Jeszcze nowszy patriotyzm

Bardzo dawno temu, – bo w 2013 roku – popełniłem artykulik pt. „Nowy patriotyzm”.

Skarżyłem się w nim na zmiany, jakie w okresie mego życia zachodziły w pojmowaniu słowa „patriotyzm”, stopniowo zastępującego określenie walki i pracy dla Ojczyzny, krzykliwym samochwalstwem niektórych polityków i przypisywaniem sobie monopolu na definiowanie cech patriotyzmu. Zwracałem uwagę na to, że w czasie wojny było najprościej – każdy, kto walczył o wyzwolenie kraju był uważany za patriotę, bez względu na to, jakie miał polityczne poglądy. Ale nie nadużywano tego określenia i nigdy nie słyszałem, aby ktoś mówił „ja jestem patriotą, a ten X czy Y nie jest”.
Także po wojnie, mimo kilkuletnich sporów o to, czy głównym celem patriotycznym jest odbudowa kraju, czy walka z narzuconym ustrojem, na ogół szanowano odmienne poglądy nawet wtedy, kiedy za nie karano. Potem to się uspokoiło i przez wiele lat, także w państwie, którego zdaniem obecnego premiera w ogóle nie było, relatywnie rzadko używane określenie było rozumiane, jako równoznaczne z obywatelska postawą. Mówiąc prościej – uczciwą pracą dla siebie i kraju, pomaganiem innym w chwilach potrzeby, staraniem sie o rozwijanie jak najlepszego obrazu Polski za granicą. Dopiero w ostatnich latach te cechy patriotyzmu zaczęły być wzbogacane o odżywający, kawiarniany antysemityzm, bezsensowną i szkodliwą społecznie i ekonomicznie rusofobię i dzielenie Polaków na „prawdziwych patriotów” i tych „nierozumnych, drugiego sortu” obywateli, którzy oczywiście nie są patriotami.

Propaganda

Naiwnie myślałem, że na tym już koniec. Miałem nadzieję, że zmądrzejemy, stopniowo opadną emocje walki politycznej, przestaniemy traktować patriotyzm jak kij do okładania przeciwników. Sądziłem, że takie zachowanie nawet „nie przystoi” ludziom uważających się za patriotów, a zarazem piewców przemyślanej, patriotycznej polityki kulturalnej.
Myliłem się. Po kilku latach względnego uspokojenia, po wyborach w 2015 roku werbalny hurrapatriotyzm odżył, zmodyfikował kierunki i osiąga niepojące rozmiary.
Każde społeczeństwo jest wrażliwe na uporczywą propagandę. W miarę zmian technicznych zachodzących w nośnikach informacji dożyliśmy epoki, w której główną – a dla wielu środowisk jedyną – maczugą propagandową jest telewizja. Ma tą przewagę nad starymi nośnikami, że nie tylko informuje, ale pokazuje przykłady i wpływa nie tylko na świadomość, ale i podświadomość odbiorcy. Pół biedy, jeśli, jak w większości krajów, a w Polsce w dużych aglomeracjach, obywatel ma możliwość oglądania kilku konkurencyjnych programów, o różnym zabarwieniu politycznym. Ale – jak w Polsce na wsi i w wielu małych miastach – nie ma takiej możliwości, to wówczas stopniowo przyjmuje poglądy uzyskiwane z przekazywanych przez jedną stację telewizyjną informacji, jako swoje i jedynie słuszne.
Tak się teraz dzieje. Polska telewizja publiczna w okresie panowania obecnej władzy jest przesycona nie tylko odpowiednio selekcjonowanymi i preparowanymi informacjami, ale także werbalnym patriotyzmem, ukierunkowanym zgodnie z upodobaniem władz i odpowiednio do tych upodobań „ufryzowanym” historycznie. Te „prawdy objawione” kształtujące obecnie poglądy obywatela, który chce być uznawany za patriotę, można streścić w kilku punktach.

