Flaczki tygodnia

„Pies” pana prezesa obszczekał polskich euroentuzjastów, a czołowy intelektualista PiS porównał Unię Europejską do hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji. Dwie głupie wypowiedzi medialnych cyngli pana prezesa Kaczyńskiego sprawiły, że krajowe media, ich Komentariat i polskie elity polityczne zatańczyły w rytm wystukiwany przez panów marszałka Terleckiego i przewodniczącego Suskiego. Idiotyzm mediokracji znów wygrał z merytokracją.

Pan prezydent Duda nie znalazł czasu aby spotkać się z panią kanclerz Merkel. Nie szukał go specjalnie, bo ponoć poczuł się urażony. Bo zaproszenie na spotkanie nie przyszło wystarczająco wcześnie. Bo chciał pokazać swą dumę i głębokie poczucie narodowo- katolickiej suwerenności. W Warszawie złośliwcy rechoczą, że pan prezydent nie znalazł czasu, bo cały czas czeka, przebierając nogami, na zaproszenie od pana prezydenta Bidena. Publiczne już obiecując mu weto wobec „Lex TVN”. Ale prezydent Biden, w przeciwieństwie do pani kanclerz Merkel, dopiero rozpoczyna swe urzędowanie. Ma dużo czasu na to, aby znaleźć chwilę czasu na spotkanie z bezdecyzyjnym politykiem.

Pani kanclerz Merkel nie będzie już kierować Niemcami, ale dalej pozostanie osobą tam, i w Unii Europejskiej też, wielce wpływową. Pan prezydent Duda po zakończeniu swej kadencji będzie miał prezydencką emeryturę.I szansę na przewodniczenie Unii Szkółek Narciarskich. Odrzucenie przez pana prezydenta niemieckiego zaproszenia to zwyczajne działanie na szkodę polskich interesów. A także swojej małżonki – pani Agaty. Miałaby przecież możliwość rozmowy w języku Goethego. I to z bardzo inteligentną osobą. Gatunkiem rzadko występującym w jej obecnym otoczeniu.

Kiedy pan „Pies” wspólnie z panem Suskim ujadali na Unię Europejską, czyli na nas też, w Warszawie protestowali pracownicy służby zdrowia. Chcą reform polskiej służby zdrowia.I pieniędzy rzecz jasna. Pan premier Morawiecki przyjął wobec nich postawę gentlemana. On o pieniądzach nie rozmawia.

Nie chce też o nich gadać pan minister Niedzielski. Pieniędzy nie ma, powtarza,choć ten rząd pieniędzy nie skąpi na katechetów w szkołach, urzędach, wojsku i policji, na szczujnię TVP SA, na „gruntowanie cnót niewieścich”, na podwyżki pensji dla klasy politycznej, na kosztowne i mało użyteczne inwestycje jak przekop Mierzei Wiślanej,Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia węglowa w Ostrołęce, odbudowa Pałacu Saskiego, wojna hybrydowa z reżimem Łukaszenki, z Czechami o elektrownię Turów i z Unią Europejską o praworządność.

Elity PiS stawiają płoty i bariery. Z drutu kolczastego i mentalne. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że wszystkie imperia w historii, zawsze były różnorodne narodowo, religijnie i kulturalnie. Rzym miał jednolity system prawny,dominujących bogów, rzymskie elity polityczne, państwową armię i sieć dróg, ale miasto Rzym i imperium były mozaiką narodowości, kultur i bóstw. Uważane dziś za najbardziej suwerenne państwo – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jest produktem masowych emigracji. Dawnej i tej współczesnej. W 2021 roku szacowano, że W USA mieszka prawie 333 miliona ludności. Wśród nich hiszpańskojęzyczni Latynosi stanowią już około 70 milionów, czyli ponad jedną piątą ludności. A grupa określana jako Azjaci już około 30 milionów. Niecałe 10 procent ludności. Czarnoskórych Afroamerykanów „Flaczki” nie doliczają, bo przecież oni są od dawna w USA u siebie. Za to Polsce zaś grozi upadek, kiedy przyjmie kilka tysięcy uciekinierów z Afganistanu i Iraku.

