Wyjątkowy stan wojenny

Piotr Gadzinowski
Flaczki tygodnia

GadzinowskiTrbuna

Wojna hybrydowa reżimu Kaczyńskiego z reżimem Łukaszenką przypomina ustawkę dwóch band kibolskich.

„Czasem, aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu Tęcza. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu! Niech żyje nam!”.
Tak powinno się zacząć ostatnie sejmowe wystąpienie Morawieckiego. Poświęcone „wojnie hybrydowej” z Białorusią. W trakcie tego wystąpienia pan premier trzykrotnie podziękował nieobecnemu na sali Kaczyńskiemu za „dalekowzroczne działania, podjęte już w czerwcu”. Zmuszając Wysoką Izbę aby powstała z miejsc i wykonała rytualne „burnyje apładismenty”. Zarezerwowane jeszcze niedawno tylko dla towarzysza Stalina.
Przykładów tych „dalekowzrocznych” działań pan premier nie wymienił. Dowiedzieliśmy się jedynie, że państwo polskie stanęło wobec największego zagrożenia od 1989 roku. Bo wzdłuż granicy z Białorusią koczuje około 2 tysięcy migrantów. Oszukanych i wypchniętych tam przez białoruskie spec służby.
Migrantów młodych, eksponowanych na dostarczanych przez polskie służby filmach. Ale też kobiet, dzieci i starców. Pokazywanych przez pozarządowe organizacje charytatywne. Dodatkowo poinformowano, że aktualnie na Białorusi przebywa około 12-15 tysięcy podobnych migrantów, też zmuszanych do forsowania granicy przez reżim Łukaszenki. Naprzeciw nim reżim Kaczyńskiego ustawił 12- 14 tysięcy funkcjonariuszy Straży Granicznej,wojska polskiego, policji i Wojsk Obrony Terytorialnej. Przeliczając wypada przynajmniej siedmiu funkcjonariuszy wzmocnionych zasiekami, sprzętem zmechanizowanym, helikopterami na jednego przygranicznego migranta.
Ale reżim Kaczyńskiego ma do dyspozycji jeszcze ponad 100 tysięcy wojska zawodowego i ochotniczego, zmotoryzowane odwody policji, a nawet sprawdzonych już w starciach z kobietami „kombatantów” prezesa Bąkiewicza.
Oczywiście można przewidywać czarny scenariusz, kiedy te 15 tysięcy migrantów jednocześnie ruszy aby przedzierać się na Zachód przez terytorium polskie. I wtedy nawet „kombatanci” Bąkiewicza wszystkich nie powstrzymają.
Wizją upadku IV Rzeczpospolitej pod naporem islamskiego najazdu, straszą nas teraz elity PiS.

