Nie dobra wola, ale brak pieniędzy

Trudności finansowe i organizacyjne usunięcia wszystkich nielegalnych imigrantów z Włoch są tak wielkie, że prawdopodobnie okaże się to niemożliwe.

 

Włoski minister spraw wewnętrznych z ksenofobicznej partii Liga jest pełni obecnie wiodącą rolę w rządowej nagonce przeciwko imigrantom. To on w czerwcu zakazał wejścia do włoskich portów statków z uratowanymi na morzu uchodźcami. Proponuje też „spis Romów”. Od dawna również zapowiada, że deportuje z Włoch wszystkich imigrantów przebywających w kraju bez uprawnienia – to jego główny postulat. Powstrzymanie napływu imigrantów z Afryki do Włoch było hasłem, które zapewniło jego partii sukces wyborczy i udział w rządzie.

Jednak znawcy tematu imigracji uważają, że jest to tylko retoryka mająca na celu wywołanie efektu medialnego. Włoski aktywista pracujący na rzecz uchodźców Sergio Bontepelli porównuje taktykę Salvniego do gróźb Donalda Trumpa, że wybuduje mur na południowej granicy USA, a Meksyk za niego zapłaci. Podkreśla, że w istocie zapowiedzi powstrzymania imigracji padają z ust włoskich polityków od lat, a nikomu się to nie udało.

Odesłanie 500 tys. ludzi – bo tak szacuje ich liczbę Salvini – do domów byłoby przedsięwzięciem niezwykle trudnym i bardzo kosztownym.

Obecne włoskie przepisy deportacyjne są bardzo skomplikowane i długotrwałe. Wielu imigrantów, którzy otrzymali nakaz opuszczenia kraju apeluje w sądach. Deportacja siłowa wymaga odeskortowania obcokrajowca do samolotu w asyście dwóch policjantów. Całkowity koszt wyrzucenia jednego imigranta z Włoch waha się pomiędzy 6 tys. a 15 tys. euro. W 2017 r. wykryto ponad 31,5 tys. nielegalnie przybywających we Włoszech, a deportowano 6,5 tys.

Dodatkowym problemem dla antyimigranckich polityków jest konieczność koordynowania deportacji z krajami pochodzenia. Jest to często praktycznie niemożliwe. Salvini odgraża się też, że obecną liczbę obozów przetrzymywania nielegalnych imigrantów zwiększy z 5 do 20. To oczywiście dodatkowe koszty. Nie wiadomo, jak chce je pokryć Salvini, który krytykował poprzedni rząd za to, że na opanowanie problemu imigracji wydał 50 mld euro. Twierdzenia, że do „deportacji wszystkich” wystarczą pieniądze wydawane na nich teraz są niedorzeczne. Obozy mogłyby być w jakiejś mierze finansowane przez UE, jednak „deportacja wszystkich” musiałaby być pokryta w 90 proc. z pieniędzy włoskich podatników – twierdzi Hein.

Żerowanie na migrantach

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii znalazło się pod ostrzałem organizacji broniących praw człowieka. Powód? Resort inkasje miliony poprzez windowanie cen wniosków o obywatelstwo dla dzieci. Jeszcze gorsza praktyka ma miejsce w stosunku do dzieci nielegalnych imigrantów. Zjednoczone Królestwo rozdziela rodziny i separuje pociechy od rodziców, tak samo jak administracja Trumpa.

 

„Independent” donosi, że praktykami brytyjskiego MSW ma zająć się niezależny inspektor do spraw migracji. Po pierwsze – ma przyjrzeć się kosmicznym opłatom za obywatelstwo: dzieci imigrantów urodzone w Wielkiej Brytanii lub te, które zostały na Wyspy przywiezione jako maluchy, nie mogą brać udziału np. w szkolnych wycieczkach ani ubiegać się o miejsce na wyższej uczelni, jeżeli ich rodzice nie uregulują spraw związanych z obywatelstwem.

Koszt jest niewiarygodnie wysoki: jednorazowo należy wnieść opłatę w wysokości 1102 funtów (za wniosek o przyznanie obywatelstwa), a co 2,5 roku należy płacić 1033 funty (pozwolenie na pobyt dla dziecka lub osoby dorosłej) z dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym za 500 funtów.

Postępowanie administracyjne, jak wyliczono, wynosi tylko 372 funty. MSW generuje na rodzinach imigrantów olbrzymie dochody. Wniesionych opłat nie zwraca się nawet wtedy, kiedy odpowiedź urzędu będzie odmowna i obywatelstwo nie zostanie przyznane. Ceny te drastycznie poszły w górę w ciągu ostatnich kilku lat. Jest to de facto zarabianie na kryzysie imigracyjnym.

Kolejną skandaliczną praktyką jest powielanie szkodliwych wzorców z USA – rozdzielanie rodziców i dzieci, jeżeli ci pierwsi trafią do aresztu imigracyjnego. Stowarzyszenie „Zatrzymani” podaje, że co roku Wielka Brytania oddziela co roku oddziela dzieci od rodziców – choć w oficjalnych wytycznych Home Office taka sytuacja nie powinna następować. Stowarzyszenie reprezentowało już jednak 155 rodzin w takich sprawach. Tylko w ciągu ostatnich 3 miesięcy rozdzielono 16 rodzin imigrantów, w 2014 zaś 11 rodziców zostało deportowanych bez dzieci. Średni okres pobytu w areszcie imigracyjnym wynosi 270 dni. Przez ten czas dzieci pozostają pod opieką urzędników lub trafiają do rodzin zastępczych.

Odpychanie uchodźców

Minister spraw wewnętrznych nacjonalistycznego rządu Włoch proponuje, by Unia Europejska powstrzymywała uchodźców tworząc centra przetrzymywania ich na terenie Afryki.

 

Matteo Salvini, świeżo upieczony szef resortu spraw wewnętrznych w skrajnie prawicowym rządzie Włoch, złożył wizytę w Libii. Spotkał się z m.in. Ahmedem Maitigiem, wicepremierem rządu w Trypolisie, uznanym przez społeczność międzynarodową za legalną władzę tego kraju. Rząd Ashoura kontroluje obecnie tylko część terytorium Libii. Salvini rozmawiał z nim fali imigrantów, którzy z Afryki przedostają się do Włoch, a w podróż przez Morze Śródziemne najczęściej wyruszają właśnie z wybrzeży Libii. Polityk, znany z antyimigranckiej retoryki i polityki, wyraził wdzięczność dla libijskiej straży granicznej, która przechwytuje łodzie z migrantami. Ocenił jej aktywność jako „doskonałą robotę”.
W poniedziałek, po powrocie do kraju, włoski minister oświadczył, że w krajach takich jak Libia, Niger, Czad i Sudan powinny powstać centra przetrzymywania migrantów z Afryki, by powstrzymywać ich ruch w stronę Europy. Jego zdaniem europejskie rządy również powinny mieć udział w takiej formie represjonowania ludzi szukających lepszego życia na Starym Kontynencie. Salvini uznał, że UE powinna finansować obozy, które on proponuje zakładać w krajach Afryki.

Odniósł się do tego libijski wicepremier Maitig oświadczając: „całkowicie sprzeciwiamy się jakimkolwiek obozom dla migrantów w Libii”. Jednocześnie zaznaczył, że jego rząd, nadal będzie powstrzymywał ruch Afrykanów w kierunku Włoch. Praktyka ta jest ostro krytykowana przez organizacje działające na rzecz uchodźców i broniących praw człowieka. Ich zdaniem działania libijskiej straży przybrzeżnej są często bezprawne, a imigranci na terenie Libii mierzą się z ciężkimi warunkami życia, przemocą i nadużyciami ich podstawowych praw człowieka.

Przywódcy państw UE przygotowują się do unijnego szczytu w sprawie imigracji, który ma się rozpocząć w czwartek, 28 czerwca. Polityka Włoch będzie z pewnością jednym z najważniejszych jego tematów. Od 2014 r. Włochy przyjęły 650 tys. imigrantów, którzy przybyli na łodziach z Afryki. Nastroje antyimigranckie były głównym czynnikiem, który w ostatnich wyborach wyniósł do władzy nacjonalistyczny rząd Giuseppe Contego. Skrajnie prawicowy gabinet rozpoczął swoją antyuchodźczą politykę od zamknięcia portów dla statków organizacji pozarządowych ratujących migrantów na Morzu Śródziemnym. Na morzu utknęły m.in. statki Lifeline i Aleksander Maersk – pierwszy z 230 imigrantami na pokładzie, drugi z 113. Aleksander Maersk ma otrzymać pozwolenie na wejście do wskazanego przez włoskie władze potru w najbliższy piątek.

Polityka „odpychania migrantów” od granic Europy owocuje natomiast tragediami. Nie tak dawno świat zbulwersował film dokumentujący handel niewolnikami w Libii, obnażający rzeczywistość kryjącą się po afrykańskiej stronie Morza Śródziemnego, na której Europa chciałaby zatrzymać falę przybyszów.

W ubiegłym tygodniu natomiast media obiegły doniesienia o masowych deportacjach migrantów z Algierii. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy około 13 tys. osób zostało przez algierską straż graniczną odwiezionych na granicę z Nigrem, a następnie pod groźbą użycia broni zmuszonych do marszu przez pustynię bez wody i jedzenia. Wśród deportowanych w ten sposób były ciężarne kobiety i dzieci.