Gratuluję i dziękuję

Drogie Koleżanki z Forum Równych Szans i Praw Kobiet SLD!
Z całego serca gratuluję Wam wyników, jakie osiągnęłyście w wyborach samorządowych.
Do startu w wyborach potrzebna jest siła, ogromna determinacja, odwaga i wytrwałość. Mimo wspaniałych wyników, nieraz trzeba unieść brzemię porażki. Nie zawsze świetny rezultat głosowania przynosi gratyfikację w postaci mandatu. Każda z Nas dzielnie walczyła o zdobycie jak największej liczby głosów. Cieszy fakt, że wyborcy zagłosowali na kobiety. =
Nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać marszu kobiet po władzę i to nie tylko w polskich samorządach. Mężczyźni, którzy dziś z pogardą odnoszą się do kobiet działających w sferze publicznej, nie zasługują na miano przyzwoitych ludzi. Nie zatrzymają oni biegu historii. Nasze prababki wywalczyły dla nas sto lat temu prawa wyborcze.
W pełni korzystajmy z tych osiągnięć XX wieku.
Działając razem, przeciwstawiajmy się arogancji, agresji, które nie zastąpią wnikliwości, kultury, i twórzmy nowy rodzaj polityki opartej na pozytywnych wartościach.
Naszą siłą jest wspólne działanie dla dobra nas wszystkich!
Dziękuję Wam za zaangażowanie w wyborach i życzę wielu sukcesów oraz mądrych decyzji podejmowanych na politycznej drodze. Tylko wspólne działanie może odmienić oblicze polskiej sceny politycznej. Do tego potrzebna jest mądrość i rozsądek kobiet.
Razem możemy więcej!

Powoli opada kurz

Powyborczy kurz opada powoli. Mnie oczywiście najbardziej interesuje oczywiście to, co dzieje się w największej polskiej partii lewicowej, w Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

 

SLD ogłosił właśnie, że w wyborach poparło nas 11000000 wyborców. To o 100 000 mniej niż cztery lata wcześniej. Czego zabrakło? Może wiarygodności, może właściwych form społecznej komunikacji? A może jest tak, że wynik wyborczy jest w jakimś sensie odzwierciedleniem aktywności partii w całym, przedwyborczym, czteroletnim okresie? Warto zauważyć, że sukcesy wyborcze, które dzisiaj przypisać można SLD związane są z reguły bądź z konkretnymi osobami (na przykład Matyjaszczyk, Ferenc), które swoją działalnością zdobyły trwałe uznanie, bądź z członkostwem SLD w różnych porozumieniach i koalicjach wyborczych. Ale w których tych koalicjach SLD był lokomotywą, a w których tylko „przystawką”?

Dobrym przykładem problemów SLD jest Wrocław. Jeszcze w marcu wrocławski Sojusz ostro pracował nad własnym programem wyborczym, by wkrótce ogłosić, że przystępuje do koalicji z KW Dutkiewicza (ustępującego prezydenta Wrocławia) i z Nowoczesną. Czołowe postaci SLD, przewodniczący i sekretarz Rady Miejskiej, wiceprzewodniczący Rady Wojewódzkiej, którzy swego czasu przyjęły odpowiedzialność za partię, zapewnili sobie w umowie koalicyjnej pierwsze miejsca na listach okręgowych i mandaty radnych miejskich uzyskali. Jak donosi prasa w pierwotnej umowie koalicyjnej Dudkiewicz, Nowoczesna, SLD przewodniczący Rady Miejskiej SLD miał, w przypadku wygrania Jacka Sutryka, koalicyjnego kandydata na prezydenta miasta, zagwarantowane stanowisko wiceprezydenta. Azaliż kandydat ten przeszedł w międzyczasie oficjalnie do nowej koalicji PO i Nowoczesnej zachowując poparcie koalicji Dudkiewicz-SLD i wybory wygrał. Siłą, która wyniosła Pana Sutryka na fotel Prezydenta Wrocławia nie było nazwisko Dudkiewicza (jego ugrupowanie zarówno w wyborach miejskich jak i wojewódzkich wypadło znacznie poniżej oczekiwań), ani tym bardziej SLD, ale koalicja PO – Nowoczesna. Z tego prawdopodobnie powodu w lokalnej gazecie ukazał się artykuł, w którym między innymi odniesiono się do kwestii wiceprezydentury dla przewodniczącego SLD we Wrocławiu. Sprawę postawiono w artykule jasno: Sutrykowi trójka radnych z SLD nie jest potrzebna od uzyskania większości w Radzie, ale wiceprezydentura dla przewodniczącego Rady Miejskiej SLD jest możliwa, jeżeli trójka radnych (przypomnę; czołowych działaczy SLD) odstąpi od sygnalizowanego zamiaru utworzenia w Radzie Miejskiej Klubu Radnych SLD i pozostanie w składzie klubu Dudkiewicza.

I tutaj jest sedno sprawy. Przypomnieć przy tym należy, że w wyborach do sejmiku wojewódzkiego SLD nie zdobył żadnego mandatu. Listę Sojuszu pociągnął w dół Wrocław i okręg okołowrocławski, gdzie Sojusz uzyskał poparcie dwukrotnie mniejsze niż w pozostałych okręgach. Jeżeli więc patrzyć na wybory samorządowe przez najważniejsze dla SLD wybory do parlamentu, to niewątpliwie w tych dwóch okręgach Sojusz popracować będzie musiał w najbliższym czasie szczególnie mocno. Brak klubu radnych w Radzie Miejskiej Wrocławia nie tylko nie będzie temu sprzyjać, ale wręcz przeciwnie – rozmagnesuje wrocławski SLD do końca.

Utworzenie przez wrocławskich radnych – członków SLD – własnego klubu nadało by sens polityczny całej operacji rezygnacji z własnej listy i własnego kandydata na prezydenta. Odstąpienie natomiast od tego zamiaru, czyli w praktyce przyjęcie członkostwa klubu Dudkiewicza w zamian za stanowiska, może być postrzegane jako rodzaj uwłaszczenia się na wrocławskim Sojuszu. Jest jeszcze jedna sprawa, która przebija się przez powyborczy kurz. Bardzo ucieszyła mnie deklaracja Przewodniczącego Czarzastego o gotowości SLD do tworzenia wspólnej, proeuropejskiej listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie uważam się za ojca takiej listy, chociaż już 8. sierpnia wpis „Blok Polska Europejska” poświęciłem tej idei. Nie jest idea ta obca i poza SLD, o czym świadczy idąca w tym samym kierunku propozycja Władysława Frasyniuka, ogłoszona niedawno w mediach. To – moim zdaniem – właściwy kierunek.

Na koniec powrócę do zgromadzeń sumujących wyniki wyborów. Są one w SLD tradycją, odbyło się ich bardzo wiele. I gdyby coś konkretnego, pozytywnego z nich wynikało, gdyby spotkania takie z wyborów na wybory poprawiały notowania partii, to dzisiaj Sojusz byłby polityczną potęgą. Niestety, tak nie jest. Dlatego takie spotkania przygotować należy nie mniej starannie niż same wybory.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu autora „Wołania na puszczy”.

Czas na pracę SLD

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica.

 

21 października, pierwszy raz od porażki w 2015 r., poddaliśmy się osądowi wyborców. Trzy lata temu, gdy lewica nie znalazła się w Sejmie, wielu wieszczyło koniec Sojuszu Lewicy Demokratycznej i nie wierzyło, że w przyszłości będziemy w stanie przekroczyć próg wyborczy i znaleźć się ponownie w parlamencie. Wiele sondaży nie było dla nas łaskawych: co pewien czas dowiadywaliśmy się, że popiera nas trzy lub cztery procent wyborców, a lepszą decyzją jest głos na inne ugrupowania. 21 października lista SLD Lewica Razem otrzymała ponad milion głosów i 6,7 proc. poparcia w skali kraju. Przekroczyliśmy magiczne 5 procent, zdobyliśmy wynik lepszy niż Kukiz ’15, a przede wszystkim pokazaliśmy, że Polacy potrzebują lewicy i oczekują jej powrotu. Nie jest to wynik, który pozwala mówić o sukcesie, ale jest to wynik, który daje nadzieję: na powrót do Sejmu, udział we współrządzeniu Polską i realizację naszego programu. Jest kolejnym krokiem na drodze odbudowy lewicy (po głupiej decyzji o wystawieniu kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydentkę Polski i wypadnięciu SLD z Sejmu), którą rozpoczęliśmy w 2016 r., i którą zakończymy w 2019 r., gdy nasi parlamentarzyści ponownie zasiądą na Wiejskiej. Nie ogłaszam więc sukcesu, ale i nie mówię o klęsce. Nie czas na przypominanie, że jesteśmy partią pozaparlamentarną, że nie wszystkie media są nam życzliwe, że nie mamy tyle sił i środków co nasi konkurenci. Czas na ciężką pracę i wiarę w sukces. Nie zgadzamy się na podział Polski między PiS i PO. Okazało się kolejny raz , że bez SLD i PSL nie da się przywrócić normalności i stworzyć stabilnych większości gwarantujących uczciwe rządy na poziomie sejmików i parlamentu.

Ponad milion głosów na SLD Lewica Razem w wyborach samorządowych tworzy przestrzeń dla nowych sojuszy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i wyborami parlamentarnymi. Nie będą to porozumienia dyktowane przez konieczność. Nasz wynik nas do tego nie zmusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej zweryfikował swoje poparcie w wyborach samorządowych. Jesteśmy w stanie wystawić własne listy i wprowadzić swoich parlamentarzystów zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i do Sejmu. Wierzę jednak, że warto w pierwszym rzędzie postawić na konsolidację wszystkich środowisk lewicowych wokół wspólnego programu i obrony naszych wartości: wolności, równości, solidarności, otwartości, integracji europejskiej, świeckiego państwa, praw kobiet i szacunku dla mniejszości. Dlatego powinniśmy zabiegać o dalszą współpracę z naszymi dotychczasowymi partnerami z Lewicy Razem oraz prowadzić rozmowy z tymi z którymi nie udało się dotychczas porozumieć. Myślę tu m.in. o partii Razem czy Zielonych. Myślę też o środowisku związanym z Robertem Biedroniem.

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica. Wyniki wyborów samorządowych, które – co trzeba przyznać – wygrała partia rządząca, skłaniają też do zacieśnienia współpracy z innymi formacjami stojącymi – podobnie jak lewica – na gruncie obowiązującej Konstytucji i przynależności Polski do Unii Europejskiej. Czas, w którym zagrożone są w Polsce fundamenty demokratycznego państwa prawnego, wymaga bowiem porozumienia ponad podziałami: zarówno partyjnymi, biograficznymi, jak i ideologicznymi. Chcę więc rozmawiać z Polskim Stronnictwem Ludowym, PO i Nowoczesną. W wielu miejscach w Polsce współpracując w tych wyborach samorządowych, dowiedliśmy, że nasze współdziałanie przynosi sukces. Wystarczy przywołać przykład Łodzi, Lublina czy Wrocławia.

Rezultat wyborów samorządowych to wiele indywidualnych sukcesów polityczek i polityków lewicy. Setki mandatów radnych gmin, miast, powiatów i województw. To nasi prezydenci i wiceprezydenci, burmistrzowie i wójtowie. To kluby radnych, powyborcze koalicje i porozumienia. To trzy województwa, w których niemożliwe jest zbudowanie większości w sejmiku bez radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To także trudne wybory partnerów politycznych, z którymi warto zawiązać koalicję w gminie, powiecie i województwie.

Prawdą jest, że lokalne życie polityczne rządzi się swoimi prawami, że toczy się w dużej mierze poza podziałami, które wyznacza ogólnokrajowa polityka. Ale do wyborów szliśmy pod hasłem „Silny samorząd, demokratyczna Polska”. Pamiętaliśmy, że Prawo i Sprawiedliwość zdominowało Sejm i Senat, rząd i administrację rządową w terenie, podporządkowało sobie prokuraturę, niszczy niezawisłe sądy, a z naruszania Konstytucji uczyniło podstawową metodę sprawowania władzy. Naszym celem były nie tylko dobrze zarządzane gminy, powiaty i województwa, ale obrona demokratycznego państwa prawnego. Chcieliśmy, by samorząd terytorialny pozostał jedynym segmentem władzy niezależnym od Prawa i Sprawiedliwości. Właśnie dlatego przez ostatnie miesiące walczyliśmy o samorząd i właśnie dlatego dzisiaj nie ma naszej zgody na koalicje z Prawem i Sprawiedliwością: zarówno w sejmikach województw, jak i w radach powiatów i miast. Wiarygodność i uczciwość wobec wypowiedzianych w trakcie kampanii słów są najważniejsze!

Partia która przygotowała i przegłosowała obowiązującą Konstytucję, nie może przyłożyć ręki do wzmocnienia partii, która Konstytucję tę ma za nic i stale ją narusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej – partia, która wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej – nie może nigdzie wspierać formacji, która chce Polskę z Unii wyprowadzić i zniszczyć dorobek kilkunastu lat naszego członkostwa. Wymaga tego szacunek do demokratycznego państwa prawnego, dorobku naszego środowiska politycznego, a tak po prostu – zwykła ludzka przyzwoitość, której nie może przesłonić doraźna kalkulacja. Wiem, że nie zawsze osoby z Polskiego Stronnictwa Ludowego, PO i Nowoczesnej są łatwymi partnerami. Ale współpraca z nimi jest koniecznością czasu, w którym musimy walczyć o to, by Polska dalej była demokratycznym państwem prawnym. Państwem, które budowaliśmy przez ostatnie trzydzieści lat.

4 listopada druga tura wyborów samorządowych. W pierwszej wielu naszych kandydatów obroniło swoje stanowiska w miastach, którymi z sukcesami rządzą. Z naszym poparciem już w pierwszej turze urząd prezydenta zdobyli: Krzysztof Matyjaszczyk w Częstochowie, Beata Moskal-Słaniewska w Świdnicy, Rafael Rokaszewicz w Głogowie, Beata Klimek w Ostrowie Wielkopolskim, Łukasz Komoniewski w Będzinie, Jacek Wójcicki w Gorzowie Wielkopolskim, Marcin Krupa w Katowicach i Tadeusz Ferenc w Rzeszowie. Wspólnymi kandydatami SLD, PO, PSL i Nowoczesnej byli Jacek Sutryk we Wrocławiu, Hanna Zdanowska w Łodzi i Krzysztof Żuk w Lublinie. W niedzielę walczymy dalej: wierzę w sukces Agaty Fisz w Chełmie, Marcina Bazylaka w Dąbrowie Górniczej, Łukasza Kulika w Ostrołęce i Jacka Majchrowskiego w Krakowie. To dobrzy, mądrzy kandydaci i sprawdzeni samorządowcy, którzy pokazują codziennie, jak skutecznie rządzić potrafi lewica. Trzymam za nich kciuki, wiem, że odniosą sukces.

A co po wyborach? Praca na jak najlepszy wynik w 2019 r. I więcej uśmiechu.

Poker regionalny

Wszystko wskazuje na to, że PiS i Bezpartyjni Samorządowcy będą rządzić Dolnym Śląskiem. Przegrana PO (Koalicji Obywatelskiej) w regionie to następstwo wieloletnich wojen wewnętrznych w partii, transferów pomiędzy Nowoczesną, a PO, itp. W efekcie tych wojenek samorządowcy mający swoje korzenie w PO przeszli do Bezpartyjnych i teraz bratają się z PiS. W zamian za to bratanie się PiS obiecuje samorządowcom posady w spółkach i oczywiście kluczowe stanowiska w zarządzie województwa. Obiecuje także rządowe pieniądze na inwestycje w regionie. Gdyby powstała koalicja Bezpartyjnych Samorządowców z Koalicją Obywatelską samorząd województwa byłby w zdecydowanej opozycji do rządu i podążając za tokiem myślenia prezesa Kaczyńskiego, warczący samorząd nie mógłby liczyć na względy PiS-oskiej centrali. Tak sojusz w Sejmiku Bezpartyjni Samorządowcy z PiS mogą właśnie uzasadnić: idziemy ręka w rękę z PiS, bo to regionowi się opłaci.

Przy okazji samorządowcy dostaną liczne synekury w spółkach skarbu państwa. Skoro tak będzie, to samorządowcom przybędzie od razu wielu nowych zwolenników, bo nic tak nie przyciąga do polityki jak pieniądze.

Bezpartyjni Samorządowcy są w bardzo komfortowej sytuacji także w przypadku ewentualnej przegranej PiS w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeżeli przegra w nich PiS, a wygra PO i zmieni się rząd, Bezpartyjni Samorządowcy zrezygnują z koalicji w sejmiku z PiS i zaproponują współpracę PO. PO to przyjmie, bo nie będzie miała innego wyboru. Samorządowcy zachowają swoje stanowiska i wpływy z spółkach skarbu państwa, bo takie postawią warunki, a PO będzie musiała je przyjąć. Ewentualny nowy rząd nadal będzie patrzeć przychylnym okiem na dolnośląski samorząd, co uchroni region przed ewentualnym represjami ze strony centrali.

Zatem Bezpartyjni Samorządowcy w sejmiku czy z PiS, czy z PO, zachowają swoje wpływy i posady. W czepku urodzeni. Jednak nasza krajowa i regionalna polityka bywa nieprzewidywalna i nowe scenariusze mogą powstawać z dnia na dzień. Realne jest także dotrwanie z samorządzie koalicji bezpartyjnych z PiS do końca kadencji lub może ona nawet w ogóle nie powstać, bo PO jeszcze próbuje rozmawiać z bezpartyjnymi, ale karty w tej grze ma o wiele słabsze.

Co mnie cieszy

…a co martwi. Korespondencja z Dolnego Śląska.

 

Cieszy mnie, że narodowcy w tych wyborach nie zaistnieli. Na Dolnym Śląsku uzyskali symboliczne poparcie. Podobnie jak i „Wolni i Solidarni”, Kornela Morawickiego, którzy uzyskali poniżej 1 procenta poparcia. Ale to dla mikropartii Morawieckiego seniora typowy od wielu, wielu lat wynik. Oznacza to, że wyborcy nie lubią hałaśliwych, niesympatycznych, ogolonych na łyso mężczyzn, maszerujących wysoko podniesionymi sztandarami. Narodowcy udowadniają od lat, że nie potrafią organizować kampanii wyborczych. Mnie to cieszy. Czy wyobrażacie sobie,, jako prezydenta Wrocławia, ex-księdza Międlara siejącego nienawiść i pogardę dla inaczej myślących?
Martwi mnie natomiast ciągły zjazd lewicy po równi pochyłej. Lewa strona poszła do wyborów podzielona, skłócona i bez nośnych haseł. Podzieliły się ruchy miejskie, które nie są zdolne do wykreowania trwałych struktur. Są to raczej przedszkola polityczne. Dorastający politycznie działacze tych ruchów w końcu lądują w partiach politycznych, albo dają sobie spokój z działalnością. Ruchy kobiece, tak zawsze aktywne, ponownie nie potrafiły wymyślić lub wejść w takie koalicje, które wyniosłyby ich przedstawicielki do samorządów. Z partiami politycznymi od dawna nie chcą się zadawać. Wolą im wytykać brak kobiet na listach. Od lata taka polityka prowadzi ruchy feministyczne donikąd. Te wybory to potwierdziły. Zieloni i Partia Razem miały w regionie iść razem do wyborów, ale poszły osobno. Sojusz z SLD w ogóle nie wchodził u nich w rachubę.
I na końcu słów kilka o SLD. Ludzie pracowali ciężko, stworzono listy w powiatach, gminach, miastach i do Sejmiku. Ale sukcesu nie ma. Ledwie ponad 5 procent poparcia to mało. Ale skoro prezydent Kwaśniewski mówi, że popiera SLD, ale zagłosuje na Trzaskowskiego, a premier Miller popiera SLD, ale nie zagłosuje na Rozenka, bo też dawniej szkodził SLD, to co , na taki przekaz, mają powiedzieć ludzie lewicy na dołach. Moim zdaniem obaj panowie stracili instynkt polityczny i szkodzą lewicy. Na dołach zabrakło świeżości i optymizmu i pieniędzy, bo kampania to także pieniądze.
Ta kampania, choć samorządowa, była bitwą na górze. W głównym starciu lewica nie brała bezpośredniego udziału. Słaba siła propagandy wyborczej, brak ideowej amunicji, stare mundury i swary w kierownictwie lewicowych armii nie pozwoliły na rozwiniecie szyków. Czy w końcu lewica siądzie do wspólnego stołu? Chciałbym tego dożyć. Jeżeli to się nie uda, to lądujemy na śmietniku historii i to na własne życzenie. We Wrocławiu SLD dogadało się z ugrupowaniem Rafała Dutkiewicza i ma swoich radnych w Radzie Miejskiej. Zgoda Buduje. Polityczne centrum dogadało się z lewicą. A na lewicy jest to niemożliwe.

PiS ma problem Wywiad

PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo.

Z doktorem Markiem Migalskim rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

 

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

 

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?

To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.
Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

 

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.

To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo. PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

 

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?

Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

 

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?

Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatemod woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano. Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Pisk myszy wyborczej

Kandydowałem w wyborach od 1997 roku. Wielokrotnie do Sejmu i do Parlamentu Europejskiego, ostatnio do Rady Dzielnicy, teraz do Rady Miasta Warszawy. Trzy razy byłem wybrany do Sejmu RP. Kampanie wyborcze zawsze aktywnie prowadziłem, wspierałem też innych kandydatów w czasie ich kampanii wyborczych.

 

Zawsze miałem poczucie i przekonanie, że uczestniczę w wyborach. Że ktoś chce poznać mnie i mój program. Zawsze byłem zapraszany na spotkania z Wyborcami. Dyskusje kandydatów publicznie prezentujących swoje programy i krytykujących konkurencyjne propozycje.
Dziennikarze i organizacje pozarządowe zawsze zmuszały mnie do wypełniania ankiet pozwalających społeczeństwu poznać mój program, kwalifikacje, charakter mój nawet.
Podczas wręczania moich ulotek wyborczych na bazarkach, piknikach, przy stacjach metra nieraz słyszałem emocjonalne komentarze pod moim adresem i liderów mojego ugrupowania.

 

Teraz poczułem, że nie uczestniczę w wyborach,

tylko w plebiscycie. Ankiet nie musiałem wypełniać, bo nikt nie proponował. Nie musiałem na pytania odpowiadać, nawet kiedy podczas konferencji prasowych zgłaszałem taką gotowość. Wyglądało na to, że potencjalni Wyborcy nie chcieli spotkać się ze mną. I z wieloma kandydatami również.
Rozdawane na ulicach gazetki, ulotki potencjalni Wyborcy przyjmowali, choć częściej odmawiali. Zwykle milcząco, bez komentarzy. Czasem bywałem rozpoznamy. „O pana to z telewizji znam” – i wtedy proponowano mi wspólną focie. Raz na koniec usłyszałem: „Bardzo pana lubię, panie Bryndal”.
Oczywiście można rzec, że taki jest los kandydującego do drugorzędnej Rady Miasta Warszawy. Z listy partii uznanej w mediach za trzeciorzędną. Robiącego kampanię w stołecznym Wilanowie i Ursynowie, dzielnicach uchodzących za siedliska sytych, odpornych na proponowane im „eventy”, anty lewicowych Warszawiaków.
Ale podobne poczucie braku zainteresowania mediów i wyborców słyszałem od innych kandydatów. Startujących nie tylko z listy „SLD – Lewica Razem”, ruchów miejskich, czy PSL. Także PO, a nawet PiS. Kandydujących nie tylko w Warszawie.
W Warszawie tegoroczne kampanie wyborcze żyły na poziomie wyborów na prezydenta miasta i wyborców do rad dzielnicowych.
Najczęściej na ulicach widoczni byli kandydaci do dzielnic. I ich materiały wyborcze. To oni zwykle stali z ulotkami lub zawieszali swoje plakaty na słupach. To ich ludzie nocami zrywali plakaty konkurentów.
Plakaty zwykle niezwykle podobnie do siebie. Bo zwykle komitetów lokalnych. O nazwach zwykle zawierających Ursynów lub Wilanów okraszony swojskim przymiotnikiem. Zwykle w tonacjach zielonych, uznanych w tym sezonie za „bezpartyjne”, i przyjaznych dla oczu. Z podobnymi, bo silnie retuszowanymi, zdjęciami kandydatów.
I podobnymi programami, czasem identycznymi, bo podobnie diagnozującymi najważniejsze potrzeby mieszkańców.
Kampania wyborcza do sejmików wojewódzkich nie istniała w mediach i na ulicach. Kandydujący tam najczęściej uśmiechali się z billboardów umieszczonych na tablicach i autobusach.
Kampanii wyborczej do Rady Miasta w mediach nie było, poza lakonicznymi informacjami. Na ulicach kandydatów było jak na lekarstwo, podobnie jak ich wizerunków na billboardach.
Poza Warszawą kandydaci do sejmików najłatwiej mogli się prezentować za pomocą billboardów, bo tam takie kampanie były tańsze niż w stolicy. Ale kampanie billboardowi są najmniej merytoryczne. Dlatego w krajach o wyższym stopniu demokracji są zakazane.
Po raz pierwszy nie miałem poczucia, że uczestniczę w wyborach.
Dlatego, że tegoroczne wybory  s a m o r z ą d o w e  zostały przez dwie największe partie polityczne, PiS i koalicję skupiona wokół PO, zredukowane do

 

politycznego plebiscytu.

Do wyboru pomiędzy partią pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego a koalicją Grzegorza Schetyny.
Plebiscytu toczonego na poziomie stołecznym przez bój wyborczy Rafał Trzaskowski – Patryk Jaki. Wzbogacanego mniej prestiżowymi, ale też politycznie ważnymi, plebiscytami w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie, Białymstoku.
Wszędzie tam, a zwłaszcza w Warszawie, pozostali kandydaci zwykle prezentowani byli przez media, i te narodowo – katolickie i te liberalne, komercyjne, jedynie jako ewentualni przyszli sojusznicy dwóch najważniejszych kandydatów. W przyszłych drugich turach wyborczych.
Tak było przede wszystkim w Warszawie. Ale podobnie było też w innych miastach.
Wszędzie kampanie do sejmików wojewódzkich i innych samorządów przebiegały w cieniu politycznych plebiscytów. Kandydaci PiS na prezydentów miast kontra kandydaci koalicji anty PiS.
Wszędzie tam też żywa kampania toczyła się na szczeblach najniższych, czyli gmin, dzielnic, rad miejskich. Tam wybory miały rzeczywiście samorządowy charakter.
Plebiscytowy charakter wyborów sprawiał, że radykalnie zmalały szanse ugrupowań lewicowych, ruchów miejskich, PSL, Kukiz15 i radykalnej prawicy. Bo efektem plebiscytowego charakteru tych wyborów będzie zapewne wyższa, niż zwykle, frekwencja wyborcza. Co przy większościowym systemie liczenia głosów doprowadzi do podziału miejsc w samorządach przede wszystkim pomiędzy kandydatów PiS i PO+.
Zwłaszcza w sejmikach wojewódzkich.
Tu zgodne milczenie mediów wspierających PiS i mediów wspierających koalicję PO+ wywołuje podejrzenie, że obie konkurencyjne strony zawarły niepisaną zmowę polityczną. Skierowaną przeciwko wszystkim pozostałym partiom i ugrupowaniom wyborczym.
Takie splebiscytowanie wyborów samorządowych PO i PiS przećwiczyły wcześniej. Obie partie złamały ordynację i kodeks wyborczy zgłaszając wcześniej swych kandydatów na prezydenta Warszawy i wspierając ich bezprawną kampanię wyborczą.
Taki plebiscyt wyborczy napompował szanse koalicji PO+ i PIS. Redukował pozostałe partie i komitety wyborcze do roli biednych myszy wyborczych.
Jeśli sprawdzą się czarne prognozowane dla tych myszy wyniki, to w przyszłym roku kolejne wybory, te do parlamentu europejskiego i polskiego, też staną się plebiscytami.
Europejskie będą plebiscytem pomiędzy eurosceptykami z PiS i proeuropejską PO+.
Krajowe będą pomiędzy autorytarną i populistyczną prawicą PiS a demokratyczną, liberalna prawicą PO+.
Lewica może w ten sposób zostać obsadzona w roli biednej myszy wyborczej.
Lewica wystawiła w samorządowych wyborach kilka swych reprezentacji.
Bo jej liderzy chcieli realnie

 

„policzyć swoje poparcie”.

Niektórzy uwierzyli, że zyskają poparcie lewicowych, lecz jeszcze nie głosujących do tej pory Wyborców. Inni liczyli na przyjcie Mesjasza lewicy, nierzadko osadzając się w tej roli.
Czy uznali, jak przywódcy Powstania Warszawskiego, że ewentualna, dzisiejsza polityczna klęska okaże się przyszłym moralnym zwycięstwem? Fundamentem przyszłej, wielkiej, czystej ideowo lewicy polskiej?
Po obecnej kampanii – plebiscycie wiem, że w przyszłej, też pewnie plebiscytowej, kampanii wyborczej, lewicowe myszy pewnie nie zaryczą.
Jeśli szybko nie zaczną wspólnie pracować nad projektem politycznym

 

V Rzeczpospolita.

Socjalna i demokratyczna. Alternatywnej wobec III i IV Rzeczpospolitej.
Jeśli nie zbudują koalicji politycznej Lewica+.
Jeśli nie stworzą sieci współpracujących ze sobą mediów lewicowych. Alternatywnej wobec narodowo – katolickich TVP i PR wspierających PiS oraz komercyjnych mediów wspierających PO+.
Jeśli więcej energii, czasu i pieniędzy nadal będą przeznaczać na walki polityczne z lewicową konkurencją i plebiscyty na Miss Polskiej Lewicy.
Jeśli polska lewica nie wyciągnie wniosków z tego plebiscytu politycznego, to w przyszłym roku zobaczymy niezwykle zjawisko.
Jak polityczne myszy same sobie zakładają pułapkę.

 

Pierwsza wersja artykułu ukazała się na portalu strajk.eu.

Głos lewicy

PiS dostanie łupnia

W oczekiwaniu na ostateczne wyniki wyborów Czesław Cyrul marzy:
Wiele wskazuje na to, że PiS w wielkich miastach dostanie w wyborach łupnia. To początek końca. Szczucie, kłamanie, ubliżanie, obrażanie, sterowanie centralnie zaczyna wywoływać opór i niesmak. Jeszcze trochę, a ta świadomość dotrze także do mniejszych miejscowości. Jeszcze trochę, a parafianie zabronią klerowi wskazywać na PiS jako bezgrzesznych. Wkrótce, ale jeszcze nie w tych wyborach, bunt przeciwko partii narodowo-socjalistyczno – konserwatywno-kościelnej ogranie cały kraj. Na kłamstwie i nienawiści, podpieranej autorytetem Rydzyka nie da się zbudować trwałych wartości. Zauroczenie mija.

 

Pamiętamy

Minął rok od samobójczej śmierci Piotra Szczęsnego, „Szarego Człowieka”. Skomentował ją na Facebooku Adam Mazguła:
Miałem przyjemność uczestniczyć w bardzo wzruszającym wydarzeniu pod Pręgierzem we Wrocławiu (19.10.). Hołd dla Zwykłego Szarego Człowieka złożyli Wrocławianie.
Wysłuchaliśmy przekazy radiowe i telewizyjne z dnia samopodpalenia się Piotra. Odczytano jego listy do rodziny, prasy oraz punkty jego protestu. Potem znowu organizatorzy, wśród których widziałem niezawodnych Anię, Ewę i Krzysztofa, odtworzyli komentarze z kolejnych dni jego męczeńskiej śmierci. Minuta ciszy i odtworzenie kultowej piosenki o wolności zakończyło wieczornicę pamięci.
Dziękuję organizatorom za wzruszające przeżycie i gratuluję wyczucia atmosfery towarzyszącej jego tragicznej śmierci.

 

Zlikwidować stolicę!

Tymczasem Łukasz Moll komentuje demonstracje przeciwników Brexitu:
Obiegły mnie wczoraj wieści, że w Londynie niezliczona ilość zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej przemaszerowała żądając drugiego referendum w tej sprawie. Organizatorzy doliczyli się ponad 700 tysięcy uczestników, a na czele pochodu stanęli politycy wszystkich głównych partii – w tym posłanka rządzących Konserwatystów – co oznacza, że nacisk skierowany był nie tylko na premier Theresę May, a i na lidera opozycji Jej Królewskiej Mości, Jeremy’ego Corbyna, który skłonny jest przeprowadzić Brexit, ale wynegocjować z Brukselą jego bardziej miękki model. Łatwo było by mi z pozycji otwartego, młodego człowieka z dużej metropolii i z wyższym, humanistyczno-społecznym wykształceniem powiedzieć, że się z Corbynem nie zgadzam. Ale chciałbym powiedzieć, że zgadzam się z nim w sprawie, którą uważam za znacznie bardziej fundamentalną i która ma znaczenie uniwersalne, istotne zwłaszcza w Polsce. Corbyn rozumie, że robienie postępowej polityki w Londynie to łatwizna, a problemem jest to, kiedy koszty tej polityki wystawiane są peryferiom. Dlatego lider lewicy poważnie traktuje głos zapomnianych społeczności – tych, które nigdy nie zorganizują marszu na setki tysięcy osób. I lewica, jeśli chce mieć większość i ma to być większość dla lewicowej polityki, musi mieć po swojej stronie przede wszystkim tych, którzy chcą by rząd chronił ich przed zgubnym wpływem niczym nieskrępowanego przepływu kapitału.
A tak w ogóle doświadczenia ostatnich tygodni w Polsce, kiedy każdy z nas w ułamku sekundy dowiadywał się, co na śniadanie zjadł warszawski kandydat A i o której wstał z łóżka kandydat B, a z trudem dało się dowiedzieć cokolwiek więcej o kandydatach z naszych miejscowości, dodały mi tylko przekonania, że jak już będziemy pisać tę Konstytucję V RP, II PRL albo Rzeczy Pospolitej, to zaczniemy od wyrzucenia z niej stolicy. Największe miasto ma być po prostu największym miastem, a nie pseudoemanacją polskiej woli. Wyszłoby to na zdrowie i Warszawiakom, których codzienne problemy nie mogą wejść na pierwszy plan, ponieważ przytłacza je ciężar polityki ogólnopolskiej. I reszcie kraju, których lokalne sprawy częściej wchodziłyby na plan krajowy. Bo kiedy obcinasz głowę królowi, nie możesz zapominać o konieczności wyrzucenia pustego miejsca centralnej władzy, która po nim zostaje. Angole mają do zrobienia obie rzeczy.

Inwestujmy w ludzi, aby mogli godnie żyć

 „Zadziwię polską scenę polityczną, nie będę atakował, nie będę opluwał, nie będę mówił źle o innych partiach, nie będę mówił złego słowa przeciwko bliźniemu. Będę mówił o tym, co koalicja SLD Lewica Razem zrobi kiedy wejdziemy do samorządu, a przecież pracujemy tam codziennie od wielu lat”. Przemówienie przewodniczącego SLD na konwencji w Warszawie.

 

Zwracam się do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Przychodzi mądrość na lewicy i mówienie o tym, że było dobrze, i że było źle; nie zawsze trzeba być pierwszym i jeżeli ma się koalicję SLD Lewica Razem, to każdy element tej koalicji jest jej podmiotem; a w polityce można nie oszukiwać i prowadzić normalną politykę. Myślę, że nadchodząca kadencja samorządów będzie to pokazywała, będziemy w Sejmie, ale te wybory są najważniejsze.
Proszę Państwa, „Silny samorząd, demokratyczna Polska”, to nie jest przypadkowe hasło. Nie ma demokratycznej Polski, bez silnego samorządu. Złotówkę, którą można wydać w Łodzi, lepiej widać w tym mieście, a nie z Warszawy. W Koszalinie lepiej, niż z Warszawy. Nie wszystkim trzeba kierować centralnie, nie trzeba wszystkiego brać za twarz. Trzeba wierzyć ludziom. Społeczeństwo demokratyczne, społeczeństwo obywatelskie to silny samorząd. Ja rozwinę te hasło, ponieważ chcielibyśmy jako SLD Lewica Razem, aby w tej kadencji, która nastąpi więcej było inwestycji w człowieka, a mniej inwestycji w infrastrukturę. Ona jest ważna, ale nadszedł taki czas, że jeżeli w Polsce jest lepiej, a tak jest, ponieważ wprowadziliśmy Polskę do Unii, to ludziom też musi być lepiej. Obywatelki i obywatele muszą poczuć, również na poziomie samorządów, że politycy są po to, żeby ludziom żyło się lepiej.
Siedem spraw, o których chciałem powiedzieć jeżeli chodzi o samorząd, to zresztą pokaże czym różni się socjaldemokracja, reprezentowana przez wiele nurtów polskiej lewicy, od innych partii. Po pierwsze, uważamy, że samorząd powinien być świecki. Nie musi tak być, że jak się kupi 9 ławek do szkoły to ksiądz koniecznie musi je poświęcić. Nie musi tak być, że w sprawie lekcji religii kler ma większy wpływ na radę pedagogiczną, a czasami tak się zdarza, niż dyrektor szkoły. Zapytałem się ostatnio jednego z dyrektorów szkół, który święcił ławki – jak kupujesz sobie mebel do domu to święcisz go? „Nie, to bez sensu”. Powiedziałem mu, pomyśl proszę, ponieważ ten bezsens jest w Twojej szkole. Nie musi być tak, że każdy urzędnik jest wiarygodny tylko wtedy kiedy powiesi krzyż mad swoim biurkiem. Nie mam nic przeciwko wierze, socjaldemokracja nigdy nie była przeciwko ludziom wierzącym, ale zawsze byliśmy za świeckim państwem. Wpływ kleru doprowadził do tego, że w wielu miastach, w których kino jest samorządowe, filmu „Kler” się nie puszcza. Czy wielu ludzi z „Solidarności” walczyło z cenzurą oraz o transformację w Polsce, żeby w tej chwili czasy cenzury wracały. Na pewno nie. Życzę klerowi, aby poprzez to co się zdarzyło w ostatnim czasie, miał wielki dystans do szkół oraz życia publicznego. A samorządom życzę, aby miały wielki dystans do kleru.
Socjaldemokracja mówi prawdę o historii i dumny jestem z tego, iż Polska Partia Socjalistyczna jest częścią naszej koalicji. Historia polskiej socjaldemokracji, historia polskiej lewicy w stulecie niepodległości to rząd Moraczewskiego, to prawa wyborcze dla kobiet, to prawo do związków zawodowych, prawo do ośmiogodzinnego dnia pracy. Widzę taką tendencję, że mało kto z prawicy broniąc naszej konstytucji chwali prawo do zrzeszania się, ośmiogodzinny dzień pracy, prawo kobiet do głosowania. Mało mówi się o tym, że to polska lewica wprowadziła tę konstytucję, że to polska lewica dzięki dwu udanym referendom uchwaliła ustawę zasadniczą oraz wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej.
Prawo do historii i obiektywizmu, to jest prawo do tego, aby mieszkańcy ustalali jak się mają nazywać ich ulice. Moim marzeniem jest, aby patronkami ulic były kobiety. Moim marzeniem, jest aby w sposób bezmyślny nie rozbierać pomników. Polska została wyzwolona, czy się to komuś podoba czy nie, również żołnierzy radzieckich. Podczas mojej wizyty w Szczecinie zrobiliśmy konferencję prasową na zgliszczach pomnika żołnierzy, którzy Szczecin wyzwalali. Czy to jest rozsądne? Czy matka, która płakała po żołnierzu ukraińskim, rosyjskim, białoruskim, czy też kazachskim płakała inaczej, niż po żołnierzu wyklętym czy też Armii Ludowej?
Następna rzecz, która nas różni od prawicy to samorząd, który sprzyja równości. Co to znaczy? To jest wspieranie kultur mniejszości, wszelkich mniejszości, a każda z nich ma swoje prawo do życia. Oznacza to bezdyskusyjną zgodę na organizację parad i marszów, samorząd jest po to, aby ludzie mogli pokazywać swoje poglądy i aby byli w tym bezpieczni. Samorządy są również po to, aby tworzyć społeczeństwo obywatelskie, żeby wspierać wszelkiego typu NGO-sy. Należy też prowadzić rejestr zachowań o podłożu homofobicznym i rasistowskim, powinniśmy to bardzo dokładnie kontrolować, wiecie dlaczego, ponieważ będzie tego coraz więcej. Musimy wiedzieć kto za to odpowiada, obserwować i eliminować w sposób mądry i rozsądny wpływy takich ludzi.
Pragniemy, aby rozwijały się fundusze partycypacyjne. Pragniemy również, aby samorządy prowadziły edukację społeczną, która będzie dotyczyć polskiej konstytucji. Na tej sali jest dwóch szefów Komisji Konstytucyjnej: Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz. Obywatelki i obywatele, a szczególnie nasze dzieci, powinny ją znać. Trzeba znać to, czego z najwyższą przyjemnością codziennie bronimy.
Samorząd musi być partnerem dla rodzica, mówię tu o zapewnieniu dostępnego i bezpłatnego żłobka, o darmowej opiece przedszkolnej dla wszystkich dzieci, o tym, że każde dziecko z najmłodszych klas szkoły podstawowej otrzyma bezpłatne i energetyczne drugie śniadanie. Chcemy zapewnić też edukację seksualną dla każdego dziecka, stosownie do jego wrażliwości i dojrzałości. Nie chcę usłyszeć, że łamię mury i wywracam cegły – stosownie do dojrzałości i wrażliwości. Pragniemy wprowadzić bezpłatne bilety komunikacyjne dla wszystkich dzieci. Chcemy przed egzaminem ośmioklasisty oraz maturą zagwarantować bezpłatne korepetycje. Pytacie dlaczego? Ponieważ, koalicja SLD Lewica Razem powinna się zająć tymi, których na to wszystko nie stać, tymi którzy się urodzili w biedniejszych rodzinach i mają gorszy dostęp do edukacji, służby zdrowia, do rozwoju.
Jak wiecie jestem wydawcą. Nie bójcie się, nie będę reklamował książek z mojego wydawnictwa. W każdej gminie jest biblioteka. Jednym się marzą boiska i dobrze, innym marzą się marzą drogi, też dobrze, mnie się marzą biblioteki, które są super wyposażone. We współczesne książki, aby ludzie mieli do nich dostęp. Marzy mi się, że jak lewica wróci do współrządzenia, to żeby lewica objęła resort kultury i edukacji, ponieważ to co jest w głowie jest rzeczą najważniejszą. To buduje Polskę, zdecyduje o tym czy będziemy wrażliwi na innych, tolerancyjni czy też nie. Obiecuję wsparcie dla wszystkich bibliotek po to, aby były pełne wartościowych i mądrych książek.
Narodowy Fundusz Zdrowia i opieka rządowa to nie wszystko. Szpitale, a szczególnie te podległe pod samorząd, absolutnie powinny działać na zasadzie – nie zysk a dobro pacjenta. Nie można tworzyć takich zasad, że w szpitalu na końcu musi być zysk. W szpitalu na końcu musi być zdrowy pacjent. A pielęgniarki i lekarze muszą być normalnie opłacani oraz dumni ze swojej pracy, która musi mieć też również walor finansowy. W naszym filmie mówię – wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że są bezpłatne badania. Wyobraź sobie, że są bezpłatne szczepienia, a to że szczepienia powinny być w gronie socjaldemokratek i socjaldemokratów nie podlega dyskusji. Nie ucieknie się od cywilizacji, nie ucieknie się od medycyny. Marzy mi się opieka dentystyczna w każdej szkole. Marzy mi się świadome macierzyństwo, może nie bezpośrednio mnie, ale aby wszyscy ci, którzy pragną mieć dzieci mieli je w sposób świadomy. Żeby edukacja seksualna w ramach naszych programów zdrowotnych była na właściwym miejscu, aby pigułka „dzień po” była dostępna, aby ludzie mogli się kochać. Jak ktoś się lubi, to będzie się kochał, to jest po prostu fajne. Wczoraj byłem w Białymstoku, wspólnie z prof. Bogusławem Liberadzkim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tak nawiasem mówiąc, jesteśmy jedyną partią, która nie jest w parlamencie, a ma wiceszefa Parlamentu Europejskiego, co świadczy o naszych możliwościach rozwoju. W Białymstoku byłem u profesora Szamatowicza, który jest jedynką w Białymstoku do Sejmiku i twórcą polskiego in vitro. A dlaczego in vitro jest fajne? Ponieważ daje życie, a nie je zabiera. W 1500 roku Leonardo Da Vinci oraz Michał Anioł dokonywali we Florencji pierwszych sekcji zwłok. Kościół nie był z tego zadowolony, a wyobrażacie sobie co by było gdyby tych sekcji nie wykonywali? Gdzie byłaby medycyna? Wierzę w to, że kościół uzna metodę in vitro jako metodę dającą możliwość posiadania dzieci.
Wczoraj prof. Szamatowicz powiedział mi, że metoda in vitro jest ważna również dlatego, że jest droga. Jeżeli ktoś jest bogaty to może z tej metody skorzystać w każdym miejscu o ile zapłaci, ale w Polsce nie ma wyłącznie bogatych ludzi i właśnie o nich mamy obowiązek się upomnieć. Zobowiązuję się w imieniu SLD Lewica Razem, w każdym miejscu gdzie będziemy mieli wpływ, będziemy wprowadzali dofinansowanie metody in vitro, ponieważ dzieci są największą wartością każdego narodu.
Mieszkanie powinno być prawem a nie towarem. Musimy wprowadzać takie programy, które będą pomagały ludziom godnie żyć. Nie chodzi o 200 czy 300 metrów, ale o miejsce gdzie można żyć, uczyć się, wychowywać dzieci, kochać się, czy po prostu odpoczywać. Pragnę złożyć następujące zobowiązanie, że 10% rocznych dochodów własnych gminy będzie przeznaczane na budownictwo komunalne. To wielka sprawa. Mieszkania komunalne powinny być dedykowane w dużej mierze dla grup wymagających szczególnego wsparcia, w tym dla osób z niepełnosprawnościami, dla osób starszych, które powinny mieć łatwy dostęp do swojego mieszkania. Będziemy chcieli mieć wpływ na planowanie przestrzenne tak, aby w każdym osiedlu była możliwość skorzystania ze żłobka, przedszkola oraz terenów zielonych. Żeby miejsce, w którym mieszkamy służyło rekreacji oraz wypoczynkowi i normalnemu życiu.
Srebrna rewolucja dotyczy polskiego społeczeństwa, które się starzeje i nie uciekniemy przed tym. W mediach mówi się, że ludzie młodzi są najważniejsi, to prawda, ale równie ważni są ludzie starsi. Każdy ma prawo do szczęścia na każdym etapie swojego życia, dlatego będziemy wprowadzać „Karty seniora”, które zapewnią aktywne życie w kulturze i rekreacji. Chcielibyśmy budować osiedla wspomagane, gdzie pełniony byłby 24h dyżur osoby, która będzie mogła, szczególnie seniorom, pomóc. Począwszy od rzeczy błahych, aż po wezwanie lekarza gdyby zaszła taka potrzeba. Chcemy wprowadzić „Przyciski życia”, a także obowiązkowe „Koperty życia”, po to, że gdy przyjedzie pogotowie a pacjent jest nieprzytomny, to będzie wiadomo na co choruje i jakie bierze leki. Chcemy wprowadzić przejazdy komunikacją dla osób powyżej 65 roku życia za darmo. To jest też mój interes, ponieważ niedługo i mnie to obejmie. Musimy likwidować bariery architektoniczne, nawet Państwo nie wiecie jak wiele niepełnosprawni muszą uzyskać, aby normalnie żyć.
Ostatnio słyszałem premiera Buzka, który powiedział, że dobrze by było gdyby obecni marszałkowie województw nadal kierowali samorządami. Panie premierze, ja mam takie marzenie, w którym samorządami kierują ludzie mądrzy, doświadczeni i umiejący rozsądnie wydawać europejskie pieniądze. Prof. Liberadzki wczoraj mnie uświadomił, że jeżeli chodzi o środki z Unii Europejskiej to minęło 2/3 czasu obecnej perspektywy budżetowej a została spożytkowana 1/3 środków. Obawiam się, że jeżeli ci sami marszałkowie, ponieważ te pieniądze idą głównie do samorządów, zostaną nadal to minie cały czas a pieniądze nie zostaną wykorzystane w Polsce i wrócą do Brukseli.
PiS podał następujący argument, że tam gdzie wygra Prawo i Sprawiedliwość to samorządy dostaną wsparcie finansowe od rządu. Nie jest to nowy argument, ale jest głoszony zwykle przez ekipę, która rządzi. Poza tym jest on bezsensowny. Platforma Obywatelska w sposób delikatniejszy, w eleganckich garniturach, językiem swobodniejszym i delikatniejszym mówiła to samo przed ostatnimi wyborami samorządowymi. Zaraz potem straciła władzę. Od teraz za rok są wybory parlamentarne i PiS też może stracić władzę, a wręcz jestem pewien, że ją straci. Związku z tym nie używajcie tego argumentu, ponieważ ten szantaż jest nieuczciwy.
Proszę państwa, ostatnia sprawa. W Lublinie w związku z Paradą Równości, która została zakazana przez prezydenta Żuka, ale ostatecznie się odbyła, ponieważ tak zadecydował sąd. Wiemy na pewno, iż prezydent Żuk przez tę decyzję pozbawił się wielu głosów ludzi głosujących na lewicę, w tym na SLD Lewica Razem. Popieramy pana Żuka, tak jak Platforma, Nowoczesna, czy też PSL, ponieważ startuje on ze swojego komitetu. Ponieważ jestem już doświadczonym politykiem, i jak słucham głosów – wycofajcie poparcie dla Żuka, to myślę, że są to głosy populistyczne. Odbierzmy poparcie Żukowi, wygra kandydat PiS-u, który będzie mówił, iż będzie miał pieniądze z rządu. To nie jest rozsądne. Czy budowanie na siłę jednej koalicji opartej tylko na nienawiści do PiS-u ma sens? Nie. Możemy stracić część elektoratu z jednej – lewicowej i drugiej – konserwatywnej stronie.
Proszę Państwa, idziemy do wyborów, mamy swój program i koalicję. Ale to nie są wybory, w którym możemy wybierać mniejsze zło, jest dobro – SLD Lewica Razem. To jest marka, która teraz wejdzie do samorządów, wybroni takich prezydentów jak Tadeusza Ferenca czy Krzysztofa Matyjaszczyka, stworzy nowych prezydentów i nowe silne postaci, takie jak Andrzeja Rozenka. Wszyscy nasi najlepsi ludzie obecnie startują w wyborach, na wezwanie „wszystkie ręce na pokład” polska lewica zjednoczona w SLD Lewica Razem stanęła jeden obok siebie. 21 podmiotów. Twórzmy nasz model samorządu – socjaldemokratyczny.
Na koniec, patrzę na Andrzeja Rozenka. Jeżeli do Polski przyjechałby Amerykanin, który mówi po Polsku i obserwowałby debatę warszawską, to by nie stwierdził, iż jest tylko dwu kandydatów – Jaki i Trzaskowski. Było ich wielu, a siła mediów jest olbrzymia. Andrzej siła rozumu, otwartości, tolerancji, lewicowości, to wartości, które Ty reprezentujesz. Chociaż nie zawsze byłeś z nami. Bądź mądry, bądź tolerancyjny, walcz!

PAD w Łomży

Nagłe Zatrzymanie Krążenia (NZK) dotyka w Polsce  ok. 40 tys. osób rocznie.  Z tej liczby udaje się uratować zaledwie 2-5 proc. pacjentów. Dlaczego tak mało? Ponieważ podstawowym czynnikiem warunkującym przeżycie jest szybkość działania.

 

lek. med. Dariusz Janicki – specjalista Medycyny Ratunkowej; WSPR Łomża. kandyduje na Prezydenta Miasta Łomży i na radnego Rady Miasta Łomży z listy nr 5 SLD – Lewica Razem.

 

Dotarcie przez zespół ratownictwa medycznego (ZRM) w odległe miejsce w mieście może zająć nawet kilkanaście minut, Może się zdarzyć, że nie ma wolnych zespołów i trzeba zadysponować ZRM spoza rejonu i wtedy czas dojazdu może być jeszcze dłuższy. Dlatego nie wahajmy się wezwać ZRM, jeżeli jest to konieczne, ale zastanówmy się czy warto, jeżeli nie ma zagrożenia życia i jesteśmy w stanie sami dotrzeć do szpitala.
Defibrylacja jest kluczowym ogniwem łańcucha przeżycia. Wykonanie defibrylacji w jak najszybszym czasie jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o przeżyciu podczas zatrzymania krążenia w mechanizmie migotania komór(VF) i częstoskurczu komorowego (VT) Migotanie komór i częstoskurcz komorowy bez tętna to sytuacja, w której mięsień sercowy kurczy się w sposób nieskoordynowany i nieefektywny. Krew nie jest pompowana przez serce i dostarczana do tkanek i narządów oraz do płuc. Dochodzi do niedotlenienia, na które szczególnie narażony jest mózg. W normalnej temperaturze w ciągu 3-6 minut dochodzi do śmierci mózgu. Istotne jest to, że u dorosłych najczęstszą przyczyną NZK poza szpitalem (około 75 proc.) jest migotanie komór lub częstoskurcz komorowy. Są to tzw. rytmy do defibrylacji. Użycie defibrylatora w tym przypadku może przywrócić prawidłowy rytm. W pozostałych przypadkach występuje asystolia (około 15 proc.) lub aktywność elektryczna (bez tętna) około 10 proc.. Są to rytmy, przy których nie wykonujemy defibrylacji. W każdym przypadku NZK należy zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999 i rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO), chyba że jesteśmy sami, a defibrylator AED jest w pobliżu, wtedy rozpoczynamy od jego podłączenia.
Automatyczne defibrylatory zewnętrzne (Automated External Defibrylator-AED) są wysoce specjalistycznymi, niezawodnymi, skomputeryzowanymi urządzeniami, które za pomocą poleceń głosowych prowadzą zarówno osoby z wykształceniem medycznym, jak i bez niego przez procedurę bezpiecznej defibrylacji w zatrzymaniu krążenia.
W krajach wysoko rozwiniętych wdraża się setki lokalnych programów PAD (ang. Public Access Defibrillation), czyli publicznego lub powszechnego dostępu do defibrylatorów AED, których celem jest stworzenie gęstej siatki AED w miejscach publicznych oraz zaangażowanie jak największej liczby wolontariuszy gotowych do niesienia pomocy. Zgromadzone dane pokazują, że podjęcie przez świadków zdarzenia samego RKO zwiększa szanse przeżycia do 9 procent, a przy użyciu dodatkowo defibrylatora AED – do ponad 50 procent, ale gdy urządzenia AED były dostępne na miejscu zdarzenia w czasie 3-5 minut, szanse na przeżycie wzrastały do ponad 70 procent. Urządzenia AED coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej i są instalowane w wielu zakładach pracy, urzędach, szkołach, lotniskach, dworcach kolejowych, pociągach, hotelach, centrach handlowych i pływalniach. Jeden z pierwszych programów poprawy bezpieczeństwa mieszkańców, zgodnie ze standardami PAD, wprowadziło miasto i gmina Trzebinia pod hasłem „Trzebinia Miastem Bezpiecznego Serca”. W ramach programu na terenie całej gminy w miejscach publicznych umieszczono 20 urządzeń AED. Przede wszystkim to ludzie ratują ludzi. Dlatego program budowy PAD powinien zawierać przynajmniej 6 podstawowych elementów, tak, aby defibrylator nie był tylko powszechny/publiczny, ale również aktywny. Dlatego powinniśmy zadbać o analizę projektu PAD według następujących punktów:
• sieć ogólnodostępnych defibrylatorów AED – 24 h,
• identyfikacja i wizualizacja lokalnego programu PAD,
• wolontariusze i program edukacji społecznej,
• system zarządzania AED i wolontariuszami,
• dobór sprzętu i sposobu montażu,
• finansowanie programu i jego utrzymanie.
Niedawno ideę PAD zaczęto realizować w Białymstoku, w ramach budżetu obywatelskiego. Chcielibyśmy wprowadzić system PAD w Łomży. Wiemy jak to zrobić, jak zaplanować lokalizację, jakiej aplikacji użyć do stworzenia mapy rozmieszczenia defibrylatorów w naszym mieście, jakie szkolenia zorganizować, jak zarządzać defibrylatorami i wolontariuszami. Mamy też kilka pomysłów na sfinansowanie projektu.
Aktualnie jest w Łomży kilka defibrylatorów AED, ale praktycznie żaden z nich nie jest ogólnie dostępny.
Mieszkańcy Łomży mają prawo czuć się bezpiecznie i mają prawo mieć dostęp do skutecznych narzędzi służących ratowaniu życia.