Bigos tygodniowy

Pisowska terrorystyczna władza wprowadziła prawo czyniące z polskich kobiet w wieku rozrodczym kandydatki na żywe trumny. Piramidalny nonsens, który powoduje niewyobrażalne cierpienie kobiet i ich bliskich, ograniczając im prawo do decydowania o swoim życiu. Póki co, polskie kobiety i dziewczyny, oraz ci mężczyźni, którzy je wspomagają, walczą na ulicach o swoje prawa, nie zważając na mróz i mrożące działania policji państwowej.


Pod groźbą kary grożącej osobom pomagającym kobietom w dokonaniu aborcji (lekarzy, etc.), muszą one rodzić trupy, półtrupy i potworki, które są ważniejsze od ich życia, zdrowia, od zdrowego rozsądku. Muszą rodzić w imię jakiejś obłąkańczej obsesji na podłożu religijno-nacjonalistycznym. Zgodnie z nią trup, zwłaszcza trup wydany na świat, ważniejszy jest od osoby żywej, bo trup to esencja życia. To nie zawiązek scenariusza horroru ani nowo odkryta baśń braci Grimm. To Polska 2021 roku. Jednym z emblematów takiej Polski jest upiorny filmik emitowany w TVPiS, na którym nieszczęsne dzieci z zespołem downa śpiewają, „maszerując w miejscu” – „Jeszcze Polska nie zginęła”.


Lewica we współpracy m.in. z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, Centrum Praw Kobiet, Federacją na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, rozpocznie zbieranie podpisów niezbędnych do rejestracji komitetu „Legalna aborcja bez kompromisów”. Publicznie zaprezentowano projekt ustawy zawierający m.in. prawo do bezpłatnego i legalnego przerywania ciąży do 12 tygodnia, uchylenie przepisów karnych za wykonanie i pomoc w aborcji. Nie jest to pierwsza próba Lewicy zliberalizowania prawa aborcyjnego. Projekt poprzedni został złożony w Sejmie w kwietniu 2020 roku, ale drukowi nie nadano nawet numeru, utknął w sejmowej zamrażarce.


Pucz Bielana! Gowin Jarosław na moment utracił przywództwo w Porozumieniu nomen omen Jarosława Gowina na rzecz Bielana Adama, znanego spin-doktora PiS. Bielan i jego poplecznicy nagle zauważyli, że Gowin Jarosław od dwóch lat piastuje nienależną, w świetle statutu partii, funkcję prezesa. Pucz zakończył się wyrzuceniem puczystów w tym Bielana właśnie, z Porozumienia. Jak wieść gminna niesie, już zmieniono zamki w drzwiach w siedzibie partii przy ulicy Wilczej, aby nikt z wyrzuconych wrogo jej nie przejął. Nie kończy to jednak sprawy z Gowinem, bez wątpienia kolejne odsłony tej tragifarsy są w przygotowaniu. Niektórzy mówią, że Kaczor wiedział co się szykuje, a nawet zajął krzesło z napisem „reżyser”.


Wojskowe ćwiczenia sztabowe „Zima – 20”, zakończyły się spektakularną klapą. W pięć dni wróg ze Wschodu (ruscy?) dotarł do linii Wisły, okrążając Warszawę. Lotnictwo i marynarka wojenna przestała istnieć, zaś pierwszorzutowe bataliony odnotowały straty w ludziach na poziomie 60-80 procent. Ruscy nas pokonali i nie pomogło nam wsparcie technologiczne z Zachodu. Gorzej niż we wrześniu 1939 roku. Duduś podobno naczelny wódz i Błaszczak Mariusz podobno minister obrony, komentując tę wojskową wtopę, cieszyli się jak dzieci, że takie to pouczające było. No cóż, w dzisiejszych czasach najważniejsze to nie tracić dobrego nastroju i z nadzieją patrzeć w przyszłość i uczyć się, cały czas się uczyć.


Konferencja Platformy Obywatelskiej stała się tak naprawdę konferencją pobożnych życzeń. Borys Budka wystąpił z apelem, który sprowadzić można do hasła „zgoda buduje”, oczywiście opozycję. Pierwsze reakcje na to wezwanie były najłagodniej pisząc chłodne, a przedstawiciele opozycji od Lewicy po Polskę 2050 Szymona Hołowni, zwracali uwagę, że nikt z nimi wcześniej treści apelu nie uzgadniał. Niestety, źle to wróży idei konsolidacji opozycji na czas wyborów parlamentarnych 2023. i szansom na pokonanie Zjednoczonej Prawicy. Niby do wyborów daleko, lecz niech nikt nie traci z pola widzenia faktu, że niestety, system D’Hondta fochów nie wybacza.


Od 12 lutego otwarte zostaną hotele, baseny, stoki narciarskie, teatry, kina, filharmonie, na razie na dwa tygodnie. W tej sytuacji bunt podnieśli restauratorzy i właściciele klubów fitness, którzy nie znaleźli się w tej grupie szczęśliwców. Zatem pomimo zakazu otwierają swoje firmy. Nie ukrywają, że grożące kary nakładane przez sanepid oraz perspektywa postępowań karnych ich nie przeraża. I tak i tak są na skraju bankructwa, mają zaległe rachunki do zapłacenia, a realnej pomocy państwa brak. Więcej, część z nich planuje wystąpić z pozwem zbiorowym do sądu o odszkodowanie od państwa wprowadzającego zakazy aktami prawnymi niższego rzędu niż ustawa. I mają duże szanse, takie odszkodowania uzyskać, od państwa czyli od nas wszystkich. Jak zawsze my szarzy obywatele zapłacimy za błędy, za błędy na górze.


Na froncie walki z pandemią większych sukcesów brak. Nikt tak naprawdę nie wie na jakim etapie tej walki jesteśmy. Niewielka liczba testów przekłada się na niewielką liczbę stwierdzonych zakażeń, przy wysokiej liczbie zgonów. Niewielka liczba szczepionek jakie mają zostać dostarczone przez koncerny farmaceutyczne powoduje, że najbardziej zagrożona grupa seniorów czyli osób 60 plus zostanie zaszczepiona w tym ślamazarnym tempie może wczesną jesienią i to jest wariant bardzo, ale to bardzo optymistyczny. A wirus mutuje i kolejne jego warianty są coraz groźniejsze i jak wynika z badań są bardziej odporne na opracowane już szczepionki. Co gorsza nie widać jakiegoś sensownego planu pisowskiego rządu na zdławienie SARS-Cov-2. Nieomal codzienne konferencje telewizyjne niejakiego Dworczyka Michała i Niedzielskiego Adama, prezentujących urzędowy optymizm, jedynie irytują. Z niepokojem więc należy oczekiwać na efekty otwarcia hoteli, stoków narciarskich, basenów, kin czy teatrów, bo przy powszechnym braku dyscypliny społecznej, braku elementarnej solidarności międzypokoleniowej, braku testów, zapaści sytemu opieki medycznej, w marcu będziemy Portugalią.

Klerofaszyzm, zatruty pomiot „Solidarności”

Finał – przynajmniej na obecnym etapie – polskiej przygody z demokracją wart jest wszechstronnej refleksji, także historyczno- kulturowej i zadaje kłam kilku co najmniej mitom o źródłach i naturze polskiego „genu wolności”, który zyskał kiedyś wysoką, a jak się także dziś okazuje, niezasłużoną, markę wśród wielu naiwnych na całym świecie.

