Bigos tygodniowy

Konrad Fijołek wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Rzeszowa. Nie, ten fakt należy odnotować w inny sposób. Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył nie tylko kandydatkę PiS, ale uzyskał lepszy wynik niż cała trójka prawicowych rywali razem wziętych. PiS przegrało wręcz sromotnie. Jeśli siły opozycji nie wyciągną z tego faktu należytych wniosków w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych, to będzie dla kraju dramatyczne w skutkach. Bigos jest „od zawsze” konsekwentnym patriotą Lewicy, ale będzie od niej oczekiwał, by los kraju przedłożyła ponad interes partyjny. Kandydatka PiS Leniart pogratulowała zwycięzcy i wyraziła mu współczucie. Nic dziwnego, nietrudno sobie wyobrazić z jaką zaciekłością będzie się teraz PiS mścić na Rzeszowie za to upokorzenie.


Widzę wielką przyszłość przed katolicką misją Czarnka Przemysława. Umieszczenie na listach lektur szkolnych dzieł Jana Pawła II zdecydowanie wpłynie na moralność młodzieży. Pod wpływem lektury „Pamięci i tożsamości” uczniowie przestaną używać wulgaryzmów, palić papierosy, pić alkohol i wciągać to i owo do nosa. A także pieprzyć się przed ślubem. Zamiast pleść byle co, młodzież będzie się duchowo ubogacać analizując w grupach i podgrupach myśli Wielkiego JP II. Był kiedyś, w czasach Królestwa Polskiego minister Oświecenia Publicznego, niejaki Stanisław Grabowski, którego głos ulicy obwołał ministrem „ociemnienia publicznego”. Czarnek ze swoimi poglądami jest drugim w historii Polski godnym tego miana. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda tzw. czarna reakcja, patrzcie na Czarnka, który jest jej uosobieniem.


„Większość Episkopatu oraz polityków rzekomej prawicy – bo nie jest to żadna prawica o konserwatywnym zakroju, tylko bezczelni arywiści – mówi tą samą ideologiczną i represyjną grypserą” – powiedział religioznawca, profesor Zbigniew Mikołejko. Nic dodać, nić ująć, a najtrafniejsze i najistotniejsze jest tu słowo „grypsera” .


„To pojęcie – arogancja władzy – zostało wymyślone za Gierka, ale ówcześni decydenci byli w porównaniu z obecnymi niebywale powściągliwi i skromni. Nie patrzyli nam prosto w oczy, mówiąc: „A co nam zrobicie” – powiedział inny komentator sytuacji politycznej w Polsce.


„5 byłych polskich lewackich premierów razem z Niemcami, klęczy w UE na gardle Polski symbolicznie pomagając im znieść szlaban na naszej granicy. Żebrzą o zabicie Polski, Polaków, polskości” – oświadczyła na twitterze Pawłowicz Krystyna. Brak informacji czy uczyniła to w trakcie konsumpcji sałatki z plastikowego pojemnika.


Jeden z katolickich fanatyków z portalu PCh 24.pl nazwał księży przestrzegających reżimu sanitarnego w kościołach księżmi „sanitaryjnymi”, wysługującymi się ideologii „sanitaryzmu”. I pomyśleć, że takie jak on bałwany wierzą w boga, którego nigdy nie widziały na oczy, ale nie wierzy w wirusa zidentyfikowanego przez naukę, który zabija ludzi.


Biskupi zawierzyli Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Ale kasa oczywiście jest najważniejsza.


Pastor z Lublina został nieprawomocnie skazany za obrazę Dumonia. Nazwał go m.in. „jełopem skończonym” i „agentem śpiochem”. Pastor został też skazany za „obrazę uczuć religijnej” za użycie sformułowania „katolicka zidiociała Polska” i za nazwanie Kościoła katolickiego w Polsce „wielką prostytutką” i za stwierdzenie, że „katolik odmawia różaniec jak małpa”. A czyż to nie święta prawda? Katolski terror religijny trwa. Wydaje się, że w tej sprawie skazany pastor najlepiej zrobi gdy będzie apelował, a później – jeśli wyrok zostanie podtrzymany przez sąd wyższej instancji – odwoła się do Strasburga. Bigos się nie zdziwi jak pastor uzyska sute odszkodowanie, od Polski czyli od nas wszystkich.


Duda, który utracił Wujaszka Donalda, mógł się tylko oblizać, widząc jak następca Wujaszka, Mr Joe, spotyka się z ważnymi przywódcami, w tym szefami krajów Pribałtyki. Jak doniósł niejaki Szczerski, Biden miał się jednak spotkać z Dudą w kuluarach obrad NATO. Bigos czeka zatem na oficjalny komunikat strony amerykańskiej odnośnie tego krótkiego i nieplanowanego wcześniej spotkania.


W Unii Europejskiej narasta nacisk by wreszcie poważnie potraktować regułę wiążącą prawo do otrzymywania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Także list Ridiera Reyndersa do rządu PiS, aby wycofano wniosek Matousza do Trybunału Przyłębskiej z pytaniem o stwierdzenie, co jest nadrzędne, polskie prawo wewnętrzne czy prawo unijne, może świadczyć o tym, że władze UE coraz bardziej tracą cierpliwość.


Po odrzuceniu wniosku o uchylenie immunitetu sędzi Beacie Morowiec, tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tym samym przywróciła ją do orzekania. Spotkało się to z gwałtowną i wysoce niestosowną reakcją Ziobra, który nazwał ów wyrok „zawstydzającym” i wezwał do zapamiętania nazwisk dwóch sędziów, którzy w sprawie decydowali na korzyść Morawiec. Hipoteza Bigosu co do przyczyn tej decyzji jest taka, że członkowie rzeczonej Izby boją się tego, co może stać się z nimi, jeśli obecni ich mocodawcy utracą władzę. Natomiast sami mocodawcy nic im obecnie nie mogą zrobić, więc kalkulacja jest oczywista. W obronie rzeczonych członków ID przed Ziobrem wystąpiła prezes SN Manowska. Adam Bodnar nazwał to co prawda „kłótnią w rodzinie”, ale faktem jest że tego rodzaju spięcia „rozhermetyzowują” rządzący układ. Tak czy inaczej, stworzyło to kolejną rysę na sztandarowym pisowskim planie „reformy sądownictwa”.


Porucznik Karnowski (mniejsza o to który) zapluwając się (jak to on) z propisowskiej, służalczej, propagandowej gorliwości opowiadał w TVPiS jak to dotrzymująca słowa jest władza PiS. Mówił to w nawiązaniu do „porozumienia programowego” między Kaczyńskim a Kukizem. Przywołajmy więc tylko trzy pierwsze z brzegu dowody wiarygodności i prawdomówności PiS-iorstwa. Nałogowy łgarz Matousz obiecywał już m.in. milion aut elektrycznych, sto tysięcy mieszkań i mnóstwo dronów. Aut nie ma, mieszkań też, a po drony Dumoń wybrał się do tyrana Erdogana. Bigos już widzi oczyma wyobraźni jak Kukiz za rok-dwa ogłasza na konferencji wyborczej, że zrywa porozumienie z wiarołomcami.

Zjednoczona, lecz już zmarszczona

Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ćwieka na Twitterze. W poważnych mediach też wypowiada się rzadko. Ale kiedy już gębę otworzy, to warto go uważnie czytać i słuchać. Albowiem każda jego wypowiedź na prawach Ewangelii jest.
Warto wtedy też studiować myśli pana prezesa. Zwłaszcza kiedy rodzi je w tygodniku „Sieci”, a akuszerami są panowie bracia Jacek i Michał Karnowscy. Mistrzowie wazeliniarskiego dziennikarstwa.
Pan prezes mówiąc do czytelników „Sieci” przemawia do Najwierniejszych z wyznawców. Nie cenzurują go też panowie bracia Karnowscy. Wiernie, choć na kolanach, rejestrują strumienie myśli swego suwerena. Nawet te świadczące o jego postępującym politycznym szaleństwie.
Kłamie się i marszczy
Pan prezes Kaczyński chciał ruszyć do przodu z całym tym Nowym Polskim Ładem, ale napotkał niespodziewane bariery we własnych szeregach. Wielu wyborców PiS traktuje NPL jak szczepionki przeciwko covid. Nie chcą go przyjąć. Co dobitnie odzwierciedlają najnowsze sondaże poparcia wyborczego. PiS politycznie nie urósł, bo zaraz po propagandowym odpaleniu PLN dotarło do opinii publicznej postanowienie TSUE w sprawie elektrowni Turów. Po raz kolejny udowadniające impotencje elit PiS w polityce międzynarodowej.
Na nic zdały się tłumaczenia TVP info i innych PiS- mediów oskarżających o intrygi Czechów i Niemców. O zdradę i agresję na polską energetykę.
Na nic zdały się też kłamstwa pana premiera Morawieckiego przekonującego Polaków, że osiągnął już porozumienie z czeskim premierem. Bo strona czeska najpierw zdecydowanie zaprzeczyła temu, a potem zgodę na wycofanie swego wniosku z TSUE uwarunkowała polskimi inwestycjami w czeską ochronę środowiska. Znów na jaw wyszło nieróbstwo i niekompetencje rządu pana prezesa. Bo gdyby strona polska wcześniej poważnie potratowała czeskie roszczenia, to nie doszłoby do postępowania w TSUE, a koszty niezbędnych, obiecanych już przez polski rząd inwestycji byłyby znacznie mniejsze. Czemu pan premier Morawiecki znów okłamał polska opinię publiczną?
W mediach społecznościowych wyjaśniano, że po prostu taką on ma naturę. Nawet kiedy mówi prawdę to też kłamie. Powielano też informacje, że pan Morawiecki większość swego majątku przepisał na swą małżonkę. Ukrywanie majątków „pod spódnicami” żon i konkubin to pospolite zjawisko w PiS-wskiej Rzeczpospolitej. Polski lud pracujący i bezrobotny opowiada sobie teraz taki żart: „Dlaczego wśród katolickich dygnitarzy PiS aż tylu jest rozwodników? Bo tyle się już nachapali, że nie da się tego złodziejstwa przepisywać tylko na jedną żonę”.
A nieporozumienie z porozumieniem obu premierów tłumaczy się lingwistyką. Kiedy pan premier Morawiecki spotkał na brukselskim korytarzu biegnącego do toalety premiera Babisza, to zapytał go zdecydowanie: „Szukacie porozumienia z nami, czy nie?”. Po polsku rzecz jasna, bo psim obowiązkiem Czechów jest znać język przywódców Czwórki Wyszehradzkiej. Na to premier Babisz odparł w biegu: „Szukam, szukam”. Ale rzekł to po czesku. Takie to ludzkie śmichy- chichy, lecz panu prezesowi Kaczyńskiemu nie jest wesoło, kiedy widzi jak mu się ta Zjednoczona Prawica „marszczy”. W niejednym miejscu na dodatek.
Zmarszczony NIK, marszczona prokuratura
Pan prezes Kaczyński tak mówi o Marianie Banasiu w wywiadzie dla „Sieci”: „Jest wielkim błędem naszego systemu prawnego, że człowiek wobec którego toczą się poważne śledztwa, może być prezesem Najwyższej Izby Kontroli”.
I winą za tolerowanie pana Banasia na stanowisku prezesa NIK obwinia „bierną” prokuraturę, bo nie postawiła jeszcze panu Banasiowi stosownych zarzutów.
Tymczasem nieuwięziony jeszcze pan prezes Banaś oficjalnie zwrócił się do prokuratury pana Ziobry o postawienie zarzutów panu premierowi Morawieckiemu i jego pomagierom, bo złamali polskie prawo przy organizowanie „wyborów korespondencyjnych”. Na razie pan minister – prokurator Ziobro nie potwierdził czy takie zarzuty postawi.
Prokuratura nie postawiła też takiego zarzutu panu prezesowi Kaczyńskiemu, choć on tak w wywiadzie zadeklarował: „Chcę, żeby to było jasno powiedziane: to była moja osobista decyzja, by spróbować skorzystać z doświadczenia bawarskiego kanadyjskiego w organizacji takich głosowań. Problemem był brak większości w Sejmie dla tej sprawy”. Czyli pan prezes sam zawiadomił o popełnieniu przez siebie przestępstwa!
Mamy zatem w Zjednoczonej Prawicy podejrzanych o popełnianie przestępstw: pana premiera i jego ministrów, pana prezesa Kaczyńskiego, panią Marszałek Sejmu RP- też wymienianą w raportach NIK, i pana prezesa NIK. Zaiste trudno dziś znaleźć w Zjednoczonej Prawicy kogoś jeszcze nie oskarżanego o łamanie prawa przez kogoś ze Zjednoczonej Prawicy.
Zmarszczony Gowin
Problem „braku większości w Sejmie” trapiący pana prezesa Kaczyńskiego może niebawem powrócić. Za sprawą pana wicepremiera Gowina i grupki jeszcze jego posłów z Porozumienia Prawicy.
Otóż pan wicepremier Gowin twierdzi, że pan prezes Kaczyński obiecał poparcie kandydata zgłoszonego przez pana Gowina na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za podpis pod porozumieniem Nowego Polskiego Ładu. Pan Gowin grzecznie podpisał, ale pan prezes wysunął swoją kandydatkę, co dowodzi, że takiego porozumienia mogło też nie być. Bonie wiemy który z nich mówi jak pan premier Morawicki? Czy kłamie pan wicepremier, czy pan prezes, czy może obaj?
Zresztą to teraz już nieważne. Pan wicepremier zagroził, że podczas głosowania wniosku opozycji o wotum nieufności dla ministrów z rządu Zjednoczonej Prawicy, gowinowskie Porozumienie zagłosuje za odwołaniem pana ministra od tajnych służb. Czyli pana Mariusza Kamińskiego. Zaufanego pomocnika pana prezesa Kaczyńskiego, zbierającego podobno kompromitujące materiały na wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy. I pana prezesa NIK też.
Bracia Karnowscy pytają: „Czy koalicja Zjednoczonej Prawicy się poskładała? Ogarnęła? Użył pan wcześniej sformułowania, że „się zmarszczyło”.
Na to pan prezes Kaczyński odpowiada: „To określenie z książki Jerzego Putramenta „Małowierni”, która tuż przed marcem 1968 r. ludzie pożyczali sobie na jedną noc i my z Leszkiem też tak przeczytaliśmy. Była to powieść z kluczem, dość łatwa do rozszyfrowania. Komitet Centralny PZPR występuje tam jako Komitet Ekonomiczny. Rzecz jest o zdradzie literatów, którzy popierali stalinizm. Pojawia się tam oczywiście i ubecja. Jeden z sowieckich nadzorców mówi w pewnym momencie do młodego ubeka: ”Pamiętaj, jak coś się zmarszczy, od razu tnij, bo zawsze coś z tego będzie”. I przykro mówić, ale w polityce to prawda”.
I tak dzięki panom braciom Karnowskim wiemy już jaki to mędrzec ukształtował filozofię i praktykę polityki uprawianej przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Nie zdziwmy się zatem jeśli zatroskany brakiem zgody w Zjednoczonej Prawicy, zniesmaczony moralnie zdradami popierających go kiedyś polityków, pan prezes Kaczyński wezwie swego młodego ministra od służb specjalnych, pana Mariusza Kamińskiego, i po mentorsko rzeknie mu: „Zmarszczyło się. Tnij od razu, bo zawsze coś z tego będzie”.

Flaczki tygodnia

Pamiętacie to: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i jakoś to będzie…”?
Toż to najlepsze streszczenie misternie tkanego przez wicemarszałka Senatu Michała „Misia” Kamińskiego politycznego planu doprowadzenia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego do stanu takiego wkurwienia, aby oszalały ze złości, porzucił posiadaną władze niczym gorącą cegłę. I jednoczesnego skaperowania pana wicepremiera Gowina w celu stworzenia Rządu Tymczasowego, opartego na zgodnej koalicji od lewicowego Zandberga po skonfederowanego Brauna, podnoszącego porzuconą na bruku władzę. Aby otrzepać ją z PiS-owskiego gówna i skonsumować przy wspólnej wieczerzy jeszcze w tym miesiącu.

Plan był tak fantastycznie prosty, że musiały się zakochać w nim gromadki cudownych dzieci komentujących politykę w polskich, liberalnych mediach. Pod przewodem tych złotych : Tomka Lisa, Moniki Olejnik, Zbyszka Hołdysa, i Tomka Wołka też. Zamkniętych od miesięcy przez pandemię w domach, nieczytających już politologicznych tekstów, komentujących jednie siebie nawzajem.
Co gorsza, swą miłością i wiarą w cudowny „Misiowy” plan, pozarażali oni zawodowych, profesjonalnych ponoć, polityków Platformy Obywatelskiej. Też osłabionych intelektualnie brakiem żywego kontaktu ze społeczeństwem, absencją w samokształcenia się. Upojonych sondażami i lajkami do swych twetterowych komentarzy. Opium polskiej klasy politycznej.

Dopiero politycy Lewicy przerwali ten polityczny miraż i ocalili liderów Platformy Obywatelskiej przed nieuchronną i kompletną kompromitacją. Paradoksalnie to dzięki porozumieniu Lewicy i PiS, liderzy PO i usłużni im komentatorzy, mogą teraz nadal przekonywać się i innych, że ich misterna intryga miała wielkie szanse na sukces. Nie doczekali go jednak, bo zostali zdradzeni, o świcie rzecz jasna, przez podstępną Lewicę. Podłych PiS- owskich sługusów. Ale dzięki temu honor i cnota polityczna PO zostały ocalone.
O klęsce politycznej PO rozmawiać już w liberalnych mediach nie wypada, zwłaszcza wśród ludzi czułych tam na estetyczną stronę polityki.

Na tych samych zasadach myślowych miliony Polaków od siedemdziesięciu lat samo oszukują się w przekonaniu, że Powstanie Warszawskie miało szansę na sukces, czyli pokonanie militarnie Hitlera i politycznie Stalina. Nie udało się, tylko dlatego, że podły Stalin nie chciał pomóc Powstaniu w pokonaniu siebie.

Miłośnikom wizji sejmowego powstanie przeciwko prezesowi Kaczyńskiemu pod wodzą pana wicepremiera Gowina polecamy: https://krytykapolityczna.pl/kraj/lewica-poparla-pis-meltdown-komentarz-galopujacy-major/.

Miłośnikom odgrzewanej przez liberalnych komentatorów „Estetyki Polityki”, zwłaszcza zasady, że „Z terrorystami, czyli z PiS, nie rozmawia się”, Flaczki przypominają rok 1998. Wtedy to specjalny wysłannik polskiego MSZ Zenon Kuchciak otrzymał od liberalnych mediów przydomek „polskiego Jamesa Bonda”. Za negocjacje z czeczeńskimi terrorystami, zakończone zwolnieniem pięciu porwanych polskich obywateli. Wtedy to redaktor Monika Olejnik psalmy ku czci Kuchciaka wyśpiewywała, bo dzielnie z terrorystami pogadał.

Nieprawdą też jest, co bezmyślnie liberalni komentatorzy polityczni powtarzają, że przegłosowania unijnego funduszu odbudowy wzmocniło rządzącą, koalicyjną Zjednoczoną Prawicę. Dało im spokojny czas do wyborów w konstytucyjnym terminie jesieni 2023 roku i unijne pieniądze na przekupienie wyborców, czyli Polaków.
Nieprawdą jest, że obywatele naszej Polski głosują jedynie za pieniądze. Flaczki mają wiele krytycznych ocen Polaków, lecz nie redukują ich politycznych wyborów do poziomu „Dasz kiełbasę – masz mój głos”.

Nieprawdą też jest, że wspomagające w sejmie głosy Lewicy wielce wzmocniły Zjednoczoną Prawicę. Przeciwnie, tamte głosy mogą okazać się pocałunkiem śmierci dla jedności polskiej prawicy i partii jaśniepana prezesa.
Pan minister Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska zostali publicznie upokorzeni przez jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Co z tego, że jaśniepan prezes nie pogonił ziobrystów z koalicji od razu. Co ma wisieć nie utonie.

Pan minister Ziobro jest twarzą „reformy wymiaru sprawiedliwości” w obecnym rządzie. Na szczęście dla Polski jego „reformy” nie zostały dokończone, a system został zrujnowany do szczętu. Choć sądy działają wolniej i gorzej niż przed „reformą”, co każdy ich klient zauważy.
Teraz „reformy Ziobry” dostaną kolejny hamulec – unijny mechanizm „Pieniądze za praworządność”. Im więcej będzie przeprowadzanych ziobrowskich „reform”, tym więcej będzie ze strony Unii Europejskiej gróźb zablokowania i opóźnień transferów zaplanowanych już w rządowych programach pieniędzy.
Zatem w interesie pana premiera Morawieckiego nie będzie wspieranie „reform” i jakiejkolwiek innej działalności pana ministra Ziobry. Może nawet uczynić go odpowiedzialnym za kłopoty rządu w pozyskiwaniu pieniędzy z Unii. Potrzebnych przecież na kiełbasę wyborczą dla PiS.

Pan minister Ziobro wie, że on i jego drużyna, nie znajdą się na listach wyborczych PiS. Dlatego nie jest w jego interesie politycznym utrwalanie tej koalicji rządzącej aż do konstytucyjnego terminu wyborów.
Jedyną jego skuteczną obroną może być tylko atak. Nie zdziwmy się, jeśli niebawem ujrzymy w liberalnych mediach materiały kompromitujące jego przeciwników politycznych. Zwłaszcza tych „zdrajców sprzedających suwerenności Polski za judaszowe, brukselskie srebrniki” razem z „komunistami Czarzastego”.
I tak to dzięki sejmowym głosom Lewicy będą od miały Ziobry tematy TVN i „Gazeta Wyborcza”.

Stronnictwo pana premiera Morawieckiego zapewne też ma swoje haki i kompromaty na pana ministra Ziobrę jego współpracowników. Zwłaszcza obyczajowe, prezentujące grzeszne życie tych młodych jeszcze chłopaków. Prawicowe spory rychło spod ministerialnych dywanów przeniosą się na medialne ringi.

A przecież jest jeszcze pan prezes Marian Banaś z Najwyższej Izby kontroli. Ma plik rachunków krzywd do uregulowania z byłymi kolegami politycznymi.
Jest jeszcze pan wicepremier Gowin, który raz chce wybić się na niepodległość, a innym razem już niekoniecznie. Ale może kiedyś nadejść to głosowanie w którym ten jego jeden głos może wreszcie zaważyć.

A wszystkie te przyszłe rzezie prawicowych niewiniątek jednak swymi głosami Lewica przyśpieszyła.

Bigos tygodniowy

Pic na wodę-fotomontaż, polityczna sztuczka – na takie tylko określenie zasługuje nocny manewr z udziałem funkcjonariusza PiS Rocha Adama w tzw. izbie dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Po dwóch dniach procedowania, odmówił udzielenia zgody na zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie do prokuratury Igora Tuleyi. W okresie starań Polski o wielkie fundusze europejskie, władza PiS nie może sobie pozwolić na światowy spektakl telewizyjny przedstawiający polskiego sędziego zakuwanego w kajdanki i doprowadzanego na przesłuchanie. Jakim technicznym sposobem przydzielenie tej sprawy Rochowi się dokonało? A tego to ja nie wiem, na pewno każda władza ma sposoby konfidencjonalnego przekazywania swoim ludziom tego typu zadań. Jak dalej PiS będzie rozgrywać sprawę sędziego Tuleyi, to się okaże już niedługo, bo uchwała Rocha zostanie zaskarżona do tzw. izby dyscyplinarnej, która będzie radziła co z tym fantem zrobić, tylko w innym składzie.


Adrian powiedział, że przed tym jak został nazwany debilem, nie słyszał o Jakubie Żulczyku. Czyli na dodatek nieuk. To nie wszystko, okazuje się, że Adrian wyraża poglądy na ten sam temat różne, co jest uzależnione od tego kto go akurat słucha. I tak, podczas konferencji klimatycznej zorganizowanej przez prezydenta Bidena, Joe Bidena, wypowiedział się na temat polityki energetycznej naszego kraju, póki co uzależnionej od węgla. Na oczach i uszach widzów oświadczył, że zamierzamy zbudować zeroemisyjny system energii, w oparciu o energetykę jądrową oraz odnawialną, a także gaz. Jak się zdaje, polski węgiel będzie do zrealizowania tego ambitnego celu mocno nieprzydatny. Ciekawe, jak zareagowała na te wywody brać górnicza, jeszcze niedawno zapewniana przez Dudusia, że póki on prezydentem żadnej kopalni nic nie grozi.


W Warszawie spłonęła tzw. ciężarówka antyaborcyjna. Ogień płonął wzorowo. A przy tym, proszę zauważyć, że nikt nie spłonął.


Czarnek–minister, nagrodził „za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania” Medalem Komisji Edukacji Narodowej dyrektora jednego z łódzkich liceów, który chciał karać uczennice za umieszczenie na platformie Teams błyskawicy – symbolu Strajku Kobiet. Brawo.


Znów policja PiS zatrzymała Babcię Kasię czyli Panią Katarzynę Augustynek, tym razem za udział w zgromadzeniu przed Sądem Najwyższym w obronie sędziego Tuleyi. Więcej, po brutalnym zatrzymaniu, w trakcie którego straciła obuwie i wszyscy mogli zobaczyć co ma pod spódnicą, od razu została doprowadzona przed oblicze sądu i oskarżona o m.in. znieważenie funkcjonariuszy. Na szczęście, sąd przerwał póki co ten proces i nakazał natychmiastowe zwolnienie aktywistki. Coś niedobrego się dzieje w państwie polskim, mówię serio, bo za tą uporczywą brutalnością wobec kobiet musi stać wyposażony w monopolistyczną władzę sadystyczny mizogin. Jak myślicie, kto to może być?


Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma się zająć wnioskiem Morawieckiego odnośnie m.in. pierwszeństwa prawa krajowego nad prawem Unii Europejskiej. Trybunałowi ma przewodniczyć Krystyna Pawłowicz, exposłanka PiS, do niedawna aktywna polityczka i aktywna użytkowniczka mediów społecznościowych. Niestety, trudno o tej sprawie pisać prześmiewczo, bo sprawa jest arcypoważna i arcyważna dla sytuacji Polski w strukturach Unii Europejskiej. Jak się zdaje, w 2004. wstępując do UE podpisaliśmy papiery, z których wynika prymat prawa unijnego nad krajowym, więc ten wniosek Mateo jest co najmniej niezrozumiały. Więcej, werdykt wydaje się przesądzony, a stwierdzenie, że prawo polskie jest ważniejsze niż prawo jakiejś lewackiej struktury pewne. O co zatem w tej sprawie chodzi? Czyżby pisowski rząd rozpoczynał polexit?


W niedzielę okazało się, że prawdopodobnie wariant indyjski SARS-Cov2, zwany „podwójnym mutantem” jest już z nami. Agendy rządowe w trybie nagłym, specjalnym transportem lotniczym, przywiozły z New Delhi ciężko chorego na koronawirusa dyplomatę wraz z rodziną. Jak stwierdził Zaczyński, obecny na płycie lotniska, transport odbył się z zachowaniem rygorów sanitarnych. Choremu dyplomacie, na pokładzie samolotu wyposażonego w dwa stanowiska respiratorowe, w obstawie trzech lekarzy i kilku ratowników medycznych, podano tlen, co spowodowało, że poczuł się lepiej. Cała Polska mogła zobaczyć na ekranie telewizorów, jak kilku sanitariuszy wynosi z wnętrza wielkiego samolotu siedzącego na krześle medycznym dyplomatę, za nim samolot opuszcza liczne potomstwo dyplomaty oraz ciężarna małżonka. Następnie cała gromadka została przewieziona ambulansami do dwóch palcówek medycznych położonych na terenie Warszawy, gdzie mają zostać poddani stosownym badaniom i leczeniu. Ciekawe jest czy dyplomata i jego rodzina oczekiwali na przyjęcie do szpitali, w kolejce złożonej z karetek z ciężko chorymi, duszącymi się z braku tlenu pacjentami? Ciekawe też, czy pracownikom ambasady RP w New Delhi, naszym rodakom, którzy pozostali na niebezpiecznej indyjskiej ziemi nic nie zagraża? Czy nie byłoby celowe ewakuowanie przynajmniej ich części do kraju, skoro i tak i tak, wielki samolot poleciał po dyplomatę i jego rodzinę, a sytuacja epidemiologiczna w Indiach jest bardzo trudna? I ciekawe jest ile to wszystko kosztowało polskich podatników? Może warto by było poinformować opinię publiczną o faktycznych okolicznościach i kosztach tej udanej operacji? I oby się nie okazało za dwa tygodnie, że wariant indyjski szaleje na ulicach stolicy.


Weekendowe spotkanie liderów partii tzw. zjednoczonej prawicy miało na celu przypudrowanie zgnilizny jaka ją toczy. Niewiele wiadomo o przebiegu i ustaleniach spotkania, ale czytelny jest brak zaufania Kaczora do koalicjantów, ergo rozpad koalicji jest nieunikniony. Na razie nikomu nie zależy na przyśpieszonych wyborach, których efekt jest niepewny, a frukta władzy jakże smakowite są. Zatem kiedy odbędą się wybory parlamentarne? Wróble ćwierkają, że albo wiosną 2022., albo w terminie ustawowym. Pożyjemy, zobaczymy, choć Bigos uważa, że nic tak nie łączy jak duża kasa do podziału, nawet jeśli koalicja trzeszczy jak statek targany huraganem, a sprawy kraju idą na dno.

Flaczki tygodnia

Cudownie narodził się nowy entuzjasta radykalnego ograniczania emisji dwutlenku węgla i produkcji energii ze źródeł odnawialnych. To pan prezydent Andrzej Duda.

Poród odbył się w czasie szczytu klimatycznego, zwołanego przez prezydenta USA Joe Bidena. Był transmitowany na żywo.

Do tej pory pan prezydent Duda wielokrotnie publicznie, zwłaszcza na Twitterze, wątpił w „zmiany klimatyczne” i konieczność wprowadzania „zielonej energii”. Przekonywał, że Polska ma zasoby węgla wystarczające na 200 lat i nie odstąpi od ich eksploatacji.
Co stało się, że teraz obwieścił narodowy plan budowy zero emisyjnej energetyki ?

Przez cztery minione lata pan prezydent Duda i jego pierwszy minister, pan Krzysztof Szczerski, podlizywali się prezydentowi USA Trumpowi. Kiedy tylko mogli i jak mogli.
Wymyślili nawet „Fort Trump” – nowy Dar Narodu Polskiego dla ich Ukochanego Prezydenta, Przywódcy Wolnego Świata. Aby prezydent USA mógł skuteczniej szantażować niemiecki rząd relokacją amerykańskich żołnierzy.

Niestety panowie Duda i Szczerski tak namiętnie pokochali tegoż Trumpa, że do końca nie mogli uwierzyć w wygraną jego konkurenta. Długo olewali publicznie nowego prezydenta Bidena, a zwłaszcza jego administrację. Ta odwzajemnia się publiczną wzgardą i politycznym chłodem. W Polsce nadal nie ma nowego ambasadora USA, jego obowiązki pełni urzędnik niższej rangi. Warszawa nie jest celem zaplanowanych wizyt prezydenta Bidena w tym roku. Kontakty ograniczono do minimum.

Dlatego kiedy nadeszło zaproszenia na bidenowski bal klimatyczny, to pan prezydent Duda i jego kanceliści aż oszaleli ze szczęścia. Kopciuszek dostał szansę. I postanowili przypodobać się nowemu suwerenowi upodabniając się do niego.
Kiedy Donald Trump nie wierzył w „zmiany klimatyczne” to pan prezydent Duda też w nie nie wątpił. Skoro teraz prezydent Biden chce być Mesjaszem energii z odnawialnych źródeł, to pan prezydent Duda zgłasza się na jego apostoła i przodownika pracy dekarbonizacyjnej.
A jeśli prezydent Biden zorganizuje szczyt w obronie prześladowanej społeczności LGBTI, to pan prezydent Duda zapewne wywiesi tęczową flagę, a pan minister Szczerski uszminkuje usteczka i wskoczy w kieckę drag quuen.

Aby ostatecznie wymazać swój trumpizm, pan prezydent Duda zaczął też propagować konieczność budowy elektrowni atomowych w Polsce. Oczywiście z wykorzystaniem amerykańskich technologii. Choć podczas niedawnego szczytu Formatu 17+1 w Pekinie, to Chińczykom robił nadzieje ma zakup ich technologii.

Nie zdziwmy się kiedy z prezydenckiego pałacu usłyszymy, że nowa elektrownia atomowa zwać będzie się „Bidenią”. A może nawet cała Polska przyjmie takie miano aby zademonstrować swe niezłomne poparcie Wielkiego Brata.

W minioną niedzielę, kiedy „Trybuna” drukowała się, w Warszawie miało odbyć się spotkanie „Ostatniej szansy”. Jaśniepana prezesa Kaczyńskiego z przywódcami jego politycznych przystawek.
Dlatego, nie możemy skomentować wyniku spotkania. Przewidujemy jedynie, że kolejne spotkanie „Ostatniej Szansy” odbędzie się niebawem.

Jaśniepan prezes Kaczyński gra na czas. Liczy zapewne, że w ciągu trzech miesięcy wszyscy chętni zaszczepią się, poziom nowych zachorowań w Polsce opadnie, a zniesienie pandemicznych rygorów radykalnie poprawi nastoje społeczne.
Dodatkowo obiecane fundusze i pożyczki z Unii Europejskiej uwiarygodnią PiSowski program wyborczy zwany Narodowym Planem Rozwoju. I wtedy jaśniepan prezes, znany kanibal polityczny, przystąpi do pożerania swoich przystawek.
Zagrozi im przedterminowymi wyborami parlamentami. Przed nimi wszyscy parlamentarzyści z przystawek dostaną propozycję złożenia hołdu jaśniepanu prezesowi, a po wyrażeniu żalu za grzechy, otrzymają ich odpuszczenie. Oczywiście nie wszyscy łaski takiej dostąpią.
Jeśli hołdowników wystarczy aby dalej zapewnić PiS-owi większość w Sejmie, to wyborów przedterminowych szybko nie będzie.

Jeśli hołdowników nie wystarczy, jaśniepan prezes skróci kadencję parlamentu w wybranym przez siebie momencie. Aby po wyborach mieć tak silny klub parlamentarny, by móc dobrać sobie na dobrych warunkach niezbędnego koalicjanta. Konfederatów albo PSL- owców przeistoczonych w „nowoczesnych chadeków”.
I stworzyć rząd firmowany przez nowych, nieskompromitowanych medialnie polityków.

Jaśniepan prezes Kaczyński ma asa wyborczego w rękawie. Chce podwyższyć kwotę wolną od podatku do 30 tysięcy rocznie. To sprawi, że miliony emerytów podatku nie zapłacą, lub odprowadzą go w symbolicznej wysokości.
Sztabowcy PiS liczą, że ten ruch zadziała jak poprzednio obniżenie wieku emerytalnego i program 500+. Przyniesie falę poparcia dla PiS. Cenną, bo emeryci to solidna grupa zwykle nabijająca wyborczą frekwencję.

Asem mrugającym z rękawa opozycji bywa pan wicepremier Jarosław Gowin. W dni parzyste. Bo w dni nieparzyste jest przystawką polityczną jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.

Pan wicepremier Gowin to fundament opozycyjnego planu odsunięcia jaśniepana prezesa od władzy. Bo gdyby on wreszcie zbuntował się i opuścił Zjednoczoną Prawicę wraz ze swymi parlamentarzystami, to jaśniepan prezes utraciłby większość w Sejmie RP. To dawałoby szanse na stworzenie „rządu technicznego”, który odsunąłby zauszników jaśniepana prezesa od władzy i przygotował uczciwsze wybory parlamentarne.

Problem w tym, że bunt pana wicepremiera Gowina może rzeczywiście odsunąć PiS od władzy, ale też pana asa Gowina od parlamentu i rządowego koryta. Los polskiej demokracji zależy teraz od charakteru pana wicepremiera Gowina. Człowieka z wazeliny, polityka o gumowym kręgosłupie ideowym.

Na Polskę spadły dwie plagi. Zaraza i rządy PiS. Rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Bigos tygodniowy

Osiem gwiazdek!!!!!


