„itd.”, itp. Opowieść o niezwykłym tygodniku

30 lis 2020

Czy opowieść o życiu jakiejkolwiek redakcji prasowej może być zajmująca? Czy samo w sobie życie redakcji, czy to gazety codziennej czy tygodnika (redakcje wydające periodyki typu miesięcznik, dwumiesięcznik, kwartalnik, czy tym bardziej rocznik rządzą się innymi regułami i modus ich funkcjonowania mało przypomina prawdziwą redakcję) jest interesujące, a przynajmniej może być interesująco opisane?

Przecież redakcja ( a pamiętajmy, że w przypadku, o którym będzie mowa, mamy do czynienia z redakcją działającą w zupełnie innej epoce, nie tylko politycznej, niż obecna – 1960-1990), a to oznaczało pracę w kompletnie odmiennych warunkach technologicznych, organizacyjnych etc.
Redakcje w tamtych czasach to były biura z biurkami, sekretariatem, gabinetem naczelnego oraz sprzętem technicznym, który tworzyły maszyny do pisania, magnetofony, najpierw szpulowe, a później kasetowe, a także aparaty fotograficzne fotoreporterów. Do tego właściwie ograniczał się cały ówczesny „park maszynowy”.
Odpowiedź wprost na tak postawione pytanie raczej pozytywna być nie może, bo obraz życia i atmosfery („jak w Smolnym”) biura, którym jest redakcja, pokazywanie ludzi wpadających i wypadających z redakcji, kolegiów redakcyjnych, dyskusji, kłótni, pośpiechu, animozji, przyjaźni i całej tej atmosfery, którą mogą czuć tylko ci, którzy w tamtych czasach byli dziennikarzami, sam w sobie rzadko może być fascynująco pokazany. Chyba, że…
Chyba że mamy do czynienia z pismem, które ma swoją legendę, swój własny styl i koloryt, które odegrało nietuzinkową rolę jako krytyczne wobec władzy na tyle, na ile było to możliwe w warunkach istnienia instytucjonalnej cenzury, którego przekaz i dzieje naznaczone są „znakami czasu”, jak n.p. tygodniki „Po prostu” czy „Polityka” lub właśnie jak tygodnik „itd” .
I o takim właśnie piśmie opowiedziała w swojej książce Marta Sztokfisz, kiedyś wieloletnia dziennikarka pisma.
Przy czym zdecydowała się wybrać nie formułę linearnie, chronologicznie, dokumentalnie opisującą dzieje tytułu od początku do finału istnienia, lecz – jak podkreśla podtytuł – „opowieści o ludziach”.
Bo to rzeczywiście ludzie „itd” tworzyli jego klimat, legendę. Pracował tu – względnie współpracował z nim – cały legion utalentowanych ludzi, ciekawych indywidualności dziennikarskich i ciekawych, kolorowych osobowości jako takich.
Skądinąd wielu „itedowców” to postacie znane także z innych dokonań i zatrudnień, nie tylko dziennikarskich, ale także politycznych (jak n.p. Aleksander Kwaśniewski, Piotr Gadzinowski, Bohdan Jachacz, Andrzej Urbańczyk czy Jerzy Urban). Przez pismo przewinęły się setki osób. Wystarczy przejrzeć zamieszczoną jako aneks długą listę „niektórych” (dwieście nazwisk z dużym okładem), by przekonać się, jak bogatego autoramentu ludzie „itd” współtworzyli i z jak różnymi poglądami politycznymi się identyfikowali.
Dość wspomnieć, że wśród kolegów jednoznacznie kojarzonych z lewicą Aleksandra Kwaśniewskiego czy Piotra Gadzinowskiego, byli tacy ludzie o radykalnych poglądach prawicowych, jak Elżbieta Isakiewicz czy Piotr Wierzbicki, którzy po latach trafili jako zaangażowani publicyści i redaktorzy do prasy prawicowej (n.p. „Gazeta Polska” czy „Życie”), czy jak Maciej Pawlicki, jeden z heroldów obecnych rządów.
