Ceny rosną, wartość naszych oszczędności spada

W bieżącym roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach.

Inflacja w lutym 2021 r. wzrosła o 2,4 proc. w ujęciu rok do roku, i było to nieco mniej (o 0,2 punktu procentowego) niż w styczniu bieżącego roku. Dynamika zmian cen w pierwszych dwóch miesiącach roku także była nieco mniejsza niż w analogicznym okresie 2020 r. Jednak dynamika cen usług wynosi już aż 7 proc., co jest z pewnością odczuwalne przez konsumentów.
W stosunku do stycznia 2021 r. ceny towarów i usług wzrosły w lutym o 0,5 proc. W tym miesiącu w porównaniu ze styczniem, największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) miały wyższe ceny w zakresie transportu oraz żywności, które podwyższyły CPI odpowiednio o 0,16 p.p. i 0,11 p.p. Coroczna zmiana wag wskaźnika CPI spowodowała bardzo wyraźny wzrost udziału cen żywności, co jeszcze bardziej zwiększa znaczenie tych kategorii cen, na którą wpływ ma wiele czynników niezależnych bezpośrednio od banku centralnego.
Zbliżamy się do okresu, kiedy dynamika inflacji będzie przekraczała 3 proc., co z punktu widzenia banku centralnego powinno spowodować prowadzenie polityki pieniężnej, która będzie sprzyjała ograniczaniu nadmiernych oczekiwań inflacyjnych – zwraca uwagę Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Analizy wskaźników inflacji w dłuższym okresie nie ułatwiają dokonywane każdego roku aktualizacje systemu wag stosowanego w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przypomnijmy, że nowe wagi wynikają z przeprowadzanych badań budżetów gospodarstw domowych i oparte są na strukturze wydatków gospodarstw domowych na zakup towarów i usług konsumpcyjnych z roku poprzedzającego badany rok.
Nowy system wag uwzględnia zmiany w strukturze konsumpcji wywołane pandemią COVID-19. W efekcie, w porównaniu z 2020 r. najwyraźniej, bo aż o 2,53 p.p. wzrósł udział wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe oraz o 0,7 p.p. udział wydatków związanych z użytkowaniem mieszkania. Najwyraźniej obniżył się udział wydatków w zakresie restauracji i hoteli (o -1,56 p.p.), transportu (-1,01 p.p.), rekreacji i kultury (-0,84 p.p.). Zastosowanie nowych wag spowodowało, że w styczniu 2021 r. w stosunku do stycznia ubiegłego roku inflacja wzrosła o 2,6 proc., wobec wstępnie szacowanego wzrostu o 2,7 proc.
Najnowsze dane o inflacji powinny skłaniać do zastanowienia się nad przyszłą ścieżką zmian cen. Procesy inflacyjne w okresie pandemii przebiegają inaczej niż w przypadku typowych sytuacji recesyjnych – zauważa TEP.
Wbrew oczekiwaniom, które pojawiły się powszechnie po rozpoczęciu pandemii w ubiegłym roku, w Polsce nie mamy do czynienia z dłuższym okresem deflacyjnym. Inflacja po dwóch pierwszych miesiącach jest o 1,1 p.p. powyżej projekcji Narodowego Banku Polskiego z lipca ubiegłego roku. Pamiętajmy, że w styczniu i lutym 2020 roku mieliśmy wyraźniejsze, miesięczne wzrosty cen, natomiast od marca do maja ubiegłego roku dynamika cen spowalniała.
W 2021 roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach. W projekcji NBP dynamika inflacji w drugim kwartale ma wynieść 3,4 proc. Mając to na uwadze, wkrótce możemy znaleźć się w strefie dyskomfortu wynikającego z rosnącego ryzyka wzrostu dynamiki inflacji do wartości, które wywołują zaniepokojenie konsumentów i podwyższenie oczekiwań inflacyjnych.
Z punktu widzenia osób oszczędzających, rosnąca inflacja może być coraz większym problemem, skoro ujemne realne stopy procentowe powodują spadek siły nabywczej oszczędności niezabezpieczonych przed inflacją. Natomiast z punktu widzenia banku centralnego dzisiejsza dynamika inflacji nie stanowi problemu, ale wkrótce może to ulec zmianie, gdyż w otoczeniu międzynarodowym pojawiają się coraz wyraźniejsze oczekiwania wzrostu cen (m.in. wzrost oczekiwań inflacyjnych w Stanach Zjednoczonych).
Z tego powodu wymagana jest szczególna ostrożność w formułowaniu przez bank centralny kierunków przyszłych działań. Powinny one być skoncentrowane przede wszystkim na ograniczaniu oczekiwań inflacyjnych oraz odpowiednio wczesnej reakcji w sytuacji ryzyka zbyt wysokiej dynamiki cen w przyszłości.

Optymizm urzędowy czy uzasadniony?

Sprzedaż detaliczna w naszym kraju zmniejszyła się w styczniu tego roku, spadło zatrudnienie, inflacja wzrosła ponad rządowe oczekiwania, mamy kolejne lockdowny. Podobno wszystko to nie stanowi jednak żadnego powodu do niepokoju.
Trzecia fala pandemii bez przeszkód dotarła do Polski. Tendencje wzrostu średniej tygodniowej liczby zgonów z powodu COVID-19 wykazują już bardziej zdecydowany ruch w górę. Rząd przywrócił zaostrzony reżim pandemiczny w czterech województwach (warmińsko-mazurskim, pomorskim, lubuskim i mazowieckim). Jeśli nic się nie zmieni, kolejnymi na liście mogą być kujawsko-pomorskie, śląskie i podkarpackie.
Jak ocenia Paweł Durjasz, główny ekonomista państwowej grupy PZU, te nowe, regionalne obostrzenia nie powinny znacząco wpłynąć na polski produkt krajowy brutto w I kwartale tego roku. Po danych za styczeń, ostrożnie można prognozować nieznaczny wzrost PKB w stosunku do poprzedniego kwartału i zmniejszenie spadku PKB w skali roku do około minus 2,0 proc. Wezbranie trzeciej fali pandemii czyni jednak bardzo prawdopodobnym rozszerzenie ograniczeń aktywności gospodarczej na inne obszary Polski i ich utrzymanie w kwietniu. Może to oznaczać nieco słabsze odbicie PKB w II kwartale i lekkie przesunięcie w czasie ścieżki ożywienia wzrostu gospodarczego. Ale wzrost PKB w 2021 roku powinien sięgnąć 4 proc., z możliwością wejścia w okolice 5,5 proc. rok później.
Dane o aktywności gospodarczej w styczniu były nadspodziewanie dobre (właściwy obraz sytuacji pokazują dane wyczyszczone z wpływu efektów kalendarzowych). Odnotowano dziewiąty już z rzędu miesięczny przyrost produkcji przemysłowej – i to największy od czterech miesięcy (1,7 proc. miesiąc do miesiąca). Produkcja sprzedana przemysłu jest już wyższa od poziomu sprzed pandemii, czyli z lutego 2020 r., o 4,5 proc. – i wybiła nawet ponad przedpandemiczny trend. Jest to tym bardziej godne podkreślenia, że styczniowy wynik uzyskany został w warunkach obowiązujących od szeregu tygodni ograniczeń aktywności gospodarczej w Polsce i w krajach istotnych dla naszego eksportu.
Do tego indeks koniunktury w przemyśle przetwórczym mocno w lutym wzrósł nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech oraz w całej strefie euro, szczególnie za sprawą wzrostu nowych zamówień. Wzrostowa tendencja produkcji powinna być zatem kontynuowana. W samym styczniu sprzedaż detaliczna obniżyła się wprawdzie o 1,4 proc. miesiąc do miesiąca, po grudniowym wzroście o 1,4 proc. m/m. W porównaniu do wyników z marca (minus 13,2 proc. m/m) czy kwietnia 2020 r. (minus 14,6 proc. m/m) był to jednak tym razem spadek niewielki w warunkach wzmożonych antypandemicznych obostrzeń. Wzrosła natomiast produkcja budowlano-montażowa, kontynuując pozytywną tendencję z poprzedniego kwartału.
W styczniu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw obniżyło się o ok. 15 tys. etatów m/m, co nie zdarzyło się od dawna w tym miesiącu roku. W styczniu co roku aktualizowana jest próba przedsiębiorstw spełniających kryterium co najmniej 10 zatrudnionych i ten styczniowy spadek zatrudnienia jest najprawdopodobniej konsekwencją trudnej sytuacji mniejszych firm, które zmuszone były ograniczyć działalność w 2020 r. Badania koniunktury wskazują z kolei, że większe firmy – zwłaszcza przemysłowe – poszukują nowych pracowników. Przy tym liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne rosła od jesieni wolniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.
Nadspodziewanie silny wzrost cen paliw – w warunkach podwyżek cen regulowanych (w tym opłaty „cukrowej” i „mocowej”) – przyczynia się do wyższej niż oczekiwaliśmy inflacji na początku 2021 r. Według szybkiego szacunku GUS, wzrosła ona do 2,7 proc. r/r w styczniu i – jak ocenia Paweł Durjasz – już w kwietniu może wyraźnie przekroczyć 3 proc. r/r, pozostając powyżej tej granicy do końca roku. Podobnie ocenia sytuację NBP. Według marcowej projekcji, inflacja obniży się następnie nieco poniżej 3 proc. w roku 2022, po czym ponownie wzrośnie, nie wychodząc jednak powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP (3,5 proc. r/r). Paweł Durjasz nie spodziewa się zmiany stóp procentowych NBP do końca 2022 r. Podobnie jak inne banki centralne, Rada Polityki Pieniężnej nie chce zbyt wcześnie hamować popytu w warunkach odbudowy gospodarki po wstrząsie związanych z pandemią (bo podobno mamy teraz odbudowę gospodarki).
Na świecie sytuacja pandemiczna w głównych ośrodkach gospodarczych jest bardzo zróżnicowana. W ostatnich tygodniach kontynuowany był wyraźny spadek nowych zachorowań w USA i Wielkiej Brytanii. Zmniejszyła się liczba nowych zakażeń w Chinach po tegorocznym styczniowym wzroście. Jednocześnie od końca lutego rośnie liczba zakażeń w Unii Europejskiej, przy mocnym spadku w Hiszpanii i Portugalii, ale wyraźnym wzroście w Europie Centralnej i Włoszech oraz umiarkowanym wzroście we Francji czy Niemczech.
Sytuacja pandemiczna determinuje stopień stosowanych ograniczeń aktywności gospodarczej i – głównie poprzez sytuację sektora usług – wpływa na dynamikę PKB i jej krótkookresowe perspektywy. Jednak optymistyczne oczekiwania co do wzrostu gospodarczego w roku 2021, pomimo pojawiania się nowych mutacji koronawirusa i narzekań na wolne tempo procesu szczepień w wielu krajach, ostatnio się nawet wzmocniły. Oprócz nadspodziewanie dobrych bieżących danych o aktywności gospodarczej (szczególnie w USA) i perspektyw coraz większej dostępności szczepionek, wynika to z sygnałów o mocnym, trwałym wsparciu procesu odbudowy gospodarczej ze strony polityki fiskalnej i monetarnej.
Jak stwierdza główny ekonomista grupy PZU, istotne znaczenie ma tu m.in. uchwalony właśnie przez Kongres USA pakiet stymulacyjny, zakładający dość szybkie wydatkowanie 1,9 biliona dolarów w postaci bezpośrednich transferów, wydłużenia dodatkowych zasiłków dla bezrobotnych, pomocy w spłacie kredytów, a także środków na sfinansowanie kluczowych inwestycji infrastrukturalnych, procesu szczepień oraz wsparcia dla szkół, władz lokalnych i mniejszych firm poszkodowanych w wyniku pandemii.
Banki centralne z kolei deklarują utrzymywanie ultra luźnej polityki pieniężnej przez dłuższy okres, szczególnie w odniesieniu do stóp procentowych. Poprawa perspektyw wzrostu gospodarczego oraz oczekiwania wzrostu inflacji przyczyniły się ostatnio do wyraźnego wzrostu rentowności obligacji, zwłaszcza w USA (już nawet powyżej 1,5 proc. dla 10-letnich). Dla banków centralnych, które poprzez skup obligacji na dużą skalę próbują przeciwdziałać zbyt szybkiemu wzrostowi rynkowych realnych stóp procentowych, może być to problem. Starają się więc studzić optymistyczne oczekiwania i wskazywać zagrożenia dla postpandemicznego ożywienia gospodarczego. O ile jednak amerykański bank centralny (FED) ocenia wzrost rentowności obligacji jako naturalną reakcję na poprawę perspektyw gospodarczych, to jego europejski odpowiednik (EBC) obawia się pogorszenia warunków finansowania w strefie euro i negatywnego wpływu tego zjawiska na wzrost PKB. Deklaruje przy tym gotowość do przeciwdziałania mu poprzez zwiększony skup aktywów.
Ostatnie dane o aktywności gospodarczej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, zaskakują pozytywnie. W styczniu 2021 r. silnie odbiła w górę sprzedaż detaliczna, wskaźniki koniunktury – w tym w usługach – utrzymały w lutym bardzo wysoki poziom. Utrzymuje się niezła sytuacja w przemyśle i ożywienie w budownictwie mieszkaniowym. Do tego sytuacja na rynku pracy zaczęła się znowu poprawiać, a w miarę spadku liczby nowych zakażeń niektóre stany zaczynają rozluźniać sanitarne restrykcje.
W strefie euro z kolei, zwłaszcza w Niemczech, bardzo mocno poprawia się ciągle koniunktura w przemyśle. W lutym w wielu krajach przestała się pogarszać sytuacja w usługach. Sprzedaż detaliczna w strefie euro odnotowała jednak w styczniu bardzo mocny spadek w warunkach pandemicznych ograniczeń. Prognozy instytucji międzynarodowych i banków inwestycyjnych wskazują na mocne odbicie globalnego PKB w drugim i trzecim kwartale, a okres 2021-2022 ma być czasem najsilniejszego wzrostu PKB od wielu lat.
Jak wskazuje Paweł Durjasz, kluczowym założeniem jest tu zneutralizowanie wpływu koronawirusa na gospodarkę. W tym kontekście największym zagrożeniem dla tej prognozy jest pojawianie się nowych, groźniejszych jego mutacji

Gospodarka potrzebuje impulsu

Czy długotrwałe utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie przyśpieszy nasze wyjście z recesji?
Na swym ostatnim posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej tradycyjnie podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie, czyli stopa referencyjna 0,10 proc.; a stopa depozytowa 0,00 proc. To po raz kolejny podważa sensowność gromadzenia oszczędności na kontach bankowych – i jakoś wspiera strategię wzmacniania znaczenia pieniądza gotówkowego, realizowaną przez nasz bank centralny.
Zdaniem RPP, nasilenie pandemii COVID-19 i związane z tym restrykcje epidemiczne oddziaływały negatywnie na aktywność w gospodarce światowej w IV kwartale ubiegłego roku oraz na początku 2021 r. Strefa euro w czwartym kwartale ponownie znalazła się w recesji. Dostępne informacje dotyczące sytuacji gospodarczej na początku bieżącego roku. wskazują na utrzymywanie się dekoniunktury w sektorze usług, przy dalszym wzroście produkcji przemysłowej w tej gospodarce.
Inflacja w gospodarce światowej – mimo pewnego wzrostu w części krajów w styczniu –kształtuje się na niskim poziomie. Główne banki centralne utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.Mimo niepewności dotyczącej rozwoju pandemii utrzymują się optymistyczne nastroje na międzynarodowych rynkach finansowych. Towarzyszy temu wzrost cen surowców na rynkach światowych, w tym ropy naftowej.
W Polsce wstępne dane za czwarty kwartał ubiegłego roku także potwierdziły spadek produktu krajowego brutto w tym okresie. W kierunku obniżenia aktywności gospodarczej oddziaływał spadek konsumpcji oraz niższe niż rok wcześniej inwestycje. Spadek PKB był natomiast ograniczany przez pozytywny wpływ wyniku eksportu netto.
Napływające dane dotyczące koniunktury w polskiej gospodarce w początkach tego roku, wskazują na utrzymywanie się relatywnie dobrej sytuacji w przemyśle, choć dynamika produkcji przemysłowej obniżyła się. Z kolei produkcja budowlano-montażowa i sprzedaż detaliczna notowały wyraźne spadki. Towarzyszył temu spadek przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw oraz obniżenie rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w tym sektorze. Jednocześnie, inflacja w styczniu 2021 r. – według szacunku Głównego Urzędu Statystycznego – wyniosła 2,7 proc. rok do roku.
Po spadku PKB w 2020 r., w bieżącym roku oczekiwany jest wzrost aktywności gospodarczej w Polsce, choć skala i tempo ożywienia obarczone są dużą niepewnością. Głównym źródłem niepewności pozostaje dalszy przebieg pandemii i jej wpływ na koniunkturę w kraju i za granicą. NBP chwali się, że pozytywnie na krajową koniunkturę wpływać będą jego działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej dokonane w ubiegłym roku – a także przewidywane ożywienie w gospodarce światowej. Tempo ożywienia gospodarczego w kraju może być jednak ograniczane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz do poluzowania polityki pieniężnej przez NBP.
Wyniki marcowej projekcji inflacji i PKB w Polsce (przygotowanej przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP), roczna dynamika cen znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale od 2,7 – 3,6 proc. w 2021 r. Z kolei tegoroczne tempo wzrostu PKB w Polsce, według projekcji znajdzie się także z zaledwie 50-procentowym prawdopodobieństwem, w przedziale od 2,6 do 5,3 proc. To zapowiedzi tak mało precyzyjne, że wróżby pytyjskie są przy nich wzorem konkretu.
NBP zapewnia, że będzie nadal prowadził operacje zakupu papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym, w ramach tzw. operacji otwartego rynku. Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę. W tym celu NBP będzie prawdopodobnie także stosować interwencje na rynku walutowym.
Włodarze naszego banku centralnego zapewniają, że ich działania łagodzą negatywne skutki pandemii, wspierają aktywność gospodarczą oraz ograniczają inflację – a przez to pozytywnie wpływają na sytuację finansową kredytobiorców i służą wzmocnieniu stabilności systemu finansowego. Czas pokaże, jaki będzie ich skutek, i czy rzeczywiście w tym roku polska gospodarka wyjdzie z recesji.

Gospodarka 48 godzin

Alarm cenowy
Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w styczniu 2021 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły realnie o 2,7 proc. w porównaniu ze styczniem ubiegłego roku. Natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca (grudnia 2020) ceny towarów i usług zwiększyły się o 1,2 proc. Ciekawe, że jeszcze miesiąc temu prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński oświadczał: „Żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen. Jeśli zaniepokojenie mieć to raczej przeciwnym trendem”. Tak więc, prezes NBP wyrażał obawę o to, że inflacja w Polsce może być wręcz… za niska. Wydaje się, że dziś szef naszego banku centralnego już nie powinien mieć powodu do takiego zmartwienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż inflacja wynosząca realnie 1,2 proc. w skali miesiąca jest bardzo wysoka. Wzrost cen w Polsce nie od dziś podgryza nasze oszczędności i sprawia, że odkładanie pieniędzy w bankach przynosi straty. Teraz jednak sytuacja stała się wręcz alarmująca. Jeśli obecna skala inflacji się utrzyma, to w ciągu bieżącego roku ceny wzrosną o ponad 15 proc., co oczywiście wpędzi w skrajną nędzę setki tysięcy Polaków, którzy do tej pory jakoś wiązali koniec z końcem. Ciekawe, czy i teraz prezes Adam Glapiński będzie mówił, iż żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen?

Spadek sprzedaży
W ubiegłym roku w Polsce, po raz pierwszy od 2010 r. odnotowano spadek sprzedaży detalicznej ogółem – o 3,8 proc w porównaniu z 2019 r. Sprzedaż najbardziej obniżyła się w grupach: tekstylia, odzież, obuwie, pojazdy samochodowe, motocykle, części oraz paliwa stałe ciekłe i gazowe. Mniejsza niż przed rokiem była również sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Wzrost sprzedaży utrzymał się natomiast w meblach oraz sprzęcie rtv i agd, choć był wyraźnie słabszy niż w 2019 r.

Chłopi tracą
Produkcja rolnicza w Polsce wzrosła po spadku w 2019 r. Znacznie wzrosła produkcja roślinna, przy niewielkim ograniczeniu produkcji zwierzęcej (choć mamy więcej bydła i świń). W rezultacie, na rynku rolnym obniżyły się przeciętne ceny skupu większości podstawowych produktów rolnych. Powyżej poziomu z 2019 r. kształtowały się w ubiegłym roku ceny pszenicy, żywca wołowego i mleka. Niekorzystna dla producentów rolnych (odwrotnie niż w 2019 r.) była relacja cen sprzedawanych przez nich produktów rolnych do cen towarów i usług zakupywanych na cele bieżącej produkcji rolniczej i na cele inwestycyjne. Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości mamy więc taką sytuację, jak w przedwojennej Polsce, na której wzoruje się PiS: nożyce cenowe się rozwierają, wieś biednieje, a miasto się bogaci.

Węgiel z Brzezinki
Państwowa firma Tauron Wydobycie rozpoczęła wydobycie węgla kamiennego z nowego złoża pod znaną skądinąd nazwą Brzezinka, eksploatowanego przez kopalnię Sobieski. W ciągu dziesięciu lat z nowego złoża Brzezinka kopalnia Sobieski ma pozyskać 20 mln ton węgla. Węgiel kamienny będzie dostarczany do elektrowni w Jaworznie. Nie bardzo wiadomo, jak wydobycie z nowego złoża będzie kalkulować się finansowo, skoro importowany do Polski węgiel kamienny jest dużo tańszy od wydobywanego u nas (z wyjątkiem Lubelszczyzny).

Inflacyjny skok na finanse Polaków

W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości inflacja wzrosła. Z jednej strony program socjalny daje, a z drugiej strony inflacja zabiera.

Bardzo ważnym wskaźnikiem, wpływającym na poziom życia jest inflacja. W listopadzie ubiegłego roku w Polsce inflacja była najwyższa w Europie (3,7 proc.). W kolejności za nami były Węgry i Czechy (2,8 proc.), Rumunia (1,7 proc.) oraz Słowacja (1,6 proc.). Najniższą inflację miała Grecja (- 2,1 proc.) i Estonia (- 1,2 proc.), a średnia inflacja dla strefy euro wynosiła minus 0,3 proc. Kraje z inflacją do ok. 4,5 proc. to: Holandia, Niemcy, Malta, Bułgaria, Słowenia, Rumunia, Austria. Dane te zostały podane na podstawie wyliczeń Eurostatu za listopad 2020.
W pierwszych dniach stycznia 2021 r czekała nas jednak niespodzianka. Inflacja za grudzień według wstępnych danych podanych przez Główny Urząd Statystyczny wynosi w Polsce tylko 2,3 proc. w porównaniu do grudnia ubiegłego roku. Pewnym wytłumaczeniem tej sytuacji jest wysoka baza porównawcza – czyli grudzień 2019 r, kiedy bardzo znaczący był wzrost cen artykułów spożywczych (6,9 proc.).
Tym niemniej prognoza inflacyjna Eurostatu dla Polski na 2021 r (2 proc.) i założenia budżetu państwa (1,8 proc.) są nierealne i mają raczej charakter życzeniowy. Obecnie ma miejsce zarówno luka popytowa, jak też podażowa. Oddziaływanie tej drugiej jest zdecydowanie silniejsze ze względu na ograniczenia w podaży usług (gastronomia, hotelarstwo, branża fitness). Należy liczyć się z tym, że kiedy gospodarka „ruszy”, nastąpi wzrost cen w tych branżach. Obecnie nawet mieszkania (wprawdzie dotyczy to niewielkiej części populacji) „trzymają” swoją cenę. Ponadto planowany wzrost cen energii (ok. 10 proc.) i wywozu śmieci (ok. 50 proc.) będzie przekładać się znacząco na wzrost czynszów.
Spośród ogółu zjawisk inflacyjnych warto skomentować jak w ciągu lat kształtuje się indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI = Consumer Price Index) – ponieważ ten wskaźnik najbardziej bezpośrednio wpływa na poziom życia ludności. W Polsce wskaźnik ten rośnie systematycznie od 2000 r., osiągając w 2019 r. 150 proc. jego wielkości w 2000 r.
W ostatnim dziesięcioleciu najniższa inflacja w Polsce miała miejsce w latach: 2003 (0,80 proc.), 2013 (0,90 proc.), a od lipca 2014 r. do października 2016 r. inflacja była poniżej 0,00 proc. Od tego momentu systematycznie rośnie osiągając w listopadzie 2020 r. poziom 3,7 proc. .
Nie od rzeczy będzie przypomnienie, że od lat cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego to 2,5 proc.. W tym kontekście założenia przyjęte w budżecie państwa (inflacja 1,8 proc.) to jakiś „lapsus”. Można też zadać pytanie, dlaczego cel inflacyjny NBP to aż 2,5 proc.?. To już z założenia jest drenowaniem społeczeństwa.
Przy tej okazji należy zwrócić uwagę, że właśnie w czasie ostatnich lat rządów Prawa i Sprawiedliwości inflacja wzrosła. Z jednej strony program socjalny daje, a z drugiej strony inflacja zabiera.
W tym też kontekście należy zwrócić uwagę na zjawiska jakie miały miejsce w końcowych miesiącach 2020 r. w obszarze finansów ludności. Z kont bankowych wycofano 20 proc. gotówki, która zasiliła sferę popytu. Jest to konsekwencja drastycznego obniżenia stóp procentowych. W tym kontekście są więc ekonomiści, którzy zwiastują w 2021 r. inflację w Polsce na poziomie 6 – 7 proc.
W związku z pandemią zmieniło się dotychczasowe restrykcyjne podejście do wielkości długu publicznego. Traktat z Maastricht przewiduje relację długu do produktu krajowego brutto na poziomie 60 proc. Ograniczenie takie jest również zawarte w naszej Konstytucji. W związku z pandemią koronawirusa Komisja Europejska uruchomiła tzw. „ogólną klauzulę wyjścia”, przewidzianą w Pakcie Stabilności i Wzrostu.
Klauzula ta umożliwia państwom członkowskim przekroczenie ustalonej w Traktacie relacji. To elastyczne podejście ma ułatwić reakcję państw na kryzys wywołany pandemią – umożliwia zasilanie finansowe przez państwo tych firm, które w związku z pandemią mają zawieszoną, bądź ograniczoną działalność.
Polska uruchomiła rządowy program walki z pandemią poprzez utworzenie w Banku Gospodarstwa Krajowego Funduszu Przeciwdziałania Covid–19 – oraz Tarczy Finansowej funkcjonującej w Polskim Funduszu Rozwoju. Fundusz i Tarcza zostały zaliczone do sektora instytucji rządowych i samorządowych, a nie do sektora finansów publicznych.
Rozmiary długu wynikają z zaciąganych pożyczek na finansowanie pomocy udzielanej potrzebującym firmom. Jednym ze skutków rozwijającej się pandemii jest bezrobocie. W tym względzie Polska na tle krajów europejskich prezentuje się doskonale – jest na drugim miejscu (ok. 3,0 proc.) po Czechach (ok. 2,5 proc.). Niewątpliwie jest to zasługa wsparcia finansowego dla firm, żeby nie musiały zwalniać pracowników. Najwyższe bezrobocie mają: Litwa (ok. 9,5 proc.) i Hiszpania (ok. 15,5 proc.). Średnia dla UE w listopadzie ubiegłego roku to ok. 7 proc., a dla strefy euro ok. 7,5 proc.,według danych Eurostatu.
Zgodnie z rządową „Strategią zarządzania długiem publicznym” dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w relacji do PKB wynosi w 2020 r. 61,9 proc., a na 2021 r. prognozuje się 64,1 proc. Prognozy zakładały też, że deficyt budżetu państwa w 2020 r wyniesie około 100 miliardów złotych.
Przyjęty przez Sejm budżet państwa przewiduje deficyt w 2021 r. w wysokości 82,3 mld zł, co stanowi według metodologii UE około 6 proc. PKB.
Pojawiają się zarzuty, że rząd w celach wizerunkowych zaniża deficyt budżetu państwa przenosząc wydatki związane z koronawirusowym wsparciem do funduszów celowych. Konfederacja Lewiatan sporządziła na tę okoliczność raport., w którym stwierdza, że wartość wsparcia dla firm przekroczy 200 mld zł, które powinno powiększyć deficyt budżetu państwa w 2020 r. (Artykuł na ten temat p.t. „Europa nam ucieka” ukazał się w Trybunie z 16–18.10.2020 r.). Opozycja w różnych wypowiedziach swoich przedstawicieli krytykuje to wizerunkowe rozwiązanie, twierdząc, że deficyt budżetu państwa w 2020 r. wynosił 300 mld zł.
Dużą pomocą w wychodzeniu naszej gospodarki na prostą będą fundusze Unii Europejskiej. Na szczęście nie doszło do zawetowania budżetu UE przez Polskę i Węgry. Po tym kilkutygodniowym spektaklu, którym żyła opinia publiczna w Polsce i w Europie pozostał tylko niesmak.
Polska jest jednym z największych beneficjentów pomocy finansowej, którą UE zorganizowała, aby pomóc państwom członkowskim w podźwignięciu ich gospodarek po regresie spowodowanym pandemią. W ramach tej pomocy dla Polski przewidziane jest wsparcie w postaci: 123 mld euro dotacji z budżetu UE w latach 2021 – 2027 plus 27 mld euro dotacji z Funduszu Odbudowy. Poza tym Polska może starać się o 32 mld euro tanich pożyczek z Funduszu Odbudowy.

Gospodarka 48 godzin

Inflacja w odwrocie?
Nie ma powodów do zaniepokojenia groźbą wybuchu inflacji. Tego niebezpieczeństwa nie potwierdzają żadne dane, perspektywy rozwoju gospodarczego, ani kształtowanie się cen światowych czy dynamika płac w Polsce – oświadczył prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Zdaniem prezesa Glapińskiego, jeżeli można odczuwać jakieś zaniepokojenie to przeciwnym trendem, czyli jej spadkiem – inflacja od początku 2020 roku obniżyła się prawie dwukrotnie. Mimo to szef NBP stwierdził, że spadek inflacji bazowej będzie kontynuowany.

Dług atakuje
Ekonomiści debatują, a dług rośnie. Inwestycje publiczne mogą uzasadniać ich finansowanie długiem, zwłaszcza jeżeli korzyści z nich będą czerpały kolejne pokolenia. Ocenia się jednak, że w krajach rozwiniętych zaledwie 4 proc. przyrostu długu publicznego można powiązać z finansowaniem inwestycji publicznych, a szacunki Forum Obywatelskiego Rozwoju dla Unii Europejskiej wskazują na tylko 1,5 proc. Deficyty budżetowe kumulują się w coraz wyższy dług publiczny, który może ograniczać wzrost gospodarczy i stwarzać ryzyka fiskalne. Dlatego rządy powinny emitować dług tylko w uzasadnionych przypadkach. Często dzieje się jednak inaczej. Wielu ekonomistów uważa, że rządy powinny prowadzić politykę antycykliczną, czyli zwiększać finansowanie długiem w kryzysach gospodarczych i ograniczać w boomach. Jednak w największych gospodarkach świata od 40 lat dług publiczny rośnie, a jego dużym przyrostom w kryzysach nie towarzyszą spadki w boomach – wskazuje Rafał Trzeciakowski z FOR.
Dług publiczny jest wyższy w gospodarkach o starzejących się społeczeństwach, w których istnieje pokusa finansowania coraz liczniejszych, starszych wyborców na koszt młodszych pokoleń. W próbie 51 krajów, większy o 10 puntów procentowych udział osób w wieku 65 pus w populacji, związany jest z długiem publicznym wyższym o 85 proc. w produktcie krajowym brutto. Wysoki dług publiczny i niski wzrost gospodarczy są zjawiskami występującymi wspólnie. Szacuje się, że gospodarki krajów rozwiniętych o długu publicznym poniżej 30 proc. PKB rosną w tempie 3,7 proc. rocznie, natomiast tych o zadłużeniu publicznym powyżej 90 proc. PKB – już tylko 1,2 proc. Ten związek jest dwukierunkowy – zwraca uwagę Rafał Trzeciakowski. Z jednej strony dług publiczny może wypierać inwestycje prywatne, ograniczając dostęp firm do finansowania, lub zniechęcać firmy do inwestycji, tworząc oczekiwania wzrostu podatków w przyszłości. Z drugiej strony jeżeli na przykład rządy reagują na załamania wzrostu gospodarczego wzrostem wydatków publicznych, to zależność może przebiegać w odwrotną stronę.
Od czasu globalnego kryzysu finansowego sprzed dekady na świecie utrzymują się bardzo niskie stopy procentowe, które ułatwiają rządom obsługę zadłużenia publicznego. Nie wiadomo, dlaczego, ani na jak długo, stopy procentowe na świecie spadły – w przeszłości ich wzrosty były jednak skokowe i niemożliwe do przewidzenia. Jak wskazuje R. Trzeciakowski, kiedy stopy procentowe wzrosły w globalnym kryzysie finansowym przed dekadą, Węgry popadły w problemy fiskalne, przy podobnym do spodziewanego na koniec roku w Polsce poziomie zadłużenia (ok. 65 proc. PKB). Kraj uniknął niewypłacalności dzięki pożyczce z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale załamanie silnie przełożyło się na trwały spadek PKB i utratę wielowiekowej przewagi gospodarczej Węgier nad Polską.

Bigos tygodniowy

Ponad miesiąc temu odbyły się wybory prezydenckie, jednak ich skutki trwają. I nie chodzi tylko o to, że wygrał je Duda, a raczej o to co spowodował swoją nienawistną kampanią przeciwko ’’ideologii’’ LGBT. W minionych tygodniach miały miejsce ataki na osoby wyglądające inaczej. Najpierw w okolicach Poznania została zaatakowana dziewczyna o różowych włosach, następnie w Poznaniu został pobity chłopak z kolczykiem w nosie, a ostatnio na warszawskiej Pradze został pobity przez dwóch osiłków aktywista LGBT –Linus. Z kolei w Gdańsku w autobusie miejskim nr 148 została zaatakowana dziewczyna. Jej przewiną było tylko to, że z plecaka, który miała przy sobie, wystawały dwie papierowe chorągiewki w kolorach tęczy. Nie tylko została znieważona, ale także grożono jej np. wybiciem zębów. Czy to przypadek? Nie sądzę, moim zdaniem to efekt odczłowieczenia LGBT, stworzenie przekonania, że to ludzie groźni, wrogowie społeczeństwa, wyjęci spod prawa banici. Zatem każdy może ich bezkarnie pobić, znieważyć, zastraszyć… Brawo Dudo, to także twoja zasługa. Wstyd.


W minionym tygodniu zebrał się Senat, przedmiotem obrad były sute podwyżki uposażeń, jakie przyznali m.in. sobie i innym posłowie PiS, Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej. Od początku było wiadomo, że część senatorów opozycji ustawy w tym kształcie nie poprze. Wynik głosowania nie pozostawił żadnych wątpliwości, Senat odrzucił ustawę, uznając że mamy zły czas na dawanie wybrańcom narodu podwyżek. Konsekwencją głosowania jest – co ogłosił Ryszard Terlecki tuż po głosowaniu senatorów – zakończenie prac nad ustawą. Niestety, niesmak pozostał, przedstawiciele opozycji bezrefleksyjnie poparli rozwiązania ustawy, a późniejsze próby ratowania twarzy należy ocenić jako nieporadne. Tak na marginesie, Bigos tygodniowy jest zdania, że rzeczywiście wynagrodzenia np: posłów i senatorów, ministrów i wiceministrów powinny być wyższe, ale czy aż tak wysokie jak w proponowanych przepisach i czy powinny być wprowadzone w okresie kryzysowym, bez żadnej debaty?


W kancelarii Dudy podwyżki i to w dobie kryzysu niemałe, bo 6 proc. . Minister Dera z kancelarii dudowej, w jednej z komercyjnych stacji TV stwierdził, że podwyżki współpracownikom Dudy się należą, bo tak stanowi ustawa budżetowa. Czyli można, okazuje się, że jak się chce to można. Tylko skąd ten pośpiech, po wtopie z wynagrodzeniami m.in. prezydenta, żony prezydenta, posłów i senatorów? Wróble na mieście ćwierkają, że wczesną jesienią będzie nowelizacja tej właśnie ustawy budżetowej i może to jest właśnie przyczyna tego pośpiechu. Po nowelizacji ustawy może się okazać, że podwyżek dudowych nie można byłoby wypłacić.


W miniony wtorek do dymisji podał się Łukasz Szumowski. Dziękował wszystkim i długo, jakby Oskara dostał. Dziennikarzy obecnych na konferencji chyba całkowicie tym zgłuszył, bo publika w tym Bigos tygodniowy niczego się nie dowiedziała o faktycznych przyczynach dymisji, a jedynie tyle, że ten milusiński kawaler maltański nadal pragnie służyć Ojczyźnie, a tak w ogóle to jest zadowolony ze swoich dokonań. Ciekawe co na to pacjenci, nie mogący się dostać do lekarza i załatwiani teleporadą? Ciekawe co na to pacjenci poradni specjalistycznych, którzy się właśnie dowiedzieli, że albo ich wyczekiwana, czasem latami, wizyta nie dojdzie do skutku albo poradnia specjalistyczna tak w ogóle się zwija? Czy podzielają ten radosny szczebiot ex-ministra? Nie wspomnę obszernie o innych sprawach, równie bolesnych dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów, mianowicie zakupionych/niezakupionych maseczkach, testach i respiratorach, pieniądzach przelanych na konta firmy A&K, bo tym zajmują się z sukcesem posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński i podobno ziobrowa prokuratura, CBA i banasiowy NIK. Jedyna dobra informacja, jest taka że ex minister zadeklarował, że wraca do wykonywania zawodu lekarza kardiologa (bardzo, ale to bardzo pożądana specjalizacja).


Ziobro wspiera homofobiczne gminy czyli te, które podjęły uchwały o strefach wolnych od LGBT. Zaczął z ministerialnego Funduszu Sprawiedliwości przekazywać pieniądze, tym które utraciły szanse na fundusze europejskie przyznawane w ramach programu „Partnerstwo Miast”. Pierwszym miastem obdarzonym kasą w kwocie 250.000 złotych za ustanowienie strefy wolnej od LGBT jest Tuchów w Małopolsce. Państwo PiS finansuje homofobię.


Właśnie Eurostat podał poziom inflacji w krajach europejskich, jesteśmy na czele tabeli z 3,7 proc. . Prawie na czele, bo wyprzedzają nas Węgry z 3,9 proc. , pozostali daleko w tyle np: Francja 0,9 proc. . Inaczej nasze pieniądze płoną, spada ich siła nabywcza, przy planowanych zwolnieniach, zamrożeniu wynagrodzeń oznacza to biedę znaczącej części społeczeństwa. Najbardziej wzrosły ceny utrzymania mieszkania, wywozu śmieci i żywności. Czekam na komentarz Mateo albo ministra finansów, pewnie coś fajnego nam powiedzą.


Na Białorusi protesty, obywatele nadal wychodzą na ulicę, na razie przy werbalnym wsparciu Unii Europejskiej.


Wyznaczenie na ministra spraw zagranicznych fanatycznego obskuranta, radykalnego reakcjonisty Zbigniewa Rau, który wypisywał publicznie nienawistne brednie o LGBT, o „cywilizacji śmierci”, o „ekologii jako kanibaliźmie”, to typowy pisowski, ostentacyjny gest wrogości wobec Unii Europejskiej i wartości europejskich, pokazanie Europie gestu wała z okrzykiem: „Nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie?”

Gospodarka 48 godzin

Nasza gospodarka się zwija
Narodowy Bank Polski opublikował raport o inflacji oraz o stanie i perspektywach gospodarki. Jak stwierdza raport, w marcu i kwietniu br. nastroje na światowych rynkach finansowych silnie się pogorszyły. Jednak wobec poprawy sytuacji epidemicznej w części gospodarek oraz postępującego luzowania restrykcji, od maja pojawiają się sygnały stopniowej odbudowy aktywności gospodarczej na świecie. Wspierają je działania fiskalne podjęte w wielu państwach w celu łagodzenia skutków pandemii oraz pobudzenia koniunktury gospodarczej, a także poluzowanie polityki pieniężnej. Aktywność gospodarcza na świecie pozostaje jednak wyraźnie niższa niż przed rokiem oraz utrzymuje się niepewność dotycząca tempa i trwałości poprawy koniunktury. Inflacja w gospodarce światowej wyraźnie się obniżyła. Wpłynął na to przede wszystkim silny spadek dynamiki cen energii następujący wraz ze spadkiem cen surowców energetycznych na rynkach światowych. Obniżyły się także wskaźniki inflacji, choć dynamika cen żywności w wielu gospodarkach wzrosła. W reakcji na rozprzestrzenianie się pandemii COVID-19 wiele banków centralnych – zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i wschodzących – bardzo wyraźnie obniżyło stopy procentowe, uruchomiając lub rozszerzając skup aktywów.
W Polsce na początku tego roku koniunktura gospodarcza pozostawała relatywnie dobra. Jednak od połowy marca, ze względu na podejmowane na świecie i u nas działania mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii oraz jej negatywny wpływ na nastroje w przedsiębiorstwach, nastąpiło silne ograniczenie aktywności gospodarczej. Konsekwencje gospodarcze pandemii w Polsce na razie tylko w ograniczonym stopniu znalazły odzwierciedlenie w danych o naszym produkcie krajowym brutto PKB za I kwartał br., zgodnie z którymi wzrost gospodarczy w tym okresie spowolnił do 2,0 proc. rok do roku (z 3,2 proc r/r w IV kw. 2019 r.), przy czym obniżyła się zarówno dynamika konsumpcji (do 1,2 proc. r/r wobec 3,3 proc. r/r w IV kw. ub. r.), jak i inwestycji (do 0,9 proc. r/r wobec 6,1 proc. r/r w IV kw. ub. r.).
Dostępne dane za II kwartał tego roku wskazują już na głęboki spadek aktywności gospodarczej. Największy regres odnotowano w kwietniu. W maju i czerwcu wraz ze stopniowym znoszeniem restrykcji i pewną poprawą nastrojów, także koniunktura się poprawiła, choć w ujęciu rocznym utrzymał się wyraźny spadek aktywności. Szczególnie mocno pogorszyła się koniunktura w branżach usługowych najsilniej dotkniętych restrykcjami – w zakwaterowaniu i gastronomii, rozrywce i transporcie pasażerskim. Jednocześnie napływające dane wskazują na wyraźny spadek konsumpcji w tym okresie, co można wiązać z ograniczeniami wprowadzonymi w związku z pandemią, pogorszeniem sytuacji na rynku pracy oraz mniejszą dostępnością kredytu konsumpcyjnego.
Na podstawie wszystkich tych przesłanek NBP przewiduje, że roczna dynamika cen znajdzie się w tym roku z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 2,9 – 3,6 proc., w przyszłym roku w przedziale 0,3 – 2,2 proc., natomiast w 2022 r. w przedziale 0,6 – 2,9 proc. Takie połowiczne prawdopodobieństwo oznacza, że równie dobrze ceny mogą wzrosnąć w innym stopniu – ale Narodowemu Bankowi Polskiemu nie będzie można zarzucić błędu w określaniu celu inflacyjnego. Z kolei roczne tempo wzrostu PKB znajdzie się także z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale od minus 7,2 proc. do minus 4,2 proc. w 2020 r. – uważa NBP.

Nie bójmy się deficytu!

Na wstępie pragnąłbym podkreślić, że tekst jest krytyką wymierzoną w politykę gospodarczą rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz każdego liberalnego (gospodarczo) rządu żyjącego przeświadczeniem, że w dobie pieniądza fiducjarnego utrzymywanie zrównoważonego budżetu jest najważniejszym celem, do którego należy dążyć nawet kosztem załamania popytu wewnętrznego.

Niewątpliwie takie błędne przeświadczenie wynika z wiary w prakseologiczne tezy klasycznej szkoły ekonomii, która zaślepiła rządy do tego stopnia, że mając w rękach ogromne możliwości prowadzenia polityki fiskalnej, na widok wysokiego popytu na pieniądz klasy średniej i niższej boją się zwiększyć podaż pieniądza oraz zwiększyć jego emisję tłumacząc się, że… „nie stać nas”.

Co z tym deficytem?

Na początek powiedzmy sobie jedno, celem odkłamania mitu o deficycie – gospodarka państwa oraz samo państwo nie działa na tej zasadzie co gospodarstwo domowe. W odróżnieniu od osób fizycznych państwo ma możliwości „brania pieniędzy z powietrza” i wpływania na popyt wewnętrzny. Żyjemy w epoce pieniądza fiducjarnego, który w swojej istocie jest oparty na zaufaniu. Deficyt nie jest problemem, który należy rozwiązywać cięciami wydatków i zwiększaniem bezrobocia. Podstawowa wiedza z zakresu makroekonomii tłumaczy nam, że spadek zagregowanego zatrudnienia jest konsekwencją spadku płac nominalnych i wzrostu płac realnych. W przypadku zatrudnienia i poziomu płac realnych zachodzi ujemna korelacja. Pracownicy nie bez powodu łączą się w związki, partie i ruchy społeczne, które mają na celu zmusić rząd do zapewnienia określonej płacy nominalnej, to wynika z racjonalnego przeświadczenia pracowników, którzy zauważają, że spadek płac nominalnych powoduje spadek zatrudnienia – dlatego z uporem maniaka powtarzam, że pracownicy są najlepszymi ekonomistami.

Musimy sobie podkreślić, że w przypadku wzrostu cen artykułów konsumpcji podstawowej w porównaniu z płacą nominalną, łączna podaż siły roboczej, która jest gotowa do podjęcia pracy za określone wynagrodzenie według stawek płac nominalnych, jak i łączny popyt przy tych stawkach byłby większy od istniejącego poziomu zatrudnienia. W przypadku równości płacy realnej i krańcowej przykrości pracy (ujemnej użyteczności, inaczej względy skłaniające jednostkę do powstrzymywania się od pracy) sprowadzamy się do sytuacji braku bezrobocia ,,niedobrowolnego”, czyli „Pełnego zatrudnienia” (świadomie pomijam bezrobocie frykcyjne).

Więcej zatrudnionych = większy PKB

Pozwolę opisać sobie prosty mechanizm, który pozwoli nam zrozumieć korelację wzrostu zatrudnienia ze wzrostem dochodu realnego. Na początku podajmy sobie termin popytu efektywnego, który oznacza punkt złączenia się funkcji łącznego popytu i łącznej podaży. O wysokości i sile popytu efektywnego wpływ mają skłonność do konsumpcji i stopa nowych inwestycji, które łącznie decydują o wielkości zatrudnienia, a ta wyznacza poziom płac realnych (tutaj odnoszę się do wcześniejszego akapitu). Wzrost skłonności do konsumpcji, który powoduje wzrost zagregowanego popytu a tym samym wzrost dochodu realnego, jest ekwiwalentny ze wzrostem dochodu rozporządzalnego, który możemy zwiększyć przez mechanizmy polityki fiskalnej, która w swojej istocie ma większe wahania od polityki monetarnej oraz przez wzrost zatrudnienia. Dlatego działania Banku Centralnego jak np. obniżka głównej stopy procentowej do poziomu 0,1% jest uzasadnione i konieczne, lecz nie będzie miało to takiego wpływu na zagregowany popyt wewnętrzny co sprawna polityka fiskalna i nacisk rządu. W skrócie wzrost zatrudnienia jest gwarantem wzrostu zagregowanego dochodu realnego i rozwoju gospodarczego państwa. Naturalną konsekwencją polityki pełnego zatrudnienia będzie rosnąca inflacja, która absolutnie nie jest problemem i w przypadku prowadzenia takiej polityki ekonomicznej jest obrazem rozwoju gospodarczego. W przypadku osiągnięcia stanu pełnego zatrudnienia wzrost inwestycji musi doprowadzić do nieustannego zwyżkowego wzrostu cen, bez względu również na krańcową skłonność do konsumpcji – wtedy dojdziemy do zjawiska inflacji. Zanim to się jednak stanie, rosnącym cenom będzie towarzyszył wzrost zagregowanego dochodu realnego.

Czy inflacja rzeczywiście jest problemem?

Gdy mówimy już o inflacji, to trzeba sobie podkreślić, że inflację można oczywiście łagodzić przez progresję podatkową, która mogłaby również być narzędziem zmniejszania współczynnika Giniego, zmuszając zamożne jednostki do zwiększania dochodu rozporządzalnego i zwiększenia skłonności do konsumpcji. Nie powinna jednak ona szczególnie dotykać małych przedsiębiorców dopiero wchodzących na rynek oraz osoby mniej zamożne, klasę pracującą. Tutaj musimy też podkreślić, że „pompowanie” pieniędzy w rynek nie powinna polegać na „pompowaniu” pieniędzy w najsilniejsze podmioty gospodarcze; celem „pompowania” pieniędzy powinno być zwiększanie zagregowanego popytu przez mechanizmy zaspokajające popyt na pieniądz przez podmioty średnio i mniej zamożne, które mają największą skłonność do konsumpcji. Dlatego tutaj kieruję mój zarzut do rządu Mateusza Morawieckiego i „Tarcz Antykryzysowych”, który były bardziej pomocą finansową biznesu, a nie ratowaniem pracowników z jarzma kryzysu.

Wracając jeszcze do deficytu, to musimy powiedzieć sobie jasno, że fundusze do umorzania długu są oszczędnościami publicznymi, które nie wpływają korzystnie na skłonność do konsumpcji, ale także tłumią jej potencjał, tym samym tłumiąc i osłabiają popyt efektywny. Jeżeli chcemy zapewnić sobie rozwój, nie możemy bać się deficytu.

Co robić?

Moim podstawowym zarzutem do społeczeństwa jest przeświadczenie, że oszczędności w przypadku obecnego zatrudnienia i kryzysu (natomiast tutaj chciałbym podkreślić, że ten kryzys różni się od kryzysu spowodowanego pękniętą bańką spekulacyjną, gdyż ten „koronawirusowy” jest całkowicie egzogeniczny) są czymś dobrym. Musimy przestać „kisić” pieniądze i zacząć je wydawać w interesie nas wszystkich. Jak wyżej opisałem mechanizm zatrudnienia, przez zwiększenie wydatków zapewniamy miejsca pracy. Musimy przestać myśleć egoistycznie i dbać o wspólny interes, jeżeli rząd boi się ryzykować, to weźmy sprawy w swoje ręce. Wyciągnijmy lekcję z PRL-u i zapewnijmy ludziom pracę, przy prowadzeniu takiej polityki niwelowania bezrobocia nawet „Gierkowski” kredyt nie był na tyle odczuwalny… W długim okresie stał się jedną z najlepszych inwestycji naszego kraju. Dlaczego? Władze PRL nie bały się deficytu i zadłużenia, a w ten sposób zapewniły dach nad głową obywatelom.

Warto sobie tutaj zacytować najwybitniejszego ekonomistę XX w. Johna Maynarda Keynesa – „Wznoszenie piramid, trzęsienia ziemi, nawet wojny mogą się przyczynić do wzrostu bogactwa, jeśli nasi mężowie stanu wychowani na zasadach ekonomii klasycznej nie potrafią się zdobyć na nic lepszego.”

Gospodarka 48 godzin

Czy fuzja wypali?
Komisja Europejska zgodziła się na przejęcie Lotosu przez PKN Orlen. Od dawna zabiegał o to rząd PiS, mający wizję stworzenia dużego, narodowego, państwowego koncernu paliwowego. KE postawiła jednak warunek – nowy koncern musi sprzedać 30 proc. udziałów rafinerii Lotos oraz 389 stacji benzynowych gdańskiej firmy (czyli prawie 80 proc. całej sieci Lotosu), a także część pojemności w magazynach paliw płynnych. Ma to zapobiec powstaniu w Polsce koncernu o dominującej pozycji, mogącego zagrażać konkurencji. To nie koniec zadekretowanej przez rząd ekspansji Orlenu. Płocka firma podpisała również list intencyjny w sprawie przejęcia kontroli kapitałowej nad Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem. Wszystkie te posunięcia nie oznaczają oczywiście, że da się przewidzieć, czy i kiedy rzeczywiście powstanie ów zaplanowany przez PiS narodowy państwowy koncern paliwowy. Zdaniem władz, fuzja Lotosu i Orlenu a później PGNiG oznacza większe możliwości finansowe na realizację dużych, wymagających wielomiliardowych nakładów, projektów inwestycyjnych, oraz na wejście w nowe obszary działalności.

Zjadanie oszczędności
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku przeprowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny, wzrosły w czerwcu 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku o 3,3 proc. (wskaźnik cen 103,3). Natomiast w w stosunku do poprzedniego miesiąca tego roku (maja) wzrosły o 0,7 proc. Warto zauważyć, że w lutym, tuż przed rozpoczęciem pandemii koronawirusa w Polsce, ceny zwiększyły się u nas aż o 4,7 proc. w porównaniu z lutym ubiegłego roku. Decyzje rządu związane z koronawirusem zamknęły jednak gospodarkę, zmniejszyła się sprzedaż, a więc przyhamowana została też inflacja. Cały czas jednak stopniowo zjada ona oszczędności Polaków, gdyż oprocentowania sięgającego choćby 3,3 proc.rocznie nie oferują ani banki komercyjne w naszym kraju, ani obligacje Skarbu Państwa. Już oprocentowanie wynoszące około 2 proc. rocznie jest obecnie rzadkim rarytasem.

Przed skokiem pandemii
Przedsiębiorcy apelują o reformę zaniedbanej i niedofinansowanej przez dekady Głównej Inspekcji Sanitarnej – jeszcze zanim wkroczymy w jesienny, wzmożony etap epidemii COVID-19, co może oznaczać kolejne zamknięcie polskiej gospodarki. „Dlatego konieczna jest głęboka analiza dotychczasowej działalności GIS i stosowne działania naprawcze, tak by była znacznie lepiej przygotowana do szybkiej i skutecznej reakcji na kolejna falę zachorowań” – wyjaśnia Anna Janczewska, ekspert organizacji przedsiębiorców Business.Centre Club. Na taką reformę niestety się na razie nie zanosi, ale pozytywne znaczenie może mieć powołanie nowego Zespołu Parlamentarnego ds. Suwerenności lekowej Polski. Ma on pomóc w wypracowaniu rozwiązań, które być może przyczynią się do zwiększenia produkcji leków w naszym kraju i zmniejszenia uzależnienia od importu. Pewną nadzieję rodzi także zapowiedziany przez Ministerstwo Zdrowia wzrost wyceny procedur dla szpitali powiatowych, które najbardziej ucierpiały w wyniku koronawirusa. Decyzja ta w jakimś stopniu może poprawić bardzo złą sytuację finansową większości tych placówek.