Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosinak-Kamysz robi karierę jako patriota, polski katolik i lobbysta zbrojeniówki oraz rolniczego biedabiznesu. Medialną młóckę wokół różnych problemów, które sobie stwarza tzw. klasa polityczna, wykorzystuje po to, by się pozycjonować wśród innych łowców głosów wyborczych. Finał ten sam od dekad: problemy społeczne – rozwiązania aspołeczne; probiznesowe i podtrzymujące tradycjonalizm. Tak jest obecnie ze stopniową prywatyzacją służby zdrowia, z podnoszeniem drugiego progu podatkowego bez zmiany jego regresywnego charakteru, z dostępnością aborcji, ze związkami partnerskimi, z finansowaniem Kościoła katolickiego czy budową fortu Polanda. Korzystając z pozycji obrotowego na scenie politycznej, Binarny Władek pełni rolę furtiana polskiego skansenu na peryferiach kapitalizmu made in USA.
Organizator partyjnej trupy rolbiznesu
PSL przez ostatnie dekady był związkiem zawodowym polskiej klasy farmerskiej i obsługujących ją specjalistów. Jego członkowie obsiadają różne agencje i fundusze. Tych posad jest 31 tys. Teraz do spółki z sojusznikami z koalicji PSL próbuje poszerzyć elektorat o głosy pozostałych rodzimych przedsiębiorców na miarę naszych możliwości. Troszczy się o ich dochody (czyt. obniżkę podatków), o przestrojenie parametrów opłacalności produkcji, zwłaszcza rolnej.
Jak wszyscy reprezentanci rodzimych januszexów nigdy nie mówi, jak oni by sobie radzili np. na samotnej wyspie: bez wynalazków minionych pokoleń, bez infrastruktury, której sami nie zbudowali, a często też nie współfinansowali. I przede wszystkim bez pracowników. Skoro korzystają z dorobku całej wspólnoty życia i pracy, sprawiedliwe jest, by zatrzymywali dla siebie najwyżej kilka procent wartości dodanej, którą rzekomo wytwarza ich magiczna przedsiębiorczość. Złączona przecież z pracą – coraz gorzej opłacaną, czemu sprzyja zatrudnianie na niewolniczych warunkach imigrantów. Ich Bąkiewicz nie zatrzymuje. Tak to nadwiślański liberał w ludowym kostiumie zakłamuje podstawową kwestię sprawiedliwego podziału wytworzonej w kraju nadwyżki, kwestię opodatkowania dochodów i dziedziczonych majątków.
Gdyby naprawdę chciał pomóc rodzimym farmerom, szukałby możliwości współdziałania z międzynarodową organizacją Via Campesina. Ona wie, co w trawie piszczy. Działa od 1993 r. w ponad 50 krajach. Stara się rozbić oligopole w produkcji żywności. Droga do tego daleka, bo np. wymaga zakazu spekulacji podstawowymi produktami spożywczymi na giełdach. Do tego trzeba dodać zakaz przejmowania ziem uprawnych na globalnym Południu przez fundusze hedgingowe.
Nibylekarz
Jak niewiele w sporach światopoglądowych znaczy wiedza naukowa, świadczy stosunek tego byłego lekarza – doktora nauk medycznych – do kwestii aborcji. Nie potrafi on już odróżnić zygoty i płodu od dziecka. Potrafi za to upajać się świętością życia.
„Dziecko poczęte” poczęło się w głowie religijnych oszołomów. Chłopek roztropek krakowskim targiem wybiera jako drogowskaz nauczanie Kościoła – „życie zaczyna się od poczęcia” – wykazując przy tym daleko idącą niekonsekwencję. Skoro mniej więcej połowa tych „dzieci” kończy żywot od paru dni do parunastu tygodni po poczęciu – w wyniku niezagnieżdżenia się zarodka, samoistnego poronienia etc. – może odpowiedzialny przed swoim sumieniem „obrońca dzieci poczętych” powinien zadbać o to, co robią z podpaskami wierne żony i córki Kościoła?
Główną wartością moralną jest życie ludzkie. To oczywiste. Ale czasami trzeba wybrać między życiem matki a zygoty czy płodu; między dobrem dzieci już narodzonych a przechodzącą różne fazy rozwoju nową istotą. Tyle dylematów przynosi proza życia, a kobieta to nie inkubator. Sama rozstrzyga w swoim sumieniu, co jest mniejszym złem. Tym bardziej że słabną nakazy religii w sprawie związków partnerskich jednopłciowych czy mieszanych, aborcji czy rozwodów, o czym wie najlepiej wierny (ale bez przesady) syn Kościoła.
Pieniądze przykryte sutanną
Jednym z ważnych tematów kampanii wyborczej było zaprowadzenie przejrzystości w przepływach między budżetem państwa a Kościołem katolickim i jego przybudówkami. W nowym rządzie uporządkowanie tych relacji spoczęło na barkach wicepremiera Kosiniaka-Kamysza.
