Bigos tygodniowy

Duduś Ministrant, wręczając dymisję Gowinowi palnął mu przy okazji umoralniającą gadkę rekolekcyjną, a ten musiał tych rekolekcji wysłuchać. Jednocześnie publicznie odmówił mu rozmowy w cztery oczy. Bigos nie przepada za Gowinem, ale musi przyznać, że po prezydenckiej połajance, zachował się on z większą klasą niż Niezłomny.


Duduś podpisał nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego, którą uporządkowano kwestie związane z przedawnieniem. Mniej więcej chodzi o to, aby nie można było obalać w nieskończoność wydanych w przeszłości decyzji administracyjnych. Niby rzecz niewinna, ale Izrael uznał, że zagrożone są interesy jego obywateli, którzy nie będą mogli dochodzić swoich roszczeń. I odwołał bezterminowo z Warszawy chargé de affairs, poradził polskiemu ambasadorowi, żeby się nie śpieszył z powrotem z urlopu, sugerując że ciąg dalszy nastąpi.


„Idź złoto do złota” – głosi stare powiedzenie. Im wyższa inflacja, tym więcej złota w TVPiS, gdzie z lubością pokazują kamerą długie pasaże jakiegoś skarbca, w którym piętrzą się sztaby złota, góry złota, na których siedzi Glapa. Cóż z tego ma Polaczek – szaraczek? Ano nic, inflacja szaleje, ceny galopują, a niektórzy specjaliści od ekonomii wręcz twierdzą, że jesienią będzie gorzej czyli drożej.


„Polska 2021 roku nadal jest w cieniu Okrągłego Stołu. Jeszcze nie wyszła z postkomunizmu, a już dorwała ją lewacka współczesność. Jeszcze nie zbudowała niepodległościowych mediów, a już została zalana niemieckim kapitałem, jeszcze nie wychowała nowych elit, a już śmiałości i buty nabrali ludzie PRL-owskiej władzy. Oprócz wniosków, by mocniej rozwijać zasoby obozu propolskiego, może warto też docenić, że ten propolski Dawid nadal nieźle sobie radzi lewicowo-liberalnym Goliatem?” – napisał Maciejewski Jakub, jeden z ludzi karnowszczyzny.


Adamski Łukasz, krytyk filmowy, nawiązując do sceny z „Lotnej” Andrzeja Wajdy, w której ksiądz w sutannie jedzie na koniu powiedział, że „postać księdza nieodłącznie związana jest z polskością”. Ale to było w 1959 roku. Dziś ksiądz jest w Polsce częściej kojarzony z innym słowem zaczynającym się na „p”, czyli z pedofilią.


„Od wolnościowca do reżimowca”, to najłagodniejsze określenie, jakie skierowano do Kukiza po jego głosowaniu z PiS w sprawie TVN24. Janusz Panasewicz, który nagrał z nim kiedyś płytę zwrócił się do Kukiza: „Ty gnoju”. Droga Kukiza przypomina drogę Terleckiego Ryszarda od hippisa do wicemarszałka Sejmu PiS. W „Słudze bożym” Erskine Caldwella pada pytanie: „Kim ty w końcu jesteś, kaznodzieją czy alfonsem?”. Nawiasem mówiąc Bigos obstawia taki wariant na przyszłość, że stary wyga Don Jaroslao zrobił „zawsze artystę” (jak o nim powiedział) w balona i za jakiś czas Kukiz, gdy otrzeźwieje, odwinie się i zasoli mu z hukiem solidnego kopa. I będzie skowyt i skomlenie. Tego rodzaju chore alianse oparte na resentymentach tak się często kończą.


„Reasumpcja wyborcza” (określenie Piotra Zgorzelskiego) – to może być najgroźniejsza postać metody forsowania swoich zamiarów, jakiej jęło się PiS po utracie stabilnej większości w Sejmie. Najprościej – gdy głosowanie sejmowe czy wyborcze nie pójdzie po myśli PiS, na zarządzenie Elżbiety Reasumpcji Witek będzie powtarzane aż do osiągnięcia zadowalającego rezultatu.


„Jestem przekonany, że PiS jako formacja rządząca należy już do przeszłości. Dlatego najważniejsze dla mnie pytanie dotyczy stanu opozycji. Na ile będzie ona przygotowana do przejęcia władzy. Na ile przemyśli błędy III RP – nie tylko katastrofalne skutki – ale też źródła sukcesów, społecznego poparcia dla PiS” – rzecze Aleksander Smolar.


W „Salonie Dziennikarskim” karnowszczyzny Józef Orzeł powiedział o zmarłym biskupie Hoserze, że w czasie rozmowy z nim (o filozofii) biskup podpisywał jakieś dokumenty. Czyli – jak genialny Napoleon dyktujący naraz kilka rozkazów. Nawet Orzeł, niezły mózgowiec, gdy mówi o biskupie, to przyjmuje pokorną postawę wiejskiej parafianki. O mobbingu Hosera w stosunku do księdza Lemańskiego – ani słowa.


Duduś najpierw podpisał ustawę o budowie Pałacu Saskiego, a potem dud-nił te swoje patetyczne kocopały z tandetnymi minami á la duce na fecie z okazji 15 sierpnia. Diełał zawoalowane aliuzje, że może nie podpisać „lex TVN”, czyli znów odstawiał Niezłomnego. A w końcu zrobi to, co mu nakaże Ojciec Chrzestny, Don Jaroslao. Poza tym tego dnia Duduś ostro odrabiał ministranturę, klękał i żegnał się krzyżem jak najęty.


A propos odbudowy Pałacu Saskiego. Tak czysto teoretycznie, to Bigos nie byłby przeciw, gdyby nie obawa, a raczej pewność, że zacznie się od mnóstwa lukratywnych synekur dla pisiorów i ich rodzin, jak w Baranowie. Uwłaszczyli się już na wszystkim, teraz uwłaszczą się na Pałacu Saskim. Poza tym planowany koszt budowy trzeba będzie przemnożyć przez dwa, a ważniejszych wydatków, choćby na renowację prawdziwych zabytków jest mnóstwo.


Czarnek Przemysław już grozi, że chce ręcznie sterować polityką kadrową na uczelniach. Oświadczył w TVPiS, że dr Maciej Borkowski z UAM w Poznaniu, który źle się wyraził o Kukizie, „nie będzie na tej uczelni pracował”. Hola, hola, wolnego Czarnek, to nie twoja kompetencja. Ręce precz. Nic ci do tego.


W programie Marcina Mellera „Drugie śniadanie mistrzów” w TVN 24 Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej powiedziała, że brak podpisów dziennikarzy lewicowych pod listem w obronie stacji wziął się z tego, że kilka tygodni temu przejechała się ona brutalnie walcem po Lewicy. Chyba ma rację.

Bigos tygodniowy

„Człowiek Niezłomny”, „Achilles i Herkules polski”, „nowy Maksymilian Kolbe”, „Winkelryd polski” ściągający na własną pierś nieprzyjacielskie kopie, etcetera, etcetera, etcetera,. ogłosił, że bierze na klatę krytykę i hejt z powodu podwyżek uposażeń parlamentarzystów i funkcjonariuszy państwowych. A to w rzeczywistości tylko cienki Duduś-Ministrant, zapomniany już Adrian z „Ucha prezesa”, sterczący całymi dniami na Nowogrodzkiej pod drzwiami Najważniejszego Gabinetu. Jego małżonce, Pani Prezydentowej (córce bardzo porządnego ojca, Juliana Kornhausera) Bigos dedykuje fragment wiersza Tuwima „Grande Valse Brillant”: „Wątłe mięśnie naprężasz, pierś cherlawą wytężasz/Będę miała atletę i huzara za męża”.


Od 2016 roku 24-letni dziś Bartosz Horbaczewski jest nękany przez prokuraturę po tym, jak nie zdjął czapki w Sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej w Kotlinie Kłodzkiej. Niebawem rozpocznie się w Wałbrzychu jego proces o „obrazę uczuć religijnych”. Nie poniósł natomiast konsekwencji prawnych klecha, który zastosował wobec Bartosza rękoczyn, zresztą ze wsparciem kilku parafian. Wystarczy prosty rachunek, by uświadomić sobie, że młody człowiek już prawie jedną piątą swojego życia grillowany jest przez Patokościół katolicki w Polsce. Wszyscy młodzi ludzie w Polsce powinni zainteresować się tym procesem, by świadomie, bez złudzeń podjąć decyzję, czy chcą wiązać swoją przyszłość z Patokościołem katolickim.


Nawiasem mówiąc, o dwa lata dłużej trwa sprawa nauczycielki z Krapkowic Grażyny Juszczyk, która była szykanowana za zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim w 2014 roku. Sądy wszystkich instancji ją uniewinniły, ale Ziobro, szafarz Funduszu Sprawiedliwości złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Izby Kontroli Sądu Najwyższego. I sprawa dalej się ślimaczy.


A skoro o kościołach mowa. Jeden z legalnych, zarejestrowanych kościołów, mianowicie Reformowany Kościół Katolicki udziela ślubów parom jednopłciowym. Ziobro chciał go za to ukarać wykreśleniem z rejestru, ale Sąd Administracyjny się na to nie zgodził.


Karnowszczyzna zawyła z oburzenia po tym, jak hiphopowcy Łona i Webber podczas koncertu w ramach owsiakowego Pol’and’Rock skandowali wraz z publicznością: „Jebać PiS”. Karnowszczyzna się denerwuje, bo karnowszyzzna jest jeszcze na tyle młoda, że z autopsji może znać moc hiphopu, masowo kochanego przez polską młodzież. Karnowszczyzna wie, że jeśli cały hiphop zahiphopuje przeciw PiS, to marny PiS-u los. Karnowszczyzna musi o tym zameldować Zaplutemu, bo on, choć rozumie kryptonim „osiem gwiazdek”, to akurat hiphopu nie kuma.


39 procent uzyskałaby antypisowska koalicja przeciw 35 procentom obozu PiS, gdyby teraz odbyły się wybory – tak wskazuje wynik najnowszego badania opinii na zlecenie „Super Expressu”. Co znamienne, taki wynik osiągnęłaby opozycja bez Lewicy. Lewica powinna starannie przeanalizować ten wynik, bo jeśli opozycja wygrałaby wybory bez niej, to ranga Lewicy w parlamencie by spadła.


Michał Broniatowski z Politico, którego opinie Bigos ceni, powiedział, że relacje polsko-amerykańskie stały się tak złe, jak za czasów, gdy Jerzy Urban wypowiadał w latach osiemdziesiątych podczas konferencji prasowych krytyczne opinie o USA. To porównanie nie jest trafne. W przywołanych przez Broniatowskiego czasach relacje polsko-amerykańskie były konsekwencją trwającej wtedy już od czterdziestu lat zimnej wojny wynikającej z ówczesnego podziału świata na dwa bloki. Natomiast ładza PiS z własnej, nieprzymuszonej woli własnoręcznie zniszczyła „idylliczne” relacje z USA po tym, jak wybory wygrał Joe Biden. I na tym polega wielka różnica znaczeń między narracją Jerzego Urbana i propagandy pisowskich szczujni.


Po licznych wahaniach I Prezes SN Manowska Małgorzata zawiesiła działanie tzw. Izby Dyscyplinarnej, czyli ugięła się przed wyrokiem TSUE, czym wywołała gniew Ziobry. To oznacza dodanie do Banasia i Gowina kolejnego dużego napięcia na szczycie pisowskim.


„Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie i w ten sposób zniknie przedmiot sporu” – powiedział Zapluty w wywiadzie dla PAP. Pachnie to sugestią, że będą chcieli coś chachmęcić, wprowadzić to samo pod innym szyldem, czyli próbować wyprowadzić TSUE w pole. Poddanie przez Zaplutego wymarzonej Izby tak łatwo, ma zapewne przyczynę nie tylko w tym, że jak mawia Ludwik Dorn, woda zaczęła mu wlewać się do nosa. Zapluty odpuszcza tę Izbę tak lekko także dlatego, że w sprawach sędziów Morawiec i Wróbla nie spełniła pokładanych w niej nadziei, więc trzeba się jej w cholerę pozbyć.


„Tusk zapowiada Polakom koniec dobrobytu” pasek TVPiS. A poza tym festiwal Tuska w pisowskich szczujniach trwa, ostatnio wokół jego wypowiedzi o dwóch polskich udrękach: macierzyństwa i krzyża.


„Trudno mi nawet komentować wypowiedź abpa Stanisława Gądeckiego na temat obostrzeń. Nie znam kraju, gdzie Kościół pokazałby, że powinien być inaczej traktowany niż ogół obywateli – odpowiedział minister zdrowia na list Gądeckiego Stanisława, arcybiskupa, który napisał, „że mimo gwarancji konstytucyjnych i konkordatowych Kościół został potraktowany gorzej niż przedsiębiorstwa handlowe”. I że „rządy z przeszłości nigdy nie ośmieliły się nałożyć na Kościół tak drastycznych zakazów, okazując w ten sposób znikomy respekt dla Kościoła i jego roli w życiu społecznym” – stwierdził arcybiskup. Warto zwrócić uwagę na pełen buty i pychy zwrot „nie ośmieliły się”. A dlaczego Gądecki napisał ten list? Bo chce kasy z budżetu, jako stratny na tacy. Przecież w końcu jego firma też jest przedsiębiorstwem handlowym, choć Gądecki zapiera się tego jak żaba błota.

Flaczki tygodnia

Pan prezes Kaczyński przestał być „naszym skurwysynem” dla administracji USA. To oznacza, że jego rychły upadek staje się nieuchronny.Tak wskazują liczne znaki na niebie i ziemi. Zwłaszcza listy, wypowiedzi i wizyty wysłanników wyżej wymienionej. Tu warto przypomnieć,że pieszczotliwym mianem „nasz skurwysyn” administracja USA określała licznych południowoamerykańskich i azjatyckich dyktatorów, którzy u siebie nieortodoksyjnie krewili prawa człowieka w zachodniej wersji, ale za to służalczo realizowali amerykańskie interesy.

Dopóki pan prezes i jego drużyna wiernie służyli USA, to waszyngtońska administracja przymykała oczy na ich zamordystyczne zapędy. Zwłaszcza kiedy na jej czele stał zamordysta Donald Trump. Teraz „naszość” PiS skończyła się, bo peryferyjny dyktatorek targnął się na najświętszą wartość w USA. Amerykańską własność prywatną. Krajowe media pełne są spekulacji przeróżnych badaczy tajemnic mózgu jaśniepana prezesa. Próbujących znaleźć jakiekolwiek racjonalne przyczyny ataku elit PiS na amerykańską własność prywatną. Na koncern Discovery. Mówi się, że jaśniepan prezes zechciał „zagrać ostro”, tak jak lubi, aby pokazać nowej administracji USA, że ma przysłowiowe „polityczne jaja”. Spekuluje się, że ekipa PiS postanowiła przeczekać rządy demokratów Bidena licząc, że za cztery lata w USA znowu zwyciężą republikanie. I wtedy republikanie pochwalą swoich „skurwysynów”, że dokuczyli utożsamianemu z demokratami koncernowi medialnemu. Ale kiedy w obronie amerykańskiej własności stanęli, solidarnie z demokratami, również republikańscy kongresmeni, kiedy elity PiS zganił za to samo również Mike Pompeo, były sekretarz stanu w administracji prezydenta Trumpa, to pojawił się jednoznaczny znak, że administracja USA chce zakończyć już dziecięce gry polityczne dziaderskiego prezesa Kaczyńskiego. Znak, że Anuszka już kupiła olej.

Oczywiście Amerykanie nie wyślą swojego lotniskowca na Bałtyk, Pershinga w kierunku Żoliborza, ani marines do gmachu przy Nowogrodzkiej. Wystarczy im przysłany już nowy ambasador Mark Brzeziński. Ten sprawny, mówiący po polsku dyplomata sprawi,że już niebawem od pana prezesa zaczną uciekać jego polityczni współpracownicy. Teraz warto przypomnieć stary dowcip polityczny. Dlaczego w Waszyngtonie nigdy nie doszło do puczu, ani do ruchawki politycznej odsuwającej rządzące tam władze? Tak jak to działo się nieraz w wielu państwach świata? Bo w Waszyngtonie nie ma ambasady USA. I tak jaśnie pan prezes skończy pewnie jak książę Janusz Radziwiłł z sienkiewiczowskiego „Potopu”. Samotny, przez wszystkich opuszczony. Z jedynym wiernym porucznikiem Charłampem. W tej roli wystąpi pan poseł Marek Suski.

I znów przez tydzień cały słyszeliśmy, że „ważą się losy koalicji rządzącej”. Wszystko za sprawą pana wicepremiera Jarosława Gowina głównego bohatera trwającej od przynajmniej dwóch lat politycznej opery mydlanej zatytułowanej „Jarosław i Hamlet”. W odcinku 2791 pan wicepremier Gowin wystosował do jaśniepana prezesa Kaczyńskiego kolejne, tysiąc dwusetne pierwsze, ostatnie ultimatum. Jego niespełnienie równać się miało wystąpieniem pana wicepremiera Gowina i jego drużynki z parlamentarnej koalicji rządzącej. To sprawiłoby, że klub parlamentarny PiS straciłby większość w Sejmie i w konsekwencji przyniosłoby nowe, przyśpieszone wybory parlamentarne. Oczywiście pan prezes warunków ultimatum nie spełnił, a pan wicepremier i jego drużynka z koalicji nie wystąpili. Zapowiadają się dalsze odcinki opery mydlanej. Ale każda opera mydlana ma nie tylko liczne zwroty,lecz także i swój finał. Na razie w interesie pana wicepremiera Gowina leży jedynie zaostrzanie konfliktów wewnątrz koalicji rządzącej, ale nie wychodzenie z niej. Pan wicepremier kreuje się na obrońcę przedsiębiorców i samorządowców, a także telewizji TVN. I w jego interesie jest trwać na usypanym przez siebie szańcu. Aż go pan prezes sam wyrzuci. Wtedy to pan prezes będzie „rozbijaczem jedności polskiej prawicy”, a nie pan wicepremier.

Pan wicepremier Gowin ma w Sejmie jeszcze 9 swoich parlamentarzystów. Jaśniepan prezes próbuje ich przekupić, przeciągnąć do PiS. Panu posłowi,wiceministrowi Marcinowi Ociepie proponuje ponoć posadę ministra. Kuszeni są podobno też panowie posłowie Mieczysław Baszko i Wojciech Murdzek. Zatem pan wicepremier musi uważać. Zbyt długie trwanie w koalicji grozi mu osamotnieniem politycznym. Przekupieniem całej jego dziewiątki przez pana prezesa. Dlatego znowu odżyła idea koalicji gowinowców z PSL. Liderzy PSL mają taki polityczny plan. Na opozycji powinny powstać dwa bloki antyPiSowskie. Prawicowo- centrowy złożony z gowinowców, PSL, Polski 2050 i Koalicji Obywatelskiej, ale bez jej lewicowego skrzydła. Liderzy PSL liczą na sukces. Wierzą, że ten blok pozyska wielu wyborców PiS rozczarowanych obecna „wariacką polityką” jaśniepana prezesa. Drugim blokiem byłaby centrolewica złożona z lewicy KO, Nowej Lewicy i Razem. Taki podział wykluczyłby preferowany i forsowany przez Donalda Tuska duopol – PO kontra PiS, marginalizujący inne opozycyjne partie. Zapewne do PSL dotarli już „dobrzy ludzie” z ambasady USA w Warszawie oferujący swą pomoc w organizowaniu nowej prawicy. Wszechstronną i oficjalnie bezinteresowną.

Nadal jeszcze odważne wobec administracji USA elity PiS, wystraszyły się już twardej reakcji administracji Unii Europejskiej wobec Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i innych deformacji prawa, które forsuje pan minister Ziobo. I teraz głowią się jak wycofać się z tego szamba i jednocześnie przekonywać swój „ciemny lud”, że przecież nic się nie stało. Dla pana ministra Ziobry i jego Solidarnej Polski to sygnał, że ich czas w tej koalicji też się kończy. Bo wbrew opiniom krajowego politycznego Komentariatu pan prezes Kaczyński nie ma „traumy przedterminowych wyborów”. Urządzi je pewnie na wiosnę. Kiedy wzmocniony europejskimi pieniędzmi zechce znów kupić sobie jak najwyższe poparcie wyborcze. Utrzymać władzę lub być liderem bardzo silnej opozycji. Przed zbyt szybkim wyjściem z koalicji rządzącej powstrzymują pana ministra Ziobro ukazujące się cyklicznie, niczym opera mydlana, raporty NIK kierowanego przez pana prezesa Banasia. Okazuje się, że Fundusz Sprawiedliwości, który miał pomagać ofiarom przestępstw, wedle NIK stał się funduszem finansowania politycznej działalności pana ministra Ziobry. A zwłaszcza jego walki z Unią Europejską. Spośród niemal 700 mln złotych wydanych dotacji jedynie co trzecia złotówka była przeznaczona na pomoc dla ofiar przestępstw.

Na razie ani pan premier Morawiecki ani Centralne Biuro Antykorupcyjne nie reagują na doniesienia NIK w sprawie afer pana ministra Ziobry. Zareagują kiedy zechce on opuścić koalicję lub kiedy jaśniepan prezes zarządzi przedterminowe wybory.

Zakończyły się igrzyska w Tokio. Chleba propagandowego Polsce nie przyniosły, bo w klasyfikacji medalowej nasza reprezentacja nie przoduje. Dlatego już pojawiły się alternatywne wobec ogólnej klasyfikacje medalowe. I tak w klasyfikacji medalowej „Lekka atletyka” Polska znalazła się na czwartym miejscu. A w klasyfikacji „Rzut młotem” nawet na pierwszym! Rzuty młotem to nasza narodowa specjalność.

Polska nierządem stoi

Gdyby nie nierząd uprawiany wesoło w kamienicy Mariana Banasia w Krakowie w dzielnicy Podgórze, tegoroczne lato polityczne nie byłoby aż tak atrakcyjne.

Bo gdyby tamto źródło jego dochodu nie zostało ujawnione przez TVN 24, to władza PiS nie zażądałaby jego dymisji, nie szykanowałaby jego rodziny, a w konsekwencji Pancerny Marian nie wykierowałby pancerfausta w stronę Zaplutego, Sz-Matousza i całej tej ferajny.
Świadek koronny numer jeden
Od kilku dni Banaś próbuje ogłosić raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, działającego od 2012 roku w oparciu o nawiązki orzekane przez sądy od sprawców przestępstw, a mającego wspomagać ofiary przestępstw. Jak podają źródła, w 2015 roku Fundusz miał na koncie około 30 milionów złotych, a w roku 2017 już 463 miliony złotych, czyli w ciągu dwóch lat powiększył się kilkunastokrotnie. Jednak skala pomocy ofiarom przestępstw wraz ze wzrostem Funduszu nie rosła proporcjonalnie, lecz, odwrotnie proporcjonalnie, malała.
W 2015 roku z owych trzydziestu milionów do organizacji pozarządowych popłynęło około 80 procent tych pieniędzy. W roku 2016, gdy Fundusz liczył 400 milionów złotych, procent wpływów do NGS-ów zmniejszył się do 5 (pięciu) procent, a w roku 2017, gdy liczył 463 miliony, ów procent zmniejszył się do 3 (trzech) procent. Jednocześnie kierujący od 2016 roku Funduszem Sprawiedliwości Ziobro zaczął obficie karmić organizacje kościelne, między innymi rydzykową Lux Veritatis, która nie wiadomo co ma wspólnego z ofiarami przestępstw (może przez nią popełnionych?), a zasłużone na tym polu Centrum Praw Kobiet od tego czasu nie otrzymało ani grosza dotacji.
Mechanizm rozdziału tych środków chciał ujawnić Marian Banaś, ale torpeduje mu to na wszystkie możliwe sposoby eksponent Nowogrodzkiej w NIK, czyli wiceprezes Dziuba. Banaś złożył do Laski Marszałkowskiej wniosek o odwołanie Dziuby, ale przecież nie można spodziewać się, że Trzymająca Laskę Witek Elżbieta wyjdzie mu naprzeciw. Praworządne PiS jak ognia boi się bowiem zeznań „świadka koronnego”, jak określił go Donald Tusk.
Bo brudna sprawa Funduszu Sprawiedliwości w rękach Ziobry, to tylko czubek góry lodowej, jaką jest niekończący się i nieograniczony złodziejski proceder władzy z rozmachem okradającej kraj i obywateli, a Marian Banaś ma w zanadrzu kolejne, kto wie czy nie bardziej jeszcze szokujące, rewelacje o rozmiarach tego procederu. Dlatego też chcą odebrać mu immunitet. „Inflacja zła” w państwie PiS, jak to określił profesor Andrzej Rychard, wielokrotnie przekracza tę dosłowną, pieniężną.
Świadków koronnych ciąg dalszy
Jednak lista przyszłych ewentualnych „świadków koronnych” na Banasiu nie musi się skończyć, bo nierząd polski jest co najmniej kilkufilarowy. Kolejny jego filar, o którym w ostatnich dniach jest znów głośno, stanowi stronnictwo Gowina w ramach obozu rządowego. Gowin, który jest bezapelacyjnym czempionem godnego wyglądu (nie ma w Polsce polityka, który wyglądałby godniej) i ze swoim z angielska brzmiącym nazwiskiem (go win) wygląda tak, jak powinni wyglądać: Lord Great Chamberlain, First Lord of Admirality, Lord Mayor, Lord Paradox czy Lord Protektor, a lokowany jest w sąsiedztwie conradowskiego Lorda Jima, czyli synonimu zdrajcy.
Ów zdrajca próbuje jednak odkupić swoje winy i stara się zablokować pisowski marsz ku dwóm priorytetowym celom – pozbyciu się TVN 24 oraz uchwaleniu „Polskiego Ładu”, w tym szczególnie obciążeniu wyższymi podatkami sporej części klasy średniej. Spektakularnym wyrazem tego nierządu w rządzie jest fakt, że niedawny Przyjaciel i Opiekun Polski, czyli Stany Zjednoczone Ameryki Północnej rozmawiają już tylko z Gowinem.
Rozmawiał on co prawda nie z samym Joe Bidenem, a zaledwie z dwiema rządowymi paniami od handlu i innych interesów (m.in. o TVN 24), Giną Raimondo i Katherine Tai, i to przez skypa, ale jednak nie przez 30 sekund w korytarzu między water closed a stołówką. Kaczyński, Morawicki i ich otoczenie nie rządzą więc już relacjami z USA i muszą przyglądać się w bezsilnej złości, jak Gowin samowolnie wydzierżawił sobie tę działkę. Gowin od sześciu lat jest w rządzie PiS. Zatem wie, jak tam się wytwarza te pisowskie parówki. Także jemu w przyszłości można będzie przyznać status „świadka koronnego”.
Okazało się, że nierząd czai się w innych niespodziewanych miejscach. Gdy PiS tworzyło nieuznawaną przez TSUE tzw. Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, opozycja i opozycyjny Komentariat przedstawiały jej członków jako krwawych pisowskich siepaczy, którzy będą dyscyplinowanych sędziów ciąć okrutnie równo z trawą. Izba miała być krwawą pisowską inkwizycją, prawdziwą „chambre ardente”, „młotem na czarownice”.
Po tym, jak Izba odmówiła uchylenia immunitetu znienawidzonym przez PiS – sędzi Beacie Morawiec i sędziemu Włodzimierzowi Wróblowi, okazało się, że w tej domniemanej „czerezwyczajnej kamisji dla borby z kantriewalucju i sabotażem” są szczeliny. I nie jest aż tak ważne, jakie motywacje legły u podstaw tych decyzji, nie po myśli władzy – rozsądek, łut przyzwoitości czy strach. Ważny jest nagi fakt, czyli odmowa wykonania politycznego zamówienia mocodawcy. Okazało się, że władza nie może ufać nawet kręgowi, który miał być bez reszty wypełniony wiernopoddańczymi, ślepymi narzędziami. Do Grenady przeniknęła zaraza. Stąd niedawne wynurzenia m.in. samego Morawieckiego, że Izba Dyscyplinarna nie spełniła pokładanych w niej nadziei i lokowanej w niej pewności.
I być może także przynajmniej niektórym członkom Izby może zostać przyznany w przyszłości status „świadków koronnych”, bo oni też, siłą rzeczy, dużo wiedzą o technologii produkcji parówek w fabryce pisowskiego wymiaru sprawiedliwości.
Błogosławiony Nierząd
To tylko trzy przykłady spękanych filarów pisowskiego obozu władzy. Istnieje w katolicyzmie pojęcie „Błogosławionej Winy” czyli uczynku niby grzesznego, lecz w rezultacie owocującego dobrem. Błogosławiony niech więc będzie Nierząd polski czasów PiS. Nierząd przyczynił w jej dziejach do wielu nieszczęść. Po raz pierwszy jednak okazał się Błogosławiony, bo może pomóc uwolnić kraj od coraz bardziej totalizującego się reżimu, który prowadzi nas w stronę Budapesztu, Mińska, Moskwy i Ankary.