Wspomnianą markę zainicjowali w XVIII i XIX wieku polscy kondotierzy wolności, jak choćby Tadeusz Kościuszko, Kazimierz Pułaski i Jarosław Dąbrowski, walczący w Europie i w świecie „za wolność waszą i naszą”. To dzięki nim powstała opinia o Polsce jako o wolnościowym „natchnieniu dla świata”. Jednak jeśli się tym mitom uważnie przyjrzeć, to wygląda to na wielką lipę. Po pierwsze, te szlachetne wzloty dotyczyły wąskich elit demokratycznych i były raczej wyjątkiem niż regułą. Polski modus vivendi był, owszem, niepodległościowy, ale już rzadko wolnościowy, polegający na docenieniu wolności jednostki (nie mylić z anarchią Zborowskich, szlachecką złotą wolnością i wyczynami rokoszan w XVI-XVIII wiekach). Pojawiły się też głosy, że w opinii o sławetnej „polskiej tolerancji” i „państwie bez stosów” jest bardzo wiele przesady. Ponadto, w szlacheckiej Rzeczypospolitej praktykowana była jedna z najbardziej nieludzkich postaci wyzysku społecznego.
Nie sięgajmy jednak aż tak głęboko w przeszłość, bo to jednak inne czasy i poprzestańmy na XX i XXI wieku. Doświadczenia pokazują, że polska przygoda z wolnością odznacza się tendencją, by po dłuższym czy krótszym okresie „miodowym”, nieuchronnie osuwać się w taką czy inną odmianę autorytaryzmu i faszyzmu, w polskim wydaniu akurat klerofaszyzmu. II Rzeczpospolita, po kilku latach po 1918 roku, najpierw zapisała na swoich kartach faszystowski mord na pierwszym prezydencie, Gabrielu Narutowiczu. Kilka lat później, w rezultacie wojskowego przewrotu z maja 1926 rozpoczęła swoje ostatnie kilkanaście lat istnienia w formule półautorytarnego reżymu wojskowego, wchodząc w cień represji brzeskich i Berezy Kartuskiej, w aurze „bicia w mordę” i „łamania kości” przeciwnikom władzy. Taka to była ta „demokratyczna”, tak często idealizowana II Rzeczpospolita. Po II wojnie światowej zaaplikowano Polsce stalinizm, twór o genezie – owszem – zewnętrznej, ale wcale nie tak obcy modusowi życia polskiego, jak wielu mogłoby się wydawać. Maniery stalinowskich aparatczyków aż tak bardzo nie różniły się od manier rozmaitych sanacyjnych stupajów. Po 1956 roku, nie bez ciężkich trudności, PRL-owski autorytaryzm z wolna kruszał, aż skruszał ostatecznie w 1989 roku. Swoisty paradoks polega tu na tym, że okres niedemokratycznej i rzekomo „totalitarnej” PRL był jedynym, w którym kierunek ewolucji, dokonującej się przecież nie bez, choćby i wymuszanego, przyzwolenia władzy, prowadził od ograniczeń do poszerzenia wolności, a nie odwrotnie. Potem była niby przygoda z demokracją, wolnością, wejściem do Unii Europejskiej, ale i tak rychło włączył się czynnik autorytarny, antywolnościowy, faszyzujący, wspierany przez Kościół katolicki, który wyraził się m.in. ograniczeniem praw i wolności kobiet, wrogością do wartości lewicowych, liberalnych światopoglądowo i wolnościowych. Obecny, już ponad pięcioletni, dramatyczny okres rządów PiS, które na tę okazję nazwę anarchicznym autorytaryzmem, z jego brutalnością, wszechobecnym kłamstwem i pogardą dla wszelkich reguł pokazuje, że „polska demokracja” długo sama z sobą nie wytrzymuje i nieuchronnie osuwa w strefę ograniczania i odbierania wolności. „Wolnościowy i indywidualistyczny gen” polski to bujda na resorach. Polska kultura jest kolektywna, stadna, antyintelektualna, represyjna. Samodzielna myśl jest tu traktowana w najlepszym razie z nieufnością, a często z wrogością.
Polak tego sortu owszem, jest za niepodległością od żywiołu zewnętrznego, ale już w swoich granicach lubi ograniczać wolność rodakowi i gnębić go ile wlezie. To właśnie wytworem takiego genu antywolności jest formacja Kaczyńskiego i Ziobry, którzy choć się osobiście nie lubią, to akurat w tym aspekcie to prawdziwi „bliźnięta bracia”. Warto jednak zwrócić też uwagę na genezę sytuacji w jakiej znalazła się Polska. To, z czym mamy dziś do czynienia to mniej czy bardziej bezpośrednie rezultaty ruchu „Solidarności” powstałego w 1980 roku, bo to ten ruch po raz ostatni ożywił wspomnianą markę Polski jako „natchnienie dla świata” i wzór pokojowych zmian społeczno-politycznych w drodze dialogu. Już jednak wtedy pojawiły się sygnały, że „Solidarność”, choć ma w sobie także elementy demokratyczne, czy liberalno-lewicowe, jest także silnie przesycona czynnikami niedemokratycznymi, a nawet antydemokratycznymi, klerykalnymi, faszyzującymi. Nie był to w dominującej warstwie ruch Frasyniuka czy Geremka, ale Rozpłochowskiego i jemu podobnych, ciasnych nacjonalistów o religianckim i autorytarnym nastawieniu. Było to widać już w 1981 roku w różnych zachowaniach, w tym antysemickich, niektórych wpływowych kręgów tej organizacji. To wszystko kluło się z wolna: najpierw w atmosferze rozmaitych „mszy za ojczyznę” w okresie stanu wojennego, a po 1989 roku w rozmaitych zetchaenach, w rządzie Olszewskiego i setkach klerykalno-prawicowych organizacji, w konsekwentnie budowanym zapleczu propagandowym i w znaczącej części Kościoła kat. które niczym ośmiornica przez lata coraz gęściej oplatały kraj, aż powstała formacja PiS, a później także jej jeszcze bardziej radykalne klony w rodzaju „Solidarnej Polski” Ziobry. Ostatnio na sile przybrały także tendencje jawnie faszyzujące, w postaci m.in. Konfederacji czy Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” skupiającego figury spod prawdziwie ciemnej politycznej gwiazdy. Dziś widać już bardzo wyraźnie, że „polski gen wolności” był raczej ułudą wąskich elit, efektem myślenia życzeniowego, a nie realnym faktem. Jeśli jednak nawet w jakiś okolicznościach był on rzeczywistością, to sprawdzał się warunkach opresji zewnętrznej. Okazał się iluzją w warunkach opresji wewnętrznej, gdy do władzy doszli „ludzie straszni” (po raz ostatni określenia tego użył zmarły niedawno profesor Marcin Król). Polacy sami sobie nałożyli kajdany i generalnie, jako zbiorowość, dość biernie przyglądają się jak są one konsekwentnie zaciskane. Dziś wielu komentatorów odcina się od opinii, że standardy demokracji i wolności obywatelskich można porównywać z Białorusią, Rosją czy Turcją, uważa je za daleko przesadne, podkreślając, że Polska jest „jednak” na innej półce standardów. Przestrzegam przed takim lekkomyślnym optymizmem. To że dziś, tu i teraz, nie jesteśmy jeszcze, podkreślam słowo „jeszcze”, na poziomie białoruskim czy rosyjskim nie oznacza, że niepostrzeżenie, ale szybciej niż możemy się spodziewać, możemy się na takim poziomie znaleźć i do „jeden do jednego”. Władza, zwłaszcza o takich bezczelnych i hucpiarskich skłonnościach jak władza PiS, jeśli nie napotyka na zdecydowany opór, nigdy nie zatrzyma się z własnej woli i będzie dążyła do rozwiązań ekstremalnych. Pandemia, która nie ustępuje zdecydowanie zamordystom sprzyja. Każde ograniczenie wolności można teraz fałszywie uzasadnić względami sanitarnymi. Kraje Unii Europejskiej z tego samego powodu się zamykają i siłą rzeczy bardziej skoncentrowane są na swoich problemach niż na tym, co dzieje się w Polsce. Totalistom w rodzaju Kaczyńskiego czy Ziobry tylko w to graj, na zasadzie „hulaj dusza piekła nie ma”. Na ich usługi zaś w każdej chwili gotowe są dziesiątki służalczych aparatczyków. Pod ich brutalnymi z każdym miesiącem rządami Polska coraz bardziej dryfuje w kierunku wschodnim.
Zeszłego lata upłynęła 40 rocznica wydarzeń Sierpnia 1980 roku i powstania „Solidarności”. Warunki pandemii bardzo ograniczyły zakres obchodów, które przeszły niemal niepostrzeżenie i oczywiście w warunkach ostrego podziału politycznego. Niewątpliwie jednak miało na to wpływ także podskórne poczucie wielu tych, którzy słusznie uznali, że tak naprawdę nie ma powodów do radosnego obchodzenia tej rocznicy, skoro tak idealizowana „Solidarność” wydała zatruty pomiot rodzimego klerofaszyzmu.

Bigos tygodniowy

Ziobryści, z kaczystami pospołu, szykują się do kolejnego zamachu na obywatelskie wolności. Zmierzają do tego, by nie można było odmówić przyjęcia mandatu, a nawet chcą wprowadzić obowiązek jego natychmiastowego zapłacenia. Post factum można by kierować swój sprzeciw do sądu i tam ewentualnie udowadniać swoją niewinność. Ujmując rzecz najbardziej lakonicznie – to zamiar perwersyjnego odwrócenia starej prawnej zasady, że to nie obywatel ma udowodnić swoją niewinność, ale jemu ma być udowodniona wina. Chodzi oczywiście przede wszystkim o prewencyjną pacyfikację przyszłych protestów, o efekt „mrożący”, mający zniechęcić do ich podejmowania. Widać z tego, że rządzący konsekwentnie dążą do całkowitego demontażu obywatelskich swobód i wolności, do zaprowadzenia standardów naprawdę niebezpiecznie zbliżających nas – to wbrew pozorom nie aż tak wielka przesada – do Korei Północnej. Wątłe brykanie gowinowców, którzy coś bredzą o wątpliwościach dotyczących zgodność proponowanych zmian z polskim porządkiem prawnym, nie zmieniają tej oceny. Kolejne antywolnościowe, konsekwentnie rozwijające zamordyzm pomysły nastąpią nieuchronnie.


Jeszcze nie tak dawno pisowcy odstawiali reprezentantów wysokiej kultury bycia, purystów językowych i harcerzyków („harcerz nie przeklina…”), potępiając wulgarny, knajacki język zaczerpnięty z podsłuchiwania opozycji, z tymi wszystkimi słowami na „k”, „p” i „cha”. Nagrani przez współtowarzysza partyjnego wałbrzyscy działacze PiS pokazali, że nie tylko przedstawiciele opozycji potrafią pofolgować językowi. Ciekawe było też co tym soczystym językiem przekazywali urbi et orbi, nie kryjąc wcale że „każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”. Więcej, bystrze zauważyli, że niczym się nie różnią od członków partii opozycyjnych, tylko ich przywódcy nazywają się inaczej. W reakcji na te rewelacje Kaczor się wściekł, karnie rozwiązał tamtejszą terenową organizację i wykluczył jej wszystkich członków z partii. Podobno osobiście ma wybrać się do Wałbrzycha z prelekcją na temat kultury języka. Efekt będzie taki, że od tej pory, członkowie innych struktur PiS będą po prostu trzymać języka za zębami.


Ziobryści zbulwersowani wycięciem Trumpa z twittera za podżegające wpisy, chcą powołać Radę Wolności Mediów. Uwaga: piromani zbliżają się magazynu materiałów łatwopalnych.


Dopóki nie zostanie uchylony art.196 kodeksu karnego, dopóty nie można będzie można w Polsce nawet napomykać o wolności. W Płocku właśnie rozpoczął się proces o obrazę uczuć religijnych. Początek sprawy miał miejsce w kwietniu 2019 roku, gdy w okolicach tamtejszego kościoła pod wezwaniem św. Dominika, pojawiły się naklejki z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli. Warto przypomnieć, że ten naganny akt poprzedziło wystawienie w tym kościele właśnie Grobu Pańskiego z napisami LGBT, gender, zestawionymi z wyrazami agresja, egoizm, hejt i temu podobnymi. Bigos Tygodniowy poinformuje Czytelników o finale tej sprawy niezawodnie.


W minioną sobotę TVPiS wyemitowała fragmenty mszy, jaka miała miejsce w kościele w Starachowicach. Msza odbyła się w intencji zmarłej osiem lat temu Jadwigi Kaczyńskiej, a słowo spod ołtarza wygłosił Kaczyński Jarosław. Nie było to takie zwykłe słowo, bo Kaczor mówił nie tylko o zmarłej, ale wygłosił faktycznie orędzie do ludu pisowskiego. I tak omówił sytuację polityczną w kraju, skrytykował poprzednie rządy, ostrzegł, że zło atakuje nasz kraj, ojczyznę, naród, kościół katolicki. Jednocześnie zażądał obrony przyzwoitości w życiu publicznym. Byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie. Jak widać i słychać sojusz kościoła i władzy trzyma się mocno, choć wykorzystywanie prywatnej uroczystości do celów propagandowych jest delikatnie pisząc wielce niestosowne.


Apostazja zatacza coraz szersze kręgi. Coraz więcej ludzi zbrzydzonych praktykami Kościoła katolickiego formalnie opuszcza jego szeregi. Kłody rzucane przez funkcjonariuszy Kościoła katolickiego apostatom i apostatkom, tego procesu nie zatrzymają, a jedynie irytują.


W latach 2017-2019 blisko 2 tysiące polskich dzieci podejmowało próby samobójcze. Niedoinwestowana psychiatria dziecięca potrzebuje każdej złotówki. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie uzyska 80 milionów złotych na ten cel, albowiem w trakcie debaty budżetowej senatorowie PiS gremialnie zagłosowali przeciwko takiemu rozwiązaniu. Teraz ustawa wraca do Sejmu i ciekawe, co Zjednoczona Prawica z tym fantem zrobi. Należy się obawiać, że „klepnie” to rozwiązanie, choć „wszystkie dzieci są nasze”. Dla przypomnienia pisowska ekipa była i jest hojna, ale nie dla wszystkich dzieci już urodzonych. Przypomnijmy, że kasa była na wybory „kopertowe”, „transakcje” resortu Szumowskiego z instruktorem narciarskim i handlarzem bronią, były i będą miliardy na media narodowe, czyli pisowskie szczujnie, ale psychiatria dziecięca mało medialna jest. A poza to nie krąg wyborców PiS.


Sędzia Igor Tuleya jest w coraz większych opałach za swoją hardą postawę w obronie praworządności. Po uchyleniu przez nieprawną Izbę Dyscyplinarną SN immunitetu, właśnie został wezwany na przesłuchanie do Prokuratury Krajowej jako podejrzany o przestępstwo z art.241 k.k. Jeśli się nie stawi, zostanie zatrzymany, ani chybi skuty kajdanami i doprowadzony przed oblicze prokuratora. Tymczasem Unia Europejska milczy.


W PiS żałoba, na Kapitolu szykuje się zmiana warty, do historii przechodzi Trump, Donald Trump. Mistrz i guru, mentor, żywy wzór do naśladowania, nasz amerykański przyjaciel odchodzi w niesławie. Duduś nie będzie miał kogo wielbić synowską miłością. Jaka szkoda! Już nie przyjedzie do Polski z garścią paciorków na prezenty i tanimi pochlebstwami. Do Białego Domu wchodzi neomarksistowska ekipa Joe Bidena.

Bigos tygodniowy

Wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jaro K. był bohaterem jednegoz nielicznych posiedzeń Sejmu RP w 2020.Koalicja Obywatelska i Lewica złożyły wniosek o votum nieufności wobec jego osoby. W czasie posiedzenia posłowie opozycji grzmieli o jego przewinach, z kolei Mateo w wyjątkowo wazeliniarski sposób udowadniał, że nic lepszego niż Jaro nie mogło nas Polaków i Polski spotkać. Opozycja miała rację, ale nic z tego oczywiście nie wyniknęło, bo tzw. nieubłagana arytmetyka sejmowa spowodowała, że Jaro pozostał wicepremierem i nawet dostał kwiatki od wzruszonych tym sukcesem posłanek Zjednoczonej Prawicy. Faktycznie, negatywna rola Jaro K. w życiu naszego społeczeństwa jest wielka, bardzo wielka. Jednak należy zauważyć, że nie działa on sam, otaczają go chmary wyznawców, którzy czasem bezrefleksyjnie, czasem cynicznie, realizują jego, niejednokroć od czapy, pomysły. Skąd się bierze ten czar nielubiącego bliźnich i świata człowieka? Czy tak naprawdę o czar tu chodzi, czy może o umiejętność skupienia wokół siebie określonego typu ludzi, którzy aby funkcjonować muszą mieć mentora, choćby kieszonkowego?

*****

W Brukseli toczone były negocjacje w sprawie budżetu Unii Europejskiej 2021-2027 i Funduszu Odbudowy. Zgodnie z początkowym planem mieliśmy zgarnąć niezły kawałek eurotortu, ale „nasi” zaczęli brykać, bo ci dziwni Europejczycy, przedstawiciele 25 krajów, chcieli powiązać szmal z praworządnością. ”Nasi” buńczucznie, przy wsparciu Viktora O. z bratnich Węgier, zapowiedzieli veto, rujnujące plany naszego i innych krajów. Niedługo trwali w tym zamiarze, bo zaczęły napływać niesympatyczne informacje, że Bruksela się wściekła i możemy dostać figę z makiem z Funduszu Odbudowy i jakieś ochłapy z budżetu. Rozpoczęły się gorączkowe rozmowy na linii Warszawa-Budapeszt, które przy udziale Berlina, ostatecznie pozwoliły na wypracowanie kompromisu, polegającego na wyjście z tej sytuacji i z kasą i z twarzą, a właściwie z jej resztką. I tak rozporządzenie wprowadzające mechanizm wiążący pieniądze z praworządnością opakowano w ”Konkluzje interpretujące”, co spowodowało, że Mateo wycofał się rakiem ze swoich planów zawetowania budżetu. Następnie wrócił do kraju i ogłosił sukces negocjacyjny. Ziober i jego kompani, którzy wzywali do veta albo śmierci, fundamentalnie nie zgadzają się z tym przekazem, negując sukces negocjatora. I ciekawe było, co w tej sytuacji zrobią? Wyjdą ze Zjednoczonej Prawicy? A jeśli tak, to dokąd pójdą, ściślej do kogo? I co będzie z tymi miłymi fruktami władzy, które tak cieszą, a które trzeba by było porzucić? Otóż wszystko stało się jasne już w sobotę, zebrali się na tzw. zarządzie i łaskawie uradzili, że jednak zostają w koalicji i Ziober i Kowalski i wielu innych, ale będą kontestować przyjęte przez Mateo rozwiązania. I ciekawe, jak w tej sytuacji Mateo zamierza rządzić?

*****

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego poinformował, że w 2019 roku w niedzielnych mszach uczestniczyło 36,9 % wiernych, 16,7% z nich przystępowało do komunii, zaś 87,6% uczniów uczestniczyło w lekcjach religii w placówkach edukacyjnych. Suchy komunikat nie podaje przyczyn tego stanu rzeczy, ale nie ulega wątpliwości, że Kościół Katolicki w Polsce jest w ciężkim kryzysie, a 2020. przyniesie jeszcze gorsze dane. Stanowisko zajmowane przez część wcale niemałą polskich biskupów i księży, choćby w sprawie pedofilii, pełne buty, braku szacunku dla ofiar przestępców w sutannach, walnie się do tego przyczyni.