Wojna partyjna

Jeszcze niedawno elity PiS traktowały „wojnę hybrydową” z reżimem Łukaszenki za znakomity element swej kampanii wyborczej. Powód do mobilizacji patriotów wokół obrony „Świętej Granicy Polskiej”. Polski zagrożonej też putinowską agresją, zgodnie z proroctwem prezydenta Lecha Kaczyńskiego z roku 2008, czyli „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, potem państwa bałtyckie, a pojutrze Polska”. Tym „pojutrze” elity PiS straszą swych wyborców od jedenastu lat. Nie wspominając rzecz jasna, że Polska jako kraj członkowski Unii Europejskiej i NATO, ma nadal solidne gwarancje bezpieczeństwa,w przeciwieństwie do Ukrainy i Gruzji.
Jeszcze na początku listopada, wojując z reżimem Łukaszenki, reżim Kaczyńskiego nie chciał korzystać z żadnej formy pomocy NATO i Unii Europejskiej.
Pan prezydent Andrzej Duda deklarował, że jest w stałym kontakcie „z naszymi sojusznikami”, w tym z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.
„Cały czas na bieżąco informuję sekretarza generalnego, jak wygląda sytuacja. Na razie panujemy nad sytuacją. Nie potrzebujemy wsparcia NATO, ale dziękujemy za taką gotowość, mówił pan prezydent.
Pan premier Morawiecki niebezpieczeństwo wybuchu „III wojny światowej” widział raczej w konflikcie kaczystów z państwami Unii Europejskiej. Wspierał go profesor Mieczysław Ryba z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dyżurny komentator TVP info. Jeszcze 1 listopada przestrzegał narodowych katolików w „Naszym Dzienniku” przed „Unijną agresją”. Zaś wrażą Unię Europejską przed polską „bombą atomową”, czyli polskim liberum veto w Radzie Europejskiej.
Zapewne wojnę hybrydową z reżimem Łukaszenki elity PiS postanowiły rozegrać na zasadach partyjnej, kibolskiej solówki. Skoro oni bezczelnie wpychają nam migrantów, to my jeszcze bardziej bezczelnie my będziemy ich wypychać. Powalczymy tak aż przyjdzie zima. Wtedy problem rozwiąże się sam, bo koczowanie między kordonami, nocne marsze przez las, wtedy zagrożone będą pewną śmiercią. Tak migracje ustaną. Potem elity PiS triumfalnie odtrąbią swe zwycięstwo w walce z islamskim, łukaszenkowskim i putinowskim najazdem. Podbiją patriotyczne nastroje,a sobie słupki wyborczego poparcia. Przy okazji przykryją też medialnie ową „małą, zwycięską wojenką” narastającą w kraju drożyznę i kolejną fale pandemii.
Ale aby wygrać medialnie taka „wojnę hybrydową”, elity PiS musiały zapewnić sobie medialny monopol na jej prezentowanie. Dlatego zakazano wstępu dziennikarzom i wszystkim niezmilitaryzowanym instytucjom na tereny „wojenne”. Dzięki temu nasi obywatele nie nie mieli i nadal nie mają rzetelnych i prawdziwych informacji skali migracji i działaniach polskich służb policyjno- wojskowych.
Wykluczenie dziennikarzy z terenów objętych „wojną hybrydową”, pan premier Morawiecki argumentował w czasie sejmowej debaty wrogą rolą jaka mogą tam odegrać. To przez dziennikarzy Amerykanie przegrali wojnę w Wietnamie, przekonywał. Kolejny raz dając popis swego zakłamania, albo, mówiąc językiem marszałka Terleckiego „kretynizm”. A może on tylko nie chciał żeby kreowany przez reżimową propagandę wizerunek uchodźcy- zoofila został zakłócony wizerunkiem, przeganianych do lasu,umierających tam dzieci? Może nie chciał by polscy dziennikarze odnaleźli w przygranicznych lasach trupy migrantów, ofiar wojny dwóch autorytarnych reżimów? Czy decyzja o wykluczeniu udziału międzynarodowych sojuszników, zwłaszcza Frontexu, z obrony wschodniej granicy Unii Europejskiej, nie była też podyktowana obawą przed ujawnieniem błędów, łamania prawa jakich się reżim Kaczyńskiego w tej wojnie już dopuścił?

Stan wojenny?

Wszelkie napływające informacje wskazują, że samodzielnie reżim Kaczyńskiego szybko tej wojny w reżimem Łukaszenki nie wygra. Nie wystarczą modły o mróz.
Zawiodły nadzieje pokładane w bliskim mu reżimie Erdogana. Ten zamiast zablokować przerzut migrantów przez tureckie lotniska nadal pozwala na taki proceder. Może okazać się, że jedynym skutecznym naciskiem na białoruski reżim mogą być sankcje gospodarcze Unii Europejskiej. Ale te znów uderzą też w polską gospodarkę. Reżim Kaczyńskiego odtrąbi propagandowe zwycięstwo, polska gospodarka straci. Reżim Kaczyńskiego nie informuje też polskich obywateli jaką politykę wschodnią zamierza prowadzić. Jak długo trwać będzie ta „zimna wojna” z naszymi sąsiadami? Czy ma jakieś propozycje wyjścia z takiego klinczu? Czy może uznał,że inna, niż zimnowojenna,polityka wschodnia nie jest przydatna w jego permanentnej kampanii wyborczej? Nas pewno jakieś działania muszą być podjęte przed 2 grudnia, bo wtedy prawnie skończy się „stan nadzwyczajny” wprowadzony na granicy.
A co potem ? Może „stan wojenny”? Oczywiście tylko w strefie przygranicznej, na razie.

PS. Pan minister Sasin nakazał prezesom spółek skarbu państwa aby jak najszybciej sfinansowały brakujące wyposażenie żołnierzy WOT. Zwłaszcza niezbędne im latarki i batony energetyczne. Zapowiada się gorąco na tej zimnej wojnie.

Poprzedni

Kraj trudnego biznesu

Następny

Sadurski na weekend