Jest drogo, ale taniej nie będzie

Tylko w styczniu bieżącego roku ceny żywności wzrosły ponad dwukrotnie szybciej niż w ciągu całego 2020 r.
Nie ma co liczyć na spadek cen żywności i napojów alkoholowych w drugim półroczu 2021 r. – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych w pierwszym półroczu tego roku rosły niespotykanie szybko. Po wzrostach cen w tej kategorii produktów w 2020 r., w okresie styczeń – czerwiec bieżącego roku gwałtownie rosły ceny mięsa drobiowego, warzyw, wody mineralnej lub źródlanej, owoców i wieprzowiny. W drugim półroczu 2021 r. ceny większości produktów żywnościowych nie będą spadały. Wyjątek mogą stanowić owoce i warzywa.
Ewolucja cen żywności i napojów bezalkoholowych w znaczącym stopniu przebiega w rytmie sezonowej produkcji roślinnej (w Polsce to okres od lipca do czerwca następnego roku). Z tego właśnie powodu analiza roku 2021, powinna uwzględniać ewolucję cen w 2020 r. Zmiany cen na rynkach żywności i napojów bezalkoholowych, mierzone tzw. wskaźnikiem ŻiNB (żywność i napoje bezalkoholowe – średnia ważona zmian cen detalicznych 62 grup artykułów spożywczych) przebiegały w 2020 r. w sposób nietypowy. W okresie pomiędzy grudniem 2020 i 2019 wskaźnik ten wzrósł jedynie o 0,8 proc. i jego wysokość była trzykrotnie niższa niż wskaźnik inflacji CPI (czyli wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych).
Tymczasem, w okresie 2005 – 2020 wskaźnik cen żywności i napojów bezalkoholowych tylko cztery razy był niższy od wskaźnika CPI. Długookresowy wskaźnik cen żywności i napojów bezalkoholowych w 2020 r. wyniósł 151,7 a wskaźnik CPI 136,9 (2004 = 100,0). Niemal 15 punktów procentowych różnicy świadczy o tym, że ceny żywności i napojów bezalkoholowych w okresie 2004 – 2020 wyraźnie „nakręcały” inflację – zauważa TEP.
O niewielkim rocznym (grudzień 2020 do grudnia 2019) wzroście wskaźnika cen żywności i napojów bezalkoholowych zadecydował spadek cen detalicznych czterech grup produktów: mięsa wieprzowego (- 11,7 proc.), mięsa drobiowego (- 8,5 proc.), warzyw (- 4,7 proc.) i tłuszczy zwierzęcych (- 0,7 proc.). Równocześnie ze spadkiem cen detalicznych następowały systematyczne obniżki cen płaconych producentom trzody chlewnej i drobiu mięsnego, znacznie wyższe niż obniżki cen detalicznych.
Sytuacja uległa radykalnej zmianie w 2021 roku. W styczniu ceny żywności w ciągu jednego miesiąca wzrosły ponad dwukrotnie szybciej niż w ciągu całego 2020 roku. W pierwszym półroczu 2021 r. wskaźnik cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniósł aż 5,0 proc. . Najwyższy wzrost cen wystąpił w tym okresie w przypadku: mięsa drobiowego (+ 28,8 proc.), a następnie kolejno: warzyw (+ 9,2 proc.), wody mineralnej (+ 8,0 proc.), owoców (+ 7,6 proc.) i wieprzowiny (+ 5,9 proc.). – zwraca uwagę TEP.
Jeśli chodzi o ceny detaliczne owoców, to po ich dużym wzroście w pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, w czerwcu nastąpił ich spadek (aż o 3,7 proc. w porównaniu z majem). Skala spadku cen owoców w kolejnych miesiącach zależeć będzie od możliwości eksportu jabłek do tych państw europejskich, między innymi Francji, Włoch i Hiszpanii, w których zbiory jabłek będą znacznie niższe niż zwykle (w Polsce według prognoz będą bardzo wysokie – 3,6 mln ton).
Styczeń 2021 r. okazał się miesiącem przełomowym na rynkach wieprzowiny i mięsa drobiowego. Po ośmiu miesiącach spadku cen detalicznych wieprzowiny nastąpił w styczniu ich wzrost o 0,9 proc. W czerwcu były o 6 proc. wyższe niż w grudniu, lecz o 3,2 proc. niższe niż w czerwcu 2020 roku. W okresie styczeń – czerwiec, znacznie szybszy (37 proc.) był wzrost cen skupu. Nastąpił więc powrót do opłacalności chowu trzody chlewnej, natomiast zmniejszyły się zyski przemysłu mięsnego i być może również handlu.
Ceny detaliczne mięsa drobiowego po systematycznym spadku od kwietnia 2020 r. wzrosły w styczniu 2021 r. aż o 8,2 proc. w porównaniu z grudniem 2020 roku. Tempo wzrostu cen nieco spadło w następnych miesiącach, ale nadal było bardzo wysokie. W rezultacie ceny detaliczne mięsa drobiowego były w czerwcu 2021 r. aż o 28,8 proc. wyższe niż w grudniu 2020 r. i o 21,1 proc. w porównaniu z czerwcem 2020 roku. Jeszcze szybszy w pierwszym półroczu 2021 r. był wzrost cen skupu (o 33,2 proc.). Zatem – i podobnie jak w przypadku trzody chlewnej – również chów drobiu mięsnego stał się dochodową gałęzią produkcji zwierzęcej mimo że wzrosły również koszty chowu. Ceny pasz, które stanowią około 70 proc. kosztów ogółem, wzrosły bowiem w porównaniu z majem i czerwcem 2020 roku o co najmniej 15 proc..
Prognozując poziom wskaźnika cen w drugim półroczu 2021 r. nie można ograniczyć się do charakterystyki rynków tych produktów, których ceny w pierwszym półroczu wzrosły ponadprzeciętnie. Należy uwzględnić również pozostałe grupy (jest ich 19), objęte przez Główny Urząd Statystyczny badaniem miesięcznych cen produktów żywnościowych. Ze względu na oczekiwany wzrost cen zbóż w drugim półroczu 2021 r. możliwy jest dalszy, stosunkowo wysoki wzrost cen produktów zbożowych – pieczywa, mąki, makaronów. Wprawdzie na północnej półkuli nie skończyły się jeszcze zbiory i nowe ceny dopiero się „ścierają”, ale notowania lipcowe świadczą, że ceny mogą być o kilkanaście procent wyższe niż w poprzednim roku. Nie jest zatem wykluczony wzrost cen produktów zbożowych w drugim półroczu bieżącego roku. Wobec wzrostu o 15 proc. cen skupu mleka w okresie czerwiec 2020 – czerwiec 2021, możliwy jest również „wyrównujący” wzrost cen detalicznych mleka i artykułów mleczarskich.
Poza owocami i warzywami, nie ma prawdopodobnie ani jednej grupy produktów żywnościowych, której ceny detaliczne w drugim półroczu będą niższe niż w pierwszym półroczu tego roku. Sytuacja nie jest do końca jasna, gdyż nie wiadomo, czy wyrównawcze korekty cen skupu drobiu mięsnego, trzody chlewnej oraz będące ich konsekwencją ceny detaliczne wieprzowiny i mięsa drobiu zakończyły się w pierwszym półroczu. Jeśli będą kontynuowane w drugim półroczu, to należy spodziewać się umiarkowanego wzrostu cen miesięcznych, który może spowodować, że ceny w grudniu 2021 r. będą wyższe od czerwcowych o 1,0 – 2,0 punkty procentowe, a roczny wskaźnik (grudzień 2021 – grudzień 2020) osiągnie poziom 106,0 – 107,0.

