa tygodnie coś się zmieni… na lepsze…

Flaczki tygodnia

Zaryczały lwy Lechistanu. Sejm RP wezwał władze Federacji Rosyjskiej do uwolnienia Aleksieja Nawalnego. Sprzeciwił się jego prześladowaniom, które uznał za jeden „z wielu przykładów represji obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy aktywnie angażują się w życie publiczne, ujawniają polityczną korupcję i nadużywanie władzy przez przedstawicieli autorytarnego reżimu”.

„Zatrzymanie i pozbawienie opozycjonisty prawa do sprawiedliwego sądu jest aktem represji i naruszeniem praw człowieka. To kolejna próba zastraszenia demokratycznej opozycji w Rosji i demonstracja siły wobec obywateli”, zagrzmiało nasze „Sanktuarium demokracji”. „Wyrażamy podziw dla niezłomnej postawy Aleksieja Nawalnego, który daje światu przykład bezkompromisowości w sprawach najistotniejszych dla demokracji i praworządności”, popłynął słowotok podziwu. „Zapewniamy go o naszym wsparciu i solidarności”, nie zapomniano też o zapewnieniu.

Zapewne sejmowa uchwała nie wstrząśnie Kremlem. Ani uwięzionym Nawalnym. I za dni parę niewielu będzie już o niej pamiętało. Sejm RP regularnie uchwala uchwały, które są przykładami pracy pozornej i głupoty. Wiele z nich razi pustosłowiem i hipokryzją. Ta jednak to istna bomba zakłamania.

Aresztowanie opozycjonisty Nawalnego i wcześniejsza próba otrucia go, to działania niewątpliwie godne potępienia i sprzeciwu. Ale nie przez ten Sejm.

Publiczne potępianie władz Federacji Rosyjskiej za „represje i prześladowania obywateli, którzy aktywnie angażują się w życie publiczne, ujawniają polityczną korupcję i nadużywanie władzy przez przedstawicieli autorytarnego reżimu” przez ten kaczystowski Sejm RP to prawdziwe Himalaje hipokryzji! Przecież przez ostatnie lata, a zwłaszcza miesiące, „przedstawiciele autorytarnego reżimu” PiS wielokrotnie „represjonowali i prześladowali” polskich obywateli, którzy „ujawniali polityczną korupcję i nadużywanie władzy przez przedstawicieli autorytarnego reżimu”.

Za „ujawnianie korupcji i nadużywania władzy” przez prezesa Kaczyńskiego i jego klikę, aresztowano niedawno mecenasa Romana Giertycha, pozbawiono pracy sędziów i prokuratorów. Za uczestnictwo w demonstracjach Strajku Kobiet przeciwko „politycznej korupcji” policja zatrzymywała w aresztach, biła i gazowała pokojowo tysiące demonstrujących kobiet. Nikt już w Unii Europejskiej nie wątpi, że w Polsce pod rządami kaczystów łamane są prawa, nawet Konstytucja. A korupcja została uznana za podstawowe prawo człowieka „kaczysty”.

Kiedy policja polska biła polskie kobiety, to kaczystowska większość sejmowa skutecznie blokowała protesty opozycji parlamentarnej i zachęcała do dalszych „represji i prześladowania obywateli, którzy aktywnie angażują się w życie publiczne, ujawniają polityczną korupcję i nadużywanie władzy”.

Kiedy w sojuszniczych USA doszło do demonstracji poparcia dla prezydenta Trumna, ataku na Kapitol, masowych rozruchów i śmierci pięciu osób, wówczas kaczystowski prezydent Duda uznał te demonstracje i ostre policyjne represje za „wewnętrzną sprawę USA”. Czy podobnie uzna za „wewnętrzną sprawę Rosji” demonstracje w obronie Nawalnego i brutalne interwencje rosyjskiej policji?

Pan prezydent Duda powiedział: „Uważam, że policja u nas zachowuje się w niezwykle profesjonalny sposób. U nas nie ma przypadku, że ktoś zginął w czasie jakichkolwiek zamieszek”. Tak to zdefiniował mocą swego konstytucyjnego urzędu „policyjny profesjonalizm.”

Teraz już wiemy, że jeśli policja tylko bije pałkami teleskopowymi, gazuje, łamie ręce demonstrującym to działa „profesjonalnie”. Kiedy już zabija, to dowodzi jedynie braku swego wyszkolenia. Czy oznacza to, że policja bratnich Stanów Zjednoczonych jest jedynie nieprofesjonalna? I powinna teraz uczyć się od polskiej bicia pałkami teleskopowymi, tak jak kiedyś barbarzyńscy Francuzi uczyli się od polskich Sarmatów ogłady, kultury i jedzenia widelcem?

W zeszłą sobotę odbyły się w wielu rosyjskich miastach masowe demonstracje w obronie Nawalnego. Rosyjska policja, przypadkowo zapewne, nie zabiła nikogo z setek tysięcy demonstrantów. Czy pan prezydent Duda pochwali „profesjonalizm” rosyjskiej policji?

Aleksander Nawalny jest obecnie najsłynniejszym rosyjskim opozycjonistą. Swoją popularność w Rosji osiągnął, bo nie jest „demokratą” wedle standardów zachodniej, liberalnej demokracji. Nie zachęca on do przyjmowania przez Rosję wartości i standardów Unii Europejskiej. Europejsko rozumianych praw człowieka. Chce Rosji tradycyjnej, konserwatywnej, zbudowanej na fundamencie „obywatelskiego nacjonalizmu”. Jest rosyjskim nacjonalistą. Narodowcem.

Nawalny popiera aneksję Krymu i Południowej Osetii, utraconej przez Gruzję w wojnie 2008 roku. W konflikcie gruzińsko- rosyjskim stoi po stronie prezydenta Putina, a nie byłego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Pomimo tego pan prezes Kaczyński, brat Lecha, popiera Nawalnego. Nawalny nie deklaruje też poparcia dla środowiska LGBTI, nie obiecuje państwu polskiemu zwrotu wraku prezydenckiego Tupolewa. Nie żąda zastopowania budowy gazociągu Nord Stream 2. I nie rozwali go jeśli zostanie prezydentem Rosji. Jedynie wymieni rosyjski skład zarządu i rady nadzorczej spółki.

Zapewne „obywatelski nacjonalista” Nawalny reprezentuje zorganizowanych już przeciwników starego, skorumpowanego prezydenta Putina i jego oligarchów. Młodszych, energicznych rosyjskich nacjonalistów przekonanych, że zużyta politycznie, moralnie i skorumpowana ekipa Putina hamuje rozwój rosyjskiego imperium. Można uznać Nawalnego za bojownika o „praworządność”, ale uznawanie go za „demokratę” to już polskie chciejstwo.

Spór ekip Putina i Nawalnego to walka dekadenckiego rosyjskiego imperializmu z imperializmem młodym i rozwojowym. Jaki ma polityczny interes Sejm RP by wspierać rozwój i odmłodzenie imperialnej Rosji?

Podobne można zapytać; czemu polski rząd walczy z administracją Wielkiej Brytanii o ciało brytyjskiego obywatela polskiego pochodzenia, uznanego za zmarłego w szpitalu Plymouth? Czemu robi tak drastyczną szopkę propagandową? Śmiech z pogrzebu. Czemu bezcześci propagandowo zwłoki Polaka? Po co demonstracyjnie przyznaje zmarłemu polski paszport dyplomatyczny, grozi przejęciem zwłok, zapewne przez wysłane tam komando terytorialsów, i codziennie wznieca w swych mediach seanse pogardy i nienawiści do Wielkiej Brytanii? Mało im nienawiści do Niemiec i Rosji ? Czy tylko dlatego żeby odwrócić uwagę wyborców PiS od szczepionkowego bałaganu?

Przy okazji dowiedzieliśmy się na czym polega wyższość cywilizacji kaczystowskiej od brytyjskiej.W Wielkiej Brytanii fakt śmierci człowieka potwierdza lekarz. W IV RP decyduje o tym guru sekty kaczystów i usłużny mu kościół kat.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Racjonalność systemu…

jest na tę chwilę taka, że szczepienia prędzej zostaną rozwleczone na lata i skaże się na śmierć setki tysięcy ludzi niż przyzna publicznie do tego, że sam kapitalizm nie jest w stanie odpowiednio zarządzać tym procesem i nie znacjonalizuje się choćby jednej korporacji odpowiedzialnej za szczepionki.

Mamy fabryki i maszyny, które nie produkują szczepionki tylko dlatego, że system traktuje prywatną własność i konkurowanie o przetargi na korporynku jako świętości nie do ruszenia. Jest to piękny popis niewydolności kapitalizmu oraz blokowania przez prywatną własność już społecznie wypracowanych sił wytwórczych.

Jeśli gdzieś jest skandaliczne marnotrawstwo, awaria procesu szczepienia i wina za ciągnący się dalej kryzys gospodarczy… To właśnie tutaj.

Chaos, nieudolność i zwalanie winy na innych

Minister zdrowia Adam Niedzielski powinien podać się do dymisji w poczuciu odpowiedzialności za swe czyny i zaniechania.
Podstawowe przyczyny, które powinny spowodować dymisję ministra Niedzielskiego, to chaos i nieudolność w realizowaniu Narodowego Programu Szczepień. To minister odpowiada za to, że nie umiał zapewnić sprawnego funkcjonowania podległych mu jednostek. Przypomnijmy, że o przygotowywaniu Narodowego Programu Szczepień słyszeliśmy od kilku miesięcy – więc naprawdę był czas oraz możliwości, by ten ważny program dopiąć na ostatni guzik i realizować prawidłowo. Tak się jednak nie stało.
W przekazie propagandowym wszystko teoretycznie funkcjonowało bez zarzutu. Były precyzyjnie ustalone terminy, reguły, określone zamówienia. Gdy jednak przyszło do realizacji, okazywało się, że źle funkcjonują systemy informatyczne, wpisywanie osób szczepionych do systemu trwa długo, pojawiły się problemy z przechowywaniem rozmrożonych szczepionek, część jednostek dostawała ich więcej niż zamówiła, jeszcze inne dostawały je za wcześnie, zanim w ogóle zdążyły ustalić harmonogramy szczepień. Miały też pojawić się naciski ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia i Agencji Rezerw Materiałowych, by szpitale przedterminowo przyjmowały szczepionki.
Agencja Rezerw Materiałowych nie informuje, dlaczego wysyłała więcej dawek, niż pierwotnie zamawiały szpitale. Tymczasem niektóre szpitale otrzymały na przykład od dwóch do nawet trzech razy więcej razy więcej dawek, niż zamówiły – ustaliły dziennikarki Rzeczpospolitej. Chodzi między innymi o Centrum Medyczne Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach (zamówiło w Agencji Rezerw Materiałowych 75 dawek, a dostało 150) czy o Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (zamówiono 100 szczepionek, otrzymano aż 375).
Wszystko to oczywiście powodowało kolejne nieprawidłowości, polegające głównie na kłopotach z szybkim znalezieniem kandydatów do zaszczepienia przeciw COVID-19 – czego najbardziej bulwersującym przykładem było szczepienie poza kolejnością celebrytów, polityków i przedsiębiorców, co ujawniono w Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Warto tu przywołać wyniki kontroli przeprowadzonej przez WUM. Komisja profesorów medycyny powołana przez Rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego ustaliła, że szczepienia były zorganizowane pod presją czasu w okresie świąteczno-noworocznym, choć planowo CM WUM przygotowywało się do ich rozpoczęcia 4 stycznia 2021 r., zgodnie z pierwotnymi ustaleniami z NFZ. Jednak przed terminem, bo już 29 grudnia 2020 r. CM WUM otrzymało 75 pierwszych dawek, a 30 grudnia 2020 r. kolejnych 375 dawek, które ze względu na to, że zostały dostarczone rozmrożone, należało zużyć do końca roku.
W związku z tym zdecydowano się zaproponować szczepienia dodatkowym osobom spoza grupy zero – z obawy, że nie uda się wykorzystać w pełni wszystkich dawek szczepionki w okresie świąteczno-noworocznym. To oczywiście nie uwalnia władz CM WUM od winy za szczepienia poza kolejnością – ale pozwala zrozumieć przymusową, trudną sytuację, w jakiej znalazło się CM WUM za sprawą zaniedbań ze strony instytucji rządowych. Jednak rząd, zamiast uczciwie wziąć na siebie odpowiedzialność, stosuje PiS-owską zasadę zwalania winy na wszystkich innych.
Jest jeszcze inna, dalece ważniejsza przyczyna, która powinna spowodować dymisję ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. To porażający wzrost zgonów w Polsce w ubiegłym roku (było ich najwięcej od roku zakończenia drugiej wojny światowej), spowodowany i złym przygotowaniem kraju do odparcia pandemii, i załamaniem systemu opieki medycznej, do czego doprowadziły rządy Prawa i Sprawiedliwości.
Poseł Janusz Korwin Mikke wyraził to bez ogródek. Powiedział on: „W wyniku tego, co żeście zrobili, umarło na koronawirusa mniej więcej tyle samo ludzi, a może nawet więcej, niż jak byście nic nie robili. Za to umiera o 16 tys. miesięcznie ludzi więcej nie chorych na koronawirusa, bo jak stoi 100 tys. pustych łóżek, to 100 tys. ludzi nie może się leczyć na inne choroby. Jesteście mordercami, wy zabijacie! 16 tys. ludzi miesięcznie umiera w wyniku działań rządu polskiego”.
Cytowany tu poseł nierzadko nierzadko mówi głupstwa, ale niekiedy w jego wypowiedziach są też racjonalne spostrzeżenia. Nie da się również zaprzeczyć, że to kierownictwo resortu zdrowia ponosi przynajmniej częściową odpowiedzialność za obecne wymieranie Polaków.
Wiadomo, że przy obecnym układzie sił w parlamencie jakiekolwiek votum nieufności wobec ministra Niedzielskiego jest pozbawione sensu. Można więc jedynie apelować do jego sumienia, uczciwości i poczucia odpowiedzialności, by sam, nieodwołalnie zrezygnował ze stanowiska ministra zdrowia.
Utrata stanowiska przez ministra Niedzielskiego byłaby namiastką odpowiedzialności społecznej i obywatelskiej – tymczasem skala negatywnych zdarzeń i sytuacji jest tak duża, że należy też mówić o odpowiedzialności karnej.
Kwestie tę reguluje art. 165 kodeksu karnego, który stanowi: „Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób /…/ powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej /…/ podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Jeżeli zaś następstwem takich czynów jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawcy grozi kara od lat 2 do 12.
Zapewne miałby też zastosowanie art. 231 kodeksu karnego, mówiący: „Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 /…/ Jeżeli sprawca czynu działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Wydaje się, że prokuratura powinna podjąć czynności, mające prowadzić do ustalenia, czy działania i zaniechania ministra Adama Niedzielskiego mogły wyczerpać znamiona wymienionych przestępstw. Prawdopodobnie tak stałoby się w normalnym kraju, gdzie prokuratura nie jest upartyjniona i nie koncentruje się w dużej mierze na tym, by chronić ludzi obozu rządzącego przed odpowiedzialnością.
Warto na koniec zauważyć, że minister, jako ważny członek PiS-owskiego układu władzy, zostanie zapewne dość szybko zaszczepiony przeciwko koronawirusowi. Pojawi się wtedy okazja, by dał dobry przykład i podjął pracę tam gdzie walczy się z pandemią: w przychodni czy na szpitalnym oddziale covidowym jako wolontariusz. Należy mieć nadzieję, że pan Adam Niedzielski zechce wykorzystać tę szansę na wykazanie własnej przydatności w zwalczaniu pandemii.

Antyszczepionkowcy to ludzie chorzy na atrofię mózgu

Należy wreszcie skończyć z głoszeniem oczywistych bzdur wynikających ze złych intencji oraz z braku wiedzy.
Warto spojrzeć na wciąż istniejącą w Polsce patologię “bojowników antyszczepionkowych”. Otóż antyszczepionkowcy nie tak dawno opowiadali, że miliarder Gates – w rzeczywistości zagorzały promotor szczepień – jakoby odmówił szczepienia swych dzieci. Miał ponoć stwierdzić, że będą one zdrowe i bez szczepień, i nie potrzebują żadnych substancji wstrzykiwanych.
Pojawiła się też neurobiolog, prof. Maria Dorota Majewska importowana z USA, która z przejęciem głosiła (przy okazji „rewelacji”, iż rząd amerykański miał wypłacić ok. 4 miliardy dolarów odszkodowań za „okaleczenia i zabójstwa szczepienne”), że większość chorych lub zmarłych na grypę to osoby zaszczepione przeciw tej chorobie. Ciekawe skąd, bez powoływania się na statystyki, wiedziała ona, że większość chorych lub zmarłych była zaszczepiona?
Ożywił się również wtedy mój (były) kolega z Vancouver, dr (zarządzania techniką) Piotr Bein. Wieścił on szczepionkowe ludobójstwo przygotowywane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).
W tym kontekście należy przypomnieć, że najbardziej zabójcza w XX wieku grypa hiszpanka zbierała śmiertelne żniwo pod koniec I Wojny Światowej właśnie przed pojawieniem się szczepień (szacuje się, że było nawet ok. 50 milionów zgonów na „hiszpankę”).
A jeśli chodzi o tego „obłudnika Gatesa”, który propaguje szczepienia choć swych dzieci miał jakoby nie zaszczepić, to głównie dzięki obowiązkowym w Polsce szczepieniom moja dorosła córka nie chorowała na żadną dziecięcą zakaźną chorobę – co mnie się zdarzyło prawie 70 lat temu. Do dziś pamiętam straszną dusznicę dyfterytu. Omal wtedy nie umarłem, ponoć uratowała mnie penicylina.
Antyszczepionkowcy, głoszący m.in, że do produkcji szczepionek używa się trujących metali ciężkich, mają wysterylizowaną korę mózgową i nie są w stanie pojąć, że niewielkie ilości trucizn w organizmie, zwłaszcza we wczesnej jego młodości, przyczyniają się do ćwiczenia endogennego systemu odpornościowego. Systemu, który zabezpiecza tak ćwiczony organizm przed poważnymi zagrożeniami i to nie tylko bakteryjno-wirusowymi. Są dokładne dane na ten temat.
Sam, z przyzwyczajenia starego geofizyka lubiącego dokładne pomiary, sprawdziłem dane w kilkunastu doświadczeniach o wpływie na zdrowie małych dawek rtęci w pożywieniu, którym karmiono doświadczalne myszy oraz szczury. Na te wyniki powoływała się profesor Majewska w swym „Liście otwartym do polskich wakcynologów”.
Ale w rzeczywistości wyszło z tych doświadczeń, że małe – a nawet i średnie – dawki trucizny, jaką jest rtęć, dość wyraźnie zwiększają przeżywalność zwierząt karmionych takim „zatrutym” pożywieniem i zmniejszają ilość patologii w ich budowie. Dopiero dawki duże powodują choroby, w tym nowotwory oraz przedwczesną śmierć ludzi i zwierząt doświadczalnych.
Dlaczego prof. Majewska pomijała w swych elaboratach tak ważny szczegół? Odważę się napisać, że jest to wręcz przykład naukowej podłości, która całkowicie zasłaniała mechanizm powstawania odporności na rozmaite patologie. Profesor neurobiologii Maria Dorota Majewska twierdziła na przykład, że „epidemia autyzmu” jest następstwem stosowania szczepień!
Przy okazji warto zwrócić uwagę na dane z ukraińsko-polskiego opracowania szkód, jakie wywołała awaria w Czarnobylu. W tym opracowaniu możemy przeczytać, że nawet dość silne dawki napromieniowania mogą mieć efekt poprawiający zdrowotność oraz długowieczność. Jak piszą autorzy „w szczególności w wypadku ssaków wzmacniają się reakcje obronne przed zachorowaniami neoplastycznymi oraz infekcyjnymi, wzrasta długość życia oraz płodność”.
Czyli, to wszystko o czym bajdurzą nam chorzy na atrofię mózgu antyszczepionkowcy to bzdury, wynikające z braku wiedzy. A eliminacja szczepień gwarantuje nam między innymi nadejście epidemii nowotworów młodzieżowych.
I jeszcze jedna, końcowa uwaga na temat antyszczepionkowej „choroby cywilizacyjnej”. Przecież szczepienia już przed blisko 200 laty zaczęto stosować po to, aby chronić ludność przed wielkimi epidemiami, a zatem i przed koniecznością stosowania leków na których zarabiają koncerny medyczne. Z tego powodu jednorazowe zazwyczaj szczepienia stanowią cios w biznesy koncernów chcących „utopić” ludność w farmaceutykach.

Flaczki Tygodnia

Rząd PiS nie poradził sobie i nadal sobie nie radzi. Wiosną nie przygotował programu walki z drugą falą zarazy, teraz zaliczył falstart Narodowego Programu Szczepień.
Pomimo pompatycznych zapowiedzi propagandzistów PiS, do niedzieli zaczepiono tylko 46 tysięcy narodowych obywateli. Przy okazji zmarnowano 8 tysięcy dawek szczepionki. Zanim kierownictwo Partii i rządu zadecydowało, że jednak można szczepić dawkami uzyskiwanymi z nadwyżek w opakowaniach.

