Dzwonnik z „Trybuny”

Są książki na które wystarczy spojrzeć. Na ich autora, brzmienie tytułu, zasób spisu treści, indeksu też. Dlatego pochylając się nad zbiorem felietonów „A dzwony, dzwonią” zapewne usłyszycie bliskie wam melodie.
O zakłamywanej przez prawicowe media naszej najnowszej historii. O opluwanej Polsce Ludowej i lukrowanej II Rzeczpospolitej. O dorobku polskiej lewicy rugowanym ze zbiorowej pamięci. Wykoślawianym w szkolnych programach.
O nowej poprawności polityczno-historycznej ustanawianej przez największe krajowe media.
Poprawności, jak wszystkie inne, prowadzącej do wyjaławiania polskich debat. Nie tylko tych historycznych.
Trudno dziś przecież rzetelnie dyskutować o odmrożeniu relacji z Rosją, kiedy już sam postulat wznowienia rozmów z sąsiadami, grozi klątwą zjednoczonego frontu propagandowego. Oskarżeniem o kremlowską agenturalność. Podobnie niełatwo rzetelnie rozmawiać o relacjach polsko-ukraińskich, polsko-żydowskich. A o polsko-polskich najbardziej. Trudno wznieść się ponad wszechobecny front plemiennej wojny dwóch, skłóconych ze sobą polskich prawic. Dowodzić, że poza ich sporami istnieje jeszcze inne życie umysłowe. A lewicowa myśl jeszcze nie zginęła.
Polecam brzmienie tych dzwonów. Nie tylko dlatego, że autor to publicysta naszej „Trybuny”, co już gwarantuje jakości publikacji. Zresztą niektóre z tonów tych dzwonów zabrzmiały już na naszych łamach. Polecam lekturę „A dzwony, dzwonią”, bo znakomicie przewentyluje mózgi ich czytelników. Wzbudzi ruch myśli.
I usunie przy okazji wiele bezmyślnie nabytych, zalegających w głowach szumów. Niepotrzebnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *