Chaos pozorowany?

Czy za pozornym chaosem w służbie zdrowia i oświacie kryją się ukryte cele. Pytanie aktualne.

W cieniu bieżącej młócki PiS z opozycją zachodzą niepokojące zjawiska o dużym potencjale cofania Polski w rozwoju.
Na początku pandemii rząd chwalił się, że jest dobrze przygotowany do jej zwalczania i wprowadzał obostrzenia które miały nas uchronić przed jej rozwojem. Spotkało się to z akceptacją społeczeństwa, które uwierzyło w moc sprawczą Ministra Zdrowia i całego rządu. Szybko okazało się, że informacje o dobrym przygotowaniu okazały się mocno przesadzone, a wprowadzone obostrzenia w wielu przypadkach skompromitowały się i w konsekwencji doprowadziły do utraty zaufania społeczeństwa w ich skuteczność. Ma to wyraźny wpływ na obecny odbiór przez społeczeństwo ograniczeń, mimo, że są one obiektywnie konieczne. Dodatkowo na jaw wyszły niejasne afery z zakupem maseczek i respiratorów.
Obecnie rządzący zmienili całkowicie sposób przekazu. Rozwój pandemii w Polsce uznaje się za nieprzewidywalny i uzależnia podejmowanie dalszych decyzji od rozwoju wydarzeń, zrzucając jednocześnie odpowiedzialność za ich rozwój na zachowanie społeczeństwa.
Nie przygotowuje się, a przynajmniej nic nie wiadomo o scenariuszach przygotowań do ewentualnego drugiego rzutu wzrostu zachorowań, w szczególności w związku z jego prawdopodobną korelacją z jesienno – zimowym wzrostem zachorowań na grypę.
Nie znamy też planu przywracania normalnego funkcjonowania służby zdrowia. Obecnie planowe zabiegi są ograniczone, a tzw. Teleporady lekarskie, to w większości przypadków fikcja.
Priorytetem rządu w dziedzinie ochrony zdrowia stała się centralizacja wydatków, poprzez całkowite podporządkowanie NFZ Ministrowi Zdrowia. Wiara, że na szczeblu centralnym podejmuje się lepsze decyzje niż na szczeblu lokalnym towarzyszy PiS od początku i skutkuje coraz wyraźniej stratami na skutek podejmowania spóźnionych i nietrafnych decyzji.
Szczególnie niepokojącą sytuację obserwujemy w oświacie. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem roku szkolnego uczniowie, ich rodzice i nauczyciele nie wiedzą w jakim trybie prowadzone będzie nauczanie; stacjonarnym, zdalnym czy jakimś hybrydowym. Dotychczasowe doświadczenie z pseudo reformy edukacji oraz naprędce wprowadzone w tym roku nauczanie zdalne, dobitnie pokazały, że polska oświata nie jest przygotowana na żaden z tych trybów. Szkoły są przepełnione, nauka w nich często odbywa się na dwie zmiany co utrudni, jeśli wręcz uniemożliwi zachowanie fizycznego odstępu między uczniami. Większa część uczniów ma kłopoty ze swobodnym dostępem do komputera, bo musi go dzielić z rodzeństwem i rodzicami, wielu, szczególnie w małych miejscowościach nie ma w ogóle dostępu z uwagi na brak sprzętu lub brak dostępu do internetu o odpowiedniej jakości. Ministerstwo Oświaty nie podało żadnych danych, bo ich nie ma lub ukrywa, ilu uczniów „zagubiło” się w procesie zdalnego nauczania.
Nie podjęto istotnych działań w celu poprawy sytuacji, nie przygotowano alternatywnych scenariuszy i wytycznych dla podjęcia nauki w którymkolwiek z trybów nauczania. Brak też programów na przyszłość, zmierzających do poprawy istniejącej sytuacji. Mimo szumnych deklaracji, nowoczesne kształcenie dzieci i młodzieży nie należy do priorytetów obecnie rządzących.
Zastosowany będzie, jak to już wielokrotnie miało miejsce w ostatnich latach scenariusz przerzucenia decyzji i odpowiedzialności na samorządy i szkoły czyli nauczycieli. Oczywiście bez zaopatrzenia ich w potrzebne środki i wytyczne, służące ujednoliceniu procesu nauczania. To państwo, a nie samorządy odpowiada za edukację.
Taki scenariusz nie wynika jedynie z nieudolności rządzących, Stanowi przemyślany sposób na osłabieni e samorządów i dalsze obniżenie prestiżu nauczycieli, ponieważ odpowiedzialność za wszelkie nieuniknione problemy będzie można zrzucić na samorządy i nauczycieli. PiS nie ukrywa, że chciałby scentralizować tą część władzy, która jest obecnie przypisana samorządom, a nauczyciele od czasu strajku stanowią grupę zawodową, szczególnie nie lubianą przez rządzących.
W rezultacie będziemy mieli do czynienia z co najmniej kilkoma rocznikami młodzieży w których znajdzie się duża grupa osób o spłyconym wykształceniu.
W tym momencie budzi się niepokój, czy obniżenie jakości kształcenia nie stanowi ukrytego celu rządzących. Wystarczy przypomnieć sentencję wygłoszoną przez v-ce marszałka Terleckiego. Na pytanie, jak Zjednoczona Prawica ma zamiar zmienić wynikający z rezultatów wyborów fakt, że zdecydowana większość młodych ludzi nie głosowała na Andrzeja Dudę, odparł, że potrzebne są zmiany w procesie nauczania. Jeśli skojarzyć to z faktem, że za Andrzejem Duda głosowali w większości obywatele o niższym statucie wykształcenia i gorszym dostępie do rzetelnej informacji, to wnioski nasuwają się same. Czy rzeczywiście w interesie rządzących jest utrzymywanie dużej części społeczeństwa w sytuacji dziedziczenia niedostatku kulturowego i w konsekwencji materialnego, a środkiem do tego celu jest obniżenie jakości kształcenia? Jakość kształcenia nie polega bowiem na anachronicznym kształtowaniu postaw pseudo patriotycznych, lecz na przystosowaniu młodzieży do życia w szybko zmieniającym się świecie.
Jest i drugi aspekt takiego działania, nie do przyjęcia dla socjalistów. Niedostatki publicznej służby zdrowia i publicznej oświaty powodują rozwój sektora prywatnego w tych dziedzinach i ucieczkę najlepszych specjalistów do tego sektora. Grozi nam żywiołowa prywatyzacja służby zdrowia i oświaty.
PiS zapewnia o swojej trosce o ludzi biednych, ale robi bardzo wiele, by jednocześnie ich los pogorszyć i zamknąć ich w swoistym getcie.
Czy o to chodzi? Obym się mylił.