Pewne postępy widać w sprawie ograniczenia roli religijnej indoktrynacji w szkole – chociażby przez ograniczenie liczby lekcji religii. Cisza natomiast zaległa nad rozmowami w sprawie finansów Kościoła: funduszu kościelnego, opodatkowania dochodów, dysponowania przez przykościelne fundacje publicznymi funduszami, finansowania szkolnych lekcji religii czy kapelana szumiącego dokoła lasu.
Czyżby budowa fortu Polanda i powiększania uprawnień żołnierzy do użycia broni na granicy zajmowały tyle czasu? To przecież też twarda materia budżetu i wyboru priorytetów, np. czy w szpitalu ważniejszy jest nowoczesny sprzęt, czy kaplica i jej personel. Kościelna posługa „prawdzie i wartościom” interesuje coraz mniej ludzi – w końcu także w Polsce.
Obrońca Festung Europa
Wrażliwy obrońca „dzieci poczętych”, pełen frazesów o miłości bliźniego, topi publiczne fundusze na wielomiliardowe kontrakty na latające i pływające zabawki, na armaty i naboje do nich. To zwykle broń – w najlepszym razie – składana w Polsce z zagranicznych komponentów. Te zakupy niczym w supermarkecie mają zapewnić rodakom bezpieczeństwo. Władek jednak wyraźnie nie rozumie istoty i wagi kluczowych problemów świata, od których to bezpieczeństwo ostatecznie zależy. Ekipa strażników „wolnego świata” w koalicyjnym rządzie nadwiślańskich liberałów liczy na to, że strzelanie do migrantów na granicy Festung Europa rozwiąże globalny problem ludzi zbędnych?
Tego problemu nie da się rozwiązać „na Bosaka”. Jak naucza Mickiewicz: „Kto nie wyjdzie z domu, aby zło znaleźć i z oblicza ziemi wygładzić, do tego zło samo przyjdzie i stanie przed obliczem jego”. To zło to historyczne i aktualne skutki Systemu, który tak ukochał i podtrzymuje nasz minister wojny swoimi sojuszami i zakupami uzbrojenia.
Jak podaje raport ONZ, co 11. mieszkaniec planety w 2023 r. głodował; w Afryce nawet co piąty. To efekt biedy zrodzonej z imperialnego systemu eksploatacji peryferii przez bogatą Północ: taniej pracy, taniej ziemi, tanich surowców. W efekcie światowy rozkład bogactwa przypomina kielich szampana bez stopki. Na granicy fizycznej egzystencji wegetuje 1,8 mld ludzi.
Głód to szeroko otwarta brama dla drobnoustrojów i chorób metabolicznych. Od wieków towarzyszy mu anemia; cierpi na nią 1,3 mld ludzi na Ziemi. U 30 proc. chorujących dzieci anemia upośledza tworzenie się neuronów w mózgu, co skutkuje niedorozwojem umysłowym. Wśród wszystkich głodujących 18 proc. to dzieci poniżej piątego roku życia. Ci, co mogą, nie czekają na śmierć na miejscu. Może ich wabi dobrobyt w 20. gospodarce świata?
Gdzie kończy się wrażliwość moralna Kosiniaka-Kamysza? Na granicy z Białorusią?
Wolnościowiec wybiórczy
Ale polska prawica nie ma innego pomysłu, żeby chronić polską chatę, choć tyle w niej świętych obrazów i figur. Ma dylemat: z jednej strony chciałaby przerobić kraj „na kantor i fabrykę”, do czego są potrzebni kolorowi z całego świata. Ale tak, by zostało dużo miejsca „na krzyż i Kościół”.
Ale cóż, znacznej części polskiego społeczeństwa odpowiadają tacy mężowie stanu (cywilnego) jak Binarny Władek. Dla nich „świętość życia liczy się tylko w formie zygoty” – pisze prof. Joanna Hańderek na łamach „Faktów po mitach”.
Nie przeszkadza im śmierć dzieci na granicy z Białorusią, nie przeszkadza im niszczenie psychiki dzieci na lekcjach religii. Nie przeszkadza im też łączenie tradycjonalizmu z kultem „wolności” – byle dotyczyła zysku i wyzysku. Nigdy praw kobiet.
Nie przypadkiem liberalni konserwatyści w różnych wyborczych kostiumach – i proeuropejscy, i bogoojczyźniani – niewiele się od siebie różnią. Chcieliby poprawić kondycję służby zdrowia, edukacji, infrastruktury – ale nie kosztem ograniczenia zbrojeń i opodatkowania biznesu. Wybierzmy dla nich wolność od polityki.
Tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „NIE”, nr 26/2026.