Polska jest europejskim „czempionem” w licznie zgonów. Brawo rząd PiS!!! „Die Welt” określa to jako „wielkie umieranie”. Nie tylko w Polsce, także w Czechach czy na Węgrzech, ale tylko w Polsce rząd prowadzi propagandę sukcesu.


Skoro już wszystko zamykają, to trzeba w końcu, do jasnej cholery, zamknąć także kościoły, które słusznie określa się od roku jako rozsadniki zarażeń. Czas skończyć z traktowaniem kleszego geszeftu jako uprzywilejowanego przed innymi, a ich samych jak święte krowy. Nawet Schetyna wyszedł z typowego dla niego kokonu ostrożności i wezwał do objęcia ich lockdownem.


Pisiory odłożyły w czasie prezentację Nowoj Ekonomiczieskoj Polityki – oficjalnie z powodu intensywnej fali pandemii. Jednak prezentowanie tego podejrzanego planu w momencie obajt-afery też raczej nie jest dla nich wygodne. Próbują ten kłopot przykryć „sprawą” Grodzkiego.


„Polska staje się potęgą gospodarczą” – powiada prezes NBP i wywodzi, że niedługo Niemcy czy Francja będą gospodarczo gonić Polskę. Sułtan Glapa, prezes NBP, ma skłonności do euforycznego lewitowania i fantazjowania, co u szefa instytucji, którą kieruje, jest wybitnie nie na miejscu.


„Bieg Polski do autorytaryzmu” – tak media i instytucje zachodnie określają sytuację w Polsce. Najszybszy jest w Polsce także bieg do śmierci w warunkach epidemii.


Ścigają czytelników, tak, tak, czytelników jednej z gazet o obrazę Święczkowkiego i Ziobra. Zażądali od redakcji podania namiarów internautów, którzy komentowali tekst gazety w duchu nieprzychylnym obu tym osobnikom. Przesłuchują kobiety z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet za protesty przeciw banerom z krwawymi krwawym płodom pod porodówką w Poznaniu. Trwa ofensywa cenzury narodowo-katolickiej.


Także pisarz Jakub Żulczyk stanie przed sądem za nazwanie Dudy Andrzeja „debilem”. Przypomnę, że według dawnego nazewnictwa psychiatrycznego, „debil” to osoba upośledzona umysłowo w stopniu lekkim. Lekkim – podkreślam. Skoro zatem jest to określenie medyczne, to nie ma w tym nic obrażającego.


Sasin Jacek, który ostatnio grasował na Lubelszczyźnie, dobrze rozpoznał potrzeby mieszkańców Tomaszowa Lubelskiego i zapowiedział pomoc w ubogaceniu miasta łukiem triumfalnym.


Przed zaplanowanym na zeszły piątek kolejnym spektaklem „Dziadów” przy ulicy Mickiewicza w Warszawie (niedaleko od willi Kaczyńskiego) policja chodziła po mieszkaniach tej kamienicy informując, że należy ja opuścić z powodu alarmu bombowego. Nie ma takiego sposobu, jakiego władza nie imałaby się, by ugodzić w Ogólnopolski Strajk Kobiet.


 „Absolutnie nie był to mój stosunek seksualny ani włączony jakikolwiek film pornograficzny” – powiedział ksiądz katecheta po tym, jak podczas lekcji religii on-line z offu w Trzebiatowie, dały się słyszeć odgłosy pobudzenia seksualnego.


Kolejny katolicki „Katon” i autorytet moralny może się okazać humbugiem. Ujawniono świadectwa osób, który nieżyjący już zakonnik Maciej Zięba odmówił zajęcia się sprawą molestowania seksualnego młodzieży, uprawianego przez wrocławskich dominikanów. Ta instytucja naprawdę jest bardziej zgangrenowana niż mogłoby się to wydawać najbardziej radykalnym antyklerykałom.


„To świat w którym obecne patriotyczne rządy w Polsce są niemal cudem, są czymś, co sądząc po posiadanych zasobach nie powinno się zdarzyć. Wokoło mamy świat ogarnięty szaleństwem demolowania całego porządku cywilizacji. Zreformowany marksizm zagarnia coraz to nowe obszary. Narasta agresja wobec każdego odruchu szacunku dla zasad cywilizacji łacińskiej i chrześcijański źródeł kultury europejskiej. Cenzurę wprowadza się już otwarcie, dawne książki ruguje z półek. Nowa tyrania zapuszcza korzenie. Dlaczego Zjednoczona Prawica mimo to rządzi? Bo wspierają ją bezinteresownie dziesiątki tysięcy zaangażowanych ludzi, bo jest zjednoczona i ma silne przywództwo –  prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Te trzy elementy pozwoliły na osiągnięcie serii wygranych, w teorii niemożliwych. Gdy przestanie być zjednoczona i gdy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego długo władzy nie dotknie nawet przez szybę. System opresji zgniecie wszystkich i każdego po kolei. W mediach też rozsiądzie się we wszystkich studiach jeden dziennikarz, ten sam o tysiącu twarzach. Dlatego może i dobrze, że III RP przypomina tak mało subtelnie o swojej potędze – w kraju i na zewnątrz. Może ta seria skandalicznych wyroków i manipulacji uświadomi ponownie Zjednoczonej Prawicy czym jest otoczona i jak kruche są te rządy, co leży na szali i co jest wokół”. Lęki medialnego porucznika PiS, Karnowskiego Michała nad kruchością władzy PiS to źródło jednego z nielicznych dziś dla mnie pocieszeń w tych okropnych czasach.


„Oddaj mandat i możesz iść nawet prosto na wycieraczkę do Kaczyńskiego. Krzyż na drogę” – pod tym ostrym wpisem posła Tomasza Treli „Bigos tygodniowy” bez wahania się podpisuje, podobnie jak pod innymi nie mniej ostrymi głosami parlamentarzystów Lewicy w reakcji na konwersję polityczną Moniki Pawłowskiej. Z kierownictwa Lewicy do obozu PiS – tego jeszcze nie było. Czy jednak warto żałować kogoś, kto głosił chwałę powojennych „band leśnych”, jak to przydarzyło się Pawłowskiej. Ale jest też niepokój z przeciwnej strony. Wyraził go porucznik Karnowski z „Sieci”: „ani Jarosław Gowin nie sięgałby po panią poseł Pawłowską, ani ona nie przeszłaby do Porozumienia, gdyby celem było wzmocnienie Porozumienia o jednego posła, i to z antypodów światopoglądowych. Nie, to byłoby bez sensu. To ruch, który z obu stron jest inwestycją w coś nowego, w jakieś nowe rozdanie, w jakiś nowy kurs. Może już za chwilę, może później”.


Nie ma już Konwencji Stambulskiej w Stambule. Fundamentaliści islamscy wygrali w Turcji. Czy fundamentaliści katolscy dopną swego w Polsce?


A poza tym dziesiątki innych, okropnych wieści.

Flaczki tygodnia

Kto zabije pana prezesa?, spekulują komentatorzy polityczni. Kto sprawi, że PiS straci społeczne poparcie, i wreszcie władzę też?

Wielką nadzieją i kandydatem liberalnej opozycji na politycznego zabójcę jest teraz pan prezes Daniel Obajtek. To jego zalety jaśniepan prezes Kaczyński, nadając mu ksywkę „Daniel, wszystko mogę, Obajtek”. Czy pan prezes Daniel jest aż tak wszechmocny, że jego działalność będzie skutecznie „*****” PiS?

Wbrew nadziejom wielkomiejskim liberałom, to nie przekręty pana prezesa Objatka obalą rządy jaśniepana prezesa, choć pewnie ich fundamenty naruszą. Gwoździem do trumny politycznej pana wicepremiera Kaczyńskiego będzie „Nowy ład”. Program nowego, politycznego otwarcia starego „Prawa i Sprawiedliwości”. Od miesięcy zapowiadany.

Już wydawało się, że PiS zaprezentuje go w minioną sobotę. Prezentację przesunięto, bo „Rząd w tej chwili skupia się na walce z pandemią, gdyż życie i zdrowie Polaków jest najważniejsze”, poinformowała pani rzecznik PiS Anita Czerwińska. Ale tego „nowego ładu” szybko nie będzie. Nie przyznają się do niego koalicjanci PiS współtworzący klub parlamentarny Zjednoczonej Prawicy. Zresztą Zjednoczona Prawica jako byt polityczny już nie istnieje. Ostał się ino „Sojusz koryta i bezkarności”. On utrzymuje jeszcze większość parlamentarną i jaśniepana prezesa przy władzy. Przyszłe ogłoszenie przez PiS tegoż „Nowego ładu”, będzie wstępem do kampanii wyborczej. Zaproszeniem do nowych, przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.

Na razie mamy sterowane, przecieki zawartości owego „Nowego ładu”. Jako takie sondaże ich popularności. Jeden z nich jest szczególnie ważny. Elity PiS zdają sobie sprawę, że narobiły już gigantycznych długów budżetowych. Długi mogą się jedynie zwiększyć. Spłacać je można już różnymi sztuczkami. Jedna ze nich to rosnące ceny benzyny i wyrobów ropopochodnych. Sięgające już dawnego poziomu, kiedy światowa cena ropy naftowej przekraczała 100 USD za baryłkę. Dziś przekracza ona 60 USD. Zatem benzyna mogłaby być tańsza, ale windują ją akcyzy i inne podatki pośrednie.

Ale tylko takimi sztuczkami nie da się załatać wszystkich dziur w budżecie państwa. Najlepszym sposobem jest finansowanie długów ze wzrostu gospodarczego. Aby Polska mogła taki mieć – powinna dobrze spożytkować fundusze otrzymane z Unii Europejskiej na tworzenie nowego, po pandemicznego ładu. Elity PiS chcą pozyskać te pieniądze, nawet za cenę federalizacji Unii Europejskiej. Jednak ich koalicjant, ziobrowska Solidarna Polska, jest temu przeciwny. Bo przyszłe pieniądze obwarowane są zgodą na dotrzymywanie unijnych standardów w prawodawstwie. Co jest sprzeczne z podstawowym programem Solidarnej Polski. Dlatego zgody ziobrystów na ratyfikowanie nowego, europejskiego ładu nie będzie.

Oczywiście jaśniepan prezes Kaczyński zdoła przepchnąć przez Sejm zgodę na korzystanie z europejskich pieniędzy. Ma na to poparcie opozycji. Jednak dzień w którym jego władza zostanie uzależniona od głosów opozycji będzie dniem utraty jego politycznej mocy. Cóż to za Naczelnik Polski, który wisi na łasce Budki lub Czarzastego? Dlatego, żeby nie iść od razu na dno, tonący politycznie jaśniepan prezes gówna się chwyta. Negocjuje z Pawłem Kukizem. On może co prawda przynieść jaśniepanu sześć popierających szabel, ale Kukiz to polityczny Jonasz. Nieszczęście sprowadza.

Oczekujący europejskiego wsparcia rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego ma bieżące rachunki do płacenia. Finansuje je dzięki osłabiania polskiej złotówki przez NBP. Taki stan sprzyja eksportowi polskich produktów, hamuje import. Zyskują na tym też wiodący polscy eksporterzy. Przemysł meblarski, rolno- spożywczy, miedziowy KGHM. Drożeją importowane „ośmiorniczki”, ale nie jest to chleb wyborców PiS. Cierpią niestety na tym też polskie lasy. Drewno z Polski masowo jest wyprzedawane, drzewostan trzebiony gorzej niż za okupacji niemieckiej. Ale całkowita wycinka Puszczy Białowieskiej, i zastąpiona „Dobrej Zmiany” młodniakiem, też nie sfinansuje przyszłych deficytów budżetowych. Do tego niezbędna jest reforma polskiego systemu podatkowego.

Obecny system sprzyja ludziom bogatym. Kreuje setki tysięcy jednoosobowych przedsiębiorców opodatkowanych najniższą stawką PIT. Wysoki VAT również sprzyja najbogatszym, bo procentowo wydają oni na podstawowe wydatki ze swych budżetów mniej niż ludzie mało zarabiający. Dodatkowo nie ma w Polsce podatków od spadków. Dzięki temu miliony najuboższych Polaków utrzymują budżet państwa, który nie zapewnia im nawet podstawowego socjalnego serwisu. I ci najubożsi najczęściej też głosują na PiS. Bo partia jaśniepana Kaczyńskiego dała im poczucie godności oraz 500+

Dlatego sztabowcy PiS podzielili obywateli Polski na dwie grupy. Zarabiających do 4500 złotych brutto. I pozostałych, zarabiających więcej. Z badań wyszło im, że wyborcy z pierwszej grupy zwykle głosują na PiS. Z drugiej, głosują tylko prezesi podobni panu Obajtkowi i ich familie. Dlatego spin doktorzy PiS postanowili zmniejszyć podatki najmniej zarabiającym. Przede wszystkim przez zwiększenie im kwot wolnych od podatków. No i zwiększyć obciążenia podatkowe tym bogatszym. Szkody politycznej nie będzie, skoro oni i tak na PiS nie głosują. Takie działania można też opakować w patriotyczne, szlachetne szaty. Zmobilizować tym i skupić głosy biedniejszych wyborców. A „swoim” bogatym obiecać poufnie stosowne rekompensaty. To pomoże PiS pozyskać poparcie na poziomie 35- 40 procent głosujących w przyszłych wyborach parlamentarnych. Dodatkowo, dzięki takiej podwyżce podatków antyPiSowskim wyborcom, uda się PiS-owi też sfinansować swój program wyborczy.

Jest jednak koalicyjny problem. Proponowane przez PiS podwyżki podatków dla bogatych nie mogą liczyć na poparcie gowinowskiego Porozumienia Prawicy i pozyskiwanych kukizowców. Dlatego pamiętając doświadczenia z „piątką dla zwierząt”, spin doktorzy PiS, chcą do tej reformy podatków wciągnąć klub Lewicy. Kto jak kto, ale Lewica nie powinna stawiać politycznych warunków dla podwyżki podatków bogatym. Nawet kiedy uderzą one też w wyborców Lewicy. Mamy w Polsce bogatych, którzy głosują na Lewicę, na Partię „Razem” nawet.

Jeśli rządzącemu PiS nie uda się załatać dziur budżetowych podwyżkami podatków, to pozostaje jedynie polityka proinflacyjna. Ale ta uderza przede wszystkim w najuboższych, czyli wyborców PiS. Łatwo też wymyka się spod kontroli. Już teraz czarne prognozy wskazują na przyszłoroczną 8 -10 procentową inflację. Co daje wzrost cen żywności o kilkanaście procent.

Jaśnie pan prezes Kaczyński aby utrzymać się dalej przy władzy musi: pozyskać pieniądze z Unii Europejskiej, czyli stracić poparcie ziobrystów, podnieść podatki bogatym, czyli stracić poparcie gowinowców. Czekać aż rosnąca inflacja zmniejszy mu poparcie do 20 procent. We wszystkich wariantach władzę traci. Może też iść na przedterminowe wybory przy poparciu 30 procent. I potem szukać nowych koalicjantów.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Flaczki tygodnia

„Si vis pacem, para bellum”, tak powiedział pan minister, prokurator Zbigniew Ziobro jaśniepanu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas ich ostatniego spotkania. Powiedział po łacinie, bo obaj panowie skończyli studia prawnicze w czasach, kiedy jeszcze wypadało znać łacińskie sentencje.

Po polsku owo przysłowie znaczy „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. W języku politycz nym to ważna deklaracja. Przesłany sygnał, że pan minister i prokurator Ziobro, zwany przez zawistników „Zbyszkiem Zdradzieckim”, wszedł na wojenną ścieżkę.

Wojna na górze jest nieunikniona. Wojna domowa Zjednoczonej Prawicy. Bo obecna koalicja rządząca jest nieuchronnie skazana na konflikt. To znakomicie uzasadnił w weekendowym „Dzienniku. Gazecie Prawnej” emerytowany marszałek Sejmu RP, dorabiający jako publicysta Ludwik Dorn. Kiedyś najbliższy współpracownik braci Kaczyńskich. Zwany wtedy przez zawistników „trzecim bliźniakiem”.

Jarosław Kaczyński popełnił fundamentalny błąd, uważa publicysta Dorn. Tak schrzanił w 2019 roku listy wybiorcze PiS, że niegroźne wcześniej przystawki polityczne, czyli ziobrowska Solidarna Polska i gowinowskie Porozumienie Prawicy dwukrotnie powiększyły swój parlamentarny stan posiadania. W kadencji 2025-2019 ziobryści i gowinowcy mieli po dziewięciu posłów. Po wyborach w 2019 roku każdy z nich ma po kilkanaście szabel w Sejmie RP. Przy niewielkiej większości koalicji zwącej się „Zjednoczona Prawica”, czyli PiS + SP + PP, władza jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, zleży od kaprysów koalicjantów.

Gowinowcy i ziobrowcy w wyborach 2019 roku startowali z list wyborczych PiS. Nie mają zatem prawa do refundacji wyborczej, dotacji z państwowego budżetu. Utrzymują się z dotacji na biura poselskie, uposażeń poselskich i pensji swoich wiceministrów w rządzie. Ponieważ uposażenie poselskie są niskie, podobnie jak pensje wiceministrów i dotacje na biura poselskie, to obie przystawki cienko przędą. Potrzebną na przyszłe wybory kasę mogą zdobyć jedynie od swoich ludzi uplasowanych na biznesowych posadach w spółkach skarbu państwa i wszystkich innych dobrze opłacanych posadach w instytucjach państwowych. Jeśli ich ludzie płacą im, nieformalnie rzecz jasna, „składkę specjalną”, czyli zwyczajowe dziesięć procent od osiąganych dochodów netto. W gotówce. Partie polityczne czasem działają jak kluby piłkarskie. Muszą mieć dodatkowe, gotówkowe środki finansowe. To jedno z wielu podobieństw piłki kopanej i polityki opartej też na kopaniu przeciwnika.

„Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro wiedzą, że przy układaniu list przed najbliższymi wyborami zostaną ostro zredukowani lub wręcz wygumkowani. Tyle, że dowiedzą się o tym na chwilę przed głosowaniem- jeśli oczywiście zdecydują się kandydować z list PiS. Muszą więc wyrabiać zaczątki samodzielnej pozycji wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, czyli wchodzić z nią w konflikty, by się odróżnić.”, taki pisze Ludwik Dorna. A „Flaczki” zgadzają się z nim.

