Dzik za „pińcet”

Podobno PiS zarąbało lewicy socjalne punkty programu, i że to właśnie w działaniach Kaczyńskiego z ferajną można odnaleźć troskę o to, by ludziom żyło się lepiej.

 

PiS to trochę jak myśliwi, którzy głośno krzyczą o miłości do przyrody i zwierząt, i że to ich (myśliwych znaczy się) zasługą jest, iż po lasach biegają dziki, łanie, latają kuropatwy, bażanty a nawet kaczki (dzikie rzecz jasna).
Tyle, że przemilczają, iż na końcu kochania jest muszka i szczerbinka by „kochane” zwierzątko ukatrupić pewnym strzałem ku radości myśliwego (zwierzątko raczej się z tego nie cieszy).

 

Ora et labora

Ludzkie paniska z prawicy dbają więc o swego suwerena tak, jak myśliwy dba o dziki. Dają trochę do michy-paśnika, jak suweren się rozchoruje to nawet podleczą.
Rozrywkę godną mu pokażą — a to film o Smoleńsku, a to coś o żołnierzach wyklętych. Suweren ma mieć siłę do pracy i nie myśleć o jakiejś tam sprawiedliwości społecznej, wolnościach i prawach obywatelskich i tym podobnych, nikomu nie potrzebnych pierdołach. Ora et labora.
Jednym słowem — dobry PiS dba, by suweren cicho siedział i (teoretycznie) nie miał powodów do buntów. A jak buntować się zacznie, to szybko suwerenowi zostanie wskazane miejsce w szyku, na przykład przez brzytwa strzyżonych chłopaków z ONR w mundurkach Obrony Terytorialnej.

 

Po pińcet

Czy zatem lewica nie ma już nic do roboty? Moim zdaniem ma, a nawet potrzebna jest nadzwyczajnie. Przede wszystkim ma głośno mówić o tym, że wyzysk pracowników, łamanie ich praw i nadmierne sprzyjanie kapitałowi a nie pracy nie skończyło się wraz z rządami PiS-u, który dał „po pińcet” a dołoży jeszcze trzysta. Wręcz przeciwnie. Wielu pracodawców na prośbę o podwyżkę odpowiada – dostałeś pięć stów, więc nie bądź taki roszczeniowy. Tyle tylko, że nie wszyscy dostali, to po pierwsze, a po drugie – w naszym pięknym kraju płace tak się mają do dochodu narodowego jak w najczarniejszym kącie Afryki.
Ponadto lewica jest potrzebna żeby, tak jak godnego udziału w zyskach, równie głośno żądać nie z pańska nadanej i cząstkowej, ale rzeczywistej wolności: w mediach, w szkole, w życiu prywatnym i publicznym.
Nikt inny nie podniesie w tzw. politycznej debacie, że prekariat to nie wymysł, że to pracownicy a nie pracodawcy wytwarzają dobra i wypracowują zysk, że nie ma zgody na ograniczanie wolności a państwo i kościół, kościół i państwo to nie jedno i to samo.

 

Świecki Caritas

Oby tylko lewica nie dała się wepchnąć w stereotyp, że jej jedynym „celem” jest (i powinna być) dbałość o: bezrobotnych, odrzuconych i niezaadaptowanych do kapitalizmu.
Żeby była jak taki świecki Caritas.
Od swego powstania lewica zajmowała się walką, tak WALKĄ, pomiędzy kapitałem a pracą. I zawsze lewica stawała po stronie pracy, tzn. godnej płacy i praw pracowników.
Żaden pracodawca nie zarobi ani złotówki bez pracowników i to lewicy rolą jest uświadamianie wszystkim tego prostego faktu.
A jeśli tak, to nie może być zgody na to, by praca najemna była wynagradzana na poziomie pańszczyźnianego chłopa, a pan pracodawca co roku kupował sobie nowy sztucer, kapelusz z piórkiem i bryczkę, by polowanie było przyjemniejsze.