Flaczki Tygodnia

”Bóg, Honor, Ojczyna”.

Ten zwrot często miał powtarzać w czasie swej działalności pan Marian Banaś. Nadal pan prezes Najwyższej Izby Kontroli. I jeszcze.
Prominent partii zwącej się nadal „Prawo i Sprawiedliwość”.
Sztandarowy reprezentant nowych elit „Dobrej Zmiany”.
Dzielny, nowy husarz IV Rzeczpospolitej.
Hektor kaczystowskiej „Konserwatywnej kontrrewolucji narodowo – katolickiej w Europie”.
Zalecany przez narodowo – katolickie media wzór do naśladowania dla „patriotycznej, narodowo – katolickiej” młodzieży polskiej.

„Burdel, Hajs, Lewizna”.

Taką „rycerską” dewizą mógłby posługiwać się pan Marian Banaś.
Bo przedstawione przez media fakty są bezlitosne. W trakcie swej wojaczki dla III RP i nowego państwa pana prezesa Kaczyńskiego ten dzielny husarz nie zapominał o swoich łupach.
Walcząc, skutecznie ponoć, z „mafią VATowską” jednocześnie na co dzień kooperował z mafią sutenerską.
Walczą z przestępczymi przemytnikami przejmował atrakcyjne nieruchomości w Krakowie.
„Okazyjnie” rzecz jasna, jak choćby ową kamienicę w cesarsko-królewskim Krakowie, którą ponoć podarował mu przed śmiercią tajemniczy „kombatant Armii Krajowej”.
I którą pan Banaś zamienił w „Hotel na godziny”, czyli quasi burdel.

„Flaczki” nie są pewne, czy ów „kombatant z Armii Krajowej” istniał naprawdę. Czy był on takim samym bytem, jak ów „bezdomny”, który podarował innemu rycerzowi Dobrej Zmiany, Ojcu Dyrektorowi Rydzykowi, dwa wypasione samochody.
Ale nawet gdyby taki „kombatant AK” istniał, to czy teraz, zapewne przebywając w kaczystowskim niebie, cieszy się, że cały dorobek jego życia pan prezes Banaś w zwyczajny burdel zamienił?

O tym, że burdel równa się hajs, każde dziecko, nawet to wychowane w duchu „narodowo – katolickim”, już z Internetu wie. Ale aktualny pan prezes Najwyższej Izby Kontroli wcześniej nie tylko sutenerski chleb jadł.
Jak każdy szanujący się biznesmen wiedział, że przewidywane dochody trzeba zdywersyfikować, czyli czerpać je z różnych źródeł.
Wszelkie znaki na ziemi i niebie, zwłaszcza przecieki w kontroli skarbowej, wskazują, że pan Banaś regularnie, przez wiele lat „optymalizował swe podatki”.

Ten uczenie brzmiący zwrot, czyli „optymalizowanie podatków”, to liczne sposoby umożliwiające niepłacenie państwu polskiemu należnych mu podatków. Dzieje się tak dzięki sprytnemu wykorzystaniu luk prawnych, co czyni takiego złodzieja podatkowego osobą formalnie bezkarną.
I dlatego pan Banaś, wedle doniesień mediów, takie „optymalizacje” stosował.

Ale liczne, inne udokumentowane zarzuty świadczą, że pan prezes NIK nie tylko wykorzystywał luki prawne. On także prawo mógł łamać wpisując do swych zeznań podatkowych nieprawdziwe korzyści czerpane z najmu swych nieruchomości.
Deklarował wyjątkowo niskie przychody, aby płacić państwu polskiemu jak najniższe podatki.
Deklarował tak niskie przychody, że aż nie chce się wierzyć, iż nie brał reszty należności „pod stołem”. Czyli nielegalnie.

Gdyby jakiś inny obywatel IV RP wpisywał w swe zeznania podatkowe tak rażąco niskie przychody z najmu tak atrakcyjnie położonych nieruchomości, to od razu miałby najazd kontroli skarbowej.
Pan prezes Banaś nie miał kontroli, bo jest urzędnikiem państwowym. Bo w latach 2005–2008 i 2015–2016 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, czyli organie nadzorującym służby kontroli skarbowej. Dodatkowo w latach 2005–2008 i 2015–2017 był szefem Służby Celnej, w latach 2016–2019 wiceministrem w Ministerstwie Finansów, w latach 2017–2019 szefem Krajowej Administracji Skarbowej, a w 2019 ministrem finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. No i teraz nadal jest prezesem Najwyższej
Izby Kontroli.

Dodatkowo pan prezes Banaś to wzorcowy, wręcz kryształowy, działacz „antykomunistycznego podziemia”. W jego oficjalnym życiorysie zapisano, że był „Od 1976 organizatorem kolportażu i kolporter niezależnych wydawnictw w Krakowie i na Podhalu. W latach 1976–1980 jako jeden z założycieli działał w ramach lokalnej Akcji na rzecz Niepodległości. Od 1977 działacz Studenckiego Komitetu Solidarności, od 1978 Instytutu Katyńskiego, w latach 1979–1981 Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz Konfederacji Polski Niepodległej, a w latach 1980–1981 Ruchu Młodej Polski.
W latach 1981–1983 odbywał karę pozbawienia wolności za działalność w „Solidarności”. W 1984 współzałożyciel Komitetu Pomocy Więzionym za Przekonania (od 1985 Komitetu Obrony Więzionych i Prześladowanych za Przekonania Polityczne „Solidarności” Regionu Małopolska). W latach 1984–1987 redaktor naczelny podziemnego pisma „Homo Homini”. W 1985 współtwórca Polskiej Partii Niepodległościowej, był też członkiem prezydium rady naczelnej PPN, w latach 1985–1989 pełnił funkcję przewodniczącego PPN na okręg południowy.
I jeszcze w 1979 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. A rok później studia podyplomowe z zakresu religioznawstwa na UJ. Studiował też filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej.

Czy patriota, teolog, kawaler orderów, działacz z tak wzorcowym życiorysem, może być współtwórcą struktur mafijnych stojących ponad prawem i sprawiedliwością w państwie tworzonym przez partię zwącą się nadal „Prawo i Sprawiedliwość”?

Co wie pan prezes Banaś i jego polityczni przyjaciele o elitach PiS, że nie musi już słuchać wezwań liderów PiS nakłaniających go do „honorowego ustąpienia”?

PS. Z życia opozycji demokratycznej. Na Schetynie siadła Mucha. Czy Schetyna to już polityczna padlina?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *