Chińskie szczepionki docenione na całym świecie

Szczepionki przeciwko COVID-19 wyprodukowane w Chinach dotarły do szeregu państw, w tym Serbii, Brazylii, Turcji, Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Indonezji i Pakistanu.

Wielu światowych przywódców zostało zaszczepionych chińską szczepionką w ramach kampanii szczepień. Kolejne kraje zwracają się do Chin z prośbą o dostawy i wykorzystanie szczepionek.
Prawdziwy światowy boom współpracy z Chinami w sprawie szczepień dodaje pewności co do efektu globalnej walki z niszczycielską pandemią COVID-19.

Sushi con carne

W Waszyngtonie wszyscy dyskontują szturm na Kapitol. Polityczne bicie piany ma przynieść korzyści tak Republikanom, jak i Demokratom, którzy za parę dni wezmą całość władzy. Trumpowi nic się nie stanie, może poza tym, że po 20 stycznia ktoś w końcu przyjrzy się jak płacił podatki. I prawdopodobnie w ten właśnie sposób zakończy się polityczna kariera „obrońcy uciśnionych Amerykanów”, który przez całe życie nie robił nic innego, jak zdzieranie z najuboższych skóry. Ameryka zrobi zatem z ex prezydentem to co zrobiła dawno temu z Alem Capone.
Jest jednak z całej tej zadymy na Kapitolu parę plusów. Będące – nie wiedzieć czemu dla wielu – wzorcem demokracji Stany Zjednoczone dzięki gromadzie ześwirowanych supremacjonistów, wyszły na to czym są – na państwo, któremu do sprawności wiele brakuje. W innym świetle stawia to reakcje rządu amerykańskiego na tajfuny, trzęsienia ziemi, czy niekończące się pożary. Niesprawność widać jest w system amerykański wpisana.
Na całym świecie protesty, nawet gwałtowne odbywają się niemal codziennie. W Berlinie Kreutzberg płonie co roku 1 maja, w Paryżu żółte kamizelki grasują od wielu miesięcy czyniąc niezłe spustoszenia, u nas stada górników niegdyś próbujących opanować Sejm, zmieniły się w narodowców podpalających stolicę 11 listopada. Tyle tylko, że te zadymy nie kończą się 5 trupami. Wzorzec cnót demokratycznych zwany USA pokazał, gdzie ma obywateli – abstrahując od ich poglądów czy postawy – i uznał, że amerykańskie święte prawo do posiadania i noszenia broni musi skończyć się tym czym dawno temu na Dzikim Zachodzie.

Jajogłowi w Europie i Stanach mają problem z odcięciem Trumpa od Twittera Facebooka i You Tube’a. Mimo, że cieszą się, że Trump został ośmieszony tym posunięciem, opowiadają o ataku na wolność słowa. Słusznie skądinąd, bo wolność wypowiedzi jest rzeczą kto wie, czy nie najistotniejszą. Krytycy zamknięcia internetu prezydentowi zapominają jednak, że wszystkie te platformy komunikowania się miliardów ludzi są własnością, nie państw, nie rządów, ani nawet nie ministerstw. Należą do prywatnego kapitału. Ten zaś ma psie prawo, żeby na swoim podwórku robić co chce. A jak nie chce, to nagle przypomni sobie o mowie nienawiści, o nawoływaniu do łamania prawa i takich tam. Kiedy Trump się świetnie w portalach komunikacyjnych sprzedawał, to tam był. Teraz, gdy Kongres i Senat USA zagroziły, że każą się tym mediom podzielić w ramach demonopolizacji, to Trump stamtąd zniknął. Ciekawe dlaczego?
Niestety nie ma szans, aby z fejsa, insta, czy Twittera, przestały płynąć kłamstwa na tematy wszelakie. Nie ma mowy, żeby zabronić wypisywać tam bzdur o płaskości Ziemi, nieistnieniu drobnoustrojów, czy cudownych właściwościach diety z rzeczy znalezionych na śmietniku, popijanych własnym nieprzegotowanym moczem.
Głupoty i kłamstwa z obiegu publicznego nie da się wyeliminować ustawowo. Ci, którzy uważają inaczej, sądząc, że ktoś powinien weryfikować prawdziwość twierdzeń w internecie – mylą się. Albo są ekspozyturą takich, będących depozytariuszami jedynej słusznej prawdy. Takiej w jaką wierzyli zwiedzający Kapitol, palący w piecach podludzi, czy głosujący na populistów lub fanatyków.
Na głupotę lekarstwem jest tylko oświata i nauka. Ale prawdziwa, a nie taka w której jedni mają swoich mianowanych przez się profesorów, a inni innych. Też przez siebie mianowanych. Świat nauki jest nader niedemokratyczny. I dlatego panuje w nim ład. Wszyscy liczcy się badacze doskonale wiedzą, kto jest wybitnym mózgowcem, a kto hochsztaplerem. Wiedzą dzięki temu, że czytają. Nie bzdury wypisywane w portalach społecznościowych, ale artykuły i prace naukowe.
W świecie nienaukowym czyta się zaś tylko tytuły i czasem tylko to, co pod nimi – jak w internecie. Na resztę nikt nie ma czasu ani ochoty. To zaś efekt tego, że dziś wszyscy młodzi ludzie kończą szkoły według tzw. systemu bolońskiego. Dzięki któremu magistrów i doktorów mamy w bród, zaś zwyczajnie mądrych ludzi cechujących się myśleniem – coraz mniej.

Z tego, że głupich w każdej społeczności jest przytłaczająca większość zdają sobie sprawę rządy. Wszystkie rządy – żeby było jasne. Dlatego od początku pandemii bardziej udają, że coś robią, niż robią w rzeczywistości. Nagminny bezsens badania temperatury w miejscach publicznych nie przestał obowiązywać w wielu krajach nawet gdy pojawiły się setki badań dowodzących, że nie ma to najmniejszego sensu, a tylko generuje niepotrzebne koszty.
Rządowe prośby o masowe oddawanie osocza przez covidowych ozdrowieńców trwają do dziś, choć wszystkie autorytety medyczne, z WHO na czele, parę miesięcy temu stwierdziły, że takie terapie nie działają. Rządy bowiem wiedzą lepiej.
Dlatego w Europie nie są w stanie powiedzieć, że produkcja szczepionek przez najbliższe miesiące nie pozwoli zabezpieczyć społeczeństw. Wolą opowiadać o procedurach, kolejnościach i – tak jak we Francji – o tym, że żeby zaszczepić kogoś, to trzeba z nim najpierw rozmawiać przez co najmniej jeden dzień.
Zamiast prawdy, państwa wolą serwować społeczeństwom kolejne obostrzenia i lockdowny. Skądinąd słusznie, bo gdyby obecna fala zachorowań wezbrała i zaangażowała wszystkich medyków z pielęgniarkami i ratownikami medycznymi włącznie, to nie miałby kto szczepić. Miast tej oczywistej prawdy rządy wolą jednak utrzymywać w społeczeństwach przekonanie, że panują nad wszystkim i wiedzą znacznie więcej niż wiedzą. Obywatele muszą wszak wiedzieć, że władzę mają mądrą i skuteczną.
Pokłosiem takiego punktu widzenia jest masowe testowanie obywateli. Miało to sens, gdy ognisk było na tyle mało, że dawało się je wyodrębnić i zarazę ograniczyć. Dziś koronawirus rozlazł się w takim stopniu, że test na niego pokazuje jedynie, że dwa-trzy dni wcześniej nie było się chorym na covid. Nie ma zaś żadnej pewności, że osoba z negatywnym wynikiem testu nie zaraża. W tym kontekście dobre słowo należy się polskiemu rządowi. Już parę miesięcy temu olał masowe testowanie i wzywa na nie tylko tych, którzy mają objawy. Czyli najwyżej 20 proc. chorujących. Stanu epidemicznego to nie poprawia, ale przynajmniej mniej kosztuje. Dlaczego jednak pan minister Niedzielski nie powie, że jak podawana przez niego liczba dobowych zakażeń wynosi 10 tysięcy, to znaczy, że wirus dopadł tego dnia 50 tys. osób – bez albo skąpoobjawowo.
Powiedzenie prawdy mogłoby zaszkodzić. Bowiem ciemny lud mógłby być zły, że w zakażeniach nie ustępujemy innym krajom.

Bigos tygodniowy

Koniec 2020. to okazja do podsumowania, tego co się zdarzyło i będzie miało wpływ na nasze życie polityczne i społeczne w następnym roku. Poniżej PT Czytelnicy znajdą krótki, subiektywny przewodnik po takich zdarzeniach…


W marcu dowiedzieliśmy się, że w Polsce mamy pandemię. Zaraza rozwija się cały czas i niestety, pozostanie z nami na dłużej, przy czym jak się zdaje, my obywatele jesteśmy za to przynajmniej w części odpowiedzialni. Nagminne lekceważenie zaleceń wirusologów, przy niejasnych komunikatach rządzących spowodowało, że stoimy u progu „trzeciej fali”. Oznacza to oczywiście więcej zakażonych, więcej ciężko chorych i więcej zgonów, przy coraz bardziej niewydolnym systemie opieki zdrowotnej. Niestety, lud nie tylko nie przestrzega zaleceń specjalistów, ale także nie chce się szczepić, niewykluczone że pod wpływem Dudy, który w czasie kampanii prezydenckiej z rozbrajającą szczerością oświadczył, że się nie szczepi na grypę, bo nie, co mogło spowodować podejrzenia, że na COVID-a też się nie zaszczepi. Epidemiolodzy już wieszczą, że jeśli zaszczepi się jedynie 20%-30% populacji, to zaraza może zostać z nami do 2024. Chyba, że coś się zmieni i Duda idąc za przykładem Bidena, Joe Bidena, amerykańskiego prezydenta–elekta w świetle reflektorów, nadstawi swoje prezydenckie ramię igle, zmieniając nastawienie swoich wyborców do szczepień.


Oczywiście pierwsza połowa roku, a i trochę drugiej upłynęły pod znakiem wyborów prezydenckich. Po rzuceniu przez pisowców niewiarygodnych środków na front walki o reelekcję Dudy, udało się go przeczołgać do drugiej kadencji. Na nic rojenia, że może ta druga kadencja będzie lepsza, że może Duda odpowiedzialny jeno przed Bogiem i historią, okaże się kimś innym niż był w pierwszej. Nic z tych rzeczy, bo Duda pozostał Dudą, takim jakim był. Jego grudniowa interwencja u Gowina, speca od gospodarki z dyplomem filozofa, w sprawie otwarcia stoków narciarskich, jedynie tę ocenę potwierdziła. Pamiętajmy, że Duda pozostanie z nami przez 5 lat, niestety. Szykujmy się zatem na moc sportowych wrażeń z jego udziałem. Zawsze zimą, nawet pandemiczną, Duda jakiś stok znajdzie, żeby sobie poszusować, a według Elżbiety Jakubiak byłej pisowskiej ministerki, admiratorki tej postaci, jak będzie chciał to mu nawet taki stok usypią. Latem wyskoczy sobie na Hel, gdzie ma 2 fajne skutery wodne niezłej klasy i sobie pojeździ na falach, oby z lepszym skutkiem niż w mijającym roku, gdy na oczach obserwatorów, pierdyknął do wody wraz z jakąś pasażerką, którą przewoził prezydencką maszyną. A dobro Polski? E tam, poczeka, zawsze można obskoczyć jakąś rocznicową imprezkę, popleść coś na okrągło i odhaczyć wykonanie prezydenckich obowiązków. I tak kolejne latka sympatycznie miną.


