O amancie Macronie i innych sprawach

„Le Monde diplomatique”, nr 1 (161), styczeń/luty 2020

W numerze, który jeszcze jest w punktach prasowych – Serge Halimi o tym, że nie wystarczy „tylko pobić Trumpa”. Chodzi to, że przeciwnicy Donalda Trumpa nie powinni koncentrować się wyłącznie na obsesyjnej myśli o odsunięciu go od władzy, lecz także myśleć o tym, jaka ma być Ameryka „po Trumpie” i to nawet wtedy, gdyby Trump wygrał ponownie. Problem Trumpa leży bowiem nie w nim samym, ale w stanie społeczeństwa (i jego problemów), które wyniosło go do władzy. Alain Accardo w „Drobnomieszczaninie szlachcicem” zastanawia się nad przyczynami i perspektywami trwałości drobnomieszczańskiej świadomości, modusu życia i drobnomieszczańskiego egoizmu. Jedno ze zdań tekstu brzmi tak: „Pierwszy amant Macron pojawia się w blasku chwały, jeśli nie jako archetyp drobnomieszczanina naszych czasów, to jako jego ostatnie wcielenie, jako ikona homo economicus zrodzonego przez kapitalizm XXI wieku, neoarystokrację społeczeństwa obfitości, nierówności, ostentacji, pozorów i marnotrawstwa, idealny model proponowany studentom dobrych szkół”. Z tym zdaniem koresponduje inne, tylko na pozór dotykające innej materii: „A teraz cała planeta staje się ogromnym wysypiskiem śmieci, trującym, śmierdzącym, nie do życia. Chyba że zatrzymamy to mordercze szaleństwo zanim będzie za późno”. Poza tym m.in. Maxime Lancien o przyczynach apokaliptycznych pożarów w Australii („Australia – sezon w piekle”), Gilbert Achcar o relacjach między Waszyngtonem a Teheranem („Taniec z szablami w Iraku”), Ewa Majewska z współpracownikami o „państwie (afektywnego) stanu wyjątkowego” czyli Polsce („Strefy wolne od LGBTplus”), Jan Wasiewicz w obszernym tekście o „Chłopskiej rewolucji księdza Piotra Ściegiennego” w ujęciu postkolonialnym. Poza tym – o obrazie kobiety w kinie polskim Elżbieta Durys, a Chantal Mouffe o potrzebie lewicowego populizmu. Jak zwykle zajmujące czytanie „Le Monde” to jak lektura całkiem sporej książki wielotematycznej.

Post Scriptum – nowe pismo literacko-artystyczne

Po 1989 roku pisma literackie i artystyczne raczej znikały niż się pojawiały. Wiele pism literackich, takich jak n.p. „Literatura”, „Kultura”, „Miesięcznik Literacki” , „Przegląd Kulturalny” i szereg innych należy już tylko do historii prasy kulturalnej. Także te, które powstały po 1989 roku, jak „Wiadomości Kulturalne” zostały „zaduszone” przez ówczesne kierownictwo Ministerstwa Kultury i Sztuki spod znaku obozu „solidarnościowego”.

Powstało sporo nowych pism, ale w porównaniu z okresem PRL ich oddziaływanie ma charakter niszowy i marginalny. Od lat egzystencja takich pism jest szczególnie trudna, stąd wypada życzliwie powitać każdą nową inicjatywę w tym zakresie.
Właśnie wystartowało nowe pismo literacko-artystyczne o nazwie „Post Scriptum” i tak się ono przedstawia: „I z tego, co widać, start był udany, bo po zaledwie dwóch numerach grupie artystów i dziennikarzy udało się zdobyć sporą przychylność ze strony szerokiego grona czytelników. W środku znajdziecie: poezję, zabawne felietony, niepublikowane nigdzie opowiadania bardziej i mniej znanych pisarzy, performance, fotografię, malarstwo, rzeźbę, teatr i wiele innych dziedzin sztuki oraz dział Rozmaitości, w którym zmieścił się w ostatnim numerze reportaż z trekkingu po Himalajach. O swojej twórczości i życiu prywatnym opowiadali na łamach kwartalnika między innymi: nagradzana na całym świecie malarka Maja Borowicz, polsko-holenderska fotografka Ewa Ćwikła, pisarka Małgorzata Warda, pisarze Alek Rogoziński i Maciej Siembieda. W jednym z najbliższych numerów dowiecie się np., co szalonego ma ochotę zrobić Katarzyna Groniec. (…)
Poczujcie ten klimat artystycznego, lekko dusznego pubu z niepowtarzalną, wyjątkową atmosferą, spotkajcie się z artystami i ich sztuką bez patosu i zadęcia, czasem pół-serio, prywatnie, niemalże intymnie.
Tam możecie chłonąć, bo słowo „obejrzeć” to zdecydowanie za mało, niecenzurowane fotografie – w tym piękne akty, poznać dziedziny sztuki, o których być może nie mieliście dotąd pojęcia (na przykład tektografia). Pismo nie publikuje żadnych materiałów reklamowych. Jest całkowicie niezależne, utrzymywane wyłącznie z symbolicznej opłaty rocznej za subskrybcje.
Pismo ukazuje się w wersjach polskiej i angielskiej.

https://www.facebook.com/Post-Scriptum-391179604807806/

Poczta i (nie)równe płace

Zrzeszony w nowej centrali związków zawodowych, Związkowej Alternatywie, Wolny Związek Zawodowy Pracowników Poczty domaga się daleko idących zmian w systemie wynagrodzeń na Poczcie Polskiej i podjęcia prac nad nowym zakładowym układem zbiorowym.

WZZPP wskazuje, że obecny system wynagrodzeń na Poczcie Polskiej dopuszcza olbrzymie nierówności płacowe między pracownikami zatrudnionymi na tych samych stanowiskach. W praktyce oznacza to, że zarząd może arbitralnie różnicować wysokość wynagrodzeń między pracownikami mającymi ten sam zakres obowiązków, w tym uprzywilejowywać pracowników należących do posłusznych mu związków zawodowych.
Zdaniem WZZPP obecnie obowiązujące rozwiązania są sprzeczne z prawem pracy i niesprawiedliwe. Stąd w dniu dzisiejszym przewodniczący związku, Piotr Moniuszko przesłał do zarządu Poczty pismo, w którym domaga się pilnego podjęcia prac nad nowym układem zbiorowym.
Równe place za tę samą pracę to jeden z postulatów programowych Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa. W ciągu najbliższych miesięcy będziemy walczyć o respektowanie tej zasady w wielu instytucjach państwowych, spółkach skarbu państwa i firmach prywatnych.

Poniżej treść pisma WZZPP do zarządu Poczty Polskiej.:

Równe traktowanie w zatrudnieniu jest jedną z podstawowych zasad prawa pracy. Pracodawca nie może dyskryminować pracowników z przyczyn wymienionych w kodeksie pracy. Jeśli świadczenie pracy wymaga od pracowników porównywalnego doświadczenia, kwalifikacji, odpowiedzialności czy wysiłku, to praca ta uznawana jest za pracę o jednakowej wartości. Pracownicy wykonujący takie same obowiązki powinni mieć wynagrodzenia w jednakowej wysokości. Nierówne wynagrodzenie w takich przypadku jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika i narusza przepisy kodeksu pracy.
Obowiązujący w Poczcie Polskiej S.A. Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy, jako porozumienie pomiędzy pracodawcą, a częścią działających w PP S.A. związków zawodowych jest ewidentnym przykładem nierównego traktowania, wręcz wprowadza dyskryminację płacową pracowników. Tak zwane „widełki” w tabeli zaszeregowań powodują, że pracownicy zatrudnieni na tym samym stanowisku, wykonujący te same czynności, a więc pracę o tej samej wartości otrzymują wynagrodzenia zasadnicze różniące się nawet o 2000 zł.
Dołączając do tego niesprawiedliwie naliczany dodatek stażowy, bo liczony procentowo od wynagrodzenia zasadniczego, powoduje jeszcze większe różnice w ostatecznym wynagrodzeniu pomiędzy pracownikami.
W związku z powyższym, żądamy najpóźniej do 30 września 2019 r. rozpoczęcia prac nad nowym Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy dla Pracowników Poczty S.A., który w sposób prosty, zrozumiały i przejrzysty zagwarantuje równe traktowanie nie tylko w zakresie wynagrodzeń, ale i dodatkowych świadczeń.

Kondensat prawicowej mowy nienawiści

Wystarczy rzucić okiem tylko na jeden przypadkowy numer „konserwatywnego tygodnika opinii”, by utonąć w jej zalewie.

Jeden, przypadkowo znaleziony numer pisma „Sieci”, reklamującego się jako największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce – i absolutnie niezwykłe wrażenia z lektury!.
Jakaż tam finezja argumentacji, błyskotliwa cienkość ironii, niebanalna umiejętność spoglądania inaczej niż wszyscy.
Na przykład, wszyscy wiedzą, że nieudolność PIS-owskiego wojewody mazowieckiego, który nie umiał prawidłowo przygotować wniosku sądowego, sprawiła, iż NSA musiał unieważnić jego decyzję o przymusowych zmianach nazw ulic warszawskich – A „Sieci” piszą, iż to skandal, czczenie komunizmu, eskalowanie konfliktu z PiS-em i opozycja sądowa przeciw „zgodnym z literą prawa działaniom władzy”. („Sieci” to oczywiście tygodnik bliski władzy, redagowany zgodnie z wiernopoddańczą zasadą: „przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy”).
Wszyscy wiedzą, że prawo przemieszczania się i wyboru miejsca pobytu to jedno z podstawowych praw obywatelskich – A „Sieci”, zgodnie ze swym chrześcijańskim humanizmem, piszą, że deklaracja ONZ, mówiąca iż każdy człowiek w przyszłości powinien mieć prawo wyboru miejsca do życia, to „szaleńczy pomysł, migracyjny armagedon o skali przekraczającej nawet to, co czynił zbrodniczo Józef Stalin”.
Wszyscy wiedzą, że opozycja jest potrzebna dla demokracji, a samorządy powinny mieć własne kompetencje niezależne od władzy centralnej. – A „Sieci” piszą, iż: „z poziomu samorządów nauczyli się niszczyć polską wspólnotę”, zaś posłowie opozycji: „otwarcie, nawet z pewną dumą, Polsce szkodzą, Polskę niszczą”, i że trzeba ograniczyć możliwości tych „szkodników, agentów, złodziei, itp.”.
Wszyscy wiedzą, że zostanie honorowym obywatelem jakiegoś miasta to powód do dumy – A „Sieci” piszą, że tytułu honorowego obywatela Gdańska nie należy przyjmować, bo „to ryzykowne”. Można się bowiem znaleźć w towarzystwie Adolfa Hitlera, Bolesława Bieruta, trzech sowieckich wysokich oficerów – no i Lecha Wałęsy, który jest honorowym obywatelem Gdańska „mimo, że dziś już nie ma wątpliwości, iż był agentem SB”. Wszyscy wiedzą, że Hitler, Bierut i „sowieccy wysocy oficerowie” już dawno nie są honorowymi obywatelami Gdańska i że jest wiele wątpliwości, czy Wałęsa rzeczywiście był agentem SB – ale dla „Sieci” to oczywiście bez znaczenia.
Wszyscy wiedzą też, że pod rządami PiS wzrósł zasięg ubóstwa ekonomicznego w Polsce (mówi o tym oficjalny komunikat Głównego Urzędu Statystycznego – A „Sieci” piszą, iż: „zadaniem rządzących ma być przekonanie obywateli, że polskie społeczeństwo jest najszybciej bogacącym się w Unii Europejskiej i najszybciej likwidującym biedę”.
Gdy ujawniono zachowania księdza Henryka Jankowskiego, zaczęto się zastanawiać, dlaczego prawda o jego czynach nie wyszła wcześniej na jaw? A „Sieci” dobrze wiedzą dlaczego i kto za to odpowiada. Piszą więc: „Chodzi oczywiście w pierwszym rzędzie o Pawła Adamowicza, który wtedy był u św. Brygidy ministrantem” – i trudno sobie wyobrazić, „żeby z tej pozycji można było nie zauważyć zachowań proboszcza”. „Nie mógł nie wiedzieć, a milczał” – piszą „Sieci”.
„Z tej pozycji”… Prawda jakie to wszystko eleganckie i delikatnie aluzyjne?
Eleganckie są też określenia, jakimi tygodnik „Sieci” określa niektóre osoby i instytucje. Czytamy zatem o „bałwanach z ZNP” i o tym, że telewizja TVN zatrudnia „dziennikarskich czekistów” oraz „bryluje w ożywianiu komunistycznych trupów i pospolitych łajdaków” (oczywiście w odróżnieniu od głęboko pluralistycznej TVP, w której wypowiadają się prawdziwe autorytety bez skazy).
Dla „Sieci” Włodzimierz Cimoszewicz to „komuszek i kapuś służb”, „pospolity aparatczyk”który „zwyczajnie nie ma wstydu”, zaś Roman Giertych to „przechrzta i podnóżek dawnych wrogów”.
Szczególnie barwnie „Sieci” opisują Kazimierza Marcinkiewicza. Według tego tygodnika, to „nie tylko błazen, lecz nade wszystko zdrajca”, „wyznający publicznie swą chuć do jakiejś panienki”, który „do cna upokorzył urząd polskiego premiera”.
Wypada dodać, że widocznie opisywany w „Sieci” zestaw przymiotów był cenny dla Prawa i Sprawiedliwości, skoro tego człowieka uczyniło premierem naszej dumnej ojczyzny…
I tak właśnie wygląda język miłości, zgody i porozumienia w wydaniu reprezentantów „obozu dobrej zmiany”. I to wszystko tylko w jednym, przypadkowo znalezionym numerze prawicowego tygodnika. A „Sieci” przecież nie są żadnym wyjątkiem, bo prorządowych pism prawicowych, które używają identycznego języka mamy w Polsce bez liku.