Pogoń Szczecin ukarana za cudze winy

Pogoń Szczecin została ukarana przez FIFA rocznym zakazem transferowym. To skutek skargi bułgarskiego klubu Beroe Stara Zagora na nieprawidłowości przy rozwiązaniu kontraktu przez ich zawodnika Spasa Delewa.

 

Spas Delew i Pogoń Szczecin nie zgadzają się z decyzją FIFA i złożą apelację do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. „Decyzja FIFA jest w ocenie zawodnika oraz klubu bezprecedensowa, bowiem FIFA uznała, że jednostronne rozwiązanie przez piłkarza umowy z klubem Beroa Stara Zagora, w zgodzie z prawem bułgarskim, naruszyło przepisy FIFA o stabilności kontraktowej” – napisano w oficjalnym komunikacie szczecińskiego klubu. Delew przeszedł do Pogoni Szczecin na zasadzie wolnego transferu. Było to możliwe w wyniku stwierdzenia przez Bułgarski Związek Piłki Nożnej, iż piłkarz skutecznie rozwiązał umowę z poprzednim pracodawcą, którym był właśnie klubu Beroe Stara Zagora. Bułgarska federacja wystawiła dokument International Transfer Certificate (ITC), który umożliwił rejestrację Spasa Delewa w Pogoni Szczecin.

Mimo to FIFA uznała roszczenia bułgarskiego klubu za słuszne i nakazała zawodnikowi wypłatę odszkodowania na rzecz klubu Beroe Stara Zagora. Dodatkowo nałożyła na piłkarza zakaz udziału w meczach klubowych oraz reprezentacyjnych na okres czterech miesięcy. Dlaczego jednak działacze światowej federacji uznali za stosowne ukarać także polski klub? Na Pogoń został nałożony zakaz dokonywania transferów do klubu przez dwa najbliższe okienka transferowe, co w praktyce oznacza roczny zakaz sprowadzania zawodników do klubu.

Wygląda na to, że klub ze Starej Zagory ma we władzach FIFA jakiegoś mocnego sojusznika, bo inaczej tej dziwacznej decyzji nie da się wyjaśnić.

 

Platini chce wrócić do władzy

Były prezydent UEFA Michel Platini w trakcie czasowej banicji za korupcję siedział cicho, ale jego kara kończy się w 2019 roku i Francuz zamierza odzyskać władzę.

 

Platini miał dużo czasu żeby starannie obmyślić strategię walki o utraconą w 2015 pozycję we władzach europejskiego i światowego futbolu. Właśnie zaczął pierwszy etap operacji, którego celem jest oczyszczenie z korupcyjnych zarzutów. Były prezydent UEFA postawił urzędnikom FIFA zarzut, że zorganizowali przeciwko niemu spisek. „Istnieją na to bardzo mocne dowody. Spisek miał na celu osłabienie pozycji Michaela Platiniego w strukturach światowego futbolu” – przekonuje prawnik Platiniego William Bourdon. I potwierdził, że w imieniu swojego klienta złożył pozwy do sądu przeciwko byłym działaczom FIFA.

Przypomnijmy, że w 2015 roku Michel Platini miał wystartować w wyborach na prezydenta światowej federacji piłkarskiej. Nie mógł jednak tego uczynić, ponieważ wcześniej wybuchł skandal z jego udziałem. Ujawniono, wtedy, że w 2011 roku Francuz otrzymał dwa miliony franków szwajcarskich od Josepha Blattera jako zapłatę za poparcie, zaś Platini bronił się twierdząc, że nie była to żadna łapówką, tylko wynagrodzenie za pracę konsultanta. Dodał również, że nie ma zaufania do ludzi, którzy są odpowiedzialni za sprawy dyscyplinarne w FIFA, czym dał do zrozumienia, że w federacji mógł powstać spisek przeciwko niemu, który ostatecznie pozbawił go możliwości udziału w wyborach. To właśnie najprawdopodobniej przeciwko osobom, które mogły przyczynić się do oskarżenia go o przyjęcie łapówki, Francuz wytoczył proces.

Początkowo Platini został zawieszony na osiem lat, później karę skrócono o połowę, a to oznacza, że jesienią 2019 roku Francuz będzie mógł ubiegać się o stanowiska we władzach światowej i europejskiej federacji. I zamierza to zrobić.

 

Dla kogo Złota Piłka?

FIFA zdążyła już zamknąć 2018 rok wyróżniając Chorwata Lukę Modricia tytułem najlepszego piłkarza. Teraz swój czas ma redakcja tygodnika „France Football”, która przyznaje nagrodę „Złotej Piłki” dla piłkarza roku na świecie.

 

Redakcja tygodnika „France Football” ogłosiła właśnie nominacje 30 kandydatów do nagrody „Złotej Piłki”. Z tego grona elektorzy z całego świata wybiorą laureata, którego nazwisko poznamy 3 grudnia. Ta najbardziej prestiżowa nagroda indywidualna w futbolu jest przyznawana od 1956 roku. Otrzymuje ją ten zawodnik, który zbierze najwięcej punktów przyznawanych przez zaproszonych do głosowania przez „FF” dziennikarzy z całego świata. Elektorzy mają za zadania wskazać z 30 kandydatów pięciu ich zdaniem najlepszych. Za pierwsze miejsce przyznaje się 6 pkt, za drugie 4, za trzecie 3, za czwarte 2 i za piąte 1. Regulamin plebiscytu stanowi, że jurorzy mają w swoich wyborach kierować się trzema podstawowymi kryteriami: pierwsze uwzględnia osiągnięcia indywidualne i drużynowe, drugie klasę zawodnika i poszanowanie przez niego zasad fair-play, a trzecie przebieg kariery typowanego piłkarza.

Pomysłodawcą plebiscytu był szef „France Football” Gabriel Hanot, który w 1956 roku zorganizował głosowanie wśród dziennikarzy swojej redakcji. Pierwszym laureatem został Anglik Stanley Matthews występujący wówczas w barwach zespołu Blackpool. Aż do 1995 roku w plebiscycie głosowano wyłącznie na piłkarzy pochodzących z Europy, dlatego wśród zdobywców „Złotej Piłki” nie ma takich legendarnych graczy, jak Pele, Garrincha czy Diego Maradona. Ale w 1995 redakcja zmieniła regulamin i otworzyła plebiscyt także na zawodników urodzonych poza naszym kontynentem, ale występujących w europejskich klubach. I od razu „Złotą Piłkę” zdobył jeden z takich graczy, Liberyjczyk George Weah, wtedy występujący w barwach AC Milan.

W 2007 roku ponownie zmieniono reguły plebiscytu i dopuszczono do wyborów piłkarzy z wszystkich klubów na świecie. Zwiększono też liczbę elektorów, która jest płynna i co jakiś czas się zmienia. W 2010 roku doszło do połączenia plebiscytów „FF” i FIFA i 10 stycznia 2011 roku w Zurychu po raz pierwszy przyznano wspólne wyróżnienie pod nazwą „Złota Piłka FIFA”. Po sześciu latach FIFA poinformowała o powrocie do własnego plebiscytu, więc w tej sytuacji także „France Football” wrócił do poprzedniej formuły.

Tylko dwaj gracze, Argentyńczyk Lionel Messi i Portugalczyk Cristiano Ronaldo, zdobyli to trofeum pięciokrotnie. Messi jako jedyny piłkarz w historii zgarnął tę prestiżową nagrodę cztery razy z rzędu. Trzem piłkarzom udało się zdobyć trofeum trzykrotnie, byli to Holender Johan Cruyff, Francuz Michel Platini i Holender Marco van Basten.
W plebiscycie francuskiego tygodnika najczęściej zwyciężali piłkarze z Holandii i Niemiec, a najwięcej trofeów, aż jedenaście, zdobyli zawodnicy występujący w barwach FC Barcelona. W ubiegłym roku plebiscyt „France Football” wygrał Cristiano Ronaldo, który uzyskał aż 946 pkt, przed Leo Messim (670) i Neymarem (361). Jedynym Polakiem w gronie nominowanych był Robert Lewandowski, ale z 45. punktami zajął dopiero dziewiątą lokatę.

Przypomnijmy skład nominowana przed rokiem „30” graczy: Pierre-Emerick Aubameyang (Borussia Dortmund), Karim Benzema (Real Madryt), Leonardo Bonucci (AC Milan), Kevin De Bruyne (Manchester City), Gianluigi Buffon (Juventus Turyn), Edinson Cavani ( PSG), Philippe Coutinho (Liverpool), Cristiano Ronaldo (Real Madryt), Edin Dżeko (Roma), Paulo Dybala (Juventus Turyn), David De Gea (Manchester United), Radamel Falcao (Monaco), Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Eden Hazard (Chelsea), Matt Hummels (Bayern Monachium), Isco (Real Madryt), Harry Kane (Tottenham), N’Golo Kanté (Chelsea), Toni Kroos (Real Madryt), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Sadio Mané (Liverpool), Marcelo (Real Madryt), Kylian Mbappé (PSG), Dries Mertens (Napoli), Lionel Messi (Barcelona), Luka Modrić (Real Madryt), Neymar (PSG), Jan Oblak (Atletico Madryt), Sergio Ramos (Real Madryt), Luis Suarez (Barcelona).

W tegorocznych nominacjach z ubiegłorocznej listy wypadło 12 graczy. Wśród wykreślonych znalazł się m.in. Robert Lewandowski. U dziennikarzy „France Football” nasz najlepszy piłkarz nie cieszy się widać wielkim poważaniem, ale z drugiej strony wśród nominowanych nie znalazł się żaden inny gracz Bayernu.

 

Nominowani do „Złotej Piłki 2018”:

Sergio Aguero (Argentyna/Manchester City), Alisson (Brazylia/AS Roma/Liverpool), Gareth Bale (Walia/Real Madryt), Karim Benzema (Francja/Real Madryt), Edinson Cavani (Urugwaj/PSG), Thibaut Courtois (Belgia/Chelsea/Real Madryt), Cristiano Ronaldo (Portugalia/Real Madryt/Juventus Turyn), Kevin de Bruyne (Belgia/Manchester City), Roberto Firmino (Brazylia/Liverpool), Diego Godin (Urugwaj/Atletico Madryt), Antoine Griezmann (Francja/Atletico Madryt), Eden Hazard (Belgia/Chelsea), Isco (Hiszpania/Real Madryt), Harry Kane (Anglia/Tottenham), N’Golo Kante (Francja/Chelsea), Hugo Lloris (Francja, Tottenham), Kylian Mbappe (PSG), Mario Mandżukić (Chorwacja/Juventus Turyn), Sadio Mane (Senegal/Liverpool), Marcelo (Brazylia/Real Madryt), Lionel Messi (Argentyna/Barcelona), Luka Modrić (Chorwacja/Real Madryt), Neymar (Brazylia/PSG), Jan Oblak (Słowenia/ Atletico), Paul Pogba (Francja/Manchester United), Ivan Rakitić (Chorwacja/Barcelona), Mohamed Salah (Egipt/Liverpool), Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt), Luis Suarez (Urugwaj/Barcelona), Raphael Varane (Francja/Real Madryt).

 

Modrić już nie jest kolegą CR7

Cristiano Ronaldo mocno przeżył porażkę w plebiscycie FIFA na „Piłkarza Roku 2018”. Sam co prawda wstrzymał się od ataków pod adresem laureata nagrody, ale jego najbliższe otoczenie nie darowało Luce Modriciowi.

 

Portugalski gwiazdor znalazł się w finałowej trójce plebiscytu, ale podobnie jak Egipcjanin Mohamed Salah z Liverpoolu przegrał w głosowaniu ze swoim byłym klubowym kolegą z Realu Madryt Luką Modriciem. Wyboru najlepszego piłkarza FIFA dokonywali internauci oraz wybrani dziennikarze, a drugą połowę głosów stanowiły typy zgłaszane przez trenerów i kapitanów 211 reprezentacji narodowych. Modrić otrzymał 29 procent głosów, drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo 19 procent, a trzeci Salah 11 procent. Zwycięstwo chorwackiego piłkarza było zatem bezdyskusyjne, ale nie dla osób z najbliższego otoczenia portugalskiego wirtuoza oraz jego najwierniejszych fanów, którzy zwycięstwo Modricia uznali wręcz za kradzież należnego ich idolowi trofeum. Nawiasem mówiąc podobnie bezkompromisowe stanowisko zajęli zwolennicy piłkarskiego talentu Leo Messiego, chociaż Argentyńczyk nie został zakwalifikowany nawet do finałowej trójki.

Po dekadzie dominacji tych dwóch genialnych graczy we wszelkiego rodzaju plebiscytach rozczarowanie ich zwolenników jest jak najbardziej zrozumiałe, ale kiedyś ich hegemonia musiała zostać w końcu przerwana. Niewykluczone jednak, że Messiemu i Cristiano Ronaldo byłoby łatwiej przełknąć porażkę, gdyby pokonał ich któryś z graczy o mocnym medialnie nazwisku, jak choćby Neymar, Antoine Griezmann, Kylian Mbeppe czy Harry Kane. Nic nie ujmując Modriciovi, to pod tym względem wypada on na tle wyżej wymienionych dosyć blado.

Bronią go jednak sportowe osiągnięcia. Z Realem Madryt wygrał przecież Ligę Mistrzów i chociaż rzeczywiście nie zdobył tylu bramek co Cristiano Ronaldo, to przecież nawet Portugalczyk nie ośmielił się zakwestionować wkładu Chorwata w sukces „Królewskich”. Gdyby tylko to kryterium decydowało o wyborze, CR7 miałby jednak pełne prawo uważać się za okradzionego z nagrody. Ale obaj zagrali jeszcze w tym roku w mistrzostwach świata, a na rosyjskim mundialu zdecydowanie górą był Modrić, który wraz z reprezentacją Chorwacji dotarł do finału. W nim jak pamiętamy lepsza okazała się drużyna Francji, więc jeśli już ktoś miałby się poczuć okradziony przez Modricia z nagrody „Piłkarza Roku 2018”, to tylko czołowi francuscy gracze, zwłaszcza wspomniani już Griezmann i Mbeppe.