W tym czasie Niemcy bez propagandowego zadęcia i narodowych kostiumów zaszczepili cztery razy więcej swych obywateli niż u nas, Duńczycy i Francuzi sześć razy więcej, a Izraelczycy już jedną piątą posiadanej populacji.
Ale Niemcy mają Instytut Roberta Kocha, Francuzi Instytut Pasteura, a prominenci PiS jedynie Centrum Myśli Jana Pawła II-go.

Szczęśliwym dla PiS trafem z nieba spadli im artyści, którzy zaszczepili się bez obowiązującej kolejki. Po znajomości, choć nie im się to nie należało.
„To prawdziwy skandal”, skomentował „Aferę celebrycko- szczepionkową” pan premier Morawiecki. Zwany „narodowym Pinokio”. Zapowiedział wnikliwe kontrole i surowe konsekwencje.
Wsparli go od razu propagandowi szczuje z TVPiS. Do tradycyjnych wrogów narodowo- katolickiej Polski, czyli gendera, LGBT i „kasty sędziowskiej” doszli ohydni „celebryci”, którzy okradli naród z należnej mu szczepionki.

Początkowo propagandowi knuje z PiS szacowali zastępy „celebrytów” na osiemnaście sztuk płci wszelakiej. Teraz liczbę szczepionkowych skrytobiorców szacują na 480. Co stanowi mniej niż 20 procent zmarnowanych w wyniku organizacyjnego bałaganu szczepionek.

I tak dzięki nagłaśnianej propagandowo „Aferze szczepionkowej” rząd jaśnie pana Kaczyńskiego może skutecznie odwracać uwagę opinii publicznej od:

  • Wchodzących w nowym roku podwyżek cen energii elektrycznej, napojów słodzonych cukrem, „małpek” z wódką i wielu innych towarów i usług. Szybko rosnącej inflacji.
  • Narastającej fali bankructw w sektorze turystyczno – gastronomicznym. Zwolnień grupowych w PLL LOT. Wzrastającego bezrobocia w wspomnianej branży i związanych z nią.
  • Chaosu informacyjnego związanego z feriami szkolnymi i braku perspektyw pełnego wznowienia nauki.
  • Blokowania przez rządzących ze Zjednoczonej Prawicy wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • Rekieterskiego przejęcia Idea Banku przez Bank Pekao SA. Bank kontrolowany przez elity PiS.
  • Szczepień bez kolejki dla starostów PiS i związanych z PiS lokalnych elit politycznych. Oni jednak nie są celem ataków knujów i szczujów z PiS, bo to narodowo-katolickie elity.

Tak to znów rządzący PiS dowiódł, że nie potrafi zorganizować uczciwego, sprawnego i powszechnego systemu. Tym razem szczepień.
Dowiódł za to znowu, że znakomicie potrafi wykreować propagandowy konflikt. Podzielić społeczeństwo, wywołać społeczną nienawiść do elit kulturalnych, szczuć jednych na drugich.
A potem wyciszyć ów konflikt, albo zastąpić go nowym. Tylko po to by na koniec triumfalnie ogłosić rozwiązanie nabrzmiałego problemu. Szczycić się tak rozumianą skutecznością.

Jedną z propagandowych twarzy anty PiSowskich „celebrytów” został Leszek Miller. „Flaczki” znają go od lat. Miller nie raz już grywał na politycznej scenie szwarccharaktera. Zawsze z finałowym sukcesem. Pierwszy raz jednak obsadzono Millera w duecie z Krystyną Jandą. Fiu-fiu.
Wielu facetów z pokolenia Millera, i młodszych też, marzyło aby partnerować Krystynie Jandzie. Leszkowi udało się to kosztem tylko jednego ukłucia.
Ech, lata lecą, a on dalej ma tą słynną, fantastyczną męską końcówkę.

Zanim Milller zagra z Jandą w nowym filmie „Przesłuchanie 2”, pozostaje ważny problem do rozstrzygnięcia. Przez najwyższe władze partyjno – rządowe.
Hejtowani, opluwani w TVPiS i innych prorządowych mediach skryci szczepionkobiorcy, zostali zakłuci jedynie pierwszą dawką szczepionki. Jak się teraz okazało nienależną im i niemoralną. Aby szczepionka była skuteczną muszą oni zostać zakłuci drugi raz. Inaczej szczepionka nie zadziała. Czy władze pozwolą im na to?

A jeśli narodowo- katolickie władze nie pozwolą, to ta powszechnie znana już skryta „celebrycka grupa przestępcza Millera- Jandy” będzie musiała szukać dojścia do szczepionkowego podziemia. Jakiejś meliny, gdzie babcia- pielęgniarka potajemnie zaszczepi ich deficytowym dobrem narodowym.

W zeszłym tygodniu chęć dobrowolnego zaszczepienia się deklarowało 43 procent ankietowanych obywateli IV Rzeczpospolitej.

To i tak duża grupa ochotników, bo pomimo odmieniania „Narodowego Programu Szczepień” przez wszystkie przypadki w mediach, niewielu znanych powszechnie osób zadeklarowało wolę jawnego zaszczepienia się.
Chęć taką zgłaszał pan premier Morawiecki, ale każdy już chyba wie, że to narodowy kłamca. Zaszczepili się, jeden drugiego, marszałkowie Grodzki i Karczewski. Ale obaj są lekarzami, czyli reprezentantami biznesu medycznego. Wspomnieli coś o szczepieniach katoliccy biskupi, ale bez żaru, bo kasy z tego jeszcze nie mają. Kazał szczepić się wojsku pan minister obrony Błaszczak, co od razu oprotestowali parlamentarzyści Konfederacji. Pan prezydent Duda chce się szczepić, ale odkłada szczepienie, bo boi się ukłucia igłą. Kiedy pojawi się szczepionka w czopkach będzie mu lżej.

A gdyby tak władza PiS zakazała się nam szczepić? I jednocześnie zaakceptowałaby podziemie szczepionkowe, podobnie jak to aborcyjne.
Taki wariant to jedyna szansa by ogłoszony przez nią Narodowy Program Szczepień zakończył się pełnym sukcesem.

We Włoszech święta z ograniczeniami

„To będzie inne Boże Narodzenie niż wszystkie.” – zapowiedział premier Włoch Giuseppe Conte. Zgodnie z nowym dekretem rządowym obowiązującym od 4 grudnia do 15 stycznia 2021 r., wprowadzono szereg obostrzeń obowiązujących zarówno mieszkańców Włoch, jak i tych, którzy w tym okresie będą chcieli odwiedzić ten kraj.

Od 21 grudnia 2020 r. do 6 stycznia 2021 r. na całym terytorium kraju obowiązuje zakaz przemieszczania się poza terytorium regionów lub województw autonomicznych, w dniach 25 i 26 grudnia 2020 r. oraz 1 stycznia W 2021 r., obowiązuje zakaz przemieszczania się również pomiędzy gminami, z wyjątkiem podróży motywowanych udokumentowanymi potrzebami zawodowymi, zdrowotnymi lub wyższą koniecznością. Podczas Bożego Narodzenia będzie obowiązywać godzina policyjna od 22.00 do 5.00 (obecnie zakaz poruszania się bez uzasadnienia obowiązuje w godzinach 24.00 do 5.00), a w Sylwestra przedłużono ją do godziny siódmej rano. Na początku zakładano, że w obiadach lub kolacjach świątecznych będzie mogło uczestniczyć maksymalnie 6-8 osób. Ostatecznie nie wprowadzono żadnego ograniczenia. Premier Conte wyjaśnił: „W systemie liberalno-demokratycznym nie możemy wchodzić do domów ludzi i nakładać surowych ograniczeń. Możemy ograniczyć się jedynie do silnej rekomendacji. Zdecydowanie odradzamy przyjmowanie w domu osób nie zamieszkujących wspólnie, zwłaszcza przy takich okazjach, które są bardziej towarzyskie i intymne. To niezbędny środek ostrożności nie tylko dla nas, ale także dla ochrony naszych bliskich, zwłaszcza rodziców i dziadków.”

