Kondensat prawicowej mowy nienawiści

Wystarczy rzucić okiem tylko na jeden przypadkowy numer „konserwatywnego tygodnika opinii”, by utonąć w jej zalewie.

Jeden, przypadkowo znaleziony numer pisma „Sieci”, reklamującego się jako największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce – i absolutnie niezwykłe wrażenia z lektury!.
Jakaż tam finezja argumentacji, błyskotliwa cienkość ironii, niebanalna umiejętność spoglądania inaczej niż wszyscy.
Na przykład, wszyscy wiedzą, że nieudolność PIS-owskiego wojewody mazowieckiego, który nie umiał prawidłowo przygotować wniosku sądowego, sprawiła, iż NSA musiał unieważnić jego decyzję o przymusowych zmianach nazw ulic warszawskich – A „Sieci” piszą, iż to skandal, czczenie komunizmu, eskalowanie konfliktu z PiS-em i opozycja sądowa przeciw „zgodnym z literą prawa działaniom władzy”. („Sieci” to oczywiście tygodnik bliski władzy, redagowany zgodnie z wiernopoddańczą zasadą: „przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy”).
Wszyscy wiedzą, że prawo przemieszczania się i wyboru miejsca pobytu to jedno z podstawowych praw obywatelskich – A „Sieci”, zgodnie ze swym chrześcijańskim humanizmem, piszą, że deklaracja ONZ, mówiąca iż każdy człowiek w przyszłości powinien mieć prawo wyboru miejsca do życia, to „szaleńczy pomysł, migracyjny armagedon o skali przekraczającej nawet to, co czynił zbrodniczo Józef Stalin”.
Wszyscy wiedzą, że opozycja jest potrzebna dla demokracji, a samorządy powinny mieć własne kompetencje niezależne od władzy centralnej. – A „Sieci” piszą, iż: „z poziomu samorządów nauczyli się niszczyć polską wspólnotę”, zaś posłowie opozycji: „otwarcie, nawet z pewną dumą, Polsce szkodzą, Polskę niszczą”, i że trzeba ograniczyć możliwości tych „szkodników, agentów, złodziei, itp.”.
Wszyscy wiedzą, że zostanie honorowym obywatelem jakiegoś miasta to powód do dumy – A „Sieci” piszą, że tytułu honorowego obywatela Gdańska nie należy przyjmować, bo „to ryzykowne”. Można się bowiem znaleźć w towarzystwie Adolfa Hitlera, Bolesława Bieruta, trzech sowieckich wysokich oficerów – no i Lecha Wałęsy, który jest honorowym obywatelem Gdańska „mimo, że dziś już nie ma wątpliwości, iż był agentem SB”. Wszyscy wiedzą, że Hitler, Bierut i „sowieccy wysocy oficerowie” już dawno nie są honorowymi obywatelami Gdańska i że jest wiele wątpliwości, czy Wałęsa rzeczywiście był agentem SB – ale dla „Sieci” to oczywiście bez znaczenia.
Wszyscy wiedzą też, że pod rządami PiS wzrósł zasięg ubóstwa ekonomicznego w Polsce (mówi o tym oficjalny komunikat Głównego Urzędu Statystycznego – A „Sieci” piszą, iż: „zadaniem rządzących ma być przekonanie obywateli, że polskie społeczeństwo jest najszybciej bogacącym się w Unii Europejskiej i najszybciej likwidującym biedę”.
Gdy ujawniono zachowania księdza Henryka Jankowskiego, zaczęto się zastanawiać, dlaczego prawda o jego czynach nie wyszła wcześniej na jaw? A „Sieci” dobrze wiedzą dlaczego i kto za to odpowiada. Piszą więc: „Chodzi oczywiście w pierwszym rzędzie o Pawła Adamowicza, który wtedy był u św. Brygidy ministrantem” – i trudno sobie wyobrazić, „żeby z tej pozycji można było nie zauważyć zachowań proboszcza”. „Nie mógł nie wiedzieć, a milczał” – piszą „Sieci”.
„Z tej pozycji”… Prawda jakie to wszystko eleganckie i delikatnie aluzyjne?
Eleganckie są też określenia, jakimi tygodnik „Sieci” określa niektóre osoby i instytucje. Czytamy zatem o „bałwanach z ZNP” i o tym, że telewizja TVN zatrudnia „dziennikarskich czekistów” oraz „bryluje w ożywianiu komunistycznych trupów i pospolitych łajdaków” (oczywiście w odróżnieniu od głęboko pluralistycznej TVP, w której wypowiadają się prawdziwe autorytety bez skazy).
Dla „Sieci” Włodzimierz Cimoszewicz to „komuszek i kapuś służb”, „pospolity aparatczyk”który „zwyczajnie nie ma wstydu”, zaś Roman Giertych to „przechrzta i podnóżek dawnych wrogów”.
Szczególnie barwnie „Sieci” opisują Kazimierza Marcinkiewicza. Według tego tygodnika, to „nie tylko błazen, lecz nade wszystko zdrajca”, „wyznający publicznie swą chuć do jakiejś panienki”, który „do cna upokorzył urząd polskiego premiera”.
Wypada dodać, że widocznie opisywany w „Sieci” zestaw przymiotów był cenny dla Prawa i Sprawiedliwości, skoro tego człowieka uczyniło premierem naszej dumnej ojczyzny…
I tak właśnie wygląda język miłości, zgody i porozumienia w wydaniu reprezentantów „obozu dobrej zmiany”. I to wszystko tylko w jednym, przypadkowo znalezionym numerze prawicowego tygodnika. A „Sieci” przecież nie są żadnym wyjątkiem, bo prorządowych pism prawicowych, które używają identycznego języka mamy w Polsce bez liku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *