Łubu Dubu!

Kilka dni temu minęła pierwsza rocznica ponownego zainstalowania Donalda Trumpa w Białym Domu. Moim pierwszym skojarzeniem podsumowującym miniony rok Donalda Trumpa była kultowa scena z filmu Stanisława Barei „Miś”. Pamiętacie? Trener, grany przez Jerzego Turka, śpiewa w gabinecie prezesa Ochódzkiego: „Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu! Niech żyje nam!”. Wyobraźcie sobie posiedzenie gabinetu Trumpa, na którym wszyscy amerykańscy ministrowie, zwani tam sekretarzami, śpiewają: „Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezydent naszego klubu!”? Zaskakująco bliskie rzeczywistości. Pomysł spółki autorskiej Bareja-Tym okazał się zaskakująco proroczy.

Nie wierzę w próby racjonalizowania postępowania prezydenta USA. Te wszystkie opowieści o biznesowym podejściu czy specyficznej taktyce negocjacyjnej to opowieści z mchu i paproci. Próba zracjonalizowania czegoś, czego nie da się zracjonalizować. Więcej, mam nieodparte wrażenie, graniczące z pewnością, że Donald Trump stracił już dawno kontakt z rzeczywistością.

Od zakończenia II wojny światowej każdy prezydent USA był jednocześnie przywódcą wolnego świata. Można mieć wiele pretensji do USA, ale amerykańskie przywództwo oparte na fundamencie wolności i demokracji było niekwestionowane. Donald Trump nie lubi wolnego świata. Nie rozumie go. Jest pełen podziwu dla dyktatorów i chciałby mieć taką władzę jak oni. Ale nadal chce być przywódcą wolnego świata. I nie rozumie, że coś tutaj zgrzyta i się nie składa.

Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w roku 2024 z dwóch powodów. Po pierwsze większość Amerykanów uwierzyła w gospodarcze umiejętności Trumpa. Bidenowi udało się zdusić inflację, ale amerykańscy wyborcy chcieli jeszcze, aby dolary w ich portfelach nabrały większej wartości i większość z nich uwierzyła w obietnice Trumpa, że potrafi to uczynić. Drugą przyczyną była niechęć części wyborców Partii Demokratycznej do zaakceptowania kobiety w roli prezydenta USA. Nie była to wielka grupa, ale w amerykańskim systemie wyboru prezydenta wystarczyło, aby Trump wygrał w stanach Michigan, Pensylwania i Wisconsin, a być może także i w Georgii. Nie zagłosowali na Trumpa, ale nie poszli głosować.

Pierwszy rok drugiej kadencji Trumpa pokazał jednak, iż gospodarką jest on zainteresowany tylko o ile przynosi mu ona osobiste profity. Jeśli dodać do tego kompletnie nieudane i szkodliwe działania w zakresie oszczędności w administracji federalnej, chaos związany z wprowadzaniem ceł, ewidentną korupcję w jego biznesowo-szemranym otoczeniu, na skalę nieznaną w USA od lat dwudziestych zeszłego wieku, to sytuacja jest niezwykle odległa od tego, czego spodziewała się spora część wyborców Trumpa. Do tego trzeba dorzucić wydarzenia z ostatnich dni – operację specjalną w Wenezueli i tragiczne efekty działań służb federalnych w stanie Minnesota. Oba te zdarzenia łączy jedna rzecz – dramatyczna niekompetencja. W Minnesocie federalna agencja powołania do poszukiwania i deportowania nielegalnych imigrantów bije, aresztuje i ostatnio już także zabija obywateli USA. W Wenezueli armia amerykańska sprawnie wykonała zlecone jej zdanie, ale potem okazało się, że polityczny zleceniodawca, czyli Donald Trump nie bardzo wie, co dalej z tym sukcesem uczynić.

Nie wystarczy snuć groteskowych opowieści o nieskończonym paśmie sukcesów Donalda Trumpa. Amerykanie lubią sprawnie opowiedziane historie, ale na końcu oczekują faktów. Poparcie dla Trumpa spada a jego dotychczas karne zaplecze w Partii Republikańskiej ogarnia coraz większa panika w obliczu zbliżających się tzw. wyborów połówkowych.

W czasie minionego roku Donald Trump tyle narozrabiał, że wydawać się może, iż to już przynajmniej trzy lata. Tymczasem trzy lata prezydentury Trumpa jeszcze przed nami. Ratuj się, kto może! A jak nie może?


Wpis ukazał się pierwotnie na blogu autora: jkc.bytom.pl

Jan Czubak

Poprzedni

Azja i Pacyfik – cywilizacja XXII wieku