*****

7 grudnia 2020r. koncern Orlen, kierowany przez Daniela Obajtka, ogłosił, że kupuje 100 % udziałów w grupie Polska Press. W tej grupie jest 20 dzienników regionalnych, 120 lokalnych tygodników i 500 portali internetowych, które codziennie czytuje około 17 milionów osób. Nie ulega wątpliwości, że PiS kupując od Niemców Polska Press rozpoczął akcję „repolonizacji mediów”. Ma do zaoferowania liczne stanowiska redaktorów naczelnych, ich zastępców, naczelnych portali internetowych, szefów oddziałów regionalnych, szefów drukarni. Te wszystkie stołki będą dla swoich, którzy sumiennie i z pasją zrealizują linię partii, stając się po TVPiS kolejną tubą propagandową, która zostanie przez pisowskich sztabowców cynicznie wykorzystana. Towarzystwo Dziennikarskie zamierza monitorować zwolnienia pracowników mediów zakupionych przez prezesa Daniela, deklarując nagłaśnianie takich przypadków i pomoc prawną. Bigos tygodniowy będzie bacznie obserwował rozwój sytuacji na rynku mediów, bo już jest niepokojąco groźna, a jak się zdaje sektor energetyczny nie powiedział ostatniego słowa.

*****

Dworczyk Michał ogłosił, że w naszym kraju w ramach Narodowego Programu Szczepień w 8319 zespołach wykonujących szczepienia będzie można zaszczepić 3,4 mln obywateli miesięcznie. W jaki sposób minister Dworczyk obliczył tak gigantyczną liczbę szczepionych? Nie wiadomo, bo póki co do opinii publicznej docierają alarmujące informacje o braku wykwalifikowanej kadry, gotowej wykonać to zadanie, o niedostatecznym technicznym wyposażeniu punktów szczepień, w tym braku chłodziarek niezbędnych do przechowywania preparatu firmy Pfitzer. W tej sprawie nie wystarczy być przekonanym, że jakoś to będzie i przedstawić w połowie grudnia strategię NPS, w tej sprawie wszystko musi zadziałać jak szwajcarski zegarek, bo dotyczy zdrowia i życia obywateli. Problem jest palący, bo Mateo obiecuje start NPS w styczniu 2021r.

Flaczki tygodnia

PiS ocalił węgierskich złodziei. Oligarchów Wiktora Orbana, którzy miękko w gaciach mieli, bo ukradli Węgrom pieniądze ze wspólnego budżetu Unii Europejskiej. Spryciarz z tego Orbana. Na Węgrzech ma swoich Szajerów, a w Polsce frajerów.

Warto przypomnieć, że węgierscy złodzieje, okradający nasz wspólny budżet Unii Europejskiej, kradną również nasze, polskie pieniądze. Dlatego oligarchowie PiS osłaniając bratnich złodziei działają też na szkodę Polek i Polaków.

„Flaczki” będą teraz cierpliwie obserwować wygibasy braci Karnowskich, Tomasza Sakiewicza, Jacka Kurskiego i innych propagandowych szczujów prześcigających się w opiewaniu „Wiktorii brukselskiej” pan premiera Morawieckiego. Ale aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba też odnotować jedno zwycięstwo pana premiera. Przegrana Morawieckiego w Brukseli, to jednocześnie jego wygrana z panem ministrem Ziobro w krajowych partyjnych rozgrywkach.

O brukselskiej klęsce pana premiera otwarcie mówi pan minister Ziobro, lider Solidarnej Polski. Twierdzi, że wynegocjowane „konkluzje” do rozporządzenia Rady Europejskiej nie są dokumentem prawnym. Co oznacza, że oligarchia PiS nadal może być karana finansowo i politycznie za łamanie praworządności w Polsce przez praworządnych partnerów z naszej Unii Europejskiej. Zwrócił na to też uwagę Donald Tusk. Pierwszy raz od wielu lat pan minister Ziobro i Donald Tusk zgodzili się ze sobą.

Czas teraz zaprezentować istotę brukselskiego kompromisu. Nie było obiecywanych polskich i węgierskich wet do budżetu, bo w efekcie niemieckiej mediacji powstały „konkluzje” na które radośnie zgodzili się pan premier Morawiecki i Wiktor Orban. W konkluzjach nie znalazły się żadne poprawki do rozporządzenia o mechanizmie praworządności. Zaproponowano jedynie warunki pod jakimi będzie można go stosować. Po pierwsze Komisja Europejska będzie miała dwa lata na ewentualne wstrzymanie niekorzystnego dla państwa członkowskiego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po drugie dodano zapis, że „Rada Europejska będzie dążyła do wypracowania wspólnego stanowiska”, kiedy ukarany kraj będzie chciał przedyskutować stawiany mu zarzut. Czyli wzmocniono prawo oskarżonego państwa do obrony. I wreszcie ustalono, że karanie za łamanie prawa będzie miało zastosowanie wyłącznie do nowego budżetu UE na lata 2021-2027 oraz do nowego funduszu odbudowy. To oznacza, że rozliczanie wcześniej otrzymanych z naszej Unii pieniędzy, nie będą mu podlegały.

Od samego początku, czyli od lipca 2020 roku, spór PiS z UE na temat mechanizmu praworządności miał dla oligarchii PiS jedynie wymiar symboliczny. Ale i tak nie udało im się zmienić w spornym rozporządzeniu ani przecinka. Pozostała tam kwestionowana przez nich ściśle określona definicja praworządności i jej przestrzegania. Niczego, poza propagsndową, nieskuteczną „walką o suwerenność”, politycy PiS nie zyskali.

Na polskich szantażach zyskali za to oligarchowie węgierscy. Od kilku lat toczący spór z UE o poważne zarzuty złodziejstwa podczas wydatkowania wspólnotowych funduszy. To węgierskim złodziejom groziło realne i natychmiastowe zastosowanie mechanizmu praworządności. Dlatego już sam zapis o możliwości zakwestionowania przed TSUE decyzji Komisji Europejskiej daje orbanowskim złodziejom dwa lata spokoju. Jest też wielkim zwycięstwem premiera Orbána, bo w 2022 roku będzie miał kampanię wyborczą i starał się o przedłużenie swej władzy.

Premier Orbán i jego sługa pan premier Morawiecki zapowiedzieli już, że zwrócą się do TSUE z zapytaniem negującym stosowania mechanizmu praworządności w sporach o wydawanie pieniędzy z naszego budżetu UE. Tak to Polska po raz kolejny staje się wasalem węgierskich złodziei.

„Panie Ministrze Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro! Dziękuję jako Polka i matka za obronę naszej Ojczyzny przed poniewierką, upokarzaniem i łajaniem przez Niemców, Holendrów, Francuzów i innych. Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw – z uśmiechem, oprawą PR-ową i ku radości tych, którzy nigdy Polski nie mieli w sercu. Ale „Jeszcze Polska nie zginęła” dopóki są tacy jak Pan. Widzimy już, że „przemysł pogardy” Pana dopadł i poniewiera. Zapewniamy, że razem z Panem będziemy wiernie stać na straży niepodległości Polski i zniesiemy każde upokorzenie. Dla naszej Ojczyzny i przyszłości dzieci – warto”, pisze z Brukseli euro deputowana PiS pani Beata Kempa.

„Veto albo śmierć!”, wzywał pan minister Janusz Kowalski na Twitterze już w lipcu tego roku. A potem powtarzał to hasło wielokrotnie, ostatnio podczas konferencji prasowej w listopadzie. „Niemcy chcą skolonizować Polskę. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. W czasie pandemii Niemcy chcą złamać traktat i bezprawnie odebrać nam suwerenność” –tweetował 11 listopad wspierając swego wodza, pana ministra Ziobrę. Jeszcze 10 grudnia zdążył sflekować panią poseł PiS, która skrytykowała stanowisko pana ministra Ziobry dotyczący weta. „Może Jadwiga Emilewicz nie wie, co to są „konkluzje” Rady Europejskiej. To nie jest prawo – to wyłącznie stanowisko polityczne”, bił bez pardonu koalicyjną miękiszonkę.

Teraz wiemy, że weta nie będzie. Co teraz uczyni pan minister Janusz Kowalski? Wybierze honorowe rozwiązanie? Popełni samobójstwo jak przedwojenny oficer?
Nie oczekujcie tego od notorycznego kłamcy.

Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. I znów Ziobrowcy, pomimo licznych upokorzeń, pozostali w koalicji rządzącej. Bóg, honor, kasa. Kasa przede wszystkim.

„Kto jest polskim Józefem Szajerem?”, pytanie zadane tu niedawno nie znalazło jeszcze odpowiedzi. Ale pewne znaki na prawicowym niebie sugerują, że taka odpowiedź padnie. Czeka tylko na odpowiedni moment w przyszłych sporach oligarchów PiS z buntownikami Solidarnej Polski.

Bigos tygodniowy

Część stacji telewizyjnych pokazała wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, jak z powagą, zza maseczki, opowiadał o najważniejszej decyzji Dudy w drugiej kadencji. Łamiącym głosem, nieomal ze łzami w oczach dziękował mu za otwarcie możliwości poszusowania na Podhalu, ale nie tylko. Dla przypomnienia Gowin, wicepremier z Krakowa, kilka dni wcześniej poinformował publikę, że stoki narciarskie będą zamknięte, ze względu na szalejącą pandemię. Jak się okazało tylko mu się tak wydawało, żartował. Z rozkoszną szczerością przyznał na oczach i uszach telewidzów, że zadzwonił do niego Duda i oświadczył stanowczo, że w żadnym razie nie zaakceptuje zamknięcia stoków. I proszę, stoki narciarskie będą otwarte mimo szalejącej pandemii. Byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie.


Nie tylko Marszałek Czarzasty zauważył wiekopomną decyzję pierwszego narciarza RP. Odezwał się Terlecki Ryszard, kiedyś wolny człowiek z Krakowa, dzisiaj niefajny pisowski wicemarszałek Sejmu, choć trzeba przyznać, że czasami szczery. Nie ukrywał, że Duda jest „miłośnikiem narciarstwa, więc zrozumiałe, że jest zainteresowany tym, żeby wyciągi działały”. Lud walczy o przetrwanie, ciężko jest, ale zawsze dzięki Dudzie może sobie wyskoczyć rankiem na relaks w góry, a wieczorkiem ściągnąć do domu, bo w górach hotele, tak jak w całej Polsce, zamknięte.


Dzielna policja państwowa ścigając groźnych bandytów, w osobach między innymi studentów, uczestniczących w demonstracji Strajku Kobiet wdarła się na teren Politechniki Warszawskiej. Rektor uczelni prof. Krzysztof Zaremba zażądał pilnych wyjaśnień od Komendanta Stołecznego Policji nadinspektora Dobrodzieja Pawła, zwracając uwagę, że takich aktów naruszeń autonomii uczelni nie notowano od wielu lat. Ten aspirujący podobno do roli pierwszego policjanta RP funkcjonariusz wydał z siebie pismo, z którego treści wynika że:”Policjanci, którzy dostali się na teren Politechniki Warszawskiej opuścili go niezwłocznie po tym, gdy zostali poinformowani o fakcie przebywania w jej obrębie. Nie zmienia to faktu, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca”. No, cóż święta prawda panie Dobrodzieju, tylko dlaczego policjanci w ogóle wchodzili na teren uczelni, czyżby mieli braki w wyszkoleniu? A gdzie byli dowódcy tej udanej akcji, czyżby też mieli braki w wyszkoleniu? Bo przecież trudno uznać, za nieocenionym rzecznikiem KSP Marczakiem Sylwestrem, że to nieznajomość topografii spowodowała ten skandaliczny najazd na teren uczelni i pogwałcenie prawa.


Pandemia trwa, umierają pacjenci, ale umierają także medycy. W minionym tygodniu podano, że w czasie zarazy zmarło już 43 lekarzy, 32 pielęgniarki, 6 dentystów, 3 farmaceutów, 2 ratowników medycznych i 2 położne. Lista nieobecności budzi grozę, a uniki pisowskiej władzy nie chcącej płacić godziwie przedstawicielom służby zdrowia, walczącym o nasze zdrowia na pierwszej linii, oburzenie. Czy naprawdę państwa polskiego, które według rządzących jest potęgą gospodarczą, mogącą sobie poradzić choćby bez unijnych funduszy, nie stać na to, aby ludziom codziennie ryzykującym życie i zdrowie, po prostu uczciwe płacić?


Europa przygotowuje się do rozpoczęcia szczepienia na Covid -19. W tym tygodniu szczepienia zaczęli Brytyjczycy, w drugiej połowie grudnia szczepienia zaczynają Francuzi, Niemcy będą szczepić od połowy stycznia 2021 roku. A my? No cóż, najpierw z ust Mateo naród usłyszał, że 18 stycznia 2021r. zaczynamy Narodowy Program Szczepień (NPS), ale nie minął nawet tydzień i koncepcja się zmieniła, teraz szczepienia rozpoczniemy na przełomie stycznia i lutego 2021 roku. Trudno jakoś w to uwierzyć, tym bardziej gdy zerknie się na nielubianego sąsiada z zachodu. Niemcy już w październiku mieli precyzyjne plany odnośnie przeprowadzenia styczniowej akcji. My-dumni Polacy natomiast jesteśmy w przysłowiowym proszku, nie mamy tak naprawdę żadnego planu, bo i po co? Chłodziarki, w których ma być przechowywany preparat kupi się od handlarza bronią, tylko jak załatwić lekarzy i pielęgniarki w liczbie skromnie licząc kilkudziesięciu tysięcy osób gotowych wykonać NPS, gdy medycy urobieni są po pachy przy zarazie? E, tam, coś się wymyśli, jakoś to będzie, bo Polak potrafi.


W Toruniu odbyła się uroczystość z okazji 29.rocznicy powstania Radia Maryja. Jak wynika z relacji w telewizji Trwam, uroczystości były skromniejsze niż w latach minionych, nie odnotowano zbiorowych pląsów, choć liczba uczestników mszy była znaczna. Nie to jednak przyciągnęło uwagę obserwatorów. Okazuje się, że redemptoryści za nic mają obostrzenia epidemiologiczne, wprowadzone przez państwo, limity osób mogących przebywać w kościele, odległości pomiędzy uczestnikami ceremonii, maseczki. Po prostu w tym zgromadzeniu zakonnym przepisy ważne w czasach zarazy, nie przyjęły się. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w uroczystościach brał udział oberprokurator Ziobro, ale jak się zdaje nic nie widział. Nieoceniona Joanna Scheuring-Wielgus (Lewica) zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury, z żądaniem przeprowadzenia w tej sprawie dochodzenia. Ciekawe, czy prokurator poprowadzi sprawę i ciekawe jak ją skończy? Umorzeniem? I co na to toruński sanepid?


„Biskup Edward Janiak to współczesny męczennik mediów” miał powiedzieć Rydzyk w czasie mszy rocznicowej w Toruniu, o skompromitowanym tuszowaniem afery pedofilskiej hierarsze Kościoła Katolickiego. Dla przypomnienia w październiku 2020r. Watykan przyjął rezygnację Janiaka z urzędu biskupa kaliskiego i nakazał mu przebywanie poza diecezją. Sprawa zatem jest arcypoważna i z medialnym męczeństwem biskupa nie ma nic, ale to nic wspólnego, a wygłaszanie przez Rydzyka takich oświadczeń oburza i obraża ofiary pedofili w sutannach.


Dzisiaj ważny dzień w Brukseli, nasz Mateo z wiernym przyjacielem Viktorem O. stanie naprzeciw szefów 25 państw Unii Europejskiej i będzie się bić o budżet na lata 2021-2027 i Fundusz Odbudowy. Nie jest wykluczone, że cwany Viktor w ostatniej chwili pryśnie na z góry upatrzone pozycje, zostawiając naszego Mateo na placu boju. Wiadomo Polak lubi się bić, choć nie zawsze wiadomo o co. Unia wydaje się być zirytowana postawą Polski i Węgier, blokujących powiązanie wypłat z nowego budżetu i Funduszu Odbudowy z praworządnością. Jak wieść niesie, przygotowywane są awaryjne rozwiązania, które mogą doprowadzić do powstania Funduszu Odbudowy dla 25 krajów, z pominięciem Polski i przyjęcia prowizorium budżetowego, oznaczającego znacznie mniejsze wypłat na naszą rzecz. To naprawdę to nie są żarty, już za chwilę wszyscy możemy stracić kupę kasy, jakże potrzebnej w tej covidowej rzeczywistości choćby przedsiębiorcom czy służbie zdrowia. Czy naprawdę nas stać na taką pokazówkę na unijnym forum? I kto odpowie za tę piękną katastrofę, jeżeli faktycznie Mateo krzyknie veto?

Bigos tygodniowy

Jeśli dojdzie do zawetowania przez PiS (bo w taki kwantyfikator trzeba to ująć) mechanizmu powiązania unijnego budżetu oraz Funduszu Odbudowy z praworządnością (a wszystko na to wskazuje), to będzie to klęska i nieszczęście Polski na miarę przekraczającą rezultaty rozbiorów u schyłku XVIII wieku. To ani na jotę nie jest przesada. Oszalałe PiS, a Kaczyński osobiście, pcha nas nas wprost w geopolityczną tragedię, która zaważy na losach tylu pokoleń, ile ich jeszcze w tym kraju żyć będzie. Powstaje pytanie o siłę sprawczą tego co ma się stać – czy to kolejny rozdział polskich dziejów głupoty, czy może „inni szatani są tu czynni”? W każdym razie monstrualna jest groza, która czai się w perspektywie, jako rezultat tego co ma się stać. I nie o pieniądze unijne tu wyłącznie chodzi, choć są one fundamentalnie ważne, w tym także do popandemicznego odbudowywania ekonomii. Stawka jest wyższa. Tu chodzi o los narodu. Naprawdę. Dostrzegł to zresztą Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który w swoim emocjonalnym orędziu zażądał porzucenia pomysłu wetowania budżetu unijnego przez rządzących. W tej sytuacji to, jak zachowa się cwany Orban Viktor, w jaki sposób będzie się chciał ułożyć z Unią, aby dostać fundusze dla umacniania swojej władzy ma już znaczenie drugorzędne.


Po ponad dwóch tygodniach od wyborów prezydenckich, Trump de facto uznał zwycięstwo Joe Bidena i przestał czynić przeszkody w przejmowaniu władzy przez nową administrację. Wydał nawet stosowne polecenie szefowej agendy odpowiedzialnej za ten proces, nakazując podjęcie działań „w interesie kraju”. Ostatnio ów łaskawca nawet oświadczył, że jest gotów opuścić Biały Dom, jeśli Kolegium Elektorów uzna zwycięstwo jego rywala.


Zatrzymanie podczas demonstracji Agaty Grzybowskiej, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, przez policję, to kolejny przykład wejścia PiS na drogę represji politycznych bez samoograniczania się. Podobnie należy ocenić zakaz wstępu do Sejmu i Senatu dla Marty Lempart. Szefowa Strajku Kobiet już zapowiedziała, że o swoje prawa będzie walczyć przed niezawisłym sądem, chyba że natrafi na sędziego jawnie oddanego PiS, jak ten który niedawno prowadził sprawę oskarżenia prywatnego przeciw jednej z funkcjonariuszek TVPiS, w sprawie jej pomówień jednego z działaczy opozycji ulicznej, czynnego jeszcze od czasów KOD, o to, że przyjmuje pieniądze za swoją działalność.


Szczepionki na Covid -19 zbliżają się już milowymi krokami, kolejne światowe firmy reklamują swoje produkty jako panaceum na tę zarazę. Już pod koniec grudnia w Europie i na świecie zapowiadane jest rozpoczęcie szczepień. Niestety, obserwacja polskiego pola walki z pandemią sprawiają, że nie widzę Polski jako kraju, w którym może mieć miejsce sprawna operacja zaszczepienia wszystkich dorosłych obywateli. Przede wszystkim szczepionki muszą być przechowywane w określonych warunkach, co oznacza konieczność zapewnienia milionowym dawkom preparatu odpowiednich chłodziarek. Konieczne jest też przygotowanie licznej kadry lekarzy i pielęgniarek, którzy tę operację sprawnie przeprowadzą. A na razie precyzyjnych planów rządu brak, a czasu mamy coraz mniej. Same słowa sprawy nie załatwią, choćby nie wiem jak żarliwie Mateo obiecywał, że się uda. Niestety, bez ciężkiej pracy, koordynacji działań różnych służb, nie uda się. Czarno to wszystko widzę.


Rosjanie zażądali od Polski zapisu ostatniej rozmowy prowadzonej w dniu 10 kwietnia 2010 roku przez braci Kaczyńskich. A wszystko się wzięło stąd, że były sędzia Wojciech Łączewski, w jednym z mediów podał, że widział stenogram tej rozmowy w tajnych aktach sprawy smoleńskiej i może być ona dla polskiej opinii publicznej interesująca. Prokuratura Krajowa już pośpieszyła z zapewnieniem, że nic o takim dokumencie nie wie. Być może sędzia Łączewski błądzi, ale co będzie, jeśli niedługo okaże się, że zapis tej rozmowy widziało znacznie więcej osób?


Miękiszon to słowo minionego tygodnia. Padło wszak z ust oberprokuratora Ziobra na konferencji prasowej jego partyjki, która odbyła się w siedzibie Ministerstwa Sprawiedliwości, a przynajmniej na tle logo resortu. To słowo ma określać, jak się zdaje Mateo, niby-premiera, który niezbyt twardy ma niby być w negocjacjach z Unią Europejską. Słowo jest słowem nowym i okazuje się, że oberprokurator jest też słowotwórcą. Pal sześć talenty Zioberka na polu lingwistyki, problem jest poważniejszy, bo świadczy że zaledwie minister w rządzie Mateo poucza go, napomina i cenzuruje. Więcej, uzurpuje sobie prawo do kreowania polityki, jakby nie było zagranicznej, pomimo że minister Rau czy minister Szymański nie stracili swoich stołków. O co w tym wszystkim chodzi? Kto rządzi tym krajem nad Wisłą? No kto?


Nie tylko czytelna niechęć rządzących i Dudy do zwycięskiego Bidena, ale także niemożność znalezienia nowej formuły relacji z USA sprawiają, że wraz ze zmianą administracji w Białym Domu tracą one dotychczasowy sens. Słuchając przedstawicieli pisowskiego rządu ma się wrażenie, że jeszcze się nie połapali, że „tu zaszła zmiana”. Zatem przypomnieć należy, że od stycznia 2021 roku Biały Dom będzie miał nowego lokatora i będzie to Biden, Joe Biden.


Manifestacje Strajku Kobiet nadal trwają, pomimo marnej pogody i represji stosowanych wobec demonstrantów przez policję. Widać, że kobiety się wkurzyły i nie pozwolą sobie odebrać praw reprodukcyjnych, i tak mikrych w porównaniu z prawami innych Europejek. Przypominam, że Polska była jednym z pierwszych krajów Europy i świata, w których kobiety uzyskały prawa obywatelskie. I co nam z tego zostało?


Znowu policja zaatakowała posłankę na Sejm gazem. Tym razem padło, po posłance Magdalenie Biejat z Lewicy, na Barbarę Nowacką z Koalicji Obywatelskiej, która była w niedzielę na manifestacji Strajku Kobiet w Warszawie. Stało się tak, pomimo że Nowacka pokazała policjantowi legitymację poselską i nie czyniła niczego nagannego. Na nic się to zdało, pan policjant miał w ręku pojemnik z gazem pieprzowym i nie zawahał się go użyć. Wszystko zostało uwiecznione na filmiku i ten kto chce zobaczyć dzielnego funkcjonariusza służb w akcji, może to bez przeszkód uczynić. Ciekawe czy sprawa Nowackiej zostanie dogłębnie wyjaśniona, a sprawca ataku na nią przykładnie ukarany?Czy ataki policjantów na opozycyjnych posłów Sejmu RP są efektem czyjegoś rozkazu? Jeśli tak to czyjego? Czy Komendant Główny Policji Szymczyk czy Wicepremier do spraw Bezpieczeństwa Kaczyński czy Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Kamiński nie powinni zostać w trybie pilnym zdymisjonowani?Czy może na naszych oczach rodzi się nowa, niebezpieczna świecka tradycja? Te pytania muszą się szybko bardzo szybko znaleźć odpowiedzi, bo dotykają nie tylko zasad porządku prawnego, ale osobistego bezpieczeństwa każdego obywatela w zderzeniu z aparatem państwa.

Flaczki tygodnia

Pan prezydent Duda pracował bezobjawowo. To nie oznacza, że w minionym tygodniu jedynie narty smarował.
W tworzonej w Dużym Pałacu kronice jego chwalebnej działalności zapisano, że Pierwszy Obywatel zachęcał „do udziału w zbiórce organizowanej przez Bank Żywności”, wziął udział „w spotkaniu z ekspertami na temat roli witaminy D i innych czynników w procesie budowania odporności przeciw SARS-CoV-2”, oraz uciął sobie telefoniczną pogawędkę o „powyborczej atmosferze, sytuacji geopolitycznej oraz europejskich aspiracjach Republiki z Prezydent elekt Republiki Mołdawii Maią Sandu”.
Dodatkowo pan prezydent spotkał się w „Pałacu Prezydenckim z sygnatariuszami „Apelu o ratowanie polskiej kultury. Rozmawiano o sytuacji twórców wywołanej przez pandemię COVID-19 i systemowych możliwościach wsparcia ludzi kultury”.
Wysłał też życzenia kolejarzom z okazji Święta Kolejarza.

Kiedy pan prezydent Duda milczy, to gadają jego kanceliści i doradcy.
Pan minister Błażej Spychalski biega jak nakręcony po telewizjach i rozgłośniach radiowych i wszędzie tam chwali pod niebiosa policję pałującą demonstrujące Polki.
Słynący z wyjątkowego zakłamania doradca pana prezydenta, twórca nieistniejącej „MABEMY”, pan Andrzej Zybertowicz w tych samych mediach wymownie powtarza, że „potencjał pana premiera Morawieckiego wyczerpuje się”.

Już 70 procent ankietowanych obywateli naszego kraju chce odwołania pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego z funkcji wicepremiera i szefa rządowego komitetu ds. bezpieczeństwa.
Przeciwnego zdania jest 20 procent, co oznacza, że właśnie taka grupa może stanowić żelazny, kibolski elektorat jaśniepana prezesa.
Niestety samo odwołanie pana prezesa z komitetowego przywództwa nie poprawi znacząco bezpieczeństwa obywateli naszego kraju.
Komitet, którym jaśnie pan prezes kieruje, został powołany aby zapobiec rozpadowi „Zjednoczonej Prawicy”, czyli utrzymać pana prezesa i jego oligarchów przy władzy.
Zapewnić im bezpieczeństwo, a nie obywatelom naszego państwa.
I dopóki koalicyjne rządy „Zjednoczonej Prawicy” trwać będą, dopóty krytyka komitetu będzie bezprzedmiotowa.
Zauważcie też, że do komitetowego bezpieczeństwa rządzący nie włączyli Ministerstwa Zdrowia. A przecież ten resort jest dla wspólnego bezpieczeństwa najważniejszy.
Nadzór nad bezpieczeństwem zdrowotnym nadal formalnie sprawuje pan premier Morawiecki, którego bezpieczeństwo polityczne jest znów zagrożone.
Nie tylko dlatego, że sondażowe rzesze jego przeciwników są już wyższe od grup jego zwolenników. Po politycznych salonach PiS znów krążą plotki, że szykowany jest następca pana premiera. Zarabiająca „na saksach” pani euro deputowana Beata Szydło, kiedyś „Królowa polskich prowincjonalnych serc”.
Albo pan minister Mariusz Błaszczak. Zwany w PiS przez konkurentów „Dziwiszem Kaczyńskiego”.

Na razie z rządu nikogo nie zwalniają, tylko przyjmują. Do 43 różnych administracyjnym bytów w Kancelarii Premiera RP dołączył nowy- Departament Tożsamości Europejskiej. Kierować nim będzie pan minister Michał Wójcik, dotychczasowy wiceminister sprawiedliwości, bliski współpracownik pana ministra Zbigniewa Ziobry.
Oficjalnie departament będzie zajmował się „opracowywaniem i opiniowaniem projektów aktów prawnych, programów i innych dokumentów rządowych mających na celu zwiększenie Ochrony Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z uwzględnieniem konstytucyjnym ochrony małżeństwa, rodziny, macierzyństwo i rodzicielstwo oraz tożsamości europejskiej.”
W praktyce każdy dokument, który rząd wyprodukuje będzie musiał przejść przez ręce pana ministra Wójcika. Nowego strażnika pryncypiów ziobryzmu w rządzie propagujących kaczystowską ideologię.
Czy stary kaczyzm ustąpi młodemu, dynamicznemu zbiobryzmu, czy dojdzie do powstania nowego kaczyzmo- ziobryzmu?

Do programów TVP info wrócili pan minister Ziobro jego współpracownicy. Dzięki temu szczuje z TVP i Polskiego Radia znowu otrzymają w przyszłym roku 2 miliardy złotych na swą działalność.
Potrzebnych na dodatki dla lekarzy walczących z pandemią 4 miliardów złotych, rząd pana prezesa Kaczyńskiego już nie znalazł.

Paweł Kukiz, znany celebryta parlamentarny i kutasina polityczny, został usunięty z PSL- owskiej „Koalicji Polskiej”. Bo głosował głupio, co często mu się już zdarzało. Na razie zostanie parlamentarnym singlem, bo jaśniepan prezes Kaczyński przyjmie zapewne kilku parlamentarzystów z kółka kukizowego. Na kolejny polityczny ogon marzący o merdaniu psem ochoty nie ma.

Podległa jaśnie panu prezesowi Kaczyńskiemu policja znowu atakowała demonstrujące Polki. Aby sprowokować je do agresywnych form demonstracji. Jeden z policjantów zaatakował w Warszawie gazem łzawiącym posłankę Barbarę Nowacką, bo pokazała mu legitymację poselską.
Tym samym policja dowiodła, że nakazane ma aby środowiska parlamentarne traktować jak kibolskie.

Gdyby zabrać dotychczasowych poturbowanych i gazowanych przez policję parlamentarzystów, to w Sejmie RP mogłoby powstać z nich przynajmniej koło, albo Parlamentarnych Zespół Ofiar Policji.
„Flaczki” przez dziesięć lat pracowały na poselskich papierach. Nie wyobrażają sobie, żeby w latach 1997- 2007, czyli za rządów AWS, SLD- PSL, czy PiS – LPR – „Samoobrona”, takie traktowanie parlamentarzystów przez policję spotkałoby się z tak milczącą aprobatą marszałków Sejmu oraz aprobatą większości parlamentarnej. Niezależnie od tego kto wtedy rządził i kogo by poturbowano.
Wtedy wszyscy byli zgodni, że parlamentarzysta jest reprezentantem narodu polskiego i konstytucyjnym organem. Wszyscy uznawali prymat Konstytucji nad policyjną pałką.
Rządząca Polską od 2015 roku oligarchia PiS najpierw ustawami niższego rzędu spałowała Ustawę Zasadniczą, a teraz zachęca do pałowania konstytucyjnych reprezentantów narodu.
W taki sposób powstaje ziobrowsko- kaczystowski „neofaszyzm”.
Już poczęty, choć w pełni jeszcze nienarodzony.

KPP czyli Kącik Poezji Patriotycznej

MIĘKISZON

Specjalista od wyroków
wymyślił nam „słowo roku”
Każdy myśli – mogę przysiąc
skąd się wziął ten „miękiszon”?
Czym on jest i co ma znaczyć
pora chyba wytłumaczyć.
Bowiem tego „miękiszona”
wymyśliła jego żona
i, jak zgadnąć to nie trudno,
działo się to w noc poślubną.

Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Władza PiS zamierza zawetować budżet unijny, bo ma być on powiązany z z przestrzeganiem praworządności. Jak się okazało, praworządność dla PiSpolski jest problemem, który póki co wywołuje sciekłość i jego grupy trzymającej władzę. Na razie rozmowy unijne w sprawie budżetu sprowadziły się do krótkiej telekonferencji, a faktyczne negocjacje zostały przesunięte na grudzień. Już wiadomo, że jedynym sojusznikiem pisowskiego rządu w wojnie z Unią Europejską o budżet jest Orban, który w razie czego zostawi „naszych” bez zmrużenia oka i wyrzutów sumienia na placu. W 2017 roku już tak się zdarzyło przy okazji wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, zatem powtórka na horyzoncie. To jest śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski.


Czarnek Przemysław, minister edukacji przeciwko któremu trwają protesty środowisk uniwersyteckich szaleje ideologicznie. Zapowiada uniemożliwienie stawiania przed komisjami dyscyplinarnymi pracowników naukowych, którzy zamiast przekazywaniem poglądów naukowych zajmują się krzewieniem poglądów religianckich. Ponadto podpisał dotację na przetłumaczenie na język angielski przygotowanej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim kilkutomowej „Powszechnej historii filozofii”. Jej idea przypomina stalinowski „Krótki słownik filozoficzny”, którego autorzy podzielili filozofów na postępowych i reakcyjnych. Tym razem podzielono filozofów na „dobrych” konserwatywnych i „złych lewackich”.


Według władzy pandemia wyhamowuje, a dowodem na to mają być coraz niższe liczby zachorowań. W miniony wtorek, w trakcie konferencji prasowej, minister zdrowia Niedzielski pokusił się nawet o wezwanie ludu do „lekkiego uśmiechu” i roił coś o „stabilizacji”. Nie ulega wątpliwości, że jego wezwania są w tych okolicznościach przyrody, w jakich się wskutek nieudolności rządu PiS znaleźliśmy, można o dupę potłuc Niestety, jak się rozejrzeć wokoło, to powodów do „lekkiego uśmiechu”, ba cienia uśmiechu brak, o stabilizacji nie wspominając. Bo o ile faktem jest, że w minionym tygodniu odnotowano stosunkowo niską liczbę zakażeń, to nie ulega wątpliwości, że jest to wynikiem niewielkiej liczby testów, jakie były wykonywane każdego dnia, zaś podawana liczba zgonów wręcz poraża. Docierające do opinii publicznej obrazy z tzw. oddziałów covidowych budzą strach potencjalnych chorych i chorych, brak leku remdisivir, ten strach jedynie potęgują. Obraz służby zdrowia, nieszczęsnych pacjentów, przemęczonych niejednokrotnie zobojętniałych na cierpienie bliźnich medyków, to krajobraz po przegranej przez państwo bitwie, z dużą bardzo dużą liczbą ofiar. I gdzie tu powody do lekkiego uśmiechu, no gdzie? Czyżby Niedzielski żył w innej rzeczywistości? I ciekawe co jeszcze musi się zdarzyć by rząd przyznał się do kompletnej porażki na polu walki z zarazą .…


Bigos tygodniowy od dłuższego czasu, z życzliwym zdumieniem obserwuje karierę licealisty z Torunia Michała Rogalskiego. Media opisują decydującą rolę, tego utalentowanego statystyka – amatora w walce, a jakże z COVID -19. Okazało się bowiem, że potężne struktury państwa, według niektórych piątej potęgi świata, nie są w stanie stworzyć porządnej bazy danych dotyczącej przebiegu pandemii, a taką właśnie bazę stworzył ten chłopak. Więcej, znajduje błędy w danych serwowanych opinii publicznej, zmuszając tym samym rządzących do ich korekty. Jak to się stało? Gdzie systemy komputerowe Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, departamenty i wydziały tych instytucji pełne statystyków, informatyków, naczelników, dyrektorów? Czyżby nikt nie panował nad funkcjonowaniem tych instytucji? No cóż, gdyby nie było to prawdą, to należałoby uznać ten fakt za niestosowny, ponury żart.


W kraju nie ustają protesty związane z tzw. wyrokiem Trybunału Przyłębskiej. Na ulice miast i miasteczek ciągle wylegają ludzie, kobiety i mężczyźni, w różnym wieku i o różnym statusie, w większości młodzi i bardzo młodzi. W minioną środę do szczególnie gwałtownych protestów doszło w Warszawie, policja eskalowała napięcie, dopuszczając się haniebnych ataków na młodzież oraz posłów właśnie. Demonstrujących gazowano, popychano, a nawet bito, posłankę Magdalenę Biejat z Lewicy pokazującą legitymację zaatakowano gazem, posłance Monice Wielichowskiej z Koalicji Obywatelskiej połamano legitymację, Włodzimierz Czarzasty wicemarszałek Sejmu został popchnięty i miał problem z wejściem do gmachu Sejmu. Bilans demonstracji to 467 osób wylegitymowanych, 320 wniosków o ukaranie skierowanych do sądu, 297 wniosków skierowanych do sanepidu o nałożenie kar za łamanie przepisów pandemicznych, około 20 osób zatrzymanych, w tym 13 z powodu popełnienia przestępstwa. Oto statystyka środowego popołudnia i wieczoru, budząca grozę i rodząca pytania dokąd zmierza państwo, uosobione przez policjantów uzbrojonych po zęby i wykonujących bez namysłu rozkazy kogoś wyżej. Wróble ćwierkają, że policjanci po cywilnemu, interweniujący w czasie pacyfikacji Strajku Kobiet, nie byli tacy zwykli, o nie, reprezentowali elitarne jednostki antyterrorystyczne, a i wyposażenie mieli ciekawe – pałki teleskopowe i gaz, których zresztą użyli. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, zażądał od policji wyjaśnień, które mają odpowiedzieć na pytania związane z przebiegiem interwencji, a miotający się na ekranie telewizorów rzecznik Komendanta Stołecznego Policji Marczak Sylwester usiłuje przykryć pustym wielosłowiem blamaż policji. Policja staje się coraz bardziej brutalna i to w sposób absurdalny. Media światowe obiegły obrazy osiłków w mundurach niosących filigranową kobietę czy zatrzymujących spokojnie idącą ulicą starszą panią z torbą w kolorach tęczowych zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do Białorusi.


Zebrała się też tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Obradowała z przerwami czas jakiś, aby ogłosić, że Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie stracił immunitet. Pewnie kolejnym krokiem będą przesłuchania Tuleyi w prokuraturze, a może i jego pobyt w miejscu odosobnienia czyli w areszcie. Dla przypomnienia, Tuleya to powszechnie znany przeciwnik pseudoreform sądowych i zwolennik praworządności.


Jest upokarzające, że hordy niejakiego Bąkiewicza, organizatora, pożal się Boże, „marszu niepodległości” coraz brutalniej zawłaszczają przestrzeń publiczną. Do tego odbywają szkolenia ze strzelania z broni palnej, co budzi grozę. Działają bezkarnie, a władza coraz częściej czepia się dzieci i nieletnich. W Polsce dzieją rzeczy, które nawet w ostatnich latach nie mogły się przyśnić w najgorszych koszmarach sennych.

Bigos tygodniowy

Pod hasłem „veto albo śmierć” odbyła się z wielkim zadęciem w Ministerstwie Sprawiedliwości partyjna konferencja ziobrystów z Ziobrem na czele, którzy z rzadką nawet jak na nich agresją zaatakowali Unię Europejską za wprowadzenie mechanizmu: pieniądze unijne pod warunkiem przestrzegania praworządności. Domagają się veta przeciw temu mechanizmowi. Ziobro gra swoją grę, ale może wprowadzić nas jako kraj w taki kanał, że się nie pozbieramy.


Pandemia szaleje, a tymczasem w reakcji na ofertę pomocy złożoną przez prezydenta Niemiec Franka Waltera Steinmeiera Duduś zachował się jak Duduś – w idiotycznej i oszalałej poetyce „godności narodowej” i „wstawania z kolan”. Odpisał zatem tweetem, że i owszem, on dziękuje za propozycję, ale Polska też może w razie czego wspomóc Niemcy. A stało się to w sytuacji, gdy gołym okiem widać, że polska służba zdrowia robi już bokami i niedługo może się zderzyć ścianą. Właściwie to już się zderzyła, czego dowodem jest brak remdisiviru, leku niezbędnego w leczeniu COVID-u, brak tlenu, niezbędnego dla ratowania duszących się pacjentów, brak personelu, który wspiera walczących o życie chorych. Nie znajduję odpowiednich słów dla skomentowania tej obłąkańczej narracji, oszalałej w nienawiści do niemieckich partnerów i będącej wyrazem jakiegoś paroksyzmu nacjonalistycznego odległego od rozumu o sto lat świetlnych.


Innym dobitnym świadectwem poziomu rozumu i mentalności tego człowieka znaczy się Dudy, jest sposób, w jaki złożył gratulacje prezydentowi elektowi Joe Bidenowi. Zamiast wygranej w prezydenckich wyborach, pogratulował mu „udanej kampanii”, co w języku dyplomatycznym można odczytać tylko w ten sposób – „gratuluję ci konwencjonalnie, ale twoja wygrana mnie nie cieszy”. Ciekawe, jak polska Duda wyobraża sobie kontakty z Joe Bidenem, który w styczniu 2021 roku zastąpi Donalda Trumpa w Białym Domu?


Pierwsze co Czarnek Przemysław zrobił na funkcji ministra edukacji i nauki, to zaatakował pogróżkami nauczycieli i uczniów. Tych oczywiście, którzy wspierali czy uczestniczyli w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W czasach pierwszej fali rządów prawicy, w latach dziewięćdziesiątych zdarzały się różne zachowania i gesty ideologiczne z tamtej strony, ale w porównaniu z obecnie prezentowanymi poglądami były to zjawiska nader umiarkowane.


W Unii Europejskiej do której, co należy niektórym przypomnieć, należymy od 2004 roku, potwierdzono przyjęcie mechanizmu, polegającego na tym, że przestrzeganie praworządności będzie warunkiem koniecznym do uzyskania unijnych pieniędzy. Nasi, tzn. rząd PiS już zapowiedział walkę z tym pomysłem. Dziwne to bardzo, bo przecież w Polsce przestrzega się praworządności, przynajmniej rządzący tak mówią, zapewniając o tym społeczeństwo. Więc o co chodzi z tą walką? Czyżby Mateo i inni żartowali? W każdym bądź razie Unio Europejska – tak trzymaj i nie popuszczaj!


Zmarł arcybiskup, ex-metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz. Zanim to jednak nastąpiło, purpurat został przez Watykan pozbawiony wszelkich praw wynikających z jego pozycji. Była to reakcja na ukrywanie przez niego aktów pedofilskich księży, a także jego własnych postępków seksualnych. W kłopotliwej dla Kościoła katolickiego sprawie już przyszedł usłużnie w sukurs IPN. Ogłosił, że w latach PRL Gulbinowicz współpracował z SB w formie „dialogu operacyjnego”. Sens tego posunięcia polega na sugestii, że tego rodzaju „grzesznik seksualny” nie mógł nie być kapusiem.


To nie koniec problemów polskiego Kościoła katolickiego, w minionym tygodniu cała Polska mogła zobaczyć na ekranach telewizorów, bełkocącego coś niewyraźnie i mętnie Dziwisza Stanisława, uważanego za ekskapciowego papieża Wojtyły, nadmiarowo zrobionego przez papieża Benedykta XVI kardynałem. Jak się bowiem okazało, Dziwisz to tak naprawdę „Don Stanislao”, który całymi latami zajmował się intrygami personalnymi w Watykanie, z dużymi pieniędzmi w tle. Jak wynikało z jego wypowiedzi nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wie o tych intrygach, a pytania dziennikarzy zmierzające do wyjaśnienia jego roli np. w sprawie nominacji Theodora McCarricka przestępcy seksualnego na kardynała traktował jako obraźliwe. I to nie koniec historii z naganną rolą Don Stanislao, bo ciąg dalszy bez wątpienia nastąpi.


Tego roku, 11 listopada, nie było już nawet pozoru „poczciwego” „marszu niepodległości” z udziałem „rodzin z dziećmi”. Tym razem objawiła się niczym nie zakryta naga prawda o nim. Zdziczałe hordy wyszły na ulice i lekceważąc orzeczenie sądu zakazujące marszu, napadały na policję i dewastowały Warszawę. „Patrioci” zaatakowali Empik, położony w centrum miasta, podpalili mieszkanie artysty witkacologa, zniszczyli stację Veturillo i to nie koniec spisu ich patriotycznych dokonań. PiS przez lata hodowało bestię, która ostatecznie chyba wymknęła mu się spod kontroli. Co PiS zrobi z tym flirtem z elementami faszystowskimi? Czy i jakie konsekwencje poniesie formalnie odpowiedzialny za te burdy niejaki Bąkiewicz? Póki co, sygnały wysyłane przez pisowskich oficjeli są niejasne, a głosu w tej sprawie nie zabrał Jaro, jak by nie było wicepremier do spraw bezpieczeństwa, więc musimy poczekać na klarowne stanowisko partii, choć po obejrzeniu transmisji z marszu niepodległości każdy uczciwy, acz szary człowiek wie doskonale, że ze świętowaniem Dnia Niepodległości nie miało to nic, ale to nic wspólnego.


Bigos tygodniowy ze zdziwieniem odnotował, że ustawa covidowa na mocy której medycy walczący z zarazą mieli otrzymać podwyżkę wynagrodzeń pomimo podpisania przez Dudę już na początku listopada, nie została jeszcze ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Najprościej oznacza to, że ustawa niby jest, ale tak jakby jej nie było. Rządzący mętnie tłumaczą przyczyny zwłoki, a medycy czekają. Nie koniec to zadziwień, jak się bowiem okazuje, w grupie czekającej na podwyżki nie ma salowych, osób bez których nie sposób sobie wyobrazić działania żadnego szpitala, a szpitala zakaźnego w szczególności. Każdy, kto był w szpitalu albo jako pacjent albo jako odwiedzający chorego, wie że praca salowych jest nie tylko ciężka, ale i odpowiedzialna. A w dobie koronawirusa po prostu niebezpieczna. Dlaczego pominięto przy uchwalaniu ustawy tę grupę zawodową, pracującą za marne grosze? Czy naprawdę państwa, którego funkcjonariusze wożą swoje d… w luksusowych wozach nie stać na godziwe opłacenie pracy osób, narażających tak naprawdę codziennie swoje zdrowie i życie? Może Niedzielski Adam wraz z gronem kierowniczym Ministerstwa Zdrowia pochyli się nad tą sprawą szybko i skutecznie?