MŚ Rosja 2018: Afrykański test biało-czerwonych

Piłkarze polskiej reprezentacji ponoć nie mogli już się doczekać meczu z Senegalem, pierwszego występu na rosyjskim mundialu. Ale po przylocie do Moskwy, widząc na trybunach stadionu Spartaka morze biało-czerwonych flag, dotarło do nich, że nie mogą tu przegrać.

 

Na tę chwilę z niecierpliwością czekali nie tylko kadrowicze Nawałki, lecz przede wszystkim polscy kibice. Mecz z Senegalem miał dać nam wszystkim odpowiedź, czy wracająca do światowej elity po dwunastu latach przerwy reprezentacja Polski jest w stanie odegrać na rosyjskich boiskach większą rolę niż odegrała w dwóch poprzednich startach w XXI wieku. Jak pamiętamy w 2002 roku w Korei i Japonii oraz cztery lata później w Niemczech biało-czerwoni odpadli z rywalizacji juz w fazie grupowej. W Rosji miało być inaczej, co najmniej tak dobrze jak w Euro 2016 we Francji, gdzie ekipa Nawałki dotarła do ćwierćfinału. Ale tu i ówdzie pojawiały się entuzjastyczne opinie, że Roberta Lewandowskiego i spółkę stać na nawiązanie do osiągnięć legendarnych drużyn Kazimierza Górskiego z 1974 roku i Antoniego Piechniczka z 1982 roku.

Co prawda sami piłkarze, a także ich przełożeni próbowali studzić nastroje, lecz mimo ich starć biało-czerwony balonik nieustannie się powiększał, przynosząc przy tym wyraźne korzyści najważniejszym postaciom w obozie biało-czerwonych. Sądząc po ilości zamieszczanych w polskich mediach reklam, beneficjentami tej niebywałej wcześniej hossy byli w pierwszej kolejności Robert Lewandowski, Adam Nawałka, Zbigniew Boniek, Kamil Glik, Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosicki. Nic dziwnego, że dla tych kilku mężczyzn mecz z Senegalem był mocno stresującym przeżyciem. Ewentualna porażka niosła bowiem ryzyko odwrócenia nastrojów z entuzjastycznych na wrogie, bo jak wiadomo łaska kibica na pstrym koniu jeździ. A tu jeszcze do szatni naszej drużyny docierały wieści, że uważana za najgroźniejszego rywala w naszej grupie Kolumbia przegrała 1:2 z uważaną za najsłabszą Japonią.

Z zespołem Senegalu nasza reprezentacja jeszcze na mundialu nie grała. Jego najbardziej znanym graczem jest napastnik FC Liverpool Saido Mane, którego piłkarską klasę wielu ekspertów stawia wyżej nawet niż Lewandowskiego. Trener Nawałka zapewniał jednak solennie, że nie czuje stresu przed pierwszym meczem turnieju. „Po to zbierałem doświadczenia jako piłkarz, a potem trener, żeby stawka meczu mnie motywowała, a nie stresowała. Od samego początku uważaliśmy, że nasza grupa jest wyrównana, bo są w niej czołowe drużyny ze swoich kontynentów. Senegalczycy potrafią szybko przechodzić z obrony do ataku. Pod wieloma względami nasze zespoły mają zbliżone walory. Ja jednak wierzę, że to my okażemy się lepsi o tę przysłowiową jedną bramkę. Ale to będzie trudny mecz” – przestrzegał selekcjoner biało-czerwonych. Składem jednak nikogo nie zaskoczył i do walki z Senegalem wyznaczył: Szczęsnego – Piszczka, Thiago Cionka, Pazdana, Rybusa – Błaszczykowskiego (setny występ), Krychowiaka, Zielińskiego, Grosika – Milika i Lewandowskiego.

Mecz Polska – Senegal zakończył się wynikiem 1:2.

Który zespół wygra mundial w Rosji?

Mistrzowskiego tytułu bronią Niemcy i nie są bez szans na powtórzenie wyczynów Włochów w 1938 roku i Brazylijczyków w 1962 roku, którym to się udało.

 

Rekordzistami mistrzostw świata w liczbie zdobytych tytułów są jednak Brazylijczycy, którzy triumfowali w światowym czempionacie już pięciokrotnie (1958, 1962, 1970, 1994 i 2002). Ale Niemcy są tylko o jedno zwycięstwo gorsi (wygrywali w latach 1954, 1974, 1990 i 2014). Cztery triumfy na koncie mają też Włosi, wielcy nieobecni w Rosji. Pozostałe siedem tytułów wywalczyły reprezentacje obecne na rosyjskim turnieju – Urugwaj i Argentyna po dwa, a Anglia, Francja i Hiszpania po jednym.

W powszechnym przekonaniu największymi faworyta do zwycięstwa w tegorocznym mundialu są zespoły Brazylii i Niemiec. W dalszej kolejności duże szanse przyznaje się reprezentacjom Francji, Hiszpanii, Argentyny, Belgii, Portugalii i Anglii, a w mniejszym stopniu ekipom Nigerii, Urugwaju, Meksyku, Kolumbii oraz Polski. Nasz zespół poszybował w notowaniach po udanych czerwcowych meczach towarzyskich z Chile (2:2) i Litwą (4:0), ale wciąż można jeszcze spotkać się z prognozami, że biało-czerwoni mogą mieć problemy z wyjściem z grupy.

Według bukmacherskiej firmy William Hill, największe szanse na tytuł mistrza świata mają Niemcy (kurs 5,50) przed Brazylijczykami (6,00), Francuzami (6,50) i Hiszpanami (8,00). Z kolei rankingi bukmachera SkyBet dają Niemcom i Brazylii równe szanse (kurs 5-1).

A tak naprawdę dopiero pierwsze mecze pokażą, kto na rosyjskich stadionach jest potęgą, bo wyniki meczów sparingowych potrafią być mylące. Gdyby kierować się tylko rezultatami czerwcowych spotkań towarzyskich, to Brazylia z wyleczonym z kontuzji i głodnym gry Neymarem faktycznie sprawia wrażenie zespołu zdolnego wygrać turniej. Równie świetne wrażenie wywarli jednak swoją grą Francuzi i Belgowie, a nie zapominajmy, że Hiszpanie są od dwóch lat niepokonani i mimo nieoczekiwanej zmiany trenera ich też trzeba brać pod uwagę. Podobnie jak zespoły Argentyny z Leo Messim i Portugalii z Cristiano Ronaldo, bo dla obu tych genialnych graczy to już chyba ostatnia okazja do zdobycia wymarzonego mistrzostwa świata.

No i nie wolno zapominać o broniących tytułu Niemcach, bo chociaż ostatnio nie błyszczeli formą, to przecież rok temu wygrali w Rosji Puchar Konfederacji grając rezerwowym składem.

Polacy czekają w Soczi na pierwszy mecz

W środę kadra Polski w porze obiadowej dotarła do swojej bazy pobytowej w Soczi. Teraz trener Adam Nawałka ma wreszcie kilka dni na spokojne treningi i opracowanie taktyki na pierwszy mecz grupowy z Senegalem.

 

Reprezentacja Polski wróciła do światowej elity po 12 latach przerwy. Dla biało-czerwonych występ na mundialu w Rosji będzie ósmym w historii. Ich dotychczasowe osiągnięcia nie są może przesadnie oszałamiające, ale też nie musimy sie ich wstydzić. Dwa razy wywalczyli trzecią lokatę (1974, 1982), raz zajęli miejsca 5-8 (1978), raz wyszli z grupy (1986), a cztery razy kończyli turniej już po fazie grupowej (1938, 2002 i 2006). W XXI wieku zagrają po raz trzeci, ale kibice liczą, że tym razem polska drużyna spisze się lepiej niż ekipy Jerzego Engela na mundialu w Korei Południowej i Japonii oraz Pawła Janas w Niemczech. Ich występy zakończyły się kompletnymi porażkami, chociaż przed mistrzostwami aspiracje miały nie mniejsze niż mają teraz wybrańcy Adama Nawałki.

Czasy są też inne i kibice też są inni. Choć obecna reprezentacja wydaje się być znacznie mocniejsza od zespołów Engela i Janasa, to nikt nie oczekuje od niej gruszek na wierzbie. Celem jest wyjście z grupy, co wcale nie będzie łatwym zadaniem.
Zmieniło się też postrzeganie polskiej reprezentacji na świecie, co widać także w Soczi, gdzie tłumy łowców autografów polują na naszych piłkarzy, a szczególnie na Roberta Lewandowskiego. Nic nie ujmując zawodnikom występującym w naszej reprezentacji na poprzednich mundialach, to teraz po raz pierwszy mamy w jej składzie piłkarza o statusie światowej gwiazdy.

To rodzi też dodatkowe oczekiwania wobec Lewandowskiego, czego kapitan biało-czerwonych ma pełną świadomość. Dla niego dobry wynik polskiej reprezentacji w Rosji jest być może nawet ważniejszy niż dla niej samej, dla PZPN, a nawet dla nas wszystkich. „Wszyscy, którzy tu przyjechaliśmy, marzyliśmy o udziale w tym turnieju. Dzięki mundialowi można zostać zapamiętanym na zawsze. Zdajemy sobie sprawę, jakie sukcesy osiągaliśmy w latach 70. czy 80. Potem nastąpiła długa posucha. Niczego jednak nie obiecujemy. Po prostu z całych sił będziemy walczyć o nasz piękny sen” – zapewniał na pierwszej konferencji po przybyciu polskiej ekipy do Soczi. Ale w ocenach naszego zespołu, nawet po wygranym 4:0 sparingu z Litwą, „Lewy” pozostał malkontentem. Wciąż zwraca uwagę na niedociągnięcia, na to co trzeba poprawić, albo na co położyć jeszcze większy nacisk.

Naszej reprezentacji nie musimy się wstydzić. Piłkarze wyglądają jak z żurnala, podróżują i mieszkają w luksusowych warunkach, nawet w zachowaniu bardziej przypominają celebrytów niż piłkarzy – podczas treningów ich fryzury są nienaganne, a na twarzach próżno szukać potu i krwi. Może gdy już z boiska znikną kamery, a z trybun śledzący każdy ich ruch dziennikarze i kibice, przemieniają się na powrót w harujących w pocie czoła zawodowców, nabuzowanych od nadmiaru adrenaliny. Miejmy nadzieję, że tak właśnie się dzieje, gdy w kadrze gasną światła rampy.

Dali radę bez Glika

Towarzyski mecz z Chile (2:2) miał przede wszystkim dać odpowiedź na pytanie, jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Tymczasem dowiódł, że to nie absencja stopera AS Monaco jest największym problemem.

 

Przed meczem z Chile kibice zastanawiali się jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Trener Adam Nawałka miał do wyboru kilka personalnych konfiguracji przy obsadzie środka defensywy, ostatecznie jednak postanowił sprawdzić zbierającego ostatnio pozytywne opinie Jana Bednarka. Stoper Southampton dopiero na finiszu rozgrywek Premier League wskoczył do składu „Świętych”, ale w debiucie zdobył bramkę, i to w meczu z nie byle jakim przeciwnikiem, tylko z Chelsea Londyn, czym tak zaimponował trenerowi Markowi Hughes’ow, że ten wystawiał później młodego Polaka już do końca sezonu. Bednarek zwrócił na siebie uwagę także trenera Nawałki, który powołał go do szerokiej kadry na mundial.

 

Bednarek dał radę, a Pazdan nie

W Juracie i Arłamowie selekcjoner przekonał się, że ten waleczny i pewny siebie 22-letni piłkarz może być idealnym partnerem dla Kamila Glika. Niestety, pechowa kontuzja tego kluczowego gracza zniweczyła ten plan i Bednarek nagle zaczął być rozpatrywany nie jako uzupełnienie formacji obronnej biało-czerwonych, lecz jako jej fundament. W meczu z Chile było to aż nadto widoczne – to nie Michał Pazdan był ostoją naszej formacji defensywnej, tylko właśnie Bednarek, który zagrał o klasę lepiej od stopera Legii.

I teraz selekcjoner ma de facto nowy kłopot, bo musi dobrać Bednarkowi odpowiedniego partnera. Być może będzie to Pazdan, co warto byłoby sprawdzić w kolejnym spotkaniu towarzyskim z Litwą, a być może Thiago Cionek, Marcin Kamiński lub Artur Jędrzejczyk, bo tylko tych graczy Nawałka ma w tej chwili do dyspozycji. Niewyjaśniona jest wciąż kwestia udziału Kamila Glika, bo odkąd wyjechał do Francji każdego dnia docierają stamtąd coraz bardziej optymistyczne wieści. Lecz jeśli ostatecznie się okaże, że lekarz polskiej kadry Jacek Jaroszewski podał prawidłową diagnozę urazu i właściwie ocenił szanse wyjazdu Glika na mundial jako zerowe, to po meczu z Chile możemy być spokojni – Bednarek jest w stanie godnie go zastąpić na środku linii obronnej naszej reprezentacji.

 

Odrodzenie Błaszczykowskiego

Kolejnym plusem sparingu z Chile był udany występ Jakuba Błaszczykowskiego. Jego perypetie zdrowotne są dobrze znane. Z powodu kontuzji oraz uporczywego bólu pleców stracił praktycznie cały sezon i w zasadzie w ogóle nie powinien otrzymać powołania nawet do szerokiej kadry. Ale Błaszczykowski jest ważną postacią naszej kadry i nikt nie zgłaszał pretensji do Nawałki, że odesłał do domu strzelającego wiosną w lidze duńskiej gole Kamila Wilczka czy robiących furorę w naszej ekstraklasie Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Sebastiana Szymańskiego z Legii, a zostawił 33-letniego zawodnika w trudnej do określenia formie fizycznej. W Poznaniu jednak Błaszczykowski bez większego problemu wytrzymał trudy meczu i potwierdził, że jest pod względem fizycznym gotowy do gry w mistrzostwach świata. Grał mądrze, zadziornie, zwłaszcza do przerwy, gdy miał za plecami dobrze mu znanego z lat wspólnej gry w Borussii Dortmund Łukasza Piszczka. Jeśli nic złego się temu doświadczonemu zawodnikowi nie stanie, na mundialu w Rosji może znowu być mocnym punktem naszej reprezentacji.

 

Lewandowski, Zieliński, Krychowiak

W spotkaniu z Chile trener Nawałka nie zaskoczył wyjściowym składem. Na prawej flance mieliśmy wspomniany duet Piszczek – Błaszczykowski, a na lewej też sprawdzony tandem Maciej Rybus – Kamil Grosicki. Ta dwójka nie zachwyciła, chociaż to po akcji Grosickiego Piotr Zieliński zdobył druga bramkę. Trudno jednak wyobrazić sobie inny personalny wariant na tej pozycji, bo Bartosz Bereszyński jednak lepiej sobie radzi na prawej obronie, podobnie jak Artur Jędrzejczyk, ale oni dostana szansę pokazania się pewnie w spotkaniu z Litwą.

Możemy być natomiast zadowoleni z formy graczy środka pola, zwłaszcza Grzegorza Krychowiaka. Niewiele gorzej od niego spisał się partnerujący mu w roli defensywnego pomocnika Karol Linetty, ale obu przyćmił Piotr Zieliński, zaś wszystkich pospołu kapitan naszego zespołu Robert Lewandowski. Największą niespodzianką był jednak trwający niewiele ponad kwadrans występ Łukasza Teodorczyka. Napastnik Anderlechtu Bruksela zmienił Lewandowskiego i zdążył popisać się kilkoma naprawdę znakomitymi zagraniami. W takiej formie żal tego piłkarza trzymać na ławie.

 

Polska – Chile 2:2

Gole: Robert Lewandowski (30), Piotr Zieliński (34) – Diego Valdes (38), Miiko Albornoz (56).
Polska: Wojciech Szczęsny (46. Łukasz Fabiański) – Łukasz Piszczek (46. Thiago Cionek), Jan Bednarek, Michał Pazdan, Maciej Rybus (82. Bartosz Bereszyński) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty (46. Arkadiusz Milik), Piotr Zieliński, Kamil Grosicki (67. Jacek Góralski) – Robert Lewandowski (74. Łukasz Teodorczyk).
Chile: Gabriel Arias – Paulo Diaz (87. Francisco Sierralta), Enzo Roco, Guillermo Maripan, Sebastian Vegas (35. Miiko Albornoz) – Angelo Sagal (82. Jose Bizama), Jimmy Martinez (68. Angelo Araos), Lorenzo Reyes, Diego Valdes, Junior Fernandes – Nicolas Castillo (87. Cristian Cuevas).
Żółte kartki: Vegas, Araos.
Sędziował: Paolo Mazzoleni (Włochy).
Widzów: 41 216.

Czas sprawdzić formę w boju

Trener Adam Nawałka ustalił kadrę na mistrzostwa świata. Nie wszystkie jego personalne wybory uznano za w pełni zasadne, lecz o tym czy popełnił jakieś błędy przekonamy się dopiero podczas mundialu. Ale już dwa najbliższe mecze towarzyskie, z Chile i Litwą, powinny nam dać wiedzę w jakiej formie jest polski zespół.

 

Nie ulega wątpliwości, że kontuzja Kamila Glika wywołała rewolucję w kadrze biało-czerwonych. Większe zamieszanie mogłaby wywołać chyba tylko kontuzja Roberta Lewandowskiego. Nic nie ujmując stoperowi AS Monaco, w naszej reprezentacji od biedy ma go kto zastąpić, natomiast na miejsce „Lewego” Nawałka nie ma zmiennika na zbliżonym choćby poziomie i dopiero jego absencja byłaby prawdziwym dramatem.

 

Kto dyrygentem w obronie?

Strata Glika oczywiście też jest dla selekcjonera poważnym kłopotem. Za jego kadencji 30-letni środkowy obrońca wystąpił w 36 z 45 meczów, a ze spotkań o punkty opuścił tylko dwa – z Gruzją w eliminacjach Euro 2016 oraz z Rumunią w eliminacjach MŚ 2018. Nie grał w nich tylko dlatego, że musiał pauzować za żółte kartki. W pozostałych 23 meczach o stawkę grał od pierwszej do ostatniej minuty.

Nawałka ma jednak trochę czasu do pierwszego meczu w Rosji, żeby na nowo zestawić formację defensywną. „Panowie, kontuzja Kamila nie przekreśla naszych szans i marzeń. Misja i cel pozostają bez zmian” – miał powiedzieć piłkarzom Nawałka na wtorkowym treningu, w którym już nie uczestniczył Glik. A telewizyjne kamery z uporem godnym lepszej sprawy śledziły każdy gest i grymas twarzy chowającego się w tłumie kadrowiczów Marcina Kamińskiego, którego selekcjoner wybrał na zastępcę kontuzjowanego obrońcy AS Monaco.

Ta decyzja wcale jednak nie oznacza, że pełniący ostatnio w VfB Stuttgart rolę rezerwowego Kamiński zajmując miejsce Glika w 23-osobowej kadrze przejmie także jego rolę w zespole. „Takie sytuacje stwarzają szanse innym zawodnikom. Tak właśnie staramy się teraz podchodzić do tej przykrej historii. Z wiarą, że ktokolwiek nie zajmie w drużynie miejsce Kamila, to sobie z tym poradzi. Mamy w kadrze graczy młodych, jeszcze na dorobku, ale też doświadczonych i ogranych w poważnych meczach. Trener ma z kogo wybierać” – przekonuje Łukasz Fabiański.

W roli dyrygenta formacji defensywnej Glika zastąpi zapewne 33-letni Łukasz Piszczek, którego selekcjoner widzi na prawej flance zarówno w standardowym ustawieniu 4-4-2 jak i próbowanych ostatnio wariantach 3-5-2 i 3-4-3. Obrońca Borussii Dortmund może zająć miejsce Glika na środku obrony, bo taki pomysł w sztabie kadry był dyskutowany, ale wydaje się, że jest to rozwiązanie ostateczne na wypadek, gdyby w towarzyskich potyczkach z Chile i Litwą wystawieni do gry stoperzy kompletnie się skompromitowali. Nawałka ma na tej pozycji do wyboru czterech graczy – wspomnianego już Kamińskiego oraz Michała Pazdana, Thiago Cionka i najmłodszego w tym gronie Jana Bednarka, który po ośmiu miesiącach grzania ławy został wyciągnięty w marcu z głębokich rezerw przez nowego trenera w Southamptonu Marka Hughesa i zdążył w ledwie siedmiu występach w Premier League zrobić taką furorę, że dostał też powołanie do szerokiej kadry Polski. W Arłamowie też zrobił dobre wrażenie, nawet na nieskorym do pochwał Lewandowski.

 

Skład w zasadzie jest znany

Sądząc po preferencjach jakimi przy ustalaniu składu kierował się ostatnio trener Nawałka, to wyjściowy skład biało-czerwonych w ich standardowym ustawieniu taktycznym 1-4-4-2 powinien wyglądać tak: Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Milik, Lewandowski. Największą niewiadomą w tym wariancie stanowi forma Błaszczykowskiego.

Co prawda odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne kadrowiczów Remigiusz Rzepka gorliwie przekonuje w medialnych wypowiedziach, że skrzydłowy VfL Wolfsburg trenuje już na maksymalnych obrotach, ale nie można zapominać, że Błaszczykowski cały sezon spędził jednak w rezerwie lub na leczeniu kontuzji. I to jego także, przy całym szacunku dla zasług, w spotkaniach z Litwą i Chile powinien gruntownie przetestować Nawałka. Oczywiście o ile wciąż go traktuje jako gracza pierwszego wyboru na pozycji prawoskrzydłowego.

Testowane od listopada ubiegłego roku ustawienie 1-3-5-2 najbardziej wiarygodnie wygląda tak: Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Cionek – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Rybus, Grosicki – Milik, Lewandowski. Jak widać żadnych niespodzianek personalnych w tych medialnych jak na razie spekulacjach nie ma, ale przecież nietrudno sobie wyobrazić Teodorczyka u boku Lewandowskiego w linii ataku czy też Kownackiego na prawej flance zamiast Błaszczykowskiego.

 

Co z Lewandowskim?

Kluczowym graczem naszej kadry znów jednak będzie „Lewy” i nie ma nadziei, że rywale zlekceważą go na boisku. On sam też nie ma co do tego złudzeń. „Pamiętam jak byłem pieczołowicie pilnowany przez rywali na mistrzostwach Europy. Dlatego zależało mi, żebyśmy przed turniejem w Rosji przećwiczyli schematy, gdy przy mnie będzie dwóch przeciwników, bo w ten sposób stworzy się szansa na strzelenie gola któremuś z kolegów. We Francji miałem trzy sytuacje bramkowe, z których jedną wykorzystałem. W Rosji też będę miał mało okazji do strzelania goli i trzeba nad tym popracować, żeby przekuć to na naszą korzyść” – twierdzi Lewandowski. I to jest jak się zdaje słuszny kierunek. Inne są aż nadto czytelne dla rywali.

Premier League mundialową potęgą

W poniedziałek 4 czerwca minął czas na zgłaszanie do FIFA 23-osobowych kadr zespołów na mundial. Z 736 zawodników co szósty gra w angielskich klubach.

 

Z analizy przeprowadzonej przez statystyków FIFA wynika, że z 736 piłkarzy zgłoszonych do udziału w mistrzostwach świata w Rosji aż 108 występuje na co dzień w zespołach angielskiej Premier League. O potędze klubowego futbolu w Anglii może świadczyć też fakt, że kolejnych 23 piłkarzy gra w zespołach Championship, czyli w drugiej lidze tego kraju. Solidną reprezentację ma też hiszpańska Primera Division, która z 78 zawodnikami uplasowała się na drugiej pozycji w zestawieniu. Trzecie miejsce przypadło niemieckiej Bundeslidze, zatrudniającej na co dzień 62 uczestników rozpoczynającego się 14 czerwca mundialu. W tej grupie jest czterech polskich piłkarzy (Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek i Kamiński), czyli tylu, ilu wśród uczestników MŚ 2018 umieściła nasza rodzima Lotto Ekstraklasa (Jędrzejczyk, Pazdan, Kądzior, Peszko). To najsłabszy wynik polskiej ligi w historii mistrzostw świata.

Jeśli chodzi o ranking klubów, to najwięcej zawodników w zespołach uczestników mundialu ma Manchester City (16 ). Powołania otrzymali Sergio Aguero, David Silva, Vincent Kompany, Gabriel Jesus, Nicolas Otamendi, Kevin De Bruyne, Fernandinho, Ederson, Kyle Walker, John Stones, Danilo, Raheem Sterling, Fabian Delph, Benjamin Mendy, Ilkay Gundogan i Bernardo Silva. Drugą lokatę zajmuje Real Madryt, który będzie miał 15 swoich graczy na mundialu: Isco, Sergio Ramosa, Marco Asensio, Mateo Kovacicia, Lukę Modricia, Raphaela Varane’a, Marcelo, Cristiano Ronaldo, Toniego Kroosa, Casemiro, Achrafa Hakimiego, Daniego Carvajala, Nacho, Lucasa Vázqueza oraz Keylora Navasa. Trzecie miejsce przypadło Barcelonie, która w Rosji będzie reprezentowana przez 14 piłkarzy: Gerarda Pique, Samuela Umtitiego, Leo Messiego, Paulinho, Andrssa Iniestę, Luisa Suareza Thomasa Vermaelena, Ousmane’a Dembele, Ivana Rakiticia, Jordiego Albę, Philippe Coutinho, Yerry’ego Minę, Marca-Andre ter Stegena oraz Sergio Busquetsa.

Wśród 32 finalistów tegorocznego mundialu tylko reprezentacja Anglii składa się wyłącznie z zawodników występujących w klubach rodzimej ligi. Po drugiej stronie znajduje się zespół Szwecji, w którego szeregach są wyłącznie zawodnicy grający na co dzień w klubach zagranicznych.

