Gospodarka 48 godzin

Działania przeciw Banasiowi
Najwyższa Izba Kontroli podtrzymała swoje stanowisko, jakie zostało przedstawione już w czerwcu na łamach „Trybuny”. Przypomnijmy, że NIK wtedy wprawdzie pozytywnie zaopiniowała udzielenie absolutorium rządowi za wykonanie budżetu, ale zwróciła też uwagę na coraz większą skalę finansowania różnych zadań państwa w sposób zaburzający przejrzystość realizacji budżetu, a zwłaszcza na operacje prowadzone poza rachunkami deficytu i wydatków budżetu państwa. To klasyczne, finansowe „zamiatanie wydatków pod dywan”, stosowane na masową skalę przez obecną ekipę. Te manipulacje bynajmniej nie przyczyniły się do ograniczenia długu Skarbu Państwa. W 2020 r. nastąpił rekordowy wzrost tego długu. Wyniósł on w sumie 124,1 mld zł, z czego 30 mld zł było wynikiem operacji prowadzonych poza rachunkami budżetu państwa.
Teraz, pod koniec lipca w Sejmie, NIK ustami prezesa Mariana Banasia przedstawiła zbieżną z czerwcowymi ustaleniami analizę wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej – także z wnioskiem o absolutorium, ale i z surowymi słowami krytyki za nierównowagę finansów publicznych oraz niekontrolowany wzrost długu publicznego, który liczony wg. metodologii Unii Europejskiej wzrósł aż o 290 mld zł. Jak podkreślił prezes Banaś, wcześniejsze zwiększenie długu publicznego, liczonego według tej metodologii, o podobną wartość jaką zaobserwowano w jednym tylko 2020 r., trwało prawie 10 lat. Prezes dodał również, co także było wiadome z „Trybuny”, że duże operacje finansowe dotyczące ważnych zadań publicznych były w ubiegłym roku planowane i dokonywane z pominięciem rachunku wydatków i deficytu budżetu państwa. Prowadzono również operacje, które wykazywały wydatki budżetu w innych okresach, niż były one faktycznie ponoszone. Generalnie, w 2020 r. zastosowano na bardzo dużą skalę mechanizmy obniżające przejrzystość realizacji budżetu. Jak dodał Marian Banaś, wszystko to budzi jego uzasadniony niepokój o stan finansów publicznych państwa. Tym samym szef NIK całkowicie zdezawuował bajeczki o dobrym stanie tych finansów, opowiadane przez członków rządu PiS. Teraz wszyscy już wiedzą, że delikatnie mówiąc, mijają się oni z prawdą.
Tymczasem PiS-owska władza pokazuje, że nie ustąpi w zwalczaniu tych, którzy ją krytykują – zgodnie z komunistyczną zasadą, że każdy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie. Władza nasila działania mające uciszyć prezesa NIK i konsekwentnie uderza w jego rodzinę. Zatrzymano syna Mariana Banasia i postawiono mu zarzuty. Zarzuty usłyszała też synowa szefa NIK. Zbigniew Ziobro wystąpił zaś do marszałek Sejmu o zgodę na uchylenie immunitetu Mariana Banasia, zatrzymanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Pretekstem mają być nieprawidłowości w jego oświadczeniach majątkowych, o czym prominenci PiS wiedzieli już dawno, ale wtedy im to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać, gdy Banaś pokazał, iż będzie uczciwie kontrolował rozmaite nieprawidłowości państwa PiS. To nie pierwsze działania nękające podjęte wobec rodziny Mariana Banasia. Już wcześniej policja weszła do domu jego syna, a potem odwiedziła i Mariana Banasia, pod pretekstem, że syn zamierza popełnić samobójstwo. Szef NIK ponownie oświadczył, że się nie ugnie, i że działania podejmowane wobec jego bliskich nie sprawią, iż odstąpi od wypełniania swych konstytucyjnych obowiązków jako szefa NIK. Niezależnie od tych słów, Marian Banaś powinien jednak zadbać o bezpieczeństwo swoje i swych bliskich, pamiętając dziwny wypadek samochodowy, w którym w 1991 r. zginął szef NIK Walerian Pańko.

Flaczki tygodnia

Czy rzeczywiście pan prezes Kaczyński chciał mieć swojego uległego, „zahaczonego”prezesa NIK? I dlatego prezesem Najwyższej Izby Kontroli wybrano pana Mariana Banasia. Człowieka prezentowanego wtedy jako „kryształowego moralnie”, choć w mediach huczał o jego podejrzanych machinacjach finansowych. Jednak zaraz po swym wyborze pan Marian miał „urwać się z haka” i rozpocząć ucieczkę do przodu. Iść na wojnę polityczną ze swymi niedawnymi promotorami.

Wojna była wpierw ograniczona i lokalna, bo pan prezes Banaś podważał produkowanymi przez NIK raportami jedynie kompetencje i kondycję moralną polityków związanych ze Zbigniewem Ziobrą. Niechętnych panu prezesowi.
Kiedy odważył się krytykować samego jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, wówczas wojna rozgorzała na całego. Nic zatem dziwnego, że zjednoczone siły CBA i prokuratury aresztowały syna pana prezesa Banasia i jego synową.
Ale tylko na jedną noc. Zwolniono ich po złożeniu poręczenia majątkowego. To było ostrzeżenie dla prezesa NIK od prezesa wszystkich prezesów. Kolejne ostrzeżenie czy już ostatnie?

Nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskim został profesor Marcin Wiącek. Bo elity PiS wreszcie odpuściły sobie i zgodziły się na kandydata lansowanego też przez opozycyjną centro- prawicę. Teraz profesor Wiącek musi szybko zabrać się do roboty,bo jego poprzednik dobrym Rzecznikiem był i ustawił wysoko poprzeczkę.
Z drugiej strony Rzecznik Wiącek postrzegany jest także jako kandydat obecnej większości rządzącej. Czyli większości Czarnków, Terleckich, Morawieckich.
Zatem wystarczy, że będzie teraz nieco inny od pana ministra edukacji i już od razu zacznie zbierać dobre opinie.

Kandydatura profesora Wiącka skutecznie przeszła przez sejmową i senacką drogę krzyżową,bo w zamian opozycyjna centro prawica zgodziła się aby pan dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Karol Nawrocki został nowym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.
Dzięki takiemu gładkiemu wyborowi prawica rządząca oraz ta opozycyjna uniknęły dłuższej, publicznej debaty o dalszym sensie działalności IPN.
Monstrualnej instytucji kosztującej polskich podatników już prawie pół miliarda złotych rocznie. Instytucji powołanej jeszcze w ubiegłym wieku aby ścigała „zbrodnie nazistowskie i komunistyczne”. A także zarządzała archiwami bezpiek oraz edukowała historycznie obywateli naszego państwa.
Lata mijały. Zbrodni nie przybywało, ostatni zidentyfikowani zbrodniarze wymierali.
Pomimo tego IPN rozrastał się, a jego pracownicy żyli coraz dostatniej. Czas by zlikwidować go, bo edukacją historyczną mogą zajmować się inne placówki. Zwłaszcza kiedy jest pół miliarda złotych do wydania.
Ale polskie prawice, ta z PiS i ta z PSL oraz KO, nie chcą likwidacji IPN. Pół miliarda złotych nie ma dla nich większego znaczenia.

Zauważcie, że kiedy opozycyjna lewica głosuje w Sejmie podobnie jak PiS, to od razu naraża się na gromki hejt i krytykę liberalnego, dziennikarskiego medialnego Komentariatu. Zwłaszcza ze strony TVN, „Gazety Wyborczej”, Radia TPK FM. Za to, że wtedy „wchodzi w sojusz z PiS”, podtrzymuje kaczystowskie rządy.
Ale kiedy opozycyjna centroprawica paktuje i wspólnie głosuje z PiS, to ów Komentariat takiego paktowania i podtrzymywania władzy Kaczyńskiego nie dostrzega.

Ponad 23 miliardy złotych mogą kosztować polskich podatników pomysły pana posła Marka Suskiego marzącego o przejęciu kontroli nad telewizją TVN.
Parlamentarzysty, który tymi pomysłami rozpętał najnowszą wojnę światową. Tym razem PiS-u z administracją prezydenta USA Joe Bidena.
Kiedy pan prezes Kaczyński zorientował się, że ten konflikt to jednak nie przelewki, zaproponował administracji USA swój program pomocy socjalnej. Zwany już „Program 23 000 000 000+”
Czyli dwadzieścia trzy miliardy złotych łapówki za zawarcie pokoju politycznego.

Oczywiście tak wielką łapówkę trzeba jakoś zalegalizować, wyprać zaoferowane pieniądze. Dlatego w zamian za te miliardy bratnie USA przekaże polskiemu wojsku 250 czołgów. Nowych, ślicznych. Znakomicie prezentujących się na defiladach,czyli tym, co elity PiS lubią najbardziej.

Pan poseł Marek Suski był czasem w Sejmie RP obiektem żartów, kpin nawet. Teraz ma pełny szacun na prawicy. Wszak to ten, który się Ameryce nie kłania. Kosztujący 250 Abramsów.

To co pan poseł Suski zaczął, czyli wyganianie TVN z Polski, będzie musiał skończyć pan Witold Kołodziejski, szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. I to on, nie parlamentarzysta Suski, będzie za ewentualne złamanie prawa odpowiadał. Chodzi teraz pan Kołodziejski po Warszawie i pluje sobie w brodę.

Parlamentarzyści PiS mają w ramach objazdów po Polsce promować program „Polski ład”. „Wakacje są dla Polaków, natomiast posłowie są zobowiązani by działać w tym czasie, powiedział pan wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Wesołych wakacji z PiS, życzą „Flaczki”.

Flaczki tygodnia

Po broń atomową sięgnął pan prezes Marian Banaś. Złożył w prokuraturze zawiadomienie o popełnienie przestępstwa przez najważniejszą osobę w państwie. Wicepremiera i jaśniepana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Zgłupiał ten Banaś, że porwał się na majestat boski Dojnej Zmiany?

Wcześniej pan prezes Banaś, konstytucyjny organ RP, doniósł w imieniu Najwyższej Izby Kontroli, na pana premiera Morawieckiego, pana szefa jego kancelarii Michała Dworczyka, panów ministrów: aktywów państwowych Jacka Sasina oraz spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego.

Mamy zatem pana premiera oskarżonego o popełnienie przestępstwa. Dodatkowo ten pan premier regularnie kłamie. Zwłaszcza podczas kampanii wyborczych, co potwierdził sąd prawomocnym wyrokiem. Poza tym pan premier kilka razy złamał Konstytucję oraz kodeks wyborczy, co orzekł wojewódzki sąd administracyjny. Mamy pana prezesa, wicepremiera Kaczyńskiego, który publicznie zadeklarował, że to on zmusił pana premiera Morawieckiego, aby złamał prawo przygotowując wybory prezydenckie wbrew Konstytucji. Czyli sam doniósł o swym przestępstwie. Mamy panów wicepremiera Sasina i ministra Kamińskiego, którzy doprowadzili do straty co najmniej 70 mln zł publicznych pieniędzy na kopertowe wybory. Choć było powszechnie wiadomo, że nie wolno im ich organizować. I w końcu te wybory nie odbyły się. I mamy pana prezesa Banasia, którego jaśniepan prezes Kaczyński tak charakteryzuje: „Jest wielkim błędem naszego systemu prawnego, że człowiek, wobec którego toczą się poważne śledztwa, może być prezesem Najwyższej Izby Kontroli. To jest stanowisko dla ludzi, którzy są poza jakimkolwiek podejrzeniem, całkowicie czystych. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek kłopoty w tej sferze, jeśli jest mocno skoncentrowany na sprawach materialnych, to nie powinien być prezesem NIK”.

Ale kiedy pan Marian Banaś zostawał szefem NIK, a kanał TVN – 24 ujawnił kompromitujące go materiały, to czołowi politycy PiS zażarcie bronili swojego kandydata. Pan minister Sasin mówił, że Banaś jest Polsce potrzebny, bo jego „dokonania są niebywałe”. Pan premier Morawiecki przypominał, że to dzięki Banasiowi uszczelniono lukę VAT-owską. Przypomniano też słowa jaśniepana prezesa, który tak bronił pana Banasia w 2019 rok: „Jeżeli ktoś, jak Marian Banaś, zabrał co najmniej dwieście kilkadziesiąt miliardów przestępcom, to ma wrogów i ci wrogowie mogą posunąć się do daleko idącej operacji, żeby kogoś takiego skompromitować”. Czy teraz pan prezes Kaczyński ma rację glosząc, że ktoś taki jak pan Banaś nie powinien nigdy stanąć na czele NIK, skoro był „w kręgu podejrzeń” w sprawie majątku, jaki mógł nielegalnie zgromadzić? Czy może pan prezes przeszedł na stronę przestępców i chce pana „kryształowego” Banasia jedynie „skompromitować” ? I skoro pan prezes Banaś nie może kierować NIK, bo kłamał, to czy pan prezes i jego klika, deklarujący sprzeczne opinie na temat pana prezesa NIK, mogą dalej rządzić Polską?

Wraca do rządu pan Janusz Cieszyński. Uchodzi za bliskiego współpracownika pana premiera Morawieckiego. Był jego doradcą w ministerstwie rozwoju, potem w ministerstwie finansów. Stamtąd awansował na wiceministra w ministerstwie zdrowia. Odpowiadał tam za cyfryzacje. To on kupił po cenie kilkukrotnie wyższej niż rynkowe maseczki z podrabianym certyfikatem od instruktora narciarskiego, który by znajomym pana ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Podpisał też umowę na zakup respiratorów od właściciela spółki E&K z Lublina, handlarza bronią umieszczonego na czarnej liście ONZ . Za 1241 sztuk ministerstwo zgodziło się zapłacić około 200 mln złotych. Ten dostarczył tylko 200 aparatów. Do dziś nie zwrócił całej kwoty zaliczki. Jeśli wierzyć „ Gazecie Wyborczej”, transakcja odbyła się na polecenie pana premiera Morawieckiego. Stała za nią Agencja Wywiadu i służby specjalne, które w taki sposób chciały przepompować z budżetu państwa pieniądze na swoje tajne operacje.

Jeśli tak było, to pan minister Cieszyński okazał się nieudacznikiem. Tajna operacja stała się powszechnie znana, bo wtedy wszystkie zakupy sprzętu medycznego były pod lupą mediów. Gdyby kupił inny towar, nawet kondomy, to pewnie by mu się upiekło. A tak misternie tkana operacja tajnych służb zwyczajnie się ryła. Pan minister musiał podać się w zeszłym roku do dymisji. Zesłano go na wiceprezydenta miasta Chełma, bo tam rządzi ekipa PiS. Czy Chełmianie podpadli centrali PiS, że tak ich ukarano? Na szczęście dla nich rok minął i centrala PiS uznała, że pan minister swoje już tam odsiedział. Teraz znowu ma szansę szkodzić całej Polsce.

Do Polski przymusowo wrócił, ukrywający się ostatnio w Holandii, Zbigniew Stonoga. Zdeklarowany wróg pana ministra Zbigniewa Ziobry. Pewnie dlatego, że prokuratura pana ministra Ziobry wśród głównych zarzutów wobec Stonogi wymienia „wielomilionowe oszustwa na szkodę darczyńców fundacji charytatywnej oraz grożenie śmiercią pracownikom wymiaru sprawiedliwości”. Znawcy krajowych realiów uważają jednak, że ów Stonoga posiada też wiele materiałów kompromitujących elity PiS. Zwłaszcza pana ministra- prokuratora Ziobrę, a nawet jaśniepana prezesa. Posiada, bo jak ćwierkają warszawskie wiewiórki, ten niewątpliwie aktywny człowiek mógł też współpracować ze służbami specjalnymi, nie tylko polskimi, i trochę sobie tych „haków” na przysłowiową „czarną godzinę” uskładał. Czy teraz ów Stonoga zacznie pana ministra – prokuratora gryźć? I z których służb pomocą?

Na razie jaśniepan prezes publicznie opieprzył podlegającą panu ministrowi Ziobrze prokuraturę za nieróbstwo. Bo nie postawiła ona jeszcze zarzutów panu prezesowi Banasiowi. Tak porażających, że możliwa stanie się próba odebrania mu immunitetu, co zapoczątkuje procedurę usuwania go z kierowania NiK- iem. Albo przynajmniej tak go skompromituje w opinii publicznej, że zneutralizuje jego oskarżycielską działalność..

Z drugiej strony opieprzany za nieróbstwo prokuratury pan minister Ziobro w każdej chwili może zachęcić ją do działalności Do realizacji wskazań z raportów NIK. Wtedy aktywna prokuratura rozpocznie postępowania w sprawie pana premiera i jego ministrów. A nawet pana prezesa, wicepremiera! I wtedy przydać się mogą zasoby wiedzy „oszusta” Stonogi, zwłaszcza te kompromitujące pana ministra Ziobrę i jego prokuraturę.

Z Watykanu nadszedł wyrok skazujący na infamię biskupa Tadeusza Rakoczego. Ulubieńca papieża JP 2. Skazano go za tolerowanie i ochronę księży pedofilów. To już piąty biskup polskiego kościoła kat. skazany przez Watykan za tolerowanie takich przestępstw. Dlaczego organizacja regularnie praktykująca pedofilię i chroniąca „rozbójników seksualnych” nadal ma monopol na „nauczanie religii” w polskich szkołach?

Kłamstwa polityków i księży nie są zjawiskiem nowym. Ale coraz bardziej częsta praktyka, że uznajemy je za coś oczywistego i przestajemy reagować na te codzienne kłamstwa, świadczy gorzej o nas, niż o nich. Daje im przyzwolenie na łamanie prawa. Poczucie bezkarności. Dlatego oni nie zawahają się przed niczym, żeby tylko się przy władzy utrzymać.

Zjednoczona, lecz już zmarszczona

Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ćwieka na Twitterze. W poważnych mediach też wypowiada się rzadko. Ale kiedy już gębę otworzy, to warto go uważnie czytać i słuchać. Albowiem każda jego wypowiedź na prawach Ewangelii jest.
Warto wtedy też studiować myśli pana prezesa. Zwłaszcza kiedy rodzi je w tygodniku „Sieci”, a akuszerami są panowie bracia Jacek i Michał Karnowscy. Mistrzowie wazeliniarskiego dziennikarstwa.
Pan prezes mówiąc do czytelników „Sieci” przemawia do Najwierniejszych z wyznawców. Nie cenzurują go też panowie bracia Karnowscy. Wiernie, choć na kolanach, rejestrują strumienie myśli swego suwerena. Nawet te świadczące o jego postępującym politycznym szaleństwie.
Kłamie się i marszczy
Pan prezes Kaczyński chciał ruszyć do przodu z całym tym Nowym Polskim Ładem, ale napotkał niespodziewane bariery we własnych szeregach. Wielu wyborców PiS traktuje NPL jak szczepionki przeciwko covid. Nie chcą go przyjąć. Co dobitnie odzwierciedlają najnowsze sondaże poparcia wyborczego. PiS politycznie nie urósł, bo zaraz po propagandowym odpaleniu PLN dotarło do opinii publicznej postanowienie TSUE w sprawie elektrowni Turów. Po raz kolejny udowadniające impotencje elit PiS w polityce międzynarodowej.
Na nic zdały się tłumaczenia TVP info i innych PiS- mediów oskarżających o intrygi Czechów i Niemców. O zdradę i agresję na polską energetykę.
Na nic zdały się też kłamstwa pana premiera Morawieckiego przekonującego Polaków, że osiągnął już porozumienie z czeskim premierem. Bo strona czeska najpierw zdecydowanie zaprzeczyła temu, a potem zgodę na wycofanie swego wniosku z TSUE uwarunkowała polskimi inwestycjami w czeską ochronę środowiska. Znów na jaw wyszło nieróbstwo i niekompetencje rządu pana prezesa. Bo gdyby strona polska wcześniej poważnie potratowała czeskie roszczenia, to nie doszłoby do postępowania w TSUE, a koszty niezbędnych, obiecanych już przez polski rząd inwestycji byłyby znacznie mniejsze. Czemu pan premier Morawiecki znów okłamał polska opinię publiczną?
W mediach społecznościowych wyjaśniano, że po prostu taką on ma naturę. Nawet kiedy mówi prawdę to też kłamie. Powielano też informacje, że pan Morawiecki większość swego majątku przepisał na swą małżonkę. Ukrywanie majątków „pod spódnicami” żon i konkubin to pospolite zjawisko w PiS-wskiej Rzeczpospolitej. Polski lud pracujący i bezrobotny opowiada sobie teraz taki żart: „Dlaczego wśród katolickich dygnitarzy PiS aż tylu jest rozwodników? Bo tyle się już nachapali, że nie da się tego złodziejstwa przepisywać tylko na jedną żonę”.
A nieporozumienie z porozumieniem obu premierów tłumaczy się lingwistyką. Kiedy pan premier Morawiecki spotkał na brukselskim korytarzu biegnącego do toalety premiera Babisza, to zapytał go zdecydowanie: „Szukacie porozumienia z nami, czy nie?”. Po polsku rzecz jasna, bo psim obowiązkiem Czechów jest znać język przywódców Czwórki Wyszehradzkiej. Na to premier Babisz odparł w biegu: „Szukam, szukam”. Ale rzekł to po czesku. Takie to ludzkie śmichy- chichy, lecz panu prezesowi Kaczyńskiemu nie jest wesoło, kiedy widzi jak mu się ta Zjednoczona Prawica „marszczy”. W niejednym miejscu na dodatek.
Zmarszczony NIK, marszczona prokuratura
Pan prezes Kaczyński tak mówi o Marianie Banasiu w wywiadzie dla „Sieci”: „Jest wielkim błędem naszego systemu prawnego, że człowiek wobec którego toczą się poważne śledztwa, może być prezesem Najwyższej Izby Kontroli”.
I winą za tolerowanie pana Banasia na stanowisku prezesa NIK obwinia „bierną” prokuraturę, bo nie postawiła jeszcze panu Banasiowi stosownych zarzutów.
Tymczasem nieuwięziony jeszcze pan prezes Banaś oficjalnie zwrócił się do prokuratury pana Ziobry o postawienie zarzutów panu premierowi Morawieckiemu i jego pomagierom, bo złamali polskie prawo przy organizowanie „wyborów korespondencyjnych”. Na razie pan minister – prokurator Ziobro nie potwierdził czy takie zarzuty postawi.
Prokuratura nie postawiła też takiego zarzutu panu prezesowi Kaczyńskiemu, choć on tak w wywiadzie zadeklarował: „Chcę, żeby to było jasno powiedziane: to była moja osobista decyzja, by spróbować skorzystać z doświadczenia bawarskiego kanadyjskiego w organizacji takich głosowań. Problemem był brak większości w Sejmie dla tej sprawy”. Czyli pan prezes sam zawiadomił o popełnieniu przez siebie przestępstwa!
Mamy zatem w Zjednoczonej Prawicy podejrzanych o popełnianie przestępstw: pana premiera i jego ministrów, pana prezesa Kaczyńskiego, panią Marszałek Sejmu RP- też wymienianą w raportach NIK, i pana prezesa NIK. Zaiste trudno dziś znaleźć w Zjednoczonej Prawicy kogoś jeszcze nie oskarżanego o łamanie prawa przez kogoś ze Zjednoczonej Prawicy.
Zmarszczony Gowin
Problem „braku większości w Sejmie” trapiący pana prezesa Kaczyńskiego może niebawem powrócić. Za sprawą pana wicepremiera Gowina i grupki jeszcze jego posłów z Porozumienia Prawicy.
Otóż pan wicepremier Gowin twierdzi, że pan prezes Kaczyński obiecał poparcie kandydata zgłoszonego przez pana Gowina na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za podpis pod porozumieniem Nowego Polskiego Ładu. Pan Gowin grzecznie podpisał, ale pan prezes wysunął swoją kandydatkę, co dowodzi, że takiego porozumienia mogło też nie być. Bonie wiemy który z nich mówi jak pan premier Morawicki? Czy kłamie pan wicepremier, czy pan prezes, czy może obaj?
Zresztą to teraz już nieważne. Pan wicepremier zagroził, że podczas głosowania wniosku opozycji o wotum nieufności dla ministrów z rządu Zjednoczonej Prawicy, gowinowskie Porozumienie zagłosuje za odwołaniem pana ministra od tajnych służb. Czyli pana Mariusza Kamińskiego. Zaufanego pomocnika pana prezesa Kaczyńskiego, zbierającego podobno kompromitujące materiały na wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy. I pana prezesa NIK też.
Bracia Karnowscy pytają: „Czy koalicja Zjednoczonej Prawicy się poskładała? Ogarnęła? Użył pan wcześniej sformułowania, że „się zmarszczyło”.
Na to pan prezes Kaczyński odpowiada: „To określenie z książki Jerzego Putramenta „Małowierni”, która tuż przed marcem 1968 r. ludzie pożyczali sobie na jedną noc i my z Leszkiem też tak przeczytaliśmy. Była to powieść z kluczem, dość łatwa do rozszyfrowania. Komitet Centralny PZPR występuje tam jako Komitet Ekonomiczny. Rzecz jest o zdradzie literatów, którzy popierali stalinizm. Pojawia się tam oczywiście i ubecja. Jeden z sowieckich nadzorców mówi w pewnym momencie do młodego ubeka: ”Pamiętaj, jak coś się zmarszczy, od razu tnij, bo zawsze coś z tego będzie”. I przykro mówić, ale w polityce to prawda”.
I tak dzięki panom braciom Karnowskim wiemy już jaki to mędrzec ukształtował filozofię i praktykę polityki uprawianej przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Nie zdziwmy się zatem jeśli zatroskany brakiem zgody w Zjednoczonej Prawicy, zniesmaczony moralnie zdradami popierających go kiedyś polityków, pan prezes Kaczyński wezwie swego młodego ministra od służb specjalnych, pana Mariusza Kamińskiego, i po mentorsko rzeknie mu: „Zmarszczyło się. Tnij od razu, bo zawsze coś z tego będzie”.

