Raport McCarricka. Czy kard. Dziwisz może spać spokojnie?

Rapporto sulla conoscenza istituzionale e il processo decisionale della Santa Sede riguardante l’ex Cardinale Theodore Edgar McCarrick (dal 1930 al 2017) – ponad 400-stronicowy dokument wydany przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej, w dniu 10 listopada 2020 roku, to lektura szokująca.

Już we Wstępie dowiadujemy się jak wyglądała kariera, a przede wszystkim decydujący o niej proces nominacji, jednego z najważniejszych amerykańskich kardynałów, Theodora McCarricka, na przestrzeni czterech pontyfikatów: Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Całość dokumentu obnaża przerażające mechanizmy dokonywania nadużyć i przestępstw seksualnych, ich ukrywania i przemilczania na wszystkich szczeblach Kościoła katolickiego. Odsłania korupcję moralną, pokazuje prawdziwe oblicze kultury klerykalnej, a przede wszystkim ujawnia psychoseksualną niedojrzałość duchownego, zajmującego wysokie szczeble władzy i któremu powierzano odpowiedzialne, delikatne zadania.
Jest to Raport bezprecedensowy w historii Kościoła. Wynik dwuletniego dochodzenia, które zostało podjęte z woli papieża Franciszka, po tym, jak w sierpniu 2018 roku, były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych, Carlo Maria Vigano, wykorzystując międzynarodowy rezonans medialny, oskarżył papieża o tuszowanie pedofilii i zażądał, by ten podał się do dymisji. Dokument ujawnia co o nadużyciach seksualnych McCarricka wiedział Jan Paweł II i dlaczego zdecydował się, pomimo ostrzeżeń, awansować go na arcybiskupa metropolitę Waszyngtonu w 2000 roku, a rok później nominować go kardynałem. Raport usprawiedliwia papieża Polaka już we Wstępie, sugerując, że prawdopodobnie powodem jego błędnej decyzji w sprawie Theodora McCarricka było doświadczenie wyniesione z Polski, gdzie używano fałszywych oskarżeń przeciwko biskupom, aby uderzyć w Kościół. Po przeczytaniu całości dokumentu, ten argument wydaje się jednak zbyt banalny i niewystarczający. Raport rzuca jednak cień na kard. Stanisława Dziwisza, ówczesnego sekretarza papieża.
Wujek Ted
Seryjny predator seksualny i pedofil, molestator niedojrzały psychoseksualnie i zaburzony uczuciowo, hierarcha wykorzystujący pozycję i władzę, by zastraszyć własne ofiary, manipulator, a przede wszystkim kłamca – to portret byłego kardynała Theodora McCarricka, któremu przez blisko czterdzieści lat udało się ukryć swoje przestępstwa i nadużycia.
Jak możemy przeczytać w Raporcie, w wyniku watykańskiego dochodzenia, ustalono z całkowitą pewnością, że McCarrick miał kontakty seksualne z osobami nieletnimi i pełnoletnimi bez ich przyzwolenia, które obejmowały: kontakty fizyczne, obmacywanie, molestowanie, dotykanie, obcieranie, masturbację, a w niektórych przypadkach penetrację lub próbę penetracji, dopuścił się również molestowania seksualnego w konfesjonale. Choć nie podano dokładnej liczby ofiar, z Raportu można wywnioskować, że było ich kilkanaście. Nie podano też okoliczności i szczegółów wykorzystywania nieletnich, ze względu na dobro ofiar.
Osoby, których zeznania uznano za wiarygodne, poświadczyły, że McCarrick nawiązywał relacje z rodzinami jako duchowny, odwiedzał je często, spędzał z nimi święta, a następnie zaprzyjaźniał się z ich 12-13 letnimi synami, każąc nazywać się „wujek Ted”. Ten sam rodzaj strategii (będący charakterystyką seryjnego predatora seksualnego), stosował w stosunku do seminarzystów i młodych księży, których nazywał „kuzynami”. Swoich zaprzyjaźnionych podopiecznych zabierał na wycieczki, w podróże, na imprezy, na kolacje okolicznościowe z ważnymi osobistościami, co w ich rodzicach wzbudzało wdzięczność i pełne zaufanie. Jako arcybiskup diecezji Metuchen (z nominacji Jana Pawła II), w dzień swoich urodzin organizował pikniki dla męskiej młodzieży, znane jako „Dzień Wujka Teda”, w których brali udział młodzi duchowni, ministranci, seminarzyści, a także członkowie rodzin w diecezji. Pięć razy w miesiącu wydawał kolacje mające na celu relacje publiczne i zbiórki pieniężne na cele charytatywne, w których regularnie uczestniczyli „kuzyni”, którzy następnie dzielili z nim łóżko w rezydencji biskupa. McCarrick zabierał grupy chłopców do wioski rybackiej w Eldred, do swojego domku na plaży w New Jersey w Sea Girt, do małego mieszkania w Foundling Hospital na Manhattanie w Nowym Jorku, organizował nocne spotkania w hotelach i motelach lub w rezydencji biskupa w Metuchen lub Newark. Używając wybiegu, że brakuje miejsc do spania, zmuszał swoje wybrane ofiary do dzielenia z nim jednego łóżka, a następnie próbował mieć z nimi kontakty fizyczne lub stosunki seksualne. Jednemu z seminarzystów pochodzenia brazylijskiego, którego próbował wykorzystać, powiedział, że „aktywność seksualna pomiędzy księżmi jest w USA normalna, szczególnie w naszej diecezji”. Obyczaj „dzielenia łóżka” przez arcybiskupa był powszechnie znany i tłumaczony tym, że jako osoba wcześnie osierocona, utrzymywał on ciepłe, rodzinne relacje ze swoimi „kuzynami”. McCarrick sypiał w bieliźnie i namawiał do tego samego chłopców zmuszonych do dzielenia z nim łóżka. W wielu przypadkach jego kontakty fizyczne ograniczały się tylko do wspólnego spania lub masaży, w innych posunął się znacznie dalej. McCarrick namawiał do spożywania alkoholu (również osoby nieletnie), co było strategią ułatwiającą nawiązanie kontaktu fizycznego. Osaczał i izolował swoje ofiary tak, że czuły się niezdolne do oporu psychologicznego lub fizycznego, biorąc pod uwagę autorytet i pozycję duchownego. Z tego powodu jego ofiary nie miały odwagi ujawnić się przez ponad czterdzieści lat, a wszystkie donosy były anonimowe.
Jan Paweł II a sprawa McCarricka
McCarrick poznał kardynała Karola Wojtyłę w 1976 roku, gdy ten przyjechał do Stanów Zjednoczonych wraz ze swoim sekretarzem Stanisławem Dziwiszem. Jako sekretarz arcybiskupa Nowego Jorku Terence’a Cooke’a, został oddelegowany by mu towarzyszyć, pomimo, że spędzał wtedy wakacje na Bahamach. Nawiązali dość serdeczne relacje. W listopadzie 1981 r., Jan Paweł II nominował Theodora McCarricka biskupem diecezji Metuchen. Wybór był trafny. McCarrick był człowiekiem błyskotliwym, medialnym, władającym kilkoma językami, potrafiącym doskonale nawiązywać relacje, znającym się na polityce i stosunkach międzynarodowych, a przede wszystkim potrafiącym zbierać fundusze i podnieść liczbę powołań w swojej diecezji. W maju 1986 papież awansował go na arcybiskupa metropolitę archidiecezji Newark.
Jak można przeczytać w Raporcie, arcybiskup McCarrick był dla Jana Pawła II cennym współpracownikiem. Prowadził działania zgodne z politycznymi priorytetami papieża, nawiązywał kontakty oraz spotykał się z wybitnymi przywódcami politycznymi i religijnymi (z którymi współpracował przez następne dziesięciolecia, praktycznie do końca swojej niechlubnej kariery), a w szczególności komunikował się regularnie z urzędnikami wysokiego szczebla w Stanach Zjednoczonych, w tym z Białego Domu, Departamentu Stanu i Kongresu. Do jego zadań należało zbieranie funduszy na pomoc papieżowi w jego działalności charytatywnej na całym świecie. Pod koniec lat osiemdziesiątych arcybiskup McCarrick pomógł stworzyć Papieską Fundację, która skorzystała z jego ogromnego doświadczenia w pozyskiwaniu bogatych darczyńców katolickich w USA i prowadziła działania zalecane przez Stolicę Apostolską. Amerykański arcybiskup był nieocenionym specjalistą od fundraisingu i miał niezwykłą zdolność zaskarbiania sobie znajomości oraz przyjaźni poprzez hojne obdarowywanie prezentami. McCarrick gościł zarówno Jana Pawła II, jak i prezydenta Billa Clintona podczas wizyty papieża w Stanach Zjednoczonych, w październiku 1995 r. Było to ważne krajowego i międzynarodowego wydarzenie dla Archidiecezji Newark. Już przed tą wizytą pojawiły się ostrzegawcze sygnały o „zachowaniach arcybiskupa mogących wywołać skandal medialny”, zakwalifikowano je jednak jako pomówienia i plotki. Kard. John O’Connor dokonał pierwszej „weryfikacji” oskarżeń wysuwanych w stosunku McCarricka i uznał, że nie ma przeciwskazań wobec wizyty.
Abp. McCarrick dość niespodziewanie znalazł się wśród kandydatów na prestiżowe i kluczowe stanowisko arcybiskupa Waszyngtonu. Już wtedy było widomo, że: 1) jeden z księży z diecezji Metuchen, zgłosił następcy McCarricka, że w czerwcu 1987 roku był świadkiem aktywności seksualnej arcybiskupa z innym księdzem i że ten dokonał agresji seksualnej w stosunku do niego jeszcze tego samego lata; 2) w 1992 i 1993 roku wysłano serię anonimowych listów do Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych, nuncjusza apostolskiego i różnych kardynałów w Stanach Zjednoczonych, oskarżając w nich McCarricka o pedofilię z jego „kuzynami”; 3) miał obyczaj dzielenia łóżka z młodymi mężczyznami w rezydencji biskupa w Metuchen i Newark; 4) dzielił łóżko z dorosłymi klerykami w domku na plaży na wybrzeżu New Jersey. Ponadto biskup Edwart T. Hughes (następca McCarricka w diecezji Metuchen), wiedział również, że ksiądz, który był ofiarą agresji seksualnej McCarricka, dopuścił się pedofilii w swojej diecezji i z tego powodu skierował go na terapię. Zachowała to jednak dla siebie.
W październiku 1999 r., kard. John O’Connor, arcybiskup Nowego Jorku, wystosował list do ówczesnego nuncjusza apostolskiego w USA, abp. Gabriela Montalvo, przedstawiając w nim oskarżenia przeciwko McCarrikowi i ostrzegł Stolicę Apostolską przed możliwym skandalem. List został przekazany papieżowi Janowi Pawłowi II. Na życzenie Karola Wojtyły, Montalvo skierował pisemne zapytania do czterech biskupów z New Jersey, aby ustalić, czy zarzuty przeciwko McCarrickowi są prawdziwe. Odpowiedzi biskupów potwierdziły, że McCarrick dzielił łóżko z młodymi mężczyznami, ale nie wskazywały z całą pewnością, że McCarrick dopuścił się jakiegokolwiek niewłaściwego zachowania seksualnego. Trzech z czterech amerykańskich biskupów dostarczyło Stolicy Apostolskiej niedokładne, a ponadto niepełne informacje na temat zachowań seksualnych McCarricka. Tylko następca McCarricka w diecezji Metuchen, bp. Edwart T. Hughes, w liście napisanym odręcznie ze względu na zachowanie poufności, donosił o dwóch różnych epizodach potencjalnej napaści seksualnej McCarricka na dwóch różnych księży, gdy ci byli jeszcze seminarzystami, którzy z kolei dopuścili się aktów pedofilii i z tego powodu byli niewiarygodni, i zostali zawieszeni w czynnościach kapłańskich. Hughes ostrzegał: „byłoby wysoce nieroztropnym rozważać jakikolwiek awans dla arcybiskupa McCarricka”. Ta informacja trafiła do Watykanu. 6 sierpnia 2000 r., bp. Dziwisz, osobisty sekretarz Jana Pawła II, otrzymał trzystronicowy, pisany odręcznie list od abp. Theodora McCarricka, odnoszący się do zarzutów kard. O’Connora. Już wtedy siedemdziesięcioletni McCarrick twierdził, że wszystkie oskarżenia były fałszywe, że czasami brakowało mu roztropności i zapewniał: “nigdy nie miałem stosunków seksualnych z żadną osobą, mężczyzną czy kobietą, młodą czy starą, duchowną czy świecką, ani nigdy nie wykorzystałem innej osoby, ani nie traktowałem nikogo bez szacunku.” Arcybiskup przekonywał również w liście, że gdyby zarzuty wobec niego zostały upublicznione, to łatwo by je obalił.
Jan Paweł II zmienił zdanie, ostatecznie podejmując decyzję o awansie McCarricka do Waszyngtonu, w listopadzie 2000 roku. Rok później mianował go kardynałem.
Niejasne pozostają okoliczności korespondencji. Nie wiadomo w jaki sposób poufny i osobisty list McCarricka trafił w ręce Dziwisza, bez znaczków i stempli pocztowych. W dokumentach watykańskich nie ma śladu po innym liście arcybiskupa wysłanym do papieskiego sekretarza kilka miesięcy wcześniej w sprawie ewentualnych awansów. W nuncjaturze w USA nie odnalazł się inny poufny list od kard. Dziwisza, z dołączoną kopią listu McCarricka, gdzie sekretarz prosił aby usunięto jego nazwisko z korespondencji i pozostawiono jedynie list ówczesnego arcybiskupa Newark. Nie wiadomo też, kto z najbliższego grona papieża poinformował McCarricka o opinii kard. O’Connora, pozwalając mu kłamliwie odeprzeć zarzuty.
Nie ma znaczenia, czy McCarrick oszukał papieża używając wybiegu lingwistycznego i pisząc „nie miałem stosunków”. Z Raportu wynika jasno, że bezsprzecznie udowodniono, iż McCarrick w niektórych przypadkach się ich dopuścił. Jego agresje seksualne miały charakter wykorzystywania i pozbawiania godności.
Co pokazuje Raport w sprawie McCarricka?
Przede wszystkim to, że Theodor McCarrick okłamał Jana Pawła II, jego współpracowników, jego następców, cały Kościół, wiernych, media oraz opinię publiczną. A skoro osobistość takiego kalibru jak McCarrick kłamała systematycznie przez całe życie, dlaczego opinia publiczna ma wierzyć, że nie robią tego również inni kardynałowie, biskupi, duchowni…
Jan Paweł II uwierzył mu, gdyż wolał wierzyć osobie, która na stanowisku arcybiskupa Waszyngtonu byłaby dla niego użyteczna. Zignorował sygnały ostrzegawcze pochodzące z wysokiego szczebla. Nigdy nie zainteresował się ofiarami.
McCarrick cieszył się autorytetem oraz zaufaniem przełożonych i wiernych, w tym rodziców, którzy powierzali mu swoje dzieci. Dla McCarricka Kościół był miejscem, które gwarantowało mu nieograniczony dostęp do chłopców w okresie dojrzewania, nieletnich i młodych mężczyzn. Kościół go również chronił. Był przekonany, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw dzięki jogo autorytetowi, pozycji kardynała i systematycznym kłamstwom oraz dzięki klerykalnej kulturze milczenia i ukrywania skandali seksualnych, niedbałościom i dziurom w systemie przepływu informacji, pomiędzy diecezjami, nuncjaturą oraz Watykanem. Czytając Raport, nie sposób nie zwrócić uwagi na tę kulturę milczenia i ukrywania. Pierwsze skargi były przyjmowane ustnie i nic z nimi dalej nie robiono; donosy i wszelką korespondencję związaną z podejrzeniami o niewłaściwe zachowanie seksualne przechowywano jako poufną; ważne listy pisano odręcznie, aby nie pozostawić śladu w komputerze; nie przesyłano informacji do nuncjatury; nuncjatura nie kierowała do Watykanu informacji, które wreszcie zgromadziła; adnotacje i polecenia na dokumentach watykańskich również zapisywano odręcznie, z adnotacjami „poufne”. Jedynym zmartwieniem Kościoła było to czy nie wybuchnie skandal oraz to, czy w razie jego wybuchu, będzie się można przed nim obronić. Czytając Raport, zaskakuje, że instytucje kościelne śledziły z uwagą media i inne publikacje, tylko pod tym kontem. Zaskakuje, że były prowadzone poufne rozmowy ugodowe z ofiarami, które za milczenie otrzymały pieniądze. Przynajmniej dwóch księży, którzy stali się ofiarami McCarricka w młodości, miało w konsekwencji poważne problemy psychoseksualne i dopuściło się kontaktów seksualnych z nieletnimi. Jeden z nich (nazywany w Raporcie Ksiądz 1) już w 1993 r., wyjawił bp. Hughesowi całą sprawę, a w 2005 napłynęły do Kongregacji Nauki Wiary jego kompletne akta, w tym oskarżenia dotyczące nadużyć seksualnych dokonanych przez McCkarrika w 1987 r. Jedyna osoba, która imiennie przez lata zgłaszała nadużycia seksualne McCarricka, została uznana za niewiarygodną i dopuszczającą się fałszywych oskarżeń, gdyż sama wykorzystała dwóch nastolatków. To pokazuje, że w hierarchicznym systemie Kościoła, słowo ofiary czy zwykłego księdza nie liczy się w konfrontacji z biskupem, arcybiskupem, kardynałem. Ofiara czy zwykły ksiądz nie mają szans udowodnić czegokolwiek kardynałowi, nawet jeśli ten jest kłamcą i pedofilem.
W czerwcu 2005 roku, 75-letni arcybiskup Waszyngtonu zgodnie z obyczajem, złożył dymisje na ręce Benedykta XVI. Ze względu na dobry stan zdrowia i doskonałą pracę papież wyraził zgodę, aby pozostał na stanowisku przez kolejne dwa lata. Pogłoski o niewłaściwym zachowaniu seksualnym stały się bardziej konkretne. W archiwum Kongregacji Nauki Wiary znalazła się wreszcie nota dotycząca Księdza 1, choć postępowanie w jego sprawie zostało zamknięte. Kolejny biskup Metuchen, Bootkoski, wysłał do nuncjusza Montalvo notkę informującą o dwóch oskarżeniach ze strony Księdza 1 i Księdza 2. Pojawił się artykuł w internetowym blogu Review Board, w którym Ksiądz 2 mówił o „obyczaju dzielenia łóżka”. Watykan, który po wybuchu skandali seksualnych w różnych krajach świata ogłosił politykę „tolerancji zero”, postanowił jednak odwołać po cichu McCarricka z urzędu arcybiskupa Waszyngtonu i skłonić go do wycofania się z życia publicznego. Kardynał został wezwany do Rzymu przez ówczesnego Prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Giovanniego Battistę Re i została mu zakomunikowana decyzja. McCarrick nadal twierdził, że to pomówienia, zgodził się jednak odejść i opuścić kampus dla seminarzystów, gdzie mieszkał, jeżeli jego odwołanie nie będzie wyglądało na karę. Watykan martwił się tylko o to, by do tego czasu nie wybuchł skandal. W 2006 roku adwokat Księdza 1 złożył oficjalny incident report, w którym zostały przedstawione zarzuty przeciwko McCarrikowi, dokument dotarł do władz cywilnych i kościelnych. Kard. Re, wystosował list do nowego nuncjusza w USA, Pietro Scambi, wydając w nim instrukcję, aby kard. Theodor McCkarrick, emerytowany arcybiskup Waszyngtonu wycofał się z życia publicznego i oddał modlitwie. Choć McCkarrick znacznie ograniczył swoje wyjścia publiczne w USA, nadal podróżował po świecie, uprawiał „miękką” dyplomację spotykając się z najważniejszymi liderami politycznymi i religijnymi, bywał regularnie w Rzymie i brał udział w spotkaniach z następcami Jana Pawła II. Praktycznie nie zastosował się do zaleceń swojego przełożonego. Nadał twierdził, że stawiane mu oskarżenia są fałszywe. W kwietniu 2008 roku, podczas podróży Benedykta XVI do Stanów Zjednoczonych, kard. McCarrick koncelebrował mszę z papieżem w katedrze św. Patryka oraz uczestniczył w obiedzie podczas papieskiej wizyty w Nowym Jorku. Po tym epizodzie, psychoterapeuta i były zakonnik benedyktyński, Richard Sipe, opublikował w Internecie „list otwarty” skierowany do Benedykta XVI zatytułowany „Deklaracja dla papieża Benedykta XVI w sprawie modelu kryzysu nadużyć seksualnych w Stanach Zjednoczonych”. Według Sipe’a „aberracja seksualna” w Kościele katolickim nie była generowana oddolnie, ale odgórnie – poprzez zachowania seksualne przełożonych, nawet biskupów i kardynałów”. Sipe opisał min. przykład kard. McCarricka. W publicznym liście Sipe’a nie padły zarzuty o pedofilię i nie został on zauważony przez media głównego nurtu, nie stanowił więc zagrożenia dla Kościoła. Po tej publikacji, abp. Carlo Maria Vigano, ówczesny członek Sekretariatu Stanu, napisał oficjalną notę na temat McCarricka, w której ostrzegał przed wybuchem niezwykle groźnego skandalu, którego przyczyną będzie kardynał, sugerując, aby papież, w którego ekskluzywnej kompetencji leży sądzenie kardynałów, podjął odpowiednie kroki. Nota, choć puszczona w obieg w Watykanie, nie miała większych konsekwencji. Ani Benedykt XVI, ani Franciszek do 2018 r., nie egzekwowali zaleceń kard. Re z 2006, sądząc, że skoro Jan Paweł II przeegzaminował już sprawę McCkarricka i pozytywnie ocenił list skierowany przez niego do Dziwisza, to jest on niewinny. McCkarrick prosił nawet, aby restrykcje wobec niego zostały odwołane. Upłynęło kolejnych dziesięć lat, podczas których Watykan preferował wierzyć, że sprawa McCkarricka to plotki i pomówienia bez dowodów, dokonywane przez osoby niewiarygodne, a nie przez jego ofiary…
Kłamstwo trwające prawie pół wieku
W czerwcu 2018 r., McCarrick został po raz pierwszy oskarżony o seksualne molestowanie dzieci w latach 1971-72, w nowojorskiej katedrze św. Patryka, przez byłego ministranta. Powołana komisja kościelna uznała zarzuty za wiarygodne. Po upublicznieniu oskarżeń, 28 lipca 2018 r., papież Franciszek przyjął rezygnację McCkarricka z Kolegium Kardynalskiego i zawiesił go ad divinis, nakazując prowadzenie życia w odosobnieniu i pokucie.
28 sierpnia 2018 r., w różnych mediach katolickich ukazało się 10-stronicowe dossier, opublikowane przez byłego nuncjusza w USA, Carlo Maria Vigano i mówiące o tym, że Kościół, włącznie z papieżem Franciszkiem, od lat wiedział o nadużyciach homoseksualnych kard. Theodora McCarricka. Vigano domagał się dymisji papieża.
Dopiero 11 stycznia 2019 roku, na podstawie informacji zebranych w toku postępowania administracyjnego, Kongregacja Nauki Wiary wydała dekret, w którym McCarrick został uznany winnym nagabywania podczas sakramentu spowiedzi oraz popełnienia grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu z nieletnimi i dorosłymi, z obciążającymi okolicznościami nadużycia władzy. To najcięższe grzechy, jakie możne popełnić kapłan. 15 lutego 2019 został ostatecznie wydalony ze stanu kapłańskiego.
W wyniku tych wydarzeń powstał omawiany Raport, stanowiący przede wszystkim odpowiedź na zarzuty Vigano, będące wynikiem politycznej walki wewnętrznej w Kościele i własnych ambicji arcybiskupa. W Raporcie udokumentowano, że gdy abp. Vigano był nuncjuszem w USA, w latach 2011-2016, w sprawie McCarricka nie zrobił nic i nie przekazał dotyczących go dokumentów do Watykanu.
Niestety w tej sytuacji nasuwa się pytanie: „Czy gdyby Vigano bezprecedensowo nie zażądał dymisji Franciszka, moglibyśmy przeczytać ten Raport i poznać prawdę?”. Prawdopodobnie nie…
Rapporto sulla conoscenza istituzionale e il processo decisionale della Santa Sede riguardante l’ex Cardinale Theodore Edgar McCarrick (dal 1930 al 2017) to lektura szokująca, nawet dla dziennikarza, który skandalem pedofilii w Kościele zajmuje się od lat, gdyż ukazuje od podszewki cały mechanizm przemilczania i ukrywania nadużyć seksualnych mających miejsce od lat 70-tych ubiegłego wieku, do dziś. Jego upublicznienie było odważną decyzją ze strony papieża Franciszka. Warto, aby przeczytali go nie tylko dziennikarze, ale także polscy katolicy i wyciągnęli wnioski…

Odświęcanie Kościoła

Gdyby Kościół miał dokonać dekanonizacji, to nie zostałby mu chyba żaden święty. Na razie jednak zaczął od zrzucania z ołtarzy Gulbinowicza, Mc Carricka i Dziwisza.

Ponad półtora roku temu media obiegł apel działaczek katolickich. „Żądamy dekanonizacji papieża Jana Pawła II” – pisały w „Le Monde” – „protektora oprawców w imię «racji Kościoła« oraz głównego architekta ideologicznej konstrukcji «kobiety«, a także zakazu nauczania, propagowania oraz publikowania «teologii ciała«, którą głosił on podczas swych katechez środowych”.
Kościelne feministki
Swój postulat wykreślenia Wojtyły z grona świętych uzasadniały też tym, że papież Polak był protektorem duchownych wykorzystujących seksualnie zakonnice. No i kultywował opresyjny ideał kobiety.
Dzięki tej informacji wiemy dwie rzeczy. Po pierwsze, że istnieją katolickie feministki. A po drugie, że jak się jest katolikiem mającym jakieś poglądy, to w ich imię można zażądać dekanonizacji. Czyli czegoś, co jakże dobrze znamy z Polski – lustracji i zrzucania z piedestałów.
Katoliccy antyfuterkowcy
Na pewno są katoliccy ekologowie. Szczególnie zaś tacy nastawieni prozwierzęco. Niewykluczone też, że dołączą do nich katoliccy weganie i miłośnicy nauczania św. Franciszka o zwierzętach jako „braciach mniejszych”. I wszyscy oni winni zażądać wykluczenia z grona świętych faceta, który zajmował się głównie zabijaniem zwierząt dla zabawy. Oczywiście można by św. Hubertowi zarzucić niewierność małżeńską i mnóstwo standardowych niegodziwości, ale ponieważ takie sprawki można wyciągnąć większości świętych katolickich, to można uznać, że widać są one przypisane do statusu osoby kanonizowanej lub beatyfikowanej. Do Ojców Kościoła zaś w szczególności. Żeby wspomnieć wieloletnią satysfakcję czerpaną przez św. Pawła z Tarsu z zabijania chrześcijan. Albo to, że św. Augustyn będąc miłośnikiem kobiet i wybitnie niechrześcijańskiego manicheizmu, gdy wyczerpał mu się zapas testosteronu, a chrześcijanie zaproponowali mu niezłą fuchę, pogonił kobietę, z którą był 17 lat i zaczął nauczać, że seks jest największym z grzechów.
Dokładnie tak samo miała św. Maria Egipcjanka, której nieposkromiona nimfomania nie przepuszczała żadnemu chłopu, by – gdy nikt nie był już nią zainteresowany – zostać psem ogrodnika straszącym mękami piekielnymi za każdy orgazm.
Pacyfiści z zakrystii
Wśród wyznawców katolicyzmu nie powinno brakować osób, dla których jak jest napisane „Nie zabijaj”, to nie zabijaj. A szczególnie gdy do mordowania innych dochodzi nie w obronie własnej czy kraju, ale dla podboju, zdobycia władzy czy innych dóbr, albo wykonania czystki etnicznej tudzież religijnej.
Gdyby tacy katolicy poważnie brali dekalog, to na dzię dobry powinni wystapić o odebranie tytułów świętych czy błogosławionych setkom osób wyniesionych przez Kościół katolicki.
Choćby św. Oldze. Przecież kobieta ma na sumieniu zakopanie 20 osób żywcem. Spalenie żywcem kilkudziesięciu innych zresztą też. Nie wspominając już o odurzeniu i rozkazie wymordowania innych kilkuset bezbronnych wojów. A to wszystko po to, żeby zdobyć i utrzymać władzę.
Nieślubnym wnukiem św. Olgi był św. Włodzimierz. I nie ma się co czepiać podejmujących decyzję o jego kanonizacji za to, że nie zwrócili uwagi na taki drobiazg, że oprócz 7 żon święty miał harem 800 konkubin podzielonych na grupy i mieszkających w głównych miastach jego królestwa. Nieważne też, że gdziekolwiek podróżował, wszędzie była grupa kobiet, które zapewniały mu rozrywkę. Nieistotne, że mimo to i tak zgwałcił swoją szwagierkę. No i rżnął, palił i mordował wszystko co stanęło mu na drodze. Ale trudno zrozumieć, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że składał ofiary z ludzi. I to na dodatek zaprzyjaźnionych chrześcijan.
Mordowanie przeciwników politycznych. Wybijanie ludności cywilnej to przymioty całego stada św. katolickich królów i książąt. Choćby św. Olafa króla Norwegii, Wikinga skądinąd. Czy św. Eryka IX Jedvardssona, króla Szwecji uhonorowanego świętością za wyprawę krzyżową na Finlandię i chrzczenie jej mieszkańców ogniem i mieczem. Nie inaczej ze św. Kanutem Lavardem, księciem duńskim, czy św. Kanutem IV – duńskim królem.
Uświęcanie wojujących władców wcale nie sprowadzało się w Kościele katolickim tylko do Skandynawii. Jest przecież św. Oswald król Nortumbrii z VII w. I jest św. Wacław I – król Czech, który zasłużył się katolicyzmowi konfliktem z bratem i podporządkowaniem swojego kraju Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego.
Temu Cesarstwu, które odrodził nie kto inny jak bł. Karol Wielki. Władca, który przez cały okres panowania krzewił chrześcijaństwo tocząc wojny i poszerzając granice swego władztwa na niemal całą Europę Zachodnią. Karol Wielki przeprowadził 54 kampanie wojenne. Połowie z nich przewodząc osobiście.
W tym kontekście nie ma nawet co wspominać króla Francji św. Ludwika IX, który promował swój kraj walcząc w Palestynie, a we krwi utopił ledwie powstanie Katarów. Bo wojny z Anglią nie ma mu co wyciągać, gdyż należała ona do średniowiecznego europejskiego standardu. Ale warto napomknąć o św. Stefanie. Królu bratnich naszej władzy Węgier. Facecie, któremu można by zarzucić nie tylko 7 grzechów głównych, ale dziesiątki pomniejszych.
Ale i dziś w kanonizacjach niewiele się zmieniło 23 września 2015 roku papież Franciszek kanonizował św. Junipero Serrę hiszpańskiego duchownego prowadzącego misje w Kalifornii w XVIII w. A, że facet kierował masakrą Indian? No cóż…
Smakosze spod stołu Pańskiego
Wymienione w śródtytule grupy powinny działać na rzecz dekanonizacji i to natychmiast. Wszak święci mają być przykładem dla wiernych. Co w takim razie z wzorem do naśladowania w osobie św. Teresy z Avili, której posty sprowadzały się do prowokowania wymiotów za pomocą gałązek? A św. Katarzyna ze Sieny, która wkładając do gardła palce powodowała zwracanie wszystkiego co zjadła w dniu gdy przyjmowała komunię?
Ale to jeszcze nic. Św. Aniela z Foligno piła wodę z kąpieli po trędowatych. I nawet zapisała w pamiętniku, że „kawałek strupiastej skóry trędowatego utknął mi w gardle. Zamiast go wypluć, zadałam sobie wiele wysiłku, aby go przełknąć i udało mi się. Miałam wrażenie, że przyjęłam komunię. Nigdy nie potrafię wyrazić rozkoszy, jaka mnie ogarnęła”. W uznaniu dla tej postawy, w 2013 roku papież Franciszek ogłosił tę panią świętą.
Jeśli komuś potrzeba jeszcze ciekawszego świadectwa świętości to służę św. Marguerite Marie Alacoque, która doznawała ekstazy religijnej spożywając w ramach umartwiania ekskrementy. Ze szczególnym uwzględnieniem tych, od osoby chorej na biegunkę. Poza tym, wzmiankowana święta wycięła sobie na piersiach podobiznę Jezusa. I żeby rany się nie goiły, przypalała je świecą.
Św. Maria Magdalena dei Pazzi do świętości doszła tarzając się w cierniach, a w wolnych chwilach prosiła siostry o chłostę, ubliżanie jej i kopniaki w w twarz.
Święci upolitycznieni
W 1998 r. Jan Paweł II beatyfikował bł. Alojzije Stepinaca. I nieistotne, że mnóstwo historyków i miliony ludzi uznają Stepinaca za zbrodniarza z czasów II wojny światowej. Nieważne, że arcybiskup był podporą faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Nadzór nad przymusowym nawracanie na katolicyzm 240 tysięcy prawosławnych obywateli przedwojennej Jugosławii, to też dla kościoła pryszcz. Jak i to, że ani słowem Stepinac nie zająknął się o zamknięciu obozu w Jasenovacu, w porównaniu z którym więźniowie Auschwitz byli na wakacjach. Kościoła katolickiego nic nie przekona, że facet był współodpowiedzialny za eksterminację Serbów, Żydów i Romów.
Jednym z katolickich patronów Polski jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Za to, że poszedł na śmierć w zamian za innego więźnia. Katolika – Franciszka Gajowniczka. Co jest o tyle istotne, że zrobił to w miejscu, gdzie stracono ok 1 mln Żydów. Tymczasem to właśnie tej nacji Kolbe poświęcał na łamach redagowanych przez siebie pism katolickich nader dużo uwagi. Jezuita Stanisław Musiał mówił, że „W jego tekstach możemy przeczytać, że nazywał ich słowami: obrzezani, żydki”, ale świętości Kolbego nie kwestionował. Tymczasem media Kolbego zarzucały Żydom, że demoralizują Polaków, propagują rozwody i pornografię. Opisywano ich międzynarodowe spiski. I ile razy ktoś z narodu wybranego zostawał skazany, to stawał się bohaterem wydania, a jego wina była rozdmuchiwana do granic.
Poza tym media Kolbego oczywiście były za zamknięciem da Żydów uczelni i optowały za umożliwianiem im wyjeżdżania do Palestyny. Nie wspominając już o takim drobiazgu, jak propagowanie akcji „Polak kupuje u Polaka”.

Byłoby zatem kogo dekanonizować i za co. Tyle, że Kościół nigdy nikogo świętości nie pozbawił. Kanonizacje są bowiem dla niego pomnikami, których w przeciwieństwie do świeckich, nigdy nie zwalał. Co najwyżej chował niewygodnych świętych ściągając ich z kalendarza i usuwając z funkcji patronów kościołów. Bo święci to rzadki przykład braku hipokryzji w tej instytucji. Występują w kościelnych spisach pokazując, jakie interesy, dzięki uświęcaniu tych czy innych, ta instytucja załatwiała. Dla księży i hierarchii są dowodem tego jak się prowadzi aktualną politykę, czy promuje określone postawy. Czyli – jak się rządzi. Dlatego Wojtyle nic nie grozi. Ale jego współpracownikom – już niekoniecznie.

Święty Jan Paweł Wielki książka papieża Franciszka

„Święty Jan Paweł Wielki” – pod tym tytułem 11 lutego 2020 ukazał się wywiad książkowy pomiędzy papieżem Franciszkiem a młodym duchownym Luigim Maria Epicoco, poświęcony życiu i duchowości Karola Wojtyły, z okazji 100 rocznicy urodzin polskiego papieża (18 maja 1920 r.).

Książka jest już tłumaczona na polski, francuski, hiszpański, portugalski, angielski. Rozmowy argentyńskiego papieża z włoskim duchownym trwały kilka miesięcy i są szeroką refleksją Bergoglia nad osobowością, duchowością i nauką polskiego papieża, którego on sam kanonizował 27 kwietnia 2014 r.
Nie należy się chyba dziwić, że „Święty Jan Paweł Wielki” ukazuje Wojtyłę niczym postać ze świętego obrazka i chyba ma na celu zamknąć wszystkie dyskusje, które w ciągu ostatnich lat toczyły się wokół nieskazitelnej świętości Jana Pawła II i błędów jego pontyfikatu.
Celibat
Jak podkreślają włoscy komentatorzy, ciekawostką jest fakt, że książka ukazała się w rocznicę podpisania paktów laterańskich, na mocy których powstało Państwo Watykańskie, a przede wszystkim w rocznicę abdykacji Benedykta XVI, mającej miejsce 11 lutego 2013 r. Ciekawe jest również to, że papież Franciszek wspomina o swoim bezpośrednim poprzedniku w całym wywiadzie tylko pięć razy, choć robi to z wielką czułością. Być może wszystko to jest zwykłym zbiegiem okoliczności, trudno jednak aby za watykańskimi murami o tych rocznicach nie pamiętano.
Jak zwraca na to uwagę Francesco Lepore, w swoim artykule „Papież Bergoglio pisze książkę o Wojtyle, kontrowersyjną na temat teorii płci” w LINKIESTA, Bergoglio wspomniał o Ratzingerze w kontekście odpowiedzi na pytanie dotyczące celibatu księży, stwierdzając „Jestem przekonany, że celibat jest darem, łaską i… idąc śladami Pawła VI, a następnie Jana Pawła II i Benedykta XVI, mocno odczuwam obowiązek myślenia o celibacie jako decydującej łasce, która charakteryzuje Kościół łaciński. Powtarzam: to łaska, a nie ograniczenie”.
Może to cała odpowiedź Franciszka na książkę „Z głębi naszych serc”, napisaną przez emerytowanego papieża Benedykta XVI wspólnie z prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kard. Robertem Sarahem, która wywołała światową polemikę wobec otwarcia się na instytucję viri probati (żonatych księży) podczas synodu amazońskiego, który odbył się w Watykanie i którego konkluzje papież opublikował 12 lutego br. w postsynodalnej adhortacji apostolskiej Querida Amazonía.
Kapłaństwo kobiet i gender
W książce „Święty Jan Paweł Wielki”, Franciszek, w pełnej zgodzie z nauką Jana Pawła II, wyraźnie i ostatecznie mówi „nie” w kwestii kapłaństwa kobiet. „Bardzo często, gdy zadaje mi się pytanie dotyczące kapłaństwa kobiet, mówię, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, ale że temat nie jest już dyskutowany, ponieważ stanowisko Jana Pawła II było ostateczne.” – jaśniejszej odpowiedzi Bergoglia w tej kwestii nie można już oczekiwać.
Największe zaskoczenie i dyskusję wzbudziło stanowisko papieża w sprawie gender. Jak napisał Francesco Lepore w LINKIESTA, choć gender to jedna z tych historii spiskowych, której powstanie i upowszechnienie zawdzięcza się Dale O’Leary z Opus Dei w 1997 r., i której dyfuzję można porównać ze spiskowymi teoriami dotyczącymi jansenistów, jezuitów, masonów i Żydów, Bergoglio nie zdaje sobie sprawy, że nie ma teorii płci w przeciwieństwie do badań nad płcią, które są zupełnie inną rzeczą. Na pytanie ks. Epicoco: „W każdej epoce historycznej zło objawia się na różne sposoby. W tym historycznym momencie, jaki jest najbardziej konkretny sposób, w jaki zło ujawnia się i działa?”, papież odpowiada: „Jednym z nich jest teoria płci. Chcę jednak od razu wyjaśnić, że mówiąc to nie mam na myśli tych, którzy mają orientację homoseksualną. Katechizm Kościoła Katolickiego zachęca nas do towarzyszenia i opieki duszpasterskiej nad tymi braćmi i siostrami. Odnoszę się do niebezpiecznego źródła kulturowego. (…) Jest to atak na różnicę, na kreatywność Boga, na mężczyznę i kobietę.”
Chyba po tych słowach nie może być już wątpliwości.
Ameryka Łacińska
Papież Franciszek w książce „Święty Jan Paweł Wielki”, odniósł się również do kwestii Ameryki Łacińskiej, z której pochodzi i teologii wyzwolenia, którą stłumił papież Polak. Bergoglio usprawiedliwia Wojtyłę: „Ameryka Łacińska kochała Jana Pawła II. Wiele krajów miało trudności ze zrozumieniem, w jaki sposób teologia wyzwolenia, która korzystała z analizy marksistowskiej, ryzykowała pójście ścieżką ideologiczną, która w pewnym sensie może zdradzić prawdziwe przesłanie Ewangelii. Jan Paweł II pochodził z kraju, który cierpiał przez marksizm i miał wielką zdolność wyczucia tego ryzyka”. Franciszek tłumaczy, że niektóre decyzje swojego poprzednika nie były podyktowane zamknięciami w odniesieniu do niektórych inicjatyw, ale próbą zachowania autentyczności Ewangelii, gdyż niektóre inicjatywy oddolne, które zrodziły się z uzasadnionych pragnień i poczucia niesprawiedliwości społecznej, musiały być interpretowane bardziej w świetle Ewangelii, niż w świetle analizy marksistowskiej.
Choć Franciszek przyznaje, że z Janem Pawłem II spotkał się kilka razy w sytuacjach oficjalnych, mówi, że przejął wiele z jego nauki pastoralnej i historii.

„Niewątpliwie historyczna wizyta”

„Pozdrawiam wszystkich tu obecnych Rodaków, towarzyszących Panu generałowi Jaruzelskiemu, w tej niewątpliwie historycznej wizycie”…

Te słowa Papieża Jana Pawła II obiegły cały świat, powtarzane w setkach nagłówków i doniesień prasowych. Stanowią najkrótszą, a zarazem najbardziej miarodajną ocenę pierwszej wizyty gen. Wojciecha Jaruzelskiego w Watykanie.
Generał z delegacją przybył do Watykanu krótko przed godz. 11.00, we wtorek 13 stycznia 1987r. Dostojnych gości powitał prefekt Domu Papieskiego, bp Dino Monduzi. Przy drzwiach biblioteki, Gość słowami -„serdecznie pozdrawiam Waszą Świątobliwość”- wita Papieża, który odpowiada – „serdecznie witam” i zaprasza na rozmowę w cztery oczy.

Potrzeba czasu „aż gorące głowy ochłoną”

Sympatyczna wymiana osobistych wrażeń, sprawiła dobry nastrój do rozmowy o szeroko rozumianych sprawach polskich i bezpieczeństwa europejskiego – podobnie jak w 1983 r. Generał przedstawił Gospodarzowi ocenę sytuacji wewnętrznej po stanie wojennym. Zwrócił uwagę na ogólną – choć jeszcze nie zadowalającą – poprawę sytuacji gospodarczej i nastrojów społecznych. Zasadniczy wpływ miała tu współpraca z krajami RWPG, głównie w zakresie dostaw surowców, powolny wzrost wymiany handlowej z Zachodem (lata 1985-86), „poluzowanie” sankcji i istotne osłabienie siły strajków, które są „jaskółką” na poprawę nastrojów.
Skutkowało to poprawą zaopatrzenia rynku żywności i artykułów pierwszej potrzeby. Widoczna jest ostrożna poprawa społecznej atmosfery po amnestii (lipiec 1986), która objęła wszystkich więźniów politycznych. Zauważalne jest obniżenie się „temperatury” wrogości, nawet zapiekłości, „lekki” wzrost poziomu zaufania społecznego. Papież każdą informację, iż „coś poprawiło się na lepsze” przyjmował z nie skrywaną radością. Interesowały Go szanse powodzenia misji Rady Konsultacyjnej (inauguracyjne posiedzenie odbyło się 6 grudnia 1986 r.).
Generał podziękował za osobiste i Kościoła wsparcie dla tej inicjatywy, wiąże z nią duże nadzieje. Zaś Papież kolejny raz okazał wyraźne zadowolenie z postępującej normalizacji w kraju, wyraził władzom uznanie. Generał powiedział, że „uczyni wszystko, ale wymaga to czasu aż zbyt gorące głowy ochłoną”.
Na twarzy Papieża widział zatroskanie, gdy mówił o zmęczeniu ludzi w kolejkach, okresowym pogarszaniu się dostaw zaopatrzenia, a władza wciąż nie może się z tym uporać. Dokucza też brak materiałów budowlanych, hamując zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych.

„Nagrody” za restrykcje

Tu zatrzymam Państwa uwagę w sprawie sankcji. Generał podziękował Papieżowi za pomoc w zniesieniu przez Zachód restrykcji gospodarczych, co nastąpiło w lutym 1987 r.( wiedział to wcześniej ze źródeł dyplomatycznych). Generał prosił o to 4 lata temu podczas rozmowy z Papieżem w Belwederze i na Wawelu. Wiadomo – Papież nie pomijał żadnej okazji by zachodnim politykom i dyplomatom przypominać o dolegliwościach tych sankcji. Wiedział, że polską gospodarkę wpisano w polityczną walkę ze Wschodem.
Rodakom warto przypomnieć, iż głównym inicjatorem i orędownikiem sankcji był Ronald Reagan. Ogłosił je publicznie 23 grudnia 1981 r. (10 dni po wprowadzeniu stanu wojennego), gdy wiedział, był pewien, że wojska Układu Warszawskiego nie wejdą do Polski. Uczynił z tego publiczną ceremonię, podczas której płakał „rzewnymi łzami” i śpiewał „żeby Polska była Polską”.
Jakby nie rozumiał, że sankcje uderzając w naszą gospodarkę, przede wszystkim odczują – poprzez braki żywności, tzw. artykułów pierwszej potrzeby – miliony Polaków, wśród nich członków Solidarności, których podobno chciał chronić (trzeba było zabić ok. 15 mln. kurcząt z braku paszy z USA. Fakt ten jest nazywany „wymysłem propagandy”, zapomniany, gdyż obrzydzałby nam „dobroć” USA). Czyżby wierzył, że tą decyzją „ukarze” ZSRR i polskie władze? To władza prosiła, niemal żebrała w ZSRR i krajach RWPG o dostawy deficytowych artykułów, by Polacy bez zmarłych z zimna i głodu, choć cierpiących inne dolegliwości – przeżyli „byle do wiosny”. Profesor Richard Pipes, współpracownik Prezydenta Ronalda Reagana, w wywiadzie pt.: „Stan wojenny w Białym Domu”, udzielonym „Rzeczpospolitej” (14-15 grudzień 2002 r.) na pytanie: „Jakie były reakcje Europy Zachodniej na kurs Waszyngtonu wobec Polski stanu wojennego?” odpowiada: „Musieliśmy toczyć z nimi walkę, aby zaakceptowali nasz kierunek. W większości nasi europejscy sojusznicy byli zadowoleni z tego co stało się w Polsce (zwracam na to szczególną uwagę – G.Z).
Niemcy byli zdania, że stan wojenny to wewnętrzna sprawa Polski. Bali się, że wybuchnie tam jakiś konflikt zbrojny i Rosjanie będą zmuszeni wkroczyć, a wtedy nie wiadomo, co może się stać. Im zatem nie było bardzo nieprzyjemnie, że w Polsce jest stan wojenny. Mieliśmy z nimi problemy. Niemców wspierał u nas Departament Stanu. (zwracam na to szczególną uwagę-G.Z). Ostatecznie, na szczęście był w Białym Domu Ronald Reagan”. To „amerykańskie szczęście” kosztowało Polskę i Polaków – do 22 lipca 1983 roku (data zniesienia stanu wojennego) „tylko” 13 miliardów dolarów!
Za takie „dobrodziejstwo” nowa władza uhonorowała Reagana najwyższymi orderami. Pomnik przed ambasadą USA w Warszawie, zainicjował b. szef klubu CWKS Legia, prezes fundacji im. Reagana, a odsłonił Lech Wałęsa 21.11.2011 r. I jeszcze dwie ciekawostki. Pierwsza – Ronald Reagan 7 czerwca 1982 r. złożył Papieżowi wizytę (upamiętnia park jego imienia oraz pomnik z Papieżem w Gdańsku).
Zaoferował nam pomoc żywnościową, drogą charytatywną. Papież podziękował i nie omieszkał przypomnieć o konieczności ulżenia doli wszystkich Polaków. Natomiast odrzucił możliwość dotacji dla podziemnej Solidarności kanałami watykańskimi, informując, że ma stały kontakt z rodakami. Druga – we wrześniu 1990 r. Ronald Reagan przyjechał do Polski. Spotkał się z Generałem, wtedy Prezydentem RP.
Był zadowolony ze spotkania. Na schodach Belwederu w geście „sportowego zwycięstwa” podniósł ramię Generała i rozłożył swoje palce w kształcie V, co TVP pokazała w serwisie informacyjnym (ten news nie jest dostępny). Miał podobno powiedzieć -„Myliliśmy się w ocenie pańskiej osoby” (twierdził Wiesław Górnicki, inni wątpią w to tłumaczenie, a Generał -„nie będę chełpił się takim pochlebstwem”).

„Może tym razem się uda”

Wracam do głównego wątku. Przy widocznym wzroście aktywności pracowniczej i związkowej (OPZZ liczył w 1986 r. ok. 6 mln. członków, w tym ponad połowę ludzi z Solidarności) – Generał zwrócił uwagę na obawy władzy i ostrzeżenia sąsiadów przed jej legalizacją, a stąd i „rywalizacji związkowej” w zakładach pracy i powrotem do sytuacji z lat 1980-81.
Papież słuchał tego z wyraźnym zatroskaniem („sprawa Solidarności zawsze leżała Mu na sercu”- pamięta Generał). W pewnym momencie powiedział – „Dla mnie delegalizacja Solidarności jest boleśniejsza, niż wprowadzenie stanu wojennego. Bowiem nie ma prawdziwej demokracji, bez wolnych i silnych związków zawodowych”. Generał przyznał rację, przypomniał też ówczesną sytuację i zapytał -„Co stałoby się w kraju, gdyby rozhuśtała się ulica?” Analizy radzieckie na długo przed 13 grudnia wskazywały, że w ulicznych starciach oraz porachunkach może zginąć ok. pół miliona Polaków.
Powtórzył, że za stan wojenny odpowiedzialność będzie dźwigał do końca życia, że wielu ludzi stanie przeciwko, ale w sytuacji Polski w 1981 roku, nigdy nie postąpiłby inaczej.
Obaj rozmówcy zauważyli, iż obecny czas pozwala inaczej spojrzeć na Związek. Ostatnio (1986 r.) – choć były różne próby i zachęty, ze strony władzy wciąż są podejmowane – mówił Generał, pojawiły się „śladowe” sygnały od osób z opozycji, bliskich Kościołowi.
Zgodnie doszli do wniosku o potrzebie zbudowania szerokiej platformy z udziałem realistycznie myślącej opozycji i władzy, przy wsparciu Kościoła. Papież z westchnieniem nadziei powiedział – „Czego nie udało się osiągnąć wtedy, może tym razem się uda” (tę reakcję Papieża Generał dobrze pamięta. Uznaje za „zaczyn myśli” o Okrągłym Stole, jako szansy rozmów, z mediacyjną pomocą Kościoła).
Na słowa Papieża odpowiedział-„Nikt z nas nie jest bez winy. Nie dojrzeliśmy wówczas do historycznego kompromisu. Inna rzecz, czy w tamtych realiach był on możliwy i wykonalny”. W tym momencie rozmowy, słowa te odnosiły się do fiaska Spotkania Trzech, które to z inspiracji Papieża wspierał i wspomagał Kościół. Nie znam dokumentów wskazujących o czym Papież myślał, gdy pomysł z Radą Porozumienia po Spotkaniu Trzech upadł.
Prawdopodobnie przyjął założenie, iż Generał, którego jeszcze osobiście nie znał – nie uczyni niczego, co byłoby sprzeczne z polską racją stanu. Inaczej mówiąc zaufał odpowiedzialności Generała. To absolutnie nie oznacza, że „z góry” aprobował stan wojenny, a szczególnie użycie siły. Może jedynie świadczyć, że w tamtej sytuacji – poza dialogiem, porozumieniem, które stawały się fikcją – nie widział logicznego wyjścia. To tylko domysł, choć oparty na kilku faktach, ale odpowiedź zna tylko Papież.
Dziś wiemy, że nigdy i nigdzie nie potępił Generała za stan wojenny, a wyrażał się ze zrozumieniem o koniecznościach władzy, wciąż apelując, by ludziom oszczędzać cierpienia. Widział i słyszał, iż te apele władza, osobiście Generał traktowały poważnie. Dowodzą tego fakty i oceny statystyczne dziedzin życia gospodarczego i społecznego. Podkreślę, za sytuację w kraju odpowiedzialna jest władza, każda władza! Ale zapytam – czy związki zawodowe, nie poczuwają się do takiej współodpowiedzialności? Może wiedzą Państwo, co Solidarność po 1980 roku zrobiła dla ulżenia ludziom pracy – poza żądaniami i strajkami? Czy to nie skłania do refleksji, nie zobowiązuje nas – ludzi myślących do obiektywnej oceny dziś i na jutro?

„Opatrzność zesłała Gorbaczowa”

Gospodarz i Gość, na polskie sprawy patrzyli przez pryzmat głasnosti i pierestrojki, oceniali jej szanse powodzenia i zagrożenia. Wymienili też poglądy na kilka kwestii bezpieczeństwa europejskiego. Papież „dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów.
Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost-„Opatrzność zesłała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy”. Nawiasem mówiąc, w latach 80 i 90. Papież kilka razy spotkał się z Michaiłem Gorbaczowem. W toku jednego z nich stwierdził, iż stan wojenny był „słuszną decyzją” (miał ku temu podstawy wynikające z osobistej oceny różnych źródeł o sytuacji społeczno – gospodarczej i militarnej, nie wykluczając pochodzenia wywiadowczego).
Ocena ta – co oczywiste – do Generała dotarła, była znana najbliższym współpracownikom. Michaił Gorbaczow powtórzył ją podczas rozmowy – filmu pt. „Gorbaczow”. Jeden z hierarchów kościelnych, bliski współpracownik (z grzeczności pominę jego nazwisko) uznał że Gorbaczow kłamał, a reżyserka Ewa Ewart powiela kłamstwa. Pytana o wiarygodność oświadczyła-„Gorbaczow i Papież rozmawiali o sprawach Polski. To była istotna wypowiedź, dotycząca tematu, który żywo nas obchodzi i dzieli. Dlaczego nie miałam zacytować Gorbaczowa, jeśli mi to powiedział?” Księdza „przy tej rozmowie nie było”, a opierał się na pamięci osób przygotowujących papieskie spotkania („Rozmowa miesiąca”, Press, 12/2015).

„Historyczna wizyta”

Drugą część wizyty-spotkanie z delegacją- rozpoczął Generał, przedstawiając Córkę Monikę, do której Papież mówi – „a polonistka, ja też byłem polonistą” oraz towarzyszące osoby: Józefa Czyrka- Przewodniczącego Sejmowej Komisji ds. Zagranicznych, Mariana Orzechowskiego – Ministra Spraw Zagranicznych, Zbigniewa Szałajdę – Wiceprezesa Rady Ministrów, Witolda Lipskiego – Członka Rady Państwa, prof. Aleksandra Krawczuka – Ministra Kultury i Sztuki, prof. Adama Łopatkę – Kierownika Urzędu ds. Wyznań, Jerzego Kuberskiego-MinistraPełnomocnego, Kierownika Zespołu ds. Stałych Kontaktów Roboczych.
Uśmiechnięty Papież serdecznie wita się ze wszystkimi, rozmawia i wręcza różańce. Generał prowadzi Papieża do sztalugi i prosi o przyjęcie obrazu. Wpatrując się w pejzaż, Papież rozpoznaje uliczkę i dom, w którym się urodził oraz fragment kościoła. „Malarz nieco wyidealizował obraz Wadowic”- mówi. Drugi upominek Generała, to album płyt z ostatniego Konkursu Chopinowskiego.
Papież serdecznie dziękuje, wręcza Generałowi dwa albumy barwnych zdjęć, odnowionych fresków Kaplicy Sykstyńskiej, żartobliwie zauważając, że „Michał Anioł nie był Japończykiem” (ci specjaliści odnawiali to dzieło).
„I proszę jeszcze o przyjęcie tych medali” – wszyscy otrzymują tryptyk medali pontyfikatu w złocie, srebrze i brązie. W Sali Konsystorskiej Papież wita się z pozostałymi uczestnikami wizyty i krótko przemawia – „Pozdrawiam wszystkich tu obecnych Rodaków, towarzyszących Panu generałowi Jaruzelskiemu, w tej niewątpliwie historycznej wizycie. Dziękuję za obecność i ponieważ znajdujemy się jeszcze na początku nowego roku, chcę życzyć wszystkiego dobrego, jak to się mówi gdzie niegdzie w Polsce, Dosiego Roku. I wszystkim, a w szczególności, oczywiście Przewodniczącemu Rady Państwa, Panu Generałowi, życzę tego, aby ta wizyta wydała tak bardzo upragnione owoce dla Polski i dla Europy”. Następuje czas wzajemnie serdecznych podziękowań i pożegnań.

„Znalazłem zrozumienie”

Generał z najbliższymi współpracownikami udał się na 40 min. spotkanie z Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej, kardynałem Agostino Casaroli, po czym zwiedził z delegacją muzea watykańskie, Bazylikę oraz grób św. Piotra. Spotkał się z kardynałem Andrzejem Marią Deskurem, który wówczas był doradcą Papieża, a w latach 60. czynił starania o ustanowienie polskich diecezji na Ziemiach Zachodnich. Tuż przed wyjazdem, Generał udzielił wywiadu francuskiemu dziennikarzowi, polskiego pochodzenia -„Jestem zadowolony z każdego spotkania z Jego Świątobliwością. To spotkanie jest dla mnie szczególnie ważne, ponieważ dokonuje się w Watykanie, ponieważ następuje obecnie i przed wizytą Jego Świątobliwości w Polsce”. Na dodatkowe pytanie – czy Generał znalazł zrozumienie u Papieża dla podnoszonych spraw, zauważył, że wyrażenie takiej opinii należy do samego Papieża – „Ja sądzę, że znalazłem Jego zrozumienie”. O trafności przekonania Generała, zaświadcza wizyta Papieża w czerwcu i szereg faktów w następnych latach, aż do odejścia z urzędu prezydenta RP.
Można tu wymienić wsparcie Papieża i Kościoła dla procesu Okrągłego Stołu, dla ostatecznego uregulowania kwestii zachodniej granicy Polski, osobiste zaangażowanie Papieża na rzecz nawiązania stosunków dyplomatycznych między obydwoma państwami, wyboru Generała na Urząd Prezydenta oraz niezwykle wymowne – tuż przed zmianą nazwy państwa – złożenie listów uwierzytelniających przez Nuncjusza Apostolskiego, abp Józefa Kowalczyka.
Osobną rangę miały spotkania Papieża z Generałem, gdy odszedł z czynnego życia publicznego. W 1991 r. – podczas kolejnej pielgrzymki – Papież złamał jej harmonogram i spotkał się prywatnie z Generałem, a dwa lata później na prywatnej audiencji w Watykanie. Szczególną wymowę miało spotkanie w Watykanie w listopadzie 2001 r., tj. w przededniu 20 rocznicy stanu wojennego. (Generał wspomina o nich w kilku książkach, w wywiadzie dla Krzysztofa Tadeja (książka „Jan Paweł II…”).
Wizytę w Republice Włoskiej i w Watykanie, Generał szeroko omówił na konferencji prasowej, z udziałem ponad 200 dziennikarzy redakcji włoskich i zagranicznych.
Odpowiadając na liczne pytania, m.in. stwierdził: „Oczekiwałem na tę wizytę z ogromnym zainteresowaniem. Z należną uwagą śledzimy aktywną, niestrudzoną działalność Jego Świątobliwości Jana Pawła II w obronie pokoju. My w Polsce, nie muszę tego w tym gronie szerzej uzasadniać, przywiązujemy wielką wagę do tej działalności Papieża – Polaka. Rozmowa, którą miałem z Papieżem, wywarła na mnie głębokie wrażenie. Byliśmy w pełni zgodni co do konieczności inicjatyw ogólnoeuropejskich i wysiłków służących odprężeniu, służących pokojowi w Europie i na świecie… Moje spotkanie z Jego Świątobliwością Janem Pawłem II, było kontynuacją dialogu, osobistego kontaktu zapoczątkowanego w 1983 roku.
W sumie uważam moją wizytę w Watykanie za niezmiernie ważną. Potwierdziłem – tym razem osobiście – przekazane uprzednio na piśmie zaproszenie Jego Świątobliwości do złożenia wizyty w Polsce. Spodziewamy się Papieża w Ojczystym Kraju w czerwcu tego roku”.

„Analiza problemów społeczeństwa”

O tej wizycie prasa pisała: „Jedno z najdłuższych spotkań Papieża, ze świeckim politykiem” (Reuter, Associated Press), „Najdłuższe, jak pamięć ludzka sięga, spotkanie Papieża z przywódcą politycznym” (New York Times), „Było to długie spotkanie, wręcz posiedzenie robocze, jeśli zauważyć, że Jaruzelski i Papież nie potrzebowali tłumacza… Spotkanie jest pozytywnym sygnałem” (Corierre della Sera), „Wczorajsze spotkanie otworzyło nową fazę w stosunkach między Państwem a Kościołem, w której nastąpi rozszerzenie współpracy w interesie kraju” (L’ Unita).
Odczytany komunikat prasowy Stolicy Apostolskiej informował: „Zapowiedziana audiencja Ojca Świętego dla Generała Wojciecha Jaruzelskiego, Przewodniczącego Rady Państwa PRL, odbyła się w prywatnej bibliotece Papieża i trwała 70 minut. Rozmowa była poważna, otwarta, pogłębiona i pozwoliła na analizę problemów społeczeństwa polskiego, stosunków między Kościołem a rządem w Polsce i kwestii dotyczących pokoju międzynarodowego”.

„Pozdrówcie Pana Generała”

13 grudnia 1989 r. Papież Jan Paweł II przyjął na audiencji prywatnej prof. Bohdana Suchodolskiego (przewodniczący Narodowej Rady Kultury). W tej wizycie, towarzyszący Profesorowi Rafał Skąpski (przyjaciel Profesora i sekretarz Rady), zapamiętał taki fakt: „Z Sali, w której toczyła się rozmowa, po pożegnaniu się z nami, pierwszy wychodził Papież. W drzwiach odwrócił się do nas, uśmiechnął się, uniósł dłoń i głośno powiedział A nie zapomnijcie pozdrowić Pana Generała”(Zdanie, nr 1-2 z 2014)
Na zakończenie takie ciekawostki. Czas jej trwania – 70 minut. Z żadnym politykiem Papież tak długo nie rozmawiał. Generał jest pierwszym przywódcą z bloku wschodniego, który przekroczył progi Stolicy Apostolskiej, witany z najwyższymi honorami. Za Papieża przyzwoleniem wizyta była rekordowo długa.
Obejmowała-obok oficjalnego spotkania, zwiedzanie bazyliki, w tym grobu św. Piotra, muzeum i ogrodów watykańskich. Poprzedni rekord czasu należał do króla Hiszpanii, Alfonsa XIII, w 1912 r. Papież Pius X specjalnie go podejmował przez 3 godz. 12 min. Nowy, „polski rekord” wynosi 3 godz. i 45 min.
Dlaczego wizytę okrywa „całun” milczenia – co Państwo Czytelnicy o tym myślicie? A może w 33 rocznicę („wiek Chrystusowy” – będzie inaczej, proszę zwrócić uwagę!)

 

Seryjny pedofil przyjacielem Jana Pawła II

Kilka dni temu ukazał się bulwersujący raport dotyczący zbrodni założonego w Meksyku zgromadzenia Legionu Chrystusa. Wynika z niego, że co najmniej 33 księży i 71 seminarzystów dopuściło się czynów pedofilii na co najmniej 175 ofiarach. Założycielem Zakonu był ojciec Marcial Maciel Degollado – seryjny pedofil, sprawca wykorzystywania seksualnego także wobec własnych dzieci, bigamista i oszust.

Raport jest wynikiem wewnętrznego śledztwa zgromadzenia, a zawarte w nich fakty dotyczą lat 1941-2019. Autorzy dokumentu przyznają, że bilans prawdopodobnie nie jest pełny, a ofiar było znacznie więcej. Z raportu dowiadujemy się też, że blisko połowa kapłanów, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych, pełniło funkcje kierownicze w zgromadzeniu, co umożliwiało zamiatanie tych spraw pod dywan.
Jednocześnie raport informuje, że wszyscy przestępcy pozostali bezkarni, a część z nich w spokoju dożyło sędziwego wieku. Sam Degollado zmarł w USA w 2008 roku w wieku 87 lat. Nigdy nie odpowiedział za swoje czyny.
Raport bulwersuje tym bardziej, że na temat zbrodni Maciela wiele było wiadomo już kilkadziesiąt lat temu, chociaż członkowie zgromadzenia przez dziesiątki lat byli zobowiązani do zachowania tajemnicy na temat tego, co się wewnątrz niego dzieje. Mimo głosu wielu ofiar, władze watykańskie nie domagały się nawet wyjaśnień, nie mówiąc już o krokach prawnych. Po wielu latach Watykan przyznał, iż celowo przedstawiano zarzuty wobec Maciela jako kalumnie i odgórnie dezawuowano ofiary. Państwo kościelne świadomie nie reagowało na skargi i zarzuty, które napływały już w latach 70, a od połowy lat 90. XX wieku w mediach na świecie opublikowano mnóstwo świadectw ofiar Maciela Degollado. Była to wiedza powszechna, dostępna dla każdego, w tym oczywiście dla papieża. Niestety jednak Jan Paweł II stanął po stronie pedofila. Po długiej batalii i w wyniku starań wielu ofiar na początku 1999 r. w Kongregacji Nauki Wiary pojawił się formalny akt oskarżenia wobec zbrodniarza, ale niestety, po upływie kilku miesięcy postępowanie zawieszono.
Jan Paweł II nie tylko ukrywał seryjnego zbrodniarza i nie podjął wobec niego żadnych kroków prawnych czy nawet dyscyplinujących, ale wręcz go wspierał. W 1994 roku, gdy wiedza o zbrodniach Maciela była już powszechna, polski papież mianował Maciela konsultantem Kongregacji do spraw Kleru i nazwał go przewodnikiem oraz wzorem dla młodych. Okrutny pedofil został więc uznany przez Karola Wojtyłę za wzór dla ofiar jego gwałtów. Po upływie kolejnej dekady, w 2004 roku, Jan Paweł II odprawił w Watykanie uroczystą mszę z okazji 60-lecia kapłaństwa Maciela i podziękował mu za owocną posługę. Dopiero za pontyfikatu Benedykta XVI ruszyło postępowanie wobec Maciela, ale ostatecznie nie poniósł on żadnej kary. Nowy papież nakazał jedynie zbrodniarzowi życie w osamotnieniu i pokucie.
Maciel to jeden z wielu zbrodniarzy w Kościele katolickim, który nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Ale jego historia to zarazem brutalny dowód nieświętości polskiego papieża, który otwarcie wspierał i ukrywał seryjnego pedofila. Stawiając kolejne pomniki Janowi Pawłowi II, plujemy w twarz jego ofiarom.