Gnoza grozy

28 cze 2026

Nadejście wakacji w Polsce zwiastują „paragony grozy”. Publikowane w internecie zdjęcia rachunków wystawionych w barach i restauracjach. Zlokalizowanych w popularnych wakacyjnych kurortach.

Zawsze też ilustrowane wizerunkami dań, jakie po zamówieniu otrzymaliśmy. Bez tych wizerunków upubliczniany paragon nie budzi pożądanych emocji.

Istnieje też zasada skali grozy takiego paragonu. Im wyższa jest wydrukowana na nim suma końcowa i im bardziej rachitycznie wyglądają zamówione dania, tym poziom wywołanej powszechnie grozy rośnie gwałtowniej.

Uświadomiono mi, że przynajmniej od kilkunastu lat Polki i Polacy, czyli my, lubimy się dzielić swym codziennym jedzeniem. Z przyjaciółmi, a nawet ludźmi obcymi. Taka polska, tradycyjna gościnność.

Zwykle dzielimy się jedzeniem w Internecie. Publikujemy tam zdjęcia jaj na twardo lub miękko, jakie zaserwowaliśmy sobie dziś na śniadanie. Albo wideo z kolacji przy świecach w romantycznej restauracji, albo z konsumpcji hot-doga na stacji benzynowej. Zjedzonego wspólnie niczym wypalenie indiańskiej fajki pokoju.

A czasem nawet porcję jedzenia otrzymaną w szpitalu zaraz po udanej ekstrakcji naszego żołądka.

I potem sfotografowanym jedzeniem dzielimy się solidarnie z Polakami.

Dobrzy ludzie uważają, że chcemy tym pobudzić radość Internautów. Bo kiedy ujrzą taką wyżerkę, to wielce ucieszą się z naszego szczęścia.

Źli ludzie sugerują, że wszystko to, aby zazdrość innych Internautów pobudzić. Zwłaszcza tych złych ludzi, których nie lubimy.

Mądrzy sugerowali mi też, że to masowe zjawisko upowszechniania paragonów grozy trafnie odzwierciedla polski charakter narodowy i oczekiwania Polaków wobec wakacyjnego wypoczynku.

Tradycyjnie kulturowy Polak oczekuje podczas wakacji cudów.

Nie krajobrazowych, architektonicznych, muzealnych, gastronomicznych czy romansowych, lecz finansowych.

Tradycyjnie kulturowy Polak, robiąc zakupy w swym ulubionym supermarkecie, oczekuje przynajmniej kilku promocji. Te sprawiają, że nie ma w Internecie paragonów grozy z supermarketów.

Choć rodacy Polacy płacą tam jak za zboże, kupując liczne, nie zawsze potrzebne im towary.

Podobnych okazji, zniżek tradycyjnie kulturowy Polak oczekuje, świadomie lub nie, podczas wakacji.

Nie spodziewa się już, że podczas wakacyjnego pobytu pieniądze zarobi.

Tak było w Polsce Ludowej. Wtedy dobrze zaplanowany wakacyjny, zagraniczny wyjazd miał się przynajmniej „finansowo zwrócić”.

Bardzo dobrze opracowana trasa podróży i fachowo zakupiona pula krajowych towarów do sprzedaży za granicą mogła przynieść finansowy zysk z wakacyjnego odpoczynku.

Dziś to czas przeszły, dokonany.

Ale niektóre nawyki i oczekiwania w zbiorowej pamięci pozostały.

Pewnie dlatego tradycyjni kulturowo Polacy kochają zagraniczne wyjazdy w systemie „all inclusive”. Najlepiej kupione „last minute”.

Potem lądują w resortach, gdzie można nakładać sobie jedzenia bez ograniczenia. Godzinami moczyć nogi w hotelowym basenie w towarzystwie kolejnego, kolorowego drinka. Nie martwić się o dzieci, bo od tego są resortowi animatorzy. Nie myśleć o dodatkowych rozrywkach, bo one też są w pakiecie usług.

Ale od kilku przynajmniej lat tradycyjni kulturowo Polacy pokochali, zwłaszcza w Internecie, spędzanie wakacji w Polsce.

Bo Polska jest najpiękniejsza, polskie morze i góry najbardziej romantyczne, a polskie jedzenie najsmaczniejsze. Polki i Polacy też są najprzystojniejsi i najsympatyczniejsi.

I wakacje w Polsce byłyby lepsze od tureckich czy egipskich „all inclusive”, gdyby nie te paragony grozy.

Dla tak ukształtowanego kulturowo Polaka zrozumiałym jest, że zagraniczny wakacyjny odpoczynek wiąże się z dużymi kosztami. Podobnie dużo powinien zapłacić zagraniczny turysta w Polsce. Nawet sporo przepłacić.

Za to niezrozumiałym jest dlaczego w Polsce przepłacać musi Polak? A dostaje paragon jak bogaty Niemiec albo inny Szwed. Przez co cały urlop ma zepsuty.

W Polsce Ludowej kolonie dla dzieci i wczasy pracownicze były za przysłowie darmo. To se nevrati, jak mawiają czescy intelektualiści.

Ale skoro Polak jest u siebie, na polskich wakacjach, to powinien mieć w polskich barach i restauracjach przynajmniej obowiązkowe zniżki.

I darmowe pierwsze drinki.

Kto się zgadza, niech lajkuje mnie.

Więcej w Fakty Po Mitach

Najnowsze

Łaska

Łaska

Paolo Sorrentino zrobił filmu o człowieku, bardzo włoski, bardzo katolicki i odrobinę humanistyczny. Ten humanizm...

Sprawdź również

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Spółka Skarbu Państwa PKP S.A. oferuje na swojej stronie sprzedaż nieruchomości głównie mieszkaniowych, usytuowanych w różnych miejscowościach, które przedstawia jako „tanie”. Choć niektóre z cen faktycznie nie wydają się w obecnych realiach wygórowane, to wśród ofert...

Pokaż twarz robocie!

Pokaż twarz robocie!

Chińcyki - roboty trzymają się mocno. Są trendy w tym sezonie politycznym. Podobnie też chińskie samochody elektryczne i chińskie nowości AI. Czyli „sztucznej inteligencji”, po angielsku zwanej „Artificial Intelligence”. Zaś Chińczycy często na AI mówią „Shēndù...

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Polska może pomóc Ukrainie wygrać wojnę, a mimo to przegrać walkę o porządek, który powstanie po jej zakończeniu. Po 2022 roku polska polityka wobec Ukrainy została zdominowana przez ideologiczny entuzjazm. Każdą próbę rozmowy o polskim interesie, gospodarce czy...

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Lekarstwo Pfizera na poprawę ostrości widzenia Firmy z Zachodu przez stulecia korzystały z taniej pracy, tanich surowców, rynku zbytu kolonii. Ale musiały znaleźć sposób na dalszą ich eksploatację, kiedy te odzyskały niepodległość. Zachodni kolonialiści tracili...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Pokaż twarz robocie!

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew. Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej...