ZaPiSani

To się musiało tak skończyć. Rafał Woś pierwszy otwarcie zaczął nawoływać do współpracy z PiS, która tak zbawiennie ma zadziałać na polską lewicę.

 

Do tej pory takie wstawki, o niebo jednak bardziej subtelne, pobrzmiewały w wystąpieniach Ikonowicza, facebookowych enuncjacjach Łukasza Molla czy na łamach „Nowego Obywatela” Remigiusza Okraski.
Nie wiedzieć czemu wszyscy ci komentatorzy na subtelnej przesłance, że PiS kiwnął paluszkiem w stronę ich elektoratu, starają się zbudować fundamenty porozumienia politycznego. Chybotliwa to będzie budowla.
Po pierwsze, Woś w swoim tekście „Lewico, czas na współpracę z PiS” nie zauważa, że dobry pan Kaczyński jednym paluszkiem głaszcze lud pracujący po głowach i rzuca weń pięćsetplusami, ale pozostałymi czterema palcami daje mu bolesne prztyczki. Morawiecki przytula do piersi bankierów, i ogradza państwo specjalną strefą ekonomiczną. Zaś nawet świadczenia mające wspierać polską rodzinę przesiąknięte są konserwatywną ideologią jak gąbka.
Dając 500 plus PiS skutecznie zamknął usta wszystkim lewicowym komentatorom, pragnącym dowiedzieć się, co realnie ów dodatek zrobił z kobietami: wzmocnił czy osłabił ich rolę w rodzinie i społeczeństwie? Tym, którzy jeszcze maja odwagę wytknąć niesprawiedliwość świadczenia (próg dochodowy w przypadku samotnych matek jedynaków) i tym, którzy zauważają, że jednak 500+ w dłuższej perspektywie ubezwłasnowolnia kobiety i czyni je ekonomicznie zależnymi od partnerów – inni lewicowcy, tacy jak właśnie Woś czy Okraska, zatykają usta w trymiga historiami wszystkich Franków i Zoś, które pierwszy raz w tym roku zobaczyły morze. Z tego powodu nie wolno zadawać pytań o wpływ na kobiety, bo wszak stare dobre prawicowe założenie głosi, że dziecko jest od kobiety zawsze ważniejsze.
LGBT, ekologia, świeckość? Red. Woś naprawdę myśli, że w tych kwestiach „wychowa” pod siebie prawicę?
A skąd w ogóle śmiały pomysł, że Kaczyński chce być wychowywany i w ogóle potrzebuje jakiejkolwiek lewicy żeby się z nią „dogadywać”? To jakieś odpryski fałszywego przeświadczenia młodej lewicy o swoim znaczeniu, fakcie tak istotnym, że Kaczyński będzie musiał przedstawić ofertę.
Lewica wreszcie powinna się wybudzić i przestać fantazjować o klasie pracującej (nie są nią zastępy klonów Andrzeja Leppera), o klasie średniej (nie są nią prekariusze zasuwający na 3 etatach na kredyt na 40-metrowe mieszkanie, który tylko część z nich zdoła szczęśliwie spłacić w wieku przedemerytalnym) i wreszcie o trzeciej drodze (nie jest nią do cholery próba dialogu z PiS, bo PiS sobie tego dialogu nie życzy).
Nic nas z PiS nie łączy. Żebyśmy się za radą Roberta Biedronia naprzytulali i nacykali fotek za wszystkie czasy – jesteśmy zbiorami rozłącznymi. Jedyne, na czym komentatorzy liżący metaforyczne tyły Kaczyńskiego próbują budować to to, że PiS wykonał kilka gestów w stronę robotników i zasiłkowiczów, a my będziemy z tego powodu rwać głowy do końca świata. „Czemu żeśmy na to nie wpadli?” – rwie włosy z głowy lewica.
Podejrzewam nieśmiało, że ktoś jednak wpadł, sęk w tym, że nie rządził od 2005.
I właściwie na co? Na kupowanie sobie wyborców? Na to nie jest trudno wpaść. Tylko rzeczywiście PiS zbudowało nową jakość w tym sensie, że się na taką blagę odważyło w biały dzień. Ewentualne negatywne skutki i tak będą odroczone w czasie. O tym, że produkowanie nowych rzesz ubogich ludzi bez godnej pracy nie jest rozwiązanie problemów tego kraju, przekonamy się dopiero za lat naście lub więcej.
Co robić? Oczywiście, że przedstawiać konsekwentnie własną ofertę dla ludzi pracy. Systemową, nie z kartonu. Cóż z tego, że „trzecia droga” Rafała Wosia, czyli sojusz z PiS pozwoli wykonać skok do przodu – skoro będzie to skok prosto do paszczy lwa?
To koniunkturalizm pod płaszczykiem wallenrodyzmu. Coś jak Joanna Erbel w strukturach warszawskiego PO-ratusza. Choć i ona ma lepszy niż Woś glejt na przeproszenie się z krytykowaną wcześniej władzą – specjalista w wąskiej dziedzinie zawsze ma w naturalny sposób więcej pola manewru nawet pod ciężkim dyrektorskim butem.
Fantazjuje też Maciej Gdula, piszący w swojej polemice do Wosia, że dogadywać to się można z Warzechą. Dogadywać to się można z Ludwikiem Dornem. Z Rafałem Matyją. Bo to są ludzie zdolni zweryfikować własne ewentualne potknięcia ideologiczne. I to Matyja, człowiek, który stworzył pojęcie IV RP, jako jedyny do tej pory trafnie w moim pojęciu zlokalizował źródło rychłej porażki PiS:
„Zerwanie dialogu z centrum sceny politycznej. To zabiło dialog, który dla PiS był zbawienny przed wyborami – z ludźmi, którzy stoją w centrum i są niezależni. Kaczyński wysłał sygnał do własnych szeregów: nie gadajcie z nimi”.
Idźcie wy się wszyscy klaszczący zapiszcie już do tego PiS. Wyrychtujcie CV i listy motywacyjne. Tylko już nie zajmujcie łamów akrobacjami intelektualnymi przypominającymi podwójne salto nad Wielkim Kanionem na grzbiecie konia jadącego na żółwiu.