Od trzech dekad w całej Europie Środkowo- Wschodniej notuje się niską płodność i brak poziomu zastępowalności. W naszej Europie wskaźnik dzietności wynosi 1,4 dziecka na kobietę. W Europie Zachodniej osiąga 1,8 dziecka. I też nie gwarantuje rozrostu „substancji narodowej”. Na całym świecie wzrost zamożności społeczeństwa przynosi obniżenie poziomu dzietności. Najłatwiej zobaczyć to w Chinach. Tam pomimo kilkutysięcznej tradycji wielodzietności, pomimo zlikwidowania barier w posiadaniu dzieci, poziom dzietności nie wzrósł radykalnie. Chinki nie chcą rodzić dzieci, choć mają lepsze warunki ku temu niż Polki.

Wszystkim, którzy nie chcą się skupiać jedynie na bom motach panów Suskiego i Terleckiego, „Flaczki” podsuwają do czytania niedawno opublikowaną przez Grupę Wydawniczą Foksal książkę Nadava Eyala „Rewolta”. Poświęconą zaburzeniom dotychczasowego globalnego ładu. Wszelkim „izmom”. Populizmom, fundamentalizmom, nacjonalizmom, globalizmom, ekstremizmom. Wojną handlowym, kryzysom migracyjnym i klimatycznym. Autor jest izraelskim, dobrze ustosunkowanym reporterem. Potrafi patrzeć z dystansu małego, ale silnego i aktywnego państwa.

Polecamy książkę Nadava szczególnie polskim narodowym katolikom zapatrzonym w pana ministra Czarnka. Zwłaszcza przytoczone przez Nadava analizy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Dotyczące poziomów dzietności. Analizy poważne, bo w Izraelu problem dzietności, zwiększenia żydowskiej substancji narodowej jest uważany za priorytetowy. Otóż ci żydowscy mędrcy współpracujący z najlepszymi uczelniami i klinikami w USA, po wieloletnich,przekrojowych badaniach spermy mężczyzn reprezentujących „kraje zachodnie”, zauważyli niepokojące zjawisko. Ilość plemników z „zachodniej spermie” spadła w ostatnim czterdziestoleciu o połowę!
Związane to jest ze szkodliwym wpływem chemikaliów, pestycydów, śmieciowego,przemysłowego jedzenia,palenia papierosów, otyłości. A przede wszystkim stressów. To stressy powodują, że sperma ludzi „zachodu” staje się coraz bardziej nieefektywną. W przeciwieństwie do wyluzowanych, żyjących bliżej natury mieszkańców Afryki. To Afryka pozostanie za kilkadziesiąt lat jedynym kontynentem z wysokim przyrostem naturalnym.

Polityka prowadzona przez PiS oparta jest na stałym wywoływaniu konfliktów, strachów, antagonizmów. Co daje uboczny efekt w postaci wzrostu stressu wśród Polaków. A to skutecznie zabija plemniki w ich narodowo- katolickiej spermie. I tu jest ten pies pogrzebany. Tu mamy rozwiązanie zagadki: Dlaczego Program 500 + nie zwiększył dzietności Polek i Polaków.

Bo pan prezes Kaczyński jedną ręką rozdaje nam nasze pieniądze, a drugą stresuje nas. Morduje nasze plemniki, czyli najmłodsze pokolenie potencjalnych Polaków.

Ignorancja z Arogancją

Elity PiS stworzyły system pozwalający unikać im wszelkiej odpowiedzialności.

Nikt już w Polsce nie dziwi się, że premier rządu RP regularnie kłamie. Że politycy PiS, i związany z nimi medialny komentariat, starają się dorównać pan premierowi. Dlatego dzień bez złamania Ósmego Przykazania, tego o fałszywym świadectwie przeciw bliźniemu swemu, uważają pewnie za stracony.
Politycy PiS kłamią bezczelnie i bezkarnie, bo opozycyjni dziennikarze nie weryfikują przekazanych przez nich informacji. Bo pracują w biednych redakcjach, których właściciele oszczędzają na wszystkim. Zwłaszcza na zapleczu eksperckim.
Rzadko zdarzają się dziennikarze, jak Michał Głogowski z TOK FM, którzy weryfikują wypowiedzi polityków. I wtedy, nawet krótki, wyrywkowy, sprawdzian może dowieść, że pan eurodeputowany Bielan potrafi w jednym zdaniu skłamać przynajmniej dwa razy !
Politycy PiS kłamią, bo wiedzą,że ich medialny komentariat będzie tych kłamstw bronić. Uzasadniać je swoimi kłamstwami.
Zwłaszcza, że dożyliśmy czasów, kiedy oczywistym jest, że polityk kłamie. Kiedy samo wymaganie od klasy politycznej prawdomówności, traktowane jest jak szaleństwo lub dziecięca choroba idealizmu.
Państwo oksymoronów
Kłamstwo polityczne musi stać się codziennością w systemie politycznym, w którym wicepremier jest politycznym zwierzchnikiem premiera.
Kiedy wybrany w powszechnych, krajowych wyborach prezydent jest politycznym parobkiem wybranego w wielomandatowym okręgu wyborczym prezesa partii.
I jedynym przejawem suwerenności politycznej pana prezydenta jest „prezydentura bezobjawowa”. Czyli jego polityczne nieróbstwo.
W tym systemie, zwanym oksymoronicznie „Dobrą Zmianą”, pani marszałek Sejmu RP jest jedynie polityczną służącą pana prezesa. Bo Sejmem RP faktycznie rządzi wicemarszałek, służący wiernie jak pies panu prezesowi. Odnoszący się do wszystkich pozostałych w parlamencie w stylu zgorzkniałego pruskiego kaprala.
Symbolem tego zakłamanego państwa jest pan wicepremier Kaczyński odpowiedzialny za bezpieczeństwo wszystkich obywateli RP. Jego zaś bezpieczeństwa strzeże prywatna firma ochroniarska opłacana z pieniędzy podatników.
Bo najwyższych rangą urzędnik państwowy w pionie bezpieczeństwa państwa nie ufa żadnej z państwowych instytucji tegoż bezpieczeństwa ochrony.
W ślad za nim państwowym służbom bezpieczeństwa nie ufają też parlamentarzyści i ministrowie. Dlatego wielu z nich wolało korzystać z prywatnych skrzynek mailowych niż zakładanych im przez krajowe służby bezpieczeństwa. Bo bardziej niż obcych wywiadów bali się bezpieki pana prezesa.
Rzeczpospolita bezprocedurowa
W rządzonej przez PiS IV Rzeczpospolitej dalej rządzi „tupolewizm”. Czyli powszechna w elitach politycznych, biurokratycznych i medialnym komentariacie pogarda dla procedur i przepisów prawa. Efektem takiego „tupolewizmu” były przynajmniej dwie katastrofy lotnicze. Wojskowej Casy w Mierosławcu i prezydenckiego Tupolewa w Smoleńsku.
Gdyby wtedy przestrzegano procedur, prawa i zdrowego rozsądku oba samoloty nie wystartowałyby. A przynajmniej z tyloma pasażerami na pokładzie jednego samolotu.
W polskich elitach politycznych nie ma szacunku dla tworzenia procedur i przestrzegania prawa.
Nie ma zwyczaju rozliczania polityków i administracji z przestrzegania procedur i prawa.
Nie ma woli politycznej by nowe procedury wprowadzać, podobnie jak nowe regulacje prawne.
Klasa polityczna wie, że wtedy łatwiej byłoby udowodnić elitom politycznym i administracji państwowej ich ignorancję, lenistwo oraz kult „tupolewizmu”.
Fundamentem realizowanej przez PiS „Dobrej Zmiany” jest wymiana elit. Zastępowanie dotychczasowej administracji ludźmi nowymi. Wiernymi PiS, ale często bez doświadczeń zawodowych,formalnych kwalifikacji, wiedzy. Ignorantami. Nasza historia zna niejeden przypadek „wymiany elit”. Zwykle, po latach, okazywało się, ze grupa najzdolniejszych noworyszy zasilała stare elity.
Teraz może być inaczej, bo elity PiS uczyniły ze swej ignorancji narodową cnotę.
Festung Polska
Zawsze kiedy konkretni politycy i urzędnicy PiS krytykowani są za swe nieróbstwo umysłowe i lenistwo intelektualne,to ich koledzy przystępują do zmasowanej obrony. Wtedy swą ignorancję skrywają zbiorową arogancją.
Tworzą medialny wizerunek Polski – depozytariusza tradycyjnych, religijnych, narodowych wartości.
Oblężonej twierdzy. Otoczonej zgrają wrogów. Siewców antypolonizmu, neomarksizmu, genderyzmu, ideologii LGBTI. Armiami pseudo mędrców. Zdolnych jedynie do pouczania narodu polskiego. Poniżania go w oczach całego świata.
A przecież Naród polsko- katolicki wspaniały jest. I dlatego polski ignorant nie musi już wstydzić się swojej ignorancji.
Nie musi uczyć się obcych języków, ani wstydzić swego nieuctwa. To niech oni uczą się języka polskiego!
Polski naród nie potrzebuje zagranicznych mędrków.
Nasze góry są najpiękniejsze. Nasze morze i nasze plaże są najczystsze. Nasza kiełbasa jest najlepsza na świecie. Każdy wie, że cały świat zazdrości nam naszej kiełbasy. Podobnie jak polskiej, tradycyjnej gościnności, rycerskości,zwłaszcza wobec kobiet, i tej odwiecznej tolerancji.
Dlatego na każdą krytykę polskiej ignorancji i lenistwa,elity PiS odpowiadają agresją. Kontr krytyką. Dowodząc, że PiS policja nie jest brutalna, tylko profesjonalna. Bije pałkami, ale nie zabija. A we Francji, w Niemczech, a zwłaszcza w USA, tam policja co rusz pokazuje, że zabić potrafi.
Pan minister Dworczyk nie jest winien afery mailowej. Bo co z tego, że nie przestrzegał prawa i procedur. Jest przecież ofiarą wojny informatycznej. Ataku profesjonalnych, ruskich hakerów. A z nimi nie da się wygrać, nawet przestrzegając procedur i prawa.
Chwała panu ministrowi Dworczykowi – kolejnej ofierze złego agresora.
A teraz dość już krytyki. Wróg czuwa. Każda krytyka polityki PiS to wpisywanie się w antypolski scenariusz. Pisany cyrylicą. W mrocznych podziemiach Kremla.

Bigos tygodniowy

W dzieciństwie Bigos bardzo lubił i od czasu do czasu grał w grę „Chińczyk”, opatrywaną często tytułem „Człowieku nie irytuj się”. Dziś musi grać w tę grę codziennie.


„Polska nie może być krajem niepłodnych matek” – powiedział w święto bożocielne pierwszy mędrzec polskiego Kościoła kat. Jędraszewski Marek, krakowski arcybiskup. No dobrze, ale jaką ma on na to radę? No bo chyba jego mądre słowa nie mają mocy zapładniającej? Barwę jego bożocielnej wypowiedzi wzbogaciła też uwaga o „lalkach”. Odkurzył starego Wyszyńskiego, który mówił o „modnych lalkach, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje”, apelował by nie naśladowały „kobiet, wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte, czy piąte dziecko”. Zwłaszcza Kościołowi. Lalki całej Polski, łączcie się i powiedzcie Jędraszewkiemu, żeby wypierdalał.


Terlecki, rozjuszony faktem, że Cichanowska spotkała się w Polsce z przedstawicielami opozycji i dała się zaprosić przez Trzaskowskiego na jego zlot olsztyński, zasugerował, żeby pomocy szukała w… Moskwie. Typowy wykwit pisowskiej mentalności – kto stuprocentowo nie podporządkowuje się pisowskim oczekiwaniom, ten z definicji staje się wrogiem. Przy PiS nie można mieć swojego zdania i postępować zgodnie ze swoją wolą. Terlecki to kwintesencja pisowskiej, totalitarnej mentalności.


Z podobną pisowską z ducha i praktyki reakcją spotkała się Olga Tokarczuk za wypowiedź dla włoskiego tytułu prasowego, w której sytuację w Polsce porównała do sytuacji na Białorusi. Wielka pisarka i noblistka nie ma prawa do krytyki sytuacji w swoim kraju. Z miejsca pisowskie trolle rzuciły hasło odsyłania jej egzemplarzy jej książek. Tylko skąd je wezmą? Z tą akcją będzie problem, bo pisowcy na ogół egzemplarzy powieści Olgi Tokarczuk nie posiadają, a przecież nie będą ich specjalnie nabywać, by je odesłać.


Kłamstwo w żywe oczy, bez żenady i bez namysłu to znak firmowy pisiorstwa. W swoim „Salonie dziennikarskim” w TVPiS, Karnowski Michał wywodził, że w pisowskiej, partyjnej telewizji jest zachowywany najkorzystniejszy parytet udziału przedstawicieli różnych sił politycznych, że to najbardzie pluralistyczna telewizja. Mówił to w audycji, do której od początku zaprasza WYŁĄCZNIE pisowskich propagandystów. Przy okazji, oburzając się na porównywanie sytuacji w Polsce do sytuacji na Białorusi, stwierdził, że policja w Polsce atakuje tylko w sytuacjach szczególnych, łagodnie i używa gazu łzawiącego tylko wtedy, gdy jest atakowana.


„Z uwagi na charakter prawa do wolności religijnej, wszelkie ograniczenia w korzystaniu z niej powinny być racjonalne i minimalne; muszą także być wprowadzane w ostatniej, a zdejmowane w pierwszej kolejności (…)” – napisał jaśnie pan Gądecki do Morawieckiego w liście wyrażającym oburzenie, że jeszcze pozostały jakieś minimalne ograniczenia limitu bywalców w kościołach. Dawno nikt tak bezczelnie jak jaśnie pan Gądecki nie wyraził przekonania, że interesy jego religii są „świętą krową”, mającą w Polsce pierwszeństwo przed prawami i wolnościami w innych dziedzinach.


Blietzkrieg pisowskiej Kani na media dawnej Polska Press zakupionej przez Obajtka trwa. Niedawno Bigos pisał o spisiowieniu jednej z tych pisowskich zdobyczy, dziennika „Kurier Lubelski”. Nawet za PRL był on enklawą prasową wolną od powinności politycznych, które wypełniała inna lokalna gazeta, organ KW PZPR w Lublinie „Sztandar Ludu”. Pod władzą PiS „Kurier” błyskawicznie stał się organem propagandowym tej partii. Ksiądz profesor Alfred Wierzbicki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który skądinąd jest na swojej uczelni „na cenzurowanym” nazwał „Kurier Lubelski” w obecnej postaci „tubą propagandową władzy”. I tak się staje po kolei z kolejnymi tytułami wykupionej przez Orlen Polska-Press.


„Patrzyłem niedawno na europejskie sondaże i jestem przekonany, że tak spolaryzowane politycznie kraje jak Polska i Węgry, w których dziś jesteś tylko albo za rządem, albo przeciw nim, za pięć do dziesięciu lat będą państwami bardzo liberalnymi” – stwierdził Iwan Krastew, wybitny myśliciel bułgarski o renomie światowej. I dodał, że „jest przekonany, że za kilkanaście lat historycy stwierdzą, że jedną z głównych przyczyn szybkiej liberalizacji polskiego społeczeństwa był rząd PiS”. Kto przeżyje, zobaczy.


Pisowska propaganda podniosła wrzask po tym, jak prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak stwierdził, że pruska przeszłość Wielkopolski (pod zaborem) dobrze wpływa na współczesne porozumienie z niemieckimi sąsiadami. Jaśkowiak wyraził bardzo oględnie to, co można sformułować tak oto: pruska cywilizacja, przy wszystkich swoich wadach i brutalnościach, dobrze zrobiła żywiołowi polskiemu, zmuszając go do wyjścia z polskiego błota i gnoju, do podniesienia kultury, przemysłu i organizacji życia. To dzięki Prusakom Wielkopolska korzystnie, na tle reszty Polski, wyróżnia się poziomem organizacji życia, schludnością, etc. A czyż to nieprawda? Przecież to fenomen już dawno opisany przez historyków. W swoim dętym stylu na słowa Jaśkowiaka zareagował porucznik Karnowski: „Strzeżmy się ludzi, którzy chwalą dawny mord na Ojczyźnie”. Ufff!

Lobbing?! Jaki lobbing?!

„Przychodzą firmy, które zabiegają o to, żeby je zauważyć” – tak wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki wyjaśnia sens sejmowego spotkania grupy posłów PiS
z przedstawicielami wielkiego zagranicznego koncernu tytoniowego.

Czy szefowie resortu zdrowia i posłowie powinni umawiać się w Sejmie na spotkania z przedstawicielami zagranicznych koncernów tytoniowych, by dawać się przekonywać, jak mało szkodliwe są ich produkty?
Zdaniem liderów Prawa i Sprawiedliwości nie ma w tym nic złego. Tym bardziej, że spotykają się działacze obozu zjednoczonej prawicy, którzy przecież wiedzą co jest dobre dla Polaków.

O wyższości tytoniu podgrzewanego

Do takiego właśnie spotkania doszło 16 maja bieżącego roku. Urzędujący wiceminister zdrowia Zbigniew Król oraz prominentni parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości rozmawiali w sejmowej sali im. Macieja Rataja z przedstawicielami koncernu Philip Morris Polska (poinformowało o tym radio RM FM).
W PiS-owskiej grupie był m.in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki (człowiek palący, to on zorganizował spotkanie posłów PiS z reprezentantami koncernu), obecny przewodniczący sejmowej komisji zdrowia Tomasz Latos, senator i były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł oraz kilku innych posłów. Narada poświęcona była nowoczesnym wyrobom tytoniowym, a konkretnie rozmawiano o wyższości tytoniu podgrzewanego nad zwykłymi papierosami.
Spotkanie miało charakter zamknięty, bez udziału osób postronnych i mediów. Władze Sejmu dyskretnie nie poinformowały o nim na stronach internetowych poświęconych aktywności posłów – co poniekąd zrozumiałe, bo tego koncernu nie ma w wykazie firm prowadzących działania lobbingowe w Sejmie. To zaś oznacza, że jego przedstawiciele nie powinni konferować w siedzibie najwyższej władzy ustawodawczej z członkami tejże władzy na temat zalet swych produktów.
Na późniejsze pytanie w sprawie charakteru spotkania, dziennikarz RM FM otrzymał odpowiedź: „Kancelaria Sejmu nie ma wiadomości o wspomnianym przez Pana spotkaniu”. Posłowie PiS nie ukrywali jednak swego w nim udziału. Wicemarszałek Ryszard Terlecki wyjaśnił, że dotyczyło ono „sposobu używania nikotyny, podobno zdrowszego niż papierosy”.
Natomiast senator Konstanty Radziwiłł dodał, iż spotkanie odbyło się z inicjatywy producentów tytoniu podgrzewanego. Czyli, to oni dotarli do wicemarszałka Ryszarda Terleckiego.
Senator Radziwiłł uchylił też nieco rąbka tajemnicy, ujawniając, że podczas prac nad ustawą tytoniową przedstawiciele wielkich koncernów aktywnie zabiegali o wprowadzenie korzystnych dla siebie zapisów. Dodał, że usiłują oni przekonać legislatorów, iż alternatywne sposoby konsumpcji tytoniu są mniej szkodliwe.

PiS dba o zysk wielkich koncernów

Warto zauważyć, że PiS-owska większość w parlamencie ma już na swym koncie niejedno rozstrzygnięcie korzystne dla zagranicznych koncernów tytoniowych. Parlament w grudniu 2017 r. zdecydował bowiem, że papierosy elektroniczne oraz tytoń do podgrzewania będą zwolnione z akcyzy do końca 2018 r.
Potem PiS-owska większość jeszcze raz postanowiła chronić zyski wielkich koncernów. Zdecydowano więc, że akcyza na płyny do e-papierosów i tytoniu do podgrzewania nie będzie pobierana aż do lipca przyszłego roku!.
Zrozumiałe zatem, że branża spodziewa się kontynuowania owocnej współpracy – i czeka na kolejne decyzje Prawa i Sprawiedliwości podejmowane w interesie zagranicznych koncernów tytoniowych. Zapewne się nie zawiedzie. Można bowiem przypuścić, że gdy zbliży się termin rozpoczęcia poboru akcyzy, PiS znowu postanowi, że nie będzie ona pobierana.
Wicemarszałek Terlecki przekonuje wszem i wobec, że zorganizowane przez niego spotkanie z przedstawicielami zagranicznego koncernu tytoniowego nie miało nic wspólnego z przygotowywaniem żadnej ustawy. Jak powiedział, odbywa po kilka podobnych spotkań dziennie. „Przychodzą firmy, które zabiegają o to, żeby je zauważyć” – oświadczył wicemarszałek Terlecki.
Wicemarszałek poinformował o tym spotkaniu również w mediach społecznościowych (co uczynił, jak pisze, w związku z szumem medialnym na ten temat). Jego wyjaśnienia, delikatnie mówiąc, nie spotkały się z powszechnym zrozumieniem. Oto niektóre z pierwszych reakcji internautów:
„Kawa na ławę, ile zaproponowaliście za zmiany w ustawie?”. „Płacą w euro czy w wagonach?”. „Kiedy spotkanie z producentem butaprenu?”. „O szkodliwości margaryny będzie Pan rozmawiał z producentami margaryny?”. „Philip Morris towarzyskim odkryciem Terleckiego”. „Do kopertek od 50 kafli wzwyż ma prawo tylko pan Jarek”. „Czasy się zmieniają, a Pan zawsze blisko używek”. „A my panu wierzymy. Jest pan żywa reklamą firmy tytoniowej” . „A gdzie protokół z tego spotkania?”. „Protokół jest tajny – zawiera informacje handlowe, media, ani osoby postronne (czytaj ci bez legitymacji PiS) nie mają do niego dostępu”. „Ile paczek w łapę wziąłeś?”. „Czyli, doszły Pana słuchy, że palenie jest szkodliwe i chciał się Pan dowiedzieć od producenta, czy to aby prawda?”. „Rysiu, co wy tam palicie?”. „Za jakiś czas wyjdzie ustawa niezwykle korzystna dla koncernu, to kwestia czasu”.
I tak dalej, i tak dalej…

Posłowie powinni się spotykać

W sukurs wicemarszałkowi Terleckiemu i innym uczestnikom spotkania z zagranicznym koncernem tytoniowym postanowił przyjść instytut WEI (Warsaw Enterprise Institute) uchodzący za tzw. zaplecze intelektualne Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
WEI uważa, że posłowie powinni się spotykać z przedsiębiorcami i ubolewa, że materiał radia RMF FM nie prowadzi do wniosku, iż konieczne byłoby wypracowanie standardów właściwego działania lobbingowego, lecz jedynie odnosi się do napiętnowania pojedynczego spotkania, podczas którego nie doszło nawet do złamania ustawy lobbingowej przyjętej w 2005 r. Zdaniem WEI, dla poprawy standardów działań lobbingowych ta sprawa przyniesie więcej szkód niż pożytków (co akurat jest prawdą).
Dlaczego sejmowe spotkanie posłów PIS z przedstawicielami zagranicznego koncernu tytoniowego nie stanowiło, według WEI, złamania polskiej ustawy lobbingowej?
Ano dlatego – twierdzi WEI – że ustawa dotyczy sytuacji, w której trwa proces legislacyjny, a tymczasem z informacji medialnych nie wynika aby wspomniane spotkanie dotyczyło jakiejkolwiek ustawy lub rozporządzenia nad którym toczą się obecnie prace legislacyjne.
Ponadto, biorący udział w spotkaniu przedstawiciele zagranicznego koncernu tytoniowego nie mogą być traktowani jako zawodowi lobbyści, bowiem działali w imieniu swojej firmy a nie podmiotu trzeciego. Ustawa lobbingowa nie ma zastosowania do takich sytuacji, a więc nie mogła zostać złamana – stwierdza WEI.

Lobbing pełną gębą

Eksperci tego instytutu coś niedokładnie przeczytali ustawę lobbingową na którą się powołują. Otóż stwierdza ona wyraźnie w art 2 pkt. 1:
„W rozumieniu ustawy działalnością lobbingową jest każde działanie prowadzone metodami prawnie dozwolonymi zmierzające do wywarcia wpływu na organy władzy publicznej w procesie stanowienia prawa”. Sejm jest najwyższym organem władzy ustawodawczej, zatem proces stanowienia prawa to jego stałe, nieprzerwane zadanie. Posłowie PiS byli w pracy gdy się spotkali – służbowo – z przedstawicielami zagranicznego koncernu tytoniowego.
Oczywiste jest więc, że to spotkanie było elementem należącym do procesu stanowienia prawa przez posłów. Wbrew temu co twierdzą eksperci WEI, podlegało ono ustawie lobbingowej, nawet jeśli jednoznacznie nie dotyczyło konkretnych przepisów nad którymi toczą się obecnie prace legislacyjne – tym bardziej, że ustawa nie mówi o przepisach nad którymi trwają określone prace legislacyjne (jak uważa WEI), lecz szerzej, o całym procesie stanowienia prawa przez organy władzy publicznej.
Ponadto, inaczej niż chce WEI, ustawa lobbingowa nic nie mówi o tym, że działalność lobbingowa musi być prowadzona na rzecz podmiotów trzecich aby mogła podlegać przepisom tej ustawy. Mówi zaś – we wspomnianym art. 2 pkt. 1 – że w rozumieniu ustawy, działalnością lobbingową jest „każde działanie prowadzone metodami prawnie dozwolonymi”.
Owszem, inny przepis ustawy lobbingowej precyzuje, że w rozumieniu jej przepisów, zawodową działalnością lobbingową jest zarobkowa działalność lobbingowa prowadzona na rzecz osób trzecich. Tyle, że już początek pierwszego zdania artykułu 1 tej ustawy stwierdza, że określa ona „zasady jawności działalności lobbingowej” – bez ograniczenia, że chodzi wyłącznie o jawność zawodowej działalności lobbingowej na rzecz osób trzecich. Ustawa dotyczy więc wszelkiej działalności lobbingowej – nie tylko prowadzonej zawodowo na rzecz osób trzecich.
Ustawa lobbingowa jak najbardziej ma więc zastosowanie do zorganizowanego w Sejmie spotkania posłów PiS z reprezentantami zagranicznego koncernu tytoniowego. Choć można być pewnym, że partyjno-rządowa propaganda Prawa i Sprawiedliwości prowadzona przez tzw. media publiczne, będzie wmawiać, iż kryształowo uczciwym posłom PiS nie postał w głowach nawet cień myśli o lobbingu.