Nie sposób zapomnieć też o dniu 22 października 2020 roku, kiedy zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który uderzył w tzw. kompromis aborcyjny, ustalony wiele, wiele lat temu. Spowodował, że przesłanka pozwalająca kobiecie na usunięcie ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu, zniknęła z przepisów prawa. Nasze kobiety i dziewczyny, wspierane przez mężczyzn i chłopaków, wyszły pod sztandarami Strajku Kobiet, ale nie tylko, na ulice polskich miast i miasteczek, protestując przeciwko ograniczeniu praw kobiet w zakresie decydowania o reprodukcji. W miarę trwania protestów, pokojowo strajkujący rozszerzyli swoje postulaty o choćby uporządkowanie spraw na linii państwo-kościół. Brutalne akcje policji państwowej uprzytomniły być może niektórym, gdzie jako kraj jesteśmy. I niestety, nie jest to kraj w pełni demokratyczny, dbający o każdego, nawet najsłabszego swego obywatela czy obywatela myślącego inaczej niż akurat rządzący. To kraj, gdzie w stolicy państwa, należącego do Unii Europejskiej, w trakcie doprowadzania do radiowozu dziewiętnastolatkom łamie się ręce w trzech miejscach, to kraj gdzie w trakcie pokojowego protestu zamaskowany funkcjonariusz policji państwowej leje demonstrantów pałką teleskopową, to kraj gdzie posłanki na Sejm w czasie interwencji poselskiej są przez policję państwową gazowane, a Babcia Kasia z tęczową torbą na Placu Piłsudskiego w Warszawie, zostaje przez kilku rosłych policjantów zatrzymana i wsadzona do radiowozu, bo niedaleko Jaro ze swoją ekipą oddaje hołd ofiarom naszej narodowej bylejakości. Zaiste ciekawy to kraj i ciekawe jak się skończy historia oporu naszych kobiet i dziewczyn zderzonych z siłą państwa, kierowanego przez ludzi, krzywdzących człowieka prostego. Tak dla porządku i informacji rządzących, Polacy chyba polubili swoją wolność i tak łatwo jej nie oddadzą.


W sobotę z Belgii do Polski przywieziono 10.000 dawek szczepionki na SARS-CoV-2, przeznaczonych dla 5000 medyków, walczących na pierwszej linii covidowego frontu. W styczniu 2021. Pfizer dostarczy jeszcze 1,5 miliona dawek, wystarczających do zaszczepienia 750000 osób z grupy zero. Jeśli wszyscy w tej grupie się zaszczepią, to po zsumowaniu z liczbą osób, które są ozdrowieńcami, może się zbierze trochę osób, które miały kontakt z zarazą, ale to za mało, aby zatrzymać zakażenia. W każdym razie w niedzielę, w godzinach porannych, w szpitalu MSWiA w Warszawie, zostali zaszczepieni pierwsi Polacy – pracownicy tej placówki. To początek akcji szczepień, nazwanej pompatycznie, jak to pisowcy mają w zwyczaju, Narodowym Programem Szczepień. Pal sześć nazwę, jedno jest pewne, musimy jako nacja zaszczepić się nie tylko szybko, ale w znacznej liczbie, by wróciła normalność. I obyśmy zdrowi byli.

Do Czytelników Trybuny

Rok 2020 dobiega do końca. Rok pełen niepewności, bólu i rozstań. Ale również pełen nadziei na lepszą przyszłość. Zmagamy się z pandemią, ale na horyzoncie pojawiła się szczepionka. Wybory prezydenckie zakończyły się niepomyślnie, ale kobiety walczące o swoje prawa zachwiały potęgą konserwatywnej władzy. W nowy rok możemy więc spojrzeć z optymizmem.
Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom „Trybuny” życzę zdrowia i pomyślności w Nowym Roku. Abyśmy za rok mogli spotkać się w szerszym gronie i w dobrych nastrojach, w dobrym zdrowiu, mogli z optymizmem spojrzeć  w przyszłości Polski i Europy.

Włodzimierz Czarzasty
Wicemarszałek Sejmu
Przewodniczący Nowej Lewicy

Gospodarka 48 godzin

Banki po nowemu
Jeśli parlament zaakceptuje rządowe propozycje, to nastąpią zmiany w funkcjonowaniu banków. Polskie prawo bankowe zostanie dostosowane do rozwiązań obowiązujących w Unii Europejskiej. Do tej pory bowiem, czego rząd PiS nie ujawniał, metody działania banków w naszym kraju daleko odbiegały od standardów unijnych. W zmianach chodzi o zwiększenie odporności banków i domów maklerskich na wypadek kryzysu na rynku finansowym. Prawo bankowe obejmie swoim zakresem także finansowe spółki holdingowe (i o działalności mieszanej). Usprawniony zostanie przepływ informacji między Komisją Nadzoru Finansowego i Bankowym Funduszem Gwarancyjnego na temat banków i domów maklerskich. Komisja Nadzoru Finansowego będzie mogła nałożyć na bank i dom maklerski dodatkowe obowiązki sprawozdawcze lub zwiększyć ich częstotliwość. Podmiot składający wniosek o zezwolenie na utworzenie banku, oprócz dotychczas wymaganych dokumentów, powinien także przekazać informacje o podmiotach należących do tej samej grupy oraz o powiązaniach w ramach grupy. Oddziały banków zagranicznych będą musiały przedkładać Komisji Nadzoru Finansowego roczne sprawozdanie z prowadzonej działalności.

Ile można zarobić
Raport Instytutu Emerytalnego przedstawił analizę efektów finansowych płynących z przystąpienia pracownika do Pracowniczego Planu Kapitałowego. Jak policzył dyr. Grzegorz Chłopek, uczestnik, który zarabia średnią krajową, po dziewięciu miesiącach tego roku przeciętnie zarobiłby na czysto 935 zł. Zysk ten w większości pochodziłby z wpłat pracodawcy (599 zł) i tzw. opłaty powitalnej z Funduszu Pracy (250 zł). Przy tym wyliczeniu jest jednak kilka „ale”. I tak, trzeba pamiętać, że jest to kwota przeciętna – a więc odchylenia od niej mogą być bardzo duże. Kwota zysku została wyliczona na podstawie warunków już minionych, które wcale nie muszą powtórzyć się w pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. Zarobki w wysokości nie mniejszej od średniej krajowej osiąga w Polsce około jednej trzeciej ogółu zatrudnionych, a więc dla pozostałych ewentualny zysk z PPK byłby sporo niższy. W miarę upływu kolejnych miesięcy, opłata powitalna straci na znaczeniu, a coraz bardziej będzie się liczyć zysk wypracowywany przez instytucje finansowe zarządzające pieniędzmi zgromadzonymi w PPK. Zysk ten może być zaś ujemny przez całe lata.

Najpierw kwalifikacja
Rada Ministrów oświadczyła, że zgodnie z Narodowym Programem Szczepień przeciw COVID-19, planowane jest stworzenie tzw. funduszu kompensacyjnego dla osób, u których wystąpią niepożądane odczyny poszczepienne. Szczegółowe zasady tego funduszu mają być określone w ustawie, której jeszcze nie ma. Wiadomo już natomiast, że kwalifikacji do szczepień ochronnych przeciwko COVID-19 będzie dokonywał lekarz na podstawie przeprowadzonego badania oraz wywiadu z pacjentem, co zostanie udokumentowane w ankiecie i stosownej dokumentacji medycznej. Nie będzie możliwe prowadzenie badania kwalifikacyjnego na zasadzie teleporady. Trzeba się więc będzie pofatygować do przychodni i liczyć na to, że badanie pozwoli na uzyskanie pozytywnej kwalifikacji. Przyjęcie szczepionki zostanie zapisane w systemie komputerowym. Osoby zaszczepione, po zweryfikowaniu tego faktu będą mogły bez dodatkowych testów korzystać z usług publicznej służby zdrowia, nie będą uwzględniane w limitach dotyczących spotkań towarzyskich, nie muszą też odbywać kwarantanny w wypadku kontaktu z zakażonym.

Dzielenie skóry na niedźwiedziu

Premier oświadczył: „Na pewno będziemy przygotowani do procesu dystrybucji szczepionek”. Można mu wierzyć. Wiadomo, że najłatwiej ogłosić dobre przygotowanie do czegoś, czego nie ma.
Zdumiewającą wręcz przezornością i dalekowzrocznością wykazuje się rząd Prawa i Sprawiedliwości. Jeszcze nie ma szczepionki na koronawirusa, nie wiadomo kiedy powstanie oraz jakie będą efekty jej działania – a rządowy zespół już pracuje jakoby nad systemem dystrybucji tej hipotetycznej szczepionki. Cóż za wyprzedzenie czasowe!
Szkoda, że dotychczas rząd nie utworzył zespołu, który miałby pracować nad stworzeniem samej szczepionki – ale zrozumiałe, że pod rządami Prawa i Sprawiedliwości nie może być mowy o jej wynalezieniu w Polsce. Niedawna, szeroko reklamowana informacja o rzekomym skutecznym polskim leku na koronawirusa okazała się przecież kolejną lipą rządowej propagandy. Co do szczepionki na koronawirusa, jedyną stuprocentowo pewną wiadomością jest na razie tylko to, że na pewno nie zostanie ona stworzona w naszym kraju.
Dziś, gdy Polacy umierają tysiącami na koronawirusa, rząd PiS chce jakoś ukryć swą bezczynność i nieudolność w walce z pandemią. Dlatego właśnie PiS-owska telewizja „publiczna” tak szeroko opowiada o szczepionce, której nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. A żeby pokazać, że rząd PiS usiłuje jednak cokolwiek zrobić, wymyślono, iż rządowy zespół – jak informuje rządowa propaganda – pracuje nad dystrybucją czegoś, co nie istnieje. Oto właśnie miara sukcesów PiS-owskiej ekipy! Nie umieją doprowadzić do tego, by coś ważnego powstało w Polsce, ale zawsze mogą powołać zespół, który ma na krajowy użytek dzielić to, co być może kiedyś powstanie w innych krajach.
Twarzą tej propagandy jest jak zawsze premier Mateusz Morawiecki, który oświadczył, że wprawdzie szczepionki na koronawirusa jeszcze nie ma, ale w Polsce już trwają prace nad, jak powiedział, „logistyką dystrybucji szczepionek”. Premier powiedział też, z właściwą sobie stanowczością: „Na pewno będziemy przygotowani do procesu dystrybucji szczepionek”. Tym razem można mu wierzyć. Wiadomo przecież, że najłatwiej ogłosić dobre przygotowanie do czegoś, czego nie ma.
Gdy kiedyś ta zagraniczna szczepionka może trafi do Polski, to – wedle informacji naszych mediów – zgodnie z zapewnieniami premiera, najpierw mają zostać zaszczepieni seniorzy. Tyle, że premier Morawiecki, który bardzo uważa na słowa, niczego takiego nie powiedział!. Premier, jak cytuje Polska Agencja Prasowa, oświadczył co następuje: „W pierwszej kolejności zależy mi na tych naszych najsłabszych, na tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy, na naszych mamach, ojcach, dziadkach i babciach”.
Z tej wypowiedzi absolutnie nie wynika, że „mamy, ojcowie, dziadkowie i babcie” zostaną zaszczepieni jako pierwsi. To, że premierowi „zależy” i że oni „najbardziej potrzebują pomocy” nie oznacza bynajmniej, że ogół seniorów znajdzie się w gronie zaszczepionych.
Gdy więc kiedyś w przyszłości jakieś złe języki zechcą wytknąć premierowi Morawieckiemu, że wbrew jego obietnicy, seniorzy wcale nie zostali powszechnie zaszczepieni w pierwszej kolejności, to premier zawsze będzie mógł oświadczyć, iż niczego takiego nie mówił. I w tym przypadku powie prawdę.
Jedno można tylko założyć z bardzo dużym prawdopodobieństwem: że w pierwszej kolejności zostaną zaszczepieni PiS-owscy prominenci oraz ich bliscy (premier nie bez powodu powiedział wszak o „naszych” mamach, ojcach, dziadkach i babciach). W końcu po coś jest ten rządowy zespół.

Profilaktyka, czyli inwestycja gospodarcza

Niby wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć, ale ten pogląd wciąż nie przekłada się na pożądane zmiany w praktyce naszej opieki medycznej.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), państwa rozwinięte ponad połowę budżetu przeznaczonego na ochronę zdrowia przekazują na opiekę zdrowotną. Tak ważna profilaktyka i programy z nią związane otrzymują zaledwie niewiele ponad 2 procent.
Czy to oznacza, że rządzącym bardziej opłaca się nas leczyć niż zapobiegać chorobom?
W Polsce wciąż nie ma kompleksowego, spójnego i sprawnego systemu profilaktyki zdrowotnej, zaś środki finansowe przeznaczane na profilaktykę oscylują w okolicy jednego procenta łącznych wydatków na ochronę zdrowia. Brakuje systemów edukacyjnych na każdym poziomie wiekowym; rzetelnych i wiarygodnych – a jednocześnie przystępnych informacji o zastosowaniu działań prozdrowotnych w codziennym, także zawodowym życiu.
Zdrowy pracownik to zdrowa gospodarka. Do profilaktyki należą zaś między innymi szczepienia.
Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 3 stycznia 2012 r. wyraźnie określa rodzaje czynności zawodowych, w których zalecane są szczepienia. Na przykład, pracownicy budowlani mający kontakt z ziemią powinni szczepić się regularnie przeciwko tężcowi. Pracujący w okolicach leśnych – przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. Osoby pracujące przy odpadach komunalnych, zarówno stałych, jak i ciekłych, powinny zaszczepić się przeciwko durowi brzusznemu, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B oraz tężcowi. Szczegółową listę zawodów określa wspomniane rozporządzenie.
Nierozsądnym byłoby kwestionowanie tego rodzaju profilaktyki, zwłaszcza w zawodach wysokiego ryzyka. Jednak wielu osobom błędnie wydaje się, że samo szczepienie bez większego wysiłku zapewni im zdrowie.
Szczepionka często bywa wymówką od należytej dbałości o odporność. A przecież bez niezbędnej profilaktyki i stałego budowania odporności organizmu, szczepionka jest jak dziurawy parasol w ulewny deszcz.
Każdy pracodawca, chcący zminimalizować absencję pracowników spowodowaną chorobami, powinien przede wszystkim wprowadzić do swojego przedsiębiorstwa konkretne rozwiązania w budowaniu odporności członków zespołu – czyli właśnie profilaktykę. Coraz więcej właścicieli firm ma tego świadomość. Decydują się na działania mające motywować pracowników do uprawiania sportu, korzystania z przyrody czy jedzenia żywności organicznej. To wszystko służy budowaniu odporności i jest inwestycją.
Jesienny powrót pandemii nadal jest kwestią sporną. Naukowcy i pseudonaukowcy prześcigają się w sprzecznych opiniach co do prawdopodobieństwa jej wystąpienia. Jednak faktem jest, że we współczesnym świecie będzie pojawiać się coraz więcej chorób, których przyczyną rozwoju oraz rozprzestrzeniania jest postęp cywilizacji.
Są one tykającą bombą, do rozbrojenia której niezbędne są działania profilaktyczne. Dlatego przedsiębiorcy zrzeszeni w Warszawskiej Izbie Gospodarczej nie od dziś apelują o opracowanie systemu profilaktyki zdrowotnej, obejmującego planowanie działań, nadzór nad ich realizacją oraz ocenę uzyskiwanych efektów.
Profilaktyka to nieprzerwana inwestycja państwa w zdrowe społeczeństwo, gdzie włożone środki finansowe mogą zwrócić się zaskakująco szybko.

Co jest priorytetem dla nowej szczepionki przeciwko koronawirusowi? Czy nadal będziemy nosić maseczki?

Biuro Informacyjne Rady Państwa Chin wydało 7 czerwca białą księgę pod tytułem „Działania Chin przeciwko epidemii koronawirusa”. Na konferencji prasowej osoby odpowiedzialne przedstawiły informacje dotyczące tej publikacji oraz odpowiedziały na pytania dziennikarzy.

1. Kto zostanie zaszczepiony po tym, jak Chiny opracują nową szczepionkę przeciwko koronawirusowi?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Badania i rozwój nad szczepionkami są trudne i długoterminowe, wiążą się z dużą niepewnością. Proces opracowywania szczepionek w Chinach koncentruje się na zacieśnianiu współpracy międzynarodowej. Jeśli chodzi o wejście do użytku, spełnimy nasze zobowiązanie i wprowadzimy szczepionkę jako globalny produkt publiczny.

2. Czy chińskie media toczą „wojnę propagandową”?
Xu Lin, dyrektor Biura Prasowego Rady Państwa: Od wybuchu epidemii 480 chińskich dziennikarzy wyjechało do Wuhanu, gdzie miało miejsce epicentrum zachorowań. Jest to godne szacunku. Doniesienia chińskich mediów na temat walki z epidemią są prawdziwe i obiektywne. Oskarżenia, że prowadzą one tak zwaną „fałszywą propagandę” oznacza brak uwzględnienia faktów, co jest nie do przyjęcia. Chińskie media nie zamierzają walczyć z „wojną propagandową”, ale w obliczu zniesławienia i ataków na Chiny, muszą one odpowiedzieć. Ten rodzaj reakcji nie jest „bitwą medialną”, ale pokazaniem wyraźnego źródła prawdy i rozróżnienia między dobrem a złem. Wirusy są wspólnym wrogiem ludzkości, podobnie jak fałszywe informacje. Media powinny wykazać się odpowiedzialnością, chińskie media już to robią i nadal będą to robić.
3. Jakie doświadczenia związane z leczeniem w Chinach można udostępnić społeczności międzynarodowej?
Ma Xiaowei, dyrektor Narodowej Komisji Zdrowia: Warto zaprezentować doświadczenie w następujących kwestiach: kontrolowanie źródła choroby, przyspieszenie badań, prowadzenie ratownictwa medycznego na dużą skalę i odgrywanie roli tradycyjnej medycyny chińskiej.
4. Jak wznowić międzynarodową wymianę personelu?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Stopniowo przywracamy przepływ chińskiego i zagranicznego personelu w uporządkowany sposób, co służy wznowieniu produkcji. Chiny ustanowiły „drogi ekspresowe” w sprawie otworzenia granicy z Koreą Południową, Niemcami, Singapurem i innymi krajami. Działają w tej kwestii płynnie.
5. Czy musimy nadal nosić maski?
Wang Chen, dziekan chińskiej Akademii Nauk Medycznych: Obecnie w Pekinie został obniżony poziom zagrożenia epidemicznego do trzeciego stopnia. Oznacza to, że większość ludzi w większości miejsc może nie nosić masek. Ale kluczowe osoby w kluczowych obszary powinny nadal je nosić. Jeśli nie masz pewności, powinieneś mieć maseczkę ze sobą. Ogólnie rzecz biorąc, jest coraz więcej okazji do tego by ich nie nosić.
6. Czy stosunki Chin z innymi krajami pogorszyły się z powodu epidemii?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Nie zgadzam się z tym oświadczeniem. Faktem jest, że z naszym przyjaciółmi łączy nas „żelazna” relacja, a „krąg przyjaciół” Chin stale się powiększa. Od 1 marca do 31 maja Chiny wyeksportowały 70,6 miliarda masek i 340 milionów sztuk odzieży ochronnej. Jest to przykład, że Chiny to odpowiedzialny duży kraj, a także jak ważna dla nas jest promocja rozwoju stosunków z innymi państwami.
7. Jak przebiega współpraca z zagranicznymi ekspertami w celu ustalenia pochodzenia wirusa?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Należy dążyć do wiedzy naukowej, postępować zgodnie z podejściem naukowym i wykorzystywać metody naukowe do ustalenia pochodzenia wirusa.
8. Czy Chiny opóźniały publikację danych dotyczących koronawirusa o tydzień, powodując tym samym rozprzestrzenienie się epidemii?
Ma Xiaowei, dyrektor Narodowej Komisji Zdrowia: Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Faktem jest, że chiński rząd nie opóźniał podawania informacji ani ich nie ukrywał. Koronawirus jest bezprecedensowym nowym wirusem. Istnieje wiele niewiadomych na temat ludzkiej wiedzy. Trwa proces gromadzenia dowodów i prac nad jego zrozumieniem.
9. Jaką rolę odegrali Chińczycy w walce z epidemią?
Xu Lin, dyrektor Biura Prasowego Rady Państwa: W Chinach partia i rząd są nierozerwalnie związane z narodem. Główna rola ludu została w pełni wykazana w walce z epidemią. W Wuhanie mieszka młoda kobieta. Niestety cała jej rodzina została dotknięta przez epidemię koronawirusa, jej ojciec zmarł, mimo podjętego leczenia. Dziewczyna codziennie logowała się na WeChat, podszywając się pod ojca, aby zachęcić swoją matkę do podjęcia przez nią leczenia. Dzięki temu zarówno dziewczyna jak i jej matka wróciły do zdrowia. Młody chłopak z Changsha, w prowincji Hunan, po zamknięciu Wuhanu, pożegnał swoją rodzinę oraz przyjaciół, i prywatnym samochodem pojechał do Wuhanu, aby świadczyć usługi dla pracowników medycznych. Ci dwoje młodych ludzi to uosobienie 1,4 miliarda Chińczyków. 1,4 miliarda Chińczyków to świetni bojownicy w walce z epidemią.
10. Jakie działania będą kontynuowane przez Chiny, aby pogłębić międzynarodową współpracę w walce z epidemiami?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Ogłoszone przez Chiny środki współpracy są wdrażane. Jeśli chodzi o pomoc Chin w wysokości 2 miliardów dolarów, obejmie ona przekazanie materiałów antyepidemicznych, a także wsparcie w ożywieniu gospodarczym i społecznym oraz rozwój zainteresowanych krajów po epidemii. Dotyczy to zarówno pomocy dwustronnej, jak i wielostronnej darowizny. Ponadto w odniesieniu do budowy magazynu i centrum pomocy humanitarnej ONZ w Chinach sprawa ta jest dyskutowana i intensywnie przygotowywana.

