Sto lat temu w Oklahomie

Tulsa to drugie co do wielkości miasto w Stanie Oklahoma. W ciągu osiemnastu godzin 31maja – 1 czerwca 1921 stało się ono widownią krwawej masakry dokonanej przez rozjuszony tłum białych mieszkańców na ich czarnych współobywatelach.

Biden pojawił się w Tulsie jako pierwszy prezydent upamiętniający tragiczne wydarzenia-jak dotychczas – wstydliwie przemilczane.
Dzięki wysiłkom Oklahoma Historical Society zgromadzone zostały liczne informacje o tym , co się stało sto lat temu.
Na początku 1921 roku Tulsa była nowoczesnym i dobrze prosperującym miastem liczącym ponad sto tysięcy mieszkańców. Około dziesięć tysięcy stanowiła ludność afro-amerykańska mieszkająca w dzielnicy Greenwood District. Wychodziły tam dwie gazety. Funkcjonowała filia biblioteki miejskiej. Przy ulicy Black Wall Street znajdowały się przedsiębiorstwa i sklepy cieszące się powodzeniem. Wśród ich właścicieli byli posiadacze samochodów zwracający uwagę otoczenia eleganckimi garniturami.
W społeczeństwie narastało napięcie związane z powstaniem i ilościowym wzrostem tzw. drugiego Ku-Klux-Klanu, którego członkowie byli zwolennikami uproszczonego, zbrodniczego sposobu wymierzania sprawiedliwości. Bywało , że osoba oskarżona o dokonanie morderstwa nie stawała przed sądem, lecz była wyprowadzana przez uzbrojony tłum i linczowana. Z drugiej strony wśród mieszkańców Greenwood District byli weterani z czasów I Wojny Światowej, którzy sądzili , że linczowaniu należy się czynnie przeciwstawić.
Czarnoskóry 19-letni pucybut Dick Roland wchodząc do windy nadepnął na stopę obsługującej windę 17-letniej Sarah Page. Biała dziewczyna krzyknęła z bólu. Incydent ten opisała Tulsa Tribune jako usiłowanie gwałtu. Gazeta wzywała do zlinczowania Rolanda. Został on aresztowany przez policję. Następnego dnia od rana areszt otoczyły setki białych mężczyzn domagających się wydania im pucybuta. W dwie godziny później 25 uzbrojonych weteranów zaproponowało szeryfowi ochronę aresztu. Szeryf nie zgodził się i weterani powrócili do Greenwood District. Grupa rozwścieczonych białych mężczyzn usiłowała włamać się do magazynu broni Gwardii Narodowej. Zostali powstrzymani przez miejscowych strażników. Po godzinie w Greenwood pojawiła się informacja, że biali szturmują gmach sądu. Tym razem 75 osobowa grupa weteranów przyszła z propozycją ochrony tego gmachu. Zostali odesłani do domu. W drodze powrotnej biały mężczyzna usiłował rozbroić weterana. Padły strzały. Po godzinie tłum białych wściekłych z powodu niemożności zlinczowania Rolanda zaatakował obsługę linii kolejowej, która to obsługa zdołała ich powstrzymać. Wkrótce budynki znajdujące się na obrzeżu Greenwood District zostały podpalone. Policja udostępniała broń i zachęcała do „zrobienia porządku z czarnuchami”. Gwardia Narodowa otoczyła dzielnice w których mieszkała biała ludność. W dzielnicach tych pracowała czarnoskóra służba. Uzbrojone bandy rasistów chodziły od domu do domu domagając się wydania im służących, które ich zdanie powinny być w areszcie. Kiedy biali gospodarze nie zgadzali się na to – narażali się na obelgi, pobicie i dewastację mieszkań. Setki białych mężczyzn wtargnęły do Greenwood District paląc, rabując i strzelając. Używano karabinów maszynowych. Nad dzielnicą pojawiały się prywatne samoloty z których strzelano i wyrzucano szmaty nasycone płynami łatwopalnymi.
Znany i ceniony w tej dzielnicy chirurg A.C. Jackson poddał się grupie uzbrojonych napastników, po czy został rozstrzelany. Liczba ofiar śmiertelnych oceniana była na 50 do 300. Ustalenie dokładnej liczby nie było możliwe gdyż wiele ofiar wrzucono do pośpiesznie wykopanych dołów, które nie wszystkie został wykryte. Spłonęło ponad tysiąc domów i budynków gospodarczych. Niektóre z nich wkrótce odbudowano. Jednakże zimę 1921-1922 tysiące ludzi spędziło w namiotach.
Za morderstwa i podpalenia nikt z białych nie został ukarany.
Dick Roland został przez sąd oczyszczony z zarzutów i uniewinniony.

Dr Andrzej Wilk jest honorowym obywatelem Stanu Oklahoma

Trump – prezydent miłujący demokrację i logikę

Prezydent USA groził policyjną represją przeciwko wszelkim protestującym, którzy gromadzili się, aby go potępić podczas jegow wiecu wyborczego w Tulsa w Oklahomie. Potem poggrążył się bardziej. Zakomunikował, że na jego polecenie służby sanitarne kraju znacząco spowolniły testowanie obywateli na obecność koronawirusa żeby było mniej zakażeń.

„Wszyscy protestujący, anarchiści, agitatorzy, rabusie i łobuzy, którzy jedziecie do Oklahomy, musicie zrozumieć, że nie będziecie traktowani tak, jak w Nowym Jorku, Seattle czy Minneapolis. To będzie zupełnie inna scena!” – zapowiedział prezydent USA Donald Trump w piątek na Twitterze. Tym samym zrównał protestujących ze złodziejami sugerując, że, jeśli nie odstąpią od protestu, zostaną brutalnie potraktowani przez policję. Tweet prezydenta, oprócz gróźb, zawiera również fałszywą sugestię, jakoby w wymienionych wyżej miastach policja wykazywała powściągliwość w swoich reakcjach na pokojowe demonstracje.
Przeciwnicy Trumpa są oburzeni. „Prezydent wyraża zamiar naruszenia Konstytucji, odmawiając Amerykanom prawa do pokojowego gromadzania się w ramach Pierwszej Poprawki do konstytucji” – napisał na Twitterze Demokrata Don Beyer, członek Izby Reprezentantów. „Trump ubóstwia dyktatorów, którzy reagują przemocą i krytyką. Nie nadaje się na urząd” – dodał.
Republikański burmistrz Tulsy, gdzie ma odbyć się rzeczony wiec, G. T. Bynum, prewencyjnie wprowadził godzinę policyjną, która ma obowiązywać aż do najbliższej niedzieli w godz. od 22.00 do 6.00 rano w okolicach, w których Trump będzie agitował wyborców. W ramach uzasadnienia powołał się na rzekome „informacje z Departamentu Policji w Tulsa i innych organów ścigania, z których wynika, że ​​osoby z zorganizowanych grup, które były zaangażowane w destrukcyjne lub agresywne zachowania w innych stanach, planują podróż do miasta Tulsa w celu spowodowania niepokoju w okolicach wiecu”. No, jasne!
Oskarżany o dyktatorskie zapędy, o brak zrozumienia, czym jest wolność słowa i prawo do zgromadzeń, Trump znalazł sposób na to, by szczuć Amerykanów na siebie, oddzielając rzekomo dobrych protestujących od złych. W przemówieniu w Białym Domu na początku tego miesiąca amerykański prezydent przedstawił się jako „sojusznik wszystkich pokojowych protestujących”, a zarazem przeciwnik „zawodowych anarchistów, brutalnych tłumów, podpalaczy, łupieżców, przestępców, uczestników zamieszek, Antify i innych”.
Piątkowy tweet prezydenta wskazuje na to, że „podpalaczami” i „przestępcami” są dla niego wszyscy ci, którzy nie zgadzają się z jego polityka i głośno dają temu wyraz. Pod pretekstem zaprowadzania porządku na ulicach amerykańskich miast postępuje zjawisko kryminalizacji protestu jako takiego, zwłaszcza gdy ma on charakter lewicowy i postępowy.
Na słowa Trumpa zareagowała organizacja American Civil Liberties Union (ACLU), która zapowiedziała, że jeśli organy ścigania zaatakują pokojowych demonstrantów w Tulsa, skieruje wobec nim wniosek do sądu.
„Każdy prezydent, burmistrz lub szef policji, który atakuje protestujących, powinien zrozumieć, że zostanie pozwany, tak jak to zrobiliśmy w D.C., Seattle i Minneapolis” – czytamy w oświadczeniu organizacji.
W Tulsie Trump opowiadał też, że testowanie ujawniały rosnąca liczbę zarażonych (!). „To kij o dwóch końcach. (…) Oto jak wygląda zła strona: kiedy testuje się w takiej skali, to potwierdza się coraz więcej przepadków pozytywnych. Dlatego poprosiłem swoich ludzi – przystopujcie testowanie”, mówił Trump, cytowany przez CNN. Na tym tle wezwania Lecha Wałęsy, by stłuc termometr, żeby nie mieć gorączki, wyglądają jak niewinny żarcik.
Opozycyjna wobec Trumpa CNN, która poinformowała o tej wypowiedzi amerykańskiego prezydenta, nazwała ją „oszałamiającą szczerością”, jeśli zważyć jak ważną role pełni testowanie w walce z epidemią oraz fakt, że zmarło już około 120 tysięcy ludzi.
Sztab Trumpa i wiceprezydent Pence, próbowali usprawiedliwić swojego pryncypała twierdzeniem, że to był „oczywisty żart”, ale to nie przynosi żadnych skutków, a polityczni konkurenci Trumpa wykorzystują tę jego wypowiedź na całego. Chwyt, że głupie słowa to tylko „żarty” raczej nie są skuteczną taktyką w przedwyborczej walce w USA.
– Nie żartuję. Pozwólcie mi to powiedzieć. Pozwólcie, że wyjaśnię – odpowiedział na te próby obrony jego inteligencji Trump dziennikarzom, gdy dopytywali się, czy jego uwagi na wiecu wyborczym w sobotę w Tulsie, w Oklahomie, były zamierzone jako żart.
– Mamy najlepszy program testowy na świecie. Testujemy lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Nasze testy są najlepsze na świecie i mamy ich najwięcej – mówił.
– Robiąc więcej testów, ujawniamy więcej przypadków – demonstrował swój stan intelektualny kilka godzin przed podjęciem Andrzeja Dudy.
Na wspomnianym wiecu w Oklahomie Trump obiecał, że w listopadzie zwyciężą „sennego Joe Bidena”. Jednak jeszcze kilka takich ataków szczerości amerykańskiego prezydenta i to zwycięstwo może okazać się trudniejsze niż się Trumpowi wydaje.