Pasterka zostanie więc przesunięta na godzinę 20:00. Konferencja Episkopatu Włoch zwróciła się do parafii o zaplanowanie kilku mszy świątecznych w dzień Bożego Narodzenia, aby uniknąć zgromadzeń. Protokoły obowiązujące od maja ubiegłego roku przewidują w kościołach używanie maseczek, dezynfekcję rąk, zachowanie odstępu i opróżnienie chrzcielnic z wody święconej. Komunia jest najczęściej rozdawana na rękę.

Turystyka we Włoszech

Turystów przybywających do Włoch obowiązują nowe zasady: 1) 10.12–20.12 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; w razie braku testu obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantanni; 2) 21.12–06.01 obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantannie; 3) 07.01–15.01 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; chyba, że przebywało się na terytorium Polski w dniach 21.12-06.01, wtedy również przyjeżdżając do Włoch należy poddać się 14-dniowej kwarantannie.

Ośrodki narciarskie we Włoszech będą zamknięte co najmniej do 6 stycznia. Pozostają zamknięte wszystkie muzea i parki archeologiczne na całym terenie kraju oraz na terenie Watykanu. Nie można zwiedzać ani Koloseum, ani Muzeów Watykańskich. Otwarta pozostaje Bazylika św. Piotra oraz inne przybytki kultu.

Hotele we Włoszech pozostają otwarte, ale w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia nie będzie można organizować przyjęć i kolacji. W związku z tym restauracje hotelowe zostaną zamknięte o godzinie 18:00, a po tym czasie będzie dozwolona tylko obsługa pokojowa.

Od 4 grudnia do 15 stycznia, w święta i dzień przed świętami, w centrach handlowych otwarte będą tylko sklepy spożywcze, apteki, sklepy parafarmaceutyczne, ze zdrową żywnością, tytoniowe oraz kioski. Od 4 grudnia do 6 stycznia godziny otwarcia wszystkich innych sklepów zostały przedłużone do godz. 21.00.

W dalszym ciągu restauracje, bary i puby pozostają otwarte do godz. 18.00. Podczas świąt, przy jednym stoliku będą mogły zasiadać osoby tylko z tej samej rodziny.

W dalszym ciągu na terenie Włoch obowiązuje posiadanie przy sobie zaświadczenia uzasadniającego cele w przypadkach poruszania się podczas godziny policyjnej czy przemieszczania się po terenie kraju w okresie przedświątecznym objętym obostrzeniami wprowadzonymi przez nowy dekret.

Nie ma czego świętować w tym roku

Włosi w tym roku nie mają wielkiej ochoty na świętowanie. Wszyscy mają nadzieję, że 2020 skończy się jak najszybciej, a nadchodzący rok będzie lepszy. Włoski rząd chce za wszelką cenę uniknąć błędów jakie zostały popełnione podczas letnich wakacji, kiedy to pozwolono obywatelom na dość dużą swobodę, także w celu ratowania wielu sektorów gospodarki i odreagowania po całkowitym lockdownie. „Otwarcie dyskotek latem kosztowało kraj 20 tys. zgonów na koronowirusa. Tych śmierci można było uniknąć i należy uniknąć kolejnych.” – komentował profesor Massimo Galli, dyrektor szpitala Sacco w Mediolanie, jeden z najbardziej liczących się wirusologów.

2 grudnia, w ciągu doby, we Włoszech zmarły 993 osoby – to najwyższy negatywny rekord dobowy od początku pandemii. 27 marca, w czasie ścisłego lockdownu, zmarło 969 osób. Włochy to kraj, w którym zabójczość Sars-Cov2 pozostaje nadal najwyższa w Europie i wciąż trudno zrozumieć dlaczego. Od początku epidemii umarło już ponad 60 tys. osób. Średni wiek zmarłych to 80 lat. Odchodzi całe włoskie pokolenie dziadków. To jeden z powodów, dla którego w tym kraju zdecydowano się wprowadzić tak ścisłe obostrzenia na święta, które są zawsze okazją do wielopokoleniowych spotkań rodzinnych.

Choć druga fala epidemii zaczyna słabnąć, włoscy epidemiolodzy nie są optymistami. „Grudzień i styczeń to będą okropne miesiące.” – powiedział Walter Ricciardi, doradca ministerstwa zdrowia Roberto Speranza i profesor higieny na Katolickim Uniwersytecie w Rzymie. „Co może się wydarzyć w styczniu? Trzecia fala, spodziewamy się tego, znając historię poprzednich pandemii. Skala będzie zależeć od nas”. – twierdzi Fabrizio Pregliasco, wirusolog z uniwersytetu w Mediolanie.

Szczepienia

Włochy powinny otrzymać ponad 200 milionów dawek szczepionki Pfizer, w ciągu następnych 15 miesięcy. Musi być ona przechowywana w temperaturze -80 stopni C i na jej skład wyznaczono największą europejską bazę wojskową w Pratica di Mare pod Rzymem. Punkty szczepień zostaną wyznaczone w 300 szpitalach na całym terytorium kraju. W pierwszej kolejności będą szczepione osoby starsze i zagrożone oraz personel medyczny. Osoby, które przeszły Covid19 zostaną zaszczepione na końcu, gdyż jest nadzieja że nabyta już odporność ochroni ich przed zachorowaniem przez kilka miesięcy. „Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem do końca września we Włoszech może być zaszczepionych 100 mln osób.” – powiedział komisarz ds. sytuacji kryzysowych Domenico Arcuri. Dodał również, że we Włoszech będą szczepieni także obcokrajowcy żyjący tu legalnie, jak i migranci, gdyż jest to ważne dla dobra ogółu społeczeństwa. Na razie nie ma mowy o żadnym przymusie szczepień, ważne jednak jest aby zaszczepiła się jak największa liczba osób.

Płonne marzenia o szczepieniach

Polacy chcą się szczepić, ale obecna ekipa rządząca skutecznie im to uniemożliwia. Rząd PiS nie zadbał nawet o to, żeby kupić szczepionkę na grypę. Podobnie będzie w przyszłości z ewentualną szczepionką na Covid.