Kadra Polski bez Glika

Show Adama Nawałki ogłaszającego skład reprezentacji Polski na mundial zakłóciła wieść, że w trakcie treningu poważnej kontuzji barku doznał Kamil Glik. Stoper AS Monaco znalazł się w 23-osobowej kadrze, ale do Rosji zamiast niego raczej pojedzie Marcin Kamiński.

 

Do Arłamowa trener Adam Nawałka ściągnął 32 piłkarzy, a zatem było wiadomo, że w poniedziałek 4 czerwca dziewięciu z nich będzie w podłym nastroju. Wcześniej jednak swoje marzenia o wyjeździe na mundial pogrzebał bramkarz AS Roma Łukasz Skorupski, który podczas treningu doznał kontuzji biodra i chociaż zagrał w niedzielę w wewnętrznym sparingu kadry, to jednak po konsultacji ze sztabem medycznym selekcjoner uznał, że jego stan zdrowia nie jest na tyle dobry, żeby zabrać go do Rosji. W ten sposób trzecim bramkarzem kadry, obok Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego, został występujący na co dzień w angielskiej II lidze 30-letni Bartosz Białkowski.

 

Smutek odstrzelonych

Los Skorupskiego podzielili Krzysztof Mączyński (Legia Warszawa, Paweł Dawidowicz (Palermo, Włochy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Sebastian Szymański (Legia Warszawa), Kamil Wilczek (Broendby Kopenhaga, Dania) i Szymon Żurkowski (Górnik Zabrze). W tej grupie znalazł się też Marcin Kamiński, ale wobec kontuzji Kamila Glika obrońca VfB Stuttgart został w Arłamowie w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Przepisy FIFA dają trenerom możliwość wymiany zawodnika z przyczyn medycznych na dobę przed pierwszym meczem.

Atmosfera w kadrze była więc podwójnie smętna, bo jak nietrudno się domyślić skreśleni przez Nawałkę piłkarze wyjeżdżali z Arłamowa w fatalnych nastrojach. A tym co zostali humory psuły ponadto coraz mniej optymistyczne wieści o Gliku. Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski nawet nie próbował przekonywać, że nastroje są kwitnące. „Dało się wyczuć, że był to dzień trudnych decyzji. Rozmawiałem z chłopakami, którzy nie polecą z nami na mundial. To twardzi mężczyźni i żaden łez nie ronił, ani też nie zgłaszał pretensji. Za chwilę możemy spotkać się ponownie i wtedy to oni mogą być ważnymi postaciami w reprezentacji. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że takie decyzje zapadną i że ktoś będzie nimi poszkodowany. Musimy wrócić do tego, co dla nas jest najważniejsze, do pracy nad uzyskaniem jak najlepszej formy” – powiedział Lewandowski. Okoliczności w jakich doznał urazu filar defensywy biało-czerwonych długo były utrzymywane przez sztab kadry w tajemnicy. Z tego co przedostało się do wiadomości publicznej wiadomo, że Glik doznał urazu podczas gry w siatkonogę.

 

Bez Glika będzie trudniej

Badania diagnostyczne przeprowadzone w szpitalu w Przemyślu wykazały uszkodzenie więzozrostu barkowo-obojczykowego. W porozumieniu z klubem piłkarza, AS Monaco, zdecydowano, że Glik przejdzie dodatkowe badania we Francji. Piłkarz pojechał więc do Nicei, gdzie we wtorek został zbadany przez znanego specjalistę od tego typu urazów profesora Pascala Boileau. Ale zanim podano komunikat o wyniku konsultacji prezes PZPN Zbigniew Boniek zdradził na Twitterze, że Glik na mistrzostwach świata na pewno nie zagra. Jeśli wierzyć opinii lekarza naszej kadry doktora Jaroszewskiego, obrońcę AS Monaco czeka operacja i po niej co najmniej sześć tygodni rehabilitacji, a to oznacza, że mundial w Rosji Glik raczej na pewno obejrzy przed telewizorem. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w czwartek. Jego nieobecność to poważne osłabienie naszej reprezentacji, ale też szansa dla innych zawodników, choćby dla stopera Southampton Jana Bednarka.

Zwrócił na to uwagę Lewandowski. „Brak Kamila to wielka strata, ale nie możemy teraz myśleć, że bez niego nie damy rady. Trzeba myśleć pozytywnie i zrobić wszystko, żeby ktoś inny tak go zastąpił, by strata była jak najmniej odczuwalna” – twierdzi „Lewy”. Wygląda na to, że jego koledzy podzielają ten pogląd, a przynajmniej świadczy o tym wypowiedź jednego z asystentów trenera Nawałki Huberta Małowiejskiego. „Za nami już pierwszy trening bez Kamila, w grupie widać stuprocentową koncentrację. Widać, że grupa jest w pełni zmotywowana do pracy w takim składzie, jaki został” – zapewnia szkoleniowiec.

 

Kadra Polski na MŚ 2018:

Bramkarze:
1. Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), 12. Bartosz Białkowski (Ipswich Town, Anglia), 22. Łukasz Fabiański (Swansea City, Walia);

Obrońcy:
2. Michał Pazdan (Legia Warszawa), 3. Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), 4. Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), 5. Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Włochy), 15. Kamil Glik (AS Monaco, Monako) lub Marcin Kamiński (VfB Stuttgart, Niemcy), 18. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, 20. Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund, Niemcy);

Pomocnicy:
6. Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), 8. Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), 10. Grzegorz Krychowiak (Paris Saint-Germain, Francja), 11. Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), 13. Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 16. Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), 17. Sławomir Peszko (Lechia Gdańsk), 19. Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), 21. Rafał Kurzawa (Górnik Zabrze);

Napastnicy:
7. Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), 9. Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), 14. Łukasz Teodorczyk (Anderlecht Bruksela, Belgia), 23. Dawid Kownacki (Sampdoria Genua, Włochy).

