
Zahran Mamdani, syn hinduskich imigrantów z Ugandy, wyznających islam, wygrał wybory na burmistrza Nowego Jorku. Stało się tak pomimo konkurencji nie tylko ze strony republikanina Curtisa Sliwy, ale również byłego demokratycznego gubernatora Andrew Cuomo, wspieranego nie tylko przez część demokratycznego establishmentu, ale również przez Donalda Trumpa.
Sam się określa mianem demokratycznego socjalisty i prezentuje program europejskiego socjaldemokraty. Promuje m.in. bezpłatną komunikację miejską, sklepy miejskie o cenach urzędowych dla najgorzej uposażonych, powszechną opiekę nad dziećmi w żłobkach i przedszkolach, zamrożenie czynszów regulowanych na 4 lata i zwiększenie podaży mieszkań dostępnych dla zwykłych ludzi, a także reformę systemu bezpieczeństwa przy utrzymaniu stanów osobowych w policji. Wszystko to chce sfinansować z 2% specjalnego podatku dochodowego dla milionerów i poprzez zwiększenie podatku korporacyjnego z 7,25% do 11,5%, czyli takiego jak jest w New Jersey.
Sprawy obyczajowo-kulturowe były na dalszym planie.
Myślę, że polska lewica powinna również wyciągnąć wnioski z tej kampanii budując własne priorytety.
Demokraci wygrali również wybory gubernatorskie w Wirginii i New Jersey, a także wybory burmistrzów m.in. Atlanty, Pittsburgha i Cincinnati.
Najciekawszym przypadkiem jest Wirginia, gdzie demokraci wygrali również wybory na wicegubernatora (Ghazala Hashmi) oraz prokuratora generalnego, w których zwyciężył kontrowersyjny Jay Jones.
Przypominam, że dotychczas gubernatorem w tym stanie był republikanin.
Szczególnie mocno demokratów wsparły północne hrabstwa, gdzie mieszka dużo urzędników federalnych zatrudnionych w Waszyngtonie i okolicy. Część z nich już jest bezrobotna, a większość nie otrzymuje wynagrodzeń w wyniku shutdownu.
W całych Stanach najszybciej porzucają Trumpa młodzi wyborcy do 30 roku życia oraz Latynosi.
Głównym tematem kampanii demokraci uczynili drożyznę i rosnące koszty utrzymania, wyciągając wnioski z kampanii parlamentarnej i prezydenckiej sprzed roku.
Polityka gospodarcza, a zwłaszcza celna nowej administracji, prowadząca do zwyżki cen wielu towarów daje im ciągle nowe argumenty.
Odrzucono trumpizm i ekstremizm republikański, również w sferze polityki migracyjnej i bezpieczeństwa.
Wśród inteligencji i młodzieży duże wrażenie wywarła restrykcyjna polityka administracji Trumpa wobec czołowych uniwersytetów i organizacji pozarządowych.
Pamiętajmy też o ok. 7 milionach ludzi, którzy całkiem niedawno wyszli na ulice amerykańskich miast pod hasłem „Tu nie ma królów”.
Już od 53% do 65%, w zależności od tego który sondaż uznamy za wiarygodny, Amerykanów ocenia prezydenturę Trumpa negatywnie. Sondaż przed przyszłorocznymi „połówkowymi” wyborami do Kongresu daje demokratom 3% przewagi w wyborach do Izby Reprezentantów, a jeszcze kilka miesięcy temu partia ta nie mogła się pozbierać po przegranych wyborach z jesieni ubiegłego roku.
Nowy wiatr w żagle partii opozycyjnej może dać również kompromis, który przedwczoraj część senatorów demokratycznych zawarła z większością republikańską w sprawie shutdownu, szkodzącego niemalże wszystkim pracownikom rządowym w USA.
Jeżeli partia prezydenta dotrzyma zobowiązań i w grudniu zostanie przedłużone finansowanie Obamacare w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych, zostaną wydane potrzebującym bony żywnościowe i dotrzymane będą inne zobowiązania – demokraci odniosą sukces.
Jeżeli nie, w styczniu czeka nas kolejna typowo amerykańska idiotyczna zabawa z „zamknięciem rządu”, która mu też nie posłuży.
Reasumując: administracja Trumpa albo wyciągnie wnioski z efektów dotychczasowej polityki i zrównoważy działania i przekaz do społeczeństwa albo przegra wyraźnie za rok wybory do Kongresu i utraci większość potrzebną do skutecznego sprawowania władzy, co doprowadzi ją do klęski w następnych wyborach prezydenckich.
Obserwując pychę ideologów i liderów MAGA, a zwłaszcza narcyzm i ciągoty autorytarne Trumpa stawiam dolary przeciw orzechom na tę drugą opcję.