Gospodarka 48 godzin

Jak władza umila życie
Zgodnie z PiS-owską tradycją, funkcjonariusze policji odwiedzili w poranek (tym razem czwartkowy) domy prezesa NIK oraz jego syna. W tym przypadku, w ramach antybanasiowych działań stosowanych przez obecną ekipę, upowszechniono fake news o rzekomych planach samobójczych syna szefa NIK. Marian Banaś to jednak prywatnie twardy karateka i te szykany ze strony władzy nie powstrzymały go przed wystąpieniem na konferencji prasowej, na której przedstawił raport o bezprawnych i marnotrawnych działaniach ekipy rządzącej, mających wymusić przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych w dniu 10 maja 2020 r. Na tej konferencji prezes NIK poinformował, że tak się jakoś dziwnie złożyło, że dwa dni wcześniej do NIK dotarł mail, że jest bomba w budynkach i delegaturach Izby. „A w czwartek rzekomo, że mój syn ma popełnić samobójstwo, więc policja pojawiła się u mojej rodziny w Krakowie i u syna. O komentarz poproszę już was samych” – powiedział Marian Banaś pod adresem dziennikarzy na konferencji. Komentarz nasuwa się tu jeden: Marian Banaś jest tylko człowiekiem i dlatego trzeba go prosić, by uważał na siebie (i niech uważają jego najbliżsi), mając na względzie los innego prezesa NIK, Waleriana Pańki, który zginął w wypadku samochodowym w 1991 r. A także los paru pracowników NIK, którzy także stracili życie, w czasie gdy akurat zajmowali się ważnymi aferami.

Kosztowne kanały
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął dwa postępowania antymonopolowe: przeciwko Telewizji Polsat i czterem spółkom z grupy kapitałowej Discovery. Zdaniem UOKiK, mogą oni wykorzystywać swoją pozycję na rynku dystrybucji kanałów telewizyjnych do działań na niekorzyść operatorów telewizji kablowej i pośrednio konsumentów. Zastrzeżenia budzi zwłaszcza sposób sprzedaży programów w pakietach. Polsat oraz te cztery spółki (Discovery Communications Europe, Discovery Communications Benelux, Discovery Polska i Eurosport) zajmują się dystrybucją programów telewizyjnych wyprodukowanych przez siebie lub w ramach swoich grup kapitałowych. Te kanały są sprzedawane operatorom telewizyjnym, głównie sieciom kablowym. UOKiK oświadczył, że otrzymywał w ostatnim czasie wiele skarg od operatorów, stowarzyszeń branżowych oraz konsumentów, dotyczących ograniczania swobody kształtowania oferty programowej czy wyboru programów telewizyjnych. – Głos płynący z rynku wskazywał na pogłębiającą się nierównowagę między nadawcami lub dystrybutorami a operatorami, za co w konsekwencji płacą konsumenci. Z naszych ustaleń w ramach postępowania wyjaśniającego wynika, że powyższy stan jest konsekwencją polityki sprzedażowej nadawców lub dystrybutorów telewizyjnych – Telewizji Polsat oraz spółek z grupy Discovery – oznajmił prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Z informacji Urzędu wynika, że operatorzy mają możliwość zakupu programów w pakiecie – 28 od Telewizji Polsat i co najmniej 6 w przypadku spółek z grupy Discovery. Mogą również kupować pojedyncze kanały, jednak jest to dla nich absolutnie nieopłacalne. Przykładowo zakup tylko dwóch programów od Polsatu może być droższy od całego pakietu programów, w którym są również te dwa kanały. Z kolei w przypadku Discovery, nabycie trzech programów telewizyjnych może być droższe od zakupu któregokolwiek z pakietów oferowanych przez grupę Discovery.

Flaczki tygodnia

Pamiętacie to: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i jakoś to będzie…”?
Toż to najlepsze streszczenie misternie tkanego przez wicemarszałka Senatu Michała „Misia” Kamińskiego politycznego planu doprowadzenia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego do stanu takiego wkurwienia, aby oszalały ze złości, porzucił posiadaną władze niczym gorącą cegłę. I jednoczesnego skaperowania pana wicepremiera Gowina w celu stworzenia Rządu Tymczasowego, opartego na zgodnej koalicji od lewicowego Zandberga po skonfederowanego Brauna, podnoszącego porzuconą na bruku władzę. Aby otrzepać ją z PiS-owskiego gówna i skonsumować przy wspólnej wieczerzy jeszcze w tym miesiącu.

Plan był tak fantastycznie prosty, że musiały się zakochać w nim gromadki cudownych dzieci komentujących politykę w polskich, liberalnych mediach. Pod przewodem tych złotych : Tomka Lisa, Moniki Olejnik, Zbyszka Hołdysa, i Tomka Wołka też. Zamkniętych od miesięcy przez pandemię w domach, nieczytających już politologicznych tekstów, komentujących jednie siebie nawzajem.
Co gorsza, swą miłością i wiarą w cudowny „Misiowy” plan, pozarażali oni zawodowych, profesjonalnych ponoć, polityków Platformy Obywatelskiej. Też osłabionych intelektualnie brakiem żywego kontaktu ze społeczeństwem, absencją w samokształcenia się. Upojonych sondażami i lajkami do swych twetterowych komentarzy. Opium polskiej klasy politycznej.

Dopiero politycy Lewicy przerwali ten polityczny miraż i ocalili liderów Platformy Obywatelskiej przed nieuchronną i kompletną kompromitacją. Paradoksalnie to dzięki porozumieniu Lewicy i PiS, liderzy PO i usłużni im komentatorzy, mogą teraz nadal przekonywać się i innych, że ich misterna intryga miała wielkie szanse na sukces. Nie doczekali go jednak, bo zostali zdradzeni, o świcie rzecz jasna, przez podstępną Lewicę. Podłych PiS- owskich sługusów. Ale dzięki temu honor i cnota polityczna PO zostały ocalone.
O klęsce politycznej PO rozmawiać już w liberalnych mediach nie wypada, zwłaszcza wśród ludzi czułych tam na estetyczną stronę polityki.

Na tych samych zasadach myślowych miliony Polaków od siedemdziesięciu lat samo oszukują się w przekonaniu, że Powstanie Warszawskie miało szansę na sukces, czyli pokonanie militarnie Hitlera i politycznie Stalina. Nie udało się, tylko dlatego, że podły Stalin nie chciał pomóc Powstaniu w pokonaniu siebie.

Miłośnikom wizji sejmowego powstanie przeciwko prezesowi Kaczyńskiemu pod wodzą pana wicepremiera Gowina polecamy: https://krytykapolityczna.pl/kraj/lewica-poparla-pis-meltdown-komentarz-galopujacy-major/.

Miłośnikom odgrzewanej przez liberalnych komentatorów „Estetyki Polityki”, zwłaszcza zasady, że „Z terrorystami, czyli z PiS, nie rozmawia się”, Flaczki przypominają rok 1998. Wtedy to specjalny wysłannik polskiego MSZ Zenon Kuchciak otrzymał od liberalnych mediów przydomek „polskiego Jamesa Bonda”. Za negocjacje z czeczeńskimi terrorystami, zakończone zwolnieniem pięciu porwanych polskich obywateli. Wtedy to redaktor Monika Olejnik psalmy ku czci Kuchciaka wyśpiewywała, bo dzielnie z terrorystami pogadał.

Nieprawdą też jest, co bezmyślnie liberalni komentatorzy polityczni powtarzają, że przegłosowania unijnego funduszu odbudowy wzmocniło rządzącą, koalicyjną Zjednoczoną Prawicę. Dało im spokojny czas do wyborów w konstytucyjnym terminie jesieni 2023 roku i unijne pieniądze na przekupienie wyborców, czyli Polaków.
Nieprawdą jest, że obywatele naszej Polski głosują jedynie za pieniądze. Flaczki mają wiele krytycznych ocen Polaków, lecz nie redukują ich politycznych wyborów do poziomu „Dasz kiełbasę – masz mój głos”.

Nieprawdą też jest, że wspomagające w sejmie głosy Lewicy wielce wzmocniły Zjednoczoną Prawicę. Przeciwnie, tamte głosy mogą okazać się pocałunkiem śmierci dla jedności polskiej prawicy i partii jaśniepana prezesa.
Pan minister Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska zostali publicznie upokorzeni przez jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Co z tego, że jaśniepan prezes nie pogonił ziobrystów z koalicji od razu. Co ma wisieć nie utonie.

Pan minister Ziobro jest twarzą „reformy wymiaru sprawiedliwości” w obecnym rządzie. Na szczęście dla Polski jego „reformy” nie zostały dokończone, a system został zrujnowany do szczętu. Choć sądy działają wolniej i gorzej niż przed „reformą”, co każdy ich klient zauważy.
Teraz „reformy Ziobry” dostaną kolejny hamulec – unijny mechanizm „Pieniądze za praworządność”. Im więcej będzie przeprowadzanych ziobrowskich „reform”, tym więcej będzie ze strony Unii Europejskiej gróźb zablokowania i opóźnień transferów zaplanowanych już w rządowych programach pieniędzy.
Zatem w interesie pana premiera Morawieckiego nie będzie wspieranie „reform” i jakiejkolwiek innej działalności pana ministra Ziobry. Może nawet uczynić go odpowiedzialnym za kłopoty rządu w pozyskiwaniu pieniędzy z Unii. Potrzebnych przecież na kiełbasę wyborczą dla PiS.

Pan minister Ziobro wie, że on i jego drużyna, nie znajdą się na listach wyborczych PiS. Dlatego nie jest w jego interesie politycznym utrwalanie tej koalicji rządzącej aż do konstytucyjnego terminu wyborów.
Jedyną jego skuteczną obroną może być tylko atak. Nie zdziwmy się, jeśli niebawem ujrzymy w liberalnych mediach materiały kompromitujące jego przeciwników politycznych. Zwłaszcza tych „zdrajców sprzedających suwerenności Polski za judaszowe, brukselskie srebrniki” razem z „komunistami Czarzastego”.
I tak to dzięki sejmowym głosom Lewicy będą od miały Ziobry tematy TVN i „Gazeta Wyborcza”.

Stronnictwo pana premiera Morawieckiego zapewne też ma swoje haki i kompromaty na pana ministra Ziobrę jego współpracowników. Zwłaszcza obyczajowe, prezentujące grzeszne życie tych młodych jeszcze chłopaków. Prawicowe spory rychło spod ministerialnych dywanów przeniosą się na medialne ringi.

A przecież jest jeszcze pan prezes Marian Banaś z Najwyższej Izby kontroli. Ma plik rachunków krzywd do uregulowania z byłymi kolegami politycznymi.
Jest jeszcze pan wicepremier Gowin, który raz chce wybić się na niepodległość, a innym razem już niekoniecznie. Ale może kiedyś nadejść to głosowanie w którym ten jego jeden głos może wreszcie zaważyć.

A wszystkie te przyszłe rzezie prawicowych niewiniątek jednak swymi głosami Lewica przyśpieszyła.

Gospodarka 48 godzin

Ważne, kto to mówi
Warto jeszcze raz powtórzyć i dobrze zapamiętać to co powiedział prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś. Stwierdził on, że ten kto się nie zgadza z obecną władzą, na podstawie pomówień może być w każdej chwili aresztowany i skazany – i jest to w czystej postaci państwo policyjne, którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament. Prezes Marian Banaś niby nie powiedział nic nowego, chyba wszyscy Polacy wiedzą, że tak właśnie funkcjonuje panowanie Prawa i Sprawiedliwości w naszym kraju. Ważne jednak, że mówi to osoba wywodząca się z samego jądra PiS-owskiej władzy, taka która dobrze wie co mówi – i zna metody funkcjonowania ekipy, która ją postawiła na wysokie stanowisko. Trzeba mieć nadzieję, że wszyscy zapamiętamy te słowa prezesa Mariana Banasia. Niezależnie od obozu z którego się wywodzi, dziś należy docenić to, że nie chce on już dłużej być po złej stronie mocy – i staje w prawdzie. Prawdziwe są też jego słowa, iż NIK to dziś jedyna niezależna instytucja, na którą nie ma wpływu żadna partia ani władza. Może należałoby tu jeszcze wymienić Rzecznika Praw Obywatelskich, ale raporty rzecznika władza PiS może lekceważyć, zaś z wynikami kontroli NIK już się nie da tego tak łatwo zrobić.

Polacy zarabiają, państwo wydaje
W 2020 roku łączne wydatki publiczne naszego państwa w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły 29 754 zł i były o 5325 zł wyższe od jego dochodów. Ponadto, były aż o 4550 zł wyższe niż rok wcześniej – podaje FOR. W rezultacie polski dług publiczny wzrósł do 34 057 zł na osobę (czyli o 6521 zł), przy czym ponad jedna szósta tego zadłużenia, czyli ok. 5920 zł na mieszkańca to dług poza kontrolą parlamentu. Ubiegłoroczne wydatki na powstrzymanie i walkę ze skutkami pandemii COVID-19, w tym rekompensaty za lockdown, wyniosły 2722 zł, co oznacza, że 40 proc. wspomnianego przyrostu wydatków stanowią wydatki niezwiązane z pandemią.

Groźna bankowość internetowa
Po raz kolejny potwierdza się, że w Polsce nikomu nie należy ufać. Nie po raz pierwszy przestępcy podszywają się pod banki. Teraz, występując jako PKO Bank Polski, rozsyłają e-maile o tytule „Nieprawidłowy IBAN”. Fałszywa wiadomość przypomina e-maila z PKO BP – zawarta jest w niej prośba o sprawdzenie załączonego numeru IBAN. Załącznik zawiera szkodliwe oprogramowanie – jego otwarcie może sprawić, że stracimy pieniądze. IBAN to międzynarodowy numer kont bankowych. Umożliwia on przelewanie środków na zagraniczne rachunki bankowe oraz na otrzymywanie środków z zagranicy na konto krajowe. Numer IBAN jest unikalny i opisuje bank oraz właściciela prowadzonego w nim rachunku w przelewach międzynarodowych. Przestępcy w swoich mailach powołują się na rzekome przelewy pieniędzy na rachunek bankowy klientów PKO BP. Kłamliwy komunikat brzmi: ” Dzień dobry, z pozdrowieniami od naszego klienta próbowaliśmy wysłać przelew, ale wraca, potwierdź, że załączony numer IBAN jest prawidłowy lub możesz przesłać prawidłowy numer konta, abyśmy mogli przetworzyć płatność „. Władze banku PKO BP apelują, aby nie otwierać załączników i nie klikać w linki podane w tego rodzaju e-mailach i załącznikach. Jeśli kliknie się w link, straci się pieniądze i kontrolę nad kontem.

W czapce urodzony

Czapka to bardzo ważna część garderoby. Nie wszyscy ją lubią. Nie każdy w niej dobrze wygląda. Ale w chwilach załamania pogody, bez czapki ani rusz. Dobrze więc mieć ją na sobie lub przynajmniej przy sobie, żeby w porę się w nią przyoblec, gdy nieszczęście wisi w powietrzu lub z powietrza nadciąga. Gorzej, gdy się czapkę zgubi lub straci. Z roztargnienia, zapominalstwa, gapiostwa, po alkoholu. Wtedy nieszczęście gotowe.

Mój kolega, piosenkarz, nie przyszedł niedawno na próbę, ponieważ źle się poczuł i bolało go gardło. Zapytany, czy coś się stało, odparł, że nic, tylko dzień wcześniej spożywał do trzeciej nad ranem alkohol na świeżym powietrzu. I dziwisz się, że teraz że cię boli gardło, odparliśmy pospołu z resztą muzykantów, kiedyśmy usłyszeli tę opowieść. Rzeczywiście, to mogło mieć jakiś wpływ, odparł piosenkarz. No, ale przecież, miałem czapkę-przytomnie dorzucił na koniec.

No właśnie. Czapka może goreć na złodzieju. W czapkę można dostać na ulicy. Lub co najmniej w beret. Czapkować można przed zwierzchnikiem. Tak jak to czynił do niedawna Marian Banaś przed Mateuszem Morawieckim, a oni obaj przed Jarosławem Kaczyńskim. Tak jak to miał w zwyczaju robić Tomasz Kaczmarek przed Mariuszem Kamińskim, a oni pospołu przed prezesem, jak wyżej. Czasami jednak ludzkie ścieżki stają się na tyle kręte, że łatwo się pogubić i „z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle”. Marian Banaś i Tomasz Kaczmarek w pewnym momencie zdecydowanie źle wybrali. Źle dla siebie ma się rozumieć, bo Polska i Polacy jakoś sobie bez nich poradzą. Bo ich już nie ma. Wyrok zapadł dawno temu, a teraz obserwujemy właśnie jego wykonanie.

Naturalnie, obydwaj dżentelmeni będą się bronić i nie zechcą się poddać bez walki, szczególnie prezes NIK, ale, mam wrażenie, że obaj doskonale wiedzą, że niewiele będą mogli wskórać. Podpadli prezesowi. Zaczęli kąsać rękę która ich karmi, jak zły pies. Czapa ochronna, roztoczona dotychczas nad ich głowami i głowami ich rodzin, w dniu ich nielojalności, a zapewne doskonale obydwaj pamiętają ten dzień, zamknęła się, tak, jak zamyka się parasol.

Wiecie Państwo, dlaczego nie można pozwalać małym psom na to, żeby podczas niewinnej zabawy, gryzły Wasze ręce swoimi ostrymi jak szpileczki ząbkami? Bo zostanie im na starość w głowach, że można gryźć rękę pana, a ręka pana nie służy do gryzienia. Ręka pana karmi, ręka pana dopieszcza, ręka pana nagradza, wreszcie, za przewiny ręka pana wymierza kary. Pańską rękę należy szanować; można ją lizać szorstkim językiem, łasić się do niej, ale nie gryźć do krwi. Bo jeśli pan okaże się srogi, to może się rozsierdzić i nie będzie się wtedy gdzie skryć przed jego gniewem.

Całe zamieszanie z Banasiem i agentem Tomkiem to jest taka właśnie behawiorystyczna historyjka, którą można ezopowym językiem opowiedzieć najmłodszym. To żadna rozgrywka na szczytach władzy, bo na szczycie jest Pan panów, a nieposłuszne szczenięta ledwie pętają się przy jego nogach, ogryzając pod stołem resztki z obiadu. Oczywiście, psy będą się szarpać, kąsać, wreszcie będą skamleć i prosić o litość, ale ta najpewniej nie nadejdzie. Tymczasem, kiedy kampania w zenicie, trzeba narodowi pokazać, jak bardzo jesteśmy pryncypialni, że eliminujemy ze swego stada tych wszystkich, którzy mogą nam zagrozić. Bo, co tu kryć, Banaś i Kaczmarek jakąś wiedzę mają. Przyparci do muru mogliby próbować jej użyć, ale obaj doskonale wiedzą, że jeśli to zrobią, sami pójdą też na dno, gdyż wchodząc w układ stali się jego częścią i bomba którą nastawili, zdetonuje także ich samych. Tak czy owak: będzie bolało.

Gangsterzy i żebracy

Po 13 latach swej działalności Centralne Biuro Antykorupcyjne osiągnęło historyczny sukces. Policja aresztowała najsłynniejszego, do niedawna najlepszego agenta tej antykorupcyjnej spec służby. Słynnego „Agenta Tomka”.
Prokuratorzy najpierw zarzucili mu, że zawarł fikcyjne umowy darowizny z członkami swojej najbliższej rodziny na blisko 9 mln złotych. Wszystko po to aby upozorować legalne pochodzenie środków pieniężnych.
Potem, już w prokuraturze „Agent Tomek” usłyszał kolejne dziewięć zarzutów związanych z praniem brudnych pieniędzy. Od stycznia 2015 do października 2019 roku miał podjąć czynności w celu ukrycia środków finansowych pochodzących z przestępstw przywłaszczenia pieniędzy. Nabywał, a następnie zbywał nieruchomości, a środki uzyskane ze sprzedaży ukrywał, również poprzez wypłaty gotówkowe w bankomatach oraz bankach.Skąd miał te brudne pieniądze?
Otóż Stowarzyszenie „Helper”, w którym pełnił funkcje dyrektora, a następnie prezesa w latach 2015-2017 otrzymywało liczne państwowe i samorządowe dotacje na prowadzenia Środowiskowych Domów Samopomocy w gminach Purda, Jedwabno, Reszel oraz w Olsztynie. Pod pozorem prowadzenia takiej działalności wyłudzono kwoty 39 milionów złotych z obficie udzielanych Stowarzyszeniu dotacji. Z tego ponad 10 milionów złotych zostało przywłaszczone przez „Agenta Tomka” i inne , bliskie mu osoby działające w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Tak teraz uważa Prokuratura Regionalna w Białymstoku.
Dodatkowo z wielomilionowych dotacji finansowano koszty stałej obsługi prawnej renomowanej kancelarii. A nawet zakupy ekskluzywnych kosmetyków, odzieży znanych, światowych marek, wyposażenia domów, koszty wynajmu i użytkowania luksusowych samochodów, spłaty zobowiązań wynikających z zakupu, przebudowy i adaptacji dwóch prywatnych nieruchomości o aktualnej wartości ponad 7,5 miliona złotych będących własnością „Agenta Tomka”.
Jak to się stało, że „Agent Tomek” i bliscy mu ludzie mogli tak długo i tak bezczelnie doić państwowe i samorządowe budżety?
Pewnie dlatego, że wszyscy pamiętali, że jaśnie pan agent jest bliskim współpracownikiem obecnego wiceprezesa „Prawa i Sprawiedliwości”, szefa wszystkich służb specjalnych pana posła Mariusza Kamińskiego. Pewnie pamiętali też, że jaśnie pan „Agent Tomek” był w latach 2011- 2013 panem posłem klubu parlamentarnego „Prawa i Sprawiedliwości” kierowanym przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Wcześniej, w 2009 roku otrzymał zaszczytny tytuł „Człowieka Roku” przyznawany przez wielce wpływową „Gazetę Polską”. W tym roku zaszczytu tego dostąpił pan prezes Kaczyński.
Pamiętając koneksje, znajomości pana „Agenta Tomka”, każdy rozsądny, lojalny wobec „Dobrej Zmiany” dysponent publicznych pieniędzy nie mógł odmówić wsparcia szlachetnej w założeniach działalności byłego parlamentarzysty z klubu „PiS”.
Mógł kraść, bo miał twarz prominenta PiS, a tym przecież wszystko się w IV Rzeczpospolitej należy.
Zaraz po opublikowaniu raportu Najwyższej Izby Kontroli krytykującego spec służby „Dobrej Zmiany” za opieszałość i nieskuteczność w odzyskiwaniu ukradzionych państwu polskiemu pieniędzy przez licznie mnożących się teraz aferzystów, kilkunastu funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego z nakazem przeszukania miejsc i wydania rzeczy o poranku zapukało do wszystkich mieszkań i lokali związanych z panem prezesem NIK Marianem Banasiem i jego rodziną.
Pukali oni w Krakowie i Warszawie. Nie otworzono im i dlatego spec agenci przez wiele godzin nie mogli wejść nawet do gabinetu prezesa NIK. Pan prezes Banaś odmówił im prawa rewidowania go powołując się na „konstytucyjne przesłanki” i ochronę poufnych materiałów. Żmudne pertraktacje z kierownictwem CBA zakończyły się wieczorem i agenci rozpoczęli przeszukanie.Co zdążył w tym czasie wyczyścić i usunąć z gabinetu i mieszkań pan prezes NIK Marian Banaś i jego Rodzina, pewnie szybko się nie dowiemy. Wiemy już, że postanowienie o przeszukaniu wydała 14 lutego Prokuratura Regionalna w Białymstoku.
Podstawą są niekorzystne dla Banasia wyniki kontroli CBA oraz analiza przepływów finansowych z jego rachunków, jakiej dokonał generalny inspektor informacji finansowej.
Doczekaliśmy dni, że ludzie, którzy jeszcze niedawno swymi twarzami firmowali antykorupcyjny front „Dobrej Zmiany” okazali się, wedle organów prokuratorskich, kontrolowanych przez elity PiS, zwyczajnymi złodziejami. Tuczącymi się na budżecie państwowym i budżetach samorządowych. Aferzystami okradającymi podatników, czyli nas wszystkich.
Dodatkowo okazało się, że Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrudnia ludzi, którzy bezczelnie okradają to Biuro, czyli budżet państwa, czyli nas, wynosząc kilkanaście milionów złotych z firmowych sejfów. A jego najsłynniejszy Agent jest właśnie aresztowany i oskarżony o wielomilionowe złodziejstwo.
O podobne złodziejstwa oskarżany jest pan prezes NIK, konstytucyjny, nieusuwalny organ, Marian Banaś. Niedawno określany przez pana marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z PiS jako „człowiek kryształowy”.
Warto też przypomnieć, że pan marszałek Senatu RP Karczewski też jest teraz oskarżany o bezprawne wyłudzanie pieniędzy za płatne prawdziwe i fikcyjne dyżury szpitalne. Pan marszałek tłumaczy, że ma jakieś ekspertyzy, które potwierdzają jego niewinność, ale nie pokazuje ich. A z ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora z 1996 roku wynika jednoznacznie, że takich płatnych dyżurów brać nie mógł.
Szef polskiej dyplomacji pan minister Jacek Czaputowicz nie został jeszcze oskarżony o złodziejstwo. Zapowiedział za to, że do rosyjskiego MSZ wpłynęła nota z jego prośbą o pomoc w zorganizowaniu uroczystości w Katyniu i Smoleńsku 10 kwietnia, w rocznicę mordu katyńskiego i katastrofy prezydenckiego samolotu.
Chodzi nam o to, abyśmy mogli przekroczyć granicę i uczestniczyć w uroczystości. Nie oczekujemy reprezentacji polityków rosyjskich. To sprawa ważna dla Polaków i tak to postrzegamy, podkreślił pan minister Czaputowicz.
Jeszcze niedawno wszyscy słyszeliśmy, że dopóki Rosja nie odda nam wraka prezydenckiego samolotu Tupolew rozbitego w Smoleńsku, to nie będzie żadnych rozmów z Moskwą. Bo Polska rządzona przez elity PiS właśnie „wstała z kolan”. I od teraz będzie rozmawiać z Kremlem na polskich warunkach.
Niestety mamy kampanię wyborczą i pan premier Morawiecki zechciał zapunktować u pana prezesa Kaczyńskiego. Swoją wizytą w Smoleńsku w podwójną rocznicę. Przewodzeniem tam podczas patriotycznych uroczystości.
Ta deklaracja przewodzenia wywołało irytację pana prezydenta Dudy, który chce swej reelekcji. I jemu celebracja patriotycznych uroczystości przydałaby się w kampanii wyborczej. Tak znów mamy rywalizację kto poleci do Smoleńska i tam zapunktuje.
Dziesięć lat temu podobna rywalizacja premiera i prezydenta doprowadziła do dwóch wizyt w Smoleńsku- Katyniu. Druga była zorganizowana tak partacko, że zakończyła się tragicznie.
Teraz mocarstwowe elity PiS żebrzą o pomoc rosyjskiej administracji w kampanii wyborczej pana prezydenta Dudy. A elity PiS związane z administracją państwową oskarżają się o złodziejstwo i aresztują sobie konkurentów do „Dojnej Zmiany”
Taka miała być ta IV Rzeczpospolita?