Bigos tygodniowy

Kompetentni i ciekawi komentatorzy polityki, profesorowie Rafał Matyja i Jacek Raciborski mówią tak. Matyja: „Zjednoczona Prawica weszła w fazę rozkładu, a dynamika w Sejmie jest dla PiS niekorzystna”. Dodał jednak, że „dalsza współpraca parlamentarnej opozycji winna być jednak absolutnym priorytetem”. Raciborski ma podobne zdanie, ale dodaje, że „najgorzej by było, gdyby któraś z partii opozycyjnych nie przekroczyła progu wyborczego”. Mam nadzieję, że politycy Lewicy wezmą to pod uwagę.


Na spotkanie klubu Zjednoczonej Prawicy w Ożarowie Mazowieckim przybył także Ziobro z przybocznymi, ale nie przybył Wielki Gowin, mimo że podstawowym tematem spotkania miał być „Polski Ład”, a zatem kwestie w dużym stopniu ekonomiczne. Wielki Gowin jest wicepremierem od Gospodarki. Poza tym Gowin dystansuje się od projektu ustawy skierowanej przeciw TVN 24.


Furiackie i publiczne rzucenie się na syna Mariana Banasia na lotnisku, gdy wracał z wakacji i gdy można to było uczynić na osobności, bez takiej ostentacji świadczy o tym, że Kaczor z Kamińskim i Wąsikiem już nie wytrzymują nerwowo i robią histeryczne ruchy, napinając muskułki.


Profesor Marcin Wiącek, nowy Rzecznik Praw Obywatelskich, choć nie czas teraz na jego ocenę, już na wstępie dał pisiorom kilka prztyczków. Po pierwsze, potwierdził nielegalność pisiorskich dublerów w TeKa Przyłębskiej. Po drugie, doradził tzw. Sędziom tzw. Izby Dyscyplinarnej by wykonali wyrok TSUE i powstrzymali się od orzekania. Po trzecie, skrytykował „Lex TVN” i zalecił przestrzeganie zawartych umów. Po czwarte, zapytany, czy odpowie pozytywnie na sugestię wicemarszałka Tepleckiego, ex-hippisa o bardzo zmęczonej twarzy, by wziął na zastępcę jakiegoś pisiora odrzekł, że zaproponował kontynuację współpracy wszystkim dotychczasowym zastępcom Adama Bodnara. Poza tym zadeklarował, że jego pierwszym działaniem ma być spotkanie z kierownictwem policji w sprawie brutalnego traktowania demonstrujących obywateli. Oczywiście prof. Wiącek, który sprawia wrażenia bardzo kulturalnego i delikatnego człowieka, o żadnej brutalności nie mówił, ale o to w sumie chodzi. Drobne wychylenia w stronę PiS nie zmieniają ogólnie niezłego wrażenia, jakie zrobił nowy RPO. Bigos zachodzi w głowę, dlaczego PiS zgodził się na tak koszmarnego z ich punktu widzenia rzecznika. To niby miała być transakcja – czyli pisowski politruk Nawrocki na szefa IPN w zamian za akceptację umiarkowanego Wiącka, ale PiS może na tym wyjść jak Zabłocki na mydle. Tracą węch, czy za tą decyzją stały jakieś nieznane motywacje….? Bigos byłby jeszcze bardziej usatysfakcjonowany, gdyby po planowanej interwencji u policji w sprawie ich bezprawnego i brutalnego prześladowania ulicznych manifestantów, nowy RPO ujął się też za obywatelkami polskimi torturowanymi przez władzę za pomocą „wyroku” TeKa Przyłębskiej, nakazującego rodzenie trupów i półtrupów.


A propos. 12 skarg z Polski wpłynęło, jak dotąd, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nowością jest to, że nie chodzi tylko o kwestie związane z realnym przymusem donoszenia trupiej lub półtrupiej ciąży, lecz także o skargi „potencjalnych ofiar”, z tytułu artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o „zakazie tortur”, wywołane „niemożliwym do zniesienia” stressem spowodowanym strachem przed zajściem ciążę w warunkach barbarzyńskiego prawa polskiego. Ten strach może spowodować utratę możliwości macierzyństwa przez kobiety, które w normalnych warunkach decydowałyby się na posiadanie dzieci.


Ciąg dalszy rozkładu PiS. Pinokio Morawiecki choć raz powiedział prawdę i to publicznie. Oświadczył mianowicie, że reforma sądownictwa jest o dupę potłuc, a sądy działają jeszcze gorzej. Ostrej riposty Ziobra na razie nie było.


No i wreszcie, prezes SN Manowska, która trochę pląta się w zeznaniach, powiedziała jednak, że „Izba Dyscyplinarna” może jednak powinna się zawiesić. A powiesić to nie łaska?


30 milionów dał faszolom Bąkiewicza minister – pożal się boże – kultury – Gliński. To jest kulturalny człowiek.


Trwa polonizacja polityki w USA. Republikańscy gubernatorzy na wyprzódki zakazują aborcji (ostatnio n.p. w Teksasie i Missisipi) w swoich stanach. Mogliby to robić już dawno, ale robią to dopiero teraz, na złość demokratycznemu lewactwu Joe Bidena. Czyżby to Trump przywlókł z Polski do USA wirusa nadwiślańskiej polityki?


„Trzeba niestety przyjąć inną taktykę w zderzeniu z silniejszym przeciwnikiem (TSUE i Komisją Europejską). Musimy odejść od strategii prężenia muskułów i przyjąć strategię „lisa”. Skoro więc silniejszy partner łamie ustalenia traktatowe i nie podoba mu się Izba Dyscyplinarna, należy uchylić się i tak zmienić system dyscyplinarny, by np. stworzyć „Izbę Karną i Dyscyplinarną”, do której wydziału przeszliby sędziowie z obecnej Izby Dyscyplinarnej i ci sędziowie z Izby Karnej, którzy wyraziliby chęć orzekania w „wydziale dyscyplinarnym”. Wszystkie decyzje i orzeczenia TSUE trafiałyby w próżnię” – radzi wiadomo komu sędzia Nawacki, prezes olsztyńskiego sądu rejonowego . Ten sam, który zawiesił sędziego Pawła Juszczyszyna i dokonał sławnego podarcia pisma sędziów w jego obronie.


„Utraciłem nadzieję. Nie ma szansy na oczyszczenie Kościoła. Kryzys będzie się pogłębiał. Jeszcze bardziej opustoszeją seminaria duchowne i klasztory. Będzie u nas Irlandia, ale nie od razu. Stopniowo, powoli” – powiedział ks. prof. Andrzej Kobyliński. Bigos wołałby szybsze tempo, ale tak też jest nie najgorzej. „Lasciate ogni speranza, voi q’entrate” („Wy co tu wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję”) – ta słynna fraza z „Boskiej Komedii” Dantego Aligheri pasuje dziś do kościoła kat. Polsce jak ulał.

Bigos tygodniowy

Konrad Fijołek wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Rzeszowa. Nie, ten fakt należy odnotować w inny sposób. Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył nie tylko kandydatkę PiS, ale uzyskał lepszy wynik niż cała trójka prawicowych rywali razem wziętych. PiS przegrało wręcz sromotnie. Jeśli siły opozycji nie wyciągną z tego faktu należytych wniosków w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych, to będzie dla kraju dramatyczne w skutkach. Bigos jest „od zawsze” konsekwentnym patriotą Lewicy, ale będzie od niej oczekiwał, by los kraju przedłożyła ponad interes partyjny. Kandydatka PiS Leniart pogratulowała zwycięzcy i wyraziła mu współczucie. Nic dziwnego, nietrudno sobie wyobrazić z jaką zaciekłością będzie się teraz PiS mścić na Rzeszowie za to upokorzenie.


Widzę wielką przyszłość przed katolicką misją Czarnka Przemysława. Umieszczenie na listach lektur szkolnych dzieł Jana Pawła II zdecydowanie wpłynie na moralność młodzieży. Pod wpływem lektury „Pamięci i tożsamości” uczniowie przestaną używać wulgaryzmów, palić papierosy, pić alkohol i wciągać to i owo do nosa. A także pieprzyć się przed ślubem. Zamiast pleść byle co, młodzież będzie się duchowo ubogacać analizując w grupach i podgrupach myśli Wielkiego JP II. Był kiedyś, w czasach Królestwa Polskiego minister Oświecenia Publicznego, niejaki Stanisław Grabowski, którego głos ulicy obwołał ministrem „ociemnienia publicznego”. Czarnek ze swoimi poglądami jest drugim w historii Polski godnym tego miana. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda tzw. czarna reakcja, patrzcie na Czarnka, który jest jej uosobieniem.


„Większość Episkopatu oraz polityków rzekomej prawicy – bo nie jest to żadna prawica o konserwatywnym zakroju, tylko bezczelni arywiści – mówi tą samą ideologiczną i represyjną grypserą” – powiedział religioznawca, profesor Zbigniew Mikołejko. Nic dodać, nić ująć, a najtrafniejsze i najistotniejsze jest tu słowo „grypsera” .


„To pojęcie – arogancja władzy – zostało wymyślone za Gierka, ale ówcześni decydenci byli w porównaniu z obecnymi niebywale powściągliwi i skromni. Nie patrzyli nam prosto w oczy, mówiąc: „A co nam zrobicie” – powiedział inny komentator sytuacji politycznej w Polsce.


„5 byłych polskich lewackich premierów razem z Niemcami, klęczy w UE na gardle Polski symbolicznie pomagając im znieść szlaban na naszej granicy. Żebrzą o zabicie Polski, Polaków, polskości” – oświadczyła na twitterze Pawłowicz Krystyna. Brak informacji czy uczyniła to w trakcie konsumpcji sałatki z plastikowego pojemnika.


Jeden z katolickich fanatyków z portalu PCh 24.pl nazwał księży przestrzegających reżimu sanitarnego w kościołach księżmi „sanitaryjnymi”, wysługującymi się ideologii „sanitaryzmu”. I pomyśleć, że takie jak on bałwany wierzą w boga, którego nigdy nie widziały na oczy, ale nie wierzy w wirusa zidentyfikowanego przez naukę, który zabija ludzi.


Biskupi zawierzyli Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Ale kasa oczywiście jest najważniejsza.


Pastor z Lublina został nieprawomocnie skazany za obrazę Dumonia. Nazwał go m.in. „jełopem skończonym” i „agentem śpiochem”. Pastor został też skazany za „obrazę uczuć religijnej” za użycie sformułowania „katolicka zidiociała Polska” i za nazwanie Kościoła katolickiego w Polsce „wielką prostytutką” i za stwierdzenie, że „katolik odmawia różaniec jak małpa”. A czyż to nie święta prawda? Katolski terror religijny trwa. Wydaje się, że w tej sprawie skazany pastor najlepiej zrobi gdy będzie apelował, a później – jeśli wyrok zostanie podtrzymany przez sąd wyższej instancji – odwoła się do Strasburga. Bigos się nie zdziwi jak pastor uzyska sute odszkodowanie, od Polski czyli od nas wszystkich.


Duda, który utracił Wujaszka Donalda, mógł się tylko oblizać, widząc jak następca Wujaszka, Mr Joe, spotyka się z ważnymi przywódcami, w tym szefami krajów Pribałtyki. Jak doniósł niejaki Szczerski, Biden miał się jednak spotkać z Dudą w kuluarach obrad NATO. Bigos czeka zatem na oficjalny komunikat strony amerykańskiej odnośnie tego krótkiego i nieplanowanego wcześniej spotkania.


W Unii Europejskiej narasta nacisk by wreszcie poważnie potraktować regułę wiążącą prawo do otrzymywania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Także list Ridiera Reyndersa do rządu PiS, aby wycofano wniosek Matousza do Trybunału Przyłębskiej z pytaniem o stwierdzenie, co jest nadrzędne, polskie prawo wewnętrzne czy prawo unijne, może świadczyć o tym, że władze UE coraz bardziej tracą cierpliwość.


Po odrzuceniu wniosku o uchylenie immunitetu sędzi Beacie Morowiec, tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tym samym przywróciła ją do orzekania. Spotkało się to z gwałtowną i wysoce niestosowną reakcją Ziobra, który nazwał ów wyrok „zawstydzającym” i wezwał do zapamiętania nazwisk dwóch sędziów, którzy w sprawie decydowali na korzyść Morawiec. Hipoteza Bigosu co do przyczyn tej decyzji jest taka, że członkowie rzeczonej Izby boją się tego, co może stać się z nimi, jeśli obecni ich mocodawcy utracą władzę. Natomiast sami mocodawcy nic im obecnie nie mogą zrobić, więc kalkulacja jest oczywista. W obronie rzeczonych członków ID przed Ziobrem wystąpiła prezes SN Manowska. Adam Bodnar nazwał to co prawda „kłótnią w rodzinie”, ale faktem jest że tego rodzaju spięcia „rozhermetyzowują” rządzący układ. Tak czy inaczej, stworzyło to kolejną rysę na sztandarowym pisowskim planie „reformy sądownictwa”.


Porucznik Karnowski (mniejsza o to który) zapluwając się (jak to on) z propisowskiej, służalczej, propagandowej gorliwości opowiadał w TVPiS jak to dotrzymująca słowa jest władza PiS. Mówił to w nawiązaniu do „porozumienia programowego” między Kaczyńskim a Kukizem. Przywołajmy więc tylko trzy pierwsze z brzegu dowody wiarygodności i prawdomówności PiS-iorstwa. Nałogowy łgarz Matousz obiecywał już m.in. milion aut elektrycznych, sto tysięcy mieszkań i mnóstwo dronów. Aut nie ma, mieszkań też, a po drony Dumoń wybrał się do tyrana Erdogana. Bigos już widzi oczyma wyobraźni jak Kukiz za rok-dwa ogłasza na konferencji wyborczej, że zrywa porozumienie z wiarołomcami.

