Flaczki tygodnia

W sobotę Jaśniepan prezes Kaczyński zrezygnował z przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dniu 23 maja 2020 roku.
Uczynił to, bo pewnie miał taki kaprys lub przekonanie.
Może zdarzyć się, że Jaśniepan zrezygnował jedynie chwilowo i niebawem media obwieszczą zmianę jego woli.

Ponieważ Jaśniepan prezes zrezygnował, to pani Marszałek Elżbieta Witek musiała zrezygnować z wygłoszenia przygotowanego już orędzia do Narodu. Nie wiemy, czy przypłaciła to depresją. Nie wystąpiła w telewizjach, co krajowi politycy uwielbiają. Ale zyskała tym wolny sobotni wieczór. Co dla ludzi pracujących na noce zmiany jest jakąś wartością.

Niedzielne wybory prezydenckie odbyły się tak, aby się nie odbyły.

Teraz Jaśniepan prezes będzie musiał zdecydować czy nowe wybory będą odbywać się tak jak nowe, czy będą to stare wybory odbywające się w nowym terminie.

Rozstrzygnięcie czy nowe to nowe, czy tylko stare z nową datą ma fundamentalne znacznie. Bo nowe – nowe wybory oznaczają ponowy proces zgłaszania kandydatów, zbieranie popierających te kandydatury podpisów, co w warunkach zarazy będzie trudne.
Z drugiej strony taki tryb rejestrowania pozwoli Koalicji Obywatelskiej uwolnić się od pomyłki kadrowej, czyli kandydatury Małgosi Kidawy – Błońskiej. I wystawienie nowej, już może lepszej.

Wiewiórki w stolicy ćwierkają, że do wyborów 23 maja przekonywały silnie Jaśniepana prezesa dwie persony. Pan Jacek Kurski rządzący TVP SA z tylnego fotela „doradcy prezesa”, czyli tak jak Jaśniepan prezes rządzi IV Rzeczpospolitą. Oraz pan prezydent Duda.
Obaj przekonywali, że czas upływa na niekorzyść pana prezydenta Dudy. Każdy nowy tydzień kryzysu obniża jego szanse wybiorcze.
Dlatego Jaśniepan prezes postanowił wydymać szeregowego posła swego klubu parlamentarnego, swego imiennika pana Jarosława Gowina, i olać zawarte z nim dwa dni wcześniej porozumienie.

Niestety tym razem pan zwykły pan poseł Gowin, zwany w kręgach parlamentarnych „GieGie”, czyli „Gumowy Gowin”, zagroził wyjściem z koalicji rządzącej, co pozbawiłoby partię Jaśniepana prezesa większości w Sejmie RP.
Ponieważ pana zwykłego posła Gowina poparł, zagrożony wizją mniejszościowości swego rządu, pan premier Morawiecki, a zaatakowali go politycy związani z panem ministrem sprawiedliwości Ziobro, zwanym „Zbyszkiem Zdradzieckim”, to Jaśniepan prezes musiał zamrozić spór. Aby lepiej rozpoznać siłę zwalczających się frakcji. By niebawem skuteczniej poszczuć jednych na drugich.

Trwają w mafiopodobnej rodzinie PiS poszukania medialnego kozła ofiarnego. Polityka, który weźmie na siebie odpowiedzialność za bezprawne wydrukowanie 30 milionów pakietów wyborczych. Odpowiedzialność polityczną, a także i materialną.
Nie wiemy jeszcze jaki był koszt druku tych 30 milionów kart do sfałszowanego głosowania. I pewnie długo się nie dowiemy, bo wiemy już, że elity PiS kłamią na każdym kroku.
Ale jeśli koszt druku jednego pakietu kosztowałby, wedle szacunku znawców, około 5 złotych, to oznaczałoby, że przynajmniej 150 milionów złotych poszło na marne. W czasie kiedy nasz PKB skurczy się wedle prognoz przynajmniej o 4 punkty procentowe.

Do roli tegoż ofiarnego „karciarza” wyznaczani są: pan wicepremier Jacek Sasin, bo to on bezprawnie kazał drukować niepotrzebne karty. Oraz pan premier Morawiecki, bo to on bezprawnie nakazał organizować te wybory.

Ponieważ za zrobieniem kozła ofiarnego z pana premiera Morawieckiego jest tylko pan minister Ziobro, zwany „Zbyszkiem Zdradzieckim”, ponieważ pan premier Morawiecki jeszcze Jaśniepana prezesa publicznie nie zdradził, jak czynił nieraz „Zbyszko Zdradziecki”, to „karciarzem ofiarnym” najpewniej zostanie pan minister Sasin.
Ale nie rońcie łez, bo wielka krzywda pewnie mu się nie stanie. Jeśli Jaśniepan prezes nie straci władzy do 2023 roku, a pan minister Sasin grzecznie wytrwa w kozła roli, to Jaśniepan coś dla swego „karciarza” na osłodę znajdzie.
Najlepiej szmalcową posadę z wieloletnią, nieusuwalną kadencją i immunitetem sądowym. Zapewne znany „prawo łamacz” Sasin do Trybunału Konstytucyjnego na sędziego trafi. W nagrodę za łamanie tej Konstytucji i jako fachowy praktyk nieprzestrzegania jej. Jak Pawłowicz i Piotrowicz.

Zauważcie, że od kilku tygodni nie żyjemy już w obszarze regulowanym przez prawo, lecz w jakimś stanie ponad prawem. Nie oburzamy się już wielce, że elity PiS znowu złamały Konstytucje i inne prawa. Warto przypomnieć, że poseł poprzedniej kadencji, ojciec obecnego premiera, kawaler Orderu Orła Białego, pan Kornel Morawiecki głosił, że „Ponad prawem jest wola Ludu”. Co bardzo podobało się Jaśniepanu prezesowi. Dziś uosobieniem tej „woli Ludu” jest Jaśniepan prezes.

Od bezdomności dzielą tylko 3 spłaty kredytów. Już wcześniej spece od polityki społecznej zauważyli, że nieposiadającą na własność mieszkań polską klasę średnią od bezdomności dzielą tylko trzy niezapłacone czynsze lub raty kredytu. Już kilka lat temu alarmowali, że jeśli kredytobiorca poważnie zachoruje lub straci pracę, to w zasadzie ląduje na bruku. Teraz wizja rosnącej bezdomnosci jest niepokojąco bliska.
Ale rządzący IV RP zajęcia są teraz spełnianiem politycznych kaprysów Jaśniepana prezesa.

PS. Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/

O co gra Zbigniew Ziobro?

Wyobraźmy sobie Polskę jeszcze bardziej katolicką i zamordystyczną. Kraj, w którym kościół otrzymuje od władzy nieruchomości i terytoria, a kluczowe decyzję polityczne podejmowane są w konsultacji z przedstawicielami duchowieństwa.  Oświata jest opanowana przez fanatyków, nauczyciele przekazujący postępowe wartości – dyscyplinarnie zwalniani i sekowani przez organy ścigania. Sędziowie są nominatami rządu, więc orzekają zgodnie z polityczną wolą władzy. Opozycję osaczono prokuratorskimi śledztwami, z których „wycieki” regularnie pojawiają się w prorządowych mediach. Organizacje pozarządowe – niszczone przez strumień fake newsów i poddawane inwigilacji.

Nawet teraz, gdy Polską trzęsie ekipa z Nowogrodzkiej, a część z tych procederów staje się częścią naszej rzeczywistości, istnieją siły, które są w stanie wyhamować radykalizm władzy. Tak było chociażby w przypadku planów zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Jeśli jesteście przekonani, że za Kaczyńskiego demokratyczne i równościowe wartości są deptane, to oczywiście macie rację, jednak powinniście wiedzieć, że Zbigniew Ziobro chciałby Wam zaaplikować jeszcze gorszy wycisk. Wczoraj minister sprawiedliwości, panujący również jako prokurator generalny wraz ze swoimi podwładnymi z Solidarnej Polski zaprezentowali się na efektownej konwencji. W ustach Patryka Jakiego, Sebastiana Kalety czy samego Ziobry Komisja Europejska została przedstawiona jako wróg, który zagraża polskiej suwerenności, a sędziowie jako główny czynnik niszczący nie tylko sądownictwo, ale również całą demokrację. Wisienką na torcie była otwarta szydera z orientacji seksualnej Biedronia w wykonaniu Beaty Kempy, na co sala zareagowała aplauzem. Na salę nie został wpuszczony dziennikarz Oko.press, mimo, że dzień wcześniej otrzymał akredytację. „Proszę wyjść, stwarza pan zagrożenie” – usłyszał.

Ziobro napina muskuły i wysyła sygnał, że nie ma zamiaru ustąpić. Ale kto jest adresatem tej manifestacji? Nie wydaje mi się, by pajacował przed Komisją Europejską, która uważa polskiego ministra za uciążliwego dzikusa, który nie rozumie podstawowych politycznych reguł. Jeśli Ziobro ma w głowie choć trochę rozumu, to wie, że na Brukseli jego słowa nie zrobią żadnego wrażenia. Nie sądzę też, by przekaz był kierowany do wyborców Zjednoczonej Prawicy, którzy działania ministra raczej popierają, choć nie mają też przekonania, że doprowadzą one do uzdrowienia polskiego sądownictwa. W mojej ocenie wczorajsza konwencja Solidarnej Polski była pokazem nie tyle siły, co politycznej samodzielności Zbigniewa Ziobry. Zwołał swoją świtę na sabat i pokazał, że jest bardziej zdecydowany, nieustępliwy, ale też brutalny niż Kaczyński czy Morawiecki i to w momencie, gdy znajduje się pod największym ostrzałem. Ziobro wysłał wiadomość do swojego środowiska i na Nowogrodzką – nie jestem przystawką, jestem rozgrywającym i poważnym pretendentem do objęcia przywództwa na prawicy.

Dla Zbigniewa Ziobry reforma sądownictwa nie jest tylko sposobem na osiągnięcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Realizuje coś więcej niż przyjemność z łamania oporu tych, wobec których kiedyś był bezradny. Jego ambicję sięgają znacznie wyżej i wiele wskazuje na to, że na drodze do ich realizacji jest w stanie posunąć się o wiele dalej niż Kaczyński. Podczas walki z sędziami to właśnie on jest najbardziej eksponowaną postacią polskiej polityki. Elektorat to widzi i zapamiętuje. Prezes sprawia wrażenie człowieka nakarmionego poczuciem politycznej deklasacji swoich przeciwników i przynajmniej częściowego spełnienia politycznej wizji. Ziobro jest wciąż głodny dominacji i pełny wiary, że jego czas dopiero nadejdzie.

Oczywiście, Ziobro wciąż jest ministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego, z którym łączą go delikatnie mówiąc chłodne stosunki. Jest też dla PiS problemem, bo w ostatnich latach największe protesty przeciwko polityce „dobrej zmiany” miały miejsce właśnie w związku z działaniami ministra sprawiedliwości. Szef Solidarnej Polski umiejętnie buduje jednak swoją pozycję. Jego ludzie mają ogromny udział w podziale łupów na gruncie spółek skarbu państwa. Interesy robią także w zarządzanych przez siebie resortach, podczas kontroli NIK okazało się, że w ramach programu „Praca dla Więźniów” pieniądze publiczne były transmitowane do prywatnych spółek. Ziobro ostro pogrywa sobie również z prywatnymi mediami, o czym świadczy podporządkowanie sobie redakcji największego polskiego portalu informacyjnego – Wirtualnej Polski. Wzorowe stosunki łączą go z ojcem Rydzykiem – regularnie gości w mediach redemptorysty, a ministerstwo sprawiedliwości jest prezentuje duchownemu najhojniejsze podarunki. W kierowanym przez niego ministerstwie działała grupa zlecająca hejterom dyskredytowanie pracowników wymiaru sprawiedliwości. Na usługach resortu była prawdziwa armia trolli.

Ziobro zdaje sobie sprawę, że kiedy stary żoliborzanin dołączy do swojego brata, w obozie Zjednoczonej Prawicy rozpęta się batalia o sukcesję. Jego pozycja jest teoretycznie trudniejsza, bo nie jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest jednak powiedziane, że po odejściu Kaczyńskiego główną siłą na prawicy ma być ciągle PiS. Podczas ostatnich wyborów Solidarna Polska zwiększyła swój stan posiadania w parlamencie – z 8 do 20 mandatów. Pierwsze skrzypce w walce z sędziami i Komisją Europejską grają Jacek Ozdoba, Sebastian Kaleta i Jan Kanthak – młode wilki od Ziobry. Michał Woś, świeżo mianowany minister środowiska, swoje urzędowanie rozpoczął od podarowania kościołowi fragmentu parku narodowego. Sojuszników trzeba dopieszczać. Ziobro buduje wokół siebie sieć stosunków zależności – personalnych i instytucjonalnych. Wreszcie, prezes SP wygląda na człowieka, który gromadzi haki nie tylko na swoich przeciwników politycznych. W decydującym starciu o przywództwo może się to okazać kluczową przewagą.

Dyskryminacja nauczycielki-ateistki trwa

Nie od dziś wiadomo, po co PiS-owi była potrzebna nowelizacja prawa o ustroju sądów powszechnych oraz ustawy o Sądzie Najwyższym. Po to, by już więcej nie zapadały wyroki, które nie podobają się zapleczu politycznemu ministra Ziobry oraz klerowi katolickiemu popierającemu rząd PiS. Mamy kolejny tego przykład.
Chodzi o Grażynę Juszczyk, nauczycielkę matematyki z Krapkowic, zadeklarowaną ateistkę, która w 2013 roku zdjęła krzyż ze ściany w pokoju nauczycielskim, gdyż uznała, że publiczna szkoła to nie miejsce na eksponowanie swoich poglądów religijnych. Pomimo, że nauczycielka zrobiła to w obecności świadków, dyrekcja początkowo niczego nie zauważyła. Po kilku tygodniach, gdy do dyrekcji dotarło wreszcie, co się stało, w szkole rozpętało się piekło.
Grażyna Juszczyk, nauczycielka z 30-letnim stażem, zaczęła być szykanowana. Stała się ofiarą donosów i pomówień. Sugerowano na przykład, że zdjęła krucyfiks, żeby go ukraść. Kobieta poczuła się upokorzona i zaczęła walczyć o swoje dobre imię.
Skarżyła się władzom gminy i kuratorium. Te instytucje uznały jednak, że wszystko jest w porządku. W końcu złożyła zawiadomienie do sądu pracy, skarżąc dyrekcję szkoły o dyskryminację w miejscu pracy ze względu na bezwyznaniowość. Powoływała się także na przepisy dotyczące molestowania psychicznego.
Zarówno Sąd Okręgowy w Opolu, jak również Sąd Apelacyjny we Wrocławiu przyznały rację nauczycielce, stwierdzając, że była dyskryminowana ze względu na swoje poglądy.
To jednak nie spodobało się ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. Prokuratura pod jego kierownictwem wystąpiła do Sądu Najwyższego ze skargą kasacyjną. Jednakże Sąd Najwyższy, wciąż jeszcze opanowany przez “gorszy sort”, oddalił skargę.
Sprawa wydawała się zamknięta. Minister Ziobro jednak się nie poddał. Nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych oraz ustawy o Sądzie Najwyższym wyposażyła go w nową super broń. Może teraz kwestionować wyroki, które nie podobają się jemu, jego skrajnie konserwatywnemu zapleczu politycznemu i wspierającym pisowską kontrrewolucję biskupom.
Tą bronią jest skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego. Właśnie taką skargę Ziobro złożył do Sądu Najwyższego, domagając się uchylenia wyroku.
Minister sprawiedliwości zarzuca sądom obu instancji, iż niewystarczająco wyjaśniły, na czym polegała dyskryminacja światopoglądowa nauczycielki z Krapkowic w miejscu pracy oraz nie wskazały związku przyczynowo-skutkowego między jej światopoglądem, a molestowaniem psychicznym, którego doświadczyła. Zdaniem Ziobry nie było znamion dyskryminacji światopoglądowej, a wyroki sądów należy uznać za niezgodne z wolnościami i prawami wynikającymi z Konstytucji RP.
Czy tym razem wyrok Sądu Najwyższego będzie inny? Sąd Najwyższy na razie opiera się apetytom polityków PiS na osiągnięcie w państwie władzy absolutnej i kwestionuje nowe uprawnienia Ziobry. Aż strach pomyśleć, co się stanie, kiedy jego skład osobowy zacznie w końcu odpowiadać gustom prezesa Kaczyńskiego i ministra Ziobry. Możliwe, że taki sąd “dobrej zmiany” uzna nauczycielkę z Krapkowic za terrorystkę, która zamachnęła się na krzyż. A to w państwie PiS jest niewybaczalne.

Magister wskrzesza potwory

W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy pracowałem sześć lat. Byłem członkiem delegacji polskiego Sejmu do tego Zgromadzenia w latach 2002-2007. Pracowałem tam w dwóch komisjach Zgromadzenia, przewodniczyłem podkomisji Równego Startu Zawodowego Kobiet i Mężczyzn. Od razu wyjaśniam, że jak wszyscy oddelegowani tam parlamentarzyści nie pobierałem za to dodatkowego wynagrodzenia.

Dlatego z nutką nostalgii oglądałem transmisję z ostatniego posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady przypominając sobie czasy kiedy Polska była tam często przywoływana jako wzór praworządności i demokratyzacji dla pozostałych państw europejskich. Zwłaszcza z naszego środkowo- wschodniego regionu.
Do tego roku to my Polacy, monitorowaliśmy stan demokracji i praworządności w innych państwach zrzeszonych w Radzie. Upominaliśmy Rosję, Białoruś, Azerbejdżan, Ukrainę, rekomendowaliśmy im pozytywne rozwiązania, zmiany w ich prawie.
Teraz, w efekcie autorytarnych rządów pana prezesa Kaczyńskiego, kraj nasz zapisał się do autorytarnego klubu państw prezydentów Putina i Łukaszenki.
III Rzeczpospolita zaczyna przypominać II Rzeczpospolitą. Obie zaczynały jako demokracje parlamentarne. W obu zwyciężyły tendencje autorytarne. Zamodryzm, stopniowe ograniczanie demokracji, marginalizowanie opozycji.
Na nic zdały się podczas debat w ZG Rady Europy przywiezione tam kłamstwa i manipulacje parlamentarzystów PiS. Wyszkolonych przez wielce zakłamaną, narodowo- katolicką TVP SA. Kierowaną przez niedawnego, sztandarowego kłamcę sejmowego pana prezesa Jacka Kurskiego.
Ale napisana dla polskiego „ciemnego ludu” historyjka o tym, że PiS- owskie kagańcowe ustawy to jedynie zbiór najlepszych fragmentów zaczerpniętych z najlepszych zachodnich ustaw, została w Radzie Europy totalnie skrytykowana i wyśmiana.
Liczni, reprezentujący różne państwa i różne partie polityczne, parlamentarzyści zgodnie obnażali bezczelne szalbierstwa PiS.
Bo prawdą jest, że komsomolcy ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przepisywali francuskie, niemieckie i inne fragmenty obowiązujących w Europie ustaw. Ale tak je legislacyjnie zszywali, że powstały z tego ustawy – potwory. Tak skompilowane zmieniły swój charakter. Z demokratycznego na zamordystyczny.
Taki PiS- owski styl ustawodawczy nazwano w Radzie Europy „legislacyjną frankensteinizacją”.
Ziobro i potwory
To celne, humanistyczne, odwołujące się do europejskiego dziedzictwa kulturalnego określenie. Każdy kulturalny Europejczyk zna, przynajmniej ze słyszenia, powieść Mary Shelly „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz”.
W przeciwieństwie do późniejszych jej przeróbek i ekranizacji, które spłycały lub zniekształcały wymowę powieści, utwór Shelly poświęcony jest fundamentalnemu problemowi moralnemu. Równania się człowieka z Bogiem-stwórcą
Prawom każdego stwórcy, twórcy do decydowania o losach stworzonej przez siebie istoty czy dzieła. Zachęcał do dyskusji o intencjach twórców, często szlachetnych, ale też o ich błędach. O tworzonych przez nich dziełach, które w zamierzeniach miały czynić dobro, lecz w efekcie ludzkich błędów stawały się potworami.
Podobnie jest z prominentami PiS. Pan prezes Kaczyński i jego drużyna chcą stworzyć nowe elity. Nowego człowieka. Narodowo- katolickiego Polaka. Zszytego z historycznych kawałków.
Aby uczynić go tworem panującym muszą usunąć stare elity. Polaków, uważanych za stwory gorszego sorta.
Kiedyś Stalin i jego drużyna też tworzyli nowego, radzieckiego człowieka. Tych nie radzieckich wysyłali do gułagów. Potem przewodniczący Mao tez marzył o nowych Chińczykach. Jego hunwejbini poniżali stare elity, wysyłali je na reedukację na wieś.
Teraz magister Ziobro i jego hunwejbini chcą być nową elitą. Usuwają starych profesorów przy pomocy „legislacyjnej frankensteinizacji”, czyli ustaw – potworów prawnych.
Niektórych Polaków najlepszego sorta, ten kwiat nowych elit narodowo-katolickich już poznaliśmy. To pan prezes Marian Banaś, pan agent Tomek, pan arcybiskup Marek Jędraszewski, pan prezes Jacek Kurski, pan były prezes Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski, pani sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz, pan sędzia tego Trybunału Stanisław Piotrowicz, pan prezes GetBack Krzysztof K.
I wielu innych, podobnych im wzorowych narodowo-katolickich Polaków.
Aby przyśpieszyć wymianę elit, prominenci PiS tworzą potwory prawne. Jeden po drugi. Łamią prawo.
A z łamaniem prawa jest jak z wódką. Pierwszy kieliszek nie szkodzi. Przeciwnie, zwykle pobudza radość, odwagę i wolę picia kolejnych. A kiedy jesteś już pijany i słyszysz, że powinieneś, pić przestać, to zamiast iść spać, rzucasz się do bicia.
Tak samo jest z elitami PiS. Kiedy wszyscy wokoło; opozycja, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, Rada Europy, Komisja Europejska zwracają im uwagę, że łamią polskie, czyli europejskie prawo, to magistrowie legislacyjnej frankensteinizacji rzucają się do bicia. Ze wszystkimi już wokoło.

Minister przegranej wojny

Głównym zajęciem ministra sprawiedliwości jest walka z wymiarem sprawiedliwości.
Zbigniew Ziobro formalnie jest ministrem sprawiedliwości. Jego ambicje sięgają jednak daleko poza samo kierowanie resortem. Celem 50-letniego polityka jest zdobycie całkowitej kontroli nad aparatem oskarżania i ferowania wyroków. Ziobro sprawa wrażenie człowieka, dla którego nie ma obiektywnie istniejących niemożliwości na drodze do realizacji założonego planu.
Przy wsparciu rządu i mediów metodycznie niszczy resztki zaufania do polskiego sądownictwa, wykorzystując poczucie niesprawiedliwości z funkcjonowania sądów do utrzymania poparcia społecznego dla swoich reform. Społeczeństwo dowiaduje się, że sędziowie nie tylko sądzą niesprawiedliwe, ale również kradną batoniki na stacjach benzynowych i oszukują na reszcie w sklepach. Nicponie, najwyższy czas pogonić to towarzycho.
Ziobro niszczy istniejące instytucje, dając początek nowym podporządkowanym jego jurysdykcji. W jego armii służą już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, posłuszni prezesi sądów powszechnych, członkowie neoKRS oraz Izby Dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym. Symboliczną klamrą spinającą dorobek ministra jest uchwalona właśnie ustawa kagańcowa.
Ofensywa Ziobry została wczoraj zatrzymana. Uchwała trzech Izb Sądu Najwyższego to dla ministra bolesny cios. 23 stycznia na konferencji prasowej widzieliśmy człowieka, który zdaje sobie sprawę, że przegrał ważne starcie, a próbuje przekonać swoich kibiców, że to nie on leżał na deskach. Ziobro z teatralną emfazą zapewniał, że „uchwała SN nie wywołuje skutków prawnych”, gdyż „została wydana z rażącym naruszeniem prawa”. Wiedział, że musi grać rolę twardego szeryfa do końca, gdyż tego oczekują jego wyborcy.
Czy pójdą za nim również sędziowie? Wątpliwe. W zasadzie jedynym rozsądnym wyjściem dla sędziego z neoKRS jest wstrzymanie się od orzekania i nie stawianie na szali własnej kariery. Bo jeśli teraz zachowa ostrożność, w przyszłości, po cofnięciu pisowskiej „reformy”, może utrzymać prawo do ferowania wyroków. Jeśli zaś teraz pójdzie za radą Ziobry, upadnie razem z ministrem, a nawet szybciej.Może się oczywiście zdarzyć, że któryś z sędziów uważa, że minister zwycięży w potyczce z SN i Unią Europejską, jednak w zdecydowanej większości sędziowie widzą, że Ziobro został sprowadzony do defensywy. Wyrok Sądu Najwyższego to tylko jeden z jego problemów. Trybunał Sprawiedliwości UE może lada dzień zawiesić Izbę Dyscyplinarną przy SN. Niezastosowanie się do decyzji Luksemburga oznaczać będzie najpierw wysokie kary finansowe, a w dalszej konsekwencji wylot z Unii Europejskiej. To zbyt duża stawka, której na stole nie położy nawet Jarosław Kaczyński.
Do Kancelarii Sejmu pukają również senatorowie, którzy chcą zobaczyć listy poparcia dla kandydatów wybranych do neoKRS w marcu 2018. Tego samego domaga się sędzia Paweł Juszczyszyn, który podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami groził Ziobrze grzywną w razie dalszego blokowania dostępu do informacji, które mogą jasno wskazać na polityczną zależność KRS od władzy politycznej. Minister i jego ludzie robią wszystko, by moment ten opóźnić, próbując w międzyczasie rozegrać sytuację polityczną na swoją korzyść. Fakty są jednak takie, że Ziobro nie ma ruchu, po którym nie zanotuje straty ważnego pionka.
Paradoksalnie, najgorszym z możliwych wariantów dla Ziobry jest ten, w którym sędziowie z pisowskiego nadania pozostają masowo w składach orzekających. Każdy wydany przez nich wyrok będzie można zaskarżyć, dojdzie do chaosu na nieprawdopodobną skalę. To może doprowadzić do ostatecznego spadku zaufania do całego wymiaru sprawiedliwości, ale również do ministra, który całe zamieszanie sprokurował.

Bigos tygodniowy

Nie pozostaje nic innego jak uznać za trafne określenie Roberta Biedronia aktualnego lokatora Białego Domu, jako „furiata waszyngtońskiego”. To co robi Donald Trump przekracza nawet te wyśrubowane standardy, do których przyzwyczaili nas prezydenci USA. Można być jak ja, o tysiąc lat świetlnych od sympatii do Iranu, antypatycznego państwa totalitarnego, ponurej teokracji, a jednocześnie uznać skrytobójcze (bo tak to wypada określić) zabicie irańskiego generała Kasima Sulejmaniego za akt krańcowego szaleństwa. I ten człowiek (Trump) w chwilę po tym pisze na twitterze, że Iran „nigdy nie wygrał wojny, ale nigdy nie przegrał negocjacji). I znów wkrótce po tym grozi zniszczeniem zabytków Iranu (starożytnej Persji), co jest zapowiedzią zbrodni wojennej. I znów za chwilę grozi 52 odwetami za 52 krzywdy wyrządzone Stanom Zjednoczonym, co przypomina metodę hitlerowską. Ten człowiek wyraźnie podlega huśtawce emocjonalnej, zrównoważony to on nie jest, co w przypadku prezydenta USA jest przerażające. Na domiar wszystkiego sekretarz Pompeo oburza się, że Europa przyjęła szaleństwa Trumpa bez entuzjazmu. Jeśli Sulejmani był zbrodniarzem wojennym, trzeba było dążyć do postawienia przed trybunałem, a nie zabijać skrytobójczo. I pomyśleć, że Polska ma mieć tego furiata za najlepszego sojusznika i opiekuna! Impeachment byłby najlepszym rozwiązaniem, ale bardziej realna jest reelekcja tego….
*****
Władimir Putin nie jest bohaterem mojego romansu, ale ta uporczywość komentatorów od prawa do lewa w potępianiu go, to gorliwość i poprawność polityczna godna lepszej sprawy. Jeśli Putin powiedział, że Polska wywołała II wojnę światową, to minął się z prawdą. Jednak flirt II Rzeczypospolitej z III Rzeszą był faktem. Rozpoczął się paktem o nieagresji, i trwał poprzez wizyty niemieckich dygnitarzy ze szczytów władzy jak Goebbels czy Goering („Pan Goering znów do Białowieży na małe polowanko wpadł…”), wzięcie Zaolzia przy okazji monachijskiego rozbioru Czechosłowacji aż po wizyty Becka u Hitlera w Berchtesgaden i Ribbentropa w Warszawie zimą 1939 roku. Odnośnie wypowiedzi Putina warto odnotować satysfakcję wreszcie, jakiej doznaliby, gdyby żyli twórcy komedii filmowej „Jak rozpętałem II wojnę światową”, reżyser Tadeusz Chmielewski i główny bohater Franek Dolas, grany przez Mariana Kociniaka.
*****
Prymas Irlandii Eamon Martin wystąpił w obronie Grety Thunberg. Co na to Jędraszewski, który się nad nią wyzłośliwiał? Młodzi ekolodzy krakowscy powinni pójść pod jego pałac w najbardziej zasmogowanym mieście świata (tak jest!) z transparentem „Mój arcybiskup jest starą świnią ekologiczną”. I oczywiście od razu przeprosić świnie. Jedyne pocieszenie, że Jędrasz wdycha to samo powietrze, co jego owieczki.
*****
„Król Skorpion” ustąpił. Z nim jest trochę tak, jak z nieodżałowanym profesorem Geremkiem – nigdy nie było wiadomo czy będąc na schodach, schodzi czy wchodzi. Na czas obecny było to jednak jedyne rozsądne rozwiązanie bo Platforma tkwi w pacie. Tym ruchem okazał „Król Skorpion” polityczny rozsądek i zręczność, bo to jest jednak polityk pierwszej gildii, nie można mu odmówić pewnej klasy i zasług. Pojął, że swoją osobą obciąża przede wszystkim Kidawę-Błońską i jej szanse prezydenckie. Ale nie trzeba zapominać, że to jednak Skorpion, a skorpion może się zaczaić i kiedyś ukąsić znienacka kogo trzeba.
*****
Co do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, to największą wadą tej Wytwornej Damy Kier jest jej dobre wychowanie, maniery i kultura bycia, co osłabia jej szanse w społeczeństwie ludzi źle wychowanych. Ludzie na ogół nie przepadają za nadmiernie dystyngowanymi nauczycielkami, bo uważają ich sposób bycia za zawoalowaną postać wywyższania się, a nawet pogardy. Przesadzają, ale tak jest. Gdyby Polska była monarchią, to co innego. Królowej przyznaje się prawo do maksymalnej dystynkcji i noszenia korony, ale prezydentce demokratycznej już nie. Gdybym więc miał coś podsunąć jej spin doktorom pani Kidawy-Błońskiej, to zrobienie jej szybkiego, bo czas goni, treningu lekkiego zejścia z dystynkcji i manier. Chodzi o to by korona troszeczkę się jej na głowie przesunęła. Zdecydowane powinni też szybko poprawić jej sprawność retoryczną (są na to specjalne techniki instant), która rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Radzę to bez kpiny, z dobrego serca, na wypadek, gdyby do drugiej tury nie wszedł kandydat lewicy.
*****
Na kur-wizji, złotousty konfederat Grzegorz Braun próbował przebić się z tajemniczym wątkiem zgubionego czy zniszczonego laptopa Ziobra, w którym podobno są jakieś kompromitujące dla tegoż materiały. Coś musi być na rzeczy, bo funk. propag. Klarenbach gasił go intensywnie i nerwowo. Na razie wokół sprawy cisza.
*****
„W dzisiejszych atakach na duchowieństwo czuć podobną żądzę mordu. Nie mogą zamordować fizycznie, to chcą zamordować duchowo. Wysyłają do piekła. Trzeba się przed tym bronić i to odsłaniać, podobnie jak Jezus odsłaniał” – powiedział w Telewizji Trwam ksiądz Oko. A na razie ci prześladowani zaczynają instalować w kościołach tacomaty. Bo co najbardziej lubią księża? „Kase, misiu, kasę”. Jak ten proboszcz, co nazwał parafian „skąpcami”, bo mu dali za mało kasy na drzwi. tekst

Elity PiS zaniemówiły. Ze wstydu?

Kalesony Pietrzaka

Co się w tej naszej Polsce porobiło. Pan prezes Kaczyński wygrał wybory. I milczy.
O jego nowych wspaniałych, uszczęśliwiających Naród „piątkach”, „siódemkach”, czy „jedenastkach” w mediach „Dobrej Zmiany” już nie słyszymy.
Milczy pan premier Morawiecki, chociaż nieraz już dowiódł, że co jak co, ale „gadane” to on ma. A teraz żadnych zapowiedzi kolejnych, iście herkulesowych prac jego ministrów już nie słyszymy.Żadna nowa, kolejna wizja budowy przedwojennej „Luxtorpedy” już nie pada.
Jak żyć panie premierze, kiedy pan milczy?
Milczy też pani marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek. Dzielna, jeszcze niedawno aktywna husarka „Dobrej Zmiany”. Teraz okopała się w szańcu na Wiejskiej. Nie wychyla się ani na chwilę.
Milczy jeszcze niedawno wielce wymowny pan marszałek Stanisław Karczewski. Ale kiedy już przestał być panem marszałkiem, to tak jakby mowę mu odebrało. Zresztą nie tylko mowę stracił. Okazuje się, że ten polityk i lekarz, który jeszcze niedawno wielce pouczał młodych strajkujących lekarzy, ratowników medycznych i rehabilitantów, że służba zdrowia to misja i czasem trzeba też „pracować dla idei”, w tym samym czasie bezprawnie zagarniał setki tysięcy złotych rocznie dzięki „dyżurom” w bliskim mu szpitalu. Być może też „dyżurom” fikcyjnym, odpracowanym dzięki złodziejskiej księgowości.
Milczy wymownie pan prokurator i minister sprawiedliwości w jednej osobie pana posła Zbigniewa Ziobry. Sumienie moralne Prawa i Sprawiedliwości.
Milczy pan minister spraw wewnętrznych i nadzorca służb specjalnych Mariusz Kamiński. Jeszcze niedawno stawiany za wzorzec rycerza „Dobrej Zmiany”. Prawy i uczciwy. Bat na aferzystów, zwłaszcza tych z liberalnej PO. Taki „Dzierżyński” pana prezesa Kaczyńskiego.

Nie chce za to milczeć pan prezes Najwyższej Izby Kontroli. Jeszcze niedawno „złoty chłopak PiS”. Prezentowany w mediach narodowo- katolickich jako wzór do naśladowania dla patriotycznej młodzieży. Szczery antykomunista od urodzenia. Towarzysz broni pana Mariusza Kamińskiego z czasów konspiracji. Niezłomny pro państwowiec tropiący „mafie VAT-owskie”. Człowiek z kryształu, jak rzekł pan Marszałek Karczewski.

Miś Ziobry i Jakiego

Pan prezes Banaś przestał milczeć, bo zapewne zrozumiał, że w tym mafijno podobnym układzie politycznym stworzonym przez prominentów PiS, jedynie sypanie, oskarżanie politycznych konkurentów może zapewnić bezpieczeństwo Banasiowi i jego rodzinie.
I pewnie dlatego dowiedzieliśmy się, że inne „złote dziecko” PiS, jak były wiceminister sprawiedliwości, obecny euro deputowany z listy PiS, pan Patryk Jaki nadzorował ministerialny pogram organizowaniu pracy dla więźniów.
Program przepięknie prezentowany w mediach narodowo- katolickich. A w rzeczywistości, zapewne kolejny „Miś”. Czyli rozbuchany, wielce kosztowny i bezsensowny ekonomicznie projekt.
Drogi, bo wtedy z gigantycznego budżetu łatwiej można „wyprowadzić”, „zoptymalizować”, czyli zwyczajnie ukraść publiczne pieniądze. Pieniądze wszystkich podatników, czyli nasze.
Przed ostatnimi wyborami w kręgach dziennikarzy, komentatorów politycznych i kandydujących do parlamentu polityków krążyła, zaczerpnięta ponoć z polskich bazarków, przepowiednia. PiS miał znowu wygrać wybory, bo polski lud, wcale nie taki ciemny i głupi, uznał, że chociaż elity „Dobrej Zmiany” kradną jak te poprzednie z koalicji PO- PSL, to jednak tym razem elity pana prezesa Kaczyńskiego nie zapominają o potrzebach ludu.
Nawet jeśli zagarniają dla siebie, ale też „dzielą się” z ludem przyrastającym bogactwem Polski. Wypłacają 500+, trzynaste emerytury, obiecują podwyżki.
Słuchając przekazów i zawiadomień pana prezesa Najwyższej Izby Kontroli można odnieść wrażenie, że elity PiS, te „złote dzieci” pana prezesa Kaczyńskiego, uwierzyły w taką przepowiednie.
Uznały, że można bezkarnie kraść, tylko trzeba jakąś działkę ludowi odpalić. I wtedy nasycony programem 500+ dobry lud złodziejstwo elitom wybaczy.
Można odnieść takie wrażenie na poważnie, bo nagle wszyscy liderzy „Dobrej Zmiany” zamilkli w tej sprawie. Milczy pan prezes Kaczyński. Milczy jego pan premier, pani Marszałek Sejmu RP. Nawet pan wicemarszałek Terlecki, uważany za wiernego psa politycznego pana prezesa, ani nie warknie na pana prezesa Banasia.
Milczą też bojowi, żarliwi niedawno narodowo-katoliccy publicyści. Bracia Karnowscy. Rodzina Wildsteinów. Piotr Semka. Milczy nawet pierwszy zagończyk prawicy Rafał Ziemkiewicz.
W licznych, wysokonakładowych narodowo- katolickich mediach nie dyskutuje się o aferach ujawnianych przez pana prezesa NIK Mariana Banasia.
Oczywiście, gdyby podobne afery dotyczyły polityków opozycji, to zagościłyby od razu i na czołówkach tychże mediów.
A tak obcując dziś z nimi można odnieść wrażenie, że najważniejszym problemem Polski i Polaków jest nadal nie zrealizowany projekt monumentalnego pomnika Bitwy Warszawskiej z roku 1920.
Pomnik, lansowany przez byłego „komunistę”, wielce zasłużonego kabareciarza Jana Pietrzaka, ma mieć formę wielkiego Łuku Triumfalnego. Stojącego na obu brzegach Wisły, w wersji monumentalnej. Albo na Placu na Rozdrożu, w wersji minimalnej.
Czy stać nas duży Łuk czy mniejszy? O to spierają się teraz elity PiS.
Niestety zaprezentowany projekt pomnika, jest wielce szkaradny, jak wszystkie inne pomniki postawione przez elity „Dobrej Zmiany”. Jak żywo przypomina wojskowe kalesony. Takie jakie nosił mój tatuś w czasie przegranej kampanii wrześniowej w 1939 roku.
Słuchając informacji pana prezesa Banasia o złodziejskich projektach nadzorowanych rzekomo przez ministrów sprawiedliwości można przyjąć, że ten monumentalny Łuk będzie kolejnym misiem elit „Dobrej Zmiany”.
Bo przecież im większe i droższe te triumfalne kalesony będą, tym więcej będzie można przy okazji tak monumentalnej inwestycji ukraść. I większe działki wyborczemu ludowi odpalić.
Taka to ta „Dobra Zmiana” jest.

Bigos tygodniowy

Ogólnie krąży idealistyczna opinia, że aby nie dopuścić PiS do uzyskania większości w Senacie, senatorowie z niepisowskiej strony muszą się okazać szlachetni, uczciwi i nieprzekupni. Jako człowiek żywiący bardziej pesymistyczną opinię o naturze ludzkiej uważam, że jest wręcz przeciwnie. Aby zablokować PiS na drodze do większości w Senacie, senatorzy owi muszą egoistycznie myśleć przede wszystkim o własnym interesie. Chodzi o to, żeby doszli do wniosku, że w ich najlepiej pojętym interesie jest trzymać się z daleka od PiS i jego pokus. Nowej aktualności nabierają słynne słowa z historii wojny trojańskiej: „Timeo Danaos et dona ferentes” („Boję się Greków nawet jeśli niosą dary”). Pożyteczna może się tu okazać przestroga senatora Jerzego Fedorowicza, który oświadczył, że każdy kto da się przewerbować PiS-owi, powinien zostać objęty klątwą do trzeciego pokolenia. Polak jest przesądny, klątw się boi, więc może to skutecznie podziała.

