Bigos tygodniowy

Od kilkunastu dni na oczach zdumionych rodaków, w dobie pandemii i narastającego kryzysu gospodarczego rozgrywała się farsa pt. „Rekonstrukcja”. W głównych rolach obsadzili się Jaro (Stary Królik) i Ziober (samozwańczy kandydat na Nowego Królika), zaś pozostałe figury farsy, w tym Mateo (namaszczony Następca Starego Królika), to tak naprawdę statyści. Intryga przewidywalna, zważywszy okoliczności, a chodzi mniej więcej o to, by Samozwańca zagonić do szeregu, na przyrodzone mu miejsce lidera niewielkiego, acz hałaśliwego stronnictwa, w którym prym wiodą młodzieńcy pewni siebie i nader ambitni, określani przez gawiedź mianem KaKaO. Staremu szło marnie, bo Samozwaniec brykał i żądał, nie odpuszczał, już widział się Starym Królikiem. Jednak wszystko wskazuje na to,że tym razem jeszcze się mu nie udało obalić Starego, a przy okazji Mateo osadzić oślepionego w ciemnicy o chlebie i wodzie za przewiny, które zostały bogato udokumentowane trefnymi papierami niejednokrotnie z jego podpisem. W IV akcie jest wymuszony happy end i „kochajmy się”, ale jak się zdaje na krótko. I tylko szkoda czasu na te trzytygodniowe nocne rozmowy, kiedy dla nas wszystkich z różnych powodów (ekonomicznych, epidemiologicznych) larum grają i nadciągają prawdziwe kłopoty.


Ten styl konfidencjonalnych narad, te srogie i tajemnicze miny, to zajeżdżanie limuzynami bossów poszczególnych Rodzin na nocne narady do capo di tutti capi naprawdę przypomina filmy o włoskiej mafii w USA, z „Ojcem chrzestnym” F.F. Coppoli na czele. Pamiętacie ten wątek z filmu, w którym po zastrzeleniu Sonny’ego Corleone bossowie rodzin Corleone, Tataglia i innych spotkali się, żeby położyć kres wzajemnej masakrze i zawrzeć pokój? Bigosowi tak się to nieodparcie kojarzy i nie tylko jemu.


Rośnie liczba zakażonych COVID 19, rośnie liczba osób w szpitalach i pod respiratorami, rośnie liczba zgonów. Niestety, było to do przewidzenia, bo lekceważenie przez Polaków zasad najprostszych z możliwych, czyli niezachowywanie dystansu, nienoszenie maseczek w miejscach publicznych, musiało dać taki efekt. I będzie gorzej, bo przecież Polacy nie wierzą w koronę, powikłania i zagrożenie zdrowia i życia osób będących w grupie ryzyka. Swoją drogą – jak to jest, że naród tak wierzący w boga, którego nie widział, nie wierzy wirusa, którego przynajmniej, w przeciwieństwie do boga, można zobaczyć pod mikroskopem? Przykre to tym bardziej, że oblewamy jako nacja egzamin z solidarności, takiej zwykłej, nienaznaczonej żadnym heroizmem. Z jednej strony taka postawa jest efektem naszych cech narodowych, wynikających choćby z braku elementarnego szacunku dla drugiego człowieka, z drugiej z sączonego przez „przywódców” przekazu „że wirusa nie ma, nie należy się go bać”. Niestety, jeżeli Polacy się nie ogarną, nie zaczną myśleć, przestrzegać zasad zalecanych przez wirusologów, to jesień i zima będzie ciężka. Medycy trzymajcie się.


Jadwiga Emilewicz, wicepremierka rządu odchodzi z Porozumienia. Przyznała, że drogi polityczne jej i Jarosława Gowina się rozeszły, zamierza być posłem bezpartyjnym w klubie PIS. Jadwiga E. nigdy nie wzbudzała mojej sympatii i mam tu na myśli choćby jej poglądy dotyczące praw kobiet. Jednak trzeba oddać, że jest osobą ambitną, oddaną i wierną członkinią Zjednoczonej Prawicy. Bigos tygodniowy podejrzewa, że zmęczyła ją „współpraca” z Hamletem-Gowinem, który znowu zapragnął być wicepremierem. Mając na uwadze jej zalety, jakże przydatne po prawej stronie sceny politycznej, opisane powyżej Bigos wróży jej karierę w rządzie Mateo i to na jakimś ważnym stanowisku.


Z Sejmu przeniknęły jakiś czas temu informacje, z których wynika, że ziobryści są szkodnikami wszechstronnymi, na różnych polach. Nie tylko reprezentują ekstrema fundamentalizmu religijnego, walczą z prawami kobiet, z ochroną przed przemocą domową i tak dalej, ale występują też przeciw wszelkim inicjatywom prawnym mającym ucywilizować ruch drogowy w Polsce, zmniejszyć liczbę wypadków i śmiertelność na polskich drogach, w tym śmiertelność pieszych. Są więc także darwinistami, bo chcą utrzymać w polskim ruchu drogowym i pieszym zasadę – „ratuj się kto może”.


Gdyby ktoś miał wątpliwości, co to za ziółko z tej filigranowej i słodziutkiej Emilewicz, to przypominam, że na twitterze podżegała niedawno do zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji przez wykreślenie z niej prawa do terminacji płodu uszkodzonego. Ruchy kobiece są w obliczu kolejnej walki, bo na 22 października zapowiedziane jest posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej w sprawie wniosku grupy fundamentalistów z PiS o sprawdzenie, czy aborcja eugeniczna jest zgodna z konstytucją. To większe zagrożenie dla i tak już radykalnie ograniczonego prawa do aborcji w Polsce niż to z października 2016, które wywołało masowy Czarny Protest kobiet w całej Polsce. Wtedy bowiem fundamentalistyczny projekt Ordo Iuris próbowano przeforsować przez Sejm, który skapitulował (także głosami PiS, na osobiste wezwanie prezesa) przed protestem. Zważmy jednak, że oczywistych względów Sejm jest znacznie mniej odporny na masowe protesty niż taki TK. Bo jak zatrzymać protestami wyrok TK? Jedyne co można, to odsuwać w czasie decyzję ad calendas graecas. Ale to może stać się tylko wtedy, o ile Kaczyński nadal pozostaje niechętny zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej, lęka się protestów kobiet i przykaże Przyłębskiej, żeby zrobiła z tym wnioskiem co trzeba. I o ile nie przekonają go perfidne podszepty Emilewicz.


Na pięknej ziemi lubelskiej jest miasto Kraśnik. Do niedawna niewiele osób wiedziało gdzie tak naprawdę jest ów Kraśnik, ale teraz cała Polska wie, cała Europa i świat cały. Podejmują tam ciekawe uchwały, a to LGBT, a to 5G jest na tapecie. Ostatnio nawet zaproponowano, aby wi-fi w szkołach zlikwidować, a to wszystko dla dobra obywateli – dorosłych i dzieci. Władza wie najlepiej, ludu nie wolno narażać, a chronić go trzeba przed złymi wpływami, bo bezrozumny i bezradny jest. Bigos tygodniowy czeka na otrzeźwienie władzy (nie tylko Kraśnika), bo naprawdę robi się i straszno i śmieszno w stopniu narastającym geometrycznie. W internecie już krążą memy i hasła popularyzujące Kraśnik, a szczególnym zainteresowaniem cieszy się hasło: „Kraśnik – strefa wolna od rozumu”.


50 ambasadorów i przedstawicieli organizacji międzynarodowych podpisało się pod skierowanym do polskich władz listem otwartym w sprawie społeczności LGBT. List został opublikowany na stronach ambasady amerykańskiej, zaś ambasadorka Georgette Mosbacher podkreśliła, że prawa człowieka nie są ideologią, to prawa uniwersalne. Nasi m.in. szef kancelarii premiera Dworczyk Michał, wiceminister spraw zagranicznych Jabłoński Paweł, pisząc wprost, minimalizują wydźwięk tego listu, bo przecież u nas jest wszystko w porządku, a sygnatariusze listu uczestniczą w „evencie ideologiczno -politycznym”. Niestety, u nas nie wszystko jest w porządku, a nawet w sprawie LGBT jest zupełnie źle. List otwarty tylko potwierdza tę diagnozę i żadne zaklęcia czy akty strzeliste takiej oceny nie zmienią.

Flaczki tygodnia

Pan Mateusz Morawiecki ma niepowtarzalną, życiową szansę. Zostać premierem w rządzie wicepremiera pana Jarosława Kaczyńskiego.

Czy rzeczywiście taką szansę dostanie? Tego na pewno nie wiemy. Bo podpisana w zeszłą sobotę umowa koalicyjna nadal jest tajna. Nadal nie wiemy co koalicjanci mają do ukrycia. Co skrywają przed polskimi podatnikami, czyli swoimi pracodawcami.

„Flaczki tygodnia” starają się uczciwie płacić podatki, czyli są też pracodawcami koalicyjnych elit politycznych. Nie są zadowolone z efektów i stylu ich pracy.
Na nieszczęście Polski owe elity załatwiły sobie w 2019 roku czteroletni kontrakt na zarządzanie naszym krajem. I teraz traktują swych pracodawców, jak kierownik szatni z filmu „Miś” swojego klienta. Na zasadzie ukradłem panu płaszcz i wiem, że nic nie możesz mi pan zrobić.

Przynajmniej trzy dni czekały w gotowości bojowej zastępy najlepszego polskiego dziennikarstwa informacyjnego na codziennie zapowiadaną konferencję prasową z udziałem Jaśniepana Prezesa i Jego koalicjantów.
Ostatecznie doszło do niej w sobotę. Formalnie dzień wolny od pracy.
Na konferencję Jaśniepan Prezes przyszedł „drogą prezydenta Putina”. To znaczy spóźnił się pół godziny. Oczekujących nie przeprosił, bo co mu może ta dziennikarska hołota zrobić?

Potem Jaśniepan przemówił.Po nim, jako zduszony i skruszony koalicjant, mówił pan poseł Gowin. Potem jako zduszony lecz nieskruszony pan minister Ziobro. Na koniec coś tam powiedział pan premier Morawiecki. To już dobitnie pokazało hierarchię w przyszłym, rekonstruowanym rządzie.

Chociaż występ tego kwartetu zapowiadano jako „konferencja prasowa”, to nie było tam mowy o zadawaniu pytań przez dziennikarzy. A zwłaszcza odpowiadaniu na nie przez elitę obecnej władzy. Tym samym elita władzy pokazała wszem wobec w jak głębokim poważaniu ma stan dziennikarski w naszym kraju.
Ech, a są na świecie kraje, gdzie dziennikarze uważają się za, a czasem bywają, tak zwaną „czwartą władzą”.

Ale niech stan dziennikarski nie popada w czarną rozpacz. To prawda, że obecne elity władzy traktują media jak tanie dziwki. Ale poprzednia umowa koalicyjna podpisywana w 2006 roku przez PiS z LPR i „Samoobroną” była transmitowana jedynie przez telewizję „Trwam” Ojca Dyrektora Rydzyka.A sobotnią pozwolono transmitować już wszystkim telewizjom.
Jakiś postęp jest.

Być może dożyjemy jeszcze czasów, że podczas transmisji kolejnej umownej konferencji prasowej zaproszeni tam dziennikarze będą jednak mogli zadać po jednym pytaniu. A na jeszcze kolejnej ktoś z koalicjantów odpowie na przynajmniej jedno pytanie.

Na razie dyżurnym medialnym komentatorom politycznym, z braku potwierdzonych informacji, pozostaje wieszczenie. Na przykład jaka będzie rola pana premiera Morawieckiego.
Czy ten zwykle obficie mówiący urzędnik państwowy będzie miał jeszcze cokolwiek do gadania w zrekonstruowanym rządzie? Czy będzie jedynie konferansjerem zapowiadającym wystawienia Jaśniepana wiece premiera i innych jego ministrów? x/Rangę pana premiera i jego zdolności konferansjerskie dosadnie skomentowała publiczność Stadionu Narodowego podczas sobotniego koncertu poświęconego solidarności z narodem białoruskim.
Pan premier został przez publikę uroczyście wygwizdany.
Z drugiej strony zupełnie źle nie było. Mogli przecież wszcząć demonstracje antyrządowe i pan premier musiałby zadzwonić po policję.

Zanim polski premier wykręcił by odpowiedni numer, to zapewne musiałby poprosić o zgodę swego przyszłego wiece premiera. Bo Jaśniepan wice premier ma nadzorować resorty zwane „siłowymi”. Czyli wojsko, bezpiekę, policję i prokuraturę. Czyli to na czym dobrze się nie zna.
Z drugiej strony lepiej jest, że nie nadzoruje resortu finansów, kultury, albo sportu. Gdyby nadzorował ten ostatni, to mielibyśmy w Polsce silną reprezentację i mistrzostwa świata w rodeo. Ulubiony sport Jaśniepana.

Nietrudno zauważyć, że ewentualne wejście Jaśniepana prezesa do rządu będzie przede wszystkim rozwiązywało problemy jego Partii związane z knuciem Jego koalicjantów. W mniejszym stopniu pomoże rozwiązać problemy państwa.
Zauważcie, że mamy już wice premiera od kultury, a ściślej od wojny kulturowej. Mamy mieć wicepremier od bezpieczeństwa koalicji, czyli poskramiania intrygujących koalicjantów.
Nie mamy za to wiece premiera ds. walki z pandemią.
Dla elity PiS tacy knuje jak Ziobro i Gowin gorsi są od korona wirusa.

Patrząc na sobotnie miny umawiających się koalicjantów nie trudno było zauważyć, że umowę zawarto jedynie aby utrzymać koalicję. Na siłę. Skutki takiego utrzymania będziemy nieraz odczuwać.

Ale jeśli skutkiem takiej jedności będzie oddanie części władzy koalicjantom przez Jaśniepana prezesa, to niebawem zrobi on to, co obecnie wszyscy, uważający się za mądrych, komentatorzy polityczni wykluczają. To co grozi mu utratą władzy.
Czyli przedterminowe wybory.
Jednak kiedy Jaśniepan uzna, że pełni władzy i tak już nie ma, to sięgnie po to ostateczne rozwiązanie.

Bat na bata, czyli ostatnia szansa prezesa

Znacie? To posłuchajcie. Stary macher polityczny chciał uczynić z młodszego machera bat na opozycję. By chłostał w jego imieniu niepokorne sądy, zastraszał opozycyjnych liderów i krzewił wśród „ciemnego ludu wyborczego” mit o rządach surowych, lecz sprawiedliwych.

Z biegiem lat okazało się, że młodszy macher nie chce dalej być nieustającym młodym kandydatem na lidera. Chce, jak Moryc Welt, założyć „własną fabrykę”, „pójść na swoje”. I nie cofnie się nawet przed oszukaniem i oskubaniem starego prezesa.
Zwłaszcza, że stary prezes znalazł sobie innego następcę, młodego, cynicznego banksera. Jego miał uroczyście na wiceprezesa macherskiej Rodziny mianować. Na uroczystym Kongresie macherów. A młodego bata i jego drużyny nawet do rodziny przyjąć nie chciał.
I wtedy młody bat bryknął. Przypomniał wszystkim macherom, że jest już wykwalifikowanym batem. Ostrzegł też, że teraz może wychłostać wszystkich. Pana premiera też.
Nawet pana prezesa.
I tak rozpoczął się medialny serial polityczny. Obfitujący w mroczne, wyraziste postacie. I liczne zwroty akcji.
Od tygodnia codziennie słyszymy o kolejnym, tajemniczym spotkaniu „Ostatniej szansy”. Codziennie media dostają kolejną porcję sterowanych „przecieków” sugerujących rozwiązanie konfliktu pana prezesa, uosabiającego Rodzinę, czyli Partię, z dotychczasowym batem pana prezesa.
„Nie będzie ogon merdał psem”, miał zauważyć pan prezes. Największy krajowy przyjaciel zwierząt. Niestety stary prezes zbyt późno dostrzegł, że koalicyjny ogon przemienił się w sprawny bat.
Dlatego ujawniony, rozgrzany konflikt nie zakończy się szybko. Już na przedkongresowych, partyjnych rozgrywkach. Czeka nas długi polityczny serial ujawniający wiele brudów obecnie nam panujących elit politycznych PiS. Serial społecznie szkodliwy, bo zajmujący media i opinię publiczna jedynie praniem politycznych brudów. Odwracający naszą uwagę od licznych, istotnych problemów społecznych.
Nie dyskutujemy dziś o tym, że rząd PiS zwiększy budżetowy dług o 480 miliardów złotych, co stanowi 64 procent PKB.
Nie pytamy co PiS chce z tym długiem zrobić: spłacać go czy zostawić w spadku następcom?
Na razie ratuje się przed większym deficytem wprowadzaniem licznych opłat i dodatkowych podatków.
Zadłużenie Polski bije rekordy ze względu na konieczność walki z gospodarczymi skutkami pandemii. I dlatego eksperci lauru jeszcze nie grają.
Ale rząd PiS nie ma jasnego programu walki z pandemią. Z narastającym bezrobociem, zwłaszcza wśród młodych ludzi.
Dziś dla młodych pracy w IV Rzeczpospolitej nie ma. Nie ma też mieszkań. Aby kupić pięćdziesięciometrowe mieszkanie trzeba pracować dwadzieścia lat za pensję równą średniej krajowej. I nie wydawać w tym czasie ani złotówki. Zatem młodzi muszą czekać ponad 20 lat na własne mieszkanie, albo wejść w pętlę kredytu. I mieszkać trzydzieści lat w mieszkaniu nieswoim, bo należącym do kredytującego banku.
Nie dyskutujemy o innych, fundamentalnych problemach. O planowanych zwolnieniach pracowników w sektorze administracji państwowej.
O deficytach budżetowych licznych polskich miast i związanych z tym cięć inwestycyjnych.
O polityce energetycznej, o przyszłości sektora górniczego.
O roli Polski w Unii Europejskiej. Czy nadal mamy być jej „merdającym ogonem”?
O bezpieczeństwie narodowym. Czy jego gwarancją ma być tylko kontyngent wojsk USA?
Nie pytam co się zmieni w naszych relacjach z USA, Chinami jeśli prezydent Trump przegra listopadowe wybory prezydenckie?
Polityka polska sprowadza się w polskich mediach głównego nurtu do serialu o tym jak pan prezesa złapał Ziobrorzyna, a Ziobrorzyn za łeb trzyma. Zgadza się, że dziś bez koalicji z PiS gowinowcy i ziobrowcy nie dostaną się do parlamentu. Ale przyśpieszone wybory parlamentarne dziś oznaczają utratę władzy dla PiS.
Dlatego szykujmy się na kolejne odcinki serialu o sado maso miłości politycznej pan prezesa Kaczyńskiego z panem ministrem Ziobro i panem Gowinem. Ten miłosny trójkącik wchłonie liczne problemy i wykreuje kolejne.
Być może wykreuje nowe Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego z bermanopodobnym panem super ministrem prezesem Kaczyńskim.
A być może to tylko kolejny blef w negocjacjach politycznych szulerów.
Na pewno konflikt pana prezesa z panami Ziobro i Gowinem z odcinka na odcinek będzie narastał, pomimo zwodniczych zwrotów akcji sugerujących zawarcie pokoju lub rozejmu.
To oznacza, że zapowiedziana, lecz nie uruchomiona jeszcze polityczna bomba atomowa, czyli przedterminowe wybory parlamentarne musi kiedyś odpalić.
Musi. To wiedzą już wszyscy bohaterowie tasiemca.
Nie wiedzą jedynie, poza jednym panem prezesem, kiedy ten wybuch nastąpi.

Bigos tygodniowy

Jak tu przyrządzać kolejny bigos, skoro od zeszłego czwartku w polityce trwa takie bigosowanie, że to, co jako tako ogarniemy przed południem, diametralnie zmienia się przed wieczorem, a następnego ranka budzimy się w jeszcze nowszej rzeczywistości? Ustawa o prawach zwierząt została uchwalona przez Sejm głosami większości PiS, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy i teraz pójdzie do Senatu, ale jest ona tylko wycinkiem, elementem dużo bardziej skomplikowanej konstrukcji, bardzo trudnej do bieżącego rozpoznania. Mimo tego spróbujmy kilka spraw – na ile to możliwe – poznawczo uporządkować, choć tak naprawdę przede wszystkim wokół nich pospekulować. W szczerość pozytywnych, serdecznych intencji Jarosława Kaczyńskiego w stosunku do zwierząt wypada wierzyć, bo są one powszechnie znane z dawien dawna. Nie eliminuje to jednak przypuszczenia, że uznał on, iż projekt ustawy o prawach zwierząt można wykorzystać także, w pakiecie, dla celów politycznych, wewnątrzkoalicyjnych. Czy doszedł do tego wniosku spontanicznie, czy było to efektem wcześniejszych przygotowań – tego nie sposób sprawdzić. Nie ma to jednak zasadniczego znaczenia, bo sprawny polityczny taktyk może i planować, i wykorzystywać nadarzające się niespodziewanie okazje. Jedna z możliwych hipotez może być taka, że Kaczyński miał już dosyć pychy i samowoli Ziobry, tego samego, który kiedyś już się zbuntował i którego mimo to, jako syna marnotrawnego, przyjął ponownie na swoje łono. Może Kaczyński uznał, że po raz drugi warcholstwa Ziobry nie zniesie i chce się pozbyć z rządu toksycznego, kłopotliwego partnera? Przy okazji, na progu nowego sezonu politycznego, nadarzyła mu się okazja do przeprowadzenia praktycznego testu na spoistość koalicji z Ziobrem i Gowinem, okazja do uporządkowania przedpola, by uniknąć kłopotów w przyszłości, pozbycia się nielojalnych i wszelkiej potencjalnej „piątej kolumny”, tych co trzeba wyrzucić, tych co trzeba ze sobą związać. Dotyczyłoby to oczywiście także Gowina, który zbuntował się w maju w sprawie wyborów. Nie sądzę, by sprzeczna z zasadą prawdopodobieństwa była też hipnoza, że Kaczyński wziął pod uwagę wariant samodzielnego pójścia PiS do przedterminowych wyborów, bez wzięcia na listy gowinowców i ziobrystów, by się ich przy okazji raz na zawsze pozbyć, jako że mają nikłe szanse na samodzielne wejście do parlamentu. W nowej konstelacji politycznej, po wyborach prezydenckich, jest to ryzykowne i mogłoby się skończyć utratą władzy, ale i to może Kaczyński zwekslować na swoją korzyść. Jak to możliwe? Ano tak, że nadciąga ciężki kryzys gospodarczy i rząd PiS musiałby się z nim skonfrontować przy słabym prawdopodobieństwie sprostaniu mu. Nie miałby już w ręku swojego najważniejszego atutu – świadczeń do rozdawania, ale to i tak byłby chyba najmniejszy z nadciągających problemów. W takiej sytuacji oddanie władzy rządowi wyłonionemu z opozycji byłoby pozbyciem się parzącego dłoń kartofla i przekazanie go rywalom. Bo o ile PiS, wspomagane przez koniunkturę gospodarczą, rządziło przez pięć lat w warunkach komfortowych i ze swoim prezydentem w gotowości z długopisem w dłoni, o tyle rząd niepisowski stanąłby na wejściu oko w oko z kryzysem, silną opozycją PiS i reszty prawicy (nawet gdyby do parlamentu nie weszli gowinowcy i ziobryści, to raczej wejdą i to wzmocnieni, konfederaci) oraz nieprzychylnym prezydentem, który w nowej sytuacji będzie odrzucał ustawę po ustawie i faktycznie zablokuje zarówno rządzenie bieżące jak i próby robienia porządków po rządach PiS. W tych spekulacjach nie można też nie uwzględnić projektu tzw. ustawy bezkarnościowej, która powszechnie sytuowana jest w polu ostrego konfliktu między Ziobrą a Morawieckim. Opór Ziobry przeciw niej interpretowany jest jako chęć zatopienia rywala, który ma na koncie delikty prawne wytknięte mu w niedawnym wyroku WSA. W tej sytuacji Kaczyński, który wspiera Matousza i chyba widzi w nim sukcesora w roli szefa obozu politycznego, ma dwa wyjścia – albo przeforsować ustawę bezkarnościową, albo pozbyć się Ziobra. To tyle póki co spekulacji, które i tak są bardzo utrudnione przez skomplikowanie materii i liczbę mogących odgrywać rolę czynników. Trudno zbudować z nich jakiś spójny obraz, zgrabnie dopasować liczne elementy tej układanki i cokolwiek uznać tu za pewnik. Wydaje się jednak, że w perspektywie przyszłości, tak potężne zawirowania w łonie tzw. Zjednoczonej Prawicy raczej nie sprzyjają jej wzmocnieniu, lecz przeciwnie. I że jest ona raczej na drodze ku utracie władzy (choć to droga jeszcze raczej długa) niż na drodze do jej utrwalenia. I że raczej są sygnałem, nierychłego co prawda, ale jednak zmierzchu hegemonii szeroko rozumianej prawicy na polskiej scenie politycznej. Jej toczona z uporem i intensywnością, wydawałoby się, godnym lepszej sprawy, z tzw. ideologią LGBT i rewolucją kulturową jest być może w mniejszym stopniu próbą umacniania obecnie sprawowanej władzy, a w stopniu większym pierwszym etapem pozycjonowania się w roli przyszłej opozycji.


Francja w uznaniu zasług i zaangażowania na rzecz wolności i praw człowieka przyznała Adamowi Bodnarowi byłemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich Order Legii Honorowej. W dniu 17 września 2020r. insygnia odznaczenia wręczył Adamowi Bodnarowi ambasador Frederic Billet. Bigos tygodniowy serdecznie gratuluje Adamowi Bodnarowi, mając świadomość, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.


W minionym tygodniu Parlament Europejski przyjął Rezolucję w sprawie praworządności w Polsce. Rezolucja zawiera 60 uwag odnośnie przestrzegania, a właściwie nieprzestrzegania zasad państwa prawa i apel o powiązanie ich przestrzegania z mechanizmem przyznawania środków unijnych. Teraz chodzi o to, żeby Europa zaczęła wprowadzać swoje zapowiedzi w życie.


Nad i tak ograniczone prawa kobiet w Polsce po raz kolejny nadciągają czarne chmury. Na 22 października 2020r. na godzinę 11.00 wyznaczone zostało posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego, który – mówiąc najkrócej i najprościej – zdecyduje, czy aborcja tzw. eugeniczna jest zgodna z konstytucją. Jeśli orzeknie, że nie, zezwalający na nią przepis zostanie automatycznie wykreślony z ustawy antyborcyjnej. Do tej pory wniosek posłów PiS był trzymany w TK jak zamrażarce, jak wieść głosiła, na życzenie Prezesa. Czyżby zmienił zdanie i przychylił się do planu radykalnego zaostrzenia prawa do aborcji? W każdym razie za miesiąc dojdzie zapewne do nowej fali masowych, Czarnych Protestów, jak te z października 2016 roku. Już pojawił się w internecie plakat Strajku Kobiet w tej sprawie. Wydaje się jednak, że z różnych powodów zagrożenie dla praw kobiet jest tym razem groźniejsze niż cztery lata temu.


Byle pretekst posłużył władzy, aby nasłać o 6:30 rano CBA na dom sędziego Beaty Morawiec. Wiadomo – naraziła się Ziobru i jest jedną z najbardziej znanych twarzy walki o praworządność.

Flaczki tygodnia

Jarosław Kaczyński podziwiał Aleksandra Kwaśniewskiego. Za to, że prezydent potrafił na Ukrainie „zagrać ostro”. Wbrew ówczesnej poprawności politycznej. Wbrew interesom Rosji. Wbrew powszechnym w Polsce opiniom, że komuchy są genetycznie prorosyjscy. I zawsze realizują interesy Kremla.

Pan prezes Kaczyński także lubi „zagrać ostro”. Podjąć ryzykowną i niespodziewaną przez komentatorów i analityków politycznych decyzję. Łamiącą dotychczasowe standardy politycznego zachowania, schematy racjonalnych działań.
Nie cierpi też „imposibilizmu”, czyli argumentacji, że czegoś nie można zrobić. Bo tak nie wypada, bo to niezgodne z poprawnością polityczną i politologiczną. Bo tak się nie robi.
I pewnie dlatego już kilka razy potrafił „zagrać ostro”. Nawet kiedy wiązało się to z ryzykiem przegranej.

Ale pan prezes wie również, że w polityce czasem warto dziś hucznie przegrać, aby jutro przekuć to w mit niezłomności, w fundament przyszłej wielkiej wygranej. Wie też, że polityka to sztuka cierpliwości i czekania. Twórczego czekania.

Dlatego „Flaczki” uważają, że zapowiadana przez zauszników pana prezesa groźba przedterminowych wyborów parlamentarnych nie jest tylko blefem w rozgrywce politycznej z krnąbrnymi koalicjantami. Zaproszeniem ich do złożenia hołdu lennego panu prezesowi.
I odrzucają powszechną, bezmyślnie powtarzaną przez krajowych komentatorów politycznych argumentację, że pan prezes Kaczyński nie pójdzie na przedterminowe wybory, bo „ma traumę 2007 roku”. Bo wtedy zagrał podobnie i przegrał. Bo władzę w państwie stracił.

Zapominają jednak, że wtedy pełnej władzy, czyli większości parlamentarnej, pan prezes nie posiadał. Bo rządził z koalicjantami. Z LPR i „Samoobroną”. A tylko pełna władza pana prezesa satysfakcjonuje.

Przedterminowe wybory parlamentarne są możliwe, bo teraz pan prezes też pełni władzy nie ma. I jeśli nawet pan Gowin hołd lenny mu złoży, to nadal poczucia posiadania tej pełnej władzy mieć już nie będzie. Nawet jeśli podobny hołd złoży pan Ziobro.
Bo skoro pan Gowin już raz woli prezesowej nie uszanował, skoro pan Ziobro kwity na totumfackich i familiantów pana prezesa zbiera, to czas te wrzody polityczne wycisnąć. Żelazem rozpalonym wypalić.

Nie od razu rzecz jasna. Przedterminowych wyborów nie da się zrobić z dnia na dzień. Nawet kiedy Sejm RP niezwłocznie podejmie uchwałę o przerwaniu swej kadencji. Większością głosów, których teraz pan prezes nie ma. Aby przyśpieszyć wybory parlamentarne pan premier Morawiecki może wystąpić do Sejmu o wotum zaufania. To może zapoczątkować procedurę szukania większości przez opozycję.
Ale to wymaga jedności opozycji i współpracy pana prezydenta Dudy. Ten na razie milczy jak zaklęty.
Jest też inny, skuteczny, ale niekorzystny propagandowo sposób. Rząd nie przedstawia w parlamencie przyszłorocznego budżetu w nakazanym mu konstytucyjnym terminie. Wtedy, na początku przyszłego roku, pan prezydent musi rozwiązać parlament.

Zatem decyzja o przedterminowych wyborach rozstrzygnie się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W tym czasie odbędzie się kongres PiS. Wybrani zostaną nowi wiceprezesi. Wśród nich może być pan premier Morawiecki.
W ciągu sześciu miesięcy powinna nastąpić „rekonstrukcja” rządu. Czy będą wśród nich gowinowcy? Pewnie tak, bo pan Gowin karku sztywnego nie ma.

Czy będzie w nim też pan Ziobro? Zapewne jeśli i on też hołd złoży, to przykładową karę ponieść musi. Może przestać być Prokuratorem Generalnym. Stracić fundusz sprawiedliwości. Wpływy w spółkach skarbu państwa. Czyli w rządzie pozostanie, ale wykastrowany politycznie.

W Polsce bywały już rządy mniejszościowe. Każdy nie przetrwał dłużej niż rok. Pan prezes Kaczyński pewnie wolałby być w opozycji niż rządzić na łasce byłych koalicjantów, opozycji i pana prezydenta. Tych, których uważa za gorszych, którymi gardzi nierzadko.
Pan prezes Kaczyński nie boi się ław opozycji. Jego PiS jest najbogatszą partią w Polsce. Ma sieć własnych mediów i wpływy w mediach publicznych. Ma Trybunał Konstytucyjny. Wsparcie swojego biznesu. Wsparcie hierarchów i proboszczów kościoła kat. Swojego prezydenta. Choć ten może się też zbuntować.

Pan prezes ma alternatywę: mniejszościowe rządy w czasach kryzysu gospodarczego i społecznego czy taktyczny odwrót na pozycję silnej, merytorycznej, zwartej opozycji?
Ma przykład kanclerza Adenauera, z wykształcenia też prawnika, który był kanclerzem do 87 roku życia. I przestał być przywódcą rządzącej Niemcami chadecji oraz posłem Bundestagu kiedy skończył 90 lat.

Pan prezes Kaczyński ma tylko 71 lat. Ma czas.

Wielki Humanista zagrał

Nagły atak humanizmu przeszedł przez Sejm RP. Humanizmu szczególnego, bo PiSowskiego.

Dzięki osobistemu zaangażowaniu pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie będzie już w Polsce barbarzyńskich hodowli norek i lisów na futra, a i los wiejski psów łańcuchowych znacznej ulegnie poprawie.
Dzięki temu pan prezes zyskał ponadpartyjną miłość milionów miłośników zwierząt w naszym kraju, a nawet i zagranicą. Jego humanistyczne wysiłki zostaną zapewne docenione przez liczne, związane z PiS prawicowe tygodniki, portale internetowe i telewizje. Nie zdziwmy się kiedy uhonorują one pana prezesa tytułami, medalami i nagrodami w kategorii Najlepszy Obrońca Praw Zwierząt.
Może nawet powstanie zbiór opowiadań czołowych literatów IV RP zatytułowanych „Prezes przyjaciel zwierząt”. Opowiadający jak przywódca kaczystów opatrywał rannym kotkom łapki, potajemnie dokarmiał pieski, a niewinne ptaszki wypuszczał z sideł zastawionych przez podłą ideologię LGBT.
Nagły atak kaczyńskiego humanizmu, jaki uderzył w Sejm RP, pokazał też swe ludzkie oblicze. Bo chociaż barbarzyńska hodowla norek będzie pewnie zakazana, to już nie mniej barbarzyński ubój rytualny zostanie zachowany.
Bo w przeciwieństwie do hałaśliwych, ale nielicznych i marginalnych dla gospodarki polskiej, hodowców futerkowców, ubój rytualny stanowi poważny sektor krajowej hodowli zwierzęcej. Polską specjalizację eksportową.
I ma za sobą poparcie licznych związków wyznaniowych. Zatem mieści się w kaczo humaniźmie.
Gdyby hodowcy norek wcześniej zadbali aby ich futerka stanowiły element jakiegoś rytuału religijnego, stworzyli kult swojej Matki Boskiej z Norką, to pewnie i ich barbarzyńska branża ocalałaby teraz. Ale oni zawierzyli los swój jedynie Ojcu Dyrektorowi Rydzkowi. A ten boskiej mocy jeszcze nie ma.
W uaktywnionym teraz kaczyńskim humanizmie mieści się też hodowla królików, bo pozyskuje się z nich nie tylko futerka, ale też i mięso. A hodowla zwierząt na mięso, wedle kaczo humanizmu, nie jest tak barbarzyńska jak zabijanie zwierzęcia tylko na futra.
Co prawda mięsem barbarzyńsko zabijanych norek karmi się hodowlane ryby, nawet te narodowo- katolickie wigilijne karpie, ale ryby w tej humanistycznej, narodowej debacie głosu jeszcze nie mają.
Podobnie jak konie pociągowe znane wszystkim z doliny Morskiego Oka. Dalej będą padać tam ze zmęczenia. Za to tresura i występy koni w cyrkach już zakazane będą. Bo ten cyrkowy wyzysk zwierząt to barbarzyński szoł biznes, a pociągowa harówka to tylko element góralsko – katolickiej tradycji.
Ochrona zwierząt chroni ludzi
Nagły atak kaczo humanizmu nieprzypadkowo teraz wtargnął do Sejmu RP i propagandowo zdominował tam inne dyskusje.
Kiedy debatowano nad ustawą zapewniającą ochronę kaczystowskiej administracji państwowej. Jej przyszłą bezkarność za barbarzyńskie łamanie prawa. Dawniej, teraz i w przyszłości.
Dzięki niej premier Morawiecki i jego współpracownicy nie będą odpowiadać za bezprawne organizowanie wyborów prezydenckich. Za zmarnowane miliony złotych wydane na niepotrzebne wyborcze pakiety.
Dzięki takiemu humanizmowi byli już ministrowie zdrowia nie odpowiedzą za zakupy wadliwego sprzętu medycznego wartości wielu miliardów złotych. Będą też uwolnieni od podejrzeń i zarzutów o korupcję.
Co prawda skłócony z panem premierem Morawieckim pan minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny skoncentrowany w jednym Zbigniewie Ziobro odgrażał się ponoć w sejmowych kuluarach, że on bezpieczeństwa temu premierowi nie zagwarantuje, ale zapewne pan prezes znajdzie coś i dla pana ministra Ziobry w swym humaniźmie. Tak aby zaspokoić ambicje lidera Solidarnej Polski.
Aby prawo było po stronie pana prezesa. Aby rodzina PiS była na swoim.
W tym, jakże wielkim, humanizmie znajdzie się pewnie też rekompensata dla Ojca Dyrektora i związanych z nim hodowcach futerkowców.
Najmniej dostaną zwolnieni pracownicy zamykanych ferm. Ale ktoś przecież powinien za ten barbarzyński ubój odpokutować. Jakaś sprawiedliwość być musi.
Nagły atak tego humanizmu przełknie również niechętna przyznawania praw zwierzętom hierarchia polskiego kościoła kat.
Zwłaszcza, że jest ona teraz na łańcuchu pana prezesa niczym podwórkowy,wiejski Burek.
To od woli pana prezesa zależy czy nadal będzie obowiązywać w Polsce humanitarna ochrona księży pedofilii. Nieformalny zakaz wszczynania spraw o finansowe odszkodowania dla ich ofiar.
Nagły atak kaczo humanizmu sprawnie podzielił też anty Kaczyńską opozycję w polskim parlamencie. Popierających projekt pana prezesa i kontestujących go.
Sprawnie skanalizował wielką medialną debatę na dyskusję o przyszłym losie norek. Dzięki temu media i opozycja mniej debatowały o przyszłej bezkarności elit PiS za łamania prawa. O krytyce władz Polski za łamanie prawa w Parlamencie Europejskim i Radzie Europejskiej.
Niewiele wspominano o podatkach jakie ta władza zamierza nam teraz wprowadzić.
O strategicznych programach, które mogłyby odsunąć PiS od władzy. Jak choćby o lewicowej, sprawiedliwej społecznie i demokratycznej V Rzeczpospolitej proponowanej na naszych łamach.
Niestety media i opozycja nadal tańczą tak, jak jej humanista Kaczyński pogrywa.

Bigos tygodniowy

„Popieram profanacje. Dopierdalajcie katolikom, dopierdalajcie nacjonalistom, dopierdalajcie biało-czerwonym” – napisał Jerzy Urban. Mocne? Tak, mocne, ale polaryzacja społeczeństwa jest tak głęboka, że może tylko takie credo nas otrzeźwi. Nie wiem jak inni, ale Bigos tygodniowy podpisuje się pod tymi słowami.


Jarosław Kaczyński tysiące razy był nazwany przez swoich oponentów dyktatorem, wielokrotnie także na tych łamach. Jako wojowniczy wódz PiS, przez lata wypowiadał wojny i atakował liczne osoby, środowiska polityczne i społeczne czy grupy zawodowe, od sędziów po LGBT. Z większym lub mniejszym skutkiem. Teraz ma jednak okazję wydać i wygrać wojnę w prawdziwie dobrej sprawie, wojnę, którą już kilkakrotnie zapowiadał, ale się z niej wycofał. Mam na myśli wojnę z nieliczną, ale silną grupą reprezentantów branży futrzarskiej, którzy założyli w Polsce prawdziwy, okrutny, koncentracyjny obóz zagłady dla zwierząt, tzw. futerkowych. Ci „przedsiębiorcy”, czerpiący z tego procederu krwawe zyski, mają możnego protektora, toruńskiego Rydzyka. Jarosław Kaczyński, człowiek generalnie niedobry i agresywny, ma jeden powszechnie znany, pozytywny rys – szczerze serdeczny stosunek do zwierząt, nie tylko futerkowych. Widać, że ma wolę poprawić ich los, forsując gotowy już od lat projekt ustawy, która może w tym pomóc na wielu polach, m.in. przez likwidację koncentracyjnych obozów zagłady zwanych fermami hodowlanymi zwierząt futerkowych. Silny opór grupy „hodowców” objawił się już w chwilę po ponownym wyrażeniu przez prezesa PiS woli, by ustawa była procedowana. Jarosław Kaczyński, który tyle razy brutalnie atakował słabszych na ogół od siebie przeciwników, ma teraz okazję, żeby pokazać, że faktycznie nie pęka i los bezbronnych braci mniejszych leży mu na sercu. W każdym bądź razie Bigos tygodniowy popiera tę inicjatywę ustawodawczą i będzie śledził uważnie przebieg procesu legislacyjnego, oby zakończonego uchwaleniem ustawy, która poprawi los zwierząt w Polsce. Nawiasem mówiąc, oczywistym jest, że zanim ustawa firmowana przez Jarosława Kaczyńskiego wejdzie w życie, rząd Mateo już teraz, natychmiast, powinien pracować nad formami wsparcia finansowego nie tylko dla właścicieli ferm, ale także licznego grona zatrudnionych tam pracowników.


Odnoszę się do kapitalnego artykułu Andrzeja Ciążeli („Białoruska paranoja”, Trybuna, nr 177-178/2020), by podkreślić jego trafność i wagę, a także zadeklarować zgodność z poglądami Autora. Odnosząc się do postawy części Lewicy, napisał: „Nieszczęście zaczyna się w momencie, gdy obrońcy demokracji na Białorusi przestają sobie zdawać sprawę z własnej kondycji. Żyjąc w kraju, w którym wybory były w sposób oczywisty sfałszowane wskutek włączenia upolitycznionych mediów państwowych w kampanię na rzecz partii rządzącej oraz wykorzystania w tym samym celu środków budżetowych i przywilejów władzy, trzeba mieć duże poczucie humoru, albo też wielkie zasoby bezkrytycznego samouwielbienia, żeby walczyć o demokrację na Białorusi, jak by się żyło w jakimś kraju demokratycznym i wolnym”. I dalej dodaje trafnie, że żyjemy „w kraju będącym dyktaturą analogiczną do łukaszenkowskiej, tylko znacznie młodszą i będącą w fazie miesiąca miodowego opartego na 500 plusie”. Bardzo słusznie też publicysta sugeruje wspomnianym ludziom Lewicy, by „przestali zajmować się sprawami Weltpolitik i zajęli walką z własną dyktaturą”, bo tym sposobem Lewica, przekonana w dobrej zapewne wierze, że walczy o demokrację na Białorusi, robi to „wspierając dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego angażującą się w obronę tamtejszej demokracji”. Wiem, że trudno będzie publicyście przebić się do świadomości adresatów jego tekstu w kraju, w którym łatwo o idealistyczne złudzenia, w kraju gdzie powstało zawołanie „za waszą wolność i naszą”, ale tym bardziej chciałem przywołać co celniejsze oceny (jest ich oczywiście znacznie więcej) z tekstu, którego lekturę gorąco polecam. Policyjny, łukaszenkowski charakter obecnej władzy widać było nawet w poniedziałek pod siedzibą URM. Ledwo ustawiła się tam nieliczna grupka protestujących niewidomych – już kilku funkcjonariuszy siedziało im na karku. Po jakiego grzyba? Nawet pokojowo poprotestować nie można w spokoju.


Profesor Marcin Matczak, wybitny prawnik o wielkim autorytecie stwierdził: „Zasada wolności słowa nie pozwala karać za umieszczenie szalika czy tęczowej flagi na figurze. To komunikat symboliczny, a nie zniewaga”. Bigos tygodniowy w oparciu o swoje doświadczenie życiowe, intuicję i zdrowy rozsądek też tak uważał i uważa. Więcej ma nadzieję, że ten pogląd podzielą orzekające w licznych sprawach „ o znieważenie pomników” sądy powszechne.


Po kolejnych orzeczeniach sądów uchylających uchwały miast i gmin anty-LGBT Ziobro Zbigniew kontratakuje, wnioskując o kasacje, a rozeźlone tymi wyrokami PiS szykuje się do uderzenia w sądy administracyjne.


Jeszcze słowo o pandemii COVID-19…Rządzący, w ślad za ekspertami, zaczęli zachęcać rodaków do szczepień przeciwko grypie, której sezon nieuchronnie nadchodzi. Jestem w grupie osób, które uznały, że faktycznie w tym roku to bardzo, ale to bardzo dobry pomysł. Nie wiem jak Mateo i jego ferajna, ale zwykli obywatele mają trudności z nabyciem szczepionki i nie pomagają rajdy po aptekach, zapisy w nieformalnych kolejach zakupowych. Szczepionki trafiają do aptek nomen omen w aptekarskich ilościach i wieść gminna niesie, że na razie ich nie będzie, może kiedyś. Zatem, może minister zdrowia stanie w prawdzie (i w telewizorze) i powie nam szarakom, zwykłym obywatelom, kiedy będą mogli nabyć ten deficytowy towar.


Jesień za pasem, jesień smutna nie tylko dlatego, że zagraża nam Covid-19. Jak wynika z dostępnych informacji, ruszają zwolnienia pracowników różnych branż, będące pokłosiem pandemii. W administracji pracę ma stracić co 5 urzędnik. Nie trzeba być jasnowidzem, aby wiedzieć, że na pierwszy ogień pójdą kobiety z uprawnieniami emerytalnymi(60+), zdumione wyliczoną wysokością świadczenia i mężczyźni z uprawnieniami emerytalnymi (65+). Nie ulega wątpliwości, że osoby z uprawnieniami emerytalnymi są nie tylko doświadczonymi pracownikami, ale też w pełni dyspozycyjnymi. Jaki jest zatem cel, jeśli takie osoby chcą pracować, wypychania ich z rynku pracy? Naprawdę, tego nie wie nikt.


Mimo pierwotnego umorzenia sprawy przez prokuraturę, wznowiono, znów z poduszczenia Ordo Iuris, szykany w stosunku do studentów Uniwersytetu Śląskiego, którzy sprzeciwili się niejakiej pani Budzyńskiej, która zamiast referować na wykładach treści naukowe, wygłaszała brednie inspirowane katolickim fundamentalizmem. Z tym, że oni złożyli na nią skargę w ramach uczelni, a sami są ścigani z kodeksu karnego.

Pomieszanie z poplątaniem

Spór o to kto jest bardziej prawicowy i kto bardziej używa kłamstwa w uprawianiu polityki pomiędzy zaściankowo – narodowym PiS-em, a jeszcze bardziej dyktatorską Solidarną Polską Ziobry nabiera rumieńców.

PiS chce likwidacji wolnych mediów, ale Ziobro et consortes chcą tego jeszcze bardziej.
W każdym zamiarze wprowadzania zamordyzmu w kraju Ziobro chce bardziej niż prezes Kaczyński.
To się prezesowi nie podoba i wydał polecenie, by plujące jadem gęby od Ziobry zakneblować, czyli nie wpuszczać ich, do kiedyś publicznego radia i telewizji. Teraz swoje zrakowaciałe wizje kanthaki i kowalscy od Ziobry mogą promować tylko w mediach wolnych, które właśnie zaciekle zwalczają.
Tylko tam teraz mogą opowiadać o swoich planach. Tak więc chcą likwidacji wolnych mediów, które im umożliwiają wypowiedzi. Chcą, by media były tylko prawicowo- narodowe i pod ich zarządem, ale sam prezes, przy pomocy narzędzia, czyli Kurskiego zakazał im do TVP wstępu. Co z tego, że Kurski i Ziobro to sojusznicy w rozpieprzaniu kraju. Prezes Kaczyński jednym ruchem uczynił z nich wrogów.
Ziobrystom pozostaje odwrócenie kota ogonem. Zażądać likwidacji TVP, a optować za rozbudową wolnych mediów. Amerykanie będą bardzo zadowoleni i w dowód wdzięczności nie wycofają z naszego kraju swoich żołnierzy, których my zresztą utrzymujemy. Tak samo jak TVP, tyle że amerykanie każą sobie za pobyt więcej płacić.
1 września
Kolejna rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Na wrocławskim Oporowie składamy kwiaty. Przemawiają rządzący i przedstawiają tamte wydarzenia wedle swojej wizji. …
Zaatakowali nas komuniści, a potem od zachodu weszli Niemcy…. Tak to mniej więcej brzmiało.
Polska była przed wojna pięknym krajem, a żołnierze dzielni. Nie wspomina się przy tej okazji jak tamtejsze dowództwo naczelne i elity wiały do Rumunii pozostawiając żołnierzy i kraj samych sobie. …Polska miała wtedy mocna armię. Jednak przeciwnicy byli jeszcze mocniejsi…. Taka to dzisiaj obowiązuje wersja.
Jest w tym jakaś analogia do dzisiejszych czasów. Nasza pokawałkowana i zdziesiątkowana kadrowo armia też w propagandzie wygląda wspaniale, ale rzeczywistym, też częściowo propagandowym, zabezpieczeniem jest parę tysięcy żołnierzy amerykańskich.
Tak jest. Ten kto ma władzę, decyduje o przeszłości – jak napisał Orwell.

Flaczki tygodnia

Walka o władzę w elitach PiS radykalizuje się. Świadczą o tym ostatnie prowokacje zorganizowane przez polityków Solidarnej Polski kierowanej przez pana ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, czyli Zbigniewa Ziobrę. To ziobryści wrzucili do debaty publicznej postulat wypowiedzenia przez rząd Konwencji Stambulskiej. Rozkręcili tym debatę o zagrożeniach tradycyjnej, świętej polskiej rodziny przez zachodnie liberalno-lewackie zagrożenia. I czekali jak zareaguje pan premier Morawiecki.

Ale ten zręcznie ograł i rozbroił minę. Sporną konwencje odesłał pod osąd Trybunału Konstytucyjnego, czyli zamrażarki. Wtedy ziobrzyści zapewne zorganizowali prowokację policyjną. Wykorzystali sądowy wyrok skazujący Maggot, znanego akywistę ruchu LGBT, na dwa miesiące aresztu. Tak zorganizowali procedurę jego zatrzymania aby pobudzić protesty w jego obronie. A następnie brutalnie i bezprawnie stłumić je. Liczyli, że prowokacja się uda, bo parlament ma przerwę wakacyjną i wszyscy formalni liderzy partii opozycyjnych wyjechali na wakacje.

Ale znów w naszej rozmamłanej, przepojonej tupolewizmem Polsce misterna intryga wymknęła się spod kontroli intrygujących. Protestujących aktywistów LGBT masowo poparli też apolityczni Warszawiacy. Przebywający przypadkowo w miejscach protestów, które szybko zamieniły się w teren policyjnych łapanek, pałowania i duszenia złapanych. Aktywistów i przypadkowych przechodniów. Protestujący dostali też wsparcie parlamentarzystek Lewicy, a także z Komitetu Obywatelskiego. Zwykle debiutantek w tej kadencji, zatem nieznanych jeszcze policyjnym koordynatorom. Dlatego pewnie policjanci, i policjantki również, nie oszczędzali ciał parlamentarnych i bili je dysyplinująco. Zapewne dostali pozwolenie, zachęty nawet, aby dać tym „lesbom i pedałom” zdrowy, narodowo- katolicki „wpierdol”.

Być może też ci bijący policjanci nie potrzebowali specjalnych zachęt do brutalności. Od kilku lat jeszcze uczciwi policjanci przestrzegali, że rządzący policją państwową politycy PiS rekrutują do niej ludzi z radykalnych środowisk narodowo- katolickich, a nawet kibolskich. Do nich zapewne zwrócił się pan Jacek „Komisarz” Wrona. Emerytowany policjant, były wykładowca szkoły policyjnej w Szczytnie i komentator TVPiS. Ten gwiazdor prawicowego Twittera zamieścił taki wpis: „Mam nadzieję, że wdzięki pani »Margot« zostaną docenione przez współosadzonych!”. Czyli cieszył się, z ewentualnych gwałtów i przemocy jakie czekają na Margot w celi IV Rzeczpospolitej. Nie dziwmy się zatem, że policja państwowa zachowuje się jak partyjne bojówki PiS. Być może, że nie trzeba zachęcać jej do brutalności.

Jako pierwszy policyjne łapanki skomentował pan minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Zaprezentował on filmik z uwiecznionym protestem Magrot i innych aktywistów, którzy uszkodzili agitacyjny samochód plugawiący środowiska LGBT. A jego kierowcy grozili nożem. Ten bezprawny, agresywny czyn był podstawą do sądowego aresztu Margot. Dlatego pan minister Ziobro uznał aktywistów LGDT za pospolitych bandziorów, zaś osoby występujące w ich obronie za popierające zwyczajny „bandytyzm”.

Ziobro był pierwszym komentującym te wydarzenia podczas swej konferencji prasowej i jedynym członkiem rządu. Poza nim głos zabrał jedynie pan premier Morawiecki. „W tym współczesnym sporze cywilizacyjnym trzeba pamiętać o wzajemnym szacunku i wolności dla każdego, ale przede wszystkim o poszanowaniu polskiego prawa, tradycji, kultury, historii i religii. Nie będzie tolerancji dla łamania prawa i agresji!” – napisał na Fecebooku. Dodał, że „wolność człowieka kończy się tam, gdzie pojawia się naruszenie godności innej osoby” i „dotyczy to także uczuć patriotycznych i religijnych”.”Dlatego uważam, że pewne zachowania są karygodne i absolutnie niedopuszczalne”, podsumował. Czyli był za Ziobrą, a nawet przeciw.

Policyjnych łapanek nie skomentował jaśniepan prezes Kaczyński. Milczą marszałkowie Sejmu i Senatu RP. Choć przez policję były też szarpane i bite interweniujące posłanki Sejmu RP. Milczy też pan prezydent Duda, który kilka dni temu nawoływał do zgody. I wyciągał rękę do współpracy. Zamiast niej opozycją dostała policyjną pałę. Milczy też polski kościół katolicki, w imieniu którego wartości policjanci pałowali, dusili i bili wszystkich napotkanych podczas piątkowej demonstracji. Elity PiS milczą zaskoczone, bo nie tak to miało być. Miały być dwa tygodnie wakacji, a potem dyskusje w Zjednoczonej Prawicy o rekonstrukcji rządu. Ziobrzyści nie uszanowani politycznych wakacji i uderzyli znienacka. Pokazali kolegom z PiS, zadowolonym że zwycięstwo pana prezydenta Dudy osiągnięto bez wsparcia Konfederacji, że sejmowa większość nie jest im dana na zawsze. Bo jest Solidarna Polska, która teraz chce być strażnikiem narodowo- katolickich wartości w Zjednoczonej Prawicy. I jeśli jaśniepan prezes Kaczyński nie uwzględni interesów ziobrystów w przebudowanym rządzie, to przyszły pan premier Morawiecki będzie miał regularne ideologiczne testy. Będzie musiał zajmować radykalne stanowiska, co utrudni mu działalność zagranicą. Zwłaszcza w Unii Europejskiej. Dodatkowo wrzucając tematy obyczajowe do debaty publicznej ziobryści odsuwają uwagę opozycji od innych, jakże ważnych problemów: rekordowych zachorowań na koronowirusa, bezrobocia wśród młodych, bałaganu w oświacie, dalszej wasalizacji Polski wobec USA. Wciągając w te ideowo – obyczajowe spory propaganda PiS może też kreować opozycję jako obyczajowych, antypolskich radykałów. Wypychać ją z politycznego centrum, dorabiać gęby wielkomiejskich radykałów.

Jednak te ziorystowskie rozróby budzą też sprzeciw w środowiskach prawicowych. Znana prawicowa komentatorka KATARYNA napisała w „Rzeczpospolitej”: „W dniu, w którym władza chwaliła się złapaniem pomnikowych złoczyńców, a prawicowy komentariat ją za to wychwalał, Janusz Korwin-Mikke napisał na Twitterze, że „chrześcijanie mają obowiązek domagać się kamienowania homosiów”, wyczerpując chyba tym samym paragraf kodeksu karnego penalizujący publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa, ale zapewne tak jak przy innych podobnych wyskokach tego pana zostanie to skwitowane wzruszeniem ramion, bo „przecież on już taki jest”. Niczyich uczuć religijnych nie obraża przecież twierdzenie, że chrześcijaństwo jest religią popierającą kamienowanie ludzi za ich orientację seksualną, podobnie jak nie obraża ich załatwianie sobie kościelnych rozwodów czy systemowe krycie pedofilów. Jedynym aspektem religii wymagającym obrony przez wiernych i aparat państwa jest spokój kamiennego pomnika, a nie żywe wartości.”
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
TĘCZOWE ZAPRZYSIĘŻENIE

W cyfrowej sejmu przestrzeni,
wśród licznych dziś fotografii,
obraz co tęczą się mienił
prosto do serca mi trafił.
Zdjęcie – jak murzyn na „zebrze”
to się pojawia, to znika,
bo widać szkodzi celebrze
ta kolorowa publika.
Głębsze przesłanie w tym widzę,
ktoś „fotkę” zrobił genialną:
front to bezbarwny prezydent,
w tle kolorowa normalność.

Ryszard Grosset

Flaczki tygodnia

W sobotę Jaśniepan prezes Kaczyński zrezygnował z przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dniu 23 maja 2020 roku.
Uczynił to, bo pewnie miał taki kaprys lub przekonanie.
Może zdarzyć się, że Jaśniepan zrezygnował jedynie chwilowo i niebawem media obwieszczą zmianę jego woli.

Ponieważ Jaśniepan prezes zrezygnował, to pani Marszałek Elżbieta Witek musiała zrezygnować z wygłoszenia przygotowanego już orędzia do Narodu. Nie wiemy, czy przypłaciła to depresją. Nie wystąpiła w telewizjach, co krajowi politycy uwielbiają. Ale zyskała tym wolny sobotni wieczór. Co dla ludzi pracujących na noce zmiany jest jakąś wartością.

Niedzielne wybory prezydenckie odbyły się tak, aby się nie odbyły.

Teraz Jaśniepan prezes będzie musiał zdecydować czy nowe wybory będą odbywać się tak jak nowe, czy będą to stare wybory odbywające się w nowym terminie.

Rozstrzygnięcie czy nowe to nowe, czy tylko stare z nową datą ma fundamentalne znacznie. Bo nowe – nowe wybory oznaczają ponowy proces zgłaszania kandydatów, zbieranie popierających te kandydatury podpisów, co w warunkach zarazy będzie trudne.
Z drugiej strony taki tryb rejestrowania pozwoli Koalicji Obywatelskiej uwolnić się od pomyłki kadrowej, czyli kandydatury Małgosi Kidawy – Błońskiej. I wystawienie nowej, już może lepszej.

Wiewiórki w stolicy ćwierkają, że do wyborów 23 maja przekonywały silnie Jaśniepana prezesa dwie persony. Pan Jacek Kurski rządzący TVP SA z tylnego fotela „doradcy prezesa”, czyli tak jak Jaśniepan prezes rządzi IV Rzeczpospolitą. Oraz pan prezydent Duda.
Obaj przekonywali, że czas upływa na niekorzyść pana prezydenta Dudy. Każdy nowy tydzień kryzysu obniża jego szanse wybiorcze.
Dlatego Jaśniepan prezes postanowił wydymać szeregowego posła swego klubu parlamentarnego, swego imiennika pana Jarosława Gowina, i olać zawarte z nim dwa dni wcześniej porozumienie.

Niestety tym razem pan zwykły pan poseł Gowin, zwany w kręgach parlamentarnych „GieGie”, czyli „Gumowy Gowin”, zagroził wyjściem z koalicji rządzącej, co pozbawiłoby partię Jaśniepana prezesa większości w Sejmie RP.
Ponieważ pana zwykłego posła Gowina poparł, zagrożony wizją mniejszościowości swego rządu, pan premier Morawiecki, a zaatakowali go politycy związani z panem ministrem sprawiedliwości Ziobro, zwanym „Zbyszkiem Zdradzieckim”, to Jaśniepan prezes musiał zamrozić spór. Aby lepiej rozpoznać siłę zwalczających się frakcji. By niebawem skuteczniej poszczuć jednych na drugich.

Trwają w mafiopodobnej rodzinie PiS poszukania medialnego kozła ofiarnego. Polityka, który weźmie na siebie odpowiedzialność za bezprawne wydrukowanie 30 milionów pakietów wyborczych. Odpowiedzialność polityczną, a także i materialną.
Nie wiemy jeszcze jaki był koszt druku tych 30 milionów kart do sfałszowanego głosowania. I pewnie długo się nie dowiemy, bo wiemy już, że elity PiS kłamią na każdym kroku.
Ale jeśli koszt druku jednego pakietu kosztowałby, wedle szacunku znawców, około 5 złotych, to oznaczałoby, że przynajmniej 150 milionów złotych poszło na marne. W czasie kiedy nasz PKB skurczy się wedle prognoz przynajmniej o 4 punkty procentowe.

Do roli tegoż ofiarnego „karciarza” wyznaczani są: pan wicepremier Jacek Sasin, bo to on bezprawnie kazał drukować niepotrzebne karty. Oraz pan premier Morawiecki, bo to on bezprawnie nakazał organizować te wybory.

Ponieważ za zrobieniem kozła ofiarnego z pana premiera Morawieckiego jest tylko pan minister Ziobro, zwany „Zbyszkiem Zdradzieckim”, ponieważ pan premier Morawiecki jeszcze Jaśniepana prezesa publicznie nie zdradził, jak czynił nieraz „Zbyszko Zdradziecki”, to „karciarzem ofiarnym” najpewniej zostanie pan minister Sasin.
Ale nie rońcie łez, bo wielka krzywda pewnie mu się nie stanie. Jeśli Jaśniepan prezes nie straci władzy do 2023 roku, a pan minister Sasin grzecznie wytrwa w kozła roli, to Jaśniepan coś dla swego „karciarza” na osłodę znajdzie.
Najlepiej szmalcową posadę z wieloletnią, nieusuwalną kadencją i immunitetem sądowym. Zapewne znany „prawo łamacz” Sasin do Trybunału Konstytucyjnego na sędziego trafi. W nagrodę za łamanie tej Konstytucji i jako fachowy praktyk nieprzestrzegania jej. Jak Pawłowicz i Piotrowicz.

Zauważcie, że od kilku tygodni nie żyjemy już w obszarze regulowanym przez prawo, lecz w jakimś stanie ponad prawem. Nie oburzamy się już wielce, że elity PiS znowu złamały Konstytucje i inne prawa. Warto przypomnieć, że poseł poprzedniej kadencji, ojciec obecnego premiera, kawaler Orderu Orła Białego, pan Kornel Morawiecki głosił, że „Ponad prawem jest wola Ludu”. Co bardzo podobało się Jaśniepanu prezesowi. Dziś uosobieniem tej „woli Ludu” jest Jaśniepan prezes.

Od bezdomności dzielą tylko 3 spłaty kredytów. Już wcześniej spece od polityki społecznej zauważyli, że nieposiadającą na własność mieszkań polską klasę średnią od bezdomności dzielą tylko trzy niezapłacone czynsze lub raty kredytu. Już kilka lat temu alarmowali, że jeśli kredytobiorca poważnie zachoruje lub straci pracę, to w zasadzie ląduje na bruku. Teraz wizja rosnącej bezdomnosci jest niepokojąco bliska.
Ale rządzący IV RP zajęcia są teraz spełnianiem politycznych kaprysów Jaśniepana prezesa.

PS. Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/