Zjednoczona, lecz już zmarszczona

Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ćwieka na Twitterze. W poważnych mediach też wypowiada się rzadko. Ale kiedy już gębę otworzy, to warto go uważnie czytać i słuchać. Albowiem każda jego wypowiedź na prawach Ewangelii jest.
Warto wtedy też studiować myśli pana prezesa. Zwłaszcza kiedy rodzi je w tygodniku „Sieci”, a akuszerami są panowie bracia Jacek i Michał Karnowscy. Mistrzowie wazeliniarskiego dziennikarstwa.
Pan prezes mówiąc do czytelników „Sieci” przemawia do Najwierniejszych z wyznawców. Nie cenzurują go też panowie bracia Karnowscy. Wiernie, choć na kolanach, rejestrują strumienie myśli swego suwerena. Nawet te świadczące o jego postępującym politycznym szaleństwie.
Kłamie się i marszczy
Pan prezes Kaczyński chciał ruszyć do przodu z całym tym Nowym Polskim Ładem, ale napotkał niespodziewane bariery we własnych szeregach. Wielu wyborców PiS traktuje NPL jak szczepionki przeciwko covid. Nie chcą go przyjąć. Co dobitnie odzwierciedlają najnowsze sondaże poparcia wyborczego. PiS politycznie nie urósł, bo zaraz po propagandowym odpaleniu PLN dotarło do opinii publicznej postanowienie TSUE w sprawie elektrowni Turów. Po raz kolejny udowadniające impotencje elit PiS w polityce międzynarodowej.
Na nic zdały się tłumaczenia TVP info i innych PiS- mediów oskarżających o intrygi Czechów i Niemców. O zdradę i agresję na polską energetykę.
Na nic zdały się też kłamstwa pana premiera Morawieckiego przekonującego Polaków, że osiągnął już porozumienie z czeskim premierem. Bo strona czeska najpierw zdecydowanie zaprzeczyła temu, a potem zgodę na wycofanie swego wniosku z TSUE uwarunkowała polskimi inwestycjami w czeską ochronę środowiska. Znów na jaw wyszło nieróbstwo i niekompetencje rządu pana prezesa. Bo gdyby strona polska wcześniej poważnie potratowała czeskie roszczenia, to nie doszłoby do postępowania w TSUE, a koszty niezbędnych, obiecanych już przez polski rząd inwestycji byłyby znacznie mniejsze. Czemu pan premier Morawiecki znów okłamał polska opinię publiczną?
W mediach społecznościowych wyjaśniano, że po prostu taką on ma naturę. Nawet kiedy mówi prawdę to też kłamie. Powielano też informacje, że pan Morawiecki większość swego majątku przepisał na swą małżonkę. Ukrywanie majątków „pod spódnicami” żon i konkubin to pospolite zjawisko w PiS-wskiej Rzeczpospolitej. Polski lud pracujący i bezrobotny opowiada sobie teraz taki żart: „Dlaczego wśród katolickich dygnitarzy PiS aż tylu jest rozwodników? Bo tyle się już nachapali, że nie da się tego złodziejstwa przepisywać tylko na jedną żonę”.
A nieporozumienie z porozumieniem obu premierów tłumaczy się lingwistyką. Kiedy pan premier Morawiecki spotkał na brukselskim korytarzu biegnącego do toalety premiera Babisza, to zapytał go zdecydowanie: „Szukacie porozumienia z nami, czy nie?”. Po polsku rzecz jasna, bo psim obowiązkiem Czechów jest znać język przywódców Czwórki Wyszehradzkiej. Na to premier Babisz odparł w biegu: „Szukam, szukam”. Ale rzekł to po czesku. Takie to ludzkie śmichy- chichy, lecz panu prezesowi Kaczyńskiemu nie jest wesoło, kiedy widzi jak mu się ta Zjednoczona Prawica „marszczy”. W niejednym miejscu na dodatek.
Zmarszczony NIK, marszczona prokuratura
Pan prezes Kaczyński tak mówi o Marianie Banasiu w wywiadzie dla „Sieci”: „Jest wielkim błędem naszego systemu prawnego, że człowiek wobec którego toczą się poważne śledztwa, może być prezesem Najwyższej Izby Kontroli”.
I winą za tolerowanie pana Banasia na stanowisku prezesa NIK obwinia „bierną” prokuraturę, bo nie postawiła jeszcze panu Banasiowi stosownych zarzutów.
Tymczasem nieuwięziony jeszcze pan prezes Banaś oficjalnie zwrócił się do prokuratury pana Ziobry o postawienie zarzutów panu premierowi Morawieckiemu i jego pomagierom, bo złamali polskie prawo przy organizowanie „wyborów korespondencyjnych”. Na razie pan minister – prokurator Ziobro nie potwierdził czy takie zarzuty postawi.
Prokuratura nie postawiła też takiego zarzutu panu prezesowi Kaczyńskiemu, choć on tak w wywiadzie zadeklarował: „Chcę, żeby to było jasno powiedziane: to była moja osobista decyzja, by spróbować skorzystać z doświadczenia bawarskiego kanadyjskiego w organizacji takich głosowań. Problemem był brak większości w Sejmie dla tej sprawy”. Czyli pan prezes sam zawiadomił o popełnieniu przez siebie przestępstwa!
Mamy zatem w Zjednoczonej Prawicy podejrzanych o popełnianie przestępstw: pana premiera i jego ministrów, pana prezesa Kaczyńskiego, panią Marszałek Sejmu RP- też wymienianą w raportach NIK, i pana prezesa NIK. Zaiste trudno dziś znaleźć w Zjednoczonej Prawicy kogoś jeszcze nie oskarżanego o łamanie prawa przez kogoś ze Zjednoczonej Prawicy.
Zmarszczony Gowin
Problem „braku większości w Sejmie” trapiący pana prezesa Kaczyńskiego może niebawem powrócić. Za sprawą pana wicepremiera Gowina i grupki jeszcze jego posłów z Porozumienia Prawicy.
Otóż pan wicepremier Gowin twierdzi, że pan prezes Kaczyński obiecał poparcie kandydata zgłoszonego przez pana Gowina na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za podpis pod porozumieniem Nowego Polskiego Ładu. Pan Gowin grzecznie podpisał, ale pan prezes wysunął swoją kandydatkę, co dowodzi, że takiego porozumienia mogło też nie być. Bonie wiemy który z nich mówi jak pan premier Morawicki? Czy kłamie pan wicepremier, czy pan prezes, czy może obaj?
Zresztą to teraz już nieważne. Pan wicepremier zagroził, że podczas głosowania wniosku opozycji o wotum nieufności dla ministrów z rządu Zjednoczonej Prawicy, gowinowskie Porozumienie zagłosuje za odwołaniem pana ministra od tajnych służb. Czyli pana Mariusza Kamińskiego. Zaufanego pomocnika pana prezesa Kaczyńskiego, zbierającego podobno kompromitujące materiały na wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy. I pana prezesa NIK też.
Bracia Karnowscy pytają: „Czy koalicja Zjednoczonej Prawicy się poskładała? Ogarnęła? Użył pan wcześniej sformułowania, że „się zmarszczyło”.
Na to pan prezes Kaczyński odpowiada: „To określenie z książki Jerzego Putramenta „Małowierni”, która tuż przed marcem 1968 r. ludzie pożyczali sobie na jedną noc i my z Leszkiem też tak przeczytaliśmy. Była to powieść z kluczem, dość łatwa do rozszyfrowania. Komitet Centralny PZPR występuje tam jako Komitet Ekonomiczny. Rzecz jest o zdradzie literatów, którzy popierali stalinizm. Pojawia się tam oczywiście i ubecja. Jeden z sowieckich nadzorców mówi w pewnym momencie do młodego ubeka: ”Pamiętaj, jak coś się zmarszczy, od razu tnij, bo zawsze coś z tego będzie”. I przykro mówić, ale w polityce to prawda”.
I tak dzięki panom braciom Karnowskim wiemy już jaki to mędrzec ukształtował filozofię i praktykę polityki uprawianej przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Nie zdziwmy się zatem jeśli zatroskany brakiem zgody w Zjednoczonej Prawicy, zniesmaczony moralnie zdradami popierających go kiedyś polityków, pan prezes Kaczyński wezwie swego młodego ministra od służb specjalnych, pana Mariusza Kamińskiego, i po mentorsko rzeknie mu: „Zmarszczyło się. Tnij od razu, bo zawsze coś z tego będzie”.

Flaczki tygodnia

Pamiętacie to: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i jakoś to będzie…”?
Toż to najlepsze streszczenie misternie tkanego przez wicemarszałka Senatu Michała „Misia” Kamińskiego politycznego planu doprowadzenia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego do stanu takiego wkurwienia, aby oszalały ze złości, porzucił posiadaną władze niczym gorącą cegłę. I jednoczesnego skaperowania pana wicepremiera Gowina w celu stworzenia Rządu Tymczasowego, opartego na zgodnej koalicji od lewicowego Zandberga po skonfederowanego Brauna, podnoszącego porzuconą na bruku władzę. Aby otrzepać ją z PiS-owskiego gówna i skonsumować przy wspólnej wieczerzy jeszcze w tym miesiącu.

Plan był tak fantastycznie prosty, że musiały się zakochać w nim gromadki cudownych dzieci komentujących politykę w polskich, liberalnych mediach. Pod przewodem tych złotych : Tomka Lisa, Moniki Olejnik, Zbyszka Hołdysa, i Tomka Wołka też. Zamkniętych od miesięcy przez pandemię w domach, nieczytających już politologicznych tekstów, komentujących jednie siebie nawzajem.
Co gorsza, swą miłością i wiarą w cudowny „Misiowy” plan, pozarażali oni zawodowych, profesjonalnych ponoć, polityków Platformy Obywatelskiej. Też osłabionych intelektualnie brakiem żywego kontaktu ze społeczeństwem, absencją w samokształcenia się. Upojonych sondażami i lajkami do swych twetterowych komentarzy. Opium polskiej klasy politycznej.

Dopiero politycy Lewicy przerwali ten polityczny miraż i ocalili liderów Platformy Obywatelskiej przed nieuchronną i kompletną kompromitacją. Paradoksalnie to dzięki porozumieniu Lewicy i PiS, liderzy PO i usłużni im komentatorzy, mogą teraz nadal przekonywać się i innych, że ich misterna intryga miała wielkie szanse na sukces. Nie doczekali go jednak, bo zostali zdradzeni, o świcie rzecz jasna, przez podstępną Lewicę. Podłych PiS- owskich sługusów. Ale dzięki temu honor i cnota polityczna PO zostały ocalone.
O klęsce politycznej PO rozmawiać już w liberalnych mediach nie wypada, zwłaszcza wśród ludzi czułych tam na estetyczną stronę polityki.

Na tych samych zasadach myślowych miliony Polaków od siedemdziesięciu lat samo oszukują się w przekonaniu, że Powstanie Warszawskie miało szansę na sukces, czyli pokonanie militarnie Hitlera i politycznie Stalina. Nie udało się, tylko dlatego, że podły Stalin nie chciał pomóc Powstaniu w pokonaniu siebie.

Miłośnikom wizji sejmowego powstanie przeciwko prezesowi Kaczyńskiemu pod wodzą pana wicepremiera Gowina polecamy: https://krytykapolityczna.pl/kraj/lewica-poparla-pis-meltdown-komentarz-galopujacy-major/.