Jako się rzekło, Marta Sztokfisz nie napisała historii pisma na całej czasowej przestrzeni jego istnienia (pierwsze kilkunastolecie pisma jest właściwie tylko zamarkowane w skrócie, we wstępnej części), lecz siłą rzeczy ograniczyła się do czasów znacznie późniejszych, znanych jej z własnego doświadczenia (dziennikarką „itd.” została w 1977 roku), schyłku lat siedemdziesiątych, zawieszenia pisma po 13 grudnia 1981 roku oraz ostatniej dekady istnienia pisma (1982-1990).
Książka Sztokfisz zbudowana jest z dwóch równoległych narracji, jej własnej, autorskiej, oraz z obszernych wypowiedzi kilkudziesięciu ludzi „itd.”, w tym m.in. Aleksandra Kwaśniewskiego, Piotra Gadzinowskiego, Piotra Wierzbickiego, Przemysława Ćwiklińskiego, Andrzeja Szmaka, Bohdana Jachacza i szeregu innych.
Książki pełna jest przytaczanych przez nich i przez autorkę, bardzo interesujących faktów (np. ten o numerze z 6 października 1985 roku, który miał uczcić 25-lecie istnienia pisma, ale jego nakład został posłany na przemiał z powodu okładki uznanej przez władzę za obrazoburczą), wspomnień, komentarzy, spostrzeżeń, także tych o posmaku anegdotycznym, o walorach także kronikarskich, wzbogacających wiedzę o tamtych czasach, także o rozmaitych uwarunkowaniach personalnych itp.
Konstrukcja książki Marty Sztokfisz jest patchworkowa, dygresyjna, są w niej elementy różnych technik dziennikarskich, reportażu, relacji, nawet felietonu. To prawdziwa kopalnia wiedzy o epoce, której „itd.”, jako pismo ówczesnej młodej, krytycznej inteligencji bardzo twórczo towarzyszyło.
A jak się tę książkę czyta, bo to chyba najważniejsze kryterium? Otóż czyta się wybornie, lekko, z pożytkiem, bo to przy okazji kopalnia wiedzy. Właściwie można rzec, że to lektura pasjonująca. Zapewne inaczej przeczytają tę książkę czytelnicy postronni, którzy nigdy nie zetknęli się z redakcją „itd.”, a inaczej jej bohaterowie, współtwórcy, autorzy, redaktorzy pisma.
Myślę jednak, że jedni i drudzy będą mieli z tej lektury przyjemność i pożytek, niezależnie od wszystkich nieuniknionych ograniczeń tej pracy. Do tekstu dołączony jest zestaw barwnych reprodukcji kilkunastu okładek „itd.”, co jest bardzo dobrym pomysłem, bo cechą tego tygodnika, poza walorami publikowanych w nim tekstów była także bardzo interesująca, niebanalna, nawet nowatorska, prawdziwie artystyczna forma graficzna.
Krzysztof Mroziewicz, jeden z licznych autorów pisma, znakomity dziennikarz, a później też ambasador napisał tak: „Pismo przeżyło z Polską wszystkie najważniejsze wydarzenia, zwłaszcza marzec 1968, grudzień 1970 i sierpień 1980, a w grudniu 1981 na kilka miesięcy przestało istnieć.
Dało Polsce różnych okresów, których się nie wstydzi, prezydenta RP, prezesa PAP, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, parlamentarzystów, ministrów, dyplomatów, kilkudziesięciu naczelnych, zastępców i sekretarzy redakcji, wybitnych fotografów i grafików, autorów kilku tysięcy książek”.
I to może być jedna z licznych puent tej książki. Nie jedyna, bo taką puentę mógłby dopisać każdy z jej licznych bohaterów, współtwórców kształtu pisma.

Marta Sztokfisz – „Na studenckich papierach. Opowieść o ludziach „itd.”, Fundacja „Centrum Badania i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego”, Warszawa 2020, str. 163, ISBN 978-83-939986-61

Najnowsze

Zakaz handlu w niedziele. Ponad 60 proc. Polaków jest za zmianami w kierunku liberalizacji.

Zakaz handlu w niedziele. Ponad 60 proc. Polaków jest za zmianami w kierunku liberalizacji.

Według najnowszych badań, 60,5% Polaków jest za zwiększeniem liczby niedziel handlowych, przy czym największy odsetek (27,5%) opowiada się za otwarciem sklepów w każdą niedzielę. 19% preferuje handel w dwie niedziele w miesiącu, a 14% – w jedną. Tylko 30,8% ankietowanych chce utrzymania obecnych ograniczeń. Eksperci zauważają, że wyniki wskazują na potrzebę większej elastyczności w organizacji zakupów, co może pomóc w dostosowaniu ofert do potrzeb konsumentów. Istotne będą także koszty operacyjne oraz lokalizacja sklepów w kontekście ewentualnych zmian.

Paraliż Trybunału chroni przed prokuraturą? Święczkowski i Sochański pod ochroną immunitetów. Państwo musi przerwać ten impas

Paraliż Trybunału chroni przed prokuraturą? Święczkowski i Sochański pod ochroną immunitetów. Państwo musi przerwać ten impas

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski i jego zastępca Bartłomiej Sochański znajdują się w kontrowersyjnej sytuacji, obwiniani o blokowanie prac instytucji, którą kierują, i objęci wnioskami prokuratury o uchwałę immunitetów. Trybunał, odpowiedzialny za rozpatrywanie tych wniosków, sam jest sparaliżowany, co rodzi pytanie o jego funkcjonowanie i potencjalną bezkarność sędziów. Konflikt ten ujawnia długotrwałe problemy z niezależnością TK oraz potrzebę przejrzystości i odpowiedzialności w postępowaniu sądowym, które jest kluczowe dla praw obywatelskich.

Putin grozi Europie. Bałtyk jak cieśnina Ormuz? „Na każde wyzwanie odpowiemy”

Putin grozi Europie. Bałtyk jak cieśnina Ormuz? „Na każde wyzwanie odpowiemy”

Władimir Putin ostrzega przed możliwością eskalacji napięć w regionie Morza Bałtyckiego, porównując go do stresujących sytuacji w cieśninie Ormuz. Mimo zapewnień o chęci pokoju, grozi militarną odpowiedzią na wyzwania. Bezpieczeństwo Bałtyku ma kluczowe znaczenie dla regionu i może wpłynąć na globalną gospodarkę.

Komunikat z piątego posiedzenia plenarnego KC KPCh XX kadencji

Komunikat z piątego posiedzenia plenarnego KC KPCh XX kadencji

Piąte posiedzenie plenarne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin XX kadencji miało miejsce w Pekinie i odbywało się od poniedziałku do czwartku. Podczas obrad przyjęto uchwałę dotyczącą pełnego i rygorystycznego zarządzania Partią. Xi Jinping, sekretarz generalny, wygłosił ważne przemówienie oraz omówił sprawozdania Biura Politycznego. W komunikacie podkreślono znaczenie stabilności w dążeniu do postępu, a także zalecenia dotyczące walki z korupcją. Na zakończenie, postanowiono zwołać XXI Zjazd Partii w drugiej połowie 2027 roku, który będzie kluczowy dla przyszłości Chin.

Wang Yi na inauguracji Forum Globalnego Zarządzania 2026 w Xiong’an

Wang Yi na inauguracji Forum Globalnego Zarządzania 2026 w Xiong’an

Chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi podkreślił znaczenie Inicjatywy na rzecz Globalnego Zarządzania, mówiąc o potrzebie działań mających na celu wprowadzenie jej wizji w życie. W trakcie Forum Globalnego Zarządzania 2026 zaznaczył rolę ONZ oraz konieczność wspólnej reakcji na globalne wyzwania, w tym walkę o reprezentację krajów rozwijających się. Wang Yi apelował o przestrzeganie zasad współpracy oraz poprawę zasad zarządzania w nowych obszarach, a także konieczność reformy międzynarodowego systemu finansowego w harmonogramie uzgodnionym przez wszystkie strony.

Lewica chce skończyć z finansowaniem składek księży przez państwo. 283 miliony złotych pod lupą

Lewica chce skończyć z finansowaniem składek księży przez państwo. 283 miliony złotych pod lupą

Czy Polacy powinni finansować duchownych? Nowa Lewica ma dość stagnacji i przygotowuje projekt likwidacji Funduszu Kościelnego, z którego rocznie znika setki milionów złotych z państwowego budżetu. Ich propozycja stawia Kościoły i samych duchownych na pierwszej linii finansowania składek ubezpieczeniowych, co ma na celu większą przejrzystość finansów i ograniczenie przywilejów. Czy partie rządzące, które obiecały reformy, w końcu podejmą decyzję? Likwidacja Funduszu to nie tylko kwestia światopoglądowa, ale przede wszystkim ekonomiczna. Polski budżet musi być poddany przemyślanej debacie – dla dobra obywateli.

Sprawdź również