I gowinowcy i ziobryści wiedzą, że szybki, samodzielny ich start w wyborach skazany jest na porażkę. Nie przeskoczą progu wyborczego. Muszą dalej tkwić w poddańczej koalicji z jaśniepanem prezesem Kaczyńskim. Zbierać pieniądze i marzyć o „pójściu na swoje”. Jednocześnie systematycznie muszą budować swe odrębności polityczne wobec PiS- owksiego hegemona. Zwłaszcza, że większa większość prawicowych wyborców przekonana jest, że krajem rządzi Kaczyński i PiS. O koalicyjności Zjednoczonej Prawicy wiedzą tylko hobbyści oraz ludzie zatrudnieni w polityce i w obsługujących ją mediach. Każda porażka PiS może pomóc buntującym się przystawkom, jeśli tylko zostanie ona umiejętnie propagandowo sprzedana. Każdy wzrost popularności PiS to gwóźdź do trumien SP i PP.

Konflikt PiS kontra SP i PP potęguje dodatkowo problem sukcesji po panu prezesie Kaczyńskim. Choć jaśniepan prezes deklaruje swe odejście już za sześć- osiem lat, to jego przeciwnicy chcieliby jego abdykacji w najbliższych dwóch- trzech latach. Ale „zmiana lidera w rządzonej autorytarnie, silnie spersonalizowanej partii oznacza wewnętrzną rewolucję, także kadrową, i nic dziwnego, że ścisła elita z wyprzedzeniem się do niej przygotowuje. Dywagacje rozwiązaniu problemu przez „namaszczenie delfina” przez Kaczyńskiego są pozbawione sensu, bo w partii rządzonej autorytarnie wskazanie następcy przez przywódzcę jest z punktu widzenia tego ostatniego niemożliwe. Bo oznaczałoby to jego faktyczne ubezwłasnowolnienie: w obliczu zbliżającej się zmiany elita partyjna, aparat i działacze przenosiliby lojalność na następcę, a formalnemu przywódcy pozostawałby jedynie pozbawiony politycznej treści tytuł. Elita partyjna musi zatem po cichu przygotowywać się do walki o sukcesję, co nieuchronnie skutkuje wzrostem wewnętrznych napięć i utajonego na razie potencjału dezintegracji”, pisze Ludwik Dorn. A „Flaczki” zgadzają się z nim znowu.

Zatem mamy w pragnącej „pokoju” Zjednoczonej Prawicy trzy równolegle trwające przygotowania do wojen. Ziobryści i gowinowcy deklarują wolę pozostania w koalicji z PiS, w sojuszu „Koryta i bezkarności”, lecz jednocześnie szykują się do startów w wyborach parlamentarnych. W konstytucyjnym terminie w roku 2023 lub wyborach przyśpieszonych. Samodzielnie lub w koalicjach. Ziobryści kokietują Konfederację, gowinowcy Konfederację i PSL.

Pan prezes Kaczyński próbuje rozbić i przyciągnąć jak najwięcej gowinowców. Pozyskać Kukiza i kukizowców. Aby mieć sejmową większość bez zwartych ziobrowców i słabnących gowinowców. Jeśli jednak nie będzie miał gwarantującej mu nieskrępowane rządy większości to odsunie ziobrowców i gowinowców od koryta. A może nawet ujawni ich przekręty. I pójdzie na przedterminowe wybory aby je maksymalnie wygrać i tak wzmocniony szukać ewentualnego koalicjanta.

Jaśniepan prezes wie jednak, że choć ma jeszcze kontrolę nad „korytem”, to nad prokuratura już nie panuje. To „Zbyszko Zdradziecki” może mieć „kompromaty”, które wyciekną do mediów, jak niedawno „taśmy Obajtka”. I choć jego prokuratura lojalnie nie nęka jeszcze podejrzanych o przestępstwa kaczystów, to zawsze może się uaktywnić.

Oprócz służb prokuratorskich mamy też w Polsce służby antykorupcyjne, specjalne, kontrwywiadu, skarbowe, celne, graniczne, terytorialsów, Najwyższa Izbę Kontroli rządzona przez urażonego pana prezesa Banasia. Wszystkie one mogą być uaktywnione kiedy w pragnącym pokoju PiS zacznie się wojna wszystkich ze wszystkimi o sukcesję po jaśniepanu prezesie.

Na razie elity starego PiS uruchomiły promowanie Narodowego Funduszu Rozbudowy. Niby programu rządowego, ale firmowanego jedynie przez PiS. Wypisz, wymaluj programu wyborczego pana prezesa Kaczyńskiego. Adresowanego przede wszystkim do żelaznego elektoratu PiS. Czy to początek pożerania przystawek?

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Flaczki tygodnia

Rozpada się Porozumienia Prawicy, czyli koalicja PiS ze Zjednoczoną Prawicą Gowina i ziobrowską Solidarną Polską.

Pan prezes Kaczyński jak kania dżdżu łaknie pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Łaknie też wzrostu notowań wyborczych PiS, bo te od pół roku nie gwarantują mu już utrzymania władzy.

Pan prezes potrzebuje pieniędzy z Unii Europejskiej, bo tylko one mogą uwiarygodnić przygotowany od tygodni „Nowy Polski Ład”. Kolejny program pokrzepienia narodowych serc, który uroczyście ogłosić ma pan premier Mateusz Morawiecki.
Będzie to program wychodzenia z pandemii i lepszego życia po zduszeniu jej. Dlatego poza rosnącymi wykresami gospodarczymi, pan premier przygotował też wiele prześlicznych slajdów o poprawie systemu ochrony zdrowia, edukacji, o ochronie środowiska nawet, no i magicznie brzmiących „innowacjach”.
Program oparty jest na szesnastu fundamentalnych filarach, które mają dodać mu powagi oraz eksperckiego wizerunku.

Jednym z ważniejszych filarów owego „Ładu” będzie Instytut na rzecz Rodziny i Demografii. Proponowana przez kaczystów nowa, skuteczna metoda na zwiększenie dzietności obywateli naszego państwa. Widać jaśniepan prezes Kaczyński naprawdę wierzy, że dzieci przynoszone są na ten świat przez obsadzone PiSiewiczami narodowe Instytuty.

Tego politycznego opium dla „ciemnego ludu” nie da się jednak skutecznie rozprowadzić po kraju bez współpracy z gowinowcami i ziobrystami. Bez ich sejmowych głosów za ratyfikowaniem unijnego Funduszu Odbudowy.

Przeciwko Funduszowi otwarcie występują ziobrzyści. W zamian za zmianę ich stanowiska, pan prezes Kaczyński obiecuje wsparcie ich dalszych czystek sądowych. Co oznacza podporządkowanie polskich sądów ziobrystom. Co na pewno wywoła kolejny spór o naruszanie praworządności z Unią Europejską i postulaty zablokowania wypłaty pieniędzy Polsce z unijnego Funduszu.

Można zatem przewidzieć, że pan prezes oszuka pana ministra Ziobrę. Zaraz po uzyskaniu ich głosów dla Funduszu Odbudowy wycofa swoje poparcie dla demolki sądów. Wie o tym pan minister Ziobro i nie śpieszy się z poparciem dla unijnego Funduszu. Końca sporu nie widać.

Pan prezes Gowin, też Jarosław, popiera europejski Fundusz Odbudowy, ale swe dalsze poparcie dla polityki swego imiennika, uzależnia od wyrzucenia z rządu swych byłych wiceministrów. Tych, którzy poparli pucz pana europosła Bielna. Pan prezes Kaczyński obiecuje „wycofanie Bielana” i jednocześnie negocjuje skaperowanie Pawełka Kukiza i piątki związanych z nim parlamentarzystów. By uzupełnić nimi ewentualną secesję gowinowców.
Ponieważ Pawełek Kukiz też wie, że pan prezes Kaczyński zawsze może go w negocjacjach „wyruchać”, mówiąc językiem rockendrolowców, to jednocześnie negocjuje z panem prezesem Gowinem przejście do jego ugrupowania. By zabezpieczyć się przed „wyruchaniem go” przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Ale pan prezes Gowin również ma świadomość, że Pawełek Kukiz zwykle obiecuje na prawo i lewo, a potem, jak to rockendrolowiec, jest bardzo niestały w uczuciach, nawet tych politycznych. I flirtuje z PSL-em, który „wyruchał” Pawełka Kukiza. I tak to rządzi Polską koalicja polityków, którzy już nie ufają sobie wzajemnie.
Koalicja sojuszu „koryta i bezkarności”.

Rozpad Porozumienia Prawicy zaczął się od forsowania ustawy zwanej „piątka dla zwierząt”. Miała ona ocieplić wizerunek PiS wśród polskiej młodzieży, pokazać „ludzkie” oblicze kaczystów.
Ale z legislacyjnego rozpędu i bałaganu, bezmyślnie wpisano do niej wiele „wielkomiejskich” postulatów, które wstrząsnęły wiejskim elektoratem PiS. Od zakazu hodowli zwierząt futerkowych i biznesowego uboju religijnego aż po administracyjne kontrole warunków życia podwórkowych „Burków”.

Wizja opresyjnych państwowych kontrolerów zaglądających do prywatnych ferm, ubojni i psich bud wstrząsnęła tradycyjną polska wsią. Społecznością dla której spory o konstytucyjność kolejnych sądów i trybunałów były księżycowymi. Podobnie jak debaty o pluralizmie mediów i misji informacyjnej publicznej TVP.
Za to groźba narzuconych z góry pomiarów długości mojego psiego łańcucha i kontroli sposobów mojego uboju moich zwierząt hodowlanych w moim domu uderzała w podstawowe wolności i mir gospodarstw domowych najbardziej twardego elektoratu PiS.
Zauważył to, i upowszechnia ze złośliwą satysfakcją, profesor Waldemar Paruch. Zdymisjonowany po ostatnich wyborach parlamentarnych szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych.

Kiedy pan prezes Kaczyński stracił swój tradycyjny, wiejski elektorat, zechciał szybko kupić sobie przychylność grupy kapitałowej zwianej się „polski kościół kat.” Wierząc, że dzięki jej środkom propagandowym odzyska utraconą wieś. Dlatego nakazał swemu Trybunałowi Konstytucyjnemu zaostrzyć prawo antyaborcyjne, by zaspokoić żądania tej patologicznej grupy.

Nie zdawał sobie sprawy, że wywoła tym wojnę z polskimi kobietami. A także powszechną nienawiść młodego pokolenia Polaków, których chciał wcześniej kupić sobie „piątką dla zwierząt”.

Pan premier Morawiecki zapewne dalej szlifuje swe slajdy aby wreszcie wspaniale zaprezentować „Nowy Polski Ład”. W tym czasie jego ministrowie zamykają województwo Warmińsko- Mazurskie rujnując tamtejszy przemysł hotelarsko- rekreacyjny. Pod hasłem walki z pandemią.
I aby pomoc mieszkańcom tegoż województwa w walce z pandemią, rząd przekazuje im 6 milionów maseczek. Bezwartościowych, bo już przeterminowanych.

Zapewne teraz cała Warmia i Mazury, jak kania dżdżu, czeka na wystąpienia pan premiera Morawieckiego. W między czasie „Flaczki” polecają Porozumieniu Prawicy. i wszystkim innym, sztukę Eugenia Ionesco „Le Roi se meurti”.
Po polsku brzmi to „Król umiera, czyli ceremonie”.

Bigos tygodniowy

Takiej ofensywy najczarniejszej reakcji na wszystko, co kojarzy się z demokracją, z prawami i wolnościami obywatelskimi, w historii Polski chyba jeszcze nie odnotowano. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zostały skumulowane wszystkie siły i środki, te współczesne i te czerpane z – pożal się boże – historycznej tradycji. Ohydne to dziedzictwo odnosi dziś największe triumfy w swoich dziejach. Na te dzieje składa się m.in. tradycja kaźni zadanej u schyłku XVI wieku Kazimierzowi Łyszczyńskiemu za jego deklarację ateizmu, tradycja XVIII-wiecznej „Gazety Warszawskiej” księdza Stefana Łuskiny, tradycja konfederacji targowickiej, tradycja antysemityzmu, tradycje wojującego klerykalizmu XIX-wiecznego spod znaku Ministerstwa Ociemnienia Publicznego i cenzora Józefa Kalasantego Szaniawskiego czy – w okresie późniejszym – takich pism jak n.p. „Rola”, tradycje polskiego faszyzmu spod znaku ONR, tradycja „piekła kobiet” w II RP – to tylko czubek góry lodowej tradycji polskiej najczarniejszej reakcji, bo tworzą ją setki, jeśli nie tysiące wątków, zjawisk, personaliów. To wszystko pod rządami PiS jakby się skumulowało, osiągnęło efekt ponurej synergii, wydając zatrute owoce, wzmacniane współczesnymi środkami przekazu. Historia czarnej reakcji polskiej, która osiąga dziś szczyty swoich triumfów, to temat na kilkutomowe dzieło naukowe zakrojone na kilka tysięcy stron. Tylko skąd wziąć „benedyktyna”, który podjąłby się takiego katorżniczego dzieła?


Atak PiS na wolność mediów poprzez zamiar nałożenia haraczu na dochody z reklam. Sprawa jest tak bardzo głośna, że nie ma potrzeby jej tu szczegółowo omawiać. Już od dawna wyobraźnia nie limituje mi tego, czego jeszcze można spodziewać się ze strony PiS. Niebawem możemy się spodziewać skierowania do Trybunału Przyłębskiej wniosku, który spowoduje w konsekwencji delegalizację przerywania ciąży będącej wynikiem przestępstwa, czyli n.p. gwałtu czy pedofilii. Już zadba o to Ordo Iuris, które stało się kuźnią inicjatyw zmierzających do likwidacji kolejnych praw i wolności obywatelskich i z którego „dobrych usług” PiS skwapliwie, coraz skwapliwiej korzysta. Już wiadomo, że Ordo Iuris mówi o potrzebie ograniczenia prawa do rozwodów. Zatem, rozwódźcie się, póki jeszcze można. Śpieszcie się kochać rozwody, bo mogą szybko odejść w siną dal. Nie zdziwiłbym się też, gdyby w jakimś momencie wychynął projekt ustawy ograniczającej dostęp do środków antykoncepcyjnych.


Coraz częściej dochodzą informacje, że prokuraturę interesują szpitale ginekologiczne, karty szpitalne ciężarnych pacjentek, że następuje wzmożenie aktywności w tej dziedzinie. Coraz intensywniej węszą za aborcjami i wyraźnie zależy im na rozpętaniu fali represji w tej sferze. Wskazuje to na próbę stworzenia nieformalnej policji ginekologicznej.


Pisarz Zygmunt Miłoszewski powiedział w jednym z publicystycznych programów telewizyjnych, że – referuję niedokładnie z pamięci, ale oddaję sens jego słów – wraz z orzeczeniem pseudo-Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej klęskę poniósł oświeceniowy projekt dla Polski i domknął się system państwa nacjonalistycznego i wyznaniowego.


Ciekawą interpretację reakcji obozu pisowskiego na zamieszki na Kapitolu przedstawił publicysta Stanisław Skarżyński. Otóż brak potępienia z jego strony szturmu z dnia 6 stycznia i zachowania Trumpa, interpretuje on jako psychologiczne przygotowanie PiS do pójścia w ślady waszyngtońskich rebeliantów i do nieuznania ewentualnej wyborczej porażki.


Poza atakiem na wolność mediów, odnotować należy pierwsze przymiarki do represyjnej akcji w stosunku do Marty Lempart, której Ziobrowi prokuratorzy postawili zarzuty od Sasa do Lasa, „wszystkie zbrodnie świata”, od organizacji protestów związanych z zakazem aborcji w pandemicznym czasie po pochwalanie niszczenia kościołów. Jeśli Marta Lempart zasiądzie na ławie oskarżonych, to na przyszłość trzeba sobie życzyć, by na ławie oskarżonych zasiedli jej prześladowcy. Zesłana karnie na prowincję prokurator Katarzyna Kwiatkowska taki los wieszczy w przyszłości Święczkowskiemu Bogdanowi, ksywa „Godzilla”.


Ziobro złożył kasację do Sądu Najwyższego odnośnie wyroku w sprawie zdjęcia krzyża w pokoju nauczycielskim, w szkole w Krapkowicach. Nauczycielka, Grażyna Juszczyk, która krzyż zdjęła, wygrała sprawę przeciw niej we wszystkich instancjach sądowych. Działanie Ziobry to kolejny dowód reakcyjnej ofensywy, która nie odpuści nikomu.


Tomasz Greniuch z ONR jako szef IPN we Wrocławiu to kolejny dowód na to, że PiS w szybkim tempie zbacza z pola – relatywnie – umiarkowanej prawicy, na którym niektórzy ją sytuowali i idzie w kierunku najgorszym z możliwych. Flirt z neonazizmem jest już zupełnie bezwstydny i niczym nieskrywany. Wiele mówiąca jest także zapowiedź powrotu czarnosecinnego programu Cejrowskiego do TVP.


Z głowy nie wychodzi mi obowiązujący od 27 stycznia 2021 nakaz rodzenia trupów lub półtrupów. Głowa puchnie mi od interpretacji. Jedna z nich sprowadza się do tego, że to uprzywilejowanie trupów jeszcze zanim przyszły na świat wynika stąd, że to trupy polskie. Trupa polskiego nie można zabijać także przed narodzeniem.


Biały Dom już nie jest przyjacielem PiS. Z Białego Domu dochodzą takie krytyczne głosy jak głos rzecznika departamentu stanu USA Neda Price, piętnujący próby kneblowania mediów przez władzę i występujący w obronie Marty Lempart, przeciw której władza PiS szykuje rozmaite szykany i zarzuty karne, mając wielką ochotę na uwięzienie jej. No cóż, był sojusznik, nie ma sojusznika.


Czarnek Przemysław dokonał myku dowartościowując piśmiennictwo klerykalno-nacjonalistyczne. Podwyższył punktowanie za tandetne piśmiennictwo tej proweniencji, czym ułatwi kariery naukowe towarzyszom ideologicznym. Tak się tworzy „nową elitę nauki”.


W Zakopanem hordy pijanych rozpasańców robiły burdy i rozsiewały pandemię. Policja nikomu jednak nie złamała ręki ani nie biła pałką teleskopową.