To jednak nie pierwsza i zapewne nie ostatnia kontrowersja towarzysząca wyborowi laureata przyznawanej od 1991 roku nagrody FIFA. Nie da się jednak ukryć, że Modrić nie znajdzie się w grupie graczy, których zwycięstwo uznawano za bezdyskusyjne. Raczej dołączy do grupy, którą tworzą Lothar Matthaeus, Roberto Baggio, George Weah, Fabio Cannavaro i Kaka.

 

Kolejny laur dla Luki Modricia

Najpierw UEFA, a teraz także FIFA za najlepszego piłkarza w tym roku uznała chorwackiego rozgrywającego Lukę Modricia. Nie wszyscy ten wybór akceptują, a już na pewno nie dwaj wielcy przegrani – Cristiano Ronaldo i Leo Messi.

 

Od dziesięciu lat nagrodami dla piłkarza roku w najbardziej prestiżowych na świecie plebiscytach FIFA i tygodnika „France Football”, zarówno przyznawanych przez tych dwóch organizatorów oddzielnie, jak i na spółkę (czynili tak w latach 2010-2015)czy dwóch piłkarzy dzieliło się tą nagrodą. Byli to Cristiano Ronaldo i Lionel Messi. Argentyńczyk w tym roku nie znalazł się jednak nawet w najlepszej trójce, z której wybierany jest laureat, więc ceremonię wręczenia nagród zlekceważył i zaproszenie na nią wyrzucił do kosza, natomiast Portugalczyk, chociaż został umieszczony, podobnie jak we wcześniej rozstrzygniętym plebiscycie UEFA na „piłkarza sezonu 2017-2018”, wśród nominowanych do nagrody, na londyńskiej gali FIFA także się nie pojawił. Oficjalnie jako powód swojej nieobecności Cristiano Ronaldo podał konieczność udziału w przygotowaniach do środowego ligowego meczu Juventusu Turyn z Bologną, ale nikt nie miał złudzeń, że Portugalczyk zbojkotował galę, bo wiedział, że nie otrzyma głównej nagrody.

Na obu futbolowych gwiazdorów, którzy w ostatniej dekadzie tylko między sobą dzielili najbardziej prestiżowe wyróżnienia indywidualne przyznawane przez UEFA, FIFA i tygodnik „France Football”, za ich nieobecność na gali w Londynie spadła fala krytyki. „Ich absencja to brak szacunku dla innych piłkarzy, dla FIFA, w ogóle dla całego świata futbolu. Możliwe, że oni nie lubią przegrywać, ale w życiu trzeba umieć właściwie się zachowywać zarówno gdy się wygrywa, jak i przegrywa” – stwierdził włoski trener Fabio Capello. W podobnym tonie wypowiedział się były znakomity chorwacki piłkarz Davor Suker. „Nie sztuką być dżentelmenem kiedy wygrywasz, sztuką jest nim być kiedy przegrywasz” – powiedział legendarny chorwacki piłkarz.
Nagroda „Piłkarza Roku FIFA” chyba zasłużenie trafiła do Luki Modricia. Pochodzący z Zadaru 33-letni Chorwat w maju z Realem Madryt po raz trzeci z rzędu triumfował w Lidze Mistrzów, a w lipcu z drużyną narodową, jako jej kapitan, wywalczył tytuł wicemistrza świata i został uznany przez FIFA za najlepszego zawodnika mundialu w Rosji. „To był niewiarygodny sezon, najlepszy w mojej karierze” – przyznał Modrić po odebraniu nagrody.

Podczas gali FIFA podano też jedenastkę roku. Znaleźli się w niej: David de Gea – Dani Alves, Raphael Varane, Sergio Ramos, Marcelo – Luka Modrić, N’Golo Kante – Eden Hazard, Lionel Messi, Kylian Mbappe – Cristiano Ronaldo. Trenerem roku został Didier Deschamps, a piłkarką roku po raz szósty wybrano Brazylijkę Martę.

 

Z życia FIFA: Algorytm wyceni piłkarza

FIFA przygotowuje się do wprowadzenia rewolucyjnych zmian w systemie piłkarskich transferów. Prezydent tej organizacji Gianni Infantino przyznaje, że jest to niezbędne aby uzdrowić sytuację, bo w ostatnich latach ceny za piłkarzy przekroczyły granice przyzwoitości.