11. W jaki sposób opracowuje się chińskie leki przeciwko koronawirusowi? Czy będą one rekomendowane i promowane za granicą?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Badamy teraz leki na przeciwciała. Obecnie pierwszy lek na przeciwciała przeszedł przegląd prowadzony przez Administracją Kontroli Żywności i Lekarstwa. Chiny dzielą się osiągnięciami badań naukowych z ponad 200 krajami i regionami, ale każde państwo podejmuje decyzje w tej kwestii według własnej sytuacji.

Oblicza koronawirusa

Francuska firma opracowuje szczepionkę, ale Francuzi z niej nie skorzystają. Wszystko wezmą Stany Zjednoczone. Jest też pomysł, by znieść powszechne ograniczenia i spróbować pokonać koronawirusa poprzez osiągnięcie tzw. odporności zbiorowej (zwanej też stadną).

Znany koncern farmaceutyczny Sanofi Pasteur, jeden z dziesięciu największych na świecie, pracuje nad dwiema szczepionkami. Pierwszą we współpracy z brytyjskim GlaxoSmithKline Plc, na które to badania amerykańska Agencja Zaawansowanych Badań Biomedycznych i Rozwoju (Biomedical Advanced Research and Development Authority, BARDA), zarządzana przez Departament Zdrowia i Spraw Socjalnych USA wydzieliła 30 mln dolarów i drugą, we współpracy z amerykańską korporacją Translate Bio Inc. Prace nad tą pierwszą są już poważnie zaawansowane i firma zapewnia, że szczepionka może być gotowa w drugiej połowie 2021 roku.
Niemniej, nawet jeżeli tak się stanie, to lekarstwo trafi najpierw do USA, Franzuzki i Franzuci nie będą mogli z niej skorzystać. To dla dyrektora generalnego Sanofi jest oczywiste. W wywiadzie dla telewizji Bloomberg Paul Hudson powiedział, że skoro USA wzięły na siebie ryzyko finansowe projektu, to otrzymają szczepionkę jako pierwsi.
We Francji zawrzało. Tym bardziej, że Sanofi otrzymuje od państwa francuskiego całkiem pokaźne ulgi finansowe: około 150 milionów euro.
„To niewyobrażalne, żeby firma z siedziba we Francji, korzystająca ulg podatkowych na badania, chce dać szczepionkę USA wcześniej niż nam”, mówił prezydent regionu Hauts-de-France, Xavier Bertrand, znany prawicowy polityk, który wezwał prezydenta Francji do przeciwdziałania tej sytuacji.
„Szczepionka na COVID-19 powinna być dostępna dla całej ludzkości. To kwestia nie tylko zdrowia publicznego, ale i godności człowieka”, powiedziała dyrektorka francuskiego oddziału międzynarodowej organizacji humanitarnej Oxfam Cécile Duflot. W przeszłości Duflot była aktywną polityczką związaną z ruchem zielonych, była między innymi ministrą równości terytorialnej i mieszkalnictwa za czasów Françoisa Hollande’a .
Prezydent Francji Emmanuel Macron, neoliberalny ekstremista, poczuł się wywołany do tablicy i oświadczył, że szczepionka na koronawirusa jest dobrem wspólnym i prawa rynku nie mają w tej sytuacji zastosowania. Zapowiedział, iż w przyszłym tygodniu spotka się z kierownictwem farmaceutycznego giganta w Pałacu Elizejskim.
Sanofi stara się teraz zmiękczyć przekaz, twierdząc, że słowa Hudsona zostały, a jakże, „wyrwane z kontekstu”. Hudson w wypowiedzi dla Financial Times mówił już co innego, a mianowicie, że „musimy dać szczepionkę całemu światu”.
Wobec przedłużających się prac nad szczepionką na Covid-19 coraz częściej stawiany jest pomysł, by znieść powszechne ograniczenia i spróbować pokonać koronawirusa poprzez osiągnięcie tzw. odporności zbiorowej (zwanej też stadną). Ekspert WHO ostrzega, że to niebezpieczne kalkulacje.
Zdaniem Michaela Ryana, eksperta ds. sytuacji nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia, zniesienie ograniczeń i powrót do standardowych interakcji społecznych może być tragiczne w skutkach i wcale nie gwarantuje osiągnięcia eliminacji zachorowań.
„Jeśli choroba utrzymuje się na niskim poziomie w krajach, które nie są w stanie zbadać ognisk, aby je zidentyfikować, zawsze istnieje ryzyko, że choroba zacznie się od rozprzestrzeniać ponownie” – ostrzegł Ryan podczas specjalnej wirtualnej konferencji. Podawany był przykład Niemiec i Korei Południowej, w których łagodzenie restrykcji doprowadziło do ponownego skokowego wzrostu zakażeń.
„Badania serologiczne pokazują, że stosunkowo niewielka część populacji ma przeciwciała zwalczające Covid-19” – dodał, na tej samej konferencji, dyrektor WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Oznacza to, że​ „większość populacji pozostaje narażona na wirusa”.
W Korei Południowej notuje się przypadki ponownego zachorowania na Covid-19. Jednak tamtejsi lekarze i eksperci podkreślają, że nie są pewni tego, czy dana osoba rzeczywiście zachorowała po raz drugi, czy też odczyty testu za pierwszym razem były błędne. Potwierdzenie czy mamy do czynienia z ponownymi zachorowaniami, wymaga czasu i dodatkowych badań.
Ryan powiedział, że powrót do stanu sprzed lockdownu nie może opierać się na luźnych spekulacjach dotyczących „odporności zbiorowej”. „To naprawdę niebezpieczne kalkulacje”, a „ludzie nie są stadem” – podkreślił, ostrzegając, że stosowanie tych samych standardów wobec ludzi jak wobec zwierząt „może prowadzić do brutalnej arytmetyki, która nie stawia ludzi, życia i cierpienia w centrum tego równania”.
Warto podkreślić, że w weterynarii odpowiednikiem terminu „odporność zbiorowa” jest „odporność stadna” i odnosi się do populacji jako całości, bez uwzględniania losu pojedynczych zwierząt.
W przypadku ludzi pojęcie to stosowane jest przy określaniu, jaki procent populacji należy zaszczepić, by liczba nowych zakażonych zaczęła się zmniejszać, w efekcie czego dana choroba zakaźna zostanie wyeliminowana. Ponieważ, jak dotąd, nie wynaleziono szczepionki na Covid-19, niektórzy politycy używają go w aspekcie określenia, jaki odsetek ludzi musi przechorować chorobę, by nabyć „odporność grupową”. W przypadku Covid-19 jest to około 70 proc. ludzkiej populacji.
Efektem ubocznym zakażeń na tak masową skalę byłby ogromny wzrost zgonów. Dyrektor Generalny WHO stwierdził 3 marca, że uaktualniony uśredniony współczynnik śmiertelności SARS-CoV-2 dla całego świata wynosi 3,4 proc. W skali całego globu oznacza to miliony dodatkowych ofiar śmiertelnych tylko z powodu zaniechania jakichkolwiek działań zapobiegających rozprzestrzenianiu się nowego koronawirusa.