 *****

Jeśli jednak ktoś przypuszczał, że PiS poprzestanie na jakichś podstępnych zabiegach w ramach składu Senatu, ten wykazał się przenajświętszą naiwnością. Oto PiS zaskarżyło prawomocność wyników wyborów w kilku okręgach, Oznacza to, że PiS zdywersyfikuje działania i poza wariantem umeblowania Senatu na swoją modłę metodą salami, w ramach tego, co jest, przygotowuje się jednocześnie do włamania do Senatu.

*****

PiS szuka ponadto chętnego do zrzeczenia się mandatu, tak aby mandat mógł jednak objąć przegrany Stanisław Piotrowicz. PiS już nie traktuje poważnie procedur demokratycznych, ale traktuje swoje działania jako przedsiębiorstwo pod nazwą „Władza. Spółka z.o.o”

*****

Neo-KRS stwierdziła, że nie było afery hejterskiej w resorcie Ziobra, że Piebiak i consortes są niewinni i czyści jak łza. O tego typu zachowaniach mawia się, że „plują im w twarz, a oni mówią, że pada deszcz”. W tej sytuacji Ziobro powinien skrzywdzone niewiniątko Piebiaka przywrócić na stanowisko wiceministra.

*****

Również prokuratura Ziobra orzekła, w innej sprawie, że „nie ma sprawy”. Konkretnie – nie było afery niedoszłych „wież Srebrnej”. PiS stworzyło w prokuraturze taki system, że gdyby nawet redaktor Kittel z TVN ujawnił, że Przewodniczący Mało przetrzymuje i gwałci niemowlęta w piwnicy swej willi przy ulicy Zajączka na Żoliborzu, to też by nie wszczęła przeciw niemu postępowania.

*****

W „Studiu Polska” TVPiS publicysta Piotr Semka, stary chłop, jak dziecko płakał, no normalnie się wzruszał i pocił na wspomnienie dnia, w którym Popiełuszko dostał w czapę, czego nie pochwalam. Tak bardzo nie lubię łzawej czułostkowości, że na przyszłą rocznicę zabójstwa Popiełuszki zafunduję sobie tiszerta z napisem na piersi: „Nie płakałem po Popiełuszce”.

*****

Zacznę od żartu z antologii czerstwych dowcipów: „Złapali Kaczora za Banasia, a Kaczor krzyczy: To nie mój Banaś”. Sprawa Banasia robi się coraz bardziej bajeczna. Okazuje się, że nie tylko kombinował przy swoich zeznaniach podatkowych, ale jak dochodzą słuchy, blokował działania kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli w sprawie działalności Wojsk Obrony Terytorialnej, GetBanku i ruchów kadrowych w administracji finansowej. Banasiowi pozostaje teraz trzymać się stołka i grać Przewodniczącemu Mało na nosie (na zasadzie „chuj mi zrobicie”). Gdyby nie jego finansowe machinacje i zblatowanie z gangsterką miałby szansę na wybicie się na niepodległość i bycie rzeczywiście bezstronnym szefem NIK, ale to nie wchodzi w rachubę. Nie ten numer kapelusza. Zwykły żulik. Sprawa Banasia robi się coraz bardziej bajońska. Podobno poza kamienicą od akowca, otrzymał też od tego ubogiego emeryta piękną posiadłość. Zgarnia chłop pieniądze jak magnes opiłki. Toż to istny Ali Baba, który przypadkiem natrafił na Sezam. Pozazdrościć! „Będąc młodym opozycjonistą przyszedł do mnie akowiec…”

*****

Pierwszy sędzia nie dał rady w konfrontacji z „dobrą zmianą”. Tym sędzią jest Wojciech Łączewski, który zrzekł się urzędu. O tyle to zaskakujące, że to pierwszy sędziowski fighter antypisowski, ten który skazał na 3 lata bezwzględnego więzienia „Maria” Kamińskiego.

*****

Dopiero po 20 latach usunięto krzyż z sali ślubów w USC na Białołęce. To bezprawie uprawiano przez dwie dekady i chyba nikt nie protestował, przynajmniej skutecznie. Ten krzyż był wyrazem wyjątkowej klerykalnej bezczelności. Przecież osoby, które biorą śluby w USC, a nie w kościele, to na ogół ateiści, agnostycy, sceptycy, nie chcący mieć do czynienia z religią. Zapewniam, że casus Białołęki, to czubek góry lodowej. Jestem przekonany, że w dziesiątkach a może i setkach sal ślubnych USC w całym kraju, zwłaszcza w Polsce wschodniej i południowej, wiszą dziesiątki a może setki krzyży.

*****

Przewodniczący Mało skrył się i liże rany po zwycięstwie nie takim jakie miało być. Na pewno coś knuje, bo o jego natura.

*****

Korwin oświadczył z goryczą, że „dzisiejsza kobieta nie kocha, ona odbywa stosunek seksualny”. Czy to ogólna, uniwersalna refleksja czy nawiązanie do doświadczeń małżeńskich z młodą żoną?

*****

Ponadprzeciętnie dużo hałasu robią media PiS wokół postaci dwóch wojowniczych księży katolickich-ideologów, polityków – Popiełuszki i Wyszyńskiego, który ma być beatyfikowany. To sygnalizuje wojownicze zamiary PiS. Z tym, że ten pierwszy był fanatycznym ideologiem, co niestety sprowadziło na niego śmierć. Co do tego drugiego, to trzeba jednak przyznać, że potrafił zachować się politycznie. Jego mowa na Jasnej Górze w Częstochowie 26 sierpnia 1980 roku w czasie strajków była bardzo koncyliacyjna wobec władz PRL, wręcz wykazująca zrozumienie wobec dotykających ich trudności. Media solidarnościowe ją później cenzurowały, ale każdy kto zapozna się z całością wspomnianego wystąpienia, ten przekona się, że Wyszyński był wobec Gierka bardzo koncyliacyjny. Czy zatem nadaje się na pisowskiego „świętego Pawła z mieczem”?

Bigos tygodniowy

„Republika Bana-siowa”. Dobre i trafne. Kupuję.

Ćwierćinteligent z tytułem profesora i w randze ministra kultury, po czterech miesiącach od konkursu na dyrektora Muzeum Żydów Polskich „Polin” nadal blokuje objęcie stanowiska przez zwycięzcę, profesora Dariusza Stolę. Panie Gliński, kończ waść, wstydu oszczędź. Bo jak się Żydzi zdenerwują, użyją swoich mocy i się odwiną, to waści pogonią takiego kota jak prawie trzy lata temu po zmianie ustawy o IPN i znów będziecie uciekać w popłochu gubiąc gacie. A wtedy będzie wstydu co niemiara. Już jest.

„Zasada autonomii wymaga, aby organy państwa w swoich relacjach z instytucjami kościelnymi opierały się na współdziałaniu, rezygnując z wykorzystywania swoich uprawnień władczych w sposób antagonistyczny” – to fragment pisma zawierającego wytyczne, jakie Prokuratura Krajowa miała skierować do prokuratur w całym kraju, a które to pismo przeniknęło do mediów. Ta monstrualnie skandaliczna dyrektywa nakazuje rezygnację ze stosowania prawa do przestępczych działań funkcjonariuszy kościoła kat. Już bezczelny Głódź gdański odmówił kontynuowania sprawy jednej z ofiar Jankowskiego.

Kryzys w szpitalnictwie i perturbacje w rolnictwie to dwa podstawowe zakłócenia PiS-owi spokoju w prowadzeniu kampanii wyborczej. Pojawiły się jak niespodziewane wrzody na dupie. Ta zapaść kadrowa w szpitalach, zamykanie placówek zwaliło się na PiS jak belka na łeb w kościele. Z tajnej konferencji ministra rolnictwa z ARiMR przeciekło też nagranie słów Ardanowskiego Jana, że kłopoty są takie, iż „nie da się ich zwalić na poprzedników”. I tylko nauczyciele, jak to dupy wołowe, dają się jeść PiS-owi w kaszy i proklamowali strajk włoski na czas po wyborach. Pomoże im to jak umarłemu kadzidło, bo strajk włoski nie jest dokuczliwy dla władzy. Dzieci się zmartwią, że nie pojadą na wycieczkę, ale ucieszą, bo nie pójdą na dodatkowe zajęcia. Rodziców to niewiele ruszy, skoro dzieci będą chodzić do szkoły, a brak wycieczek, to dla nich tylko oszczędność.

Dało się słyszeć szum propagandowy wokół perspektywy beatyfikacji kardynała-prymasa Wyszyńskiego Stefana. W TVPiS z tej okazji odbył się istny klerykalny paroksyzm i wylew katolickiej wazeliny. A to przecież Wyszyński był jednym z budowniczych pychy i rozpasania Kościoła katolickiego w Polsce, więc w jakimś sensie jest praojcem plagi pedofilii, chciwości materialnej oraz heroldem przyszłej bezkarności kleru. Poza tym ta lawina frazesów o pokojowej, koncyliacyjnej, wypływającej z miłości bliźniego postawie Wyszyńskiego, o tym że był gołąbkiem pokoju, niezupełnie jest zgodna z prawdą. Dywizji, podobnie jak papież, nie miał, więc nie mógł walczyć z władzą PRL, potrafił lawirować, ale to był w gruncie rzeczy wojowniczy ideolog marzący o Polsce w postaci Katolickiego Państwa Narodu Polskiego, o czym świadczą już jego przedwojenne pisma.

Jerzy Stuhr oburzył PiS swoją uwagą o tym, że elektorat obecnej władzy, to potomkowie chłopów pańszczyźnianych, a ich obecna dominacja i walka z elitami to forma zemsty za wielowiekowe uciemiężenie przez szlachtę, czyli „ciarachów”. Stuhr powrócił do wątku starego, już historycznego, sięgającego jeszcze połowy XIX wieku. Krakowska rabacja 1846 roku, czyli chłopska, z Jakubem Szelą na czele, rzeź szlachty, to istotnie była zemsta za uciemiężenie i upokorzenie. Mowa o tym m.in. w „Weselu” Wyspiańskiego, w dialogu Dziennikarza z Gospodarzem. Kolejnym etapem tej zemsty miała być była wroga postawa chłopów w stosunku do szlacheckiego powstania styczniowego 1863. Motyw mniej czy bardziej skrytej nienawiści chłopów do szlachty, to stary wątek, jedna z form walki klasowej. A czy to rzeczywiście przełożyło się na świadomość czy podświadomość współczesnych potomków włościaństwa polskiego? Bo ja wiem? Teza to efektowna, ale publicystyczna i meta-ideologiczna, bardzo trudna do empirycznego udowodnienia.

Pożal się boże przedwieczny – minister kultury, wspomniany już wyżej, oświadczył, że wypożyczy Luwrowi „Damę z łasiczką”, jeśli Luwr wypożyczy Muzeum Narodowemu w Polsce „Monę Lisę”. Dowcipny człowiek, dowcipem wprost z Monthy Pytona.

A pisowski Ogórek, dawna mianowanica prawicowego polityka Leszka Millera (dziękujemy!) szaleje jak cała TVPiS i wyrzuca ze studia telewizyjnego osoby mówiące jej w oczy prawdę o jej kłamstwach i manipulacjach. A główne kłamstwo TVPiS polega w tym momencie na tym, że milczy jak głaz o horrendalnej sprawie zblatowania z gangsterami szefa Krajowej Administracji Skarbowej, Ministra Finansów i szefa Najwyższej Izby Kontroli, a grzeje niczym trzęsienie ziemi jakieś durne, knajackie i bez znaczenia chełpliwe bredzenia Sławomira Neumana sprzed dwóch lat.

„Haratanie w gałę” pojawiło się expressis verbis w tekście programu PiS. Widać, że Przewodniczący Mało osobiście maczał palce we frazeologii dokumentu. Czyżby to wyraz kompleksu niewysportowanego maminsynka, nie potrafiącego trafić nogą w piłkę, bitego przez silniejszych kolegów na podwórku – kompleksu w stosunku do wysportowanego gdańskiego ulicznika-łobuziaka Donalda z ulicy Aksamitnej? A przecież Marek Kondrat, znany aktor, kolega podwórkowy braciszków Kaczyńskich opowiadał kiedyś w wywiadzie, że były to dokuczliwe łobuzy, które ciągle coś tam podpalały i niszczyły na osiedlu. I tak zostało.

Przewodniczący Mało najwyraźniej, jak człowiek stworzony do roli dyktatora, fascynuje się budowaniem. Faraonowie budowali sfinksy i piramidy, cezarowie rzymscy – cyrki i posągi na kolumnach, Stalin – Biełomor Kanał. Przewodniczący Mało też chciałby zostać Wielkim Budownikiem (jedno z masońskich określeń Istoty Boskiej), ale na razie więcej fantazjuje niż buduje. O odbudowie zamków kazimierzowskich dawno już się nie mówi, z wież Srebrnej nic nie wyszło, poza wycięciem lasu ani drgnęła budowa kanału na Mierzei Wiślanej, w budowie jest kilka muzeów (można n.p. zobaczyć dość rozbabraną budowę jednego z nich nieopodal Cytadeli warszawskiej). Ostatnio Wielki Budownik mówił o odbudowie przemysłu chemicznego. Jeszcze nam murarzem zostanie na stare lata.

Z braku realnych sukcesów budowlanych, PiS kontynuuje festiwal niepohamowanych, oszalałych i nierealnych obietnic.

Na koniec, tuż przed wyborami, 7 nazwisk liderów listy hańby i niesławy TVPiS, „haniebna siódemka” najbardziej gorliwych pisowskich propagandystów: Magdalena Ogórek, Danuta Holecka Jacek Łęski, Michał Rachoń, Adrian Klarenbach, Michał Adamczyk, Jan Pospieszalski.