Rozwojowy początek lata

Produkcja w Polsce rośnie, koniunktura się poprawia, wyniki są lepsze od oczekiwań. Ryzyko związane z koronawirusem może jednak zniweczyć ten optymistyczny scenariusz.
Lepsze od oczekiwań dane o aktywności gospodarczej w maju wskazują na mocne odbicie gospodarcze. Produkcja sprzedana przemysłu (wyrównana sezonowo) wzrosła o 0,8 proc. , kompensując z nawiązką lekki spadek z kwietnia (jedyny w ciągu ostatnich 13 miesięcy). Nic przy tym nie wskazuje, by pogorszyć się miała bardzo dobra koniunktura w przemyśle – zauważa Paweł Durjasz, główny ekonomista PZU.
Czerwcowy wskaźnik koniunktury Markit PMI po raz drugi z rzędu był rekordowo wysoki. W maju po raz trzeci z kolei mocno wzrosła produkcja budowlano – montażowa. Po zimowej zapaści w budownictwie nie ma już śladu.
W nie tak długiej perspektywie powinny zacząć być realizowane inwestycje w ramach „Polskiego Ładu”, a zbliżające się w 2022 roku wybory samorządowe powinny sprzyjać uruchamianiu inwestycji lokalnych – przewiduje Paweł Duriasz. Do tego wyrównana sezonowo sprzedaż detaliczna wzrosła w maju aż o 12,2 proc. w porównaniu z kwietniem, przewyższając wyraźnie skumulowany spadek z poprzednich dwóch miesięcy, związany z „antypandemicznym” zamknięciem części sklepów. To dynamiczne odbicie sprawiło, że sprzedaż detaliczna przewyższyła już o 3 proc. poziom z lutego 2020 roku, a więc sprzed pandemii.
Można oczekiwać, że konsumpcja po „uwolnieniu” usług też mocno wzrosła. Po danych z dwóch miesięcy drugiego kwartału – zakładając brak negatywnych niespodzianek w czerwcu – można oceniać, że dynamika PKB mogła w II kwartale przekroczyć nawet 11 proc. rok do roku, a „odsezonowany” PKB mógł wzrosnąć o ok. 2,5 proc. w porównaniu z I kwartałem – ocenia główny ekonomista PZU.
Zmniejszenie skali zachorowań na Covid-19 i odmrażanie gospodarki sprzyjało także wzrostowi zatrudnienia. W sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się ono w maju o 22 tys. etatów (2,7 proc. r/r), przewyższając nieco prognozy rynkowe. Wzrost liczby ofert zatrudnienia świadczy o solidnym popycie na pracę. Na razie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się jeszcze wyraźnie poniżej poziomów sprzed pandemii. Tempo wzrostu przeciętnej płacy w maju w przedsiębiorstwach (10,1 proc. r/r) było zgodne z oczekiwaniami, a wpływ na tę wysoką dynamikę miała niska baza z ub.r. W całym 2021 roku tempo wzrostu wynagrodzeń może wynieść średnio ok. 7 proc. – szacuje P. Duriasz.
W czerwcu inflacja obniżyła się do 4,4 proc. wobec 4,7 proc. w maju. Ponowny wzrost światowych cen ropy naftowej i związany z tym wzrost cen paliw nie pozwolą zapewne na dalszy spadek inflacji w najbliższych miesiącach. Skok inflacji w 2021 r. jest na razie wynikiem działania czynników podażowych i podwyżek cen administrowanych. Sprzyjają temu „wąskie gardła” w produkcji w warunkach zsynchronizowanego światowego ożywienia w przemyśle. Dochodzą do tego podwyżki cen usług, towarzyszące otwieraniu się tego sektora po trzeciej fali pandemii. Na razie oczekiwania inflacyjne konsumentów są zaskakująco stabilne, podczas gdy firmy zdecydowanie oczekują dalszego wzrostu cen.
Niewykorzystane zasoby siły roboczej powinny jeszcze przez jakiś czas przeciwdziałać rozkręceniu się spirali wzrostu cen i płac. Postpandemiczny wzrost produkcji pozwala zaś zwiększyć produktywność i tym samym przyczynia się krótkookresowo do obniżenia dynamiki kosztów pracy. Powinno to łagodzić presję na wzrost cen. Kierując się tymi przesłankami, Rada Polityki Pieniężnej zapewne poczeka do wiosny 2022 r., kiedy wpływ wstrząsów podażowych z 2021 r. powinien wygasać. Jednak najpóźniej w 2022 roku – po ograniczeniu skupu aktywów – konieczne będzie rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp (choć zważywszy na ich bardzo niski poziom, lepiej pasuje tu słowo „normalizacja”) – wskazuje P. Duriasz. Projekcje samego NBP wskazują na dynamiczny wzrost PKB w perspektywie 2023 r. i utrzymywanie się inflacji w pobliżu górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego.
Czwarta fala Covid-19, wywołana przez wariant Delta, wzbiera już szeroko w Europie, ale fala zgonów podąża za nią na razie tylko tam, gdzie odsetek zaszczepionych jest stosunkowo niski. Widać ją w Rosji, nie widać w Wielkiej Brytanii czy na Cyprze, w Portugalii, Hiszpanii i innych krajach strefy euro. Dzięki szczepieniom ścisły związek pomiędzy wzrostem zakażeń a przeciążeniem służby zdrowia i wzrostem zgonów wydaje się przerwany. Daje to nadzieję na uniknięcie poważniejszych skutków gospodarczych nowej fali zakażeń w kluczowych gospodarkach świata.
W niektórych krajach przywrócono różne środki ostrożności, ale te mniej uciążliwe dla gospodarki. W tych warunkach prognozy wzrostu gospodarczego pozostają bardzo optymistyczne. Zdaniem głównego ekonomisty PZU, odblokowanie odłożonego popytu da silny globalny impuls do wzrostu PKB. Sprzyja temu powszechny wzrost mobilności i odbudowa wskaźników ufności konsumenckiej. Wskaźniki koniunktury gospodarczej pozostają od kilku miesięcy blisko rekordowo wysokich poziomów. Ryzyko związane z nowymi wariantami koronawirusa ciągle jest jednak największym zagrożeniem dla tego optymistycznego scenariusza.
Bieżące dane o aktywności gospodarczej mogą przy tym kreować fałszywy obraz sytuacji – ostrzega P. Duriasz. W strefie euro majowa produkcja przemysłu przetwórczego obniżyła się o 1 proc. (zaważył tu spadek produkcji samochodów), a nowe zamówienia w Niemczech spadły o 3,7 proc. m/m. Nie jest to jednak objaw zamierania ożywienia w przemyśle. Winne są „wąskie gardła” w produkcji, powstające w warunkach mocnego, zsynchronizowanego ożywienia – braki surowców, półproduktów, zakłócenia dostaw, problemy z dostępnością środków transportu itd. Przy dużej skali zakumulowanych już przez firmy zamówień, prawdziwym problemem jest obecnie redukcja zaległości produkcyjnych, a nie pozyskiwanie nowych zleceń. Problemy z „wąskimi gardłami” będą z czasem rozwiązywane, a produkcja w przetwórstwie przemysłowym pozostanie w tej sytuacji wsparciem dla ożywienia gospodarczego w dalszej części tego roku.
Wychodzeniu z wiosennej fali pandemii towarzyszy silny wzrost cen, wywołany właśnie przez „wąskie gardła” w produkcji i transporcie oraz podwyżki cen w usługach. Inflacja bazowa sięgnęła najwyższego poziomu od 1991 r. (4,5 proc. r/r), ale w strefie euro czerwcowy wskaźnik inflacji wyniósł zaledwie 0,9 proc. r/r. Jak wskazuje P. Duriasz, w strefie euro problemem jest zatem zbyt niska inflacja. Osiągnięcia celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego (zmodyfikowanego w czerwcu do 2 proc.) nie oczekuje się przed 2024 r. EBC prognozuje w 2023 r. inflację na poziomie 1,4 proc. Trudno zatem spodziewać się podwyżek stóp procentowych w strefie euro w najbliższych latach, ale ograniczenia skupu aktywów, już tak.

Powoli idzie ku lepszemu?

Zanim w Polskę uderzy jesienna fala pandemii koronawirusa, mamy jeszcze parę miesięcy na dalsze wychodzenie z kryzysu.
W maju poprawiła się koniunktura gospodarcza. Jak wskazuje Główny Urząd Statystyczny, jej wskaźniki są generalnie na wyższym poziomie niż przed miesiącem, choć nadal poniżej średniej długookresowej. Jak zwykle, najbardziej pesymistycznie oceniają koniunkturę firmy z branży hotelarskiej i gastronomicznej (wskaźnik minus 20,2), choć dużo lepiej, niż jeszcze w kwietniu. Najwyższe oceny formułują przedsiębiorstwa informacyjne i komunikacyjne (plus 13).
GUS-owski wskaźnik ogólnego klimaty koniunktury stanowi średnią arytmetyczną z odpowiedzi na pytania z ankiety miesięcznej, które dotyczą bieżącej i przewidywanej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstwa. Wskaźnik ma widełki od minus 100 do plus 100, przy czym wartości poniżej zera są oceniane jako negatywne (wskazujące na gorszą koniunkturę). Wskaźnik zero oznacza sytuację, gdy koniunktura nie zmienia się.
W naszym przemyśle wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtuje się na poziomie minus 0,3. Przed miesiącem było to aż minus 4,0. Poprawę koniunktury sygnalizuje 14,1 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 14,4 proc. Jest więc lekka przewaga pesymistów, ale w kwietniu była większa, bo wskaźniki te wtedy wynosiły odpowiednio 13,6 proc. i 17,6 proc. Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.
Oceny dotyczące wielkości zamówień i produkcji utrzymują się na dotychczasowym poziomie, a przewidywania są tu korzystne. Bieżąca sytuacja finansowa oceniana jest lepiej niż w kwietniu. Opóźnienia płatności za sprzedane produkty wprawdzie rosną, ale podobnie jak w kwietniu, bez przyśpieszenia. Niedobór zapasów jest niewielki, firmy planują lekki wzrost zatrudnienia. Dyrektorzy przewidują wyższe ceny wyrobów przemysłowych.
9,8 proc. przedsiębiorców przemysłowych nie odczuwa żadnych barier w prowadzeniu działalności. Przed rokiem – tylko 6,1 proc. Ci, którzy zaś widzą bariery najczęściej wskazują tradycyjnie na koszty zatrudnienia, a także na niedobory wykwalifikowanych pracowników, surowców, materiałów i półfabrykatów. Znika zaś stopniowo bariera niedostatecznego popytu na rynku krajowym i zagranicznym.
W budownictwie majowy wskaźnik koniunktury wyniósł minus 8,4 (przed miesiącem minus 13,7). Poprawę koniunktury sygnalizuje 11,4 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 19,8 proc. Tu także optymistów jest mniej, ale w w kwietniu było gorzej, bo odpowiednio 10 proc. i 23,7 proc. Dla reszty jest bez zmian. Oceny i prognozy również są lepsze od kwietniowych, spadły opóźnienia płatności za wykonane roboty budowlane, a ceny, ku zadowoleniu budowlańców, mogą rosnąć szybciej niż w kwietniu. Idzie więc ku dobremu, ale odsetek przedsiębiorców nie odczuwających żadnych barier w prowadzeniu bieżącej działalności budowlanej jest niski i wynosi tylko 6,4 proc. Firmy budowlane też narzekają na koszty zatrudnienia i materiałów – a także, choć już rzadziej, na niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.
W branży transportowej i magazynowej oraz w handlu hurtowym są podobne tendencje. Majowy wskaźnik koniunktury handlu kształtuje się na poziomie plus 4,4 (tylko plus 1,3 w kwietniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 15,5 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 11,1 proc. W kwietniu było to odpowiednio 14,7 proc. i 13,4 proc. Oceny sprzedaży są pozytywne, zbliżone do zgłaszanych w kwietniu, tak jak i przewidywania (wobec niekorzystnych sprzed miesiąca), natomiast nieznaczny pesymizm panuje w diagnozowaniu sytuacji finansowej.
Stan zapasów towarów jest uznawany przez przedsiębiorców za nadmierny, ale zapowiadany jest wzrost zamówień u dostawców, a zatrudnienie w handlu może się nieznacznie zwiększyć, podobnie jak ceny. Przedsiębiorstwa zgłaszające bariery najczęściej wskazują na trudności związane z niepewnością ogólnej sytuacji gospodarczej i na niedostateczny popyt.
Nieco gorsze nastroje są w handlu detalicznym. W maju wskaźnik klimatu koniunktury wyniósł minus 0,4, ale w kwietniu było to aż minus 8,3. Tym niemniej, warto zwrócić uwagę, że po raz pierwszy od listopada 2019 r. prognozy sprzedaży są pozytywne. Przewidywania dotyczące sytuacji finansowej, choć nadal pesymistyczne, są zaś najlepsze od początku 2020 r.
Ciekawe, że w handlu detalicznym szybko przybywa narzekań na multum niejasnych, niespójnych i niestabilnych przepisów prawnych, które stają się coraz poważniejszą barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej. To ewidentna „zasługa” rządu Prawa i Sprawiedliwości.
Branżą zdecydowanie najbardziej pozytywnie nastawioną do rzeczywistości jest, jak wspomniano, informacja i komunikacja. Tu wskaźnik koniunktury sięgnął poziomu plus 13,0 (plus 11,7 było w kwietniu). Poprawę koniunktury odnotowuje 21,1 proc. badanych firm z tego sektora, a pogorszenie 8,1 proc. (przed miesiącem było to odpowiednio 20,7 proc. i 9 proc.) . Pozostałe przedsiębiorstwa nie widzą zmian w sytuacji. Popyt i sprzedaż oceniane są tu pozytywnie, lepiej niż przed miesiącem. Diagnozy sytuacji finansowej są także korzystne i lepsze od formułowanych w ubiegłym miesiącu, prognozowane jest lekkie zwiększenie zatrudnienia i niewielki wzrost cen.
Tylko nieco mniej pozytywny ogląd polskiej rzeczywistości ma branża finansowa i ubezpieczeniowa, gdzie w maju wskaźnik koniunktury wyniósł plus 5,6.
Na drugim biegunie jak zwykle sytuuje się hotelarstwo i gastronomia, ale i tu jest poprawa. Czeka nas letni spadek zakażeń, lecz wyjazdy zagraniczne będą raczej nadal utrudnione, co sprzyja turystyce krajowej. W związku z tym, majowy wskaźnik koniunktury wzrósł i kształtuje się na poziomie minus 12,9 (minus 39,2 w kwietniu). Poprawę koniunktury odnotowuje 21,9 proc. firm, a pogorszenie 34,7 proc., jednak przed miesiącem było to 8,0 proc. i 47,3 proc. Popyt, sprzedaż oraz sytuacja finansowa oceniane są mniej pesymistycznie niż przed miesiącem, a przewidywania się poprawiają.
Dla całej polskiej gospodarki syntetyczny wskaźnik koniunktury gospodarczej opracowany przez GUS wynosi w maju 99,5, podczas gdy w kwietniu wyniósł tylko 95,5. Jest on inny, niż prezentowane wcześniej wskaźniki branżowe i nie bardzo da się zrozumieć, co konkretnie z niego wynika. W każdym razie, im jest wyższy, tym lepiej, a gdy przekracza 100, to znaczy, że jest jeszcze lepiej, bo powyżej średniej długookresowej.
Teraz, jak widać, jest nieco poniżej tej średniej długookresowej – ale zanim w Polskę uderzy jesienna fala pandemii koronawirusa, mamy jeszcze parę miesięcy na dalsze nadrabianie opóźnień.

Gospodarka 48 godzin

Rząd kręci kołami
Rząd PiS, w natłoku ważnych spraw państwowych, znalazł też czas, aby zająć się uregulowaniem statusu kół gospodyń wiejskich, tworu dotychczas dosyć niezależnego i mało podlegającego organom władzy. To się zmienia w ostatnich latach. W 2018 r. rząd PiS zdecydował, że osobowość prawną uzyskają tylko koła wpisane do Krajowego Rejestru Kół Gospodyń Wiejskich. Taki wpis, jak wskazuje rząd, daje możliwość samodzielnego działania we wszystkich relacjach prawnych. Teraz Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o kołach gospodyń wiejskich, mający, wedle rządowego komunikatu, zapewnić „kompleksową regulację kwestii związanych z tworzeniem, organizacją i funkcjonowaniem kół gospodyń wiejskich”. Zmienią się m.in. przepisy określające przekazywanie pomocy finansowej kołom gospodyń wiejskich. Należy domniemywać, że na taką pomoc będą mogły liczyć zwłaszcza te koła, które przestrzegają tzw. wartości, uznanych za szczególnie cenne przez prominentów PiS. Teraz decyzje o wpisie danego koła do rejestru oraz decyzje dotyczące przyznania pomocy wydawać będzie kierownik biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, czyli funkcjonariusz PiS-owskiej administracji rządowej. Obecnie w Polsce funkcjonuje prawie 10 tys. kół gospodyń wiejskich.

Hulaj dusza
20 maja 2021 r. weszły w życie nowe przepisy ustawy o ruchu drogowym, regulujące zasady korzystania z hulajnóg elektrycznych na drogach. Kierujący hulajnogą elektryczną korzystając z drogi dla rowerów i pieszych zobowiązany teraz będzie nie tylko zachować szczególną ostrożność, ale i ustępować pierwszeństwa pieszemu. Według nowych przepisów, hulajnogista elektryczny jest też zobowiązany (co do zasady, od której są wyjątki), korzystać z drogi dla rowerów, ścieżki pieszo-rowerowej lub pasa ruchu dla rowerów z maksymalną prędkością 20 km/h. Powinien mieć również co najmniej 10 lat, zaś osoba poniżej tego wieku może kierować hulajnogą elektryczną wyłącznie w „strefie zamieszkania” i pod opieką osoby dorosłej.

Statystyczny wzrost
Jak podał Główny Urząd Statystyczny, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu tego roku wyniosło 5805,72 zł brutto. Oznacza to, że było wyższe o 9,9 proc. niż rok temu. Tak duży przyrost to przede wszystkim wynik niskiej bazy z 2020 r., kiedy to płace spadały w porównaniu z 2019 r.. Pamiętać też trzeba, że sektor przedsiębiorstw badany przez GUS obejmuje tylko firmy, w których zatrudnienie jest wyższe niż 9 osób. W takich firmach zarabia się lepiej, niż w bardzo licznych w polskiej gospodarce firmach małych, zatrudniających poniżej 9 osób. W rzeczywistości więc, zarobki wynoszące wspomniane 5805,72 zł brutto lub więcej otrzymuje najwyżej jedna czwarta zatrudnionych w Polsce. Pozostali zarabiają gorzej. Pamiętać też trzeba, że ta kwota na rękę jest znacznie niższa: tylko 4181 zł.

Cieplej czyli lepiej
Zbliża się lato, więc w narodzie tradycyjnie rośnie optymizm. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł w maju o 7,9 punktu proc. To wzrost zbliżony do ubiegłorocznego z tego samego okresu. Wyniki jesienne pokażą, czy można liczyć na trwałość poprawy koniunktury w Polsce.

Czy przyjdzie lekka odwilż?

W Polsce na COVID-19 umiera najwięcej ludzi w Europie, ale w gospodarce widać poprawę nastrojów.
Barometr koniunktury na drugi kwartał bieżącego roku, opracowany przez Europejski Fundusz Leasingowy wskazuje na wyraźną poprawę nastrojów wśród przedstawicieli małych i średnich przedsiębiorstw. Główny indeks koniunktury wyniósł 52,8 pkt., o 3,5 pkt. więcej niż na początku tego roku. Jest to syntetyczny wskaźnik informujący o skłonności tych firm do wzrostu i rozwoju.
Wartość powyżej progu ograniczonego rozwoju wynoszącego 50 pkt. oznacza, że w odczuciu przedsiębiorców sytuacja w kontekście prowadzenia działalności gospodarczej w najbliższych miesiącach ulegnie poprawie.
Eksperci EFL zwracają uwagę, że jest to najwyższy wskaźnik nastrojów liczony od wybuchu pandemii COVID-19 w ubiegłym roku. Ostatni raz, lepsze nastroje były dwa lata temu, przed pandemią – w II kwartale 2019 r. (54,5 pkt.). Ten optymizm przedsiębiorców może nieco zaskakiwać, gdy weźmie się pod uwagę, że w Polsce codziennie na COVID-19 umiera najwięcej ludzi w Europie. – W dotychczasowych pomiarach, w normalnym, pozapandemicznym czasie, co roku pomiędzy I a II kwartałem nastroje wśród MŚP wyraźnie się poprawiały o kilka punktów. Bardzo liczyliśmy na podobny obraz również w tym roku i stało się to faktem. Optymizmem napawa także to, że został przekroczony próg ograniczonego rozwoju, który wskazuje, że firmy widzą światełko w tunelu rozwojowym i inwestycyjnym. Ale czy poprawa nastrojów to tylko jednorazowy wynik czy długofalowy proces, przekonamy się po dwóch – trzech kolejnych pomiarach – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.
Ów próg ograniczonego rozwoju małych i średnich firm, który wynosi co najmniej 50 pkt. stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców, dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują właśnie sprzyjające warunki do rozwoju tego sektora, natomiast wynik niższy oznacza oczywiście, że warunki te są niekorzystne. Poziom 52,8 pkt. osiągnięty w II kwartale 2021 r. wyraźnie wskazuje, iż mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.
Analizując dane z poprzednich czterech pomiarów widać, że ostatni rok to stagnacja zwłaszcza pod względem inwestycji. Odsetek firm planujących ich wzrost utrzymywał się poniżej 10 proc., aczkolwiek równie niski był odsetek MŚP przewidujących spadek inwestycji.
W drugim kwartale bieżącego roku sytuacja pod tym względem uległa znacznej poprawie. Można zaobserwować wręcz skokowy wzrost planowanych inwestycji w małych i średnich przedsiębiorstwach, z 5,3 proc. do aż 25 proc. Z drugiej strony należy zwrócić uwagę, że istotnie zwiększyła się również grupa przedsiębiorstw wieszczących spadek inwestycji – z 8,5 proc. do 18 proc. – Taka polaryzacja opinii może wskazywać na diametralnie różne sytuacje, w jakich znalazły się poszczególne firmy. O inwestycjach nie ma mowy w sektorze hotelarsko – restauracyjno – cateringowym, który wciąż jest w większości zamknięty. Zdecydowanie bardziej skore do inwestowania są przedsiębiorstwa produkcyjne czy transportowe. To zróżnicowanie nastrojów utrzyma się jeszcze kilkanaście miesięcy, a może nawet, w przypadku wybranych branż, dwa – trzy lata – dodaje prezes EFL.
Wciąż rośnie też odsetek firm przewidujących wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (kredyty). W najnowszym pomiarze jedna na cztery firmy zakłada wyższe zapotrzebowanie na pożyczki i kredyty (26 proc., natomiast w I kwartale 2021 r. było to 22,5 proc.). Może to świadczyć o tym, że potrzeby finansowe mikro, małych i średnich firm się zwiększają wraz z perspektywą dalszego trwania restrykcji związanych z pandemią. Jednak w przypadku firm, które myślą o inwestycjach, dodatkowe fundusze najpewniej przyczynią się do realizacji ich planów rozwojowych.
Coraz lepsze wyniki obserwuje się też jeśli chodzi o przewidywaną płynność finansową. Co piąty przedsiębiorca liczy na jej poprawę. To wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem o 4,7 punktów procentowych. – To najlepszy wynik od wybuchu pandemii COVID-19 w Polsce. Ten wskaźnik, obok przekroczenia progu ograniczonego rozwoju, może wskazywać, że idzie odwilż. I z taką nadzieją poczekamy na kolejny pomiar – uważa prezes Radosław Woźniak.
Natomiast w przypadku prognoz dotyczących sprzedaży nie widać niestety znaczących zmian w porównaniu do poprzednich pomiarów. Obecnie tylko 21 proc. firm liczy na wzrost zamówień (w I kwartale bieżącego roku i w IV kwartale 2020 r. również było to po 21 proc.).

Rządy PiS drenują kieszenie Polaków

Wywóz śmieci jest o ponad połowę droższy niż przed rokiem, ceny usług bankowych są o prawie 43 proc. wyższe, opieka społeczna zdrożała o 12,4 proc. Tę listę ciągnąć można długo, a tempo wzrostu cen przyśpiesza z roku na rok.
Główny Urząd Statystyczny zaprezentował dane o inflacji w sierpniu 2020. W miesiącu tym ceny okazały się przeciętnie o 0,1 proc. niższe w lipcu i jednocześnie wyższe niż przed rokiem o 2,9 proc. (w lipcu ten wzrost wynosił 3,0 proc.).
Ceny towarów okazały się o 0,3 proc. niższe niż w ubiegłym miesiącu i były o 1,5 proc. wyższe niż w sierpniu przed rokiem. Natomiast w przypadku usług ceny w sierpniu wzrosły o 0,2 proc., zaś w skali roku zwiększyły się aż o 6,6 proc.
Generalnie, ceny w sierpniu 2020 tak w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym okazały się zbliżone do prognozowanych wcześniej oraz publikowanych jako wstępny szacunek inflacji w sierpniu. Szczególnie zwracają uwagę głębsze sezonowe spadki cen żywności, odzieży i obuwia, a także obserwowane w grupie rekreacja i kultura – wskazuje raport Krajowej Izby Gospodarczej
Jak wynika z szczegółowej analizy przygotowanej przez KIG, wzrosty cen w obszarze usług, to połączenie wprowadzania nowych cenników po otwarciu części działalności, uwzględniające konieczność sprostania dodatkowym kosztom (choćby związanym z wymaganiami sanitarnymi) – ale również próba choć częściowego odrobienia strat z okresu zamknięcia. W usługach wciąż też odczuwalny jest efekt wzrostu płacy minimalnej z początku roku (w większości usług udział kosztu pracownika w ogółach kosztów jest znaczący).
W ujęciu miesięcznym najbardziej odczuwalny był wzrost cen w transporcie (o 1,9 proc od lipca 2020). Rosły też ceny w grupach: użytkowanie mieszkania (0,3 proc.), restauracje i hotele (0,2 proc.), łączność (0,2 proc.), zdrowie (0,2 proc.), edukacja (0,1 proc.). W przypadku alkoholu i tytoniu oraz innych towarów i usług ceny w sierpniu pozostały na tym samym poziomie co miesiąc wcześniej.
Spadki cen miały miejsce w grupach: odzież i obuwie (minus 1,5 proc.), żywność i napoje bezalkoholowe (- 1,1 proc.) oraz rekreacja i kultura (- 0,4 proc.). We wszystkich trzech przypadkach spadki miały charakter typowo sezonowy. Do tego taniały też artykuły z grupy wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (- 0,3 proc.).
Inaczej już wygląda porównanie z sierpniem 2019 r. Istotnie wyższe niż przed rokiem były ceny towarów oraz usługi w następujących grupach: użytkowanie mieszkania (7,2 proc.), edukacja (5,8 proc.), restauracje i hotele (5,7 proc.), zdrowie (5,4 proc.), alkohol i tytoń (4,8 proc.), inne towary i usługi (4,4 proc.), łączność (3,4 proc.).
Umiarkowany wzrost zanotowano w grupach: żywność i napoje bezalkoholowe (3,0 proc.), rekreacja i kultura (2,2 proc.), wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (0,9 proc.). Skalę inflacji spłycały zaś spadki cen w grupach transport ( – 7,1 proc.) oraz odzież i obuwie ( – 1,9 proc.).
Spośród towarów i usług, które szczególnie mocno podrożały od ubiegłego roku, wypada wymienić: wywóz śmieci (aż 50,5 proc.), usługi finansowe (42,9 proc.), owoce (18,5 proc.).
Wzrost cen ma też swoje źródła w zmianach notowanych w innych grupach towarów i usług. Wystarczy wspomnieć kategorię zdrowie, gdzie największe wzrosty odnotowano w grupie usługi lekarskie (o 9,3 proc.) i stomatologiczne (14,5 proc.), albo rekreację i kulturę, gdzie przykładowo w ujęciu rocznym ceny usług związanych z rekreacją i sportem wrosły o 6,5 proc., a turystyka zorganizowana w kraju o 6,6 proc. Sporo drożały też usługi fryzjerskie: o 13,5 proc., czy opieka społeczna (12,4 proc.).
Kolejne miesiące roku powinny przynieść nieznaczny wzrost rocznego wskaźnika inflacji, do około 3,3 proc. − 3,4 proc., a później wyraźniejszy jego spadek w grudniu do około 2,8 proc.
Średnioroczny wskaźnik inflacji w roku 2020 wyniesie około 3,5 proc. – wobec 2,3 proc. z roku 2019 i 1,7 proc. z roku 2018.
Czynnikami ryzyka są tu kurs walutowy (w sytuacji silnego osłabienia się złotego inflacja może wzrosnąć, umocnienie złotego zaś może zbijać inflację), sytuacja na rynkach surowców (obecnie inflację coraz słabiej zbijają niskie ceny paliw) – ale również skala recesji spowodowanej wpływem na gospodarkę koronawirusa wraz z mogącymi nastąpić silnymi zmianami w strukturze popytu, tak konsumentów jak i klientów biznesowych oraz instytucjonalnych.

Jest ryzyko, jest zabawa?

Epidemia koronawirusa to czynnik mogący przyczyniać się do rozruchów społecznych.
Jakie kraje są najbardziej podatne na niepokoje w następstwie Covid-19? Jak można się spodziewać, wszystkie rozwinięte gospodarki znajdują się wśród 35 krajów o najniższym ryzyku społecznym. Pierwsze miejsca zajmują zdyscyplinowani i doceniający dobro społeczne Skandynawowie: Dania, przed Finlandią i Szwecją. Niemcy są 5, USA – 23, a Włochy (gdzie poziom egoizmu indywidualnego i grupowego jest chyba znacznie wyższy) – dopiero na 30.
W gospodarkach wschodzących sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W Europie najbardziej podatna na niepokoje społeczne jest Turcja, a na Bliskim Wschodzie – Iran. Najwyższe ryzyko społeczne panuje obecnie w Ameryce Łacińskiej i Afryce, gdzie prawie wszystkie kraju otrzymały bardzo niski tzw. wskaźnik IRS. Ten wskaźnik opracowuje Euler Hermes, światowa firma zajmująca się ubezieczaniem należności. Indeks ryzyka społecznego (IRS) wskazuje, które kraje są podatne na niezadowolenie społeczne, demonstracje i protesty, mające wpływ na kierunek polityczny i politykę danego kraju oraz jego przedsiębiorstw,
Z indeksu wynika,.że w 2021 r. możemy spodziewać się umiarkowanego wzmocnienia ryzyka społecznego w Zjednoczonym Królestwie, w Stanach Zjednoczonych i Belgii oraz wysokiego wzrostu tego ryzyka w Ameryce Łacińskiej, niektórych krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie.
Wskaźnik IRS klasyfikuje kraje w skali od 0 (najwyższe ryzyko społeczne) do 100 (najniższe ryzyko). Zdefiniowany został w oparciu o 12 wskaźników, obejmujących m.in. wzrost realnego PKB per capita, aktywność zawodową ludności w wieku produkcyjnym, nierówności w dochodach, wydatki publiczne na cele społeczne czy zaufanie do rządzących.
W grupie krajów wysoko rozwiniętych oprócz Włochów najgorzej wypada Grecja (35. miejsce – 61,4 pkt. ). Pomimo swojego rankingu wynik Grecji odzwierciedla poprawę o +6,2 proc. w stosunku do sytuacji obserwowanej pięć lat wcześniej, kiedy kraj znajdował się w samym środku kryzysu związanego z długiem państwowym.
W europejskich krajach rozwijających się ryzyko społeczne jest umiarkowane: IRS wynosi powyżej 50 pkt. W azjatyckich krajach rozwijających się – poniżej 50, w tym dla Chin 49,3. Często kraje te mają niekorzystne warunki zatrudnienia i dochodów, oraz słabe postrzeganie instytucji publicznych. Sugeruje to na znaczącą podatność na systemowe niepokoje społeczne w przyszłości.

Epidemia Covid-19 stanowi dodatkowe źródło ryzyka społecznego w 2020 i 2021 r. Jednak już 2019 był rokiem jego wzrostu. Euler Hermes nie podaje niestety, jaki jest wskaźnik ryzyka społecznego dla Polski.

Przemysł słabnie gospodarka kwitnie

Wskaźniki koniunktury się pogarszają, ale tempo polskiego rozwoju należy do najszybszych w Europie. Jak widać oceny to jedno, a rzeczywistość drugie.

W 2019 r. wskaźnik MI, prezentujący kondycję polskiego sektora przemysłowego, (oparty na opiniach kadry kierowniczej ponad 200 przedsiębiorstw przemysłowych) był najniższy od kryzysu na światowych rynkach finansowych w latach 2008-2009.
Od początku roku przedsiębiorcy sygnalizowali problemy z nowymi zamówieniami, szczególnie tymi płynącymi z rynków zagranicznych. To nie dziwi patrząc na kondycję gospodarek naszych głównych partnerów handlowych. Grudzień 2019 r. był 17-tym miesiącem z rzędu spadku zamówień od klientów z zagranicy.
W ostatnich miesiącach 2019 r. menedżerowie wskazywali jednak także na osłabienie popytu na polskim rynku, co zaskakuje ze względu na rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych w wyniku wzrostu wynagrodzeń (o 6,7 proc. w ciągu 11 miesięcy), a także zwiększonych transferów socjalnych (dodatkowa emerytura, 500+ na każde dziecko) i obniżenia pierwszej stawki PIT do 17 proc.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, słabnące zamówienia przekładały się na spadki liczby nowych miejsc pracy. A rosnące koszty osłabiały standing finansowy firm przemysłowych. Wpływało to także na zmniejszenie zakupów przedsiębiorstw.
Prognozy dotyczące przyszłej produkcji były w końcu 2019 r. dosyć pesymistyczne – listopadowy i grudniowy odczyt wskaźnika przyszłej produkcji były jednymi z najsłabszych w 21-letniej historii badań PMI. To musi niepokoić z perspektywy 2020 r. Powodów do niepokoju jest znacznie więcej. Co prawda USA i Chiny jeszcze w styczniu mają podpisać pierwszą część porozumienia handlowego, które powinno wprowadzić większą przewidywalność na rynkach finansowych, i generalnie w gospodarce światowej. Jednak doświadczenia ostatnich dwóch lat każą ostrożnie podchodzić do finału porządkowania relacji między tymi dwiema największymi gospodarkami. Wiemy także, że z końcem stycznia Wlk. Brytania wyjdzie z Unii Europejskie. Nie wiemy jednak na jakich ostatecznie warunkach się to odbędzie, co ma ogromne znaczenie dla biznesu. Warto przypomnieć, że Wlk. Brytania to trzeci rynek dla polskich eksporterów, lokujemy tam około 6 proc. polskiego eksportu. W tych dwóch obszarach biznes wie zatem już nieco więcej, ale daleko jeszcze do stabilizacji.
Natomiast na własnym podwórku przedsiębiorstwa mają znacznie większy, bo już pewny, ból głowy. Chociażby koszty związane z wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych w średnich firmach (od 1 stycznia) i małych firmach (od 1 lipca), drastyczny wzrost kosztów energii elektrycznej, wzrost kosztów paliwa w wyniku wzrostu opłaty paliwowej. Do tego dochodzi ciągła niepewność regulacyjna, polityczna i obawy związane z praworządnością, co z perspektywy biznesu ma ogromne znacznie.
Trudno się dziwić, że w pogarszającym się otoczeniu kadra kierownicza przedsiębiorstw przemysłowych coraz wyraźniej prezentuje swoje obawy. Zobaczymy to w słabości inwestycji firm, co odbije się silnie na dynamice wzrostu gospodarczego w 2020 r.
I co znacznie ważniejsze, na zdolności polskich przedsiębiorstw do konkurowania tak na rynkach zewnętrznych, jak i na naszym własnym rynku.

Rządy PiS wpędzają Polaków w biedę

Panowanie Prawa i Sprawiedliwości doprowadziło nie tylko do tego, że w Polsce wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Spowodowało także i to, że generalnie biedniejemy.

W listopadzie 2019 r. wskaźnik dobrobytu, odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa, spadł o 0,5 pkt. – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Warto zauważyć, że spadek tego wskaźnika nastąpił po jego minimalnej poprawie w ubiegłym miesiącu. BIEC ocenia jednak, że jego niewielka poprawa w październiku była zdarzeniem jednorazowym i obecnie wskaźnik powrócił do tendencji spadkowej.
A ta tendencja spadkowa jest niestety trwała – i zaczęła uszczuplać dochody Polaków wkrótce po tym, jak PiS zaczął wprowadzać w życie swoje kolejne pomysły na rosnące wydatki państwa, czyli od 2016 r. Najwyższy historycznie – 112,4 pkt – wskaźnik dobrobytu był na przełomie 2008 i 2009 r, tuż przedtem, jak kryzys finansowy zawitał do Polski. Obecnie wynosi on 101,8 pkt/
Znaczący spadek wskaźnika dobrobytu – o 0,8 pkt – nastąpił w sierpniu ubiegłego roku – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Był to największy jednorazowy spadek od blisko dwóch lat.
Są trzy główne przyczyny tego, że Polacy stają się generalnie coraz biedniejsi: coraz wolniej rosnące wynagrodzenia, słabszy przyrost zatrudnienia oraz wyższa inflacja.
BIEC nie jest żadną państwową placówką badawczą, lecz firmą prywatną świadczącą usługi w zakresie analiz makroekonomicznych. Dlatego badania BIEC są traktowane lekceważąco przez rządzących – i pomijane w oficjalnej propagandzie sukcesu. Ale sami rządzący doskonale wiedzą, że pospolitość skrzeczy i dobrobyt Polaków spada, co coraz więcej z nas coraz dotkliwiej odczuwa w swym portfelu.
Do spadku wskaźnika dobrobytu przyczyniły się problemy przedsiębiorców ze znalezieniem pracowników.Jak wskazuje BIEC, pracodawcy na próżno poszukują pracowników, oferując wyższe wynagrodzenia – ale w obecnej sytuacji gospodarczej na dalszy wzrost kosztów zatrudnienia już ich nie stać. W efekcie niedopasowań popytu na pracę do podaży, cena pracy wzrasta, a wydajność pracy w firmach spada.
Można krytykować przedsiębiorców, że nie podnoszą płac w takim tempie, jak oczekują tego zatrudnieni. Jednak pracodawcy funkcjonują stosownie do warunków, jakie tworzy rząd. A te, jak widać, są coraz bardziej niedogodne dla prowadzenia działalności gospodarczej.
Liderzy Prawa i Sprawiedliwości, którzy konsekwentnie wdrażają metody działania stosowane „za komuny” w czasie ówczesnej propagandy sukcesu, tak samo jak PRL-owskie rządy chwalą się rozwojem gospodarki, która jakoby coraz bardziej zbliża się do światowych potęg.
Tyle, że celem gospodarki nie jest jej rozwój, lecz dobrobyt obywateli – który niestety stopniowo obniża się w czasie „dobrej zmiany.

Czeka nas trudny rok

Polityka gospodarcza rządu PiS w połączeniu z pogorszeniem koniunktury w Europie spowoduje wyraźny spadek tempa wzrostu w Polsce. Ale to już będzie po wyborach.

We wrześniu 2019 r. wskaźnik PMI (pokazujący aktywność gospodarczą w sektorze produkcyjnym) wyniósł 47,8. W lipcu br. był jeszcze niższy (47,4). To najsłabsze oceny kondycji polskiego przemysłu od niemal sześciu lat.
Przemysł, w opinii kadry kierowniczej firm produkcyjnych w Polsce, znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji. Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, problemem są bardzo szybko spadające zamówienia, tak z zagranicy, co nie jest nowością, jak także i z Polski. Rośnie poziom zapasów wyrobów gotowych.
Produkcja jeszcze jakoś sobie radzi, bo firmy likwidują zaległości. Za chwilę to się jednak skończy, gdyż stare zamówienia zostaną zrealizowane. Dlatego przedsiębiorstwa obniżają poziom zapasów środków produkcji. Nie chcą zamrażać kapitału, aby nie zmniejszać swojej płynności finansowej, gdy przed nimi znacznie gorszy okres. Nieznacznie, ale jednak spadło także zatrudnienie.
Jednocześnie ciągle rosną koszty pracy, koszty energii oraz podatki i opłaty (dane Głównego Urzędu Statystycznego). Trudno się dziwić, że ta sytuacja przekłada się na wzrost konkurencji na rynku. A stąd blisko do zatorów płatniczych, kłopotów z wypłacalnością i wzrostu liczby upadłości.

Nowi sobie poradzą?

Jak mówią rządzący politycy, jeśli przedsiębiorcy sobie nie radzą, to powinni zrezygnować z prowadzenia działalności gospodarczej. Na ich miejsce przyjdą nowe przedsiębiorcze elity, które sobie poradzą.
Spadek nowych zamówień eksportowych wynika z wyraźnie słabnącego przemysłu u naszych głównych partnerów handlowych. W krajach strefy euro, gdzie lokujemy prawie 60 proc. naszego eksportu towarów, wskaźnik PMI spadł kolejny miesiąc z rzędu, do poziomu 45,7.
Spoza strefy euro, w Czechach, u naszego drugiego co do wielkości partnera handlowego, wskaźnik PMI wyniósł we wrześniu 44,9. W Rosji (siódmy partner handlowy) PMI był na poziomie 46,3. Jak widać wszędzie przemysł ma kłopoty.
Ale polski przemysł to przecież nie tylko eksport. Mamy duży rynek, rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych w wyniku rosnących płac i ciągłego zwiększania transferów społecznych (tzw. 13 emerytura, 500 + na pierwsze dziecko).
To oznacza ciągle silny popyt – spożycie indywidualne wzrosło w pierwszych 6. miesiącach br. o 4,1 proc. r/r. Sprzedaż detaliczna w okresie styczeń-sierpień 2019 r. wzrosła o 5,9 proc. A jednak przemysł obawia się przyszłości.

Kłopoty przyjdą w kolejnych latach

Prognozy na najbliższe 12 miesięcy są najsłabsze od 2012 r. (czyli od początku wprowadzenia do wskaźnika PMI komponentu dotyczącego oceny przyszłości). A prognozy te były przedstawiane jeszcze przed decyzjami o wzroście wynagrodzenia minimalnego w 2020 r. do poziomu 2600 zł (z 2250 zł w 2019 r.), a w kolejnym roku do 3 tys., aby w 2024 r. osiągnąć poziom 4 tys. Były one przedstawiane przed przyjęciem projektu budżetu państwa na 2020 r. przez rząd, w którym zaplanowane jest zniesienie limitu 30-krotności dla składek na ubezpieczenia społeczne, a także przed informacją o szacowaniu składek przedsiębiorców na ubezpieczenia społeczne na poziomie uzyskanego dochodu.
Wszystko to podnosi koszty działalności przedsiębiorstw. Do tego dochodzą pracownicze plany kapitałowe, które od przyszłego roku obejmą średnie, małe i mikro firmy.
Osłabienie koniunktury gospodarczej w Europie w połączeniu z rosnącymi obciążeniami nakładanymi na przedsiębiorstwa w Polsce, będzie prowadzić do problemów, które zmaterializują się w 2020 r. zdecydowanie niższym wzrostem gospodarczym.