Miłośnikom odgrzewanej przez liberalnych komentatorów „Estetyki Polityki”, zwłaszcza zasady, że „Z terrorystami, czyli z PiS, nie rozmawia się”, Flaczki przypominają rok 1998. Wtedy to specjalny wysłannik polskiego MSZ Zenon Kuchciak otrzymał od liberalnych mediów przydomek „polskiego Jamesa Bonda”. Za negocjacje z czeczeńskimi terrorystami, zakończone zwolnieniem pięciu porwanych polskich obywateli. Wtedy to redaktor Monika Olejnik psalmy ku czci Kuchciaka wyśpiewywała, bo dzielnie z terrorystami pogadał.

Nieprawdą też jest, co bezmyślnie liberalni komentatorzy polityczni powtarzają, że przegłosowania unijnego funduszu odbudowy wzmocniło rządzącą, koalicyjną Zjednoczoną Prawicę. Dało im spokojny czas do wyborów w konstytucyjnym terminie jesieni 2023 roku i unijne pieniądze na przekupienie wyborców, czyli Polaków.
Nieprawdą jest, że obywatele naszej Polski głosują jedynie za pieniądze. Flaczki mają wiele krytycznych ocen Polaków, lecz nie redukują ich politycznych wyborów do poziomu „Dasz kiełbasę – masz mój głos”.

Nieprawdą też jest, że wspomagające w sejmie głosy Lewicy wielce wzmocniły Zjednoczoną Prawicę. Przeciwnie, tamte głosy mogą okazać się pocałunkiem śmierci dla jedności polskiej prawicy i partii jaśniepana prezesa.
Pan minister Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska zostali publicznie upokorzeni przez jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Co z tego, że jaśniepan prezes nie pogonił ziobrystów z koalicji od razu. Co ma wisieć nie utonie.

Pan minister Ziobro jest twarzą „reformy wymiaru sprawiedliwości” w obecnym rządzie. Na szczęście dla Polski jego „reformy” nie zostały dokończone, a system został zrujnowany do szczętu. Choć sądy działają wolniej i gorzej niż przed „reformą”, co każdy ich klient zauważy.
Teraz „reformy Ziobry” dostaną kolejny hamulec – unijny mechanizm „Pieniądze za praworządność”. Im więcej będzie przeprowadzanych ziobrowskich „reform”, tym więcej będzie ze strony Unii Europejskiej gróźb zablokowania i opóźnień transferów zaplanowanych już w rządowych programach pieniędzy.
Zatem w interesie pana premiera Morawieckiego nie będzie wspieranie „reform” i jakiejkolwiek innej działalności pana ministra Ziobry. Może nawet uczynić go odpowiedzialnym za kłopoty rządu w pozyskiwaniu pieniędzy z Unii. Potrzebnych przecież na kiełbasę wyborczą dla PiS.

Pan minister Ziobro wie, że on i jego drużyna, nie znajdą się na listach wyborczych PiS. Dlatego nie jest w jego interesie politycznym utrwalanie tej koalicji rządzącej aż do konstytucyjnego terminu wyborów.
Jedyną jego skuteczną obroną może być tylko atak. Nie zdziwmy się, jeśli niebawem ujrzymy w liberalnych mediach materiały kompromitujące jego przeciwników politycznych. Zwłaszcza tych „zdrajców sprzedających suwerenności Polski za judaszowe, brukselskie srebrniki” razem z „komunistami Czarzastego”.
I tak to dzięki sejmowym głosom Lewicy będą od miały Ziobry tematy TVN i „Gazeta Wyborcza”.

Stronnictwo pana premiera Morawieckiego zapewne też ma swoje haki i kompromaty na pana ministra Ziobrę jego współpracowników. Zwłaszcza obyczajowe, prezentujące grzeszne życie tych młodych jeszcze chłopaków. Prawicowe spory rychło spod ministerialnych dywanów przeniosą się na medialne ringi.

A przecież jest jeszcze pan prezes Marian Banaś z Najwyższej Izby kontroli. Ma plik rachunków krzywd do uregulowania z byłymi kolegami politycznymi.
Jest jeszcze pan wicepremier Gowin, który raz chce wybić się na niepodległość, a innym razem już niekoniecznie. Ale może kiedyś nadejść to głosowanie w którym ten jego jeden głos może wreszcie zaważyć.

A wszystkie te przyszłe rzezie prawicowych niewiniątek jednak swymi głosami Lewica przyśpieszyła.

Bigos tygodniowy

Pic na wodę-fotomontaż, polityczna sztuczka – na takie tylko określenie zasługuje nocny manewr z udziałem funkcjonariusza PiS Rocha Adama w tzw. izbie dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Po dwóch dniach procedowania, odmówił udzielenia zgody na zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie do prokuratury Igora Tuleyi. W okresie starań Polski o wielkie fundusze europejskie, władza PiS nie może sobie pozwolić na światowy spektakl telewizyjny przedstawiający polskiego sędziego zakuwanego w kajdanki i doprowadzanego na przesłuchanie. Jakim technicznym sposobem przydzielenie tej sprawy Rochowi się dokonało? A tego to ja nie wiem, na pewno każda władza ma sposoby konfidencjonalnego przekazywania swoim ludziom tego typu zadań. Jak dalej PiS będzie rozgrywać sprawę sędziego Tuleyi, to się okaże już niedługo, bo uchwała Rocha zostanie zaskarżona do tzw. izby dyscyplinarnej, która będzie radziła co z tym fantem zrobić, tylko w innym składzie.


Adrian powiedział, że przed tym jak został nazwany debilem, nie słyszał o Jakubie Żulczyku. Czyli na dodatek nieuk. To nie wszystko, okazuje się, że Adrian wyraża poglądy na ten sam temat różne, co jest uzależnione od tego kto go akurat słucha. I tak, podczas konferencji klimatycznej zorganizowanej przez prezydenta Bidena, Joe Bidena, wypowiedział się na temat polityki energetycznej naszego kraju, póki co uzależnionej od węgla. Na oczach i uszach widzów oświadczył, że zamierzamy zbudować zeroemisyjny system energii, w oparciu o energetykę jądrową oraz odnawialną, a także gaz. Jak się zdaje, polski węgiel będzie do zrealizowania tego ambitnego celu mocno nieprzydatny. Ciekawe, jak zareagowała na te wywody brać górnicza, jeszcze niedawno zapewniana przez Dudusia, że póki on prezydentem żadnej kopalni nic nie grozi.


W Warszawie spłonęła tzw. ciężarówka antyaborcyjna. Ogień płonął wzorowo. A przy tym, proszę zauważyć, że nikt nie spłonął.


Czarnek–minister, nagrodził „za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania” Medalem Komisji Edukacji Narodowej dyrektora jednego z łódzkich liceów, który chciał karać uczennice za umieszczenie na platformie Teams błyskawicy – symbolu Strajku Kobiet. Brawo.


Znów policja PiS zatrzymała Babcię Kasię czyli Panią Katarzynę Augustynek, tym razem za udział w zgromadzeniu przed Sądem Najwyższym w obronie sędziego Tuleyi. Więcej, po brutalnym zatrzymaniu, w trakcie którego straciła obuwie i wszyscy mogli zobaczyć co ma pod spódnicą, od razu została doprowadzona przed oblicze sądu i oskarżona o m.in. znieważenie funkcjonariuszy. Na szczęście, sąd przerwał póki co ten proces i nakazał natychmiastowe zwolnienie aktywistki. Coś niedobrego się dzieje w państwie polskim, mówię serio, bo za tą uporczywą brutalnością wobec kobiet musi stać wyposażony w monopolistyczną władzę sadystyczny mizogin. Jak myślicie, kto to może być?


Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma się zająć wnioskiem Morawieckiego odnośnie m.in. pierwszeństwa prawa krajowego nad prawem Unii Europejskiej. Trybunałowi ma przewodniczyć Krystyna Pawłowicz, exposłanka PiS, do niedawna aktywna polityczka i aktywna użytkowniczka mediów społecznościowych. Niestety, trudno o tej sprawie pisać prześmiewczo, bo sprawa jest arcypoważna i arcyważna dla sytuacji Polski w strukturach Unii Europejskiej. Jak się zdaje, w 2004. wstępując do UE podpisaliśmy papiery, z których wynika prymat prawa unijnego nad krajowym, więc ten wniosek Mateo jest co najmniej niezrozumiały. Więcej, werdykt wydaje się przesądzony, a stwierdzenie, że prawo polskie jest ważniejsze niż prawo jakiejś lewackiej struktury pewne. O co zatem w tej sprawie chodzi? Czyżby pisowski rząd rozpoczynał polexit?


W niedzielę okazało się, że prawdopodobnie wariant indyjski SARS-Cov2, zwany „podwójnym mutantem” jest już z nami. Agendy rządowe w trybie nagłym, specjalnym transportem lotniczym, przywiozły z New Delhi ciężko chorego na koronawirusa dyplomatę wraz z rodziną. Jak stwierdził Zaczyński, obecny na płycie lotniska, transport odbył się z zachowaniem rygorów sanitarnych. Choremu dyplomacie, na pokładzie samolotu wyposażonego w dwa stanowiska respiratorowe, w obstawie trzech lekarzy i kilku ratowników medycznych, podano tlen, co spowodowało, że poczuł się lepiej. Cała Polska mogła zobaczyć na ekranie telewizorów, jak kilku sanitariuszy wynosi z wnętrza wielkiego samolotu siedzącego na krześle medycznym dyplomatę, za nim samolot opuszcza liczne potomstwo dyplomaty oraz ciężarna małżonka. Następnie cała gromadka została przewieziona ambulansami do dwóch palcówek medycznych położonych na terenie Warszawy, gdzie mają zostać poddani stosownym badaniom i leczeniu. Ciekawe jest czy dyplomata i jego rodzina oczekiwali na przyjęcie do szpitali, w kolejce złożonej z karetek z ciężko chorymi, duszącymi się z braku tlenu pacjentami? Ciekawe też, czy pracownikom ambasady RP w New Delhi, naszym rodakom, którzy pozostali na niebezpiecznej indyjskiej ziemi nic nie zagraża? Czy nie byłoby celowe ewakuowanie przynajmniej ich części do kraju, skoro i tak i tak, wielki samolot poleciał po dyplomatę i jego rodzinę, a sytuacja epidemiologiczna w Indiach jest bardzo trudna? I ciekawe jest ile to wszystko kosztowało polskich podatników? Może warto by było poinformować opinię publiczną o faktycznych okolicznościach i kosztach tej udanej operacji? I oby się nie okazało za dwa tygodnie, że wariant indyjski szaleje na ulicach stolicy.


Weekendowe spotkanie liderów partii tzw. zjednoczonej prawicy miało na celu przypudrowanie zgnilizny jaka ją toczy. Niewiele wiadomo o przebiegu i ustaleniach spotkania, ale czytelny jest brak zaufania Kaczora do koalicjantów, ergo rozpad koalicji jest nieunikniony. Na razie nikomu nie zależy na przyśpieszonych wyborach, których efekt jest niepewny, a frukta władzy jakże smakowite są. Zatem kiedy odbędą się wybory parlamentarne? Wróble ćwierkają, że albo wiosną 2022., albo w terminie ustawowym. Pożyjemy, zobaczymy, choć Bigos uważa, że nic tak nie łączy jak duża kasa do podziału, nawet jeśli koalicja trzeszczy jak statek targany huraganem, a sprawy kraju idą na dno.

Flaczki tygodnia

Cudownie narodził się nowy entuzjasta radykalnego ograniczania emisji dwutlenku węgla i produkcji energii ze źródeł odnawialnych. To pan prezydent Andrzej Duda.

Poród odbył się w czasie szczytu klimatycznego, zwołanego przez prezydenta USA Joe Bidena. Był transmitowany na żywo.

Do tej pory pan prezydent Duda wielokrotnie publicznie, zwłaszcza na Twitterze, wątpił w „zmiany klimatyczne” i konieczność wprowadzania „zielonej energii”. Przekonywał, że Polska ma zasoby węgla wystarczające na 200 lat i nie odstąpi od ich eksploatacji.
Co stało się, że teraz obwieścił narodowy plan budowy zero emisyjnej energetyki ?

Przez cztery minione lata pan prezydent Duda i jego pierwszy minister, pan Krzysztof Szczerski, podlizywali się prezydentowi USA Trumpowi. Kiedy tylko mogli i jak mogli.
Wymyślili nawet „Fort Trump” – nowy Dar Narodu Polskiego dla ich Ukochanego Prezydenta, Przywódcy Wolnego Świata. Aby prezydent USA mógł skuteczniej szantażować niemiecki rząd relokacją amerykańskich żołnierzy.

Niestety panowie Duda i Szczerski tak namiętnie pokochali tegoż Trumpa, że do końca nie mogli uwierzyć w wygraną jego konkurenta. Długo olewali publicznie nowego prezydenta Bidena, a zwłaszcza jego administrację. Ta odwzajemnia się publiczną wzgardą i politycznym chłodem. W Polsce nadal nie ma nowego ambasadora USA, jego obowiązki pełni urzędnik niższej rangi. Warszawa nie jest celem zaplanowanych wizyt prezydenta Bidena w tym roku. Kontakty ograniczono do minimum.

Dlatego kiedy nadeszło zaproszenia na bidenowski bal klimatyczny, to pan prezydent Duda i jego kanceliści aż oszaleli ze szczęścia. Kopciuszek dostał szansę. I postanowili przypodobać się nowemu suwerenowi upodabniając się do niego.
Kiedy Donald Trump nie wierzył w „zmiany klimatyczne” to pan prezydent Duda też w nie nie wątpił. Skoro teraz prezydent Biden chce być Mesjaszem energii z odnawialnych źródeł, to pan prezydent Duda zgłasza się na jego apostoła i przodownika pracy dekarbonizacyjnej.
A jeśli prezydent Biden zorganizuje szczyt w obronie prześladowanej społeczności LGBTI, to pan prezydent Duda zapewne wywiesi tęczową flagę, a pan minister Szczerski uszminkuje usteczka i wskoczy w kieckę drag quuen.

Aby ostatecznie wymazać swój trumpizm, pan prezydent Duda zaczął też propagować konieczność budowy elektrowni atomowych w Polsce. Oczywiście z wykorzystaniem amerykańskich technologii. Choć podczas niedawnego szczytu Formatu 17+1 w Pekinie, to Chińczykom robił nadzieje ma zakup ich technologii.

Nie zdziwmy się kiedy z prezydenckiego pałacu usłyszymy, że nowa elektrownia atomowa zwać będzie się „Bidenią”. A może nawet cała Polska przyjmie takie miano aby zademonstrować swe niezłomne poparcie Wielkiego Brata.

W minioną niedzielę, kiedy „Trybuna” drukowała się, w Warszawie miało odbyć się spotkanie „Ostatniej szansy”. Jaśniepana prezesa Kaczyńskiego z przywódcami jego politycznych przystawek.
Dlatego, nie możemy skomentować wyniku spotkania. Przewidujemy jedynie, że kolejne spotkanie „Ostatniej Szansy” odbędzie się niebawem.

Jaśniepan prezes Kaczyński gra na czas. Liczy zapewne, że w ciągu trzech miesięcy wszyscy chętni zaszczepią się, poziom nowych zachorowań w Polsce opadnie, a zniesienie pandemicznych rygorów radykalnie poprawi nastoje społeczne.
Dodatkowo obiecane fundusze i pożyczki z Unii Europejskiej uwiarygodnią PiSowski program wyborczy zwany Narodowym Planem Rozwoju. I wtedy jaśniepan prezes, znany kanibal polityczny, przystąpi do pożerania swoich przystawek.
Zagrozi im przedterminowymi wyborami parlamentami. Przed nimi wszyscy parlamentarzyści z przystawek dostaną propozycję złożenia hołdu jaśniepanu prezesowi, a po wyrażeniu żalu za grzechy, otrzymają ich odpuszczenie. Oczywiście nie wszyscy łaski takiej dostąpią.
Jeśli hołdowników wystarczy aby dalej zapewnić PiS-owi większość w Sejmie, to wyborów przedterminowych szybko nie będzie.

Jeśli hołdowników nie wystarczy, jaśniepan prezes skróci kadencję parlamentu w wybranym przez siebie momencie. Aby po wyborach mieć tak silny klub parlamentarny, by móc dobrać sobie na dobrych warunkach niezbędnego koalicjanta. Konfederatów albo PSL- owców przeistoczonych w „nowoczesnych chadeków”.
I stworzyć rząd firmowany przez nowych, nieskompromitowanych medialnie polityków.

Jaśniepan prezes Kaczyński ma asa wyborczego w rękawie. Chce podwyższyć kwotę wolną od podatku do 30 tysięcy rocznie. To sprawi, że miliony emerytów podatku nie zapłacą, lub odprowadzą go w symbolicznej wysokości.
Sztabowcy PiS liczą, że ten ruch zadziała jak poprzednio obniżenie wieku emerytalnego i program 500+. Przyniesie falę poparcia dla PiS. Cenną, bo emeryci to solidna grupa zwykle nabijająca wyborczą frekwencję.

Asem mrugającym z rękawa opozycji bywa pan wicepremier Jarosław Gowin. W dni parzyste. Bo w dni nieparzyste jest przystawką polityczną jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.

Pan wicepremier Gowin to fundament opozycyjnego planu odsunięcia jaśniepana prezesa od władzy. Bo gdyby on wreszcie zbuntował się i opuścił Zjednoczoną Prawicę wraz ze swymi parlamentarzystami, to jaśniepan prezes utraciłby większość w Sejmie RP. To dawałoby szanse na stworzenie „rządu technicznego”, który odsunąłby zauszników jaśniepana prezesa od władzy i przygotował uczciwsze wybory parlamentarne.

Problem w tym, że bunt pana wicepremiera Gowina może rzeczywiście odsunąć PiS od władzy, ale też pana asa Gowina od parlamentu i rządowego koryta. Los polskiej demokracji zależy teraz od charakteru pana wicepremiera Gowina. Człowieka z wazeliny, polityka o gumowym kręgosłupie ideowym.

Na Polskę spadły dwie plagi. Zaraza i rządy PiS. Rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.