W naszym kraju potrzebne jest zwiększenia finansowania i systematyczna poprawa dostępu do szczepień. Taki podstawowy wniosek płynie z raportu „Profilaktyka chorób zakaźnych w Polsce” autorstwa ekspertów Izabeli Obarskiej i dr. Ernesta Kuchara. Ten wniosek jest jak najbardziej na czasie, w sytuacji, gdy w Polsce nie można się zaszczepić na grypę, a tak reklamowana przez PiS-owską propagandę szczepionka na koronawirusa to wciąż pieśń dalekiej przyszłości. Umieralność Polaków, tak szybko rosnąca pod panowaniem PiS to w dużej mierze także efekt ograniczania dostępu do szczepień przez obecną władzę.
Pandemia COVID-19 pokazuje, jak duże zagrożenie stanowią wciąż choroby zakaźne i jak ważna jest skuteczna profilaktyka polegająca na szczepieniach. Dzięki szczepieniom, uznawanym za jedno z najważniejszych osiągnięć zdrowia publicznego, wciąż jeszcze możemy się chronić się przed wieloma groźnymi chorobami zakaźnymi. Szczepienia wykazują wysoką skuteczność i przyczyniają się do wzrostu jakości oraz średniej długość życia ludzi. Oznacza to, że wysoka jest ich „efektywność kosztowa” – czyli, że pieniądze wydawane na szczepienia przynoszą dobre efekty.
Szczepienia należy traktować jako działania wyprzedzające, które zapobiegną sytuacji kryzysowej, wynikającej z możliwych do przewidzenia zagrożeń związanych z chorobami zakaźnymi.
Eksperci wskazują, że polski Program Szczepień Ochronnych od lat wymaga przebudowy i aktualizacji zgodnie z międzynarodowymi standardami. Koszt realizacji wszystkich szczepień obowiązkowych w ramach PSO stanowi zaledwie około 0,2 proc. bezpośrednich wydatków państwa przeznaczanych na ochronę zdrowia. Zdaniem ekspertów, niedostateczne finansowanie ze środków publicznych jest główną przyczyną bardzo powolnego rozwoju programu szczepień.
– Zwiększenie dostępności do szczepień w Polsce wymagałoby przyjęcia spójnej strategii i zagwarantowania właściwych środków na jej realizację. W sytuacji, w której dofinansowanie z budżetu państwa będzie wciąż niewystarczające, rozwiązaniem byłaby zmiana modelu finansowania szczepień, uwzględniająca częściową refundację kosztu szczepionki, czyli współpłacenie pacjentów, poprzez umieszczenie wybranych szczepionek na liście leków refundowanych. Obecnie w ramach refundacji aptecznej dostępne są wyłącznie szczepionki przeciwko grypie. Dodatkowe źródło finansowania zwiększyłoby realnie dostęp do szczepień, a w efekcie sprzyjało wyszczepialności i nabywaniu odporności zbiorowiskowej – wyjaśnia Izabela Obarska, ekspert systemu ochrony zdrowia.
Współpłacenie przez pacjentów to w Polsce wciąż niewygodny temat – ale widać coraz wyraźniej, że zrujnowanej przez PiS opieki medycznej w naszym kraju, nie da się podnieść z upadku bez wzrostu wydatków – także ze strony obywateli.
Jak wskazuje raport, już dziś nowocześniejsze szczepionki muszą być w większości przypadków w całości finansowane przez pacjentów. Dotyczy to zarówno szczepionek zalecanych, np. przeciwko meningokokom, jak i tzw. szczepionek wysokoskojarzonych, które mają chronić w jednym wkłuciu przed kilkoma chorobami zakaźnymi. Dzięki temu powodują one zmniejszenie liczby iniekcji oraz liczby wizyt, a także zapewniają większy komfort i bezpieczeństwo szczepień.
W ciągu dwóch pierwszych lat życia dziecka, dzięki szczepionkom sześcioskładnikowym możemy ograniczyć liczbę iniekcji z 19 do 10. Oznacza to korzyści w postaci zmniejszenia kosztów oraz obciążenia personelu medycznego i systemu opieki zdrowotnej, a także rodziców – wskazuje raport. Szczepionki tego typu są rekomendowane są przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny jako bezpieczniejsza i sprawdzona alternatywa dla dotychczasowych szczepionek obowiązkowych.Szczepionki wysokoskojarzone zawierają mniej substancji pomocniczych, dzięki czemu do organizmu trafia mniejsza ich ilość w porównaniu ze szczepionką nieskojarzoną, co może mieć znaczenie w przypadku dzieci z alergią na określony składnik szczepionki. Jednocześnie w badaniach klinicznych udowodniono ich wysoką skuteczność, wynoszącą 81 – 93 proc. Niestety szczepionki wysokoskojarzone w Polsce w większości przypadków są w pełni finansowane przez pacjenta, co dla części rodziców, mimo opisanych zalet, stanowi poważną barierę w ich wyborze i zastosowaniu – tłumaczy dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.
Zachęcenie pacjentów do wykonywania szczepień i usprawnienie ich przebiegu jest szczególnie istotne w obecnej, dramatycznej sytuacji epidemicznej, gdy w wyniku nieudolności rządu dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej został ograniczony do minimum. Być może okaże się to równie istotne w związku z pojawieniem się kiedyś szczepionki przeciw wirusowi SARS-CoV-2, którą będzie trzeba zaszczepić jak największą populację.
Tyle, że indolencja obecnych władz może skutecznie storpedować największe nawet zaangażowanie ze strony obywateli. Widać to doskonale na przykładzie szczepionki na grypę. Zwiększyła się liczba Polaków, pragnących zaszczepić się na grypę za własne pieniądze. Niestety, nie mogą tego zrobić, bo tej szczepionki po prostu nie ma. Rząd PiS nie zadbał nawet o to, aby kupić szczepionkę na grypę! – Należy dołożyć wszelkich starań, aby szczepienia ochronne były akceptowane przez rodziców, dawały jak najszerszą ochronę oraz były łatwe w realizacji. Akceptację rodziców zyskują szczepionki , których reaktogenność jest niska, zaś liczba iniekcji, a tym samym bólu i ryzyka odczynów miejscowych mała. Możliwość wykonania wszystkich szczepień na jednej wizycie oraz zapewnienie jak najszerszej ochrony nabiera szczególnego znaczenia w okresie pandemii, kiedy ograniczenie liczby wizyt w poradniach jest ważne – mówi pediatra dr n. med Joanna Stryczyńska-Kazubska z Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Autorzy raportu „Profilaktyka Chorób Zakaźnych w Polsce” uważają, że rozpowszechnienie szczepień ochronnych w Polsce to kluczowy aspekt profilaktyki zachorowań i ochrony zdrowia. Podniesienie poziomu finansowania szczepień ochronnych ze środków publicznych oraz refundacja apteczna wydają się kluczowe dla zwiększenia ich dostępności.
W sytuacji, w której pokrycie kosztów szczepień z budżetu państwa nie będzie możliwe, korzystną opcją – zarówno dla płatnika publicznego, jak i pacjentów – pozostaje częściowe ich sfinansowanie w ramach refundacji aptecznej – twierdzą autorzy.
Jednym słowem, ich zdaniem, wprowadzenie refundacji aptecznej, jako uzupełniającego modelu finansowania szczepień ochronnych, zarówno wśród dzieci, jak i osób dorosłych, może zwiększyć dostęp do szczepionek wysokoskojarzonych i zalecanych. Współfinansowanie szczepień mogłoby być także jednym ze sposobów budowania zaufania do szczepień.
Polscy pacjenci powinni mieć przekonanie, że państwo gwarantuje im optymalną ochronę przed chorobami zakaźnymi. Takie przekonanie buduje bowiem zaufanie zarówno do samych szczepień, jak i do systemu opieki zdrowotnej, który je zapewnia. Tymczasem panowanie PiS spowodowało, że dziś to zaufanie jest zerowe.

