Krwawe memento

6 kwietnia minęło dokładnie ćwierć wieku od dnia, gdy samolot z rwandyjskim prezydentem Juvénalem Habyarimaną oraz jego burundyjskim odpowiednikiem – Cyprienem Ntaryamirą, podczas lądowania w stolicy Rwandy został zestrzelony rakietą „Strieła”.

Wrak spadł w ogrodzie prezydenckiego pałacu, gdzie jako symbol i pomnik znajduje się do dzisiaj. Katastrofy nikt nie przeżył. Był to jednoznaczny sygnał dla bojówek Hutu, aby rozpocząć przygotowywaną – materialnie i duchowo – masakrę Tutsich, która trwała do lipca 1994 r. W ciągu tych trzech miesięcy zabito od 800 tys. do 1 mln ludzi: Tutsich, Hutu sprzeciwiających się rzeziom (traktowanym jako zdrajcy), przypadkowych i pochodzących z mieszanych małżeństw osób.
Mordowano każdego Tutsi. Nie było to trudne, bo dowody osobiste zawierały informację o przynależności plemiennej. Pomocne były także wcześniej sporządzone listy proskrypcyjne. Rzezi dokonywano przy pomocy maczet, nabijanych gwoździami maczug lub włóczni. Rozdawano skrzynki z alkoholem, aby pobudzić ducha walki z Tutsi, zdrajcami i z tymi, których uznano za „niepotrzebne nikomu karaluchy” – tak właśnie liczne, lokalne stacje radiowe przygotowywały mentalnie Hutu do owego czynu, a określenie „karaluchy” wobec Tutsich było najdelikatniejszym z arsenału medialnej narracji. W pierwszym okresie, po rozpoczęciu masakry, zginęło wiele znaczących osobistości z plemienia Tutsi oraz umiarkowanych polityków pochodzenia Hutu.
A stało się to wszystko w regionie najbardziej katolickim w całej Afryce – można powiedzieć, że region zamieszkiwany przez te dwa plemiona, czyli obszar obejmujący Rwandę, Burundi, Kongo to taka Polska na Czarnym Lądzie. Nauki Kościół rzymskiego były tu za sprawą europejskich kolonizatorów, głównie Belgów i Francuzów, narzucane w sposób najbardziej masowy. Efekty tych procesów z punktu widzenia Watykanu zdawały się być spektakularne, wręcz modelowe. W Rwandzie Kościół rzymski cieszył się od dekad przywilejami i wysoką pozycją społeczną, przybywało duchownych, zakonnic i zakonników, liczba powołań stanowiła o sile rwandyjskiego Kościoła. W Rwandzie i Burundi w szczególności biskupi czynnie uczestniczyli w polityce bieżącej, zaś nauczanie Kościoła było od lat wmontowane w system edukacyjny – tak w okresie kolonialnym, jak i po wyzwoleniu. Jaką rolę odegrało katolickie duchowieństwo w te makabryczne dni? W wielu przypadkach – haniebną, o czym świadczą liczne wyroki za udział w ludobójstwie wydane w stosunku do księży, zakonnic i misjonarzy. Taka to była chrystianizacja tych terenów.
Inny mało podkreślany aspekt. Bojówki Hutu – taka „obrona terytorialna” w rwandyjskim wydaniu, tzw. Interahamwe i Impuzamugambi – były zaopatrywane permanentnie w broń różnego kalibru od czerwca 1993. Zajmowała się tym brytyjska firma Mil-Tec Corporation Ltd, a faktura za wymienione dostawy opiewała na 6,5 mln USD. Oto część z nich: 06.06.1993 – amunicja z Tel Awiwu do Kigali, 17/18.04.1994 – amunicja z Tel Awiwu do Goma, 22/25.04.1994 – amunicja i granaty z Tel Awiwu do Goma, 29.04/03.051994 – amunicja, granaty, moździerze i karabiny z Tirany do Goma, 09.05.1994 – amunicja, moździerze i karabiny z Tirany do Goma, 18/20.05.1994 – amunicja, moździerze, karabiny i wyrzutnie rakiet z Tirany do Goma, 13/18.05.1994 – amunicja i rakiety z Tirany do Kinszasy.
Jak widać, dostawy nie zostały przerwane w trakcie rzezi. Business is business. Kapitalizm to przede wszystkim zyski, a handel bronią to jedno z bardziej rentownych przedsięwzięć.
Warto się zastanowić nad kondycją człowieka w XXI wieku, poddać analizie siłę nienawistnie ukierunkowanej agitacji w przedmiocie wzbudzania wojennej histerii czy szczucia jednych przeciwko temu INNEMU. Na przykładzie tej rzezi widać jak na dłoni, że niezwykle łatwo jest przejść od wyrafinowanego high-tech, którą posługujemy się na co dzień, do pospolitego barbarzyństwa. I ani religia, ani nowoczesne technologie, nie mają tu wiele do powiedzenia.
Nie chcę kreślić prostych analogii, ale od pewnych podobieństw trudno uciec: nie sposób patrzeć z niepokojem na polską powszechną nienawiść, promocję agresji, medialną „szczujnię”, organizowanie tzw. „obrony terytorialnej”, pogardę dla inaczej myślących, kipiące wrogością i jadem marsze „patriotów”. Dwa wrogie plemiona w naszym społeczeństwie już są. Co będzie dalej?