Lewandowski poszedł na całość

Początek zgrupowania reprezentacji Polski w Arłamowie zdominowała wieść, że Robert Lewandowski poprosił władze Bayernu Monachium o zgodę na odejście. Kapitan biało-czerwonych w przededniu mundialu rozpoczął więc grę, która może go wynieść jeszcze bardziej w górę, ale równie dobrze zepchnąć w dół.

 

Gdy dwa lata temu przed Euro 2018 najzamożniejsi z reprezentantów Polski przybywali do Arłamowa drogą powietrzną, było budzącą w Polsce mieszane uczucia ekstrawagancją. Dzisiaj widok Lewandowskiego, Szczęsnego i Krychowiaka wysiadających z helikoptera mało kogo u nas szokuje i drażni. Większość może nawet odczuwa dumę, że nasi najlepsi piłkarze w niczym nie różnią się od futbolowych gwiazdorów z innych krajów. Ale ta duma rodzi też oczekiwania, że na rosyjskich boiskach biało-czerwoni będą bić się o najwyższe laury. Apetyty kibiców są ogromne i wciąż rosną, mimo stonujących mocarstwowe ambicje wypowiedzi działaczy PZPN, trenerów kadry i samych piłkarzy. Nikt nie ma przy tym wątpliwości, że kluczem do sukcesu będzie forma prezentowana przez lidera kadry i jej najlepszego strzelca i zawodnika od kilku lat. Dlatego wszystko co jest związane z Lewandowskim nie umyka uwadze tłumów i każda jego decyzja jest akceptowana. Nawet tak karkołomna jak zmiana klubu.

 

Gra dla Bayernu wyczerpuje

Miniony sezon Bundesligi był dla „Lewego” dość wyjątkowy. Po raz pierwszy odkąd trafił do monachijskiej drużyny grał mniej niż zwykle. Potwierdzają to statystyki. W sezonie 2017-2018 Lewandowski wystąpił w 48 spotkaniach, rozgrywając łącznie 3757 minut. W poprzednich rozgrywkach rozegrał wprawdzie o jeden mecz mniej, ale na boisku przebywał o 300 minut dłużej. Jeszcze więcej minut na boisku spędził w rekordowym dla niego sezonie 2015-2016, w którym w 51 meczach zaliczył aż 4236 minut. „W tym sezonie to nawet można było powiedzieć, że wypadłem z rytmu meczowego, co pewnie było widać na boisku. W końcu nie musiałem już z niecierpliwości czekać na koniec rozgrywek, częściej nie mogłem się wręcz doczekać, kiedy wrócę do gry. W tym roku nie jestem przemęczony, choć i tak meczów rozegrałem dużo, a sezon był długi. Różnica dla mnie jest jednak spora” – przyznał Lewandowski podczas środowej konferencji prasowej w Arłamowie.
Dwa lata temu intensywna eksploatacja w Bayernie odbiła się na jakości gry „Lewego” w mistrzostwach Europy we Francji. Brakowało mu dynamiki, którą zachwycał w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. „Porównując ile grałem w sezonie poprzedzającym Euro, a ile teraz, to różnica jest duża. I mam nadzieję, że na mistrzostwach świata w Rosji wypoczęty i dobrze przygotowany do gry będę mógł jeszcze więcej dać naszej reprezentacji” – przekonuje Lewandowski.

 

Teraz albo już nigdy

Kapitan biało-czerwonych ma opinię zimnego profesjonalisty, który starannie planuje swoją piłkarska karierę. Skoro zdecydował się na podjęcie próby odejścia z Bayernu Monachium na trzy lata przed wygaśnięciem kontraktu, musiał przekalkulować wszystkie plusy i minusy tej decyzji. Jeśli zaliczy udany występ na mundialu, okraszony golami i awansem reprezentacji Polski co najmniej do fazy play-off, jego rynkowa wartość nie zmaleje. W medialnych spekulacjach pojawia się informacja, że Chelsea Londyn jest gotowa zapłacić Bayernowi za transfer polskiego napastnika 90 milionów funtów. I taka też mniej więcej kwota pojawia się ponoć w ofercie złożonej przez Manchester United.
Nie bardzo natomiast wiadomo dlaczego w plotkach transferowych wiązanych z nazwiskiem Lewandowskiego pojawia się Paris Saint-Germain oraz dlaczego przestał pojawiać się Real Madryt. Ponieważ Bayern jak na razie nie zajął żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie, trzeba przyjąć, że albo wszystkie wcześniejsze deklaracje szefów bawarskiego potentata zapewniające o pozostaniu „Lewego” na Allianz Arenie nadal obowiązują, albo zostały odwołane i wszystko jest możliwe, czyli także transfer do Realu Madryt.

Lewandowski w Arłamowie nie chciał rozmawiać o zmianie klubu i zasłonił się stwierdzeniem, że od tego ma agenta żeby sam mógł się skupić wyłącznie na przygotowaniach do mundialu. Od myślenia o tych sprawach jednak tak całkowicie odciąć się nie będzie mógł, bo wprawdzie w Bayernie „Lewy” jeszcze sobie całkowicie mostów nie spalił, ale w razie niepowodzenia biało-czerwonych na mundialu oraz fiaska transferowych zabiegów Phiniego Zahaviego, powrót do bawarskiego klubu stanie się dla „Lewego” prawdziwą katorgą.

 

Pieszczenie gwiazdora

Dla trenera Adama Nawałki to w sumie wygodna sytuacja, bo podwójnie zmotywowany do gry Lewandowski to prawdziwy dar niebios dla każdego szkoleniowca, a dla reprezentacji Polski w szczególności, albowiem nie jest żadną tajemnicą, że sam „Lewy” stanowi połowę jej sportowej wartości. Napastnik Bayernu jest więc przez selekcjonera biało-czerwonych traktowany na wyjątkowych zasadach. Nie musiał przyjeżdżać do Juraty, a w Arłamowie dostał indywidualny tok treningów uwzględniający przeciążeniowy uraz lewego kolana. Inni kadrowicze znoszą bez szemrania widok Lewandowskiego wędrującego w klapkach do gabinetu fizjoterapeuty, gdy sami w pełnym słońcu muszą zasuwać po boisku.

Przynajmniej na razie, bo nie jest też tajemnicą, że „Lewy” ma sporo do powiedzenia w reprezentacji i jak ktoś go bardzo wkurzy albo mu się w czymś nie spodoba, to potrafi skutecznie takiego delikwenta wyeliminować ze swojego otoczenia. Czyli inaczej mówiąc, pozbyć się z kadry. Ale to jest niepisany przywilej wszystkich gwiazdorów, z którego każdy w mniejszym lub większym stopniu korzysta. A Lewandowski poza tym nie ma wyboru, bo teraz potrzebuje wsparcia ze strony kolegów jak nigdy wcześniej.

Lewandowski nie tracił czasu

Robert Lewandowski wziął sobie wolne od kadry i nie przyjechał do Juraty. Nie byczył się jednak w tym czasie, bo jak informuje serwis businessinsider.com.pl, w tym czasie negocjował kontrakt z Lagardere Sports.

 

Agencja Lagardere Sports jest światowym liderem w sportowym marketingu. „Od początku mojej piłkarskiej kariery moim głównym celem był ciągły rozwój a nadrzędną wartością profesjonalizm. Dlatego cieszę się, że będę mógł wspólnie z Lagardere rozwijać się w tak istotnym obszarze mojej kariery jakim jest wizerunek” – wyjaśnił Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski dokończył zatem proces zmian w swoim najbliższym otoczeniu. Zakończył współpracę z Cezarym Kucharskim i zatrudnił Phiniego Zahaviego, a teraz w biznesowych sprawach zamiast Mariusza Siewierskiego będzie go reprezentować agencja Lagardere, z którą w imieniu „Lewego” na co dzień współpracować będą Tomasz Zawiślak i Kamil Gorzelnik.

Klęska Bayernu w Pucharze Niemiec

Mistrzostwo Niemiec to jedyne trofeum jakie w tym sezonie zdobyli piłkarze najsilniejszego klubu Bundesligi. W finale krajowego pucharu Bayern przegrał z Eintrachtem 1:3.

Tegoroczny finał Pucharu Niemiec był trenerskim pojedynkiem dwóch trenerów Bayernu Monachium – odchodzącego po sezonie na emeryturę Juppa Heynckesa z jego następcą Niko Kovaczem, który latem przejdzie z Eintrachtu Frankfurt do bawarskiego potentata. Bayern był zdecydowanym faworytem do zdobycia 19. w swojej historii Pucharu Niemiec. W Berlinie doszło jednak do sensacji, bo mistrz kraju niespodziewanie przegrał z niżej notowanym Eintrachtem Frankfurt 1:3.

Jednym z nielicznych zawodników bawarskiego potentata, do którego nie było pretensji za występ w sobotnim meczu, był Robert Lewandowski. Reprezentant Polski strzelił jedynego gola dla swojego zespołu i należał do najaktywniejszych na boisku. Surowi zwykle w ocenach „Lewego” niemieccy dziennikarze przyznali, że zasłużył na wyróżnienie. „Strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie w Pucharze Niemiec. Zrobił to, co do niego należało” – pisano w recenzjach, w których najczęściej napastnikowi Bayernu przyznawano notę „3” (według zasady, że „1” to klasa światowa, a „6” występ poniżej krytyki).

Nawet niechętny „Lewemu” tabloid „Bild” też przyznał mu „3”. Najgorsze noty przyznano natomiast Thiago Alcantarze i Jamesowi Rodriguezowi, co nie dziwi, bo obaj popełnili błędy po których Eintracht zdobył dwie bramki. Najlepszym zawodnikiem finału uznano strzelca dwóch goli dla Eintrachtu Ante Rebicia.

Niko Kovacz pokonał więc Bayern, którego trenerem będzie od 1 lipca. I chce pracować z Lewandowskim. „To napastnik światowej klasy. Bardzo się cieszę, że jest zawodnikiem Bayernu. Krytyka, jaka na niego ostatnio spadła, była nieuzasadniona. Ale w futbolu tak bywa” – stwierdził po meczu.