Podstawowe poglądy prawdziwego patrioty

Po pierwsze – w czasie wojny tylko ci, którzy byli „na zachodzie” lub związanym z nim podziemiu walczyli o wolną Polskę. Ci ze wschodu, albo z jakiś ludowo – chłopskich oddziałów partyzanckich, przesiąkli komunizmem i właściwie walczyli o hegemonię Rosji (wtedy ZSRR). Nie byli więc polskim patriotami.
Po drugie – w czasie wojny to właściwie tylko my ratowaliśmy Żydów przed hitlerowską zagładą. Ci, którzy ze strachu donosili na Żydów, a tym bardziej „szmalcownicy”, robiący to za pieniądze, to tylko smutne wyjątki. Widocznie pechowo w okolicach Sobiboru było ich wyjątkowo dużo, jeśli z 400 więźniów, którzy uciekli z obozu, prawie 100 „miejscowa ludność” wydała Niemcom.
Po trzecie – po wojnie i w długim okresie PRLu, patriotą był tylko ten, kto czynnie walczył z państwem opanowanym przez „komunę”. Reszta „psychicznych słabeuszy” pogodziła się z rolą niewolników. Wprawdzie kończyli szkoły średnie, studiowali, pracowali, odbudowywali i rozbudowywali – ale robili to bez entuzjazmu, a nawet ze wstrętem.
Po czwarte – obywatele często nie zdają sobie z tego sprawy, ale ciągle jesteśmy zagrożeni przez „postkomunę”. Prawdziwy Polak – patriota powinien ją ujawniać i z nią walczyć. Bo zakażenie komunizmem jest nieuleczalne. Jak ktoś gdzieś należał, albo coś podpisał – nie jest godzien działać w naszym społeczeństwie. Chyba, że szczerze się nawrócił i aktywnie wspiera nową, patriotyczna władzę.
Po piąte – polski patriota powinien być wierzącym i praktykującym katolikiem. Jeśli tego nie deklaruje – to trzeba go czujnie obserwować, bo może mieć ukryte związki z takimi podłościami jak LGBT, seksualizacją młodzieży, albo – o zgrozo – ze zwolennikami legalizacji ograniczonej aborcji, na życzenie zainteresowanej kobiety.
Po szóste – prawdziwy Polak wie, że prawie wszyscy w Europie chcą się na nas w jakiś sposób „zamachnąć”. Bezkrwawo, ale boleśnie robią to nieudacznicy z „wyimaginowanej wspólnoty”, czyli Unii Europejskiej. Ale są też tacy, którzy powodują katastrofy naszych samolotów – zwłaszcza prezydenckiego samolotu w rejonie Smoleńska. Patriota wie, że nasze samoloty, prowadzone przez najlepszych na świecie pilotów, co to potrafią latać nawet ”na drzwiach od stodoły …” nigdy same się nie rozbijają – więc to musiał być zamach.
Wreszcie po siódme – jesteśmy stale zagrożeni kolejną wojną. Nie wymieniamy, kto ją może wywołać, ale przecież wiadomo, kto zawsze na nas czyhał i kto robi kuku zaprzyjaźnionej Ukrainie. Musimy więc kupować coraz droższą broń od bogatych mocarstw, rozwijać siły wewnętrzne, szkolić się „od dziecka” w obronie naszych państwa i „wartości”.

Granice bezpieczeństwa

Ten zestaw aktualnych wymogów upoważniających siebie lub kogoś do bycia prawdziwym, polskim patriotą XXI wieku powinien każdemu pozwolić na samokrytykę i ocenę swojej pozycji. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałem, że taka autoanaliza jest wprawdzie męcząca, ale można ją jakoś strawić. I nadal miałem nadzieję, że powoli z tego wyrośniemy.
Moja nadzieja uległa jednak wyraźnemu nadwątleniu po kolejnych konwencjach i dyskusyjnych spotkaniach organizowanych przez rządzącą obecnie partię. Dostrzegłem bowiem, że niemal w każdej pryncypialnej lub buńczucznej wypowiedzi najwyższych notabli, ukrywa się jeszcze jedna, nowa i naprawdę niebezpieczna cecha prawdziwego patriotyzmu. Jest to wmawianie suwerenowi, że patriotą jest tylko ten, kto popiera władzę, zgadza się z jej poglądami i planami, będzie jej „pomagał a nie przeszkadzał”. Jeśli tego nie robi – to zdradza swój kraj i jest spadkobiercą Targowicy.
To mnie przestraszyło. Nieodległa historia Europy zna takie poglądy, Starsze pokolenia widziały sterowany, monopolistyczny patriotyzm w niektórych krajach i wiedzą, jak to się kończyło. A zaczynało się niemal zawsze tak samo – od omijania podstawowych zasad życia obywateli, kwestionowania uprawnień sądów i zastępowania ich „decyzjami ludu” lub jego idoli, gnębienia przeciwników, najpierw zgodnie z prawem, a potem wbrew prawu. Przy utrwalaniu takiego poglądu łatwo jest więc przekroczyć granice społecznego bezpieczeństwa, świadomie lub bezwiednie dojść do autokratyzmu, łatwo przechodzącego w totalitaryzm.
Podsycanie hurrapatriotycznego nastroju społeczeństwa też ma swoje tradycje. Więcej defilad, więcej pokazów odtwarzających bohaterskie czyny przodków, więcej zabaw młodzieży z imitacją broni albo z prawdziwą bronią. Manifestacje i marsze patriotyczne wspierające władzę. Wprawdzie w ich organizacji nie udaje dorównać nocom w Norymberdze i współczesnym uroczystościom w Korei Północnej, bo w słowiańskim kraju trudno zebrać tylu zdyscyplinowanych uczestników – ale starać się można.
Trudno przewidzieć, jakie będą następstwa nowego modelu polskiego hurrapatriotyzmu. Może się wypalić i nie spowodować większych szkód w mentalności młodzieży i średniego pokolenia. Ale może też pogłębić i utrwalić podziały społeczeństwa i doprowadzić do otwartej. lub skrywanej izolacji Polski, wśród europejskich państw o demokratycznych tradycjach. Sygnały tej izolacji są w Parlamencie Europejskim już wyraźnie widoczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *