Proces polski

fot. Karolina Jóźwiak / mat. teatru

Łaźnia Nowa teatr obywatelski, postanowił zmierzyć się z Eligiuszem Niewiadomskim inscenizując jego proces. Bazując na sprawozdaniach z realnego procesu postarano się oprócz ról historycznych odegrać role symboliczne, rozpisując proces na głosy. Mamy ciekawy pomysł inscenizacyjny, wchodzimy jako widzowie przez salę sądową, którą potem jak i cały proces, oglądamy na ekranie. Uczestniczymy na żywo w transmisji procesu/przedstawienia, choć bez prawa do zabrania głosu.

W swoim wystąpieniu Niewiadomski powtarza wiernie program Narodowej Demokracji, przyprawiony indywidualnymi emocjami. On wierzy w to całkiem, wierzy w swoją misję i Wielką Polskę Katolicką. W tym odtwarzanym teatralnym procesie, to głos Niewiadomskiego jest głosem zbawiciela Polski. Głosem archanioła, który ma oczyścić Polskę z Żydów, socjalistów, masonów i wszystkich nie-Polaków. W sumie nie-Polakami są też chłopi, ci od Witosa, choć Witos czasem był z tymi od Dmowskiego.

Niewiadomski nie usprawiedliwia się, on po prostu wyjaśnia swój czyn. To miał być zamach na nową Konstytucję (Marcową), na nowy demokratyczny parlament i na Piłsudskiego, który do tego wszystkiego dopuścił. Narutowicz, który nieoczekiwanie również dla siebie, został prezydentem, zastąpił siłą rzeczy Piłsudskiego. Zastąpił, choć w przeciwieństwie do Piłsudskiego, wierzył w demokrację, w prawo i ludzi. I chyba w inną Polskę niż Piłsudski.

Krzysztof Zarzecki doskonale wczuwa się w Niewiadomskiego. Chwilami wydaje się, że jest Niewiadomskim. Sprawia, że wierzymy Niewiadomskiemu. Wierzymy w szczerość jego poglądów. Nie widzimy wariata. Widzimy człowieka zatroskanego, przekonanego o swojej misji, choć kompletnie nie rozumiejącego świata wokół niego. Czy nie ma takich wielu i dziś? Choć i bez brauningów.

Koledzy aktorzy, grający inne role procesowe i teatralne nie mają tak łatwo, ale wiadomo, to nie ich proces. Oni są tylko tłem. Tłem dla procesu, tłem dla przedstawienia. Tłem jest prokurator, będący niejako rzecznikiem Odrodzonej, taki typowy przedstawiciel „uśmiechniętej Polski”. Przymyka oko, czy raczej oba, na wady, skupia wzrok na pozytywach. W mowie oskarżycielskiej nie ukrywa rozczarowania Niewiadomskim. Trudno rozstrzygnąć, czy wini go bardziej za zamach, czy za brak wiary w Odrodzoną i tą odrodzoną rządzących. Za to nieśmiały z początku obrońca z urzędu, wykracza poza swoją rolę i jak Ordon na reducie, staje w obronie Niewiadomskiego i jego misji.

Humanistycznie i niepolitycznie adwokat, prywatny oskarżyciel, pyta czemu w tym procesie milczy się na temat Narutowicza. Tak jakby zabito go ponownie. I pogrzebano w trakcie procesu jego kata.

Reżyser jednak nie kończy po ostatnim słowie Niewiadomskiego. Nie kończy też po ogłoszeniu znanego wszystkim wyroku. Proponuje epilog rozpisany na głosy z endeckich gazet, relacjonujących ostatnie godziny skazańca przed egzekucją. Te kreują go na mesjasza, który oddaje swe życia za Ojczyznę, po tym jak wyeliminował symboliczną plamę na jej świętym obliczu. Aktorzy grają w ulicznej fieście ku czci ojczyzny, Niewiadomskiego i wszystkich endeków, nacjonalistów, wyznawców poglądu „Ein Volk, ein Reich, ein Fuhrer, ein Glaube… Oczywiście po polsku.

Ale i na tym reżyser nie kończy. Kończy Tuwimem, który w tym miejscu wychodzi na przegrywa. Nawet jeśli ma rację i prawo moralne jest w nim, to i tak w końcu przegra, jak Narutowicz, jak demokracja i sprawiedliwość.

O ironio, w 1926 roku to właśnie Piłsudski wypełnił niejako wolę Niewiadomskiego, wykonując zamach na Konstytucję i na następcę Narutowicza, wybranego dokładnie przez te same ugrupowania parlamentarne. Piłsudski został wykonawcą testamentu Niewiadomskiego, a piłsudczycy wprowadzali w życie ideały Romana Dmowskiego. Jeden kraj, jeden naród, jeden wódz – Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic, bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz!

Wolałbym, by spektakl kończył się przed wyrokiem i by w pamięci została mowa Niewiadomskiego, jako zmuszające do myślenia memento. A tak na koniec zostaje fiesta kolorowa jak marsz niepodległości, której Tuwim nie zatrzyma i nie zakrzyczy, nawet jeśli wielu krzyczałoby razem z nim. Nawet jeśli Tuwimem krzyczy sam Andrzej Seweryn.


Proces Niewiadomskiego. Teatr Łaźnia Nowa, Premiera Kraków 11 listopada 2025.

Reżyseria: Bartosz Szydłowski.

Scenariusz powstał na podstawie dokumentu sądowego „Proces Eligjusza Niewiadomskiego. O zamach na życie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabryela Narutowicza w dniu 16 grudnia 1922 r. Odbyty w Sądzie Okręgowym w Warszawie dnia 30 grudnia 1922 roku” w opracowaniu Stanisława Kijeńskiego, 1923 r.

Adaptacja: Łukasz Drewniak.

Adam Jaśkow

Poprzedni

Obrona umów śmieciowych przez kapitał trwa

Następny

Włodzimierz Czarzasty nowym marszałkiem Sejmu