Rządy PiS wpędzają Polaków w biedę

Panowanie Prawa i Sprawiedliwości doprowadziło nie tylko do tego, że w Polsce wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Spowodowało także i to, że generalnie biedniejemy.

W listopadzie 2019 r. wskaźnik dobrobytu, odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa, spadł o 0,5 pkt. – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Warto zauważyć, że spadek tego wskaźnika nastąpił po jego minimalnej poprawie w ubiegłym miesiącu. BIEC ocenia jednak, że jego niewielka poprawa w październiku była zdarzeniem jednorazowym i obecnie wskaźnik powrócił do tendencji spadkowej.
A ta tendencja spadkowa jest niestety trwała – i zaczęła uszczuplać dochody Polaków wkrótce po tym, jak PiS zaczął wprowadzać w życie swoje kolejne pomysły na rosnące wydatki państwa, czyli od 2016 r. Najwyższy historycznie – 112,4 pkt – wskaźnik dobrobytu był na przełomie 2008 i 2009 r, tuż przedtem, jak kryzys finansowy zawitał do Polski. Obecnie wynosi on 101,8 pkt/
Znaczący spadek wskaźnika dobrobytu – o 0,8 pkt – nastąpił w sierpniu ubiegłego roku – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Był to największy jednorazowy spadek od blisko dwóch lat.
Są trzy główne przyczyny tego, że Polacy stają się generalnie coraz biedniejsi: coraz wolniej rosnące wynagrodzenia, słabszy przyrost zatrudnienia oraz wyższa inflacja.
BIEC nie jest żadną państwową placówką badawczą, lecz firmą prywatną świadczącą usługi w zakresie analiz makroekonomicznych. Dlatego badania BIEC są traktowane lekceważąco przez rządzących – i pomijane w oficjalnej propagandzie sukcesu. Ale sami rządzący doskonale wiedzą, że pospolitość skrzeczy i dobrobyt Polaków spada, co coraz więcej z nas coraz dotkliwiej odczuwa w swym portfelu.
Do spadku wskaźnika dobrobytu przyczyniły się problemy przedsiębiorców ze znalezieniem pracowników.Jak wskazuje BIEC, pracodawcy na próżno poszukują pracowników, oferując wyższe wynagrodzenia – ale w obecnej sytuacji gospodarczej na dalszy wzrost kosztów zatrudnienia już ich nie stać. W efekcie niedopasowań popytu na pracę do podaży, cena pracy wzrasta, a wydajność pracy w firmach spada.
Można krytykować przedsiębiorców, że nie podnoszą płac w takim tempie, jak oczekują tego zatrudnieni. Jednak pracodawcy funkcjonują stosownie do warunków, jakie tworzy rząd. A te, jak widać, są coraz bardziej niedogodne dla prowadzenia działalności gospodarczej.
Liderzy Prawa i Sprawiedliwości, którzy konsekwentnie wdrażają metody działania stosowane „za komuny” w czasie ówczesnej propagandy sukcesu, tak samo jak PRL-owskie rządy chwalą się rozwojem gospodarki, która jakoby coraz bardziej zbliża się do światowych potęg.
Tyle, że celem gospodarki nie jest jej rozwój, lecz dobrobyt obywateli – który niestety stopniowo obniża się w czasie „dobrej zmiany.

Czeka nas trudny rok

Polityka gospodarcza rządu PiS w połączeniu z pogorszeniem koniunktury w Europie spowoduje wyraźny spadek tempa wzrostu w Polsce. Ale to już będzie po wyborach.

We wrześniu 2019 r. wskaźnik PMI (pokazujący aktywność gospodarczą w sektorze produkcyjnym) wyniósł 47,8. W lipcu br. był jeszcze niższy (47,4). To najsłabsze oceny kondycji polskiego przemysłu od niemal sześciu lat.
Przemysł, w opinii kadry kierowniczej firm produkcyjnych w Polsce, znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji. Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, problemem są bardzo szybko spadające zamówienia, tak z zagranicy, co nie jest nowością, jak także i z Polski. Rośnie poziom zapasów wyrobów gotowych.
Produkcja jeszcze jakoś sobie radzi, bo firmy likwidują zaległości. Za chwilę to się jednak skończy, gdyż stare zamówienia zostaną zrealizowane. Dlatego przedsiębiorstwa obniżają poziom zapasów środków produkcji. Nie chcą zamrażać kapitału, aby nie zmniejszać swojej płynności finansowej, gdy przed nimi znacznie gorszy okres. Nieznacznie, ale jednak spadło także zatrudnienie.
Jednocześnie ciągle rosną koszty pracy, koszty energii oraz podatki i opłaty (dane Głównego Urzędu Statystycznego). Trudno się dziwić, że ta sytuacja przekłada się na wzrost konkurencji na rynku. A stąd blisko do zatorów płatniczych, kłopotów z wypłacalnością i wzrostu liczby upadłości.

Nowi sobie poradzą?

Jak mówią rządzący politycy, jeśli przedsiębiorcy sobie nie radzą, to powinni zrezygnować z prowadzenia działalności gospodarczej. Na ich miejsce przyjdą nowe przedsiębiorcze elity, które sobie poradzą.
Spadek nowych zamówień eksportowych wynika z wyraźnie słabnącego przemysłu u naszych głównych partnerów handlowych. W krajach strefy euro, gdzie lokujemy prawie 60 proc. naszego eksportu towarów, wskaźnik PMI spadł kolejny miesiąc z rzędu, do poziomu 45,7.
Spoza strefy euro, w Czechach, u naszego drugiego co do wielkości partnera handlowego, wskaźnik PMI wyniósł we wrześniu 44,9. W Rosji (siódmy partner handlowy) PMI był na poziomie 46,3. Jak widać wszędzie przemysł ma kłopoty.
Ale polski przemysł to przecież nie tylko eksport. Mamy duży rynek, rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych w wyniku rosnących płac i ciągłego zwiększania transferów społecznych (tzw. 13 emerytura, 500 + na pierwsze dziecko).
To oznacza ciągle silny popyt – spożycie indywidualne wzrosło w pierwszych 6. miesiącach br. o 4,1 proc. r/r. Sprzedaż detaliczna w okresie styczeń-sierpień 2019 r. wzrosła o 5,9 proc. A jednak przemysł obawia się przyszłości.

Kłopoty przyjdą w kolejnych latach

Prognozy na najbliższe 12 miesięcy są najsłabsze od 2012 r. (czyli od początku wprowadzenia do wskaźnika PMI komponentu dotyczącego oceny przyszłości). A prognozy te były przedstawiane jeszcze przed decyzjami o wzroście wynagrodzenia minimalnego w 2020 r. do poziomu 2600 zł (z 2250 zł w 2019 r.), a w kolejnym roku do 3 tys., aby w 2024 r. osiągnąć poziom 4 tys. Były one przedstawiane przed przyjęciem projektu budżetu państwa na 2020 r. przez rząd, w którym zaplanowane jest zniesienie limitu 30-krotności dla składek na ubezpieczenia społeczne, a także przed informacją o szacowaniu składek przedsiębiorców na ubezpieczenia społeczne na poziomie uzyskanego dochodu.
Wszystko to podnosi koszty działalności przedsiębiorstw. Do tego dochodzą pracownicze plany kapitałowe, które od przyszłego roku obejmą średnie, małe i mikro firmy.
Osłabienie koniunktury gospodarczej w Europie w połączeniu z rosnącymi obciążeniami nakładanymi na przedsiębiorstwa w Polsce, będzie prowadzić do problemów, które zmaterializują się w 2020 r. zdecydowanie niższym wzrostem gospodarczym.

 

Nie samymi pieniędzmi…

Na poziom rozwoju społecznego narodów składają się m.in. stan zdrowia obywateli, ich poziom edukacji, wielkość siły nabywczej. Czy pod tym względem dorównamy kiedykolwiek Słowenii, Czechom albo Estonii?

Opublikowany został doroczny raport wyspecjalizowanej w ONZ organizacji United Nations Development Programme, poświęcony najbardziej znanemu w świecie badaniu pod nazwą Human Development Index, a także ranking za 2018 r. Polska zajęła w nim 33 miejsce, z wartością indeksu wynoszącą 0,865.
Indeks ten służy jako kryterium do hierarchizacji krajów według ogólnego poziomu ich rozwoju społecznego w danym momencie i jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich ONZ.
Może być także obliczany dla poszczególnych regionów, jak to zrobiono w Polsce w 2012 r. gdy sporządzono Local Human Development Index dla województw i powiatów, czego niestety nie powtórzono do dzisiaj.

PKB to za mało

Indeks HDI został wprowadzony w 1990 r. jako reakcja na przesadny mistycyzm i przecenianie znaczenia wskaźnika wielkości produktu krajowego brutto, który zdominował wtedy oceny makroekonomiczne i społeczne poziomu rozwoju krajów. Do jego głównych autorów należał hinduski ekonomista i filozof prof. Amartya (co w języku bengalskim znaczy nieśmiertelny) Kumar Sen, noblista z ekonomii (1998 r.) za wkład w teorię rozwoju społecznego, badania w dziedzinie ubóstwa, głodu i ekonomii dobrobytu. Nagrodę im. Nobla w dziedzinie ekonomii przyznaje Bank Szwecji.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składają się trzy subindeksy – i stanowi ich średnią geometryczną. Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa poziom rozwoju społecznego, integrując czynniki ekonomiczne i społeczne danego kraju. Indeks jest syntetycznym miernikiem opisującym efekty tego rozwoju w skali czasowej i przestrzennej.
Te trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks HDI to:
1. Oczekiwana długość trwania życia, jako synteza oceny stanu zdrowia, stylu i warunków życia społeczeństwa (wg danych Wydziału Ludności ONZ),
2. Edukacja, w postaci liczby lat spędzonych w szkole (wg danych UNESCO),
3. PKB (dane Banku Światowego) według siły nabywczej a nie według kursów walut (w dolarach USA).

Polska w grupie bardzo wysokiej

Przyjęto, że kraje osiągające Indeksy na poziomie 0,800 – 1,00 zaliczone są do grupy „very-high”, do której zalicza się obecnie 59 krajów, a od kilku lat także Polskę.
Kraje o wartościach indeksu 0,70 – 0,799 zalicza się do grupy „high” – 53 krajów, w przedziale 0,50 – 0,699 do grupy „medium” – 38 krajów, zaś pozostałe: 49 krajów, do grupy „low”.
W skali świata HDI uległ w okresie 1990 – 2017 poprawie o 21,7 proc. (z 0,598 do 0,728). W Polsce wartość indeksu zwiększyła się w tym samym czasie z 0,712 do 0,865, czyli o 21,5 proc. i był to wzrost dość systematyczny.
W krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju poprawa indeksu wyniosła tylko 14 proc. Z kolei w krajach Azji Południowej poprawa była bardzo wyraźna i wynosiła aż 45,3 proc., w Azji Wschodniej – 41,8 proc., a w krajach subsaharyjskich 34,9 proc.
Przeciętna długość życia w świecie to w 2017 r. – 77,2 lat, w Polsce – 77,8 lat, a w Niemczech – 81,2.
Średnia liczba lat spędzonych w szkole: w świecie to 8,4 lat, w Polsce 12,3 lat a w Niemczech 17 lat.
PKB według siły nabywczej na jednego mieszkańca w 2017 r.: w świecie 15.295 USD, w Polsce – 26.150 USD a w Niemczech – 46.136 USD.
W grupie very high, do której należymy, średnia długość życia to 79,5 lat. Czas spędzony w szkole – 12,2 lat, a średni PKB na mieszkańca – 40.041 USD. Dla porównania: USA znajdują się na 13. miejscu w rankingu HDI.
Czołówka rankingu HDI to Norwegia, Szwajcaria, Australia, Irlandia i Niemcy.
Wartość Indeksu dla Norwegii wynosi 0,953 a dla Polski – 0,865. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują piątą lokatę i mają wartość Indeksu 0,936.

Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są Słowenia (25 lokata, wartość Indeksu 0,896), Czechy (27) i Estonia (30).
Za nami zaś: pozostałe nowe kraje UE (np. Litwa na 35 miejscu), a w końcu stawki Rumunia (52).

Kobiety mają lepiej

W 2010 r. do Indeksu HDI wprowadzono bardzo ważny dla oceny poziomu rozwoju społecznego element nierówności, stąd jego nazwa otrzymała pierwszą literę „I” – Inequality (w całości i we wszystkich trzech subindeksach). Obliczono więc „stratę” poniesioną z tytułu nierówności w stosunku do podstawowego Indeksu HDI.
Polski indeks IHDI stracił na nierówności 9 proc. Świat – 20 proc. Norwegia – 8 proc., a Niemcy 8,1 proc. Ale np. Czechy tylko 5,3 proc. a Węgry 7,8 proc. Kraje zaliczone do grupy very high – 10,7 proc. W odniesieniu do oczekiwanej liczby lat życia oraz edukacji tracimy w Polsce na nierównościach 4,7 proc.
W 2014 r. w systemie indeksów HDI wprowadzono dodatkowo Gender Development Index, czyli indeks z podziałem na płeć. I tak, HDI dla kobiet wyniósł w 2017 r. 0,866 a dla mężczyzn – 0,861, a więc z korzyścią dla kobiet (indeks GDI będący ilorazem tych dwóch wyniósł 1,006). Zdecydowała o tym wyższa długość trwania życia kobiet i przewaga w edukacji. W dochodach różnice na niekorzyść kobiet pozostają natomiast znaczne.

Mazowsze przoduje (dzięki stolicy)

Jak wspomniano na początku, w 2012 r. przeprowadzono w Polsce, podobnie jak w kilku innych krajach, na zasadzie eksperymentu, badania rozwoju społecznego na poziomie lokalnym przy pomocy metodologii HDI.
Organizatorami badania było ówczesne Biuro Projektowe UNDP w Polsce, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oraz Szkoła Główna Handlowa. Opracowano zmodyfikowaną w tym celu metodologię, przyjęto nieco inne, niż w systemie HDI, subindeksy. Poziom lokalny to w tym przypadku województwa i powiaty.
Subindeksy w LHDI to: 1. Wskaźnik Zdrowia (przeciętne trwanie życia i zagregowany współczynnik zgonów), 2. Wskaźnik Edukacji (wskaźnik edukacji przedszkolnej i wskaźnik wyników egzaminu gimnazjalnego w części matematyczno-przyrodniczej) oraz 3. Wskaźnik Zamożności.
Według wyników badań, na podstawie danych z 2010 r. pierwsze miejsce pod względem rozwoju społecznego (LHDI) zajęło woj. mazowieckie (60,21) ostatnie zaś woj. świętokrzyskie (36,78).
W podziale na subindeksy, pod względem wskaźnika zdrowia pierwsze miejsce zajęło woj. podkarpackie (72,28), a ostatnie łódzkie (31,48).
Jeśłi chodzi o wskaźnik edukacji, to pierwsze było woj. mazowieckie (61,68), a ostatnie świętokrzyskie (39,18).
Wreszcie, pod względem wskaźnika zamożności pierwsze miejsce zdobyło woj. mazowieckie (60,84) a ostatnie woj. podlaskie (25,67). Warto zwrócić uwagę nie tylko na lokaty ale także na istotne rozpiętości między wartościami indeksów między województwami.
Jeśli chodzi o LHDI w układzie powiatowym, to pierwsze miejsce zdobyła Warszawa (87,63), a na kolejnych miejscach ulokowały się powiaty piaseczyński i pruszkowski. Na ostatnim miejscu był powiat suwalski (17,24). Rozpiętości są jak widać ogromne. Ostatnia dziesiątka powiatów uzyskała indeksy rzędu 17-23.

Wieś zostaje w tyle

Główne konkluzje jakie formułuje Raport UNDP to przede wszystkim wskazanie, że najwyższy poziom LHDI występuje w metropoliach i dużych miastach oraz na obszarach wokół nich. Najniższy poziom rozwoju społecznego jest zaś w powiatach o charakterze wiejskim.
Poziom rozwoju społecznego zależy nie tylko od dochodu i zamożności ale także od kapitału ludzkiego, a zwłaszcza od poziomu edukacji . Także stan zdrowia jest wyraźnie zróżnicowany terytorialnie.
Rozwinięte konkluzje znajdują się w raporcie i zachęcam do jego ponownej lektury. Indeks i pełny raport światowy można znaleźć na stronie: www.hdr.undp.org/en/data.

 

Pesymizm był uzasadniony

Okazało się, że wskaźnik, sygnalizujący stopniowe pogarszanie sytuacji w polskim przemyśle, mówił prawdę.

W czerwcu 2019 r. produkcja sprzedana przemysłu spadła o 2,9 proc. w stosunku do czerwca 2018 r. W stosunku do maja br. spadek był już znacznie silniejszy, bo o 5,9 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny.
Czerwiec to zawsze był bardzo dobry miesiąc dla produkcji sprzedanej przemysłu w Polsce. Od 2005 r. spadła ona w czerwcu jedynie w 2009 r., co nie dziwi, bo był to rok silnego osłabienia gospodarki w wyniku kryzysu na rynkach finansowych na świecie.
Teraz nie mamy kryzysu, wręcz przeciwnie – gospodarka rośnie w tempie ok. 4,5 proc. w skali roku. A mimo to produkcja sprzedana przemysłu zaczęła spadać.
Mało nowych zamówień
Pogarszanie się sytuacji w przemyśle od listopada 2018 r. sygnalizował wskaźnik koniunktury PMI.
Jest to wskaźnik menadżerów, tworzony w oparciu o odpowiedzi na kwestionariusze przesyłane kadrze kierowniczej w ponad 200 firmach produkcyjnych, dotyczące kształtowania się sytuacji gospodarczej. Grupa respondentów ustalana jest w oparciu o udział ich branży w tworzeniu naszego produktu krajowego brutto i wielkości zatrudnienia w tych firmach.
Tego osłabienia pokazywanego przez wskaźnik koniunktury nie było natomiast widać w realnych danych – czyli w dynamice produkcji sprzedanej przemysłu, która od listopada 2018 r. do maja 2019 r. pokazywała siłę tego sektora gospodarki (produkcja sprzedana przemysłu rosła średnio miesięcznie o ok. 6 proc.).
Zastanawiająca była tak duża i długo trwająca luka między niskimi ocenami bieżącej i najbliższej sytuacji w przemyśle, dokonywanymi przez menedżerów logistyki, a bardzo dobrymi realnymi wynikami produkcji sprzedanej przemysłu.
Dobre wyniki produkcji sprzedanej przemysłu pokazywane przez GUS były prawdopodobnie efektem finalizowania długoterminowych kontraktów przez przedsiębiorstwa przemysłowe. Słabe wskaźniki PMI sygnalizowały natomiast spadek nowych zamówień, przede wszystkim tych eksportowych, ale także krajowych.
Nietypowy, silny regres
Czerwcowe dane pokazują, że prawdopodobnie przemysł zakończył realizację starych kontraktów, a nowych nie przybywa na tyle, aby produkcja sprzedana rosła.
Na 34 działy przemysłu tylko w 14 odnotowano wzrost produkcji sprzedanej.
W grupie wykazującej spadki są branże eksportowe: produkcja pojazdów samochodowych (spadek o 8,5 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku), produkcja mebli (spadek o 6,2 proc.), produkcja metali, produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych.
Czerwiec to co prawda dopiero pierwszy miesiąc spadku produkcji sprzedanej przemysłu od kwietnia 2017 r., ale spadek ten był bardzo silny i nietypowy, bo nastąpił przy wysokim wzroście PKB, a także w miesiącu w którym spadków nie było, poza wspomnianym 2009 r.
To powinno niepokoić, bo przemysł generuje ok. 25 proc. wartości dodanej brutto i pracuje w nim 30 proc. pracowników w Polsce.
Niestety, nie mamy wpływu
Jak widać oceny menedżerów, wyrażane we wskaźniku PMI są budowane na solidnej wiedzy o tym, co dzieje się w ich branżach i w ich firmach. Uwzględniają nie tylko to, co już jest w portfelach zamówień, ale także to, co potencjalnie może do nich trafić. A tu oceny są pesymistyczne.
Polska gospodarka, w tym polski przemysł, nie są odporne na sytuację u naszych głównym partnerów biznesowych. Nie są też odporne na destabilizację sytuacji w polityce, przekładającą się na brak stabilności prawa, które jest podstawą działania firm.
Na sytuację u naszych zagranicznych partnerów biznesowych nie mamy wpływu, ale na stabilność polityczną i regulacyjną powinniśmy mieć. A tak nie jest.

Spojrzenie bez optymizmu

Rzut oka w przyszłość gospodarczą Polski nie przynosi powodów do zadowolenia, zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorstw. Rozwój będzie trudny.

Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw rozpoczęli nowy rok z wyjątkowo słabymi nastrojami. Główny indeks koniunktury dla tej grupy firm osiągnął wartość niższą niż 50 pkt. (dokładnie 49,9 pkt.).
Zdarzyło się tak po raz pierwszy w historii jego pomiarów – niedługiej wprawdzie, bo trwającej od początku roku 2015. To zaś wskazuje na bardzo ograniczony rozwój i oznacza, że warunki do wzrostu dla firm w Polsce są obecnie niekorzystne.

Wygrzebią się?

Mikro, małe i średnie firmy znajdują się w inwestycyjnym dołku. Eksperci zwracają uwagę, że jeszcze nigdy tak mało mikro, małych i średnich firm nie planowało większych inwestycji. Plany inwestycyjne ma tylko 18 proc. z nich.
Ponadto, wartość głównego indeksu barometru koniunktury (sporządzanego przez Europejski Fundusz Leasingowy) była w I kwartale o 1,2 pkt. niższa niż w poprzednim kwartale (ostatnim ubiegłego roku).  W porównaniu z I kwartałem 2018 r. różnica wynosi już 6,9 pkt. (56,8 pkt.).
Ów indeks to syntetyczny wskaźnik informujący o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu i rozwoju, rozumianego, jako stawianie sobie celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki, maksymalizacją zysków, inwestycjami w środki trwałe).
Oczywiście, zgodnie z tendencją z lat ubiegłych, tradycyjnie na przełomie roku (między IV kw. a I kw.) nastroje przedsiębiorców spadają, osiągając najniższą wartość. Wejście w nowy rok to zawsze element niepewności.
Na ocenę własnej sytuacji ma też wpływ to, co dzieje się w otoczeniu społeczno-gospodarczym. Zarówno w krajowym – tu chodzi przede wszystkim o niewielki zapas rąk do pracy – jak i zagranicznym.

Niemiecki katar

Niewielkie firmy z Polski bardzo uważnie patrzą na swych zachodnich sąsiadów, od których otrzymują coraz gorsze informacje, głównie sygnalizujące postępujące spowolnienie niemieckiego przemysłu.
– Dekoniunktura nad Renem z pewnością będzie coraz bardziej ciążyć polskim przedsiębiorcom, dla których niemieckie firmy są najczęściej głównym partnerem handlowym – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL. I dodaje: –Zaskoczyło nas jednak, że dynamika spadku w ciągu czterech ostatnich pomiarów barometru koniunktury jest bardzo duża. Niestety, świadczy to o zdecydowanym pogorszeniu nastrojów polskich małych i średnich przedsiębiorstw. naszych MŚP. mu ograniczonego rozwoju.

Niedobra tendencja

Barometr koniunktury powstaje na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców, które dotyczą 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, a wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP.
Spadek do poziomu 49,9 pkt. na początku tego roku to wprawdzie bardzo nikły zjazd poniżej bariery dobrej koniunktury, ale jest to już kolejny okres długiej tendencji spadkowej. Na razie nie widać warunków dla jej odwrócenia.
Podobnie jak w poprzednich pomiarach, o spadku oczekiwań co do koniunktury zadecydował głównie pesymizm co do możliwości inwestowania. Optymistów jest tu o 5,2 p.p. mniej niż kwartał wcześniej (spadek z 23,5 proc. do 18,3 proc.). To także jest najniższy wynik od początku badania, czyli od stycznia 2015 r.
Zdecydowanie więcej jest przedsiębiorców, którzy przewidują spadek inwestycji niż tych, którzy planują ich wzrost. Od IV kwartału 2017, gdy odsetek optymistów był rekordowy (41,4 proc.), wskaźnik ten stale spada (w sumie już o 23,1 pkt. proc.). Można więc mówić o poważnym załamaniu planów inwestycyjnych naszych firm.