 

Do rozregulowania systemu transferowego i jego wynaturzenia zdaniem FIFA przyczynili się przede wszystkim piłkarscy agenci, którzy dyktują coraz wyższe kwoty za zawodników, bo przy okazji inkasują potężne prowizje. Jedną z pierwszych regulacji, która miałaby zostać wprowadzona, jest właśnie ograniczenie wysokość prowizji dla menedżerów. Miałaby ona wynosić nie więcej niż 5 procent wynagrodzenia zawodnika lub kwoty odstępnego.

Ten przepis uderzy po kieszeni głównie największych tuzów w tym fachu, jak Mino Raiola. Wciąż pamiętana jest jego gigantyczna prowizja pobrana za transfer Paula Pogby. Francuz trafił w 2012 roku do Juventusu Turyn, bo Manchester United nie chciał mu przyznać wysokiego kontraktu i pozwolił mu odejść za darmo. Raiola zaoferował więc swojego gracza Juventusowi praktycznie za darmo, ale „w nagrodę” w umowie wpisał dla siebie gigantyczną prowizję, niemal 50-procentową, w przypadku transferu Pogby do innego klubu. A dwa lata później francuski piłkarz znalazł się jednak na liście życzeń nowego trenera Manchesteru United Jose Mourinho, ale „Czerwone Diabły” musiały za niego zapłacić aż 105 mln euro. Niemal połowę tej kwoty zagarną do swojej kieszeni Raiola, co wywołało w piłkarskim środowisku mnóstwo kontrowersji.

Riola mógł mieć z tego tytułu problem, bowiem FIFA miała powód żeby go uznać za współwłaściciela piłkarza, czego przepisy surowo zabraniają. Z jakiegoś niejasnego powodu piłkarski agent do dzisiaj nie poniósł żadnych konsekwencji i nadal swobodnie działa na transferowym runku.

Tolerancja działaczy FIFA wobec rozpasania agentów wyczerpała się jednak ostatecznie po transferze Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain za 222 mln euro. Rekordy został pobity dwukrotnie mimo przepisów Finansowego Fair Play. Transfer brazylijskiego gwiazdora jedynie przyspieszył prace nad nowymi zasadami. W specjalnym raporcie FIFA napisano, że należy wprowadzić nowe mechanizmy przy ustalaniu kwot transferowych.

Jak ujawnił „New York Times” FIFA chce, aby aktualną wartość piłkarza wyliczał specjalnie opracowany algorytm. Innym pomysłem jest wprowadzenie specjalnego podatku „od luksusu”, który miałby polegać na tym, że nadmierne wydatki na transfery skutkowałyby wyższymi podatkami. Uzyskane z dodatkowego opodatkowania krezusów pieniądze trafiałby do specjalnego „funduszu solidarności”, z którego wsparcie otrzymywałyby biedniejsze kluby.

To dobrze, że FIFA wreszcie zauważyła wynaturzenia w handlu piłkarzami, które skutkują wyzyskiem graczy. Ale ten proceder ma znacznie głębsze dno.

 

Dekada Lewandowskiego w kadrze Polski

W poniedziałek 10 września minęła dekada od debiutu Roberta Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Swój pierwszy występ w biało-czerwonych barwach zaliczył 10 września 2008 roku w spotkaniu z San Marino. W 59. minucie zmienił Marka Saganowskiego i 12 minut późnej strzelił gola.

 

Mecz z Włochami w Bolonii był 99. występem Lewandowskiego w narodowych barwach. Nietrudno policzyć, że przez dziesięć lat średnio w każdym roku zaliczał po dziesięć meczów i trudno znaleźć annałach polskiej reprezentacji piłkarza tak regularnie grającego przez tak długi okres czasu. „Lewego” nie imały się kontuzje i spadki formy, dlatego nie miał też kłopotów z akceptacją przez zmieniających się kilkakrotnie w tej dekadzie selekcjonerów. Na pozycji napastnika był pierwszym wyborem Franciszka Smudy, Waldemara Formalika i Adama Nawałki, a teraz jest także „jedynką” u Jerzego Brzęczka. Nic dziwnego, żaden trener nie rezygnuje bez wyraźnego powodu z jednego z najskuteczniejszych piłkarzy na świecie w ostatnich latach.