Niedostrzeżony wirus egoizmu

Chyba nie ma nikogo, kto by słuchając codziennych komunikatów o rosnącej liczbie nowych zachorowań i zgonów z powodu Covid-19, nie odczuwał poważnego zaniepokojenia. Koronawirus szaleje w najlepsze i coraz bardziej nam zagraża. Niestety, nie tylko on. W jego cieniu wspaniale się rozwija wcale nie mniej niebezpieczny wirus znieczulicy moralnej, wirus antyhumanitaryzmu. Poświęcę kilka chwil jednemu z jego przejawów.

Wiadomo, iż w tym roku bardziej niż kiedykolwiek powinniśmy się szczepić przeciw grypie. Wiadomo też, że w najbliższych miesiącach nie uda się sprowadzić do kraju potrzebnej ilości szczepionek. Co w tej sytuacji zachowali się nasi rodacy? Ano, jak słyszeliśmy, gdy tylko pojawiły się takie możliwości, silni i zdrowi rzucili się w te pędy do aptek wykupując po kilka sztuk szczepionek. Być może myślą przy tym o dobru członków swojej rodziny, niewykluczone, jednak, iż chcą je później korzystnie odsprzedać zdesperowanym pacjentom. stając się „szczepionkowymi konikami”. Ale zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku pozostają na bakier z moralnością. Dlaczego? To oczywiste. Jeśli czegoś jest za mało, to albo stosujemy zasadę: kto pierwszy, ten lepszy albo dajemy to coś tym, którym to jest najbardziej potrzebne. Nie powinno budzić niczyich wątpliwości, że tam, gdzie chodzi o ratowanie zdrowia, a nawet życia, pierwsza zasada odpada. Byłoby po prostu skandalem, gdybyśmy jako społeczeństwo pozostawili bez żadnej ochrony np. pracowników służby zdrowia, pensjonariuszy i obsługę domów spokojnej starości, nauczycieli wychowawców, szczególnie pracujących w internatach i domach dziecka, personel żłobków, osoby schorowane i w podeszłym wieku.

Tu zresztą też wprowadziłabym różne stopnie zagrożenia. I tak np. jak wielu Polaków, zastanawiałam się w sierpniu, gdy jeszcze nic nie wiedzieliśmy, że szczepionek będzie za mało, czy po raz pierwszy w życiu się nie zaszczepić. Teraz jednak wiem, że taką decyzję należy odłożyć na lepsze czasy. Oczywiście z wiekiem przyplątały się do mnie jakieś dolegliwości, i często jestem podziębiona, ale ogólnie biorąc, raczej nie narzekam na zdrowie, a na grypę chorowałam z całą moją klasą blisko sześćdziesiąt lat temu, gdy po raz pierwszy nawiedził nas wirus z Azji. Specjalnie więc nie ryzykuję przesuwając się na koniec kolejki i ustępując miejsca osobie chorowitej i „łapiącej” wszystko, co się tylko da, choćby była ona ode mnie dużo młodsza.

Niestety, zachowanie wspomnianych „koników szczepionkowych” świadczy, iż nie wszyscy tak podchodzą do sprawy. Czyż tak trudno sobie wyobrazić, że ktoś powie: „A co mnie obchodzi jakiś stary zdechlak. On i tak długo nie pociągnie, a ja jestem jeszcze dość młody i chcę żyć”.

Wątpię, czy tak myślącym egoistom da się przemówić do serc i sumień. Tu więc nie apele są potrzebne, ale stosowne działania. rządu. Szczepionki w ogóle nie powinny trafić do wolnej sprzedaży w aptekach, lecz resort zdrowia od razu powinien je skierować do szpitali, przychodni i innych placówek służby zdrowia. Władze lokalne (samorządowe i administracja państwowa) musiałyby zadbać, by w porozumieniu z nimi zorganizować szczepienia dla wspomnianych uprzednio grup zawodowych, a o pacjentów indywidualnych zatroszczyliby się ich lekarze. Wbrew pozorom nie byłoby to dla nich jakimś nowym obciążeniem. Przecież w świetle obowiązującej praktyki każdy przed zaszczepieniem się musi uzyskać aktualne skierowanie od lekarza i dopiero wtedy udaje się do gabinetu zabiegowego, o ile nie jest to pora szczepienia dzieci. W tym ostatnim przypadku trzeba przyjść innego dnia lub o innej godzinie. Dla lekarza natomiast chyba nie ma większego znaczenia, kogo i o jakiej porze ma zbadać. Jeżeli w międzyczasie nic się nie zmieniło, to do niedawna przynajmniej przy WZW typu B nie trzeba było najpierw iść do apteki; szczepionka czekała na nas w przychodni, a płaciło się za nią w rejestracji. Cóż stoi na przeszkodzie, by tak samo było w przypadku zabezpieczenia się przed grypą? Chyba tylko brak dobrej woli i niepojęte zamiłowanie do bałaganu oraz obojętność na to, co stanie się z ludźmi mniej przebojowymi, niezaradnymi, nie umiejącymi skutecznie wyegzekwować przysługujących im z racji wieku i stanu zdrowia uprawnień, którzy na dodatek nie mają pieniędzy, by kupić szczepionkę od pokątnych handlarzy.

Wesołe pneumokoki

Dwa pneumokoki wykaszlane przez siedzącego na lotnisku w Berlinie Chińczyka polują na zakatarzonego grubasa, u którego łatwo chyba będzie wywołać zapalenie płuc. Specjalnie im się nie spieszy. Jest miło, odpoczynkowo, pada deszcz, więc i wilgotność powietrza w budynkach lotniska jest wysoka. Zastanawiają się, czy dobrze wybrali obiekt ataku.

Podróże kształcą

– Sprawdziłeś, dokąd on ma lecieć?
– Oczywiście – leci do Polski, do przyjaciół, którzy mieszkają w jakiś Markach pod Warszawą.
– To chyba dobrze. bo w Polsce ostatnio bardzo rozrabiają nasi koledzy, te ukoronowane wirusy. To dla nas nie będą mieli czasu. Poznamy nowy kraj i nowe zwyczaje. O – grubas drapie się po nosie! Idźmy ta drogą.

Lot był krótki i sympatyczny. Zadomowili się w grubasie i po jego dotarciu do Warszawy, a potem do Marek uznali, że parę dni będą odpoczywać, a potem wskoczą do płuc i zainicjują zapalenie. Albo przeskoczą na kogoś innego, kto będzie im się bardziej podobał.

W czasie kolacji u przyjaciół grubasa usłyszeli, że Pani Domu chce się właśnie zaszczepić przeciwko pneumokokom i proponuje załatwienie szczepienia także ich grubemu nosicielowi.

– Wiesz – mówiła – poważni profesorowie medycyny i wysocy urzędnicy naszego ministerstwa zdrowia bardzo do tego namawiają. W połączeniu ze szczepieniem przeciwko grypie może to radykalnie zmniejszyć możliwość komplikacji przy zakażeniu korona wirusem! Zaraz zadzwonię do naszego ośrodka zdrowia w Markach i załatwię szczepienie dla siebie i ciebie.
Pneumokoki się nieco zdenerwowały, ale uznały, że zanim dojdzie do tego niemiłego dla ich zabiegu, zdołają przenieść się na innego nosiciela. I z zaciekawieniem podsłuchiwały i obserwowały rozwój sytuacji.

Zagrożenie

Pani domu zadzwoniła do Ośrodka Zdrowia o pięknej nazwie, kojarzącej się z medycyną. Miły głos komputera poinformował ją, że jest 14 w kolejce do rozmowy z „konsultantem”. Potem, że jest 13, 12 itd. Dokładnie w 32 minucie połączenia odezwał się także miły głos żywej konsultantki. Pani domu wytłumaczyła, o co chodzi. Konsultantka bardzo się zdziwiła – dawno nikt się nie szczepił na pneumokoki. Ona nie wie czy jest szczepionka dla dorosłych, nie wie czy apteki ja mają, Ale i tak trzeba zapisać się do lekarza – najpierw na poradę telefoniczną. Pan doktor sam zadzwoni jutro ok. 12.00. On chyba będzie coś wiedział o tych szczepionkach.

Pneumokoki noc przespały spokojnie. Pan doktor zadzwonił rzeczywiście ok. 12.00. Powiedział, że konieczna będzie osobista wizyta i badanie, na które trzeba się znowu zapisać. On się „w międzyczasie” zorientuje, jaka szczepionka powinna być zastosowana, jeszcze raz zadzwoni i przygotuje papierową receptę. Dlaczego papierową a nie elektroniczną? Bo sprawa nie jest typowa i nie wiadomo, czy i gdzie można kupić odpowiednią szczepionkę. Rzeczywiście zadzwonił i podał nazwę pożądanej szczepionki dla dorosłych – Pneumo 23.

Pani domu zadzwoniła do bardzo dobrej, lokalnej apteki z pytaniem, czy mają albo mogą zamówić w hurtowni taką szczepionkę. Też się zdziwili, powiedzieli, że nie mają, ale sprawdzą czy jest na rynku i zadzwonią. Zadzwonili, ze w Polsce jej nie ma i że stosuje się zastępczo dla dorosłych szczepionki Prevenar 13 i Synflorix, dedykowane głównie dla dzieci.
Ponowny telefon do pana doktora, który wystawił stosowną receptę papierową na Synflorix. I zaproponował, aby zainteresowani szczepieniem odwiedzili go w piątek tego tygodnia. „Zrobi się„ badanie i wystawi zlecenie na szczepienie.

Finał

Była już środa. Pani domu wsiadła w samochód, pojechała do przychodni odebrać papierową receptę i zanieść ją do apteki. Prosiła panie w recepcji, aby zapisały ją na uzgodnioną z lekarzem wizytę w piątek. Nie można – zapisuje się tylko poprzedniego dnia, czyli w czwartek. A jest dopiero środa! Żadne tłumaczenia nie pomogły, a lekarz tego dnia nie przyjmował i nie mógł potwierdzić uzgodnienia.

Pneumokoki pokładały się ze śmiechu, jak następnego dnia o godzinie 10.00 Pani Domu zadzwoniła, aby potwierdzić wizytę w piątek. Nie można. Już jest za późno – wszystkie godziny są zajęte. Można się zapisać na poniedziałek, w godzinach popołudniowych. Znowu nie pomogły tłumaczenia, że przecież poprzedniego dnia usiłowano się zapisać na uzgodnioną z lekarzem wizytę w piątek. Ale teraz rozmawia inna pani z recepcji i nic o tym nie wie.

W poniedziałek, po siedmiu dniach starań, Pani Domu pojechała do Ośrodka Zdrowia, odebrała receptę, poszła do apteki i wykupiła w końcu szczepionkę za jedyne 292 złote. Wróciła do Ośrodka i – po kilkudziesięciu minutach oczekiwania – dostała się do gabinetu lekarza, została pobieżnie zbadana i uzyskała dokument zezwalający na zaszczepienie. Ale była już godzina 14.00 i panie w gabinecie zabiegowym zrobiły to niechętnie, bo normalnie szczepią na cokolwiek tylko do 12.00.

Pneumokoki obserwując starania Pani Domu poczuły się ważne i uznały, że Polska to dla nich bezpieczny kraj. Aby gościnna Pani domu mogła się zabezpieczyć przed ich wizytą w swoim organizmie i ochronić gościa, potrzeba było 7-miu dni, zaangażowania 5-ciu osób i wydania 292 złotych. Gość musiał wydać więcej, bo jeszcze 150 złotych za wizytę u lekarza. Pobieżnie obliczyły, że na załatwienie prostej sprawy Pani Domu poświęciła co najmniej 15 roboczogodzin i musiała złożyć kilka wizyt w środku zdrowia i w aptece.

Słyszałem jak Niemcy mówiąc o Polsce – powiedział jeden z pneumokoków – używają czasem określenia „polnische ordnung”. Myślałem, że to rodzaj uznania. Teraz widzę, że to ma raczej pejoratywne znaczenie.

A teraz poważniej

Wielce Szanowny Panie Premierze!
Równie Szanowny Panie Ministrze Zdrowia!

Wiem doskonale, że organizacja ochrony zdrowia Panów a także innych ministrów, posłów i senatorów oraz ważniejszych członków partyjnej elity, pozwala na znacznie sprawniejsze załatwienie w wyznaczonych szpitalach nie tylko szczepienia, ale każdej „usługi” służby zdrowia. Sądzę, że każde życzenie związane ze zdrowiem Najważniejszego, Zwykłego Posła zwanego ostatnio Naczelnikiem Państwa, jest załatwiane niemal na klęczkach. Tak się dzieje także w wielu innych krajach, ma to pewien sens i trzeba się z tym pogodzić. Negatywnym skutkiem ubocznym tego stanu jest jednak oderwanie Wielce Szanownych Panów od szarej rzeczywistości. Jeśli obywatele powinni się szczepić, to trzeba stworzyć warunki organizacyjne pozwalające na realizację takiego życzenia w ciągu jednego, lub maksimum dwóch dni i przy jednej wizycie w ośrodku zdrowia. Szczepionki powinny być dostępne w ośrodkach za taką samą odpłatnością, jak w aptekach lub – jeśli gmina albo ktoś inny decyduje się na pokrywanie kosztów szczepień – bezpłatnie. I to trzeba organizować właśnie teraz, w lecie. Bo na jesieni utworzą się kolejki chętnych do szczepień przeciwko grypie i być może także nowymi szczepionkami, ograniczającymi lub eliminującymi zagrożenie zarażenia koronawirusem. Nieśmiało sądzę, że w tej sprawie trzeba patrzyć nie tylko na zachód, ale także na wschód. Tam już szczepią personel medyczny i osoby z grup największego ryzyka, a od grudnia lub stycznia następnego roku szczepionka ma być powszechnie dostępna. Że to nie w pełni sprawdzona szczepionka? No to ją sprawdźmy. I zapytajmy 20 krajów, które już tą szczepionkę zamówiły lub prowadzą w tej sprawie negocjacje, dlaczego im to nie przeszkadza.