Chiński skok w przyszłość

Plan pięcioletni Chin – humanoidalny robot Unitree i start rakiety Long March-8A symbolizujące rozwój technologiczny Chin
Wizualizacja graficzna przygotowana na podstawie zdjęć humanoidalnego robota firmy Unitree oraz startu chińskiej rakiety Long March-8A.

Plan pięcioletni Chin – humanoidalny robot Unitree i start rakiety Long March-8A symbolizujące rozwój technologiczny Chin

W chwili, gdy Waszyngton codziennie dorzuca miliardy dolarów do wojennego pieca, Pekin zamierza dorzucić miliardy dolarów do nauki.  

Podczas zakończonej wczoraj czwartej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych zatwierdzono zarys piętnastego planu pięcioletniego – strategicznego dokumentu rozwoju Chin na lata 2026–2030. To właśnie on ma wyznaczyć kierunek modernizacji kraju w najbliższej dekadzie.

Dokument funkcjonuje na razie głównie w chińskiej wersji językowej, choć w sieci dostępne są już nieoficjalne tłumaczenia.

Nawet w tej roboczej formie widać wyraźnie, że Pekin nie myśli o drobnych korektach gospodarki, lecz o próbie cywilizacyjnego skoku.

Mocno skracając ten 141-stronicowy dokument, można powiedzieć jedno – Pekin stawia na technologie, które jeszcze niedawno brzmiały jak literatura science fiction i dla wielu nadal tak brzmią – rozwój humanoidalnych robotów sterowanych przez „ucieleśnioną” sztuczną inteligencję, interfejsy mózg–komputer, syntetyczne systemy sztucznego życia, organoidy i laboratoryjne modele ludzkich narządów, komputery kwantowe wraz z naziemno-kosmiczną siecią komunikacji kwantowej, a także nowe architektury obliczeniowe inspirowane działaniem ludzkiego mózgu – tzw. komputery neuronowe. Do tego dochodzą prace nad kontrolowaną syntezą jądrową, zielonym wodorem, bateriami nowej generacji, internetem satelitarnym i globalną infrastrukturą danych.

Równolegle plan obejmuje także fundamenty nowoczesnej gospodarki technologicznej – półprzewodniki, krajowe systemy operacyjne, oprogramowanie przemysłowe, zintegrowaną sieć mocy obliczeniowej, sieci 5G-A i 6G oraz infrastrukturę niskich wysokości dla dronów i nowych usług lotniczych. Chodzi o przestrzeń powietrzną do około kilometra nad ziemią – nowy poziom gospodarki, w którym mogą funkcjonować autonomiczne drony transportowe, powietrzna logistyka miast czy elektryczne latające taksówki, które do tej pory oglądaliśmy raczej w filmach pokroju „Piątego elementu” czy „Blade Runnera”.

W dokumencie pojawia się również ambitny program kosmiczny – od systemów obrony przed asteroidami, przez eksplorację obrzeży Układu Słonecznego, po wielokrotnego użytku ciężkie rakiety i międzynarodową stację badawczą na Księżycu. A to wciąż tylko fragment. W planie znajdziemy dziesiątki innych projektów i kierunków badań, które można by jeszcze długo wyliczać. Dlatego zamiast próbować streścić wszystko w kilku akapitach, warto po prostu zajrzeć do samego dokumentu – bo skala ambicji robi naprawdę duże wrażenie.

To rozbudowa całego ekosystemu – od laboratoriów i badań podstawowych, przez chipy, dane i oprogramowanie, po przemysłowe wdrożenia i usługi publiczne.

A jeśli ktoś uważa, że to tylko futurystyczne zapowiedzi z rządowego dokumentu, można zrozumieć sceptycyzm. W końcu w Polsce i ogólnie w większości państw świata polityczne strategie często kończą jako zbiór obietnic bez pokrycia. Warto jednak spojrzeć na wcześniejsze chińskie plany pięcioletnie. Pekin ma w zwyczaju konsekwentnie realizować to, co w nich zapisuje.

A jeśli komuś nie chce się zaglądać do raportów i statystyk, polecam prostszy eksperyment. Obejrzeć kilkuminutowy fragment tegorocznej chińskiej gali noworocznej transmitowanej przez CCTV i porównać go z występem sprzed roku. W 2025 roku humanoidalne roboty wykonywały jeszcze stosunkowo prostą choreografię taneczną. Teraz robią już salta, kopnięcia kung-fu i akrobatyczne sekwencje wymagające znacznie większej równowagi i precyzji. Jeśli taki postęp jest możliwy w ciągu dwunastu miesięcy, łatwo sobie wyobrazić, jak duża zmiana może nastąpić w ciągu pięciu lat – zwłaszcza przy rosnących miliardach dolarów pompowanych w badania i rozwój.

Już dziś Chiny przeznaczają na badania i rozwój ponad 3,3 biliona juanów rocznie, czyli około 460 miliardów dolarów. W nowym planie pięcioletnim zapisano dalszy wzrost tych wydatków o ponad 7 procent rocznie. Jeśli tempo to zostanie utrzymane, pod koniec dekady chiński budżet na badania i rozwój może sięgnąć około 700 miliardów dolarów rocznie.

Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych całkowite wydatki na badania i rozwój przekraczają dziś 900 miliardów dolarów. Ktoś powie: „Amerykanie wciąż wydają więcej”. I będzie miał rację – ale warto dodać, że – „póki co”. Trzeba też pamiętać, że około trzy czwarte tej kwoty pochodzi z prywatnych firm technologicznych i przemysłowych. Oznacza to, że pieniądze te są rozproszone między tysiące projektów kierujących się przede wszystkim logiką rynku, czyli zysku, który niekoniecznie pcha nas zawsze ku innowacji.

W Chinach znacznie większą rolę odgrywa finansowanie publiczne i strategiczna koordynacja inwestycji. Dzięki temu państwo może koncentrować ogromne środki na technologiach uznanych za priorytetowe i rozwijać całe łańcuchy zdolności – od laboratoriów i infrastruktury badawczej po fabryki, sieci danych i wdrożenia przemysłowe. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że w jednym modelu tysiące firm biegną w różnych kierunkach, a w drugim znaczna część wysiłku technologicznego skupia się na kilku jasno wyznaczonych celach.

Temu właśnie służą chińskie plany pięcioletnie – wyznaczaniu strategicznego kierunku rozwoju całego państwa. Obejmują one znacznie więcej niż same technologie, od polityki społecznej po transformację energetyczną, ale w obecnym planie to właśnie innowacje i nauka zajmują jedno z centralnych miejsc.

Sztuczna inteligencja jako nowy system operacyjny państwa

Najbardziej ambitnym elementem tej strategii jest inicjatywa określana jako „AI Plus” (AI+). To właśnie tutaj najlepiej widać skalę chińskich planów. Sztuczna inteligencja ma nie być jedną z wielu rozwijanych branż, lecz technologią, która przeniknie całą gospodarkę i sposób funkcjonowania państwa.

Zakres tych planów jest wręcz wizjonerski. Sztuczna inteligencja ma zostać wdrożona na ogromną skalę – w nauce i technologii, przemyśle, energetyce, rolnictwie, transporcie, usługach konsumenckich, ochronie zdrowia, edukacji, kulturze, turystyce i administracji publicznej. Dla części obserwatorów taka wizja może być niepokojąca – zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają filmowego „Terminatora” – ale wszystko wskazuje na to, że właśnie w tym kierunku będzie rozwijać się współczesna gospodarka.

W nauce AI ma wspierać nowe modele badań, rozwój ogromnych zbiorów danych i inteligentnych platform badawczych. W przemyśle ma pojawić się na każdym etapie produkcji – od projektowania i testów po zarządzanie fabrykami. W energetyce ma pomagać w sterowaniu sieciami i prognozowaniu produkcji z odnawialnych źródeł energii, a w rolnictwie – w hodowli biologicznej, monitorowaniu upraw i zarządzaniu chorobami zwierząt.

Żeby to było możliwe, plan równolegle zakłada rozbudowę zaplecza – centrów danych, krajowej sieci mocy obliczeniowej, infrastruktury danych, nowych standardów łączenia zasobów obliczeniowych oraz szybkich sieci komunikacyjnych.

Program „AI+” obejmuje także sferę życia codziennego. Plan przewiduje rozwój inteligentnych urządzeń konsumenckich – od smartfonów i komputerów po nowe kategorie produktów opartych na sztucznej inteligencji – oraz tworzenie centrów doświadczeń AI i nowych usług cyfrowych. W ochronie zdrowia sztuczna inteligencja ma wspierać diagnostykę i pracę lekarzy, zwłaszcza w podstawowej opiece zdrowotnej. W edukacji pojawiają się „inteligentni towarzysze nauki”, wirtualni korepetytorzy i systemy spersonalizowanego nauczania. W zamyśle ma to zwiększyć dostęp do wiedzy, poprawić jakość usług publicznych i częściowo odpowiedzieć na problemy, z którymi w najbliższych dekadach będzie mierzyć się wiele społeczeństw – starzenie się ludności oraz rosnące zapotrzebowanie na opiekę zdrowotną i edukację.

AI ma również stać się narzędziem zarządzania państwem. Plan zakłada jej wykorzystanie w nadzorze rynku, systemach bezpieczeństwa pracy, zarządzaniu kryzysowym, reagowaniu na katastrofy, ochronie środowiska czy administracji publicznej. W dokumencie pojawia się nawet wizja systemów współpracy obejmujących ludzi, „osoby cyfrowe” i inteligentne roboty. Chodzi o różnego rodzaju cyfrowych asystentów i wirtualne awatary działające w systemach administracji – programy, które analizują ogromne zbiory danych, przygotowują rekomendacje decyzji i obsługują część spraw obywateli – współpracujące z ludźmi oraz robotami wykonującymi zadania w świecie fizycznym. W praktyce mogłoby to oznaczać państwo, w którym część pracy urzędów wykonują systemy cyfrowe, algorytmy analizują dane w czasie rzeczywistym, a w terenie działają autonomiczne maszyny. Taki model ma rozwiązywać bardzo konkretny problem nowoczesnych państw – ogromną złożoność gospodarki, starzenie się społeczeństw i rosnący niedobór pracowników w wielu sektorach usług publicznych.

Jednocześnie Pekin myśli o sztucznej inteligencji w wymiarze globalnym. Dokument zapowiada rozwój międzynarodowej współpracy technologicznej, tworzenie platform współpracy w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku oraz działania na rzecz wspólnych standardów regulacyjnych i etycznych dla AI. W praktyce chodzi o coś więcej niż tylko współpracę technologiczną – o wpływ na to, według jakich zasad będzie rozwijać się globalna gospodarka sztucznej inteligencji. Państwa, które współtworzą standardy techniczne i regulacyjne, często na lata kształtują sposób funkcjonowania całych rynków. Dla wielu obserwatorów może to być także ważna przeciwwaga wobec modelu technologicznego rozwijanego przez część amerykańskich korporacji cyfrowych, które przez lata starały się ograniczać regulacje i opierać rozwój nowych technologii niemal wyłącznie na logice rynku.

Innymi słowy, Pekin nie traktuje sztucznej inteligencji jako kolejnej branży, lecz jako warstwę organizującą całą gospodarkę – coś w rodzaju nowego systemu operacyjnego państwa, obecnego w produkcji, usługach, nauce, administracji i życiu codziennym.

W liberalnych demokracjach taka wizja państwa, w którym sztuczna inteligencja przenika niemal każdy sektor gospodarki i administracji, budzi często mieszane reakcje. Pojawiają się pytania, czy tak głęboka integracja technologii z zarządzaniem państwem nie zmieni relacji między obywatelami, rynkiem i instytucjami publicznymi. Zwolennicy technologicznych rozwiązań odpowiadają jednak, że systemy analizujące ogromne zbiory danych mogą jednocześnie znacząco zwiększyć zdolność państwa do reagowania na kryzysy, planowania infrastruktury oraz zarządzania złożoną gospodarką.

W pewnym sensie odrobinę przypomina to dawne marzenie części ekonomistów i inżynierów o gospodarce zarządzanej w czasie rzeczywistym przez sieci komputerowe. Najbardziej znanym eksperymentem tego typu był projekt Cybersyn realizowany w Chile za rządów Salvadora Allende na początku lat 70. System miał wykorzystywać sieć komputerów i telexów do monitorowania produkcji w przedsiębiorstwach państwowych oraz szybkie wychwytywanie problemów pojawiających się w gospodarce.

W Santiago powstała nawet specjalna sala operacyjna przypominająca centrum dowodzenia z futurystycznego filmu — z dużymi ekranami prezentującymi dane gospodarcze i charakterystycznymi obrotowymi fotelami, z których ministrowie analizowali informacje napływające z całego kraju. W epoce, gdy komputery zajmowały całe pomieszczenia, była to próba stworzenia systemu koordynacji gospodarki opartego na bieżącym przepływie danych.

Projekt został jednak przerwany po wojskowym zamachu stanu w 1973 roku, gdy władzę przejął faszystowski generał Augusto Pinochet, wspierany przez Stany Zjednoczone.

Była to koncepcja wyraźnie wyprzedzająca swoją epokę. Ówczesne komputery były powolne, sieci komunikacyjne bardzo ograniczone, a przetwarzanie dużych zbiorów informacji niemal niemożliwe. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej — ogromne centra danych, sieci neuronowe, superkomputery i rozwijające się technologie kwantowe sprawiają, że zarządzanie złożonymi systemami gospodarczymi przy pomocy sztucznej inteligencji staje się technicznie realne w skali, o której pół wieku temu można było jedynie spekulować.

Jeśli projekt chińskiej strategii „AI Plus” okaże się skuteczny, może on znacząco zmienić sposób funkcjonowania nowoczesnych gospodarek i pokazać, że w erze sztucznej inteligencji planowanie rozwoju na poziomie całego państwa może stać się jeszcze bardziej precyzyjne i efektywne. Chiny od dekad opierają swój model rozwoju na planach pięcioletnich i strategicznej koordynacji gospodarki. Nowe technologie mogą jednak znacząco zwiększyć zdolność państwa do analizowania ogromnych zbiorów danych, przewidywania trendów i lepszego wykorzystywania zasobów.

Dlatego piętnasty plan pięcioletni nie jest jedynie kolejnym dokumentem strategicznym. To próba nadania nowej jakości istniejącemu modelowi planowania w epoce technologii, które dopiero zaczynają zmieniać świat.

Państwo przyszłości, nie tylko fabryka przyszłości

Technologie są tylko jednym z elementów piętnastego planu pięcioletniego – choć bez wątpienia elementem kluczowym i najbardziej widocznym. Równie istotne jest jednak to, że Pekin próbuje połączyć wyścig technologiczny z rozbudową państwa społecznego – o czym wiele współczesnych gospodarek kapitalistycznego Zachodu zdaje się zapominać.

Dokument wyznacza konkretne cele na koniec dekady. Do 2030 roku średnia długość życia ma wzrosnąć do 80 lat, liczba lekarzy na tysiąc mieszkańców z 3,1 do 3,7, a liczba pielęgniarek z 4,3 do 5,1. Udział łóżek opiekuńczych w placówkach dla seniorów ma zwiększyć się z 68 do 73 procent, a dostępność opieki żłobkowej dla dzieci do trzeciego roku życia – o 6 punktów procentowych.

Plan przewiduje także duże inwestycje w infrastrukturę społeczną. W najbliższych latach modernizacji ma zostać poddanych około 2000 publicznych instytucji opieki dla seniorów, a wszystkie miasta na poziomie prefektury mają zostać objęte zintegrowanymi centrami opieki nad dziećmi. W systemie ochrony zdrowia przewidziano wsparcie dla 60 wysokiej jakości szpitali prowincjonalnych oraz budowę około 1000 zintegrowanych konsorcjów medycznych na poziomie powiatowym.

Równolegle plan obejmuje modernizację przestrzeni miejskiej i warunków życia. Dokument przewiduje remont około 500 tysięcy mieszkań w miastach oraz modernizację około 115 tysięcy starych osiedli mieszkaniowych. W wielu przypadkach chodzi nie tylko o same budynki, lecz także o przebudowę infrastruktury – sieci wodociągowych, kanalizacyjnych i energetycznych.

Innymi słowy, chińska strategia nie polega wyłącznie na budowaniu robotów, rakiet czy komputerów kwantowych. Równolegle udoskonalany jest system opieki zdrowotnej, edukacji i usług społecznych dla starzejącego się społeczeństwa liczącego ponad miliard czterysta milionów ludzi.

To połączenie jest zdecydowanie wyróżnikiem chińskiego modelu rozwoju. W jednym dokumencie obok programów eksploracji kosmosu pojawiają się plany rozbudowy żłobków, szpitali i systemu opieki nad seniorami. Państwo inwestujące w sztuczną inteligencję i technologie kwantowe chce jednocześnie poprawiać dostęp do podstawowych usług społecznych – i to również warto zauważyć.

Z perspektywy osoby wykształconej w dziedzinie polityki społecznej, trudno mi nie docenić tych ambicji. W zeszłym roku miałem okazję odwiedzić Chiny i zobaczyć część tych rozwiązań z bliska. W wielu przypadkach – zwłaszcza jeśli chodzi o infrastrukturę publiczną, transport czy organizację usług miejskich – skala i tempo zmian naprawdę robią wrażenie.

Dlatego piętnasty plan pięcioletni jest czymś więcej niż kolejnym dokumentem planistycznym. To próba równoczesnego zaprojektowania dwóch rzeczy – technologicznej przyszłości i społecznego zaplecza dla kraju wchodzącego w kolejną fazę rozwoju.

Patrząc na te ambitne plany – opisane tu jedynie częściowo – trudno nie pomyśleć o jeszcze jednej kwestii. W coraz bardziej chaotycznym świecie, przy ograniczonych zasobach, rosnącej populacji i narastającym kryzysie klimatycznym, coraz większego znaczenia nabiera zdolność państw do długofalowego planowania rozwoju. Sztuczna inteligencja, ogromne centra danych, superkomputery i rozwijające się technologie kwantowe otwierają dziś możliwość zarządzania bardzo złożonymi systemami gospodarczymi w sposób znacznie bardziej precyzyjny niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie dlatego chińską strategię rozwoju warto uważnie obserwować – jako najbardziej innowacyjną próbę wykorzystania tych narzędzi w skali całego państwa.

Przypominam, że obok przełomu technologicznego oraz celów społecznych pojawiają się w niej także wyraźne kierunki energetyczne i środowiskowe – ograniczanie emisyjności gospodarki, zwiększenie udziału energii niepochodzącej z paliw kopalnych do 25 procent, inwestycje w retencję wody, ochronę przeciwpowodziową i bezpieczeństwo żywnościowe, a w dalszej perspektywie osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2060 roku.

Ubolewam, że w polskiej debacie politycznej odnawialne źródła energii wciąż bywają przedmiotem drwin. Były minister edukacji i obecny kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek mówi pogardliwie o „OZE-sroze”, przekonując, że Polska powinna opierać się przede wszystkim na węglu – chociaż sam kilka lat temu zainstalował na dachu swojego domu panele fotowoltaiczne. Tymczasem chińskie podejście jest znacznie bardziej pragmatyczne. Rozwój odnawialnych źródeł energii traktowany jest jako strategiczna inwestycja w przyszłą potęgę gospodarczą, podczas gdy węgiel pozostaje jedynie stabilizatorem systemu energetycznego w okresie transformacji. A sama transformacja jest w istocie inwestycją w przyszłość – w świat, w którym kolejne pokolenia będą miały gdzie żyć i czym oddychać.

W świecie, w którym część państw nadal topi ogromne środki w konfliktach, zbrojeniach i politycznym chaosie, próba połączenia rozwoju technologii, transformacji energetycznej, bezpieczeństwa zasobowego i modernizacji społecznej może okazać się jednym z najważniejszych eksperymentów naszych czasów. Jeśli ten model zadziała, przewaga XXI wieku może rozstrzygać się nie na polu bitwy, lecz w laboratoriach, sieciach energetycznych, danych i usługach publicznych.


PS. Skala wyzwań stojących dziś przed światem – od kryzysu klimatycznego, przez starzenie się społeczeństw, po transformację technologiczną – jest ogromna. Tym bardziej warto uważnie przyglądać się strategiom, które próbują odpowiadać na te problemy w sposób systemowy i konsekwentny, chociażby tym powstającym w Chinach. Z europejskiej – i polskiej – perspektywy trudno przy tym nie zauważyć, jak rzadko potrafimy z podobną konsekwencją planować rozwój i realizować ambitne cele. A przecież, jak mawiał Deng Xiaoping: „Nieważne, czy kot jest czarny czy biały – ważne, żeby łowił myszy”. W świecie pełnym wyzwań dobrze byłoby, gdyby Europa także potrafiła skutecznie łowić swoje myszy.

Julian Mordarski

Redaktor naczelny „Dziennika Trybuna”, publicysta i komentator polityczny. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z „Dziennikiem Trybuna” związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od pięciu lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej i międzynarodowej.

Poprzedni

Zamknięcie czwartej sesji OZPL XIV kadencji w Pekinie

Następny

Weto do SAFE to „Zdrada bezpieczeństwa narodowego”