 

Jedyny Polak w elicie piłkarzy

Lewandowski zdobył w biało-czerwonych barwach 55 goli i jest zdecydowanym liderem na liście wszech czasów reprezentacji Polski. Drugi w zestawieniu Włodzimierz Lubański ma w dorobku 48 goli, trzeci Grzegorz Lato 45. Z aktualnych kadrowiczów najwięcej trafień, 20., ma na koncie Jakub Błaszczykowski, dalej z 12. bramkami są Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik, a tak chwalony ostatnio Piotr Zieliński ma ich dopiero pięć. W najbliższych latach nikt zatem nie będzie w stanie odebrać „Lewemu” miana najskuteczniejszego snajpera reprezentacji Polski, zwłaszcza że napastnik Bayernu Monachium z występów w kadrze przecież póki co nie rezygnuje, więc na pewno swoje rekordowe osiągnięcia wyśrubuje.

Przed towarzyskim meczem z Irlandią Lewandowski miał dylemat, bo gdyby zagrał, zaliczyłby setny występ w narodowych barwach i dołączyłby do elitarnego „Klubu 100”, do którego należą jedynie Michał Żewłakow, Jakub Błaszczykowski i Grzegorz Lato. Ale osiągnięcie magicznej granicy stu występów w drużynie narodowej dla każdego piłkarza jest wielkim wydarzeniem, ale Lewandowski miał powody, żeby te swoje święto odłożyć w czasie. Irlandia to nie jest rywal z górnej półki, a ceny biletów były wyższe niż w Bolonii na mecz Ligi Narodów Włochy – Polska, a że kibice wciąż jeszcze nie wybaczyli naszej reprezentacji słabego występu w mistrzostwach świata, prognoza frekwencji na trybunach przed wtorkowym meczem nie była optymistyczna. Nie był to zatem najlepszy moment do świętowania. Za niespełna miesiąc biało-czerwoni w ramach rozgrywek w Lidze Narodów zagrają na Stadionie Śląskim z aktualnymi mistrzami Europy Portugalią i to będzie odpowiednia oprawa dla jubileuszowego setnego występu „Lewego” w reprezentacji Polski.

Mimo swoich nietuzinkowych dokonań w Bayernie Monachium i reprezentacji Polski, Lewandowski jak dotąd nie doczekał się jakiegoś prestiżowego wyróżnienia typu „Złota Piłka” czy „Piłkarz Roku”. W niedawno rozstrzygniętym plebiscycie UEFA na piłkarza sezonu 2017–2018 nie przebił się nawet do finałowej dziesiątki. Ale od lat tylko on z polskich piłkarzy jest regularnie umieszczany na listach nominowanych. Nie zabrakło go i w zabawie tego rodzaju organizowanej przez FIFPro, czyli światowy związek zawodowy piłkarzy oraz przez FIFA.

Plebiscyt nosi nazwę „World 11” i jest cyklicznie przeprowadzany od 2005 roku. W piłkarskim środowisku cieszy się dużą renomą, bowiem wyboru najlepszych dokonują w nim profesjonalni piłkarze zrzeszeni w FIFA. W najnowszej edycji wzięło udział 25 tysięcy zawodników z 65 krajów, w tym z Polski. Wybrali oni w sumie 55 gradczy, w tym pięciu bramkarzy, 20 obrońców, 15 pomocników i 15 napastników. FIFA podała w komunikacie, że oceniano piłkarzy za okres od 3 lipca 2017 roku do 15 lipca 2018 roku. Najwięcej zawodników wśród nominowanych do „11 sezonu” ma Real Madryt (11), zaś wśród krajów największą liczbę graczy ma Hiszpania (9). 71 procent nominowanych piłkarzy pochodzi z Europy. Wyniki plebiscytu zostaną ogłoszone podczas gali FIFA, która odbędzie się 24 września w Londynie.

Wśród 55 nominowanych na poszczególne pozycje zawodników, z Polaków znalazł się jedynie Lewandowski. Trafił rzecz jasna do kategorii „napastnicy”. Warto przytoczyć całą listę kandydatów, bo jest to rzetelnie zestawiona i znajdują się na niej rzeczywiście najlepsi obecnie gracze na świecie.

 

Lista nominowanych do World 11:

Bramkarze:
Gianluigi Buffon (Włochy), Juventus/Paris Saint-Germain; Thibaut Courtois (Belgia), Chelsea/Real Madryt, David De Gea (Hiszpania), Manchester United, Keylor Navas (Kostaryka), Real Madryt; Marc-Andre ter Stegen (Niemcy), FC Barcelona.

Obrońcy:
Jordi Alba (Hiszpania), FC Barcelona; Dani Alves (Brazylia), Paris Saint-Germain: Daniel Carvajal (Hiszpania), Real Madryt; Giorgio Chiellini (Włochy), Juventus Turyn; Virgil van Dijk (Holandia), Southampton/Liverpool; Diego Godin (Urugwaj), Atletico Madryt; Mats Hummels (Niemcy), Bayern Monachium; Joshua Kimmich (Niemcy), Bayern Monachium; Dejan Lovren (Chorwacja), FC Liverpool; Marcelo (Brazylia), Real Madryt; Yerry Mina (Kolumbia), FC Barcelona/Everton; Benjamin Pavard (Francja), VfB Stuttgart; Gerard Pique (Hiszpania), FC Barcelona; Sergio Ramos (Hiszpania), Real Madryt; Thiago Silva (Brazylia), Paris Saint-Germain; Kieran Trippier (Anglia), Tottenham; Samuel Umtiti (Francja), FC Barcelona; Raphael Varane (Francja), Real Madryt; Sime Vrsaljko (Chorwacja), Atletico Madryt/Inter Mediolan; Kyle Walker (Anglia), Manchester City.

Pomocnicy:
Sergio Busquets (Hiszpania), FC Barcelona; Casemiro (Brazylia), Real Madryt; Philippe Coutinho (Brazylia), FC Liverpool/FC Barcelona; Kevin De Bruyne (Belgia), Manchester City; Eden Hazard (Belgia), Chelsea LOndyn; Andres Iniesta (Hiszpania), FC Barcelona/Vissel Kobe; Isco (Hiszpania), Real Madryt; N’Golo Kante (Francja), Chelsea; Toni Kroos (Niemcy), Real Madryt Nemanja Matic (Serbia), Manchester United, Luka Modric (Chorwacja), Real Madryt; Paul Pogba (Francja), Manchester United; Ivan Rakitic (Chorwacja), FC Barcelona; David Silva (Hiszpania), Manchester City; Arturo Vidal (Chile), Bayern Monachium/FC Barcelona.

Napastnicy:
Karim Benzema (Francja), Real Madryt; Edinson Cavani (Urugwaj), Paris Saint-Germain;Paulo Dybala – Argentyna, Juventus FC, Antoine Griezmann (Francja), Atletico Madryt; Harry Kane (Anglia), Tottenham; Robert Lewandowski (Polska), Bayern Monachium; Romelu Lukaku (Belgia), Manchester United; Mario Mandzukic (Chorwacja), Juventus Turyn; Sadio Mane (Senegal), FC Liverpool; Kylian Mbappe (Francja), Paris Saint-Germain; Lionel Messi (Argentyna), FC Barcelona; Neymar (Brazylia), Paris Saint-Germain; Cristiano Ronaldo (Portugalia), Real Madryt/Juventus; Mohammed Salah (Egipt), FC Liverpool, Luis Suarez (Urugwaj), FC Barcelona.

 

Piłkarska wojna w Danii

W wyniku konfliktu piłkarzy kadry z działaczami duńskiej federacji (DBU) reprezentacja Danii nie zagra w swoim najsilniejszym składzie w dwóch najbliższych meczach – ze Słowacją i Walią.

 

Konflikt między DBU i piłkarzami trwa od ponad dwóch lat. Spór dotyczy sposobu używania wizerunku piłkarzy w umowach reklamowych i sponsorskich dotyczących reprezentacji. Federacja chciałaby dzielić zyski według własnego systemu, co nie podoba się piłkarzom, którzy w ten sposób straciliby prywatnych sponsorów. Ostatnie porozumienie w tej sprawie wygasło na początku sierpnia, a nowego nie zawarto i zawodnicy odmówili gry w towarzyskim spotkaniu ze Słowacją (5 września) oraz meczu Ligi Narodów z Walią (9 września). W tej sytuacji działacze federacji postanowili ich zastąpić zawodnikami z ligi krajowej, ale przeciwko temu pomysłowi zaprotestował związek zawodowy piłkarzy. W tej nietypowej sytuacji chęć zastąpienia zbuntowanych reprezentantów zgłosili futsaliści i z ostatnich doniesień wynika, że w akcie desperacji DBU poinformowała trenera kadry narodowej w futsalu o możliwości powołania jej zawodników na mecze ze Słowacją i Walią.

Na razie pewne jest jednak tylko to, że reprezentacji Danii w żadnej rezerwowej wersji nie poprowadzi jej obecny selekcjoner Age Hareide, bo jak oznajmił w mediach „nie zamierza prowadzić drużyny, której sam nie wybrał”. Napastnik Tottenham Christian Eriksen wyjawił, że to działacze DBU odrzucili w niedzielę propozycję przedłożenia starego kontraktu o miesiąc, co miało umożliwić rozegranie dwóch wrześniowych meczów i prowadzenia dalszych negocjacji, a opinię publiczną wprowadzili w błąd twierdzeniem, że to piłkarze podjęli strajk”. Nie wiadomo jeszcze co z tym „pasztetem” zrobią UEFA i FIFA.

 

FIFA rządzi w Urugwaju

Prezydent piłkarskiej federacji Urugwaju (AUF) Wilmar Valdez kilka tygodni temu zrezygnował z funkcji. Zrobił to tak niespodziewanie, że wywołał chaos, który całkowicie sparaliżował działalność federacji.

 

Pięcioosobowy organ, nazwany komitetem normalizacyjnym, ma kierować urugwajską federacją piłkarską do 28 lutego przyszłego roku, bo tego dnia odbędą się wybory nowych władz organizacji. FIFA przejęła kuratelę nad związkiem żeby wyjaśnić podejrzenia o korupcję i inne nadużycia. Działacze światowej federacji zdecydowali się na taki radykalny krok także dlatego, że Urugwaj wraz z Argentyną i Paragwajem ubiega się o organizację mistrzostw świata w 2030 roku.

Wilmar Valdez stał na czele AUF od 2014 roku i był murowanym faworytem do wygrania kolejnych wyborów, które zaplanowano na 28 lutego 2019 roku. Dlatego jego nagła decyzja o rezygnacji z pełnienia funkcji podjęta 30 lipca wywołała takie perturbacje. Nie bardzo wiadomo co pchnęło go do takiego radykalnego kroku, ale krążące w Urugwaju plotki sugerują, że piłkarski działacz został nagrany jak wygłasza kompromitujące go opinie o czołowych urugwajskich politykach, wysoko postawionych urzędnikach państwowych, ale też dziennikarzach sportowych, piłkarzach, trenerach i kibicach. Jak do tej pory nagrań tych, jeśli rzeczywiście istnieją, nikt nie upublicznił, zaś sam Valdez twierdzi, że powodem jego rezygnacji były względy osobiste i rodzinne, które nie mają nic wspólnego z jego funkcją w związku i przyszłymi wyborami do jego władz.

Z powodu dymisji Valdeza selekcjoner reprezentacji Oscar Tabarez nie zdążył podpisać nowego kontraktu i nie może poprowadzić drużyny we wrześniowym meczu z Meksykiem. Ma go zastąpi na ławce trener kadry młodzieżowej Fabian Coito.

 

Gracze Sportingu Lizbona przed Trybunałem w Lozannie

W maju tego roku grupa kibiców Sportingu Lizbona za namową prezesa klubu poturbowało piłkarzy podczas treningu. Część zawodników z tego powodu odeszła za darmo, ale teraz Sporting chce za nich 197 mln euro.

 

W maju grupa około 50 chuliganów zaatakowała piłkarzy Sportingu w ośrodku treningowym. Do tego bulwersującego zdarzenia doszło następnego dnia po ligowym meczu, w którym zespół Sportingu stracił szanse na zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów. Atak kiboli był niejako zwieńczeniem medialnej nagonki, jaka na piłkarzy prowadził w mediach społecznościowych ówczesny prezes klubu Bruno de Carvalho. W kwietniu ogłosił na przykład, że za brak zaangażowania zawiesił 19 zawodników pierwszej drużyny po porażce z Atletico Madryt w Lidze Europy, ale potem większość z rzekomo zawieszonych graczy wystąpiła w następnym meczu.

Brutalny atak kiboli okazał się dla sporej grupy piłkarzy Sportingu traumatycznym przeżyciem, a po ujawnieniu, że stał za tym prezes klubu, dziewięciu skonfliktowanych z nim wcześniej zawodników postanowiła skorzystać z okazji i zażądało rozwiązania kontraktu z winy klubu. FIFA stanęła w tej sprawie po ich stronie.
Po incydencie z udziałem kiboli prezes De Carvalho został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska, a jego tymczasowy zastępca, Jose de Sousa Cintra, obowiązki będzie pełnić tylko do wrześniowych wyborów nowych władz Sportingu. Posadę trenera stracił też zatrudniony przez De Carvalho Sinisha Mihajlović, którego zastąpił Jose Peseiro, dla którego był to powrót do tego lizbońskiego klubu.

Klub boryka się jednak z poważnymi kłopotami finansowymi i nic dziwnego, że jego nowym szefom żal się zrobiło utraconych korzyści z odejścia grupy piłkarzy, a zwłaszcza trzech w tej grupie najdroższych. I wystąpili do FIFA z żądaniem rekompensaty w wysokości 197 milionów euro. Za bramkarza Rui Patricio, który trafił do Wolverhampton Wanderers, oczekują 57 milionów euro, za Gelsona Martinsa, którego ściągnęło do siebie Atletico Madryt żądają 100 mln euro, zaś za Daniela Podence grającego obecnie w Olympiakosie Pireus chcą 40 mln euro.
FIFA odrzuciła wniosek Sportingu, więc sprawa trafiła do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu w Lozannie (CAS). Werdykt sędziów trybunału może być precedensowy.