Trump próbował zmonopolizować szczepionkę

Prezydent Donald Trump próbował ściągnąć naukowców pracujących w CureVac nad potencjalną szczepionką przeciwko COVID-19 do Ameryki. A potem szczepionka przeciw SARS-CoV-2, zostałaby podana najpierw obywatelom USA. Amerykański rząd kusił niemiecki koncern miliardem dolarów. Właściciel koncernu, multimiliarder niemiecki Dietmar Hopp wyśmiał te zabiegi. Zapowiedział, że szczepionka ma być dla wszystkich.

– Trump robi wszystko, aby zdobyć szczepionkę dla Stanów Zjednoczonych – skomentował pierwsze doniesienia na ten temat anonimowy pracownik niemieckiego rządu.
– Rząd Niemiec jest bardzo zainteresowany tym, żeby szczepionki i substancje czynne przeciwko nowemu koronawirusowi były również opracowywane w Niemczech i Europie – oficjalnie stwierdził rzecznik niemieckiego ministerstwa zdrowia. – W tym względzie rząd prowadzi intensywne rozmowy z firmą CureVac.
– Mamy nadzieję szybko rozwinąć efektywną szczepionkę na koronawirusa. Tak, aby każdy mógł po nią sięgnąć. Nie tylko w regionie, ale też solidarnie – na całym świecie – przyznał 80-letni multimiliarder, w którego posiadaniu znajduje się większość udziałów niemieckiej firmy biotechnologicznej CureVac.
– Jestem zaangażowany w realizację celu, jakim jest ochrona wszystkich ludzi przed zakażeniem oraz – w najlepszym przypadku – wyleczenie pacjentów na całym globie – dodał.
Niemieckie ministerstwo zdrowia potwierdziło, że prezydent USA Donald Trump chciał, oferował miliard dolarów, za przeniesienie firmy do USA, bądź do przekazania przez nią Stanom Zjednoczonym ekskluzywnych praw do tego patentu. Firma CureVac jednak odrzuciła – jak nazwała to „Sueddeutsche Zeitung“ – „niemoralną propozycję“ amerykańskich władz.
− Jesienią szczepionka powinna być, ale potrzebne będą testy na zwierzętach, a potem testy na ludziach − mówił Hopp. Dodając, że niedopuszczalne jest, żeby niemiecka firma wynalazła szczepionkę i ta była tylko do dyspozycji Stanów Zjednoczonych.
– Chcemy stworzyć szczepionkę dla całego świata, a nie dla pojedynczych krajów – uzupełnił tę wypowiedź gazecie „Mannheimer Morgen” dyrektor holdingu HoppTech BioTech Christof Hettich.
Niemieckie media twierdzą, że opracowanie skutecznej szczepionki przeciwko koronawirusowi będzie wymagać nakładów wysokości co najmniej 2 mld dolarów. Niemiecki rząd wsparł prace badawcze CureVac, sumą 180 mln euro. Ale 80-letni Dietmar Hopp jest nie tylko znanym w Niemczech multimiliarderem, ale także filantropem. Szacuje się, że na różne cele publiczne wyasygnował kwity znacznie przekraczający oferowany przez Trumpa miliard dolarów, więc oferta amerykańskiego prezydenta nie zrobiła na nim większego wrażenia. 
− Nigdy nie poszedłbym na taki układ. Nie może przecież tak być, że niemiecka firma wynajduje szczepionkę, która ekskluzywnie byłaby do dyspozycji USA. Dla mnie to nie była żadna opcja − powiedział Hopp. A w rozmowie z „Rhein-Neckar-Zeitung“ wyjaśnił, dlaczego wysłał Trumpa na drzewo.
− Kiedy jest się tak bogatym jak ja, ma się pewne zobowiązania, by zwrócić coś społeczeństwu.Wsparcie ludzi potrzebne jest bardzo wielu miejscach − mówił dziennikarzowi. Pomijając i taki drobiazg, że sprzedaż szczepionek do wszystkich krajów da mu firmie o wiele więcej niż drobna kwota za którą usiłowały przekupić niemiecką firmę Stany Zjednoczone.